O człowieczeństwie


Dzisiaj mi przyszło pewne zrozumienie sytuacji, z którą się wożę od dzieciństwa.

Generalnie chodzi niektórych o ludzi (i pewnie też o inne istoty), i o ich człowieczeństwo.
Mówię o tych osobach, które żyją normalnie jak ludzie, jednakże nie osiągają przebudzenia duchowego.
Może.. nie ma tam się co przebudzać?

Grigorij Gurdżijew pisał niegdyś
„Znaczny odsetek ludzi, których spotykamy na ulicy są tymi, którzy są puści w środku, czyli faktycznie są martwi. Mamy wielkie szczęście, że nie widzimy i nie wiemy o tym.”
G.I. Gurdżijew

Czy jest się czego bać? Nie sądzę. Nie jest to coś krytycznego. Jest to tylko prosta konsekwencja tego, że żyjemy we „Wtórnym Świecie” (in. Świecie Dusz, Świecie Wewnętrznym), zrobionym przez Twórców Dusz.

Stworzenie iluś istot na zasadzie stworzenia kolejnych Dusz przez Twórców Dusz (Archontów, anunaków, półbogów, Archatów, bogów hinduskich, nazw jest wiele). Te Dusze nie były od Boga, nie miały w sobie Ducha Bożego. Były podłączone tylko do nich samych (do Archontów jako Duchów). Stworzenie takich istot nie było dla nich niczym jakby trudnym.

Ot, pomnożenie jeszcze trochę tych Dusz, i .. oto są istoty. Mogą być naszymi krewnymi, rodzicami, braćmi, siostrami. Możemy być ze sobą blisko, rozumieć się… ale nie do końca.

Nie wiem czy ich człowieczeństwo ma Ducha

Jeśli jest moja wątpliwość prawdziwa, to jest to ogromnie ważne dla mojej postawy wobec nich, wobec tych, wobec których miałem latami zastrzeżenia, i wobec których podtrzymywałem moje białe wzorce – bo był na to powód.

Działając wg. białych wzorców chciałem „naprawiać świat”, naprawiać ludzi, tłumaczyć im, poprawiać ich działania, „uczyć”. Wydaje się, że chciałem „naprawiać” tych, którym coś istotnie człowieczego brakowało.

Ba, nauczycielem zostałem. Ale te moje zapędy w poprawianiu świata – jak spojrzeć z punktu dzisiejszego tekstu – naprawdę nie mają sensu! Mogę sobie to poprawianie w buty włożyć.

(Generalnie chyba dotyczy to osób mających kr. i nie pracujących nad oczyszczeniem go, nie widzących w tym żadnej potrzeby, albo osób mających silniejsze wzorce z ciemnej strony. Narcyzi plus osoby bardziej zaburzone. Ale pewnie też osoby bardzo „proste” też mogą owego Ducha nie mieć.)

Czy to jest istotnie „człowieczeństwo”, czy bycie „biorobotem” („portalem organicznym”) na usługach archontów? półbogów? twórców Dusz?

Białe lub ciemne pochodzenie

Jakby powiedzieć – skąd o pochodzą? Bo jeśli ludzie pochodzą od Boga, to mają Ducha,

A jeśli pochodzą od Twórców Dusz, to powielają Ducha twórców Dusz, czyli półbogów, archontów. Mają podłączenia zamiast do Bożego Ducha, to do Duchów półbogów. To też są Duchy. I teraz taki ktoś, kto ma połączenie z Duchem z ciemnej strony będzie naturalnie mieć inklinacje ku ciemnej stronie i to będzie dla niego wydawać się zupełnie naturalne, zrozumiałe. Nawet są takie przekazy ezoteryczne o istotach „pierwotnie złych”, mających złą naturę. Owo „zło” to jest prymitywna próba wytłumaczenia dwóch spraw:

  • Taka istota nie ma Ducha Bożego, tylko bierze Ducha od istot archatycznych (Duchów z Wyższego Świata)
  • Ten ich kreujący duch archatyczny był po ciemnej stronie

I to wystarcza, żeby ta skreowana istota wyobrażała sobie, że „naturą jest zło”. Jak tatuś jest ciemnym typem, to przecież cały świat musi być ciemny.

Tu przykład istoty opisywanej przez mity, wcielonej, ale nie do poziomu fizycznego, a do eterycznego. Faun, istota „bez Ducha”, podpięta pod opiekunów z ciemnej strony. W ten sposób patrząc trochę mogą się rozjaśnić te wszystkie podania, opowieści o „złych istotach”, diabłach itp. Koneksje z ciemnymi siłami ma wiele istot. Faun ma taką naturę (jeśli nie ma Ducha) :

Faun jest przykładem istoty niewidzialnej oczami fizycznymi (dostrzegalny jest  w wizjach). Ale proszę pamiętać, że istoty dostrzegalne fizycznie to ludzie, którzy jak najbardziej, jeśli nie mają Ducha bożego, to mogą mieć naturę z ciemnej strony. Nie musza być od razu mocno szkodliwi, szkodzący. Ciemna strona ma hasło „wszystko wolno”. I takie wolnościowe osoby, pozbawione wrażliwości mogą się pojawiać na naszej drodze. Mogą mieć oczywiście inklinacje do wzięcia symbionta (bo to „po ich stronie”), ale jeśli nie czują osobistego deficytu, to nie musi to się stać.

A osoba z białymi wzorcami, która ma za złe, która wykłóca się, ma dziesiątki prostych argumentów na swoją korzyść, a ciągle czuje się pognębiona – będzie czuć naturalną skłonność do Ducha ze strony białej. I będzie sobie wyobrażać, że właśnie „Cały świat to powinny być kwiatuszki, łączki z cielaczkami, piękne kłębiaste białe chmurki. A jak nie są to powinny takie być! Bezwzględnie!”

Tu przykładem może być „biały aniołek” – inkarnowany, albo nieinkarnowany. Znam kilka osób z takim pochodzeniem Duszy. Czy któraś z nich nie ma Ducha? To dla mnie temat na przemyślenie.

Obie strony, obie osoby (albo ogólniej – Istoty), jeśli nie mają Ducha Boskiego, nie przebudzą się duchowo do poziomu Ducha. Będą tak żyć, jak żyją. A my – z nimi. I nie muszą one mieć jakichś dużych obciążeń duchowych typu symbionty  czy wejścia. Sam brak Ducha może być przyczyną wielu niedyspozycji w głębokim, duchowym przeżywaniu życia, czy też relacji z innymi ludźmi. Taki człowiek może nie mieć złych intencji – on nie ma pewnych potencjałów.

cytat z bloga „treborok”

„Większość Portali Organicznych nie ma skłonności do łamania prawa, faktycznie w większość nie ma żadnych innych realnych skłonności niż realizacja „wpływ” (wpływów?) (termin Murawiewa) znanych również jako normy społeczne, takich jak pieniądze, kariera, seks, małżeństwo, sława oraz wielu innych „ideałów”, do dążenia których wszyscy jesteśmy zachęcani od najmłodszych lat. Realizacja tych celów w globalnym społeczeństwie odbywa się jako kulminacja w poszukiwaniu szczęścia, ale jest oczywiste, że przy stanie dzisiejszego świata prawdziwe szczęście pozostaje iluzoryczna i nieuchwytny jak zawsze … przynajmniej dla tych, którzy mają pojęcie o istnieniu „czegoś więcej”.”)

Bezpośredni wpływ na nasze życie

Opcja „konfrontacja”

Sytuacja wydawałaby się spokojna, bezpieczna. Nie ma się kogo obawiać, bo te osoby są generalnie spokojne, nie są „narwane”, nie mają aktywnych zapędów, aby być dla kogoś kłopotem.
Nie mają może intencji, ale.. można się przyjrzeć, co się dzieje.

Prostym przypadkiem może być, kiedy nasz tato bądź mama jest taką osobą nie mającą Ducha. Ma Duszę, jak najbardziej. Jest wykształcony/a, wszystko się dzieje tak jak się dziać powinno. Ale… np. nie jest w stanie zajmować się swoim potomstwem, nami samymi. Może odnosić się do swoich dzieci w sposób konfrontacyjny. Zamiast je wspierać, może wyobrażać sobie, że jej/jego dzieci są dla niego zagrożeniem. Takie osoby mówią albo dają do zrozumienia: „jesz za dużo, obciążasz budżet domowy”, „nie dam ci pieniędzy bo roztrwonisz”, „mam dla ciebie pieniądze, ale ci ich nie dam”, „musimy ponosić wszyscy koszty twojego wykształcenia, nie zapomnimy ci tego”, itp niemiłe przytyki.
Może patrzeć na swoje dzieci jako na rywali w walce o dobra ziemskie, o władzę w rodzinie.
Jasnym jest, że dziecko wychowane w takiej rodzinie będzie miało mocno ukruszone poczucie własnej wartości, zaburzone możliwości radzenia sobie, może mieć poczucie bycia nadużywanym/ą. Zamiast bowiem być wspieranym, jako dziecko, było traktowane jako konkurencja.

Opcja „tylko ja i rodzina”

Ale nawet nie musi być aż tak ciężko, aby nie było poprawnie, aby sytuacja nie była zdrowa. Wystarczy, że taka osoba nie mająca własnego Ducha nie wspierała swojego dziecka. Ona jest spokojna, nie wadzi nikomu, swoje robi, wspiera rodzinę swoją wypłatą, nawet ciężko pracuje na rzecz celów rodziny (tego małego plemienia), ale.. już pojedynczego swojego dziecka nie widzi, nie zauważa. Co się wtedy dzieje? Owo dziecko nie jest plemieniem i mimo, że cele rodzinne mogą być osiągnięte (kupno nowego mieszkania, budowa domu, kupno samochodu), to jednak dziecko nie ma wsparcia w budowaniu swojego osobistego życia. Np. nikt z nim/nią nie rozmawia o jego potrzebach, o jego przeżyciach. Traktowane jest jak pionek, który się przestawia na szachownicy rodzinnej, i tak powinno się zachowywać.
Jego przyszłość? A kogo to obchodzi.. Jakoś to będzie, „poradzi sobie”. Osoby bez Ducha nie mają często w ogóle wrażliwości dla potrzeb drugiego, chociaż nie musi to wynikać z posiadania symbionta lub wejścia. Brak Ducha to brak odczuwania „tego kogoś drugiego”. To jakby takie urządzenie dobrze naoliwione, działające, wykonujące swoje funkcje, które poza nimi nie widzi żadnych innych potrzeb.

Dzieci z rodzin, gdzie rodzice się tak zachowują mają poczucie dużego opuszczenia, braku od dzieciństwa czegoś bardzo istotnego. Mogą przeżywać uczucie samotności. Mogą mieć trudności w nawiązywaniu związków partnerskich. Więcej, jak powszechnie wiadomo, ludzie wiążą się z kimś, kto daje poczucie podobne jak w rodzinie pochodzenia. I tak, często nieświadomie, może ich ciągnąć do partnerów, którzy będą również tak się zachowywać – mogą sami nie mieć Ducha bożego na pokładzie. Mogą być aktywni, atrakcyjni, przedsiębiorczy, a .. tam głęboko jakaś dziura.

Opcja „los zza grobu”

Może być też bardziej skomplikowany przypadek.

Jeśli bowiem mamy takie osoby w rodzie, jeśli mają karmę, a zwykle mają, to nasza Dusza może ciągnąć od nich tą energię karmiczną i .. przeżywamy nieświadomie to, co oni nie dokończyli przeżywać. W nomenklaturze ustawień hellinerowskich byłoby to nazwane, że „próbujemy dożyć to”. Ale, jako że robimy to nieświadomie, to:

nie wiemy, że przeżywamy czyjeś dawne losy
możemy nie chcieć tego, co przeżwyamy, bo możemy mieć inny pomysł na życie
możemy nie mieć środków czy nie znać sposobów na proste wyjście z tej sytuacji

Zresztą takie przeniesienie karmy na potomstwo może dokonywać się niezależnie od tego, czy ktoś miał Ducha czy też nie. Jednak brak Ducha powoduje, że te przeżycia są bardziej bezwzględne. Tak jak postawy ich pierwotnych posiadaczy.

Brak możliwości zmiany

Po tym, co poczytałem w HD że nie mamy możliwości zmiany siebie/innych, trochę mi się przetkało w zlewie.

A dzisiaj jeszcze się bardziej przetkało na żywo jak posłuchałem jak bezrefleksyjnie ktoś wykorzystuje inne osoby, ich pieniądze, wiedząc, że to robi. Zero współczucia. I to osoba bez kr. Ale z narcyzmem. Ja wskazuję, że ta pani nadużywa inne osoby i używa ich pieniądze, które mogliby przeznaczyć na inne cele a nie dla tej pani, ale to nie robi żadnego wrażenia.

Jak to moja znajoma określiła te osoby w towarzystwie: „czuć gdy nie ma w tym Ducha” (sztywność postawy, płaskie puste rozmowy, niewrażliwość, brak współczucia).

Zero współczucia i .. brak możliwości naprawy. To odczułem wibracyjnie.

Chodzi o to, że wobec tych ludzi miałem (mam jeszcze podświadomie) przekonanie, że jest szansa na „ich zmianę”.

Oczywiście mając białe wzorce, chciałem „naprawiać cały świat”, zwłaszcza tych krnąbrnych, zwłaszcza tych bez współczucia. To też miała moja Dusza w swoich postawach, w karmie, jak przychodziła na ten świat tym razem.

Jeśli te osoby mają Duszę i Osobowość (obie od Półbogów, zrobione przez nich, i wysłane do życia w Wewnętrznym Świecie), ale nie mają współczującego Ducha, to będą sobie tu żyć jak takie marionetki. Wykształcą sobie Osobowość w szkole, dostosują się do świata, zsocjalizują. Będą miały ego, za pomocą którego będą starać się o siebie, a nawet czasami o siebie walczyć. Osoba będzie jak każda inna. Nie do odróżnienia. Owszem, mają pełny status człowieka, pełne prawa człowieka. Będziemy mieć z nimi relacje, uczucia wobec nich, oni wobec nas.

Jednak jako Duch – tu ich nie ma, bo nie mają Boskiego Ducha, a jakieś tam połączenia z Archontami i na tym „jadą’.

Obserwuję ich mocno w bliższym i dalszym otoczeniu, i nie zmienia się ta obserwacja przez dziesięciolecia.
Jednak do tej pory nie sądziłem, że sprawa jest aż tak dramatyczna, no, może nie tyle dramatyczna, bo to żaden dramat, to tylko realność taka jaka jest. To tylko moje przekonania dostały po głowie.
Te wszystkie „wszyscy są sobie równi”. Gdzie równi, jak mamy Dusze o różnym wieku, i to sporo. Jak są różne pochodzenia Dusz. Jak mamy różne obciążenia. Dodatkowo teraz – jak nasze Dusze mają różne podłączenia do Ducha – wielu nie ma podłączenia bezpośrednio do Boga…

Jedynie co się zmienia, to moja naiwność – ta maleje.
Już nie chcę się poddawać pod owe „bioroboty”, wytrzymywać ich bezwzględne postawy, które są oporne na uczenie się, na refleksję.
Przez lata byłem naiwniakiem, tłamsząc mojego Ducha w imię lojalności wobec rodziny, szkoły, itd. Wobec ludzi, którzy – jak się okazuje może w ogóle nie mają pojęcia co to jest Duch?

Pusto w środku

Ta odporność na refelksję i brak współczucia pięknie pasuje do samej Duszy bez Ducha.

Nic nie trzeba z tą sytuacją na zewnątrz mnie robić, to wiem, nie trzeba się wysilać, aby ją zmieniać. Bo się nie da.

Ale do tego potrzebuję mieć argumenty, bo tak „na wiarę” to się niemal nic we mnie nie uruchamia. Nawet zaprzestanie działania.
Jeśli mam coś robić, albo przestać, to potrzebuję argumentów.

Ja bardzo chciałem te osoby zmienić. Bardzo chciałem widzieć ich jako „człowieczych”, „ludzkich”, pełnych miłości i współczucia.
Myślałem, że jak się odpowiednio mocno postaram, jak będę dla nich wystarczająco „dobry”, to ta zmiana zajdzie.
Ale nie zachodziła – w żadnym przypadku.

Poddanie się pod wyroki, pod przekonania tych osób bardzo mi zaszkodziło. Zaszkodziło mojemu Duchowi i mojemu działaniu z jego poziomu. Zmanipulowało mnie tak, abym nie działał z pozycji mojego Ducha, abym bardziej był poddanym, czy nawet niewolnikiem.

Uważałem, że powinienem wobec nich być współczujący, to „uruchomię” u nich to współczucie, tą refleksję.
Ale .. w żadnym przypadku się tak nie stało, mimo, iż się starałem.

Wygląda na to, (i jest to mocno fantastyczna hipoteza) że mogą być to „manekiny”, rodzaj istot, które są nam podesłane, abyśmy „się przejmowali” nimi, ich zachowaniem, ich reakcjami, ich przeżyciami, chociaż.. oni w ogóle za tym nie tęsknią.., chociaż oni w ogóle o to nie dbają.
Ale moje dbanie, współczucie, energia w to włożona tam właśnie idzie. I to nie w sposób „zwykły”, ale właśnie wzmocniony, jakby dlatego aby „im pomóc”.
A tu może okazać się, że właśnie to jest duży błąd, i że nie mam starać się ich zmieniać, tłumaczyć (ile ja się niektórym ludziom natłumaczyłem za czasów prowadzenia bloga – i wiadomo – nic z tego). Mam się zająć sobą, swoimi interesami i mieć na tamtych spokój.

>czy ich kochamy? bo jeśli kochamy to zostawimy ich w spokoju, nie chcąc ich zmieniać,
Tu właśnie był mój największy problem – ja ich kochałem i właśnie z tego powodu chciałem im pomóc „się zmienić”. Czyli były to białe wzorce w czystej postaci.

Oni starają się jak mogą, trzeba to przyznać – to jest ich życie. Ale niestety.. nie mają w sobie tego, co ja czuję.
I – jak widzę z wieloletniej obserwacji – mieć tego nie będą.
Można to powahać wahadłem.

To jest jakby argument dla mnie do rezygnacji z białych wzorców, z potrzeby poprawiania ludzi.
Zwłaszcza tych, których tak bardzo chciałem poprawić.
Jeśli są skreowani jedynie na potrzeby Wewnętrznego Świata to mają energie, ale nie mają Boskiej Esencji, a mają esencję archontów.

Duże dla mnie przeżycie.

(Dla osób, którym nie wystarcza taki opis, blogger „treborok” ma propozycję nieco ostrzejszą, ale chyba mniej ma poczucia bezpieczeństwa przy tym. Dodatkowo nie ma tak konkretnych opisów, mówi o „braku Duszy”. Dusze mają te osoby, jak najbardziej, bez Dusz to byśmy od razu poznali, że to jakieś Zombie, ale nie ma takich ludzi wśród nas.. natomiast są osoby bez głębi wewnętrznej, czyli bez Ducha. I tych bardzo trudno poznać, bo są tak do innych podobne.

to stamtąd był ten cytat:

„Większość Portali Organicznych nie ma skłonności do łamania prawa, faktycznie w większość nie ma żadnych innych realnych skłonności niż realizacja (..) normy społeczne, takich jak pieniądze, kariera, seks, małżeństwo, sława oraz wielu innych „ideałów”, do dążenia których wszyscy jesteśmy zachęcani od najmłodszych lat.

Reklamy