Ludzie Ziemscy


[ten tekst jest kontynuacją poprzedniego]

Czy niektórzy ludzie nie mają Ducha?

Czy tylko mają w ciele inkarnowaną Duszę?

A Duch jest tylko zbiorowy, wspólny dla iluś osób na raz, z którego wszyscy z grupy korzystają?

Tak może być.

Podobnie mają zwierzęta niższe, które mają Dusze Grupowe. One nie mają aż tak bardzo rozwiniętego osobistego wcielenia, jednak jak zbiorą się w grupę, to czuć, czasami dużą, ich Duszą Grupową.

Kiedyś widziałem szpaki objadające drzewo czereśniowe, to w ich całej chmarze zauważyłem potężną Duszę Grupową. Była ona co najmniej zdegustowana, oburzona, trochę rozgniewana, urażona tym, że się ją (w osobie chmary szpaków) przepędza z tego drzewa i nie daje się nasycić soczystymi owocami.

Tak występuje Dusza Grupowa jako „wyższa instancja” nad istotami – zbiera ona, grupuje wiele pojedynczych planów życiowych, osób pod swoimi skrzydłami. I roztacza nad tymi istotami (tu – szpakami) opiekę, daje im cele z duchowego świata i wspiera w ich realizacji.

Małe zwierzęta, a zwłaszcza stadne mają Dusze Grupowe. Chociaż i osobiste Dusze też mają, ale stosunkowo mało rozwinięte, skąd też pochodzi ich stadny sposób życia.

Duże zwierzęta najczęściej mają Dusze osobiste. Przykładowo duże psy, wieloryby, konie, słonie, żyrafy i te, które się często wspomina w kręgach duchowych, czyli delfiny.

Co ciekawe w Polsce nie ma aż tak dużo takich zwierząt żyjących na wolności, a łączność ludzi z naturą jest dosyć licha. Tak jakby kontakt z naturą był w jakiś sposób umacniany przez te duże zwierzęta. Są one dla ludzi czymś w rodzaju ogniwa łączącego nas z Naturą, z Ziemią – są bliżej natury niż my.

Zastąpienie koni w gospodarstwach ciągnikami dało także odsunięcie ludzi od środowiska przyrodniczego, przez mechanizację, ale też – z czego mało kto sobie zdaje sprawę, przez sam brak kontaktu z końmi. Koń był tu takim ambasadorem naturalności. Krowy podobnie dawały takie „ziemskie umocowanie”. To przez nie, przez zajmowanie się nimi na codzień ludzie byli byli bliżej swojego środowiska naturalnego.

Obecnie młode kobiety bardzo ciągną do koni, jeżdżą na nich. Ciągnie ich do naturalności, ziemskości, łączności z nieokiełznaną, nieprzetworzoną naturą, którą konie reprezentują. Bo tego brakuje w ich ucywilizowanym życiu.

horse1

Psy czy koty, jako zwierzęta żywione bezpośrednio przez człowieka, nie pasące się, lgną ku niemu, nie stanowią tak istotnego łącza do świata natury.

Tyle opowiedzieliśmy o Duszach Grupowych i łączności z „dołem”, z uziemieniem. Z dołu pochodzi środowisko, w tym także i Dusza [„Oświecenie jako zjednoczenie”].

Coś wyżej

Natomiast jest jeszcze „coś wyżej”, tym czymś jest Duch.

Bez Ducha, bez opieki Ducha nie można w pełni swoich potencjałów żyć, a jeśli już są takie istoty, to są powiedzmy, ułomne, widać, że coś jest mocno z nimi nie tak. Np. atakują inne istoty, albo je wykorzystują. Przykładem może być ciemna strona. Dlaczego jest ciemna? Bo nie jest oświetlana jasnością, świetlistością Źródła Życia, Źródła Istnienia (to kolejne z wielu imion Boga).

Tak samo ludzie z krokodylami są wg. mnie nie tyle „bogatsi”, co właśnie ułomni. Owszem, mają połączenie z Duchem, ale z Duchem krokodyla, czyli z Opiekunem. Nie jest to jednak Duch Boży (od Źródła). Opiekunowie są oddzieleni od Źródła, dobrze „grają rolę Boga” dla nosiciela symbionta. Ale sytuacja jest patologiczna.

Istota może się zaprzeć nogami i nie chcieć przyjmować światłości i jasności.

Innym typem oddzielenia od Ducha Boskiego jest sytuacja naturalna – istota jakaś (np. kot albo człowiek) nie ma osobistego Ducha, a ma Ducha, ale ma Ducha działającego w niej poprzez Duszę Grupową.
Jest więc trochę „dalej” od Ducha. Ma z nim połączenie poprzez Duszę Grupową, ale ma. To też daje cechy, o których tu mówimy. Brak Ducha daje sztywność, działanie sztampowe, „na wzorcach”, brak zainteresowania drugim człowiekiem, brak ciekawości świata, dociekania, egoizm (ale nie w takim stopniu jak obciążenia typu np. symbiont). Ludzie bez Ducha nie mają empatii, współczucia, serdeczności, mają zaś lekką bezwzględność zupełnie bez świadomości że takimi są.

Jak powiedziałem, opieka Ducha może być albo grupowa, albo osobista (wtedy Duch jest wcielony).

Jednak z powodu, że Duch jest o wiele wyżej niż Dusza, to częstość występowania indywidualnego Ducha jest mniejsza. Częściej mamy do czynienia z osobami podłączonymi do Ducha grupowego. Przynajmniej wiele przekazów tak mówi. A i jak popatrzeć wokoło dobrze, to można zobaczyć.

Osoby, które tu nazywam Ludźmi Ziemskimi – mają podłączenia do wspólnego dla wielu Ducha, i w tym Duchu żyją sobie.

Osoby zaś, które by można nazwać Ludźmi Ducha mają sami (już bezpośrednio) Ducha osobistego, inkarnowanego.

Ostatnio, od poprzedniego artykułu [link], dużo myślę o tym całym temacie, ponieważ jest to poważna sprawa – z powodu swojej obszerności.
Jeśli tak dużo ludzi „nie ma Ducha”, to jak to jest?

Można powiedzieć – niesprawiedliwość.

Można powiedzieć – to jak to tak, to tak nie może być.

A może właśnie jest?

Bez Ducha – niedoróbka?

Domyślam się, że wiele osób sobie wyobraża takiego „człowieka bez Ducha” jako kogoś upośledzonego, ułomnego w jakiś sposób. Zwłaszcza chyba łatwo sobie wyobrażać ułomnego intelektualnie. Że czegoś nie zrozumie, że czegoś nie będzie w stanie pojąć.
To jest prawda i nie jest jednocześnie.

Bo wobec spraw ziemskich, praktycznych, a nawet spraw w obrębie psychiki – uczuć, odczuć, przeżyć – to taki człowiek jest jak najbardziej sprawny. Jeśli ma kochać – kocha (a przynajmniej ma pociąg, pragnienia, uczucia). Jeśli ma się smucić, to się smuci. No, może trochę mniej, niż ten z Duchem.
Jeśli ma zabawę, to się bawi. Co prawda, jak widzę, to trochę sztywno się to odbywa, tak „ziemsko”, jego ciało się bawi – to pewne. Ale Duch? No nie bardzo, bo go właśnie tam nie ma.

Próbuję rozpoznawać Ludzi Ziemskich, i jest ich stosunkowo dużo. Niewielu jest tych z Duchem, których można nazwać „Duchowymi”. Którzy mają potencjał na przebudzenie duchowe.  Ci z takim potencjałem mają głębsze przeżycia, ale za to mniejsze umiejętności realizowania się na płaszczyźnie fizycznej, w materii.

Coś za coś.

Jeśli Ziemscy uważają działania w materii za „wszystko co jest”, to im owe działania przychodzą w miarę naturalnie. A co istotniejsze – nie widzą czegokolwiek „poza” materialnymi, przeżyciowymi, emocjonalnymi, uczuciowymi obszarami. Uczucia wydaje się, że są dla nich szczytem możliwości.

Duchowość? Dla Ziemskich jest ona zrównana z religijnością. I wszystkich wokoło tego nauczają.. nierzadko stosując mocne presje. Nauczają religijności za pomocą presji także te osoby, które mają Ducha inkarnowanego, i ich duchowość jest zupełnie inna – zindywidualizowana. Co oczywiście daje duże cierpienie tym ludziom z Duchem..

I kto wie, czy właśnie owa religijność, odprawianie i wykonywanie odpowiednich obrzędów religijnych wydaje się dla Ludzi Ziemskich spełnianiem się w obszarze duchowości.

Pewnie, linkują do półbogów i cali szczęśliwi, że się im to udało.

Z Duchem nie jest tak lekko

Sam tak w dzieciństwie miałem, że przyjąłem „na wiarę”, że wykonywanie religijnych obowiązków było wystarczającym działaniem. Zresztą sam kościół także to tak dzieli – „cywile”, czyli „osoby niekonsekrowane” wykonują powszechne obowiązki religijne i niczego więcej się od nich nie wymaga.
Natomiast „jak ktoś chciałby więcej, to potrzeba iść dalej”, i nic jakby dziwnego w tym nie było. Ale nikt nie tłumaczył „dlaczego” taki przesiew miałby być dokonywany – ot, „na potrzeby kościoła”. A nie z powodu różnej konstrukcji wewnętrznej.

Według Human Design trochę jestem heretykiem (5 w HD), a w dużej części analitykiem (1 w HD) to wybrałem trzecią drogę, osobistą. Nie zgadzałem się z tamtymi sztywnymi określeniami i ustaleniami. Są osoby, także z Duchem, którym to odpowiada, a przynajmniej nie odrzuca ich to.
Ja jednak sam poszukiwałem, wierciłem w tej duchowej materii.

Tak badałem psychologię, tak poszedłem na sesje Rebirthingu, potem Regresingu.

Myślałem, że „jestem zepsuty”, bo w sumie sporo cierpiałem. Ludziom z Duchem można by przypisać cudne życie, bo przecież „mają Ducha”, jednakże gdyby jeszcze tak nie cierpieli..

Bo nie posiadanie Ducha tylko bycie przyłączonym do swoich Stwórców Dusz jako Duchów Prowadzących daje dosyć dużo spokoju duchowego. W samym człowieku nic się jakoś mocno duchowo nie dzieje, nie miele. Nie ma przewalanki duchowej.

Wspieranie aktywności grupowych

Na pewno niektórzy Ludzie Ziemscy są bardzo aktywni w Duszy. Jak najbardziej. Zwłaszcza jak ich Dusza, czy jak ich Osobowość są aktywne bądź ambitne. To mogą tutaj na ziemi próbować mocno się zaakcentować, mogą próbować osiągać wiele różnych spraw osobiście, jako „Jan Kowalski”.

Te osoby są „podpięte” pod różne idee, pod różne aktywności grupowe i rozwijają swoje życie na tych torach. Dajmy na to, chce taki ktoś, jako członek zespołu sportowego wygrać zawody. To chodzi na treningi, spotyka się z podobnymi do siebie sportowcami i ćwiczy tą dyscyplinę sportu godzinami. A jak nie ma takich możliwości? To chociaż spotyka się z kumplami i kibicują swojej ulubionej drużynie (zwykle lokalnej). Chodzą na mecze, mocno akcentują swoją lojalność. Ale Ducha w tym nie ma – bo Duch jest wolny, także od lokalności. Duch jest wolny od przypisania lokalnego.

Taką największą aktywnością, która „dosięga wszystkich” jest prokreacja. Jesteśmy bowiem mocno pokodowani przez Anunaków, aby się płodzić, aby być dobrymi robotnikami na ich usługi. Więc nasze ciała buzują od młodości, od pokwitania od hormonów. Presjują nas ile wlezie, aby mieć dzieci, aby mieć parę, niezależnie czy to jest dla nas istotnie korzystne na wielu poziomach. Najważniejsze, że „będzie dziecko”..
To zapewniało Anunakom wzrost liczby pracowników. A my nad tym nie mamy kontroli i wiele osób cierpi z tych przymusów, najczęściej dlatego, że już wyewoluowali i tak prymitywne pobudki nie są ich jedynymi.

Nie filozuj!

U tych Ludzi Z Duchem są dodatkowe sprawy do opracowania, jest przewalanka duchowa. Oprócz mielenia się tematów na poziomach ciała, energetyki i psychiki, są jeszcze przeżycia na poziomie samego Ducha, czyli ponad poziomem atmanicznym. Wiele osób nie zastanawia się niemal w ogóle nad sprawami duchowymi. Są dla nich dziwactwem, czymś nie do pojęcia. A tych nielicznych, którzy mają duchowe tematy „na tapecie” mogą nazywać „wiejskim filozofem”. Jest to określenie poniżające, ponieważ osoba Ziemska chcę sobie zapewnić komfort bycia z tamtym kimś. Dlaczego na tamtego miałaby się patrzeć jako na kogoś obdarzonego jakimiś specjalnymi zdolnościami, talentami? Nie, zdołuję go trochę, chociaż w swojej świadomości, to od razu będzie mi raźniej.

Osób Z Duchem wydaje się być mało. Ci drudzy zaś bardzo mocno pilnują, aby ci z Duchem nie mieli oni żadnej przewagi. Żeby „nie podskakiwali”: lepiej jest nie widzieć tego Ducha, z którym nie wiadomo co począć. A jeśli już, to żeby się trzymali swoich gett – zakonów, ośrodków kultu duchowego. Poza nimi jest świat ziemski i tak ma pozostać. Jeszcze chyba tylko w kulturze Indyjskiej w tak masowy sposób jest doceniana duchowość i można tam dostać wsparcie z samego tylko faktu zajmowania się duchowymi obszarami. Reszta świata mniej lub bardziej akceptuje czy toleruje istnienie duchowości, ale też wstawia ją w konkretne ramki.

Nie rozmawiam o tym, bo to trudne

Obserwuję ludzi. Nie jest dużo osób które sobie dają radę z psychiką. A już realne (nie religijne) podejście do Ducha jest jak najbardziej rzadkie.

I tak właśnie, niezmiernie rzadko osoby mające inkarnowanego Ducha same są świadome tej swojej cechy. Nikt o tym nie mówi. A to, że inni owego Ducha jednostkowego nie mają – to chyba jest już tabu.

No bo jak tyle ludzi może żyć, a nie mieć Ducha?

To jest pojęcie materialistyczne, zgodne z tym „co widać”.
A to, co widać niestety nie jest jedynym wyznacznikiem naszego świata.
To jest tylko pewien pogląd z jednego poziomu.

Gdy jednak rozszerzymy postrzeganie, gdy nazwiemy sobie ileś warstw rzeczywistości, gdy uświadomimy sobie, zobaczymy tego i owego kogoś, jak jest zbudowany duchowo – to pogląd materialistyczny nagle dostaje drgawek i sypie się jak samochodowa szyba na kawałeczki. I trzeba zbierać ową dezintegrację i budować na nowo kolejny ogląd rzeczywistości, już nie tak prosty. Ale za to bardziej przystający do realiów.

Nauki, jakie otrzymaliśmy na religii już okazują się popłuczynami dawnych legend czy historii. Chrześciańskie korzenie tkwią w.. dziedzictwie panów-najeźdźców „z nieba”, Anunnaków. {zob. książka „Latające smoki i węże” pdf} I logicznym wydaje się, że podtrzymywanie tych przekonań, postaw jest jednoznaczne z umacnianem poddaństwa duchowego.

Nie trzeba oczywiście tego robić. Wiele szkół i kierunków duchowych samo tłumaczenie uznaje za niepotrzebne a nawet szkodliwe.
„Masz się oświecić, reszty nie dotykaj”.
Ale co to ma być za oświecienie? Na jakich jakościach i energiach? Czego ma dotyczyć, ma być realizacją jakich obszarów? Tego niemal nikt nie mówi.

Przykładowo, buddyzm. Zdziwieni? Tak, ten sam buddyzm, który tak łatwo uzyskuje dostęp do środowisk akademickich „nie będąc religią”.

Gautama Siakjamuni nie odpowiadał na pytania dotyczące budowy Wszechświata (także duchowego Wszechświata). Nie dlatego, że by nie miał nic o tym do powiedzenia. Ale mówił, że uczniowi nic z tego nie przyjdzie w obszarze jego osobistego uwolnienia. Ma raczej praktykować, a nie (można by powiedzieć) „zajmować się głupotami”.

Sam Budda Siakjamuni miał więc w nosie procesy Duszy swoich uczniów. Ja jednak nie zgadzam się z nim, uważam, że odkłamanie pozornych a uporczywych nauk daje o wiele więcej możliwości i swobodę wewnętrzną. Daje rozszerzenie świadomości.

Zen, jako drugi przykład, także nie tłumaczy niemal nic. Ja więc o nim też nie będę się tu wiele rozwodził.

Cel jest na zewnątrz!

Ludzie Ziemscy nas otaczają, w miastach są wszędzie. Są bardzo praktyczni, dajmy na to mamy plebiscyt na „Słowo Roku” na stronie Słownika Języka Polskiego. Jakie mamy kategorie podsuwane nam do wyboru? Mamy słowo i mamy je zakwalifikować do jednego z działów:

Administracja Państwowa
Budownictwo/Geodezja
Doradztwo/Konsulting
Energetyka
Farmaceutyka/Biotechnologie
Farmacja
Finanse/Ekonomia
Geologia/Hydrologia
Grafika/Kreacja artystyczna
Hotelarstwo/Turystyka

.. więcej nie będę wymieniać, ponieważ pewnie domyślacie się o co chodzi.

Tu nie ma miejsca na samopoznanie. Na sferę odczuć. Na samoświadomość. Życie toczy się „na zewnątrz” człowieka. Tak właśnie mają ludzie bez Ducha.

Jak taki ktoś mówi o przeżyciach, to mówi co widział, gdzie był, gdzie przejeżdżał, z kim się witał. O swoim wnętrzu się nawet nie zająknie.

Jeśli spytać go o przeżycia wewnętrzne, to będzie mówić co go boli. Fizycznie – „kostka mnie boli, bo się łupnąłem nogą o krawężnik”.

Jeśli ma relację z kimś, to koncentruje się na zewnętrznych sprawach: kto gdzie poszedł, co powiedział. Kobiety bez Ducha, jako że bardziej emocjonalnie nastawione, będą doszukiwać się znaczeń tego, co zostało powiedziane. „Co to oznacza dla mnie?” „Czy on mnie kocha czy nie?” Ona tego nie czuje, więc się mocno zastanawia!!! Czy to, że mi powiedział (to zdanie) to mam rozumieć, że on chce ze mną być?, czy może że już nie chce i lepiej jak najszybciej szukać sobie innego?

Ludzie ci owszem, zastanawiają się, jak najbardziej! Ich umysł działa świetnie. Ale zastanawiają się dlatego, żeby wiedzieć co można po kimś oczekiwać, zewnętrznie. Cel jest na zewnątrz.

Tak świat postrzegają ludzie Ziemscy.

Ich wartości, ich zainteresowania – to obszar zewnętrzny. Coś „w sobie”? O, tam nie należy nawet spoglądać! Tam jest coś zawiłego, czego nikt nie rozumie. Nikt – czyli oni sami nie rozumieją, i ich to też ani nie pociąga ani nie obchodzi.

Także i u innych – nie obchodzi ich co się w środku drugiego człowieka dzieje. Narcyzm – lekki, jak najbardziej..

Można z nimi jak najbardziej rozmawiać o pogodzie, o pracy – ich pracy. Bo już o czyjejś to mają marne zainteresowanie.

Nie interesuje się za to jak się innym ludziom powodzi, a jeśli nawet to nie po to aby im jakoś pomóc, ulżyć ich życiu. Może mu przychodzić zazdrość o zasobność tego kogoś. Bo jeśli tamten np. pomaga w wolontariacie – to osoba bez Ducha może uznać, że to jest jakiś frajer. Ale „na Owsiaka” da, jak najbardziej! Bo to przecież prestiż, bo to wszyscy dają (Dusza Grupowa daje, to i ja też!).

Jeśli już komuś chce pomóc, to – zgodnie z wzorcami prokreacyjnymi – chce pomagać swoim dzieciom. I robi to, a jakże.

Hormony go dobrze i mocno do tego kierują. „Dobrze się czuje”, bo ma wyrzut hormonalny i dobre samopoczucie w ciele, jak pomaga córce czy synowi.

Jak taki ktoś może osiągnąć wgląd duchowy? Wygląda to na niemożliwe.

Jednocześnie jest jak najbardziej człowiekiem, ma dowód osobisty, prawo jazdy, samochód pod domem. Jest zorganizowany, punktualny, odpowiedzialny.

Nie ma to nic wspólnego z oceną. Jest to tylko opis. Wiele osób jest zafiksowanych na tym, że jeśli o kimś mówimy, to trzeba od razu mówić, opowiedzieć się, czy nam to się podoba czy też nie. Czy ten ktoś, o którym mówimy „jest dobry”, czy też „jest niedobry”.

Ale to, że jest inny, to akurat mało go obchodzi. Dlaczego? Bo osoba chcąca oceniać, choćby spodziewająca się tego, zafiksowana jest na poziomie buddialnym, poziomie wartości, poziomie „dobra czy zła”. „Zganić czy pochwalić” – to też ciągle i z uporem poziom buddialny.

Dla osób z linii ewolucyjnej [link] jest to poziom bardzo wysoki. (Linia ewolucyjna to inne rozróżnienie)

Dla Ludzi Ziemskich poziom buddialny jest poziomem „kultowym”, fascynującym, dającym tyle nadzieji! Jeśli komuś powiemy, że „źle robi”, to ma się natychmiast poprawić!
Kolosalny wpływ dziesięciu przykazań skąd pochodzi? Z tego, że popadł na tak podatny grunt buddialny u ludzi ziemskich, u linii ewolucyjnej.

„Ja go widzę i go oceniam i go skazuję!” O, jak ta postawa się Duszom podoba! Te wszystkie bitwy („bo my mamy rację!”), te „odwdzięczenia się”, te „damy im za swoje” to ciągle poziom Dusz i zafiksowanie się na nim. Ta polityka wraz tymi nienajwyższej jakości politykami (bo wybory demokratyczne są wyborem przeważającego, acz ambitnego średniactwa).

Jak wyjść zatem ponad buddialne ocenianie, jeśli przeważające siły ludzkie tkwią przy swoich Duszach? Jeśli nie uruchomi się ich Duch i nie wychodzi ponad ten poziom?

Czy nie mieli mówione o Duchu? O miłości? O przebaczeniu i o braterstwie?
O, oczywiście nie raz mieli to mówione.
ALE, mają na bieżąco tylko swoją osobistą Duszę, a Ducha nie mając – nie mogą skorzystać z jego możliwości „wyjścia poza” układ ziemski. A nawet nie potrafią siebie zobaczyć, więc nie potrafią poza siebie wyjść.

Oj tak, myślałem wiele razy, że ci ludzie „mają takie potencjały, ale ich nie realizują!”
Ale.. myślałem po sobie. Oceniałem innych po sobie.
Jeśli my mamy jakiś potencjał to i od razu nawykowo sądzimy, że inni też go mają.

Najgorzej właśnie jest, jeśli go nie mają. Bo – tak jak ja – można się latami męczyć myśląc źle o innych ludziach.

A im większe wymagania wobec innych, i większe niezrealizowanie owych wymagań, tym większa frustracja.
Stąd też właśnie te moje poszukiwania i te moje artykuły.
Czułem się mocno sfrustrowany (i nadal to czuję, nadal tego jeszcze nie przepracowałem).

Ale już widzę, dlaczego tak się czułem sfrustrowany.
Nie przyjmowałem do wiadomości realiów.
Czemu?

Ponieważ były aż tak dziwaczne, aż tak inne od tradycyjnych przekonań i nauk, w które wierzyłem.

Dopiero mocne pogrzebanie w ezoteryce daje mi obecnie szansę na odkłamanie tych postaw, które przyjąłem, a na bazie których byłem źle, nieprzychylnie nastawiony do innych osób. Jak sami widzicie, wyniki tych poszukiwań same są „jak z kosmosu”, ale bardzo mocno pasują do realności.

Zombie

Tu myślę dobrze pasuje temat o zombie, tak popularnym micie, jak to się nazywa – „legendzie miejskiej” z USA. Aktywuje się „toto” w okresie wspominania śmierci, czyli amerykańskiego Haloween.

Zombie w wyobrażeniach ludzi są bezwzględne, nienawistne i krwiożercze. Nie mają odczuć i nie borą pod uwagę różnych rzeczy, tylko się rzucają i atakują żywych ludzi.

zombie-15

Generalnie taka sylwetka jest antypatyczna.

Można powiedzieć, że mit zombie jest emanacją, projekcją zbiorowej nieświadomości amerykanów. Coś „wycieka” z ich umysłów, Dusz, co generalnie nie ma dostępu do zwykłej kultury. Jednak w okresie jesiennym na tyle mocno współgra z aurą i pogodą, że trudno się temu oprzeć.

„Bez serc, bez Ducha, to szkieletów ludy” – można by zacytować Mickiewicza. I dokładnie, jakby się wzorując na tym zdaniu z Amerykanów wychodzi obraz – właśnie, czego? Co zombie sobą przedstawia?

W moim oglądzie można przyjąć, że to, co mówił Gurdżijew – przedstawia sobą człowieka z lekko tylko uruchomionym ciałem eterycznym (kłopoty zdrowotne) i jedynie z Duszą (brak współczucia, chęć atakowania innych, bezwzględność). Są jak roboty – brakuje łączności ze Źródłem, nadzieji, jest rozkład. A przynajmniej jest to tak przedstawiane, wyolbrzymiane. Ta przesada ma na celu wskazać istotność tego przekazu. Ci ludzie nie są realnie tak poranieni, oni wiedzą, że się bawią, jest to rytuał ludyczny, ludowego mistycyzmu. Ludzie sami, ich Dusze pokazują obraz jaki w sobie noszą, jak siebie postrzegają.

zombie-27

Osobowości wiedzą, że to zabawa. Ale już Dusze traktują to poważnie.

Jak dla mnie jest to krzyk umęczonych, umęczonych Dusz.

W marszu zombie jest coś z cierpienia Jezusa pędzonego batami na Golgotę. Osobowość będzie to cierpienie minimalizować, tuszować. A Dusza pokaże realność swojej codzienności, mimo zasłony, mimo tłumaczeń sobie, „że jest dobrze”, które Osobowość przywdziewa.

W wielu przypadkach ci ludzie pokazują na planie fizycznym jak wyglądają ich aury, ich Dusze – poranione, pokrzywdzone. Człowiek z ciała fizycznego jest dosyć mocny, żyje ileś lat, mimo chorób. Jednak jako istota na wyższych planach – nie jest oszczędzany, i nie pielęgnuje się tych wyższych planów. Zarówno świat, pracodawcy, jak też i w rodzinie nie robi się tego. A i istoty niewcielone też się dokładają do braku dobrostanu, czy wręcz do niszczenia ludzi. Efekty z poziomu subtelnego widać w Halloween.

To jedno – poranienie, wręcz na skraju śmierci.

Ale drugi aspekt też widać – „nieludzkość”. Tu można zrobić właśnie odniesienie do Ludzi Ziemskich.

Marsz zombie pokazuje: jesteśmy ciałami i Duszami, brak nam Ducha.

Na wielu obrazkach przedstawiających zombie można wykryć jawny demonizm (ciemną, nienawistną energię, bezwzględną, agresywną i zadowoloną z własnej działalności). Tłumaczy się to zabawowo, że jest to wyrażenie, wyswobodzenie istniejących pragnień w formie społecznie akceptowanej – na Hallowen. Jak Ducha Boskiego nie ma, to inne Duchy stąd czy stamtąd mogą zawłaszczać, negatywnie inspirować takie Dusze. Oto skąd taka popularność brania symbiontów. Osoby bez osobistego Ducha nie mają wewnątrz siebie mocnego przekonania, że „jest jeden Bóg” (czyli jest jedno Źródło, bardzo wysoko i jest ono bardzo czyste). Mają przekonanie, że są półbogowie – stwórcy naszego wtórnego świata. I że tu, do nich należy się udawać po wskazówki. Tak jak niegdyś, za PRL władający Polską udawali się na Kreml po wskazówki do „radzieckich towarzyszy”.

 

Jak najbardziej jestem skłonny dać wiarę w przekaz. Widać w nim cechy, jakości: bezwzględność, nieczułość i jakieś takie zadowolenie. Oprócz jawnego demonizmu, mamy jednak coś jeszcze – właśnie „bezduszność”, a właściwie brak Ducha.

Brak Ducha jest subtelną różnicą, tak jak już mówiliśmy. Nie widać tego „na ulicy”, zwłaszcza jeśli się nie wie, że istnieje takie zjawisko. Jednak gdy się wie o nim, można sobie odpowiedzieć, czy dany ktoś właśnie tak ma?

Ludzie Ziemscy są pełnoprawnymi członkami społeczności, tworzą ją, jednak nie mają osobistego „uruchomienia” z Ducha (inkarnacji osobistej), a podpięcie Duszy pod Duszę Grupową, a dopiero ta pod Ducha (zob. obrazek na początku). Tu taki typowy „marsz zombie”, który wywołuje najwięcej przestrachu (kontrolowanego, jak najbardziej) jest właśnie grupowy – oto porusza się pokracznie naście takich pokracznych jednostek. Czy jest to wołanie o dobre traktowanie przez siły wyższe na Ziemi? Czy Dusze się przez to tak właśnie skarżą – „zobaczcie jak nas urządzili ci od Matrixa!” ? Mówią jakby „jesteśmy tak bardzo poranieni, bliscy śmierci. I żądni odwetu.” To wszystko pasuje jak ulał do Dusz, podpiętych w oszukańczy sposób pod jakieś źle życzące „duchy opiekuńcze” przesiąknięte ciemnymi energiami.
Jest to też wskazanie do braku Ducha – Duch bowiem ożywia, daje jasność, świetlistość, życie.

Ludzie z Duchem

Żeby zrównoważyć ten przekaz można powiedzieć, że osoby, które „ciągnie do Ducha” mają tu szansę, aby zrealizować swojego Ducha na ziemi. Inne święta, blisko po Halloween, wskazują tryumf światła nad ciemnością – Boże Narodzenie. Wskazują na moc Ducha, która się pojawia nawet w najciemniejszą (najdłuższą) noc przesilenia zimowego.

Tu symbolika jest jasna, radosna – na nowo rodzi się nadzieja na kolejny świetlisty rok. Kto ma połączenie z Duchem Boskim odczuje tu wspomnienie o nim.

christmas

Nie dotyczy to tylko ludzi z Duchem osobistym. Dotyczy to wszystkich, ponieważ czy bezpośrednio, czy pośrednio wszyscy jesteśmy emanacją Boskiego Ducha. Jeśliby ktoś/ coś nie miało takiej jakości, to by nie mogło tu egzystować. Jest to świat ostatecznie wyrażąjącego się Boskiego Twórczego Ducha, Dawcy Życia. A że pewne istoty pośrednie zechciały wystąpić przeciw życiu – to w ostatecznym sensie nie ma możliwości na realizację. Bo same są „zrobione z życia”, a więc podcinają sobie samym gałąź na której siedzą. I tylko mogą mamić, że są silne i mają władzę. Tylko przez to, że im osobiście uwierzymy, że uwierzą im nasze Dusze – na tyle mają nad Duszą władzę.

Przejście do Ducha, uruchomienie świadomości daje „wyzdrowienie” z tej choroby duchowej. Świadomość bowiem zmienia okoliczności, jak to zresztą odkryli fizycy kwantowi. Po tym odkryciu „klasyczna” teoria o bezwzględności zarówno fizyki jak i bezwzględności duchowych obszarów – nie ma racji bytu tak jak dotąd. Może owa bezwzględność, prawem inercji toczy się, ale jest to w znacznym stopniu inercja naszego umysłu. Nie mając zasilania, a zasilając przekonanie o własnej twórczości – w sposób nieunikniony przechodzimy do naszego

Twórczego Ducha


 

 

 

 

Reklamy