Moje rozmowy z nosicielami


Ostatnimi czasami miałem dwa kontakty z osobami mającymi symbionta [nie tego samego, co prawda ;)]. I stąd kolejny plik audio, który zamieszczam na końcu.

Jak już taka osoba się zastanawia nad sobą i nad tym, czy ma kr. to potrafi mnie zasypywać swoimi pytaniami, wątpliwościami, dociekaniami.

I chwała jej za to, że się zastanawia. Ma przez to szanse na zmianę swojego życia.

Widzę, że rozmawianie ze mną dla wielu osób stanowi sposób na łagodniejszy sposób terapii. Oczywiście, rozmowy między ludźmi łagodziły kłopoty od tysiącleci. Wygadanie się, możliwość posiadania życzliwego punktu odniesienia, to jest coś warte. A łagodny, niezobowiązujący format jej [np. przez mail lub czat] upewnia, że można w każdym momencie się wycofać, że można pozostać anonimowym. To na pewno sprzyja otwieraniu się. I sprzyja spojrzeniu do środka siebie.

W rozmowach z takimi osobami spotykam się z zainteresowaniem tej osoby co do swojego stanu [bo owo obciążenie potrafi jej samej dać sporo w kość oprócz wszystkiego]. Odczuwam pewne zaufanie do mnie, za które jestem wdzięczny. Miło mi, że obdarzacie mnie zaufaniem, jednak chcę powiedzieć, żeby nie kłaść dużo na tą kartę. Jeśli ktoś w waszym życiu może wam najbardziej pomóc, to jesteście wy sami. Nauczyłem się tego po wielu latach korzystania z terapii, pomocy. Nauczyłem się, że mimo, iż ja przychodzę do terapii upodlony, zdruzgotany, to – i tak – to w porównaniu do terapeuty, to mnie właśnie bardziej zależy na poprawieniu mojego stanu. No, nie raz byłem wkurzony na bierność terapeutów..

Miałem takie postawy, że pomimo, iż w głębi siebie czułem swoje deficyty, to Dusza uważała: „jeśli oni [np. bliscy] napsuli coś w moim życiu, oni także mają naprawić”.. Tak zachowuje się Dusza – działa na zasadach wyrównywania. To jednak prowadzi jedynie do jeszcze mocniejszego zasupływania karmy. Krokodyl na pokładzie, tak jak i inne obciążenia to nie koniec świata, może to stanowić początek procesu wybaczania, „odpuszczania”. „Puść nam” – to są słowa modlitwy do Boga, aby nam nie pamiętał grzechów i nie „ciągał” za te sznurki – tylko je wypuścił. I wydaje się, że warto, abyśmy też zrobili to wobec tych, którzy nam zrobili coś nie po naszej myśli. Rozmowa, terapia może w tym pomagać, rozpoczynać ten proces.

W takiej rozmowie z osobą są dla mnie także inne elementy:

a) nic mi z takiej „niezobowiązującej rozmowy”, bo nikt mi nie płaci za takie rozmowy, dociekania, dywagacje. To może być postrzegane jako blokada z mojej strony, nieprzychylność, wręcz nieuprzejmość.
Ale osoby takie często nie uznają tego jako jakiejkolwiek terapii, więc nie ma oczywiście potrzeby płacenia – bo i za co?
„A powiedz jeszcze to..”, „Nie musisz robić mi terapii, ale tak bym powymieniał sobie z tobą myśli na temat mojego stanu..” A taka wymiana myśli u profesjonalisty kosztuje stówkę za godzinę, proszę pana/ni…

Ot, taka rozmowa niezobowiązująca.. No nie dla wszystkich niezobowiązująca, bo ja ją postrzegam jako terapeutyczną. Jeśli coś ma zamiar i możliwości realnego wsparcia i pomocy jest terapeutyczne z definicji. No ale widać mało kto to docenia w realnych pieniądzach. A ja nie mam zamiaru robić tego za bezdurno. Tłumaczenie o kr. uznaję za wielce wartościowe. Ale jak osoby z kr. uważają że rozmowa taka powinna być za darmo, odpowiadanie bez wyrównania na kolejne ich pytanie „które im się właśnie pojawiło”, to jest ich sprawa.
Ja akurat nie chcę darmo oddawać wartościowej, a nadto spersonalizowanej dla nich wiedzy.
Znam przypadek, gdy do mojego kolegi przyszła któryś raz pani z dużym krokodylem aby „zostać oczyszczoną”, bezpłatnie, bo przecież się jej to należy [naciągnie na maksa]. Ale tym razem ustaliła sobie, że „on ma jej wyczarować magicznie pieniądze”, bo ona przecież o wiele za mało ma tych pieniędzy. Kolega miał spory kłopot ze zmierzeniem się z siłami krokodylca.. a i z siłami silnej osobowości wierzącej, że „jej się przecież należy”.

b) za jakiś czas w takiej rozmowie, znajomości, choćby nawet tylko fejsbukowej, niedługo mogę liczyć na to, że będę jedzony i że będę cierpieć. Że moja aura, energie moje drogie osobiste będą rwane na strzępy jedzone z dużą dozą agresywności i będę – po fakcie – ze zdumieniem sobie przypominać „kiedy to się stało? przecież miałem taką fajną rozmowę???”
Nie ma co zwalać winę na nosiciela symbionta, bo on/a zupełnie nieświadoma/y co się dzieje. Gdy budzi się symbiont to zasypia pełna świadomość tego człowieka.

Natomiast to obciążenie działa jak dobry zegarek,  południe niechybnie nadchodzi, na pewno kiedyś się pojawi, symbiont na pewno kiedyś będzie żreć ciało subtelne rozmówcy.  Wystarczy powiedzieć coś „nie tak”, coś nie podobającego się, i od razu krok. kłapie zębiskami. Tysiąc razy to wypróbowałem, że tak jest.

A nosiciel/ka często jest przekonany/na o tym, że „nic się nie dzieje”. Mnie to nie dziwi: on/a tego przecież nie czuje, to inna siła załatwia.

A ja, dlaczego miałbym się poddawać owej smacznej konsumpcji moich energii subtelnych? No na dzisiaj to już nie chcę.

Nie, jak na dzisiaj to tego już nie robię. Nie koleguję się ze „zjadającymi mnie znajomymi”. Podkładanie się pod atak? To pachnie mi masochizmem..
Nie wystawiam się jak ciastko z cukierni na stoliku przed cukiernią na pożarcie przechodzących dzieci. Przynajmniej nie chcę tego, nie robię tego świadomie (oczywiście od czasu do czasu mi się to zdarza nieświadomie – ale coraz rzadziej, wraz z wzmacnianiem się świadomości zjawiska i pamięci o nim, nawykowej pamięci, którą utrzymuje moja Dusza). Dzisiaj już jestem za szybą, już się chronię, chronię swoje energie przed pożarciem, a głodne krokodyle łykają ślinę.

I dlatego też chcę jednak powiedzieć to, co powiedziałbym w takiej ewentualnej rozmowie z taką osobą – kobietą i mężczyzną. Opowiadam w poniższym pliku audio o tym, jak to jest z tymi krokodylami i o co tu chodzi [jak już ktoś nie czytał strony o kr. to może sporo z tego usłyszeć w tym pliku].

Nie robię listy za i przeciw brania sobie symbionta.

Nie przekonuję nosicieli przeciwko posiadaniu, czy braniu symbionta, a przynajmniej nienachalnie – pokazuję karmę, skutki karmiczne, skutki brania symbionta, które powstają przez to, że jest to stan bycia „przeciw komuś”, przeciw czyjemuś dobru.

Jednocześnie wskazuję na różnorodne cechy osoby z kr.

Dla osób obciążonych kr. może być troch ciężko słuchać tego pliku, jeśli chcą znaleźć proste wytłumaczenie swojej sytuacji. Nie prezentuję bezpośrednio sytuacji tych osób, nie odpowiadam na ich bezpośrednie pytania, a tylko moje obserwacje, odczucia. Więc osoba z kr. musiałaby przetransponować sobie te informacje na „swoją stronę”, np. pytając siebie, „czy ja mam takie coś, czy tak się zachowuję, czy takie mam sytuacje w życiu? Czy takie są moje intencje?” Wiem, że pojawia się wtedy wiele pytań, które są skierowane od razu do mnie, bo ja „przecież wiem”. A tu co? Jest trudniej, bo Andrzej nie odpowiada na te pytania.. bo to jest tylko plik audio. I trzeba samej/samemu pogłówkować. A uwierzcie mi, że osoba z kr. ma duuuże bloki aby w ogóle myśleć i rozmawiać na temat swojego obciążenia. I to nie z powodu jakichś złych intencji [czy że jest tak świadomie wredną osobą]. Nie, jeśli osoba z kr. jest nieprzyjazna, to bardzo często nie rozmyślnie. Nie kalkuluje sobie komu zaszkodzi. Szkodzi, bo „tak to jakoś wyszło” [tak to kr. jakoś zrobił – jak, nie wiem, więc mogę się nie oskarżać, bo to nie ja zrobiłam/em].

Często własna Dusza tej osoby jest przeciw temu, aby się oczyścić i zmieniać komfortową w dużej części [dla Duszy] sytuację. A osobowość wiele lat do tego przyuczana nie chce oddać tego, co się nauczyła. Więc osoba z kr. nie ma łatwego zadania.

Stan posiadania kr. i działania z nim nie jest to stan miłości [choćby mogło się to tak wydawać zakochanym dziewczynom, które właśnie zauważyły świetnie ustawionego, świetnie funkcjonującego młodego chłopaka.. Czy ona wie, że on może mieć symbionta? i że właśnie odrzuciła zaloty takiego, który owego symb. nie posiadał? wątpię]

Nie robię za kogoś rachunku sumienia, do tego jest przeznaczona zarówno osobista refleksyjność jak i psychoterapia [której nie robię]. Jeśli komuś potrzeba [a myślę, że czasami tak], to proszę się udać do kompetentnego terapeuty bądź terapeutki [a takiego można znaleźć].

Opowiadam o swoich przeżyciach z rozmów z nosicielami krokodyli. Mam nadzieję, że zobaczycie dzięki temu, że wy sami [którzy nie macie kr] także macie takie okazje i takie znajomości. Czy cierpicie w nich i czy coś chcecie z nimi zrobić, tego nie wiem, to już możecie sami dalej rozważać ten temat.

[Link do pliku]

Plik się nagle urywa, taka jego uroda.

 

Reklamy