Moje rozmowy z nosicielami

Ostatnimi czasami miałem dwa kontakty z osobami mającymi symbionta [nie tego samego, co prawda ;)]. I stąd kolejny plik audio, który zamieszczam na końcu.

Jak już taka osoba się zastanawia nad sobą i nad tym, czy ma kr. to potrafi mnie zasypywać swoimi pytaniami, wątpliwościami, dociekaniami.

I chwała jej za to, że się zastanawia. Ma przez to szanse na zmianę swojego życia.

Widzę, że rozmawianie ze mną dla wielu osób stanowi sposób na łagodniejszy sposób terapii. Oczywiście, rozmowy między ludźmi łagodziły kłopoty od tysiącleci. Wygadanie się, możliwość posiadania życzliwego punktu odniesienia, to jest coś warte. A łagodny, niezobowiązujący format jej [np. przez mail lub czat] upewnia, że można w każdym momencie się wycofać, że można pozostać anonimowym. To na pewno sprzyja otwieraniu się. I sprzyja spojrzeniu do środka siebie.

W rozmowach z takimi osobami spotykam się z zainteresowaniem tej osoby co do swojego stanu [bo owo obciążenie potrafi jej samej dać sporo w kość oprócz wszystkiego]. Odczuwam pewne zaufanie do mnie, za które jestem wdzięczny. Miło mi, że obdarzacie mnie zaufaniem, jednak chcę powiedzieć, żeby nie kłaść dużo na tą kartę. Jeśli ktoś w waszym życiu może wam najbardziej pomóc, to jesteście wy sami. Nauczyłem się tego po wielu latach korzystania z terapii, pomocy. Nauczyłem się, że mimo, iż ja przychodzę do terapii upodlony, zdruzgotany, to – i tak – to w porównaniu do terapeuty, to mnie właśnie bardziej zależy na poprawieniu mojego stanu. No, nie raz byłem wkurzony na bierność terapeutów..

Miałem takie postawy, że pomimo, iż w głębi siebie czułem swoje deficyty, to Dusza uważała: „jeśli oni [np. bliscy] napsuli coś w moim życiu, oni także mają naprawić”.. Tak zachowuje się Dusza – działa na zasadach wyrównywania. To jednak prowadzi jedynie do jeszcze mocniejszego zasupływania karmy. Krokodyl na pokładzie, tak jak i inne obciążenia to nie koniec świata, może to stanowić początek procesu wybaczania, „odpuszczania”. „Puść nam” – to są słowa modlitwy do Boga, aby nam nie pamiętał grzechów i nie „ciągał” za te sznurki – tylko je wypuścił. I wydaje się, że warto, abyśmy też zrobili to wobec tych, którzy nam zrobili coś nie po naszej myśli. Rozmowa, terapia może w tym pomagać, rozpoczynać ten proces.

W takiej rozmowie z osobą są dla mnie także inne elementy:

a) nic mi z takiej „niezobowiązującej rozmowy”, bo nikt mi nie płaci za takie rozmowy, dociekania, dywagacje. To może być postrzegane jako blokada z mojej strony, nieprzychylność, wręcz nieuprzejmość.
Ale osoby takie często nie uznają tego jako jakiejkolwiek terapii, więc nie ma oczywiście potrzeby płacenia – bo i za co?
„A powiedz jeszcze to..”, „Nie musisz robić mi terapii, ale tak bym powymieniał sobie z tobą myśli na temat mojego stanu..” A taka wymiana myśli u profesjonalisty kosztuje stówkę za godzinę, proszę pana/ni…

Ot, taka rozmowa niezobowiązująca.. No nie dla wszystkich niezobowiązująca, bo ja ją postrzegam jako terapeutyczną. Jeśli coś ma zamiar i możliwości realnego wsparcia i pomocy jest terapeutyczne z definicji. No ale widać mało kto to docenia w realnych pieniądzach. A ja nie mam zamiaru robić tego za bezdurno. Tłumaczenie o kr. uznaję za wielce wartościowe. Ale jak osoby z kr. uważają że rozmowa taka powinna być za darmo, odpowiadanie bez wyrównania na kolejne ich pytanie „które im się właśnie pojawiło”, to jest ich sprawa.
Ja akurat nie chcę darmo oddawać wartościowej, a nadto spersonalizowanej dla nich wiedzy.
Znam przypadek, gdy do mojego kolegi przyszła któryś raz pani z dużym krokodylem aby „zostać oczyszczoną”, bezpłatnie, bo przecież się jej to należy [naciągnie na maksa]. Ale tym razem ustaliła sobie, że „on ma jej wyczarować magicznie pieniądze”, bo ona przecież o wiele za mało ma tych pieniędzy. Kolega miał spory kłopot ze zmierzeniem się z siłami krokodylca.. a i z siłami silnej osobowości wierzącej, że „jej się przecież należy”.

b) za jakiś czas w takiej rozmowie, znajomości, choćby nawet tylko fejsbukowej, niedługo mogę liczyć na to, że będę jedzony i że będę cierpieć. Że moja aura, energie moje drogie osobiste będą rwane na strzępy jedzone z dużą dozą agresywności i będę – po fakcie – ze zdumieniem sobie przypominać „kiedy to się stało? przecież miałem taką fajną rozmowę???”
Nie ma co zwalać winę na nosiciela symbionta, bo on/a zupełnie nieświadoma/y co się dzieje. Gdy budzi się symbiont to zasypia pełna świadomość tego człowieka.

Natomiast to obciążenie działa jak dobry zegarek,  południe niechybnie nadchodzi, na pewno kiedyś się pojawi, symbiont na pewno kiedyś będzie żreć ciało subtelne rozmówcy.  Wystarczy powiedzieć coś „nie tak”, coś nie podobającego się, i od razu krok. kłapie zębiskami. Tysiąc razy to wypróbowałem, że tak jest.

A nosiciel/ka często jest przekonany/na o tym, że „nic się nie dzieje”. Mnie to nie dziwi: on/a tego przecież nie czuje, to inna siła załatwia.

A ja, dlaczego miałbym się poddawać owej smacznej konsumpcji moich energii subtelnych? No na dzisiaj to już nie chcę.

Nie, jak na dzisiaj to tego już nie robię. Nie koleguję się ze „zjadającymi mnie znajomymi”. Podkładanie się pod atak? To pachnie mi masochizmem..
Nie wystawiam się jak ciastko z cukierni na stoliku przed cukiernią na pożarcie przechodzących dzieci. Przynajmniej nie chcę tego, nie robię tego świadomie (oczywiście od czasu do czasu mi się to zdarza nieświadomie – ale coraz rzadziej, wraz z wzmacnianiem się świadomości zjawiska i pamięci o nim, nawykowej pamięci, którą utrzymuje moja Dusza). Dzisiaj już jestem za szybą, już się chronię, chronię swoje energie przed pożarciem, a głodne krokodyle łykają ślinę.

I dlatego też chcę jednak powiedzieć to, co powiedziałbym w takiej ewentualnej rozmowie z taką osobą – kobietą i mężczyzną. Opowiadam w poniższym pliku audio o tym, jak to jest z tymi krokodylami i o co tu chodzi [jak już ktoś nie czytał strony o kr. to może sporo z tego usłyszeć w tym pliku].

Nie robię listy za i przeciw brania sobie symbionta.

Nie przekonuję nosicieli przeciwko posiadaniu, czy braniu symbionta, a przynajmniej nienachalnie – pokazuję karmę, skutki karmiczne, skutki brania symbionta, które powstają przez to, że jest to stan bycia „przeciw komuś”, przeciw czyjemuś dobru.

Jednocześnie wskazuję na różnorodne cechy osoby z kr.

Dla osób obciążonych kr. może być troch ciężko słuchać tego pliku, jeśli chcą znaleźć proste wytłumaczenie swojej sytuacji. Nie prezentuję bezpośrednio sytuacji tych osób, nie odpowiadam na ich bezpośrednie pytania, a tylko moje obserwacje, odczucia. Więc osoba z kr. musiałaby przetransponować sobie te informacje na „swoją stronę”, np. pytając siebie, „czy ja mam takie coś, czy tak się zachowuję, czy takie mam sytuacje w życiu? Czy takie są moje intencje?” Wiem, że pojawia się wtedy wiele pytań, które są skierowane od razu do mnie, bo ja „przecież wiem”. A tu co? Jest trudniej, bo Andrzej nie odpowiada na te pytania.. bo to jest tylko plik audio. I trzeba samej/samemu pogłówkować. A uwierzcie mi, że osoba z kr. ma duuuże bloki aby w ogóle myśleć i rozmawiać na temat swojego obciążenia. I to nie z powodu jakichś złych intencji [czy że jest tak świadomie wredną osobą]. Nie, jeśli osoba z kr. jest nieprzyjazna, to bardzo często nie rozmyślnie. Nie kalkuluje sobie komu zaszkodzi. Szkodzi, bo „tak to jakoś wyszło” [tak to kr. jakoś zrobił – jak, nie wiem, więc mogę się nie oskarżać, bo to nie ja zrobiłam/em].

Często własna Dusza tej osoby jest przeciw temu, aby się oczyścić i zmieniać komfortową w dużej części [dla Duszy] sytuację. A osobowość wiele lat do tego przyuczana nie chce oddać tego, co się nauczyła. Więc osoba z kr. nie ma łatwego zadania.

Stan posiadania kr. i działania z nim nie jest to stan miłości [choćby mogło się to tak wydawać zakochanym dziewczynom, które właśnie zauważyły świetnie ustawionego, świetnie funkcjonującego młodego chłopaka.. Czy ona wie, że on może mieć symbionta? i że właśnie odrzuciła zaloty takiego, który owego symb. nie posiadał? wątpię]

Nie robię za kogoś rachunku sumienia, do tego jest przeznaczona zarówno osobista refleksyjność jak i psychoterapia [której nie robię]. Jeśli komuś potrzeba [a myślę, że czasami tak], to proszę się udać do kompetentnego terapeuty bądź terapeutki [a takiego można znaleźć].

Opowiadam o swoich przeżyciach z rozmów z nosicielami krokodyli. Mam nadzieję, że zobaczycie dzięki temu, że wy sami [którzy nie macie kr] także macie takie okazje i takie znajomości. Czy cierpicie w nich i czy coś chcecie z nimi zrobić, tego nie wiem, to już możecie sami dalej rozważać ten temat.

[Link do pliku]

Plik się nagle urywa, taka jego uroda.

 

Advertisements

19 komentarzy (+add yours?)

  1. Niftu
    Maj 01, 2016 @ 20:37:47

    Panie Andrzeju, czy może Pan powiedzieć coś o samej genezie obciążeń, czy odkrył Pan skąd pochodzą symbionty i jakie jest źródło Wejść? Samo istnienie tych obciążeń jest na stronie szeroko opisane, ale ja się zastanawiam skąd to się w ogóle wszystko wzięło? Posiadanie symbionta kojarzy mi się z filmem Gwiezdne Wrota. Tam, obca rasa agresorów nosiła w sobie Goa’ulda, takiego robaka, który sterował umysłem każdego nosiciela i dawał mu nadludzkie zdolności. Rasa atakowała i podbijała kolejne planety, robiąc z ich mieszkańców nosicieli. Czym więc są krokodyle, duchami, demonami, istotami astralnymi? Z religijnego punku widzenia byłoby to zaplanowane przejmowanie ciał przez jakąś zorganizowaną grupę istot, która z zaświatów prowadzi biznes. Jeśli jednak przyjmiemy, że są to formy obce, które na Ziemi znalazły sobie żywicieli, to mamy do czynienia z inwazją. Jak to więc jest, czy to inwazja obcych form życia, czy zbiorowe opętanie?

  2. SwiatDucha
    Maj 02, 2016 @ 19:58:33

    Niftu:
    ja jestem jak japońscy inżynierowie samochodowi 🙂
    nic nie odkryłem, ale wszystko ulepszyłem, hehe.

    Symbiont – to nazwa moja, ale krokodyl to nazwa od Awiessałoma Podwodnego, który o tym pierwszy pisał [chociaż chyba wcześniej jeszcze było o tym w książce po rosyjsku „Roza Mira”. I oczywiście do tego wiaderka poszedł też strumyk wiedzy z ogromu badań psychologicznych nad „osobowością nieprawidłową”.

    Wejście to chyba też moja nazwa, ale nie pamiętam czy na pewno nie było nikogo wcześniej? Jednak energetyczne odkrycie kto, gdzie i kiedy, to pochodzi z moich badań. Plus psychologiczna wiedza o współuzależnieniu.

    Podobnie pogryzienie – moja nazwa, moje badania. Plus psychologiczna wiedza o DDA.

    Zatrucie od wejścia – moja nazwa, na podstawie moich badań.

    ALE trzeba przyznać, że ileś % odkrycia liczy się dla Wyższych Jaźni, Przewodników Duchowych i Opiekunów Duchowych, którzy mnie wspomagali i naprowadzali. Nierzadko rzucili jakieś wskazanie, czemu mam się przyglądać. I się przyglądałem.
    To tak, aby im także oddać zasługi. Nie dopominają się o nie, ale jakbym o nich nie wspomniał, to bym zrobił błąd.

    >Czym więc są krokodyle, duchami, demonami, istotami astralnymi?

    Jak się rozpoznasz u Rudolfa Steinera w książkach, jak zbudowane są dowolne istoty duchowe z wytłumaczeniem na bazie schematu poziomów subtelnych, to może łatwiej będzie pojąć moje opisy ze str. o kr., że są to jedopoziomowe wtyczki energetyczne z łączem od bardzo wysokich istot z ciemnej strony.

    Filmy przekazują bardzo wiele prawd, jak bajki. ale nie są cenzurowane, bo mało kto bierze je na poważnie. „Na poważnie’ robiona nauka na uczelniach nie ujmuje tego w żaden sposób i to jest autorytatywna wykładnia oficjalna.

    Jest to inwazja tyle że na poziomach subtelnych.
    Ładnie o tym pisze autor w książce
    „Latające węże i smoki” – do wyguglania w pdf.

  3. Niftu
    Maj 03, 2016 @ 10:55:32

    „(…)to jedopoziomowe wtyczki energetyczne z łączem od bardzo wysokich istot z ciemnej strony.”

    Jakoś mam wrażenie, że wszyscy jesteśmy po podłączani do różnych wtyczek, a oni tam sobie tylko siedzą i grają. Istoty z jasnej i ciemnej strony logują się do Wszechświata i wybierają sobie planetę. Wybór rozgrywki. Dzisiaj Ziemia – Start. Wybieramy charakter, lokalizację i hulaj dusza! 🙂

    A książkę, o której Pan wspomniał już namierzam. W innym temacie była mowa o daniu dyla z tego systemu, ale ja myślę, że o niczym takim nie może być mowy, tak samo jak bohater Pac Mana nie wyskoczy z gry i nie pobiegnie w dal. Dlatego tak ważne jest wiedzieć, co się tu wyrabia i jakie są reguły gry.

  4. SwiatDucha
    Maj 04, 2016 @ 10:05:19

    link do pdf jest tu

    chodzi o Reptilian in. Anunaki

    „Pac Man” ta nazwa kojarzy mi się z tym, co się dzieje gdy próbuje on wyjść – uderza w ścianę, czyli robi „pac!”
    Polonizm ewidentny. 🙂

    W moim przekonaniu, jeśli się utożsamiam z własną Duszą, jej tysiącznymi zainteresowaniami, wleczeniem tematów, lgnięciem itp. to nie jestem w stanie „wyjść poza”. Gdy jednak oglądam, że Dusza to pojazd, to otwieram drzwi, i okazuje się, że mogę „wyjść” – odnaleźć się jako Duch, żyjący w Duszy i Ciele. Nadal żyję, nadal mam pojazd, ale widzę jego działania, poruszenia, jako relatywne, zarówno w stosunku do krajobrazu, jak i mnie samego.
    A jak jest relatywność, jak jest dystans, to nie musi być już utożsamienia, jest lżej, swobodniej.

  5. namaste
    Maj 04, 2016 @ 10:07:29

    „Jest to inwazja tyle że na poziomach subtelnych. Ładnie o tym pisze autor w książce „Latające węże i smoki” – do wyguglania w pdf.”

    Andrzeju, z tego z co zrozumiałam, autor „Latających” postrzega pozaziemskie gady jako istoty jak najbardziej fizyczne, tyle że nieśmiertelne. Ty rozumiesz je jako istoty niefizyczne. Jak to łączysz?

  6. namaste
    Maj 04, 2016 @ 10:26:20

    Uściślając, chodzi mi o to, że Ty Andrzeju postrzegasz krokodyle i ich superiors jako istoty niefizyczne, subtelne, duchowe. W polecanej przez Ciebie książce jest inaczej. Tam jest mowa o fizycznych istotach i o ich działaniach mających miejsce jak najbardziej na planie fizycznym, w materii. Jak to rozumieć?

  7. SwiatDucha
    Maj 04, 2016 @ 23:08:28

    namaste: jak się wczytasz, to można dociec, że tamci dawni ziemianie-niewolnicy nie mogli zobaczyć Anunaków [nie wolno im było, a też i nie byli w stanie], ani też nikt nie zrobił ich portretu, co było również zabronione.
    To nie są bezpośrednie dowody, ale wiele wskazuje na to, że z planem fizycznym mieli jakąś więź niecałkowicie naturalną – tak jakby nie byli wcieleni.

    Mechanizm „zstępowania” opisany jest na str 38 i dalej i jest opisany jako „upadek”, „upadek aniołów”, który Leszek Żądło zrównuje z inkarnacją. Niektórzy pomniejsi bogowie się inkarnowali – „upadli”, ale to nieduży odsetek.

    str. 4:
    „Ludzie mieli zakaz oglądania go. Mojżesz miał przez swego Boga zapowiedziane wyraźnie: „Nie mozesz widzieć mojej twarzy, albowiem człowiek nie może mnie widzieć i pozostać żywy”. Ów zakaz bycia oglądanym przez ludzi jest doprowadzony w Piśmie Świętym do ekstremum. Stało się to przykazaniem, by nie sporządzać „wizerunku”, albo podobizny bóstwa.”

    Tak więc jest to powiedziane, ale nie jest powtarzane i MA SIE WRAŻENIE, że przez dziesiątki stron jest mowa o istotach wcielonych. A ludzie, czytając to, domniemują, że tak jest, projektują swoje wcielone ja na anunaków. I potem wychodzi to, co wyszło Davidowi Icke: poszukiwania wcielonych jaszczurów, których nie ma, dociekania nt. zmiennych form, które są bardzo łatwe do utrącenia i przez to cała konstrukcja logiczna chwieje się, jest wydana na pośmiewisko i niedowierzanie.
    Icke jak pewnie wiesz stroni od duchowości, a szczególnie od wedyjskiego systemu poziomów i ciał subtelnych, który ja używam i który ewidentnie pokazuje co się dzieje na poszczególnych poziomach wibracyjnych.

    Ale to też są celowe zagrywki dezinformacyjne ciemnej strony: „to my będziemy kierować informacjami o nas, i dzięki temu będziemy mieć nad nimi kontrolę”: owszem, powiemy wam o nas trochę, aby zaspokoić nieco ciekawości, ale przy tym ogniu upieczemy pieczeń jak najbardziej dla nas przydatną i długotrwale, długofalowo dającą nam brak widoczności i zainteresowania od ogółu ludzi, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z fantastami.

    Tu także można wspomnieć system „poziomów wibracyjnych” typu trzeci, czwarty, piąty itd.
    Jest to wg mnie podobny system dobrze kontrolowanej dezinformacji, ponieważ: a) zaspokaja ciekawość „co tam się niefizycznie dzieje”, b) jednoznacznie i ostatecznie rozmywa definicje przedziałów subtelnych i zamiast logiki jednoznacznej pojawia się logika rozmyta [dokładnie tak jak w matematyce], co skutkuje totalnym rozmyciem obrazu subtelnego i niemożnością odkrycia tego, co się prawdziwie dzieje na kolejnych poziomach. Zamiast konkretów otrzymuje się rozmyty obraz. Przedziały wedyjskie są dokładne i precyzyjne z precyzją skalpela.
    Za to idealistyczne dostaje się wizje i snucia typu: „w roku xxxx będzie przejście ludzkości z poziomu y na poziom z i powinniście się na to przygotować itd. itp.” Ludzkie Dusze są spragnione tego rodzaju idealizmów [21.12.2012 – koniec świata, przypominam, żyjemy po końcu świata :-)], więc łykają je jak dziecko łyka chrupki z dużej torby: jedną po drugiej, bez przestanku. Niestety jest to jedzenie śmieciowe i choć brzuszek wypełnia, to do pożywności mu daleko. Ale Dusze to lubią, lubią przeżywać. Niestety, próżno w Duszy szukać refleksji, wniosków, konstruktywnych zachowań, decyzji opartych na wnioskowaniu. A Wszechświat daje obficie Duszom to, czego pragną. Dopóki nie przebudzi się Świadome Ja i nie powie: dość, ja dziękuję za śmieciowe jedzenie, będę teraz uczyć się jeść jedzenie pożywne i zdrowe.

  8. Marc
    Maj 05, 2016 @ 09:33:31

    Czytałem Davida Icke, on zdaje się mówi o liniach rodów o specjalnych genach, które niejako pozwalają tym ludziom na „wpuszczanie do siebie” tych istot, o których pisze.

  9. SwiatDucha
    Maj 05, 2016 @ 12:03:01

    I to właśnie „wpuszczanie” równa się takiemu pół-opętaniu [czyli częściowej inkarnacji] przez Opiekuna symbiontów [to u wybranych rodów, wybranych osób, zwykle bardzo znaczących w systemie ziemskim, w systemach władzy, religii itp. ].
    Dlatego Icke i inni poszukiwacze nie mogą tam znaleźć Reptilian, ponieważ ich tam w połowie nie ma.. I uruchamiają się przepychanki: czy Icke ma rację, czy też nie, a to dowody za, a to dowody przeciw. Ludzie mają sztywne pojmowanie zero-jedynkowe, biało-czarne wcielenia, inkarnacji, nie widzą głębi zjawiska i w ramach tego niedoskonałego modelu robią zawieruchę, czy wręcz potrafią się kłócić. A nie ma o co się kłócić, tylko wystarczy rozszerzyć wizję, poszerzyć model pojmowania świata i już wszystko pasuje.

    Pod tym względem Icek ma rację, jak odkrył objawy zjawiska częściowej inkarnacji Opiekunów [chociaż samego zjawiska nie obejmuje zrozumieniem]. Ma rację, że poszerza tą wiedzę, bo tak to właśnie wyglądają objawy zjawiska, zgodnie także z punktem widzenia ezoterycznego, z badaniami poziomów subtelnych, które prowadziłem, tak się to pokazuje.

    Co prawda D.I. chyba nie umie objąć tego ezoterycznie oglądem, który to wgląd by zauważał zarówno poszczególne poziomy subtelne, jak i zjawisko częściowej inkarnacji, jak i zjawisko „częściowej pośredniej inkarnacji” jakim są wtyczki od Opiekunów, czyli krokodyle. A to już są sprawy dosyć sporo zawiłe, nieintuicyjne, nieproste. Dlatego odsyłałem do książek Steinera omawiających poziomy subtelne i budowę [bardzo różną i elastyczną] istot na tych poziomach przebywających. Dopiero Steiner był w stanie rozpoznać i opisać zarówno cechy poziomów jak i zadziwiającą różnorodność istot duchowych na tych poziomach żyjących. Ickowi tego rozpoznania wydaje się brakować.

    Można porównać Icke do doktora, który poprawnie jest w stanie opisać objawy choroby, ale nie za bardzo umie objąć wglądem przyczynowym podłoże choroby, zależności w jej obrębie.

  10. Niftu
    Maj 05, 2016 @ 18:00:01

    Bardzo mi to przypomina „latawce” z książek Castanedy. Latawiec, to kompan na całe życie. Nie bardzo pamiętam, czym się różniły od sprzymierzeńców, których można było pochwycić i zjednoczyć się z takim, żeby to on nam służył. Ludzie piszą, że Castaneda to sobie wszystko wymyślił, ale mam wrażenie, że to piszą właśnie krokodyle :] Zasadniczo, propaganda i zaburzanie rzeczywistości, to musi być domena tychże stworzeń. Również zauważyłem, że było już całkiem sporo „końców świata” i wszystkie „poszły bokiem”. Znam mimo to sporo ludzi, którzy wierzą w przepowiednie, sny „prorocze” i inne wizje, i bardzo im ufają, chociaż każda z nich jest inna. Dziwię się czasami, gdy spotykam kogoś, a on mi sprzedaje jeszcze inną wizję. Wcześniej nigdy bym nie pomyślał, że człowiek, którego uważałem za poważnego i trzeźwego, gada jakby najadł się grzybków halucynków. Jakby nie było, ludzie trwają w jakimś takim stanie z doliny maków i upijają się lichymi historyjkami o strachu i zagładzie snując czarne wizje na jawie.

  11. SwiatDucha
    Maj 05, 2016 @ 21:14:59

    Niftu:
    Tak, symbionty odpowiadają latawcom.

    Właśnie – są wizje, jest ich wiele, wizje, te „prorocze” jak rozumiem związane są z energiami, myślokształtami, energokształtami, które starają się „coś ugrać”. I ludzie [a raczej chyba ich Dusze, rządzące ludźmi] się dają na to nabierać. Brak wychowywania własnej Duszy daje prowadzenie się jej na wodzy. Ale kto rozsądny chciałby się dać wodzić istocie nie tyle bezrozumnej, co bezrefleksyjnej, o mentalności czteroletniego dziecka? A ludzie tak jednak potrafią dla siebie zdecydować, wybrać zależność od własnej Duszy. To tak, jakby kierowca miał za zadanie jechać tam, gdzie pokieruje go samochód.

    W odróżnieniu od takich wizji „promujących gry” jest prosty świat fizyczny Ziemi [świat Boskiej Matki], w którym nie ma pomieszania energii. Pomieszanie następuje w obszarach „pomiędzy”, pomiędzy Ziemią a Niebem [Bogiem, Boskim Ojcem, Bogiem – dawcą życia].
    Oświeceniem [jedna z wielu definicji] mogłoby być połączenie w sobie Nieba i Ziemi bez wikłania się w pomieszanie „pomiędzy”.

  12. SwiatDucha
    Maj 25, 2016 @ 08:32:00

    Jeszcze co do braku wizerunków Reptilian.
    One są dostępne do oglądania!!,
    można je zobaczyć, nawet te z okresu rzeczywistej inwazji na Ziemię, z Babilonu, 7 tys. lat temu

    Są figurki humanoidalnych jaszczurów [link do filmu YT, od 1:18]
    Pytanie, czy to są obrazy fizycznych istot, czy też niewcielonych do ciała fizycznego, a tylko powyżej niego.
    Ja uważam, że jest to przeniesienie wizji niefizycznej na rzeźbę. Wielokrotnie spotykałem się z opowiadaniami o wizjach istot jaszczurzych niewidocznych normalnie okiem fizycznym. A te figurki, to może być zapis takiej wizji.

    Można przypuszczać, że są to figurki tworzone przez tych, którzy się zbuntowali przeciw nakazom aby nie robić obrazów Bogów.

    Było to przestępstwo, także w religii żydowskiej, wychodzącej z tego pnia ( 2 przykazanie”nie będziesz sobie czynił obrazu”)

    Ks. wyjścia rozdz. 20
    3 Thou shalt have no other gods before me.
    4 Thou shalt not make unto thee any graven image, or any likeness of any thing that is in heaven above, or that is in the earth beneath, or that is in the water under the earth:
    5 Thou shalt not bow down thyself to them, nor serve them

    Co ciekawe, w wierszu 4 jako „thing” można zamienić na „bóg, bożek”, czego dotyczy przecież wiersz 3. Więc zakaz ten może dotyczyć robienia obrazu bogów zamieszkujących niebiosa, zamieszkujących głębie ziemi bądź wody.

  13. namaste
    Maj 25, 2016 @ 13:56:16

    Andrzeju,
    odkryłam ostatnio bloga Faridy Sorany (www.ciemnanoc.pl), która bardzo ciekawie pisze o pracy z cieniem i potrzebie jego integracji. W swoim spojrzeniu na rzeczywistość duchową wykorzystuje pewne elementy filozofii Junga i gnozy, ale – jak twierdzi – opiera się przede wszystkim na osobistych doświadczeniach mistycznych i własnej pracy ze świadomością. Z tego co zrozumiałam, według niej wszystko to, co postrzegamy jako byty demoniczne, to wyparte elementy naszej Jaźni, lub inaczej „aspekty Ducha uwięzionego w nieświadomości”.
    Witryna Faridy jest chyba tak rozbudowana jak Twoja, a autorka szeroko opisuje swoją koncepcję. Przyznam, że mnie zaintrygowała. Ciekawa jestem bardzo, jak odniósłbyś się do jej poglądów i jak subiektywnie odbierasz jej osobę. Może zechciałbyś zerknąć na jej portal?

  14. SwiatDucha
    Maj 26, 2016 @ 22:11:14

    namaste:

    Co do bytów demonicznych, to taki przebłysk miałem..

    Dzisiaj u nas to północny wiaterek i 17-18 st. w południe, zachmurzenie całkowite
    od rana jakieś energie kiepskie.

    ileś dni temu, na ogrodników zimnych to przyszedł „demon eteryczny pogodowy”, jak kiedyś nazwałem takie byty energetyczne, o ogromnych rozmiarach, sięgających tysięcy kilometrów średnicy.
    Ja tym razem go pobadałem i po raz pierwszy zauważyłem, że jest to bardzo wysoki byt, tyle, że że mocno cierpiący. Ogromne ilości cierpienia.

    No i skojarzyłem, że te „paskudne energie” panujące w atmosferze ziemskiej tam gdzie przebywałem i kilkaset kilometrów dalej (bo pytałem koleżankę oddaloną 400km) to jest cierpienie tego wysokiego bytu.

    I odezwałem się do niego i tak pobyłem z nim trochę. To mu ulżyło nieco, tak z 5 punktów na 4.

    Mi się włączyło współczucie, ale dopiero gdy zauważyłem „gdzie” on istnieje, na jakich poziomach. Wcześniej postrzegałem go bardzo mechanicznie, i bez współczucia.

    Ale dzisiaj to o tym nie pomyślałem, że też taka istota właśnie przyszła (jak ma Duszę, jak ma energie, to może przyjść).
    I wszedłem w dawne, rutynowe postrzeganie tego zjawiska, w rynnę nawyków z przeszłości wszedłem.
    A mogłem także asystować dzisiaj temu co dziś przyszło.

    Kilka razy już egzorcyzmowałem takie istoty w przeszłości.
    Ale to tak, jakby przyszedł zbolały ktoś i zamiast mu pomóc, opatrzeć mu rany, wesprzeć go, to się go wygania z domu.

  15. Niftu
    Maj 27, 2016 @ 18:32:45

    To bardzo intrygujące co Pan napisał 🙂 Mogę spytać w jaki sposób skontaktował się Pan z tym bytem i w jaki z nim pobył? Nie potrafię sobie wyobrazić jakim cudem lub z jakiego powodu wyższe byty mogą cierpieć będąc wiatrem, żywiołem, wolnością…

  16. SwiatDucha
    Maj 27, 2016 @ 19:33:31

    Niftu:

    Istotnie, to raczej „nie mieści się w głowie”. Ale, tak jak w ostatnim chyba audio powiedziałem, takie przekonanie „nie mieści się w głowie” może być po prostu ograniczające w poszukiwaniach duchowych.
    Brzytwa Ockhama ładnie działa dla osób, które chcą sobie przykrawać świat do tego co widzą i w dużym stopniu im to wystarcza i działa.
    Jednak jak chcę zobaczyć coś ponad, coś więcej, rozszerzona wizja oznacza rozszerzone rezultaty. Oczywiście cały czas z zastosowaniem i logiki i systematyki. Nie tak jak w średniowieczu stosowano fantazjowanie a brak logiki był czymś powszechnie akceptowanym. (Te średniowieczne fantazje prowadzące na manowce nadal skutecznie zniechęcają ludzi do poszukiwań duchowych. Zwłaszcza młodsze Dusze uważają, że „tam wyżej” to są tylko wymysły i że „tam wyżej” tak naprawdę nic nie ma i to jest tylko konstrukt teoretyczny pozbawiony podstawy i że jest to nierealne. Co śmieszniejsze, ci ludzie ciągle żyją wraz z działaniami na tych wysokich poziomach. Może nie są to ich osobiste poruszenia, a np. społeczności, narodu. Natomiast osobiście ci ludzie nie są gotowi na przyjęcie takiej wizji, takiej wersji rzeczywistości, że ich cząstka egzystuje na wysokich ciałach, wysokich poziomach. Jedno więc jest to, co się wydarza, a drugie to to, na co taki człowiek daje sobie zgodę aby akceptować. A bez akceptacji nie ma świadomego poruszenia, bo przecież bez sensu jest poruszanie czymś czego nie ma.., poruszanie się w obszarze, który nie istnieje.)

    Wiele osób z kręgów rozwojowych ma przekonania, że te „złe” energie (nieharmonijne, niekomfortowe, dające cierpienie) to astral i nic wyżej. To oczywiście blokuje im poznanie. Ale nie zastanawiają się nad tym. Nie włączają logicznego myślenia. Bo tak się nauczyli i finał, po prostu przyjęli „na wiarę” i nie sprawdzili, czy ich nauczyciele mieli prawidłowy przekaz. A przecież każdy porządny nauczyciel mówi: sprawdzaj, nie wierz. To z zawierzania błędom tworzą się większe błędy. Ja mówię: spróbuj być otwarty, ale sprawdzaj, jak najbardziej. Bo to ty sam/a jesteś odpowiedzialny/a za swój rozwój, nie kto inny.

    Astral – czyli ciało astralne to dopiero emocje. Na tym poziomie mają się rozgrywać nieharmonijności. A wyżej? Czy wyżej może w ogóle być jakiś błąd, czy też jest tam totalna błogość?
    np. kilka poziomów wyżej – poziom atmaniczny, poziom idei. Czy można sobie zrobić negatywną ideę? Oczywiście że można, np. idea, że dzieci powinno się srogo karać za przewinienia i nie tłumaczyć im i nie rozmawiać z nimi.
    link: „Czarna pedagogika”

    Taka błędna, złoczynna idea będzie obiektem na poziomie atmanicznym, kilka wyżej od owego „astralu”, będzie obiektem wysoko ponad astralem. Ale „stara dobra szkoła” ezoteryczna ma taką logikę w nosie. Oni wiedzą swoje. Ich sprawa, nie moja. Ja trzymam się logiki i wedyjskiej, jogicznej skali podziału obszarów subtelnych. To daje mi naprawdę ogromne korzyści w zrozumieniu różnych spraw.

    Czyli, odchodząc od zatwardziałych przekonań ezoteryki typu „aniołki i kwiatki” dotarłem do tego, że jednak byty wysokie też mogą mieć się kiepsko. I mogą być obciążone, mimo, iż są na poziomie naszych Opiekunów Duchowych czy Wyższych Jaźni i nie są wcielone, ba, nie mają ciała mentalnego i nie mogą tego wypowiedzieć [bo nie mają dostępu do języka np. ludzkiego, w którym to można wyrazić słowami].
    I to nie są moje przypuszczenia a wyniki badań wahadłem na schemacie czakr i ciał.

    A jak się skontaktować? Bardzo, bardzo prosto, powahałem „to coś”, i jak się pokazało mi w badaniach jakie ma to ciała, to „poszedłem” energetycznie wspomnieniem, odczuciem ku niemu i „dotknąłem go/jej”, tak , że mnie zauważył.

    Dokładniejsze omówienie tej bardzo prostej metody jest w wywiadzie Leszka-Henryka w Porozmawiajmy tv:
    nie pamiętam, tu:
    http://porozmawiajmy.tv/ekspeymenty-z-dusza-czesc-1-pan-heniek/
    albo tu:
    http://porozmawiajmy.tv/eksperymenty-z-dusza-czesc-2-pan-heniek/

    wartościowy wywiad.

    A jak z nim pobyłem? Ot, po prostu siedziałem sobie w domu, ale w łączności z tym bytem. I po pobadaniu poziomu jego cierpienia wahadłem w skonstruowanej ad-hoc względnej skali skontaktowałem się j.w. i tak byłem w tym kontakcie mając świadomość, że jestem w kontakcie z istotą cierpiącą. Mówiłem w myślach: „wiem że cierpisz, czuję to” bo istotnie ogromne cierpienie odczuwane jako „niekorzystne energie” zawładnęło obszarem. Jeśli było to związane z obszarem pogodowym, to obejmowało to całą Skandynawię i Polskę jak wynikało z map pogodowych barycznych z tamtego momentu.

    A jak się z kimś przebywa, kto cierpi? Tak jak np. na grupie wsparcia, po prostu jestem i pozwalam tamtej stronie być i przeżywać swoje, nie zmieniam tego, nie staram się zmienić procesu, ale raczej zrozumieć i współczuć (a nie brać na siebie).

    >Nie potrafię sobie wyobrazić jakim cudem lub z jakiego powodu wyższe byty mogą cierpieć będąc wiatrem, żywiołem, wolnością…

    domyślam się, że słyszałeś dziesiątki przekazów o „cierpiących duchach”. Takich czy innych. W kulturach świata aż roi się od takich opowieści.

    Dopiero jednak badanie jakie dana istota ma ciała subtelne jest w stanie odkryć jaki jest to byt, z czego składa się jego Dusza, na jakich jest poziomach.

  17. eoleksa2
    Lip 23, 2016 @ 20:17:59

    A może to była empatia, jaka te Wyższe Byty z nami tutaj odczuwają (ich z nami współodczuwanie)? – Tak mi przyszło …

  18. Tomek Kowalski
    Sier 07, 2016 @ 22:42:41

    Panie Andrzeju, a jak sobie radzić, jesli np miałoby się taką osobę (wspolpracownika) z kr. w pracy ? czy odejście to jedyne rozwiazanie ? bardzo dziękuje za odpowiedź

  19. SwiatDucha
    Sier 19, 2016 @ 17:24:26

    O, odejście też jest rozwiązaniem,
    ale zwykle Wszechświat daje takie zadanie dla człowieka, dla którego takie zadanie „pasuje”, czyli jest w jakiś sposób Duszy takiego człowieka potrzebne.

    Możesz popatrzeć na bycie z kr. jako na duchowe zadanie życiowe z którego masz się czegoś nauczyć, masz nauczyć swoją Duszę czegoś ważnego,
    tak, aby ona się zmieniła, aby zmieniła swoje postawy,
    aby stare postawy nie były już potrzebne.
    A przez to obecność kr. w twoim otoczeniu nie będzie potrzebna,
    i wtedy będziesz miał możliwość łatwej zmiany sytuacji.

    Łatwo się to pisze, w kilku linijkach, natomiast proces może trwać lata.
    Warto z tego skorzystać budując sobie powoli wgląd na to w jaki sposób funkcjonuje własna Dusza, jak co przechodzi, i ile trwa.

    Generalnie Wszechświat daje zadania wymagające uruchamiania i zwiększania się Świadomego Ja.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: