Spiski? – bez zainteresowania

Kolega opowiadał mi o swoim zainteresowaniu teoriami spiskowymi.
O rządzie światowym, wielkoskalowych manipulacjach itp.

Ja powiedziałem co o tym sądzę.

Z najniższego poziomu wszystko jest w porządku na Ziemi, nie ma jakichś spisków. Jest gra rynkowa, są przedsiębiorstwa i rządy, które sobie lepiej lub gorzej radzą. Albo są duże idee, ideologie i ludzie się starają być lepsi, być lepsi dla siebie i innych. Pracują na swoje utrzymanie, starają się, płodzą dzieci, wychowują je. To poziomy mentalny i przyczynowy. Łuk zstępujący bo mamy do czynienia z pierwotnie pozytywnymi pobudkami.
Jawne działania polityczne to oczywiście obszar wartości, czyli poziom buddialny. Rozważa się tu sprawy gospodarcze, organizacyjne. Gdzie mają pójść pieniądze z podatków, albo co ma być nauczane w szkołach. Też pozytywne pobudki, chociaż mogą się wydawać dla niektórych osób dosyć prymitywne. Niby mają „dobre intencje”, ale wyniki wyglądają na to, jakby ktoś komuś chciał po łbie przyłożyć.

Np. programy szkolne są super prymitywne wobec dzisiejszych potrzeb młodzieży. Są prostą spuścizną programów uczonych od stuleci!! A przecież świat poszedł tak daleko naprzód!
Tu można zacząć węszyć.. spisek.

Często bowiem brak postępu jest spowodowany celowym zapóźnianiem – mówią ci, którzy szukają głębiej. A z tego powodu cierpią miliony ludzi.

Ze średniego poziomu już widzi się, dostrzega spiski poza fasadą tamtych podstawowych działań. Albo chociaż się domniemuje o ich istnieniu.
To też poziom buddialny, lecz już łuk zstępujący, destrukcyjny. Spiski nie mają na celu dobra wielu osób, mają na celu manipulację i przejęcie nad nimi kontroli. Są nadal wartości, ale optymalizowanie według czyichś innych pomysłów i idei – destrukcyjnych idei.

No i same idee, czyli poziom atmaniczny. Np. idea o konieczności przejęcia władzy nad światem, bo ludzie sobie nie radzą.. „My przejmiemy nad tymi prostakami władzę!” – taka idea.

Tu możemy się zdołować. To zdołowanie, poczucie dyskomfortu, poczucie skrzywdzenia przez system, poczucie bezradności – to wszystko może to mocno uruchomić zainteresowanie. „Czemu tak? Kto za tym stoi? Czemu się na nas uwzięli? Musimy coś z tym zrobić! Nie wolno tego tak zostawić!”

I o to chodzi! Chodzi o te przykre emocje – aby było ich dużo, bardzo dużo!

Poziom buddialno-atmaniczny, gdzie się znajdują obszary polityczne, rządowe, a także obszary spisków, magii (manipulacji), masońskich organizacji jest bardzo interesujący dla ludzi. Ma się dziać – i się dzieje. Informacje polityczne są jednymi z najbardziej poruszających, poróżniających, jątrzących informacji jakie w ogóle istnieją. Potrafią skłócić nawet przyjaciół. I o to chodzi.

Ale to tak jest specjalnie, ponieważ istoty na łuku zstępującym mają wiele do stracenia. Bardzo chcą trzymać tych, których udało im się uwięzić za sprawą zdobycia ich uwagi.

Oprócz ludzi, jest ileś istot niefizycznych, duchowych, które są zainteresowane robieniem „rozróby” na Ziemi i trzymaniem tu łapy na tych nieharmonijnych energiach, które się pojawiają, gdy ludzie się burzą, lękają, buntują. To piękne paliwo dla istot z łuku zstępującego!

Zaangażowanie w relacje z tymi poziomami może wyglądać „antysystemowo”: ktoś nie chce na to pozwolić, chce z nimi walczyć, sprzeciwiać się, ujawniać.

Jednakże gdy ktoś „walczy” z systemem nadal go jego Dusza uważa za istotną siłę. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest „za systemem”, czy przeciw niemu – siły, istoty, ludzie, organizacje i tak go i jego siły spożytkują na swoją korzyść. Dusza w takim stanie nadal jest silnie podlinkowana pod Istoty z łuku zstępującego. I nie jest w ruchu wyzwalania się z tego, jakby można było sądzić. Jest w tańcu w obszarach buddialnym i atmanicznym, i może tak pozostać wiele wcieleń, generując odpowiednio nieharmonijne energie.

Czyli co nas tam tak trzyma? Przy Niskim Świecie trzyma nas nasza Dusza. To ona jest zgodna (kompatybilna 🙂 ) z Systemem, wręcz Dusze (Niższe Dusze z Niskiego Świata) są stworzone na zasadach, że gdy człowiek nie jest świadomy, gdy nie uruchomił odpowiednio silnie Świadomego Ja, to systemowcy mają wszelkie prawo ściągać z niego, z jego Duszy daninę energetyczną. Bo Dusza stworzona przez Twórców Dusz jest ku temu bardzo łatwym kąskiem. Działa na ich korzyść. Tak wiele cech Duszy bardzo mocno sprzyja Niskiemu Światu! i jego „opiekunom” a właściwie „żniwiarzom” niskich energii.

Ale ja już nie chcę osobiście się dołować – idę wyżej, mam nadzieję, ku osobistej wolności, ale z Ducha, gdzie mnie żaden poziom buddiany,
polityczny nie będzie nękał.
Nie rozpuszczę światowego poziomu buddialnego, będzie sobie istniał, razem z polityką, ale po co mają mnie szargać ich gry? Lubię spokój i
uśmiech 🙂

Gdy przekraczamy buddialno-atmaniczny to również przekraczamy, pozostawiamy z tyłu naszą kunktatorską część Duszy (Niższą Duszę) i przechodzimy do Ducha (Wyższej Duszy).

Przestajemy być bateryjką. A to, co nią było (co stanowiło Duszę) rozpuszcza się, tak jak się może wylać rozładowany akumulatorek, który nie był ładowany, a tylko rozładowany do końca.

Ludzie, organizacje, istoty działające na poziomach buddialnymi i atmanicznym bardzo chcą, aby go nie przekroczyć, bo niedaleko wyżej jest poziom anupadaka – osobistej wolności.
I tam już nie mają w ogóle nic do powiedzenia. Nami nie targają napięcia, systemowcy nie czerpią z nich zasilania, harmonia, dobrostan i błogość nie interesują ich, wręcz odpychają. Dla nich jest to „fuj!”.

Kiedyś Wojciech Cejrowski będąc w Jerozolimie tłumaczył, dlaczego diabeł nie lubi kadzidła. Nie dlatego, że się go boi, bo się go nie boi. Ale dla tego, że jest ono dla diabła wstrętne.

Podobnie „wstrętne” są wysokie i czyste wibracje dla istot duchowych z łuku zstępującego. Nawet dla tych wysokich istot, które wydawałoby się, że mają tyle do powiedzenia w naszym życiu. Odsuwają się od nas, gdy się harmonizujemy, gdy nabieramy mądrości, zrozumienia, świadomości.

Oczywiście ich manipulacje i spiski i co tam jeszcze jest nadal istnieje sobie na niższych poziomach, w Niższym Świecie. Nie ma co się oszukiwać, że „jak się oczyszczę, to się świat zmieni”. Natomiast gdy ktoś przejdzie świadomie na anupadakę, adi to nie ma z tym kłopotu, bo widzi to „z góry”.
I nawet najwyższych dostojników tych organizacji osobiści może przekroczyć w którą chce stronę. A co więcej, oni są świadomi praw duchowych i będą go traktować z należytym szacunkiem.

A jednocześnie staje się dla nich niewidzialny i bezużyteczny. Przestaje być „bateryjką” i automatem jest nieatrakcyjny jako dawca energii.
Dodatkowo taka osoba powraca do pierwocin swojej egzystencji, do tego stanu niewinności i czystości mentalnej, intelektualnej, która jest udziałem zwierząt.

Przekroczenie

To jest ten proces przejścia duchowego, który opisuje Ken Wilber, a pozorne podobieństwo, utożsamianie przez niektórych poziomu pierwotnego (pierwszego) i trzeciego (ponadatmanicznego i wyżej) nazywa „błędem pre-trans” (ja na to mówię „błąd pre – past”).

Przeżywanie świata na poziomie anupadaka i adi jest tym, co opisują jako powrotem do pierwotnego oglądu świata „po oświeceniu”.
Nie chcę deklarować, że jest to jakieś wielkie „oświecenie”, natomiast pozbycie się zainteresowań buddialnych, oczyszczenie się z radosnego acz przymusowego grzebania się w .. błocie buddialnym jest dużym osiągnięciem, jak dla mnie.

Jeśli ktoś tego nie osiągnął, nie ma co załamywać rąk. Dusza ma za sobą ileś wcieleń takiej babraniny, więc mocno do niej lgnie. Do opuszczenia Niższego Świata sporego zaangażowania w budowanie własnej Świadomej Jaźni. To tak jak pojazd kosmiczny aby wyjść na orbitę potrzebuje pierwszej prędkości kosmicznej. Ale daje z czasem radę, jeśli jest zaangażowany w to, jeśli rozumie się o co chodzi, to Dusza się poddaje.
Dusze są zbudowane „dla potrzeb” Archontów, Twórców Dusz, ale jednocześnie nie mogły być zbudowane PRZECIWKO ostatecznemu Duchowi (niepodzielonemu, nierozdzielnemu, jednolitemu), ponieważ nie mogły mu zaprzeczyć.

Jeśli więc mówię „Jestem jednym ze Źródłem” i na tym opieram swoją praktykę i powoli zaczynam patrzeć na różne przepychanki buddialne jako na przepychanki a nie na poszukiwanie harmonii, to po prostu wypływam na wierzch – zupełnie bez wysiłku. Tak jak olej wypływa nad wodę.

Olej nie używa siły, aby wypłynąć nad wodę. Jego gęstość jest mniejsza (wibracje są wyższe) niż wody.
Tak samo wibracje ponadatmaniczne są wyższe od buddialnych. I wystarczy je pielęgnować, aby bezwysiłkowo eksmitować się z obszaru zaburzonego.. buddialnymi wartościami, niepokojami, kłopotami i atmanicznymi ideologiami, religiami.

Reklamy

13 Komentarzy (+add yours?)

  1. Gandalf
    Lu 07, 2018 @ 13:54:09

    To jest tekst o mnie :). I mam pytanie: czy przekraczając poziom średni można nadal ,,liczyć” na wygodną, materialnie dostatnia egzystencję w świecie materialnym? Bo mam takie odczucie, że ludzie, którzy przekroczyli ten poziom odpuścili też sobie materialny komfort. Ok, mają na jedzenie, maja w co się ubrać, co jeść ale niewiele więcej i oni jakby nie mają już tych potrzeb, ich zainteresowania jakby straciły na sile, nie mają silnych pragnień robienia czegoś, po prostu przyjmują życie takim, jakim ono jest w danej chwili, czyli np. trafia się praca w fabryce to idą do tej fabryki, odrabiają swoje i w ogóle nie roztrząsając tego, że musza pracować tam, gdzie nie lubią zamiast tam, gdzie chcieliby.

    Czy dobrze zinterpretowałem temat?

  2. awentais
    Lu 07, 2018 @ 14:10:13

    Ja chyba jestem osobą, która weszła już jedną nogą na te inne wibracje i nie przejmuje się teoriami spiskowymi. Nie potrafię się w to wkręcić i przejąć tym na serio. Owszem, człowiek coś tam poczyta, coś mu tam podleci pod oczy, ale żeby tym żyć, rozmawiać o tym przy każdej okazji? Nieeeeee.

    Ale wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że moja Dusza, widząc wokół siebie tylu ludzi narzekających na system, walczących z systemem, rozprawiających o polityce, o Żydach (gorący temat ostatnio, ale nie będę go rozwijać, każdy wie, o co chodzi) zaczyna się czuć inna, może nawet gorsza, „dziecinna”?

    Obserwuję tych ludzi, w najbliższym otoczeniu mam takich wielu, i zadaję sobie pytanie – czy mi czegoś brakuje, że tak lekko traktuję te katastrofy, sensacyjne doniesienia mediów, informacje o „zbrodniach” iluminatów itp.? To wygląda tak, jakby jakieś siły chciały mnie wszelkimi dostępnymi metodami zepchnąć w dół.

    I nie wiem, jak ja mam wytłumaczyć osobom przejmującym się tymi niższymi poziomami, że tracą czas i energię? Słucham tylko, milczę i kiwam głową. Moim zdaniem Łazariew, mówiąc, żebyśmy nie obrażali się na los i innych ludzi, miał na myśli właśnie to, byśmy na darmo nie tracili energii, nie zużywali sił na walkę z niższymi poziomami.

    Gandalf, coś w tym chyba jest, że ludzie zdystansowani do tego, co dzieje się na świecie, zaczynają się dystansować też do swojego życia. Mają w sobie więcej spokoju, akceptacji, nie szarpią się ze sobą i z innymi.

  3. Gandalf
    Lu 07, 2018 @ 15:21:22

    Ja to rozumiem i popieram, problemem u mnie jest to, że żyjąc w Polsce nie mogę żyć na takim poziomie materialnym na jakim chciałbym żyć, i dlatego zaczynam szukać przyczyn tego w uwarunkowaniach społecznych. Nie wierzę zbytnio w to, że o tym jakie mamy warunki decyduje wyłącznie jakaś karma. Stąd u mnie uwikłanie się w widzenie tych wszystkich zależności bo wewnętrznie nie mogę się pogodzić z tym, że na Zachodzie ludzie żyją na o wiele wyższym poziomie materialnym, a my nie. Moja Dusza ma ogromne parcie na materialność, na wygodne życie, na robienie tego, co ona chce i nie umie się pogodzić z sytuacją, gdzie napotyka na mnóstwo blokad w postaci innego rynku pracy, innej mentalności ludzi, na przeszkody które uniemożliwiają jej przejawianie się. I ja dotarłem do punktu w którym uświadomiłem sobie, że na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie jej uspokoić, pokonać i motam się, bo nie wiem, jak zrobić, aby zrealizować jej pragnienia, bo nawet wyjazd z kraju nie spowoduje automatycznie, że zdobędę to, czego pragnie Dusza (nie obrażam się na to, po prostu jestem świadom, że jako imigrant tam do końca życia będę mieć ciężej niż urodzeni tam plus dochodzi jednak przywiązanie do miejsca, niepewność tego,co będzie tam itp.). Nie wiem, jak się wyzwolić z czegoś takiego, skoro Dusza aż tak mocno presjuje. Ja nie jestem gotowy na to, co proponuje Andrzej, na przejście tej całej drogi duchowej, rezygnacji, akceptacji itp. Po prostu dla mnie to jest na dziś nie do przyjęcia. Musze znaleźć inny sposób.

  4. Swiat Ducha
    Lu 07, 2018 @ 18:22:00

    Gandalf
    w takich przypadkach mówię, że nie jestem doradcą rozwoju osobistego i kariery.
    Może ci trzeba ileś osobistych spotkań z takimi ludźmi, aby ci pomogli adekwatnie do twoich potrzeb, pragnień i umiejętności?

  5. Gandalf
    Lu 07, 2018 @ 18:30:16

    Andrzej, być może chociaż ja widzę u siebie jeden zasadniczy sznyt: ja chciałbym żyć w socjalizmie, gdzie państwo (społeczeństwo) dba o jednostkę. Ja czy moja Dusza bardzo boi się wszelakiej rywalizacji, ona jak czuje, że musi sama sobie radzić, konkurować, walczyć, automatycznie zamyka się i nie idzie dalej. Może od tego by trzeba zacząć u mnie – od pracy nad tym ogromnym pragnieniem życia w maksymalnym zabezpieczeniu ze strony społeczeństwa, bo tutaj widzę jest pies pogrzebany.

  6. Aneta D Falkiewicz
    Lu 07, 2018 @ 20:52:53

    Wlaśnie! idealnie ująłeś moje ‚wpasowanie się’ do matrixa poprzez metaforę z olejem na wodzie. Dziękuję za ten tekst

  7. Pawel
    Lu 08, 2018 @ 12:13:54

    Wiecie, przygladam sie tej dyskusji i przyznaje racje obu stronom. Gandalfowi, ktory ma prawo byc rozczarowany materialna rzeczywistoscia oraz Tobie, Andrzej, mowiacemu, ze wyjsciem jest rezygnacja z przebywania, interesowania sie sprawami z poziomu polityki, spolecznymi. Jednak tak sie samemu zastanawiam, co bym zrobil, gdybym byl w polozeniu kogos, kto nie za bardzo moze miec pieniadze ze swoich umiejetnosci i jednoczesnie nie za bardzo umie wpasowac sie w zapotrzebowania rynku (odbieram to tak, ze taka osoba nie ma predyspozycji do zajecia sie inna forma zarobkowania).

    I znowu taka mala konkluzja: tutaj, w USA, rynek pracy jest diamteralnie rozny od europejskiego, a od polskiego to juz w ogole. Praca w pewnym sensie jest tutaj wszedzie i jest dosc latwo ja dostac (oczywiscie wszystko wedle umiejetnosci, ale nie ma tutaj czegos takiego, jak czekanie miesiacami na wakat typu pracownik sklepu, jakas pomoc czy dostanie pracy po skonczeniu kursu, szkoly wieczorowej). W Polsce wydaje mi sie problemem jest mentalnosc ludzi, ktora ma odzwierciedlenie w rzeczywistosci: pamietam, ze i ja mieszkajac w PL mialem takie wrazenie, ze tam wszystko zalezy od czyjegos widzi mi sie i ze jesli czlowiek nie umial schylic czola, mial w sobie poczucie godnosci (to nie jest rownoznaczne z tym, co opisujecie jako brak pokory moim skromnym zdaniem), to bylo wtedy ciezko bo w Polsce ludzie chyba nie maja czegos takiego, jak ludzie na Zachodzie, ze Polacy bardzo nie lubia tej otwartosci, relacji opartych na rownosci, stad moze ciagle tam jest tak, ze zwraca sie kazdy do kazdego ,,per pan” albo ,,per pani”. Tutaj w USA kazdy wola do siebie ,,Ty”, chociaz nikomu to nie przeszkadza np.wreczyc wymowienie z pracy, jesli nie wywiazujesz sie z obowiazkow.

    Tak sobie glosno gdybam i mysle, ze kolega Gandalf nalezy do tych osob, ktore nie potrafia zaakceptowac polskiej hierarchii spolecznej, i dlatego ma takie problemy ze znalezieniem pracy, zrozumienia. Ja to doksonale rozumiem, bo mieszkajac w Polsce tez mialem z tym spory problem, z tym ze ja jako pracownik naukowy (przyszly) wiedzialem, ze jedyna droga do kariery jest piecie sie po naukowych szczeblach i czy mi sie to podoba, czy nie musialem dostosowac sie do tej akademickiej hierarchii (potwierdzam, ze w Polsce jest naprawde ciezko czasami wytrzymac te wszystkie uklady, tytuly … tutaj w USA jest o wiele bardziej na luzie z tymi sprawami, profesorowie i uczniowie chodza po egzaminach na wspolny lunch, koleguja sie, profesorowie poczytuja to sobie za zaszczyt, jesli moga do grona znajomych przyjac przyszlego doktoranta, to dla nich oznaka sukcesu naukowego, ze umieja zaszczepic milosc do wiedzy nowym pokoleniem).

    Co ja moge doradzic? Nie wiem, chyba dobrym rozwiazaniem dla kolegi bylaby jednak emigracja. Nawet w UK panuja odmienne warunki ekonomiczne no i mentalnosc jest o wiele bardziej zblizona do tej z USA. Mieszkalem dwa lata w UK i dobrze wspominam tamte czasy. Wymagana jest kultura osobista, jest sporo takiej specyficznej spolecznej hierarchi w sensie wlasnie szacunku (Anglicy maja fiola na punkcie tytulatury) ale w przeciwienstwie do Polski nie na kazdym szczeblu spolecznym jest to wymagane i w takich zawodach zwyczajnych badz wlasnie artystycznych raczej nie ma tego, panuje spory luz, duzo jest nacisku na takie wspolnotowe dzialanie ale jednoczesnie liczy sie na przejawianie indywidualizmu (w Polsce raczej sklania sie ku schowaniu swojej osobowosci na rzecz dzialania w grupie pod dyktando kogos, kto ta grupa zarzadza).

    No ciezki temat, Polska teoretycznie juz dawno powinna byc w orbicie zachodniego sposobu myslenia a jednak nie jest, dlaczego nie wiem…chyba zaszlosci historyczne i to, ze mamy w sobie jakas taka zadre, zeby odrozniac sie nawet, kiedy moze nam to przyniesc wymierne korzysci.

    Pozdrawiam

  8. Marc
    Lu 08, 2018 @ 14:10:28

    Paweł – bardzo zaciekawił mnie twój wpis.

  9. Swiat Ducha
    Lu 10, 2018 @ 20:54:11

    Pawel

    Dzięki za wpis!

    Takie opowiadanie o innych krajach rozszerza pole widzenia i myślenia. Pokazuje nasze własne poblokowania – czytaj postawy naszych Dusz.

    W Polsce oczywiście nie przez przypadek się zgromadziliśmy. A także te wibracje, te okoliczności społeczne, które tu panują są bardzo cenne dla Dusz. Dlatego tak trudno to zmienić!

    Dusze uważają, że jest to coś wartościowego do przeżywania – „Dla statku żaglowego każdy wiatr jest dobry, byle silny” – tak sądzi Dusza. No i mamy tutaj w Polsce swój własny, silny wiatr dla Dusz [cytat ze strony o Duszy], a one biorą sobie go „do serca”, do siebie, używają go na swoje pokrętne sposoby.
    Osobowość, umysł mówi co innego – mówi: popatrz, tam w USA to mają tak i tak, jest rozsądniej!
    I teraz dla Świadomego Ja jest zadanie – coś z tym zrobić, albo zostawić.
    Świadome Ja może jednak nic nie robić, i powodować, aż ta górka na dywanie się będzie powiększać. Jak dywan, czy wykładzinę posuwamy w kierunku w którym nie chce się poddać, to tworzy się górka. W pewnym momencie trudno przez nią przejść.
    Tak jest i z Duszą.

    Gurdżijew handlował dywanami. I mówione jest, że w tym jest pewne znaczenie, żę nie np. szkłem czy piwem.
    Uważam, że powodem tego jest tajne symboliczne znaczenie dywanu.
    Właśnie dywan w kulturze Wschodu jest tajnym symbolem Duszy – wraz ze złożonością jego wzornictwa. Dywan jest bardzo złożony, jak Dusza.

    Gdy dywan lub chodnik leży nie na odpowiednim miejscu można chodząc posuwać go tak, że zaczyna się na nim robić „fala”, nie leży już płasko, ale zaczyna przeszkadzać.

    Dusza z czasem narasta, często do monstrualnych rozmiarów. Gdy nie wykorzystujemy jej, nie działamy z nią – potrafi się „zawijać” i przeszkadzać w życiu, zamiast je umilać i umożliwiać życie w świecie przejawionym.

    Wydaje mi się, Gandalf, że u Ciebie nastąpiła ta faza „zawijania się” Duszy. Na tyle jest już ona stara – że w połączeniu z warunkami środowiskowymi – wchodzi ci pod nogi i blokuje kroki.
    Chciałbyś żyć w dawnym czasie, gdy twoja Dusza była prostsza i niepofałdowana.

    Wiesz, możesz robić różne myki, można emigrować, jak najbardziej. Wiele osób to robiło. Jednak tu mam blog duchowy, więc kilka słów opisu duchowego – domyślam się, ze nie jesteś jeden, któremu tak się dywan Duszy podgina..

    Chcę tu wskazać na ważność Duszy w tym przypadku. Ludzie najczęściej wskazują na środowisko, ponieważ nie odczuwają, nie dostrzegają siły i rozległości własnej Duszy i jej relacji z otoczeniem. Dusza może w innym otoczeniu, kraju funkcjonować o wiele lepiej. A tu gdzie akurat jesteśmy, może być w trybie „zobacz mnie”, „zobacz jakie mam uwarunkowania!” I to może być treścią jej karmy – może to być takim długotrwałym impulsem dla rozwoju, rozglądania się we własnym środowisku wewnętrznym, duchowym. Może dawać rozwój świadomości, jeśli ktoś tą sytuację zużytkuje.

  10. Marc
    Lu 10, 2018 @ 21:31:38

    No i latający dywan 🙂

  11. Gandalf
    Lu 12, 2018 @ 17:50:16

    Andrzej, masz rację bo ja łapie doła, jak pomyślę o życiu tutaj. Nigdy nie potrafiłem się wpasować w polską mentalność, w to społeczne podporządkowanie się, w typowo polskie przyzwyczajenia, już od podstawówki czułem się inny, nie umiałem czuć się tutaj jak u siebie, a teraz dochodzi u mnie jeszcze problem pracy – nie wyobrażam sobie zasuwać fizycznie w atmosferze zawodówki czy być korpo-szczurem, a z innymi zajęciami ze względu na kulejącą ekonomię jest u nas ciężko.

    Nie udało mi się też dotrzeć do tego, co ma mi Dusza pokazać, ja odczuwam tylko cierpienie i zniechęcenie do życia jako takiego w takich warunkach, jakie są tutaj.

  12. Aneta D Falkiewicz
    Lu 12, 2018 @ 19:54:45

    Gandalf, czemu nie spróbujesz sesji oczyszczania duszy? Nie musisz w to wierzyć.

  13. Gandalf
    Lu 12, 2018 @ 20:14:20

    Właśnie ustalam termin z Calogero :).

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: