Kochać, nie oceniać


Na mojej witrynie jest dużo tekstów dotyczących obciążeń duchowych. Mogłoby się wydawać, że jestem np. poszukiwaczem sensacji i szukam, gdzie tu jeszcze ktoś zrobił jakiś błąd.

Mogłoby się wydawać, że napisałem te teksty po to, aby wskazać winnych, aby wypunktować niedoskonałości i aby poddać je słusznej krytyce.

Hmmm.. Na początku może i coś w tym było, że poszukiwałem odpowiedzi, dlaczego w momentach, gdy spodziewałem się po ludziach ludzkich reakcji dostawałem reakcje .. nieludzkie. Byłem przez wiele lat bardzo nieprzyjemnie zaskakiwany przez różne osoby.  Gdy bowiem chciałem się zwracać do nich z przyjaźnią, to dostawałem coś zupełnie innego, niż przyjaźń.

Moje ciało bolesne [zbiornik osobistego cierpienia] było bardzo duże. Miałem bardzo wiele przeciwko ludziom, i to konkretnie, z powodu konkretnych ich działań przeciwko mnie. Myślałem: „jak tak można z człowiekiem postępować!?” Bardzo dużo pretensji miałem do moich rodziców, szczególnie do pijącej matki.

Im młodszy byłem, tym byłem bardziej  łatwowierny, naiwny, pragnący łatwego, prostego świata.

No niestety, ten świat nie jest prosty, dla mnie nie był prosty, od dzieciństwa.

Teksty tu na witrynie opisują ludzi i ich przypadłości. Odkrywają to, co nie jest gdzie indziej opisywane z punktu widzenia duchowego. Owszem, te wszystkie obciążenia są znane, tu nie odkrywam niczego jakby nowego. Natomiast z duchowej strony pokazują się pewne ukrywane mechanizmy, które działają w ludzkim [i nie tylko ludzkim] świecie.

Mogłoby się wydawać, że wiedząc więcej, znając dokładniej zjawisko jestem upoważniony do wydawania sądów, do wskazywania winnych.

Gdybym tak robił, to by było bardzo kiepsko osobiście dla mnie. S. N. Łazariew dokładnie to opisuje, że wtedy bym to uruchamiał programy nienawiści, niechęci, czyli generalnie – niszczenia drugiego człowieka. A to by generowało przeciwko mnie akcje Wszechświata, blokujące mnie samego.

To, co chcę robić z pomocą tych tekstów, co było mi tak potrzebne, to zrozumieć.

Zrozumienie, co tak naprawdę się dzieje wokoło mnie było mi potrzebne, aby zaakceptować to.

Nie jestem typem „dającego wiarę” w to, co ktoś powie. Zwłaszcza drażniły mnie płytkie i pospolicie rozpowszechniane wyjaśnienia co do tego, jak świat funkcjonuje. Czasami prowadziły aż do wewnętrznej furii. A najbardziej drażniło mnie to, że „muszę coś kochać”, mówione z pozycji autorytarnej. Bez wyjaśnienia dlaczego, bez podania argumentów.

Jak „muszę kochać, akceptować”, jak ten człowiek, ta sytuacja aktywnie występuje przeciwko mnie?! Nie miałem nawet lekkiej akceptacji tego, wrzało we mnie.

Jeśli już, to przechodziłem na równie nieodpowiednią pozycję: uważałem, że tamci, którzy źle się zachowują, którzy sieją cierpienie, to są niźsi, podlejsi wobec mnie [bo tak źle postępują].  I jak już żyją, to niech żyją, daję im takie prawo. Czyli się wywyższałem. Dodatkowo taka „biała” postawa wyrabiała u mnie przekonanie, że mam słuszność, a druga strona nie.

Ale z czasem następowały zmiany – drążyłem temat.
I im więcej wiedziałem o tym, co widzę, to tym więcej akceptowałem ludzi i świat. A miałem co do robić ze sobą! Mogę powiedzieć, że jako osoba pochodząca z domu alkoholowego, idąc ulicą sam mi się nóż w kieszeni otwierał, jak widziałem pijaka.. Tak wiele nienawiści w mojej Duszy się zebrało. To oczywiście nie ograniczało się do osób pijących – wiele, wiele osób różnych mi się „nie podobało”, czyli jakoś je negatywnie oceniałem.

Jakoś to chciałem-musiałem otamować. Żeby się dobrze prezentować, żeby jakoś się odnaleźć w społeczeństwie. Na codzień oczywiście załatwiała to „dobrze skrojona” osobowość i przyzwyczajenia [np. kulturalnego odnoszenia się do ludzi]. Jednakże w środku coś było nie tak.

Jak „pilnowałem się” na poziomie osobowości, to tłumiłem moje niechęci, oskarżenia, wściekłość. Jak się domyślasz – z kłopotliwymi skutkami zdrowotnymi dla mnie samego.
Ale to tłumienie nie rozwiązało sytuacji. Nadal było to, co było, a nawet więcej, więcej osób znałem, miałem wiecej rozczarowujących doświadczeń.

I dlatego też zacząłem mocne poszukiwania. Ileś lat oczyszczałem to, co tam miałem „za pazuchą”, robiłem ze sobą porządki. W tym czasie tak samo przychodziły mi zrozumienia o tym, jak to jest z ludźmi i ze światem, jak to jest wszystko ze sobą zgrane.

Efektem ich są teksty na tej witrynie.

Na dzień dzisiejszy, to mogę powiedzieć, że wyjaśniłem sobie różne kłopotliwe sprawy co do świata – jak wygląda, dlaczego się ludzie tak zachowują, jak zachowują. Już wiem, że nie muszę tego kochać, ale wiem, dlaczego warto, abym to pokochał, i dlaczego mi się wydawało, że nie ma co tego robić.

Wiem, że warto kochać, a nie oceniać.

I nie oskarżam ich już tak mocno, jest już naprawdę dobrze w porównaniu do tego, co było. Jeśli jeszcze jest coś przeciwko jakimś kłopotliwym sytuacjom i ludziom gdzieś w zakamarkach mojej Duszy, to pracuję nad tym, aby to oczyścić. Niemniej poznanie i zrozumienie było tym, co uciszyło burzę, nawałnicę w moim umyśle.

Tak więc, jeśli podobnie jak ja nie wiesz dlaczego warto kochać ludzi, to może w tych tekstach znajdziesz jakieś argumenty, może odnajdziesz wizję świata – o wiele bardziej skomplikowanego, ale jednocześnie – bardziej nadającego się do akceptacji i w rezultacie  – do pokochania.

Reklamy