Ostatnie pogryzienia moich ciał subtelnych

    W ostatnim czasie miałem okazję być pogryzionym.

    Sprawdziłem to dzisiaj, bo tak w rozmowie z Henrykiem styknęły mi się te dwie komórki neuronowe i stwierdziłem, że jak miałem do czynienia z krokodylem, to i mogę być pogryziony i to solidnie. To taka prosta logika: jak był aktywny agresor, to ktoś mógł zostać zaatakowany.

    Pierwsze pogryzienie, to zupełnie proste – od krokodyla fizycznego, którego miałem jeszcze niedawno, w czasie mojej długotrwałej choroby. O samym kr. fizycznym pomyślałem, i poprosiłem o oczyszczenie, ale o pogryzieniu od niego nie pomyślałem.
Z chorobą już jest o wiele lepiej, wychodzę z tego. No i jak dzisiaj dodatkowo stwierdziłem pogryzienie fizyczne, to też poprosiłem WJ o jego oczyszczenie. [kr. fizyczny może dziabać też i nosiciela i wtedy jest pogryzienie fiz.]

    Jednak dwa inne pogryzienia, na wyższych ciałach subtelnych, dały mi w ostatnie kilka dni popalić w formie kiepskiego samopoczucia.

    Było tak, że pojechałem ze znajomymi na imprezę w plenerze, pod gołym niebem, przy ognisku, w oczekiwaniu na pełnię księżyca. Miło [w założeniach] wszystko, natomiast przy ognisku miałem fart [albo niefart] siedzieć w pobliżu gościa, który miał dwa kr.

    Taki typ, który pewnie znacie: wysportowany, ok 40 lat, dosyć wysoki, ciało szczupłe, atrakcyjnie wyglądające, gość pracujący nad sobą fizycznie [joga, aktywna konkretna praca z własnym ciałem], widać, że świadomy swoich osiągnięć w tym obszarze.
    Natomiast najpewniej nieświadomy osiągnięć swoich dwóch gadzich współpracowników, bo nie obdarzał ich odpowiednią wdzięcznością za osiąganie tych celów życiowych, które ma. Tacy ludzie zwykle nie czują wiele wdzięczności… No ale nie ma co narzekać na pana, bo pewnie nie jest świadomy tego, że jest tak wspierany. Nikt im tego nie mówi, więc tego nie wiedzą. A nawet, jeśliby ktoś im powiedział, to by pewnie nie uwierzyli w jakieś ezoteryczne bajki.. Nosiciele [czyli tacy z krokodylkiem] z reguły sobie przypisują takie fajne osiągnięcia, że „byłem tam i tam [ze swojej siły, swoimi decyzjami, swoimi energiami]”, „osiągam zwykle to i to [moim własnym zaangażowaniem]”.

Krokodylki zaś spokojnie to znoszą, ponieważ są pół-istotami, „wtyczkami”, które nie mają ego, więc im wszystko jedno, czy ktoś je chwali, czy też bierze na siebie ich osiągnięcia. Ale .. ważne, żeby dla nich było jedzonko. [więcej tu]

    No i ów pan siedząc blisko mnie kilka razy wrzucił mi całkiem sporą „szpilę”, gdy chciałem „rozkręcić trochę rozmowę”, by poznać kto na jakich falach nadaje. Bo wiadomo, ezoteryczno – rozwojowe towarzystwo potrafi być z różnych bajek.

    Szpile te mój kolega, z którym przyjechałem określił jako „mechanizmy obronne”, za pomocą których „zagubiony człowiek” stara się podtrzymać swój wizerunek na odpowiednim poziomie. Mój kolega postrzega takie osoby jak psycholodzy: jako niepewne i muszące się dowartościować owymi szpilami wsadzanymi innym. To owszem, jest prawda [branie kr. opiera się na osobistym deficycie]. Natomiast ja dodatkowo postrzegam jednocześnie z tym przytykiem ostrą ingerencję krokodylej energii, która powoduje realną bolesność, cierpienie w odpowiednim ciele subtelnym u drugiej strony, w stosunku do której ów przytyk idzie.

    I wtedy właśnie tak było. Wystarczyło, abym się „wyhylił” ze swoimi słowami mającymi towarzystwo zachęcić do rozmowy, a już zaraz potem poczułem ostre rwanie tkaniny ciała subtelnego przez zewnętrzne ostre zębiska. Oho, krokodyl, mówię sobie.. znów się dałem nadziać..

    Nie zareagowałem aktywnie na słowny przytyk pana nosiciela, który to przytyk miał zresztą za zadanie ustawienie mnie na odpowiedniej [niższej] pozycji w stosunku do niego. Mój znajomy to potem zinterpretował, że ów gość zachował się jak „typowy samiec alfa”.

    Jednakże od razu potem uświadomiłem sobie – poczułem obecność tych symbiontów [w postaci ich energii w aurze tego człowieka]. I powiedzmy, że dużą część czasu z 4 godzin spędzonych przy ognisku starałem się mówić sobie, że ów pan jakoś też sobie radzi z owymi symbioncikami w życiu, że jest mu dobrze, że jego partnerka uwielbia jego zaradność [dzięki nim osiąganą].. Wszystko po to, aby siebie przekonać, że lepiej nie prosić Wyższych Jaźni i Opiekunów Duchowych, aby oczyścili tego pana z owych obciążeń.

    Pytanie, czy jeśli ktoś mnie atakuje to mam prawo do obrony, do proszenia o oczyszczanie tego agresora czy też nie?
[Bo jakbym poprosił, to w niedługim czasie byłoby po sprawie: symbionty oczyszczone i tych moich kilkudniowych bóli by nie było].

    Na fali ostatniego roku, gdy mocno dostałem po gnatach w efekcie próśb o oczyszczanie z krokodyli i innych obciążeń byłem skłonny powiedzieć, że teraz nie będę tego powtarzać.

    Trzeba jednak powiedzieć, że te spore oczyszczenia z ostatniego roku, które robiłem, to robiłem w dużym stopniu na zasadach białej strony: „oni są obciążeni [źli] i trzeba ich oczyścić” [właśnie z tego powodu]. Nie miałem dobrych intencji w stosunku do tamtych istot.. i nic dziwnego, że dostałem po gnatach, co dostałem.

     No i teraz się zastanawiam, czy wtedy, przy ognisku nie wylałem dziecka z kąpielą? Nie prosiłem o oczyszczenie „bo w ogóle nie powinienem” [tak mówiło wcześniejsze doświadczenie]. Nie zadbałem o siebie i swoje bezpieczeństwo, chociaż mogłem.

    Tak więc, niezależnie od takich czy innych moich intencji zostałem boleśnie pogryziony przez pana. Pod koniec na mnie nawet dosyć sympatycznie patrzył [bo nie robiłem mu przytyków, nie miałem do niego pretensji za gryzienie przez jego symbionty]. Natomiast ja o wiele mniej sympatycznie się czułem.

    No i dzisiaj już wiem, dlaczego tych kilka dni od tamtej nocy miałem trochę jazd emocjonalnych i odczuwałem nieprzyjemne energie. Zwykle przechodzą one po oczyszczaniu – Wyższe Jaźnie bardzo pozytywnie reagują na modlitwę z prośbą o załatanie dziur w odpowiednich aurach.

    Mogę jeszcze [dla niewtajemniczonych] przypomnieć, że ileś lat temu, mieszkałem całe lata jako dziecko w domu gdzie była aktywna, awanturująca się alkoholiczka. Chodziłem całymi miesiącami z dziurami w aurze i cierpiałem, nie mogąc się ukryć przed atakami jej symbiontów.
    A o zaleczaniu pogryzień to w ogóle nie słyszałem. Bo kto miał mi o tym powiedzieć, jak nikt tematu nie drążył.

Oo tych doświadczeniach pisałem tu: [więcej o zjawisku pogryzienia].

A o oczyszczeniu to tu: można o tym poczytać.

    Tak więc, mimo kłopotliwych przeżyć, koniec się okazuje pozytywny. Mam jakieś przemyślenia, a i już Wyższe Jaźnie oczyściły moje pogryzienia, z czasem będę lepiej się czuć.

Reklamy

12 komentarzy (+add yours?)

  1. Jacek
    Wrz 29, 2015 @ 20:13:59

    Andrzeju, czy mógłbyś napisać jakiś przykład modlitwy do wyższych jaźni o oczyszczenie czy też uzdrowienie poszczególnych ciał subtelnych z pogryzień lub czakr z zatruć? Jak to robić? Jakich słów używać, żeby zadziałało (poza posiadaniem samej intencji)?

  2. SwiatDucha
    Wrz 29, 2015 @ 21:48:23

    Przykładowa modlitwa [z wahadłem w ręce dla weryfikacji tego, co się dzieje]:

    Sprawdzam wahadłem, czy u mnie na ciele przyczynowym jest pogryzienie.
    Potem wchodzę w stan medytacyjny i modlę się:
    „Proszę o połączenie z Wyższą Jaźnią.
    Proszę o połączenie z Opiekunami Duchowymi.
    Proszę o połączenie z Bogiem.
    Proszę Boga i Wyższe Jaźnie o oczyszczenie pogryzienia na moim ciele przyczynowym.”
    [tutaj czekam i ew. powtarzam powoli tą samą prośbę,
    aż wahadło zacznie się kręcić i aż do momentu, aż przestanie się kręcić].

    „Dziękuję za połączenie z Wyższymi Jaźniami, Duchami Opiekuńczymi i Bogiem. Dziękuję za oczyszczenie mojego ciała przyczynowego z pogryzienia.”

    Na koniec mogę sprawdzić wahadłem, czy nadal jest owo obciążenie.

    A co robić aby zadziałało? Wydaje się, że jest potrzeba łaski z góry dla tej osoby, aby jej prośby były wysłuchiwane. O to też można prosić:
    „Boże, proszę, udziel mi łaski, abym mógł/mogła prosić cię o oczyszczanie innych osób i siebie z obciążeń duchowych na czakrach i ciałach subtelnych.”

    I jak się to pojawi, to sprawdzić, czy istotnie jest dana taka możliwość, czy też jeszcze nie. Można zacząć robić takie modlitwy [na czyjąś prośbę] i sprawdzać, czy istotnie działają: poprzez badanie człowieka przed i po modlitwie.
    Można prosić kogoś o sprawdzenie, aby samemu nie badać siebie i nie sugerować swoich wyników własnymi pragnieniami.

  3. Jacek
    Wrz 30, 2015 @ 09:29:52

    Dziękuję Andrzeju to będzie bardzo pomocne 🙂

  4. Elżbieta Laur
    Wrz 30, 2015 @ 10:38:23

    Nie opuszcza mnie wrażenie, że krokodyle gryzą tylko wtedy gdy mają niejako „pozwolenie” na poziomie energetycznym . Wystarczy nawet jakaś wewnętrzna niezgoda i odczuwam , że zaraz może nastąpić atak. Często nawet wtedy „nosiciel” podnosi wzrok. Zauważyłam też, że krokodyl może się wycofać, nie wiem czy jest to związane z decyzją opiekuna krokodyla czy energie nie pozwalają.
    Tak czy inaczej twierdzę, że bez przyczyny nie ma pogryzienia. Ale mogę się mylić…

  5. Wiera
    Paźdź 07, 2015 @ 09:35:50

    Czytałam gdzieś (może u Łazariewa), że klątwy pełnią pozytywną funkcję: nie pozwalają danej osobie coraz bardziej szkodzić sobie i innym, osłabiają ją, by już bardziej nie pogarszała sytuacji. Dopiero, gdy ta osoba zrozumie, co robi źle, klątwa przestaje z nią rezonować i samoistnie znika.
    Gdy energoterapeuta „ściągnie” taką klątwę, nie dając zrozumienia, pogarsza tym samym sytuację i ponosi odpowiedzialność za całe zło, które ta osoba znów zaczęła wyrządzać innym.
    Jedynie przyswojona prawda/informacja jest w stanie kogoś oczyścić bez skutków ubocznych.
    Proszenie więc o oczyszczenie innych osób, choć przeprowadzone altruistyczne i z dobroci serca jest nie zrozumieniem faktu, iż przyczyna daje skutek. Zabieranie skutku pogarsza sytuację tej osoby, bo tym trudniej będzie jej odnaleźć i zniwelować przyczynę.
    Powinniśmy się modlić za inne osoby, ale sama nie do końca wiem, jak to robić, by było to dobre. Może powinniśmy prosić dla tych osób o naukę? o zrozumienie? Może wystarczy otaczać mentalnie miłością?…

    To, co napisałam, rodzi też wnioski i dla nas samych: oczyszczenie bez zrozumienia nie da nam uwolnienia, jedynie chwilową ulgę…

  6. Wiera
    Paźdź 07, 2015 @ 10:39:22

    I jeszcze mój ulubiony fragment o prawdzie, wg Spinozy:

    „Przedmiot działając na mój wzrok, nie działał jeszcze przez swój skład chemiczny, ciężar, zapach i t. d. — i nawzajem ciało moje nie całe zostało przezeń pobudzone. Zatem idea wywołanej zmiany w mym mózgu nie zawiera całej idei przedmiotu i tego ciała, lecz tylko ich cząstki, to znaczy: że poznaję te rzeczy tylko częściowo, niezupełnie. Jeżeli teraz, znając te niezupełne idee, myślę, że znam je już całe, to znaczy: mam w nich daną całą naturę dotyczących przedmiotów — to popełniam błąd, który jest właśnie nieprawdą.

    Nieprawdę tę mogę usunąć w dwojaki sposób: już to dopełniając na innej drodze niezupełną ideę — już to zdając sobie tylko sprawę z tego, że to, co mam w idei dane, jest tylko częścią natury przedmiotu, a zarazem i mego ciała.

    Każda idea zupełna natomiast jest z konieczności prawdziwa. Taka idea raz zdobyta, staje się naszą stałą własnością, wchodzi w skład tego, co nazywamy swą duszą i zmienić się już nie może.

    Niepodobna, aby człowiek raz poznawszy prawdę, mógł ją utracić, lub odstąpić od niej na nowo.”

  7. SwiatDucha
    Paźdź 08, 2015 @ 07:23:35

    Elżbieta,
    Też tak sądzę, że jest we mnie [w Duszy] ileś jeszcze treści, które sprzeciwiają się kr. A sprzeciw wywołuje u nich [chyba automatycznie] kontrę i dziabnięcie. Nie kocham w pełni, uczę się innego podejścia niż dotychczas, więc nic dziwnego, że się zdarzają takie sytuacje.

    Wiera
    >oczyszczenie bez zrozumienia nie da nam uwolnienia, jedynie chwilową ulgę…
    też tak myślę. Niemniej czasami warto sobie dać trochę wytchnienia, zwłaszcza gdy już jesteśmy na bieżąco u kresu wytrzymałości [nie ma co dawać się bezwzględnie uszkadzać].
    Długookresowe uwolnienie jednak potrzebuje głębszego zrozumienia, tak, aby Dusza wiedziała, dlaczego zmieniamy postawę. A o takie argumenty dosyć trudno tu w obszarze ludzkim, w codziennym życiu. Dlatego Dusze są takie uporne i trzymają się tych samych przekonań i działań.

  8. Elżbieta Laur
    Paźdź 08, 2015 @ 17:41:18

    Andrzeju. jaką miarą mierzyć miłość ? Jak dla mnie to ciągła nauka 🙂

  9. SwiatDucha
    Paźdź 12, 2015 @ 07:20:08

    Wiera, tak to jest, że się uczymy.

    Ale pod gradem bomb, będąc poranionym, bardzo trudno się uczyć. Poza tym podręcznika brakuje, często błądzi się jak w ciemnym pokoju. Nie ma co stawiać sobie zbyt wygórowanych oczekiwań, warto znać miarę.

    Myślę też, że nie od razu można się nauczyć poprawnej postawy i wytchnienie jest potrzebne. Nie wiem, czy znasz dzieci alkoholików, chodzące na grupy wsparcia. Warto te osoby poznać, posłuchać je i poczuć ich zmęczenie i znękanie. Aby wyjść z tego, aby „dojść do siebie” potrzebują sporo czasu po okropieństwach dzieciństwa. Jak to mówi Desiderata „bądź łagodnym dla siebie”.

    Nie ma co się oszukiwać, że od razu dostąpimy osobistej doskonałości i będziemy się orientować „co mi jest, co jest nie tak”.

    Nie uważam, że oczyszczanie obciążeń jest praktyką ostateczną. I zgadzam się z Łazariewem, że „choroby [i inne kłopoty] blokują programy niszcenia u danej osoby”.

    Natomiast jeśli istotnie pragnie się wyjść z sytuacji opresji, kłopotu, to daje się to zrobić. Wszechświat sprzyja osobom, które dążą do miłości.

  10. SwiatDucha
    Paźdź 12, 2015 @ 07:24:54

    Elżbieta,
    z jednej strony nie ma potrzeby mierzyć miłości – w swoim źródle jest ona niewyczerpana, więc i pomiar traci sens.

    Natomiast można mierzyć stopień naszego wyrażania miłości. A miara jest prosta: czy jest

    ci dobrze w twoim życiu?
    Czy czujesz szczęśliwość w swoim życiu?
    Na ile jest ci dobrze [i na ile jest dobrze innym z tobą],
    na tyle masz w sobie miłość.

  11. Marc
    Paźdź 12, 2015 @ 17:19:40

    Podoba mi się taka miara 🙂

  12. Elżbieta Laur
    Paźdź 12, 2015 @ 17:55:53

    Andrzeju, to było pytanie retoryczne, ale podoba mi się pomysł na mierzenie stopnia wyrażania miłości 🙂
    Mam jednak mieszane uczucia czy pojęcie „jest mi dobrze” jest adekwatną miarą wyrażania miłości. No bo nawet jeśli nam jest dobrze, to czy na pewno jest to miłość czy może zadowolenie ?

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: