Praca z sercem wg. Safi Nidiaye

Skorzystałem ostatnio z metody Safi Nidiaye, która jest opisana przez nią samą w filmie

„Energia serca a wyparte i nieuświadomione uczucia”

Na YT jest kilka jej filmów z tłumaczeniem na polski:

„Otwórz serce zamiast łamać sobie głowę”

Uwolnienie od identyfikacji z cudzymi uczuciami

Jak dla mnie jest to świadoma osoba w obszarze uczuć i energii płynących z serca. Umie obserwować swoje odczucia, uczucia, prowadzi osoby poprzez przeżycia, uczucia, które są dostępne i przez te, które dopiero się pojawiają w czasie procesu. Trochę to przypomina proces Mindellowski, o poszczególnych elementach łańcuszka uczuć, odczuć dowiadujemy się dopiero gdy tam do nich przychodzimy.

Proces oczyszczający ma na celu oczyszczenie napięć z ciała i kłopotliwych uczuć, emocji, cierpienia. Te elementy możemy nosić ze sobą [nawet bez świadomości tego] przez całe lata. Nawet jeśli nie uświadamiamy sobie ich, to pozostają one w ciele w postaci napięć. [tak mówią psychoterapeuci ze szkoły bioenergetycznej, Lowen, Boadella, nie mylić z bioenergoterapeutami] I generalnie takie blokady wpływają na zmniejszenie się sumarycznej naszej żywotności.

Gdy zaś oczyszczamy te złogi emocji, to po pierwsze robi nam się lepiej, lepiej się czujemy, a po drugie mamy większą żywotność.

Jak to działa?

1. Potrzeba skontaktować się z emocją/uczuciem, które dla Duszy jest aktualnie ważne. Sprawy, co do których są np. bóle w ciele, choroby też można brać pod uwagę, ale myślę, że te emocje, które aktualnie „trzęsą Duszą” są dla niej najważniejsze w chwili obecnej i – oczywiście – najbardziej dostępne. Jak to Mindell mówi: w procesie należy iść za energią, za tą, którą widać, słychać, czuć. 2. Safi mówi, że nie umiemy radzić sobie z emocjami przez to, że dla nas owe emocje są albo zbyt złe, albo nie umiemy się z nimi obejść. Dlatego stosujemy coś dostępnego i prostego: udajemy się do miejsca przeżywania emocji świadomością i oddechem.

3. Trzeba uświadomić sobie, co to za odczucie, nazwać je. Jeśli myśl poprzedza emocję, potrzeba, aby ta myśl inspirowała nas w przeżywaniu.

4. Problem z faktu przekształca się w uczucie.

Opowiem, jaki miałem proces ostatnio. Pisałem o tym demonie pogodowym, co tak mocno wpłynął na odczucia, oczywiście także na moje odczucia.

Ale, jak to z wieloma sprawami bywa, sprawa tkwi we mnie a to, co z zewnątrz przychodzi jest „listonoszem”, posłańcem wskazującym palcem na coś we mnie samym, co wymaga uzdrowienia. Jak bowiem wiadomo „dla czystego wszystko jest czyste”. A jak nie jestem oczyszczony, to taki demon może spowodować u mnie dużo emocji i to nieprzyjemnych.

I tak stało się też i tym razem. W czasie tej opresji czułem się bardzo niekomfortowo. Odczucie nie odchodziło, więc się nim zająłem. Zadałem sobie pytanie kiedy to się zaczęło i jaką to emocję uruchamiało. Zaczęło się od tej kiepskiej pogody [demona pogodowego, witalnego] a powodowało, że odczuwałem przerażenie.

Cały proces poprzedziłem wstępem, długo medytowałem i modliłem się do Boga słowami „Boże, proszę o oczyszczenie mnie”, „Boże proszę o oczyszczenie moich energii”. Robiłem to tak długo w nadziei, że Bóg oczyści to odczucie dyskomfortu na samą modlitwę. Ale nie, potrzeba było dalszej pracy, czyli kontynuowałem stan medytacyjny.

Tak wprowadziłem się w głęboki proces Duszy, a odszedłem od „główkowania” i od umysłu, można powiedzieć – zmieniłem stan świadomości na medytacyjny.

Po takim wstępie zacząłem medytować to przerażenie. Jak je odczuwałem, okazało się, że całym ciałem. Kiedy to powstało, kiedy zgodziłem się na wejście tego odczucia do mojego ciała, do mojego przeżywania? Okazało się, że w 1987 roku, jak pływałem jachtem po Bałtyku, był sztorm i w pewnych kłopotliwych okolicznościach zamiast podjąć racjonalne działania dla bezpieczeństwa zacząłem odczuwać przerażenie. Pojawiły mi się wizje tamtej sceny, widziałem i odczuwałem to, co czułem w ciele w tamtym momencie. Czułem napięcia mięśni, położenie ciała. Przyszło samo z siebie także wyobrażenie, co powinienem wtedy zrobić, jak zadziałać. Tak jakbym w wyobrażeniu „poprawiał” dawny sposób przeżywania.
To oczywiście Dusza chciała tak bardzo mocno przeżywać. A miała podstawy w faktach, więc przekonywała mnie mocno. Kwestia moja – mojej świadomości, że się zgodziłem na to przeżywanie, można powiedzieć „poddałem się”, zrezygnowałem z działania na poziomie Świadomego Ja i pozwoliłem wejść do przeżywania Duszy z tym, co akurat wtedy chciała przeżywać, czyli pozwoliłem jej uruchomić się w przeżywaniu przerażenia.

Zastanowiłem się, co za tym stoi, jaka przyczyna, jaki argument miałem na to, aby pozwolić Duszy przeżywać przerażenie? Jaka moja postawa wewnętrzna to umożliwiła? Byłem zrezygnowany, czułem wewnętrznie się zrezygnowany, więc Dusza napierając wykorzystała to, że jestem zrezygnowany i pogłębiła negatywne emocje, aż do przerażenia.

No dobrze, a co było powodem owej rezygnacji? Co w tamtym czasie miałem jako powód postawy zrezygnowania? Uczyłem się wówczas na studiach na Politechnice. Zajęcia były bardzo wymagające, drobiazgowe, bardzo mocno trzeba było się do nich przygotowywać. Przyszły wspomnienia konkretnych sytuacji. Ciągle w czasie tego medytacyjnego wspominania koncentrowałem się nad odczuciem rezygnacji, przychodzące wspomnienia niejako dopełniały obraz rozpoczynający się odczuciem, które wzmacniałem uwagą.

A już od końca liceum czułem się przepracowany, więc przy iluś kolejnych bardzo wymagających pracach na studiach zacząłem czuć się wycieńczony, zacząłem się czuć bez energii, moje Świadome Ja coraz bardziej szło w kierunku poczucia zrezygnowania. No i przy którychś kolejnych egzaminach zacząłem się czuć zrezygnowany. Przyszły wspomnienia jak zdawałem egzamin, jak się w ciele czułem zmęczony, jak miałem zamęt w głowie, jak nieprzyjemnie czułem się czekając w kolejce na swój czas wejścia na egzamin.
Już cele z przyszłości, nadzieje nie wystarczały na to, aby obecne obciążenie zrównoważyć i aby Duchowi dać odpowiednio dużo motywacji aby się „trzymał”. Niestety, Duch już nie chciał się trzymać, już właśnie opadł z sił.

Do tego wniosku doszedłem cały czas będąc skupiony w medytacji. Gdy brałem pod uwagę konkretne przeżycie wiele razy powtarzałem jego nazwę, np. „przerażenie, przerażenie, przerażenie”. Nie wywoływało to skutku uruchomienia tego stanu, ponieważ już w nim byłem, natomiast byłem także w głębszym stanie medytacji, gdzie panują wibracje Ducha i z poziomu Ducha/serca można spoglądać na te przeżycia. Tak więc powtarzanie nazwy odczucia kierowało mnie ku dalszym przyczynom.

Szedłem dalej, gdzie jest przyczyna rezygnacji? Powtarzałem sobie w myśli: „rezygnacja, rezygnacja, rezygnacja”. Ano właśnie, pokazała mi się przyczyna w wyczerpaniu zasobów energii. Zastanowiłem się kiedy tak wyczerpany się szczególnie czułem? Przyszło mi kilka momentów: pierwszy to laboratoria na studiach. Dla prostoty i porządku zapisywałem sobie w zeszycie hasła gdzie i co przeżywałem, zamykałem oczy i dalej penetrowałem wspomnienie, które akurat przyszło. Jak to mówią „oświetlałem to wspomnienie światłem świadomości”. Safi Nidiaye mówi o tym, aby wobec takiego przeżycia zastosować uznanie, aby dać mu czas i przestrzeń na ponowne rozwinięcie się. Żeby otoczyć to przeżycie serdecznym uczuciem, zrozumieniem. Aby współczuć sobie i swojemu ciału. Jeśli kiedyś nie miałem czasu na to, aby przeżywać wyczerpanie, ponieważ „musiałem” pracować nad kolejną sprawą, to obecnie dałem sobie czas i uwagę, aby zagłębić się nad tymi odczuciami. Jest to działanie odwrotne od tłumienia. A niegdyś właśnie musiałem stłumić te odczucia, aby po prostu przetrwać dany moment. Tu dwa słowa w ogóle o tłumieniu uczuć, odczuć. Ludzie są generalnie bardzo silni [jak mi się wydaje] i – paradoksalnie przez to – tak dużo są w stanie „znieść”, czyli  wytrzymać dyskomfort w swoim ciele przez dni, miesiące a nawet lata.

Ludzie są w stanie przeżyć dużo ciężkich przeżyć nie w stanie łączności ze sobą, ale właśnie korzystając ze swojej siły – blokując owe odczucia i idąc przeciwko odczuciom. Wtedy blokują, tłumią odczucia płynące z ciała i działają w dużej bezwzględności wobec niego. Bez liczenia się z tym, co ciało mówi, ba, nawet co ono krzyczy. I czemu? Dusza potrafi przekonać Świadome Ja do tego, że coś jest ważniejsze, przeżywanie czegoś jest ważniejsze, niż jakieś odczucia dyskomfortu, które ciało ma. Przykładowo jakaś pani może stwierdzić, że pomaganie komuś jest ważniejsze od jej osobistego dobra, od jej stanu zdrowia, Dusza będzie przekonana, że ciało fizyczne jest tylko narzędziem i.. ta pani to „kupi”, uwierzy w to, i będzie działać w ten sposób, zaniedbując siebie.

A i Duch w swoich inspiracjach ideowych może dosyć łatwo przekonać kogoś, że jakiś idealistyczny cel jest tak ważny, że „należy się poświęcić”. I tacy ludzie potrafią dawać się mocno uszkadzać i ginąć nawet, spełniając swoje ideowe zadanie.

Dlatego uważam, że jakby człowiek był „słabszy” duchowo, to by jego ciało materialne miało o wiele więcej do powiedzenia, bo by nie mógł się nad nie aż tak wynosić poprzez swoje decyzje i swoje postawy. I by bardziej dbał o swoje odczucia i o to, co mu mówią. A tak, jak „ma coś do zrobienia”, to odczucia się mało co liczą i.. sprawy ciała fizycznego odsuwane są na dalsze pozycje. Dosyć często ludzie nie są w ogóle przekonani, że ciało materialne ma aż tak dużą wagę, aby się nim aż tak mocno zajmować, aby na serio traktować odczucia, emocje, uczucia. Tacy ludzie są zwykle mocno „wkręceni”, zaangażowani w jakieś sprawy. Jak widzę potem zwykle mają spore kłopoty z chorobami. A i nawet wtedy nie zmieniają zwykle swojej nawykowej postawy i dalej próbują „naprawić” ciało, tak, jakby choroba była czymś niepoprawnym, jakby pochodziła z jakiegoś błędu ciała. A przecież to ten człowiek sam dopuścił się błędu i zaniedbania wobec ciała, więc obwinianie ciała o to jest po prostu nie fair.

No to koniec dygresji.

Skończyłem na tym, że rozważałem w medytacji czas gdy odczuwałem wyczerpanie. Nie spieszyłem się. Dałem sobie wspomnać, jak się wtedy czułem, od kogo odebrałem jakie komunikaty co do tego, jak mam się zachowywać, jak podporządkowywałem się tym wskazaniom. Z czasem to wspomnienie słabło i przeszło we wspomnienie czasu przygotowań do matury i wysiłku jaki wkładałem w zdawanie egzaminów maturalnych. Też były to czasy, gdy mocno na siebie napierałem aby jednak – pomimo chęci większego relaksu – skoncentrować się nad nauką. Inaczej groziło, że zdam marnie, albo, jakbym zaniedbał coś, że w ogóle nie zdam.

W Systemie ziemskim praca człowieka jest traktowana jako coś koniecznego, niezbędnego. Więcej, zmuszanie się człowieka traktuje się jako normę, jako poprawny sposób integracji człowieka ze społecznością. Np. przy uczeniu się nie bierze się pod uwagę, czy naprawdę ktoś potrzebuje się czegoś nauczyć, czy też jest to coś nadmiernego. I odczucia człowieka wtedy nie liczą się, liczy się jak dobrze przystosuje sie on do systemu społecznego. To, że cierpi z tego powodu – a kogo to obchodzi? Jeśli jego samego nie będzie mocno obchodzić – to najpewniej nikt się nad nim nie ulituje. To jest kolejne „czarne” [czyli złoczynne, z ciemnej strony] narzędzie, które w swoim działaniu może wywołać wzrost świadomości. Może, ale nie musi. Może, o ile dany człowiek nie obrazi się na to, nie zbuntuje się, nie wejdzie w pozycję „mnie się należy, więc oddajcie mi to”. Taka postawa może trwać długo i bez pozytywnych rezultatów. Ale wyjście „na swoje”, poza roszczenie [nawet jeśli jest ono słuszne] wymaga jednak wzięcie odpowiedzialności za siebie.

Tak więc przeżywałem ponownie swoje maturalne wysiłki i rozterki i – co najważniejsze – przeżywałem odczucie wysiłku i wyczerpania. I po jakimś czasie tej medytacji zacząłem zastanawiać się dlaczego wszedłem w to wyczerpanie, czy coś podobnego było wcześniej? Czy był ku temu powód?

Zaczęły mi się pojawiać wcześniejsze wspomnienia, jak byłem dzieckiem. Bardzo przeżywałem kłótnie rodziców. Bardzo je „brałem do siebie”, uważałem je za niezwykle ważne. Pamiętam jak sobie zdałem kiedyś sprawę z mojego dziecięcego przekonania o „mądrości kłótni” rodziców. Ja jako małe dziecko patrzyłem na kłócących się rodziców i jakoś zauważałem to, że „tak mądrze, przemyślanie do siebie mówią, argumentują”. A tak naprawdę te ich przerzucania się argumentami były po prostu miały tą cechę, że były wypowiadane z pozycji człowieka dorosłego, a ja będąc dzieckiem po prostu nie umiałem tak składać zdań, czy też nie umiałem odnajdywać takich argumentów jak oni. Co miałem, to miałem serdeczne energie z serca, jednakże moi rodzice nie zwracali uwagi na te energie w czasie kłótni, a więc i ja nie uważałem tych energii za jakieś ważne.

Uważałem więc, że moją powinnością jest zaangażowanie w życie rodziców. Na dzisiaj, z zasad ustawień Hellingerowskich wiem, że to nie dziecko ma się przejmować sprawami dorosłych, ono jest małe w porównaniu do tego. Nie powinno się nawet na nich skupiać. W medytacji tamtych dziecięcych wspomnień zrobiłem więc to, co powinienem: powiedziałem rodzicom: „to, co jest między wami niech pozostanie między wami, nie jest to moja rzecz, aby dochodzić waszych spraw, aby się ustosunkowywać wobec nich. Ja mam swoje życie, oddaję wam szacunek, natomiast ustawiam się w postawie takiej, aby dostawać, odbierać od was wsparcie. Niezależnie od tego, jakie są pomiędzy wami postawy, relacje.”

I istotnie, przez czas tych działań medytacyjnych odczuwałem te poszczególne emocje, nad którymi pracowałem. A na koniec odczułem spokój, który trwał dłuższy czas. Pewnie ileś procesów jeszcze mnie czeka, natomiast ten, opisany, uważam za wartościowy.

Jeśli macie swoje historie, które podobnie pokazują pracę z emocjami, zapraszam do podzielenia się w komentarzach.

.

 Safi Nadiaye napisała kilka książek, po polsku jest wydana ta: otwórz serce zamiast łamać sobie głowę     Opis z Allegro:

Tytuł: OTWÓRZ SERCE ZAMIAST ŁAMAĆ SOBIE GŁOWĘ
Podtytuł: Droga do wolności, radości i pokoju
Autor: Safi Nidiaye
Wydawnictwo: Hartigrama
Wydanie: 1
Rok wydania: 2014
Okładka: Miękka
Format: 14.0×20.0cm
Liczba stron: 256
Numer ISBN: 9788362185115
Stan: Nowa
OPIS:

Bestsellerowa książka znanej psychoterapeutki niemieckiej o skupionej na ciele pracy z sercem.

To technika skoncentrowanego postrzegania, w której poprzez obserwację objawów fizycznych i reakcji własnego organizmu, odkrywa się w sobie te wyparte uczucia, które stoją za aktualnymi problemami życiowymi, lecz są głęboko schowane w pokładach podświadomości. Gdy uświadomimy sobie te emocje i otworzymy na nie swoje serce (rozumiane jako centrum uczuć człowieka), będziemy w stanie rozwiązać problemy wewnętrzne oraz takie, które wynikają z uwarunkowań zewnętrznych, a także przezwyciężyć konflikty i uruchomić proces samouzdrawiania. Metodę Safi Nidiaye mogą z powodzeniem stosować świadome osoby ze wszystkich grup wiekowych. Safi Nidiaye (ur. w 1951 r. we Fryburgu Bryzgowijskim w Niemczech) jest jedną z najbardziej poczytnych niemieckojęzycznych autorek w zakresie psychoduchowej pomocy życiowej. Na początku lat 90. rozwinęła na podstawie praktyki medytacyjnej wspomnianą „ześrodkowaną w ciele pracę z sercem” – meto­dę samopostrzegania, która w międzyczasie zyskała szerokie uznanie zarówno w kręgach czytelników, jak i wśród terapeutów. Z jej pomocą osiągnąć można rozwiązanie problemów życiowych, uwolnienie od wielu dolegliwości fizycznych, a także przebudzenie z fałszywych identyfikacji.

Safi Nidiaye mieszka obecnie w Pirenejach wraz z mężem, malarzem Francisem Gabrielem. Autorka przekazuje zasady ześrodkowanej w ciele pracy z sercem podczas pięciodniowych intensywnych seminariów, a także w czasie kursów wakacyjnych. Oprócz tego kształci zainteresowane metodą osoby oraz terapeutów, którzy chcą popularyzować tę unikatową technikę w szerszych kręgach.

Cytaty:

„Wasze serce jest rdzeniem Waszej istoty. Jest ono miejscem, w którym jesteście w pełni sobą, a zarazem połączeni ze wszystkim, co istnieje. To, co – jak mówi Biblia – „myślicie w sercu”, jest tym, co naprawdę myślicie. To, co czujecie w sercu, to Wasze prawdziwe, najgłębsze, autentyczne uczucia. To, za czym tęskni Wasze serce, jest tym, za czym tęsknicie w rzeczywistości. To, co wiecie w Waszym sercu, jest wewnętrzną pewnością, którą odczuwacie w środku Waszego jestestwa. W sercu mieszka Wasza prawda. I naturalnie nie ma nic piękniejszego, nic prostszego i nic, co dawałoby większe zadowolenie, niż życie swoją prawdą. Życie tym, co czujemy i wiemy, że nie tylko w większości odpowiada nam samym, ale że w ogóle jest tym, co dla nas właściwe. Jak więc nasz rozum może się temu przeciwstawić?”

„Znam wielu ludzi próbujących unikać bólu przez zajmowanie się duchowymi ideami, na przykład starając się sobie wmówić, że wszystko nie jest do końca takie złe, ponieważ nie jest to w ogóle realne (…). Ale to oznacza zaprzeczenie części swojej istoty cierpiącej oddzielnie i w ograniczony sposób. Kończy się to ponownie wyparciem prawdziwych uczuć i według mego doświadczenia nie prowadzi do przebudzenia i oświecenia, lecz przynosi rozłam, pozorną wiedzę i pozorną świętość. Uważamy wówczas, iż wiemy, co jest na rzeczy, zamykając się w istocie sprawy na połowę rzeczywistości”.

„Najbardziej pozytywnym ze wszystkich pozytywnych uczuć jest tęsknota. Tęsknota jest najsilniejszą kreatywną siłą w tym Wszechświecie. Tęsknota jest tym, z czego wszystko powstaje. Tęsknota jest tym, co przyciąga do siebie ludzi i rzeczy.Tęsknota jest twórcza. Kiedy tęsknicie za czymś z największej głębi Waszego serca i gdy bez ograniczeń mówicie „tak” tej tęsknocie, stwarza ona wytęsknioną rzeczywistość. Kiedy i w jaki sposób – tego nie da się przewidzieć. Naturalnie staje się to trudne, gdy Wasza tęsknota obejmuje los innych ludzi, którzy być może mają zupełnie inne pragnienia niż Wy”.

Reklamy

18 Komentarzy (+add yours?)

  1. sensible sensitive
    Mar 13, 2015 @ 19:19:57

    To mniej więcej to samo, o czym mówi Rinpocze Wangyal, tylko bardziej szczegółowo opisane – tak mi się zdaje. Akurat na własny użytek rozmyślałam ostatnio o tym samym problemie: różne rzeczy wydają się ważniejsze niż skupienie na odczuciach płynących z własnego ciała, pozornie brakuje czasu, żeby w pełni odczuć to, co się w ciele wydarza. Pozornie – bo tak naprawdę u podstaw leży subtelna niechęć do koncentracji na tym, co nieprzyjemne i ucieczka ku chwilowej uldze płynącej z odwrócenia uwagi. Opisany proces oczyszczania przez pójście za odczuciem, które przywołuje wspomnienie itd. uważam za podstawową metodę radzenia sobie ze sobą 😉 i jednocześnie najbardziej satysfakcjonującą, jaką do tej pory udało mi się znaleźć.

  2. SwiatDucha
    Mar 13, 2015 @ 21:41:19

    sensible s.
    ten typ podejścia jest na szczęście częsty, a więc jest nadzieja, że generalnie ludzie będą bliżej siebie, bliżej swojego ciała. Bo ono ma dużo do zaoferowania, i to w obszarze wsparcia duchowości.

    Wklejam tu komentarz Elżbiety Laur spod artykułu „Czy tylko serce?” bo tu chyba nawet lepiej pasuje. Dzięki Elżbieta za wpis.

    Elżbieta:
    Chciałam podzielić się z Wami moimi odczuciami dotyczącymi książki Pani Safi Nidiaye pt.”Otwórz serce zamiast łamać sobie głowę”.
    Chcę zaznaczyć, że sama Pani Safi wzbudza we mnie ciepłe i serdeczne odczucia.
    Wszystko co dotyczy serca bardzo mnie pociąga, dlatego już sam tytuł obiecująco mnie zachęcił.
    A co takiego się wydarzyło ?
    Otóż podczas czytania treści książki pojawiły się u mnie głębokie procesy dotyczące sfery uczuciowej.
    Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wiele uczuć mam zakopanych gdzieś w głębokim wewnętrznym dole. Wydawało mi się, że o uczuciach mogę rozmawiać bez żadnych problemów…Okazało się jednak , że nie do końca…
    W trakcie procesów pokazały się wyparte uczucia z okresu dzieciństwa i nie tylko, oraz towarzyszące im różne emocje.
    Proces polega na zaproszeniu tych uczuć i emocji do swojego centru jakim jest serce.
    Tak więc uczucie bólu, strachu, gniewu, rozpaczy itp. zostają ponownie odczute.
    Uczucie potrzebuje rozpoznania, uwagi, zrozumienia i przytulenia jak osierocone dziecko.
    A Wszechświat będzie nam ciągle przypominał, że te uczucia gdzieś tam są w wewnętrznej klatce. Przypomina nam w różnych sytuacjach życiowych poprzez lusterka innych ludzi, poprzez różne dolegliwości i choroby w ciele . Uczucie ciągle prosi : zauważ mnie, zrozum mnie, przytul mnie.
    Widziałam te uczucia jako małe bezbronne istoty, ledwo wychylające się z pod ciężaru licznych programów typu; nie wolno tak czuć, to złe, opanuj się, zostaniesz za to ukarana itp.
    A przecież uczucia i emocje są częścią życia, należą do Wszechświata, do Całości.
    I o tym właśnie pisze Pani Safi. Pisze o otwarciu serca przy pomocy kluczy (które podaje).
    Wydawało by się, że to niedorzeczne aby jeszcze raz odczuć np. swój ból, gniew.
    A jednak.
    W swoim procesie doświadczyłam, co było dla mnie zresztą niezłym szokiem, że uczucie obdarzone uwagą , skierowane do serca i jeszcze raz odczute – ZNIKA !
    Wiele razy potem starałam się przywołać uczucie dotyczące danego wydarzenia , ale JEGO NIE BYŁO.
    A co było ?
    Spokój, błogość, stan pogodzenia i radości.
    Teraz gdy pojawiają się różne nieprzyjemne doznania, przyglądam się im bacznie , słucham co chcą mi zakomunikować, patrzę co dzieje się w ciele i kieruję wszystko do serca aby otulić je szacunkiem , zrozumieniem i miłością.
    To po prostu działa.
    Dziękuję Andrzejowi za przedstawienie Safi Nidiaye na tej stronie, dziękuję Safi za książkę i terapię.

  3. Aneta
    Mar 13, 2015 @ 22:08:13

    Dziękuje Elzbieta za Twój pomocny komentarz, a Panu Andrzejowi za przedstawienie Safi Nidiaye, bo inaczej nie wiedziałabym o tej metodzie :-).
    We mnie ta Pani tez wzbudza pozytywne odczucia i zamierzam nabyć jej ksiażkę 🙂

  4. Elżbieta Laur
    Mar 14, 2015 @ 12:41:45

    Jaka wspaniała synchronizacja 🙂 Dziękuję.
    Poczułam, że chciałabym raz po raz napisać coś o swoich procesach podczas pracy z sercem.
    Dzisiaj moja uwaga padła na pewną osobę z ulicy. Poczułam coś. Ponieważ od razu nie zidentyfikowałam co to jest, zapytałam o to swojego serca. Dostałam odpowiedź: LITOŚĆ. O ! Jak to ?!
    No i zaczęło się.
    Otworzył się proces w którym zobaczyłam jak dawno temu wyparłam się uczucia litości. Dowiedziałam się bowiem, że litość jest zła, nie odpowiednia, że oznacza wywyższanie się. W zamian za to pojawiło się pojęcie współodczuwania. To bardzo delikatna i subtelna granica. Uczucie współodczuwania jest piękne i głębokie. I faktycznie tak czuję.
    Ale co z uczuciem litości ? Wtedy zostało stłamszone i wyrzucone gdzieś do wewnętrznych „piwnic”, jako brudne i niewskazane.
    Teraz wychyliło się lekko z ukrycia. Zaprosiłam więc tą litość do swego serca. Przytuliłam, zrozumiałam i uszanowałam. Wdech i wydech, wdech i wydech.
    Po nie długim czasie poczułam takie…puff i …cisza. Sprawdzam. Nie ma odczucia litości, jest za to moje ulubione współodczuwanie. Wtedy poczułam też i zrozumiałam ciało bolesne tej osoby i dowiedziałam się czego potrzebuje.
    Litość jest powierzchowna i pływa na płyciznach, współodczuwanie jest głębokie i czasami wstrząsające. Ale to nie znaczy , że gdy litość znowu się pojawi to ją wyrzucę. O nie! Jest także częścią życia i zostanie doceniona.

  5. Sabina Przybylska
    Mar 15, 2015 @ 18:57:28

    Dziękuję, dla mnie – pięknie i przejrzyście opisany proces autoterapii. Inspirujące. Ze swojej strony dodam, że na początku mojej drogi oczyszczania się – pomocne było uznanie i stworzenie przestrzeni na uczucia ze strony drugiej osoby . Nie mając sama zrozumienia i empatii dla własnej Duszy – uczyłam się tego widząc np. jak terapeuta reaguje z empatią na sytuacje opisywane i przeżywane przeze mnie jako „coś normalnego”. Jednak pod tym ja miałam uruchomione ciało bolesne, wypierając to. Czasem bez obecności życzliwej wspierającej osoby – trudno byłoby mi to sobie uświadomić. Bardzo dziękuję za ten temat!!

  6. Aneta
    Mar 15, 2015 @ 19:26:19

    Cieszę się, Elżbieto, że dzielisz sie z nami swoimi doświadczeniami :-). Pomagasz mi przy tym:-) Dziekuję Ci 🙂

  7. Elżbieta Laur
    Mar 16, 2015 @ 12:01:46

    Dzięki, ja patrząc jeszcze raz na to co piszę, także pomagam sobie 🙂
    Mam teraz jakąś wewnętrzną „ciągówkę” więc piszę dalej.
    Chciałam powiedzieć coś o gniewie.
    Gniew jest bardzo silnym uczuciem i najczęściej jest odpowiedzią na niechcianą myśl i sytuację. Czuję go w ciele w postaci napięcia, podwyższonego ciśnienia, szybkiego oddechu, czerwonej twarzy i nie rzadko zaciśniętych pięści.
    Mówi się czasem : Opanuj swój gniew !
    Ale jak opanować tą „rozpędzoną machinę ?” Gdy ta fala gniewu zaleje ciało i duszę, to nie ma już odwrotu. Musi się wydobyć, inaczej eksploduje gdzieś w środku, a to może być niebezpieczne dla zdrowia.
    Ale bywały też sytuacje gdzie byłam na tyle uważna, że w porę dostrzegałam pierwsze symptomy pojawiającego się gniewu. Charakterystyczne mrowienie w całym ciele. I co wtedy robiłam ? Szybko starałam się uciszyć ten nadchodzący gniew. Czyli zadusić i schować głęboko do podświadomości. No bo przecież – nie wolno się gniewać, to złe, nieludzkie.
    I tak w kółko. Raz szalony gniew eksploduje plując na około, a raz zostaje wykopany do podziemi.
    Teraz dowiedziałam się od Safi o innym podejściu do uczuć, poprzez serce.
    Własnie miałam okazję popróbować nowego sposobu, kiedy przyszła do mnie wiadomość o bestialskim pobiciu w moim mieście.
    Poczułam wtedy te charakterystyczne mrowienie w ciele. Ale zaraz tez usłyszałam w sobie polecenie: Oddychaj! Zrobiłam parę wdechów i wydechów. Poczułam wzrost temperatury ciała, a także ostry ból w klatce piersiowej i w okolicy karku. Szybko poprosiłam moje serce o otwarcie się na uczucie gniewu i skierowałam swoją uwagę w te dwa bolące miejsca. Klatka – kark – klatka – kark, wdech – wydech, wdech – wydech. Pomału wszystko uspokajało się, bóle zaczęły zmniejszać się. Jeszcze pozostało napięcie w ciele.
    Teraz już spokojniej zaczęłam uruchamiać klucze : akceptację i zrozumienie. W świadomości pojawiło się przekonanie, że to co wydarzyło się tam w obcym mieszkaniu dotyczyło także wypartych i niechcianych uczuć oraz nieświadomości.
    Przyszła refleksja : Dusze doświadczają, ciągle uczą się czegoś, gdzie jest więc kat , gdzie ofiara ? A gniew nie jest zły, jest po prostu uczuciem którym trzeba się zaopiekować, to znaczy zaprosić do swojego serca.

  8. Wanda
    List 12, 2015 @ 17:45:35

    Akurat czytam ten art,kiedy zajęłam się swoimi uczuciami,emocjami,gdzie z efektywną pomocą metody opukiwania inaczej EFT,pozbywam się nagromadzonych we mnie tych energii.Robię to wreszcie bo memu ciału bardzo dają w kość,po prostu nie mam spokoju.Polecam obejrzenie na you tube filmiku,na który najpierw trafiłam,Magdy Szpilki.

  9. SwiatDucha
    List 13, 2015 @ 10:27:19

    Wanda
    Gdzieś pisałem, jak to kiedyś, w czasie posługiwania się EFT zauważyłem jak słabnę i wychodzi ze mnie moja energia.
    Ciekaw jestem Wanda, jakbyś się przypatrzyła tej energii i temu, czy jest ona twoja, czy też nie twoja? Bo z osobistą energią, nawet tą zabrudzoną i nieharmonijną, to naprawdę warto pracować i nie warto jej pozbywać.
    A jak jest czyjaś, zaciągnięta, to jak najbardziej, warto oddawać.
    I warto znać różnicę. Bo w EFT o tym się zupełnie nie mówi. Zero informacji. A jak informacji zero, to można zrobić coś niekorzystnego dla siebie.

  10. Wanda
    List 14, 2015 @ 20:12:34

    Dziękuję Ci za informację.Twój blog bardzo normalnie tłumaczy i ujawnia zagadki sfery duchowej.Wiedza(ogromna)tutaj jest dla mnie łatwo przyswajalna i zrozumiała,gdzie na innych blogach jest odbierana jakby była oderwana od człowieka.EFT robię parę dni i czuję się lżejsza,coraz mniej dokuczliwe mam objawy które są bolesne,zauważam coraz więcej przestrzeni i spokoju.Czuję jak się pomału pozbywam ciężaru,który dało mi się bardzo zauważyć,kiedy jeździłam na rowerze.
    Co niektórzy widzieli pasożyta,kłęby emocji.Znam powód i czas powstania tego wszystkiego we mnie.Wydaje mi się,że wreszcie uda mi się oczyścić.Wcześniej oczyszczali mnie wszelkiej maści ezoterycy,którym trzeba płacić całkiem niemałe pieniądze a zjawisko wraca,więc spróbowałam radzić sobie sama.

  11. ananda777
    Sty 06, 2016 @ 17:26:14

    Obejrzalem kilka filmow,z wykladami tego pana.ciekawe.mowi o pracy z polem serca,podaje praktyczne,konkretne szczegoly.zdaje sie korzysta tez z przekazow Babaji’ego.teraz akurat słucham tego,wiec poprzez ten film mozna zobaczyc inne.https://www.youtube.com/watch?v=ev5U1PrwItA

  12. ananda777
    Sty 06, 2016 @ 18:16:32

  13. SwiatDucha
    Sty 06, 2016 @ 22:23:16

    Dzięki Ananda!

  14. ananda777
    Sty 11, 2016 @ 09:07:03

    Są filmy z najnowszych warsztatow pana Kazimierza.Jeden z nich.https://www.youtube.com/watch?v=Feb3FiRpNMg

  15. SwiatDucha
    Sty 11, 2016 @ 19:39:53

    Dzięki Ananda, bardzo ciekawe filmy!!
    Oglądałem już dwa, są z praktycznymi wskazówkami.

  16. ananda777
    Sty 11, 2016 @ 20:33:01

    No.

    Jego strona:
    http://adept.org.pl/

  17. ananda777
    Mar 20, 2016 @ 22:37:38

    Tutaj ciekawe i przydatne byc moze informacje pana Kwitniewskiego odnosnie poprawy zdrowia dla rozwojowcow.Zastosowanie tzw.złota monojonowego.https://www.youtube.com/watch?v=MKcTOeSqv8M

  18. ananda777
    Maj 06, 2016 @ 16:17:17

    Nie znam dobrze angielskiego ale z tego co zdolalem zlapac to pan nareszcie dobrze tlumaczy po co sa tzw.twim flames-blizniacze plomienie a po co soul mates-bratnie dusze.Blizniacze plomienie sa elementem tzw.kontraktu duszy,beda upierdliwe i meczace po to zebys wrocil do wlasnego serca i pokochal siebie.to jest rola takich relacji.Jak pokochasz siebie,staniesz sie dla siebie blizniacza dusza,wtedy przyciagniesz soulmate,jako odbicie milosci do samego siebie.Ogolnie filmy z tym panem(sa po polsku tez)duzo wyjasniaja w temacie wyjscia z glowy-umyslu do serca.https://www.youtube.com/watch?v=n2da2CQEyy0

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: