Najpierw komfort

Spotkałem się ostatnio z takim podejściem:

„Nie podejmę się oczyszczania mojej karmy, póki nie będę mieć jakiegoś podstawowego poziomu komfortu.”

Tak patrzę na tą osobę, i widzę, że jej kiepskie położenie, brak komfortu w życiu wynika z karmy jej Duszy. To samo wynika z tego, co mówi. Natrafiła na spłatora karmicznego, który mocno poniża jej możliwość wybicia się w życiu, dobrostan jest sprowadzony do zaspokajania podstawowych potrzeb. Ale mimo to, uważa – za swoją Duszą, że ileś rzeczy „należy się”.

A Wszechświat dokładnie biej w ten punkt, w to przekonanie”należy się” i mówi „a właśnie nie należy się!” i kolejny raz łup! po głowie tym lub tamtym.

rebel

Reakcja – bunt! „Jak to mi się nie należy, jak iluś ludziom należy się?”

Kłopot jest taki, że ciało bolesne może na pracę nad sobą nie pozwalać. Tak się manifestuje ciężka karma, jak ktoś (jego Dusza) w poprzednich życiach krzywdziła, poniżała innych. Taki ktoś z powodu poniżeń, cierpienia jakiego doznał może być rozgoryczony dotychczasowym swoim życiem. Może mieć energie na wyczerpaniu. Mogą go różne rzeczy boleć – a to, że rodzice nie rozumieją, a to, że partner do kitu, a to, że dzieci jakieś od czapy zupełnie.

Pytanie, czy warto się obrażać na własną Duszę? Czy może podjąć to działanie, tą pracę nad sobą? Mimo, iż my, jako osobowość nie jesteśmy przyczyną owej karmy? Jednakże my ją jak najbardziej przeżywamy, doświadczamy.

Co z tym zrobić?
Można nic nie robić. Można tkwić w tym samym przez lata. Nikt nie powie złego słowa. Taki człowiek sam będzie zbierał dalej skutki działań swojej Duszy. A i nawet bardziej się to będzie nasilać. Ewentualnie jego dzieci będą cierpieć, chorować, bo zbiorą na siebie ciężki los rodzica – jak to dzieci mają w zwyczaju.

Ale można inaczej. Można stwierdzić, że to my, jako Świadoma Jaźń jesteśmy tutaj w tu i teraz i przeżywamy nasze życie. I jako kierownik całej tej imprezy pracujemy z własną Duszą, aby żyło się lepiej, przyjemniej.

Nie chcę nikogo zbytnio przekonywać, jeśli do tego nie ma przekonania sam. Nie chodzi o konieczność. Ale warto, z różnych punktów widzenia, zacząć taką pracę. Także dla swojego osobistego komfortu.

Advertisements

57 komentarzy (+add yours?)

  1. oczko
    List 17, 2016 @ 18:55:02

    A co na taką upartą duszę, która uwielbia pławić się w trudzie DUCH skoro świadomość ma dość tego trudu i chce go uwolnić?

  2. Swiat Ducha
    List 17, 2016 @ 21:11:34

    W moim przekonaniu Duch jest napędem, a Świadoma Jaźń (in. Świadome Ja) decyduje na co ten napęd spożytkować. Jeśli Świadome Ja nie uruchamia się, to Dusza przejmuje największą część energii tego napędu i jedzie gdzie chce.

    Bardzo często ludzie sobie wyobrażają, że Duch jest jakoś mocno świadomy. To bardzo szczytne wyobrażenie, bardzo ideowe, czy nawet idealistyczne. Ale praktyka tego nie potrwierdza. Rzadko kto działa z czystego Ducha, zwłaszcza jak Dusza jest starsza. Wtedy ona ma tyle treści w sobie, że bardzo łatwo „przekonuje” Ducha, że to właśnie na te treści potrzeba użyć energii życia. No i robi swoje, czyli działa wg. karmy, wg. swoich przekonań..

    Tak więc niezależnie od ilości trudu, które przerabia Dusza sam Duch nie ingeruje. Duch jest częścią Boga, i jako taki nie ingeruje, bo i Bóg nie ingeruje. Owszem, mamy tutaj pewne ogólne zasady działania, plany Boskie na wcielenie. Ale są one na tyle ogólne, że Dusza się spokojnie mieści i może robić swoje.

  3. Niftu
    List 17, 2016 @ 21:43:43

    Znowu wróciłem do książek Łazariewa. Gdy czytam, to co chwilę coś odkrywam, ale zauważyłem, że niczego nie rozumiem głową. Rozumiem wiele rzeczy sercem, ale głowa stara się jak może, żeby znaleźć system, żeby nauczyć się na pamięć właściwej postawy, właściwego działania, żeby tylko już było dobrze. Zauważyłem jak bardzo emocjonalnie jestem głupi i jak mało ta wiedza ma związku z intelektem. Intelekt zaburza informacje z serca poprzez ciągłe próby „zrozumienia”. Teraz przyglądam się różnym emocjom, które mam w sobie i nie wiem skąd je mam. Gdy przestaję skupiać się na potrzebie „rozumienia”, to nagle pojawia się coś nowego i te odczucia przybierają formę „wspomnień”. Na przykład wspomnienie nieuchronnej śmierci polegającej na wpadnięciu do zamkniętego zbiornika wodnego głową w dół, albo wspomnienie szkieletu wielkiego statku kosmicznego, który stał na placu jakiegoś miasta w roli pomnika, tak, jak piramidy stoją sobie w Gizie i nikt nie wie jak to się tam znalazło, ale wszyscy się już do tego widoku przyzwyczaili i wytłumaczyli sobie jego pochodzenie adekwatnie do ich zdolności pojmowania świata. Ktoś miał podobnie?

  4. Miś
    List 18, 2016 @ 10:06:32

    No wlasnie Andrzej, swoim wpisem odpowiedziales mi na moje kolejne pytanie :). Tylko ja z kolei mam tutaj watpliwosci co do przekonywania mojego Ducha co do drogi, ktora obral. Bo z tego, co czuje, on chce zyc ciagle beztrosko, nie gonic za spoleczna pozycja, za kariera, za stala praca. Mowiac ogolnie, moj Duch chce byc takim ,,obywatelem swiata” co dlugo nie zatrzymuje sie nigdzie na stale, co zmienia ciagle miejsca pobytu, poznaje wciaz nowe kultury, ludzi. A patrzac na swiat dzisiaj wbrew pozorom jest to ciezkie, bo sa takie uwarunkowania ekonomiczne, ze bez stalej i konkretnej pracy trudno jest zdobyc pieniadze na utrzymanie sie, na zalatwienie wielu spraw itp. Ale czuje, ze gdybym wybral takie wlasnie zycie, polegajace na stalosci, czulbym sie nieszczesliwy. I co w takim wypadku mozna tutaj zrobic skoro mam tak ogromne pragnienie zycia ,,poza systeme” bez wzgledu na konsekwencje w przyszlosci (brak emerytury, mieszkania itp.)? Absolutnie nie narzekam na swoj los :), dobrze mi z tym, po prostu przedstawilem jasno sytacje, w ktorej sie znajduje aby na konkretnym przykladzie lepiej zrozumiec to, o czym piszesz.

  5. oczko
    List 18, 2016 @ 12:03:01

    może „dorzucić” Duchowi pomysł jeszcze na wielką kasę 🙂 a tak poważnie …no właśnie i jak to sie ma do teorii ,że jak coś w zgodzie z sercem to idzie łatwo lekko i przyjemnie…może i jest przyjemnie ale żyjemy w świecie gdzie rządzi pieniądz …więc aby bylo lekko powinno być i jego pod dostatkiem. Przecież nagle nie zabrakło kasy we wszechświecie!!! więc dlaczego braki? Pieniądze są narzędziem Systemu ale przecież my wybieramy… ja proponuje byc baaardzo wyczulonym na najsubtelniejsze odczucia jakie płyną z nas….wtedy wiemy o co chodzi i skąd to jest w naszym życiu….takie sa moje spostrzeżenia.

  6. Miś
    List 18, 2016 @ 14:00:03

    Ze swojego przyjladu moge powiedziec, dlaczego sa ,,braki”.

    1. Nigdy nie sklamie siebie ani innych aby na kims dorobic sie kasy a niestety w kapitalizmie, gdzie trwa rywalizacja, jest to na porzadku dziennym (sprzedac cos, wcisnac cos komus, omamic a potem zwiac z kasa etc.)
    2. Nie umiem dostosowac se do wymogow tzw. establiszmentu (np. pojsc w kierunku, ktory daje duze zarobki, ubrac garnitur, mowic toco chca bym mowil etc.)
    3. Nie interesuja mnie kierunki i zawody, z ktorych czerpie sie ogromna kase (technika, informatyka, medycyna, prawo etc. – jestem najprawdziwszym Humanista z serca i duszy, Leonardo da Vinci jest mi blizszy anizeli Bill Gates).
    4. Szkoda mi czasu i energii na prace skoro swiat jest tak piekny ze az sie rosi, zeby po nim jezdzic, poznawac go, spotykac tylu wspanialych ludzi i jakze odmienne od siebie kultury, poglady etc. i wyciagac z tego wnioski dla wlasnego rozwoju)

    A tak ponadto, zyjemy w epoce, gdzie wbrew pozorom ciagle sa podzialy klasowe. To, ze dzis nie ma panow feudalnych nie oznacza, ze epoka feudalna dobiegla konca. Ona ciagle trwa, z tym, ze dzisiejszy feudalizm wyglada znacznie inaczej od tego ze sredniowiecznych podan. Dzis panami feudalnymi nie sa bogaci ksiazeta czy samozwanczy despoci a sa nimi bankierzy, wielcy przedsiebiorcy. Giermkami sa technicy, informatycy, lekarze czyli wszyscy Ci, ktorzy sie przydaja feudalom i ktorzy, w zaleznosci, od laski swojego ,,pana” moga liczyc na ochlapy ze stolu. Sa wreszcie tacy, jak my – ludzie, ktorzy sa zmuszani do pracy za kiepskie stawki i w pracach, ktore nas w ogole nie interesuja po to, aby wyprodukowac i wytworzyc to, co giemkowie przetworza i oddadza z czcia i honorem na stoly obecnych wielmozow, ktorzy beda z tego mieli pozytek (czyli pieniadze, wladze i pozycje).

    Tak to wyglada z mojej perspektywy. Ale zawsze bylo tez wolnosciowcy, ktorzy nie godzili sie na taki uklad i ktorzy w taki czy inny sposob robili to, co im sie tylko podobalo. Na szczescie dzis nie scina sie glow takim ludziom a jedynie np. wyrzuca z pracy, pozbawiajac ich srodkow do zycia ale to tez mozna obejsc, zatrudniajac sie gdzies indziej lub po prostu kombinujac, jakims sposobem zdobywajac srodki potrzebne do zycia i innych celow poza tzw. oficjalnym obiegiem (np. tzw. szara strefa, nieopodatkowane pieniadze, handel na czarno, wykonywanie prac na zasadzie ,,ja pracuje, Ty dajesz mi wyzywienie i dach nad glowa itp.).

  7. oczko
    List 18, 2016 @ 19:59:57

    Doskonale rozumiem o czym napisałeś..Cztery lata temu rzuciłam intratną posadę i poszłam „na swoje”.Miałam dość służenia.. Zawsze było tak ,że pracodawca miał ze mnie spore korzyści …poczułam ,że czas abym ja miała korzyści z siebie….ale na razie kasy brak…tego co zawsze przynosiłam w dużych ilościach pracodawcom.sobie nie daję..Masz absolutną rację ,że możemy pozyskiwać dochody z różych żródeł i w różnej formie, bo praca na etat to program ,który wzieliśmy z Systemu…czyli odcinasz się od systemu , słuchasz co CI W SERCU GRA i …nie masz łatwo,ale za to ciekawie 🙂 Myślę ,że jest to sprawa , to co napisał Andrzej o duszy ..zmiana wzorców,programów.Wiele już zmieniłam i coraz bardziej widzę jak nasz świat jest odwrócony do góry nogami ( jak my go postrzegamy),w jakim zafałszowanej rzeczywistości żyjemy i jest mi z tą świadomością coraz lepiej bo wiem ,że to my kreujemy naszą rzeczywistość tylko nie wiem czy tak do końca..ale mam zamiar się dowiedzieć:)

  8. Swiat Ducha
    List 18, 2016 @ 20:21:23

    oczko
    jestem z tobą, także świdruję rzeczywistość w celu odnalezienia zrozumienia!

  9. Miś
    List 19, 2016 @ 10:01:33

    Moim zdaniem w Polsce zycie w ten sposob, poza ,,systeme” jest bardzo ciezkie poniewaz tutaj ciagle panuje bardzo duzy nacisk na zycie wedlug tradycji, ustalonych zasad, ktore sa czescia ,,systemu”. Brak przyzwolenia spolecznego na takie cos. Dlatego wyjazd na Zachod wydaje mi sie jedyna mozliwa alternatywa dla osiagniecia takiego sposobu zycia. Raz, ze mozna tam znalezc lepiej platne prace nie muszac miec jakis super kwalifikacji. Dwa, ze zarobki sa na tyle wysokie, ze zyjac oszczednie, mozna pozwolic sobie np. na podrozowanie. Trzy, tam spoleczenstwa sa bardzo mocno liberalne, w duzych miastach nikt nie patrzy na to, kim jestes i co robisz. U nas jeszcze bardzo daleka droga do tego (jesli w ogole)…

  10. oczko
    List 19, 2016 @ 13:08:16

    Dzięki Andrzej…:). Miś masz rację trzeba puścić trud a w Polsce ten trud i męka są stawiane na piedestale, ale jest coraz lepiej.Przede wszystkim wysyłajmy pozytywne wibracje dla Polski i Polaków w niej żyjących (nie żebym była nacjonalistą:). Jeżeli Wiem ( w sercu),że coś jest moje to nie ma bata ,żeby się nie zadziało…właśnie tylko co z tym sercem? Wiele spraw załatwiam bo pozbyłam się takich niskich wibracji jak strach,lęk….wiele razy zastanawiałam się po co rezygnowałam z tak intratnej posady ale wiem ,że nigdy nie byłabym w tym miejscu jakim jestem teraz -zrozumienia kim (czym) jestem gdybym tam została. a tego nie da się przeliczyć na kasę ….no właśnie Misiu…wybieraj:)

  11. Jarek C
    List 20, 2016 @ 06:04:03

    No, moja dusza to lubi doswiadczac przeciwnosci losu. Mam odczucie ze stwarza mi coraz to nowe bariery i wyzwania. Z punktu widzenia swiadomego ja to juz mam tego dosyc. Bolesne doswiadczenia i niepowodzenia sprowokowaly (na szczescie) przebudzenie do tego by sobie swoj los i to jak sie wewnatrz czuje uzdrawiac i zmieniac na lepsze. Na przestrzeni lat widze w swoim zyciu duza poprawe i rozwoj, ale i tez czuje ze moja dusza jednak lubi swoje nawyki. Czasami opadam z sil i w obliczu pojawienia sie nowej klody pod nogami czuje swego rodzaju znieczulice. Czyli ze na zasadzie ze nowy problem ? o no problem, juz mnie nic nowego nie zaskoczy. I tak to sie przeplata u mnie.
    Zgadzam sie tu z Andrzejem ze niezaleznie od poziomu komfortu albo i jego braku to warto nawiazywac dialog z dusza i przekonywac ja do oplacalnosci korzystnych zmian w zyciu. Mi sie akurat udalo (po latach pracy nad soba) uzyskac zadowalajacy komfort zawodowo-finansowy w ramach systemu. No wiem, to jest pakt; daje i otrzymuje, jestem jednak wdzieczny za obecna sytuacje bowiem majac zabezpieczona baze moge w miare swobodnie dac czas, energie i pieniadze na swoj rozwoj. A przyszlosc przeciez jest pelna cudownych niespodzianek. Dopuszczam to do swojej swiadomosci.
    Niftu, czuje ze ciebie rozumiem. Ja bardzo absolutyzowalem swoj umysl. Kiedys wrecz mialem odczucie ze znajduje sie w glowie a reszta ciala tak do niej jest doczepiona tak bym sie tu jakos przemieszczal w tej fizycznej przestrzeni. Zranione serce bylo zamkniete. Wewnetrznie czulem jednak ze to bycie w umysle tak naprawde to nie daje mi spelnienia, ze ja to nie tylko umysl. Obecnie moge powiedziec ze doswiadczanie swojego serca, uczuc daje poczucie szczesliwosci i wewnetrznej zgody. Umysl nigdy mi tej jakosci odczuc nie zapewnil. Warto z niego korzystac ale nie za cene swojej wolnosci.

  12. Niftu
    List 20, 2016 @ 09:46:37

    W pełni się z tym zgadzam. Mam wrażenie, że jeśli nie haruje się na kogoś, bez względu na płacę i warunki pracy, to jest to traktowane jako labowanie. Nie będziesz szczęśliwy/a, będziesz cierpieć, ale będziesz robić i to jest „normalne”. To jest Polska, tu się walczy.

  13. Miś
    List 20, 2016 @ 09:54:57

    To nie tylko w Polsce tak jest, ale na calym swiecie. U nas jest to po prostu bardzo przerysowane, wrecz uczyniono z tego rodzaj zachowania spolecznego, ktore jest akceptowalne. Na Zachodzie istnieje silna rywalizacja o pozycje spoleczna, stad wzial sie tzw. wyscig szczurow (szczegolnie w USA). Wszedzie, gdzie czlowiek zaczyna lamac ustalone zasady, jest z tego powodu napietnowany ale fakt, ze na Zachodzie jest to o wiele mniej zauwazalne, szczegolnie posrod ludzi, ktorzy zyja poza ta rywalizacja. U nas bardziej ma to zwiazek z tradycja oraz naszym typowo polskim patrzeniem innym na rece (zycie prywatne).

  14. oczko
    List 20, 2016 @ 11:50:52

    Wtrącę swoje trzy grosze: Niftu: odpowiedz sobie na pytanie: kto walczy? Moja odpowiedż: ten kto ma wroga. Jak nie masz wroga to nie walczysz tylko spokojnie robisz swoje- idziesz po swoje.Właśnie to są odczucia serca ,które wiem,że kreują naszą rzeczywistość anie coś lub ktoś z zewnątrz.
    Misiu:nie chcę tutaj za bardzo politykować ale myślę, że gdybyśmy Polacy wyzbyli się gloryfikacji męczeństwa to żyłoby nam się o wiele lepiej niż ludziom na zachodzie ..(napiszę coś.. najwyżej Andrzej wytnie:):)…….myślisz ,że istnieje rzeczywiście jakiś terroryzm????że poszukiwanie Billadena to prawda?,że najazd ludzi ze wschodu na zachodnią Europę to przypadek?? Może i na zachodzie można sobie pogadać….ale to tyle i do pewnego momentu .Mieszkałam trochę jeszcze w RFN-nie … Niemcy są tak inwigilowani,że w głowie mi się nie mieściło. To jest tak:”wszechświat” przymusza Cię do podporządkowania a jak jesteś grzeczny to rzuci jakiś ochłap za który i tak musisz zapłacić. jak nie ty to twoje potomstwo
    .Czyśćmy nasze serca i nie przyjmujmy trudnych sytuacji jako wroga ..to po prostu jest..ale możesz wybrać..albo za tym pójdziesz albo pozwolisz aby odeszło bo nie jest Twoje…Wybieraj.

  15. Miś
    List 20, 2016 @ 12:33:57

    Oczko -> widzsz, prawda jest taka, ze w moim obecnym polozeniu, czy tu, czy tam, bede miec raczej podobne polozenie jesli idzie o sytuacje materialno-spoleczna. Nie posiadam wyzszego wyksztalcenia, bo tutaj w Polsce od zawsze czulem totalny beton ze strony tzw. elity naukowej (uklady, personalne animozje, przepycanie sie mozolne po szczeblach tzw. kariery naukowej) ani kokretnego zawodu (nigdy nie interesowalo mnie wykonywanie jakiegos zajecia dzien po dniu, sleczeniem nad czyms codziennie przez iles lat aby doskonalic sie w czyms). Wyjezdzajac na Zachod moge liczyc wylacznie na prace fizyczna lub podstawowa a one rowniez mnie nie interesuja i podejrzewam, ze rzucilbym je po kilku tygodniach i stal sie kims w rodzaju bezdomnego. Musialbym sie urodzic tam, aby inaczej pokierowac swoim zyciem, jako przybsz z poza ich kregu bede tam zawsze odczuwal, ze nie rozumiem wielu rzeczy, nie mowiac juz o jezyku, bo prawda jest taka, ze umiec jakis obcy jezyk to jedno a umiec rozumiem poprzez dany jezyk obca mentalnosc to druga rzecz i to umie moze ulamek procenta emigujacych, ktorzy maja ogromna motywacje przebicia sie, osiagania czegos. A ja w ogole nie mam juz jakiejkolwiek motywacji do osiagania czegokolwie,. Mam tak ogrmna niechec do rywalizacji, ze porownalbym ja do glebokiej apatii lub depresji z tym, ze mi z tym w jakims stopniu jest dobrze. Taki wieczny letarg, brak sil do robienia czegos konkretnego bo widze, ze poza osiaganiem pozycji spolecznej i udowadnianiem sobie i innym nic ponadto to do zycia nie wznosi a mnie, jako zdeklarowanego Humaniste, od zawsze interesowalo poznawanie czegos dla samej idei poznawania, nie robienia z tego swojego zawodu czy osiagania spolecznej pozycji.

  16. awentais
    List 20, 2016 @ 13:45:17

    Oczko, Miś – bardzo ciekawe są Wasze wypowiedzi, mam podobne odczucia i poglądy. Ja też bym tak chciała sobie poznawać świat, albo siedzieć w domku, pisać (i czytać) książki, albo rysować całymi dniami. Aktualnie próbuję wrócić do systemu, bo faktycznie trzeba jakoś tam zadbać o to mieszkanie, emeryturę, ubezpieczenie, ale odbijam się od niego jak piłeczka. System mnie nie chce. Nie wiem, czy jest to spowodowane moimi wibracjami, czy tym, że mogę nabroić w jakichś strukturach korporacyjnych na poziomie duchowym, fakt jest jednak faktem, że czuję się odizolowana od pewnych dóbr, które inni ludzie sobie po prostu biorą.

  17. Miś
    List 20, 2016 @ 15:53:41

    Wlasnie tak dziala Matrix. Technokracja jest jego integralna czescia, bo tworzy siatke, po ktorej dzisiejsze pokolenia poruszaja sie bezblednie, bedac jego czescia. My, ludzie, ktorzy albo urodzili sie jeszcze przed wejsciem w swiat zachodni, lub ci z nas, ktorzy z takich czy innych przyczyn nie weszlismy do Matrixa, jestesmy zdani na siebie. System nas nie chce bo jestesmy calkowicie nieprzydatni. Nie oferujemy mu niczego, co on by potrzebowal a on nie posiada w sobie fukcji spolecznych, odpowiedzialnych za otaczanie opieka osob z poza jego obrebu. Na tym to wlasnie dziala. Matrix jest calkowicie nihilistycznym, ateistycznym systeme spoleczno-ekonomiczno-politycznym, w ktorym przyadtnosc jest wylaczna cecha gwarantujaca przetrwanie. Jest on tym, co na mysli mieli tworcy komunizmu, i ktory o malo co nie zrealizowal sie w czasach ZSRR. Dzis zostal usprawniony, poniewaz pod plaszcykiem demokracji (a wiec tzw. wolnego wyboru) odbywa sie manipulacja ludzkim umyslem na globalna wrecz skale za pomoca wielu tresci i przekazow na roznych poziomach: od momentu rozpoczecia socjalizacji w szkole az po zycie zawodowe. Na kazdym z tych szczebli trzeba udowodnic swoja przydatnosc i zaangazowanie w System. Jest to otyle trudne do ominiecia, ze ow System zastapil w swiecie zachodnim niemal wszystkie naturalnie rozwiniete cechy spoleczne, w oparciu o ktore wczesniejsze pokolenia fukcjonowaly. Roznica polega na tym, ze wczesniej nawet, jesli z tego systemu sie wyszlo, mozna bylo liczyc wciaz na solidarnosc i wiez miedzyludzka (klania sie chrzescijanska podstawa kultury europejskiej). Dzis System wyeliminowal z zycia doczesnego duchowosc a na jej miejsce wprowadzil sprytnie przemyslany nihilizm, ktory na miejsce Boga wprowadzil Mamone. Zyjemy w systemie piekielnym (niestety). Jedyna szansa to albo underground albo wyjazd poza obreb tego systemu tam, gdzie jeszcze nie zniweczyl on naturalnych, przedsystemowych strultur spolecznych.

  18. Jarek C
    List 20, 2016 @ 16:17:07

    Ja sobie uswiadomilem ze mi na obczyznie bardzo pomogla zdolnosc adaptacji i przetrwania. Bez tego ani rusz, nie mam tu rodziny i w praktyce moge liczyc na siebie i na instytucje ktore tez mi moga pomoc. Ja z takiej pomocy skorzystalem w reorientacji zawodowej i teraz ja i cala reszta (wliczajac rzad) stoja na pozycji wygranej. Ja bardzo chcialem sobie pomoc i to zostalo zauwazone. Jak w tamtym czasie robilem rozne testy charakteru, predyspozycji, itp. to mi ktos powiedzial ze z takimi wynikami to nadaje sie do pracy dla rzadu. No i tak jest. Przepisy, zarzadzenia, hierarchia, struktura. Tu wchodzi znow zdolnosc adaptacji i akceptacji rzeczywistosci. Czasami mysle ze to polskie warunkowanie, urabianie osobowosci przyczynilo sie tez do tego. Moja dusza tez chce widac doswiadczac takiej rzeczywistosci. Ucze sie czuc wdziecznosc za to co mam a moja dusza co jakis czas rzuca mi pod nogi klody, mniej lub bardziej trudne i przykre doswiadczenia. Ale skoro jestesmy nierozlaczni to lepiej zauwazyc i przyjac to wyzwanie. Osobiscie nie potrafie byc wolnym strzelcem i plynac calkowicie z pradem. Lubie czuc zorganizowana baze pod soba i wokol siebie i wtedy krok po kroku posuwam sie do przodu, rozwijam sie , oczyszczam. Stworzylem dla siebie w zyciu pewien komfort i, bez rewolucji moge sie rozwijac i osiagac sukcesy i polepszac jakosc mojego zycia i zwiazkow.

  19. Niftu
    List 20, 2016 @ 20:43:50

    Miś, tak jakoś mam wrażenie, że to, co opisujesz, to ta sama zmora, z którą się zmagam, czyli niechęć do życia. Nie wiem, czy więcej jest u ciebie tego świadomie czy podświadomie, ale jeśli nie zgrywasz się z systemem, to musisz walczyć z odrzuceniem, a to wywołuje niechęć do życia. „Każdy” człowiek coś ma. Np. jeden ma przynajmniej dobre zdrowie, więc jak mu nie wychodzi w relacjach i finansach, to przynajmniej 100 pompek zrobi i czuje się mocny. A drugi zaś ma tęgą głowę i zawsze coś wymyśli. Może ludzi zbyt wielu nie zna, ale wie jak na nich zarobić, albo jak u nich zarobić. Silny tez być nie musi, ale ma kasę, to zleci Waldkowi i Ździśkowi, to mu wniosą nową lodówkę. Natomiast trzeci posiada świetne podejście do ludzi i wielkie serce (no albo jest manipulantem i psycholem) i on dostaje od ludzi to, czego od nich pragnie. A ja nie mam żadnego z tych trzech atrybutów. Tada!

  20. Miś
    List 20, 2016 @ 21:21:47

    Chec do zycia i wynikajaca z tego radosc mam ogromna. Rzecz w tym, ze mam ogromna niechec do ,,systemu” czyli do jakiegokolwiek podporzadkowywania sie ustalonym z gory zasadom, szczegolnie tym zwiazanym z dzisiejszym systemem gospodarczo-ekonomicznym, jakim jest kapitalizm i ciagla potrzeba zarabiania pieniedzy. Pieniadze to rzecz nabyta ale ktora mnie w jakims ogromnym stopniu nie zajmuje. Owszem, pieniadze posiadac lubie i robie sporo, aby je miec jednak spedzanie calego zycia na ich zarabianiu nie wydaje mi sie dobrym pomyslem dla kogos, dla kogo prawdziwym powolaniem jest zglebianie wiedzy, poznawanie nowych kultur czy oddawanie sie rozwijaniu sztuk pieknych. Wedlug mnie sytuacje rozwiazac by moglo wejscie w posiadanie znaczniejszej ilosci gotowki tak, aby np. zyc z procentow, jednak do tego, wbrew pozorom, potrzeba znacznie wiecej niz umiejetnosci dobrego inwestowania. Potrzeba mianowicie ogromnej determinacji oraz ogromnej sumy, ktora moznaby potem zainwestowac. No i zmyslu biznesowego, ktory mam rozwiniety przecietnie, a wlasciwie jest to dziedzina, ktora mnie dosc srednio zajmuje (podobnie, jak inne tzw. praktyczne zdolnosci).

    Czyli jest tak, ze interesuje mnie wiele dziedzin ale w swiecie dzisiaj sa one dosc malo praktyczne i nie zarabia sie na nich dostatecznie duzo, aby moc z tego zyc do konca zycia. A rzeczy, na ktorych dzis sie zarabia (i o ktorych mi wiadomo), nie pociagaja mnie wiec i zapal do ich robienia jest mniej niz przecietny. Kolo sie zamyka.

  21. Swiat Ducha
    List 20, 2016 @ 23:53:27

    Miś, Niftu

    Tak się przysłuchuję waszym słowom..

    Tu akurat na blogu zastanawiamy się nad duchowymi rozwiązaniami.

    To, co piszecie jest konkretnym, materialnym efektem, jest waszym życiem. Wydaje się, że opisujecie przyczyny tych wydarzeń.
    Ale to są tylko okoliczności zewnętrzne,
    1) na które nie macie dotychczas wpływu
    2) które jeślibyście chcieli zmienić, to chyba nie udało by się.

    A męczycie się sporo nawet z samym tym wyliczaniem. To może być jakby oglądane, jako wyraz ciała bolesnego, opowieści o tym, co mi nie wyszło. W tym znaczeniu nadaje się to na terapię lub autoterapię.

    Natomiast ja się zastanawiam – jeśli brać pod uwagę Dusze, to co w nich tak nie działa dobrze? Czemu inni mogą a wy nie? Czy Bóg was tu za karę skazał?

    Czy też jest tak, jak mówię, że karma to są skumulowane postawy własnej Duszy, które się chcą manifestować.
    A siła karmy to tak na prawdę jest siłą naszej Duszy i jej zapierania się w swoich postawach.

    Jak widzicie – żadne tu argumenty w stronę osobowości nie idą, bo też wasze osobowości nie są tu przyczyną. A jeśli to Dusza, to ona jest tak nierefleksyjna jak 4 letnie dziecko (nie znam się na dzieciach, ale 4 latek tu mówią, że pasuje).

    A jakby tak popatrzeć ze strony Dusz na to? Dlaczego moja Dusza tak ma?
    Czy moja Dusza odpowiednio jest nastawiona do mojego jednego, drugiego rodzica?
    Czy moja osobowość przypadkiem nie nakręca siły tej postawy, np. przez gniew, niewybaczenie itp.?
    Czy w moim rodzie były takie podobne przeżycia jak ja mam?
    Jeśli tak, to może oznaczać, że tamte Dusze tego nie przeżyły do końca, a wasze Dusze w wielkiej swojej empatii wzięły na siebie coś..?

  22. Miś
    List 21, 2016 @ 06:03:13

    ,,Czemu inni mogą a wy nie? ”

    Andrzej, wlasnie tego typu pytania zawsze mnie ,,smieszyly” bo co tak naprawde maja inni? Nudna etatowa prace za bylejakie pieniadze? Gonitwe w wyscigu szczurow, ze nawet nie maja kiedy i jak wydawac tych pieniedzy, a jak juz wydaja, to jada na wakacje do jakiegos badziewisatego kurortu bo nie moga sobie pozwolic na prawdziwy wypoczynek bo wiedza, ze zostana zwolnieni z korporacji i beda musieli pracowac w jakims sklepie na przyklad?

    Ten system jest tak poukladany, ze lansuje wylacznie tych, ktorzy chca przescignac innych i stanac na samej gorze a ze wiekszosci z tych ludzi nigdy sie to nie udaje, to wlasnie tak ma byc. Wplywowym i bogatym ludziom wlasnie na tym zalezy, aby ten stan rzeczy trwal nadal bo oni przez to sie caly czas bogaca. Pisalem juz o pozostalosciach systemu feudalnego w dzisiejszym swiecie, ze on nie zaniknal, ze on ulegl modyfikacjom ale ze ciagle jest obecny. Wiec co da mi zmiana mojej postawy, skoro nie moge wyjsc z tego systemu spolecznego. Musialbym wyjechac conajmniej do krajow, gdzie panuje inny ustroj niz kapitalizm, aby zmienic choc troche to, o czym pisze.

    Zadna terapia tutaj nie pomoze, bo aby zmienic swojapostawe, trzeba tego chciec a ja nie widze sensu w zmainie postawy, czyli dopasowaniu sie do systemu, wziecia tego, co mi ten system daje (a daje mi – wedle moich wlasnych potrzeb – naprawde bardzo niewiele). Jak popatrzysz sie Andrzej na otoczenie, to zauwazysz, ze dzis ludzie nie zajmuja sie i nie zyja z szeroko pojetej humanistyki, sztuki czy dziedzin pokrewnych poniewaz nie ma na nie juz praktycznie zadnego zapotrzebowania. Zyejmy w scisle zaprojektowanym, technokratycznym swiecie, gdzie albo ma sie tzw. przydatne umiejetnosci (uslugi, handel, specjalizacje) albo laduje sie na ulicy jako bezdomny. No, moze zostaja jeszcze jakies zawody typowo naukowe ale to jest dla waskiej garstki ludzi, nie dla wiekszosci z nas (bo praca naukowa to mozolne sleczenie nad jakimis materialami plus ciezka praca dydatkyczno-publicystyczna, jednym slowem nuda, przynajmniej dla mnie).

    Co do postaw Dusz w mojej rodzinie, jestem tzw. ,,czarna owca” w rodziie :). Nikt nie mial takiego buntowniczego charakteru, nikt w mojej rodzinie nie mial takiej anarchistycznej postawy wobec systemu, zaistnialych struktir spolecznych. Wszyscy moi przodkowie, przynajmniej ci, o ktorych wiem, dopasowywali sie do tego i cieszyli sie tym, co im ten system daje. W mojej rodzinie zdarzaly sie nawet przypadki, ze niektorzy z czlonkow rodziny piastowali wazne godnosci publiczne czyli to, co ja calkowicie neguje i od czego uciekam. Moze jedynie moj tata troche sie buntowal ale to byly inne czasy-lata 60te, dascynacja muzyka rockowa, wiadomo, wtedy wiekszosc nastolatkow i mlodych ludzi na to sie lapala tak jak dzis przecietny nastolatek lapie sie na jakis tam hip hop czy inny badziew. Ale nikt nie omijal tego systemu z taka pogarda dla niego jak ja. A tej pogardy i niecheci do niego nie potrafie stlumic bo doskonale widze, jak ten system dziala i co oferuje (a raczej czego nie oferuje).

    Rzeczywiscie, z tego nie ma wyjscia chyba ze wyjazd poza struktury tego systemu (kraje 3go swiata, jakies nisze, osady, szeroko rozumiany underground, struktury pozaspoleczne). Bo praca w jakims sklepie, wykonywanie od rana do nocy tego samego zawodu (nawet niezle platnego ale monotonnego) nie interesuje mnie wcale.

    A co do postaw duchowych, ktorych przyczyna sa takie a nie inne wybory i to, co sie ma na teraz to do glowy mi przychodzi, ze moglem kiedys byc albo sam w tych strukturach i teraz Dusza, wraz z ze swiadomoscia ma poczucie, ze robila zle, oklamywala i krzywdzila w ten sposob innych ludzi (bo te struktury bazuja na wykorzystywaniu ludzi) albo ze cos ma tu jeszcze zdzialac (w to akurat watpie, ale pewnie jakies duchowe przyczyny takiej negacji struktur spolecznych sa).

  23. Niftu
    List 21, 2016 @ 09:09:12

    To jest wszystko straszne gdybanie, a i tak nic się nie zmieni. Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie kierowanie uwagi na sprawy duchowe mnie tak urządziło. Trzeba by zapomnieć siebie, zapomnieć to wszystko i może wyjechać na Kubę. Założyć zespół i żyć z muzyki albo umrzeć.

  24. Miś
    List 21, 2016 @ 18:06:31

    Niftu -> zagdzam sie za Andrzejem, ze samo punktowanie rozwija tylko cialo bolesne. Mi, opisujac owe zdarzenia, zalezy na dotarciu do przyczyny ich powstania, nie angazuje w to specjalnie swoich emocji, choc z boku moze to na to wygladac. Kiedy ja chcialem cos zrobic, czego zalowalem, robilem to :). Moj kolega byl na Kubie, ma bardzo dobre wspomnienia stamtad, mowi, ze gdyby chcial, moglby tam zostac. Moze wiec po prostu pojedz tam? Jak nie sprobojesz, to nie doswidaczysz i nie bedziesz wiedziec ;).

  25. Tomek
    List 21, 2016 @ 19:43:48

    Witam,
    sytuację zastaną mamy opisaną,
    podniesienie świadomości pomaga skutecznie rozwiązywać problemy…
    lecz podniesienie świadomości może być bolesne….
    dlatego, można wejść na chwilę na ‚punkt wyżej”.. spojrzeć … i wrócić..
    i może warto zostać tam na stałe…

  26. Miś
    List 22, 2016 @ 08:51:19

    Moglbys rozwinac temat, Tomek?

  27. Tomek
    List 22, 2016 @ 19:08:16

    na przykład prawda duchowa mówi:
    wszechświat jest doskonały lub jestem w miejscu dla mnie najlepszym…
    I wejście na „punkt wyżej” to próba odpowiedzi sobie na pytanie, w świetle powyższej prawdy: : co powinienem zmienić w sobie / zauważyć, aby funkcjonować lepiej… .być może trzeba wyrzec się jakiś poglądów, postaw lub może zrezygnować z dóbr materialnych… dlatego pisałem o bólu…
    Po szczerej rozmowie ze sobą można coś zmieniać lub nie zmieniać 🙂
    znaczy zostajemy lub wracamy na „stare śmieci”…
    Można się np. zapytać: gdzie jest dobro najwyższe?..

  28. Miś
    List 23, 2016 @ 10:10:10

    Tomek -> rzecz w tym, ze wedlug mnie troche nie na miejscu sa te przyklady. Bo niby jakich pogladow mam sie wyrzec? Nieuznawania systemu ziemskiego? Tylko po co, skoro jestem swiadomy, ze ten system nic mi nie daje w sensie rozwoju (a wrecz przeciwnie-powoduje, ze rozwoj jest wtedy niemozliwy).

    Kiedys przeczytalem taka ksiazke, gdzie autor podawal przyklady (od glebokiej starozytnosci), jak manipuluje sie czlowiekiem za pomoca religii. I podawal tez przyklady, ze co jakis czas pojawiaja sie na Ziemi ludzie, ktorzy ,,zakladaja” tzw. bezpanskie religie, ktore nie sa oprarte na wladzy czy strachu tylko na totalnej milosci i zrozumieniu, ktore potrafia uwalniac od przywiazania do materii, od agresji i innych obciazen. I konkludowal to tym, ze nie ma czegos takiego jak Raj czy Pieklo gdzies poza naszym ziemskim zyciem, bo to sa tylko wzorce, podlug ktorych trzyma sie czlowieka od tysiecy lat w strachu. Ze prawdziwy Raj lub prawdziwe Pieklo zalezy wylacznie od nas w sensie, jak my bedziemy zyc tutaj i co bedziemu robic innym, ktorzy rowniez tu zyja.

    Konkludujac, nie wierze w to, ze jesli zmienilbym moja postawe, to by cos sie diametralnie zmienilo w moim zyciu. Raczej cofnalbym sie w swoim rozwoju, bo musialbym zaczac dzialac podlug regul, ktore wywodza sie wlasnie z tego typu manipulacji. A wifocznie mam juz na tyle rozwinieta swiadomosc tego, jak tutaj jest (choc ciagle nabywam wiedzy), ze juz wiem, ze nie ma sensu wchodzic wiecej w te klimaty. I stad pojawia sie cierpienie, bo wiem doskonale, ze na dzien dzisiejszy egzystencja na planie ziemskim podlug zasad negujacych owa manipulacje jest bardzo ciezka.

    Ale widac jest w tym ukryty jakis glebszy sens, ktore ja narazie nie zdolalem poznac.

  29. Swiat Ducha
    List 23, 2016 @ 17:57:05

    awentais, ja ciebie chyba bardzo dobrze rozumiem.
    Ten świat okazał się nie być tym samym światem, o którym mnie uczyli w szkole i w domu…
    i mam sporą frustrację.

  30. Miś
    List 23, 2016 @ 18:55:28

    Szkola nigdy nie stanowila dla mnie autorytetu, a moze i szkoda, bo pokolenia wczesniejsze wlasnie przez wychowanie i wstrzemiezliwosc pomagaly rosna calemu spoleczenstwu. Pochodze ze swiata, w ktorym stosunki wzgledem innych sa bardzo odmienne od tych ziemskich wiec mamy juz odpowiedz, dlaczego czuje sie tutaj tak zle…

  31. Niftu
    List 23, 2016 @ 20:06:18

    oczko, no właśnie zrobiłem coś takiego, o czym piszesz 🙂 Jakoś trzy dni temu dotarło do mnie, że walczę. A z kim? No z „Bogiem” przede wszystkim. No ale gdzie ten mój Bóg jest? A no właśnie w oczekiwaniach, pretensjach i wyrzutach. No więc jak można być takim hipokrytą i ciągle wyobrażać sobie jakiegoś boga, do którego najpierw się człowiek modli i przeprasza za te pretensje itd., a później i tak, świadomie czy podświadomie wraca znów do obrażania się i pretensji. No to dałem sobie spokój. Stwierdziłem, że taka „duchowość” to lekkie przegięcie. Nic nie wiem o Bogu. Nie wiem czy jest w ogóle ktoś, kto wie cokolwiek więcej niż nic, więc przestałem walczyć ze swoją interpretacją lub projekcją Boga. Teraz nie mam ani próśb ani gróźb i jest spokój. Tak mi się nagle wszystko proste zrobiło, że aż miło. Trzeba mieć świadomość, że wielu rzeczy po prostu nie wiemy, a tworzenie sobie reprezentacji czegoś i walka z nią lub bronienie jej jest szamotaniną umysłu i serca. Jak już ma się zrobić jakąś robotę, to lepiej nic nie robić, a tylko szukać kogoś lub sposobu na to jak to zrobić – jeśli jest to w ogóle możliwe – niż się szamotać, jak ćma, która uczepiła się żarówki nad garażem i doznaje oświecenia.

  32. Tomek
    List 23, 2016 @ 22:26:04

    Misiu spójrz co napisałeś 🙂
    ..Tylko po co, skoro jestem swiadomy, ze ten system nic mi nie daje w sensie rozwoju (a wrecz przeciwnie-powoduje, ze rozwoj jest wtedy niemożliwy)….
    Dlatego uśmiechnij się 🙂

  33. Miś
    List 23, 2016 @ 23:16:56

    Nie ma rozwoju poprzez cierpienie. Szczegolnie, gdy cierpienie jest zadawane celowo z poza relacji karmicznych. A tak to sie wlasnie dzieje. Wiec chyba jednak sie nie usmiechne.

  34. Swiat Ducha
    List 23, 2016 @ 23:50:30

    >Nie ma rozwoju poprzez cierpienie.
    O, bardzo jednoznaczne stwierdzenie.
    (Żeby nie powiedzieć kategoryczne.
    Oj, lepiej tego Misiowi nie mówić, nie mówić!!)

    Dla Duszy każde cierpienie potrafi być rozwojowe!
    Jest jak koza, zje i szmatę, i kawałek styropianu, i okładkę od książki, hehe..
    I jeszcze będzie beczeć!

    Ale szczerze? – taki „rozwój Duszy” to jest takiej samej jakości jak to jej jedzenie.

  35. Miś
    List 24, 2016 @ 06:57:40

    Andrzej, przepraszam, ale placzesz sie w swoich wypowiedziach oraz twierdzeniach.

    Najpierw mowisz i przytaczasz ,,konkretne” przyklady na to, ze ludzkosc (a scislej ludzkie DNA) zostalo zaprogramowane przez obca rase. Ma to wedlug Twoich obserwacji blokowac rozwoj czlowieka i przyczyniac sie do jego cierpienia. Przelknalem to, choc ksiazki Erika Von Danikena czytywalem majac lat 15, nie 37 :).

    Potem mowisz, ze cierpienie jest wynikiem wylacznie postaw Duszy. Jak twierdzisz, Dusze sa bezrefleksyjne, a wiec pozbawione Swiadomosci. Tutaj zgoda, tez uwazam, ze bez Swiadomosci nie ma postepu.

    Widzisz tutaj jakas logike, ciaglosc, stala skladowa? Bo ja nie. I jest problem, impas. Stawiasz dwie przeciwstawne diagnozy dla tego samego problemu i za kazdym razem starasz sie udowodnic, ze to prawda.

    A ja w swojej upartosci smiem jednak widziec cos innego. Widze, ze my sami zadajemy sobie cierpienie i ze wyjsciem z tego kola jest zaprzestanie zadawania sobie tego cierpienia – tu na planie fizycznym takze (bo nie ma co liczyc na to, ze nagle przestaniemy sie tutaj inkarnowac o czym sam zreszta wiesz az nazbyt dobrze. Jak wiec chcesz rozwiazac ten problem, skoro nie umiesz samemu przeskoczyc tego cyklu?

  36. Niftu
    List 24, 2016 @ 08:33:16

    Cierpienie, to są jakieś podstawy. Tak w ogóle, to jest to przedmiot, a nie podmiot.

    W wyniku każdego ćwiczenia pojawiają się rezultaty/skutki uboczne tj. zmęczenie, znużenie, ból mięśni, ból głowy. No, jak chce się mieć dobrą kondycję, to płuca muszą boleć, i łydki też. Przy wysiłku na siłowni mięśnie pękają, żeby rosły. Wysiłek intelektualny to tworzenie nowych połączeń neuronowych. To też nie dzieje się bezboleśnie. Ale nikt nie rozmawia o tym, tylko o diecie, formie treningu, celu medytacji, celu wysiłku. Jak się wchodzi na górę, to trzeba się zmęczyć, ale to nie jest tak, że „cierpienie” jest tu konieczne. Jak ktoś jest głupi, to idzie w góry w klapkach i wybiera najtrudniejszą trasę. Jak ktoś ma trochę oleju w głowie, to nie dość, że jest do podróży przygotowany siłowo, to jeszcze ma ze sobą potrzebny ekwipunek. Głupi dzwoni na TOPR, bo klapki nie dały rady, a już po zachodzie słońca. No i tragedia, i cierpienie, i lament, pretensje i wstyd.

  37. Miś
    List 24, 2016 @ 10:37:26

    Niftu -> roznica miedzy wysilkiem a cierpieniem jest znaczna, przynajmniej dla mnie. Wysilek pociaga za soba zmeczenie czy cos, co moznaby od biedy nazwac bolem jednak daje postep (fizyczny, psychiczny lub duchowy). Cierpenie nie daje zadnego postepu, bo jest odczuciem negatywnym, pozbawionym swiadomosci a koncentrujacym sie na tym, co nas boli bez swiadomosci przyczyny. Dlatego Andrzej slusznie pisze o potrzebie pracy nad zmniejszaniem ciala bolesnego i przenoszeniem swiadomosci na inne obszary.

    Ja zas chcialem skromnie dodac, ze z uwagi na uwarunkowania systemu ziemskiego, ktory wedlug mnie jest pozostaloscia kiedy ludzie dzialali podlug instynktow odzwierzecych, przeskoczenie wielu barier jest bardzo trudne lub wrecz niemozliwe. W swiadomosci ludzi wiele z programow z przeszlosci historii czlowieka jest na tyle silnie zakodowanych, ze nie potrafia oni dostrzec czegos poza. Ale rownoczesnie nie daje wiary tezom, ze uwolnienie sie od tego, co nas dreczy, mozliwe jest dopiero poza obszarem ziemskim. Wedlug mnie (ale moge sie mylic i dopuszczam do siebie te mysl, odczucie, swiadomosc) dopiero kiedy czlowiek znajdzie odpowiednie warunki korelujace z jego stopniem rozwoju, nastepuje progres. Jesli tego nie ma, sa albo powody karmiczne albo blokady z powodu dialania owych silnie zakorzenionych programow, ktore ten progres blokuja.

  38. Niftu
    List 24, 2016 @ 12:32:18

    No cierpienie nie daje żadnego postępu, tak właśnie napisałem wyżej. Jest albo wysiłek/praca albo męczenie się.

  39. Manuela
    List 24, 2016 @ 19:59:49

    Z tego co mi wiadomo, to cierpienie nie jest wcale rozwojowe i są to programy „zainstalowane” nam przez siły ciemności przed inkarnacją. Wiadomo mi również, że tych programów należy się pozbywać i ja to czynię, z powodzeniem.

  40. Swiat Ducha
    List 24, 2016 @ 20:58:37

    Miś,

    Może nie dostrzegłeś delikatnych różnic.
    ja chyba nie powiedziałem:
    >cierpienie jest wynikiem wylacznie postaw Duszy.

    ja mówiłem:
    >Dla Duszy każde cierpienie potrafi być rozwojowe!

    ale zaznaczyłem, że
    >taki „rozwój Duszy” to jest takiej samej jakości jak to jej jedzenie.

    Czyli marnej jakości. Dusza nie jest jakaś zbyt wzniosła, ani też mądra…

    Oglądałem wiele, wiele Dusz, które próbowały wyciągnąć z cierpienia rozwój, rozszerzenie wizji świata – raczej tak można określać rozwój w wydaniu Duszy. Wiele takich jest w kościele katolickich, skupionych na cierpieniach i rozpamiętujących je. I czy rzeczywiście te osoby o takich Duszach idą do przodu? Nie, raczej przeżywają stagnację czy też degradację właśnie w kierunku cierpienia.

    Dusza nie jest refleksyjna ani nie jest świadoma.
    Więc trudno, żeby sama „się rozwijała”, jest pojazdem dla Świadomego Ja, które to dopiero może jakoś z tego kotła wychodzić.
    (link).

    Leszek Żądło mówił, a ja za nim powtarzam, że jeśli wysiłek występuje w praktykach duchowych, to znaczy, że coś przebiega nie tak jak trzeba.

    A, z innej strony dodaję od siebie, że cierpienie to jest wyrazem presji Wszechświata, otoczenia, rodziny, systemu, pracy na człowieka, gdy ów dokonuje jakichś przekroczeń, błędów.

    Tak jak Niftu pisze:
    >Jak ktoś jest głupi, to idzie w góry w klapkach

    i.. pojawia się cierpienie.

    Cierpienie jest to skrajny „nauczyciel”, bardzo prymitywny, acz bardzo wymagający.
    Raczej niewiele wybaczający i zwykle nie tłumaczący o co chodzi.
    Wszechświat bowiem jest bardzo prymitywny (mówię tak, niezależnie od tego co mówią niektórzy ubóstwiający świadomość i mądrość Ziemi, Wszechświata itp)

    Bardzo się z Tobą zgadzam, że
    > wyjsciem z tego kola jest zaprzestanie zadawania sobie tego cierpienia

    bo Dusza sama z siebie nie wyjdzie z tego kanału. Utyka tam jak osiołek, i tylko próbuje wierzgać.

  41. Miś
    List 25, 2016 @ 09:12:06

    Tylko widzisz, Andrzej. Jest jedno ,,male ale” z tym uwolnieniem sie od cierpienia. Po pierwsze cierpienie mozna definiowac na roznorakie sposoby ale chyba najblizsze nam bedzie tutaj stwierdzenie, ze cierpienie to brak spelnienia w danych obszarach. Pomijam tutaj obszary zwiazane z naszym Ego bo w rozwoju duchowym chodzi wlasnie o to, aby poskromic je, kiedy jest wybujale. Mi natomiast chodzi o cos innego.

    Kiedy czlowiek nie ma wokol siebie tego, co stanowi o jego czlowieczenstwie, rodzi sie cierpienie. Przewznie sa to albo rzeczy potrzebne do zycia albo do jakiejs formy spelniania sie (nie majacego wszkaze wiele wspolnego z rozwijaniem osobowosci czyli Ego). Problem w tym, ze zyjemy na swiecie, gdzie prawie 3/4 populacji ludzkiej cierpi albo permanenty glod, albo nedze. My Polacy i tak powinnismy doceniac (blogoslawic) sytuacje, ktora mamy bo zyjemy wbrew pozorom w bardzo bogatym kraju, z duza iloscia mozliwosci itp. Przez wiele lat zadawalem sobie pytanie, co odpowiada za taki stan rzeczy. I uswiadomilem sobie pewna szczegolna rzecz.

    Dzieje sie tak, poniewaz 99,9 procent ludzkosci jest odgornie manipulowana i sterowana przez 0,1 procenta ludzi, posiadajacych i skupiajacych wladze oraz wszelkie srodki materialne. Pewnie zapytasz teraz o to, czy nie pominalem tutaj zjawiska karmy. Otoz nie. Zgodzilbym sie, ze jesli ta sytuacja dotyczylaby kilju procent ludzi na swiecie, to byloby to wynikiem karmy. Jednak cos tu nie gra, skoro przewazajaca ilosc ludzi na ziemi zyje w warunkach pozostawiajacych wiele do zyczenia.

    Podobnie ma sie ze slawentym podejsciem duchowym mowiacym, ze tylko pozbywajac sie rzeczy materialnych, pozbywajac sie ich porzadania a nawet korzystania z nich, mozna sie Oswiecic czy cokolwiek, w co kazdy z nas wierzy. Nic bardziej mylnego! Jest to kolejny sposob Nadzorcow aby wmowic nam, przekonac nas o tym, ze dobrobyt i stan szczescia duchowego moze byc osiagniety jedynie poza zyciem doczesnym. Sprytne, prawda? Otoz nic bardziej latwego, jak postarac sie, aby ludzie uwierzyli w cos, co jest atrybutem religijnym a wiec tym, co tak naprawde bezposrednio styka nas ze wiatem duchowym. Wiekszosc ludzi, uzywajac dzisiejszego jezyka, dala sie nabrac. Jest to tak mocno utrwalone, ze przecietny czlowiek nie jest w stanie uwierzyc w to, o czym my tutaj piszemy.

    Powiesz zapewne, ze swietnie przedstawiam skutki ale nie podaje przyczyn takiego stanu rzeczy. Otoz podaje je wlasnie. A sa nimi manipulacja (celowa) garstki osob, ktorej zalezy na tym, aby taki stan rzeczy trwal dalej. Oni doskonale znaja prawa duchowe i stad tak latwo przychodzi im sterowanie nami. I dopoki beda miec nad nami wladze, nic sie nie zmieni. To nie zadna karma a ochydna manipulacja powoduje, ze nie mozemy pojsc w naszym rozwoju dalej. Nie pojdziemy dalej, jesli nie przerobimy wszystkiego, co jest zwiazane z zyciem na planie fizycznym a nie mozemy tego przerobic, bo ktos specjalnie nam na to nie pozwala.

    Nie ma Raju gdzies poza Ziemia, podobnie jak nie ma Piekla poza nia. To sa ciagle te same stare sztuczki, ktore maja zastraszyc nas abysmy pozbyli sie nawet wiary w to, ze tutaj na planie fizycznym, ziemskim moze byc idealnie. A moze byc i wlasnie o to chodzi, aby docierajac do tego punktu, dojsc do momentu w ktorym zdamy sobie sprawe, ze nauka dobiegla konca. I rozpoczac kolejny etap.

  42. Niftu
    List 25, 2016 @ 10:51:12

    Stary, to by się wszystko skończyło, gdyby ustawowo zakazać wszelkich religii, a oszołomów wmawiających ludziom, że ich dobro istnieje tylko po śmierci, a nie tu i teraz zamykać w celi. Do tego trzeba najazdu obcych z kosmosu, tylko nie takich, którzy nas wyeliminują w 40 minut, tylko „kochających ludzkość”. No więc w tej mojej bajce robisz najazd, blokujesz wszystkie komputery na świecie i deaktywujesz systemy bojowe mocarstw, organizujesz polowanie na polityków i czyścisz świat z religii. Następnie karzesz surowo każdego, kto stara się manipulować ludźmi i wciska im kit. Globalizacja przestaje istnieć, wojny przestają istnieć, wyzysk przestaje istnieć, zło przestaje istnieć. Mission impossible. I chyba dlatego trzymają nas w kokonie, żeby nie trafić na taką obcą rasę, która by zrobiła z nimi porządek.

  43. Miś
    List 25, 2016 @ 11:03:35

    Moge sie mylic, ale z tego, co piszesz masz bardzo mocno utrwalone wzorce manipulacji oraz autodetrukcji. Uzywasz sporo slow, ktore maja negatywna energie, piszac, ze ,,trzeba sie pozbyc”. Jest to dokladnie to, o czym ja pisalem, jednak poslugujac sie ich sposobem myslenia robisz dokladnie to, o co chodzi owym silom, dajesz im energie. Czyniac sie panem czyjegos losu lub wyboru lamiesz prawo wolnego wyboru, manipulujesz. To jest uzywanie magii czyli poslugiwanie sie ciemnymi energiami. Ja natomiast mam na mysli rozwijanie swiadomosci oraz mowienie o tym w otwarty sposob, ale taki, ktory nie wiarze sie z narzucaniem mojego swiatopogladu innym. Bog nam daje wolny wybor. nadajac sobie prawo do oceniania lub czynienia czegos ponad wole innych, samoistnie skazujemy siebie na zbieranie tego, co czynimy.

  44. Niftu
    List 25, 2016 @ 11:47:47

    Dzięki za sprowadzenie na ziemię Miś, bo trochę poleciałem. Dobre spostrzeżenie. Będę się pilnował 🙂

  45. Manuela
    List 25, 2016 @ 21:13:44

    Miś, ja podzielam Twoje zdanie, że duchowość wcale nie wyklucza dóbr materialnych. Prawda jest taka, że żyjemy w materii i te dobra są nam potrzebne. Wyrzekanie się czegokolwiek, to kolejny destrukcyjny program. Moim zdaniem chodzi tu o dystans do dóbr materialnych, o nieuzależnianie się od nich i nie przywiązywanie się do nich. Chodzi o bawienie się życiem (jest to możliwe dopiero wtedy, gdy nauczymy się dystansu) i równocześne rozszerzanie świadomości. Dla mnie rozwój duchowy, to POZNAWANIE SIEBIE (nie wymaga ode mnie żadnych wyrzeczeń 😉 ).
    Co do manipulowania przez Nadzorców wszystkim i wszystkimi , to racja, tylko przyczyna tego tkwi, gdzie indziej.
    Co do karmy, to szeroki temat, w dużej mierze jest oszustwem, ale tu też przyczyna leży gdzie indziej. Osobiście uważam, że programów karmicznych należy się wyzbywać, i ja to robię. Jeśli ktoś nie chce się jej pozbyć, no to spala ją w sposób naturalny…

  46. Miś
    List 25, 2016 @ 21:54:54

    🙂

    A opowiesz mi o tych przyczynach? Nie wiem, jak inni, ale mnie to ogromnie interesuje aby wyjsc poza pewien krag postrzegania rzeczywistosci…

  47. Manuela
    List 25, 2016 @ 23:31:40

    Nie wiem, czy będziesz je w stanie zaakceptować? Ja potrzebowałam czasu na zaakceptowanie ich, gdy poznałam PRAWDĘ. Wyjaśnię, że moim Źródłem informacji jest Stwórca, którym każdy z nas jest. On „mieszka” w naszej przestrzeni serca. I wbrew pozorom, każdy z nas ma do Niego dostęp. 😉 Tylko jest jedno „ale” – trzeba go szczerze szukać w sobie i czuć silne, szczere pragnienie poznania Prawdy – przede wszystkim o nas samych: kim naprawdę jesteśmy. 😉

  48. Swiat Ducha
    List 26, 2016 @ 00:03:46

    Miś:

    >co stanowi o jego czlowieczenstwie, rodzi sie cierpienie.

    Ból jest fizyczny, cierpienie – psychiczne.

    Nie mówimy o bólu.
    Dla mnie taniec z cierpieniem przez lata był ogromnym nauczycielem.

    >co stanowi o jego czlowieczenstwie, rodzi sie cierpienie.

    powiem tak, miałem do wyboru – albo zachować swoje „człowieczeństwo” i zostać tam gdzie byłem, i może jeszcze dodatkowo zgłupieć, oszaleć, czy coś podobnego..

    albo

    pozostawić wszelakie sentymenty osobiste, w tym i człowieczeństwo i iść do przodu (w rozwoju, duchowości).
    To tak, jakby czołg miał sforsować głęboką i szeroką rzekę. Da się, ale czołg nie pływa. CAŁY musi się umoczyć, bo forsowanie odbywa się po dnie.
    I ja tą rzekę przejechałem po dnie. Nie ma we nie nic suchego. Ale dało sie.

    Dlatego nie znam się na budowie przepraw mostowych (łatwy sposób na przejście drogi duchowej, na przekroczenie ego). I, powiem szczerze, że nie wiem, czy taka przeprawa jest możliwa. Ale – nie wykluczam tego.

  49. Miś
    List 26, 2016 @ 10:28:59

    Widzisz Andrzej, wydaje mi sie, ze nie zgadzamy sie w jednej rzeczy (ale moge sie mylic). Ze aby rozwijac sie duchowo, trzeba cierpiec. Otoz wedlug mnie cierpimy nie dlatego, ze rozwijamy sie duchowo ale ze wzgledu na to, ze jestesmy tu na Ziemi poddawani presji Nadzorcow. To oni ciagna z nas bol ktory zasila ich energetycznie. Bo pomysl, gdyby czlowiek nie musialby walczyc tutaj, wszczynac i ierpiec od wojen, przemocy i niedostatku to czy majac to ,,ot tak od reki” dalej skupialby sie nad tymi rzeczami czy raczej dazylby do lepszego poznawania siebie?

    Wzglednie cierpimy kiedy przychodzi nam zmierzyc sie ze swiadomoscia, ze wiele lat tkwilismy w jakiejs iluzji i teraz musimy wszystko, co na niej zbudowane porzuic, aby pojsc dalej. Tutaj sie sgadzam, czasami moze wywolywac to cierpienie, poczucie starty.

    Manuela -> nie wiem, czy przyjme ale zapoznam sie bardzo chetnie 🙂 Wiec pisz, jakby co moge podac moj email jesli masz opory przed pisaniem o tym tutaj.

  50. Swiat Ducha
    List 26, 2016 @ 12:45:20

    Miś, jestem tego samego zdania, że jest tu opresja od istot „hodujących” ludzi i że trudności pochodzą w dużej mierze stąd.

    Tak to odbieram:
    Cierpienie odczuwamy jako presję na nas.
    Może ono wymuszać rozwój, ale niekoniecznie.
    Czy ktoś się podejmie rozwoju, to jest jego wolą.

    Uważam jednak że samo cierpienie nie jest niezbędne do rozwoju.
    I można ładnie się rozwijać z radością.

  51. Manuela
    List 26, 2016 @ 20:02:20

    Moim zdaniem, ból popycha wielu do rozwoju duchowego. Z kolei „zadaniem” rozwoju jest m.in.: uwolnienie się od cierpienia.
    Jak się pracuje z podświadomością to się dostrzega, że wszelkiej maści cierpienia, są to destrukcyjne programy podświadomości. Gdy się od nich uwalniamy, to zaczynamy doświadczać bezwarunkowych uczuć itd, które są naszą prawdziwą naturą,

    Miś, nie wiem, czy chcę rozwijać ten temat, ponieważ na innym forum zostałam zaatakowana, przez niektórych internautów uważających się za uduchowionych, za to, że dzieliłam się swoim doświadczeniem i wiedzą.
    W każdym bądź razie, „moja” wiedza, jaką ja otrzymałam pokrywa się z wiedzą Nisagadatty Maharaja. Cóż… widać, że korzystamy z tego samego Źródła. 😉

    Ale, jak bardzo będziesz chciał zapoznać się z tą wiedzą (choć nie wiem wszystkiego), to poproś Andrzeja, aby przesłał Ci mój adres emailowy na Twoją skrzynkę.

  52. Mi
    List 26, 2016 @ 20:42:08

    Manuelo, jakiś czas temu umieściłaś wpis gdzie informowałaś, że Bóg nie jest „nad” lecz z tyłu i jeśli dobrze pamiętam to pisałaś o wyświetlaniu… Poczułem w sobie wobec tego co napisałaś „tak”. Teraz piszesz, że Nisargadatta jest Ci bliski poprzez zbieżność wiedzy. Chętnie poczytałbym co masz jeszcze do powiedzenia w tym temacie jeśli się zgodzisz i jeśli Andrzej za Twą zgodą udostępni kontakt do Ciebie. (Podpisuję się Mi – nie mylić z Miś).

  53. Manuela
    List 26, 2016 @ 20:47:15

    Tak, zgadzam się. 😉

  54. Mi
    List 26, 2016 @ 20:57:56

    Dziękuję Ci Manuelko :-). A zatem hallo gospodarzu miły – Andrzeju, zadziałaj jakoś i podeślij mi czy Manueli maila.

  55. Swiat Ducha
    List 26, 2016 @ 21:45:34

    poszło

  56. Swiat Ducha
    List 26, 2016 @ 23:26:58

    Manuela, Miś:

    Ja tak to pojmuję, że bardzo często ludzie cierpią, bo starają się o coś, co jest poza ich zasięgiem. Ale nie takim, że „tam, w innym kraju byłoby mi lżej”. Nie, bo inny kraj też może się pojawić, i jest ok. Albo i nie.

    Ale twórca (a bardziej przekaziciel) systemu Human Design mówił tak (polskie wtrącenia są moje):

    „They never have lived the experience of being themselves nor seen the beauty of what their true life holds.
    (i dlatego ludzie cierpią)(bycie „nie sobą” „Not-Self” daje głębokie poczucie nieszczęścia)
    It is time to see that this is not as the ancients claim, the planet of suffering, but in fact, an opportunity for a glorious awareness.
    This is not about guarantees or promises. This is not saying that if you live out your own nature, you’re going to be the wealthiest, most beautiful. It is not about being better or best. It is about being yourself. Ra Uru Hu”

    To jest kwestia bycia sobą. Przeżywania życia jako prawdziwa własna osoba, nie ktoś inny.
    A nie próba przeżywania życia w czyichś butach, koszuli, spodniach, jeżdżenia czyimś samochodem, spania w czyimś łóżku, pracy na czyimś stanowisku.

    To tak, aby trochę zmienić perspektywę patrzenia, z kulturowo-cywilizacyjnej, na „życie swoim projektem w praktyce, zrealizowanie swojego potencjału”.

  57. Miś
    List 27, 2016 @ 10:18:48

    No wlasnie, Andrzej. Tez doszedlem do tego, ze to nie osiaganie czegos (lub nie) czyni nas naprawde nieszczesliwymi tylko to, ze nie mozemy zyc tak, aby byc prawdziwym soba. Tylko pojawia sie trudnosc w zdefiniowaniu tego ,,byc soba”. Ja od ,,zawsze” szedlem swoja sciezka a jednak ciagle czegos mi brakuje, nie do konca jestem szczesliwy (moze dlatego po czesci, ze powoduje to, ze tutaj, gdzie zyje, w tym a nie innym otoczeniu, czuje sie przez to wyalienowany a chcialbym byc akceptowany – chyba to wazne jest, aby te dwa swiaty sie ze soba uzupelnialy nawzajem: my oraz rzeczywistosc).

    Manuela -> dokosnale Ciebie rozumiem, miewalem podobne doswiadczenia z tym, ze jako mezczyzna bardziej to po mnie ,,splywalo” ale tez przestalem sie uzewnetrzniac (moze wlasnie tak ma byc, aby nie od razu mowic wszystko i owszystkim?). Jakby co, to jest moj email: miskoralgol@opoczta.pl Sama zadecydujesz, czy chcesz o tym opowiedziec, czy nie :). Ja tez nie moge obiecac, czy to pojme i czy wezme do siebie, ale na pewno nie odrzuce ani nie wysmieje.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: