Z Duszy ku Duchowi

Dostałem pytanie, które dotyczyło tego, że są problemy z wejściem w stan Ducha.

I że się wylatuje z tego stanu do poziomu Duszy – powraca do dawnego stanu.
Czy mi się to udaje?
„Fajnie by bylo znowu czuc ta lekkosc w dzialaniu, brak ciezszych energii.”

Rigpa

Co do przeżywania życia z Ducha, nazywają to:

  • w Dzogczen rigpa, znajomość natury duchowej nas samych, coś przeciwnego od umysłowego poznania
  • w buddyźmie wejście w przeżywanie natury umysłu, natury Buddy, którą każdy posiada,
  • w zen Kenshō (wgląd we własną naturę)
    Kenshō [Wiki] jest to wstępny wgląd lub obudzenie się świadome do przeżywania tego stanu.
  • W Chrześciaństwie mówi się o „Chrystusie w nas” samych.
    I że coś mamy przeżywać „w Chrystusie”, czyli – jak można tłumaczyć – w tym stanie ponad karmą, ponad Duszą, ponad grzechami, w czystym Duchu (Duchu Świętym). Ów Chrystus nie jest osobną osobą, jest stanem w nas obecnym.

To wszystko jest ten sam stan – jak widać w różnych tradycjach wiedziano o nim i praktykowano jako coś wysoce pożądanego, nierzadko jako końcowy cel, albo obszar.

Ja też uważam, że wejście w rigpę, działanie ze świadomością, rozrywanie, rozpuszczanie planów z programowania ukrytego w Duszach – to uważam za postawę leczącą.

Niektórzy mówią, że jest to odważne. To nie jest specjalnie odważne. Na poziomie osobistym nikt tego nie sprawdza „w jakim stanie duchowym jestem”, więc nie potrzeba „zewnętrznej odwagi”. Można przeżywać jedno a mówić co innego – wnętrza nikt nie sprawdzi. Do wejścia w Ducha nawet więc nie jest potrzebna odwaga zewnętrzna.

Dopiero gdy ktoś zbuntuje się przeciw Systemowi, zbuntuje zewnętrznie, to go System ukróca. Zawsze tak było, że buntowników – tych „odważnych zewnętrznie” wyłapywano jako mącicieli spokoju społecznego. Jednak ten temat to zupełnie nie moja bajka.

Wewnętrzna odwaga

Na drodze duchowej możnaby powiedzieć, że potrzeba „wewnętrznej odwagi” – takiej postawy, która by odrzuciła, odsunęła miraże, świecidełka, które Dusza prezentuje, i które Dusza uznaje, że są takie bardzo wartościowe. A nie są, bo są to tylko wytwory obszaru nazywanego „astralem” (rozciąga się on od poziomu astralnego do atmanicznego).

Jako ludzie jesteśmy uczeni w domu i w szkole, że należy być „przyspawanym” do astrala, do Systemu. Należy dobrze odpowiadać na pytania kiedy jakiś król walczył z innym, tłumić uczucia, zamiast je wyrażać. Tłumić własną aktywność, przedsiębiorczość, zamiast ją wspierać i rozwijać.

I w tym rozumieniu im się lepiej tego uczymy, im lepszymi i bardziej naiwnymi jesteśmy uczniami, tym dalej odchodzimy od Ducha, od jego realności w naszym życiu. Tym mniej czujemy błogości (bliss). A tym bardziej czujemy się obciążeni.

Ale można to odwrócić!

I iść do Ducha z powrotem.

Jednak to wymaga takiej wewnętrznej odwagi, decyzji, wręcz nierzadko herezji wobec otoczenia. (Co zupełnie nie musi wiązać się z buntem, ani nawet niezadowoleniem).

Można się obawiać, czy to się da? Czy taka „wewnętrzna emigracja” się uda? Czy możemy podważyć wagę programów, które rządzą naszą osobowością?

Nie ma czego się obawiać, bo programy anunackie narzucone są pojedynczej osobie, są nielegalne i oszukańcze.
Są one związane z karmą Duszy, a dotyczą nas – Ducha, który ma doświadczenia na Ziemi.

Czy możemy wręcz odrzucić coś, co inni tak bardzo cenią? Tu Dusza skowycze, bo bardzo zgrała się z rodziną, klanem, narodem. A oni wszyscy coś wyznają, uznają za ważne lub stosowne. I to ma się uznawać za.. nieznaczące? Jeśli odchodzimy z Duszy do Ducha, to niestety – Dusza będzie się rozpuszczać, będzie tracić swoje łącza, swoje energie. Możecie popatrzeć na praktykujących duchowość – ci ludzie mają o wiele mniej zaangażowania społecznego, rodzinnego. Chociaż – nadal mają władzę nad tym, co wybierają – co zachować, a co puścić.

Takie społeczne programowanie u Duszy można łatwo zobaczyć i odłączać się od niego osobiście.

Gdy jednak coś widzimy, i mamy odczucie, że wścieka nas, że daliśmy się tak zaprogramować – warto „nie podskakiwać”, nie buntować się, bo można dostać w czapę. Jeśli się chce wymiksować z Matrixa – trzeba go zaakceptować, zaakceptować nieracjonalność, a nawet krzywdzenie nas samych od naszej Duszy i od jej programów. (akceptacja nie oznacza aprobaty) Dusza bowiem jest przekonana o prawidłowości karmy i o konieczności „wyrównywania jej”, „spłacania”. A ani jedno, ani drugie nie działa, jest nieskuteczne.

Świat zamieszania = Świat Dusz

W pytaniu było wspomniane, że, ciężko jest odłączać się od tych programów, wchodzić w rigpę, w Ducha i tam przebywać.
Czemu?

A to za sprawą zależności, w które Dusza się z lubością wdaje. Dusza wchodzi w zamieszanie z innymi Duszami, w karmę, w więzy. Świat relacji, zależności, w tym i karmy – to ulubiony świat Dusz.

Nie ma co udawać, że w obrębie Duszy znajdziemy rozwiązania naszych problemów, kłopotów.
Nie odnajdziemy tam rozwiązań, jeśli co, to może odnajdziemy lekkie obszary ulgi.

Ja przez wiele lat jednak byłem uczony, że w Duszy i jej treściach znajdę szczęście!. Ba, bardzo chciałem w to wierzyć!

Z tego powodu moje naturalne, dziecięce przebywanie w Duchu, w rigpie zmniejszało się, ograniczało się systematycznie.

Dochodziło do tego jeszcze to, że byłem mocno kąsany przez krokodyle, a byłem wobec nich hardy wiele lat. Przez wiele lat uważałem, że „ja mam prawo też im przyłożyć, jak one mnie”. Nie wiedziałem, że kopię się z koniem. Koń mnie kopytem, a ja go palcem. Jest różnica.

Badałem to, co mnie bolało, czyli moje relacje z osobami posiadającymi symbionty. A im bardziej byłem zaangażowany w nieporozumienia w czasie rozpoznawania zjawiska symbiontów, tym bardziej było mnie mniej w Duchu. Bo cały czas na tapecie była tylko Dusza i Dusza, jej problemy, zależności, mojej Duszy bójki i bijatyki. (bo na poziomie mojej Duszy to tak wyglądało).

Teraz, po odkryciu i wynicowaniu dla siebie owego zjawiska symbiontów, moja potrzeba angażowania się w to zmalała.

I powoli widzę, że mam potrzebę odgrzebania przeżywanych w dzieciństwie stanów Ducha. Wydawałoby się, że są to stany, które przeżywałem wiele razy w medytacjach. Bo ileś praktyk duchowych przez te lata robiłem.

Jednak nie były to czyste praktyki. Nie miały one podstawowego założenia, że „już jest wszystko w porządku”, „nie trzeba nic osiągać”. Zawsze „coś było”. „Coś było”, bo byłem aktywnie zaangażowany w karmę, w jej oczyszczanie. A i też sama Dusza coś mocno chciała – chciałem z poziomu Duszy coś osiągnąć, „coś wyrwać” co wyobrażałem sobie (za Duszą) mi się należało jak psu micha.

Dusza bowiem przez wiele wcieleń się angażowała, i wyobrażała sobie, że „dokłada do interesu”, to teraz chciała z tego czerpać, z czegoś, co uważała, że jest zbiorem zasług. A tu okazało się, że duża część tego, co Dusza z taką intensywnością robiła, to są tylko obciążenia i to takie, w które była mocno zaangażowana, a więc dużo trzeba siły i czasu, aby się z tego wydobyć.

Tak więc w życiu (tym wcieleniu) miałem dużo aktywowanej obciążającej karmy, która potrzebowała być oczyszczana, aby w ogóle „jakkolwiek” dawało się żyć. Nie tylko, aby żyć „super”, czyli tak, jak obiecują niektórzy nauczyciele duchowi, którzy zbierają duży poklask.

Kiedy przeżycie jest bohaterstwem

Niektórzy ludzie potrzebują sporo pracować nad sobą.. aby w ogóle jakoś przeżyć. (to wszystko zasługa oczywiście Dusz – im starszych, tym bardziej są poobciążane).

Jest wiele motywacji podjęcia drogi duchowej:

  • – czuję poryw Ducha i tam mnie ciągnie
  • – życie powoduje u mnie wiele cierpienia (mam aktywną Duszę a w niej dużo karmy)
  • – potrzebuję terapii, i to mocniejszej, głębszej niż taka zwykła psychologiczna (potrzebuję się dobrać do swojej Duszy, bo mam dużo karmy i jest ona uruchomiona i bardzo cierpię)
  • – chcę uciec od życia materialnego do duchowości

Dla kogoś, kto ma ciężką karmę, sama ona będzie tak absorbująca, że chyba wszelkie działania duchowe będą temu podporządkowane.
Ciało bolesne osób kierujących się ku duchowości jest zwykle ogromnie nabrzmiałe, obolałe, potrzebujące kuracji.

I ci ludzie to robią. I dobrze, bo dzięki temu mogą lepiej żyć, albo w ogóle – przeżyć. Bo myśli samobójcze w tym stanie to nie rzadkość.

Praktyki medytacyjne przez wiele lat u mnie były więc podporządkowane oczyszczaniu karmy, aby się jakoś dawało żyć. A i tak opresje z najbliższego otoczenia były tak znaczne, a moje osobiste energie tak znikome, że niewiele osiągałem w tych praktykach.

Ciągle byłem skupiony, że „trzeba coś robić, coś osiągać, z czegoś się oczyszczać”. Bo były potrzeby. Z takim nastawieniem to nie wejdzie się do Ducha, ponieważ tam jest stan bez potrzeb. A człowiek skupiony jest na zaspokajaniu swoich, bo cierpi.

Wiele wyjaśniło mi wskazanie Human Design „nic nie ma do zrobienia” (link do artykułu) wraz z opowieścią o tym, jak zaprogramowanie (anunackie, czyli inaczej zodiakalne, horoskopowe, urodzeniowe) ustawia nam życie. Wyjaśniło mi to, jak mocno karma mojej Duszy zdefiniowała programy obecnego wcielenia. Poczułem, jak mi w tym gorsecie sztywno.

Owszem, wiele razy próbowałem „się przełamać”. Próbowałem działać według tego, jak realistycznie, racjonalnie proponowali mi działać znajomi, ludzie przyjaźni i myślący. Jednak zwykle kończyło się to działaniami typu „not-self”, czyli robieniem czegoś, na co nie mam energii.

Teraz, znając jak sztywne jest u ludzi programowanie, które Human Design opisuje, widzę, że wiele osób nie jest „głupich”, tylko są tak bardzo sztywno zaprogramowani. Iich Dusza ma karmę z poprzednich wcieleń. Dusza przychodzi na Ziemię z bagażem i według zawartości tego bagażu nabiera cech dla Osobowości na to wcielenie. Jest to właśnie owo programowanie, opisywane przez Human Design, a bazujące na godzinie urodzenia. Można je nazwać więc horoskopowym, urodzeniowym, zodiakalnym.

Jak czyjaś Dusza narozrabiała w kwestii działań energetycznych, to teraz owe energie są jej blokowane (niezdefiniowane). I nie ma osobistego dostępu do tych energii. Jeśli już – to tylko przez inne osoby.

Jeśli czyjaś Dusza narozrabiała, namieszawszy ludziom w głowach – to teraz jej centra wysokie są zablokowane. I nie ma „mocnego myślenia”, a jest podatna pod czyjeś idee, przekonania, postawy duchowe.

Ci ludzie zwykle nawet o tym nie wiedzą jakie mają programy. I że to są programy. Nawet nie widzą swoich „konieczności”, którym podlegają, a które biorą się z programów urodzeniowych. I nie są w stanie „przekroczyć siebie”, a konkretnie – swoich programów. Myślą, że „tacy są”, że jest to „ich natura”.

A ich naturą jest – Duch, który nie ma ograniczeń ani programów.

Programy, i to silne, wszyscy mamy. I lepiej jest, żeby żyjąc na poziomie Duszy zważać na nie. Human Design nazywa to zastosowaniem własnej Strategii i Autorytetu (to zaś dla podejmowania decyzji).

I nie warto kopać się z koniem (tym razem koniem obecnym w zaprogramowaniu własnej Duszy). Osoba mająca ogrom energii lepiej, żeby nie wybierała sobie zawodu cichego, spokojnego, polegającego na siedzeniu na jednym miejscu. Bo eksploduje.

A osoba spokojna o małych energiach (w danym obszarze), lepiej, żeby zawodowo nie miała konieczności wyrażania takich energii w swojej pracy, bo nie wydoli.

Ta postawa niesprzeciwiania się daje w rezultacie praktyki typu „odwarunkowania” deconditioning, opisywane w Human Design. Odwarunkownie daje akceptację tego, kim jestem, jako poprogramowana istota, poprogramowana Dusza.
Dopiero z tego poziomu można startować do Ducha.

Jeśli się jednak ma bunt przeciw programom Duszy, to się ma dwa problemy.

  1. Zaprogramowanie, które jest zespawane z Duszą,
  2. Bunt na to, wręcz na samego/samą siebie, jaką się jest wraz z tymi programami.

Praktyki Human Design przyprowadzają nas od zbuntowania przeciw sobie do akceptacji tego funkcjonowania siebie (Duszy), które wynika z jej karmy. Deconditioning jest tak naprawdę akceptacją karmy własnej Duszy, a w szczególności tego, że działając na poziomie Duszy nie podskoczymy tym programom w Duszy zaszytym.

Wydawałoby się, że jest to poddanstwo..

Jednak owo „nothing to do” ma jeszcze jedną cudowną właściwość!

Otóż prowadzi nas bezpośrednią ścieżką ku Duchowi!

Bo tam, w przestrzeni Ducha właśnie nie ma nic do zrobienia, a wszystko co jest potrzebne do życia i duchowości mamy już dostarczone przez Boga czy Tao.

Niemal każda tradycja duchowa o tym mówi.

I dopiero tam zaczynają się czyste praktyki Duchowe. Nie takie – z oczyszczaniem karmy, jakie ja przechodziłem.

Gdy kończymy zajmowanie się praktykami zaangażowanymi w przeżycia, w pomieszanie Duszy. Gdy kończymy czyszczenie karmy Duszy (na ile nam tego potrzeba aby jakoś żyć), to zaczynamy realnie działać z Duchem.

Gdy kończymy działać z Duszą, zaczynamy realnie z Duchem.

Gdy przestajemy mieć nadzieję, że z pomocą Duszy „coś osiągniemy”, to wtedy ukazuje się nam możliwość przestrzeni Ducha. Zaczyna być dla nas dostępna.

Gdy rozumiemy, jak zaangażowana, pokodowana, poprogramowana jest Dusza. Gdy rozumiemy, że rozplątanie tego węzła gordyjskiego Duszy nie jest możliwe (chociaż pracować nad tym można oczywiście latami), wtedy przychodzi czas porzucenia działań z Duszą na rzecz Ducha.

W moim odczuciu – dopiero wtedy. Nie wcześniej.

Dodatkowo, tradycje duchowe zapewniają, że jeśli wszedłszy w obszar Ducha mamy w Duszy jeszcze obciążenia, to one same z siebie się oczyszczają i rozpływają. Osiągamy to, co Dzogczen nazywa Wielką Doskonałością.

W Duchu w dzieciństwie i w dorosłości

Mieliśmy to już – w dzieciństwie. Byliśmy w błogości Ducha. Żyliśmy tak, całe miesiące. Małe zwierzątka też to mają, przebywają w Duchu. Kojarzy się to nam z bezradnością i bezbronnością, jednak one wynikają nie z Ducha, a z tego, że w pierwszych miesiącach życia organizm jest mały i słaby. ALE przeżywanie Ducha, rigpy tam jest! I można się na tych istotach tu przychodzących wzorować, inspirować jeśli się szuka stanu Ducha.

W naszym dzieciństwie, z dnia na dzień jednak nikt nam nie wyjaśniał, co się z nami działo.

Ba, gorzej. Otoczenie właśnie chciało, abyśmy jako małe dziecko przystosowali się do ICH świata, do warunków i zasad panujących w ich świecie. Nie w naszym. Nie chcieli się przystosować do Świata Ducha, w którym żyliśmy. A mogliby, bo był na wyciągnięcie ręki.

Rodziny, szkoły, uniwersytety, telewizja, radio, gazety – to wszystko programuje na życie w Duszy, a odciąga od życia w Duchu.

Ale pamiętajmy – stan rigpy, wielkiej doskonałości, stan Ducha, Chrystusa w nas – jest w nas. I nikt nam tego nie odbierze.

Może ktoś nam odebrać przeżywanie go.

Może ktoś nie dać nam świadomości, że „tam to jest”.

ALE – to można nadrobić – uzyskać ową świadomość (ten tekst do tego też służy),

i można odzyskać jej przeżywanie – najpierw skromniejsze, potem szersze!

Podsumowując:

Są dwa poziomy „pracy duchowej”:

1. poziom niższy – poziom Duszy
Tu pracujemy z Duszą nad jej karmą, aby ją trochę choćby oczyścić, aby się lepiej żyło

2. poziom wyższy – poziom Ducha
Tu nie potrzeba niczego robić, zmieniać, osiągać. Jest spokojnie a nawet pojawia się błogość w intensywniejszym przeżywaniu na tym poziomie.

Reklamy

2 Komentarze (+add yours?)

  1. Marc
    List 28, 2017 @ 17:43:08

    Audycja Marka trochę na ten temat. Ciekawią mnie opinie innych na ten temat.

  2. Marc
    List 29, 2017 @ 20:59:35

    Odnośnie filmu z linku. Temat, taki jak w jego tytule. Osobiście tak to rozumiem, że cierpienie pojawia się, jak coś źle robimy. To tak jakby zjechać samochodem najpierw na pobocze, a potem nawet do rowu, jak się cało wyjdzie to trzeba przynajmniej samochód wyciągać. Fakt można się sporo nauczyć, ale chyba można się też nauczyć jazdy na dobrym torze, z instruktorem bez takich wypadków.
    Czy więc lepiej się męczyć czy mieć łatwo?
    Długo się zastanawiałem nad tym, bo mądrzy ludzie przestrzegają przed łatwizną, a z drugiej strony różne osoby związane z rozwojem duchowym mówią o tym, że należy dążyć do łatwości, lekkości.
    Doszedłem do takiego wniosku, że łatwo to jest jak ktoś robi to, do czego jest stworzony, dziecko np. się uczy chodzić przewraca się itp, ale ogólnie przychodzi mu to łatwo. Jak ktoś tak pracuje to zyskuje odpowiednio do tego co zainwestował (z odpowiednią „nawiązką”). Łatwizna, to jak ktoś robi co niezgodnego z jego naturą , jest mu np ciężko w związku z tym i szuka sposobów, żeby oszukać, jak najmniej zrobić a zyskać dużo, więcej niż by mu się należało z tego co zainwestował.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: