Oczyszczanie ciała i emocji

Marek opowiada o oczyszczaniu ciała
i zależności tego od oczyszczania emocji.
Ciało i emocje są połączone.

Ciekawe, warto posłuchać:

Marek z Radia Samiec [link]

Advertisements

73 komentarze (+add yours?)

  1. Marc
    Sty 21, 2017 @ 00:33:26

    Czy to nie trochę uproszczenie z tym jedzeniem?

  2. Kobieta 28.10.1981
    Sty 21, 2017 @ 09:03:41

    Jaki Marek?

  3. Niftu
    Sty 21, 2017 @ 10:40:49

    Hmm, bardzo ciekawe. Przypomniało mi się, że faktycznie w dzieciństwie otrzymałem kilka programów winy, w których ktoś, kto był obok mnie zrobił coś sobie albo coś mu się stało gdy byłem w pobliżu, więc to ja zostałem o to obwiniony – co było tak logiczne, jak obwinienie kogoś o deszcz, czy ciśnienie atmosferyczne – a rodzice byli tylko narzędziem wymierzającym „sprawiedliwość”. Co się stało? Już w tak młodym wieku, w mojej obecności jakaś siła potrafiła wywoływać takie zdarzenia, a tym samym wywoływać we mnie:
    – pretensję do rodziców
    – poczucie winy i pokrzywdzenia
    – poczucie wrogości do ludzi, którzy osądzają mnie bezpodstawnie
    – poczucie urazy do Boga, którzy karze mnie bezpodstawnie
    – nienawiść do Boga
    Oto prosty przepis na zaszczepienie w człowieku winy. Myślę, że jedyny sposób by z tym walczyć, to wybaczyć wszystko wszystkim i pogodzić się z tym całym holokaustem. Bo to jest holokaust na ludzkości, która szuka winnych pośród swoich albo wini Boga, a podziały i różnice tylko temu sprzyjają. Przebudzenie, to po prostu dostrzeżenie, że nie ma żadnego grzechu pierworodnego, nie ma żadnych różnic i to nie my jesteśmy powodem cierpienia na Ziemi, tylko nam się sprzedaje taki kit, żeby nas rozzłościć i skierować przeciw sobie.

  4. Swiat Ducha
    Sty 21, 2017 @ 16:14:59

    Niftu
    >Oto prosty przepis na zaszczepienie w człowieku winy.

    Chyba byłeś świadkiem jak twoja Dusza uruchamiała procesy karmiczne (np. znachodziła się na odpowiednim miejscu i czasie, nie trzeba zależności przyczynowej, wystarczy współwystępowanie), i od razu pojawiali się spłatorzy karmiczni, albo też i osoby związane karmiczne, i zaczynały swoją działalność „ponownego uruchamiania karmy” w obecnym wcieleniu.

    Dla osobowości takie współwystępowanie jest zbyt małe, żeby przyjąć poczucie winy.
    Ale dla Duszy twojej, dla Dusz innych, które wiedzą, co twoja nawojowała w przeszłości – to jednak prosta sprawa: ponownie widzimy tych samych aktorów na tych samych deskach teatru. Więc? Musi, że odgrywana jest ta sama sztuka! I dawaj w tany karmiczne!

    Jakby się przejmować karmą to możnaby się zamęczyć na śmierć.
    Dobrze więc wziąć na cel lekkie codzienne życie.
    Ale karma i tak Duszę gniecie, więc i tak wiele osób będzie miało potrzebę z nią się zmierzyć.

    No chyba, że mają istotnie tak na luzie, że nawet i ona jest dla nich mało ważna. Skomplikowane to wszystko, wiele aspektów, możliwości, wiele zasad..

  5. Swiat Ducha
    Sty 21, 2017 @ 16:15:39

    Kobieta
    Marek z http://radiosamiec.pl/

  6. Miś
    Sty 22, 2017 @ 22:12:11

    Autor tego radia ma chyba kompleksy albo kiepsko mu wychodzily relacje i ma dola 🙂 Troche dziwne choc sporo prawdy o kobietach – atawizm ciagle rzadzi wszystkimi nieswiadomymi.

  7. KR
    Sty 24, 2017 @ 21:09:55

    @Miś

    Właśnie nie chciałem tego tu pisać, chociaż zgadzam się z Tobą i znam sporo pań, które słabo mieszczą się w ramach nakreślonych przez Marka… chociaż pewnie archetypy tkwią gdzieś głęboko w nich – może miały za mało energii, przekonania czy czego tam jeszcze, żeby zamanifestować swoją kobiecość?

    Natomiast chciałem o samym przekazie – dla mnie słuchanie tego pana jest… po prostu odrażające… Znoszę wulgarny język, trochę irytuje mnie taka bezpardonowość, ale może to jest umiejętność mówienia o wielu sprawach otwarcie – natomiast słuchając jego audycji poczułem się trochę jak na rozmowie z konsultantem, który bardzo chce mi „coś” sprzedać… Ciekawe, jak Wy na to patrzycie? Może po prostu tkwi we mnie jakaś niezgoda, na to co ten pan mówi i jest to przejaw przyjmowania antagonistycznej pozycji wobec jego relacji? Sam się zastanawiam?

    A i jeszcze – miałem okresy niejedzenia mięsa – niestety, nie czułem się wtedy dobrze. Prawdę mówiąc, czułem się bardzo, ale to bardzo słabo… hmm… bezbronnie? Z drugiej strony w towarzystwie paru moich znajomych wegetarian czułem zawsze coś takiego bardzo inspirującego… Chociaż może to wynikało z tego o czym mówi human design o otwartych centrach… Interesujące, jak to naprawdę jest…

  8. Miś
    Sty 25, 2017 @ 08:51:10

    Mam podobne odczucia ale jednak przyznaje duzo racji, jesli idzie o to, co mowi o relacjach – u nas w Polsce kobiety maja ciagle ogromne parcie na kontrolowanie, posiadanie rodziny. Na Zachodzie jest z tym o wiele luzniej…

  9. KR
    Sty 25, 2017 @ 13:47:08

    @Miś

    A to ciekawe – mnie się wydaje, że właśnie im bardziej na wschód, tym bardziej kobieta „lgnie” do mężczyzny, przez realizację wszelkich stereotypów związanych z istnieniem rodziny i jej mniej lub bardziej patriarchalnym charakterem. Nigdy nie zapomnę swojego wyjazdu do Armenii, na którym chcieli mnie wyswatać, mniej lub bardziej na żarty… Ale gdzie indziej taki żart uznany byłby za coś zupełnie niepolitycznego – mam na myśli kraje zachodnie. Przyznaję, że osobiście miałem wrażenie, że to zachodnia „emancypacja” dała kobietom większą swobodę decydowania o związkach, a co za tym idzie, trochę takie materialistyczne podejście do mężczyzny – a może i w swojej skali tak samo materialistyczne, jak i wschodnie, ale bardziej skupione na seksie, szukaniu wrażeń w relacjach z obciążonymi partnerami, itd… Chociaż na pewno, ta „troska” o rodzinę i niejednokrotnie „białe” obciążenia – tym silniejsze i częstsze u pań, im dalej na wschód…

  10. Miś
    Sty 26, 2017 @ 10:02:38

    Lgnie ale to jest jakby zaprogramowane odgornie, popatrz jakie sa kobiety ze Wschodu, gdy sie wyzwola ze spolecznych wiezow…chca byc wolne, i ja im sie nie dziwie :). Ja akurat rodziny nie planuje poki co, wiec zadowalaja mnie zwiazki otwarte, bez wiekszego planowania itp. Jasne, ze emancypacja daje wieksza swobode, ale to jest ok, pod warunkiem, ze nie zaczyna sie dominacja jednej plci nad druga (feminizm itp.).

  11. Marc
    Sty 27, 2017 @ 12:47:56

    Mam takie pytanie praktyczne. Pracuję nad poczuciem bezpieczeństwa. Jak pisać afirmacje uwalniania od lęków i strachu? Tzn. czy od wszystkich lęków i całego strachu? Lęki może i wszystkie są niepotrzebne, ale strach… Może lepiej np. od wszelkich zbędnych lęków i zbędnego strachu? Mogę prosić o poradę?

  12. Niftu
    Sty 27, 2017 @ 15:18:59

    Mi to się zdaje, że poczucie bezpieczeństwa, a afirmacje (czytaj – polecenia słowne wydawane umysłowi, a nie sercu) nie bardzo idą w parze. To tylko słowa. Lepsza jest już wizualizacja, np. wizualizowanie siebie w jakimś bezpiecznym miejscu albo siebie za rok – jak byś chciał siebie widzieć, jaki byś chciał widzieć świat. Tu nie trzeba używać żadnych słów, a wizualizowanie dobrze działa na emocje.

  13. Marc
    Sty 28, 2017 @ 11:02:46

    Niftu: Dzięki za sugestię.

  14. Marc
    Sty 28, 2017 @ 12:35:28

    Przyszła mi do głowy taka afirmacja, że obdarzam miłością i akceptacją swoje lęki. Jeśli dobrze rozumiem działanie afirmacji, to powinno działać pozytywnie…

  15. Michal
    Sty 30, 2017 @ 19:28:47

    Andrzej, cieszę się, że umieściłeś film Marka. W listopadzie 2016 trafiłem „zupełnie przypadkiem” na forum Marka. Szukałem wtedy materiałów Łazariewa. Co ciekawe, było to 1-2 dni przed tym, jak kobieta z którą byłem poznała człowieka, z którym mnie zdradziła.
    Forum Marka początkowo mnie odrzuciło, pomyślałem, że to jacyś frustraci.
    Jestem ciekaw Andrzeju, co Ty myślisz o wizerunku kobiety, jaki Marek przedstawia w swoich filmach i na forum?

  16. Swiat Ducha
    Sty 30, 2017 @ 21:40:44

    Michał,
    jakbyś mógł się wpisać pod swoim mailem bo to chyba wymyślony.

    Co sądzę? To co opisuje Marek i to wielokrotnie i z dokładnymi szczegółami.. to są wzorce prokreacyjne, bardzo przemyślnie ustalone i zapisane przez reptilian w czasie „tworzenia” sobie rasy sług z „tego co było na Ziemi”. A że te programy nadal działają, to mamy co mamy..

  17. Marc
    Sty 30, 2017 @ 21:46:08

    Co sądzę? To co opisuje to są wzorce prokreacyjne, bardzo przemyślnie ustalone i zapisane przez reptilian w czasie „tworzenia” sobie rasy sług z „tego co było na Ziemi”.

    Ale przecież podobne mechanizmy są już u zwierząt, nie tylko naczelnych, np. u wilków samiec alfa się rozmnaża, a u naczelnych jak np. szympansy najsilniejszy ma najlepszy dostęp do samic itp.

  18. Miś
    Sty 30, 2017 @ 23:08:41

    Czyli wynikaloby z tego, ze tak silnie zakodowane wzorce prokreacji, wrecz odzwierzece, bez swiadomosci po co chcemy miec dziecko (w zamysle, co mu dac, jaka role przyjdzie mu odegrac w tym zyciu itp.) maja z nas uczynic jedynie bezwolne, ciagle rozmnazajace sie chordy robotow zamiast istot planujacych swoje zycie w sposob bazujacy na swiadomosci. Od zawsze czulem cos dziwnego w tym pedzie do prokreacji, jakis atawizm, brakowalo mi tam uczucia lekkosci, mozliwosci decydowania. Tak jakby nasz wolna wola byla na tym polu calkowicie zablokowana…

  19. Miś
    Sty 31, 2017 @ 00:11:37

    Ale i tak z wielu wypowiedzi Marka wyczuwam pogarde dla kobiet, a to przeciez nie jest ich wina, podobne jak to, jakie programy maja mezczyzni – to jest druga strona tego samego medalu. Najgorzej, ze luzie z takimi afektami blokuja sie mocno dosc na dalsze mozliwe relacje. Ja tez tak mialem i na szczescie odpuscilem sobie, jest mi ok teraz jak jest ale nie zamykam sie, staram sie nie oceniac. Ponoc przyciagamy to, na jakim poziomie swiadomosci sie znajdujemy i ja w to wierze…

  20. Marc
    Sty 31, 2017 @ 11:38:44

    Można to biologią wytłumaczyć. Najstarsza część mózgu odpowiada właśnie za odruchy – seks, jedzenie itp. mają ją nawet np. gady i płazy, ssaki już mają emocje to kolejna warstwa, a kora mózgowa czyli to, czym myślimy jest najmłodsza.

    A tak z innej strony to w kulturze te popędy zwierzęce się często po prostu tłumi, a może jest jakiś lepszy sposób żeby sobie z nimi radzić – zrozumienie, zaakceptowanie i jakieś świadome kierowanie. No, jak ładnie to brzmi 🙂

  21. Swiat Ducha
    Lu 01, 2017 @ 11:47:31

    Miś
    >tak silnie zakodowane wzorce prokreacji…
    jak najbardziej też tak uważam… przykre to, ale co zrobić..? Niektórzy idą ścieżką „nic się nie da na to poradzić, więc poświęcę temu 2/3 mojego życia”, ale niektórzy, zwłaszcza ze starszymi Duszami już tym wymiotują..

    >staram sie nie oceniac.

    owszem, to pomaga przetwać to nieocenianie, ale .. wydaje mi się, że nie zmienia na krztynę sytuacji. Jest to jak droga „nauk końcowych” (np.zen albo Kursu Cudów) – wszystko się zmienia chociaż niczego nie zmieniam. Bo realnie nadal nic się nie zmienia, chociaż zainteresowany może zacząć pławić się w błogości już niedługo.. i to bez przyczyny.

    Ja mam z tym kłopot, bo aż tak rozwiniety nie jestem.
    Ale też jak patrzę na tych nauczycieli nauk końcowych, jak popatrzę na ich obciążenia na transy z jakich nauczają, to ich nauczanie staje się dziwnym trafem dla mnie i mojej Duszy tak przekonujące jak gadanie automatycznej sekretarki albo automatu przyjmującego zgłoszenia telefoniczne w jakiejś firmie.
    Pewnie się spotkaliście: „jeśli dzwonisz w sprawie X naciśnij 1, jeśli w sprawie Y naciśnij 2. Dla bezpieczeństwa wszystkie rozmowy są nagrywane, jeśli nie wyrażasz zgody proszę się rozłączyć, proszę się rozłączyć”.

    No dobra, wiem, że należy odróżniać list od listonosza.. 🙂 hehe

    Z drugiej strony.. nie ma co się AŻ TAK czepiać pań, panowie nie mają lepiej. Czy znacie takiego, którego pociąg płciowy, jego totalna presja zostawiłaby w spokoju?
    Który nie miałby kłopotów ze swoim zachowaniem i odbiorem swojego zachowania przez otoczenie, przez panie, a przecież .. tylko poddawał sie tym „biologicznym impulsom” w sobie (swoim ciele) zaszytym..?
    Czy spotkaliście pana, który dał radę żyć spokojnie, rozważnie i radośnie z powodu tego, że mógł sam decydować o swoich działaniach prokreacyjnych nie będąc niepokojony przez chuć? ….?

    My, panowie także mamy bardzo duże obciążenie na bycie „nie – sobą” z powodu zaprogramowanie na bycie płodnymi i na szukanie ujścia dla owej płodności.. Chociaż się tego tak nie przdedstawia i nie mówi głośno, to jednak mężczyźni cierpią z tego powodu, że nie mogą w łatwy sposób realizować „swojej” (w cudzysłowie swojej) płodności na ten sposób, na jaki ona sama chciałaby się wyrażać (jak te wzorce, to programowanie chciałoby się samo wyrażać). Wiele, zwłaszcza prostszych mężczyzn przyprowadza to do poziomu zwierzęcia niemal stale nastawionego na rozpłód. Co jest upokarzające nawet w porównaniu do zwierząt, u których ruja nie trwa przez cały rok.. (jak u ludzi)

  22. Miś
    Lu 01, 2017 @ 15:58:22

    Andrzej, bardzo duzo racji w tym, co piszesz. Jednak wlasnie trzeba sprobowac zaczac uwalniac sie od tych programow, aby w koncu moc samemu (swiadomie) decydowac o tym, czy chcemy dalej podazac taka a taka sciezka, czy nie. Inaczej ciagle bedziemy odgrywac ten sam schemat, w kolko, jak w reinkarnacji. To wydaje mi sie o wiele bardziej meczace niz powtarzanie na sile wpojonych nam spolecznie schematow (ktore z czasem sa na tyle utrwalane przez podswiadomosc, ze wchodza w struktury genetyczne czyli de facto zaczynaja decydowac o naszym zachowaniu, odruchach behawioralnych).

    Mi przez pewien czas mocno ciazylo to, ze nie moge sobie kopulowac z tyloma paniami, ile bym chcial. I dopiero, kiedy dotarlo do mnie, jaka cene bym za to zaplacil z duchowego punktu widzenia, momentalnie mnie odpuscilo. Owszem, ochote na seks mam (bo to ludzkie i nie ma co na sile od tego uciekac) ale juz nie za wszelka cene, nie za cene odgrywania programu, jak w przypadku zwierzat. Tym bardziej, ze to wlasnie dzisiejsze czasy proboja nam wmowic, ze mozemy wszystko. Owszem, ale malo kto mowi, za jaka cene. Kiedys nie bylo niczym nienormalnym, ze ktos nie ma czestych kontaktow z plcia przeciwna bo nie istnial kult ciala i seksualnosci taki, jaki jest dzis. Bylo nakierowanie na rodzine i tyle. Innymi sie malo obchodzono, poza przypadkami, gdzie takie osoby byly napietnowane bo nie przysparzaly lokalnej spolecznosci nowych potomkow. A dzis zobacz – nie pierwszy raz pewnie slyszales, ze skoro nie masz stalej partnerki czy jesli nie leca na Ciebie dziewczyny to cos z toba nie tak … to jest mocno wgrany program prokreacji tylko zaloze sie, ze 100 procent wszystkich, ktorzy tak oceniali nie ma bladego nawet pojecia, po co ta prokreacja itp.

    Tu o to mi chodzilo :).

  23. Miś
    Lu 01, 2017 @ 16:09:28

    Po prostu idzie o to, aby nie byc od niczego uzaleznionym a wydaje mi se (tak czuje) ze spora liczba ludzi ma mocno zakodowane uzaleznienia od prokreacji i seksu w ogole i uzaleznia wtedy swoja samoocene a myk w tym, aby byc szczesliwym nawet, kiedy sie tego nie ma. I jakos nie ominely mnie przyjemnosci tego rodzaju ale nie gonie za nimi na sile ,,bo tak trzeba”. O! 🙂

  24. Niftu
    Lu 01, 2017 @ 21:10:13

    To jest ciekawy temat. Są ludzie – kobiety i faceci – którzy są tak nastawieni jak torpedy na prokreację, że niepowodzenie w jednym związku małżeńskim nie stanowi dla nich problemu. Znam kobiety, które po kilku takich przejściach i dzieciach z różnych związków po kolejnym rozwodzie oznajmiają, że teraz dopiero czują, że żyją pełnią życia. Przecież można znaleźć sobie następnego męża, znów mieć dzieci, potem zjazd, znowu separacja i od nowa. Natomiast pozostali mają inne priorytety, co sugeruje, że nie posiadają tak silnie wykształconego programu prokreacji…?

    Różnica pomiędzy zachodem a wschodem (a tak precyzyjnie to południem, południowym wschodem) jest bardzo duża. Co rok około trzy miliony dziewczynek w Afryce poddaje się zabiegowi obcięcia łechtaczki. Bierze się nożyczki i ciach, jak w średniowieczu i tak pozbawia się kobiet przyjemności z seksu. W ten sposób stają się tylko narzędziami prokreacyjnymi.
    To jest biologia, lecz nie program. Czy ktoś, kto ma silny wzrok ma silny program wzroku w porównaniu z astygmatykiem? Astygmatyzm to defekt budowy oka, a silny popęd płciowy, to kwestia budowy mózgu. Myślę, że programy są tylko mentalne i emocjonalne. Powodują zmiany postawy człowieka ale nie są w stanie spowodować zmian anatomicznych. Zmiany anatomiczne stosuje się za pomocą programu zwanego skalpel i botoks.

  25. Miś
    Lu 02, 2017 @ 12:07:09

    Tu nie o to chodzi :). Nasza wspolczesna, zachodnia cywiliacja to cywilizacja dusz mlodych, ktore nie posiadaja wystarczajacej swiadomosci, aby wyjsc poza te programy dlatego ludziom fukcjonujacycm poza nimi zyje sie ciezej i myk polega wedlug mnie na tym, aby wyzwolic sie z tych wszystkich lekow w postaci poczucia wyobcowania, osamotnienia itp. Po prostu miec to wszystko w d….e, cieszyc sie swoim wlasnym zyciem. Nie jest to latwe bo jak czlowiek zaczyna kopac w sobie, to odnajduje ogromne poklady tych lekow ale ja juz nie wyobrazam sobie powrotu do starych wzorcow, ktore i tak nie byly u mnie silne. Gorzej jakby z taka typowo materialna, ziemska perspektywa pt. jak fukcjonowac, zapewniac sobie szeroko rozumiany byt ale pewna osoba podpowiedziala mi, aby wyrabiac sobie zaufanie do zycia, do Boga. Ja mam opory przed zaufaniem Bogu bo pejoratywnie on kojarzy mi sie z kims, kto zsyla roznego rodzaju cierpienia, akry dlatego wole odwolywac sie do Wszechswiata, energii ktora jest wszedzie, tym dla mnie jest to, co ludzie nazywaja Bogiem. I nie jest to latwe tak powierzyc sie temu, bo od tysiecy lat wpajano nam, ze trzeba dostosowac sie, aby cos miec: zdobywac i walczyc o wszystko, o pozycje, o lepsza prace itp. Podswiadomosc jest tym tak naladowana, ze gdy zaczyna sie temu przeciwstawiac to automatycznie wysuwaja sie ogromne poklady lekow, w tym leku o przetrwanie. Ja na takim wlasnie etapie jestem. Ale to mozna odniesc tez do prokreacji i leku przed byciem odrzucanym przez kobiety, ktore tej prokreacji pragna. Tak to widze na dzis dzien.

  26. Marc
    Lu 02, 2017 @ 13:28:55

    Miś, chyba mam trochę podobnie.

  27. Niftu
    Lu 02, 2017 @ 19:09:15

    „I nie jest to latwe tak powierzyc sie temu, bo od tysiecy lat wpajano nam, ze trzeba dostosowac sie, aby cos miec: zdobywac i walczyc o wszystko, o pozycje, o lepsza prace itp. Podswiadomosc jest tym tak naladowana, ze gdy zaczyna sie temu przeciwstawiac to automatycznie wysuwaja sie ogromne poklady lekow, w tym leku o przetrwanie.”

    Tak, widzę to tak samo. Jednak lateralnie przez wiele lat miałem wrażenie, że można to wszystko wyłączyć, tylko ta droga została z jakiegoś powodu zamknięta. Pamiętam, że jak byłem bardzo młody, to była otwarta, co nagle uległo zmianie. Dlaczego? Nie mam pojęcia ale podejrzewam, że sam ją sobie zamknąłem poprzez lęk. To chyba nasz największy wróg.

  28. Miś
    Lu 02, 2017 @ 21:54:09

    Bo dokladnie tak jest. Popatrz, jak za dziecka czy osoby dojrzewajacej mialo sie w nosie prawie wszystko i jakos udawalo sie przezyc. Oczywiscie, wtedy bylo sie pod opieka rodzicow jakby nie bylo ale i tak nie majac w sobie tylu lekow, bylo sie o wiele bardziej kreatywnym, sponatnicznym. A ile lat trwa tzw. socjalizacja, gdzie z kazdej strony mowia, abys zaczac sie martwic o swoja przyszlosc, planowac itp. To jest straszne. I teraz trudno sie odprogramowac, bo gdziekolwiek sie ruszysz, napotykasz na te same wzorce-od znajomych poczawszy az po miejsca zwiazane z praca lub innego rodzaju aktywnoscia skonczywszy. A zamknac sie w domu zupelnie tez nie jest to wyjscie (przynajmniej dla mnie). Brakuje nam wolnosci w nas samych, stad to wszystko.

  29. Miś
    Lu 03, 2017 @ 10:15:59

    Jeszcze cos apropo tych gier. Sposob, w jaki kobiety chca pokazac mezczyznie, ze one sa gora, chodzi o ten caly system zalotow wobec kobiety, ktora sie porzada. Te wszystkie sposoby na podryw – to jest jeden wielki bull shit :). Ostatnio spotkalem kolege i tak jakos z niczego zaczelismy gadac sobie na temat zwiazkow. No i w koncu temat zszedl na te podrywy, sposoby jakie trzeba znac, aby zainteresowac soba druga polowke. A moj kolega nagle mowi tak: wiesz, ja nigdy nie musialem grac bo po prostu sie w sobie wzajemnie zakochalismy i to nas ciagle trzyma przy sobie. I oswiecilo mnie. Zdalem sobie sprawe, ze powodem rozpadu tylu zwiazkow, czy to aranzowanych przez mezczyzne czy przez kobiete sa te wszystkie gry, maski, pozory. No bo wczesniej czy pozniej, w prozie dnia powszedniego, w koncu kiedys zdejmujemy te maske i co? nagle okazuje sie, ze nasza polowka nie jest juz taka sama, jak na poczatku. A to dlatego, ze gralismy przed kims. W ogole temat zwiazkow to jest jakas masakra. Nie mam tutaj absolutnie zadnej pretensji do kobiet, bo mezczyzni robia dokladnie to samo-tak jak kobieta podswiadomie lubi grac i ponizac mezczyzne tak mezczyzni lubia grac i ponizac kobiety (podejrzewam, ze z tego wziely sie wszystkie seksualne zboczenia typu sado-masochizm, perwersje itp. bo energia seksualna musi znalezc gdzies ukscie w koncu a jak nie ma normalnosci, harmonizacji to ludzie szukaja innego sposobu na to). Ludzie nie czuja sercem tylko umyslem, projektuja sobie jakies rzeczywistosci zamiast cieszyc sie ta, ktora juz jest! Wlasnie w tym znajduje wyjscie z tej sytuacji. W naszych zachowaniach jest tak ogromna ilosc sztucznie zaprojektowanych wzorcow, w dodatku bardzo silnie ukonstytuowanych spolecznie, ze na poczatku wydaje sie, ze nie ma szans wyjsc poza nie, ale z czasem, jak czlowiek odpusci sobie tkwienie w jakis, to zaczyna powoli lapac oddech.

  30. Marc
    Lu 03, 2017 @ 12:11:57

    Pracuję nad poczuciem bezpieczeństwa, niewinnością i samooceną i mam wrażenie, że moje podejście do tych spraw zmienia się na lepsze, bardziej naturalne.

  31. kejpero
    Lu 03, 2017 @ 15:08:13

    Te aspekty o których mówicie doskonale opisuje Don Miguel Ruiz, zwłaszcza w książce „Cztery umowy”. Tam jest o udomowieniu człowieka, o umowach które podświadomie ze sobą zawiera, jest o maskach które zakładamy by chronić nasze rany, o oczekiwaniach względem innych itp. Wspaniała książka!
    Uwarunkowanie jest tym, co determinuje nasze doświadczenie poprzez przywiązanie do nawyków. Po naświetleniu jakiejś nieprawdziwej/wirtualnej części nas samych, następuje proces jej usuwania, dlatego do pewnego momentu rozwój polega na poznawaniu mechanizmów i nazywaniu rzeczy, dawania im określonych kategorii by móc je naświetlić. Nie pozbywamy się uwarunkowania, a jedynie zamieniamy je na inne, bardziej znośne. Ten proces, ewentualny stop, odpoczynek i cały przebieg to indywidualna sprawa, dlatego ciężko jest wskazać coś takiego jak prawda absolutna. Pojęcia takie jak Dusza, Bóg, Świadomość, Duch, Wyższa Jaźń itp. tylko tną rzeczywistość na kawałki i starają się opisać jakieś zjawiska. Mimo, że to wciąż uwarunkowanie, to zaczynamy dotykać Boga, swej prawdziwej natury. Podstawą wszelkiego cierpienia i tym co pozwala trwać w programach jest nieco błędny stosunek do świata, nieco błędna perspektywa. Do jej usunięcia potrzebne są inne programy. Jak w komputerze, program, który usuwa inny program, coś jak używanie broni wroga. 😉 To jakim programem usuwamy pozostałe jest też indywidualną sprawą. A błędną perspektywą jest perspektywa „Ja”. Nie jest to do końca aż tak niewłaściwe, bo to „Ja” to coś, co pozwala nam się sprawniej komunikować i wyrażać się. Chodzi raczej o to, że do tej świadomości zostały załadowane programy, które przejmują kontrolę nad naszym życiem. Nadrzędnym rdzeniem jest właśnie „Ja”, które stoi w opozycji do „Ty, On, Ona, Oni”. Przez to jest „Ja” i reszta świata. I mamy furtkę dla programów zarządzających naszym życiem. Coś do czego ta część nas nie jest w zupełności przeznaczona, to nie jest jej zadanie, zarządzanie naszym życiem w tak wielkiej skali. Stąd cały ten zamęt, źle używamy siebie. Ale czy mieliśmy wyjście? Czy Ci, którzy przekazali nam te wzorce je mieli? Dlatego tak ciężko komuś pomóc, bo każdy ma inny program, każdy powinien wsłuchać się w swoje serce. A nie da się przekazać prawdy absolutnej w myśl istniejących koncepcji. Bo każdy z nas jest Prawdą Absolutną. Czy istnieje uniwersalny przepis? Prawdopodobnie nie, jednak istnieje taki, który moim zdaniem w większości by się sprawdził:
    Nie osądzaj innych istot, włącznie z sobą, staraj się z premedytacją ich nie krzywdzić. Staraj się zrozumieć i wybaczyć wszystkiemu co Cię drażni, a jeśli jeszcze nie potrafisz, przynajmniej staraj się nie osądzać. Bóg nauczy Cię wszystkiego! Bóg wybaczy Ci wszystko, rzecz tylko w tym czy mu na to pozwolisz i wybaczysz też sobie. Będzie tak, że wiele razy nieumyślnie wyrządzisz komuś krzywdę. Jeśli możesz i potrafisz, przeproś tę osobę, lub przeproś siebie i ją w myślach i podziękuj Bogu za to doświadczenie.
    Cztery magiczne zwroty, które można stosować w przeróżnych konfiguracjach: „Dziękuję!”, „Przepraszam!”, „Wybacz mi!”, „Kocham Cię!”. To naprawdę działa!
    Bądź tu i teraz!

    „Żyjemy w przeświadczeniu, że jeśli coś ma być boskie, to musi być idealne. Mylimy się. Boskość oznacza całość, a całość oznacza wszystko: to, co pozytywne, negatywne, dobro i zło, świętego i diabła”. D. Ford”

    Wszystko co napisałem było tylko słowem, nie było prawdą, nie traktuj tego zbyt poważnie. 😉

    Wszystkiego dobrego!
    In lak’ech

  32. Miś
    Lu 03, 2017 @ 19:52:33

    Tak, to wszystko prawda ale tu ciagle nie o to chodzi :). Chodzi o to, ze dopoty, kiedy rzadza czlowiekiem instynkty i programy, nie ma miejsca na swiadomosc. To jest cos za cos. To jest bardzo meczacy proces bo nagle zaczyna ci sie zapadac cale zycie, ale tak to jest. Nie da sie zyc w dwoch swiatach rownolegle.

  33. kejpero
    Lu 04, 2017 @ 01:38:38

    Świadomość już w Tobie jest, już rozróżniasz instynkty, programy i zjawiska, zauważasz je. One nie znikną całkowicie, zniknie tak silne utożsamienie się z nimi, zmieni się perspektywa z której na to patrzysz.
    Następuje przewartościowanie i zmiana odpowiedzialności poszczególnych elementów Twego istnienia, dlatego jest to męczący proces i możesz czuć, że zapada Ci się życie. W konsekwencji nie ma dwóch światów! Zobaczysz i odkryjesz, że zawsze byłeś tym co jest, to dziwne i nie wytłumaczę Ci tego, ale z pewnością doświadczysz tego osobiście.
    „Tak, to wszystko prawda ale tu ciagle nie o to chodzi :). Chodzi o to, ze dopoty, kiedy rzadza czlowiekiem instynkty i programy, nie ma miejsca na swiadomosc.” – to co piszesz to zabezpieczenie, watchdog. System jest tak skonstruowany, że zabezpiecza się przed brakiem Twojej uwagi wszelkimi możliwymi sposobami, dlatego tworzy zasady, nawet szlachetne postawy, kolejne etapy, taki dobry wójek. To co piszesz to zamknięte koło. „Dopóki rządzą człowiekiem programy nie ma miejsca na świadomość.” Wnioskuję, że uznajesz siebie i rdzeń Twej istoty za świadomość – bardzo dobrze!
    Napisz mi czym jest dla Ciebie świadomość, czym jesteś?
    Bo tu jest zgrzyt!
    Świadomość mówi, że programy i instynkty nie pozwalają jej doświadczać, że istnieją one albo ona.
    A czy przypadkiem to nie świadomość jest tego świadoma?
    Jeśli istniała by świadomość lub programy, to jak świadomość mogłaby widzieć programy i świadomość?
    Świadomość, Ty, to jest nad!!
    Bo kto to wie jeśli nie ty?
    Program każe Ci wybierać między tym czym właściwie jesteś a kolejną umową! Ty to widzisz, doświadczasz tego, jesteś tego świadomy, a program próbuje zbagatelizować Twoje doświadczenie, odwraca uwagę, mówi, że nie istniejesz bez niego, bez niego jesteś niczym, bo to on ustanawia prawo.
    Widzisz?

    Zawsze jesteś sobą!

    „wole odwolywac sie do Wszechswiata, energii ktora jest wszedzie, tym dla mnie jest to, co ludzie nazywaja Bogiem”
    Jesteś na dobrej drodze, we właściwym miejscu, już jesteś piękny, z natury, nie bój się niczego! Bóg, jakkolwiek byś go nie definiował, pomoże Ci i wpuści Cię do swego królestwa. Poznasz go i poznasz siebie, zobaczysz czym jesteś.
    A mówiąc precyzyjniej, dowiesz się czym nie jesteś i oddasz swoje życie… sobie! 😉

    A wiedzieć, że jest Bóg to już całe życie!

    In lak’ech!

  34. Miś
    Lu 04, 2017 @ 10:05:58

    Nie napisze Ci tego, czym jest swiadomosc, bo nie znajduje na to odpowiednich slow. Ale czuje to jakby wewnatrz mnie robila sie coraz wieksza przestrzen, zwieksza sie pole postrzegania a umysl, choc caly czas nie odpuszcza, zdaje sie coraz czesciej gdzies z nikac i przydaje sie tylko w okreslonych rzeczach, gdzie jest niezbedny.

    Ja juz nie kieruja sie tym, co jest wlasciwe a co nie, przynajmniej z typowo ludzkiego (spolecznego) punktu widzenia. OK mam jeszcze jakies mikro-wartosci, typu zwazac na to, aby swoja postawa nie przyczyniac sie do krzywdy innych ale to tez jest dosc plynne, bo nie moge brac odpowiedzialnosci za wybory i decyzje innych i wiecznie sie rozgladac, czy aby moja wlasna decyzja nie pociagnie za soba wplyniecia na kogos, na cos.

    To ciekawe, bo ostatnio mam okres niemal calkowitej depersonalizacji ktora wbrew temu, co sie o niej mowi, zaczyna mi sie coraz bardziej podobac. Jestem nikim i bardzo sie z tym dobrze czuje bo jetem wszystkim. I nie ma tu miejsca na jakies mistyczne uniesienia, po prostu zwykle, proste zycie. Nie utozsamiam sie z niczym juz raczej, o to mi chodzi.

  35. kejpero
    Lu 04, 2017 @ 23:19:01

    Wspaniale! Wspomniałem o tym wszystkim, bo dobrze o tym wiedzieć. Zaprogramowany umysł potrafi być bardzo przebiegły. Oczywiście nie jest to jego wina i nie traktuję tego personalnie, on robi to czego został nauczony w procesie wychowania. Gdy przekonamy go by stał po naszej stronie i damy mu schronienie w naszym sercu, wtedy będzie działał w sposób piękny, a potrafi dużo!

    Wydaje mi się, że za grzechy popełnione nieświadomie nie ponosimy kary, lub ponosimy ją na tyle by dostrzec, że nasze działanie kogoś skrzywdziło i móc uniknąć tego w przyszłości. To wszystko to nauka. Mimo to staram się mieć na uwadze to by nikogo nie krzywdzić, by nie dać sobie prawa do osądzania innych ludzi i wymierzania im kary. Też skończyłem już z ciągłym analizowaniem tego, po prostu nie chcę nikogo krzywdzić i tyle, chociaż czasami i tak się to zdarza. Wtedy staram się wyciągnąć z tego jakieś wnioski i przeprosić tę osobę, to jej bardzo pomaga. Ale nie płaczę nad rozlanym mlekiem. Kolega kiedyś przytoczył mi cytat z piosenki zespołu Lao Che: „jeśli każdy ruch swój będziesz badać srogą lupą
    żywot Twój będzie niczym więcej jak tylko kupą.”

    Ta prostota życia o której piszesz jest najbardziej urzekająca! Pamiętam gdy pewnego razu dopadł mnie ten stan pomyślałem: „Jak to? I to wszystko? Po prostu jestem?”. Ludzie mają zakorzenione że tego typu doświadczenia muszą być jakieś mistyczne, że to przydarza się tylko nielicznym po wielu latach wyrzeczeń. Nieprawda! To jest nasza natura, tak myślę! Naszą naturą jest ten stan w którym znika oddzielenie. Gdy po prostu jesteśmy Tu i Teraz. Jest to tak proste i tak bardzo swoje. Są na YouTube filmy z serii „śmiech Buddy”, tam to widać. Mamy niebo pod nosem! Myślę, że jesteśmy piękni z natury. Wszystko o co chodzi, to nie jak robić by było dobrze, ale czego nie robić by było źle. Chodzi o pozbycie się śmieci z głowy, wątpliwości i strachu. Tak to widzę!

    Cieszę się, że doświadczasz to w taki sposób! Dziękuję! 🙂
    Wszystkiego dobrego! 😉

  36. Miś
    Lu 06, 2017 @ 23:05:13

    Ja jeszcze nie mam zakorzenionej tej prostoty zycia. Ale czuje sie juz zmeczony gonieniem za czymkolwiek, ze mi juz wszystko jedno i ulge odczuwam wylacznie wtedy, kiedy juz niczego nie pragne. Ale pod tym jest jeszcze sporo leku, nie o to, ajkim bede postrzegany ale o to, jak dalej zyc. Chocby dzis dopadla mnie ogromna nuda, nostalgia za przygoda, chec zmiany miejsca. Ale w tym samym czasie poczulem, ze gdziekolwiek bym sie nie udal, to uczucie bedzie ciagle we mnie, ze nic to nie zmieni. I bardzo chcialbym zrozumiec, czemu tak jest, dlaczego odczuwam takie znuzenie. I nawt piszac to wnetrze mowi mi, ze ten swiat juz nie dla mnie, ze to wszystko, co oferuje tzw. ziemskie zycie to juz przeszlosc. I mam problem, co zrobic z ta ,,wiecznoscia” :). Jak zapelnic sobie te iles tam lat zycia tutaj. A najsilniejszy z lekow, lek o przetrwanie, ciagle nie daje spokoju uruchamiajac umysl i jego wieczne pytanie – jak zyc. Ale ja juz coraz bardziej i to mam gdzies. Nie mam sily walczyc z zyciem, z tym ,ajk mnie poprowadzi. Czuje, ze odcinam sie od wszystkiego, co mnie dotychczas trzymalo tutaj, gdzie jestem. Czuje ogromny smutek za utrata tego, jus tesknie chociaz jeszzcze nie odszedlem. Trudne to jest…

  37. kejpero
    Lu 07, 2017 @ 00:50:39

    Wiesz, że też tak mam? Tzn. nie wiem czego się złapać, nie mam już się czego złapać. To wszystko o czym się mówi, ta cała teoria, nazywanie, te wszystkie kategorie, co jest dobre, co jest złe, jak żyć, już mnie to wszystko męczy. Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że tyle uwagi poświęcam naprawianiu innych o co wcale się nie proszą i tym poszukiwaniom, że zapomniałem w tym wszystkim o sobie. Chyba za mało miałem pokory wobec daru życia, prostego życia. Może dzisiaj jest akurat zły dzień? Tak sobie teraz siedzę i myślę co dalej. Są rzeczy, które chciałbym usunąć ze swojego życia, takie śmieci. Zrozumiałem dzisiaj, że mógłbym tak pięknie żyć i nie wiem dlaczego jeszcze tego nie robię. Siedzę i rozprawiam o sensie istnienia popijając wino, ale czy faktycznie mam coś do zaoferowania? Dzisiaj akurat spłynęło to na mnie bardzo silnie. Nic już nie wiem. Być może to, że nic nie wiem jest w porządku?
    Napisałeś „ulge odczuwam wylacznie wtedy, kiedy juz niczego nie pragnę”. To chyba jest bardzo ważne, tak myślę, bo też to czuję. Może nie ma w tym nic złego, może wystarczy się przestawić? Pragnienie stwarza jakieś oczekiwania względem tego, co ma nadejść, jest w tym jakaś presja względem doświadczenia. A to wciąga w ten świat, a powoli ten świat nie ma już wiele do zaoferowania. Więc być może to ja mogę coś zaoferować temu światu? Skoro jestem tutaj, to może właśnie po to? Nie wydaje mi się, bym mógł uwolnić się od tego środkami które ten świat daje, bo jeśli użyję czegoś z tego świata, to będzie to jak kredyt który i tak spłacę. Zresztą doświadczyłem i ty chyba też, że ten świat nie jest tak bardzo prawdziwy jak się jawi. Bo byłem, po prostu byłem, tego nikt mi nie odbierze, tego, że jestem i tego, że doświadczam tego w takiej czystej postaci. A wtedy gdy Jestem, jestem szczęśliwy i niczego mi nie brakuje, jestem sobą.
    Wiesz Miś, to jest chyba tylko taki chwilowy kryzys.
    Bo…,
    Wciąż się rozwijamy!
    To już było, tylko inaczej i mniej.
    Nie w takiej dupi.. byliśmy i z niej wyszliśmy i nie taki diabeł straszny jak go malują!
    Zawsze jest co robić i nie ma zwykłych momentów!
    A że świat którego doświadczamy nie jest prawdziwy? Chyba jednak mam to gdzieś, bo jest wystarczający do tego, by doświadczyć tego, że jesteśmy obecnością i że ten świat jest w nas. Chociaż doświadczyłem tego kim jestem, to chyba nie ma sensu zgłębiać tego przy pomocy umysłu, bo nie umysł dał mi to doświadczenie, ale pozbycie się pragnień które są właśnie domeną umysłu.
    Niech ludzie mówią co chcą, że utracę duszę, że diabeł, że tracę osobowość i to i tamto. Ale wiem, kiedy byłem prawdziwie sobą. I niech ten świat nazwie mnie złym, mam to gdzieś.
    Trzeba chyba robić swoje, czyli reagować na ten świat z tej perspektywy.
    Doświadczyłeś tego jak ludzie reagowali na Ciebie, gdy byłeś w Teraz?
    Więc chyba warto!!
    Ten świat nas ukształtował, wychował, nauczył nas mimo psów, które na nim wieszają, wziął nas pod swoje skrzydła byśmy mogli wzrastać.
    Na murze w moim mieście ktoś napisał „Przepraszamy Was, że droga do nieba prowadzi przez piekło”. Może nie powinniśmy się obawiać piekła? Może właśnie stamtąd wychodzimy?
    Jak żyć? Są rzeczy, które kocham, które mogę ulepszyć. Chciałbym się tym dzielić. Umysł żąda odpowiedzi, ale może umysł nie jest prawdziwy? To czego teraz bym chciał, to połączyć moje bycie z tym co lubię i kocham.
    Chyba wakacje się skończyły, Miś. 😉
    Ale z drugiej strony, czy nie uważasz, że dalsze życie w tym świecie możnaby prowadzić z pewnego rodzaju lekkością?
    Pozdrawiam 😉

  38. kejpero
    Lu 07, 2017 @ 01:00:54

    Właśnie spojrzałem na kartkę, która gdy ją zapisywałem wydawała się być arcyważna. A jej treść to:
    „Bądź Tu i Teraz!
    Pozbądź się,
    -Pragnień,
    -Pożądań!”

    To co prawdziwie kocham nie jest ani pragnieniem ani pożądaniem, ale czymś co po prostu lubię i chciałbym się tym dzielić.

    P.S. Miś, jesteś cały?

  39. Miś
    Lu 07, 2017 @ 08:16:12

    Jest dokladnie tak, jak mowisz. Swiat nie ma dla mnie juz nic ciekawego, inspirujacego do zaoferowania, co by pobudzilo mnie do jakiegos dzialania w jakims konkretnym kierunku. Ale i ja nie czuje potrzeby, energii, aby dawac cokolwiek od siebie. Takie zawieszenie……

  40. kejpero
    Lu 07, 2017 @ 13:35:57

    Zawieszenie jest chwilowe. Całe życie postrzegałeś świat w określony i wyuczony sposób, percepcja działała na innej zasadzie. Teraz zaczynasz postrzegać świat w całości, dlatego odnosisz wrażenie, że się on rozpada. Musi minąć jakiś okres takiego zawieszenia, by przeorganizować obraz świata. To jak przystanek przed podróżą. Ciebie w rzeczywistości to nie dotyka, a czujesz się źle, bo wciąż jesteś z nim związany. To, że świat jawi się jako nierzeczywisty nie oznacza, że taki jest, ale że wiele jego elementów, które uznawałeś za istotne, przestają nimi być. Zmieniło się postrzeganie i jedyne co umysł potrafi wymyślić, to że to nie jest prawdziwe, jest sztuczne itp. Ty wciąż jesteś. Musisz wiedzieć, że to minie i będziesz mógł na powrót zachwycić się. Niepokój, obawy, smutek i tęsknota odejdą. Piszesz, że jest dokładnie tak jak mówię, ale przeczytaj jeszcze raz dokładnie dwa ostatnie wpisy. 😉
    Rozumiem Twoją sytuację, sam nazwałeś to zawieszeniem, ale to jest chwilowe zawieszenie. A że to spora zmiana, to skutki uboczne też wydają się spore. Musisz być spokojny i ostrożny. Jest wiele materiałów na ten temat, które pozwolą Ci nabrać spokoju i zobaczyć, że taka sytuacja mogła się zdarzyć i jest początkiem czegoś nowego. To zależy też od tego na ile chwilowo potrafisz przyswajać informacje. Bądź spokojny i ostrożny, to najważniejsze.
    Jak to śpiewać Cugowski: „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”
    Może ktoś mógłby tu jeszcze jakoś pomóc?

  41. kejpero
    Lu 07, 2017 @ 15:49:29

    „jeszcze nie mam zakorzenionej tej prostoty zycia” – Jeszcze 😉
    Może któryś z tych filmów Ci pomoże? Akurat wszystko to Mooji, tak wyszło.

    https://www.youtube.com/watch?v=kPgT0wN4h0o (Jest możliwe być w obu światach)
    https://www.youtube.com/watch?v=fg3FCipgDZE (Czuję strach przed całkowitym odejściem)
    https://www.youtube.com/watch?v=xGp7mAGyP6Y (Przybyłaś po to)
    https://www.youtube.com/watch?v=ttbclaZZ-mE (Przesunięcie)
    Pozdrawiam!

  42. Miś
    Lu 07, 2017 @ 16:21:04

    Wydaje mi se, ze nie pomozesz 🙂 Po prostu zmiana musi dokonac sie we mnie. Poki co znalazlem sie miedzy dwoma swiatami – ten, w ktorym zyje wiekszosc ludzi (pozycja, kariera, obowiazki, prokreacja itp.) nie interesuje mnie w ogole (na dobra sprawe nigdy nie interesowal, choc jakos znajdowalem wczesniej nisze, w ktorych sie czulem dobrze) a ten, o ktorym mowisz Ty jeszcze na dobre sie nie zadomowil we mnie. To zawieszenie trwa u mnie juz kilka ladnych lat i podzielone jest na etapy, podobnie jak budzenie sie z wiecznie mowiacego umyslu i zdawanie sobie sprawy, ze jest tylko tu i teraz. To wlasnie tak u mnie dziala. Nic dziwnego, ze otaczajaca mnie rzeczywistosc wydaje sie byc szara i pozbawiona inspiracj, badz co badz to wlasnie dzieci z ich nieksazonym umyslem potrafia reagowal intuicyjnie i spontanicznie na otaczajacy ich swiat i nie dziwi nas, ze nie chca w nim funckjonowac na naszych ,,doroslych” zasadach. No coz, my juz dziecmni nie jestesmy a mimo to przyszlo nam zyc w takich realiach, stad umysl szuka jeszcze, jakby sie tu przypasowac ale serce stanowczo mowi ,,nie”.

    Jak sobie radziecie w kwestia utrzymywania siebie na codzien? Bo majac takie nastawienie raczej wielkiej kariery nigdzue nie zrobie 🙂 ale mamy poki co taki a nie inny system spoleczny, gdzie jednak trzeba pracowac gdzies na stale, aby moc sie utrzymac a to jest jedna z tych rzeczy, ktore w procesie zmian mecza mnie jakokrutniej.

  43. Niftu
    Lu 07, 2017 @ 17:54:07

    Przypominają mi się tu dwa terminy z książek Castanedy „mały tyran” i „terror sytuacji”. U mnie życie w „terrorze sytuacji” trwa już od około ośmiu lat. Miałem również kilku małych tyranów, którzy mnie przez długi czas ściągali skutecznie w dół. Pozbyłem się ich. Uważałem się zawsze za słabszego od innych, ale okazuje się, że mam w sobie wiele siły. Bywałem w tak trudnych sytuacjach, że totalnie nie wiedziałem jak sobie z nimi poradzić i w końcu odnajdywałem rozwiązanie. Miałem wiele lęków i myślę, że moja dusza wrzuciła mnie właśnie po to w wir terroru, żebym przestał zwracać uwagę na swoje zdrowie i życie. Obecnie mam to w dupie i jeśli coś mi się stanie, to nawet lepiej. Dzięki takiemu podejściu mniej się boję o siebie i o przyszłość. Zacząłem olewać walenie serca i inne dolegliwości i w końcu zupełnie na to nie zwracam uwagi, a moja kondycja się poprawiła, bo częściej wybieram schody. Znalazłem też w tym padole łez nową pracę i jest ok. Człowiek czuje, że żyje jak w obozie pracy ale dusza się uśmiecha, jakby to wszystko było tylko jakimś chorym snem. No bo, co to znaczy rzeczywiste? Co jest rzeczywiste? To wszystko złudzenie. Po co się martwić o życie, jeśli ono nigdy nie należało do mnie. Gdy je stracę, to nie stracę niczego. A opinie innych? No nad tym jeszcze pracuję. Może niebawem uda mi się pozbyć identyfikacji z tą ciężką jak życie rzeczywistością na tyle, żeby umieć się samemu upokorzyć przed innymi i zupełnie to olewać. Ten świat tak jest zbudowany, żeby zawierał elementy obciążające. Zdrowie – martwisz się o zdrowie. Życie – boisz się śmierci. Pieniądze – boisz się, że nie będziesz miał za co żyć, co jeść. Opinia – boisz się, że ludzie pomyślą, że jesteś inny, że jesteś dziwakiem, bo nie pasujesz do ich wyidealizowanego obrazu świata. Będą się obrażać na ciebie za to i cię nie lubić. Bo oni są związani, wręcz przywiązani do tego wszystkiego i dlatego muszą się odradzać i tutaj wracać. Jak kiedyś za granicą byłem w ekstremalnej sytuacji i jechałem do pracy mając uczucie, że zaraz umrę, to w końcu moje ego umarło, ale na moment tylko. Było to jednak piękne i uwalniające na moment doświadczenie. To cierpienie, to nic innego, jak tylko ego. My sami w duszy nigdy nie cierpimy. W duszy zawsze jest wolność, tylko (znów Castaneda) trzeba umrzeć dla świata. Świat, to codzienność, codzienne problemy, lęki, dylematy, a umrzeć dla tego wszystkiego, to żyć i robić to wszystko nadal, tylko być jak gdyby obok, niczym uwolniony duch, który przygląda się temu jakby film oglądał. Trzeba umrzeć w życiu, umrzeć jako ego (to ego trzeba wziąć i nim umrzeć) i odrodzić się jako… no właśnie, jako kto, co? nie wiem, ale wiem, że za to jest umrzeć warto.

  44. kejpero
    Lu 07, 2017 @ 18:17:03

    Miś, przede wszystkim w Tobie! 😉
    Cechy za które podziwiamy dzieci, czy np. psy, coś prawdziwego i niewinnego, nie znikają całkowicie, ale świat je dusi i zakrywa. Jako dorośli też można je mieć, chociaż może nie będziemy cyckać kciuka i ciągnąć koleżanek za włosy. A fajnie jest ciągnąć koleżanki za włosy. 😉
    Jest faktem to co mówisz, że trzeba pracować, jakoś się utrzymywać. U mnie ten proces też trwa już długo, i to tak oscyluje raz w jedną raz w drugą stronę. Co do pracy to zmieniła mi się w tym czasie. Ale było to dosyć wtedy straszne, jedną pracę straciłem, bo po prostu mnie zwolniono Gdzieś tam coś robiłem w innych miejscach, a po jakiś 3 miesiącach dowiedziałem się, że poszukują ludzi do nowo wybudowanego obiektu w moim mieście. Jak zobaczyłem, gdzie składam papiery, to mi kopara opadła, no ale dlaczego by nie spróbować? A tu nagle telefon, rozmowa i jestem. Nigdy bym nie pomyślał, że będę pracował w takim miejscu, nie wiedziałem o co chodzi. Teraz z perspektywy czasu wiem, że ta zmiana była potrzebna. W nowej pracy mnóstwo się nauczyłem, zwłaszcza przez trwający rok konflikt ze współpracownikiem, gdzie psychicznie już nie wiedziałem jak się nazywam. Osoby tak sprytnej i tak przebiegłej, potrafiącej tak bardzo wpłynąć na innych, ich zdanie o mnie, nigdy w życiu nie spotkałem. W końcu ta osoba się zwolniła. Dzięki niej nauczyłem się chyba więcej niż przez resztę swojego życia. Zobaczyłem jak bardzo wyrafinowane mogą być mechanizmy manipulacji, sugestii, wpływu na otoczenie, jak działają, oraz, że jedyną możliwością obrony jest bycie nieskazitelnym. Jestem jej bardzo wdzięczny. Później dostrzegłem też, że ta osoba chyba nie była niczemu winna, tak jakby stały za nią pewne siły. Zobaczyłem, że była tylko elementem pewnej siatki, są ludzie, którzy są tak jakby zdalnie sterowani. Nie interesuje mnie jak to działa, ale potrafię to rozpoznawać. Więc Bóg dał mi wspaniałą możliwość doświadczenia wielu rzeczy, właśnie przez pracę, która spadła mi z nieba. Z nowym współpracownikiem porozumiewam się wręcz telepatycznie, zresztą śmiejemy się, że czasami pracujemy jak mnisi w jakimś klasztorze. 🙂
    Nauczyłem się rozpoznawać kłamstwo i nieszczere intencji, a działa to nie na poziomie umysłu. Taki bonus. Wciąż nad tym pracuję, bo źle reaguję na osoby, które np. starają się być kimś innym, okłamują same siebie, lub gdy ktoś mówi coś w co nie wierzy, chociaż może nawet nie wie że w to nie wierzy. Bardzo muszę się pilnować, gdy ktoś energetycznie wywiera presję, bo zaraz zaczynam wierzgać. 😉 Kolejnym bonusem jest to, że potrafię płakać za innych. W ogóle mi to nie przeszkadza, bo jest to oczyszczające. Nieraz zdrowo sobie popłaczę, oczywiście w domowym zaciszu. Przychodzą jakieś takie dusze, energie, nie wiem. Więc są jakieś profity i właśnie tak sobie radzę. Bo mimo zmiany perspektywy wciąż się uczę. Czasami mam wrażenie, że coraz szybciej. Ostatnio perełką dla mnie jest metoda Hoʻoponopono, to o czym fajnie mówi Hew Len. W to celuję, uzdrawiając siebie uzdrawiam innych i odwrotnie. I to się nie kłóci z perspektywą braku oddzielenia, to wręcz taki pomost. Chyba zaczynam powoli robić to co lubię, pomagać innym. I łączyć jakoś te światy. To nie są dwa bieguny, nie jak Wejście i Krokodyl, bardziej widzę to jak świat w świecie – Hiperrzeczywistość. Może za dużo napisałem, ale może komuś to pomoże. I chcę jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy, zwłaszcza dla czytelników tej strony. Jest na stronie artykuł „Jest duchowość, która nie zna Duszy”. Myślę, że w prawidłowym procesie nie pozbywamy się Duszy, a jedynie wszystko stapia się spowrotem w jedną istotę, następuje harmonia. Opis tego typu doświadczeń dla osób siedzących mocno w tych kategoriach może budzić jakiś lęk i obawy, też się tego bałem. I oczywiście nic na siłę.
    Powoli zaczynam odkrywać, że można całkiem pięknie żyć w obu światach na raz, a raczej, że jest tylko jeden świat. Tu i Teraz.

  45. Niftu
    Lu 07, 2017 @ 18:21:42

  46. Miś
    Lu 07, 2017 @ 18:33:58

    A jesli nie chce sie pracowac w ogole, kiedy juz nie ma napedu wewnatrz do podtrzymywania fizycznego zycia? 🙂 Ja moglbym jedynie odnalezc sie w jakis mikro-spolecznosciah ale to tez z duzym marginesem, bo nie znosze bycia w grupie i w ogole poczucia, ze cos musze, aby cos miec. Tu, w cywilizacji zachodniej kompletnie siebie nie widze…..

  47. kejpero
    Lu 07, 2017 @ 22:23:17

    Niftu, mój pierwszy współpracownik o którym przed chwilą pisałem, to taki „Mały tyran” z Castanedy. Miałem tą przyjemność i łaskę by go spotkać.
    A z sercem miałem podobnie, kilka ładnych razy byłem na pogotowiu, bo bałem się, że umrę. I pamiętam, że był moment, w którym stwierdziłem, że co ma być to będzie i niech będzie, ale nie chcę się bać. Coś wtedy odeszło i straszenie śmiercią się skończyło. Co do Castanedy, to można się srogo przy nim wystraszyć, zresztą tam w pewnym momencie jest zamiana jednego obrazu świata na inny. Co z tego, że gdzieś w szczegółach doczytać się można, że dopóki nie zatrzymasz świata, Twój świat czarodzieja może być kolejną ułudą. Castaneda bardzo dużo mi dał, ale to trochę jak granat w rękach dziecka. 🙂
    W pewnym momencie zrozumiałem, że pomijając cały ten dreszczyk ma on wiele wspólnego z tym co np. mówił Jezus, albo z tym, co jest w niektórych opracowaniach Huny (Tylko jeszcze nie Max Freedom Long, bo on był dla mnie zbyt okultystyczny, ale np. Serge King, jest już zdrowszy, książka „Szaman Miejski” jest ekstra, zresztą wspomina o Castanedzie i Jezusie).
    Cały ten proces ma coś wspólnego z umieraniem, tyle, że umiera to co nie było prawdziwe, ale że przy okazji jest to coś, z czym błędnie się utożsamialiśmy, to odnosi się wrażenie, że to my umieramy.
    Większość tych ścieżek duchowych, to się nagle okazuje, że to wszystko jedno i to samo. 🙂 Tylko droga była inne, więc i krajobraz był inny. To jest też dobre, bo można tylko przyswoić pojęcia i sprawnie nimi operować w ramach światopoglądu danego człowieka. Czy to będzie Buddysta, Hindus, Chrześcijanin, Muzułmanin. Skoro magazyn z bronią wroga stoi otwarty, to można korzystać. 😀

    Co do filmu, Pani Patrycja i Pan Cesar, jakoś tak podskórnie im nie wierzę, jakaś lampka się zapala, ale to tylko moje odczucie. Oczywiście każdego można słuchać z powodzeniem i wyciągać wnioski. Niektórzy coś widzą, inni przekazują suchą wiedzę, jedni i drudzy są potrzebni.
    Dla mnie takim najbardziej wiarygodnym z tych, co znalazłem na YouTube jest Papaji. A oto próbka możliwości i to nie jest wyciśnięte z palca. On wie z kim rozmawia i wie do kogo mówi.
    https://www.youtube.com/watch?v=PHX-zEvaSE0 (Śmiech buddy)
    https://www.youtube.com/watch?v=LTMk7EbByOE (Pokaż mi Boga)
    https://www.youtube.com/watch?v=Dqnmy7v-seo (Fragmenty Satsangów)
    https://www.youtube.com/watch?v=9dXJpz3Tj3I (Kolejne fragmenty Satsangów)
    https://www.youtube.com/watch?v=7z2YuOcIQ1s (Nie potrzebujecie żadnego nauczania, ani żadnych nauczycieli)

    Miś, czy ty czasem nie szukasz aprobaty dla lenistwa i Twojego „ciężkiego” stanu?. 😉
    To jest Twoje życie! Wykorzystasz je jak chcesz. Musiałbyś się urodzić królem by mieć to czego byś chciał, ale jak wnioskuję tym razem się to nie wydarzyło. 😉
    Sam zdecyduj, czy chcesz się dalej babrać w błocie, sam wybierz!
    Nikt nie zrobi tego za Ciebie! Wszystko jest w Twoich rękach!
    Nowy świat czeka na Ciebie, wakacje się skończyły!
Pozostań wierny sobie, to znajdziesz to co z Tobą rezonuje, wszędzie, być może nawet będą Ci podkładać jedzenie pod nos, nie wiem. 😛
    Nie będę Ci pobłażał, ty wiesz co masz zrobić, tylko chyba Ci się nie chce. Czyż nie? 😉
    Trzymaj się zdrowo, wszystkiego dobrego! 😉

  48. Swiat Ducha
    Lu 07, 2017 @ 23:34:27

    kejpero
    dzięki za ciekawy wpis!

    Niftu
    Nasz stary kumpel Cesar dobrze gada, ale trochę podchmielony krokodylowo.. 🙂 niemniej nie trzeba się przestraszać – przekaz jest przekazem. Tyle, że powstaje pytanie: na ile jego doświadczenie powstaje z samego bycia a ile z „doładowania” symbiontem?

    Miś
    A co jeśli?
    W takiej sytuacji pozostaje oddychanie i zachwycenie się samym oddechem, on sam z siebie przychodzi i nie trzeba się wysilać..
    Ja wiem, że tutejsze społeczności nie są przygotowane na takich zawodników, niemniej jesteś i tyle. Komfortu nie wróżę 🙂 ale dobra zabawa może być 🙂
    (a tak na serio, to można by się zakręcić za jakimś sesjami oczyszczającymi karmę.. np. podobnymi do tych: link) Sesje na wymianę z kimś mają ten plus że nie musisz mieć na nie pieniędzy.

  49. Niftu
    Lu 08, 2017 @ 07:06:51

    kajpero,
    no dokładnie tak jest, że wszystkie ścieżki prowadzą na ten sam szczyt i nawet można powiedzieć, że jest to analogia doskonała. Początek podchodzenia to zazwyczaj niski kąt natarcia, przyjemna przechadzka w malowniczej okolicy, zapach sosen i miłe towarzystwo współtowarzyszy. Z czasem robi się coraz stromiej. Niektórzy zostają na jednej wysokości na całe życie i budują tam domy, albo kościoły. Inni idą dalej. Ścieżka, którą wybierzesz, jest twoim osobistym wyborem. Możesz iść na pionową ścianę, jeśli czujesz, że dasz radę. Inni wybierają inaczej, mądrzej, głupiej, w zależności od doświadczenia duszy. Na pionowej ścianie nie ma oparcia, a ludzkie życie wisi na jednej linie. Na ścianie się śpi, je, żyje. Ma się świadomość, że każdy krok jest ryzykowny i że zaraz można zginąć. Czasami ma się ochotę puścić i zapomnieć o wszystkim, ale jeśli jest stromo i bardzo zimno, to oznacza, że szczyt jest bardzo blisko. Zazwyczaj idzie się we mgle, więc nie wiadomo gdzie się jest, ale wiadomo gdzie jest góra, a gdzie dół niezależnie od warunków podchodzenia. To jest taki wewnętrzny kompas. Jeśli jest lekko i przyjemnie, to znaczy, że stoisz w miejscu. Niektórzy znajdują jaskinie i się w nich zaszywają, inni półki skalne itp. Pozostali idą dalej. Idą dalej ku najcięższemu etapowi wspinaczki – ku strefie śmierci. Na tej wysokości przeżywają tylko najsilniejsi i gdy już się tam znajdą, to muszą coś poświęcić z siebie, by móc ukończyć tą morderczą wspinaczkę. To jest droga wyrzeczeń i ekstremalnego poświęcenia.

    Miś,
    czasami się można zatrzymać w takiej melancholii, ale ona jest tylko taką półką skalną. Pozostaje nadal decyzja, czy iść dalej, zebrać się w sobie i podjąć dalszą wspinaczkę, czy zacząć schodzić i powrócić do zwyczajnego życia? Z tego, co piszesz opcja numer dwa odpada totalnie. Ale też nie masz jakby siły na dalszą wspinaczkę. Może po prostu potrzebujesz na jakiś czas zostać na tej półce skalnej i tyle. Zbieraj siły.

  50. Miś
    Lu 08, 2017 @ 09:31:29

    Ludziki kochane :). Brniecie tutaj w niepotrzebna mistyke a ja ciagle, uparcie kraze wokol przyziemnych tematow. Zadna sesja, zadna karma! To kolejne wymysly ludzi, ktorzy ugrzezli w kolejnym z systemow majacych na celu trzymanie czlowieka w niewoli, w wyobrazeniach, ze cos jest takie a nie inne. A mi chodzi o prozaiczna rzecz: w tym swiecie, tutaj i teraz, ciagle zyjemy jako czyis niewolnicy. Musimy chodzic do pracy i cos produkowac, wyrabiac aby otrzymywac za to pieniadze i 99,9 procent ludzi nawet nie zastanawia sie, po co to robi. A mi wlasnie sie przejasnilo i juz wiem, ze nie ma to zadnego sensu. I automatycznie odpada energia na uczestniczenie dalej w czyms takim. Jednak jak Andrzej zauwazyl, nasze spoleczenstwa nie sa przygotowane na takie cos. Moze jedynie jakies male spolecznosci, cos na wzor zakladanych przez niektorych ludzi chcacych sie odciac od tego wszystkiego osad, wiosek ale to tez pachnie mi mocno jakims sekciarstwem, narzucaniem swoich wlasnych regul a mi chodzi, aby zyc w swiecie, w ktorym nie ma zadnych regul, poza regula serca! Tak, to jest mozliwe, ale poki co wylacznie na jednostkowa skale. Poziom manipulacji umyslem czlowieka jest w tej chwili tak ogromny, ze nawet Wy, moi kochani, odrzucacie to jako utopie niemozliwa do zrealizowania. A czy zastanawialiscie sie kiedys, jak chcecie spozytkowac Wasze zycie? Czy ma sens codzienne chodzenie do pracy, placenie rachunkow, ta nieustanna konsumpcja, gra w spoleczne pozycje? Bo dla mnie nigdy nie miala sensu, calkowicie zadnego. Jest przerazajaca i smieszna zarazem, bo trzyma nas bardzo mocno przy ziemi, a raczej w piekle, bo Ziemia to piekna planeta jest. Pewnie odezwa sie glosy, ze skoro tutaj jestesmy, trzeba cos dawac od siebie. Owszem, powinno sie dawac, skoro zyje sie posrod innych ale na swobodnej zasadzie, a nie w matrixowym uscisku polegajacym na automatycznym, codziennym wykonywaniu czynnosci, ktore nie maja sensu. Nie obchodzi mnie to, ze jakis Kowalski chce miec wiecej i ja musze wypracowac swoja norme, aby on cos z tego mial. Ani to, ze moje podatki rzekomo ida na publiczne cele. Mam to gleboko gdzies. Pragne sie raz na zawze odciac od tego wszystkiego, jedynym problemem jest znalezienie miejsca, gdzie mozna tak zyc. Bo na pewno nie w naszej wspanialej, zachodniej cywilizacji, gdzie bogiem jest pieniadz a sesnsem zycia nieustanna konsumpcja…

  51. Swiat Ducha
    Lu 08, 2017 @ 10:03:49

    Miś

    ponoć Einstein powiedział
    „Żadnego problemu nie da się rozwiązać na tym samym poziomie świadomości, na którym powstał.” Ponoć, bo nie widziałem tego tekstu 🙂

    Piszesz:
    >zadna karma! To kolejne wymysly ludzi, ktorzy ugrzezli w kolejnym z systemow majacych na celu trzymanie czlowieka w niewoli,

    Ja coraz mocniej przekonuję się, że w przekonaniu o „narzuconej” zdradliwie, kłamliwie karmie jest prawda.
    Jeszcze może nie jestem całkowicie przekonany, ale zbieram dowody, dane, i są one dla mnie przekonujące.

    >ja ciagle, uparcie kraze wokol przyziemnych tematow

    tyle tylko, że te dowody nie są z obszarów przyziemnych, są dowodami np. z sesji wglądowo-regresyjnych Calogero Grifasi.

    I wracając do słów Einsteina, bardzo bym chciał, aby rozwiązania z poziomów przyziemnych znajdowały się na poziomach przyziemnych. To pewnie dawno bym tą oszukańczą „zagadkę” rozwiązał. A jeśli nie ja, to tysiące innych mądrzejszych i zdolniejszych by to zrobiło. Niestety, co widzę, to nie tysiące a miliony są pogrążone w nadziewaniu się na fałszywe jadło i biorą sobie krokodylce do siebie i wyglądają jakby byli tak silni i sprawni a są cały czas przelęknieni wewnątrz, nadal mają deficyty, i tylko gromadzą sobie skutki swoich wyborów.

    Tak więc jak mówisz o masowej manipulacji Miś to zgadzam się, i mówię, że jest to nie tylko manipulacja materialna, ale duża manipulacja w świecie duchowym.

    Owszem, jak widzę to w sesjach (także tych, które sam przeprowadzam), to Reptilianie po fakcie respektują prawa człowieka do samodzieloności i samostanowienia i nie ma z tym problemów. Jak się domagać realizacji swoich praw duchowych, odstępują, nie są agresywni. Ale sami z siebie nie chcą stworzonych umów, więzów z człowieka puszczać, nie mają intencji, chcą żywić się ludźmi i ich energiami.

    Tak jak piszesz, na jednostkową skalę, na skalę grupy mało co można, a na skalę większej grupy już niemal nic nie można.. I to mnie napełnia smutkiem.

    Jednakże nie przez przypadek proponuję sesjowanie. Jest to osobiste wznoszenie się na poziomy duchowe, na których nasze Dusze są zaplątane w oszukańcze umowy, przysięgi, transy, hipnozy z tymi którzy ich w to wciągnęli.

    Bardzo wiele osób będzie mi oczywiście wtykać palce do oczu teraz mówiąc, że to
    „jaki to rozwój duchowy”,
    „jakie to pozytywne podejście do życia masz, że tak uważasz, że na wysokich poziomach duchowych są obciążenia !!! (tu oburzenie następuje tej osoby)”
    „ciągle trwasz przy negatywnej wizji”
    itd..
    Natomiast lata całe w sytuacji gdy moja Dusza odmawia współpracy, pracy dla dobra obecnej inkarnacji, nie jest chętna do sukcesów itd. przekonały mnie, że „tam, gdzieś” w obszarze duchowym są przyczyny, do których na razie nie sięgam. Ale sięgnę.

    I co, jest to negatywizm? Czy tylko realizm, pokazujący wszechobecne zniewolenie? Ludzie międlą w ustach słowa o posiadaniu swojej wolnej woli, a tak naprawdę jak mają jej 20% to jest super dobrze. Ale mówić nikt nie przeszkadza, nawet 1 poprawka do konstytucji USA to zapewnia. A jeśli tak jest, to kłapanie paszczą jest po prostu nieszkodliwe – można sobie nią kłapać..

    Turoń co kłapie paszczą!!

    Tutaj odpowiedni do kłapania paszczą obrazek, nawet adekwatny do pory roku! 🙂

    Kłapanie paszczą to tylko poziomy astralny, mentalny, przyczynowy, buddialny i atmaniczny. Wystarczy, że istoty, które ludzi oszukują mają ciała na poziomach wyższych: anupadaka, adi, twórczości aby robiły Dusze w konia jak chciały.

    Jeślibym widział żeby cokolwiek dawać dla grupy z siebie (a nie zasilać przy tym Matrixa), to jedynie rozumiem, że to ma być pokazywanie jak można to rozpoznawać i wychodzić z tego kłopotu. Bo jakakolwiek działalność matrixowa, ponad proste przeżycie wydaje mi się nie mieć sensu, ponieważ zasila ów system.

    ***

    (Dla nie wiedzących dlaczego piszę o „oszukańczej duchowej zagadce” – uważam, że wyższe, niewcielone a niegodziwe istoty z wysokich planów duchowych oszukały nasze nieświadome i naiwne Dusze obiecując im gruszki na wierzbie, i z tego narodził się System Ziemski w którym jesteśmy traktowani jak prosiaki w chlewni, wyzyskiwani ciągle z powodu naszych mało świadomych i nierefleksyjnych Dusz. A duchowość którą znamy z kościółka bym raczej zamienił na duchowość w sensie obozu pracy przymusowej..)

    To co Niftu powiedział:
    >Na ścianie się śpi, je, żyje. Ma się świadomość, że każdy krok jest ryzykowny i że zaraz można zginąć.

    no to ja tak nawet nie chciałbym tego opowiadać, bo to trochę jest przerażające, wolę płaszczyzny do życia 🙂
    ALE jest to raczej dobry opis życia, a przyznacie, że takie „życie na duchowej skale” jest dalekie od komfortu.. Ale raczej to właśnie widzę jako nasze duchowe realia.. a nie „kwiatki i aniołki”, które wyznają duchowo zadowoleni..

  52. Miś
    Lu 08, 2017 @ 13:33:26

    No widzisz, Andrzej, ja nie potrzebowalem sesji, aby miec taka wiedze. Dlaczego tak jest, nie wiem, i wlasciwie to nie jest dla mnie za bardzo istotne. Za to od zawsze czulem sie tutaj obco a realia, jakie tu sa, od zawsze odpychaly mnie od uczestniczenia w tym swiecie.

    Moglbym pokusic sie o sesjowanie na temat tego, w jakim celu sie tutaj pojawilem, skoro realia sa dalekie od tych, z ktorymi ja sie utozsamiam. Ale to przyjdzie z czasem. Natomiast coraz wyrazniej dostrzegam calkowity bezsens zadawania pytan na zewnatrz, bo tam ich nie ma, znaczy nie ma odpowiedzi. Jak slusznie zauwazyles, juz Einstein powiedzial, dostrzegl, ze przyczyn nalezy szukac na poziomie wyzszym od tego, ktory owe pytania rodzi. Wiem jedno, nie z tego swiata jestem i nie ma takiej sily na tej planecie, ktoraby mogla to za mnie zmienic bez mojej zgody na to. Owszem, moge miec tutaj ciezki zywot ale w duchowego punktu widzenia jest to drobnostka. Dlatego bardziej interesuje mnie dojscie do swiadomosci, dlaczego tutaj jestem. A moze jest tak, ze po to tu jestem, aby w cudzyslowiu zdac sobie sprawe z tego, jak w istocie wyglada ow swiat i aby powoli przyzwyczajac sie do tego, aby juz tu wiecej nie inkarnowac? Drog jest tyle, ile jest nas samych na swiecie, kazdy ma swoja wlasna, indywidualna sciezke podazania ku Zrodlu, tak to widze na dzis dzien. Ale poki co jeszcze mam na tyle silny umysl, ze chwilowo przejmuje on kontrolei wtedy pojawiaja sie te wszystkie egzystencjalne pytania…..

  53. kejpero
    Lu 08, 2017 @ 14:38:32

    „A mi chodzi o prozaiczna rzecz: w tym swiecie, tutaj i teraz, ciagle zyjemy jako czyis niewolnicy. Musimy chodzic do pracy i cos produkowac, wyrabiac aby otrzymywac za to pieniadze i 99,9 procent ludzi nawet nie zastanawia sie, po co to robi. A mi wlasnie sie przejasnilo i juz wiem, ze nie ma to zadnego sensu.„
    Kiedy musisz, nie ma to sensu, zgadzam się! Ja się w pewnym momencie musiałem opowiedzieć za tym jak chcę żyć. Z jednej pracy mnie zwolnili, bo nie podobało mi się, że musiałem zabiegać o uwagę innych. Gdy przestałem fałszywie słodzić, to zostałem zwolniony. Oczywiście wtedy też trochę rozrabiałem, ale myślę, że głównym powodem było to, że się postawiłem. Z nieba spadła mi nowa super praca i tam zostałem poddany największej próbie w swoim życiu. W między czasie współpracowałem jeszcze z miejscem w którym pracowałem prawie 10 lat. Nie podobało mi się to co się tam dzieje, tamtejszy szef, chociaż go lubiłem, położył na wszystkim łapę, ustalał wszystkie zasady i szukał niewolników. Pewnego dnia postawiłem się mówiąc, że nie będę robił czegoś wbrew sobie i się rozstaliśmy. A próba w nowej pracy, której zostałem poddany, miała chyba ostatecznie wyklarować w co wierzę. Jeśli czytałeś Castanedę i historię o małym tyranie, to właśnie było coś takiego. To było coś strasznego. Nie mogłem popełnić żadnego błędu. Osoba z którą przyszło mi pracować była tak przebiegła, tak szalenie inteligentna, stały za nią jakieś potężne siły. Najbliżsi współpracownicy i szef wszystko widzieli, ale nikt nie mógł nic zrobić, wszystko było tak ustawione. Musiałem być nieskazitelny. I mieć czyste intencje wobec człowieka, który na każdym kroku wbijał mi nóż w plecy i podkładał kłody pod nogi. Jednocześnie nie mogłem użyć tej samej broni, było to tak zrobione, tak przebiegłe. Dobrze, że miałem wsparcie pozostałych kolegów i mówili, że muszę to przetrwać. Ktoś kto nie widział sytuacji mógłby powiedzieć, że skoro wszyscy widzieli, że coś jest nie tak, to dlaczego nie podjęto jakiś kroków? Ale uwierz mi, że poprawność polityczna była zachowana w 100%, a sytuację widziały tylko osoby najbliższe. I nagle horror się skończył. Po tym nie mogę powiedzieć, że pracuję. Robię to co lubię, zarabiam tyle, że wystarcza mi na to by nawet nienajgorzej sobie prosperować. Jadąc do pracy nie czuję tego wcale. A efekty mojej pracy wpływają na wiele ludzi. Robię to co lubię. Przestałem o tym mówić, zresztą moi znajomi też się zmienili. Gdy mówiłem jak bardzo zadowolony jestem ze swojej pracy, z szefa, to ich to drażniło, myśleli, że oszukuję, że się wynoszę. To było te 99,9% ludzi, którzy muszą pracować wbrew sobie. Ja mam komfort, że nie muszę pracować wbrew swoim ideałom, a mam luz by móc rozwijać się jako po prostu człowiek. Więc da się, nie wiedziałem, że to możliwe i jeśli Ci się to przytrafi, to ludzie i tak Ci nie uwierzą, w większości. Powiedzą, że masz coś z głową.

    „Andrzej zauwazyl, nasze spoleczenstwa nie sa przygotowane na takie cos.”
    System jest tak skonstruowany, że Ciężko z nim walczyć. Ludzie, którzy walczą z systemem, tak na prawdę go zasilają. Bo walka odbywa się tu poprzez wychodzenie z niego, a nie niszczenie go. Wychodzenie z niego właśnie głosem Twojego serca. Ale zauważyłeś jak to jest skonstruowane, że jak wyskoczysz sam to umrzesz z głodu. Dlatego chyba trzeba opowiedzieć się za ścieżką miłości, prawdziwej miłości. Bóg ma sporo do gadania, są miejsca w których możesz znaleść spokój i przeniesie Cię tam, ale jednak, mimo wszystko musisz wykonać pewną pracę. Coś na zasadzie by udowodnić, że chcesz tego na prawdę. Urodziłeś się w więzieniu, musisz z niego uciec. Nie wywiozą Cię z niego na tronie tylko za sam fakt, że się zorientowałeś. 😉

    „Poziom manipulacji umyslem czlowieka jest w tej chwili tak ogromny, ze nawet Wy, moi kochani, odrzucacie to jako utopie niemozliwa do zrealizowania.”
    Utopia niemożliwa do zrealizowania? To jest miejsce w którym mogę to powiedzieć i to nie jest nawet coś co wierzę, wręcz wiem to, bo potrafię to sobie wyobrazić. Potrafilibyśmy żyć w jednej, ogólnoświatowej wspólnocie w zgodzie z naturą. Nie musielibyśmy zapierniczać codziennie 8 godzin by stać nas było na miskę ryżu. Dałoby się żyć na zasadach wzajemnej relacji. Co prawda ktoś musiałby pracować, ale na zasadach dzielenia się z innymi. Tylko to się samo nie zrobi. Ale nie pracujesz już dla tego świata, a tworzysz świat zupełnie nowy, w którym chciałbyś żyć. Zresztą masz to szczęście, że doświadczyłeś tego, że jesteś Tu i Teraz, jesteś tym wszystkim. Jak sobie to wyobrażasz?

    „A czy zastanawialiscie sie kiedys, jak chcecie spozytkowac Wasze zycie?”
    Kiedyś się zastanawiałem, teraz już wiem. Chcę rozwijać się i doświadczać coraz to nowych rzeczy, by móc pomóc sobie i innym żyć w lepszym, wolnym świecie. Przy okazji by robić to sprawnie muszę być Tu i Teraz, czyli czyścić, i czyścić. Kiedyś bardzo mocno trafiło do mnie zdanie „Czy zastanawiałeś się ile ludzi musiało zginąć, żebyś ty mógł żyć?” Może czas wieszania na krzyżu za prawdę się już skończył?

    Czy ma sens codzienne chodzenie do pracy, placenie rachunkow, ta nieustanna konsumpcja, gra w spoleczne pozycje?
    Chodzenie do pracy? Dla mnie ma, bo pracuję dla wolności.
    Płacenie rachunków? Same się płacą. Ma to tę zaletę, że nie musisz mieszkać pod ławką. 😉
    Ta nieustanna konsumpcja. Tylko na tyle by móc sprawnie działać, mam stary telefon z guzikami i jeżdzę starym samochodem. Gdy się zepsuje kupię używany.

    „Nie obchodzi mnie to, ze jakis Kowalski chce miec wiecej i ja musze wypracowac swoja norme, aby on cos z tego mial.”
    Mnie też. 😉

    „Owszem, powinno sie dawac, skoro zyje sie posrod innych ale na swobodnej zasadzie, a nie w matrixowym uscisku polegajacym na automatycznym, codziennym wykonywaniu czynnosci, ktore nie maja sensu.”
    Żeby tak się stało, musisz zacząć to robić. Przecież to się samo nie zrobi.
    My Ci nie mówimy tutaj, że ty do czegoś nie masz prawa, a raczej, żebyś nam pomógł.
    Oczywiście, że masz prawo usiąść pod drzewem i czekać, aż wybudują wokół Ciebie świątynie. I nie piszę tego złośliwie, bo niektórym się to udało. 😉
    I tego też nie powiem złośliwie, ale popatrz. Człowiek całe życie pragnie wolności, pragnie decydować o swoim życiu. A gdy to dostaje, nie wie co z tym zrobić. 😉
    I doskonale Cię rozumiem, też tak miałem. „Jak to, i to wszystko?”.

    „Pragne sie raz na zawze odciac od tego wszystkiego, jedynym problemem jest znalezienie miejsca, gdzie mozna tak zyc.”
    Znów nazwiesz mnie mistycznym ludzikiem, ale jest takie miejsce, w sercu, Tu i Teraz. Nie musisz pracować dla starego świata, stary świat, ten system, to ruina. Wystarczy, że słońce wyłączy nam na ziemi prąd i to leży. 😉
    Trzeba budować coś nowego, opartego na miłości i naszej prawdziwej naturze.
    Nie musisz pracować, nie musisz płacić rachunków, ale by działać w tym skuteczniej jednak warto mieć dach nad głową.
    Mojej wolności nie urąga stanie w korku czy kolejce do kasy w biedronce.
    Teraz masz wybór, wielu ludzi nie czuje tego, że ma wybór. Ty go masz.
    Przecież nikt nie zrobi nic za Ciebie.
    Po prostu szukaj tego miejsca, a je znajdziesz!
    Obudziłeś się, odpocznij sobie, nabierz sił i idź pracować na to w co wierzysz!
    Nie jesteś sam. 😉

  54. Niftu
    Lu 08, 2017 @ 18:24:06

    Z tego, co widzę kolega Miś szuka czegoś takiego, co spotkało bohatera filmu Matrix. Nikomu się jeszcze nie udało znaleźć drzwi wyjściowych, a ci, którym teoretycznie mogło się to udać zapewne nie rozpatrują możliwości powrotu. Ja się przyznaję, nie mam klucza. Tu na forum rozpatrujemy inne możliwe metody opuszczenia pokładu w taki sposób, żeby po wpadnięciu do oceanu od razu nie zjadły nas ryby. Ale żeby nie zjadły, to trzeba te ryby bliżej poznać. Kolega Miś neguje istnienie ryb i oceanu.

  55. Miś
    Lu 08, 2017 @ 18:42:13

    Niftu -> ja bardzo lubie rybki, oceany i inne zywe stworzenia :).Ja neguje kapitalizm z jego calym systemem drenazu spolecznego, polegajacego na bezmyslnej walce o wszystko dzien po dniu, konsumpcji i tego typu. Wychowalem sie za czasow PRLu i mozesz wierzyc lub nie, ale tamten system mial mnostwo wad, ale jedna zalete – bez wzgledu na to, czy chciales konkurowac o cos czy nie, i tak miales zapewniony byt. A dzis nie walczysz – nie zyjesz. A mnie ciagnie do duchowosci i rozwoju w spokoju i wzglednym poczuciu bezpieczenstwa a nie do walki i powrotu do instynktow odzwierzecych rodem z dzungli.

    No widzisz, to mam duzy klopot 🙂 Bo ja na dzien dzisiejszy nie widze ABSOLUTNIE zadnego miejsca, zadnej pracy, w ktorej czulbym sie dobrze. Niewazne, czy to bedzie ekologiczna wisoka czy jakies male panstwo – nie chce w niczym takim uczestniczyc. Moja negacja rzeczywistosci zastanej tutaj osiagnela poziom 100 procent i nie zanosi sie na to, aby mialo to ulec w najblizszej przyszlosci jakims zmianom. Dlaczego? Bo czuje sie juz maksymalnie zmeczony byciem tutaj, byciem czlowiekiem, uczestniczeniem w tym, co nazywa sie byciem w tzw. cywilizacji. Pozostaja utopie, ktore byc moze kiedys sie zrealizuja, ale poki co nie maja na to szans, bo jest nas zbyt malo, aby stalo sie to na dzien dzisiejszy mozliwe. Moim pragnieniem jest nicosc, rozplyniecie sie, smierc fuzyczna i zaprzestanie inkarnowania sie tutaj raz na zawsze. Aby w koncu opdoczac od doswiadczania tutaj. Moze nawet na zawsze….

  56. Niftu
    Lu 08, 2017 @ 19:06:08

    No to pozostają Chiny może Cuba

  57. Niftu
    Lu 08, 2017 @ 19:06:44

    A nie, Chiny to na pewno nie… to tylko Cuba : )

  58. kejpero
    Lu 09, 2017 @ 02:00:14

    „A dzis nie walczysz – nie zyjesz.” – skoro w to wierzysz i nie chce Ci się tego zmieniać, to nikt Cię do tego nie zmusi.
    „A mnie ciagnie do duchowosci i rozwoju w spokoju i wzglednym poczuciu bezpieczenśtwa” – musisz sobie o to zadbać robiąc to co kochasz.
    Każdy chciałby żyć tak jak to opisujesz, ale pracować nad tym by tak się stało to już niezbyt wielu się chce.
    Co potrafisz dać innym od siebie?

  59. kejpero
    Lu 09, 2017 @ 02:07:19

    Byłbyś w stanie odpowiedzieć na dwa proste pytania?

    Czego byś chciał?
    Jak to osiągnąć?

  60. Miś
    Lu 09, 2017 @ 10:29:54

    Jasne, to bardzo proste :).

    1. Chcialbym zyc wylacznie tak, jak ja tego chce, bez zwracania uwagi na innych, na okolicznosci. Krotko mowiac, robic to co chce i nic ponadto. bez uwzgledniania czy to sie innym podoba, przydaje itp.

    2. Nie da sie tutaj tego osiagnac bo to jest zaprzeczenie tzw. zycia spolecznego, polegajacego na wspolzyciu, placeniu podatkow, uznawaniu zasad spolecznych i prawnych itp.

    Wyjasnilo sie?

    A co do Chin to bardzo fajnie tam sie zyje, jesli nie krytykuje sie wladzy. Mam znajomego, ktory ma tam firme. Nie ma tam korporacji, wysokich podatkow, praktycznie jest to raj dla wszystkich, ktorzy nie chca uczestniczyc w rabunkowej, kapitalistycznej gospodarce, w ktorej tylko wierchowka ma cos a reszta ochlapy. Ale widze, ze Ty wolisz jednak wspierac ,,rodzimy’ system.

    Niftu, nie odwracaj kota ogonem :). Rozwoj duchowy to nie tylko aniolki, czakry i odczucia ale stanie twardo na nogach, na zimei (bo tu egzystujemy). Bardzo dziwi mnie postawa wielu osob zajmujacych sie duchowoscia i unikajacych jak ognia tematow egzystenjalnych bo to one de facto w ogromny sposob wplywaja na to, jak zyjemy i co mamy do przerobienia. Strona Andrzeja zadnym portalem ekonomicznym nie jest, jednak niemniej kapitalizm to gadzi system, w ktorym rola czlowieka jest sprowadzona do bycia de facto nowoczesnym niewolnikiem, pracujacym na czyjajs rzecz. Wedlug mnie dosc powaznie to obniza wszelkie mozliwosci decydowania o sobie i o swoim rozwoju, bo tam, gdzie zaczyna sie walka o przetrwanie konczy sie miejsce na rozwoj (a ten jest mozliwy przede wszystkim wtedy, gdy wyzbywamy sie odzwierzecych, gadzich instynktow na rzecz wibracji lzejszych, bardziej orzwojowych, boskich powiedzialbym). Zgadzam sie takze z Andrzejem, ze nasza cywilizacja oraz tzw. system ziemski zostal tak zaprojektowany, aby utrzymywac ludzi w nieswiadomosci, ponadto projektujacy go doskonale znali prawo karmy i wiedzieli, ze wywzwolenie z niej nastepuje jedynie wowczas, gdy czlowiek inkarnuje sie w calkowicie sprzyjajaych warunkach, w ktorych nie tylko nie musi martwic sie o byt ale w ktorym dochodzi do swiadomosci, ze jest mu to juz niepotrzebne, a rzeczywistosc go otaczajaca jest doskonala. Wtedy nastepuje Oswiecenie i wyjscie z kola karmy. Zarzadcy specjalnie wprowadzili tak radykalne warunki na Ziemi wlasnie po to, aby utrudnic dojscie do tego stanu. No bo przeciez niewolnik ktory wie, ze nim jest zaczyna myslec o tym, jak nim przestac byc, a przeciez dla kogos, kto czerpie z tego zyski nie jest na reke, nieprawdaz ? 🙂 ….

  61. Miś
    Lu 09, 2017 @ 10:59:07

    Kejpero -> nie dogadamy sie bo masz glowke nabita kapitalistyczna filozofia :). Sorry Vinetou….

  62. Miś
    Lu 09, 2017 @ 11:25:15

    A kapitalizm neguje z prostego powodu: jest systemem spolecznym bazujacym na instynktach odzwierzecych, kladacych nacisk na walke i przetrwanie jak rowniez na dominacje nad przeciwnikiem w celu pozyskania korzysci. Socjalizm zas, przynajmniej w swej idealnej postaci, jest systemem opartym o szeroko rozumiane wspolzycie (socjal to spoleczny). Innymi slowy, kapitalizm to gadzi system, przeczacy temu, czym jest czlowiek i szeroko rozumiany rozwoj duchowy.

  63. Niftu
    Lu 09, 2017 @ 18:24:58

    Miś,
    ponieważ to „jest” portal mówiący o gospodarce i ekonomii, to chciałbym zauważyć, że każda spłata rat kapitałowych jest równoważna trwałemu wycofaniu pieniądza o takiej samej wartości nominalnej z obiegu gospodarczego

    Panie Andrzeju, w następnym artykule proponuję przyjrzeć sie stopie rezerw obwiązkowych. Obowiązkowo.

    Panie Kajpero, ma Pan rację, minimalnie wzrósł odsetek przeterminowanych należności, który obecnie sięga 21,2 procent. To 0,2 punktu procentowego powyżej wyniku z poprzedniego kwartału.

  64. Swiat Ducha
    Lu 10, 2017 @ 01:19:45

    Jak widzę, to tu troszkę zawrzało.
    Cieszę sie, że żyjecie 🙂 hehe
    Wrzenie świadczy o życiu!

    Po pierwsze, dzięki za komentarze.
    Ja mówię, że nie lgnę do postaw, przekonań. A przynajmniej jestem przekonany do wtórności przekonań.

    Kto jakie ma, to jest jego faza rozwojowa. Bardzo ważna, bo jest częścią procesu, jest „przystankiem”. Co wartała by była linia autobusowa bez przystanków? Jest przystanek kapitalizm, jest przystanek religia, jest przystanek guru, hinduizm, jest przystanek jeszcze inny.

    Jednak linia jest linią dlatego, że nią jeżdżą autobusy. I kursowanie, posuwanie się autobusu do przodu jest równie ważne, co przystanek.

    Natomiast to jakiego koloru jest wiata na przystanku – jest troszkę mniej ważne. Jest bardzo ważna dla stojącego na przystanku, ponieważ jest to jedyna wiata dla niego akurat, z której może w tym momencie skorzystać.

    Dlatego, jeśli rozmawiacie do siebie z różnych przystanków omawiając kolory wiat na przystankach, to świetnie… że rozmawiacie.

    Ale i w tym, co mówicie jest wiele cennych spostrzeżeń!!!

    Bo to nie jest byle jaka linia autobusowa!
    To duchowa, rozwojowa linia.
    I naprawdę z dużym zaciekawieniem czytam wasze słowa.
    Bo jesteście mocno zaangażowani, wtopieni w duchowość, głęboko do niej przekonani i upragnieni głębokich duchowych przemian.

    Tyle tutaj padło ciekawych sformułowań i zdań. Aż trudno mi je wszystkie wskazać!

    Ja nie widzę waszej rozmowy jakoś jako sprzeciwianie się sobie, chociaż to może tak się wydawać. Ja to widzę z punktu widzenia bogactwa – jesteście bogaci w wiedzę, doświadczenia, punkty widzenia, podejścia.

    co prawda nie widzę tego jak Miś:
    „Kejpero -> nie dogadamy sie bo masz glowke nabita kapitalistyczna filozofia :). Sorry Vinetou….”

    nawet słowa, że ktoś ma „główkę” trochę pachną poniżaniem, no ale cóż, Miś się trochę zemocjonowałeś pewnie.

    Kajpero prezentujesz bardzo konkretne i zastosowawcze podejście. Opowiadasz o swoich przeżyciach, co jest bardzo cenne. A że niektórzy mogą tak czy inaczej odebrać twoje słowa? Kiedyś nauczyłem się, że nie trzeba brać wszystkiego do siebie. Ale warto zauważać bogactwo u kogoś. Bo jest!

    Myślę, Miś, że nie ma co tobie przedstawiać rozwiązań czy próbować udowadniać cokolwiek. Jeśli masz zdefiniowane centrum ego (serca fizycznego HD), to jesteś bardzo w swojej woli mocny, i w przekonaniach, i postawach życiowych. Z jednej strony jest to świetne, bo jak sobie coś podejmiesz, to nie ma nikogo, kto by cię „złamał”, złamał twoją wolę.

    A czy z drugiej strony jest to dla ciebie niekorzystne? To już nie mnie sądzić, bo przy zdefiniowanych centrach jest również sztywność postaw na nich. Ja mam sztywność duchową na koronie i 3 oku, i trudno mi jest w ogóle przyjmować do siebie jakieś inne podejścia. Ale jakoś z tym żyję, próbuję się dostosować, nieco otwierać.

    Jak to R. Monroe mówił: „People don’t change, they become much the same” „Ludzie się nie zmieniają, tylko stają się coraz bardziej sobą”.
    Mnie nie chodzi o to, aby kogoś zmieniać, aby zmienić ciebie Miś, w coś kim nie jesteś. To ta „definicja” HD tu gra – jest to też zaprogramowanie, tym razem osobowości, charakteru.
    natomiast mam przeczucie, że można to przekroczyć, przekraczać.
    Można zobaczyć, że nie tylko jest się „sobą”, ale też w głębi jest coś jeszcze, więcej, coś, co jest znacznie przekraczające ową osobowość, która jest tak ograniczona oprogramowaniem charakteru.
    To Duch.

    Tak więc, jeśli Miś mówisz, że nie widzisz sibie w tym świecie, to to jest dla ciebie, twojej osobowości realność na teraz.
    Ale to nie wyklucza, że w tobie jest głębia, w której to zewnętrzne przekonanie wygląda blado, bo tam jest coś co przekracza owo przekonanie.

    I chyba właśnie to odkrywasz, bo piszesz: „Natomiast coraz wyrazniej dostrzegam calkowity bezsens zadawania pytan na zewnatrz”

    Uważam, ze bardzo słusznie piszesz – zewnętrze jest jakie jest, nie ma w nim odpowiedzi, nie ma w nim mocy stwórczej. Zewnętrze to tylko Dusze, ciała. O, bardzo ładnie wyglądają, mają mocne energie, sa bardzo przekonujące, ale w nich nie ma odpowiedzi, źródła odpowiedzi.

    Mój tato szuka „ciekawych audycji” w telewizji, i jest mocno sfrustrowany, bo ich tam nie ma. Tak naprawdę szuka siebie, swojej głębi, czegoś, co rezonuje z jego głębią. A jego Dusza pochodzi z Wenus, więc szuka piękna i wysokiej kultury. Aby odnaleźć siebie, tego, który jest w głębi.

    Nawet i poczucie zmęczenia, chęć odpłynięcia też jest osobowościowa, powierzchowna. Mamy tyle programowania, uwarunkowania na sobie.
    Ducha można rozpoznać po tym, że nie ma pragnień, ma tylko emanację, wyrażanie się. Nie ma braków, jest pełnią przelewającą się, emanującą na zewnątrz, wyrażającą się bardziej i bardziej.

    Tak więc ja bym się nie zgodził z Niftu akurat w tym zdaniu: „Nikomu się jeszcze nie udało znaleźć drzwi wyjściowych”

    bo myślę, że WIELOKROTNIE w czasie życia każdy z nas znalazł owe drzwi i je uchylał! Zwłaszcza w dzieciństwie. Nie przypadkiem przydomek „tse” mistrzów taoistycznych brzmi tak jak „dziecko” po chińsku.
    Nie przypadkiem Jezus nauczał, że powinniśmy się stać jak dzieci.

    Tyle, ze potrzeba poświęcić.. osobowość. Poświęcić to nasze pielęgnowane postrzeganie świata i programowanie. Nie żeby je wywalić na śmietnik, ale zmniejszyć przylgnięcie, zmniejszyć w kierunku zera, chociaż nie od razu mocno, bo po co się (Duszę) stresować.

    Wszechświat ma także poziomy duchowe, poziomy dusz, poziomy mistyczne.

    Osoby, które nie porzuciły działań osobowościowych na tych poziomach nazywają się magami.
    Ale magowie nie są adeptami duchowości.
    Bo by przestali być magami, jakby zaczęli porzucać, poświęcać swoją osobowość.

    Kurs Cudów mówi „albo jest Bóg albo jest lęk (w znaczeniu osobowość).

    Gdy przestaje nam zależeć na tym, kim istotnie tu na ziemi jesteśmy (a oczywiście kimś tam jesteśmy), to podążamy ścieżką duchową.

    Nie piszę
    „Gdy przestajemy być tym, kim istotnie tu na ziemi jesteśmy”
    bo nie przestajemy, bo nadal żyjemy w tym ciele, pracujemy (albo nie) tu i tu, mieszkamy tu i tu.

    Ale zależenie, przypisywanie znaczenia temu, to się liczy.

    Gdy przestaje nam zależeć, to wykonujemy poruszenie na ciele adi, czyli przypisywania znaczeń. To wysokie ciało, ponad karmiczne. Możemy uchylać się od karmy poprzez poruszenia na ciele adi. Nie oznacza to, że karmy nie ma, czy zniknie, ale możemy zacząć się od niej dystansować, możemy odczuć poruszenie: „ja” zmieniło punkt zboru, zmieniła się pozycja „ja” wobec karmy.
    To jeszcze nie ostateczna wolność, ale już poruszenie wolnościowe.
    Już poruszenie gdy udowadniamy sobie, że te uwarunkowania i te programowania możemy widzieć z innego kąta, nieco z innej perspektywy. A to nas przekonuje do ich nieostateczności, względności.. stajemy się nieco bardziej wolni, rozszerzamy świadomość na obszar wolności. Wolności duchowej, bo wolności w oprogramowaniu, w warunkowaniu, w osobowości nie było i nie będzie. Nie ma co się łudzić, że jakiś system polityczny czy jakikolwiek inny (włączając duchowe) da nam wolność.

    Możemy ją sobie sami dać, odpowiednio pracując ze sobą.
    Czego sobie i wam życzę.

  65. kejpero
    Lu 10, 2017 @ 04:32:51

    Miś, jeśli zechcesz okazać odrobinę uwagi, to ustosunkuj się do tego co piszę. Nie chodzi mi tylko o to byś wskazał, że „Kejpero to kapitalista i się z nim nie dogadam.” Czy jesteś w stanie odpowiedzieć na to co teraz napiszę? Jeśli tak, to wspaniale.

    ..:: „Jasne, to bardzo proste :).
1. Chcialbym zyc wylacznie tak, jak ja tego chce, bez zwracania uwagi na innych, na okolicznosci. Krotko mowiac, robic to co chce i nic ponadto. bez uwzgledniania czy to sie innym podoba, przydaje itp.” ::..

    Piszesz o tym, czego byś chciał, dalej (poniżej) wspominasz o systemie socjalistycznym, który jest bliski człowiekowi.
    Czy przyznasz, że łącząc logicznie te dwa fakty, można wywnioskować iż:
    Człowiek to istota, która powinna „zyc wylacznie tak, jak tego chce, bez zwracania uwagi na innych, na okolicznosci. Krotko mowiac, robic to co chce i nic ponadto. bez uwzgledniania czy to sie innym podoba, przydaje itp.”?
    Jak to ma się do Twoich wcześniejszych wypowiedzi mówiących o tym, że powinniśmy żyć we wzajemnej życzliwości płynącej z serca w odniesieniu do „bez zwracania uwagi na innych” ? A stwierdzenie, że bez znaczenia jest, czy innym się to przydaje, jak to ma się do jeszcze wcześniejszych wypowiedzi, że bywasz wszystkim i wszyscy jesteśmy jednością?

    
..:: „2. Nie da sie tutaj tego osiagnac bo to jest zaprzeczenie tzw. zycia spolecznego, polegajacego na wspolzyciu, placeniu podatkow, uznawaniu zasad spolecznych i prawnych itp.
Wyjasnilo sie?” ::..

    Czyli nie jesteś w stanie sprawić, by rzeczywistość której pragniesz się „tutaj” zamanifestowała? Skoro jesteś bezradny względem tego, czego byś chciał i czego doświadczasz i wierzysz w to, że nie jest możliwa zmiana, to dlaczego próbujesz zarazić tą wiarą innych? A nie wierzę, że w nic nie wierzysz. W co tak na prawdę wierzysz? To, że ty nie wierzysz nie oznacza, że inni też! Jesteś bardzo inteligentny, przez to możesz odbierać ludziom ich własną wiarę, ale możesz też ją w nich wskrzesić! Czy nie szukasz z wygody zachowania własnej wizji świata kompanów przyklaskujących Twojej wizji? Może zwyczajnie i ludzko nie masz siły na wyrażenie tego w co wierzysz, ale co jednocześnie mogłoby stać się rzeczywistością?
    Czy w związku z tym, że „Nie da sie tutaj tego osiagnac” możesz przyznać, że nie jesteś w stanie osiągnąć tego, czego byś chciał? Czy tylko nie wiesz jak to osiągnąć?

    
..:: „A co do Chin to bardzo fajnie tam sie zyje, jesli nie krytykuje sie wladzy.” ::..

    Jeśli krytyka władzy jest warunkiem do tego, by mieć spokój, to nie będziesz niewolnikiem władzy zgadzającym się na jej reguły? A władza to kontrola. A kontrola to zwyczajne kontrolowanie losu ludzi, którzy zgodzili się być podlegli. Jeśli uważasz, że jest właściwe jechać do Chin. Jeśli nie chce się kontrolować władzy, to czy to nie jest podróż do innego niewolnictwa?

    ..:: „Mam znajomego, ktory ma tam firme. Nie ma tam korporacji, wysokich podatkow, praktycznie jest to raj dla wszystkich, ktorzy nie chca uczestniczyc w rabunkowej, kapitalistycznej gospodarce, w ktorej tylko wierchowka ma cos a reszta ochlapy. Ale widze, ze Ty wolisz jednak wspierac ,,rodzimy’ system.” ::..

    Tutaj starasz się przedstawić system w samych pozytywnych cechach, system w którym „jesli nie krytykuje sie wladzy” to fajnie się w nim żyje. Czy to nie poddaństwo? Później jak dla naiwnych piszesz, że będzie to wspaniałe, jeśli nie „chca uczestniczyc w rabunkowej, kapitalistycznej gospodarce, w ktorej tylko wierchowka ma cos a reszta ochlapy.” Czyli dotyczy to pragnień wszystkich tych zbuntowanych władzy tutejszej, czyli prawie wszystkich, którzy wierzą, że są ciemiężeni w jakimś stopniu przez system?
Nagle odległa kraina to raj dla tych, którzy sprzeciwili się władzy, raj jeśli „nie krytykuje sie wladzy”. Taki chwilowy oddech w innym systemie, jednak zawsze systemie. Być może da to komuś władę sprzeciwnienia się systemowi w którym wyrósł, prawdziwa walka o wolność, jeśli nie raczej o zasadność danego systemu.
    
..:: „Niftu, nie odwracaj kota ogonem :). Rozwoj duchowy to nie tylko aniolki, czakry i odczucia ale stanie twardo na nogach, na zimei (bo tu egzystujemy).” ::..

    Stanie twardo w świecie z którego próbujemy uciec? Przynajmniej częściowo, czując się ofiarami systemu kontroli.. Czyli w czym trzeba stać twardo?
    Twoim zdaniem, wnioskując z wcześniejszych wpisów, świat ten jest nic nie wart nie daje perspektyw, wręcz niemożliwy jest w nim dalszy rozwój, a nagle mówisz o jakimś twardym staniu nogami na ziemi?

    Gdy zapytałem Cię „Czego byś chciał?” i „Jak to osiągnąć?” odpowiedziałeś:
    „Chcialbym zyc wylacznie tak, jak ja tego chce, bez zwracania uwagi na innych, na okolicznosci. Krotko mowiac, robic to co chce i nic ponadto. bez uwzgledniania czy to sie innym podoba, przydaje itp.”

    A dalsze pytanie jak tego osiągnąć…

    ..:: „Nie da sie tutaj tego osiagnac bo to jest zaprzeczenie tzw. zycia spolecznego, polegajacego na wspolzyciu, placeniu podatkow, uznawaniu zasad spolecznych i prawnych itp.” ::..

    Dużo masz do powiedzenia jak na kogoś, kto coś by chciał, ale nie wie jak to zrobić.
    Być może masz jakiś kierunek, ale podziel się nim z innymi. Dotychczas nie wskazałeś żadnego kierunku, prócz bardzo wcześniejszego zdania, że to sam sobie musisz ten kierunkek wskazać, co jest świętą prawdą w ostatecznym rozrachunku. Negujesz jednocześnie czyjeś odkrycia jako nieprawdziwe, lub pomijasz je szufladkując je jako drugi biegun Twojej własnej wizji świata.

    ..:: „Bardzo dziwi mnie postawa wielu osob zajmujacych sie duchowoscia i unikajacych jak ognia tematow egzystenjalnych bo to one de facto w ogromny sposob wplywaja na to, jak zyjemy i co mamy do przerobienia. „ ::..
    Co to w ogóle znaczy, co przez to rozumiesz? Czy tematy egzystencjalne, to nie walka o życie i przetrwanie?
    O co Ci chodzi?
    Pięknych słów używasz i zdajesz się być autentyczny, ale o czym ty właściwie mówisz?

    ..;; „Strona Andrzeja zadnym portalem ekonomicznym nie jest, jednak niemniej kapitalizm to gadzi system, w ktorym rola czlowieka jest sprowadzona do bycia de facto nowoczesnym niewolnikiem, pracujacym na czyjajs rzecz.„ ::..
    Po pierwsze, tworzysz iluzoryczną więź z Andrzejem stawiając się niejako w jego obronie i przy okazji daje to pozorne bycie w „jednej bandzie”, a idąc za tym jednocześnie wytykasz błąd w rozumieniu kolegi Niftu, którego błąd jest Ci na rękę, a w rzeczywistości był niewinnym żartem. Jednak trafił na kogoś inteligentnego! Dlatego, ale dopiero gdy juz ktoś się z tym zgodził i nie zauważył przewrotności i gdy pierwsza część zdania jest prawdziwa, co jest oczywiste, bo o ekonomi tutaj nie mówimy, przedstawiasz swoje zdanie na temat kapitalizmu które jest niczym w porównaniu z ideą, którą masz do zaszczepienia odnośnie bycia „nowoczesnym niewilnikiem”.
    Stwierdzenie „jednak niemniej” znaczy tyle co „Ten który to napisał się myli…”
    Dalej, jeśli udało się ominąć czyjeś filtry, napisałeś: „kapitalizm to gadzi system, w ktorym rola czlowieka jest sprowadzona do bycia de facto nowoczesnym niewolnikiem, pracujacym na czyjajs rzecz.”
    Gdy ktoś zgodził się z pierwszym zdaniem, że strona Andrzeja żadnym portalem ekonomicznm nie jest, być może podświadomie przyjął kolejne „złote myśli”. Użyłeś słowa kapitalizm, wcześniej nazywając mnie kapitalistą, a później tworząc uwagi o koledze Nooftu i prezentując jego błąd w dyskusji. W tym przypadku możesz stworzyć mylne podświadome wrażenie, że jesteśmy Twoimi oponentami, kapitalistami, stojącymi po stronie systemu, lud bie wiedzącymi tego co mówią. Odnośnie Andrzeja nie mógłbyś podważyć jego słów, a jedynie je zignorowałeś i wybrałeś z nich te, które pomogą Ci poprzeć Twoje zdanie, nawet wziąłeś go w obronę.
    Wspominasz o byciu nowoczesnym niewolniekiem.
    Czy tylko mnie się wydaje, że podświadomy wniosek jest taki, że jeśli nie pracujesz dla władzy to jesteś nowoczesnym niewolnikiem?

    Szkoda, że nie mam tyle czasu, by zrazjonalizować Twoje wypowiedzi i przemyśleć to wszystko dokładniej.

    Mam nadzieję, że uda Ci się odpowiedzieć merytorycznie punkt po punkcie, co byłoby bardzo cenne dla tej dyskusji.

    Chyba, że z góry założysz, że jestem jakimś tam czymśtam, jakimś kapitalistą, cokolwiek, lub wysnujesz wniosek ogólny na podstawie moich wypowiedzi który włoży mnie w jakąś kategorię.

    Ale dalej…

    „Wedlug mnie dosc powaznie to obniza wszelkie mozliwosci decydowania o sobie i o swoim rozwoju, bo tam, gdzie zaczyna sie walka o przetrwanie konczy sie miejsce na rozwoj”
    Jeśli ktoś uznał wcześniejszą manipulację za prawdziwą i dopuścił do świadomości wcześniejsze srwierdzenia, to zdanie Twoich oponentów nie jest prawdziwe, a jednocześnie przedstawiasz prawdę stanowiącym o tym, że jeśli ktoś chce decydować o sobie i swoim rozwoju, to musi przyjąć Twoje stanowisko. Mówisz o jakiejś walce o przetrwanie, które to stwierdzenie jest wyssane z palca.

    „„…rozwój”, (a ten jest mozliwy przede wszystkim wtedy, gdy wyzbywamy sie odzwierzecych, gadzich instynktow na rzecz wibracji lzejszych, bardziej orzwojowych, boskich powiedzialbym).” Jakie to są gadzie instynkty i czy możesz wskaza nasze postawy, które je wyrażają?

    „Zgadzam sie takze z Andrzejem, ze nasza cywilizacja oraz tzw. system ziemski zostal tak zaprojektowany, aby utrzymywac ludzi w nieswiadomosci, ponadto projektujacy go doskonale znali prawo karmy i wiedzieli, ze wywzwolenie z niej nastepuje jedynie wowczas, gdy czlowiek inkarnuje sie w calkowicie sprzyjajaych warunkach, w ktorych nie tylko nie musi martwic sie o byt ale w ktorym dochodzi do swiadomosci, ze jest mu to juz niepotrzebne, a rzeczywistosc go otaczajaca jest doskonala.”
    To było piękne, bardzo hipnotyczne! Po pierwsze, zgadzasz się Andrzejem, pewnego rodzaju autorytetem tutaj, co jest tylko zabiegiem taktycznym, kolejno wspominasz coś o naszej nieświadomości i inteligencji projektantów tego systemu, którzy dobrze znają prawa panujące w świecie, że niby są doskonalsi i lepsi od nas, a później prawdziwa perełka. Wciskasz ludziom coś w stylu, że jeśli ktoś nie urodził się w idealnie panujących warunkach, jako ktoś w rodzaju króla, to nie jest w stanie zgłębić świadomości i to jest przebiegłoś zarządców oczywiście mądrzejszych od nas.

    „Wtedy nastepuje Oswiecenie i wyjscie z kola karmy. Zarzadcy specjalnie wprowadzili tak radykalne warunki na Ziemi wlasnie po to, aby utrudnic dojscie do tego stanu. No bo przeciez niewolnik ktory wie, ze nim jest zaczyna myslec o tym, jak nim przestac byc, a przeciez dla kogos, kto czerpie z tego zyski nie jest na reke, nieprawdaż?”
    Tym odcinasz możliwość uwolnienia wszystkim, którzy nie urodzili się w warunkach takich jak Budda, a może nawet i lepszych. Jeśli ktoś nie żyje idealnie, Twoim zdaniem tak, że może robić co chce i o nic się nie martwić, to nie ma szans na uwolnienie. Czyli, reasumując, praktycznie nikt nie ma szans. Jesteś w stanie wskazać osobę obecnie żyjącą, która spełnia Twoje waunki?

    Odbierasz wiarę ludziom, świadomie lub nie.

    Ciekaw jestem, czy jesteś w stanie odpowiedzieć na to co napisałem punkt po punkcie, czy skwitujesz to ogólną oceną moich postaw. Ale chyba nie uważasz, że śledzącym wątek wystarczy stwierdzenie, że mam główkę nabitą kapitalistyczną filozofią?

    Bardzo Cię proszę o merytoryczną odpowiedź.

    Wszystkiego dobrego, pozdrawiam.

  66. Niftu
    Lu 10, 2017 @ 07:10:33

    A dlaczego komentarz Misia o którym pisze kajpero jest już niewidoczny?

  67. Miś
    Lu 10, 2017 @ 11:03:31

    Kejpero -> widzisz, ja rozumiem podobnie w tym wzgledzie, jak Andrzej: trzeba byc ciagle jak dzieci, ktore nie maja osobowosci, nie zaznaczaja ,,ja chce tego” albo ,,tak ma byc”. Dlatego upatruje w kazdym z systemow, nawet tych idealnych, Matrix czyli siatke zaleznosci, a to stwraza wiezienie. Bo kazdy powinien robic i byc tym, kim chce w sensie wyrazania swojego ducha i fajnie by bylo, gdyby wszyscy smiali sie z tego, co robia, nie podchodzili do tego powaznie. Nawet ja sam nie jestem wolny od tych lekow, ale proboje je zobaczyc i spojrzc im w twarz aby sie ich pozbyc. Niestety, uwazam, ze obecny system spoleczny jest tak skonstruowany aby wlasnie wytworzyc te silne zaleznosci, nie pozwolic ludziom czuc sie swobodnie, to mialem na myslim owiac ze nie widze tu dla siebie zadnego zajecia, pracy bo ja praca chce sie bawic. Raz cos robie, raz nie. Raz robie to, a raz cos innego. Rozumiesz? To nie jest olewanie czyjejs pracy czy wysilku ale swobodne podejscie do niej. Ale tutaj w ten sposob zyjac jest bardzo ciezko. Ciezko jest przelamac schematy myslowe, mentalne spoelczenstwa zakodowanego do systematycznej, siermieznej pracy…tylko po co tak naprawde (to ja zadaje sobie topytanie). Czy potrzeba nam wiecej samochodow, drogich mebli, mieszkan? Ciagle za czyms gonimy ale nie jestesmy z tego pwodu szczesliwi. Szczescie jest w ciszy, w swobodzie, tak jak mowia buddysci zen, ze dopiero jak sie zatrzymasz to wszystko jest takie, jakie byc powinno. I maja racje. Bo to jest piekne zatrzymac sie i zdac sobie sprawe, ze to, co nas otacza juz jest idealne i naruszanie tego to tylko dzialanie przwciwko nam samym. Tak to odnieram na dzis. Ale z takim podejsciem jest tu bardzo trudno fukcjonowac, o to mi chodzilo.

    Tak wiec..porzuc system, wladze, szefow, i wszystko, co trzyma Cie w ryzach :).

    A co do zgody z Andrzejem, po prostu mamy podobne wglady co do tego tematu, w innych zgadzam sie juz z nim w o wiele mniejszy sposob :).

    Co do reszty, za duzo w tym poelmiki. Masz mocno pracujacy umysl, chyba potrzebujesz przepuszczac przez niego wszelkie pojecia, odczucia. Ja juz nie. Marze o stanie, w ktorym w ogole nie odczuwam umyslu. Wtedy czuje sie wolny, bo w umysle ciagle miela sie slowa, idee, pomysly ale to nie jest zycie.

    A co odbierania ludziom wiary, przepraszam, nie odbieram jej nikomu ale opisuje to, jak widze nasz swiat. On naprawde jest Matrixem, z ktorego bardzo trudno jest wyjsc. Sami go sobie zaprojektowalismy ale jak widzisz, sa ludzie, chocby tacy jak ja ktorzy nie chca juz w nim dluzej zyc i chca sie przebudzic. I oby bylo takich osob coraz wiecej :).

  68. Marc
    Lu 10, 2017 @ 12:34:54

    Do Andrzeja: Ciekawy wywód. To nie wiem czy nie miałem poruszenia na ciele adi ostatnio, bo tak zmienił mi się stosunek do utrzymywania wyobrażenia o sobie.

    „Mój tato szuka „ciekawych audycji” w telewizji, i jest mocno sfrustrowany, bo ich tam nie ma” – to mnie zaciekawiło bo też szukałem masy rzeczy na zewnątrz.

  69. Miś
    Lu 10, 2017 @ 17:40:10

    Kidy dzialamy z poziomu serca, nie ma zadnej walki, zadnego bycia lepszym, nie ma miejsca na konkurowanie. Energia serca jest boska energia i w niej zawiera sie wszystko, caly dobrobyt i szczescie Wszechswiata. Nie sa potrzebne zadne granice, systemy, politycy. Wszystko jest wspolne i jednostkowe zarazem bo wszystko jest Bogiem. Tak to widze i w takim swiecie pragne zyc :).

  70. kejpero
    Lu 10, 2017 @ 22:42:48

    Miś, wspaniale, to co teraz napisałeś jest bardzo uniwersalne!
    Przepraszam jeśli wcześniej uraziłem Cię w jakiś sposób, bo potraktowałem to zbyt emocjonalnie. Zresztą skoro nastąpiła taka reakcja – poczułem się zaatakowany – to najwyraźniej znaczy utożsamienie się umysłu z jakimś wizerunkiem, oczekiwaniem, więc w sumie nawet dobrze się stało co się stało. Nie ma tego złego…
    Chociaż wspaniale byłoby być wciąż w tym nieopisanym stanie Tu i Teraz, to umysł jeszcze ciągnie do niektórych spraw i przylepia się do nich i zapętla się.
    Nie chciałem Ci mówić co masz robić, a jedynie wskazać to co zauważyłem jako pewne zwątpienie, czy sprzeczność.
    Jak np. to, że nie można osiągnąć tego, czego byś chciał. Lub, że można robić co się chce bez zwracania uwagi na innych.
    Co było to było, nieważne. 🙂
    Życzę Ci tego, byś żył w takim świecie jaki opisałeś w ostatnim poście!
    I dziękuję za zwrócenie mi uwagi na niektóre rzeczy.
    Każdy idzie swoją drogą.
    Być może rzeczywiście za dużo używam umysłu, ale nawet to lubię. Myślę, że umysł może ulec przekształceniu by mogło sprawnie manifestować się w nas Jestem. Wtedy też może można lepiej operować na polu umysłu, niż nie poznając go dogłębnie w procesie rozwoju, a przeskakując. Jak się znajdzie drogę fajnie byłoby móc to jakoś sprawnie wyrazić i pomóc też innym ją odnaleźć, tak czuję i dlatego działam na polu umysłu. Ale każdy wybiera sam co bardziej mu odpowiada.

    Chciałbym polecić film który jest na YouTube w 3 częściach: Amit Goswami – Fizyka Kwantowa i Świadomość.
    To na prawdę świetny film, wiele wyjaśnia, właśnie na poziomie umysłu, niech nikogo nie zrazi, że na początku mowa tam o fizyce kwantowej.

    To jest ciekawe. Wszyscy jesteśmy jednością, a jedyną rzeczą, która wzbrania nas przed ujrzeniem tego, jest program w nas – perspektywa Ja. I chociaż zawsze widzimy świat tylko z jednej perspektywy, to chodzi o to, że wydarzenia nie przydarzają się mnie, tylko we mnie. Fajnie się mówi, wiem. 😉
    Pozdrawiam serdecznie!

  71. Swiat Ducha
    Lu 11, 2017 @ 18:13:29

    >A dlaczego komentarz Misia o którym pisze kajpero jest już niewidoczny?
    Niftu
    a jakie tam są słowa, to może spróbuję to odnaleźć?
    Misiu się tak rozpisał, że pisał wprowadzając kilka różnych nazw maila i miałem trochę przebojów by to jakoś uładzić, więc mogło coś wpaść nie tam gdzie trzeba.

  72. Niftu
    Lu 11, 2017 @ 20:25:12

    Jest jednak wszystko ok. Czytałem na telefonie komentarze i sposób wyświetlania tekstu po prostu wyciął ostatni akapit wypowiedzi. Za dużo tekstu :p : )

  73. Marc
    Lu 12, 2017 @ 22:02:42

    ” Ale warto zauważać bogactwo u kogoś. Bo jest!” – kurczę – „życiowe” odkrycie jak dla mnie.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: