Duchowość ponad rozwojem osobistym

Osobiście uważam, że duchowość jest ponad rozwojem osobistym.

Niemalże trzeba poniechać osobowość, aby można było wejść w duchowość. Poniechać mądre myśli, które myślą bez serdeczności, bez przyjazności wobec drugiego człowieka.

Duchowość jest dla mnie jednoznaczna z otworzeniem się na kochanie wszelkich boskich kreacji, istot, ludzi, zwierząt, świata. Nawet jeśli ten czy tamten czasami mi nastąpi na piętę.

Osobowość jest tylko przystosowaniem się do życia. Cennym, ważnym, niezbędnym. Mając wzorce, umiemy się poruszać między ludźmi, umiemy język polski (albo i inny). Takie programy, wzorce pobieramy w rodzinie. A także w ramach uczenia się w szkole.

szkola

Dzięki osobowości umiemy się przystosować do warunków życia (dla niektórych osób jest to trudniejsze).

Ale to tylko poziom przystosowania. To nie cała nasza istota.

Jest wiele warsztatów rozwoju osobowości, lepszego prosperowania, bogacenia się itp. Ale tutaj nie jest takie miejsce. Ja nie prowadzę kursu prosperity. Nie próbuję manipulować losem, napierać na niego.

Jak dla mnie, jeśli nie mamy czegoś, jeśli nie prosperujemy odpowiednio, dzieje się to przez postawy w naszej Duszy.

Tam szukać i zmieniać je.

Nie każdy tego chce, najczęściej tacy „magicy” jak NPL, czy dwupunktowcy czy inni próbują „zaczarować tak rzeczywistość”, aby dostać to czego pragną.

Wpis z grupy FB: „Proszę was kochani, zróbcie dwupunkt w intencji …, aby się polepszyło.. Byłabym bardzo wdzięczna!!! (i tu dziesięć serduszek).

To są czary, magia, taka nowoczesna.

Na uczelniach jest pełno teraźniejszych magów, którzy bez Boga pragną tak uruchomić prawa materialne, aby działały na ich korzyść. Kariera, pieniądze, komfort. Bez patrzenia się na siebie, bez konieczności opowiadania o swoich trudnościach wewnętrznych, bez oczyszczania postaw swojej Duszy. Rozwój zawodowy, osobisty, jak najbardziej, ale nic więcej.

Jeśli ktoś nie jest przekonany o karmie jako postawach Duszy, reinkarnacji i tego typu sprawach.

Jeśli ktoś jest przekonany, że jest przypadek, i że taki biedny ktoś, biedna Dusza zupełnie niewinna jest nadziewana na widelec i cierpi katusze.

To ja nie poradzę.

Rozwój duchowy jest jakby rozszerzeniem rozwoju osobistego, więc  wychodzę poza obszar osobowości od czasu do czasu.

Podobne przyciąga podobne

Wibracje oszustwa, zaboru, rabunku przyciągają dalsze takie doświaczenia. Dlatego jak ktoś pisze „urząd skarbowy ukradnie mieszkanie” (w co nie wierzę specjalnie), to jak dla mnie to nie ma przypadków i jednak ktoś z taką Duszą jednak musiał się „zasłużyć” na to żeby miał tak duże kłopoty..

woman stealing a wallet from man's back pocket isolated on white

Patrząc z poziomu osobowości można powiedzieć – „przypadek”, „jaka karygodna, ogromna niesprawiedliwość”. Tak mu się „nieposzczęściło!”

Ja nie wierzę w taką niesprawiedliwość karmiczną, duchową. Że coś okrutnego stało się przypadkiem.

Tylko z poziomu osobowości to jest możliwe, żeby dopatrywać się tu niesprawiedliwości.. bardzo łatwo.

Patrząc z poziomu duchowości – podobne przyciąga podobne. Przypadku nie było.

Każdy może wierzyć w co chce. Ale jak dla mnie brak postawy duchowej skutkował u mnie koszmarnymi lękami. Bo jak jest przypadek (myślałem sobie), to i mnie może „trafić”. I jak najbardziej – jest to podstawa do wielkich lęków.

Na dzisiaj tak nie myślę, jestem o wiele spokojniejszy.

Jak dla mnie karma  wynika z postaw Duszy.

To takie postawy, poprawne, czy nie, dają efekty – komfortowe lub nie.

I to wszystko.

Nie ma jakichś wielkich klątw, których Dusza nie chciałaby wziąć wprzódy, zdecydować się na ich przyjęcie. Nie ma niesprawiedliwości, której by sama nie popełniła, a potem nie przyciągnęła sobie kłopotów „w wyrównaniu”, ktoś „w odwecie” na niej wymierzył jej sprawiedliwość.

Ktoś przypadkowo dostał pomidorem w głowę? Jego Dusza wiedziała dlaczego chciała tam iść, w tym miejscu stanąć. Bo chciała dostać odpłatę karmiczną. (Osobowość mogła o tym nic nie wiedzieć, być wielce zdziwiona, że coś leci.)

To jest bardzo proste i logiczne.

Daje mi to WIELKIE uspokojnie. Bo jest to logiczne – podobne przyciągnęło podobne. Karma się dopełniła. Karma, jako postawa Duszy, postawa nieuzdrowiona, niewyleczona.

Jeśli niewyleczona – można ją leczyć 🙂 i to się udaje!

Jeśli mam nieczyste intencje w stosunku do kogoś, do jakichś ludzi, istot, jeśli im źle życzę, jeśli moja Dusza im źle życzy, można zobaczyć dlaczego tak jest, i się z tego wycofać. Aby nie wejść w obszar gdzie będę poddawany odpłacie od Wszechświata. I tyle. Mogę zamiast źle życzyć, zobaczyć dlaczego i przestać, zmienić to na kochanie tych istot. Tylko trzeba odpowiedniego argumentu, bo moja Dusza na łatwy lep nie idzie. Mówi: „z durniem nie chce mi się gadać” 🙂

Różne istoty nie mają tak naprawdę aż takich złych intencji wobec mnie, tylko – jeśli już – dają mojej Duszy to, co jej potrzeba. To dlaczego miałbym ich nienawidzić? Ja mogę te istoty kochać.

Dusza naprawdę najpierw musi się mocno „zasłużyć”, pielęgnować w sobie jakieś dajmy na to nieprawdziwe przekonania, aby się jej coś złego stało. Dla młodszych Dusz szybkiej realizacji karmy nie ma.

Ale też i z tego powodu ludzie są przekonani, że mogą mieć dowolne postawy wewnętrzne, a i tak nic się im nie stanie. „Mogę być obrażony na wszystkich, a i tak mój świat ma być przyjemny i komfortowy”. Dla młodych Dusz tak będzie.

Ale dla starszych Dusz, starych, to już tak nie ma, karma szybko następuje, manifestacje są mocne. Nie ma taryfy ulgowej.

Odpowiedzialność za kreację

Tu nie jest witryna dla dzieci, dlatego nie mówię w hipnotyzującym stylu „wszystko będzie dobrze”. To, czy będzie dobrze, zależy od wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Tak samo nie mówię, że jest „piekło”. Jest tak, jak czyjaś Dusza uważa, że jest. Moja Dusza coraz bardziej skłania się, że żyję w świecie Boskim. Nie tylko stworzonym przez Boga, ale i wypełnionym przez Niego. Tak mi się zdaje coraz bardziej, zgodnie z tym, jak Dusza się zaczyna do tego przekonywać. Jak mówiłem – jej potrzebne są konkretne wysokie argumenty duchowe.

Osobowość się może skichać a takich argumentów nie poda Duszy, bo jest za cienka.

Ale już Wyższe Jaźnie i praca nad sobą przyniosła mi argumenty, które Duszę zaczęły przekonywać do świata pełnego Boskiej Energii, pełnego istot działających na bazie boskiego zarządzenia. Moja Dusza nie uważa już, że świat jest zły, uczy się że świat jest taki jaki być powinien i że można naprawdę żyć serdecznie i pięknie. I ma podawane ku temu wysokie, duchowe argumenty, które ją przekonują. Ma argumenty na miłość.

Słyszałem ileś razy nieprawdziwe powiedzenie:
„Jest tak, ponieważ uważasz, że tak jest. I ci się to zamanifestowało”.

To nie tak. To nie „ja” uważam, tylko MOJA DUSZA uważa. Nie wiem, czy ci ludzie nie mają tej świadomości, żeby rozróżnić człowieka osobowość i Duszę?

Patrzę na siebie (na osobowość) i mówię: „JA tego nie miałem na myśli, ale się zdarzyło. Dlaczego ten gościu tak do mnie mówi, to nieprawda!” I patrzę na swoją Duszę – a ona jak najbardziej cała siedzi sobie na kupie takich właśnie przekonań i tylko rzuca argumentami (nie do końca prawdziwymi), że właśnie ma rację i tak to ma się zrealizować.

Wizja osobowości

Tu na Ziemi nie mamy do czynienia z miłym otoczeniem, ale z systemem ziemskim w którym ludzie są traktowani jak warchlaczki hodowane na rzeź.

suitboy

Gdy są trudne, ciężkie przeprawy w dzieciństwie, to i ciężko w ogóle je przeżyć, a potem branie odpowiedzialności za swoje życie śmierdzi jak słoik zepsutych konfitur. Coś o tym wiem.

ALE..

Nie mówię o wybaczaniu za wszelką cenę, tylko o zobaczeniu całego systemu interakcji między Duszami w sposób niefizyczny, z poziomu ponad osobowością.

Nie mówię o wybaczaniu za wszelką cenę, prezentuję wiele, wiele stron w których odsłaniam obciążenia ludzi i proponuję, aby być ich świadomym i nie nabierać się na nie.

Potrzebna jest akceptacja tego, co jest.

Czyli akceptacja czego?
Akceptacja tych przykrości, które nas dopadają.
Akceptacja  tych nieumiejętności, które mamy.
Akceptacja tych kłopotów, które przychodzą z zewnątrz.

Dla osobowości – jest to niemożliwe!!

Osobowość może jak najbardziej wierzgać, gdy mówi się o akceptacji tego, co jest.. Nie dziwię się, ego może rwać włosy z głowy, też prawda. Zaakceptować niemiłych sąsiadów?

Prędzej osobowość by użyła magii do ich wytłuczenia!

Moja smocza Dusza przez wcielenia taplała się w nieakceptacji i walczyła z zajadłością przeciwko wszelkiemu „złu”. Biedna, nie wiedziała, że i po ciemnej stronie też są istoty z Boskiej energii. Jest to tylko „strona przeciwna”, ale podstawy życia ma takie jak nasze. Bo nie ma na świecie nic, co by z Boga nie było, nie powstało.

Na poziomie osobowości, ograniczonego, nie-duchowego patrzenia nie widzę rozwiązania tej sytuacji. W żadnej szkole nie mówili o tym, żadni dorośli nie mówili o tym. Owszem, przebąkiwali o „dobroci”, o „miłości”, ale.. na bieżąco nie robili tego. Czasami byli pełni „dobrych chęci”, „ideałów”, ale jak co do czego przychodziło, to porażka na pełnej linii. Ani miłości, ani akceptacji. Obciążenia brały górę. I jak się na takich ludziach wzorować? jak inspirować się ich czynami?

Wizja duchowa

Wiele lat próbowałem to rozwiązać z poziomu osobowości i … zupełnie nic, porażka za porażką.

Natomiast postawy wyższe, duchowe niemal od razu się sprawdzają.

Tyle tylko, że potrzeba, tak jak w innych nurtach duchowości – przekroczyć „małe ja”. Wejść w akceptację, przywołać miłość.

Ale tego jeszcze mało! To mi mówili w kościele, na religii. Bądź dobry, kochaj. Kochaj nawet nieprzyjaciół!

I co? Zadziało się coś? Nie, NIC! Bo nie wiedziałem dlaczego mam to robić, na jakiej zasadzie.

Bo nie dawali poprawnego, duchowego argumentu.

Łazariew mówi tak:

Po ciemnej stronie też są istoty z Boskiej energii. Jest to tylko „strona przeciwna”, ale podstawy życia ma takie jak nasze. Bo nie ma na świecie nic, co by z Boga nie było, nie powstało.

Jeśli będę się sprzeciwiać istotom po stronie ciemnej, lub jasnej, stracę. Szybciej lub później. Wszechświat się za nimi ujmie. Bo większość z nich są to spłatorzy karmiczni, którzy „leczą czyjeś Dusze”, blokują je, aby bardziej nie szkodziły niż szkodzą bożym istotom.


Jak chodziłem do kościoła chciałem mieć model, „niech ktoś mi da przykład”.

churc
Setki, tysiące starszych miłych pań chodzących do kościoła wyklinało w pień niedociągnięcia, wszelakie przestępstwa, przestępców, życzyły im różnych złych rzeczy. I dodatkowo same czuły się ofiarami, i zachęcane były do rozpamiętywania postaw bycia ofiarą.

A ŻADEN ksiądz nie ośmielił się im sprzeciwić.

Jak się miałem tam nauczyć wybaczania?

Rozwijania serca, miłości? No chyba sobie żartowali. Ja się tam jeszcze bardziej zamknąłem..
Taki był kościół, jak go opuszczałem, takiego go zapamiętałem. (zmienił się?)

Nie ma niczego do potępienia

Dopiero wizja zjednoczonego świata boskiej kreacji dała mi wyjście POZA ocenianie, poza osądzanie.

Wizja, że nie ma tu niczego do potępiania.

Oczywiście nie od razu, a i teraz nie mam tego do końca przerobionego, ale jest mi o wiele łatwiej żyć. Odzyskuję moje serce i miłość w nim zaczyna ponownie działać.

Bo jak kiedyś się zamknąłem na stronę „zła”, to musiało się serce zamknąć na niemal wszystko. Ale teraz ta blokada się rozpuszcza, serce mięknie.

Wkleję tu cytat z Nisargadatty Maharaja, pana, który miał wizję jedności.

Dla osobowości takie jak te „nauki końcowe” są czasami nie do słuchania, są fikcją, smutnym żartem. Są śmianiem się w oczy, czy też mogą być odbierane jako wyśmiewanie postaw osobowości. Odbieranie celom życiowym sensu i blasku. Ale tak właśnie jest. Trzeba „przekroczyć” osobowość i jej postawy, aby mieć prawdziwe odczucie, że osobowość jest zawężoną wersją prawdziwego Ja..

Kłopot w takich naukach „ostatecznych”, że nie uczą one drogi dojścia do celu. Nisargadatta nie uczył JAK tam dojść, tylko prezentował końcowy efekt.

To tak, jakby mieć drabinę do nieba,

drabina

W „naukach końcowych” prezentowanych w wielu szkołach mamy pierwsze dwa szczeble i .. kilka ostatnich. a w środku .. dziura. Nie przejdzie się, chociaż widać, że tam gdzieś jest konkretny drugi koniec.

Dlatego tu, na witrynie jest tyle tekstów, bo stanowią one środkowe szczeble tej drabiny. Nauki o obciążeniach duchowych, nauki Hellingera, Łazariewa, terapie różnego typu, zwłaszcza duchowe, są takimi szczeblami.
Lepsze, gorsze, ale są.

„Wielki kosmiczny żart”

istota nauk

NISARGADATTY
MAHARAJA

Myślisz, że powinieneś stać się oświeconym. Daruj sobie, już nim jesteś

Myślisz, że musisz podążać jakąś ścieżką, żeby dotrzeć do celu… Nie męcz się, nie ma żadnych ścieżek.

Myślisz, że oświecenie jest celem. Odpuść sobie, nie ma żadnego celu.

Myślisz, że powinieneś zmienić siebie i świat, żeby uczynić go bardziej znośnym. Wyluzuj się, nie masz niczego do zrobienia.

Myślisz, że znajdziesz Boga w Indiach, czy Tybecie… Nie ma dokąd zmierzać. Świadomość jest wszędzie, i taka sama.

Myślisz, że twoja osobista historia ma jakieś znaczenie… Wszystkie są takie same, niezależnie od tego, jak przebiegały.

Myślisz, że twoja historia jest prawdziwa…W żadnej mierze, to tylko iluzja, to tylko sen.

Myślisz, że panujesz nad swoim życiem… Żart, jesteś tylko marionetką w rękach Źródła.

Myślisz, że masz wolną wolę i dokonujesz wyborów… Nic z tego, jest tylko przeznaczenie, stopniowo odsłaniające swoje oblicze.

Myślisz, że masz jakiś wrogów w świecie… Mylisz się, oni, jak i wszystko inne, to tylko Źródło.

Myślisz, że jest jakaś tajemna formuła pozwalająca znaleźć Boga…
Zrelaksuj się, nie musisz nikogo szukać, już jesteś u siebie.

Myślisz, że Bóg życzy sobie podniesienia poziomu świadomości na planecie ziemi; Dobre sobie, to tylko Źródło bawi się w granicach stworzonych przez siebie ograniczeń.

Myślisz, że Bóg uczynił ciebie odpowiedzialnym za twoje postępki… Nie zawracaj sobie tym głowy, nie ma czegoś takiego jak karma.

Zabawiasz się osądami, radujesz ocenami, lubujesz w porównaniach.

Zamęczasz preferencjami. Zatrzymaj się wreszcie, wszystko jest dokładnie takie, jakie być powinno.

Chcesz być kimś ważnym i szanowanym. Daj spokój, po prostu bądź.

Boisz się śmierci jako najbardziej tragicznego wydarzenia twego życia.

Odwagi, śmierć jest końcem ograniczeń.

Masz nadzieję na lepsze życie następnym razem… Jaźń nie inkarnuje.

Jest tylko Źródło, Ja Jestem.

Żałujesz przeszłości, zamartwiasz się teraźniejszością, lękasz się przyszłości… Przebudź się! Jesteś nieskończonym Źródłem, bawiącym się swoim snem.

Podniecają ciebie wszelkiej maści spiskowe teorie – nie ma żadnego spisku, to tylko źródło bawi się ze sobą.

Myślisz, że twoje życie ma jakiś cel… Nie ma indywidualnego Ja mającego cel. Jest tylko Źródło. Ono cię powołało i nigdy nie poznasz celu przez swój, siłą rzeczy, ograniczony umysł.

——————-

Można powiedzieć, że nie ze wszystkim się w tym tekście tak „formalnie” zgadzam, ale jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że tłumaczenie, słowa jakby były nieco inne, to by wszystko spasowało.

Tak czy inaczej, słowa bardzo dobre.

 

Reklamy

36 komentarzy (+add yours?)

  1. Tomek
    List 23, 2016 @ 22:21:05

    Choć jestem z Andrzejem i NISARGADATTĄ MAHARAJA
    to czasami mam cykora…. i tak to jest…
    🙂 🙂 🙂

  2. Manuela
    List 23, 2016 @ 23:18:58

    „Myślisz, że twoja historia jest prawdziwa…W żadnej mierze, to tylko iluzja, to tylko sen.

    Myślisz, że panujesz nad swoim życiem… Żart, jesteś tylko marionetką w rękach Źródła.

    Myślisz, że masz wolną wolę i dokonujesz wyborów… Nic z tego, jest tylko przeznaczenie, stopniowo odsłaniające swoje oblicze.”

    Jakbym „słyszała” Stwórcę w sobie, który „powiedział” mi to samo, trochę w inny sposób 😉

  3. Mi
    List 25, 2016 @ 20:42:28

    Nisargadatta wspominał jak dojść do tego stanu. A jest to tak proste, że nie atrakcyjne dla osobowości czy duszy szukającej innych wrażeń. Mówił aby uchwycić poczucie „jestem” i trwać w tym. Uważna uważność na poczuciu „ja” aż tylko ono pozostaje. Bycie w nagim „ja” – nudne bycie, aż to nagie „ja” okazuje się jednym wielkim niepodzielnym we wszystkim. Owa metoda to nie dekorowanie duszy lecz raczej rozbieranie się ze złudzeń oddzielności, aż po smakowanie tego samego soku krążącego w całym drzewie.

  4. Swiat Ducha
    List 25, 2016 @ 23:57:18

    Mi:
    Dzięki za komentarz!

    ta prosta metoda jest znana, jeszcze nawet jej prostsze wersje, z zen, gdzie nawet nie tłumaczą co i jak.
    Po prostu: „siad i wstydził się!”.
    O, przepraszam, „siad i oświeca się!”

    To ładnie skutkuje dla Dusz młodszych, czy niemowlęcych, które mają małe potrzeby zrozumienia, jak również dla ich osobowości, które mają równie małe potrzeby zrozumienia.

    Kłopot zaczyna się na poziomie, a właściwie OD poziomu 7 wieku Duszy. Już takie proste wytłumaczenia nie są przyjmowane, ponieważ człowiek wie, że jest „coś więcej”. I teraz jak z tym „walczyć”, czy przemagać potrzeby presją czy megatonami medytacji?
    Ja wybieram zrozumienie i rozpoznanie. Bo jest możliwe, a do tego zadowalające, bo jednak Wszechświat się „trzyma kupy”, chociaż oczywiście potrzeba zaakceptować „to i owo”, czego byśmy nie chcieli za żadne skarby zaakceptować.
    Ale się daje.

  5. Mi
    List 26, 2016 @ 08:31:13

    „Nauki ostateczne”, którymi zajmują się „młode dusze” ? Raczej młode dusze chcą rozumieć jakby z zewnątrz, poprzez nadawanie nazw, dzielenie, roztrząsanie, szeregowanie itp. Sądzę, że Nisargadatta jak i zen nie przyciągnie młodych dusz – bo to śmiertelnie nudne dla nich. Jeśli w/w ścieżki są „ostateczne” to tam początek spotyka się z końcem.

  6. Mi
    List 26, 2016 @ 09:10:15

    Andrzej, metaforycznie, a może i dosłownie to tak jakby oglądać film i chcieć zrozumiec o co w nim chodzi, a przy okazji gdy akcja wciągająca, tworzą się emocje i wkręcenie itd. i zapomina się, że to tylko film (komiczny albo brutalny). Nisarga proponował aby ujrzeć ekran na którym film jest wyświetlany, a tym samym „odczarować się” i wrócić do siebie – do niepodzielnego źródła, które emanuje siebie jakby na zewnątrz aby ujrzeć poprzez kontrast czym się nie jest i czym się jest. Postacie na filmie – my – mogą się buntować, że są tylko filmem, chcą poprzez rozumienie zachować coś z siebie w tych odgrywanyvh rolach. Szereg stop-klatek. Nawet oświecanie się jest tylko w filmie. Zrozumieć więc naprawdę (wg Nisargadatty) to ujrzeć film życia jako film i cofnąć się do źródła światła, do siebie, do ciemności.

    Manuela, reżyser do Ciebie mówi ? 🙂 Co tam u Niego słychać ? 🙂

  7. Niftu
    List 26, 2016 @ 10:53:21

    Świetny tekst. Wynika z niego, że żeby coś w ogóle zacząć zmieniać, trzeba najpierw nauczyć się odróżniać przejawy Duszy od przejawów osobowości. Bez tego rozróżnienia w Teraz, czyli bez praktyki pamiętania, człowiek zaraz zapomina i znów staje się dzieckiem we mgle. Pamięć, to istotne narzędzie pracy nad sobą.

  8. Swiat Ducha
    List 26, 2016 @ 12:42:56

    Mi
    Dzięki za przykład z filmem. Każde wsparcie na drodze duchowe, każdy przykład jest pożyteczny, jak dla mnie.
    Rozumiem go metaforycznie – że film jest to forma jaką przybrała energia narodzona z Boga i tutaj sobie tak hasa. ale nigdy nie straciła swoich pierwotnych cech (buddyści to nazywają zdaje się esencją).

    >zen nie przyciągnie młodych dusz
    a zobaczmy. Na dowolnie wybranym zdjęciu z retritu grupy zen z Kaliforni
    dla twojej informacji powahałem wiek dusz uczestników, pozowali oni mniej więcej w 3 rzędach, zbadałem ok połowy z nich, od środka w prawo, bo tak było łatwiej 🙂 Każda liczba pokazuje wiek duszy poszczególnej osoby. zaczynam od 3 rzędu, potem 2 i 1
    przecinki rozdzielają miejsce jednostki od ułamka, nie są separatorem liczb, czyli „,5” oznacza „i pół”

    8 3 7 3 6 8 6 4 2 6 11 3 2
    5,5 4,5 5 3 4 3 4 4 4,5 4,5 4,5 3,5 7
    4 10 7 6

    młode dusze to te, które nie doszły do wieku 5
    https://www.google.pl/search?q=zen+california&tbm=isch&
    wybrałem zdjęcie, grupy i szukaj wg zdjęcia, dużo zdjęć grup się pokazuje

    zen ciągnie też młode dusze

  9. Mi
    List 26, 2016 @ 13:13:59

    Ok. Jak wiadomo w obrębie zjawiska „zen” istnieją schody np. zen zamerykanizowany, japoński czy chiński, zen związany z buddyzmem czy odcinający się od niego itd. Chodziło mi o to, że sam ostateczny „cel” tych nauk nie jest atrakcyjny dla młodych dusz. Natomiast ta cała „zenkowa otoczka”, „opakowanie zen” może być jak najbardziej pociągająca. Jedni buddyści powiedzą o esencji, a inni jej zaprzeczą aby nie tworzyć kolejnego pojęcia. Mówiąc przewrotnie zen, którego można się chwycić nie jest zen ale też nie różni się od tego sosu.

  10. Mi
    List 26, 2016 @ 13:27:34

    Andrzej, a Nisargadatta jaki miał wiek duszy ?
    Oczywiście on by powiedział, że to zabawa w określanie wieku i że nie jest nawet duszą albo, że jest wszystkim i niczym. Powiedziałby że Jaźń nie ma lat, że tylko śnimy sen rozdzielenia. Rozumiem, że stany pośrednie można jakoś określać dla orientacji. A w niepośredniość jest raczej niemetodyczny przeskok w którym nie ma „jak?” ale jest próba opisu.

  11. Mi
    List 26, 2016 @ 14:30:44

    Może się wydawac, że duchowość to przykra negacja osobowości czy duszy – takie odcinanie się od tych przejawów Ducha. Duchowosć postrzegam jak przesunięcie percepcji z ograniczonego na bezgraniczne. Uświadomienie sobie tego co pierwotne i tego co wtórne. Jeśli to się udaje wtedy wtórność jest prześwietlana pierwotnością (Bóg, esencja czy inna nazwa). Oddolne sposoby są jak tuning w samochodzie podczas gdy chodzi o to aby pasażer zakumał po co wogóle ta jazda. Sensy, potrzeba sensu jest tworzona w sferach ściśnięcia.

  12. Swiat Ducha
    List 26, 2016 @ 22:29:35

    Mi;
    w moim mniemaniu, to jest jak z czymkolwiek, co potrzebuje być gotowe do działania.
    Zarówno osoba siedząca w fotelu jak i ta na skraju trampoliny przy basenie pełnym wody, nie skoczyły jeszcze do wody.
    Ale powiedzenie do obu – to samo – „podnieś się” tylko w przypadku siedzącego na trampolinie zaskutkuje wskoczeniem do wody.
    Gościu w fotelu nie miał postawy, w której naturalnie by był gotowy wpaść do wody.

    Jak nie jest coś gotowe, to potrzeba poczekać, nauczać, rozwijać, rozwijać gotowość.
    Aby można było z niej skorzystać i zrobić ten skok jakościowy.

    I teraz zeniści do wszystkich których spotykają mówią: „podnieś się!” I dziwią się, że tak wielu nic z tego ich powiedzenia nie korzysta wpadając do wody.. No jak mają skorzystać, jak siedzą sobie kilometr od basenu, w przytulnym salonie w fotelu.

    Ale zenista jest jak ktoś z zasłoniętymi oczami a z wyrytymi w pamięci formułkami. On nie patrzy na człowieka, a na ideę. I nie widzi, że basen jest daleko. Mówi: „o, potrzeba ci lepiej poćwiczyć podnoszenie się z miejsca”

    „Jedni buddyści powiedzą o esencji, a inni jej zaprzeczą aby nie tworzyć kolejnego pojęcia. Mówiąc przewrotnie zen, którego można się chwycić nie jest zen ale też nie różni się od tego sosu.”

    Ja to się dziwię tym zenistom, buddystom. Jeśli mówią o cennym ludzkim ciele jako pojeździe do oświecenia, to czemu wrzucaj umysł do kosza na śmieci? Owszem, ludzie myślą głupie myśli, dalekie od pożytku duchowego. Ale kto komu broni, aby myśleć myśli pożyteczne? Nie, oni chcą być ideologicznie czyści. Absolutyzują czystość ideową, więc ich życie kiepsko wygląda, rezultaty skromne, choć idea szczytna.

    Podobnie, z podobnym (niskim) stopniem wyczucia, mówi Nisargadatta do ludzi. Mówi im „podnieście się, a zobaczycie co się stanie”.
    No zwykle nic się nie stanie. Może jedynie ludzie ci zaczną się zastanawiać czy gościu nie złupiał, i uruchomią sobie mniejszą lub większą niechęć do nauk duchowych. NO BO Duchowy Mędrzec coś powiedział, i to.. nie zadziałało.
    A więc, duchowość nie działa. A więc, należy szukać sobie innych celów w życiu.

    A to, że Nisargadatta nie ma prawdziwych umiejętności zajęcia się ludźmi jako uczniami i wyjaśniania im kolejnych szczebli drabiny, to pokazuje, że ma drabinę do nieba z powyłamywanymi środkowymi szczeblami. Sam siedzi na szczycie, ludzie są u podstawy, ale oni tam do niego nie wejdą.

    I co warte jest jego nauczanie? Jest jedynie informatywne. Że „coś takiego jest”.
    Wniosek? NM naucza pierwszego stopnia muzykalności a jest posądzany o słuch absolutny i o to, że może go nauczyć ludzi, którzy do niego przyjdą.

  13. Mi
    List 26, 2016 @ 22:57:30

    Niby nic bez przyczyny się nie dzieje, więc i zenki zenkują, a inni buddują itd. Z każdego „pięterka” inny widok i inne wnioski. Tu noga słonia, a tam trąba czy ogonek. Umysł jako narzędzie ma zastosowanie do określonych celów i jest spoko, w innych może przeszkadzać. Kwestia wyważenia i odpowiedniego rozłożenia akcentów. Nie jestem zenek ani buddziak – ani autorytet 🙂
    Tak, racja, wszystko można przeidealizować i oberwać gdy idea spadnie na głowę 🙂

  14. Manuela
    List 27, 2016 @ 00:50:29

    Mi
    „Nisarga proponował aby ujrzeć ekran na którym film jest wyświetlany, a tym samym „odczarować się” i wrócić do siebie – do niepodzielnego źródła, które emanuje siebie jakby na zewnątrz aby ujrzeć poprzez kontrast czym się nie jest i czym się jest. Postacie na filmie – my – mogą się buntować, że są tylko filmem, chcą poprzez rozumienie zachować coś z siebie w tych odgrywanyvh rolach. Szereg stop-klatek. Nawet oświecanie się jest tylko w filmie. Zrozumieć więc naprawdę (wg Nisargadatty) to Nisarga proponował aby ujrzeć ekran na którym film jest wyświetlany, a tym samym „odczarować się” i wrócić do siebie – do niepodzielnego źródła, które emanuje siebie jakby na zewnątrz aby ujrzeć poprzez kontrast czym się nie jest i czym się jest. Postacie na filmie – my – mogą się buntować, że są tylko filmem, chcą poprzez rozumienie zachować coś z siebie w tych odgrywanyvh rolach. Szereg stop-klatek. Nawet oświecanie się jest tylko w filmie. Zrozumieć więc naprawdę (wg Nisargadatty) to ujrzeć film życia jako film i cofnąć się do źródła światła, do siebie, do ciemności.

    Dokładnie tak! Ten film wyświetla się jakby w duszy (przynajmniej tak jest u mnie), moje oczy fizyczne go nie widzą, są „ślepe”. Podam ćwiczonko, które pomoże zobaczyć ten film. Idąc np. chodnikiem, wyłącz myślenie (chociażby na 10 sek. im dłużej tym lepiej), musi być stan czystego umysłu. Czego wtedy doświadczysz? Odczujesz, że jesteś BEZRUCHEM (wewnątrz siebie), że, obraz przed Tobą się przybliża do Ciebie, że ciało się rusza, ale Ty PRAWDZIWY jako Bezruch
    (Świadomość, Obserwator) ciągle jesteś w tym samym miejscu i się nie ruszasz, ale jesteś świadomy wszystkiego, co się dzieje (to jest ten film).
    Dodam, że ten Bezruch to Stwórca (Ty Prawdziwy), ale nie poznasz Jego „tożsamości” ot tak, musisz „kopać” głębiej. 😉
    Przeważnie to ćwiczenie udaje się wykonać za pierwszym razem i to osobom niepraktykującym (z mojego otoczenia 😉 ). Może się zdarzyć, że za pierwszym razem nie wyjdzie, wtedy warto ponowić próbę lub próby. To ćwiczenie jest bezpieczne, nic się nie stanie, ponieważ „włączona” jest wtedy świadomość (wiesz co się dzieje).
    Dlaczego Nisarga (nie znam jego nauk, poza tym co przedstawił Andrzej) wspomina:
    ” (…) ujrzeć film życia jako film i cofnąć się do źródła światła, do siebie, do ciemności.”?
    Bezruch (Źródło Światła, My Prawdziwi) jesteśmy w ciemności w dosłownym tego słowa znaczeniu. Mam na myśli.. – gdy film całkowicie zniknie. Wtedy jest tylko Źródło Istnienia (Stwórca, Bezruch, Świadomość), które dla siebie jest niewidzialne i widzialne (jako Jasnozłote Światło), które znajduje się w ciemnej próżni. Tak w skrócie wygląda Poznanie siebie jako Stwórcy (mowa o tej głębi Bezruchu).
    (Pisze w oparciu o swoje doświadczenia).

  15. Mi
    List 27, 2016 @ 12:12:46

    Tak, stajesz się tłem zdarzeń.

  16. Marc
    List 27, 2016 @ 12:37:22

    Do Andrzeja: A ja myślałem, że w ZEN chodzi o to, że medytacja, obecność, skupienie na jednym czy na niczym to jakby metoda i cel w jednym, że przez takie skupienie uwagi pojawia się zdystansowanie do umysłu i jego stopniowa przemiana przez świadomość (podobnie jak w afirmacjach) aż w końcu rzeczywiście pozostaje tylko obecność. Tak się zastanawiam nad poziomem rozumienia różnych nauk. Np. Łazariew powiedział, że kiedy Jezus mówił o nadstawianiu drugiego policzka to mówił o duszy w sensie (jak to zrozumiałem), że jak ktoś ma taki wzorzec w duszy to w końcu oberwie po drugim policzku. Z kolei nie wiem czy to Ty Andrzeju nie pisałeś o Buddzie, który mówił, że jak ktoś ma coś w sobie niekorzystnego to może to wyciągnąć, jak strzałę z ciała. No i na poziomie osobowości trudno to zrozumieć, ale na poziomie duszy już można. Pozdrowienia.

  17. Mi
    List 27, 2016 @ 13:29:07

  18. Mi
    List 27, 2016 @ 13:36:38

    Pewien zenek mawiał: ” Kiedy rozumiemy rzeczy, postrzegamy wszechświat w jednym rzucie oka, a granica pomiędzy nami i wszechświatem znika…Postrzegamy jako szczęście to, co prowadzi do nieszczęścia, a płaczemy z powodu nieszczęścia, które tak naprawdę nim nie jest…Każdy różni się w swoim karmicznym postrzeganiu. Szczęście i nieszczęście, radość i smutek to nic więcej niż karmiczne postrzeganie i jest ono różne u różnych osób….Wędrujemy w kole narodzin i śmierci jedynie dlatego, że nie postrzegamy halucynacji jako halucynacji….Dobra i zła karma z przeszłości pojawia się w tej chwili jako karmiczne postrzeganie. „

  19. Mi
    List 27, 2016 @ 13:44:36

    Andrzej, Nisarga przekazywał, że tak naprawdę nie ma żadnych szczebli ani drabiny, a tłumy przychodziły do niego same bez zaproszenia. Tam nie chodziło o ckliwe głaskanie poszukiwaczy lecz szły kubły zimnej wody. To nie była zabawa w duchowość z punktu widzenia duszyczek. Kto był gotów to korzystał, a kto nie wracał w swój sen.

  20. Mi
    List 27, 2016 @ 14:09:31

    Odnośnie idealizowania…. a co jeśli idealizowana jest metoda poznawcza jaką jest wahadełkowanie albo określanie wieku dusz ? Szanowny Łazariew z cennymi swoimi wglądami raczej wspomaga ten karmiczny obieg świadomości, a stawiając duszę w centrum właśnie ją idealizuje… idealizuje obieg karmiczny z zaplątaną w niego duszą, a Boga przedstawia jako miłującego nadzorcę tego dramatu. To zamykanie Boga w ograniczonym pojęciu snu rozdzielenia gdzie jest szukający i poszukiwanie. Zen mawia zatrzymaj się i zobacz, że to szukanie stwarza poszukującego. Jeśli jak sam piszesz, że zen to „nauki ostateczne”, to czemu metoda przeszkadza ? Albo mamy stany pośrednie i metody pośrednie do pośrednich celów, albo ostateczne. Próba łączenia ich rozwadnia jedno i drugie i stąd nieporozumienia.

  21. Mi
    List 27, 2016 @ 14:21:21

    Andrzej, Nisarga dzielił się z innymi w jaki sposób jemu samemu udało się ujrzeć niepodzielność. Mówił w jaki sposób i mówił co robić. Ale to tak proste, że nie atrakcyjne dla wielu dusz czy umysłów, które funkcjonują dzięki złożoności i chcą tą złożoność podtrzymywać. Nikt przecież nie każe ani nie zmusza aby wracać. Jedni wolą to, a inni co innego.

  22. Marc
    List 27, 2016 @ 16:02:10

    Mi dzięki za historię o strzale.

  23. Mi
    List 27, 2016 @ 17:11:47

    Marc, jest też inna alegoryczna historyjka w której łucznik aby trafić w oddalony cel tak naprawdę mierzy w samego siebie. A gdy trafia centralnie w siebie trafia we wszystko. Czyli można w nieskończoność obierać różne cele (analizować skład trucizny na zatrutej strzale odmawiając jej wyjęcia póki nie pozna się z czego ta trucizna jest zrobiona) albo obrać jeden cel – wyciągnąć strzałę – czasem razem z flakami. Boli.

  24. Marc
    List 27, 2016 @ 17:30:57

    No jak dobrze siebie trafił to cel też zniknął – dla niego 🙂

  25. Mi
    List 27, 2016 @ 17:44:28

    Andrzej napisałeś kiedyś „Ale gdy tylko uruchomimy świadomość, to się rozpoczyna proces samo-rozpuszczania się karmy. Byle tylko to sobie zacząć uświadamiać.”
    No właśnie. Aby to się jednak zadziało przydatna jest właściwa informacja. Napisałeś na temat nauczania Nisargadatty tak: „co warte jest jego nauczanie? Jest jedynie informatywne.” Problem nie jest z informacją ale z przyjęciem jej do środka (nie do głowy) aby zadziałała.

  26. Mi
    List 27, 2016 @ 17:46:48

    Marc, tak, no chyba że siła starych nawyków wytworzy inne cele.

  27. Swiat Ducha
    List 27, 2016 @ 18:02:41

    Wiecie co, bardzo fajna opowieść o strzale.

    To całe rozważanie o tym, kto strzelał, to jest rozważanie Duszy o karmie.

    Jeśli ktoś chce iść bezpośrednio ku oświeceniu oczywiście nie ma co się skupiać na karmie.

    Jeśli ktoś chce poprawić sobie życie, to można się skupiać na karmie i jej poprawie.

    Czyż nie?

    Jedyne co, to warto chyba wiedzieć:
    a) czego się chce
    b) w jakim punkcie się jest i czy podejmuje się adekwatne działania.
    … a reszta sama przyjdzie.

  28. Mi
    List 27, 2016 @ 18:11:02

    Jasne że tak. Mawiają że jest nurt zstępujący i wstępujący. Ani lepszy ani gorszy. Tak poprostu jest. Spotykamy się, dzielimy sobą i mkniemy dalej.

  29. Marc
    List 27, 2016 @ 22:56:38

    A ja tak myślałem, że poprawa poprawa karmy i życia to może być też etap do oświecenia.

  30. Swiat Ducha
    List 28, 2016 @ 10:17:07

    Marc,
    wydaje się, że poprawa karmy i życia nie jest konieczna do oświecenia.
    Jednak Leszek Żądło mówi, że dobrze jest, aby jogin nie miał kłopotów życiowych, aby mógł się skupić na pracy nad soba – to logiczne, po co ma się brać za bary z przeciwnościami jakby mógł ten czas przeznaczyć na rozwój duchowy.

  31. Marc
    List 28, 2016 @ 11:51:45

    No to brzmi dla mnie też logicznie. Ale jak rozumiem, oświecenie pozwala też rozwiązać wszelkie problemy życiowe…

  32. MI
    List 28, 2016 @ 13:01:10

    Oświecenie raczej pozwala inaczej spojrzeć na problem życia jako takiego. Czasem zmiana podejścia wynikająca z wglądu sprawia, że wielkie problemy już nie wyglądają na takie, a to już wiele zmienia. Oświecenie to nie magiczna różdżka, która rozwiązuje problemy jakie są w życiu. Zapewne pomaga w tym aby nie wikłać się jak dotychczas oraz znosić wybryki nakręconej wcześniej maszynerii bo zawsze coś tam może wyskoczyć z podświadomości, jakaś bombka karmiczna, coś się musi dopełnić, rozpędzony pociąg nadal się toczy ale siłą bezwładu. Oświecenie to jedno, a wyzwolenie to co innego. Dwie oświecone osoby mogą mieć całkiem różne życia, jedna będzie zdrowiutka ze stabilną egzystencją, a druga może nadal zachorować i mieć pod górkę. Różnica ta zależy od tego jakie kto miał w sobie ziarenka karmiczne. Komuś zostało więcej, a komuś mniej. Jedni próbują łagodzić manifestację negatywów, a inni nie tykają tego lecz tylko obserwują.

  33. Manuela
    List 28, 2016 @ 22:45:02

    Też tak uważam, Mi. Dodałbym jeszcze, że oświecenie (tak wnioskuje z relacji osób oświeconych), poprzez totalną akceptacje życia takiego jakie ono jest, daje możliwość doświadczania wspaniałych zdarzeń, o których oni sami nawet nie śmieliby marzyć.

  34. Mi
    List 28, 2016 @ 23:52:07

    Zdarzenia i zdarzonka… wspaniałe są te zdarzenia gdy dwa istnienia rozpoznają jeden wspólny przepływ w nich. Takie intymne chwile, całkiem zwykłe ale jakże niezwykłe.

  35. Conchita
    List 29, 2016 @ 10:48:26

    Świat jest pełen takich niezwykłych chwil, jeśli się pozostaje na nie otwartym. Kiedyś koleżanka napisała sztukę pod bardzo fajnym tytułem „To, co przesuwa się po niebie podszywając się w naszym umyśle pod nazwę chmury” 🙂 Niebo w tym przypadku będzie tożsame jednocześnie z umysłem i z niebem, bez rozdzielenia czyli w stylu zen 🙂 .

  36. Niftu
    List 29, 2016 @ 20:12:40

    Manuela, przez pewien okres w życiu byłem blisko tego Bezruchu, o którym wspominasz we wcześniejszym wpisie. To do mnie czasami wraca i nie wiem jak, ale udaje mi się na moment przestać myśleć i tylko obserwować. Ale mnie do tego „zmusza” momentami życie. Widzę jednak jaki hałas mam w głowie od tych zabieganych myśli i ciągłego myślenia o jutrze, i teraz coraz bardziej pragnę zatrzymać się na chwilę zapomnieć siebie. Czy jednak oprócz takiego „zapomnienia” robisz coś jeszcze, żeby znaleźć się w opisywanym przez siebie stanie? Ja dotarłem w życiu do różnych stanów – specjalnie lub pod wpływem silnych przeżyć (przeżyć, nie narkotyków) – i wiem, że poza tą codzienną percepcją są takie, o których ludzie nawet nie śnili, i o których nie wiedzą zupełnie nic. Znają je natomiast tylko jednostki, które zapytane nawet nie będą w stanie opisać tego, co przeżyły. Za każdym jednak razem ma to związek z wyjściem poza codzienny umysł, automat myślowy, aparat formatywny. Stanowi on tylko skromną część naszego mózgu, którą staramy się rozwiązywać nasze problemy, nie wiedząc, że to właśnie on jest ich przyczyną.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: