Sens i .. zaniechanie sensu


Dzisiaj na warsztat bierzemy sens.
Słowo to jest często używane do tego, aby powiedzieć, „czy mi się coś udało życiowo”. „Czy moje działanie może przynieść upragnione skutki?”

Jednakże „sens” jest w niższym świecie, w świecie karmicznym, w świecie zależności można powiedzieć nawet niewolniczych (o ile ktoś się z nich nie wywinie jak Hudini).
Wydawało by się, że „dobrze, aby moje życie miało sens”. „Chcę aby moje życie miało sens”. „Sensownym jest… i tu opowiadamy co wyobrażamy sobie, że jest tak sensowne”.

W Wyższym świecie nie ma sensu, jest.. tworzenie. My sami nadajemy sens.
A jak nie, to uczymy się, przyjmujemy go, narzucany nam jest on. Życie bez tej kategorii bowiem oznacza życie w Duchu, w spokoju i błogości bez warunków.

Jest to dokładnie tak jak z Prawdą.

Pisałem o tym kiedyś w art. Prawda i Twórczość.

Prawda podobnie trochę funkcjonuje jak i ów „sens”.

Sens płynie z zewnątrz

Ale wiele osób bardzo się boi życia pozbawionego sensu. I dlatego boi się twórczości, tworzenia, decyzji.

Uważa, że poddawanie się wyborom płynącym z zewnątrz, z rodziny, z systemu jest właśnie decydowaniem. Że to w tych obszarach mamy odnajdować wybory, które mamy do dyspozycji.

Ba! więcej, wiele osób jest tak uwikłanych w karmę, że nie są w stanie decydować według swoich pragnień czy decyzji. W dzieciństwie ich Dusza weszła w tak ciężkie doświadczenia, że życie stało się trudne, a sama osoba mogła przeżyć np. traumy i nie potrafi tego i tamtego wykonać.

Ludzie często po prostu nie mają świadomości, że powielają łańcuchy karmiczne Duszy, wykonując przymusowe czynności, które im Dusza wymusza. Albo też idą po ścieżce karmy pokoleniowej, rodzinnej. Tu z kolei Dusza Grupowa rodu potrafi „urządzić” człowieka  – nie wspierając, ale obarczając go.

zombie-27

I tacy ludzie poddani karmie rodowej wykonują to, co poprzednicy, przodkowie nie byli w stanie rozwiązać i zostawili „w spadku”. Są to zwykle ciężkie przeżycia osobiste, ukazujące się np. na ustawieniach systemowych (Hellingerowskich). I taki ktoś nieświadomie je powiela w swoim życiu – jego Dusza czuje się w obowiązku aby to robić.

Sens organizuje życie

Sens w jakiś sposób organizuje nam życie. Bo sensownym jest, aby.. (i tu wpisz, co twoja Dusza uznaje za sensowne). Jeśli zaczniesz to wykonywać, Dusza odwdzięczy się odpowiednio miłymi odczuciami („it feels so good!”) i odpowiednimi hormonami dającymi przyjemność.
Jak coś jest wg Duszy sensowne, to trzeba to powtarzać, organizować te przeżycia, aby się powtarzały. Bo przecież chcemy sensownie przeżyć życie. A to mieć regularne wypłaty, a to cieszyć się świętami, a to mieć fajną rodzinę.
Mało kto jednak widzi, że to nie jest stworzone przez pragnienie, a przez automatyzm Duszy.

To co by było przyjemnością „poza sensem”?

Zamiast „regularnych wypłat”? – dobrobyt, dobrostan, zasobność (różnego typu). Do tego „regularne wypłaty” nie są konieczne. Ale się Duszy za dobrze kojarzą, aby je porzuciła.
Zamiast „cieszenia się świętami”? A przyjazne rozmowy, błogość na codzień, może nie przesadna, ale jednak dobrze odczuwalna. Święta są zwykle „nakręcone”. Starożytni Słowianie nie mieli świąt..
Zamiast „mieć fajną rodzinę”, to może kochać partnerkę/partnera i dopiero z tego coś może być.

Poddanie się sensom (celom) idącym z Duszy wiąże nas do Systemu i jego rozwiązań. Przeżywanie życia z Duszy poddaje nasze życie tym rozwiązaniom.

W przeciwnym przypadku, gdy nie chcesz poddać się Duszy, gdy nie chcesz iść po jej ścieżkach, to ona jest w stanie dać w kość złymi odczuciami a nawet chorobami, samookaleczeniami czy wypadkami.

To jest prymitywna metoda kija i marchewki stosowana ze strony Twórców Dusz i Anunaków,

god Poseidon

którzy chcieli mieć biorobociki, które by zasilały ich i im robiły dobrze. (Neptun jest jak najbardziej obrazem anunackiego półboga, to on, tylko pod innym imieniem).

Jednak implementacja tej metody „robienia z nas balona”, przepraszam, „robienia z nas biorobota” już nie jest tak prymitywna. Jeśli odczuwamy zadowolenie bądź niechęć, jeśli buzują nam hormony dające odczucie szczęścia, albo przeciwnie, to.. odbywa się to na poziomie fizjologicznym, w naszym własnym ciele, które jest tak pokodowane.
A kto to uruchamia tą maszynerię?
To Dusza, zgodnie ze swoimi programami mówi: rób tak jak jest dobrze!

A z drugiej strony zorganizowanie życia nadaje mu sens. Bo trzeba pójść do pracy, dziecko odebrać, zrobić to i tamto.
Chciałeś/aś mieć dziecko? to teraz zapierdzielaj. Nawet jeśli nie chciałeś. Byłeś niewolnikiem swojego ciała, popędów? Kogo to obchodzi? Każdy tak ma i dumą jest powiedzieć, że „to takie naturalne”.
Naturalnym jest wejście w postawę niewolnika??!! Dla wielu – tak.
Wiele osób działa na instynktach i realnie uważają, że tak jest właśnie dobrze.
Realnie są zidentyfikowani ze swoją biologią, uważają „że są swoim organizmem”.

A ja nie chcę!

A jak nie chcesz się poddawać temu programowaniu systemowemu? A jak stwierdzasz, że to ci nie leży? To zwykle (o ile nie ma się dobrej karmy) rzucają się na takiego kogoś strażnicy systemu rodzinnego i wymuszają chodzenie do szkoły i dobre stopnie. Potem zaś strażnicy Systemu Ziemskiego także rzucają się aby „ustawić” człowieka do szeregu. Ileś lat w szkole, pilnowany/a żeby nie wyjść z ławki tylko karnie siedzieć, łykać informacje i bać się przed sprawdzianami. W kościółku zaś zarówno mamusia, jak i babcia (jak i ksiądz) pokazują co jest poprawną wersją duchowości. Kulawą na obie nogi.
Taki jest sposób programowania.
To jest znane, i ta organizacja (dzięki wdrukowaniu) daje odczucie.. swojskości, bezpieczeństwa.

phone

Gdy się chce wyjść poza.. to już Dusza nie ma takich przyjemnych odczuć.

„Komórka mi żre za dużo prądu!”
„Zapomniałam/em hasła do fejsbuka!”

  • to frustruje z szybkością błyskawicy..

Tak więc jest sprzężenie zwrotne. Często nazywa się to błędnym kołem.
Sens życia jest nadawany przez organizację, przez zorganizowanie tego życia.
A zorganizowanie daje uspokojenie niepokojów, daje sens.
System się cieszy.

Nie da się wyjść poza System grając w jego grze. Bo na takich buntowników od dawna ma metody i ich używa szybko i skutecznie.

Ale można wyjść ku Duchowi, można przekroczyć zarówno i System, jego zarządzanie moim życie, jak i można przekroczyć sens.

Wyjście ku Duchowi

Właściwie ważniejszym jest przekroczenie sensu, czyli tych postaw Duszy, które organizują życie. Jeśli powiemy Duszy, że są to szkodliwe programy i że z nich rezygnujemy, to .. Dusza zacznie zanikać.

Dusza jest złożona z energii obarczonych intencjami. Gdy stwierdzimy, że nie chcemy się dalej bawić w te zabawy i chcemy ręcznie acz świadomie sterować naszym życiem, to możemy. Potrzeba jednak do tego większej świadomości, co jednak się daje zrobić.

Wychodząc ze Świata Dusz do Świata Ducha można wiele zyskać. Na przykład można zyskać spokój Ducha nie oparty na sensie życia.

air over water

Sens życia jest niskopoziomowym konstruktem, który ma ludzi utrzymywać w karności, w szachu. I to robi! Jest super wydajnym sposobem. Za pomocą biologii i Duszy.

Nie mówię, aby zaprzeczać sensowi, aby coś dla nas było bezsensowne i aby się tego trzymać. Tak działali adepci duchowi, którzy już dawno się tak dalece sfrustrowali, że stwierdzili, że „nic nie działa”, to oni będą robić odwrotnie, przeciwko zdrowemu rozsądkowi. Jeśli mówią np. „nie krzywdzić”, to oni będą krzywdzić.

I tak powstały tzw. „ścieżki lewej ręki”, które cechowały się prostemu zaprzeczaniu prostej dobroci.

Jakiego wielkiego rozczarowania i frustracji potrzeba aby iść tą drogą! Jednak System Ziemski potrafi tak mocno rozczarować, tak mocno dać w kość, że się nie chce mieć nic z nim wspólnego. Znam niejedną osobę, która ma/miała myśli samobójcze. Mimo tego, że organizm ludzki jest super żywotny i wytrzymały! To w ich głowach, w psychice rodzi się myśl o skończeniu ze sobą. Ale nie ma co się dziwić, ludzie żyją w dużej opresji, nie wiedzą co począć. Miotanie się między „można” a „nie można” (czyli ciągle w Duszy) daje poczucie uwikłania, zatrzaśnięcia, utknięcia, braku wyjścia. Jednak nasz Duch jest ciągle z nami! Nikt go nie jest w stanie nam odebrać. Ale nasz Duch nam nie pomoże, ponieważ centrum decyzyjne znajduje się w Świadomym Ja, w naszej świadomości. To jest ta działająca cząstka.

Ludzie sobie wyobrażają, że „brak sensu życia” jest krachem – bo to kojarzy się im ze złymi odczuciami z ciała, z zalewaniem przykrymi ciała hormonami. „Jak ja mam żyć!??” – wołają w sobie.

Ano nie „jak” tylko „w ogóle„. Mamy żyć w ogóle, i to wystarcza. A nasz umysł jak pies zza płotu wyje i szczeka i wścieka się bo „potrzebuje sensu”. I wiele osób mu to daje, oddaje siebie. Daje się złapać na powróz sensu. Wiele ludzi tonie we własnym umyśle i jego szamotaninie. Bo jak to „żyć bez poczucia sensu”?!

Ludzie zwykle mówią, że „sens” jest wtedy, gdy osiągają to, co chcieli. Ale tak naprawdę, przyjrzyjcie się temu. Zwykle „sensowne” równa się zabezpieczające człowieka w systemie, dające ulgę, dające złagodzenie przykrości. Dające satysfakcję płynącą z zewnątrz. Dające uznanie płynące z zewnątrz. Dające osiągnięcie celów przychodzących do człowieka z zewnątrz.

„Sens” jest więc kategorią niewolniczą

Ludzie mówią też często: „Bez sensu”

  • to powiedzenie oznacza nie tyle brak sensu, co „zły sens”. Ktoś chciał „mieć sens” w czymś, w jakiejś działalności, ale mu „nie wyszło”.

Rąbał drewno, ale stwierdził, że się bardzo męczy. Siekiera była bowiem bardzo tępa. „To jest bez sensu, takie wysilanie się mając tak tępą siekierę!”

To nie oznacza, że uwolnił się od sensu, ale, ŻE GO NIE OSIĄGNĄŁ A NADAL TEGO PRAGNIE.

jam

Pragnie mieć naostrzoną siekierę, pragnie czerpać przyjemność z rąbania drewna. Czyli nie tylko chce narąbać drewna, ale chce też i czerpać z tego dodatkowe odczucia, potwierdzenia: „tak fajnie jest narąbać drewna na opał!”

Przy takich oczekiwaniach .. tępa siekiera burzy całą przyjemność, daje frustrację, rąbanie nią „jest bez sensu!”

Nastawanie na tępą siekierę, aby dała nam przyjemność przy rąbaniu.. jest dodatkowo zupełnie nieracjonalne.

„Moje życie nie ma sensu” oznacza: „sens mojego życia nie został osiągnięty, a było nim osiągnięcie, osiąganie następujących celów: jednego, drugiego, trzeciego…”
To oznacza „bez sensu”. Oznacza: „jestem przywiązany jak pies na łańcuchu do tych celów, i tak bardzo chcę je osiągnąć, i jeszcze ich nie osiągnąłem.
A te cele zwykle są nie jego własne, a narzucone, systemowe, czy to rodzinne, czy to społeczne, czy to z całego Systemu Ziemskiego brane.
Słowa „To jest bez sensu” oznacza przyznawanie się do osobistego niewolnictwa i do podległości własnej Duszy. I do tego, że ten człowiek nie ma za krztynę własnego refleksyjnego myślenia. Tylko bazuje na celach zewnętrznych.

Niepotrzebny sens

Natomiast wyjście jest inne. Można zobaczyć, że sens jest niepotrzebny.
Nie potrzebuję sensu aby patrzeć i widzieć.
Nie potrzebuję sensu aby oddychać.
Aby siedzieć czy leżeć czy chodzić.
Sens do tego jest nie potrzebny.

A nawet także do bardziej skomplikowanych czynności też nie potrzeba mieć poczucia „sensu”. Komplikacja czynności tu nie ma specjalnie znaczenia, chociaż mogłoby się wydawać, że prostsze cele można osiągać bez odwoływania się do sensu. Istotnie, cele złożone wymagają wielu działań, więc trudno jest utrzymać świadomość i nie dać umysłowi się porwać w tryby myślenia nawykowego.

Jednak nie ma co przesadzać. Nie od razu umysł da za wygraną. Ma wiele do stracenia. W ogóle – jeśli człowiek wyrywa się z kajdan, to wiele istot ma na tym wiele do stracenia, więc robią co mogą aby udowodnić mu, że:

  • „się nie da”
  • „nie ma co się starać”
  • „tak wiele osób wokoło myśli inaczej”

Są na to sposoby. Najważniejsze, że chcę być wierny własnemu życiu. Bóg dał mi życie. (można powiedzieć Natura, bądź Tao – jeśli komuś to zgrzyta).
Oddanie się życiu i wdzięczność za nie dla mnie może równać się pielęgnowaniu i byciu wiernym sobie, wiernym temu życiu. A nie przegrywanie go dla celów systemowych, dla celów osób o ograniczonej świadomości i mało przytomnych.

Nawet jeśli są to półbogowie w rodzaju Anunaków. Jeśli oni są opresyjni, to nie oznacza, że mają władzę nad moim Duchem.  Jeśli oszukańczo zaprogramowali człowieka to nie oznacza, że to koniec. Oni bardzo nie chcą, abym się dowiedział o mojej wolności w Duchu. Bo jest to początek końca ich dominacji.
Jeśli oni nie poradzili sobie z pielęgnowaniem swojego życia to nie oznacza, że ja mam to powtarzać. Samo życie jest sensowne, w znaczeniu że posiada ukrytą wielką wartość. Jeśli jest we mnie życie, to cóż więcej potrzebuję, czy potrzebuję czepiać się czyichś odpadów, odrzutów, ochłapów?

Nie powiem „chodzę bez sensu” – bo jak powiedziałem, to jest przyznawaniem się do niewolnictwa. Nie, nie jestem niewolnikiem, sam nadaję sobie cele życiowe. I dlatego widzę, ustalam dla siebie, że „sens” jest sam w sobie błędny. Jakikolwiek.

To moje decydowanie jest poprawne!

I może być nieobciążone.

A nie wiernopoddańcze „szukanie sensu w życiu. Opieranie się na nim? Prowadzi do poddaństwa. Do nurkowania w Niższym Świecie, do poddawania się celom i zamiarom innych osób.

I dlatego właśnie – moje patrzenie i widzenie nie musi mi dawać jakiegokolwiek sensu. Nie oczekuję tego. Przy decyzjach o moim życiu nie muszę brać pod uwagę czyichś postanowień wobec mnie. Nawet jeśli przez wiele lat byłem tak programowany. Mogę się odprogramować, bo instancja odprogramowująca, czyli Duch – ciągle jest ze mną.

Nie muszę żebrać we własnym wzroku o sens, mogę ‚po prostu patrzeć”.
Moje oddychanie nie musi mieć „sensu”, może po prostu być.
Nie muszę nastawać na oddychanie, aby było „jakieś”, „zgodne z normami”. Może mi pomagać w tym lub w tamtym, ale jest super samo z siebie już teraz.

Moje chodzenie nie musi być „bez sensu” jeśli nie przyznaję sensu do mojego chodzenia.

Chodząc na spacer nie chodzę „po coś”, nie idę gdzieś np. na zakupy, albo nie idę aby poćwiczyć.
Jest to „po prostu chodzenie”

droga w pole

Zrozumienie Zen w 10 minut

I co? Oto osiągnęliśmy cele buddyzmu zen bez wieloletniej medytacji i bez usilnych prób zrozumienia tego, czego mistrz zen nie chciał nam wyjaśnić, bo „mamy to przeżyć”.

Ale CO przeżyć ??

On tego nie wyjaśni, chociaż właśnie mu chodzi o wyjście z obszaru Duszy, z obszaru sensu do obszaru Ducha. W tym tekście zamiast siedmiu lat poznawania zasady, robisz to w dziesięć minut. Wiesz o co chodzi.

Możesz patrzyć na Duszę jak się szamocze, a jednocześnie nie musisz przyznawać jej racji.
Oczywiście czeka jeszcze praca nad Duszą, ale to nie jest praca z pozycji niewolnika. Przez zmianę znaczenia słowa „sens” i odkrycie jego konotacji mogliśmy przenieść punkt zboru z „potrzebuję sensu w życiu” do punktu „sens jest pojęciem niewolniczym, wychodzę poza nadawanie sensu moim działaniom”. Jest to poruszenie na poziomie subtelnym nazywanym adi. Jeśli ktoś dokona takiej zmiany znaczenia w swoim życiu, to zmieni swój „punkt zboru”. I dzięki temu uwolni się od sporego kawałka programowania systemowego.

Czego wam życzę na nadchodzący rok, mający numerologicznie 11, więc dla obszaru ziemskiej kultury (która nadal będzie w więzach sensu) będzie to czas miłego przeżywania duchowego (ja sobie to tak definiuję).

Reklamy