Muszę czy pragnę?


Założyłem sobie,
że jak będzie temat mówiący o miłości,
to o nim napiszę. I jest.

Wiele z nas żyje w sieci systemu ziemskiego, jest poddanych koniecznościom.

Do życia tych osób ma zastosowanie „muszę”, bo jest wiele przymusów.

Wiele pokoleń, żyjących w nie za wysokim poziomie świadomości osobistej wkręcało się w System zupełnie bezwiednie, uważając „że to tak trzeba” i to „muszę” było dla nich jak pewnik. Obecnie [chyba na szczęście] jest więcej osobistej świadomości, że jesteśmy osobami generalnie wolnymi, tyle, że zniewolonymi.

Jednakże jest ileś dzieci, które wcale jakoś nie chcą powielać zachowania „muszę” swoich rodziców [niezależnie od tego, że rodzice sami by nie bardzo chcieli tego „muszę”].

Te dzieci są tak dalece oddane swojemu dobrostanowi, że.. uruchamiają poważne niekiedy kłopoty wychowawcze. Nie chcą podawać się „dyscyplinie”, mają w nosie reguły [chociaż nie są agresywne – mówię o tych nieagresywnych, np. nie mają krokodyli]. Po prostu „stają okoniem” i tyle.

Wielu, wielu rodzicom po prostu trudno to przyjąć. Mają trudność nawet w odniesieniu się do stanu dziecka, w rozmowie z nim. Dlaczego? Ponieważ nie są w stanie „tak zaniżyć swoich standartów” aby wejść w naturalne przeżywanie dziecka. No bo trzeba przyznać, że dzisiejsza cywilizacja coraz bardziej odchodzi od natury. Ok. dwa, trzy tysiące lat podnoszenia standardów daje o sobie znać.

I osoby tkwiące w tak utkanym Systemie mają duży kłopot z wylogowaniem się z niego. Choćby na chwile [tu jest liczba mnoga]. System zaszywa w ludziach wzorzec wierności ku niemu i obdarza energetycznym przymusem aby w nim pozostawać. Czapy energetyczne ponad miastami bardzo dobrze działają w tym kierunku. Tego nie widać a wiele osób tego w ogóle nie odczuwa, że to jest. Tylko „jakoś tak się czują zmęczeni i nie mają na nic czasu”…

Jednak wiele dzieci jest oddane swojej naturze jakby w przekorze dla takiego przymusu, w wierności sobie, wierności Temu Bogu, od którego niedawno przyszli. Są jak jogini, którzy nie odeszli do swojej małej chatki w górach, tylko jak na złość umieścili się w danej rodzinie i dawaj jej się naprzykrzać swoją naturalną postawą.

Kiedyś wobec Boga były postawy idealistyczne, ludzie klękali po kościołach i zdrowaśki modlili. Natomiast dzisiaj chyba takie dzieci wierność wobec Boga i Natury przekazują zupełnie namacalnie – swoją postawą. Tak jakby te Dusze specjalnie przyszły nam coś powiedzieć, pokazać!

W dzisiejszych czasach jest ich więcej chyba niż kiedyś.
To gorzej – dla wysiłków rodziców, aby te dzieci odnalazły sobie niszę dla siebie w systemie i zsocjalizowały się, zintegrowały się.
aleTo lepiej, ponieważ te dzieci pokazują jak w lustrze swoich postaw sam system i to, co o nim „myślą”.

Słyszałem sporo opowiadań [głównie matek], które chcą tak bardzo dobrze dla swojego dziecka i .. przymuszają je. Nawet ponad prawdziwe potrzeby przymuszają swoje dzieci, aby.. dostosować je do systemu. I tu jest albo-albo.

Albo dziecko przeżyje ze swoją wrażliwością i niecałkowitym dostosowaniem się do systemu, [proszę sobie przypomnieć nauki prof. Dąbrowskiego o nieprzystosowaniu pozytywnym]

albo –

dziecko łyknie traumę, ponieważ nie pozostawi się mu furtki: obie drogi [walcz i uciekaj] zostaną zablokowane [można poczytać o tym na stronie terapiatraumy.pl, i będzie się w swoim życiu dorosłym bujać od psychologa do terapeuty, czy aby możnaby coś zrobić z tym..

Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie chcę nikogo oskarżać, ani pouczać. Jedynie przedstawiam pozytywny pogląd na to, co się z dziećmi dzieje, a co na co System bardzo źle reaguje, aż do wykluczenia społecznego.

Jeszcze o karmie

Tu trzeba dodać, że sami rodzice nie muszą się czuć oskarżani. Dosyć często robią co mogą, starają się na własny poziom i „nie mogą siebie przeskoczyć”, bo np. mają taki poziom rozwoju jaki mają, takie postawy Duszy jakie mają.

Osoby [dzieci] o dobrej karmie [in. zasługach karmicznych] jakoś sobie poradzą, więcej, wyjdą bez szwanku i będzie im nawet jeszcze lepiej [a w dodatku pewnie urodzili się w rodzinie na tyle elastycznej i wyrozumiałej, że będą mogli sporo o sobie decydować].

Osoby [dzieci] zaś mające karmę obciążającą będą niestety miały „do szkoły pod górkę” a w domu jakąś sporą dysfunkcję [np. DDA] i tym będzi trudniej się wygrzebać jakoś.

To pewnie nie jest pocieszenie dla wielu, jak też i dla mnie samego [miałem zarówno dobrą i obciążającą karmę], natomiast jest to jakieś wytłumaczenie.

Jakimś pocieszeniem dla dziecka może być to, że osoby o obciążającej karmie zwykle docierają do głębszych poziomów przeżywania.

Wyjście – miłość

Dodatkowo bardzo często sam System wskazuje mocno zawyżone standardy do osiągania przez dzieci, ludzi. Jeśli dorośli z rozsądku nie nabiorą się na owe standardy [że je koniecznie trzeba osiągnąć w życiu, bo inaczej życie jest do.. tego..]. Jeśli się nie nabiorą, to i dzieciom będzie się lżej żyło.

Tak więc, podsumowując, dzieci coś mówią, co pochodzi z ich poziomu naturalnego. Czy ktoś to zechce twórczo pochwycić, zrozumieć, wejść w relację, w ogóle W ROZMOWĘ z takim dzieckiem – nie wiadomo. Im silniejsza zależność od Systemu ziemskiego, tym jest to trudniejsze.

Jednak myślę, że „którego wilka karmisz ten wzrasta”, jak mówi indiańskie przysłowie. Życie – długookresowo – zależy od naszych postaw.

Wyjściem, a przynajmniej sporym plastrem na codzienność wydaje się być miłość. Może nie załatwia ona wielu spraw, ale żyje się z nią lepiej, przyjemniej. Potrzeba trochę empatii, zrozumienia dla drugiej strony. A to już są postawy zrodzone z miłości.

Empatia [wg. Wikipedii]:

Empatia – zdolność odczuwania stanów psychicznych innych (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza). Osoba posiadająca tą umiejętności jest wrażliwa emocjonalnie i potrafi oceniać i dostrzegać stany emocjonalne innych ludzi. [dodam – bez konieczności świadomego mówienia o nich przez tą drugą stronę, w tym przypadku dziecko, które niekoniecznie umie nazwać swoje stany emocji.]

Reklamy