Analiza tekstów Łazariewa

Nie wiem, czy macie podobne do mnie odczucia przy czytaniu książek Łazariewa. Mnie się je bardzo ciężko czyta. Brnę przez nie niekiedy, jak przez smołę.

Zastanowiło mnie to. To także, że jak oglądam filmy z Łazariewem na Youtube odbiór jest o wiele spokojniejszy, lżejszy.

Stwierdziłem, że to zbadam, bo sprawa myślę jest warta świeczki. [świeczka = oświecenie = zrozumienie 🙂 ]

Książek Łazariewa jest bez liku. Naprodukował on ich wiele. Co ciekawe, sam przyznaje, że jego wiedza i zrozumienie ewoluuje. A więc jest niedoskonałe i takie najpewniej pozostanie. Może więc być, że od początku i nadal nie wie czegoś, czegoś ważnego. Ale, mimo to, nadal będąc pod wpływem błędu [powiem według mnie jakiego], pisze, co pisze.

Dlaczego od razu „będąc pod wpływem błędu”? – ktoś powie. Ano, jeśli tak wiele osób [bo nie tylko ja] czyta z takim trudem jego książki, to musi coś być nie tak w tym przekazie.

Można zwrócić uwagę, że na filmach, na wykładach jego przekaz jest o wiele przyjemniejszy. Może się „stara być człowiekiem”, podczas gdy w książkach „stara się przekazać suchą wiedzę”. Chyba coś takiego jest. Siergiej N. Łazariew najpewniej stara się „być człowiekiem”, być ludzki gdy jest wśród ludzi. Nie straszy, zwykle nie przywodzi tragicznych przykładów w swoich wykładach i na filmach z warsztatów. Chyba widzi przed sobą żywych ludzi i trochę się stara być dla nich dobry.

Ale już pisząc na papier coś przejmuje go więcej niż relacja z drugim człowiekiem.

Aby się przekonać co to takiego, do tego potrzeba troszkę rozpoznać jego tekstów.

Zacznę od tego, że uważam, niezależnie, czy teksty są czy nie obciążone, to Łazariew odkrył coś bardzo istotnego, istotne zjawisko dla ludzi, dla rodzin, dla relacji, dla zdrowia ludzi. Odkrył zjawisko, które słusznie ceni i uważa za wartościowe.

Niemniej jednak razem z owym zjawiskiem, przy jego analizie rozpatruje przypadki kłopotów ludzkich, które sam jakoś złączył z tym, co bada. Swoich odkryć dokonywał w obszarze patologii życia rodzinnego, chorób. I tak jest to przedstawiane w książkach. Mnie osobiście to mocno odrzuca od tych tekstów. Po kilku dniach podczytywania ich miałem sen, w którym miałem dom, a pijacy zaczęli zwalać mi się do ogródka, sforsowawszy niezamkniętą bramkę. I nie mogłem ich wyprosić – znacie pijaczków – mają bezwzględne przekonanie, że są upragnieni tam, gdzie ich nie chcą. Są bzdurni i nużący w swoim pomieszanym widzie. I takie też są książki i teksty Łazariewowskie, jeśli być szczerym.

Teksty Ł. powstały w Rosji, przez co domniemywam, że tamtejsze patologie związane z piciem alkoholu mocno mają wpływ na widzenie sprawy. To nie jest negatywna ocena – można powiedzieć, że intensywność zjawiska uwypukliła je i dała możliwość rozpoznania go przez S. N. Łazariewa. I świetnie. Gdyby mieszkał w Czechach mógłby pisać na tema świeżości knedlików i smaku piwa. Nie bez przyczyny tam właśnie powstały Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Każdy kraj ma swoją specyfikę, swoją karmę.

Poslusznie hlasim, że znowu jestem 🙂

[co ciekawe, dobroduszność na poziomie Szwejka jest tym, do czego wzywa Łazariew!

O ile jednak przyjemniej się uczyć dobroduszności z filmu o Szwejku, niż z książki Łazariewowskiej!]

Dużym odkryciem Ł. sedług mnie jest pozytywne spojrzenie na choroby, które można by powiedzieć „są w służbie ludzkości”. Choroby i ludzie blokują innym sprawne życie mają funkcję „strażnika” tak, aby nie dopuszczać blokowania miłości. To człowiek żyjący bez miłości, bez miłosierdzia, oceniający, oskarżający, obrażający się, będzie dostawał chorobę, bo sprzeciwia się miłości. I to nie ważne, że „chce dobrze”. On sprzeciwił się Życiu.

Uważam, że zjawiska, które odkrył, razem z najważniejszym: „choroby blokują mechanizmy niszczenia” dotyczą nie tylko Rosji i jej szczególnej sytuacji. Każdy kraj ma swojego rodzaju patologie i w każdym kraju ludzie chorują i są blokowani przez Wszechświat.

Sam Łazariew więc można powiedzieć jest nasączony swojego rodzaju specyfiką miejsca gdzie wzrastał. Podobnie jak ja – u mnie często wychodzą sprawy bycia ofiarą osoby pijącej i wychodzi moja zależność i relacja w stosunku do krokodyli.

Tak więc, widząc pijaczków wtaczających się przez furtkę w obrąb ogrodu nie zdziwiło mnie to, raczej upewniło, że w treściach książek Łazariewa jest pewien – znaczny – zestaw treści związanych z pijaną nieprzytomonością. I [tego jestem pewien], że Bóg nie ma wiele z tym wspólnego.

W latach 90-tych, gdy zaczynałem swoją drogę duchową dużo czytałem książek amerykańskich, zaczynając od tych z kręgu rebirthingu. Były to książki idealistyczne, łatwe, proste i .. czyste. Było tam przedstawione proste podejście do duchowości i do widzenia Boga w ładnych kolorach, w ładnych, czy nawet pięknych wizjach, które roztaczali tacy autorzy jak Sondra Ray, Bob Mandel, Louise Hay.

To jest typowy kłopot, że trudno jest dostrzec, obserwować stanu zdrowy, poprawny, zaczynając ogląd sprawy od patologii. W tym przypadku tak jest. Łazariewowskie spojrzenie na świat, ludzi, relacje jest [niestety] od początku spaczone patologią. Można powiedzieć, że on postrzega Boga jako daleko stojącą istotę, do której potrzeba dopływać przez bagno trudności, rozgarniając je z mozołem. No to jest przykra i kiepsko programująca wizja. A podświadomość łyka wizję i obrazy na dzień dobry bez refleksji [trzeba na to uważać].

Ja osobiście mam perspektywę, którą uruchomiły mi bardzo pozytywne książki z rebirthingu. I dzięki nim jak dotąd nie „wpadłem” w takie przygnębiające widzenie świata pełnego patologii, które wychodzi z książek Łazariewa. A trzeba przyznać, że robi on coś, co jest uważane w kręgu psychoanalityków za spory błąd. Psychoanalitycy nie rozmawiają z osobami postronnymi o „przypadkach” swoich pacjentów. Takie rozmowy zarezerwowane są na superwizje, czyli specjale rozmowy z trenerem-nauczycielem psychoanalityka. W takiej rozmowie sam psychoanalityk ma możliwość dostania odpowiedniej opieki, gdy zastanawia się nad kłopotami swojego pacjenta.

Podobnie też wypowiada się Ewa Cyzman Bany w filmie na temat „punktu konsultacyjnego”. Mówi, żeby ludzie nie dzwonili do niej ze swoimi problemami i nie opowiadali jej przez telefon sążnistych sprawozdań z tego, co im się przydarzyło z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że ją to osobiście obciąża, przez co jest to równoznaczne z podjęciem pracy nad tą sprawą, a mało kto chce za to płacić, bo uważa, że „to jest tylko proste opowiedzenie o tym jak jest”. Po drugie, długie opowiadania jak to ciocia Jadzia powiedziała o wuju Janku, że on poprzedniej nocy pił i po pijaku powiedział jej, że … – takie opowieści nie dają konkretnie nic do rozwiązania sprawy, a tylko jeszcze mocniej wikłają danego człowieka w sprawy, oddalając go od istoty rzeczy.

Książki Łazariewa, moim zdaniem, zawierają W OGROMNEJ ILOŚCI ten błąd. Wydaje się, że S.N.Ł. uważa, iż dokładne, ze szczegółami przedstawianie czyjegoś życia, razem z jego patologią, z kiepskimi, a czasami bardzo kiepskimi energiami nie jest niszczące, a tylko leczące dla czytelnika. Mam tu osobiście zupełnie odmienne zdanie. A nawet w tym akapicie tekstu nie używam odpowiednio mocnych określeń na to, co dzieje się w książkach S.N.Ł. właśnie z powodu ciężaru „gatunkowego” tych treści. Autor stworzył moim zdaniem przekaz, którego forma jest – niestety – niezgodna z poprawnymi praktykami terapeutycznymi i niezgodna z poprawnym praktykami pozytywnego myślenia, jogi oddechowej oraz metody ustawień [jak o tym opowiada Ewa Cyzman Bany].

Duża krytyka, co nie? Tak, ale myślę, że zasadna. Wniosek jest taki, że osoby, które mają większą wrażliwość energetyczną [czyli niezdefiniowane centra energetyczne wg Human Design] nie powinny raczej „podczytywać” tych książek. Owszem, są osoby, którym to „spływa jak po kaczce”, ale, z tego, co wiem, mają one podefiniowane centra, przez co mają sporo osobistej energii do życia w tych obszarach i nie muszą się obawiać, że „ktoś im czegoś nawtyka”. Moja niezdefiniowana śledziona często mi się przypomina, gdy mam do czynienia z przekazem związanym ze zdrowiem, z relacjami między ludźmi. Łatwo bowiem moja podświadomość przyjmuje czyjąś sytuację za własną. No niestety, jak się domyślacie, jest to kłopotliwe i – co więcej – nie ma wiele wspólnego z realnością, bo moje życie jest moje, a tu mi podświadomość uważa nagle co innego.

Human Design nazywa ten proces „warunkowaniem” [conditioning], co oznacza, że osoba z niezdefioniowanymi centrami jest w stanie być uwarunkowana [zmieniona, wywarty na nią wpływ] poprzez to, co dzieje się na zewnątrz niej. I, wg HD taka osoba ma za zadanie szczególnie pilnować się, aby zachować swoją integralność, rozdzielność od środowiska.

Bo [nieświadome] „zlanie się” z nim jest bardzo prawdopodobne. Receptywność na czakrze działa jak woda, do której można coś wrzucić, np. farbę. I ta farba zabarwi ową wodę.

Dlatego ostatnio kilka tekstów napisałem o receptywności czy wrażliwości – nie bez przyczyny. Sam ćwiczę się w tym, abym nie został przytłoczony czy nawet zaprogramowany przez zewnętrzne energie, tematy, przekazy.

Tak więc książki Łazariewa, niewątpliwie niosące w sobie nowe spojrzenie i wskazujące nowe możliwości pracy terapeutycznej, same z siebie niestety są obciążone. Wiele [w moim odczuciu] tracą poprzez szczegółowe opisy „przypadków”. Jest to przekaz z poziomu naprawdę niskiego – przyczynowego, albo nawet jeszcze niższego, mentalnego. Konkrety bardzo silnie potrafią programować i przekonywać bezrefleksyjną podświadomość, że oto spotyka się właśnie z daną sytuacją w swoim życiu. Znacie pewnie odczucia, gdy „wchodziliście” w ciekawą książkę, i mieliście odczucie, że „tam jesteście”. Ale tamta książka była ciekawa, atrakcyjna, pociągająca. Książki Łazariewa mają z taką książką coś wspólnego: duży poziom szczegółowości opisu, przez co podświadomość może uważać, że oto jest realność. A to nie jest prawda. Realność kłopotów i patologii pacjentów Łazariewa nie jest naszą realnością. Mamy swoje własne życie.

W niektórych miejscach tekstu jest lepiej, tam, gdzie autor dosięga wyższych wibracji, gdzie podnosi się do poziomu atmanicznego, idei. Możemy się wówczas poczuć, że jest jakiś poziom, na którym nie dotyka nas bezpośrednio opisywane zdarzenie.

Myślę, że po tej przygnębiającej lekturze jednak powrócę na trochę do hurraoptymistycznych amerykańskich książek rebirthingowych. Dla przeciwwagi i dla higieny wewnętrznej. Może w snach dzięki temu do mojego domu będą przychodzić anioły. Również wam życzę, aby do waszych snów i do waszego życia przychodziły i anioły i piękne energie.

Niech was anioły strzegą i ochraniają i inspirują do pięknych, Boskich energii!!

Tu, konkretnie, na Ziemi, niech promieniuje Miłość z serca. Do tego wzywa Łazariew.

Reklamy

6 Komentarzy (+add yours?)

  1. Tomek
    Paźdź 01, 2015 @ 17:46:19

    Tekst o Łazariewie wpisuje się w spostrzeżenie na temat jak funkcjonujemy . Zauważam, każdy jest otoczony jakby dwiema bańkami (bąblami). Jedna, jest to bańką wierzeń, poglądów, sposobów rozwiązywania problemów. Ona zawsze jest z nami :). Druga bańka to otoczenie : dom, miasto. praca. Trzeba na to spojrzeć w kontekście czasu :rzędu czy to 3, 5, 10, czy 20 lat. Zwykle te bańki ze sobą połączone albo splątane, a z czasem mogą ulegać „usztywnieniu”. KAŻDA recepta na wyjście jest dobra.

  2. Michał
    Paźdź 02, 2015 @ 23:07:20

    Witaj Andrzej,
    przeczytałem 9 książek Łazariewa i do niektórych fragmentów wracałem kilka razy…
    nie czułem obciążenia podczas czytania ale specyficzną „intensywność energetyczną”, w moim odbiorze ani dobrą, ani złą… dla mnie najważniejszą informacją z wszystkich książek jest to, że rozwój duchowy, duchowość może odcinać od miłości gdy człowiek łapie się na lep zdolności i umiejętności „duchowych”, które w nim się pojawiają i wydaje mu się wtedy, że stoi znacznie wyżej w swoim rozwoju i więcej wie niż inni, to wtedy jest na niebezpiecznym gruncie (pycha… im subtelniejsza tym głębsza)…
    wtedy następują poważne wypaczenia…
    dotykanie/badanie/poznawanie przestrzeni swą percepcją, a nie poprzez miłość natychmiast odcina czucie/serce… (zdarzyło mi się to i właśnie u Łazariewa znalazłem odpowiedź na ten problem)…
    podoba mi się u Łazariewa, że nie sprawia on wrażenia jakiegoś super-guru, który jest oświecony…
    jest bardzo ludzki w całej gamie niedociągnięć…
    wnioski, które on wyciąga ze swoich obserwacji mogą drażnić gdy ma się zafiksowanie na jakiejś jednostronnej idei, to jednak gdy czyta się u niego nie tylko o wymiarze ludzkich pogmatwanych relacji ale i o relacji czasu do przestrzeni, czy też o punkcie z którego wypływa zarówno czas i przestrzeń, i w końcu o jedności ponad poziomami, które w swej grze wtórnych przeciwieństw zdają się służyć Miłości (nie koniecznie rozumianej jako różowa chmurka), to powstająca perspektywa wynikająca z książek, obejmująca zarówno porządek i chaos, punkt i nieskończoność, przeszłość i przyszłość w teraźniejszości, zdaje się stawiać czytelnika w miejscu sprzyjającym do pogodzenia się z tym co jest, nawet jeśli trudno czasem jest się z tym zgodzić… tu raczej przegrzany umysł kapituluje i duchowość z najwyższych wyżyn schodzi gdzieś do serca i nie wspina się już poprzez poznanie samym umysłem ale zwyczajnie jest/trwa poprzez kochanie, takie zwyczajne i często nieudolne…
    teksty Łazariewa mogą pomóc ale i mogą zaszkodzić w zależności kto co w nich wyczyta i jak to zrozumie…
    raz podsunąłem znajomej jedną książkę i szybko poczułem, że to błąd (moja motywacja była dobra ale tylko z głowy) no i ona nic nie wyniosła z książki, a ja na własnej skórze poczułem dysonans, który odebrałem jako wchodzenie, a może nawet narzucanie się nieproszonym z informacją (książką) w przestrzeń tamtej osoby…
    Pozdrawiam.

  3. SwiatDucha
    Paźdź 03, 2015 @ 23:13:40

    Michał, Tomek,
    dzięki

  4. Karolina
    Paźdź 05, 2015 @ 10:53:36

    Dziękuje za artykuł 🙂 zawsze coś mi zaświta…

  5. SwiatDucha
    Paźdź 05, 2015 @ 18:53:36

    Ksenia dzięki za osobisty tekst.
    Tekst skopiowany usunąłem, raz, że leci nieprzyjemna energia, jak opisałem,
    a dwa, że robi rywalizację do tekstu artykułu. A po co?

  6. Pogryziony
    List 12, 2015 @ 20:06:42

    Zgadzam się z autorem tekstu, że Łazariewa czyta się trudno, wręcz długo, bo można się zawiesić na niektórych książkach i musi minąć trochę czasu zanim człowiek zbierze się w sobie i przeczyta kilka następnych stron. Kończę już siódmą książkę, ale idzie to ciężko. W międzyczasie przeczytałem już trzy kryminały i zacząłem podręcznik do programowania, który czasami wydaje się nawet lżejszy. „Diagnostyka karmiczna” Ogorevca jest dużo lżejsza ale np. teraz nie wiem, co się w tej książce znajduje, bo tego nie pamiętam, jakbym doznał jakiejś amnezji. Były tam suche stwierdzenia nie dotykające sfery ludzkich historii. Jednakże historie innych ludzi przedstawiane przez Łazariewa mogą być bardzo pomocne w odniesieniu do naszej własnej historii. Czytasz, a z tyłu głowy coś ciężko pracuje i łączy układankę w całość. Przede wszystkim pokazuje to, że Łazariew nie jest guru i nie stara się nim być. Nie jest też nauczycielem. Działa raczej jako naukowiec, lekarz, który dostarcza nam dokumentację ze swych odkryć. Odkrywa dziedzinę, której współczesna nauka i religia nie ogarniają będąc jednocześnie jednym i drugim. Jest to ciężkie, tak, jak czytanie dokumentacji medycznej a nowe pojęcia i terminy nie ułatwiają ułożenia sobie wszystkiego tak łatwo w głowie. Mimo to najważniejsze rzeczy chyba już dawno zostały powiedziane i trzeba się trzymać podstaw, a resztę traktować jako zajęcia dodatkowe :]

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: