Tak bardzo przestraszeni?


Wiedza psychoterapeutyczna zawiera w sobie umiejętności współpracy z klientem w obszarze jego/jej uczuć, emocji.
Jednym z najważniejszych narzędzi jest tzw. parafrazowanie.
Jest to odnoszenie się bezpośrednio do uczuć, emocji. Rozpoznanie, nazwanie, wskazanie, że się widzi tą emocję, uczucie.

Jest to określane jako jedna z umiejętności empatii, czy też po polsku nazywając, umiejętności współczucia, współodczuwania.

Np. Jeśli jest zdenerwowany, można powiedzieć „z tych nerwów to trudno ci w ogóle coś powiedzieć”.
Odnieśliśmy się bezpośrednio do przeżycia, nazywając go. Punktując. Pokazując, że oto widzimy i czujemy, że ten ktoś przeżywa (tu akurat silną) emocję.

Emocje mogą być oczywiście bardzo różne a ich natężenie od minimalnego do ogromnego. Jednakże ta technika ma (ponoć, bo to nie ja ją wymyśliłem :0) ma się z tymi wszystkimi intensywnościami uporać.

I tu zaczyna się moje zastanowienie.

Mam znajomych, którzy rozmawiają ze mną o różnych tematach, i mają przy tym różne emocje.
Jakbym powiedział, że nie rozpoznaję tych emocji to bym skłamał. Rozpoznaję, niekiedy są to emocje tak duże, że aż mną samym trzęsą. Mam wg Human Design niezdefiniowane niskie czakry, więc moje ciało niemalże „zasysa” różne energie z ziemskich poziomów i przetaczają się one przez moją energetykę.

Gdy to czuję, wiem, że nie jest to coś mojego. Ja rozumiem te duchowe tłumaczenia, że „jeśli coś przeżywasz z kimś, to i jest to również w zakresie twoich tematów”. Ja to rozumiem. Natomiast chodzi mi o to, że jak ktoś jest rozżalony wobec osoby X, czy też zniecierpliwiony na temat tematu Y, to ja nie jestem tak samo rozżalony czy zniecierpliwiony. A jednak jakoś szczątkowo przeżywam to, „odbija się to” we mnie jak w wodzie obraz brzegu. W wodzie nie ma realnie tego brzegu, ale obraz widzimy. W niezdefiniowanych czakrach (centrach wg. HD) tak się właśnie dzieje.

Ja czasami mówię o tych przeżyciach osobom, które je przeżywają. Mówię, wskazując, nazywając. Można powiedzieć: „nie należy mówić ludziom o ich emocjach, nie należy wskazywać ich, nazywać  ich, bo jest to częścią analizowania innej osoby, a tego nie wolno.” Jest to częścią kodu kulturowego, który jest z kolei częścią opresyjnego Systemu Ziemskiego, który tutaj mamy. Mówią nam: „Nie czuj, nie mów, nie słysz, nie pokazuj. Bądź zdatnym i użytecznym trybikiem w wielkiej maszynie. Miej tą satysfakcję, że jesteś tym trybikiem.”

A gdy będziemy widzieć, czuć, nazywać, słyszeć, pokazywać? Będziemy jak dzieci, które nie mają kodu kulturowego w swoich zachowaniach. Które są swobodne, a jednocześnie mogą być życzliwe i przyjacielskie.

Mówię o przeżyciach osobom, które je przeżywają. I co się dzieje?

Ano dziwne rzeczy. Ludzie zazwyczaj lekko się wzburzają.

Na moje słowa, że ktoś przeżywa zniecierpliwienie, bo czeka tak długo dostaję niemalże nieco po głowie energią, ten ktoś mówi: „no co, co ja mam zrobić, nie mam innego wyjścia tylko czekać!”

scared-cat-1

Wzburza się dodatkowo, oprócz tego, co przeżywa. Tak jakbym mu zabraniał tego zniecierpliwienia.
Czy jest aż tak bardzo przestraszony tego mojego opisu swojego przeżycia? Nie sądzę.

Czemu oburza się na moją wypowiedź?

Taka osoba myśli sobie, że ja podważam sens jej doznań.

Jest w swoim przeżywaniu tak mocno, że nawet nie sprawdza za bardzo tego, co do niej powiedziałem. I często nie jest specjalnie jej wygodnie, nie czuje się pewnie, więc reaguje wzburzeniem.

Wyobraźmy sobie, że mówię komuś, że się frustruje, bo bardzo chciałby coś zrobić a nie udaje się to. Na tą wypowiedź czasami dostaję zwiększone wyrażenie owej frustracji: „tu nic się nie daje zrobić, i jak ja mam tu funkcjonować!?”

Tak jakbym ja uważał, że ta jego/jej frustracja jest pozbawiona realnych podstaw. Jakbym tą osobę razem z jej przeżywaniem osądził. Czy ja temu komuś zabroniłem przeżywania tej emocji, że mam taką ripostę ku mnie?

Nie sądzę, żebym zabraniał. Ludzie w Polsce (mam wrażenie) mają taki mechanizm, że wręcz bronią się, żeby mogli coś przeżywać. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Polsce wzorce białe, mówiące generalnie, że czegoś „nie wolno” są do tego stopnia silne, że ludzie za wczasu chcą obronić swoje prawo do przeżywania swojej emocji.

Białe wzorce dotyczą bardzo często obszaru przeżyć psychicznych. Czemu tak? Bo jest to strona żeńska i to kobiety (zwłaszcza starsze) tak radziły i radzą sobie, aby kontrolować swoje środowisko. Mówią „nie płacz!”

Niby jest to pocieszenie, ale razem z pocieszeniem, współczuciem dają silny impuls blokujący, czyli komunikat jest taki: „przykro mi, że to przeżywasz, ale nie przeżywaj tego już!”

Przez pokolenia wojen i trudnych przeżyć trzeba było „się jakoś zebrać i przeżyć”, „utrzymać się przy życiu”. A częścią tych strategii było pewnie blokowanie, nieprzeżywanie do końca uczuć, emocji. Często tak dużych emocji, że wydawały się nie mieć końca. Zwłaszcza, że mało kto w ogóle przypatrywał się na jakiej podstawie owe emocje narastają. Jakie przekonanie, jaka postawa Duszy się za tym kryje.

Czesi inaczej. Oni nie mieli takiego parcia na niezależność, na potwierdzanie swojej narodowości, i ze swoimi knedlikami i piwem spokojniej żyli. Mimo, że mieli również długi czas bez państwa, to jednak przeżyli, i wydaje się, że mniej są napięci.

Tak więc białe wzorce kontrolują często sferę przeżyć, mówią „nie wolno”.

Np. „nie przeżywaj tej wściekłości”, czy gniewu, czy niezgody. I potem chodzą tacy niepogodzeni ludzi po ulicach i rzucają niepogodzonymi, gniewnymi spojrzeniami wokoło. Jednakże blokowanie przeżycia nie daje efektu, to przeżycie tam nadal jest.

Więcej, gdy jedno pokolenie, jeden ktoś czegoś „nie przeżyje” do końca, to przez pokolenia, jego potomkowie, dzieci, wnuki, prawnuki są narażone na nieświadome przeżywanie tego deficytu. A w Polsce mamy co przeżywać z deficytów dostanych od przodków! A to wysiedlenia, a to zagrabienie majątku, a to zsyłki, rozdzielenie z rodziną, te wszystkie przeżycia można spotkać w repertuarze „niedożytych” do końca.
I co? kto ma to przeżyć?
Można spytać: kto JUŻ to przeżywa, i to od dawna?

Otóż, co ciekawe, nie trzeba czuć przeżycia, które się powtarza po przodkach. Można to przeżycie.. doświadczać w życiu. To tak, jakby energia od przodka/przodkini wniknęła w nas i grzebała w naszym życiu jak chciała. A tak się właśnie składa, że nasze ciała są stworzone na podobieństwo i na energiach naszych przodków.
I możemy, zupełnie nieświadomie przeżywać te, albo bardzo podobne przeżycia. Np. porzucenia, odsunięcia od kogoś (choć chcemy z nim być), braku partnera (chociaż staramy się o nowe ciekawe znajomości), biedy (choć się staramy o pieniądze) czy czegokolwiek innego poważnego.
Nazywamy to „karmą rodową”. Spływa ona z poprzednich pokoleń.

Spływa aż do momentu, gdy ją „dożyjemy”, gdy przeżyjemy ją emocjonalnie, w pełni np. zaszlochamy głęboko nad tym ciężkim losem kogoś. Bo nie naszym! Nie musimy mieć osobistego przeżycia niepowrócenia z wojny, a to poczucie niesprawiedliwości, braku możliwości połączenia się z rodziną może w nas głęboko tkwić.

Jedna wskazówka. Spróbujcie sobie poczuć budzące się emocje na brzmienie muzyki. Nie raz mi jakaś „rzewna” pieśń robiła coś w emocjach, czego nie rozumiałem. Gdy się pójdzie dalej tym tropem.. można coś odkopać. Można takie „coś” odkopać również na warsztatach (ustawieniowych, hellingerowskich, itp.), gdzie jest na to przestrzeń i czas.

No, emocje bywają duże. I co? Tych emocji, trudnych emocji ludzie nie chcą odczuwać. A stąd biorą się białe wzorce blokowania emocji. A z kolei odpowiedzią na owo blokowanie przez ciocię emocji „no nie maż się, bo będziesz nieładna!”, jest wzburzenie, oczekiwanie, że ktoś znowu zablokuje mi odczuwanie, emocje.

I nawykowo moi znajomi bliźsi i dalsi mają wzburzenie, że ja w ogóle wspomniam o emocjach. Oni chcą mówić o nich, przeżywać je jakby zupełnie sami, tak jakby mnie nie było. Jakbym nie widział i nie czuł tego co oni czują. A przecież jesteśmy połączeni energiami emocji!!

Co dziwniejsze, ten mechanizm obawy przed stłumieniem emocji blokuje również ludziom możliwość terapeutyzowania się! Nieświadomie nie chcą iść tam, gdzie będą omawiane ich emocje, przeżycia. Obawiają się ośmieszenia, wyśmiania, obawiają się, że ich intymne przeżycia będą brane mało poważnie czy też niezrozumiane. Bo wielu takich przeżyć już doświadczali i musieli się potem kryć z własnymi przeżyciami.

Prawda jest taka, że przeżycia, emocje są zupełnie naturalną częścią naszego życia. Jakie by nie były. Oczywiście, niektóre są prostsze i łatwiejsze do przeżycia, inne trudniejsze.

Ja bym bardzo chciał jak mówię o czyimś stanie wzburzenia, aby ten ktoś stwierdzał w tym momencie, że to jest dobra okazja aby się tej emocji przyjrzeć. Aby sięgnąć nieco głębiej w siebie. Żeby czuł się na tyle upewniony w sobie, żeby uważał, iż jego / jej stan emocjonalny jest czymś wartościowym, czego nie warto przepędzać, ale także nie warto brać tak do końca realnie.
Jest taka okazja, bo jest ktoś, kto może mi na coś wskazać, co przeżywam, a nie ocenia mnie. Więc mogę troszkę uchylić rąbka mojej emocji. (Tu także chodzi aby istotnie nie oceniać tego przeżywania, a neutralnie wspierać je.).

Wyrażanie emocji jest zupełnie naturalną czynnością. A też i jest realny, doświadczalny koniec przeżywania. O ile się weźmiemy za to przeżywanie rzetelnie, a nie będziemy robić z niego tego, czym nie jest. Np. jeśli nie będziemy zbytnio poszukiwać winnego poczucia straty, tylko się z tym poczuciem straty wypłaczemy do końca, to nam ulży. To wypłakanie się, wylanie takiego dziecięcego, nieporadnego toku wszystkich myśli daje ulgę. Bo to Duszy jest wtedy lżej, to ona ma wiek psychiczny 4 latki/ 4 latka i to ona czuje się bezradna. Nie róbmy z Duszy jakiegoś wielkiego myśliciela, czy też intelektualisty. Emocje dotyczą dziecięcej naszej części. Jeśli więc widzimy, że ktoś próbuje intelektem opracowywać swoje emocje, to pewnie mu się to nie uda.
Potrzebuje prostej, dziecięcej bezradności. Przeżyć tą bezradność, przejść na drugą jej stronę. Nie trzymać się kurczowo tego że ma lat 35 i że jest taki zaradny / taka zaradna. Bo przeżycie emocji tej zaradności nie zabierze,  a wręcz wzmocni. Uwolni zablokowaną energię, poczyści pogmatwany los osobisty.

Wyrażanie emocji może być bezpieczne, i nikt nie musi blokować nam tego. Nawet jeśli coś mówi. Nawet jeśli są to emocje nie nasze, też możemy je wyrażać, przeżywać. Za innych, za dawnych naszych przodków.

I to może być zadziwiające i uwalniające.

Reklamy