Pokora osobowości i Duszy

Ogólnie biorąc pokorą możnaby nazwać godzenie się na to, co się nam w życiu wydarza. Możemy to zmieniać, ale podstawą jest godzenie się.

I tak „na głowę” to jest to łatwe do zrobienia. I moglibyśmy żyć szczęśliwie, gdyby nie.. nasza Dusza i nasza osobowość.

My, jako Świadome Ja możemy rozumieć, że akceptacja daje ulgę, przynosi łatwość, rozwiązania, daje dobre relacje. Ale nasze Dusze już tego nie rozumieją. Są takie jakie były przez lata, ba, przez ileś wcieleń, bo są przywiązane do swoich postaw i zupełnie nie widzą dlaczego by miały je zmieniać. Bo Dusze są same z siebie nierefleksyjne.

I my, w intelekcie, umyśle, dobrze możemy rozumieć, dlaczego należy jechać spokojnie i powoli samochodem po mokrej drodze na której leżą spadłe z drzew liście. Ale Dusza może uznawać, że jej nerwowość, nagłość, czy nawet tłumiony gniew wymaga szarpnięć manetką zmiany biegów, nagłego przyśpieszania, czy też hamowania przed czyimś bagażnikiem.
Jak widzimy, że tak się zachowuje, to opisujemy, że jest mało pokorna wobec warunków drogowych.

Kto ma rację? Dusza ma swoje racje, przeżyciowe, emocjonalne. I, popularnie mówiąc – „mamy jazdę”. Dusza przejmuje rządy nad naszym życiem, i .. nie wiadomo czemu, ale nie układa się nam, nie wychodzą związki, na które liczyliśmy, pieniądze, z trudem zarobione gdzieś nagle uciekają.

Dusza, jak to często bywa, nie liczy się z nami – z osobą, która żyje tu i teraz. Ja to nazywam „terrorem Duszy”. Dusza uważa, że to ona „ma nas”, a nie my ją. Zwykle mówi się, że „człowiek ma duszę”. Ale z punktu widzenia duchowego, wielowcieleniowego, to Dusza ma kolejne wcielenie, czyli nas.

Dusze ciągle są, tkwią przy swoich utartych schematach.
I nie zamierzają ich z własnej woli zmieniać, przechodzić na inne tory.

Bo po co?

Przecież mają dobrą postawę, to nie ma co się ruszać. Dusze same z siebie pokory nie znają. A pokorą byłoby dopasowanie się tak do warunków życiowych, żeby człowiekowi i jego otoczeniu żyło się przyjemnie i korzystnie.

Dusze idą przez życie „na skos”, nie szlakami, nie drogą, gdzie czekałyby na nią pożyteczne przeżycia.

I dopiero w czasie pracy z Duszą – może to się zmienić. W czasie pracy  na warsztatach ustawieniowych: jakby nie ustawić pola Dusz to czy mielibyśmy coś, czy bez pracy w polu by się samo coś zmieniło?

Wątpliwe, bo Dusze są nierefleksyjne, potrafią dziesiątki lat iść tą samą ścieżką, jeśli Świadomość nie zaingeruje.

Pytanie:  „Czasami sie zastanawiam na ile dusza współpracuje z Bogiem. W zakresie tego co nam sie przydarza w kontekście co nam przeznaczone? Czy przeznaczenie to to samo co nasza przyszłość czy Bóg nam daje przyszłość czy to dusza wybiera przyszłość?”

Bóg daje wolną wolę, … a… Dusze sobie z wolnej woli robią:

popijawy w młodości,

ogromne ilości pracy w szkole i pracy,

przekonanie o bezwzględnej konieczności słuchania dorosłych,

zakochanie bez rozumu i bez dobrego końca,

ślęczenie nad małżonkiem i tłuczenie mu w głowę, co zrobił źle,

rozwód,

dziecko u panny,

brak pieniędzy,

ładny samochód,

piękny dom bez domowników,

choroby,

dobrego lekarza który bierze kupę kasy itp.

Jednym słowem – świr. Ale niektórzy to lubią, przyklaskują Duszy. Jak Dusza lubi emocjonalność, pomieszanie, nie lubi dociekać i rozumować, tak i osoba, która jest poddana swojej Duszy tak samo będzie emocjonalna, pomieszana. Nie będzie lubieć dociekać zasad, a rozumowanie woli zastąpić np. papieroskiem lub piwkiem, grą komputerową.

Dusza ma oczy skierowane „ku dołowi”, ku ziemi. A nawet jak w sesji pokazuję Duszom Boga i WJ, to „ona ma swoje przekonania” i np. wierzy, że jakieś bóstwo jej więcej obiecało i to raczej się będzie tego bóstwa słuchać. I gadaj tu z taką 🙂

I powstaje dziwna sytuacja. To my, czyli osobowość, Świadome Ja (świadomość), dziwnym trafem, ma znosić te „jazdy” własnej Duszy. Razem z jazdami Dusz innych ludzi.

Inni ludzie (ich Dusze) wywierają na nas presje, stają się, często nieświadomie, naszymi spłatorami karmicznymi, pakując nas w systuacje, w których byśmy nie chcieli być.

Tak więc czasami trudno jest zapanować nad własnymi odruchami, napięciami, podświadomością. Można powiedzieć: staramy się zapanować nad własną karmą, postawami Duszy, ale jest to czasami trudne. W przypadku starszych, czy starych Dusz (w wieku powyżej 8) bywa to niemożliwe, tak silna czy wręcz potężna jest Dusza. Tyle zgromadziła osobistego potencjału energii poprzez wcielenia.

Co w takim razie robić?

Dusza potrzebuje ujścia energii emocji. Chodzenie na siłownię, babskie gadanie przez telefon, zjazdy rowerem czy kłótnia w rodzinie to wszystko są sposoby, aby wyrażać emocje, energie dotychczasowymi sposobami.

Co ciekawe, nawet jeśli ładnie biegamy brzegiem morza, na wakacjach, co dzień wstając o godzinie 5, to możemy zupełnie nie zmieniać postaw naszej Duszy. Możemy ani na krok nie stać się pokorniejsi.

Gdy chcemy coś zrobić z naszym życiem, i dokopać się do lepszej jego wersji, warto popracować z pokorą – własną, i własnej Duszy.

Brak pokory wywołuje u Wszechświata reakcje weryfikacyjne: pojawiają się albo inni ludzie, którzy nie wiedzieć czemu są bardzo silni. Albo bardzo mocno umocowani w systemie i czegoś od nas chcą.
A my tego z kolei nie chcemy, pojawia się konflikt. I często trudno żyć.

Tyle, że tej presji, wstawiającej nas w konkretne sytuacje sprzeciwić się nie jesteśmy w stanie. Jesteśmy za słabi, za ciency na to. Tak realizuje się karma. Ja mówię, że karma to są postawy Duszy, do których ona się przekonała, i uważa, że są w porządku. I nam te postawy w życiu robią kłopoty, tego akurat Dusza nie ma na uwadze. Jej jest wszystko jedno, że nie mamy fajnego związku, czy że praca nam odchodzi i nie można znaleźć dla siebie dobrej pracy. Dla Duszy właśnie taka sytuacja (z jej znanych powodów) wydaje sie właśnie odpowiednia.

W osobowości, która buduje się na początku wcielenia te niepokorne postawy znajdują odzwierciedlenie, czasami wręcz się kopiują z Duszy do Osobowosci. Dajmy na to poczucie wyższości. Albo przekonanie o konierczności wzięcia sobie pomocnika ze strony ciemnej (symbiont), albo ze strony białego (wejście). To pięknie skutkuje wzmocnieniem osobistej mocy, ale w długim okresie odbija się mocno negatywnie na losie człowieka. Bo jest wynoszeniem się ponad innych. A taką postawę Wszechświat blokuje (jak to opisuje Łazariew).

Szczęściem, mamy do dyspozycji siebie, czyli Świadome Ja, osobowość, umysł. Nabywanie wiedzy, myślenie, praca nad sobą, uczestnictwo w odpowiednich warsztatach – to wszystko może dać po pierwsze uświadomienie, po drugie odpowiednie działania, które mogą dać rozwój pokory. Życie jest „do uratowania”, nie ma co do tego wątpliwości.

Dusza jest jak duże dziecko. Ona bardzo chciałaby aby się ktoś nią zajął, zaopiekował. Dlatego, gdy osobowość i świadomość się za to biorą, Dusza jest w stanie za nimi pójść. Oczywiście, są blokady, są np. ślubowania temu czy tamtemu, że Dusza ma się tak czy tak zachowywać. Dusze też mają swoje mocne postawy pochodzące z rozpoznania otoczenia.  Wiele razy wręcz słyszałem od Dusz, że „z durniem nie będą gadały” – mowa była o osobowości tego człowieka.

Dusza w końcowym rozrachunku i tak skłonna jest nabrać rozeznania kto ją jak w konia robi i pójść za Świadomym Ja, które je poprowadzi. Jednak proszę pamiętać, to nie jest bułka z masłem.

Wahadła blokują szkodliwe zachowania

Blokowanie wynoszenia się ponad innych, czyli brak pokory opisuje Wadim Zeland w Transerfingu. Siły, które tego dokonują nazywane są „wahadłami„. Nie jest to jakby nic niezwykłego, jako wahadło mogą działać albo jacyś ludzie, organizacje, systemy administracyjne itp. Prostym przykładem wahadła jest policja: jeśli kierowca przekracza w terenie zabudowanym prędkość o dajmy nato 30 km/h, to policja go zatrzymuje i daje mandat. Weryfikuje jego działania. Blokuje go, aby nie szkodził innym ludziom przez swój brak pokory wobec nich. Bo przecież mógłby im zrobić krzywdę.

W charakterze wahadła występują czasami tzw. spłatorzy karmiczni – „wynajmowani” przez Wszechświat aby pokazać nam naszą niepokorność i błędy. Onie nie są nasyłani na nas na złość. To nasza własna Dusza potrafi być taka niepokorna, że Wszechświat mówi: „trzeba ją trochę nauczyć pokory”. Dlatego warto samemu popatrzeć się na Duszę i się nią zająć, zanim przyjdzie walec z zewnątrz i będzie chciał wyrównywać.

Nieprzypadkowo w Polsce wiele osób narzeka na trudności w robieniu własnego biznesu. A jednocześnie mówi się o Polsce jako o kraju osób wybitnie indywidualistycznie nastawionych, wręcz hardych. Zarówno na Zachód jak i na Wschód od nas zachowania grupowe, społeczne cieszą się o wiele większym mirem. A w Polsce – jak kto chce. Wszechświat to dobrze „widzi”, dobrze są widoczne energetycznie wzniesienia ego ponad stan u ludzi. I przychodzi wyrównanie, wahadło.

Inaczej też możemy przez lata (albo i szybciej) dorobić się w swoim ciele miejsc chorobowych, czy energii chorobowych, które wzięły się z naszej niepokorności, inaczej mówiąc z dysharmonii ze światem, z ludźmi, z nierespektowania praw nimi rządzących. Choroby to mam mają pokazać. I lepiej żebyśmy te wskazania zauważyli i odcyfrowali co ciało nam chce powiedzieć, bo lepiej być zdrowym niż chorym (tego można szukać w nauce psychosomatyki, Medycyny Germańskiej, Total Healing itp).

Praca z pokorą

Jeśli dopuszczam do siebie, że mogę się mylić, że mogę popełniać błędy, że chciałbym lepiej funkcjonować a nie wiem jeszcze jak to robić – jestem pokorny. Jako osobowość biorę to pod uwagę, a jeśli przychodzi o tym sygnał z zewnątrz, zastanawiam się nad tym.

W niektórych kulturach pokora jest wpisana w życie. Tu przykład kłaniającego się pasażerom pracowanika metra w Japonii

Gdy pracuję z moją Duszą, gdy pokazuję jej jak żyć, żeby akceptować ludzi, żeby przyjemniej się żyło – wtedy prowadzę własną Duszę ku większej jej pokorze.

Nie będę tu już dalej rozdzielał tych dwóch obszarów, właściwie każdy ze sposobów, postaw może być prezentowany zarówno przez Duszę jak i osobowość. I niemal każda z postaw może być zastosowana przez zarówno osobowość jak i Duszę.

Różne sposoby na bycie niepokornym/ą

Generalnie dobrze jest wiedzieć, co konkretnie przyczynia się do braku pokory. Bo możemy tego nie wiedzieć, nie być świadomi. Może nikt nas tego nie uczył.

Obraza jest jednym ze sposobów na nie bycie pokornym.
Obraza jest reakcją na coś, co nam się nie podoba. Ale jest to sposób szczególny.

Na początku zwykle jest tylko gniew. Gniew jest zwykle wywołany tym, że źle się z czymś czujemy. Albo że z powodu własnego odczucia, albo z powodu czegoś z zewnątrz, co skutkuje brakiem komfortu w nas.
Może być to w takim prostym odczuciu jak najbardziej prawidłowe. Ktoś np. zachował się wobec nas nie fair. Zrobił coś, co ewidentnie nas zabolało. Pokrzywdził nas.

Kto tam się zastanawia nad głębią czyichś czynów? Rzadko kto.

Zwykle, jeśli ludzie się nie gniewają na innych, to z takiej wrodzonej dobroduszności. Łazarierw do niej bardzo nawołuje, mówiąc, że jest to stan, który może dać mocne złagodzenie karmy, opresji życiowych, złagodzenie ciężkiego losu. Przyznanie się, że nasza Dusza w jakiś sposób „zasłużyła sobie” i że powinniśmy przyznać, że może nie wiemy dlaczego, ale Wszechświat ma rację. A dochodzenie i oczyszczanie karmy Duszy, to dalsza droga.

Zależy to od wieku Duszy. Przy Duszach młodych, dziecięcych Duszach, postawa dobroduszna, akceptująca się łatwo wydarza.

Te Dusze nie mają jeszcze aż takich obciążeń, aż tak nie są przekonane o jakimś „złu”, które je może spotykać.

Od ok wieku 5 (najpowszechniejszy w Polsce) Dusze już nie dowierzają, nie są aż tak przyjazne, nie chcą być dobroduszne, bo mają złe doświadczenia za soba. Już oceniają krytycznie środowisko, osoby wokoło. Nie ma co więc w Polsce liczyć, że idąc ulicą zobaczymy uśmiechających się ludzi. Dusze wcieliły się w kraju, który przez stulecia był areną wojen, i nic dziwnego, że te ciężkie, trudne losy przyciągnęły akurat te Dusze.

Gdy nasza Dusza jest starsza, stara, to zwykle nie ma co mówić o „wrodzonej dobroduszności”. Niekiedy już jest dobroduszność z powodu zaawansowanej refleksji nad życiem, czy też z powodu tego, że Dusza zaczyna „matkować” innym. Ale nie dzieje się to automatycznie. Często po prostu stare Dusze mają wiele więcej karmy i.. na tym opierają swoje postrzeganie i ciężki los osobisty.

Sam gniew, takie wewnętrzne wzburzenie samo z siebie na własne odczcucia nie jest jeszcze groźne. Ot, wkurza mnie ta sytuacja.

Kolejnym stadium jest oskarżanie. Jest to powiedzenie „nie lubię cię”, czy też „jesteś taka a taka”. To już jest trochę gorsze, bo mogą się uruchamiać siły wyrównujące. Pamiętam, dokąd nie zacząłem szukać i znajdować przyczyn mojego złego samopoczucia, a tylko przeżywać samo złe samopoczucie, do wtedy jeszcze nie miałem kłopotów z zębami. Odkąd wziąłem „na celownik” jakieś osoby i wobec nich zacząłem wyrażać oskarżenia, bardzo szybko miałem kłopoty z próchnicą zębów.

Obraza jest kolejnym stopniem, ponad oskarżanie.
Obraza to nie tylko negatywna ocena kogoś i jego czynu.

Obrażenie się w sobie nosi też pewną zadziorność, haczyk.

Jak w gniew można wejść i podobnie łatwo z niego wyjść, to w obrazie jest cząstka, która mówi: „jesteś mi coś winny/ winna”. „Zrobiłeś/ zrobiłaś coś złego, i jeszcze będziesz musieć za to zapłacić. To teraz moje uniesienie nie jeste wystarczającą reakcją na twoje złe postępowanie, odpłacisz mi za to jeszcze.”
Obrażanie się jest więc nie tylko negatywną oceną, jest też „zahaczeniem”, złapaniem kogoś na haczyk.

To dlatego wobec dobrych, serdecznych ludzi naprawdę nie warto się obrażać. Czemu? Bo ów hak, który się ma wczepić w tamtą Duszę nie ma zaczepienia, zsuwa się po aurze (dobrzy ludzie mają gładkie, ładne aury) i jak bumerang powraca do osoby obrażającej się. Atak dosięgnął atakującego, jego własny atak.

A w „normalnym” przypadku, gdy mamy do czynienia z niedoskonałymi osobami? Obrażanie się mówi Duszy: „nie zostawię cię w spokoju, chcę coś od ciebie, jesteś mi coś dłużna”.

Jeśli ta Dusza jest przekonana o swojej winie (dowolnej winie), to będzie skłonna przyjąć takie roszczenie z zewnątrz. I przyjmie zahaczenie haczyka i zadzieżgnięcie karmy – mniejszej lub większej.

Jeśli zaś będzie przekonana o swojej postawie ofiarniczej, to niekoniecznie zniesie dalsze obciążanie jej. „Czego ty chcesz ode mnie, ja tu tyle cierpię, a ty jeszcze mi chcesz coś nawalić na głowę?!” Kłótnia gotowa. Roszczenia z obu stron powodują kłótnie, spory. Równa się to bolesności, cierpieniu, ciału bolesnemu uruchomionemu u obu stron.


I obie strony są poturbowane, a także i powiązane nićmi energii ze sobą. Te nici trzeba będzie kiedyś poczyścić, aby dojść do swobodnego życia.

Czyli wniosek:

Nie warto się obrażać (nawet jeśli mamy argumenty).

Nie warto kogoś oskarżać, (nawet jeśli mamy argumenty), bo jeśli nawet zewnętrznie widzimy jakieś zależności, to zwykle nie dostrzegamy postaw własnej Duszy, które mogą być inne, niż się spodziewamy. Nie warto uruchamiać takich postaw Duszy poprzez akceptację takiego własnego oskarżania. Dusza oczywiście nas może mocno przekonywać, że taka a taka osoba jest właśnie bardzo niepoprawna, że źle się zachowała. Ale tak naprawdę, to chce kontynuować swoją postawę, daleką od serdeczności. Opartą na karmie, czyli na kłopotliwych postawch powziętych w przeszłości. Warto je zmienić.

Czy warto się zaś wzburzać, gniewać? Warto nie tłumić w sobie gniewu, wsciekłości. Może to dać zaburzenia w przepływie energii. Jednak potrzeba dać bardzo proste wyrażenie temu gniewowi: „nie oskarżam nikogo, nikomu nie mam za złe, ja po prostu bardzo, bardzo źle się czuję w tej sytuacji, tak źle, że to mnie gniewa, wścieka”. Tupanie nogami, podniesiony głos, wulgaryzmy to typowe objawy takiego stanu gniewu, a nadal mogą być one bezpieczne dla losu człowieka, bo nie osądza on otoczenia, tylko wyraża swoją niezgodę.

Brak pokory wobec rodziców

Psychologowie dawno temu odkryli, że dziecko chce dobra dla swoich rodziców. Po części dlatego, że ich kocha, po części dlatego, że chce dobra dla siebie, i nie chce, żeby tym, którzy go wspierali działa się krzywda.

To zrozumiałe. Jednak efekty tej postawy wychodzą często poza nasze wyobrażenia, czasami nawet nie wiemy, że mamy do czynienia z takim „dbaniem o rodzica”.

Dzieci chcą dla rodziców dobrze.

Dziecko potrafi być wspomożycielem rodzica, który niedomaga. Przynieść ręcznik, kapcie, oczywiście.

Ale bycie tarczą, w którą może bić mama aby ochraniać tatę?
Bycie ideałem piękna, który realnie seksualnie przyciąga tatę?
Coś tu mocno jest nie tak.

Jednak małe dzieci bardzo często podejmują się takich ról. Dodajmy – ról ewidentnie patologicznych i dających dziecku o wiele wyższą pozycję, niż powinno przyjmować. Jest to forma braku pokory.
Małe dziecko nie wie o tym, to jego Dusza do tej roli go mocno namawia. A maluch – co, ma się przeciwstawić? Nie ma świadomości, że robi coś nie w porządku.

Tu potrzeba aby rodzice byli świadomi i dopuszczali tylko takie działania dziecka, które są zdrowe.

Dziecko – rozjemca, pięknie brzmi, ale jest to forma braku pokory u dziecka, u jego Duszy. Osobowość jest na tyle mała, że sobie nie zdaje sprawy, że to nie do dziecka należy wsadzanie palca pomiędzy te dorosłe drzwi.

Rodzicom takie „zaradne” dzieci są bardzo na rękę. Dziecko – rozjemca jest niczym jak plaster dla umęczonej relacji dorosłych. Dorośli mogą nie przejmować się tak bardzo sobą, swoim związkiem. Mogą się lepiej skupić na pracy, mając takie wspomaganie w domu. Wszyscy szczęśliwi, dziecko także, bo zrealizowało swój cel – zmniejszenie napięcia w domu.

Jednak jest to chore, mimo przejściowych pozytywnych skutków. Dziecko nie powinno brać na siebie losów swoich rodziców. A jeśli bierze – powinno oddać te losy, „postawić przy rodzicach” to, co im przynależy. A wziąć to, co rodzice są w stanie prawdziwie dać. Rodzice dają życie. Jeśli dadzą coś więcej pozytywnego, to dobrze, ale nie należy im tego „wyciągać”, bo to jest brakiem pokory. Kto dał dziecku rolę sędziego, który sądzi, co ma mu jeszcze rodzic dać?

Rodzice zwykle dają wiele, ile mogą. „Chcą dobrze”, ale wychodzi, że byłoby to dobrze dla ich samych. Nie mają wyczucia, często nie są empatyczni. Jeśli dają źle, nierozważnie, błędnie, dziecko ma zadanie aby się uchronić przed tym.

Zwykle te błędne dary od rodziców są wyrazem ich ciężkiego losu. I jako takie nie powinny być przez dziecko brane. Ciężko jest Nie wziąć czegoś od rodzica, jak on/a właśnie uważa, że to jest super dobre.

Tu jednak osobowość dziecka protestuje – nie chce brać. Ma rację. Ciężkiego losu rodzica nie chce wziąć.

Ale już Dusza dziecka – brać ten ciężki los chce, wikła się, mocno współczuje rodzicom, stara się im „coś wyjaśnić”. Uważa, że rodzice „zrozumieją”. A oni właśnie nie rozumieją. To Duszę jeszcze bardziej uzależnia.

Dużym zadaniem dla człowieka pochodzącego z domu dysfunkcyjnego jest życie swoim życiem. Dusza często przez długi czas nie chce się odczepić od rodzica. I czeka, czeka, kiedy to rodzic da to, co „dziecku się należy”. Albo czeka, „kiedy rodzic zrozumie?”. A on nie rozumie i koniec, nie ma w tym zmiany.

Dziecko by ileś razy już sobie samo coś dobrego dało. Może coś nie aż tak wspaniałego jakby osobowość sobie wymarzyła, ale by było to jednak coś pozytywnego, na miarę tego kogoś, takie pokorne.

Ale Dusza, często związana więzami karmy z rodzicem, nadal nie chce odstępować! Chce coś z rodziców wycisnąć. Przyszła tu, aby odzyskać coś, co Dusza rodzica kiedyś obiecała a nie dała!

Oj, to są ciężkie sytuacje, ciężkie związki.

Gdy Dusza dziecka nie chce odejść od rodzica/rodziców, to taki syn czy córka, nawet mając bardzo dobre intencje w osobowości co do swojego życia, może mieć w nim duże kłopoty. I znowu – im starsza Dusza, tym nasilenie kłopotów jest większe, bo Dusza jest potężniejsza swoimi energiami. Nie przesili się tej Duszy – potrzeba pracować z jej karmą i oczyszczać ją. Szczęściem, przy starych Duszach, są już odpowiednie umiejętności, aby tą pracę rozpocząć.

Zostawiam ich losy im samym

Taka filozofia, żeby nie brać na siebie losów rodziców, ale żyć własnym życiem, swoim losem, daje możliwość, aby dziecko było zdrowsze od rodzica. W idealnym przypadku, jeśli dziecko, z szacunkiem, nie weźmie od rodzica NIC złego, nic, co pochodzi od np. ciała bolesnego rodzica, to może zachować swój niezachwiany dobrostan pomimo nawet znacznych zaburzeń u rodzica.

Nie żyjemy w doskonałym świecie, i dzieci jednak też mają swoją karmę (postawy swojej Duszy),  i potrzebują wsparcia. Są dziećmi i nie należy oczekiwać, że w dorosły sposób będą w stanie:
a) zawsze rozpoznawać, które zachowania rodzica są zdrowe
b) spokojnie a jednocześnie z siłą wodospadu przeciwstawiać się jakimkolwiek obarczeniom ich przez rodziców ciężkim losem, albo jego efektami.

Tak, nie żyjemy w idealnym świecie.

Jednak nie ma co narzekać. Jeśli dziecko rzeczywiście ma w Bogu oparcie to w ludziach nie musi mieć oparcia aż takiego wielkiego. Jeśli nie ma wielkich oczekiwań i lgnięcia do życia, to nie będzie lgnęło do wszystkiego, co rodzic mu daje. I będzie w stanie chociażby odgrodzić się od chorych pomysłów rodzica, czy po prostu spokojnie zaakceptować jego błedy.

W takim przypadku, gdy dziecko bierze na siebie jedynie swój los i chce ze swoim życiem coś dobrego zrobić, mamy możliwość odcięcia się od ciężkiego losu rodziców, przodków, od wielowiekowych niemalże kłopotów.

Jednak to nadal może nie być łatwe. Tak czy inaczej – dziecko potrzebuje miłości. Tu warto wspomnieć o związkach. Już w Biblii jest powiedziane, że dziecko ma odejść od ojca i matki, wziąć sobie małżonka i żyć własnym życiem. W jego własnym małżeństwie będzie miłość.

Pokora, akceptacja równa się w tym przypadku zdrowiu dziecka: zarówno psychicznemu jak i emocjonalnemu.

Uwiązanie z rodzicem

Dziecko potrafi się związać z rodzicem więzami energii. „Córeczka tatusia”, „chłopiec mamusi” – to określenia powszechnie znane, ale opisywane raczej żartobliwie, w nadzieji, że te łącza się z czasem rozdzielą i nastanie zdrowy stan. Niestety, te postawy dziecięce nie są zwykle zmieniane.

Ba, rodzice cieszą się z tego patologicznego seksualnego w podtekście lgnięcia do rodzica płci przeciwnej i nawet je nagradzają.

Mały chłopiec może chcieć zaspokoić swoją potrzebę adoracji kobiety u swojej matki. Czemu się mama z tego ma nie cieszyć, że ją adoruje?
Bo to nie jest twój mąż, tylko syn! Nie z nim masz iść przez świat. Nie jemu obiecywałaś wierność.

Z czasem dorastający królewicz czy księżniczka obudowują te swoje postawy racjonalnymi przykrywkami na poziomie osobowości. Tak, że z zewnątrz to wszystko wygląda w miarę racjonalnie, porządnie. „Nie ma patologii” – ktoś by powiedział.
Jakby ktoś to widział, to by się „ludzie poznali”, a dla Duszy takie połączenie jest istotne, kamuflarz się zawsze jakiś znajdzie. To Dusze uruchamiają takie patologie. Dusze naprawdę są nierefleksyjne.

Te połączenia są jednoznacznie wyrazem braku pokory. Dziecko nie ma prawa w zdrowym porządku rodzinnym zajmować miejsca zamiast drugiego rodzica, nie ma prawa – dla swojego zdrowia i dobrostanu – brać na siebie żadnych funkcji rodzica. Dziewczynka nie powinna być żoną tatusia, nawet taką „zastępczą”, „czasową”. A synek nie powinien być „mężczyzną mamusi”, nawet jeśli to tak miło wygląda.

Nawet w rodzinach niepełnych. Wtedy to wygląda, że takie zachowanie może pomagać. Jeśli dorosły „awansuje” tak swoje dziecko, robi mu krzywdę, a sam postępuje niemądrze.

Pani od 15 lat poszukuje partnera. To dużo lat. Szuka partnera stałego, bo przejściowych to miała już kilku, sporo. Ale mimo realnego pociągu z obu stron, żaden pan nie był chętny do pozostania przy jej boku. Tak jakby ich coś parzyło. Mimo jej konkretnych zabiegów, zaangażowania. „Coś” było nie tak.

Popatrzmy sobie w pani serduszko, i co tam znajdziemy? Czy znajdziemy miejsce na partnera, na związek? Otóż nie. Jest miejsce, pełne miłości. Ale zajmuje je jej tatuś. Oczywiście, na poziomie powierzchownym wszystko jest bardzo w porządku, jej rodzice są ze sobą, nie rozeszli się, nawet się dosyć dobrze ze sobą dogadują. A że kiedyś, za gdy była dzieckiem, chcieli się rozejść? Nie, nikt tego nawet nie pamięta. Nie pamięta, że tato stracił zainteresowanie mamą, a zauważył swoją małą dziewczynkę. Tamte doświadczenia wywarły duże wrażenie na Duszy dziewczynki, poczuła się doceniona, zauważona, poczuła się lepiej. Nigdy jakby nie powątpiewała w to, że taka relacja jest odpowiednia, dobra. Przecież to mój tato.
Ale już sporo lat później to wszystko tak ładnie w jej życiu nie wygląda. Samotność do garka zagląda – nie ma co robić dużo zupy, bo i tak nie ma kto jej jeść.
Efekty są porażające: pani sama od lat przeżywa rozczarowania, bo „to znowu nie ten, chociaż się wydawało”… Dobrze się wydawało, bo kochał, ale w pani sercu jego Dusza nie odnalazła dla siebie miejsca. Ona nie dawała mu miłości, tylko czekała aż będzie zaspokajał potrzeby rozpłodowe. Bo przecież tak świat jest urządzony, że mężczyzna wspiera kobietę. On nawet „się nadawał”, ale po kilku miesiącach tylko szalik na wieszaku po nim pozostał.

Same postawy tej pani mogłyby dużo powiedzieć o jej gotowości do związku. A raczej o braku gotowości. Chęć związania się z mężczyzną na poziomie osobowości, bez potrzeby brania miłości od niego świadczy dobrze o tym, że miłość to ona już miała z innego źródła.

Ludzie nie są ślepi. Mężczyzna jak jest przy takiej kobiecie, nawet jeśliby ją bardzo kochał, to przecież betonowego słupa się nie da kochać miesiącami – miłość nie ma dokąd iść, jest beton. A i z drugiej strony też by można oczekiwać, że ona też by dawała miłość, a nie tylko przyjmowała. Ale nie ma tej miłości, są zaś oczekiwania dotyczące „sformalizowania związku” i nadzieje na potomka. „Jakiego potomka!? – on zakrzyknie – jak nie czuję od niej miłości?! Chyba zdurniałeś, żebym się miał z taką związywać i mieć z nią dziecko! I to związywać się nie na rok, a na całe życie!”

Powrót do pokory jest możliwy, acz niewiele osób jest tego świadomych, że w ogóle ma z tym kłopot. O brak partnera /  partnerki w życiu ludzie często obwiniają „nasze obecne czasy” a nie bezpośrednio stan swojej Duszy.

A to w ich Duszy nie ma miejsca na partnera, bo.. jest tam tatuś lub mamusia wczepieni energetycznie. Więc trzeba najpierw wyczepić rodzica, aby w ogóle można było myśleć o jakimś kolejnym, zdrowym związku.

A „nasze czasy”? Owszem, i one grają rolę. Wiele jest bowiem teraz takich przypadków małżeństw, które na różne sposoby cierpią z tego uwikłania, chorobowego zaangażowania, chorej relacji dziecka z rodzicem. Jest tego tyle i jest to tak duże tabu, że mało kto o tym wie, a na efekty cierpią miliony osób. Tak, to nie błąd, miliony.

Dzieci, ich Dusze potrafią „nabrać” na siebie tak dużo, tak dużo balastu od rodziców, że.. ledwie żyją.

Emocjonalnie, psychicznie bądź nawet fizycznie – ledwie żyją, zamęczają siebie pracą, obowiązkami, „koniecznościami”. „Muszę to, muszę tamto”. To często pochodzi z brania ciężkich losów ze swojego domu, rodziny skąd pochodzą.

Ekstremalnie biorą na siebie dzieci upośledzone, bądź te, które się nie urodziły. Te przyjęły na siebie bycie dużymi nauczycielami pokory dla rodziców. Bo trzeba mieć wielką pokorę, aby spokojnie przyjąć śmierć własnego dziecka. Jest to wielka lekcja. Dlaczego?

Bo potrzeba umniejszyć swoje wielkie postawy, czasami postawy „wielkościowe” Dusz: „jestem kimś istotnym, wielkim, znaczącym (sam z siebie lub w jakiejś dziedzinie), mam wielkie eneregie, ludzie mają się ode mnie uczyć, powielać moje postawy” itp.  Takie rozdmuchane ego potrafi przyciągać duże lekcje pokory życiowej. Podobnie duże pożądanie życia czy też absolutyzacja „domagają się” dużego wyrównania.

Słowem każda absolutyzacja jest szkodliwa. A każda pokora jest pomocna.

Warto poznać negatywne, nie widziane dotąd postawy bycia niepokorną/-nym, aby otrzeźwieć, aby przejrzeć na oczy. Aby pokazać sobie i swojej nierefleksyjnej Duszy, że to, co robi nie daje dobrych, przyjemnych, radosnych rezultatów. Mimo, iż Dusza uważa, że jest ok.

Dlatego potrzebujemy być dla własnej Duszy przewodnikiem, rodzicem. Mając świadomość możemy prowadzić ją, i wyprowadzać z dawnych błędów.

Czego sobie i wam życzę.

Advertisements

5 komentarzy (+add yours?)

  1. Marc
    List 28, 2016 @ 13:53:22

    Super tekst jak dla mnie. W dwóch miejscach jakby coś się urwało tylko. Np. Obraza jest kolejnym stoppniem, ponad oskarżanie. Nie tylko powoduje…

  2. Marc
    List 28, 2016 @ 14:24:59

    Gdzieś przeczytałem coś takiego, że z powodu naszej natury/biologii – ewolucji zapamiętujemy nieprzyjemne sytuacje/bodźce, bo to nas chroni. Tak sobie myślę, teraz, że bez świadomości praw duchowych, te postawy strachu i zapamiętywania przykrych rzeczy gromadzą się w naszej duszy i dlatego starsze dusze mają więcej problemów a nie koniecznie więcej fajnych rzeczy (bo tak to chyba jest prawda?). Inaczej mówiąc materia wpływa na stan duszy i na świadomość. Natomiast świadomość duchowa czyli szersze poznanie świata pozwala na to aby to duch czy świadomość wpływała na materię.

  3. Mi
    List 28, 2016 @ 16:46:58

    Pokora – poznać prawdę i uznać ją.

  4. Niftu
    List 28, 2016 @ 21:21:12

    A mi od razu przyszło do głowy, żeby spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Mianowicie, przyjąć wszystko co mamy, jako to, co sobie przez te wszystkie wcielenia sami stworzyliśmy. No więc pomyślność kogoś z krokodylem, będzie w tym przypadku rezultatem jego decyzji na wszystkich wcieleniach. A ktoś inny będzie się wydawał nieporadny, bo nie ma sprzymierzeńca, więc jest sam i za bardzo mu się nie wiedzie. Ale zdecydował się na to świadomie. A jeśli jesteśmy ograniczani z góry przez wyższe istoty dlatego, że inaczej moglibyśmy zrobić innym jeszcze większą krzywdę, a przy tym i Wszechświatowi, to chyba jest to dobre. No więc jakiekolwiek „zło” w naszym życiu, to nasza własna decyzja w zależności od miejsca, które zajmujemy na wszystkich wcieleniach. Ono nas powstrzymuje przed jeszcze gorszymi rzeczami, do których jesteśmy zdolni…

    Usprawiedliwiamy się byciem pod wpływem snu, tak samo, jak pijany kierowca usprawiedliwia się, że to nie on skosił przystanek i oczekujących, tylko alkohol. No i walczymy ze snem, walczymy z Marixem, z najeźdźcami – a jest to walka naszych postaw w stosunku do świata zewnętrznego. Bo my byśmy lepiej wiedzieli jak tu zarządzić, jak tu wszystkich poustawiać. Jakby nas tak ktoś puścił w samopas, to od razu rozpętalibyśmy ze trzy następne wojny światowe, albo i pięć.
    I tak sobie myślę, ile lekcji pokory przyjdzie nam, ludzkości jeszcze przyjąć, zanim w końcu się czegoś nauczymy i nam to pójdzie w geny? Ile jeszcze setek lat wojen i konfliktów na własne życzenie?

  5. Urszula
    List 29, 2016 @ 00:12:23

    Piękne i prawdziwe, przeżyte, uwolnione, oddane i z pokorą zrozumiane.
    Wyrażam swoją wdzięczność za te słowa nauki.

    Serdeczności
    Ula 🙂

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: