Kochaj i rób co chcesz – praktyka

Od wczoraj zagościła do nas piękna pogoda, a wraz z nią – piękne wibracje. Pora więc i na piękny temat.

Owe piękne wibracje osobiście rozpatruję jako wizytę pięknej, wysoko i czysto wibrującej Duszy, istoty, która przez samą swoją obecność podnosi wibracje ludziom, którzy się znaleźli.. w niej. Tak, Dusza jest w Duszy. Dusze przenikają się, a nawet – jak w tym przypadku, Dusze o niższej gęstości mogą swobodnie przebywać w obszarze, w którym istnieją wyższe, subtelniejsze wibracje wyższych istot.

delfin

Warto z tego korzystać – wystawiać się w tych momentach na działanie przyrody, wiatru, powietrza, słońca, wody, ponieważ one są nasycane w tych chwilach tymi wspaniałymi wibracjami.

Wspaniałe wibracje, to dzisiejszy temat.

Wspaniałe, czyste wibracje to nie to samo co wysokie wibracje. Wysokie mogą być nieczyste. Natomiast dzisiaj mówimy o tych wysokich, co są czyste. A my, jako istota „międzywymiarowa”, która ma wiele ciał na różnych poziomach, możemy połączyć się z tymi wysokimi, czystymi wibracjami, i niejako „sprowadzić je na Ziemię”.

To się kryje (jak dla mnie) pod zawołaniem „Kochaj i rób co chcesz”. Kochać można różnie. Najprostsze wyjaśnienie dotyczy relacji między małżonkami, którzy płodzą dziecko. Tu jest coś wspaniałego, ale.. to nie wszystko, co jest możliwe do osiągnięcia.

Na każdym wyższym poziomie można „kochać”, czyli być aktywnym bądź w stanie receptywnym w połączeniu z czystymi i wzniosłymi wibracjami.

Będąc w takim stanie naturalnie przekraczamy wiele barier duchowych. Barier, które zwykle, w codzienności nam przynoszą przykre odczucia.

Barierą, którą można wspomnieć jest ego. Jest to część Duszy, która troszczy się o nasz dobrostan i uruchamia identyfikację z nami samymi. Gdy jesteśmy w kiepskim położeniu, ego (wraz z Osobowością) troszczy się jak umie, żebyśmy nie popadli w gorsze tarapaty.
Jednakże te sposoby, na które ego działa są wielokrotnie poddawane krytyce. Sami je znacie, mówi się o nich mniej więcej „egoistyczne”.
Przekroczenie ego następuje, gdy nie jesteśmy zagrożeni.

Możemy to osiągnąć zarówno wychodząc z opresyjnych sytuacji, jak i łącząc się z pięknymi, czystymi, wysokimi wibracjami.

I tu niespodzianka: także w sytuacjach zagrożenia.
Nawet będąc w sytuacji zagrożenia – medytacja, modlitwa, czy jakiekolwiek zwrócenie się do Wyższych Istot Opiekuńczych, Boga potrafi wyłączyć ego i doprowadzić nas do stanu wolnego od dyktatu ego. To daje większy spokój, daje poszerzenie świadomości, ulżenie lęków, i większy arsenał środków do działania. Czyli warto.

I tu druga niespodzianka.
Odwoływanie się do Wyższych Jaźni, Czystych Bytów Opiekuńczych, Aniołów potrafi także wspomóc nam terapię. Dowolną terapię.

Wysokie i Czyste Wibracje – czynnik niezbędny

Nie od dzisiaj twierdzę, że metody terapeutyczne są kwestią wtórną. Nie, żeby się nie liczyły, ale..

Buddyści mają takie powiedzonko: nawet (tak mało znacząca rzecz jak) psi ząb potrafi udzielić ci poważnego błogosławieństwa. Nie chodzi o to, że właśnie psie zęby mają takie moce, ale o to, że to nie forma i to nie ten przedmiot jest tu najważniejszy.
Najważniejsze w (dowolnej praktyce) jest to z kim/czym się łączymy i z jakimi energiami nawiązujemy współpracę.

Jeśli są to wysokie i czyste wibracje, to możemy otrzymać naprawdę wiele błogosławieństw.

A metody pracy – są różne.

Mogą to być metody psychoterapeutyczne, typu ustawienia rodzin, modyfikowane wielowcieleniowe ustawienia, mogą być to sesje regresyjne dowolnego typu, mogą być to sesje oddechowe różnych szkół (w tym pranajamy, kriye czyli takie sesje oddechowe hinduskie, rebirthing itd..).

Tu dodatkowy wniosek: jeśli skuteczność metody zależy od odwoływania się do wysokich i czystych wibracji, to.. brak skuteczności dowolnej metody zależy od braku wsparcia od odpowiednio czystych, wzniesionych, oczyszczających, uwalniających wibracji.

Czyli? To nie sama metoda ma mechaniczne możliwości usuwania traumy, terapeutyzowania. To odpowiednie duchowe połączenia nadają takich możliwości.

Można nawet powiedzieć, że nieumiejętnie połączone osoby mogą przez nawet wiele lat praktykować daną metodę, zgodnie z odpowiednimi zaleceniami, zgodnie ze sztuką, a.. nic się nie będzie leczyć, nic się nie będzie uzdrawiać.

Nie mówię tu o jeszcze innych przypadkach, w których ktoś idzie w dobrej wierze do osoby praktykującej jakąś formę terapi i .. wychodzi w gorszym stanie niż przyszedł. To nie świadczy bezwzględnie o tym, że ta metoda jest zła. Bo może być dobra. Ale ta osoba po prostu może być niepodłączona energetycznie, duchowo „tam gdzie należy”.
I wtedy warto poszukać kogoś takiego, kto ma odpowiednie wysokie i czyste koneksje.

Oczyszczenie przez widzenie

Są istoty, z którymi połączenie będzie inspirować niektóre Dusze do spontanicznych uleczeń z traum, z trudnych sytuacji w przeszłości. Znam takie przykłady, w których uzdrawianie przeszłości się „samo działo”, jedynie poprzez to, że ta osoba zaczęła sobie przypominać dawne wydarzenia, i świadomie przechodziła ku podstawowej przyczynie danego kłopotu, który odczuwała w życiu. Jednak to jest technika, tylko technika.

Do tego ta osoba miała – co ważne – połączenie z wysokim i czystem bytem Anielskim, który sam z siebie mocno podwyższał wibracje tej osoby i procesu, w jakim była. W ten sposób Duch osoby, Świadoma Jaźń była w stanie samą świadomością przechodząc do przeszłości i obejmując dawne wydarzenia, dawną „siebie” z tamtego czasu, była w stanie powodować, że te tak trudne przeżycia się rozpuszczały.

Wiele osób zastanawia się nad kwestią świadomości, nad wpływem świadomości świadka na wydarzenia. Mówi się o tym w kręgach zainteresowanych fizyką kwantową. Co by nie powiedzieć – taki wpływ jest. Natomiast jeśli mówimy o oczyszczaniu duchowym, o uzdrawianiu duchowym, sama świadomość nas samych może nie wystarczyć, żeby „coś rozpuścić”. A wiele nurtów duchowych, psychoterapeutycznych sugeruje, poleca „świadome oglądanie” takich trudnych momentów z życia.

Przykładowo, metoda oczyszczania wspomnień Hawkinsa, czy też procedura nazywana Audyting z nurtu Dianetyki (później wchłonięta przez Scientologię). Albo każda inna metoda regresyjnego wglądu w trudne wspomnienia.

Jednak.. nie zawsze zachodzi uwolnienie..

To dlaczego to polecają?

Ja przypuszczam, że tamte osoby, którym to działało, które były „owionięte” owym Duchem oczyszczania, uzdrawiania, miały odpowiednie, wysokie i czyste połączenia duchowe. O czym nie wspominały, ponieważ było to dla nich coś .. nieświadomie istniejącego. Tak żyli i uważali, że tak każdy ma. Co więcej, niemal każdy, który się zgłaszał do nich po pomoc.. uzyskiwał ją i .. doznawał uleczenia duchowego, psychicznego.
Wydawało się więc, że wystarczy.. stosować się do metody, a efekty przyjdą same.

No to tak chyba jednak nie działa.

Można sobie wyobrazić człowieka, który ma Duszę owładniętą wizjami demonicznymi. Są to oczywiście wyrazy scisłego kontaktu z istotami niskowibracyjnymi, nie chcącymi utrzymywać kontaktu z Boskością, mającymi nieoczyszczone wibracje. I teraz ktoś taki zaczyna „zgodnie z techniką” świadomie przyglądać się swoim trudnym wspomnieniom. To dla takiego kogoś samo to ćwiczenie może być powodem pogłębienia się traumy. Może nie mocnym, ale może w ogóle nie skorzystać z niego. A metoda właśnie była jota w jotę dokładnie poprowadzona zgodnie z zaleceniami. Różnica była w stanie świadomości, w stanie podłączeń, które miał ten człowiek, a podłączeniami do czystych, uzdrawiających energii, obszarów, istot, które to nawiązania mogą dawać istotne uzdrowienie.

Tak więc widzisz – psi ząb może udzielić ci błogosławieństwa. O ile jesteśmy połączeni z wysokimi i czystymi obszarami, wibracjami. Czyli przenośnie można powiedzieć: „jeśli kochamy”.

Rób, co uważasz

Wtedy, możemy robić niemal „co chcemy”. Byle być w kontakcie, w relacji z Górą, z Opiekuńczymi Aniołami, Bogiem. Prawdziwie opiekuńczymi, a nie takimi oszukańczymi, jak Opiekunowie symbiontów, czy jacyś półbogowie, którzy dla Duszy wydają się być Bogiem ostatecznym. Poznaje się to po takich czy innych kłopotach duchowych. Jak we wzniesionym stanie świadomości utrzymujesz świadomość, czystą wizję, przejrzystą wibrację, jak odczuwasz radość – to powinno „być to”.

Będąc w poprawnym, zdrowym kontakcie z Górą wiele, wiele działań może uruchamiać takie czy inne mechanizmy leczące.

Zyskamy coś dobrego, niezależnie czy przy wzniesionych, czystych wibracjach będziemy:
– medytować,
– modlić się,
– rysować,
– malować,
– robić grafikę komputerową,
– grać muzykę,
– komponować muzykę,
– badać coś wahadełkiem,
– chodzić (w tej postawie medytacyjnej),
– pracować z oddechem,
– ćwiczyć pranajamy albo inną praktykę oddechową,
– ćwiczyć hata jogę,
– wykonywać świadome ćwiczenia fizyczne,
– wspominać przeszłe wydarzenia,
– myśleć o kimś, o czymś,
– jeść smaczny posiłek

(to nie jest pełna lista)

to tak czy inaczej.. coś zyskamy. A też inni ludzie, inne istoty moga zyskiwać coś dobrego przez naszą uwalniającą, oczyszczającą aktywność.

Gdy badam wahadłem, robię analizy, to proszę Wyższe Jaźnie o przekazywanie mi informacji. Wtedy otrzymuję takie dane, takie wglądy, które mają Wyższe Jaźnie. I, aby odpowiednio je odbierać, interpretować, potrzebuję się dostosować do „ich” sposobu patrzenia, widzenia – ludzi, świata, poziomów subtelnych.

Gdy tworzę obrazek energetyczny, to w stanie medytacyjnym wklejam kolejne elementy na tło i patrzę nie co ja o tym sądzę, tylko co Wyższe Jaźnie o tym sądzą. Czy to podwyższa czy zaniża wibrację. Jeśli zaniża, jeśli jest „coś nie tak”, to próbuję zmienić kształt, wymiary, bądź kolory. Jeśli to pomaga, to w porządku. Jeśli nie, to wycofuję obiekt i medytuję, proszę WJ, aby mi podpowiedziały jaki inny mogę w to (albo inne) miejsce wstawić.

Jest taka w sumie prosta praktyka – błogosławienie pokarmów przed jedzeniem. Jeśli modlę się i proszę WJ o błogosławienie owego jedzenia, to otwieram się na przesył energii i proces energetyczny, który może nie chcieć się aż tak szybko skończyć. Warto być więc albo cierpliwym, albo trochę najedzonym 🙂 WJ także ten moment mogą wykorzystać, abyśmy wzrośli duchowo.

Warto wiedzieć, czym się przejmować!

Jest takie polskie powiedzenie „nie przejmuj się!”. W wielu powiedzeniach, czy też samych wyrazach jest zawarta mądrość naszych przodków.

Nie przejmować to oznacza nie przejmowanie do siebie, do środka samej/samego siebie, do Duszy pewnych energii, które są niekorzystne.

W tym powiedzeniu „się” robi za Duszę. Można powiedzieć „nie przejmuj tych kiepskich energii [w] się”.

Polskie „się”, czy też „są” to jest od sanskryckiego „sou”, a jest czasownikiem oznaczającym bycie.

No dobrze, to teraz jeśli się nie przejmować czymś kiepskim, to czym się przejmować?

Ano, czymś dobrym, przyjemnym, przyjaznym, miłym. Nasycać się tym, przejmować do się te energie, aby to „się” (czyli Dusza) się zainspirowała tymi przyjemnymi, czystymi i wysokimi wibracjami.

Tak jak w okresie pięknej pogody – mieć z nią styczność, wystawiać się na dwór, na zjawiska atmosferyczne, aby się dać przesycić tymi energiami.

A w przypadku modlitwy – warto kontaktować się (czyli kontaktować swoją Duszę) z Wyższymi Jaźniami, aby one dawały nam inspiracje, czy wręcz same swoje energie: wysokie i czyste.

Cytat

Tu będzie cytat z Nowego Testamentu:

Nieustannie się módlcie

1 List do Tesaloniczan 5,16

Proszę pamiętać, że jeśli podaję cytaty, jakieś filmy, to nie oznacza, że z wszystkim innym danego autora się zgadzam.

I że przez to chcę pokazać, że oto ów ktoś, albo jakieś dzieło całe jest godne zaufania. Nie jestem związany żadnym dogmatem i nie chcę życia wiązać dogmatami. Wyższe Jaźnie tego nie robią, więc dlaczego ja miałbym?

Uważam, że w naszym świecie ogromna część treści jest albo częściowo nieprawdziwa, albo nastawiona na manipulację, albo coś innego z nią jest nie tak jak potrzeba.

Następne kilka zdań po słowach „Nieustannie się módlcie” może być zupełnie nieużyteczne. Wręcz samo „nieustannie się módlcie” może nie być do zastosowania zawsze, czy przez wszystkich.

Proszę, sami myślcie, próbujcie, nie przyjmujcie słów „na wiarę”. Wiara nie daje mądrości – a ta jest potrzebna na duchowej ścieżce. Nadzieja w bzdury daje kłopoty. A miłość? To jedno z najbardziej wyświechtanych słów, jakie znam.

I znowu będę się zarzekał – nie żebym uważał, że nie ma miłości, czy że jej nie możemy przeżywać. Bóg (w dowolnym oglądzie) jest miłością. Jednakże historia ludzkości tak przerobiła na wiele sposobów tą prostą i czystą wibrację, że naprawdę nie ma jak tego prosto wskazać. Wiecie ile ognia jeździ po ulicach? Widzieliście tysiące ogni w korku na uicy? Nie? A przecież tam jest, każdy obrót wału silnika samochodowego to ileś zapłonów ognia. W ciągu minuty – ok. tysiąc. Widząc 100 samochodów w minucie macie przed oczami 100 000 zapalonych ogni. Nie widzicie ich?? Czemu? Dlatego, że są one ukryte w silnikach pod maskami. A jednak te wszystkie auta porusza ogień!

jam

Tak jak to wszystko co widzimy – porusza miłość.

Dlatego proponuję mądrość, pracę nad sobą i współodczuwanie. Czy to nie brzmi lepiej?

Nie jesteśmy takimi prostymi, niegramotnymi pasterzami, jak ci, do których Jezus mówił i do których ów slogan „wiara, nadzieja, miłość” był przeznaczony. Nie dajmy się zrobić w konia wierząc, że jesteśmy prymitywni, że musimy uczyć się z dawnych treści słowo w słowo.

Jednak możemy się nimi inspirować – jak najbardziej. Mogą bowiem kryć w sobie perły duchowej mądrości.

Nieustannie się módlcie

1 List do Tesaloniczan 5,16

Sztuka malowania ikon zna taką praktykę, aby ikony były tworzone przez malarza klęczącego na kolanach. W jakiś sposób jest to odwołanie się do pozycji modlitewnej. Jeśli taki malarz malował ikonę cały czas będąc połączony w modlitwie z Wyższymi Jaźniami (Aniołami) i z Bogiem, to można przypuszczać, że jego dzieło nosiło istotne znamiona tych wibracji, z którymi miał do czynienia, z którymi był połączony. Można powiedzieć, że był to czaneling, którego efektem był obraz – ikona.

Wiele razy bywałem na medytacjach zen. Jednak nic specjalnie nie zyskiwałem z tego. Było płasko, czasami trudno, bez jakichś rewelacji. Aż do momentu, gdy przy początku medytacji zacząłem się modlić do Przewodników Duchowych i Boga. O, to przestałem poznawać te sesje medytacyjne. Miałem konkretne zyski! które przenosiły się później na dzień codzienny. Ale trzeba było zastosować podejście heretyckie, bo inaczej to było mało efektów.

Co ciekawe – w grupach zen nic się nie mówi o jakości połączeń, o wznoszeniu swoich energii do odpowiednich poziomów. To już na mszy katolickiej jest chociaż wezwanie „wznieśmy serca” (serce w chrześciaństwie oznacza Duszę). Co prawda nikt tego nie rozumie, ale jest.

A w zen już nie ma takiego czegoś. Nie ma tłumaczeń o energiach.

Mistrz + coś

Wiele osób bardzo sobie ceni medytacje czy darszany u mistrzów duchowych. Specjalnych mistrzów, którzy mają „to coś”. Jest to guru, rishi czy rosi, czy lama rinpcze.

I przez jego urzeczywistnienie łączą sie tam gdzieś.. Czasami dobrze, czasami trochę gorzej.

Taki guru albo sam jest w jakiś sposób zrealizowany, albo ma odpowiednio wzniesione energie. Albo w czasie praktyki umie uruchomić taką więź.

Tu warto wspomnieć o nierzadkich przypadkach mistrzów, którzy mieli czy też mają odpowiednio duże symbionty, i pięknie „błyszczą” nieswoją jasnością..
Tacy mistrzowie są dobrze połączeni z wysokimi bytami, wysokimi Duchami, które nazywam Opiekunami krokodyli (symbiontów). One bardzo hojnie obdarzają wyznawców energiami, w zamian z posłuszeństwo (trzymanie się ich) oraz daninę dla siebie. Uczniowie takich mistrzów także (domyślam się, że zupełnie nieświadomie) podłączają się do tych obszarów Opiekunów symbiontów i mogą im służyć. Nie mówię, że wyłącznie do nich, bo mogą oczywiście częściowo być poprawnie podłączeni wysoko i czysto. Zależy to od osobistych intencji.
Jednak rozumiem to tak, że nie sposób uniknąć kłopotów duchowych przy takim „mistrzu”.

To co my uznajemy za jasność płynącą od kogoś, kto jest podłączony z pomocą symbionta to mogą istotnie być wysokie wibracje, acz.. nieczyste. Ludzie po prostu nie odróżniają
– nieczystych wysokich wibracji.
od
– czystych wysokich wibracji.

Dla większości wysokie = czyste.
A już nie raz opisywałem, że to nie jest tożsame. Duże osiągnięcia nie muszą mieć źródła w czystych siłach.

Mistrz jako inspiracja

No dobrze, ciągnie ludzi do mistrza, który ma czyste połączenia z wysokimi wibracjami. I co.. co oni przez to dostają?

Dostają pośrednie połączenie z tymi wibracjami. Mogą się dostroić do mistrza, i przez niego korzystać z tego kanału. Jednak jest to ścieżka guru jogi i w długim horyzoncie czasowym jest obciążeniem duchowym, które już u niejednej osoby widziałem. Dusza nauczyła się, że duchowość oznacza odnalezienie u kogoś tego kanału do Wyższych Jaźni i Boga.
Tak jakby sama nie mogła tego połączenia nawiązać.

Nie może, ponieważ jej Świadome Ja do tego ją nie prowadzi.

Ale jeśli poprowadzi – to przecież można osobiście nawiązać takie połączenie.

Tak więc, jeśli widzimy mistrza duchowego, to świetnym pomysłem jest zainspirowanie się jego połączeniem z Boskością, z Wyższymi Jaźniami, z czystymi Przewodnikami i Opiekunami Duchowymi.

Tybetańskie punkciki

W tybetańskim systemie ostatecznych nauk duchowych nazywanych Dzogczen jest taka ważna praktyka, która oparta jest na obserwacji punktów na tle nieba. Nazywa się ona Thogal, a same punkciki to tigle. Do tego potrzeba przyjąć odpowiednią postawę ciała, coś jak asanę hata jogi.
Wykonywałem ją z dużym zaangażowaniem, Jednak efekty były nikłe. Owszem, owe punkciki jakoś- tam widziałem, ale już efekty typu błogość to rzadko się pojawiały.

I tak sobie skonstatowałem. Przecież wykonuję mechaniczną praktykę. Fakt, że jest ona związana bezpośrednio z umysłem, a te punkciki są taką czy inną emanacją umysłu. Jednakże bez odpowiedniego dostrojenia energetycznego do odpowiednich poziomów, obszarów, wibracji, ja to sobie mogę robić i robić tą praktykę i nic mi z tego nie będzie wychodziło.

Stąd w Dzogczen tak uznaje się za wartościowe tzw. „osobiste wprowadzenie w nauki”, czyli osobisty przekaz mistrza, osobiste wskazanie jak on to robi. Jednocześnie można (acz nie trzeba) „załapać” do jakich obszarów wibracyjnych ów mistrz się podłącza – i skąd czerpie przyczyny skuteczności swojej praktyki. Mówi się o istotności osobistego wprowadzenia w nauki, ale.. nic nie mówi się o istotności odpowiedniego podłączenia energetycznego, odpowiedniego zsynchronizowania wibracyjnego z czystymi, przejrzystymi, jasnymi energiami. A można by przez to wiele zyskać.

To do którego Boga mam się zwracać?

W Dzogczen mówi się wiele o różnych obszarach „czystych”, czyli np. naturze umysłu, Dharmakai. Jednak od pomysłu do przemysłu tu może być droga długa. W kulturze Zachodu nie znamy intuicyjnie takich pojęć jak buddyjska „natura umysłu”, czy też „Dharmakaja” nie gości na ustach naszych babć. Nasze babcie zaś dosyć często wspominają dzieciom o Bogu („Bozi”), o Aniele Stróżu.

Stąd też takie zalecenia, jak np. Siergieja Łazariewa, aby trzymać się religii swojego narodu wydają się zupełnie słuszne. Nasze Dusze są już przywykłe do tutejszej nomenklatury. I, co dziwne, można ćwiczyć obce metody typu Thogal z Dzogczen, używając do tego zupełnie znanych pojęć typu Anioł Stróż, Przewodnicy Duchowi, czy Bóg. Mimo, iż sam Dzogczen tego nie przewiduje.
Dlaczego możemy to robić?

A to dlatego, że ostatecznie jest Jeden Bóg (Osobowy bądź nieosobowy, Tao). I w jakiejkolwiek religii czy wyznaniu się do niego ktoś odwołuje, i używa swojej nazwy, to i tak linkowanie idzie właśnie tam. Jeśli nie – to relacje „z Górą” trzeba to rozważyć, rozróżnić, oczyścić. Ale nie ma co demonizować. Mamy dostęp do Aniołów, Opiekunów Duchowych, czystych krain i czystych duchowych wzniesionych obszarów. I to bez żadnych kłopotów.

A nawet jeśli byśmy mieli na to karmę, to jest ona do przerobienia, do oczyszczenia. To tylko błędne postawy Duszy. Potrzeba Duszę nauczyć, co nie jest Bogiem, a co nim jest. Jednak generalnie sama Dusza najczęściej wie, jak wyglądają czyste, świetliste, jasne, nieobciążone wibracje.

Gdy się zdarza tak, że czyjaś Dusza za sprawą karmy duchowej z poprzednich wcieleń jest bardziej przyzwyczajona np. do nieosobowej postaci Boga, albo do czegoś jeszcze innego, to także nie ma kłopotu – może on/a praktykować to, co Dusza uznaje za ostateczne Bóstwo. Warto jednak zweryfikować czy istotnie jest ono ostateczne, czy też modlimy się do jakiegoś np. hinduskiego półboga. Ale i to daje jakieś efekty. Nie należy zrażać się, a oczyszczać i pracować nad wewnętrzną wizją Boga, nad łączem z Absolutem.

Nie tylko praktykuj:
… Kochaj i praktykuj

„Kochać, jak to łatwo powiedzieć” – mówi piosenka.
Wraz z rozpoznaniem duchowym dla ciebie może to oznaczać, że równie łatwo będzie można tego doświadczyć, przeżywać, także w codziennym życiu.

Praktyka duchowa, gdy mamy prawdziwie uruchomioną ową Miłość, czyli kanał do Wyższych Jaźni, do Boga, jest wartościową praktyką, niezależnie od działania, jakie podejmujemy.
Oczywiście, dotyczy to działań, które nie są szkodliwe, a pożyteczne, uwznioślające. Wszelakie demonizmy pozostawiamy daleko za sobą. Jeśli masz co do jakiejś praktyki wątpliwości – czas na refleksje i jej weryfikacje. Tak umocnimy nasze łącza z czystymi energiami Źródła.

Tak więc możemy się zaangażować w różnorodne praktyki.
Mogą być to praktyki ścieżek nieostatecznych.
Mogą być to praktyki ścieżek ostatecznych.
Mogą być to praktyki ścieżek stopniowych.
A mogą bezstopniowych, natychmiastowych.

Jaką metodę tu wybierzemy, to nie odgrywa roli.
Może to zdecydować nasza Dusza, może nasza Osobowość, może nasze Świadome Ja.
Sposób „kochaj i rób co chcesz” jest tu uniwersalnym rozwiązaniem.
Zawsze coś zyskamy.

Herezje praktyczne i przydatne

Ja w wykresie Human Design mam wiele liczb piątek. Piątka oznacza postawę „heretyka”. Stąd, jak widzisz nie ograniczam się do wiar, do tego, co ktoś powiedział. Prosta, własna, przemyślana praktyka duchowa może dawać nam konkretne wnioski. I może dawać światło na obszary, których istnienia nie przypuszczaliśmy. A ktoś mógł nie chcieć ich nam pokazać.

Nauczyłem się, że duchowość jest o wiele bardziej elastyczna niż można było się spodziewać. Sprawy pochodzenia Dusz, wieku Dusz, ilości ciał subtelnych i podobne bardzo mocno rozszerzyły moje postrzeganie. Oczywiście większość z religii a nawet innych nauk duchowych jak buddyzm nie przewiduje tak „naukowych” wglądów (tu akurat opartych na naukach wedyjskich, jogicznych, antropozoficznych). Jednak te wglądy są niesłychanie praktyczne i niesłychanie przez to przydatne. Jak widzisz w tym tekście – bardzo przydają się w praktycznym ustawieniu swoich działań duchowych tak, aby nie były one tylko sztywną suchą metodą, ale aby przynosiły wymierne, odczuwalne, wibracyjne efekty.

Nie liczę na zrozumienie przez żadnego członka jakiejkolwiek organizacji religijnej. Jest to mi zupełnie nie potrzebne. Samego Jezusa nazywano „kapłanem w porządku Melchizedeka”. Ów Melchizedek był kapłanem Najwyższego, ale szczególnym. Nie miał bowiem poprzednika. Niemalże sam siebie namaścił na bycie kapłanem. I tak można, i nie trzeba poddawać się czyimś wymysłom, czy też iluśsetlentim tradycjom. Bóg jest żywy i aktywny tu i teraz i można po prostu zacząć praktykować relację z nim i korzystać, zupełnie praktycznie z tej relacji. A bycie kapłanem oznacza żywą i aktywną relację z Bogiem.

Czego wam i sobie życzę!

Andrzej

Dziękuję Conchicie i Wyższym Jaźniom za inspirację do napisania tego artykułu!

 

Reklamy

6 Komentarzy (+add yours?)

  1. awentais
    Paźdź 17, 2017 @ 13:08:35

    Bardzo dziękuję za ten wpis, naprawdę wspaniały i podnoszący na duchu. A pogoda za oknem niespotykana, u nas jest teraz 20 stopni.

  2. Swiat Ducha
    Paźdź 17, 2017 @ 21:02:28

    Cieszę się awentais, że mogłem przenieść na strony te wibracje!

  3. Agnieszka
    Paźdź 18, 2017 @ 05:54:22

    Bardzo dziękuję za inspirujący tekst – tak właśnie odczuwam te niesamowite, wysokowibracyjne dni:)I zgadzam się z tym, co napisałeś o zen – wielogodzinne obserwowanie oddechu być może przynosi pożytek, ale i dla mnie, i prawdopodobnie wielu urodzonych tu, praca z duszą jest po prostu bardziej naturalna i co za tym idzie, skuteczna 🙂

  4. Swiat Ducha
    Paźdź 19, 2017 @ 11:59:20

    Agnieszka, cieszę się!
    Ja tak właśnie myślę, a zwłaszcza – czuję, że jesteśmy żywymi istotami i żywa praca z Duszą, z ciałem – to powoduje zadowolenie, radość, żywotność! A takie usztywnione przebywanie gdzieś godzinami (chociażby w klasie szkolnej), to oczywiście służy, tyle, że Systemowi.

    Jak to ktoś mądry powiedział:
    „Wszyscy chcą naszego dobra,
    nie dajmy sobie go odebrać!”

  5. Marc
    Paźdź 22, 2017 @ 20:20:27

    Dzięki za tekst.

    „Od wczoraj zagościła do nas piękna pogoda, a wraz z nią – piękne wibracje. Pora więc i na piękny temat.”

    -Tego dnia jak wyszedłem z domu to od razu pomyślałem, jaki piękny dzień. Teraz nie ma już słońca, ą chmury, ale mimo to wibracje pozostały, wszystko takie „złotawe”.

    „wykonywać świadome ćwiczenia fizyczne”

    Mi się kilka razy zdarzyło, że co nagle zrozumiałem, jak rzucałem sobie rzutkami do tarczy.

    „błogosławienie pokarmów przed jedzeniem.”

    Słyszałem też o dziękowaniu za wodę przed wypiciem. Jakiś czas temu zauważyłem natomiast, że jak jem owoce, to zaraz po zjedzeniu zaczynam się czuć radośniej, jakbym czuł ich energię. A jak jem np. bardzo zieloną sałatkę to czuję się potem jakby zielony w środku 🙂 ale to może już wyobraźnia.

    „nie przejmuj się!”

    To też zwróciło moją szczególną uwagę, bo się kiedyś nad tym zastanawiałem, bo przeczytałem na jekieś stronie podobno o mitologii słowiańskiej że złe rzeczy należy „lekceważyć” (nie wiem czy takie słowo było), zrozumiałem, że nie należy pobłążać wszystkiemu ale właśnie nie żyć tym.

    „można przypuszczać, że jego dzieło nosiło istotne znamiona tych wibracji,”

    Nigdy się nie interesowałem malarstwem, ale ze 2 lata temu natrafiłem na impresjonistów (tych dawnych) i nie mogłem się oderwać. Żadna fotografia takiego działania na mnie nie miała. Chodzi o to, że czułem się tak jakbym był w miejscu powstawania obrazu, jakby poza samym obrazem przenoszone były emocje, odczucia.

    „osobisty przekaz mistrza”

    W szkole, w której ćwiczę chi kung jest coś takiego jak przekaz z serca do serca.

    „używając do tego zupełnie znanych pojęć typu Anioł Stróż”

    Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że takie modlitwy działają.

    A tutaj akurat natrafiłem na relację, duchowo-energetycznych doświadczeń w wyniku chu kung. Może kogo zaciekawi.

    http://www.shaolin.org/answers/ans17b/oct17-3.html

    Pozdrawiam

  6. ewa
    Paźdź 25, 2017 @ 15:55:52

    Dawno nie czytałam tak dobrego artykułu. Dziękuję

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: