Buddyści zen podobni do joginów

Zaczęło się to od rozmowy przez maila ze znajomym.

On mi podsunął film – wykład Aleksandra Poraja Żakieja (APŻ), mistrza zen.

Można tu dowiedzieć się o początkach Buddyzmu za Buddy Siakjamuniego. Opowiada tam o joginach i doświadczeniach Buddy z nimi. Generalnie ciekawe sprawy.

APŻ narzeka na joginów, że chcieli „wygasić” się, wygasić swoje ja w nirwanie poprzez ćwiczenia jogiczne.
Ale Buddyści nie lepsi – APŻ mówi o ćwiczących zen:  mają „umrzeć nim umrą” ( w rozumieniu wyjść poza osobowość, która się znajduje w Duszy, a która podlega śmierci fizycznej).

Buddyści też chcą iść poza Duszę, tylko może trochę inną ścieżką, o wyższej jakości, bo używającą świadomości. Nie muszą się macać po kręgosłupie, jak jogini.

(tu mój tekst o jogicznym odrzuceniu Duszy o którym też jest w filmie opowiedziane)

Reszta tekstu będzie lepiej zrozumiała po oglądnięciu filmu.

Jako badacz stanów pośrednich, czyli Dusz widzę trochę kłopotów  w tych jego tłumaczeniach. Bo kieruje ludzi od razu do ostatecznych nauk, ostatecznych rozwiązań jak oni nie zaspokoili sobie spraw doczesnych. Albo nawet jak nie zobaczyli o co chodzi w tych sprawach doczesnych. Kiedyś pisałem taki tekst o Buddyźmie: „Jest duchowość, która nie zna Duszy”.  To nie znanie Duszy nie dotyczy tylko Buddyzmu, w katolicyzmie także coś tam piśnie się o Duszy, ale wierni niemal nic o niej nie wiedzą.

A przecież jest to nasza duchowa codzienność. Codzienność w większości przypadków bardzo pogubiona. Ludzie zwykle czują się pogubieni, nie czują sensu w tym, w czym żyją, pracują, wiele różnych dziwacznych sił przeciwstawia się ich funkcjonowaniu. Chcą sobie odpowiedzieć najpierw na pytanie: „jak to moje życie naprawdę wygląda, bo nikt mi nie wyjaśnił?” „Dlaczego moje życie jest takie a nie inne”. Albo chcą coś zmienić, poprawić, aby było znośniejsze, bo czasami dużo jest boleści w tych doświadczeniach.

Leszek Żądło konkretnie mówi, że warto naprawdę poczyścić się, podnieść sobie poczucie własnej wartości, poczucie bezpieczeństwa, niewinności. Wtedy praktyka, czy to będzie joga, czy buddyzm, czy coś innego, będzie na tyle komfortowa, że będziemy chcieli ja kontynuować, i będzie o wiele łatwiejsza.

Zen nie odpowiada na te pytania o to, co robić jak boli. Katolicyzm tym bardziej – mówi wręcz o konieczności cierpienia, przyjęcia cierpienia na siebie. Co jednocześnie równa się odżegnaniu się od rozumu i używania woli w obszarach duchowych. Och, jak dużo ciemnych istot jest z tego zadowolonych!

Zeniści tak jak i religie są bardzo wysoko, a świat bardzo nisko. Nie ma stopni pośrednich, a zeniści jeszcze dodatkowo zniechęcają do rozważań na temat rzeczy przejściowych.

A to świetnie przyciąga osoby, których życie boli, tak boli, że chcą od niego uciec. Czy nawet z niego uciec, byle szybko. Dla nich zen jest pociągające, bo to są nauki końcowe. Ale nie ma co się oszukiwać, najczęściej taki eskapista nie osiąga oświecenia, a ucieka od własnych problemów, od problemów w których żyje jego Dusza. Można nazwać to „duchowym bypassem”.

Zeniści bardzo nie lubią kategorii, definicji, wyobrażają sobie, że jeśli ktoś sobie coś zdefiniuje, zrozumie, to już się do tego musi doczepić i nie będzie mógł wyjść poza słowa. Oj, bardzo miernie, marnie oceniają człowieka i jego umiejętności..

A odpowiednie wyjaśnienia duchowe bardzo pomagają w przyjęciu odp. postawy wewnętrznej. Sam APŻ daje takie wyjaśnienia w swoim wykładzie, ale jest wierny tradycji zen – nie chce definiować. A brak definiowania rodzi zamęt w umyśle.

Zeniści zachowują się tak, jakby przy początku drogi wyciągali mapę szczegółową końca drogi, a całkowicie pomijają dosyć skomplikowany i początek i środek trasy. Radź se człeku sam, mówią. Już mądrzejsi buddyści mówią, że aby dobrze praktykować, potrzeba najpierw pójść na własną psychoterapię. Przykładowo, Wojciech Eichelberger.

Ale jednak dobre są te wyjaśnienia APŻ o zazen, takie praktyczne.

„Zazen – jest to ćwiczenie nie produkowania ja”.

„Zen jest to wgląd w rzeczywistość bez okularów nazywanych tożsamość”

Istotnie, jak się pojawia „ja” to w organizmie, to w Duszy rozpoczyna się uruchamianie programów wspierających, opiekujących się owym ja i już nie ma tej przejrzystości. Jak rozpuszczamy „ja” („małe ja”), to pojawia się przejrzystość.

Obserwuję czasami jak osoby z otoczenia pielęgnują siebie, wspierają siebie mówiąc „ja to, ja tamto”. A widzę też ich wewnętrznego Ducha, ich esencję, która po prostu żyje.

Mnie się zawsze wydawało, że w praktykach duchowych nie chodzi o osobowość, a także i nie chodzi o Duszę (która jest, tak samo rzeczywista, jak jest świat rzeczywisty).

Chodzi o Ducha, który nie jest w stanie się zidentyfikować, jest tym „jestem który jestem”, jest jedynie życiem i nie posiada żadnej cechy.

„Ja” babci z filmu APŻ oczywiście jest niestabilne, zakłócone, może zapomnieć krewnych, może zapomnieć nawet kim sama jest. Inkarnacja Duszy potrafi być mocno zaburzona, co jednak nie świadczy, że Duszy nie ma.

Duszy jest czasami przyjemnie, czasami nieprzyjemnie, a Buddyści chcą wyjść poza Duszę, dlatego w zazen nie chodzi o przyjemność czy jakieś przyjemne doznania.

Duch nadal żyje i w tej babci i w noworodku.

Pytanie jest jednak o świadomość. Mimo, iż Dusza może być na tyle niezborna w swoich niższych partiach, tak, że pamięć bieżąca może obejmować dajmy na to ostatnie 3 sekundy. A życie i tak się toczy, i tak istnieje w „teraz”. „Teraz” nadal jest, chociaż świadomości może być bardzo malutko..

APŻ nie podaje wyjaśnienia jak ta uruchomiona w zen świadomość może się realizować, zachowywać w takich przypadkach.

Ale i tak APŻ dużo mówi, można go nazwać gawędziarzem :),  dawni mistrzowie zen to niemal w ogóle nic nie mówili.

„jeżeli nasze ja jest procesem”
– osobowość jak najbardziej jest procesem,

ale już Duch (esencja) procesem nie jest.

I jak uczeń APŻ ma rozróżnić Ducha od Duszy (czyli procesu)?

Bez definicji to trochę jak cięcie deski na kolanie, czy na podłodze, źle dobranym narzędziem  – prowizorka.

A można przecież porządnie na stole warsztatu stolarskiego:

Prawie to samo? Prawie robi sporą różnicę jak dla mnie..

 

Reklamy

9 Komentarzy (+add yours?)

  1. Marc
    Wrz 28, 2016 @ 11:07:21

    Ciekawe. Kolejny raz się przekonuję, żeby słuchać swoich odczuć. Swojego czasu niejako dzięki koledze zainteresowałem się zen, ale od początku mi coś nie pasowało, czułem że to nie to – dla mnie przynajmniej w tym czasie. W ogóle mistrz chi kung, u którego się uczyłem (shaolin.org) pisze, że medytacja siedząca to jest bardzo zaawansowana technika, że najpierw zadbanie o zdrowie fizyczne, psychiczne i emocjonalne (np. przez chikung), a tak trochę zmieniając temat, to pisze też, że w ogóle siedząca medytacja powinna być prowadzona pod okiem doświadczonej osoby, a dziś jak tak patrzę co chwilę ktoś „medytuje”.

    Tak sobie teraz myślę, że może ten proces podtrzymywania osobowości, o której mówi prelegent dotyczy też podtrzymywania duszy – dusza sama siebie stwarza i wzmacnia swoją strukturę przez doświadczenia osobowości, co potem wpływa na dalsze doświadczenia.

  2. SwiatDucha
    Wrz 28, 2016 @ 18:53:33

    Marc:
    >proces podtrzymywania osobowości, o której mówi prelegent dotyczy też podtrzymywania duszy

    W Duszy jest zawarta osobowość, jest częścią Duszy,
    więc tak jest. Wydaje mi się, że gdy się „przełączamy” na świadomość, na Świadome Ja, to zmniejszają się energie wspierające, zasilające osobowość, jak i Duszę.

  3. Conchita
    Wrz 28, 2016 @ 21:26:52

    Mi się bardziej podoba Dzogczen, albo to jak rozumiem Dzogczen 😉, który wychodzi poza skrajności, nie odrzuca niczego, nie wygasza, a wprowadza jedynie tam wszędzie świadomość – rigpę, jak dla mnie to oznacza własnie rozwój Świadomego Ja…
    Tak też czuję, ze to bardzo wysoka postawa niewygaszania, ale przenikania wszystkiego świadomością, gdy Duch, Esencja, Świadome Ja pokonują ograniczenia i przenikają wszystko zrozumieniem. Ja tak rozumiem wolność, bo to jest wolność totalna, która nie musi się niczego pozbywać…

  4. Marc
    Wrz 29, 2016 @ 10:02:58

    No właśnie, to co on mówi tak zrozumiałem, że wg niego osobowość jest procesem, który jest skutkiem działania mózgu. Czytałem niedawno książkę znanego neurobiologia i generalnie nauka dochodzi do takich właśnie wniosków – neurony tworzą jakby wirtualny niefizyczny byt-proces (jak fizyczne farby na płótnie tworzą obraz) a on z kolei wpływa na neurony. Tylko właśnie może być coś ponadmaterialnego w czym to zachodzi które tutaj decyduje, dusza właśnie. A te fizyczne procesy razem z tą osobowością są tego rezultatem.

  5. Niftu
    Wrz 29, 2016 @ 18:10:41

    O, ja też, po zapoznaniu się z Buddyzmem wybrałem Dzogczen. Jest w nim coś, co do mnie przemawia. Z drugiej strony, ciekawe jest to, co człowiek z nagrania mówi o Ja. Żyjemy koncepcjami koncepcji siebie. Więc najprościej byłoby najpierw wyjść poza te wszystkie koncepcje i dopiero zabierać się za cokolwiek innego. Tylko czy mamy cokolwiek innego poza koncepcjami?

  6. SwiatDucha
    Wrz 29, 2016 @ 20:34:58

    Niftu

    Pytasz czy mamy cokolwiek innego? ( w znaczeniu – czy cokolwiek innego istnieje? ) Przebija tu jakaś postawa jakby życia poza intelektem nie było.

    Myślę, że generalnie bieorąc to po pierwsze:
    mamy odczucia i przeżycia dotyczące tych odczuć.

    I to wszystko jest nadal naturalne.

    Jeśli jednak albo przywiążemy się do tych doznań
    albo zaczniemy coś z nich odrzucać,

    to przestanie być naturalnie i zdrowo i z żywością, pojawią się napięcia, stresy, koncepcje.

    Z tego wtórnego stanu można cofnąć się do odczuć i przeżyć, ale trzeba chcieć, na to się zdecydować i tego poszukiwać. Do tego zen jest świetne, zwłaszcza z wyjaśnieniami takimi jak od APŻ. To jakby realizacja wolności na poziomie anupadaka (jeśli komuś się przyda to określenie).

    Natomiast Dzogczen wydaje się wznosić jeszcze wyżej. Nie w dogmacie, nie w koncepcjach, a w działaniach. Wg. mnie wznosi się do poziomu adi, czyli do poziomu nadawania znaczeń. Osoby mocno przyzwyczajone do obszaru myślowego od razu sobie to skojarzą z nadawaniem znaczenia myślowego, słownego danym jakimś faktom, przedmiotom, obiektom.
    Dzogczen jednak nie robi tego, a koncentruje się (o ile wiem) na swobodnym przeżywaniu.

    I tam gdzie ktoś np. widzi zagrożenie, to Dz. świadomością i na podstawie odpowiedniej energetyki transformuje doświadczenie „widzenia zagrożenia” w doświadczenie życia samego, które już nie jest zagrażające, które nie jest obciążone oceną.

    Jest to jak najbardziej zmiana znaczenia doświadczenia, natomiast nie jest to dokonywane w umyśle, a w realnym przeżywaniu. Osoba praktykująca Dzogczen, a wyćwiczona w tym może nawet nie uruchomić procesu myślowego „aby coś zrobić”, tylko robi się to samo z siebie, z nawyku wypracowanego w praktyce duchowej.

    Wg mnie to koncepcje są śladową ilością w życiu, są ledwo marginesem.

    Ja jestem o wiele bardziej pozytywnie nastawiony do tego tematu, ponieważ mam dosyć często połączenia a to z WJ, a to z Bogiem a to z innymi duchami, Duszami, energiami pogody etc. A choćby przeżywanie tak wielu relacji z ludźmi. To są konkretne doświadczenia energetyczne, cielesne. Owszem, można mieć dziesiątki koncepcji, myśli ich dotyczących.
    Wystarczy, że nie będziesz się z nimi identyfikować, że zobaczyć, że to twoje cudowne narzędzie – umysł wyprodukowało owe myśli zgodnie ze swoim zaprogramowaniem. Sukces! Mój umysł świetnie działa!
    A ma nie produkować tyle myśli? Trzeba go przeprogramować i będzie cichutki jak myszka i będzie tylko cieniem, w cieniu przeżywania odczuć. I to robią zeniści. Ale, dziwnym trafem albo się mocno z tym męczą, albo mówią, że jest to bardzo trudne i ciężkie. Ja tego tak nie postrzegam.

    Jak ja mam „nie żyć realnością”, jak ja to wszystko co wokoło mnie i we mnie przeżywam? To sobie wymyśliłem? Odczucia nie kłamią. ALE ludzie mogą jedni drugim nakazać myśleć, żeby powątpiewali w odczucia.

  7. Niftu
    Wrz 30, 2016 @ 07:21:54

    Panie Andrzeju, myślałem raczej o systemie w którym żyjemy, a który nadaje rytm właśnie naszemu życiu, no bo ja nie patrzę na to, że żyjemy, tylko jak żyjemy. A zyjemy tak, jak powiedział APŻ uzależnieni od poczucia własności czegoś, do czego, jak myślimy mamy prawo i uzależniamy od tego siebie i innych. To system jest nihilistyczny traktując nas jako narzędzia budowania gospodarki i tzw. rozwoju, przy czym rozwijane są tylko technologie, bo człowiek rozwija tylko coraz większe pragnienie posiadania przy coraz bardziej zasmieconym środowisku i coraz bardziej zmniejszajacych się surowcach. Co cztery lata zmieniają się koncepcje i życie trwa dalej ale jego jakość pozostawia wiele do życzenia. To, że oddalamy się od tego, co piękne na rzecz użytkowości i zysku, to też jest koncepcja, prakseologiczny model zarządzania, który sprawdza się tylko dla tych, którzy już mają dużo, by zamienić to na więcej. Oczywiście za tym wszystkim stoją emocje i uczucia, nasze prawdziwe pragnienia, które uczymy się tlumić w niesprzyjającym środowisku. No bo jeśli trud życia jest stylem, ktory sami sobie narzucamy, to dlaczego jest on w konflikcie z naszymi prawdziwymi pragnieniami? Pragniemy czegoś innego, a żyjemy w cierpieniu. Czy to nasza karma, czy system niewoli archontów? Bo jeśli to drugie, to by oznaczało, że to trud jest naszym przeznaczeniem i ból i cierpienie, bo to sobie sami wybraliśmy. Tylko jak mogliśmy wybrać coś, czego nie chcemy? Dlatego odnoszę to do umysłu drapieżnika, o którym pisał Castaneda, a który narzuca nam pewne koncepcje życia by karmić się negatywnymi emocjami. Mamy pasożyta w umyśle i to ‚życie” ktorym on jest nie jest naszym życiem tak, jak działania krokodyla nie są działaniami ofiary.

  8. SwiatDucha
    Wrz 30, 2016 @ 11:28:56

    Niftu,
    to znaczy chodziło ci, że jesteśmy pokodowani, że nasze Dusze chodzą na postronku wzorców, których sami, jako osobowość nie wybieraliśmy.

    >za tym wszystkim stoją emocje i uczucia, nasze prawdziwe pragnienia, które uczymy się tlumić w niesprzyjającym środowisku.

    też tak sądzę.

    piszesz:
    >przy coraz bardziej zasmieconym środowisku i coraz bardziej zmniejszajacych się surowcach

    coś ma twoja Dusza z katastrofizmu w sobie, czyż nie? Takie myśli nie raz ci przychodzą do głowy. Wyglądają bardzo realistycznie, i pewnie w niejednym miejscu na ziemi możnaby znaleźć na to argumenty. Jednakże to my sami pozwalamy sobie na tworzenie swojego świata – jak nauczysz swoją Duszę, to ona odnajdzie nie tylko argument, ale i zmaterializuje sytuację, która była w myśli.

    Jakbyś mówił o swoich uczuciach, emocjach, np. „boję sie, że zabraknie mi wody do picia”, „obawiam się, że moje środowisko zginie pod kupą śmieci”, to jest to O WIELE zdrowsze powiedzenie,
    bo:
    – nie zakłada niemal nic na temat realności, nie dodaje jej obciążeń
    – pokazuje twoje wrażliwe wnętrze
    – jest świetnym początkiem dla twojej włąsnej terapii, oczyszczania tych postaw twojej Duszy

    A więc wszystko pozytywnie!
    A zmieniło się ledwie kilka słów w wypowiedzi. Z arbitralnej, na odczuciową, wyrażenie uczuć. To już coś jest warte!

    I teraz, pozwól że powtórzę twoje słowa:

    >za tym wszystkim stoją emocje i uczucia, nasze prawdziwe pragnienia, które uczymy się tlumić w niesprzyjającym środowisku.

    Moja propozycja zmiany „narracji” właśnie zmierza ku uchyleniu drzwi tym pozamykanym uczuciom i emocjom, aby mogły wyjść na światło dzienne pokazać się i przeciągnąć w słoneczku 🙂

  9. Niftu
    Wrz 30, 2016 @ 16:04:15

    Tak, dobre spostrzeżenie. Od pewnego momentu zacząłem mieć takie podstawowe lęki, których wcześniej nie miałem zupełnie i teraz trudno mi się z nich uwolnić. Rozpoznać lęk, to jedno, ale przeżyć go lub choćby wyobrazić sobie jakąś sytuację i zobaczyć, że świat się nie zawalił, to już inna historia. Albo pozwolić mu, żeby się zawalił i zobaczyć, co się stanie. Dla mnie, niemożliwe..

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: