Łuk zstępujący i wstępujący


Tekst opiera się o przemyślenia p. Jarosława Bzomy, bardzo zaawansowanego podróżnika sennego i ezoteryka:

We śnie czarny jest diabłem

Dwa łuki

Wg Jarosława Bzomy wiele Dusz jestem w łuku zstępującym

Znaki astrologiczne (Słońce w danym znaku)
od 1 do 6 są zstępujące
od 7 do 12 są wstępujące

Łuk zstępujący to są inkarnacje Duszy oddzielające się od Źródla,
Łuk wstępujący to są inkarnacje Duszy przychodzące na powrót ku Źródłu.

A i także w danej inkarnacji można mieć odcinki czasu w oczyszczeniu (i podążaniu ku Źródłu), jak i w opadaniu (odsuwaniu się od Źródła) – zależnie od osobistych wyborów, karmy (postaw) Duszy itp.

O tym pisze również Awiessałom Podwodnyj. Oto obrazek z jego książki, gdzie obszernie opisuje każde przejście pomiędzy znakami:

Takie jest programowanie zodiakalne Twórców Dusz. Tak można sądzić, ponieważ – jak uważam – Dusza i jej karma jest projekcją „myśli” z umysłów Twórców Dusz na niższe poziomy. A tu, w naszym świecie się to manifestuje, a my, razem z Duszami przeżywamy te „opery mydlane” rozgrywające się w umysłach Archontów. One nie są aż tak „mydlane” – nasza realność jest dla nas mocno realna.. Jednakowoż, jak mówią Wedy, rzeczywistość jest równocześnie też nierealna. Zależy jak na to spojrzeć, z jakiego punktu widzenia, z jakiego punktu zboru. O ile ktoś potrafi tak przesunąć punkt zboru żeby istotnie ją widzieć jako „nierealną”.

(Nie mówię tu o samooszukiwaniu się poprzez intelektualne spekulacje, przyjęcie tej nierealności „na wiarę” i twarde powtarzanie słów „świat jest nierzeczywisty”. To bowiem jest oszukiwaniem i siebie i innych wokoło, mimo że idea jest słuszna.)

Ten obrazek powyżej pokazuje okrojony schemat ezoteryczny, zawierający jedynie 7 ciał, który nas jakby „z zasady” nie puszcza wyżej – bo przecież wyżej nic nie ma!

Szczęście, że nie poprzestałem na tym, i w wahadełkowaniu duchowym, przy robieniu analiz ludziom dalej rozważałem temat, a Wyższe Jaźnie mi go dalej powolutku naświetlały. I naświetliły.

..

„Wyżej nic nie ma!”

Jeśli to uznamy za prawdę, takim będzie dla nas. Jeśli nie, mamy szansę to przekroczyć.

Dla Duszy programowanie zodiakalne (astrologiczne, opisywane przez Human Design) jest to najwyższa, nieprzekraczalna prawda.

Dlatego potrzeba przekroczyć Duszę aby przekroczyć to programowanie. Osobiście odczytuję o wiele więcej poziomów subtelnych.

Diabelski łuk zstępujący

W łuku zstępującym Dusza może nie chcieć się wcielić i uważać, że idzie na zatracenie.

Jak się to pozna, że jest jakiś „łuk zstępujący”,  może się uruchomić Ciało Bolesne, przestrach „gdzie ja podążam!?”, itp.

A to jest cząstka programowania zodiakalnego, które dla Duszy jest autopilotem stale włączonym.
Jeśli się utożsamisz z Duszą, to łapiesz lęk, bo to jest lęk Duszy, a więc i twój, bo się właśnie z nią skleiłeś..

Jeśli przechodzisz do Ducha widzisz oprogramowanie.
Astrologia to nasza klatka. Trudno abyśmy ją lubili.

Ale to nie o gwiazdy chodzi a o Dusze, w nich jest zakodowana wrażliwość na te energie..

To wszystkie bycie Generatorem, Projektorem i te wszystkie „niemożności” u Duszy pochodzą z niecałkowitego otwarcia się Duszy na Boga/Tao/Absolut – to daje oddzielenie

W Duszy jest zaszyty filtr, wrażliwy na gwiazdy.
Jak się tak ustawią, to taki filtr się uruchamia i tak Dusza ma skakać jak jej program nakazuje.
Jak inaczej się Dusza wcieli – inaczej ma skakać.
A to zgodnie z projekcjami umysłów (karmy, postaw) Archontów (Anunaków, półbogów, Twórców Dusz).

Ja i Stwórca to jedno

Ale jest proste wyjście;
JB mówił: ja i Stwórca to jedno

Ja i Źródło jesteśmy jednym.

To daje natychmiastowe przejście w Ducha.

Trzeba jednak uważać, żeby nie zrobić tego z ego (przy za niskich wibracjach). Żeby nie dać się oszukać ego, bo właśnie ego tylko szuka, jakby tu się stać „większym” („większą” u kobiet). A bycie Bogiem to ogromny skok jakościowy dla ego! Z bycia człowiekiem – do bycia Bogiem!

Wtedy proces przejmowany jest przez osobowość/ego i po ptokach – człowiek „wierzy” że jest bogiem, a właściwie jego ego w to wierzy, a realizacji tego może nie mieć w ogóle.

Dlatego tak ważne jest, aby być pokornym, aby uniknąć „wysiorbania” idei bycia jednym z Bogiem przez ego. Bo trudno to odkręcić, jak ego już sobie weźmie tą ideę do siebie.

A i można zostać słodkim świrkiem..: „Jestem Bogiem, wszystko to co tu widzicie jest pod moją kontrolą..” Albo są tacy „giganci ducha” na ścieżce adwaity (jedności, nierozdzielności z Absolutem), którzy właśnie przy za niskich wibracjach przyjmują ową wiedzę – przyjmują ją do zachłannego ego i do chcącej uciec od cierpienia ososbowości. I mówią: „mnie nie ma, jest wszechswiat, mówisz do wszechświata”..
.. mówisz do rozdmuchanego ekstremalnie ego, chciałoby się powiedzieć.. 🙂

Również są New Age’owe ścieżki obficie wykorzystujące słowa „Jam Jest”, co wygląda mocno jako deklaracje – kim ja to nie jestem i co ja nie mogę..

Jeszcze nie widziałem nikogo, kto istotnie by coś zyskał na takich praktykach. A widziałem wiele osób to robiących, deklamujących, deklarujących ową „jedność z Bogiem” na sposób „Jam Jest”. I oczekujących, że zbiorą spore żniwo swoich wysiłków.

Pytanie, z jakiego poziomu się to stosuje, owo „Jam Jest”. Tak jak powyżej – można to robić z wysokich wibracji i to coś może dawać. A można to robić z poziomu ego, które z ulubieniem się „dostosowuje do bycia Bogiem”.. I wtedy istotnie jest jazda.. rynienką osobistego łuku zstępującego oczywiście.

Na mitingach Anonimowych Alkoholików krąży pewna krótka opowieść. Otóż taki początkujący członek wspólnoty wraca z mitingu i opowiada: „Na mitingu dowiedziałem się, że jest jakiś Bóg, i że to nie ja nim jestem”.
To pokazuje, jak niektóre osoby mają silną i totalną osobowość, która egoistycznie przyjmuje wszystko co wartościowe pod swój parasol.

Ale nawet ten „zjazd ego” nie jest ostatecznie znaczący, nie ma co się przejmować. Tyle, że to po prostu nic nie daje, a przynosi cierpienie, frustracje i rozczarowanie – ezoteryką, duchowością.

To takie uwagi – warto podnosić wibracje, wychodzić ku Duchowi. I nie oszukiwać się na niskim poziomie.

Reklamy