Źródła siły człowieka

Życie opiera się na sile, na mocy. Na sile życiowej, którą dostajemy.. właśnie, skąd?

Oczywiście, pierwszym, najważniejszym źródłem życia jest Bóg, jego dawca. To niezaprzeczalne.

I tam możemy się odwoływać w naszych przeżyciach, przejściach życiowych, duchowych.

Wszystko jest zrobione „z Boga”. Łazariew to dobrze tłumaczy, mówiąc, że nie powinniśmy mieć urazy do żadnej istoty, jako, że każda nie tylko „ma boską cząstkę w sobie”. Ale i.. wszystko z czego się składa, to Bóg. Tak czy inaczej „przetworzony”, ale Bóg. W takiej perspektywie inaczej mają się postawy odrzucania kogoś, chęci agresji wobec kogoś.

Czy byś chciał podnieść rękę aby uderzyć Boga, zranić go, zniszczyć?  Raczej chyba nie. Osoby, które chcą tego świadomie, jacyś dajmy na to sataniści, zamierzają się tak naprawdę na wnętrze samych siebie. Jak się jest agresywnym do drugiej osoby, a drugi człowiek jest „zrobiony” z Boga, to jednak to też jest jak jakaś forma satanizmu – sprzeciwiania się Bogu. Łazariew mówi, że nie należy się sprzeciwiać agresywnie ludziom, bo ich stronę Bóg zajmie przeciwko tej agresji.

Mówi też: należy jak najbardziej uczyć ludzi (i inne istoty – ja dodaję), jeśli robią coś niepoprawnie. Natomiast nie warto, dla własnego bezpieczeństwa i dobrostanu, nie warto nikogo nienawidzić, czy nawet obrażać się nań.

Duża lekcja? Oj, duża. Bo jest tak dużo ludzi i innych istot, które mogą zdenerwować, wkurzyć, czy nawet doprowadzić do szału. I co? Mamy prawo je niszczyć z nienawiścią? Nie wiem, czy prawo, ale możliwość mamy żeby to robić. Ale nie warto, dla naszego własnego zdrowia. Bo inni to Bóg we własnej osobie, tylko nieco w innej formie występujący.

Podobnie jest z energią Boską – wszelkie istoty pobierają moc od Boga. Bezpośrednio lub pośrednio. Najjaśniejsze energie od razu widać, że są z Boga. Ale ciemne, wręcz czarne? Jak ich nie oskarżyć o szataństwo, o bezczelność, o agresję, profanację. Podstawy do oskarżeń mogą być, oczywiście. Natomiast nie należy bezwzględnie dążyć do niszczenia, eliminowania. Desiderata powiada: „wszystko jest takie jakie być powinno”. Nawet siły ciemności, upadłe anioły także kiedyś były aniołami.

A tak na codzień?

W życiu codziennym, ciało, Dusza zwykle nie pobiera bezpośrednio od Boga energii.

Do takiego codziennego życia dostajemy energie z kilku źródeł:

– słońca (promienista, ciepło)
– jedzenia (przetworzona energia słoneczna)
– spania (regeneracja ciała i Duszy)
– wymiany energetycznej z innymi ludźmi

Wydawałoby się, że to jest wszystko.

Jeślibyśmy żyli w materialistycznym świecie, to by tak było. Naukowcy, których światopogląd jest zamknięty w bańce intelektualnej (wyznaczonej przez standardy Oświecenia) uważają, że to wszystko, albo że nie chcą się wypowiadać na tematy tego, czego nie widać, czego zmierzyć nie można. Takim skrajnym przykładem energii, którą mierzą, badają, a jej nie widać, są energie i promieniowania elektromagnetyczne.

Jednakże w naszym życiu są siły, różne siły, które czerpią od Źródła i przekazują dalej tą energię, zmodyfikowaną, przefiltrowaną. Nadal są to istoty boskie, skreowane często niebezpośrednio przez Źródło, a przez różnych boskich Kreatorów Dusz, istot. Nie warto się łudzić, że wszelkie istoty są dobre i dobrze czyniące. Jest sporo istot, które tylko czekają aby inne istoty sobie podporządkować.

Nie ma co się tego bać, i zamykać na to oczy. Ta strategia bowiem nie oddali zagrożenia.

Warto zaś się edukować, powiększać świadomość i uwalniać się od błędnych podłączeń i źródeł energii. I to proponuję. Bo wtedy prawdziwie wychodzimy z podporządkowania różnym dziwnym, acz niekorzystnym „towarzyszom”. Huna nazywa ich „zjadającymi towarzyszami”. I ma w tym wiele racji.

Oto pierwszy przykład, bardzo prosty na to, że jest pewna istota, która żywi się innymi istotami.
Chlew przemysłowy, posiadacz, rolnik hoduje świnki, po iluś miesiącach je sprzedaje i ma pieniądze z tego. Ileś sam ubije i spożyje wraz z rodziną. Świnka z radością je pokarm podstawiany jej, ale się pewnie nie spodziewa, że za to zapłaci dużą cenę. A i pewnie nie jest świadoma, że żyje w więzieniu.

Prosta sprawa, ale pokazuje kierunek duchowy – istoty mniej zaawansowane mogą swobodnie być pod „kuratelą” tych z wyższych poziomów duchowych, które po części je wspierają, ale nie charytatywnie.

Podobnie jest z wieloma ludźmi. Żyją duchowo w uzależnieniu i dostają wsparcie energiami.
Natomiast zwykle nie gratisowo.

Biała strona

Obrażanie się, krytykowanie, oskarżanie.  To są postawy białej strony. Osoby mające takie postawy są głęboko przekonanie (czyli jest to przekonanie w Duszy), że inni ludzie (rodzice, współpracownicy, dzieci) winni są im o wiele większą uwagę, czy wręcz hołdy. W swoich oczach te osoby są niedocenione, skrzywdzone, biedne..

Postawy i wzorce cierpienia, wzorce ofiary od białej strony mogą być wzmacniane przez zewnętrzne istoty. Gdy cierpienia jest bardzo dużo to Dusza może brać sobie pomocników z białej strony, nazywanych Wejściami lub Duchami Wejściującymi. Wtedy osoba wzmocniona przez Wejście czuje się o wiele pewniej i ma pewną broń przeciw swoim znienawidzonym oprawcom. Dzięki wsparciu od Wejścia ma do dyspozycji oprócz jęczenia i narzekania, energetyczne zatruwanie kogoś, czy też ogólnie otoczenia.

Taki człowiek czuje się mocniejszy i mocniej przekonuje otoczenie do swoich postaw: wywiera presje, zrzędzi, narzeka z dużą siłą, oskarża. Generalnie – obrzydza sobie i innym życie.

Do takich ludzi mówi się: „nie truj już!”, „przestań truć!” (zatruwać nasze towarzystwo swoją przykrą mową i energiami. Tu język polski jest bardzo świadomy. Istotnie taka osoba, biorąc energię spoza siebie, od istot wejściujących tą energię używa do zatruwania czakr osób wokoło. Miałem niegdyś niemiłe doświadczenie bycia atakowanym przez wejście. Z siłą wodospadu ja i mój kolega zostaliśmy zaatakowani przez trzeciego, który był tak bardzo mocno przekonany o swoich racjach, a miał do dyspozycji właśnie Wejście. Jak nas nie zdzieli coś w splot, jak czujemy się nagle zatruci jakbyśmy się narąbali najgorszego alkoholu.. O, to jest dopiero atak, pomyślałem.. Takiego mocnego jeszcze nie przeżyłem.

Czy można się oczyścić z Wejścia?

Istotnie, osoby cierpiące wewnętrznie mogą mieć w swoim życiu argumenty na to, mogły być krzywdzone w dzieciństwie bądź przez partnera. I co teraz? Jeśli nie wchodzimy w poszukiwania w poprzednich wcieleniach, to utknęliśmy. Bo Dusza przekonana jest o pokrzywdzeniu, są argumenty, więc.. świat musi im za to zapłacić.
Odpłacić, wyrównać krzywdy.

I tu zaczynają się schody, ponieważ Wszechświat jest idealnie neutralny. Kto takiemu wyrówna krzywdy? Spłatorzy karmiczni mogą dodatkowo się jeszcze dołożyć do cierpień. Podobne przyciąga podobne – i taki ktoś zaraz może mieć więcej cierpienia.

Jeśli ludzie żyją w obszarze Białego (białej strony), to zwykle mają bardzo dużo cierpienia zgromadzonego w Ciele Bolesnym. Opowiadają o swoich ciężkich przeżyciach, bólach, chorobach. Narzekają na konkretne przykre przeżycia, a także ogólnie, na ustrój, na rząd. Zawsze sobie coś znajdą.
A zwykle też nie robią wiele z tym, aby sobie ulżyć. Wygląda na to, jakby nie chciały podważyć stanu w którym się znajdują.

Co ciekawe, jak nawet coś robią w kierunku pomocy sobie, to mało co z tego wychodzi, bo Dusza nadal ma na to cierpienie argumenty. Terapeuci się dwoją i troją, a człowiek nadal nic, nadal ma poczucie przegranej, poczucie bycia ofiarą.

Rozładowanie takich cierpień nie jest łatwe, z powodu właśnie tych argumentów. I taka osoba pokazuje te argumenty, że ten ją skrzywdził, i tamten, i państwo, i sąsiedzi spokoju nie dają itd. A rodzice mnie nie rozumieli i krzywdzili. Pokazuje to cierpienie i zwykle znajduje potwierdzenie swoich postaw u ludzi, którzy są współczujący. Nie znajduje zrozumienia u przedstawicieli strony przeciwnej (ciemnej), które agresywnie na to reagują nieakceptacją czy wręcz oskarżeniami, że „sam sobie winien”.

Z takiego cierpienia można wyjść dopiero przez przekraczanie go.
Można zauważyć, że Dusza ma sporo cierpienia i nadal ono tam jest, ale Świadome Ja nie jest tym cierpieniem. A też i owego Ja nie dotyka bezpośrednio to cierpienie, bo Ja jest nieporuszone, jest tylko świadkiem tych wydarzeń. Niekiedy ów świadek jest mocno przyklejony, współczujący własnej Duszy i jej przykrym przeżyciom. Wtedy ciężko stwierdzić, że można coś innego w życiu robić. Jak się wystarczająco praktykuje uruchomienie Świadomego Ja, świadomości siebie, to zaczynamy widzieć, że cierpienia to jedno, a świadomość to drugie.

Tu bardzo pomaga świadome współczucie. Widzę twoje cierpienie, twoją cierpiącą Duszę i współczuję jej. I widzę twoją niezniszczalną, ponadczasową Jaźń, która nie jest tym cierpieniem.

W ten sposób można powoli wchodzić na poziom, gdzie owo cierpienie nie zalewa nas aż tak bardzo, gdzie możemy odnaleźć swoją jaźń.  Wtedy droga ponad cierpienia i bóle jest w miarę gotowa i można ją uruchamiać.

Strona ciemna

Osoby korzystające ze wsparcia strony ciemnej są o wiele bardziej zwarte, konkretne, zdecydowane, atrakcyjne, jasne w wypowiedziach i decyzjach. Skąd to się bierze taką energię wspierającą tak szczytne postawy? Bierze się te energie od pomocników, mających ponadludzkie możliwości, ale jeszcze wyższe niż Wejścia. Tymi energiami rozporządzają symbionty (krokodyle). Ich energia biegnie po grubych łączach z wysokich poziomów subtelnych. Od istot, które nazywam Opiekunami, a które są mocno po ciemnej stronie. Symbionty są w kościołach nazwane diabłami, a posiadanie symbionta – mniejszymi lub większymi związkami z diabłem.

przykład: pan Twardowski. Chciał mieć dużo osobistej mocy, siły, siły przebicia, tak bardzo pożądanej przez dzisiejszych ludzi. Możecie powiedzieć, to Średniowiecze, zabobony. Tak mówią dzisiejsi magowie w togach z gronostajów zasiadający w senatach uczelni. Oczywiście, dla ludzi z linii ewolucyjnej duchowość jest rozumiana jako religijny rytuał.

Ale życie jest bogatsze. Ciemne siły, ciemne istoty prawdziwie istnieją. Nie warto się przerażać, ale warto być tego świadomą/mym.

Samo środowisko rozowojowe nie jest wolne od prosto pojmowanych, bezrefleksyjnych pragnień mocy, siły, władzy.
Ileś razy na początku mojej drogi domniemywałem, że jak ktoś jest zainteresowany duchowością, to już wewnętrznie ‚musi’ być czysty jak łza. O, jaka to naiwność była! Ile od tamtej pory poznałem pań nauczających, które są tak silne, ponieważ mają odpowiednie inicjacje wzmacniające, odpowiednie typy symbionta. Iluż poznałem (przez wahadełkowanie duchowe) guru i mistrzów duchowych, którzy pięknie mówią, a jak popatrzeć w energie, to poobciążani i nie ma w nich ani świadomości tego obciążenia, ani intencji do jego oczyszczenia.
Krokodyl (symbiont) przyczynowy pięknie wzmacnia u guru możliwość organizacji i spieniężenia swoich działań wśród wiernych. Symbiont atmaniczny daje zastrzyki jeszcze wyższej energii – można już samodzielnie niemal uruchamiać religię. I rzeczywiście, w Indiach sporo jest guru, którzy są traktowani jako „lokalni papieże” – oddaje się im hołdy i słucha bez krytyki.

W realiach polskich także mamy do czynienia z takimi osobami. Co prawda owe siły sa na może trochę niższym, słabszym poziomie. Jeszcze nie rozwinęła się u nas rodzima duża religia. Ale już osoby nauczycieli duchowych potrafią posiadać po dwa, trzy małe symbionciki bardzo dobrze wspierające takiego nauczyciela w jego pracy z uczniami. Pytanie jaka to praca? Jeśli uczniowie chcą osiągnąć „poziom swojego mistrza”, to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest samemu/samej wzięcie takiego nadludzkiego pomocnika. Bo na własnych energiach, to nie ma co zwykle oczekiwać, że się osiągnie takie efekty.

Spotkałem się kiedyś z polskim dekretem afirmacyjnym, w którym były programy uruchamiające „osobistą siłę przebicia”, tak bardzo przydatną w świecie biznesowym, w pracy, w działalności handlowej. Jednakże osoba, która to pisała, chyba nie była świadoma, że wzorcem dla tych pragnień były agresywne działania osób obciążonych symbiontami. Osoby te bardzo przekonująco, bezwysiłkowo są w stanie właśnie stosować „osobistą siłę przebicia” w różnych, nierzadko ciężkich momentach biznesowych. Odpowiadają od razu, ripostują w sposób cięty, z niesłychanie silną energią, mają „na podorędziu” zasób słów, powiedzonek, postaw, które tak pięknie przenikają obrony i zasieki drugiej strony!!
Co za wspaniała siła przebicia..

Siły ciemności są bardzo mocne, silniejsze od Wejść, więc łatwo je omotują. Przykładem może być żona alkoholika, który łatwo potrafi zamotać jej w głowie tak, że ona nie pamięta żadnych argumentów przeciw niemu, i przeciwko jego piciu, agresji. Krokodyl robi swoje – daje zwycięstwo w potyczce z drugim człowiekiem.

Ale co to za zwycięstwo? W rodzinie, gdzie powinien być mir, przyjaźń i partnerstwo rozgrywa się bitwa i jest zwycięstwo? Paranoja.. ale jakżesz rozpowszechniona.

Potencjalni pomocnicy ponadludzcy

Siła istot i obszarów duchowych jest duża. A ludzie są mocno w nie wczepieni.

Nawet jeśli nie biorą sobie „na pokład” wejścia ani symbionta, to ludzie mają zwykle we własnej osobowości skłon w którąś stronę: albo białą, albo ciemną. Wyraża się to poprzez wzorce. Mogą to być wzorce białe, np. wzorce ofiary, ktoś może narzekać, ale wejścia nie ma. Dajmy na to mógł w poprzednich wcieleniach walczyć ze złem, mieć przysięgi, że nie poprzestanie jak nie wytnie tego pomiotu szatana z powierzchni ziemi. Niepogodzenie, brak akceptacji, wrzenie w nim samym może się utrzymywać.

Podobnie druga strona może np. z dawnych wcieleń przenosić w Duszy pamięć walk, agresji, ale ze strony ciemnej. Czyli Dusza pamięta bycie agresywną, wolnościową do przesady. Oczywiście w tym wcieleniu jest to temperowane, nierzadko od dziecka. Mimo to symbionta może nie być (albo już nie być, bo był, ale został wyproszony). I taki człowiek ma zwykłe ludzkie moce. Ale z symbiontami i ciemnymi siłami sympatyzuje sam nie wiedząc czemu.

Tak więc oprócz bezpośredniego połączenia energetycznego można nie mieć mocy z zewnątrz a być skolegowaną z daną stroną.

Istoty niewcielone mogą pomagać ludziom

„Odkryj wiedźmę w sobie”, są warsztaty takiego typu – można się domyślać, że podłączenia na tych warsztatach idą ku egregorom, myślokształtom które nie czerpią bezpośrednio od Boga.. W cięższych przypadkach podłączenia nawiązuje się z różnymi istotami duchowymi nastawionymi częściowo pozytywnie (a częściowo negatywnie), nazywanymi demonami.

Dusze nie są refleksyjne, i „ciekawostki” jak najbardziej do nich przemawiają.
Dusza nie weryfikuje ścieżki duchowej, którą podąża. Wystarcza, żeby ta ścieżka była atrakcyjna. A człowiek, osobowość wierzy swojej Duszy, odczuciom, emocjom. Jak się coś dzieje, coś nawet mocno zamotanego, to Dusze to lubią! Czemu nie?
Robimy chodzenie po ogniu? O, świetnie, róbmy to!
Idziemy na gongi? Super, idźmy!
Mam zaproszenie do kręgu wiedźm? Będzie super!

Duch jest prosty, jasny, jednoznaczny. Dusza już nie, jest często pokręcona, pokodowana, przechowuje w sobie dziwaczne przekonania, jest niespójna.

A człowiek ma z nią żyć i dobrze sobie radzić na świecie. Daje się? Dosyć rzadko ludzie mają na tyle dobrą karmę (czyli poukładane w Duszy), żeby ich życie samo z siebie, automatem dawało pozytywne rezultaty i żeby się nie nadziewali na jakąś bombę duchową.

A w takich „bombach” energie pochodzą z różnych dziwnych, często demonicznych przestrzeni. I taki ktoś potem chodzi w tych energiach, z takimi podłączeniami. A jak to jest we Wszechświecie – on chce nam dać więcej, czego już mamy!

Może to niezwykłe, ale teraz, w XXI wieku spotkaliśmy osobę, która w barze za granicą upiła się i podpisała komuś krwią cyrograf. Trudno by było w to uwierzyć, jeśliby się nie spotkało tej osoby w realu, jak przyszła po pomoc i jak została zanalizowana pod względem energii, i podpięć do bytów. To, co moja znajoma, która się zajmuje oczyszczaniem duchowym zobaczyła, było łagodnie mówiąc podłej jakości. Czyli, ów cyrograf na Duszę miał swoje realne, acz niewidzialne działanie.

Modlitwa do Ganieszy

Wielowcieleniowe zaprzedanie Duszy.
Kobieta, bardzo stara Dusza, bardzo stara Dusza. Jest duże prawdopodobieństwo, że Ganiesza, boski słoń z Indii bardzo wsparł mocne bogactwo tej pani, i to od iluś wcieleń. Ten hinduistyczny bóg jest uważany za bardzo pomocnego dla ludzi.

Jednak, tak jest, że aby mieć realne wsparcie, potrzeba mantrować, przywoływać owe bóstwo, i mieć „łaskę” od niego, aby być.. częściowo opętanym od niego (art. „Mysz i Sai Baba„). Ja sam kilka lat temu dziwnym trafem bardzo z chęcią zacząłem mantrować do Ganieszy, jakoś łatwo i radośnie mi to szło, po czym odczuwam, że schodzi na mnie energia i obecność- tylko kogo? No właśnie Ganieszy.. Mogłem pozwolić temu procesowi toczyć się dalej, ale.. stwierdziłem, że nie chcę być częściowo opętany, nawet za cenę materialnego wsparcia, wspierania mnie „szczęściem” w różnych sytuacjach życiowych, jak to Ganiesza oferuje.

Wróćmy do owej zasobnej bardzo pani. W jej życiu coś poszło nie tak i pani w kilka dni straciła duży majątek. Czy to było związane z tym, że Dusza już nie chciała Ganieszy jako osobistego pomocnika w zdobywaniu majątku?
W czasie oczyszczenia w pani jakby się zagotowało, zrobiła się fioletowa, czerwona. A po stwierdziła, że inaczej patrzy na świat, kiedyś to tak było, jakby miała kisiel na mózgu.

Moje doświadczenie z Reiki i ze zrzuceniem płaszcza astralnego

Reiki dla mnie też nie jest energią czystą – inicjacje to inicjacje. Leszek Żądło jasno je klasyfikuje do obciążeń duchowych.
Kiedyś dałem się zainicjować w Reiki. Razem ze znajomą jednak nie podjęliśmy dalszych ćwiczeń, ponieważ odczuwaliśmy to jako „niekomfortowe”. Po miesiącu czasu moja Dusza pokazała mi wizję; jestem pod ciemnym płaszczem, na którym narysowane są jakieś srebrne symbole. Pytam więc Duszy, czy chce coś z tym zrobić. Na co ona wzięła ten płaszcz za połę i do góry zrzuciła go przez głowę. I tak poleciało 300 zł i weekend czasu, bo już nie byłem dalej zaincjowany. Ale co moje, to lekcja, której się nauczyłem przez to.

Różne można do siebie dziwactwa przyciągnąć.

Sesje oddechowe, pisanie zwykłych afirmacji nie odstrasza tych bytów, nie odprowadza tych bytów. One sobie tylko tak z boczku patrzą co to się dzieje, i czekają, aż będzie można dalej działać bez zakłóceń ze strony terapii, terapeuty.

Dopiero specjalnie konstruowane afirmacje, ze znajomością zależności obecnych w świecie duchowym i specjalne działania terapeutyczne mają możliwość odprowadzania tych bytów. Proszę pamiętać, że zawsze najważniejsza jest INTENCJA Duszy, ponieważ na jej podstawie te byty przychodzą. Jeśli nadal będzie, jedne byty odejdą, inne przyjdą na ich miejsce. Dlatego potrzeba pracować nad intencjami własnej Duszy. Nawet nie osobowości, a Duszy.

Moc życia od rodziców

Prawdziwą moc na życie dostajemy od rodziców. Tradycyjna Medycyna Chińska mówi o takiej energii chi, którą przechowujemy od rodziców. Oprócz takiego, zupełnie fizycznego poziomu, uważam, że jest ogromna przestrzeń, w której jesteśmy odbiorcami energii naszych rodzicówi i przodków.

„Nie ma oświecenia bez ojca,
nie ma uziemienia bez matki.”

I tu nie chodzi o stosunek rodziców do nas, tylko NASZ stosunek do rodziców. O to, czy jesteśmy chętni, otwarci, aby wziąć to życie, które rodzice zechcieli nam dać.

Najczęściej w nurtach psychologicznych, które rozważają relacje rodziców z dziećmi jest wskazywane, co rodzice robią dzieciom. To wywiera bardzo duży wpływ na osobowość młodego człowieka. Traumatyczne przeżycia dzieci w domu rodzicielskim potrafią napsuć im mocno życie. I wydaje się, że dziecko

Ale Łazariew i Hellinger mówią o tym, że to pokora dziecka wobec rodziców daje mu możliwość uruchomienia własnego, dobrego życia. Może czasami nie tak atrakcyjnego jak mają np. zamożni ludzie, jak sobie wymarzyła jego osobowość. Ale życie spokojne a szczęśliwe, robiące coś dobrego z tym, co dostaliśmy od rodziców podoba się zarówno im, jak i Wyższym Jaźniom jak i Bogu.

I tu nie potrzeba dociekania „swoich racji” ponad rodziców. Nie potrzeba wynoszenia się ponad nich i udowadniania tego, jak się od nich jest lepszym czy mądrzejszym, czy choćby inteligentniejszym. Z natury rzeczy córka czy syn są bardziej zaawansowani od rodzica. Ale to nie znaczy, że mają się wynosić nad niego, ponieważ właśnie od rodziców biorą swoją moc, energię na życie. Tam jest źródło ich życia i energii.

Ludzie, którzy blokują się na swoich rodziców odczuwają brak mocy w życiu, brak doładowania. Istotnie nie mają mocy. A nie chcąc pracować nad swoimi postawami poszukują innych źródeł mocy. I znajdują często w tych błędnych źródłach, które opisałem wcześniej.

Odcinanie się od rodziny, rodziców, rodu skutkuje nieprawdziwym rodzajem duchowości. Duchowością nastawioną na „wyzwolenie się”, czy wręcz ucieczkę przed opresyjnymi rodzicami. I to się dzieje na poziomie osobowości, ego. Tacy ludzie, którzy, jak to Hellinger mówi „nie wzięli rodziców” mają na pieńku z życiem. Ale błędem by było mówić, żeby brali z rodziców wszystko. Nie powinni brać ich ciężkich losów, i ciężkich losów ich przodków. A to daje możliwość, aby dziecko było zupełnie swobodne w swoim życiu, otwarte na radość życia.

Tyle, że o tym trzeba wiedzieć. Rodzice tego nie powiedzą. Ani nawet Hellingerowcy też tego nie powiedzą, bo oni uważają, że od rodziców trzeba wziąć, brać „wszystko”. I „wszystko czym jesteśmy jest z rodziców”. A to jest sporo błędne przekonanie, które uniemożliwia pojednanie się z rodzicami na poprawnych zasadach..

Szczęściem w zmianie stosunku do rodziców nie tu chodzi o stosunek rodziców do nas, tylko NASZ stosunek do rodziców.
Bo w tym momencie my sami jesteśmy władni to zmieniać, i jest to w obrębie naszych odpowiedzialności.

Nie ważne, jacy są/byli moi rodzice, ważne, że są/byli. Są jacy są, zachowywali się jak się zachowywali. Podobnie jak w przypadku energii cierpienia ze strony białej, można przekroczyć cierpienia wyniesione z domu rodzinnego. Oczywiście im gorsze piekło było w domu, tym trudniej jest dziecku pozbyć się jego obciążeń. Ale – taka karma. Jedni mają lżejszą, inni sroższą.

Zostawiłem kwestie matki i ojca na później, ponieważ są to nasze bezpośrednie źródła zasilania do życia. Wiele osób, które nie są pogodzone w ten sposób z rodzicami, próbuje różnych obejść duchowych, rozwiązań duchowych. Ale.. zwykle bezskutecznie.

Dlatego tak bardzo warto pracować nad tymi tematami.

_______________

Jest bardzo wiele metod terapii, w których świadomość obcych podłączeń nie jest brana w ogóle pod uwagę. Owszem, mają one pewne niewielkie możliwości pomocy. Ale zarówno terapie bywają długotrwałe, jak i mało skuteczne – objawy powracają i.. trzeba ponawiać działania.

Już modlitwa Ojcze Nasz jest tu bardzo pomocna. Dziwnym trafem nie spotkałem demona, który by był chętny do wypowiadania tych słów, a osoby, które mają obciążenia demoniczne często zapominają jej słów w czasie sesji, kręcą, „odpływają” im myśli. Intelekt, umysł gdy jest pod obcym wpływem nie chce działać na korzyść danego człowieka.

Mam nadzieję, że ten tekst pokaże ci potencjalne możliwości podłączenia się człowieka do źródeł zasilania.
Są źródła różne – naturalne i wtórne, czyste i nieczyste.
Z których będziesz korzystać – zależy od ciebie.

Na szczęście można to zmienić i dać sobie czystość i dobre życie na codzień.

Czego też i życzę.

Uważam, że pomocne w takich zmianach może być pójście na warsztaty [link] które kompleksowo mogą się zająć tymi różnymi zagadnieniami.

Reklamy

8 Komentarzy (+add yours?)

  1. oczko
    List 07, 2016 @ 07:51:21

    Kolejny bardzo ciekawy artykuł za który dziękuję,dlatego chcę podzielić się swoją wiedzą na temat.

    Chodzi mi o energię od rodziców. Jako baaardzo małe dziecko zostałam adoptowana ( rodzice zmarli i w ogóle ich nie pamiętam).

    Zawsze stawałam „okoniem” jeżeli chodzi o relacje z mamą ( tą drugą mamą,..tak ją nazywam choć już wiem ,że matka jest tylko jedna). Odeszłam od kościoła, do którego mama mnie baardzo zmuszała i wiele wzorców z domu , w którym się wychowałam pozmieniałam ale dopóki robiłam to wszystko z wielkim buntem i żalem to właśnie tak jak napisałeś Andrzeju… różne drogi, różni ludzie…brak spokoju w sercu i poczucia bezpieczeństwa..
    a najgorsze to granie roli ofiary..co jeszcze do dziś mi się czasami włącza ale umiem to wyłapać.

    Teraz jest inaczej… dalej idę własną drogą ale już spokojnie przyjmuję zachowania i widzenie świata mamy i im bardziej je akceptuje tym jej zachowania wobec mnie są milsze i łagodniejsze.

    Zaufałam sobie i choć powracają zawirowania to już wiem , gdzie mam szukać spokoju…w swoim sercu.

  2. Ewa
    List 07, 2016 @ 10:20:25

    Odkryłem coś na temat prawdziwej doskonałości.
    Zaczyna się ona od tego, że się dochodzi do ładu ze sobą. To pierwszy stopień.

    Wielu ludzi jest rozdartych wewnętrznie, nie jest z siebie zadowolonych.
    Jeśli się im przyjrzeć, można dostrzec, że wyrzucili ze swego serca jedno z rodziców lub nawet oboje rodziców.
    Wtedy są odcięci od źródła życia. Gdy ktoś jest odcięty od jednego z rodziców, ma tylko połowę sił życiowych, wpada w depresję. Depresja to uczucie pustki, nie smutku.
    Uczucie pustki oznacza brak jednego z rodziców.
    Serce jest wypełnione tylko do połowy.

    Człowiek dochodzi do ładu ze sobą, gdy szanuje i kocha oboje rodziców. Przeżywa to jako łaskę, jako dar, a nie jako efekt własnego działania. Człowiek osiąga spełnienie, staje się pogodny – depresja mija.

    Bert Hellinger

    Można „mieć swoich rodziców” – wtedy kiedy oni nie żyją, kiedy nigdy się ich nie spotkało, bo np. zostało się przez nich porzuconym. Można „nie mieć swoich rodziców” – wtedy kiedy oni żyją, wspierają, itd. Mamy ich, kiedy jesteśmy pokorni, stoimy na swoim właściwym miejscu, nie uzurpujemy sobie niczego względem nich, nie rościmy, nie osądzamy, nie mamy żalu. Kiedy potrafimy wziąć nasze życie od nich i powiedzieć: „Tyle mi wystarczy”. „Dziękuję”. „To tak wiele”. „Taki piękny dar”. „Zrobię z moim życiem coś dobrego, dziękuję”.

  3. Lejla
    List 07, 2016 @ 10:42:48

    Przyznam rację. Motałam się w życiu bardzo, takie życiowe ADHD, wszędzie mnie było pełno. Dopiero przyjmując i matkę i ojca do swojego serca bez oceniania, bez krytykowania bez ja wiem lepiej odzyskałam spokój. Inicjacja Reiki, tez miałam robioną, ale już właściwie w dniu inicjacji czułam nie szczerość tych działań. Jak by najpierw moja ciekawska Dusza mnie tam zaprowadziła a potem zmieniła zdanie. Bardzo utożsamiam się z całym twoim teksem Andrzeju, dziękuje.

  4. Jaroslaw Cichy
    List 07, 2016 @ 16:23:23

    Artykul niesamowity. Kopalnia wiedzy i madrosci. Szczegolnie poruszyl mnie fragment mowiacy o naszym stosunku do rodzicow. To jest brakujace ogniwo dla mnie bo zawsze patrzalem na rodzicow z punktu widzenia ze to oni mieli problem a ja go po nich odziedziczylem. Dopiero dzieki ustawieniom u Ewy i tej tu wiedzy uswiadomilem sobie w pelni ze kluczowym dla mnie jest rozpoznanie i uzdrowienie mojego stosunku do moich rodzicow.
    Otoz uswiadomilem sobie ze sie odcinalem od rodzicow (i reszty rodziny)i ze tak wlasciwie to czulem do nich uraze za ich postawy wzgledem mnie. Myslalem ze jak im to powybaczam to sprawa bedzie zalatwiona. Teraz rozumiem ze stawialem sie w pozycji nadrzednej do nich i przejawialem w ten sposob pyche i brak pokory. Chcialem uzdrowic relacje z rodzicami nie zmieniajac mojej postawy wzgledem nich. Rozumiem teraz ze tym brakujacym dla mnie ogniwem jest uzdrowienie i zmiana mojej postawy wzgledem rodzicow.
    Ja wyjechalem za granice gdy mialem 22 lata.To bylo wiele lat temu. Teraz, znajac siebie nieco bardziej uswiadomilem sobie ze to byla ucieczka i odciecie sie od nich. Nie bylem w tym swiadomy ze odcinajac sie od rodzicow to i rownolegle odcinam sie w sobie od zrodla szczesliwosci i powodzenia.Teraz wiem, ze wazne jest dla mnie dojscie do pelnej wewnetrznej akceptacji i zgody w stosunku do rodzicow, niezaleznie od tego co od nich otrzymalem a czedo nie otrzymalem. Dziekuje Andrzeju. 🙂

  5. Ania
    List 07, 2016 @ 21:34:36

    Czytajac artykul, to wyglada na to, ze sekta scientologiczna jest typowa czarna strona, bo bedac jej czlonkiem ma sie „moc i sile na zdobywanie swiata” i bardzo sie czlowiek wywyzsza bedac pod ich kontrola. Rezygnujac z tej sekty, wmawiane jest, ze jesli odejdziesz bedziesz nikim, nie poradzisz sobie. W rezultacie zostaje sie na lodzie z roznymi lękami…

    Piszesz: „Dopiero specjalnie konstruowane afirmacje, ze znajomością zależności obecnych w świecie duchowym i specjalne działania terapeutyczne mają możliwość odprowadzania tych bytów”. – Kto moze te afirmacje skonstruowac?

    Bede bardzo wdzieczna za odpowiedz 🙂

  6. Swiat Ducha
    List 08, 2016 @ 20:13:10

    Nauki rozbudowujące poczucie „mogę”, „wolno mi” bez względu na pokorę, pochodzą od ciemnej strony. Widziałem niejednego człowieka który zajmował się duchowością a to robił. Czy na tym tracił? Nie badałem, ale jest to możliwe. Po pierwsze traci zdolność rozróżniania, bo przychodzą emisariusze duchowi (istoty) z ciemnej strony i zachęcają, aby dalej iść w tym kierunku. Taki człowiek może robić się bardziej bezwzględny i niewrażliwy, wręcz bez współczucia dla innych. I na tym polega sukces ciemnej strony.
    A lęki – to narzędzie ciemnej strony. Alkoholicy, jak mają chęć opuścić współpracę z nią, albo jak c.str. chce mocniej ich zmanipulować, to oni przeżywają duże lęki.

    Podstawowe afirmacje, dotyczące pierwszych kroków w duchowości są opisane tu (link).
    Trzy podstawowe cele potrzeba trochę co najmniej ruszyć. Na nich zasadza się bezpieczny rozwój duchowy.

    Odprowadzanie bytów to jest któryś kolejny poziom.
    Kto może to robić? Doświadczeni terapeuci, egzorcyści, i warto iść do nich, aby pracowali z człowiekiem.
    No chyba, że masz większą ambicję duchową i sama zechcesz się tego nauczyć w procesie, który pewnie może potrwać kilka lat.

  7. Marc
    List 09, 2016 @ 11:39:07

    – Nauki rozbudowujące poczucie „mogę”, „wolno mi” bez względu na pokorę, pochodzą od ciemnej strony.

    Dla mnie cenne zwrócenie uwagi.

  8. Swiat Ducha
    List 09, 2016 @ 16:20:38

    Jarku, dzięki ci za wspis.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: