Uzależnienie od technologii

Obudziłem się dziś z dużym dyskomfortem na 3 oku.

Okazało się, że wszedłem w jakiś ciąg, w jakąś nieprzytomność, dałem się porwać dobrze wyglądającym, a nierzeczywistym ideom.

Krokodyl degraduje, profanuje, co powoduje zawężenie wizji, zawężenie postrzegania, wręcz tępotę odczuciową przy jednoczesnych dużych umiejętnościach na danym polu. To zawężenie właśnie po to jest, aby to pole, to konkretne ciało subtelne dostawało duże dawki uwagi, a co za tym idzie, energii.

Jest to bezpośrednio przeciwne kierunkowi, który nazywa się uświęcaniem [się].

Wziąłem się za wahadło, okazało się, że mam dużego kr. mentalnego i sporego kr. anupadaka.

A to wszystko na bazie istotności wykorzystania technologii [komputerowej i komórkowej].
Siedziałem dużo przy komputerze, dużo kontaktowałem się z ludźmi przez komórkę, zamiast się spotkać z nimi.

Kr. mentalny mnie tak przekonywał [moją Duszę, bo ja świadome właśnie było tego mało świadome]: działania na poziomie mentalnym, intelektu są tak istotne, że powinienem się do nich dopiąć, bez nich się nic nie zrobi. Im ich więcej, tym lepiej.

Dodatkowo kr. anupadaka się przypałętał.
Przkonywał Duszę: z pomocą technologii możesz zapanować nad swoim życiem, wreszcie masz je w garści, wreszcie weźmiesz je w karby. A nie że ono będzie tobą sterować, czy manipulować.

Oczywiście TROCHĘ tego jest potrzebne. To jak chyba w każdym uzależnieniu, trochę czegoś jest potrzebne, ale człowiek [Dusza] uważa że jeszcze więcej i jeszcze więcej, to tylko będzie lepiej. Taka jest Dusza, nierefleksyjna. Dzięki temu nawet krokodyle-jako pół-istoty, „półgłówki” 🙂 mogą ją łatwo zwieść. Zwłaszcza jeśli Dusza ma odpowiedni deficyt, a kr. prezentuje właśnie rozwiązanie tego deficytu. A ja chyba miałem jakiś deficyt w tych obszarach.

Ilości i intensywność działań proponowane przez symbionty [czyli kr. i ich Opiekunów] są oczywiście o wiele zbyt duże. Są najzwyczajniej szkodliwe i niepotrzebne.

A ja jako syn alkoholiczki [czyli wychowany w energiach takich wzorców, współpracujących z kr], wchodzę w uzależnienie jak nóż w miękkie masło. Nie czuję co się dzieje.

Komputer i ułatwia i osacza

Komputer z pewnością ułatwia działania, umożliwia wiele, ale moja Dusza przesadziła, uważając, że zawsze więcej oznacza lepiej. To jak na popijawie – każdy toast oznacza więcej dobra, więcej szczęśliwego losu dla wszystkich zgromadzonych.

No nie, najpewniejszym efektem takiego picia „więcej” jest duża zawartość alkoholu we krwi, za mroczenie i nieprzytomność.
I podobne efekty stały się i moim udziałem..

Komórka zastępuje kontakty realne

Słyszę o długich rozmowach komórkowych, 2-3 godzinnych, sam nie raz rozmawiałem 1 godzinę. To jest jak najbardziej nam potrzebne: to naturalne, abyśmy ze sobą rozmawiali, długo rozmawiali. A też i nie z każdym, a z odpowiednią osobą.
I komórka to wszystko daje, oprócz.. bycia przy tej osobie konkretnie, realnie.

Zwłaszcza osoby spoza linii ewolucyjnej [otherkiny jak się je nazywa] mają kłopoty w znaleznieniu bratniej duszy w pobliżu siebie, w sąsiedztwie. [no od komórki już Skype jest lepsze, bo przekazuje obraz, ale to jeszcze nie ideał].

Jeszcze sobie dodałem „do pieca” długim siedzeniem przy komputerze i czytaniem książki Huldy Clark o pasożytach i o tym, że tylko i wyłącznie poprzez intelektualne i technologiczne metody można zapanować nad swoim zdrowiem i życiem.
Zobaczcie: – bez konieczności zmiany jakichkolwiek postaw, jakby cała psychosomatyka nie była istotna, jakby nie działała, nie istniała.
Bez konieczności dbania o emocje, o relacje, związki.
Intelekt i technologia.

To linkuje bezpośrednio do kr. mentalnego [intelekt] i kr. anupadaka [bezwzględne kierowanie własnym życiem przez wolę, arbitralne, bez podporządkowywania się, bez pokory wobec zasad obowiązujących w Boskim stworzeniu]

Oczywiście Hulda Clark ma wiele racji co do zdrowia i wpływu na nie pasożytów, ale wiele pomija, wręcz wykreśla. Ale przegina mocno, ma postawę wykluczającą [którą krokodyle uwielbiają!], wykluczającą wiele z tego, co przeżywamy.

Płcie i więzi

Kobiety rodzą dzieci, siedzą w biznesie aby je utrzymać i żaden mężczyzna nie będzie na równi gotowy i sprawny niż jej laptop czy komórka aby jej służyć.

Kiedyś zauważyłem prostą rzecz – że komputer się nie męczy, nie ma dość. A ja mam. Nie mam więc szansy na konkurencję z nim w intensywności pracy. Gdy ja kończę ze zmęczenia, mój laptop nadal może pracować jeszcze raz tyle. Jak to ma się kobietom nie podobać? I jak to ma nie stawiać w złym świetle mężczyzn?

Mężczyźni nie lubią zbytnio komplikacji w relacjach, w związkach z kobietami, zabiegania o nie, więc prostota idei używania komputera i komórki, które dają tak wiele bez konieczności starania się wydają się idealne. Sprzęty są na usługi bez konieczności zaspokajania ich wielu potrzeb, bo wielu potrzeb nie mają. Dają ogromnie dużo [zwłaszcza ze swojego czasu] i nie żądają aż takiego zaangażowania. Można wymienić sprzęt, można go zignorować, a on nie odpowie reakcją uczuciową, emocjami.

Nic dziwnego, że więzi się rwą, że kobiety i mężczyźni jedni drugich uważają za niekoniecznych w swoim życiu. A komputer i komórka? Te powinny pozostać, są tak istotne..

Pani, o której myślę, aby się jakoś zbliżyć do niej nie ma czasu na rozmawianie ze mną przez komórkę nawet, bo taka zapracowana, zawalona wszystkim „ważnym”, „ważniejszym” i „wyjątkowo do szybkiego zajęcia się”. A ja też nie mam chęci być rycerzem co ją z paszczy smoka wyrywa, którego ona tak bardzo lubi. Bo jak tak go lubi, to co, mnie nagle polubi bardziej? Nie, lata się do niego układała, więc nie zrezygnuje.

Symbiont profanuje

Krokodyl jest profanem, profanatorem. Jeśli Boga rozumiemy jako świętość, „poukładanie” różnych klocków w najlepszej, idealnej kolejności, to symbiont stanowi tego przeciwieństwo.

Profanuje, rozpirza, rozdeptuje, rozwala, degraduje zdrową, poprawną funkcjonalność, przez co też blokuje prawdziwy rozwój, także duchowy. Oferując zamiennik, surogat – swoją wersję zawężonego rozwoju.

Owszem, jest częścią boskiego świata, ale nie sam stanowi część drogi do Boga [chociaż chciałby się tak przedstawiać, że właśnie jest bezpośrednią, konkretną częścią tej drogi].

A jest inaczej. To nie symbiont, a świadomość istnienia symbiontów i ich działań, bez wchodzenia z nimi w układy stanowi część ścieżki duchowej. No, może każdy z nas ma fazy, okresy takiego sprzymierzenia się z siłami ciemności, mamy też swoje wady, swoje poczucia niedostatków, przez co łatwo nas podchodzić i nabijać na widelec.

Ale wzięcie symbionta i trwanie w tym jest ścieżką uzależnienia, degradacji, która prowadzi w odwrotnym, niż duchowy, kierunku. Nie ku oświeceniu.

To nie osiągnięcia zdobyte z pomocą kr. wspierają nas duchowo. Czy to osiągnięcia intelektualne, czy też wzmocnienie własnej woli – co wygląda jakbyśmy byli duchowo mocniejsi.
Tak tłumaczyłem mojej Duszy ileś minut dzisiaj rano.

Osiągnięcia zdobyte z pomocą kr. mogą być pożywką dla zyskania świadomości  co się stało, przez co przechodziliśmy. Że udało nam się coś szczególnego, ze sztucznym, nie naszym wspomaganiem. Przez uświadomienie sobie tego, rozwijamy swoją świadomość.

Albo oglądając, zobacząc, że zabrnęliśmy gdzieś, w jakieś krzaczory. I dopiero taki wzrost świadomości przez samorefleksję daje postęp duchowy.

I dopiero oczyszczenie się z symbionta, świadomość tego, że w to coś wdepnąłem i zawracam jest częścią drogi do Boga. [dawniej to może nazywano nawróceniem]

Dziś wstałem i po zorientowaniu się w jakim jestem stanie musiałem trochę jednak czasu trwać w modlitwie w postawie, że ja jednak nie chcę tego krokodyla mentalnego dużego i że nie muszę tak istotnie mieć osiągnięć intelektualnych. Nawet jeśliby to miał być intelektualizm związany z najnowszymi technologiami [tak dobrze postrzegany], albo też intelektualizm duchowy [tak dobrze postrzegany w środowisku osób zajmujących się duchowością].

Dusza nie była od razu przekonana do tego, że jest co coś niedobrego. Ileś minut musiałem snuć odpowiednie refleksje i przy nich trwać. A i nadal czuję, że nie do końca się ze mną zgadza.

Podobnie z kr. anupadaka. Dusza wierzyła, że jest to coś dla niej dobrego, podstawa, która daje realne powodzenie, o wiele większą aktywność, decyzyjność, zaawansowane decydowanie. Nawet zauważyłem u siebie mocniejszy głos, o wiele silniejsze osobiste decyzje w ostatnich dniach. Myślałem, że to tak sam z siebie się zmieniłem, nie przypuszczałem, że Dusza wpuściła na pokład pomocnika.
A rezygnacja z kr. anupadaka kojarzyła się Duszy w dzisiejszych refleksjach z brakiem wsparcia, brakiem docenienia.
Nic dziwnego, jak chcę w realu się z ludźmi spotykać a ci są niedostępni [czy chcą być czy też mają takie uwarunkowania, to jest inna sprawa].

No, ale trochę takich wyższych refleksji pokazanie tych argumentów Duszy dało powoli radę i puściła, stwierdziła, że trochę się dała zapędzić w intelektualny i technologiczny kozi róg. I że przestała żyć „normalnie”, czyli żyć w zdrowy sposób.

[Jest to niemal identyczne z 1 krokiem Anonimowych Alkoholików:
„Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować naszym życiem”]

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: