Tak bardzo przestraszeni?

Wiedza psychoterapeutyczna zawiera w sobie umiejętności współpracy z klientem w obszarze jego/jej uczuć, emocji.
Jednym z najważniejszych narzędzi jest tzw. parafrazowanie.
Jest to odnoszenie się bezpośrednio do uczuć, emocji. Rozpoznanie, nazwanie, wskazanie, że się widzi tą emocję, uczucie.

Jest to określane jako jedna z umiejętności empatii, czy też po polsku nazywając, umiejętności współczucia, współodczuwania.

Np. Jeśli jest zdenerwowany, można powiedzieć „z tych nerwów to trudno ci w ogóle coś powiedzieć”.
Odnieśliśmy się bezpośrednio do przeżycia, nazywając go. Punktując. Pokazując, że oto widzimy i czujemy, że ten ktoś przeżywa (tu akurat silną) emocję.

Emocje mogą być oczywiście bardzo różne a ich natężenie od minimalnego do ogromnego. Jednakże ta technika ma (ponoć, bo to nie ja ją wymyśliłem :0) ma się z tymi wszystkimi intensywnościami uporać.

I tu zaczyna się moje zastanowienie.

Mam znajomych, którzy rozmawiają ze mną o różnych tematach, i mają przy tym różne emocje.
Jakbym powiedział, że nie rozpoznaję tych emocji to bym skłamał. Rozpoznaję, niekiedy są to emocje tak duże, że aż mną samym trzęsą. Mam wg Human Design niezdefiniowane niskie czakry, więc moje ciało niemalże „zasysa” różne energie z ziemskich poziomów i przetaczają się one przez moją energetykę.

Gdy to czuję, wiem, że nie jest to coś mojego. Ja rozumiem te duchowe tłumaczenia, że „jeśli coś przeżywasz z kimś, to i jest to również w zakresie twoich tematów”. Ja to rozumiem. Natomiast chodzi mi o to, że jak ktoś jest rozżalony wobec osoby X, czy też zniecierpliwiony na temat tematu Y, to ja nie jestem tak samo rozżalony czy zniecierpliwiony. A jednak jakoś szczątkowo przeżywam to, „odbija się to” we mnie jak w wodzie obraz brzegu. W wodzie nie ma realnie tego brzegu, ale obraz widzimy. W niezdefiniowanych czakrach (centrach wg. HD) tak się właśnie dzieje.

Ja czasami mówię o tych przeżyciach osobom, które je przeżywają. Mówię, wskazując, nazywając. Można powiedzieć: „nie należy mówić ludziom o ich emocjach, nie należy wskazywać ich, nazywać  ich, bo jest to częścią analizowania innej osoby, a tego nie wolno.” Jest to częścią kodu kulturowego, który jest z kolei częścią opresyjnego Systemu Ziemskiego, który tutaj mamy. Mówią nam: „Nie czuj, nie mów, nie słysz, nie pokazuj. Bądź zdatnym i użytecznym trybikiem w wielkiej maszynie. Miej tą satysfakcję, że jesteś tym trybikiem.”

A gdy będziemy widzieć, czuć, nazywać, słyszeć, pokazywać? Będziemy jak dzieci, które nie mają kodu kulturowego w swoich zachowaniach. Które są swobodne, a jednocześnie mogą być życzliwe i przyjacielskie.

Mówię o przeżyciach osobom, które je przeżywają. I co się dzieje?

Ano dziwne rzeczy. Ludzie zazwyczaj lekko się wzburzają.

Na moje słowa, że ktoś przeżywa zniecierpliwienie, bo czeka tak długo dostaję niemalże nieco po głowie energią, ten ktoś mówi: „no co, co ja mam zrobić, nie mam innego wyjścia tylko czekać!”

scared-cat-1

Wzburza się dodatkowo, oprócz tego, co przeżywa. Tak jakbym mu zabraniał tego zniecierpliwienia.
Czy jest aż tak bardzo przestraszony tego mojego opisu swojego przeżycia? Nie sądzę.

Czemu oburza się na moją wypowiedź?

Taka osoba myśli sobie, że ja podważam sens jej doznań.

Jest w swoim przeżywaniu tak mocno, że nawet nie sprawdza za bardzo tego, co do niej powiedziałem. I często nie jest specjalnie jej wygodnie, nie czuje się pewnie, więc reaguje wzburzeniem.

Wyobraźmy sobie, że mówię komuś, że się frustruje, bo bardzo chciałby coś zrobić a nie udaje się to. Na tą wypowiedź czasami dostaję zwiększone wyrażenie owej frustracji: „tu nic się nie daje zrobić, i jak ja mam tu funkcjonować!?”

Tak jakbym ja uważał, że ta jego/jej frustracja jest pozbawiona realnych podstaw. Jakbym tą osobę razem z jej przeżywaniem osądził. Czy ja temu komuś zabroniłem przeżywania tej emocji, że mam taką ripostę ku mnie?

Nie sądzę, żebym zabraniał. Ludzie w Polsce (mam wrażenie) mają taki mechanizm, że wręcz bronią się, żeby mogli coś przeżywać. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Polsce wzorce białe, mówiące generalnie, że czegoś „nie wolno” są do tego stopnia silne, że ludzie za wczasu chcą obronić swoje prawo do przeżywania swojej emocji.

Białe wzorce dotyczą bardzo często obszaru przeżyć psychicznych. Czemu tak? Bo jest to strona żeńska i to kobiety (zwłaszcza starsze) tak radziły i radzą sobie, aby kontrolować swoje środowisko. Mówią „nie płacz!”

Niby jest to pocieszenie, ale razem z pocieszeniem, współczuciem dają silny impuls blokujący, czyli komunikat jest taki: „przykro mi, że to przeżywasz, ale nie przeżywaj tego już!”

Przez pokolenia wojen i trudnych przeżyć trzeba było „się jakoś zebrać i przeżyć”, „utrzymać się przy życiu”. A częścią tych strategii było pewnie blokowanie, nieprzeżywanie do końca uczuć, emocji. Często tak dużych emocji, że wydawały się nie mieć końca. Zwłaszcza, że mało kto w ogóle przypatrywał się na jakiej podstawie owe emocje narastają. Jakie przekonanie, jaka postawa Duszy się za tym kryje.

Czesi inaczej. Oni nie mieli takiego parcia na niezależność, na potwierdzanie swojej narodowości, i ze swoimi knedlikami i piwem spokojniej żyli. Mimo, że mieli również długi czas bez państwa, to jednak przeżyli, i wydaje się, że mniej są napięci.

Tak więc białe wzorce kontrolują często sferę przeżyć, mówią „nie wolno”.

Np. „nie przeżywaj tej wściekłości”, czy gniewu, czy niezgody. I potem chodzą tacy niepogodzeni ludzi po ulicach i rzucają niepogodzonymi, gniewnymi spojrzeniami wokoło. Jednakże blokowanie przeżycia nie daje efektu, to przeżycie tam nadal jest.

Więcej, gdy jedno pokolenie, jeden ktoś czegoś „nie przeżyje” do końca, to przez pokolenia, jego potomkowie, dzieci, wnuki, prawnuki są narażone na nieświadome przeżywanie tego deficytu. A w Polsce mamy co przeżywać z deficytów dostanych od przodków! A to wysiedlenia, a to zagrabienie majątku, a to zsyłki, rozdzielenie z rodziną, te wszystkie przeżycia można spotkać w repertuarze „niedożytych” do końca.
I co? kto ma to przeżyć?
Można spytać: kto JUŻ to przeżywa, i to od dawna?

Otóż, co ciekawe, nie trzeba czuć przeżycia, które się powtarza po przodkach. Można to przeżycie.. doświadczać w życiu. To tak, jakby energia od przodka/przodkini wniknęła w nas i grzebała w naszym życiu jak chciała. A tak się właśnie składa, że nasze ciała są stworzone na podobieństwo i na energiach naszych przodków.
I możemy, zupełnie nieświadomie przeżywać te, albo bardzo podobne przeżycia. Np. porzucenia, odsunięcia od kogoś (choć chcemy z nim być), braku partnera (chociaż staramy się o nowe ciekawe znajomości), biedy (choć się staramy o pieniądze) czy czegokolwiek innego poważnego.
Nazywamy to „karmą rodową”. Spływa ona z poprzednich pokoleń.

Spływa aż do momentu, gdy ją „dożyjemy”, gdy przeżyjemy ją emocjonalnie, w pełni np. zaszlochamy głęboko nad tym ciężkim losem kogoś. Bo nie naszym! Nie musimy mieć osobistego przeżycia niepowrócenia z wojny, a to poczucie niesprawiedliwości, braku możliwości połączenia się z rodziną może w nas głęboko tkwić.

Jedna wskazówka. Spróbujcie sobie poczuć budzące się emocje na brzmienie muzyki. Nie raz mi jakaś „rzewna” pieśń robiła coś w emocjach, czego nie rozumiałem. Gdy się pójdzie dalej tym tropem.. można coś odkopać. Można takie „coś” odkopać również na warsztatach (ustawieniowych, hellingerowskich, itp.), gdzie jest na to przestrzeń i czas.

No, emocje bywają duże. I co? Tych emocji, trudnych emocji ludzie nie chcą odczuwać. A stąd biorą się białe wzorce blokowania emocji. A z kolei odpowiedzią na owo blokowanie przez ciocię emocji „no nie maż się, bo będziesz nieładna!”, jest wzburzenie, oczekiwanie, że ktoś znowu zablokuje mi odczuwanie, emocje.

I nawykowo moi znajomi bliźsi i dalsi mają wzburzenie, że ja w ogóle wspomniam o emocjach. Oni chcą mówić o nich, przeżywać je jakby zupełnie sami, tak jakby mnie nie było. Jakbym nie widział i nie czuł tego co oni czują. A przecież jesteśmy połączeni energiami emocji!!

Co dziwniejsze, ten mechanizm obawy przed stłumieniem emocji blokuje również ludziom możliwość terapeutyzowania się! Nieświadomie nie chcą iść tam, gdzie będą omawiane ich emocje, przeżycia. Obawiają się ośmieszenia, wyśmiania, obawiają się, że ich intymne przeżycia będą brane mało poważnie czy też niezrozumiane. Bo wielu takich przeżyć już doświadczali i musieli się potem kryć z własnymi przeżyciami.

Prawda jest taka, że przeżycia, emocje są zupełnie naturalną częścią naszego życia. Jakie by nie były. Oczywiście, niektóre są prostsze i łatwiejsze do przeżycia, inne trudniejsze.

Ja bym bardzo chciał jak mówię o czyimś stanie wzburzenia, aby ten ktoś stwierdzał w tym momencie, że to jest dobra okazja aby się tej emocji przyjrzeć. Aby sięgnąć nieco głębiej w siebie. Żeby czuł się na tyle upewniony w sobie, żeby uważał, iż jego / jej stan emocjonalny jest czymś wartościowym, czego nie warto przepędzać, ale także nie warto brać tak do końca realnie.
Jest taka okazja, bo jest ktoś, kto może mi na coś wskazać, co przeżywam, a nie ocenia mnie. Więc mogę troszkę uchylić rąbka mojej emocji. (Tu także chodzi aby istotnie nie oceniać tego przeżywania, a neutralnie wspierać je.).

Wyrażanie emocji jest zupełnie naturalną czynnością. A też i jest realny, doświadczalny koniec przeżywania. O ile się weźmiemy za to przeżywanie rzetelnie, a nie będziemy robić z niego tego, czym nie jest. Np. jeśli nie będziemy zbytnio poszukiwać winnego poczucia straty, tylko się z tym poczuciem straty wypłaczemy do końca, to nam ulży. To wypłakanie się, wylanie takiego dziecięcego, nieporadnego toku wszystkich myśli daje ulgę. Bo to Duszy jest wtedy lżej, to ona ma wiek psychiczny 4 latki/ 4 latka i to ona czuje się bezradna. Nie róbmy z Duszy jakiegoś wielkiego myśliciela, czy też intelektualisty. Emocje dotyczą dziecięcej naszej części. Jeśli więc widzimy, że ktoś próbuje intelektem opracowywać swoje emocje, to pewnie mu się to nie uda.
Potrzebuje prostej, dziecięcej bezradności. Przeżyć tą bezradność, przejść na drugą jej stronę. Nie trzymać się kurczowo tego że ma lat 35 i że jest taki zaradny / taka zaradna. Bo przeżycie emocji tej zaradności nie zabierze,  a wręcz wzmocni. Uwolni zablokowaną energię, poczyści pogmatwany los osobisty.

Wyrażanie emocji może być bezpieczne, i nikt nie musi blokować nam tego. Nawet jeśli coś mówi. Nawet jeśli są to emocje nie nasze, też możemy je wyrażać, przeżywać. Za innych, za dawnych naszych przodków.

I to może być zadziwiające i uwalniające.

Reklamy

19 Komentarzy (+add yours?)

  1. Urszula
    Lu 06, 2017 @ 01:40:54

    Tak, emocje bywają duże, czasem bardzo duże. Przeżywać, oczyszczać, szanować, wypuszczać, miłować i być pokornym wobec tych rodowych bo czasem są przeogromne i z nóg potrafią zwalić. Ale po domknięciu i wypuszczeniu ich jest dużo lżej, jaśniej, słońce świeci, kwiaty kwitną w grudniu, styczniu i lutym, po prostu robi się pięknie. 🙂
    Dziś już ogólnie lżej we Wszechświecie. :))
    Serdeczności.
    Ula

  2. Wiesław
    Lu 06, 2017 @ 10:08:58

    Tak, dokładnie to super sprawa praca nad swoimi emocjami i obciążeniami. Przepracowane, wyrażone uwalniają się i staje jasna strona mocy. A coraz szczegółowiej wyciąga się kolejne i pracuje, jak już się zaskoczyło na rozwój wzrost i doświadczanie. I narzędzia, wsparcie pojawiają się zgodnie z naszą wolą.
    Droga pięknieje teraz.
    Pozdrówki.
    Wiesiek

  3. Marc
    Lu 06, 2017 @ 10:59:01

    Trochę mi pomógł ten tekst. Bo korzystałem kiedyś z pomocy psychologa i niektóre moje rzeczy o których mówiłem (np. zachowania) wydawały mi się „głupie” mało ważne jakby, a teraz widzę, że były częścią większej całość, podobnie jak emocje, których przeżywania też się uczę, bo mam chyba mocno poblokowane. Złość piękności szkodzi, a beksalala pojechała do szpitala… takimi rzeczami nas karmią często.

  4. Swiat Ducha
    Lu 06, 2017 @ 11:32:39

    Cześć Wiesiu,
    również pozdrawiam, mam nadzieję, że was i bydełka tam nie za bardzo przymroziło?

    Ula,
    piszesz tak, jakbyś miała w tym temacie doświadczenie.
    Pozdrawiam z uśmiechem.
    Andrzej.

    Marc
    gdy myślimy, że coś u nas jest „głupie”, jest to wyrażenie niskiego poczucia własnej wartości. Gdy uwalniasz się od tego poczucia, że „głupio”, to oznacza, że wzrasta ci poczucie własnej wartości. Co jest pozytywne 🙂

  5. Urszula
    Lu 06, 2017 @ 13:00:49

    Tak Andrzeju, dużo się u mnie działo, czasami coś jeszcze podpływa, więc przepuszczam oddechem tak jak cebulę z kolejnych warstw obieram stare wzorce później uzupełniam światłem, miłością i wdzięcznością.
    Teraz już dużo słońca i dużo kwiatów kwitnących, nawiązując do moich grudniowych tulipanów. 🙂
    Serdeczności 🙂

  6. kejpero
    Lu 06, 2017 @ 16:41:16

    Fajnie się to czytało, bo ten artykuł to jeden wielki proces myślowy. 🙂
    Wydaje mi się, że jest jednak tak, że to czego doświadczamy jest w jakimś sensie naszym odbiciem. Czasami chyba może nam wydawać się, że coś jest niewspółmierne lub w jakimś sensie nie do końca sprawiedliwe, a nam się udziela. Ale tak pomyślałem o tym, że wszystko czego człowiek doświadcza jest jedną wielką nauką. Nie wierzę w bezsensowne kary, które nie służą w perspektywie czasu rozwojowi. I tak się zastanawiam, bo mnie też to spotyka i raczej tak to widzę, że może czasami Bóg pokazuje nam co możemy jeszcze naprawić w sobie, ale robi to w sposób jakby niewspółmierny? Bo jeśli impuls nie byłyby tak silny, być może nie zauważylibyśmy w sobie tej przypadłości, nie zwrócilibyśmy na nią swojej uwagi? Jeśli odrzucimy system kar i nagród, mogło by to nawet być logiczne. Kolejną sprawą jest to, że Bóg z pewnością wie, że niektórzy mogą unieść więcej, więc nie dość, że może sobie pozwolić na większe „Halo, spójrz na mnie”, to też częściej powierza ludzi w ręce takiej osoby?
    Zacząłem bardziej dziękować za takie sytuacje, bo pozwalają mi naprawić wiele rzeczy które dzięki nim faktycznie zauważam w sobie, chociaż nie tak silnie jak w przypadku osób, za sprawą których zostało mi to rozświetlone. A najbardziej zadziwiające jest to, że gdy naprawię coś w sobie, to udziela się to innym. To co mówi Hew Len, „Dziękuję”, „Wybacz mi”, „Przepraszam”, „Kocham Cię” faktycznie działa i to jest zdumiewające. A bycie w tym co nazywa Stanem Zero jest bardzo uwalniające dla innych. „To jak to, ty nie uważasz, że coś ze mną jest nie tak? Ty mnie nie osądzasz? Ty mnie akceptujesz?”. Wiadomo, że czasami można zwyczajnie się na coś zdenerwować, ale właśnie traktuję to bardziej jako okazje i to wiele zmienia. Myślę, że ludzie bardzo potrzebują wybaczenia i zrozumienia, nawet jeśli wyrywają je czasami od nas siłą. A ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują. To wszystko rozwój.
    Reakcja na zwrócenie uwagi jest bardziej automatyczna, bo do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Że jeśli ktoś zwraca uwagę na jakiś nasz defekt, to się bronimy. Jeśli ktoś się broni, to chyba znaczy, że podświadomie wie, że jest jakiś problem, tylko nie chce się przyznać, że jest wobec niego bezsilny.
    Pozdrawiam!

  7. Marc
    Lu 10, 2017 @ 23:52:10

    Tak odnośnie przestraszenia. Natrafiłem na informację, że L. Ż. dostał wyrok za zniesławianie w internecie. I się zastanawiam – już z samej perspektywy bezpieczeństwa – że choćby napisał rzeczy, które mu tym zagroziły i ba – do tego doprowadziły. Do tego pewnie też inne elementy tam brały udział, no skoro sąd skazał, to pewnie miał zasadność, a czy rozwinięty, mądry człowiek pisał by bzdury grożące pozwem? Nie podoba mi się to.

  8. Marc
    Lu 11, 2017 @ 00:10:09

    Mam tak, że dużo rzeczy mi się potwierdza, co mówią nauki duchowe, ale ciągle pojawia się takie myślenie, że może to wszystko wymysły itd.

  9. Marc
    Lu 11, 2017 @ 00:15:58

    W sumie wbrew wielu faktom te wątpliwości się pojawiają. Pracuję dosyć ostro nad bezpieczeństwem, może coś mi wyrzuca. Widzę też u niektórych osób uważających się za bardzo rozwinięte duchowo i tak postrzegane pewną jakby naiwność, np. wiarę w różne rzeczy, które ludzie wklejają w necie, albo przekonanie, że coś (akurat z ziemskiej dziedziny) robią nieźle, podczas gdy nie widzę w tym nic specjalnego jeśli chodzi o kunszt. Więc pojawia się myśl, może poprostu wszystko można sobie wmówić nawet zadowolenie z siebie, a wielu ludzi za tym pójdzie i można jako tako funkcjonować.

    To i sprawę, którą opisałem wcześniej tak też tłumaczę, że mocno rozwinięta osoba nawet, no nie jest doskonała.

  10. kejpero
    Lu 11, 2017 @ 02:14:07

    Marc, wydaje mi się, że jeśli pojawia Ci się myślenie, że to wymysły, to chyba nawet dobrze. Znaczy to, że nie jesteś ślepo wpatrzona w to, co ludzie wklejają w necie. Masz coś w rodzaju świadomości rozróżniającej jakie zachowania są pożądane, a jakie nie.
    Potwierdzenie pojawia się, bo klasyfikuje się zjawiska i nadaje im znaczenie w myśl danej religii czy systemu wierzeń. To jest tylko pomocą by zauważyć, że coś właściwie ma miejsce i zachowuje się w określony sposób. Ale jednocześnie jest to jakoś ograniczające dla danego zjawiska, bo przypisuje mu pewnego rodzaju ramy, cechy czy zakres działań. Dzieje się tak dlatego, że ludzi od urodzenia dotyka pewne uwarunkowanie, którego częścią jest to, że muszą się opowiedzieć po jakiejś stronie, co wrzuca ich w określone ramy. Często na ten wybór wpływa tylko i wyłącznie proces wychowania i społeczność w jakiej człowiek się rozwija. To daje furtkę do powstawania całej masy systemów wierzeń i religii, mniej lub bardziej groźnych. Każde z nich daje pewien komfort i potwierdzenie, że się wie i jest w tym racja. Dlatego właśnie zauważasz, że coś się potwierdza. Jednak to trwa do czasu, gdy orientujesz się, że jest to nie wystarczające, bo albo doświadczasz zjawisk których Twój system nie klasyfikuje, albo czujesz, że jesteś w jakiś sposób ograniczona. Może nadejść moment, w którym zaczniesz przyswajać inne systemy. Znajdziesz wtedy zależności i różnice między nimi, co pozwoli Ci lepiej rozumieć doświadczane zjawiska. Jednocześnie tworzą się w Tobie filtry, które sprawiają, że „opłata” której każdy system żąda Ciebie nie dotyczy i zauważasz co każdy z nich daje, a co odbiera. Gdy zobaczysz co mają do powiedzenia może dojść w pewnym momencie do kolizji myśli. Bo nagle okaże się, że jeden mówi w lewo, a drugi w prawo. Wtedy rodzi się w Tobie coś, co sprawia, że nie wierzysz ślepo tylko jednej ideologii, ale bierzesz z każdej to, co Ci odpowiada. Potrafisz poruszać się między nimi coraz sprawniej i zaczynasz zauważać, że one w zasadzie niczym się nie różnią tylko inaczej sklasyfikowały zjawiska, ich pochodzenie i skutki. Doświadczasz sytuacji w życiu codziennym, które ukazują Ci to co istotne i zmniejsza się coś co nazwałbym „Karą za grzechy”, bo spotykają Cię zjawiska które są po to by Cię czegoś nauczyć, a jednocześnie znajomość różnych systemów sprawiła, że widzisz wyraźniej czym człowieka obciążają, więc nie traktujesz siebie tak surowo. To czego doświadczasz nie jest już tylko potwierdzeniem danego systemu i słowem, ale staje się bezpośrednio Twoim doświadczeniem. Możesz je wytłumaczyć komukolwiek w ramach jego systemu, jeśli oczywiście z nim się zapoznasz. A później… to już nic nie wiesz. ;D

    U mnie akurat tak to wyglądało, ale to jest indywidualna decyzja. Zależy też czy poczułaś już, że coś Cię prowadzi przez cały rozwój i serwuje informacje po kolei. Jeśli tak, to nie obawiaj się zbytnio. Tak czy inaczej warto być ostrożnym. Wierzę w to, że wiele ludzi osiąga spokój używając tylko jednego systemu, lub nawet żadnego. Zależy kogo do czego ciągnie i czy jest to intuicja, czy pragnienie, lub chęć ucieczki. Tak czy inaczej uważam, że nic na siłę i trzeba być ostrożnym.
    Pozdrawiam!

  11. kejpero
    Lu 11, 2017 @ 02:19:32

    „nic na siłę i trzeba być ostrożnym” nie oznacza oczywiście, że trzeba stać w miejscu.
    Zresztą gdy się stanie w miejscu też jest to człowiekowi ukazywane, mamy zapętlenie, Dzień Świra. 😉

  12. Marc
    Lu 11, 2017 @ 13:06:27

    Zawsze mnie interesowała natura świata i oprócz poznania czysto naukowego, które też mnie mocno interesuje, od dzieciństwa interesowały mnie też tzw. „niewyjaśnione zjawiska”. Myślę, że nauka do wielu rzeczy jeszcze po prostu nie doszła. Poza tym praca nad swoim rozwojem zaczęła się u mnie w duzęj mierze chyba z desperacji. I nadal tak trochę chyba jest, ale myślę, że mniej. Dlatego czasem się zastanawiam czy z desperacji nie zaczynam w bujdy. Ale tak jak mówię, sprawdza różne rzeczy na sobie i odnoszę wrażenie, że działają na moje życie. Mam też różne odczucia. Zmienia się postrzeganie i samopoczucie na lepsze.
    Właśnie, tak jak opisałeś patrzę, co dobrego się w różnych systemach powtarza – co mają wspólnego i na głębokim poziomie są podobne. Poza tym jestem płci męskiej, ale się nie obraziłem.

  13. Niftu
    Lu 11, 2017 @ 20:19:23

    Marc
    Co do L.Ż., to dla mnie nie jest to jakieś zaskoczenie. Nie chciałem o tym pisać oficjalnie ale L.Ż. zrobił mi tak samo, jak to opisuje w swoich audycjach Marek z radiosamiec na YT co do osoby pana Popko – czyli pieniążki przelane, a usługa nie wykonana i bujaj się frajerze…

    A tak z zupełnie innej beczki, to ostatnio trafiłem na YT na ciekawy „wykład” wodza Amachi.

    Dla osób, które nie znają dobrze angielskiego powiem w skrócie, że wódz odnosi się do nauki i percepcji oraz do podstawowych trzech zasad, na których bazują ludzie zajmujący się tzw. ezoteryką albo np. kultem. Wódz mówi, że są trzy podstawowe płaszczyzny, na których bazują zjawiska, które postrzegamy. Powszechna ezoteryka bazuje jedynie na pierwszej płaszczyźnie, czyli na opisach zjawisk bez rozumienia tego, w jaki sposób te zjawiska zachodzą. Czyli, że ktoś dysponuje dużą wiedzą na temat świata duchowego ale już nie ma praktyki działania w tej sferze tak, jak to robią np. szamani. Oni podróżują do świata duchów i odkrywają go. No więc z ezoteryką jak z medycyną. Potrafimy dostrzegać i rozróżniać choroby i łagodzić objawy ale nie mamy zielonego pojęcia o ich przyczynach.

    Są oczywiście zawsze wyjątki, tylko, że takie osoby nie są medialne i dość trudno je znaleźć. To tak, jak w internecie, żeby znaleźć jedną wiarygodną i rzetelną informację o jakimś zdarzeniu/zjawisku trzeba przedrzeć się przez dziesiątki lub setki ofert handlowych i blogów o niczym. Bezpośrednio, wiedzę można otrzymać tylko na miejscu, czyli tak, jak to zrobił Castaneda.

  14. Marc
    Lu 12, 2017 @ 15:10:47

    „radiosamiec na YT co do osoby pana Popko – czyli pieniążki przelane, a usługa nie wykonana i bujaj się frajerze…” – jak to się mówi „szok”. Kurde, to zupełnie nie pasuje do tego, co mówi, głosi, uczy…

  15. Marc
    Lu 12, 2017 @ 15:21:58

    Może to jakieś nieporozumienie? Nie ma takiej opcji?

  16. Niftu
    Lu 12, 2017 @ 16:39:49

    Jeśli ktoś nie odpowiada na twoje maile ani na messengera, a publikuje w tym czasie jakieś wpisy w necie, to znaczy, że ma ciebie i twoje problemy w głębokim poważaniu. Dla mnie to też jest „szok”, bo nigdy, ze strony żadnego człowieka, który zajmuje się pomaganiem ludziom czegoś takiego nie doświadczyłem, a spotkałem sporo takich osób. Zwykle, gdy ludzie dbają o swoje interesy, to szybko się kontaktują, że przelew nie przyszedł albo wpadł na inne konto albo, że mają jakieś problemy i będziemy działać w innym terminie. To powszechna praktyka. A tu nic. Ja nie jestem mściwy. Trochę czasu minęło, zanim zechciałem się z kimś tym podzielić. Byłem na różnych portalach i tam z zaskoczeniem znajdywałem wzmianki o tym człowieku, jakim jest dla kogoś autorytetem. To mi dało do myślenia.

  17. Marc
    Lu 12, 2017 @ 18:40:26

    Kiedyś pisałem do niego na maila dwa razy i dwa razy za darmo mi odpowiedział z poradami…

  18. Marc
    Lu 12, 2017 @ 18:42:02

    Czasem maile do spamu trafiają albo się wiadomości gubią w jakimś natłoku innych. Najlepiej chyba dzwonić w takich sytuacjach żeby wyjaśnić ostatecznie, tak sobie myślę.

  19. Niftu
    Lu 12, 2017 @ 20:20:26

    Dwa razy się gubią? Na fejsie też? Dziwny zbieg okoliczności.
    Ja to sobie tłumaczę tak, że ludzie mają gorsze i lepsze dni w życiu i ja akurat trafiłem na te gorsze.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: