Praca z sercem wg. Safi Nidiaye


Skorzystałem ostatnio z metody Safi Nidiaye, która jest opisana przez nią samą w filmie

„Energia serca a wyparte i nieuświadomione uczucia”

Na YT jest kilka jej filmów z tłumaczeniem na polski:

„Otwórz serce zamiast łamać sobie głowę”

Uwolnienie od identyfikacji z cudzymi uczuciami

Jak dla mnie jest to świadoma osoba w obszarze uczuć i energii płynących z serca. Umie obserwować swoje odczucia, uczucia, prowadzi osoby poprzez przeżycia, uczucia, które są dostępne i przez te, które dopiero się pojawiają w czasie procesu. Trochę to przypomina proces Mindellowski, o poszczególnych elementach łańcuszka uczuć, odczuć dowiadujemy się dopiero gdy tam do nich przychodzimy.

Proces oczyszczający ma na celu oczyszczenie napięć z ciała i kłopotliwych uczuć, emocji, cierpienia. Te elementy możemy nosić ze sobą [nawet bez świadomości tego] przez całe lata. Nawet jeśli nie uświadamiamy sobie ich, to pozostają one w ciele w postaci napięć. [tak mówią psychoterapeuci ze szkoły bioenergetycznej, Lowen, Boadella, nie mylić z bioenergoterapeutami] I generalnie takie blokady wpływają na zmniejszenie się sumarycznej naszej żywotności.

Gdy zaś oczyszczamy te złogi emocji, to po pierwsze robi nam się lepiej, lepiej się czujemy, a po drugie mamy większą żywotność.

Jak to działa?

1. Potrzeba skontaktować się z emocją/uczuciem, które dla Duszy jest aktualnie ważne. Sprawy, co do których są np. bóle w ciele, choroby też można brać pod uwagę, ale myślę, że te emocje, które aktualnie „trzęsą Duszą” są dla niej najważniejsze w chwili obecnej i – oczywiście – najbardziej dostępne. Jak to Mindell mówi: w procesie należy iść za energią, za tą, którą widać, słychać, czuć. 2. Safi mówi, że nie umiemy radzić sobie z emocjami przez to, że dla nas owe emocje są albo zbyt złe, albo nie umiemy się z nimi obejść. Dlatego stosujemy coś dostępnego i prostego: udajemy się do miejsca przeżywania emocji świadomością i oddechem.

3. Trzeba uświadomić sobie, co to za odczucie, nazwać je. Jeśli myśl poprzedza emocję, potrzeba, aby ta myśl inspirowała nas w przeżywaniu.

4. Problem z faktu przekształca się w uczucie.

Opowiem, jaki miałem proces ostatnio. Pisałem o tym demonie pogodowym, co tak mocno wpłynął na odczucia, oczywiście także na moje odczucia.

Ale, jak to z wieloma sprawami bywa, sprawa tkwi we mnie a to, co z zewnątrz przychodzi jest „listonoszem”, posłańcem wskazującym palcem na coś we mnie samym, co wymaga uzdrowienia. Jak bowiem wiadomo „dla czystego wszystko jest czyste”. A jak nie jestem oczyszczony, to taki demon może spowodować u mnie dużo emocji i to nieprzyjemnych.

I tak stało się też i tym razem. W czasie tej opresji czułem się bardzo niekomfortowo. Odczucie nie odchodziło, więc się nim zająłem. Zadałem sobie pytanie kiedy to się zaczęło i jaką to emocję uruchamiało. Zaczęło się od tej kiepskiej pogody [demona pogodowego, witalnego] a powodowało, że odczuwałem przerażenie.

Cały proces poprzedziłem wstępem, długo medytowałem i modliłem się do Boga słowami „Boże, proszę o oczyszczenie mnie”, „Boże proszę o oczyszczenie moich energii”. Robiłem to tak długo w nadziei, że Bóg oczyści to odczucie dyskomfortu na samą modlitwę. Ale nie, potrzeba było dalszej pracy, czyli kontynuowałem stan medytacyjny.

Tak wprowadziłem się w głęboki proces Duszy, a odszedłem od „główkowania” i od umysłu, można powiedzieć – zmieniłem stan świadomości na medytacyjny.

Po takim wstępie zacząłem medytować to przerażenie. Jak je odczuwałem, okazało się, że całym ciałem. Kiedy to powstało, kiedy zgodziłem się na wejście tego odczucia do mojego ciała, do mojego przeżywania? Okazało się, że w 1987 roku, jak pływałem jachtem po Bałtyku, był sztorm i w pewnych kłopotliwych okolicznościach zamiast podjąć racjonalne działania dla bezpieczeństwa zacząłem odczuwać przerażenie. Pojawiły mi się wizje tamtej sceny, widziałem i odczuwałem to, co czułem w ciele w tamtym momencie. Czułem napięcia mięśni, położenie ciała. Przyszło samo z siebie także wyobrażenie, co powinienem wtedy zrobić, jak zadziałać. Tak jakbym w wyobrażeniu „poprawiał” dawny sposób przeżywania.
To oczywiście Dusza chciała tak bardzo mocno przeżywać. A miała podstawy w faktach, więc przekonywała mnie mocno. Kwestia moja – mojej świadomości, że się zgodziłem na to przeżywanie, można powiedzieć „poddałem się”, zrezygnowałem z działania na poziomie Świadomego Ja i pozwoliłem wejść do przeżywania Duszy z tym, co akurat wtedy chciała przeżywać, czyli pozwoliłem jej uruchomić się w przeżywaniu przerażenia.

Zastanowiłem się, co za tym stoi, jaka przyczyna, jaki argument miałem na to, aby pozwolić Duszy przeżywać przerażenie? Jaka moja postawa wewnętrzna to umożliwiła? Byłem zrezygnowany, czułem wewnętrznie się zrezygnowany, więc Dusza napierając wykorzystała to, że jestem zrezygnowany i pogłębiła negatywne emocje, aż do przerażenia.

No dobrze, a co było powodem owej rezygnacji? Co w tamtym czasie miałem jako powód postawy zrezygnowania? Uczyłem się wówczas na studiach na Politechnice. Zajęcia były bardzo wymagające, drobiazgowe, bardzo mocno trzeba było się do nich przygotowywać. Przyszły wspomnienia konkretnych sytuacji. Ciągle w czasie tego medytacyjnego wspominania koncentrowałem się nad odczuciem rezygnacji, przychodzące wspomnienia niejako dopełniały obraz rozpoczynający się odczuciem, które wzmacniałem uwagą.

A już od końca liceum czułem się przepracowany, więc przy iluś kolejnych bardzo wymagających pracach na studiach zacząłem czuć się wycieńczony, zacząłem się czuć bez energii, moje Świadome Ja coraz bardziej szło w kierunku poczucia zrezygnowania. No i przy którychś kolejnych egzaminach zacząłem się czuć zrezygnowany. Przyszły wspomnienia jak zdawałem egzamin, jak się w ciele czułem zmęczony, jak miałem zamęt w głowie, jak nieprzyjemnie czułem się czekając w kolejce na swój czas wejścia na egzamin.
Już cele z przyszłości, nadzieje nie wystarczały na to, aby obecne obciążenie zrównoważyć i aby Duchowi dać odpowiednio dużo motywacji aby się „trzymał”. Niestety, Duch już nie chciał się trzymać, już właśnie opadł z sił.

Do tego wniosku doszedłem cały czas będąc skupiony w medytacji. Gdy brałem pod uwagę konkretne przeżycie wiele razy powtarzałem jego nazwę, np. „przerażenie, przerażenie, przerażenie”. Nie wywoływało to skutku uruchomienia tego stanu, ponieważ już w nim byłem, natomiast byłem także w głębszym stanie medytacji, gdzie panują wibracje Ducha i z poziomu Ducha/serca można spoglądać na te przeżycia. Tak więc powtarzanie nazwy odczucia kierowało mnie ku dalszym przyczynom.

Szedłem dalej, gdzie jest przyczyna rezygnacji? Powtarzałem sobie w myśli: „rezygnacja, rezygnacja, rezygnacja”. Ano właśnie, pokazała mi się przyczyna w wyczerpaniu zasobów energii. Zastanowiłem się kiedy tak wyczerpany się szczególnie czułem? Przyszło mi kilka momentów: pierwszy to laboratoria na studiach. Dla prostoty i porządku zapisywałem sobie w zeszycie hasła gdzie i co przeżywałem, zamykałem oczy i dalej penetrowałem wspomnienie, które akurat przyszło. Jak to mówią „oświetlałem to wspomnienie światłem świadomości”. Safi Nidiaye mówi o tym, aby wobec takiego przeżycia zastosować uznanie, aby dać mu czas i przestrzeń na ponowne rozwinięcie się. Żeby otoczyć to przeżycie serdecznym uczuciem, zrozumieniem. Aby współczuć sobie i swojemu ciału. Jeśli kiedyś nie miałem czasu na to, aby przeżywać wyczerpanie, ponieważ „musiałem” pracować nad kolejną sprawą, to obecnie dałem sobie czas i uwagę, aby zagłębić się nad tymi odczuciami. Jest to działanie odwrotne od tłumienia. A niegdyś właśnie musiałem stłumić te odczucia, aby po prostu przetrwać dany moment. Tu dwa słowa w ogóle o tłumieniu uczuć, odczuć. Ludzie są generalnie bardzo silni [jak mi się wydaje] i – paradoksalnie przez to – tak dużo są w stanie „znieść”, czyli  wytrzymać dyskomfort w swoim ciele przez dni, miesiące a nawet lata.

Ludzie są w stanie przeżyć dużo ciężkich przeżyć nie w stanie łączności ze sobą, ale właśnie korzystając ze swojej siły – blokując owe odczucia i idąc przeciwko odczuciom. Wtedy blokują, tłumią odczucia płynące z ciała i działają w dużej bezwzględności wobec niego. Bez liczenia się z tym, co ciało mówi, ba, nawet co ono krzyczy. I czemu? Dusza potrafi przekonać Świadome Ja do tego, że coś jest ważniejsze, przeżywanie czegoś jest ważniejsze, niż jakieś odczucia dyskomfortu, które ciało ma. Przykładowo jakaś pani może stwierdzić, że pomaganie komuś jest ważniejsze od jej osobistego dobra, od jej stanu zdrowia, Dusza będzie przekonana, że ciało fizyczne jest tylko narzędziem i.. ta pani to „kupi”, uwierzy w to, i będzie działać w ten sposób, zaniedbując siebie.

A i Duch w swoich inspiracjach ideowych może dosyć łatwo przekonać kogoś, że jakiś idealistyczny cel jest tak ważny, że „należy się poświęcić”. I tacy ludzie potrafią dawać się mocno uszkadzać i ginąć nawet, spełniając swoje ideowe zadanie.

Dlatego uważam, że jakby człowiek był „słabszy” duchowo, to by jego ciało materialne miało o wiele więcej do powiedzenia, bo by nie mógł się nad nie aż tak wynosić poprzez swoje decyzje i swoje postawy. I by bardziej dbał o swoje odczucia i o to, co mu mówią. A tak, jak „ma coś do zrobienia”, to odczucia się mało co liczą i.. sprawy ciała fizycznego odsuwane są na dalsze pozycje. Dosyć często ludzie nie są w ogóle przekonani, że ciało materialne ma aż tak dużą wagę, aby się nim aż tak mocno zajmować, aby na serio traktować odczucia, emocje, uczucia. Tacy ludzie są zwykle mocno „wkręceni”, zaangażowani w jakieś sprawy. Jak widzę potem zwykle mają spore kłopoty z chorobami. A i nawet wtedy nie zmieniają zwykle swojej nawykowej postawy i dalej próbują „naprawić” ciało, tak, jakby choroba była czymś niepoprawnym, jakby pochodziła z jakiegoś błędu ciała. A przecież to ten człowiek sam dopuścił się błędu i zaniedbania wobec ciała, więc obwinianie ciała o to jest po prostu nie fair.

No to koniec dygresji.

Skończyłem na tym, że rozważałem w medytacji czas gdy odczuwałem wyczerpanie. Nie spieszyłem się. Dałem sobie wspomnać, jak się wtedy czułem, od kogo odebrałem jakie komunikaty co do tego, jak mam się zachowywać, jak podporządkowywałem się tym wskazaniom. Z czasem to wspomnienie słabło i przeszło we wspomnienie czasu przygotowań do matury i wysiłku jaki wkładałem w zdawanie egzaminów maturalnych. Też były to czasy, gdy mocno na siebie napierałem aby jednak – pomimo chęci większego relaksu – skoncentrować się nad nauką. Inaczej groziło, że zdam marnie, albo, jakbym zaniedbał coś, że w ogóle nie zdam.

W Systemie ziemskim praca człowieka jest traktowana jako coś koniecznego, niezbędnego. Więcej, zmuszanie się człowieka traktuje się jako normę, jako poprawny sposób integracji człowieka ze społecznością. Np. przy uczeniu się nie bierze się pod uwagę, czy naprawdę ktoś potrzebuje się czegoś nauczyć, czy też jest to coś nadmiernego. I odczucia człowieka wtedy nie liczą się, liczy się jak dobrze przystosuje sie on do systemu społecznego. To, że cierpi z tego powodu – a kogo to obchodzi? Jeśli jego samego nie będzie mocno obchodzić – to najpewniej nikt się nad nim nie ulituje. To jest kolejne „czarne” [czyli złoczynne, z ciemnej strony] narzędzie, które w swoim działaniu może wywołać wzrost świadomości. Może, ale nie musi. Może, o ile dany człowiek nie obrazi się na to, nie zbuntuje się, nie wejdzie w pozycję „mnie się należy, więc oddajcie mi to”. Taka postawa może trwać długo i bez pozytywnych rezultatów. Ale wyjście „na swoje”, poza roszczenie [nawet jeśli jest ono słuszne] wymaga jednak wzięcie odpowiedzialności za siebie.

Tak więc przeżywałem ponownie swoje maturalne wysiłki i rozterki i – co najważniejsze – przeżywałem odczucie wysiłku i wyczerpania. I po jakimś czasie tej medytacji zacząłem zastanawiać się dlaczego wszedłem w to wyczerpanie, czy coś podobnego było wcześniej? Czy był ku temu powód?

Zaczęły mi się pojawiać wcześniejsze wspomnienia, jak byłem dzieckiem. Bardzo przeżywałem kłótnie rodziców. Bardzo je „brałem do siebie”, uważałem je za niezwykle ważne. Pamiętam jak sobie zdałem kiedyś sprawę z mojego dziecięcego przekonania o „mądrości kłótni” rodziców. Ja jako małe dziecko patrzyłem na kłócących się rodziców i jakoś zauważałem to, że „tak mądrze, przemyślanie do siebie mówią, argumentują”. A tak naprawdę te ich przerzucania się argumentami były po prostu miały tą cechę, że były wypowiadane z pozycji człowieka dorosłego, a ja będąc dzieckiem po prostu nie umiałem tak składać zdań, czy też nie umiałem odnajdywać takich argumentów jak oni. Co miałem, to miałem serdeczne energie z serca, jednakże moi rodzice nie zwracali uwagi na te energie w czasie kłótni, a więc i ja nie uważałem tych energii za jakieś ważne.

Uważałem więc, że moją powinnością jest zaangażowanie w życie rodziców. Na dzisiaj, z zasad ustawień Hellingerowskich wiem, że to nie dziecko ma się przejmować sprawami dorosłych, ono jest małe w porównaniu do tego. Nie powinno się nawet na nich skupiać. W medytacji tamtych dziecięcych wspomnień zrobiłem więc to, co powinienem: powiedziałem rodzicom: „to, co jest między wami niech pozostanie między wami, nie jest to moja rzecz, aby dochodzić waszych spraw, aby się ustosunkowywać wobec nich. Ja mam swoje życie, oddaję wam szacunek, natomiast ustawiam się w postawie takiej, aby dostawać, odbierać od was wsparcie. Niezależnie od tego, jakie są pomiędzy wami postawy, relacje.”

I istotnie, przez czas tych działań medytacyjnych odczuwałem te poszczególne emocje, nad którymi pracowałem. A na koniec odczułem spokój, który trwał dłuższy czas. Pewnie ileś procesów jeszcze mnie czeka, natomiast ten, opisany, uważam za wartościowy.

Jeśli macie swoje historie, które podobnie pokazują pracę z emocjami, zapraszam do podzielenia się w komentarzach.

.

 Safi Nadiaye napisała kilka książek, po polsku jest wydana ta: otwórz serce zamiast łamać sobie głowę     Opis z Allegro:

Tytuł: OTWÓRZ SERCE ZAMIAST ŁAMAĆ SOBIE GŁOWĘ
Podtytuł: Droga do wolności, radości i pokoju
Autor: Safi Nidiaye
Wydawnictwo: Hartigrama
Wydanie: 1
Rok wydania: 2014
Okładka: Miękka
Format: 14.0×20.0cm
Liczba stron: 256
Numer ISBN: 9788362185115
Stan: Nowa
OPIS:

Bestsellerowa książka znanej psychoterapeutki niemieckiej o skupionej na ciele pracy z sercem.

To technika skoncentrowanego postrzegania, w której poprzez obserwację objawów fizycznych i reakcji własnego organizmu, odkrywa się w sobie te wyparte uczucia, które stoją za aktualnymi problemami życiowymi, lecz są głęboko schowane w pokładach podświadomości. Gdy uświadomimy sobie te emocje i otworzymy na nie swoje serce (rozumiane jako centrum uczuć człowieka), będziemy w stanie rozwiązać problemy wewnętrzne oraz takie, które wynikają z uwarunkowań zewnętrznych, a także przezwyciężyć konflikty i uruchomić proces samouzdrawiania. Metodę Safi Nidiaye mogą z powodzeniem stosować świadome osoby ze wszystkich grup wiekowych. Safi Nidiaye (ur. w 1951 r. we Fryburgu Bryzgowijskim w Niemczech) jest jedną z najbardziej poczytnych niemieckojęzycznych autorek w zakresie psychoduchowej pomocy życiowej. Na początku lat 90. rozwinęła na podstawie praktyki medytacyjnej wspomnianą „ześrodkowaną w ciele pracę z sercem” – meto­dę samopostrzegania, która w międzyczasie zyskała szerokie uznanie zarówno w kręgach czytelników, jak i wśród terapeutów. Z jej pomocą osiągnąć można rozwiązanie problemów życiowych, uwolnienie od wielu dolegliwości fizycznych, a także przebudzenie z fałszywych identyfikacji.

Safi Nidiaye mieszka obecnie w Pirenejach wraz z mężem, malarzem Francisem Gabrielem. Autorka przekazuje zasady ześrodkowanej w ciele pracy z sercem podczas pięciodniowych intensywnych seminariów, a także w czasie kursów wakacyjnych. Oprócz tego kształci zainteresowane metodą osoby oraz terapeutów, którzy chcą popularyzować tę unikatową technikę w szerszych kręgach.

Cytaty:

„Wasze serce jest rdzeniem Waszej istoty. Jest ono miejscem, w którym jesteście w pełni sobą, a zarazem połączeni ze wszystkim, co istnieje. To, co – jak mówi Biblia – „myślicie w sercu”, jest tym, co naprawdę myślicie. To, co czujecie w sercu, to Wasze prawdziwe, najgłębsze, autentyczne uczucia. To, za czym tęskni Wasze serce, jest tym, za czym tęsknicie w rzeczywistości. To, co wiecie w Waszym sercu, jest wewnętrzną pewnością, którą odczuwacie w środku Waszego jestestwa. W sercu mieszka Wasza prawda. I naturalnie nie ma nic piękniejszego, nic prostszego i nic, co dawałoby większe zadowolenie, niż życie swoją prawdą. Życie tym, co czujemy i wiemy, że nie tylko w większości odpowiada nam samym, ale że w ogóle jest tym, co dla nas właściwe. Jak więc nasz rozum może się temu przeciwstawić?”

„Znam wielu ludzi próbujących unikać bólu przez zajmowanie się duchowymi ideami, na przykład starając się sobie wmówić, że wszystko nie jest do końca takie złe, ponieważ nie jest to w ogóle realne (…). Ale to oznacza zaprzeczenie części swojej istoty cierpiącej oddzielnie i w ograniczony sposób. Kończy się to ponownie wyparciem prawdziwych uczuć i według mego doświadczenia nie prowadzi do przebudzenia i oświecenia, lecz przynosi rozłam, pozorną wiedzę i pozorną świętość. Uważamy wówczas, iż wiemy, co jest na rzeczy, zamykając się w istocie sprawy na połowę rzeczywistości”.

„Najbardziej pozytywnym ze wszystkich pozytywnych uczuć jest tęsknota. Tęsknota jest najsilniejszą kreatywną siłą w tym Wszechświecie. Tęsknota jest tym, z czego wszystko powstaje. Tęsknota jest tym, co przyciąga do siebie ludzi i rzeczy.Tęsknota jest twórcza. Kiedy tęsknicie za czymś z największej głębi Waszego serca i gdy bez ograniczeń mówicie „tak” tej tęsknocie, stwarza ona wytęsknioną rzeczywistość. Kiedy i w jaki sposób – tego nie da się przewidzieć. Naturalnie staje się to trudne, gdy Wasza tęsknota obejmuje los innych ludzi, którzy być może mają zupełnie inne pragnienia niż Wy”.

Reklamy