Nie jestem Manifestorem, pomocy!

Dzisiaj tekścik opieram o cytat z jednej strony FB, który zamieszczam poniżej. Dotyczy on systemu Human Design, który mówi, że pewien zdefiniowany kanał 21-45, który mają niektórzy daje duże pieniądze w życiu. Posiadanie tego kanału równoznaczne jest z byciem typem Manifestora, który sam może uruchamiać przedsięwzięcia.
 ­
 Przykładową osobą, która ją ma jest Angelina Jolie:
  ­
hd-angelina ­ ­ ­ ­
Macie tu czerwone trójkątne centrum serca (in. woli),
które jest połączone kanałem 21-45 z centrum manifestacji czyli z gardłem.
można zrobić sobie swój wykres [tu]
 ­

Uuuuu!!!  Czemu to nie ja????!!!!

.
Niektóre osoby, jak dowiadują się, że ich sytuacja życiowa jest zdefiniowana przez zaprogramowanie na Zodiaku (astrologiczne), i że przez całe życie mają być tacy czy inni (czytaj: „mają być tylko sobą” i nie mają tego „kanału pieniędzy”), to są bardzo rozczarowani..
  ­
kolejny pech jestem Projektorem bez kanału 45-21 , czego jeszcze dowiem się dzisiaj …?
  ­
Piszą, że mają źle w życiu, niedobrze, bo nie są tym Manifestorem mającym ów kanał.
  ­
A to właśnie bardzo jasno pokazuje warunkowanie jakie im narzucił System.
  ­
System zaprogramował ludzi, że NIE bycie takim silnym gościem jest czymś złym.
  ­
A te osoby to kupiły, ba, oskarżają się o to, że są „niekompletni”. Ich Dusze łyknęły to zupełnie bez refleksji! Jak wszyscy to babcia też!
  ­
System tego od nich wymaga, żeby byli „silnymi gościami”, a oni nie dorastają do tych wymagań.
  ­
Ale uznają te wymagania!, przez co uznają, umacniają, uprawomacniają System.
  ­
Co ciekawe, nie tylko ludzie związani z materialnością umacniają to programowanie, to oskarżenie.
Także inni, zajmujący się duchowością, rozwojem uważają, że „wszystko jest dla wszystkich” i to tylko sprawa braku własnej dobrej woli blokuje nam osiąganie czegoś. Dają przykłady tego gościa, czy owego, którym się udało. A którzy dziwnym trafiem mają bardzo silny wykres HD..
rzucają takim uniwersalnymi hasłami, sloganami, z który wynika, że
„Jeśli nie zwracasz uwagi na cenę, to możesz pozwolić sobie na wszystko. „
… czyli … możesz pozwolić sobie na wszystko
  ­
w domyśle: .. KAŻDY może ..
  ­
kwestia tylko pewnej drobnej modyfikacji postawy, lekka zmiana świadomego oglądu i.. już to masz!
 ­ ­
i dalej: „zrób coś nowego, rozwijaj się, rób więcej
  ­ ­
Czy to działa? Tak to działa, ale… nie dla wszystkich. Działa to dla tych, którzy są odpowiednio zaprogramowani na Zodiaku, którzy mają odpowiednie centra zdefiniowane. A pozostali? Patrzą się przez płot i mogą się oblizywać.
  ­
 ­ ­
Niektórzy, jak ten chłopiec na zdjęciu, nie tylko patrzą, przestali dawno się oblizywać i są już sporo wkurzeni. A nawet są nakierowani na ciemną stronę, aby im pomogła w tym co postrzegają jako osobisty deficyt: brakuje im tego, co „za płotem”, niech mi ktoś pomoże! I przychodzi symbiont i pomaga. W cudzysłowie pomaga.. bo tak naprawdę to robi oszukańczy deal, na który Dusza się zgadza.
Tu dygresja: skąd takie przekonanie o własnej mocy u tylu ludzi?
To proste, każdy z nas jest Duchem, który nie ma ograniczeń, i jako taki ma poczucie wszechmocy.. Co wyraża się właśnie takimi deklaracjami: „wszystko możesz”, „postaraj się”, „muszę się zawziąć”, itp. To zrozumiałe, ponieważ Duch niejako „uczy się” życia w przestrzeni wcielonej, w ciałach, także w fizycznym, na płaszczyźnie materialnej. Ale i na wyższych płaszczyznach także.
  ­
Ci od osiągnięć mówią: więcej i więcej.
Chińczyków jest więcej, i nie mają już za bardzo jak się pomieścić.. Może ktoś im powiedział właśnie takie hasło: „rób więcej”? Podobnie z cywilizacją Zachodu, też rozwój gospodarczy jest traktowany jako bożek, świętość, konieczność. To ta sama śpiewka, tyle, że chóralna.
  ­
Filozofia „więcej”, „rób więcej”, „bądź człowiekiem sukcesu” jest tak naprawdę bardzo wąskim pojęciem sukcesu. Ale, jeśli komuś to odpowiada..
  ­
Widziałem wiele osób, które próbowały przeciwstawiać się swojemu wykresowi HD, swojemu pierwotnemu zaprogramowaniu. Jednakowoż nie udawało im się to.
  ­
I tylko ci „silni”, albo z symbiontem, albo ze zdefiniowanym sercem w HD, albo nawet z dużą dobrą karmą mówili im później: „o, widzisz, nie postarałeś się, jesteś cienki bolek”. A przynajmniej to, co mówili tym słabszym, to miało taki wydźwięk.
Słyszałem wiele, wiele oskarżeń o lenistwo, o brak zorganizowania, itp.. z ust ludzi „którym to się udaje”.
Ale powiem wam od siebie: ci którzy najmocniej krzyczą o tym, że „wszystko można” w przestrzeni fizycznej… to mają naprawdę ograniczone, sztywne obszary w ciałach niefizycznych. Niejeden raz „nadziewałem się” na to, że taka osoba np. nie jest czegoś / kogoś w stanie zrozumieć, albo nie jest w stanie czegoś / kogoś zaakceptować w swojej wizji świata. Albo nie jest na tyle receptywna, żeby odczuć, co tam po drugiej stronie jest. Siekierka  stetoskopem nigdy nie będzie. I nie warto tego od siekierki wymagać.
­
Jeśli jesteś zaś stetoskopem nie próbuj udawać siekierki, bo można się uszkodzić.
Można powiedzieć: ej, Andrzej, znowu próbujesz udowadniać swoją niemoc.
Tak samo można powiedzieć do osób „silnych”: przez bycie silnym/ą znowu próbujesz udowadniać swój brak wrażliwości i współczucia.
Ale to i to, obie strony są to efekty warunkowania, programowania Zodiakiem. A to z kolei programowanie pochodzi od postaw Dusz, które się zgadzają mieć takie właśnie wcielenia.
  ­

Dwa warunkownia i druga strona monety

 ­
Oskarżanie siebie o niekompletność, niekompetencję jest to wtórne warunkowanie. Jest to warunkowanie, które sami przyjmujemy dla siebie. I jest to pierwsze w kolejce, które potrzebujemy zdjąć, z którego potrzebujemy się oczyścić.
  ­
Drugą stroną tej samej monety jest posiadanie czakr zdefiniowanych.
  ­
Ja mam na przykład zdefiniowane czakry górne i mam trudność aby być elastycznym, receptywnym w obszarze górnych czakr.
Dla mnie (mojej osobowości, Duszy) często jakaś postawa duchowa jest po prostu konieczna, bezwzględnie należy ją przyjąć, a osoby które mają inne pomysły, albo wahają się, albo mają trudności – tych uważa moja Dusza często za jakichś dziwaków.
  ­
Jeśli ktoś czegoś nie potrafi, to nie znajduję dla niego wytłumaczenia (jeśli się nawykowo poddaję postawie mojej Duszy).
Jeśli ktoś czegoś nie potrafi a dodatkowo nie jest w stanie się tego nauczyć, to już przechodzi moje pojęcie.
Ludzie ze zdefiniowanym centrum serca (in. woli) mogą zaś patrzeć na innych jak na słabeuszy wg. woli, którzy nie są dziwnym trafem w stanie czegoś przeprowadzić wg. własnej woli.
Tak wyraża się sztywność postawy na moich zdefiniowanych centrach. Jest to taka bezwzględność.
I teraz, jeślibym chciał to „odkodować”, to musze poddać tą postawę „wyższości” („a widzisz, a ja mogę”) i stwierdzić (w Duszy, a nie tylko w osobowości), że inni ludzie jak czegoś nie potrafią, to nie potrafią. Postawa „wyższości” i chęć dowartościowywania się przez to jest na tym samym miejscu, co oskarżanie się o niekompletność czy niekompetencję. Jest to wtórne warunkowanie.
  ­
Tak więc, pierwotne programowanie Zodiakiem, które opisuje HD wyraża się:
– przy zdefiniowaniu, jako dodatkowe możliwości, których brak uważany jest jako kłopot, blamaż, albo
– przy niezdefiniowaniu centrów albo braku kanałów jako brak sił, niemożność dokonania czegoś.
  ­
To pierwotne programowanie nazywam też „kodowaniem na Zodiaku” (jest to osobisty horoskop urodzinowy). Bazuje on na pozycjach planet i domyślam się, że jest ono sprawą Anunacką.
  ­
leonardodicapriohoroscope_600
  ­
Oskarżanie siebie, bądź wbijanie się w postawę „a widzisz, a ja mogę” to wtórne warunkowanie w stosunku do podstawowego programowania, że w ogóle jesteśmy tacy jacy jesteśmy z powodu momentu urodzenia.
  ­
Human Design to tylko opisuje, on sam nie jest najczęściej programowaniem.
  ­
Jak pewnie się domyślacie, na poziomach duchowych istnieje wiele poziomów przekrętów, matactwa, okłamywania. Jeśli ktoś pracuje z sesjami wglądów, regresji, to ma to na codzień, że Dusza jest poddana różnym wyższym duchowym istotom, bo ze swojej nieświadomości, naiwności to kiedyś zrobiła.
A my, jako ludzie, żyjemy sobie tu najniżej, na ziemi, na poziomie materialnym i .. odkrywamy owe przekręty.
Szczęściem świadomej woli nic się nie ma prawa przeciwstawić i możemy to powoli odkręcać. Ale to nie takie proste – gdy to mówimy z intelektu, osobowości, możemy sobie to mówić do końca świata a i tak to na nic. Dopiero gdy to powie nasza Dusza, albo w sesji jak instruujemy ją żeby to powiedziała, to wtedy ma to jakiś realny skutek duchowy. Bo świat duchowy rozpoznaje Dusze, a osobowość? Co to jest osobowość? – z nią się mało kto liczy, chyba tylko inna osobowość. Świat Duchowy nie liczy się z nią.
Dlatego szamani do dokonywania różnorodnych działań najpierw wchodzili (i wchodzą) w odmienny stan świadomości. To jest łatwe, można to robić dosyć szybko w sesjach regresyjno-wglądowych, ustawieniach, w modilitwach i w innych działaniach. I wtedy można już coś działać na poziomie ponad-osobowościowym..
  ­

Nie wszystko to samo złoto

 ­
System zaprogramował ludzi, że nie bycie takim silnym gościem jest czymś złym.
Z drugiej strony nie ma co się dziwić – jeśli widzi się takiego gościa, który „wymiata” w swoim życiu, robi karierę i nie napotyka na jakieś specjalne kłopoty materialne, to można być zazdrosnym.
 ­

[ File # csp15162980, License # 2922275 ] Licensed through http://www.canstockphoto.com in accordance with the End User License Agreement (http://www.canstockphoto.com/legal.php) (c) Can Stock Photo Inc. / jirsak

 ­
Tyle tylko, że jest to bardzo powierzchowne patrzenie. Poziom fizyczny jest tylko jednym z wielu poziomów. A gościu, który jest prezesem (ang. CEO) może mieć pogruchotane życie w innych obszarach niematerialnych. Ale tego nie widać, i wiele osób bardzo mu zazdrości, chciałoby mieć jego pozycję, nie wiedząc, że nie wszystko w jego życiu jest tak cacy.
 ­
Potrzeba siebie kochać takim jakim się jest i zobaczyć, że duchowy wgląd, duchowy widok na życie różni się od materialistycznego. Kto patrzy materialistycznie – może być rozczarowany, że u siebie „tego czegoś materialistycznego” nie ma.
Kto patrzy z „postawą sukcesu” może się rozczarować, bo może akurat osobiście nie ma takiego programowania. A nawet dodatkowo może się mocno narobić na sukces w swoim życiu. I nic.
A przecież materia jest tylko jednym z poziomów bytu. Dla osób, które nie mają obudzonego wglądu duchowego może być to trudne do wytrzymania, będą mówić sobie, że „są popsuci”, bo nie mają tego czy tamtego kanału.
 ­
Warto, na ścieżce duchowej, duchowego oczyszczania, zobaczyć jej złożoność. Złożoność różnych zależności, zaprogramowań. I powoli, w odpowiedniej kolejności, się od tego oczyszczać. Są rzeczy, z których chcielibyśmy się oczyścić.
 ­
Ale „postawa mocy, sukcesu” może być cięższym orzeszkiem do zgryzienia. Bo jest tak powszechnie upragniona..
——————————————————————–
 ­

Cytat ze strony  FB „Human Design Polska”:

Pieniądze, bogactwo, świat materialny – dla kogo? 🙂

Czy masz kanał lidera?

Kanał 45-21 (łączy Centrum Gardła z Centrum Serca)
W życiu osób z kolorowym tym kanałem materialny świat powinien zostać przyjęty w całości. Rodzisz się, aby zarabiać pieniądze dzięki swojej silnej woli. Dla ciebie, nienaturalna jest praca dla kogoś, tylko dla siebie, bo będziesz czuć się nieswojo, jeśli ktoś będzie cię kontrolować w jakikolwiek sposób.
Być i mieć
Rodzisz się liderem. Jedynym sposobem osiągnięcia sukcesu materialnego – zrób to sam.
Ci ludzie – „one-man show”, nie współpracują bardzo dobrze z innymi, bo kochają robić wszystko sami.
Nie można zmienić tych ludzi!
45-21 działa najlepiej, gdy się ma włączoną tylko jedną stronę kanału i można spotkać inną osobę z włączoną drugą stroną. Oznacza to, że np. Ty masz bramę 21 i pracujesz dla kogoś z 45, w tej zależności osiąga się świetne wyniki. Ale kiedy te dwie bramy są zawarte w tej samej osobie, rodzi to irytację i często złość. To CEO, który powinien być przewodniczącym oraz przewodniczący, który musi być jednocześnie prezesem.
Większość ludzi z pieniędzmi z tą linią kolorową, spędza swoje życie z gniewem i irytacją. Oczywiście, dla nich rozwiązaniem jest, aby przestrzegać praw Manifestora – informować inne osoby o swoich inicjatywach. To jest to, co daje wsparcie dla danego przedsiębiorstwa.
Materializm oznacza, że wolisz, aby radzić sobie z rzeczywistością, a nie myśleć o tym, by go reprezentować. To nie jest choroba, to jest zdrowy rozsądek – w pierwszej kolejności zadbać o siebie. Jeśli wiesz, jak dbać o siebie, a potem spotykasz kogoś, kto wie, jak dbać o siebie, można robić interesy.

Każda osoba, która posiada ten kanał czuje napięcie determinacji, z dużymi pieniędzmi w tle, niezależnie od tego, czy jest bogata czy biedna. To nie zależy od tego, ile pieniędzy ma, a jak odnosi się do nich. Ci ludzie są pełni stresu.

Kanał ten odchodzi od Centrum Serca (EGO) do Centrum Gardła. Centrum Serca w HD oznacza poczucie własnej wartości, podejście do świata materii. Osobom z kolorowym (zdefiniowanym) Centrum Serca można zaufać.

Trzy wykresy HD, gdzie kanał 45-21 jest zdefiniowany – Angelina Jolie, David Beckham i Johnny Depp

 

Reklamy

89 Komentarzy (+add yours?)

  1. Marc
    Lu 12, 2017 @ 14:40:13

    A jeśli się ma bramę 21 (taka czarna kreska od 21 do połowy kanału biegnie), a centrum serca niezdefiniowane, tylko gardła (brązowe)?

  2. awentais
    Lu 12, 2017 @ 18:27:22

    Ja niby mam serce zdefiniowane, ale i tak jestem flaczkiem-leniuszkiem, któremu się nic nie chce. Zdefiniowane 2 dolne czakry niewiele tu pomagają. Poza tym serce też trzeba uruchomić, ono nie działa cały czas.
    Tej magicznej brami 21-45 nie mam w ogóle, ale znam ludzi z aktywną samą bramą 21.
    Super te wpisy o Human Design, zawsze dają mi do myślenia.

  3. awentais
    Lu 12, 2017 @ 18:29:08

    Przepraszam, chodzilo mi oczywiście o kanał 21-45. Nie znam chyba nikogo, kto by go miał uruchomiony. Nawet moja siostra, osoba bardzo energiczna i działająca dużo w materii, ma tylko aktywną bramę 21.

  4. Marc
    Lu 12, 2017 @ 18:42:42

    No mi też te wpisy dają do myślenia.

  5. Miś
    Lu 12, 2017 @ 20:41:15

    Mi wychodzi profil 6/2, zdefiniowane serce, splot sloneczny, gardlo itp. ale nie mam polaczenia 21-45 :).

    Left Angle Cross of Dedication (43/23 | 29/30) to jestem ja.

  6. kejpero
    Lu 12, 2017 @ 22:28:11

    Mnie wyszło, że mam Manifestator, że jestem „Split”, mam niezdefiniowane Sacral, Heart i Solar. I Heretic – Investigator. A do Heart, to nie przychodzą ani nie odchodzą żadne drogi. To co ja nie mam serca? 😉
    Nie rozumiem tego, są jakieś polskie źródła, które opisywałyby wszystkie centra i gate? A gate mam w większości czerwono-czarne.
    Właśnie piec w pokoju potwierdził, że wszystkie ubytki może wypełnić Bóg. ;D

  7. kejpero
    Lu 13, 2017 @ 02:10:53

    Trochę nadrobiłem, jestem bardzo zadowolony z tego co mi powychodziło.
    Pochwalę się. 😀
    Nigdy nie wierzyłem w takie cyferki, ale w tych coś jest. Kiedyś robiłem coś z kalendarzem Majów, no i niby coś tam się zgadzało, ale to w porównaniu z tamtym to jest jakaś rewelacja!
    Poszczególne elementy same w sobie były dość przerażające jak np. jednocześnie połączenia 28-38 i 24-61, bo na stronie kindofmagic.ru w opisie 61 – 24 piszą: „61-24 – tutaj zamiast walczyć z ciałem (jak w kanale 38-28) walczymy z umysłem” – szkoda, że mnie nie przewidzieli, co ja walczę na każdej płaszczyźnie? Ze swoim brzuchem piwnym nie wyglądam na wojownika. 😀
    Nie doszukałem się tylko o co chodzi z tymi kreskami. Prawie wszystkie u mnie są czerwono-czarne, a na pewno wszystkie połączenia, tylko niektóre idą równoległe, a inne spotykają się w środku, ale też np. do połowy równolegle, a od połowy tylko jeden kolor.
    Trochę czasu mi zajęła ta cała zabawa, byłem raczej sceptyczny i nigdy bym nie pomyślał, że będę babrał się jakimiś liczbami.

    Gdy w translate.google.com wkleimy link kindofmagic.ru, to można przeglądać stronę na bieżąco tłumaczoną. A z rosyjskiego tłumaczenie jest fenomenalne, jakby się czytało po polsku.

    Zadowolony jestem bardzo, skoro kilka razy się po drodze pobeczałem, to znaczy, że było to dobre! 😉
    Dało mi to kilka cennych wskazówek, mam nadzieję sprawdzić je przy najbliższej okazji. Chociaż nie przywiązuję się do takich rzeczy, to w tym przypadku fajnie to na mnie podziałało, skrystalizowało drogę którą idę i dało kilka wskazówek.
    Nie wiem jak to jest zrobione, że to jest tak trafne. Może tak to jest zrobione, że każdy się cieszy gdy się z tym zaznajomi? Pomyślałem sobie nawet, że cieszę się, że urodziłem się sobą i na razie to mi wystarczy.
    Idę dalej czytać, o kreskach bez połączeń.
    Dzięki Andrzeju że akurat miałeś ochotę o tym napisać!

  8. Miś
    Lu 13, 2017 @ 09:25:41

    Dla mnie zbytnie sugerowanie sie HD czy innym systemem jest zamknieciem sie na mozliwy rozwoj. To, ze ktos ma akurat zdefiniowane takie a takie centra a inne juz nie wcale nie zamyka temu komus drogi do osiagania czegos innego. Predyspozycje to jedno, a rozwoj to drugie. Sam jestem tego przykladem bo za dziecka i nastolatka kulalem ostro z nauk scislych a w tej chwili calkiem niezle sobie radze ze sprawami technicznymi, gdzie podstawowa wiedza z zakresu matematyki czy logiki jest niezbedna. Kwestia pracy i przezwyciezenia wlasnych slabosci. Moze i tak jest, jak pisze Andrzej, ze ktos narzucil nam system ale po to mamy wlasny rozum, aby od owych systemow odchodzic na rzecz osobistego rozwijania naszego potencjau a nie trzymac sie kurczowo tego, kto cos kiedys powiedzial. Czas prorokow dobiegl konca, teraz kazdy dla siebie moze byc prorokiem! 🙂

  9. awentais
    Lu 13, 2017 @ 14:19:35

    Miś, ja akurat zamierzam podążać za własnymi predyspozycjami, a nie działać przeciwko nim. Mam talent do tworzenia (zdefiniowana czakra sakralna i serce duchowe), a nie do biznesu, mam silną wolę (zdefiniowane serce fizyczne), ale z językami obcymi szło mi już gorzej, bo nie mam zdefiniowanego trzeciego oka. I pewnie, mogę się zmuszać do nauki, męczyć (robiłam to w sumie przez wiele lat z marnymi efektami), ale po co?
    Co do pieniędzy, to brak u mnie tego kanału 21-45 wiele wyjaśnia, bo bogaczem nie jestem i nawet nie wiem, jak mogłabym się nim stać.
    Nie traktuję Human Design jako klatki, ograniczenia, którego nie można obejść (bo można, jeśli np. zwiążemy się z osobą mającą zdefiniowane kompatybilne centra i kanały/bramy, wtedy jest łatwiej działać), ale jako swego rodzaju wyjaśnienie „dlaczego mi nie idzie w życiu”. Już samo to wystarcza, by poczuć ulgę.

    Poza tym nie muszę się rozwijać we wszystkich możliwych kierunkach tylko po to, by sobie lub komuś coś udowodnić. Niektóre tematy i umiejętności mnie nie interesują, nie interesuje mnie męczenie się i mocowanie z nimi.

  10. Miś
    Lu 13, 2017 @ 15:22:45

    Bo jak chcesz tworzyc to nie msz sie skupiac na kasie tylko na sztuce. Od kasy sa managerowie i biznesmeni :).

  11. Niftu
    Lu 13, 2017 @ 21:04:50

    A u mnie jest aktywna brama 45 i schodzi, ale tylko do połowy do bramy 21, z którą nie nawiązuje połączenia. Coś w tym jest, bo mam wiele pomysłów na inwestycje, tylko jeszcze nie trafiłem na inwestora, który chciałby się im przyjrzeć. Moje przedsięwzięcia zazwyczaj kończą się na środkach finansowych. Kreska jest czarna, a więc jest to wpływ świadomy. Kreska czerwona, to byłby wpływ nieświadomy, a więc posiadanie więcej szczęścia niż rozumu. Połączenie czarno-czerwone, to mieszanka zdolności i szczęścia, czyli skutecznych, świadomych działań i skutecznej, nieświadomej przychylności losu.

    Ciekawie jest patrzeć na te czerwone połączenia, bo one nam mówią o nieświadomych wartościach, na które nie możemy wpłynąć – a więc ich zepsuć – a które nas prowadzą. Na przykład u mnie jest to połączenie 10-34 – Kanał eksploracji. W książce o HD jest taki opis: Dla ciebie, szczęście polega na robieniu czegoś, co kochasz, pomijając kogokolwiek innego. Jest w tym doskonale egoistyczny aspekt, ponieważ musisz iść wyłącznie własną drogą. Nie powinieneś się czuć winny z tego powodu, dlatego, że jest to zgodne z twoją naturą.

    I teraz można dojść do wniosku, że jeśli podświadomie pragnę iść swoją drogą, a życie jest tak srogie, że wymaga pójścia na kompromis i robienia tego, co zgodne z własną naturą nie jest, to już mamy tu powód nieszczęścia i niezadowolenia. Można tak przeanalizować pozostałe bramy i wyodrębnić podstawowe źródła konfliktów. Konflikty są przeważnie rezultatem dysproporcji między pragnieniem istniejącym w świadomości, a tym nieuświadomionym, bo np. wypartym z jakiegoś powodu, zwykle konieczności.

  12. Marc
    Lu 14, 2017 @ 09:11:08

    ” Coś w tym jest, bo mam wiele pomysłów na inwestycje, tylko jeszcze nie trafiłem na inwestora, który chciałby się im przyjrzeć.”. No to witaj w klubie 🙂

  13. Miś
    Lu 14, 2017 @ 22:34:33

    Chlopaki, nie myslta tyle o kasie bo to nie o to chodzi :).

  14. Niftu
    Lu 15, 2017 @ 06:27:53

    Chodzi o to,że my mamy głowę pełną pomysłów i myślimy o kreowaniu rzeczy a nie o peniądzach. Pieniądze są po to, żeby móc innowację przenieść ze sfery myślowej w rzeczywistość.

  15. Marc
    Lu 15, 2017 @ 10:29:49

    Zgadzam się z Niftu. Wiesz Miś, podobno się innym przypisuje swoje nieświadome myśli 😉 haha

  16. Miś
    Lu 15, 2017 @ 11:43:32

    Musicie znalezc odbior na wasze pomysly. Nikt wam nie da kasy za to, ze macie pomysl jesli ktos nie bedzie widzial w tym szansy na wlasny procent z tego. Takie sa czasy dzisiaj, sztuka wyzszego lotu przestala sie liczyc, dominuje szajs i wszedobylskie technologiczne partactwo. Zreszta wielu artystow za zycia nie zostalo docenionych bo ludziom sie wydawalo, ze to co tworza nie jest warte uwagi. Blichtr i pompa zawsze robily wieksze wrazeni9e na motlochu niz wyrafinowanie i umiejetnosci. Wystarczy spojrzec w TV aby sie o tym przekonac-mamy bzdurne programy typu ,,Mam talent” ale jak chcesz posluchac czegos ambitniejszego, to raczej juz nie w TV….

  17. Miś
    Lu 15, 2017 @ 12:21:08

    Pieniadze maja byc srodkiem, nie celem.

  18. Marc
    Lu 15, 2017 @ 13:31:35

    – Musicie znalezc odbior na wasze pomysly. …

    Dokładnie, o to chodzi, żeby wszyscy zarobili i byli zadowoleni.

    -Takie sa czasy dzisiaj

    Mam podobne czasem odczucia, chociaż nie jest chyba tak źle, sporo jest rzeczy dobrych jakości i są doceniane, nawet na Youtubie, dajmy na to jak ktoś ma jakiś talent.

    – Pieniadze maja byc srodkiem, nie celem.

    Pełna zgoda.

  19. Swiat Ducha
    Lu 15, 2017 @ 13:52:22

    Moja mama miała ten kanał pieniędzy uruchomiony. Miała intratny swobodny zawód, potrafiła mocno pieniędzy wypracować. Ale.. także była alkoholiczką, miała dwa symbionty i pewnie (jak się domyślam) działała niejednokrotnie na rzecz ciemnych sił (nie wiem czy świadomie, ale na pewno z jej przyzwoleniem). I mam domysły, że moje nieumiejętności w kwestii pieniędzy w dużym stopniu są rodowe, czyli także to karma z energii i postaw Duszy mamy i pewnie dalszych przodków. A Dusza to tak sobie wybrała – takie zadnie na to wcielenie. Jak pewnie wiecie, Dusza dziecka bardzo chętnie zdejmuje ciężary z barków rodzica (a czego dla swojego dobra i zdrowia nie powinna robić). A moja Dusza tak robiła, a jakże.
    Tak więc ten kanał 21-45 to nie samo dobre..

    kejpero
    dzięki za opowiadanie o twojej pracy, najpewniej ileś osób to przeczyta i się zainspiruje!
    >Właśnie piec w pokoju potwierdził, że wszystkie ubytki może wypełnić Bóg.
    Dobrze mówisz – I w nim cała nadzieja !! 🙂

    Miś
    >sugerowanie sie HD czy innym systemem jest zamknieciem sie na mozliwy rozwoj.

    Zapewne, bo HD postrzegam jako pewien poziom warunkowania, czyli programowania naszych Dusz.
    Jeśli się utknie w HD – niedobrze, bo utknie się w ubóstwianiu oprogramowania.
    Jeśli się pominie HD – niedobrze, bo pominie się nawykowe działania własnej Duszy i można sobie wyobrazić, że są one „naturą człowieka” (i można dodatkowo wyobrazić sobie, że „wszyscy tak mają”…
    Jeśli się zaś ochoczo i idealistycznie pobiegnie od razu do nauk końcowych, to można złapać Boga za nogi, ale karma może być tak mocna, że uchwyt naszych rąk będzie zbyt słaby i wypuścimy nogi Boga z naszych rąk, ponieważ „sciągnie nas ku ciężarom, które mamy na świecie” (ku cięższej karmie, którą ma Dusza).

    Dlatego propnuję drogę środka. To pewnie co piszesz awentais, nie ma co się męczyć. Aby nie wszystkiemu do końca ufać, że jest prawdziwe, chociaż uważać na ile działa i korzystać i dostosowywać się, nie wszystkiemu wierzyć (oprócz Boga), ale też względnie wszystko rozpatrywać, a co najmniej oddawać szacunek. Bo wszystko i tak z Boga jest, więc chyba potrzeba oddawać wszystkiemu szacunek. I nie walczyć z niczym, a raczej zastanawiać się dlaczego ten ktoś, to coś stanęli na mojej drodze.

    Po prostu taki taoizm bardziej świadomy, refleksyjny, na dzisiejsze czasy, gdy Dusze nie są już tak młode, jak były niegdyś w czasach pierwotnego taoizmu.

    Niftu
    Dzięki ci za opisanie twojego przypadku z tym kanałem,
    pewnie Marc się o to pytał.

    >Jeśli ktoś nie odpowiada na twoje maile ani na messengera

    Ja bym jeszcze oprócz takiego sztywniejszego poglądu biznesowgo, widział tu dodatkową opcję. Sprawy duchowe, tematy karmiczne, albo nawet relacyjne są zwykle obarczone dużymi energiami karmicznymi. Zwłaszcza te, w których ktoś sobie nie radzi, w których potrzebuje się spytać.
    Jakbyście pojechali do Indii do ashramu jakiegoś i byście dajmy na to chcieli mieć kontakt z guru, a on by wam nie odpowiedział, nie chciał was zauważać?
    Czy w takim przypadku byście mieli odczucie zlekceważenia biznesowego?

    Już przy zwykłej wymianie okien, albo naprawie auta usługodawcy potrafią być powiedzmy.. słabo odpowiadający. A co dopiero w sprawach związanych bezpośrednio z karmą, z duchowością! Duchowość na Zachodzie się spauperyzowała, „weszła w lud” i jest traktowana na równi z innymi działaniami człowieka, chociaż jej wartość w postrzeżeniu wielowcieleniowym jest skrajnie różna od innych działań człowieka, które można „dostać za pieniądze”.

    Trzeba to brać pod uwagę, że my sobie tu piszemy zwykłymi zdaniami w zwykłym polskim języku, natomiast waga zagadnień może być bardzo różna, mimo używania takich samych słów w różnych tematach. Nie mówię, żeby kogoś ubóstwiać, ale żeby brać dużą poprawkę na to, o czym piszemy.

    Jak się zastanowicie ile który temat dla Duszy znaczy i ile energii za tym stoi, to sobie odpowiecie, np. ile presji od Duszy może być kierowane wobec gościa handlującego książkami beletrystycznymi na Allegro, gościa, który ma książek tysiące, ma komputerową ich bazę i wysyła je setkami, a wobec kogoś, kto odczytuje relacyjną karmę a nadto jest w stanie coś pomóc w tych tematach.
    Ile jedna „transakcja” znaczy dla Duszy, a ile druga „transakcja”.

    A w zunifikowanych jednostkach płatniczych zwanych pieniądzem sprawy potrafią wyglądać identycznie; tu i tu mam dać/przelać podobną kwotę pieniędzy komuś „tam w internecie”. Karmicznie, wielowcieleniowo jakby się za to popatrzeć owe sprawy to różnica jest ogromna.
    Ta unifikacja z pomocą pieniądza dwóch różnych usług może dawać przekonanie o ich podobnej wartości, podobnej wadze. Pieniądz, jak zauważyłem pracuje jako translator wartości z różnych poziomów. Przyczym obdarzanie wartością odbywa się za pomocą procedury demokratycznej – ludzie „głosują nogami” ile co dla nich jest ważne. A „większość ma rację” w przypisywaniu wartości wszystkiemu, co daje się przełożyć na pieniądze. Co nie oznacza, że z punktu widzenia wielowcieleniowej karmy Duszy tak jest. W Indiach przez setki czy nawet tysiące lat sprawy duchowe były (i jeszcze w dużej części są) bardziej doceniane. To jest Wschód. A Zachód? Pragmatyzm i jeszcze raz pragmatyzm, ewentualnie z nutą sentymentalizmu.

  20. Miś
    Lu 15, 2017 @ 14:00:17

    Marc -> jesli uwazasz kanal YouTube ja wymiernie jakosci to wspolczuje :). To m in przez tego typu serwisy poziom sztuki zszedl na psy. Zero jakosci dzwiekowej (jak w ogole mozna dopuscic aby mp3 byla brana pod uwage tak samo jak profesjonalnie spreparowany plik audio wysokiej jakosci), o umieszczaniu wszystkiego, co tylko sie chce i nazywaniu tego sztuka nie wspomne…nie myl sztuki z kiczem.

  21. Miś
    Lu 15, 2017 @ 17:09:09

    No i jeszcze jedna wazna wedlug mnie rzecz przy tworzeniu/oferowaniu. Zeby miec z tego hajs i jakas popularnosc, trzeba czus energie danej epoki, czasow, w ktorej sie zyje bo inaczej mona tworzyc dziela ale dla innych ludzi bedzie to absolutnie nie-interesujace. Przykladem byl taki malaz Modligliani, rywal Picassa. Za zycia wiodl nedzne zycie w przeciwienstwie do swojego kolegi od pedzla, Picassa, ktory nie tylko oplywal w dostatek ale mial wianuszek oddanych kobiet (dzisiaj nazwalibysmy je groupies lub fankami). Po smierci role sie odwrocily-to Modligliani a nie Picasso jest uwazany za jednego z najwybitniejszych mistrzow malarstwa swojej epoki, no ale jemu juz wszystko jedno :). Niestety, dzis wyglada na to, ze aby sie z czyms przebic, trzeba byc mocno agresywnym, ostrym bo energie subtelniejsze maja male wziecie (np. muzyka – dzis dominuje ciezki metal, agresywny rap, techno a jeszcze 30, 40 lat temu muzyka folkowa, progresywna czy klasyczna a nawet rockowa byly popularnymi nurtami wyznaczajacymi trendy i krztaltujacymi kolejne pokolenia ludzi).

    Zatem sztuka to nie jest latwy kawalek chleba :). Albo sie jest artysta z glebi serca…albo lepiej zostac hydraulikiem i tworzyc po godzinach.

  22. Marc
    Lu 15, 2017 @ 17:28:59

    – Ja bym jeszcze oprócz takiego sztywniejszego poglądu biznesowgo, widział tu dodatkową opcję.

    Ciekawe, tego nie brałem pod uwagę.

    Miś. Współczucie chyba sumie nie potrzebne, bo rozmijamy się w zrozumieniu. Na YouTube jest wszystko i wiele wartościowych rzeczy jest docenianych, podobnie jak w TV, chociaż to nie musi być większość. Np, ktoś ma jakiś talent i może go pokazać i to często wydaje mi się jest doceniane.

    – dzis dominuje ciezki metal, agresywny rap,

    To tak jakiś czas temu. Ale pomijając to nawet, to widzę coś innego np. w polskiej muzyce jest dużo młodych dobrych artystów, muzyka bardzo różna i często trudna do skategoryzowania, często nawet nazwijmy umownie łagodna, i jest całkiem popularna – dobrzy artyści całkiem sobie dają radę.

    pzdr

  23. Miś
    Lu 15, 2017 @ 17:51:48

    Nie wiem, jakis dokladnie wykonawcow masz na mysli ale to, co slysze to jakos nie powala mnie na nogi. A co do YT to fakt, zasieg to ma spory tylko z jakoscia jest problem. To nie to sam, co dobrze wyprodukowana plyta czy koncert. Dzis jest tak, ze ludzie nie maja wiekszych wymagan co do jakosci, a powinni miec bo od tego duzo zalezy, jak i co brzmi czy wyglada. Przynajmniej dla mnie.

  24. Niftu
    Lu 15, 2017 @ 18:51:26

    Andrzej,
    Co do L.Ż., to dałeś mi do myślenia. Przypomniałem sobie, że we wszystkim maczać palne może ten sam byt wstrętny. Swego czasu miałem historię, która spowodowała w moim mieszkaniu wystąpienie zjawiska psychokinezy. Zjawisko to ustąpiło po zaprzestaniu stosowania przeze mnie pewnego specyficznego wystroju wnętrz. Nie sądziłem, że coś takiego w ogóle może mieć miejsce, ale miało. Doszedłem do wniosku, że odwiedził mnie jakiś byt, który nie jest złośliwy, ale bardzo inteligentny – no chyba, że ten „wystrój wnętrz” spowodował uruchomienie się u mnie zdolności psychokinetycznych i sam siebie przestraszyłem. I jedno i drugie bardzo science fiction, jednak coś się wydarzyło. Poruszający się przedmiot, który został rozwalony na kawałki odnosił się do zdarzenia z dalekiej przeszłości, które odpowiadało za moją decyzję wykonania oryginalnego „wystroju wnętrz”. Te dwie sprawy były ze sobą powiązane, jakby „duch” miał dostęp do moich wspomnień i pogroził mi palcem mówiąc „źle robisz, odpuść sobie”. Ok, no to sobie odpuściłem, ale mam wrażenie, że jegomość mnie nie odpuścił. Gdybym chociaż wiedział, jak z duchem tym się dogadać, ale nie wiem, bo nigdy nie widziałem duchów ani ich nie słyszałem. Mogę chodzić po domach nawiedzonych, a i tak wiem, że niczego nie zobaczę, poza fizycznymi obiektami, które w ruch zostaną wprawione. No i jak tu się dogadać z tymi duchami…?
    No więc dlatego szukałem pomocy u tych, którzy podobno rozmową z duchami się trudnią, jednak oni podają takie ceny, za które można kupić używanego „Opla”. No to idę do drugiej osoby – i znów ten kapitalizm – i cena już mniejsza, już rozsądniejsza ale nadal pozostają wątpliwości. No bo za co dokładnie ja płacę, za wygonienie ducha? To problematyczne. Czemu te dusze tak nam szkodzą, to nie wiem. Jakbym mógł mu zapłacić czymś i nakazać by mi pomógł trochę lub odszedł, a nie szkodził, to ja bym chętnie poszedł na taki układ, ale nie mam jak się skomunikować. A jakby mi coś przyszło jeszcze do głowy, to obawiam się, że konsekwencje mogłyby być jeszcze poważniejsze.
    No więc inteligentny duch albo jakaś nieuświadomiona część mojej podświadomości kombinuje jak może, żeby nie dać się wytropić. Jak jechałem do katolickiego egzorcysty, to jakiś niefart sprawił, że trafiłem pod zły adres i tylko się zdenerwowałem. A gdy trafiam na kogoś (być może L.Ż.), kto może mi pomóc wytępić trutnia, to zaraz nasze drogi się rozchodzą i tracę kontakt z takim człowiekiem. I ciągle pod prąd i wiatr w oczy.
    Może znacie kogoś, kto zajmuje się tropieniem zabłąkanych dusz i robią to skutecznie?

  25. Marc
    Lu 15, 2017 @ 20:06:05

    Miś. O przykład pierwszy z brzegu. 10 mln wyświetleń. Moim zdaniem całkiem niezłe.

    Wiadomo, że YT nie jest do słuchania muzyki – napisałem „sporo jest rzeczy dobrych jakości i są doceniane, nawet na Youtubie.”

  26. Marc
    Lu 15, 2017 @ 20:06:45

    Chodziło oczywiście o jakość kompozycji a nie przekazu.

  27. Miś
    Lu 15, 2017 @ 20:24:32

    No akurat mi ten pan jakos nie podchodzi, za popowe to dla mnie 🙂 Ale sa gusta i gusciki … wiesz, z YT i ogolnie mediami to jest ten problem, ze one niejako teraz lansuja to, co maja sluchac ludzie, a nie na odwrot. Niby sie moze wydawac, ze to artysta kreuje gusta odbiorcow a tymczasem jest dzis raczej na odwrot. Po prostu zmienila sie definicja sztuki w dzisiejszych czasach: dawniej artysta to byl ten ktos, kto nie tylko lamal konwenanse i wnosil cos nowego, ale rowniez musiala byc to osobistosc, ktos kto kreowal gusta. Dzis jest troche na odwrot: to publicznosc oczekuje, ze jej gusta zostana zaspokojone, a artysta ma za zadanie te prace wykonac. Oczywiscie poza tzw. mainstreamem jest sporo swietnej muzyki, ale mi chodzilo wlasnie o ten glowny nurt. No bo trudno np. porownac Dawida Podsiadlo, Grzegorza Turnau’a czy Leszka Mozdzera np. do Jimiego Hendrixa (wirtuoza gitary i osoby, ktora rozwinela w ogole jezyk i definicje muzyki wszelakiej w sensie popkultury), Ignacego Jana Pendereckiego (wspoltworcy sonoryzmu) czy nawet zespolow typu The Rolling Stones czy The Beatles (jakby nie bylo, byli glosem swojego pokolenia; dzis mamy Eminema i hip hop czy innych ale to jakies powtorzone mi sie wydaje, sam bunt i spiewanie o nim jeszcze nie tworzy niczego nowego). Dzis raczej nie ma juz tak jaskrawych i tworczych przykladow posrod artystow (przynajmniej ja nie widze nikogo takiego, ale moze po prostu nie dostrzegam tego, bo nie siedze gleboko w tym, co dzieje sie wspolczesnie na rynku muzyki popularnej). Ale i w malarstwie, literaturze czy nawet szeroko rozumianej filozofii jest jakis zastoj….brak person wybitnych, zmieniajaych swoim geniuszem znaczenie danej epoki. Wydarzen rowniez.

  28. Miś
    Lu 15, 2017 @ 20:26:52

    Mialo byc Krzysztof Penderecki, sorki :).

  29. Marc
    Lu 15, 2017 @ 21:47:51

    No chyba nie ma czegoś takiego jak np. rock & roll, rock, czy nawet disco albo techno, ale też chyba nie jest tak, że trzeba być tak bardzo agresywnym żeby się przebić i metal rap itp. Muzyka chyba poszukuje i ludzie może też.

  30. Marc
    Lu 15, 2017 @ 21:48:30

    A klasycznej pewnie nadal słuchają stosunkowo nieliczni melomani.

  31. kejpero
    Lu 15, 2017 @ 22:11:35

    Muzyka klasyczna wymiata!

    Niftu, mógłbyś opowiedzieć więcej sytuacji w której szukałeś czyjejś pomocy do rozprawienia się z duchem?

  32. kejpero
    Lu 15, 2017 @ 22:15:03

    I o samym tym zjawisku które Ci się przytrafia. Czyli powiedzmy, że o tym duchu. 🙂
    Co jeszcze nie znaczy że twierdzę, że to się nie dzieje, czy że nie jest to żaden byt.
    W czym Ci on przeszkadza, co Ci uniemożliwia, ile uwagi mu poświęcasz, jak się przejawia, itp.?
    Pytasz publicznie w internecie czy ktoś Ci pomoże i zna kogoś kto to zrobi. Masz za dużo pieniędzy? 😉

  33. Miś
    Lu 15, 2017 @ 23:37:22

    Marc -> jak to nie ma? :). To sa gatunki muzyczne, kazda epoka ma swoje :). A zeby sie przebic, trzeba miec ,,to cos”. Chodzilo mi o to, ze dzis trudniej utrzymac sie z tzw. sztuki wyzszej, nie-mainstreamowej w dzisiejszym rozumieniu.

  34. kejpero
    Lu 16, 2017 @ 00:44:52

    A odnośnie wątku, tak ogólnie.
    Taka analiza HD jest czymś czego doświadczamy jak każde inne zjawisko. Warto ją potraktować we właściwy sposób, tak jak traktujemy resztę tego co doświadczamy, nauk i lekcji.
    Trzeba uważać, by wynik nie determinował zbytnio kolejnych naszych wyborów, zawsze lepiej słuchać swojego wewnętrznego głosu, przeczucia, czy intuicji.
    To coś co warto potraktować jako wskazówkę.

    Ważne by nie oczekiwać od tego potwierdzenia możliwości spełnienia marzeń!
    To ty sobie masz dać zielone światło dla realizacji a nie jakiś system.

    Tym gorzej będzie, jeśli po takiej analizie utwierdzimy się w przekonaniu, że czegoś nam brakuje.

    Nie ma tak, że mamy jakieś wady. To tylko cechy, które uwarunkowanie nazywa wadą, naszym zadaniem jest jak sprawić by te cechy wykorzystać.
    W moim przypadku tak właśnie było i to na przekór tego w co wierzę. Bo wolę tę mowę świata, przejawiającą się okolicznościami zdarzeń i tym co większość ludzi nazwałaby przypadkiem. Ja po prostu tego słucham i nasłuchuję, jest to forma dialogu niezwykle podatna na działalność umysłu, ale baaardzo wartościowa. Wtedy przynajmniej wiem, że to coś konkretnego do mnie mówi skoro potrafiło uczynić zmiany w doświadczeniu, a nie jakaś osoba niewiadomo kim będąca. Oczywiście czasami kogoś posłucham, ale na to nie ma reguły, zazwyczaj ludzie mówią nie słowami a postawami, ciałem, tonem głosu.
    Analiza wykazała, że mam 3 nieustalone centra „akurat” związane z moim „problemem”, no nic tylko płakać. 😉
    Doświadczenie nauczyło mnie słuchać wydarzeń a nie słów i to chyba rodzaj zabezpieczenia przed otwartymi centrami i podatnością na czyjąś wole i emocje.
    I HD jak dobry rozmówca sobie ze mną o tym „porozmawiał”.
    Wyjaśniło się z czego wynika to, że potrafię za kogoś płakać, wyjaśniła się podatność na cudze emocje, albo na czyjąś silną wolę.

    Ten system mnie nie uwarunkował, ale wiele rzeczy wyjaśnił.
    Moją pracą było to, by skorzystać z inspiracji, poodwracać niektóre cechy i wykorzystywać jako zalety a nie „wady”.

    Gdzieś tam dopiero zaczynam odkrywać siebie i robić swoją pracę, ale już udało mi się zainspirować kilku ludzi. Zastanawiające jest to, że coś im daję z siebie a później obserwuję jak zdobywają coś czego sam nie mam.
    A wszystkie sytuacje wydarzyły się „przypadkiem”. To dało mi do zrozumienia, że muszę dać się prowadzić intuicji, sercu, Bogu, a nie schematom.

    Zrobiłem to co chciałbym robić gdy poddałem się intuicji. Jakiekolwiek rozumowanie nigdy nie doprowadziło by mnie to urzeczywistnienia wewnętrznych pragnień.
    Bóg potrafi wykorzystać nasze „wady”, tylko najpierw musimy je zaakceptować. A skoro wada potrafi przyczynić się do rozwoju, to „wadą” nie jest, a jedynie cechą.
    Ciężko komuś pomóc gdy akurat nie odczuwamy tego magicznego połączania. A gdy to się dzieje, Bóg wykorzystuje nas i wszystkie nasze właściwości.
    Moją właściwością jest to, że dużo myślę, analizuję zjawiska i potrafię wytropić błędne przekonania umysłu, które trzymają istotę w niewoli. Do tego potrafię stopić się z kimś na poziomie emocjonalnym, wziąć od niego bagaż i resztą swojej energetyki go spalić. I postawa tego człowieka się zmienia, ale rzadko kiedy ktoś uznaje mój w tym udział.
    Chociaż zastanawiam się, czy faktycznie ja to zrobiłem, bo to raczej siła która doprowadziła nas do wzajemnego kontaktu i wykorzystała nasze cechy.

    Każdy z nas jest inny i ciężko wnioskować co jest właściwe.

    System taki jak HD może być „dobry” albo „zły”. Wszystko zależy od tego, jaką postawę przyjmiemy.
    Czy stawiamy na oczekiwania, czy na naukę.

    P.S. Czasami mówię „Bóg”. Co dla mnie znaczy Bóg?
    Niezidentyfikowana i niepoznawalna część naszego istnienia, która aranżuje i stwarza w sposób spójny i właściwy dla rozwoju istoty zjawiska i doświadczenia, która jest nad postrzegającym i postrzeganym.
    Coś, którego częścią jesteśmy my sami, co dało nam możliwość do odczuwania wszystkiego jako jedności – Stanu bycia.

    Mówią, że wszystko już powiedzieli, dlatego dotychczas miałem problemy z wyrażaniem siebie.
    Ale jest coś czego dotychczas nie znalazłem.
    Czy Bóg ma Boga?
    Czy doświadczenie jest skończone?
    Nad tym w zaciszu pracuję.

    Po ulicach chodzi mnóstwo osób, które są i istnieją, a nie pogodzili siebie z tym światem. Czują się oddzieleni od własnego doświadczenia. Patrzą na iluzję tego świata i pojawia się zagubienie.

    Mam nadzieję, że uda mi się pogodzić te światy. Jeśli Bóg pozwoli. 😉

    Wszystkiego dobrego!

  35. kejpero
    Lu 16, 2017 @ 01:12:38

    Ten świat dla mnie to jak picie Coli by zostać w Kingsajz. 😉
    Ucieczka do stanu bycia wydała mi się zbyt prosta i arogancka – wybaczcie buddyści, idźcie dalej swoją drogą, wszystkiego dobrego!

    Te światy siebie nie rozumieją!

    Są frajerzy którzy się dają, być może jestem jednym z nich. Trudno, zdarza się. 🙂

  36. Miś
    Lu 16, 2017 @ 08:58:34

    Trafne spostrzezenie! Swiat jest po to, aby brac (doswiadczac go) pelnymi garsciami. Religie to jeden z najbardziej perfidnych sposobow kontrolowania ludzi i mowienia im, ze wylacznie przez wyzbycie sie czegos (doswiadczenia, bo tak naprawde o to w rozwoju chodzi) mozna byc blizej Boga. Gdyby ludzie wiedzieli, dlaczego musimy doswiadczac, aby sie rozwijac, to zadne religie nie mialyby racji bytu, podobnie jakiekolwiek systemy typu polityka, tabu, tzw. wiekszosc norm spolecznych. To sie wlasnie nazywa przebudzeniem! Nie boimy sie siegac po to, po co chcemy siegnac! Jedyne, co nas ogranicza to nasze wlasne przekonania i….mnostwo zakazow dookola niestety, lacznie z zakazami prawnymi (bo niby dlaczego wiekszosci ludzi nie pozwala sie na posiadanie wiekszej ilosci pieniedzy bez wejscia w uklady polityczne – odpowiedz jest prosta: rzadzacy nie chca dopuscic, aby obok nich wyrosla konkuencja; polityka wszakze to tez forma religii, w ktorej ,,bogiem” jest pieniadz, a pieniadz to potezna energia).

  37. Marc
    Lu 16, 2017 @ 12:21:17

    Miś. Chodziło mi o to, że teraz nie ma takich jasno określonych nurtów jak kiedyś było np. rock and roll czy disco. Nie zrozumieliśmy się 🙂

  38. kejpero
    Lu 16, 2017 @ 12:26:19

    Błędnym przekonaniem jest że pieniądze są wyznacznikiem obfitości. Ona jedynie potrafi spłynąć na człowieka między innymi za ich pośrednictwem. Takim wymiennikiem nie muszą być tylko pieniądze, ale np. wyroby, nasza praca, czyjaś pomoc, opieka. Pieniądze są takie bardziej uniwersalne.
    Jeśli zaczniemy robić coś wartościowego, to się same pojawią w wystarczającej do spokojnego życia ilości. A jeśli chcemy mieć ich dużo, być bogaci, pływać jachtami po całym świecie i wierzymy, że to da nam szczęście, to jesteśmy w błędzie. Bo ktoś może przyjść i jednego dnia nam to szczęście odebrać. Opieranie swojego poczucia spełnienia na rzeczach zewnętrznych jest ryzykowne.

    A tak czysto ekonomicznie. Kiedyś pieniądze działały na innej zasadzie. Istniał wtedy jeszcze system barterowy, był dobry ale nie zawsze wygodny. Wtedy pieniądze oparto o złoto. Było to o tyle dobre, że ilość złota jest ograniczona i w pewnym momencie coraz trudniej je wydobywać.
    W dzisiejszych czasach wygląda to nieco inaczej, jest to wręcz nieprawdopodobne skąd się biorą pieniądze.
    Każdy z nas codziennie ich używa a mało kto wie skąd one się właściwie biorą. Idziemy do banku i dostajemy kredyt, po prostu.

    Teraz proszę uważnie słuchać. 😀
    Pieniądz jest długiem.
    Czy bank pożycza nam pieniądze? Otóż nie!
    – On tworzy zupełnie nowy pieniądz. Podpisujemy zobowiązanie spłaty długu i to zobowiązanie pozwala prywatnej firmie, której działalność jest autoryzowana przez państwo dopisać nam do rachunku kwotę kredytu. Pieniądz jest praktycznie wyczarowany z powietrza.
    – Kolejną rzeczą jest to, że zawsze musimy spłacić więcej. By to zrobić musimy pozyskać pieniądze z ogólnie dostępnej puli pieniądza, czyli rywalizować o nie z innymi ludźmi.
    – Dalej, 99% pieniędzy w obiegu wzięło się z kredytu. Państwa i ludzie zadłużyli się w prywatnych firmach – bankach. Doprowadziło to do tego, że:

    Nie ma w obiegu takiej ilości pieniędzy by spłacić wszystkie kredyty!

    By spłacić dług musimy zaciągnąć kolejny. To sprawia, że różnica między poziomem długu a pulą pieniądza w obiegu zwiększa się.
    Wpadliśmy w pułapkę. Jeśli nic się nie zmieni będziemy walczyć o spłatę długów swoich i długów naszych państw bez końca.

    Nie jest to żadna teoria spiskowa, tak to na prawdę wygląda. Czy ludzie o tym wiedzą? Jeśli ktoś nie wierzy niech sam sprawdzi. 😉

    Polecam film „Pieniądze jako dług”: https://www.youtube.com/watch?v=kgWsER4IpEw

  39. krasnal10
    Lu 16, 2017 @ 12:32:53

    Jung: To to co nieuświadomione staje się przeznaczeniem. Przykład z politycznego podwórka. Lider KOD, gdyby wiedział, że ma ten kanał 21-45 to byłby ostrożniejszy, może poszedłby w biznes a nie w politykę. Albo w politykę, ale w kręgi władzy, gdzie można dorobić się „uczciwie”. Tak, że dobrze wiedzieć, co nami rządzi. Do tego dochodzi u lidera KOD kanał 29-46, gdzie heksagram 29 I Ching oznacza:
    „Sytuacja jest niebezpieczna. Cechuje ją: zatajenie czegoś, wprowadzanie w błąd otoczenia, lub błędne opinie na nasz temat. Grozi kłamstwo, lub kamuflaż, wynikające z lęku o siebie i przed opinią otoczenia, lub też jakieś niesprawiedliwe posądzenia, albo zagrożenie szantażem. Pułapka, zasadzka, podstęp. Projektowanie swoich lęków i złudzeń na kogoś innego i na odwrót. Koszmary senne, iluzje, halucynacje, lęki, a także wyrzuty sumienia, wewnętrzna zgryzota, wynikająca z konieczności tkwienia w jakiejś fałszywej sytuacji. Ważne więc jest trzymać się wiernie wewnętrznej prawdy, gdyż da to szansę zyskania pomocy i wsparcia z niespodziewanej strony od kogoś, kto poznał już taką sytuację i potrafi nas zrozumieć.
    Bohaterem Heksagramu jest człowiek usiłujący wydostać się z jamy, do której wpadł w chwili nieuwagi. Tam okazuje się, że są jeszcze głębsze nieszczęścia. Styka się z tymi, którzy mogą zarzucić mu kłamstwo i przyczynę własnego upadku w życiu. Ogarnia go strach, drży przed zrobieniem następnego kroku, aby się znowu nie pośliznąć, w końcu porusza się, ale zbyt powoli i ostrożnie, aby to mogło pomóc w jego sytuacji. W ostatniej chwili, dzięki bezinteresownej pomocy kogoś życzliwego, podsuwającego mu wzmacniający posiłek, udaje mu się przetrwać najgorsze, po czym Niebezpieczeństwo kończy się samo. Jeśli coś rzeczywiście zataił nie powinien o tym nigdy mówić, a po dłuższym okresie ukrywanego przed innymi lęku o swój los będzie mógł zapomnieć o zagrożeniu.”
    Celne, co? Odgrywamy napisane role? Zdefiniowanie nie jest więc samo w sobie rzeczą pozytywną lub negatywną. Mamy narzędzia, ale to od nas zależy, co z tej zabawy wyniknie. (albo nie zależy ;-)) Ja nie osądzam, też mam kanał 29-46, zaczynam właśnie się zastanawiać nad sobą 😉
    P.S. J. Kaczyński też jest Manifestorem, stąd tak męczył go imposybilizm, z którym chyba sobie w końcu poradził.

  40. Miś
    Lu 16, 2017 @ 12:51:30

    Marc -> wlasnie dlatego nie ma, bo brak jest wsrod ludzi nowatorstwa. Poki co powieloamy to, co osiagnelismy jakies 40, 50 lat temu. Dopiero, gdy nastapi kolejny przeskok w rozwoju, swiadomosci, pojawia sie nowe galezie sztuki, pojawia sie nowe prady filozoficzne i generalnie spoleczenstwa ulegna duzemu przeobrazeniu. Poki co panuje zastoj, a w zastoju najczesciej prym wioda energie ciezsze, dazace do manipulacji na rzecz oslabienia swiadomosci.

    Kejpero -> kazdy musi doswiadczyc tego, czego pragnie, inaczej nie posiadzie swiadomosci. To, co piszesz to prawda, ale bez doswiadczenia nie mozna tego uswiadomic sobie. Wszystko jest potrzebne, luksusowe jachty tez aby dojsc do swiadomosci, ze tak naprawde mozna sie bez nich obyc :).

    Dlatego mowie wszem i wobec, glosno, nie korzystajmy z uslug bankow! Malo tego, jak mozna, unikajmy placenia podatkow (w tym miejscu od razu powiem, ze wyrzucic trzeba z siebie wkodowane poczucie winy, ze jak przestaniemy lozyc na tzw. spoleczenstwo to automatycznie szkodzimy innym, bo nie dajemy wtedy nic od siebie; banal i pierdzielenie jakich malo! podatki to bardzo dogodny sposob kontrolowania ludzi i pobierania naszych pieniedzy na cele, ktore w wiekszosci w ogole nam nie slusza). Mozna pomoc sasiadowi, kupic mu cos; zaangazowac sie w lokalne dzialania albo odpasc od systemu, nic zlego w tym nie ma. Pora wyjsc z XIX-ego spoleczno-politycznego paradygmatu panstw narodowosciowych bo tak naprawde narod to ulepiony na sile twor, rzadzony przez garstke osob. Kazdy jest swoim wlasnym swiatem i nie mamy prawa wymagac od innych aby cos nam dawali od siebie, bo tak stanowi prawo. Jesli dzialamy z poziomu serca, nie bedziemy nikomu szkodzic, a rozwijac sie bedzie naturalna potrzeba wspoldzielenia sie. To po to zostaly wymyslone granice, panstwa, narody aby ludzi ze soba sklocic i kontrolowac. Tu musi sie dokonac skok swiadomosci i w tym upatruje kolejnego kroku ludzkosci. To bedzie kolejny etap w rozwoju, byc moze nawet my go doczekamy juz.

  41. Swiat Ducha
    Lu 16, 2017 @ 14:50:20

    Miś
    >Zero jakosci dzwiekowej (jak w ogole mozna dopuscic aby mp3

    Ja tak kiedyś chciałem odebrać różnicę i obniżenie jakości co do mp3. czy możesz podać jakiś przykład takiej stratności jakości wobec mp3 o jakości dajmy na to powyżej 128 kB/s 44100Hz?

    A tak btw osobiście uważam, że sztuka nie jest obecnie w ogóle jakimkolwiek kawałkiem chleba – takie czasy. I jeśli ktoś (czyjaś Dusza) przylgnęła do tego, że kiedyś można było z tego wyżyć, to w obecnym wcieleniu osobowość takiej Duszy ma ciężki czas, ponieważ „prawdy” takiej Duszy są zupełnie nieżyciowe.

    Nie ma co prawda co uważać, że jest to postawa odosobniona. Podobny los spotyka byłych mnichów, mniszki kapłanów/kapłanki, i inne osoby o zawodach niegdyś przynoszących krocie (chyba też kowal tu jest na liście!)
    Tak mówisz, że interesuje cię materialna strona życia, ale samo życie wkłada ci palec w oko pokazując, że twoja, jakże silna Dusza, ma nieadekwatne przekonania..
    A czy się tym zajmiesz – tego nie wiem. 🙂

  42. Swiat Ducha
    Lu 16, 2017 @ 15:13:55

    krasnal
    dzięki za taki fajny odczyt bramy 29!

    kejpero
    >To ty sobie masz dać zielone światło dla realizacji a nie jakiś system.

    też mi się wydaje że na tym polega ostateczna wolność, że na początku „budzimy się” pokodowani, poblokowani, karma się chce uruchamiać, programy się uruchamiają, ale dzięki wzniesieniu świadomości na poziom Ducha (ponad Duszę) jesteśmy w stanie z tym sobie poradzić. Nie tyle odciąć się (jakby to niektórzy „na szybko” proponowali). Dzięki świadomym decyzjom w odpowiednich momentach – zmienić to co chcemy zmienić (znając własne potencjały i aktualne możliwości).

    System HD na tyle może pomóc, że może coś pokazać, o co warto się nie przewrócić, i z której okazji skorzystać.

  43. Miś
    Lu 16, 2017 @ 18:28:59

    Andrzej, nie do konca rozumiem pytanie :). MP3 juz samo w sobie jest silnie skompresowanym sygnalem, gdzie, w zaleznosci od rodzaju, sa wyciete niektore frekwencje (bo gdyby nie byly, wielkosc pliku muzycznego odpowiadalaby kolejno plikowi CD Audio, potem wiekszym gestosciom itp. Chyba chodzilo Ci o to, ze standardowy zapis audio to dzis format plyty CD a wiec probkowanie o gestosci 16 bitow i rozdzielczosci 44.1 Hz. Potem, najczesciej stosowanymi, np. w formacie DVD Audio lub DVD z zapisem dzwiekowym to pliki o gestosci/rozdzielczosci 16 lub 24 bity/48 Hz. Potem sa juz jakosci studyjne, 88200 i 96000 h przy probkowaniu conajmniej 24 jesli nie 32 bitowym i jeszcze wyzsza, praktycznie niespotykana w domowych warunkach – 32 bity/192Hz to juz jakosc prawie o tej samej barwie co dobrej klasy zapis analogowy…ale nie tak dobry bo do dzis dnia nie ma mozliwosci spreparowania pelnego dzwieku odpowiadajacego sygnalowi analogowemu a to dlatego, ze zapis analogowy to zapis sinusoidalny a cyfrowy to zapis skokowy. Mowiac jezykiem zjadacza chleba, dzwiek cyfrowy, mimo ze wydaje sie byc lepszy, wcale taki nie jest i niejeden muzyk czy audiofil doksonale o tym wie :).

    Rzeczywiscie, dzis sztuka raczej nie jest popularna ale moze sie to w przyszlosci zmienic – ja w kazdym razie czuje sercem (Dusza), a nie rozumem (Swiadomoscia). Wole polaczenie :). I osobiscie mam odczucie, ze jesli czlowiek jako gatunek zrezygnuje z takich dziedzin, jak sztuka, duchowosc, rzemioslo, generalnie wszystko co wiaze sie z ta bardziej duchowa strona zycia, czeka nas zamiast rozwoju upadek cywilizacyjny. To juz zreszta widac, co sie dzieje, kiedy technologia zaczyna zastepowac ludziom coraz wiecej zachowan i czynnosci – mamy dzis pokolenie ludzi cierpiacych na silne braki emocjonalne, brak umiejetnosci nawiazywania konbtaktow miedzyludzkich itp. Bez tego cywilizacja nie jest mozliwa po prostu, Boga nie (ewolucji) oszukasz ;).

  44. Niftu
    Lu 16, 2017 @ 20:01:40

    >Niftu, mógłbyś opowiedzieć więcej sytuacji w której szukałeś czyjejś pomocy do rozprawienia się z duchem?

    Nie szukałem pomocy do rozprawienia się z duchem tylko do rozprawienia się z trudnościami życiowymi i oprócz klątw karmicznych i voo doo ludzie mówili o wampirzących duchach. Ja to oczywiście zlewałem, bo sama diagnostyka to góra 25-50zł ale już „oczyszczenie” człowieka to od 500 do 5000zł. No więc wolałem zaczerpnąć opinii z różnych źródeł, przeanalizować rynek, żeby wyłapać rozbieżności i zrobić reaserch.
    Ostatnio w moich snach pojawiają się silne symbole, które udaje mi się odczytywać z powodzeniem. Np. informacja, że budynki mają swoje duchy i sugestia, że to wcale nie musi być zły duch, ale jakiś strażnik, którego bierze sie za intruza, a problem leży zupełnie w innym miejscu.
    Pisałem do „Szamana Miejskiego” i odesłał mnie do jakiejś wróżki, która w ogóle się nie odezwała.
    Pisałem do pewnego człowieka z „wieloma zdolnościami para-” i on mnie naliczył tylko i zaoferował rabat oraz wsparcie po dokonaniu przelewu.
    Pewna pani od razu znalazła u mnie ducha w mieszkaniu (oczywiście na odległość, bo do tego „nie trzeba być na miejscu”) ale też nie skorzystałem z oferty.

    >I o samym tym zjawisku które Ci się przytrafia

    Przytrafiło się X lat temu gdy wpadłem na pomysł by zastosować przyczepiany czarny materiał na rolety. Przez około dwa tygodnie spałem przy zaciemnionych w ten sposób oknach, bo miałem problemy ze snem i nagle, któregoś dnia coś zsunęło się z regału, a później z komody. Odgłos był taki, jakby ktoś tym rzucił, a nie było w pokoju nikogo. Jak przestałem zasłaniać okna, to problem zniknął ale narobiło mi to stracha i mam wrażenie, że od tamtej pory coś mnie trzyma w tym miejscu, jakbym był przygwożdżony do tego mojego mieszkania. Jak tylko na zewnątrz gdzieś coś zaczyna się dziać i mam możliwość zmiany trybu życia, to zaraz ta możliwość przepada w jakiś perfidny sposób. Jakbym znalazł się w błędnym kole. Dziwne problemy zdrowotne itp. W jednym z seansów Calogero Grifasi jest sprawa dziewczyny z reptiliańskiej rodziny. Jej opowieść dała mi do myślenia, bo wiele z niej pokrywa się z moimi problemami. Na przykład spotykanie ludzi, którzy mi szkodzą i odpychanie tych, których chciałbym spotykać, bo z nimi mogę nawiązać jakąś pozytywną relację. Kiedy tylko jest jakaś sposobność do czegoś przyjemnego, to zaraz jest to ukrócane, jakbym siedział w więzieniu, odbywał karę i nie mógł doświadczyć przyjemności czerpanych ze zwykłego życia, przyjaźni, dobrego jedzenia, radości i zabawy. Jakby „bogowie” za nic skazali śmiertelnika na ascezę życia. No więc zastanawiam się nad karmą i zadaję sobie pytanie, co takiego zrobiłem, że moja karma odbiera mi całą przyjemność z życia, czy nie pozmywałem naczyń, nie wyrzuciłem śmieci, czy może nie uprałem skarpetek? W obliczu tak poważnych przewinień mógłbym zgodzić się z losem, ale jakoś sumienie mi na to nie pozwala.

  45. Swiat Ducha
    Lu 16, 2017 @ 20:03:36

    Miś
    Ja chciałbym jakoś usłyszeć taki konkretny przykład zmniejszenia jakości..
    dla 48 kB/s, 64 kB/s to słychać dobrze, dla powyżej 128 kB/s nie umiem rozróżnic czy to CD czy mp3, dlatego nie wiem o co chodzi…
    Domyślam się, że najlepiej i tak jest gdy jest analogowo, jak człowiek gra na instrumencie obok mnie, to jest pełnia. 🙂

  46. Niftu
    Lu 16, 2017 @ 20:11:31

    Mp3 w wersji 320 Kbps to bardzo dobra jakość. Dużo zależy też od sprzętu muzycznego. A obecnie ludzie wrzucają do sieci wysoką jakość nagrań, bo tylko taka ma szansę na dużo wejść i dobry zarobek z odwiedzin lub popularność. Jeśli ktoś chce się pokazać i umieszcza w sieci muzykę niskiej jakości, to sam siebie eliminuje.
    Zgadzam się w pełni, że w poprzedniej epoce muzyka była konkretna i wyrazista, bo przecież płynęła z serca, a nie z potrzeby zobaczenia pod kawałkiem 2 milionów wyświetleń. Ludzie pogłupieli z tymi internetami 😉
    Dlatego też wraca rap, a metal wciąż trzyma się świetnie, chociaż w nieco lżejszej do strawienia formie. W elektronice jest za to sporo nowości. Tylko mainstream oferuje ciągle to samo, na jedno kopyto klepane kawałki jak z fabryki ogórków konserwowych.

  47. Miś
    Lu 16, 2017 @ 20:52:14

    Andrzej -> musisz miec dobrej jakosci sprzet, to co dzis jest na rynku, to plakac sie chce. Na glosnikach z komputera czy zwyklej wiezy roznicy zbytniej nie odczujesz, nawet tak zwane audofilskie sprzety cyfrowe to tak naprawde maskowanie wielu rzeczy. Wysokiej klasy sprzet analogowy, najlepiej lampowy, plus wysokiej jakosci stare glosniki plus odpowiednie pomieszczenie – tutaj doznalbys oswiecenia :). Wiem, ze mnostwo ludzi jest dzis sceptycznie nastawionych do tego, co mowie, bo dzis panuje moda na preparacje dzwieku w postaci calkowitego odseparowania sygnalu od wszelakich zanieczyszczen (szumow, trzaskow, odglosow, rezonansow itp.). Problem w tym, ze ucho ludzkie jest od urodzenia przyzwyczajone do slyszenia wszystkich dzwiekow, nie tylko samej muzyki 9klania sie zjawisko nazywane psychoakustyka), stad proby scislego wyselekcjonowania samego czystego dzwieku daje rezultaty jakie daje (zreszta przykladem sa milosnicy muzycki klasycznej – tu nie pogadasz, podobnie jak nie zmusisz klasycznie wychowanego muzyka do improwizacji; nie ma nut to taki ktos przestaje umiec grac, zero umiejetnosci spontanicznego dzialania).

    Niftu -> patrz, co napisalem wyzej. Jakosc plyty CD to jest dosc marna jakosc, no ale to trzeba miec doswiadczenie, inaczej jak czlowiek nie ma porownania, to i mp3 brzmi dobrze. Dlatego tak sie wyplycila jakosc dzwieku i muzyki w ogole. Wiec sorry ale to co nazywasz jakoscia to jakbys porownal czytanie o duchowosci z jej praktykowaniem ;).

    Rap to agresja, metal to samo, elektornika – pewnie sie duzo tam dzieje ale nie daje rady tego sluchac (to nie jest muzyka z zywych instrumentow). Coz, jestem jeszcze wychowany na innych brzmieniach i dobrze mi z tym…

  48. Niftu
    Lu 16, 2017 @ 21:19:22

    Wiem o co ci chodzi Miś, ale na prawdę dobry sprzęt muzyczny zaczyna się od 10 tyś. więc większość osób kieruje się kryterium niższych lotów. Miałem okazję posłuchać muzyki przez słuchawki wysokiej klasy i miałem wrażenie przeniesienia się w inne miejsce, jakby dźwięk otaczał mnie, a słowa płynęły od osoby stojącej obok. Natomiast zwykłe słuchawki, nawet takie za 500zł brzmią płasko.

    Wcale nie jest tak, że metal i rap to agresja. To są stereotypy z lat 90′. Obecnie to się mocno zmieniło. Elektroniki nie da się słuchać? Jest tego tak dużo, że mam wrażenie, że tutaj też zatrzymałeś się na kilku najbardziej znanych zespołach i wszystko przyrównujesz teraz do nich. Nie wiem ile masz lat ale polecam Baasch – Siamese sister; Bokka-let it; miike snow genghis khan; Ladyhawke – Sweet Fascination; Taco Hemingway – Deszcz na betonie; Bring Me The Horizon – What You Need; Red Hot Chilly Peppers – Dark Necessities.

  49. Miś
    Lu 16, 2017 @ 22:12:06

    I tak, i nie. Problem lezy w tym, jak dzis wyglada produkcja muzyki. W dawniejszych czaach sprzet generalnie byl dosc dobrej jakosci i nie stanowil problemu jesli idzie o finanse. Problem pojawil sie wraz z wynalezieniem tzw. sprzetu hi-fi, ktory byl reklamowany jako sprzet lepszej jakosci wobec tego, co istnialo i odpowiednio do tego, kosztowal tez wiecej. ta przepasc sie tylko powiekszala, wraz z obnizaniem jakosci zwyklego sprzetu (jesli ktos pamieta np. lampowe radia Phillipsa a potem tranzystorowe radia japonskie, ktore kosztowaly iles tam razy wiecej, to bedzie wiedziec, o czym mowie). Generalnie, im wiecej zaczeto wprowadzac bajerow (tzw. ulepszen), tym jakosc byla wbrew pozorom gorsza. Co gorsza, kolejne pokolenia ludzi, wsrod ktorych rekrutowali sie przyszli muzycy czy producenci i akustycy, rowniez miala coraz bardziej spaczone podejscie do dzwieku i muzyk, bo wychowala sie na takiej a nie innej jakosci i potem trudno bylo takiego kogos przekonac do zmiany swoich upodoban.

    Dzis sytuacja stala sie wrecz absurdalna: audiofilski sprzet, ktory tak naprawde nie gra az tak super jak moznaby tego oczekiwac, kosztuje krocie, a wiekszosc jest oswajana z jakoscia ponizej krytycznej (swoje zrobila kompresja dzwieku, loudness war oraz cala dziedzina zwana post-produkcja, ktora ma za zadanie dostosowac brzmienie do sprzetu w rodzaju iphone’ow czy temu podobnych – kazdy, kto choc minimalnie zna prawa fizyki, a przede wszystkim prawo dynamiki rozumie, ze dzwiek to fala, a fala musi sie rozejsc, aby zabrzmiec; iphone zas ma dynamike tak znacznie obnizona, ze tam trudno jest rozroznic poszczegolne pasma, frekwencje, o dynamice juz nie wspominajac).

    Odnosze sie do tego typu gatunkow ogolnikowo, oczywiscie ze znajdziemy wsrod rapu czy metalu zespoly czy kompozycje nie majace w sobie aldunku agresywnego, jednak oba te gatunki jednak pejoratywnie przekazuja taka a nie inna energie: rap to muzyka buntu i frustracji czarnoskorych mieszkancow wielkich aglomeracji miejskich Zachodu (biali przejeli to od czarnych podobnie jak kilkanascie lat wczesniej biali przejeli od czarnych jazz, a potem blues), metal zas to muzyka bardzo mocna, majaca swoje podloze w przekonaniu o nicosci i niedoli tego swiata, nierzadko siegajaca do jawnych konotacji z silami ciemnosci (i tutaj oczywiscie znajdziemy sporo przykladow przeczaczych tej tezie ale generalnie ten gatunek muzyczny ma za swoje podloze fascynacje mrocznymi elementami rzeczywistosci).

    Co do elektroniki, nigdy nie bylem wielkim fanem instrumentow elektronicznych, preferuje dzwieki naturalne. Coz, takie mam preferencje i nie bede sie tutaj wypowiadac. Na pewno jest tego mnostwo, ale jak wspomnialem, ta odmiana muzyki nie interesuje mnie absolutnie, moze poza jakimis wyjatkowo awangardowymi esperymentami. Uwazam, ze to troche zejscie na manowce, ale to tylko moje zdanie. Wole jazz, rock, blues, folk, progressive, avantagarde, wolrd/etno music i szereg innych stylow.

    Nie zatrzymalem sie na kilku zanych zespolch, kolego. Znam ogromna liczbe calkowicie roznych wykonawcow (bo kocham muzyke i zajmuje sie nia zawodowo), zarowno z epok minionych jak i wspolczesnych, podalem zas z biegu kilka nazw, ktore i tak absolutnie nie wyczerpuja tematu (nie wiem, czy w ogole jest to mozliwe do uchwycenia bo tego jest ogromna ilosc). Jednak nie da sie zaprzeczyc, ze muzyka jako forma sztuki, swoje najlepsze lata ma juz za soba a dzis muzyka nie jest juz polaczona z przemianami spolecznymi i jako taka nie stanowi glosu, ktory ksztaltuje gusta itp. A to jest wedlug mnie wymiernikiem tego, czy cos jest sztuka czy dobrze zrobionym rzemioslem. I to mi chodzilo w mojej pierwotnej wypowiedzi, zeby bylo jasne.

  50. Miś
    Lu 16, 2017 @ 22:24:31

    A zeby w kwestiach mocno scislych, jakimi sa akustyka, dynamika i technika nagrniowa, nie pozostac goloslownym, przedstawiam Wam osobe pana Piotra Nykiela, mojego nieformalnego mentora w owych dziedzinach. Mam to szczescie, ze znam osobiscie czlowieka, ktory z panem Nykielem wspolpracowal i ma bardzo podobne doswiadczenie i umiejetnosci. Wiec mam dowody empiryczne na to, o czym sie tu pisze. Zachecam do milej lektury. Sluze pomoca i informacjami 😉 (Ale sie temat malo duchowy zrobil 😛 No i dobrze, w koncu duchowosc to zycie, co nie?! )

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1522291,1,spec-od-nagran-cd-to-niedoceniony-format.read

  51. Swiat Ducha
    Lu 19, 2017 @ 11:40:21

    Miś
    >Wysokiej klasy sprzet analogowy, najlepiej lampowy, plus wysokiej jakosci stare glosniki plus odpowiednie pomieszczenie – tutaj doznalbys oswiecenia

    chyba powolutku zaczynam rozumieć o czym mówisz..
    to jakby porównywanie odsłuchowo fast foodu (z mojej strony) do obiadu w porządnej restauracji (z twojej strony). Ty nie raz takie obiady jadałeś, więc wiesz, o co chodzi.

    I dzięki za takie wnikliwe opisanie stylów muzycznych razem z ich emocjami, bo to dużo daje, wiedzieć, nie tylko że grają, ale też i co grają, w sensie jakie emocje wyrażają. 🙂

  52. Miś
    Lu 19, 2017 @ 13:18:10

    Dla mnie wibracje, energie, jakie plyna z muzyki maja decydujace znaczenie, czy wchodze w dane brzmienie, czy nie. Mowia ogromnie duzo o energii plynacej od muzykow i o podswiadomym (lub nadswiadomym) przekazie. I tak na przyklad bardzo lubie starego rocka, ale juz niekoniecznie nowego, o metalu (z pewnymi wyjatkami) nie wspominajac. Uwilebiam wszystko, czego nie mozna latwo zaszufladkowac. Dlatego podbaja mi sie style, w ktorych dochodzi do fuzji roznych brzmien (co jednak nie jest tozsame ze stylistycznym rozmycie gatunkow, ktore mamy obecnie). Odnosze wrazenie, ze dzis ogolnie nie ma energii, inspiracji idacych z gory, stad wsrod ludzi nie ma dazenia do tworzenia. Tak, jakby kanal, przez ktory splywa boska inspiracja, zostal zamnkiety i cos w tym jest, bo poziom ateizacji i agnostyzacji spolecznej jest bardzo duzy, a tam, gdzie nie ma energii boskich pojawiaja sie energie….no, nie bede wymienial zeby nie przyciagnac wilka z lasu :). Troche takim robo-sapiens sie stajemy, ale nie mam swiadomosci, czy jest to kolejny krok ewolucyjny, konieczny do rozwoju, czy przeszlismy raczej na sciezke upadku. Czasami odnosze wrazenie, ze to drugie ale nie mnie to osadzac, jestem widzem, ktory to obserwuje.

  53. Miś
    Lu 19, 2017 @ 13:33:56

    O! Mam! :). kazda epoka ma swojego ,,ducha”. Chyba jednak najwyrazniej obecna jakby celowo sie od ducha dystansuje (chyba gdzies pisales o tym, ale wybacz, nie pamietam dokladnie co i jak), bo ludzie jakby sami chca stac sie Bogiem. Czy to dobre? I tak, i nie. Tak, bo odchodzimy od wszelakich zasad, nakazow i zakazow, ktore przez tysiaclecia ksztaltowaly i pozwalaly kontrolowac ludzi (system ziemski). Zle, bo nie wprowadzamy na to miejsce niczego nowego, w sensie nie zastepujemy tego nowymi, wysoko-wibracyjnymi energiami (na poziomie spolecznym oczywiscie, bo jednostki zawsze byly, sa i beda). Ja sobie tak czuje, ze tu, an Ziemi wlasnie po to nie jest idealnie, aby jednak ksztalcic sie, wydobywac z siebie te duchowa strone a czlowiek jakos tak usilnie uparl sie udowodnic w dzisiejszych czaach, ze to on moze o wszystkim decydowac. I mam takie odczucie, ze skonczy sie to tak, jak skonczyla sie opowiesc o Don Kichocie.

    Moze jest tak, ze wlasnie przez to, ze tu nie jest i nie ma byc idealnie, maja sie ksztaltowac idee, pomysly i ma na nas splywac boska inspiracja? To tak, jakby to porownac do zycia, gdzie wszystko ma sie podane na przyslowiowej tacy. Wtedy nie ma rozwoju, jest pasywnosc, bo czlowiek nie moze sie rozwijac, nie napotykajac przeszkod, to one go maja uczyc czegos, ksztaltowac. I ze sztuka wydaje mi sie jest podobnie: rodzi sie ona tam, gdze istnieje potrzeba wnoszenia czegos nowego, przeksztalcenia starego w nowe.

  54. kejpero
    Lu 19, 2017 @ 15:25:52

    Wydaje mi się, że to zawsze tak wygląda, ale w pewnym momencie zaczyna być łatwiej bo się o tym wie. Można sobie robić przerwy, każdy odpoczywa, ale generalnie chyba właśnie o to chodzi.

    „Zastanawiam się co byś zrobił jeśli miałbyś możliwość śnienia jakiegokolwiek snu tylko zapragniesz”: https://www.youtube.com/watch?v=L8R11pkY5zI

  55. Niftu
    Lu 20, 2017 @ 20:37:08

    O, ciekawy filmik. No można sobie pomarzyć. Taka sytuacja: idziesz spać zmęczony i potargany życiem, a budzisz się 10 lat temu pamiętając, jaka będzie twoja przyszłość i co należy w niej zmienić, żeby za dziesięć lat być w nieco lepszej kondycji 🙂

    Tak ostatnio coś do mnie trafiło w związku z tematem, który niedawno był omawiany. Rozmawialiśmy o mechanizmie prokreacji, ale udało mi się spojrzeć na to nieco szerzej i coś mi zaświtało. Kieruje nami mechanizm ślepego zapatrzenia w swoje potrzeby, jakbyśmy mieli osiągnąć coś, co nigdy się nie skończy. To najlepiej widać w środowisku zagorzałych katolików. Ciągłe chodzenie do kościoła, modlitwy, spotkania, zjazdy jak przyjedzie papież i inne aktywności utwierdzają tych ludzi w przekonaniu, że oni coś budują, że coś tworzą materialnego i że to nigdy się nie skończy. Taką samą postawę reprezentują ludzie, którzy działają pod wpływem hormonów. Pragną założyć rodzinę, nie patrzą czy mają pieniądze, czy coś sobą reprezentują, czy będzie ich stać na własne mieszkanie, czy mają jakieś perspektywy. Zaraz idą kredyty, wszystko dla dzieci, trzeba mieć mieszkanie, psa, kota, dwa samochody itp. itd. Człowiek jest nakręcony jakby wciągał kokę albo inne wynalazki. Jest wiele takich czynników powodujących ludźmi i jeśli już się wpadnie w ten chemiczny stan dążenia, to nic się nie liczy. A jak się coś straci, to cały świat się zawala dla takiej osoby i wtedy strasznie ona cierpi. Ale załóżmy, że to nie ma żadnego następstwa. Tzn. po śmierci ludzka dusza jest ładowana w nowe ciało tak, jak kierowcy rajdowemu daje się nowy samochód wyścigowy i dalej można się ścigać na łeb, na szyję. Jest to wyścig atrakcyjności, jak u zwierząt, eksponujących swoje kolorowe pióra, swoje zalety wizualne i wykonujących przedziwne tańce godowe.

    A co się dzieje, gdy odcinasz się od tego wariactwa? To wtedy system określa, że jesteś nieatrakcyjny i zaczyna cię wycofywać z obiegu. Czujesz samotność i cierpisz. Jesteś niepotrzebny, bo nie chcesz uczestniczyć w wyścigu, a to właśnie ten wyścig jest tym, co nazywane jest snem. Śnimy, żeby gatunek mógł trwać. Śnimy, żeby produkować i kreować nowe, atrakcyjne rzeczy. Tworzymy rynek atrakcyjności i prześcigamy się w pomysłach. To wszystko jest wielkim biznesem matki natury. Zastanawia mnie jednak co się dzieje z tymi niechcianymi, z tymi, których nie interesuje bycie rzeczą, maszyną, kukiełką atrakcyjności? Czy po prostu cierpi, a później umiera, a jeszcze później dusza jest brutalnie pakowana w nowe ciało, pamięć kasowana i biznes kręci się dalej…? Upiorne, okrutne i tyrańskie…

  56. awentais
    Lu 20, 2017 @ 22:29:25

    Świetny komentarz Niftu. Też się zastanawiałam, co się dzieje z tymi wszystkimi, którzy nie chcą uczestniczyć w ślepym pędzie za dobrami materialnymi, sukcesem prokreacyjnym, pieniędzmi etc. Jak się patrzy na te niektóre programy wgrane ludzkości, to jak najbardziej można czuć zażenowanie i chęć odsunięcia się od tego wszystkiego. Ja sama staram się jakoś odsunąć, zdystansować, ale system mówi „nie, wracaj”, albo „ok, odsuń się na chwilę, ale zaraz zrobimy tak, że ściągniemy cię z powrotem” (bo np. zabraknie ci pieniędzy…)

    Inną bronią systemu jest chyba to odczucie osamotnienia i „niepasowania” do innych, które samo w sobie często wystarczy, by zagnać czarną owcę z powrotem do stada.

    Wiele razy sobie już postanawiałam, że nie dam się więcej bezmyślnie zapakować w ciało i zesłać na planetę typu Ziemia. Tylko czy moja wola będzie miała po śmierci znaczenie? Czy ktoś będzie ją respektował?

  57. kejpero
    Lu 21, 2017 @ 01:53:50

    Wiara w to że dałaś się „bezmyślnie zapakować w ciało i zesłać na planetę typu Ziemia” może powodować wewnętrzne niezadowolenie. Zresztą czy pamiętasz to i mimo całej mnogości informacji na ten temat jesteś pewna jak się sprawy mają? Szczęściem i miłością jest robić to co kochasz. To, że świat Cię z powrotem wciągnie, że braknie Ci pieniędzy, to tylko straszenie. Istnieje wiele ludzi, grup ludzi, miejsc, które będą Tobą zainteresowane, jeśli będziesz robić to co kochasz. To powszechne przekonanie, nawet w kręgach duchowych, że się nie da, że system jest zły, zostało wykreowane na bazie strachu. Próba ucieczki przed tym daje moc, poprzez tą wiarę, że to może na Ciebie wpłynąć.
    „Tylko czy moja wola będzie miała po śmierci znaczenie? Czy ktoś będzie ją respektował?”
    Twoja wola już teraz ma znaczenie! Jedyna śmierć której człowiek potrzebuje to śmierć błędnych wyobrażeń. Na początku może wydawać się, że jest ciężko, ale takie doświadczenia determinowane są poprzez błędne wyobrażenia i przez nie wzmacniane.
    Wiara w to, że się nie da, że ciężko, że wróg jest potężny, to tylko przykrywka.
    To nie z systemem trzeba walczyć, a z własnymi wątpliwościami i strachem.
    Najpierw umysł zasugeruje Ci, że coś jest bez sensu, a później ten sam umysł się z tym zgodzi. Albo powie, że się nie da, że jest trudno, a później uzna to za fakt i człowiek w to wierzy. 😉
    Czy to ma sens?

  58. Niftu
    Lu 21, 2017 @ 06:34:12

    Przepraszam Cię kajpero, ale po prostu ładnie lejesz wodę. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i na prawdę nie musimy opowiadać sobie bajek. Mnie życie tak przycisnelo, że nie boję się śmierci, tzn. mam nadal instynkt samozachowawczy, ale jakby coś mi się stało, to nie będę miał pretensji i nie będę przeżywał tego jak zabłąkana dusza. A życie potrafi wszystko odebrać i co wtedy? Wtedy te ładne słowa i afirmacje nic ci nie pomogą bo wydają się zwyczajnie żałosne. Trzeba mieć wtedy jaja. Jakby na wschodzie mieszkali normalni ludzie a nie kalifat, to bym pojechał do derwiszów i może nauczył się od nich techniki pokonywania bólu. Oni potrafili sobie przebijać ciało szpikulcami a z ran nie wydobywała się krew. Buddysci potrafią kontrolować temperaturę ciała. To wszystko można wycwiczyc. Wcale nie trzeba cierpieć i można się tego jakoś nauczyć, tylko ja jeszcze nie wiem jak.

  59. kejpero
    Lu 21, 2017 @ 10:22:31

    Niftu, to nie jest lanie wody. Ale jeśli chcesz to możesz dalej w to wierzyć, do niczego Cię nie przekonam.
    Napisałeś, że nie trzeba cierpieć, ale jeszcze nie wiesz jak. Ja Ci dałem swój przepis, a ty mówisz, że opowiadam bajki.
    Spróbowałeś?
    A może masz swój?
    Jeśli tak, to się nim podziel, a nie narzekaj i nie nazywaj czyjegoś sposobu życia żałosnym.
    Ty mówisz, że to bajki, a piszę z własnego doświadczenia. Też miałem ciężko, ale przestałem narzekać i zacząłem robić to co lubię.
    Możesz oczywiście dalej wierzyć, że Twoje nieszczęście jest winą świata, wybór należy do Ciebie.
    Uwierz mi, to nie są tylko ładne słowa. Chociaż rozumiem, że może to brzmieć podejrzanie prosto.
    Znajdź swój sposób na życie, który sprawi, że będziesz szczęśliwy, a później zobaczysz co jest bajką.
    I straszysz, że w pewnym momencie życie może wszystko odebrać – jak to mówią „myślał kogut o niedzieli a w sobotę łeb mu ścięli”.
    A jeśli to już Ci się przytrafiło, to spraw by Cię to wzmocniło i nie wierz w te bajki, że jest tak ciężko, tak trudno, tak strasznie. To bajki wystraszonych ludzi.
    Jaja to trzeba mieć, by nie bać się żyć i zaryzykować. Jeśli zaryzykujesz da Ci to wolność w robieniu tego co kochasz.

  60. kejpero
    Lu 21, 2017 @ 17:50:42

  61. Niftu
    Lu 21, 2017 @ 19:04:18

    >Napisałeś, że nie trzeba cierpieć, ale jeszcze nie wiesz jak. Ja Ci dałem swój przepis, a ty mówisz, że opowiadam bajki.
    Spróbowałeś?
    A może masz swój?

    Ale podałem Ci konkretne przykłady cierpienia z bólu przebijanego ciała lub zimna. Tego nie da się zagadać, to są wrażenia fizyczne i o takim cierpieniu mówię. Ja mam często tak, że mnie ciało boli, głównie skóra, a Ty proponujesz na to, żeby robić to, co się kocha – to trochę nie na miejscu.

    >Ty mówisz, że to bajki, a piszę z własnego doświadczenia. Też miałem ciężko, ale przestałem narzekać i zacząłem robić to co lubię.

    To znaczy, że nie miałeś ciężko 🙂 po prostu – jak sam napisałeś – męczyłeś się narzekaniem, ale nie męczyłeś się fizycznym cierpieniem.

    >Możesz oczywiście dalej wierzyć, że Twoje nieszczęście jest winą świata, wybór należy do Ciebie.

    Nie, moje nieszczęście jest winą słabości ciała.

    >Znajdź swój sposób na życie, który sprawi, że będziesz szczęśliwy, a później zobaczysz co jest bajką.

    Jakbym czytał podręcznik sukcesu :p „Otwórz oczy, unieś głowę i biegnij przed siebie!”

    >I straszysz, że w pewnym momencie życie może wszystko odebrać – jak to mówią „myślał kogut o niedzieli a w sobotę łeb mu ścięli”.
    A jeśli to już Ci się przytrafiło, to spraw by Cię to wzmocniło i nie wierz w te bajki, że jest tak ciężko, tak trudno, tak strasznie. To bajki wystraszonych ludzi.
    Jaja to trzeba mieć, by nie bać się żyć i zaryzykować. Jeśli zaryzykujesz da Ci to wolność w robieniu tego co kochasz.

    No więc już się przytrafiło i takie doświadczenie wzmacniają ducha, ale życiowo osłabiają. A tu chodzi o to, żeby życiowo być w lepszej kondycji i się rozwijać.

    >Niftu, to nie jest lanie wody. Ale jeśli chcesz to możesz dalej w to wierzyć, do niczego Cię nie przekonam.

    To ciekawe, bo akurat dzisiaj w radiu była krótka dyskusja na temat określenia „lanie wody” 😉 no i określenie zostało doprecyzowane jako mówienie niekonkretne i od rzeczy. Może nie do końca zastanowiłem się zanim go użyłem, no i karma wraca. Nie twierdzę, że to, co piszesz jest niekonkretne, ale po prostu brzmi jak jedna z tych książek o sukcesie. Po przeczytaniu Twojego komentarza trafiła do mnie z innego źródła pewna informacja, z której nie byłem zachwycony. Jakby ktoś sobie na mnie ostrzył pazury. No i znów silnie poczułem na plecach zimny oddech Karmy, tzn. często mi się to przydarza, że szybko płacę za swoje drobne grzeszki. Znów to poczucie winy… Może teraz przytrafiają mi się rzeczy na wzór pewnego przewinienia z poprzedniego wcielenia, za które za życia nie zapłaciłem. No więc teraz mam rzekomo zapłacić za tamto swoim utrapieniem, pokorą i skruchą. Brzmi to dość chrześcijańsko, co nie znaczy, że źle – i będą mnie takie sprawy tak długo nachodzić i męczyć zanim się nie uspokoję i przestanę myśleć o buncie i zemście. Jestem buntownikiem. Może więc muszę poświęcić tą część siebie i mimo bycia atakowanym nie podnosić na innych ręki, bo ich przewinienia przeciw nam są tylko środkiem do celu, który jest ponad nami, a nie w nas.

  62. Miś
    Lu 21, 2017 @ 20:27:05

    Niftu -> a moze warto sprobowac medycyny konwencjonalnej lub niekonwencjonalnej? Wiesz, duchowosc jest piekna ale warto tez skorzystac z pomocy czysto fizycznej, jesli mozna sobie pomoc. Nie samym duchem czlowiek zyje a jak glosi stare madre przyslowie ,,w zdrowym ciele zdrowy duch” :).

  63. Niftu
    Lu 21, 2017 @ 21:00:29

    Miś, chłopie, ale to jest przecież oczywista oczywistość. Znasz kogoś przy zdrowych zmysłach, kto cierpi i nie idzie do lekarza, nawet jak jest bardzo źle? Wszyscy, którzy nie poszli już nie żyją. A konwencjonalna pomaga bardziej niż niekonwencjonalna, tylko trzeba dobrze trafić, w dobre drzwi zapukać. Jednak tylko pomaga na chwilę, żeby trochę odsapnąć przed kolejnymi torturami.

  64. kejpero
    Lu 21, 2017 @ 22:30:31

    Przepraszam, w takim razie Cię nie zrozumiałem. Pisałeś o przebijaniu ciała, później faktycznie od razu napisałeś o cierpieniu, ale nie połączyłem tego, że Twoje cierpienie wynika ze stanu fizycznego. Pomyślałem raczej o cierpieniu „egzystencjalnym”, bardziej psychologicznym. W takim razie faktycznie komentarz nietrafiony i Twoje zarzuty w większości są właściwe.

    „Po przeczytaniu Twojego komentarza trafiła do mnie z innego źródła pewna informacja, z której nie byłem zachwycony.” – Co to za informacja? Bo może to ciekawy zbieg okoliczności.

    Co do męczenia się narzekaniem, to nie było to tylko narzekanie. Nie miałem dla siebie żadnej nadziei, moje życie nie miało żadnego sensu, nie miałem żadnych perspektyw i tak wegetowałem. Z zewnątrz mogło to wyglądać jak narzekanie, teraz też to tak widzę, ale wtedy to było prawdziwe. I rozumiem ludzi, którzy wierzą w taki obraz. Dochodziło do momentów w których krzywdziłem siebie fizycznie, serce pękało mi z bólu.

    Może to całe gadanie brzmiało trochę jak książka o sukcesie, zresztą było nieadekwatne, bo Cię źle zrozumiałem. Ale u mnie rzeczywiście tak było.
    To się fajnie gada po fakcie, więc doskonale rozumiem. Miałem okres, w którym miałem ochotę wybić zęby każdemu, kto mówił „Będzie dobrze, weź się w garść”.

    „Znów to poczucie winy…” Dlaczego odczuwasz poczucie winy?

    „Może teraz przytrafiają mi się rzeczy na wzór pewnego przewinienia z poprzedniego wcielenia, za które za życia nie zapłaciłem. No więc teraz mam rzekomo zapłacić za tamto swoim utrapieniem, pokorą i skruchą.” – Chciałbym zapytać Cię na jakiej podstawie wnioskujesz, że istnieje coś takiego jak „karma” przynajmniej w takim rozumieniu, że płaci się za przewinienia? Jeśli masz płacić utrapieniem, to czy chociaż wiesz za co? Czy uczysz się czegoś dzięki temu?
    Pytam, bo mam swoje przemyślenia na temat karmy, które nie są raczej zgodne z głównym nurtem. Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź jak widzisz całą tę sprawę z karmą i karą za grzechy.

    „Może więc muszę poświęcić tą część siebie i mimo bycia atakowanym nie podnosić na innych ręki, bo ich przewinienia przeciw nam są tylko środkiem do celu, który jest ponad nami, a nie w nas.”
    Wspominasz o przewinieniach innych, co ma jakiś związek z tym co zauważyłem w sprawie karmy. Czy mógłbyś napisać jak rozumiesz rzeczy w temacie przewinień innych? Dlaczego oni to robią, dlaczego Tobie się to przytrafia, jaki masz stosunek do tego, jakiego rodzaju są to przewinienia? Być może mógłbyś podać jakiś przykład? I bardzo byłbym wdzięczny gdybyś napisał co myślisz o karmie i swojej pozycji w tym wcieleniu.

    Pozdrawiam

  65. Niftu
    Lu 22, 2017 @ 20:18:39

    Zastanawiałem się dzisiaj kilka razy w ciągu dnia czym jest karma. Mam wrażenie, jakby moje postawy życiowe tworzyły coś w rodzaju bieguna, który przyciąga lub odpycha pewne zdarzenia. Dzieje się to na zasadzie wyrównywania. Czy stoi za tym prawo natury? – zastanawiam się. Siły się równoważą. No więc gdy moja postawa w stosunku do ludzi jest niewłaściwa, to będę spotykał takie osoby, które od razu we mnie tą postawę wypatrzą. Ale ja mogę nie chcieć przyjąć ich punktu widzenia z powodu mojego ego albo one nie będą chciały się ze mną dzielić swoimi spostrzeżeniami. Uważam, że mogę się zachowywać jak chcę. Kiedy uważam się za mądrzejszego od innych, albo chcę zabłysnąć tak, jak ktoś w telewizji czy internecie, to zaraz znajdzie się sytuacja, w której wyjdę na idiotę, albo chcąc się popisać zrobię sobie krzywdę. Niestety ludzie posiadający władzę są często postrzegani jako idioci, ale nikt im tego nie powie, bo „gorsi” się boją. Silnie niewłaściwe postawy powodują dysonans, tak, jak w muzyce, jakby jeden z dźwięków utworu chciał się wyróżnić i brzmiał głośniej od innych albo wygrywałby własne improwizacje. Nie rozumiem tylko dokładnej zasady działania tego prawa. To jest brutalne prawo. Jeśli tylko w czymś odbiegasz od reszty, to zaraz jesteś traktowany jako gorszy. Natura jak gdyby chce cię od razu wyeliminować albo zmusić do podporządkowania się. Jeśli masz w sobie jakąś słabość, to ciągle musisz walczyć z siłami silniejszymi od siebie. Ale ktoś sprytny może tych kontaktów zwyczajnie unikać. Po co się narażać? Są jednak takie siły, którym nie da się uciec. I czy to jest właśnie karma? – zastanawiam się dalej. Karma jest jak rozumna przestrzeń, która otacza nas i wywołuje różne zdarzenia. Ale to też nie jest jednoznaczne, bo kto stoi za tymi wydarzeniami, Bóg? diabeł? przewodnik duchowy? Może chroniąca nas dusza przyjaciela z poprzedniego wcielenia, a może krokodyl lub inna istota. Castaneda pisał, że człowiekowi od tysiącleci towarzyszą latawce, archonty. Natomiast szamani poprzez sztukę śnienia mają możliwość pozyskania sprzymierzeńców, niematerialnych istot, i taki sprzymierzeniec daje szamanowi niewiarygodne zdolności.
    Ale to jest przecież prawo natury, czyli prawo silniejszego. Ty masz krokodyla, a ja mam pistolet. Ty masz dyplom magistra prawa, a ja znam cztery języki. Zawsze trzeba mieć jakiś wyróżniający atut, który daje przewagę. I tutaj znowu to bycie atrakcyjnym. Ale co z tego, skoro „karma” może mieć wobec nas inne plany. Zapowiadający się lekarz, po dobrych studiach, ze świetnymi referencjami, dostaje się pod koła samochodu i ginie. Ale Łazariew powie, że mógł nie zginąć, gdyby zmienił swoją postawę w stosunku do kobiet albo do świata. To bardzo możliwe. Bo natura na jego miejsce ma wielu i on w niczym nie jest lepszy od innych. Gdyby był równy w stosunku do innych, to może by nie zginął, ale nie był, bo nauczono go, że jest kimś lepszym. No więc karmy należy szukać gdzieś poza prawem silniejszego i atrakcyjnością oraz prawem doboru naturalnego. Widzę w sobie na przykład pewne cechy, które powinny mnie wpędzić w duże kłopoty, ale dzięki czemuś to mnie nie spotyka, natomiast kłopoty przenoszą się na inną sferę mojego życia. Czy więc mam jakiś „hieroglif ochronny”, który pozwala mi unikać bezpośrednich konsekwencji swoich czynów tak, jak dla polityka robi to immunitet? Być może. Jednak sam nie mam pojęcia jak to działa. Jeśli krokodyl zrobi coś za mnie, to też nie będę wiedział jak to działa. Ważne, żeby działało. Dlatego właśnie ludzie pragną uzyskać nadludzkie zdolności poprzez praktyki magiczne, rytuały i kontakty z istotami wyższymi lub niższymi, bo nie muszą wiedzieć jak to wszystko działa, byle działało. Jak nie mam grubego portfela, to staram się mieć mocne plecy. A więc atrakcyjność, zbrojenie się i techniki obronne. Ale jest coś ponad tymi wszystkimi elementami, bo matrix ma własny rozum i to on wypuszcza w obieg te wszystkie zdolności, umiejętności i inne siły. I to właśnie zaburzenia w równowadze tych sił można nazwać karmą. To spostrzeżenie daje nam nowe perspektywy. Teraz nie patrzymy na swoje czyny z perspektywy winy, że jestem słabszy i mi się dostaje, tylko z perspektywy pragnień. Przecież to one nami rządzą. Oczyszczamy się wyzbywając się pragnień, ale nie całkowicie, tylko robiąc sobie dłuższe okresy odpoczynku od ich zaspokajania. Bo gdy do nich wracamy, to przyjemność jest większa, a gdybyśmy tego nie stosowali, to będziemy jak te świnie w korycie, które rzucają się dziko na jedzenie. Wiele osób rozumie pełnię życia jako wolność realizacji swoich pragnień, kiedy tylko mają na to ochotę. To nieporozumienie zwykle prowadzi do wykoślawienia. I dlatego karma, jako regulator reguluje nasze pragnienia i czasami robi nam krzywdę, gdy są one nieadekwatne do możliwości ich realizacji, ale częściej to my robimy krzywdę sobie lub innym próbując je zrealizować na siłę.

  66. kejpero
    Lu 23, 2017 @ 23:58:13

    Wspominasz o Castanedzie, Łazariewie, moim zdaniem można wnioskować z tego, że jesteś całkiem odważny i otwarty. Być może nie zaszkodzi Ci, jeśli napiszę do Ciebie w sposób pozbawiony lania wody. 😉
    Wszystko co piszę jest tylko moją perspektywą, nie wiem wszystkiego, jedynie mogę ustosunkować się do tego co napisałeś. Chciałbym, by ewentualnie pomogło Ci to zburzyć istniejące przeszkody, jeśli takie sam zauważysz, a nie budować nowe.

    Castaneda stworzył pewien system, Łazariew też, każda religia, światopogląd to pewnego rodzaju system. To co czytasz o karmie, o ciałach świetlistych, duszach, aniołach, wyższych jaźniach, o umyśle, ego, itd., to wszystko system.
    O co chodzi?
    System w rozumieniu pewnej ustrukturyzowanej koncepcji postrzegania świata ma wady i zalety, albo poczucie bezpieczeństwa i jego cenę. Zaletą jest to, że w ramach danego systemu jesteśmy w stanie zracjonalizować pewne zjawiska i znajdują one potwierdzenie w naszych doświadczeniach. Wiele z rzeczy i zjawisk, których wcześniej nie rozumieliśmy, znajduje wytłumaczenie i potwierdzenie w systemie, przez co odciąża nas we własnym poszukiwaniu ich podstaw i natury ich funkcjonowania. Jest to jednocześnie wadą i ceną, bo przyjmując dany system mamy poczucie bezpieczeństwa, jednak jest to tylko system jeden z wielu. Każdy z nich, jeden lepiej, drugi gorzej, potwierdza zjawiska których doświadczamy. Jednak żaden z nich nie daje pełnego oglądu sytuacji, bo wszystko odbywa się w ramach systemu. Te systemy są tworzone przez umysł, który ma konieczność nazywania zjawisk, ich dzielenia i kategoryzowania. Przez to są przesiąknięte pewną skazą, widać w nich elementy oddzielenia podmiotu postrzegającego od przedmiotu postrzeganego. Chodzi generalnie o to, że coś dotyka Ciebie, jako oddzielonej części, ponieważ… To wydaje się bardo prawdziwe, bo tak działa system. Ma być niewidoczny i jednocześnie stwarzać pozory prawdziwego, więżąc Cie w jego strukturach. Przedstawia Ci pewną „prawdę”, jednocześnie przemycając coś co dalej kreuje Twoją zależność od pojęć i koncepcji.
    Zobacz ilu jest ludzi i oni w większości w coś wierzą, i każdy z nich znajdzie dowody na potwierdzenie słuszności tej wiary – to systemy.
    Działają poprawnie gdy są niewidoczne.

    Karma dla mnie jest częścią systemu kontroli na ziemi. Część się zgadza, ale część nie, co tworzy pewne podziały w umyśle. „Karma” to tylko pojęcie, jak każde inne.

    Trzeba wyraźnie prześledzić co nas więzi, oddzielić prawa rządzące rzeczywistością od podstępnie przemyconych dodatków.

    Generalnie systemy kreują podziały, jakkolwiek prawdziwie by nie brzmiały i ilukolwiek doświadczeń by nie wyjaśniały.

    To co napisałeś w większości się zgadza. Wcześniej wspomniałeś coś o poczuciu winy. Dlaczego doczuwasz poczucie winy? Wszystko co robisz, robisz najlepiej jak potrafisz. To, że czasami uważasz inaczej, nie znaczy, że to prawda, bo w momentach rozproszenia czy gorszej kondycji Twojego umysłu i tak robisz to co jest Ci dostępne bez żyłowania siebie. To co nas ogranicza, to osądzanie siebie i innych, poczucie, że robimy coś źle, niewystarczająco dobrze, porównywanie się. W pojęciu karmy jest pewien aspekt kary. Nie traktowałbym tego jako karę, ale jako naukę. I nie trzeba płacić za każdy popełniony grzech, wystarczy zrozumieć. A to, że nie jesteś taki jak inni, nie znaczy, że robisz coś źle. I to jest właśnie pomieszanie z poplątaniem. Ciężko wywnioskować które elementy pochodzą z uniwersalnych prawd, a które z systemu kontroli, bo zostało to wszystko wymieszane. To co dzieli w większości pochodzi z systemu kontroli, w tym głównie Twój osąd. Jeśli doświadczasz czegoś „złego”, to nie jest to żadna kara, a jedynie wskazówka, czyli coś co wibruje z podobną częstotliwością i wychodzi na wierzch doświadczenia. Czasem są to podobieństwa, czasem przeciwieństwa. Umysł interpretuje zjawiska i dzieli je na lepsze i gorsze, to szlachetne działanie jest tylko przykrywką dla jego przetrwania – natury, która dzieli. To umysł latawca. On jest bardzo bliski i intymny Tobie, więc słuchasz tego, co mówi. Nawet jeśli mówi 99% prawdy, to przemycając 1% kontroli wystarczy mu to.
    Jest dużo rzeczy, które już teraz przeczuwasz, jednak widzę też aspekty wynikające z działalności umysłu i z zaabsorbowanych systemów. One stopniowo ulegają rozpadowi, i nie będę Ci ich wskazywał, bo sam sobie na nie odpowiadasz. 😉
    Na czym więc można się teraz oprzeć?
    Myślę, że warto oprzeć się na obserwacji zjawisk, nie osądzaniu ich i nie przypisywaniu im pojęć i kategorii.
    To trudne biorąc pod uwagę całe dotychczasowe życie, które na tym polegało.
    Umysł zadaje pytania i ten sam umysł na nie odpowiada.
    Widzę w Tobie rozpad, który jakiś czas temu był we mnie i dalej jeszcze jest.
    Spróbuj zauważyć, w jaki sposób myśl absorbuje Twoją uwagę i że tylko dzięki temu potwierdza swoją prawdziwość.
    To już są takie rzeczy, że próba racjonalnego wyjaśnienia ich może stworzyć kolejne ramy postrzegania. Powoli wszystko jest w Twoich rękach i poddaniu się temu co jest. Każde kolejne słowo może stworzyć zamieszanie.
    Dziękuję, że odpisałeś, gdybyś miał jakieś konkretne pytania i nie musiał bym wyławiać ich z Twojej wiadomości, to bardzo chętnie. Jednak to wszystko będzie tylko moje zdanie.
    Najlepsze teoretyczne rozwiązanie to zatrzymać się i przyjrzeć się sobie.
    Pozdrawiam

  67. Niftu
    Lu 24, 2017 @ 19:11:25

    >Dlaczego odczuwasz poczucie winy?

    Nie wiem, dlaczego mam to poczucie. Może bierze się to z przekonania, że jeśli coś idzie nie tak, to znaczy, że coś schrzaniłem. Wiem, że nie jest to dobry pomysł, bo wszyscy popełniamy błędy i biczowanie się za to nie jest zbyt inteligentne. Obserwuję to.

    Jeśli wchodzimy już na obszar działania umysłu latawca, to zaraz mam poczucie, że coś się stanie. Napisałeś, że myśl absorbuje uwagę, żeby potwierdzić swoją prawdziwość – i coś w tym jest. W zasadzie jest to silna identyfikacja, a wiara w coś, to działanie emocjonalne. Jeśli wierzę, że jestem winny, to oznacza, że coś zrobiłem i spodziewam się, że to, co mi się przytrafia jest rezultatem tego czynu. To jest naiwne, ja to wiem, ale taki przejaw myślenia magicznego mogę tylko u siebie obserwować. No więc obserwuję sobie swoją naiwność. Czasami na bardzo krótko mogę obserwować swoje inne zachowania tak, jakbym siedział z boku i patrzył na inną osobę, ale zaraz szybko identyfikacja wraca.

    Po tym, co napisałeś wzięło mnie na zastanowienie. Obserwuję siebie i zadaję sobie pytanie, gdzie ja właściwie jestem, kim jest „ja”, skąd wiem, że to wszystko się dzieje na prawdę i jaki mam obiektywny dowód na to, że to, czego doświadczam jest rzeczywiste? Czy możemy w ogóle sprawdzić to, jak bardzo jest rzeczywiste to, co postrzegamy? Przecież tak samo możemy się zapytać siebie w czasie snu, czy ściana, którą walę dłonią we śnie jest rzeczywista? Dla śniącego umysłu ona jest rzeczywista – ale to jest tylko sen. No właśnie, mimo iż po przebudzeniu wszystko wygląda tak samo i nie przemienia się w coś innego, jak we śnie, to i tak wszystko, co postrzegamy istnieje tylko „dzięki nam”, tzn. nie ma obserwacji bez obserwatora. Jak obserwator zniknie, to ściana i tak będzie stać, ale już nie będzie stanowić obiektu postrzegania. W zasadzie jest tak nieistotna jak piach na Marsie. No więc dla mnie może nie istnieć, jeśli mnie tam nie ma. A tu, gdzie jestem czuję się odrealniony, bo mój kontakt z rzeczywistością, to kontakt przez różnego rodzaju filtry percepcji. No i teraz pojawia się kluczowe pytanie, które z tych filtrów są nieszkodliwe, a które stanowią faktycznie umysł drapieżnika?

  68. Marc
    Lu 24, 2017 @ 22:37:05

    Mam zagadkę. Co najlepiej powinien robić generator w trakcie czekania?

  69. Marc
    Lu 24, 2017 @ 22:41:18

    Tutaj pewien coach opisuję prostą technikę, która ma pomóc w osiągnięciu sukcesu a wręcz odmienić życie. Od 7.30 minuty bo wcześniej długi wstęp. No w sumie fajne mi się wydaje, bo rzeczywiście wygląda jakby mogła szybko zmienić nawyki (trzeba się strzelić gumką na ręce żeby zabolało np. jak się pomyśli że się ktoś do czegoś nie nadaje itp.). No ale, w sumie nie wiem co mi się nie podoba, jakieś takie płytkie mi się wydaje, z drugiej strony ciekawi mnie jak to się ma do różnych typów HD. Może by pasowało to do manifestora, ale on pewnie nie potrzebuje.

  70. Marc
    Lu 24, 2017 @ 22:43:22

    No tak, jeszcze link: https://www.youtube.com/watch?v=nkenbLo_7mg

    Już chyba wiem, co mi się nie podoba – że to takie programowanie na poziomie odruchów a nie przez przemyślenia, zrozumienie.

  71. alaaaa9999
    Lu 24, 2017 @ 23:21:58

    Ja jestem manifestorem i nie mam takiego kanału 😉
    Nie powiem, że kasa się mnie nie trzyma, bo bym skłamała. Ale niewiele robię by ją mieć, tzn. nie wiążę w swoim umyśle posiadania pieniędzy z pracą. Czuję, że to nie ma związku i w moim przypadku to się sprawdza.
    Nigdy nie czułam presji by robić „karierę”, zdobywać nowe cele itd, itp… jestem raczej typem kontemplacyjnym, który lubi dobrobyt 😉

  72. kejpero
    Lu 25, 2017 @ 01:13:07

    @Niftu,
    Obserwuj dalej skąd to poczucie winy!

    „Jeśli wchodzimy już na obszar działania umysłu latawca, to zaraz mam poczucie, że coś się stanie. „
    Co się stanie?

    „kim jest „ja”, skąd wiem, że to wszystko się dzieje na prawdę i jaki mam obiektywny dowód na to, że to, czego doświadczam jest rzeczywiste?”
    Umysł stwarza pytanie w odniesieniu do Ja. Jeśli umysł na nie odpowie, dowie się, czym jest „Ja” – ale wtedy „Ja” nie będzie niczym więcej niż kolejną koncepcją. Szkoda, co nie?
    Co to znaczy rzeczywiste? Czy oznacza to, że to się dzieje?
    Czy obiektywnym dowodem nie jest to, że to się wydarza? Jakiego rodzaju dowodu potrzebujesz, by potwierdzić, że rzeczywiste jest to, co przeżywasz?

    „Czy możemy w ogóle sprawdzić to, jak bardzo jest rzeczywiste to, co postrzegamy?”
    Jak chciałbyś to sprawdzić? Chciałbyś zanegować, że tego doświadczasz? Spróbuj to zrobić!

    „Przecież tak samo możemy się zapytać siebie w czasie snu, czy ściana, którą walę dłonią we śnie jest rzeczywista? Dla śniącego umysłu ona jest rzeczywista – ale to jest tylko sen.”
    Czy jeśli obudzisz się z tego snu, to przenikniesz dłonią ścianę, czy raczej będzie za późno i doświadczysz, że walenie w nią było bezcelowe?

    „Jak obserwator zniknie, to ściana i tak będzie stać, ale już nie będzie stanowić obiektu postrzegania.„
    Widzę, że zahaczasz o obserwatora. Very good!
    Z przyjemnością Cię zmartwię, że jeśli obserwator zniknie, to ściany nie ma. 🙂
    „nie ma obserwacji bez obserwatora” i nie ma obserwatora bez obserwacji.
    Obserwator jest komplementarny z obserwowanym. Obserwator składa się z tej samej substancji co obserwowane, posługuje się tym samym językiem.
    Z tego można wnioskować, że obserwator i obserwowane to jedno.
    Teraz ostrożnie.
    Co tworzy separację?
    Czy możliwe, by był to kolejny obserwator, który obserwuje obserwatora i postrzegane?
    Jeśli tak by było, to jak kolejny obserwator mógłby stworzyć podział w obserwatorze, podział względem siebie, jak np. „Ja”?
    Czym jest w ogóle obserwator?
    Jeśli obserwator jest z tej samej substancji, co obserwowane, to czy nie jest on jedynie zlepkiem doświadczeń zaabsorbowanych ze świata?
    Obserwator ma cechy, preferencje, wiedzę, skłonności, wszystko to wszystko i inne.
    Czy istnieje coś, co nie jest formą, którą stał się obserwator?
    Jeśli forma pochodzi od obserwatora, to czy istnieje coś bez formy by tę formę zauważyć?
    Zaczynam gadać jak nawiedzeni, ale nie wiem jak to wyrazić. 🙂
    Czy mógłbyś postrzegać preferencje, zjawiska, przyczyny i skutki, doświadczenia, obserwacje itp. gdybyś nie był ponad tym?
    Czy mógłbyś postrzegać niestabilność obserwatora nie będąc jego obserwatorem?
    Obserwator jest obserwowany, bo obserwator jest warunkowany i jest częścią obserwacji.

    Tego wszystkiego musisz doświadczyć sam, obserwując. 😉

    „mój kontakt z rzeczywistością, to kontakt przez różnego rodzaju filtry percepcji.”
    Czyli jakie np. filtry?

    „No i teraz pojawia się kluczowe pytanie, które z tych filtrów są nieszkodliwe, a które stanowią faktycznie umysł drapieżnika?”
    „Umysł drapieżnika” to system, pamiętaj! System znajduje potwierdzenie w doświadczeniu, ale jest ograniczony.

    To kluczowe pytanie? Chciałbyś wiedzieć co jest prawdziwe?

    Skoro pytasz…

    Jakiekolwiek uwarunkowanie, jakikolwiek lęk, wierzenia, pragnienia, obawy, wątpliwości, i wszystko co istnieje w wymiarze czasu innym niż Teraz, nad czym się zastanawiasz, o czym dużo myślisz – to wszystko co może być nabyte – to jest w większości nieprawdziwe i drapieżne.
    Jeśli coś istnieje w czasie innym niż Teraz, jest iluzją, kolejną zaczepką umysłu.
    Każdy lęk o przyszłość, każdy uraz z przeszłości, wszystko co zależne od czasu to strach.

    W ostateczności, wszystko co wprowadza podział, a nie zrozumienie, wszystko co dzieli, a nie łączy, jest formą sprawowania kontroli.
    Każdy podział chwyta się umysłu, ale pokój, cisza i spokój jest jeden wspólny.

    Wszystko co wiesz zostanie poddane próbie, ty cały, to w co wierzysz i czemu ufasz, to wszystko!

    Dziękuję!

    @Marc,
    a kto to jest generator?
    Jeśli jest w trakcie czekania to powinien czekać. 😀

  73. Niftu
    Lu 25, 2017 @ 09:27:12

    kajpero,
    Istnienie obserwatora ponad obserwatorem jest istotne i już sama obserwacja jest możliwa tylko dlatego, że mogę obserwować coś, czym nie jestem, bo gdybym tym był, to nie mógłbym obserwować samego siebie. Obserwuję ciało, ale nim nie jestem, bo ciało można potraktować chirurgicznie, a poczucie siebie się nie zmieni. „Słyszymy” swoje myśli i obserwujemy emocje, gdy w nas się one rodzą. Nie jesteśmy więc nimi. One są narzędziami. To ja to wiem. Ale „ja” tworzy się właśnie w procesie obserwacji, bo jest ktoś, kto obserwuje.
    Masz rację, że umysł drapieżnika musi być tym, co negatywne i oceniające otaczający świat i nas samych. Znalazłem potwierdzenie na to wiele lat temu, gdy udało mi się od tego uwolnić na 2 minuty, ale wtedy nie rozumiałem, co się stało. Kiedy na chwilę uwalniasz się od tego negatywizmu, to zaraz on wraca ze zdwojoną siłą i życie zamienia się w piekło… Nie mam pojęcia jak temu się przeciwstawić.

    A Generator musi widać czekać tak, jak się czeka na rybach. Zarzucasz wędkę i czekasz. Jak ryba chwyci, to ciągniesz, a jak nie, to będzie kurczak na obiad.

  74. kejpero
    Lu 25, 2017 @ 12:51:01

    „mogę obserwować coś, czym nie jestem, bo gdybym tym był, to nie mógłbym obserwować samego siebie”
    Konieczny jest podział na podmiot i przedmiot, więc nie obserwujesz czegoś, czym nie jesteś, a siebie tylko z pewnego kąta.
    To to co u Castanedy nazywa się bańką percepcji. To czego doświadczasz, to wspólne dla rzeczywistości i Twojej bańki emanacje, które łącząc się ze sobą, mając tak jakby tę samą częstotliwość, tworzą doświadczenia. Można to w jakiś sposób porównać do karmy, jednak to pojęcie podprogowo zawiera w sobie czas i poczucie kary za złe uczynki, jest więc ograniczające i dzielące, ale trafnie uznałeś to za pewnego rodzaju potencjał, który nie tyle, co wymaga wyrównania, a jest jedynie potencjałem. Wyrównanie może być elementem kontroli i podążania za zniewolonymi ludźmi, którzy projektują na Tobie wizerunek nieprawdziwy, czasami to czuć i nawet jest tak, że w towarzystwie pewnych osób zaczynasz zachowywać się w określony sposób. To ich projekcja na Tobie łączy się z Twoim potencjałem do urzeczywistniania ich świata i swoim zachowaniem potwierdzasz słuszność ich osądów. Czym bardziej chcesz coś udowodnić, tym bardziej się nie da.
    To jest jak akt tworzenia. Wszyscy stwarzamy siebie wzajemnie, ale są to tylko wizerunki. System kontroli na ziemi został zaprojektowany w taki sposób, by odwracać kota ogonem i wprowadził pojęcia, myśli i towarzyszące im uczucia, by człowiek się w tym pogubił i podporządkował systemom. To o czym tutaj mówię, to też pewien system, inaczej nie mógłbym nic do Ciebie powiedzieć.

    Właśnie dlatego, że obserwator przyjmuje wiele właściwości obserwowanego dochodzi do aktu obserwacji, ale ty nie jesteś tylko obserwatorem, jesteś i obserwatorem i obserwowanym, jesteś chwilą obecną, wszystkim tym co się dzieje. A raczej wszystko to odbywa się w Tobie. To na czym opiera się kontrola, to oddzielenie podmiotu (Obserwatora, „Ja”) od obserwowanego i faktycznego, czystego obserwatora. Podział podmiot i przedmiot jest konieczny by zachodziła jakakolwiek obserwacja czegokolwiek, ale podmiotowi zostały narzucone pewne „wytyczne”.
    Ostatecznie podział podmiot i przedmiot znika i znika także obserwator, zostaje tylko to. Tego się nie da opowiedzieć, ale można na to przygotować „Obserwatora”. 😉

    „Ale „ja” tworzy się właśnie w procesie obserwacji, bo jest ktoś, kto obserwuje.”
    Czysty obserwator, ten obserwator obserwatora, co w zasadzie jest błędne, bo sugeruje, że jest ktoś, kto obserwuje, nazwijmy to świadomość. Czysta świadomość nie posiada „Ja”, obserwator je tworzy, bo „Ja” jest początkiem oddzielenia.

    Mówią „Ja jestem” mieszając ze sobą obserwatora i świadomość.
    „Jestem” potrafi pojawić się bez „Ja”, „Ja jestem” to już funkcja obserwatora. Czegoś, co jest, ale nie jest to „Jestem” / świadomość.

    „No i teraz pojawia się kluczowe pytanie, które z tych filtrów są nieszkodliwe, a które stanowią faktycznie umysł drapieżnika?” – pojęcie filtrów pochodzi z umysłu latawca, oddziela od siebie doświadczenia, dzieli na części.

    „Znalazłem potwierdzenie na to wiele lat temu, gdy udało mi się od tego uwolnić na 2 minuty, ale wtedy nie rozumiałem, co się stało. Kiedy na chwilę uwalniasz się od tego negatywizmu, to zaraz on wraca ze zdwojoną siłą i życie zamienia się w piekło… „ – To jedyna tęsknota jaka istnieje w człowieku, to to coś, czego brakuje, ale nie wiadomo co to.
    Nie potrafiłeś tego zrozumieć, bo nie było tam Ciebie. To jest właśnie to bardzo sprytne zagranie systemu kontroli. Tworzy tego, który szuka, bo nie wie że zawsze jest tym.

    „Nie mam pojęcia jak temu się przeciwstawić.”
    Teraz obserwuj, nie odpowiadaj intelektualnie, po prostu powoli to przeczytaj, nie odpowiadaj, usiądź wygodnie, weź głęboki oddech i obserwuj, nie odpowiadaj, nie interpretuj, zatrzymaj się:

    Czy to coś, co się wtedy pojawiło było dodatkiem do tego który szuka, czy jego brakiem?

    Czy była tam wątpliwość? Czy było tam odczucie braku?

    Nie odpowiadaj, przestań teraz interpretować.

    Czy możesz zatrzymać się, puścić wszystko i zauważyć co odwraca Twoją uwagę?

    Czym jest to co nie ma pojęcia jak się temu przeciwstawić? Czy to myśl?

    Czy widzisz ją?

    Czym jest myśl, a czym jesteś ty?

    Przestań na chwilę interpretować, zostań tu, zatrzymaj się i obserwuj!

    Po prostu się zatrzymaj!

  75. Niftu
    Lu 26, 2017 @ 13:12:56

    kajpero,
    Zastosowałem się do Twoich wskazówek i sprawa wygląda następująco. Od piątku pojawił się u mnie dziwny emocjonalny dołek, który wypływa z serca. Nie wiem, co to jest ale czuję jakbym ciągle tłumił negatywne emocje. Jest ich za dużo. Napływ negatywnych emocji jest tak duży, że nie wiem, co z nim robić. Nie mam powodów by się złościć, czy mieć do kogoś pretensję, a mimo to czuję coś silnie negatywnego, jakby mnie to otaczało. Najgorzej jest, kiedy skupiam się na sobie.
    Nie jest to coś, z czym nie dałbym sobie rady i trzymam gardę. Rozmawiałem ostatnio z takim moim znajomym, którego zwykle unikam, bo ma chyba z 10 mocnych krokodyli i po rozmowie z nim jest nawet jeszcze gorzej. Jednakże, wczoraj wieczorem udało mi się na sekundę oddzielić od tego stanu. Na moment czułem prawdziwą wolność i to było piękne 🙂
    Tylko nie wiem, jak to zrobiłem. Przesunięcie percepcji było tak subtelne, że nie mogłem wyczuć czym się posłużyłem, żeby je osiągnąć.
    Dzisiaj pojechałem na zakupy i czułem lęk przed czymś. Stojąc w kolejce w sklepie obserwowałem jak niepokój we mnie narasta. Pomyślałem wtedy „To teraz będę się bał, będę sobie czuł lęk”. Trochę pomogło. Nadal, jak teraz siedzę i to piszę odczuwam dyskomfort emocjonalny, jakbym zjadł coś niestrawnego. No właśnie, mógłbym to nazwać niestrawnością emocjonalną lub zatruciem toksycznymi emocjami. Wiem, że te emocje są moją reakcją na świat zewnętrzny, są moimi ocenami świata (czyli mojej percepcji) oraz mnie samego. Jeszcze upraszczając jest to osądzanie percepcji, której jestem świadkiem. Chcę ją oglądać jak film, ale tak bardzo się identyfikuję z wydarzeniami i głównym bohaterem, że aż mnie ściska w kiszkach : ]

  76. kejpero
    Lu 27, 2017 @ 00:25:48

    Cieszę się! 😉
    Widzę, że wyszłą z tego poniżej długa odpowiedź, przeczytaj ją gdy będziesz miał na to ochotę i chwilę spokoju.

    Różnice w zdarzeniach i doświadczeniach mogą być coraz bardziej subtelne, zwykły „autopilot” wychowania może się zacząć gubić. Taki zapętlony i osądzający rodzaj myśli nie będzie stanowić dla Ciebie większej wartości.

    Czy jest prawdopodobne, że ten interpretator, myśl, dotychczas absorbowała tak bardzo Twoją uwagę, że nie czułeś nagromadzonych w Tobie negatywnych emocji?

    Czy coś teraz tak jakby odpuściło sobie?

    „Wiem, że te emocje są moją reakcją na świat zewnętrzny, są moimi ocenami świata (czyli mojej percepcji) oraz mnie samego. Jeszcze upraszczając jest to osądzanie percepcji, której jestem świadkiem.”
    W jaki sposób odbywa się ten osąd? Czy najpierw pojawia się myśl, a za nią idzie emocja, czy pojawia się emocja, a myśl stara się ją zinterpretować, nawet biorąc na klatę powód jej powstania?
    I czy ten który osądza percepcję, której jest świadkiem, nie podszywa się przypadkiem pod świadka?
    Tzn. czy nie jest przypadkiem tak, że akt obserwacji nie jest czysty, tj. nad obserwatorem pojawił się kolejny obserwator mówiący „są moimi ocenami świata”?
    Mamy dwóch obserwatorów, jeden to „Jestem”, prawdziwy ty, wolność, itd., a drugi to „Ja”. Ten drugi udaje tego pierwszego, potrafi robić to bardzo długo.
    Mówi „Ja jestem”. Ta myśl wciąż stara się udowodnić, że zdarzenia dotyczą jej.

    Z czyich ust może paść stwierdzenie „Jeszcze upraszczając jest to osądzanie percepcji, której jestem świadkiem.”?
    Czyli kto bierze odpowiedzialność za to zjawisko, które wynika z osądzania?
    Kto osądza, a kto na to patrzy?
    Czy ten biedny osądzający nie próbuje podszyć się pod „Jestem”?
    Jeśli ten który osądza, nie jest świadkiem, to dlaczego uważasz, że to dotyczy Ciebie?

    I takie rzeczy mogą się wydarzać. Na co warto zwrócić uwagę, szczególną uwagę?
    Tu już teraz nie chodzi o czynienie pewnych działań, ale raczej o to co warto obserwować i raczej zaprzestanie działań.
    Czyli, jakakolwiek forma „Ja, Ty, On, Ona, Oni” itp, coś czego uczą już w przedszkolu, ta forma niech pozostanie jedynie funkcją języka, systemu porozumiewania.
    Niech akt obserwacji zbada i zobaczy jakie konsekwencje przynosi to w interpretacji świata.
    Akt obserwacji, to nie jest zrozumienie intelektualne, nie próbuj nic rozumieć!

    Warto obserwować ruch uwagi, cofnąć się, chociaż możesz czuć się dziwnie.

    Warto obserwować, czy zachowanie w stosunku do innych ludzi nie jest dziwaczne. To niech nie są kajdany, ale po prostu obserwacja, by nie krzywdzić i z praktycznego punktu widzenia, by nie rzucali w Ciebie kamieniami.

    W ogóle możesz doświadczyć bardzo osądzających i gardzących energii od niektórych ludzi. Warto obserwować której części Ciebie one dotykają.

    Zaczepki polegają na synchronizacji częstotliwości i przepływie energii. Ludzie, którzy Cię zaczepiają próbują wywołać w Tobie podobną emocję, lub jej odwrotny biegun, który umożliwia przepływ. Obserwuj w jaki sposób działają takie zaczepki i co na nie odpowiada. Po prostu obserwuj. Krokodyle, wejścia itd., obserwuj to i nie interpretuj tego jako negatywne, staraj się to przeskoczyć, ale jednocześnie nie uważać się lepszy. Niech to będzie tylko obserwacja. Zobaczysz skąd wynika ich siła. 😉

    Ok, zostawmy już ten biedny umysł, bo zaraz się przepali. 😀

    Najważniejsze! Nie musisz pamiętać tego wszystkiego.
    Obserwuj ruch uwagi lub jej zainteresowanie.
    Przede wszystkim, obserwuj, obserwuj i obserwuj.
    Obserwuj wszystko, to wystarcza.
    Działaj intuicyjnie, zwłaszcza jeśli zaczniesz tracić grunt pod nogami.

    Wróćmy do emocji.

    „To teraz będę się bał, będę sobie czuł lęk”. – Baardzo dobrze! 😉
    Czyli jesteś w stanie widzieć ponad emocjami.

    Jeśli tak, to niech one się po prostu dzieją. Nie interpretuj tego co się dzieje, nie obarczaj tym żadnych świadków, żadnych obserwatorów.
    Nie dziel siebie na części!

    „Tylko nie wiem, jak to zrobiłem. Przesunięcie percepcji było tak subtelne, że nie mogłem wyczuć czym się posłużyłem, żeby je osiągnąć.”
    Czy myśl próbuje przejąć kontrolę nad tym czego doświadczyłeś? Rzecz w tym, że tego, który ustanawia siebie jako odrębną część, wtedy tam nie było.
    Jest mi bardzo trudno, bo powinienem napisać coś w rodzaju: Ciebie wtedy tam nie było, byłeś tam tylko Ty. 😀
    Było wow, fajnie, super, myśl chciałaby to zatrzymać, ale się nie da. A dążąc do tego jest jeszcze gorzej.

    Na koniec chciałbym polecić Ci pewną książkę autorstwa Jiddu Krishnamurti – Wolność od znanego. http://www.jkrishnamurti.republika.pl/wolnznan.htm
    Jeśli nie masz ochoty czytać całej, to może chociaż rozdział V – „Obserwator jest cenzorem, który nie chce strachu. Obserwator stanowi ogół wszystkich swych doświadczeń związanych ze strachem. Toteż obserwator jest oddzielony od tego, co nazywa strachem. Istnieje przedział pomiędzy nim a strachem.”
    Dobrze to przeczytać bez interpretacji, ale świadomie.

    Nie wiem co napisać.
    Wszystko jest w porządku, przynajmniej ja tak miałem i okazało się być w porządku. Zresztą wciąż jeszcze „walczę”. Ale nie nazywałbym tego walką, bo widząc pewne reguły zaczynasz traktować to wszystko nieco inaczej. Świat nie jest już tak drapieżny.
    Ostatecznie obserwator, obserwowane, całe to wszystko zlewa się w jedną całość, i to chyba o to chodzi. By nie dzielić świata na kawałki.

    Wszystkiego dobrego, dziękuję! 😉

  77. Niftu
    Lu 27, 2017 @ 20:00:28

    Ok, postanowiłem niczego nie rozumieć. Poddałem się instynktowi i intuicji nadal obserwując negatywne emocje. Są silne, a ich napór nie odpuszcza ale czasami te fale stają się mniejsze. I coś się we mnie zmieniło, bo lubię podróże 🙂 bardzo mi tego brakowało. Teraz czuję, jakbym wrócił na szlak przygody i jestem Ci za to wdzięczny kaipero. To właśnie tego szlaku boi się fałszywe „Ja”. Zaobserwowałem, że to „Ja”, to stan, w którym człowiek siedzi w swojej głowie i opisuje sobie zdarzenia, tłumaczy je sobie i powtarza. Mówi jak było lub jak być powinno, co on chciał widzieć. Tłumaczy sobie i nadaje nowy sens zaobserwowanym wydarzeniom. Dokonuje projekcji na innych i odgrywa sobie różne role z nimi, jako postaciami z własnego scenariusza. Robi to, bo chce wszystko kontrolować. Dlatego ciągle planuje. Gdy to zauważyłem, to coś odpuściło. To mój umysł. W końcu trochę zwolnił i będę go uspokajał, żeby odpoczął i się nie przegrzewał tak próbując wszystko przewidzieć i „zrozumieć”.
    A nad nim jest ktoś, kto widzi życie jako przygodę 🙂 pragnie doświadczeń i przeżyć. Ogranicza go tylko agresja innych ludzi, która go zamyka i sprowadza do poziomu zwykłego, umęczonego ja z dołu. Przeżycia, których doświadcza, gdy ma uwagę są pełne emocji, gęste i soczyste, ale dla fałszywego ja jest to życie pospolite i proste. Ciało ma w sobie niespożyte pokłady miłości i radości ale doświadczanie jej w codziennym życiu osoby, którą się jest, to otrzymywanie, branie, wydobywanie czegoś naturalnego, co jest w nas i jest nieskończone. A małe ja jest egoistyczne i czuje się wyodrębnione z całości. Czuje, że jest ponad wszystkimi i wszystkim. Czuje się wyjątkowe. Ono godzi się na swój upadek, na tę dekadencję, bo dzięki temu czuje się lepszym od innych. A kwiaty na łące są wszystkie takie same i nikt im nie mówi jak mają rosnąć. Dlatego to fałszywe ja jest takim chwastem na łące. Wyrasta pośród innych i pragnie tworzyć swoją tożsamość kosztem ich szczęścia. To jest właśnie nasz świat. To pasożytnictwo. Bycie naturalnym tworem natury, bycie ptakiem pośród ptaków czy zwykłym drzewem w lesie jest pozbawione kontroli, a ono nie chce żyć tak pospolicie, tak zwyczajnie. Dlatego odrzuca energie pochodzące z Kreacji i postanawia sam władać i rządzić. Ale obserwator, który na to patrzy widzi, co jest tracone. Jest w stanie, który można opisać słowami „Współczuję tym, którzy nie czują tego, co ja teraz czuję”, natomiast dla niższego „ja” to piękno jest zbyt wartościowe i ono od razu chciałoby je zagarnąć, zamknąć w jakimś skarbcu głęboko pod ziemią i mieć tylko dla siebie. Nie może sobie dać rady z lękiem przed stratą czegoś tak wartościowego. To są nieograniczone pokłady miłości, która doprowadza fałszywe „Ja” do obłędu. Przecież nad tym trzeba jakoś zapanować… Ono nie chce, żeby wszyscy byli szczęśliwi i czerpali to szczęście z nieskończonego źródła. Dlatego, kierowane lękiem porzuca ten szlak i decyduje się na kontrolę. Jest to coś okropnego. Pustka, wieczne utrapienie i bieganie za tym, co niedoścignione, za rzeczami, których nie może mieć, bo wiecznie ma za mało kasy, a które identyfikowane są ze szczęściem. To jest właśnie piekło. Jednak poprzez pracę z tym stanem, ze swoimi negatywnymi emocjami przechodzimy do czyśćca. To jest moment, w którym teraz jestem. Ty piszesz, że jesteś w nim od pewnego już czasu. Zawsze wierzyłem, że te światy mogą istnieć tylko tu i teraz, i że nie ma innego piekła i nieba niż to, które sami sobie planetarnie tworzymy.

    Czuję tęsknotę. Pamiętam ją z dzieciństwa, gdy patrzyłem w gwiazdy na nocnym niebie. Gdzieś obok jest też strach przed utratą pięknego uczucia. Jak to zagarnąć, jak to skontrolować? – zastanawia się małe ja. Staram się nie poświęcać uwagi na tę drugą czynność. Tak, umiem być ponad emocjami, bo przez wiele lat ćwiczyłem medytację, samoobserwację i uwagę. Później to porzuciłem na jakiś czas, bo zalała mnie gorycz, rozczarowanie i niezadowolenie z życia. Zanurzyłem się zupełnie w rzeczywistość małego, zalęknionego ja.
    Cel jest niedaleko i tęsknię właśnie za tym prawdziwym mną, za tym światem widzianym oczami wolności, który niczym nie odróżnia się ode mnie, bo on jest mną, a ja nim.

    Chyba na tworzyliśmy już wystarczająco materiału do tego, by inni mogli dzięki niemu znaleźć jakąś pomoc dla siebie. Chciałbym dalej kontynuować konwersację ale już prywatnie. Jak możesz, to podaj mi maila do siebie.

  78. kejpero
    Lu 27, 2017 @ 23:42:24

    Cieszę się bardzo i dziękuję! 😉

    Dziękuję za wszystko co napisałeś, a w szczególności za opis Twoich doświadczeń!

    Chociaż słowo jest tylko opisem, to często jest jedynym językiem który wspólnie uznajemy. 🙂

    Mam nadzieję, że dasz sobie wolność w wyborze ścieżki którą chciałbyś dalej podążać.

    A tym, którzy tego słuchali, chciałbym powiedzieć od siebie, że nic nie zastąpi własnego zrozumienia i własnej refleksji nad sobą – to co działo się tutaj między mną a Niftu to indywidualna sprawa.

    Wszystko co się dzieje, po prostu dzieje się i wydarza się!

    Nic nie daje większego zrozumienia, niż te, które dojdzie do nas bezpośrednio.

    Dziękuję!

    A mój adres, to kejpero na poczcie gmail.com.

    Dziękuję i wszystkiego dobrego!

  79. Miś
    Lu 28, 2017 @ 09:17:05

    alaaaa9999 -> to witaj w klubie :). Wedlug mnie o to wlasnie chodzi, aby nie zazynac sie o posiadanie czegokolwiek za wszelka cene :).

  80. Niftu
    Mar 01, 2017 @ 06:25:58

    Sprawdzam łączność. Poczta ode mnie jest przez yahoo. Odbiór.

  81. Swiat Ducha
    Mar 01, 2017 @ 13:14:45

    Niftu
    >Ciało ma w sobie niespożyte pokłady miłości i radośc
    to by się zgadzało, ugruntowywanie się w ciele pozwala nam na odspojenie się od niższych obszarów duchowych, które nazywamy zwykle „umysłem” (ciała: astralne do atmanicznego).
    Domyślam się, że w takim przypadku nie jesteśmy atakowani, różne istoty, które nam robią w głowie mętlik nie robią tego, bo nie mamy tam aktywności. Można powiedzieć, że jesteśmy „niewidzialni”.
    A to wtedy gdy jesteśmy ugruntowani, i nie mamy aktywności umysłowych.
    To zresztą wykorzystują różne ścieżki nie tłumaczące, np. zen.
    Adept nie ma mieć wytłumaczone, poczyszczone, tylko ma przeżywać bez aktywności umysłu.
    To prawda, z każdego poziomu można startować do oświecenia.
    A próby wytłumaczania, oczyszczania są pracochłonne i narażone na konfrontacje z bytami niewcielonymi (niekoniecznie miłymi).
    Duch zaś nie ma ciała (żadnego, w tym żadnego subtelnego), i jak się pójdzie w stronę Ducha to nie ma przeszkód. Ale też nie ma emocji i Dusza może próbować siebie doenergetyzować, sciągnąć na siebie uwagę.

  82. Marc
    Mar 01, 2017 @ 21:48:25

    „Domyślam się, że w takim przypadku nie jesteśmy atakowani, różne istoty, które nam robią w głowie mętlik nie robią tego, bo nie mamy tam aktywności. Można powiedzieć, że jesteśmy „niewidzialni”.
    A to wtedy gdy jesteśmy ugruntowani, i nie mamy aktywności umysłowych.”

    – To dobrze czy źle?

  83. kejpero
    Mar 02, 2017 @ 14:20:41

    @Niftu, nic nie doszło, sprawdź dokładnie adres. Jak klikniesz w mój nick, to otworzy Ci się strona i tam z menu Kontakt możesz wysłać mi wiadomość.

    @Marc
    Nie wiem dokładnie co Andrzej miał na myśli, ale w sensie „aktywności umysłowe” rozumiem te, które prowadzą do zniewolenia, tak to zinterpretowałem. Ale też jestem ciekaw tego ostatniego komentarza. 😉
    W momencie gdy trzymamy się obecności, obserwacji stanu bycia, nie bujamy w obłokach i nie otwieramy się na ataki. Polegają one z mojej dotychczasowej obserwacji na tym, że sami dajemy częściowe przyzwolenie. Jednak jest to często nieuświadomione i wynika z wierzeń, że coś może nam zaszkodzić, z procesu wychowania.
    Jeśli wierzymy, że coś jest silniejsze i z natury atakuje, dajemy temu siłę.
    Np. taki krokodyl bez naszej emocjonalnej reakcji, gdy świadomość nie utożsamia się z „Ja”, a jest aktem obserwacji, nie jest w stanie nas dotknąć. Tylko to wymaga pozbycia się wszelkich osądów, wybaczenia i zrozumienia. Jednocześnie często powoduje to zauważenie w nas podobnych zachowań.
    By wejść w interakcję, musi istnieć w jakimś momencie pewna zgodność, uświadomiona, czy też nie.
    W tym chodzi przede wszystkim o to, by wybrać, czy wolisz świat drapieżny, czy raczej pokojowy. Tylko sam intelektualny wybór nie wystarcza, trzeba zacząć tego doświadczać.
    I tak np. będąc w stanie obserwacji, nie zawieszeniu się we własnych myślach i interpretacji, gdy nie zaistnieje reakcja emocjonalna, w odniesieniu do nas, jesteśmy w stanie taki „atak” puścić mimochodem. W zasadzie ataki w tej sferze są raczej próbami ataków, a właściwy atak następuje gdy połkniemy przynętę.
    Jestem ciekaw czy Andrzej się tutaj ze mną zgadza, bo generalnie ta strona opisuje wiele takich „atakujących”.
    Przychodzi moment, gdy z każdej udanej i zauważonej próby ataku jesteś w stanie wyciągnąć wnioski na przyszłość, a lada moment Świat znów podsuwa Ci pod nos takiego delikwenta, momenty próby. Są one dla ugruntowania naszej wiary. A mówiąc głębiej, woli w to, że rzeczy mogą odbywać się w określony sposób. Nasza wola stanowi prawo, widać to często w rozwoju zawodowym, w różnych dziedzinach. Gdy po iluś latach wiemy, czy coś się uda, czy nie, i naszą wolą kształtujemy przebieg sytuacji, który na początku naszej drogi był obarczony wieloma niewiadomymi.

    Może dosyć strasznie brzmieć, że nie mamy aktywności umysłowych.
    Faktycznie, to jest straszne, ale dla umysłu. Bo nie rzecz w tym, że przestaniemy naraz myśleć, będziemy bezwolni, tylko umysł, te nagromadzone przez całe życie myśli, zaczynają się odklejać. Czujemy się wtedy bardziej wolni i dalej pojawiają się myśli, ale są one nieco innej jakości.

    To wszystko jest tak skonstruowane, by odczuwać strach przed nieznanym i często nieznane człowiek interpretuje jako złe.
    Wszystko kwestią indywidualnego wyboru i pracy.

  84. Swiat Ducha
    Mar 02, 2017 @ 19:28:24

    kejpero

    >W tym chodzi przede wszystkim o to, by wybrać, czy wolisz świat drapieżny, czy raczej pokojowy. Tylko sam intelektualny wybór nie wystarcza, trzeba zacząć tego doświadczać.

    Tu opisujesz zjawisko wchodzenia w bycie atakowanym/ą, albo niewchodzenie z powodu ustalonej pozytywnej osobistej wizji świata.

    Ja to akurat tłumaczę pokazując jak to Dusza się zachowuje, na co jest podatna, na co nie jest podatna.

    Ale różne osoby różnie to opisują, słowa są tu wtórne. Ważniejsze są realne zależności, które się wydarzają (tu akurat w sytuacji próbowania czyjegoś poglądu na świat, nazywam to „własnym światem”)
    Ważne jest to, czy opis zjawiska obejmuje realnie zachodzące zjawiska, te widzialne i te niewidzialne.

    Opis obejmujący umysł i jego aktywności i postawy już obejmuje sferę niewidzialną.

    Pytanie, czy obejmuje inne postawy Duszy, intencje Duszy? Czy w umyśle jest wszystko to, co potrzeba nam do efektywnego opisu zjawiska?

    Marc
    >A to wtedy gdy jesteśmy ugruntowani, i nie mamy aktywności umysłowych.”
    – To dobrze czy źle?

    Tak jak Kejpero mówi, „brak aktywności umysłowych” może trochę przerażać, ale raczej przeraża osoby niemedytujące, mające nieustanną mobilizację umysłową. W takim przypadku zaprzestanie aktywności umysłowych może kojarzyć się aż ze śmiercią. Jest to łatwo wytłumaczyć, ponieważ taka osoba utożsamia się z tym, że myśli. Myśl sobie i o sobie tak: „Jestem bo myślę” inaczej „Myślę więc jestem”.

    I czy to dobrze czy źle?

    Argumentów można wysuwać wiele z różnych stron.

    Ci, którzy są zidentyfikowani z umysłem powiedzą, że myślenie jest „królową nauk”, a bez myślenia są ludzie bezmyślni. A więc myśleć, myśleć!!

    A z kolei medytujący potwierdzą wartość myślenia, ale uznają że nie ma co na nim poprzestawać, bo można się sporo ograniczyć.

    Mnie chodziło o prostą prawdę: na Ziemi nie mamy bezpośrednio takich oszustów, którzy grasują w wyższych poziomach duchowych. I jeśli się ktoś zdecyduje na pozostawanie wyłącznie na poziomie materialnym i na nim będzie siebie przeżywał, to można zupełnie się niemal pozbyć jakichkolwiek ataków.

    Co do osób, które nie są obiektami ataku z powodu swojego pozytywnego podejścia do świata i ludzi to byłbym ostrożny. Owszem, wiele jest młodych Dusz, które mają pozytywne podejście i nie są generalnie atakowane. Jednak już jak mamy starsze Dusze, dajmy na to w Polsce, Rosji, to w takich krajach raczej typowe jest wdrożenie się w relacje karmiczne polegające na ataku (ciemna strona) i przeciwataku (kontroli, obronie – biała strona).
    >krokodyl bez naszej emocjonalnej reakcji, gdy świadomość nie utożsamia się z „Ja”, a jest aktem obserwacji, nie jest w stanie nas dotknąć. Tylko to wymaga pozbycia się wszelkich osądów, wybaczenia i zrozumienia.

    Dusze tutaj przyszły właśnie pograć w tą grę. Więc „nie grających” jest relatywnie mało. A i tych, którzy się wyciągają za uszy z tej gry też jest mało. Ale daje się. Tylko trzeba popracować nad oczyszczaniem intencji Duszy co do wchodzenia w takie przykre interakcje.

    Można oczywiście znaleźć osoby bez osądów, wybaczające i pełne zrozumienia także i w Polsce, natomiast mamy tutaj raczej z zasady tygiel karmiczny, egregory karmiczne. I takie „prostsze życie” nie jest dla dużej liczby osób dostępne. Na tyle nie jest dostępne, że ludzie emigrują np. do Anglii, Szkocji (pozdrowienia dla Kasi!).

    A tam „jakoś dziwnie się łatwiej żyje”.

    Tutaj film Matta Kahna o duchowej jedności, jest tam wspomniane o tym temacie bycia nieporuszonym przez zewnętrzne poruszenia, zaburzenia.

  85. Marc
    Mar 03, 2017 @ 13:44:22

    ” I jeśli się ktoś zdecyduje na pozostawanie wyłącznie na poziomie materialnym i na nim będzie siebie przeżywał, to można zupełnie się niemal pozbyć jakichkolwiek ataków. ”

    – Czyli chodzi np. o zagorzałych ateistów itp? Tak to postrzegam jednak jako jakieś ograniczanie siebie i chyba tak generalnie mało korzystne na dłuższą metę.

  86. Swiat Ducha
    Mar 03, 2017 @ 23:56:02

    Marc
    to z jednej strony są ateiści

    ale z drugiej strony to są także adepci i mistrzowie ścieżek „ostatecznych”, „nauk ostatecznych”, „nauk beztreściowych” takich jak np. zen.
    W takich ścieżkach nie ma zupenie mowy o Duszy, jest ona wręcz pomijana.
    Tacy ludzi odwołują się od razu do Ducha i Ducha penetrują, działają na jego poziomie.
    Dlatego mogą być bardzo podobni do ateistów, ponieważ brak „świata dusz” dla nich nie jest żadną przeszkodą. Bo nie chcą nic udowodnić ani też nic „przestawiać” w świecie Dusz.

    Jak w przypadku ateistów może to być istotnie mało korzystne ograniczenie poznania, wizji,
    tak w przypadku adeptów ścieżek ostatecznych
    oni już nie zajmują się tym miszungiem Dusz, tymi różnymi ześwirowaniami w tą, w tamtą, jakimiś religiami, bogami, bóstwami i całą psychoterapią.

    A czy to jest korzystne? To już każdy potrzebuje sobie na to odpowiedzieć sam, zgodnie z własnymi preferencjami życiowymi.

  87. Marc
    Mar 22, 2017 @ 21:06:51

    Tu Pani mówi wiele ciekawych, inspirujących rzeczy o szukaniu pracy i opowiada swoją historię. Polecam, ale czy tylko dla manifestora?

  88. Karen
    Mar 27, 2017 @ 22:54:11

    Ja mam zdefiniowaną 21-45 a pracuję za najniższą krajową :p i w ogóle nie mam głowy do dużych pieniędzy.

  89. Karen
    Mar 27, 2017 @ 22:55:56

    Dodam, ze nie jestem manifestorem tylko manifestującym generatorem

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: