Działania bez potrzeby nadziei


Kilka postów temu pisałem o nieopieraniu się na „sensie”.
Sens jest w Duszy, a ona niestety nie jest najmądrzejsza, ma mentalność 4 latki.

A też i nadzieja jest w Duszy, i to Dusza wybiera sobie co ma stać się nadzieją i potem nią się kieruje.

W opowiadaniu o nadziei zobaczymy jak funkcjonujemy, rozszerzymy sobie pole świadomości. Oglądanie czegoś, czytanie o czymś powoduje, że się pojawi tego wizja tej sytuacji. Pojawi się uświadamianie, z czym mamy do czynienia. A to daje motywacje, aby przestać ulegać nieracjonalnym popędom.

Głównie bowiem mamy do czynienia z naszą nie za specjalnie mądrą Duszą i z jej potężnymi energiami i potężnym napędem.

Nazywa się to także tym, co przykleja Duszę do instynktów. (Łazariew): „Potrzeba otrząsnąć się z tego, co przykleja twoją duszę do instynktów.” Mówi to w kontekście wchodzenia w posty dla dobra duchowego. Post ma temu służyć, łatwiej jest w poście nie pozwolić na coś Duszy, na podążanie za instynktownym działaniem. Łazariewowi oczywiście chodzi o uruchomienie postawy moralnej, która by była silniejsza od nawykowej czy też instynktownej. Mamy się stawać coraz bardziej moralnymi ludźmi, wraz z czynami, które są oparte na rozważności, na refleksji. Unikać postaw „natychmiastowych”, pochodzących z nawyków Duszy, z programowania. Mamy mieć działania oparte na moralnie poprawnym dbaniu o siebie i innych.

Aby tym instynktom nie ulegać, przynajmniej w części, potrzeba najpierw świadomości, że coś takiego w ogóle ma miejsce.

Medytacja, praktyki świadomościowe idą w kierunku powiększania świadomości. Są tu ścieżki delikatniejsze (tzw. stopniowe), gdzie powoli pokazuje się, że nie potrzeba się opierać na czymś nietrwałym (czyli na Duszy). I odnajduje się bardziej godne zaufania cząstki nas samych.

Gdy w medytacji ma się rozwiać nadzieja (marzenie) o czymś tam i człowiek nadal ma żyć i sobie realizować plany bez konieczności bazowania na nadzieji, to…

Dusza się zapiera rękami i nogami!!

Dusza zazwyczaj szybko ucieka przed kimś, kto chce zabrać jej nadzieję!!! Nie dam! Ja to mam, tego się trzymam i nie chcę aby ktoś zabrał mi taką piękną perspektywę, napełniającą mnie emocjami!

Dusza „musi mieć nadzieję”, żeby czegokolwiek się podjęła. Te energie zgromadzone wokół nadziei tyle spraw poruszają! Tak wiele dają!

Ale, sprawdzimy, czy jest to zdrowe.

Pragnienia i potrzeby są czymś zdrowym, bieżącym, „do zrobienia”. Nadzieja? Ona jest już „zesztywniałym” pragnieniem albo potrzebą. Niezrealizowaną, acz też i nieporzuconą, taką „trzymaną na lepszy czas”, „a może się uda?”
Jednym słowem –

Nadzieja jest to zatrzymana „w kadrze” energia, energia, która utknęła.

Można by powiedzieć: „Co to jest za życie bez nadziei??”

Chodzi o to, jak bardzo Dusza do nadziei przylgnęła.

Dusza sobie nie wyobraża życia bez nadziei !!!!
Dla Duszy śmierć nadziei = rozkład cząstki Duszy, która jest zbudowana na tej nadziei. Dlatego też tak Dusze mają na pieńku z różnymi nurtami duchowości, które minimalizują nadzieje osobiste (na coś tam).

Za to uwielbiają jak im ktoś coś obieca! Czy to ma być wypłata na koniec miesiąca, czy też zbawienie wieczne! Idą w to jak w dym. Mówią: „o, na tym można się oprzeć! A jak się nie uda – to druga strona jest winna!”

Nadzieja działa w obszarze czasowym (w Duszy). Nadzieja ten czas, który się rozciąga w przyszłość dzięki wyobrażonym, upragnionym celom – właśnie stwarza.

(Wybaczcie, że czasami będę pisać „nadzieji”, ja tam słyszę „jot”.. 🙂

Wierzcie i miejcie nadzieję

Dlatego też nurty religijne tak chętnie wykorzystują motyw nadziei w swoich nauczaniach. Bo tak prosto jest sterować osobami mającymi nadzieję. Dusze lgną do nadziei jak do miodu.

Przypominacie sobie, jak niektórzy ludzie tak chętnie chcą mieć dane obietnice?

Mistrzami magii lgnięcia i fałszywych obietnic [link do tego tematu] są oczywiście nasi starzy znajomi! – symbionciki [link].

Jak to mówią: „Nikt ci tyle nie da, ile on ci jest w stanie obiecać!

Tak to jest, jak ktoś czepia się nadzieji wbrew rozumowi, wbrew faktom.

„Oni chcą mieć nadzieję! Cóż w tym złego?” To ci, którzy są najbardziej podatni na manipulacje. To są ci, którzy zbiorą największe baty od życia. Nie od razu, najpierw napompują swoje wielkie ego, a potem przyjdzie spłator i im to ego zacznie degradować. A to może dziać się przez ileś wcieleń.

Bo zamiast polegać na własnej odpowiedzialności za swoje życie, szukają jej u innych. Chcą scedować odpowiedzialność za swoje życie na kogoś. Dusza rządzi!

Różne sposoby obiecywania nadzieji. A to jest obiecanie „uwolnienia”, a to „wybawienia od trosk doczesnych i wiecznych”.
„Ileś hurys w niebie” za odpowiednie przysłużenie się doczesnej władzy religijnej.

„Ja tam nie wiem, co będzie po śmierci, lepiej się zabezpieczyć, nie?” – to znowu do głosu dochodzi Dusza. Nie argumenty, a nadzieja na dobry los w nieznanym. Nie trzeba się zajmować poznawaniem – wystarczy mieć nadzieję – zabezpieczyć się.

Na tym samym mechanizmie nadzieji bazował niegdyś handel relikwiami. Jak będę miał tą i tą relikwię, to uniknę kary Bożej! – tak sobie to Dusze wtedy tłumaczyły. Piękny to Bóg, co kawałkiem świętego handluje za.. nieukaranie ułomnego w swojej budowie człowieka. No chyba, że Starotestamentowy. Ten to umiał siać zniszczenie, pożogę i panikę.

Podobnie jak w teleturnieju sms-owym. Nadzieja na wygraną w loterii. Poślij jeszcze jednego smsa za niewielką kwotę, a twoje szanse na wygranie wielkiej wygranej wzrosną pięciokrotnie! Czyja Dusza w to nie uwierzy??

Albo listy-łańcuszki szczęścia. „Prześlij ten list do kolejnych 10 osób, a zobaczysz, spotka cię niesłychane szczęście!” Nadzieja na szczęście, na szczęśliwy los.
Dusza tak bardzo chce doznać szczęścia, że jest gotowa poświęcić, zapłacić za to niezadowoleniem wobec siebie 10 bliskich znajomych. „Czemu przysyłasz mi te głupoty!?” „Oh, chciałam doznać tego wielkiego szczęścia!” (logika 4 latki/a u Duszy się odzywa).

Być nadzianym

Możesz sobie sam/a popatrzeć jak bardzo na takie nadzieje Dusza się „nadziewa”.. Czyli lgnie do czegoś, do jakiegoś wyobrażenia, do jakiej fantazji, jakichś planów. Dusze uwielbiają lgnąć i trzymać się obietnic. Także tych „niewypowiedzianych” typu: – on tak dobrze wyglądał jak pierwszy raz się spotkaliśmy! – ona mnie oczarowała już przy pierwszym spotkaniu!

No dobrze, mamy więc owe obietnice, nadzieje. Dusza lgnie i.. tam utyka na lata, na wcielenia.

Słowo to jest nieprzypadkowe. Bo nadzieja „nadziewa”, literalnie, taki człowiek jest jakby nadziany na duży gwóźdź (czasami zardzewiały), który czasami mocno uniemożliwia swobodne ruchy.

Pragnienia a nadzieje

Warto sobie zdać sprawę z naszych motywacji.
Można wyróżnić (za Łazariewem) motywacje wewnętrzne:

  • pochodzące od poziomów Boskich
  • pochodzące od poziomów ludzkich
  • pochodzące od poziomów zwierzęcych

Mówimy tu o potrzebach, pragnieniach, ale także o „stwardniałych pragnieniach” czyli nadziejach.

Wg Łazariewa dobrze jest dawać sobie to, czego się pragnie, acz nie folgować zwierzęcemu.

Co do nadzieji – to Dusza na skonstruowanie dowolnej nadziei może użyć dowolne pragnienie z dowolnego poziomu. Wystarczy, aby to pragnienie postawiła wyżej Boga – ono „twardnieje” i.. staje się nadzieją.

Nadzieja dla Dusz w różnym wieku

Wiele ludzi działa na podstawie nadzieji, która mieści się w Duszy.
No, niestety, wiele z tych nadziei jest pozbawionych realności, nie spełnią się, bo nie przystają do realiów.
Jednak nie dla wszystkich – na początku wzrastania Duszy nadzieja działa jak marchewka na osiołka:
„Postąp kilka kroków do przodu, to ją dostaniesz! Taka ładna, świeżutka, pomarańczowa, smaczna marcheweczka!”

Taką marchewką dla ludzi mogą być a to jeżdżenie autem (warto zrobić prawo jazdy), regularne stosunki seksualne (warto być małżonkiem), utrzymanie na starość (warto mieć dzieci).

Wiele, wiele metod rozwoju osobistego, metod wzmacniania osobistej motywacji do działania działa na tej zasadzie: budowania nadzieji. I to działa. Jednakże działa najlepiej dla najmłodszych Dusz. Dla najstarszych Dusz ma to działanie odwrotne – przeczyszczające od góry (wymiotne).

„O, on dobrze idzie!” mówią kołcze (coach) o kliencie. Nie tyle „jemu dobrze idzie”, co „on dobrze idzie” – jak osiołek w kieracie.

Jeśli ktoś ma młodą Duszę (patrz: Wiek Dusz), i wchodzi w obszar przeżyć ziemskich, to nadzieja jest czymś niezłym, nawet można powiedzieć, że świetnym. Najczęściej też nie jest aż tak skrystalizowana. Zwykle jest to proste pragnienie, czy potrzeba. Dusza się uruchamia na tej podstawie, i mamy dodatkowy napęd do działania, a jak coś uzyskujemy w życiu – to się mocno tym cieszymy. I nie trzeba wiele główkować, nie trzeba wiele rozumieć – to akurat dobre jest dla osób o młodych Duszach.

Perspektywa posiadania rodziny, dziecka, mieszkania, samochodu jest dla wielu właśnie taką realistyczną nadzieją, która się spełnia. I taki jest „model społeczny rodziny”, życia. I wszyscy są zadowoleni. Wszyscy jak wszyscy..

Piszę „my się cieszymy”, ale nie wszystkich to dotyczy.

Im starsza Dusza, tym gorzej z tym cieszeniem się.

Dla Dusz o wieku 4-5 nadzieja jest realną siłą wspomagającą.

Pragnienia, nadzieje u takich Dusz mogą być na dobre życie, dostatnie życie, na posiadanie fajnego męża czy żony, na udane dzieci (chociaż stare Dusze to już nie aż tak dążą do dzieci).

Dla Dusz w wieku 6 jest już powiedzmy trochę neutralna, intelekt daje duży napęd i możliwości realizacji decyzji życiowych. Człowiek staje się „mądry” na sposób ziemski.

Wiek Duszy 7 jest przełomowym wiekiem, w którym na arenę życia wchodzi duchowość i miesza. Już proste uruchamianie się w swoim zawodzie, w rodzinie zaczyna stawać pod znakiem zapytania. Nadzieja zaczyna mieszać pod nogami, przeszkadzać. Pragnienia i potrzeby nie są już tak proste do zrealizowania, więc „krystalizują”, stając się nadziejami.

Wiek Duszy 8 jest wiekiem gdy powoli ludzie tracą nadzieję intelektualnie. Widzą, iż „świat odpływa” i.. jakoś bez nich. Oni zostają trochę tak na uboczu, zaczyna pojawiać się separacja, a także większe rozpoznanie duchowe własnej sytuacji. Ale dla Duszy to nie oznacza, że ma „puścić” sobie nadzieje, tak sama z siebie. Ona nadal sama z siebie w tą nadzieję inwestuje! Nie ma bowiem refleksji i nie widzi, że czegoś nie daje się zrobić. Pamięta siebie z dawnych czasów, gdy właśnie mogła! Albo chociaż z dzieciństwa, gdzie to było możliwe.

Wiek 9 już jest chyba pierwszym wiekiem gdy czuć, że „nie ma powrotu” do tych młododuszowych sposobów na życie. Już się nie daje człowiekowi „wpasować” w społeczeństwo, w realia, Dusza wierzga, staje dęba czasami. Oczywiście, jak w poprzednich fazach – domaga się spełnienia swoich pragnień, nadziei. Ale jest to jeszcze mniej realne.


Tacy ludzie mogą być przekonani, że mało się starają, zbyt mało, jeśli takie nikłe efekty uzyskują. Stąd powyżej ten kapsel „My się mocniej staramy”. Też – w nadziei, że jednak te lepsze efekty uzyskają.

Stara Dusza ma kiepsko, ponieważ jest najczęściej słabo uspołeczniona, słabo zsocjalizowana, słabo umie się odnajdywać w tych realiach, w których właśnie Dusza chciałaby osiągnąć spory już zasób nadzieji, zbieranych przez lata czy nawet wieki.

Nadzieja z poprzednich wcieleń

Wiele osób jest napędzanych nadzieją z poprzednich wcieleń. W wieku 9 jest to już spory zapas doznań, przeżyć, energii karmicznych u Duszy. (W poprzednich fazach jest proporcjonalnie mniej karmy, nadziei, cierpienia, w następnych może być proporcjonalnie więcej).

Im starsza zaś jest Dusza tym te nadzieje są i szersze i bardziej zapalczywe, i bardziej zachłanne. Bo jest tym mniej z nich zrealizowanych! Tym częściej człowiek jest sfrustrowany swoją nędzną pozycją społeczną – w porównaniu do swojej zasobności duchowej, którą odczuwa.

Można w Duszy mieć nadzieję, że ktoś w otoczeniu nas doceni, nas posłucha, że będziemy mieć realnie lepsze traktowanie, zrozumienie od ludzi z otoczenia. Dla Starych Dusz jest to niemal pewnikiem, że tak ma być! A jest to tylko ich nadzieja, bazująca na przeszłych wcieleniach. W obecnym możemy być obijani, możemy żyć w kiepskich warunkach i na dziwnych bardzo zasadach.

Jednak nadal – nadzieja u Duszy będzie generować odpowiednie, adekwatne emocje:
„No jak, jak to może być, że oni są tacy nieuprzejmi wobec mnie!” (Dusza postrzega siebie jako kogoś zasłużonego)
„Powinnam mieć dobrze w życiu, a jak mam się zgodzić na takie mierne warunki!?” (to Dusza ma nierealistycznie patrzenie na otoczenie)

Im starsza Dusza, tym jej nadzieje pochodzą z tym dalszej przeszłości – przechodząc na obecne wcielenie niespełnione – z nadzieją na spełnienie właśnie. I tym więcej tych nadziei jest.

Dusza czasami nie poprzestaje na nadzieji, wręcz czasami są i żądania a nawet manipulacje! Oto widzimy panią, która pełna białych wzorców rozstawia osoby ze swojego otoczenia, kto co powinien w życiu robić. Zupełnie nie licząc się z tym, że te osoby mają swoje plany na swoje życie.

I ci ludzie, których Dusze chcą nadal zrealizować swoje przeszłe nadzieje – cierpią. Czasami bardzo cierpią, ponieważ ich Dusza uważa, że jak coś można było zrealizować np. 400 lat temu, gdy się było jakimś dajmy na to gubernatorem, to teraz to samo z równą łatwością się da.

A tu nie, bo nie ten kraj, nie ta zasobność portfela, nie tak usłużni ludzie w otoczeniu.

Otoczenie nie ułatwia

Dodatkowo przychodzą ludzie nie tyle usłużni, co tzw. spłatorzy – ich Dusze chcą wyrównać karmę i odpowiednio mocno „zajść za skórę” naszemu bohaterowi. Co ciekawe – nie żeby ze złości. Nie, to ich Dusze uważają, że właśnie przyszedł czas „wypłaty karmicznej”, a taka wypłata jest dla Dusz świętością, więc do niej dążą. Więc jest to np. mama, która zamiast syna/córkę wyekwipować na ich własne życie, to ich wiąże do siebie i nie daje dojrzeć. A to tatuś, który właśnie „się odsuwa”, bo uznaje, że „dziecko jest na tyle mądre samo z siebie, że nie trzeba z nim w ogóle rozmawiać”. Robią tymi działaniami ewidentne krzywdy swoim dzieciom, jednocześnie będąc zupełnie przekonani (przez własne Dusze), że robią dobrze. Potem pytani tłumaczą się z pełnym przekonaniem: „ja chciałam/em dobrze, jak najlepiej dla niego/ dla niej !”

Nie ma co ze strażnikiem rozwoju (spłatorem) rozmawiać, debatować. Jego / jej Dusza jest zwykle tak mocno przekonana o swojej racji, że nie będzie w ogóle rozmowy.

Jak widzicie, im starszą Duszę ma ktoś, tym mniejsza szansa na realizację nadzieji, które ma Dusza tej osoby.

Wtórna nadzieja – na uniknięcie cierpienia

W przypadku Starych Dusz dochodzi jeszcze jedna nadzieja. Nie taka pierwotna – aby coś osiągnąć. Bo do tego już Dusza się zdążyła przyzwyczaić, że tego nie może, tamtego nie osiągnie. Pogodziła się.
Doszły jednak ‚nowe’, „wtórne” nadzieje. Wtórne wobec tych prostych, że się coś osiągnie, dostanie.

Długi czas wcieleń skutkuje u Starych Dusz różnymi niemożnościami. Nie można tego, nie można już też tamtego. Biedna Dusza – jest często bardzo przygnieciona..

Ale.. Dusza zaczyna mieć chociaż na to nadzieję, że z tego się wyrwie z tego, że przestanie tak cierpieć! Że nie będzie cierpieć niezaspokojenia, frustracji, że się nie udało.

Do tego również zabiera się po swojemu – stara się, naciska, napiera, próbuje „przemóc” siły w otoczeniu. A jak to nie skutkuje, to odpowiada gniewem, frustracją, żalem..

Że się któryś raz się nie udaje, pomimo wysiłków! Taka nasza ciężka dola! Taki nasz skopany los!

Dusza ma chociaż nadzieję, że nie będzie czuć wobec siebie niechęci bądź wręcz nienawiści do siebie. Chce chociaż pozostać w swoich oczach w dobrym stanie.

Wtórna nadzieja w jej wielu odmianach jest
nadzieją na uniknięcie tego cierpienia, które jest odczuwane!

Nadzieja podobna do nałogu

Widzieliście nałogowych graczy w lotka? Oni mają wciąż nadzieję, nawet „przeciw nadziei” (czyli przeciw zdrowemu rozsądkowi), że jednak ten milion wygrają i ułożą sobie życie. To często trzyma ich przy jakim takim nastroju. Bo.. może jednak się uda. Może jak nie tym razem, to następnym, troszkę inne liczby obstawię, może da się wygrać..
Nadzieja bywa kołem ratunkowym!

Nadzieja podobnie trochę działa jak nałóg.

Nałóg jest odpowiedzią na „nieznośną sytuację”. Jest to coś, co łagodzi cierpienie.
I teraz tak: człowiek poddany nałogowi wie, że siebie niszczy (papierosami, wódką, narkotykami).
I co? Chce uleczyć „nieznośną dla Duszy sytuację”? Chce złagodzić pierwotne cierpienie?
Nie, bo on/a zwykle nie rozpoznaje go, nie wie o nim.

Za to bardzo mocno wie o „przykrywce” – o nałogu.
A nałogu Dusza broni jak oka w głowie! „Nie dam ci przestać palić!! Za nic w świecie! Musiałabym odczuwać w pełni tą okropną sytuację w której jestem!” – mówi Dusza. Dlatego tak trudno „usunąć” nałogi. Przyczyna bowiem nie leży w małym, niewinnym papierosie, który wydaje się wystarczy przestać go kupować. Przyczyna leży w totalnej przegranej w życiu (jak to Dusza widzi i wobec tego odczucia chce się zdystansować).

Tak samo z nadzieją –
– że teściowie się zmienią, ci, u których mieszkamy,
– że partner nie będzie bił,
– że żona będzie bardziej wyrozumiała,
– że dzieci nie będą takie jakie są, a będą „lepsze”,
– że pieniądze będą wystarczać na „godziwe życie” (Dusza sobie wyrobiła obraz „godziwego życia” do którego te pieniądze obecne nie pasują).
– że dostanę lepszą pracę, bo ta to jest żenada..
– że spotkam wreszcie tego mężczyznę…
– że spotkam wreszcie tą kobietę..

No i te życiowe sprawy .. nie zmieniają się. Nadal taka osoba cierpi w życiu.

Nadzieja może być w tych przypadkach tym nałogiem, który sprawia ulgę w palącym odczuciu niespełnienia.

Nie mówimy tu o przyczynie nadziei. Bo oczywiście najczęściej są to realne przyczyny – od których chcemy odejść, uciec.
Co jednakże trzyma nas przy nadziei? Co trzyma nas mimo braku realnych objawów, że „to coś” się kiedyś stanie?

Po pierwsze, to jakaś cząstkowa realność – że komuś to się udało.
Jak widzieliście powyżej – jesteśmy różni, i co się jednemu przydarza, to drugi może pomarzyć..

Po drugie, nadzieja stanowi zwykle bardzo dużą, emocjonalną siłę napędową! A przynajmniej tak się to przedstawia Osobowości. Dusza tak to przedstawia Osobowości, że Osobowość zwykle jest mocno zamotana: „o, mam nadzieję, to takie mocne, nie, nie będę z tego rezygnować, może się jednak zdarzy, są szanse”. I tak można latami. Osobowość może sama siebie oszukiwać latami, z wydatną pomocą Duszy. A jak obie idą w tym samym kierunku, to takiego człowieka nikt z tych torów (szyn) nie przestawi.. nie ma takiej możliwości.
W przypadku gdy ktoś jest „uparty”, to zwykle nie jest „zasługa” Duszy, a Osobowości, która zawierzyła Duszy. I tak idzie jak jakaś ślepa. A Dusza jej oczy na fakty rękami zasłania..

Po trzecie – że nadzieja DAJE ULGĘ. To właśnie typ nadziei, którą nazywam „wtórną nadzieją„.

Wiele osób na blogu ma problem „wtórnej nadziei”.

„Ja chcę znowu mieć taką samą możliwość działania jak w dzieciństwie!”
„Ja chcę tak działać jak inni, których widzę, że tyle mogą!”

„Czemu mając starą Duszę ja miałbym nie móc czegoś zrobić? dokonać? Nie rozumiem?” – w tym też pobrzmiewa nadzieja, że właśnie się mi uda.

Przecież mogę! Przecież tyle osób mi to mówi! I oni mi to mówią, i ja CZUJĘ, że mogę, że mógłbym!

To czemu nie mogę? Czemu w moim życiu się to nie dzieje?

A realia są takie, że Dusza ma na to wtórną nadzieję, nadzieję „na uwolnienie się”.

To poczucie „przecież mogę, przecież mógłbym, mogłabym!” to jest właśnie odczuwana nadzieja, ta nadzieja, którą tak Dusza pielęgnuje.

Co jednak nijak ma się do realizacji chęci czy planów życiowych.

I rzeczywiście – w sesjach regresyjnych, wspomnieniowych wychodzi, że jest sporo obciążenia u Duszy z poprzednich wcieleń. Ale Dusza już jest duża czy bardzo duża i bardzo mocno presjuje energiami, wspomnieniami. A człowiek ledwo żyje – „No przecież mogę, mogę, mam na to energię! Czuję to!” Kołcze się go pytają: „Czujesz to? Czujesz, że możesz?” „Oczywiście, całym sobą to czuję!”. A co on czuje? Ogromną swoją Duszę poprzykręcaną, przyszpiloną do podłoża na wiele różnych sposobów przez kolejne elementy karmy Duszy. Tam istotnie jest ogromna „zainstalowana moc”, czuć „zgromadzoną energię”. Ale mylą się ci, którzy sądzą, że można jej użyć. Ona jest przymocowana, ona utknęła, jej się nie ruszy. Jedyne „ruszenie” może być w postaci przekroczenia duchowego – oczyszczenia, które daje taki wgląd, że „to wszystko już jest tylko na marchewkę” „nie, nie zależy już mi na tym”. Takie są wnioski z poprawnych sesji regresywnych.

Działanie bez konieczności używania nadziei

Sprawa jest prosta – należy przestać wierzyć Duszy.

Pierwszy krok Anonimowych Alkoholików to dobrze ujmuje: „Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i przestaliśmy kierować własnym życiem”.

Należy zaprzestać wyobrażania sobie, że nasza Dusza jest „sprawnym systemem kierowania naszym życiem”. Ona kieruje, ale ma umiejętności decyzyjne czterolatka! Któremu czterolatkowi ktoś by powierzył kierowanie samochodem, którym razem jadą?

Co więc zostaje?
Jeśli właśnie widzieliśmy zaułek bez wyjścia, to co zrobić?
Trzeba się wznieść ponad to. Potrzeba zacząć rozpuszczać nadzieje u Duszy. Ustawiać sprawę w poprawnych, właściwych proporcjach. Trzeba przestać się oszukiwać i przestać pozwalać, aby nasza Dusza nas oszukiwała. Przestać jej wierzyć, dowierzać.

Jednocześnie też przestać dowierzać tym siłom, które z zewnątrz są w stanie zwieść naszą Duszę. (i nauczyć się o nich, czym są)

Bo oczywiście można działać i osiągać cele osobiste przy każdym wieku Duszy, ale nadzieje to już od pewnego wieku są niemożliwe do realizacji.

Nasze Dusze nie są (jak zauważyłem pewnego pięknego dnia) stworzone, aby nam umilać życie. Potrafią mocno zajść nam za skórę. Są projektowane przez istoty, które tu, we wtórnym, Niższym Świecie widzą swoje interesy, a Dusze służą temu, żebyśmy my my się wikłali i .. wikłamy się, i posyłamy tam do tych Twórców Dusz naszą energię, którą moglibyśmy wykorzystać dla naszego dobra.

Dlatego też można nazwać Duszę „Obcą Instalacją”. I najlepiej jest ją dobrze obserwować, prowadzić, o ile się ona daje prowadzić. I nie wierzyć jej, nie dowierzać, że „chce naszego dobra”. To my, jako Świadome Jaźnie mamy na tyle rozumu, że będziemy wiedzieć, po refleksji co jest dla nas możliwe, dostępne i co chcemy wybrać w naszym życiu.

Całe szczęście, że jest taki proces, który się nazywa przekroczeniem.
Polega na tym, że wibracje człowieka się wznoszą (zwiększa się częstotliwość) i oczyszczają (oczyszcza się zawartość postaw Duszy, karmy Duszy).
Dzieje się to samoczynnie, pod warunkiem pracy nad sobą i przy oczyszczaniu karmy Duszy (tu są różne metody: afirmacje, medytacje, modlitwy, refleksje, oglądanie odpowiednich filmów, czytanie książek, tekstów).


Nie musimy mieć żadnych założeń pod tym względem, samo działanie swoje zrobi.

Dlatego jeśli postrzegamy naszą sytuację z punktu widzenia Duszy, jeśli nadzieja jest w Duszy energetycznie włączona, to odczuwamy to tak:
„Beznadziejna sytuacja”.
Jeśli zaprzestamy wierzyć Duszy, jeśli „przeramujemy” na powyższy sposób patrzenie, i nie damy Duszy wiary w tą jej nadzieję, to możemy rozpoznać w naszym życiu ileś konkretnych, praktycznych ruchów, które są nam dostępne, nawet od razu. A są to ruchy, kroki, które – paradoksalnie – były blokowane przez zawierzenie owej „nadziei”…

Nie ma co Duszy za to winić – ona ma mentalność 4 latka i naprawdę mało co rozumie. Natomiast my, jako Świadome Jaźnie mamy niewyobrażalnie większy potencjał operacyjny, biorąc Duszę jako poziom odniesienia. I warto go stosować, ćwiczyć, pielęgnować. No i zyskiwać sukcesy życiowe dzięki uruchomionej Świadomej Jaźni!! 🙂

Harmonizacja i oczyszczanie karmy oznacza, że Dusza uważa, że pewne treści w niej obecne „już nie zadziałają”, „nie przydadzą się”, przez co Dusza sama się kurczy i pozbywa nadmiaru, balastu. W dużej części także właśnie balastu nadziei, tych postaw, które „oczekują, że się właśnie ten szczęśliwy moment wydarzy, że wreszcie nadejdzie”. Co ciekawe, im bardziej zatłuczona, dokręcona śrubami do podłoża jest nadzieja na coś, tym mniej sama Dusza (i człowiek) jest skłonny aby cokolwiek robić w tym kierunku, aby się to zrealizowało.

Dusza z sobie właściwą łatwością mówi: „jak ja jestem już tak dobrze do tej nadzieji przywiązana, to ona nie ma innej możliwości, jak tylko MUSI się to wydarzyć!” Najczęściej jednak jest to również wyraz właściwej Duszy głupoty. Skala nierozsądności Duszy bywa ogromna.

Dlatego, podobnie jak nie warto lgnąć do sensu, tak nie warto lgnąć do starych nabrzmiałych, przykutych do podłoża nas nadzieji sprzed wieków.

Gdy rozpuszczamy treści Duszy, gdy pozbywamy się poszczególnych nadziei, to co za to możemy mieć?

Możemy mieć osobiste decyzje. Możemy układać sobie świadome plany i je realizować. Nie bazując już na energiach, które Dusza czerpie ze skrzętnie poukrywanych swoich dawnych Nadziei – na to, na tamto..

Z czasem, nawet po dużych przejściach i obciążeniach można dojść do postawy realnie duchowej.

Doktryny, które wikłają się w Niższy Świat, religie uważają to za świętokradztwo – aby działać bez nadziei!!

Doktryny dochodzące do poziomu Ducha to rozpoznają.

Jak masz chęć coś robić, to planujesz i robisz.
Nie potrzeba nadziei.

Reklamy

25 Komentarzy (+add yours?)

  1. Gandalf
    Mar 02, 2018 @ 20:21:32

    Ja bym jeszcze dodał do tego opisu takie coś, że starsze dusze jak już zrozumieją swój upór i go puszczą to przychodzi nagle taka refleksja: ,,a właściwie to po co mi to było” (w sensie, że po co się tyle lat starłem cos zdobyć czy zrobić skoro to jest zupełnie nieistotne, skoro można sobie żyć na luzie i mieć wszystko gdzieś 🙂 ).

    No, ale społeczne oczekiwania z niższych poziomów potrafią mocno wgnieść taką osobę i czasami trudno jest się nawet samemu przyznać, dać sobie przyzwolenie na taki luz, odpadnięcie od systemu :).

  2. Gandalf
    Mar 02, 2018 @ 20:27:18

    Ten tekst właściwie wpłynął na mnie a raczej wydobył kwintesencję mnie samego, czyli że mnie się już nic nie chce (w sensie udowadniać, zdobywać za wszelką cenę). Moja dusza czuje już potrzebę resetu, zmęczona jest tą ciągłą szarpaniną, marzy się jej taki luz i nic nie robienie / nic nie oczekiwanie. I czasami udaje mi się to i są to bardzo wspaniałe momenty w moim życiu :).

  3. awentais
    Mar 02, 2018 @ 21:36:37

    Dziękuję za ten tekst. Chciałam już Cię prosić, żebyś napisał coś jeszcze o starych duszach, o ich radzeniu sobie w życiu. No i jest :). Ja jestem z tego pułapu 9< i wiele nadziei i planów w moim życiu już porzuciłam. Albo same odpadły ode mnie z biegiem czasu. Ale tak jakoś … bez żalu to odeszło? Powiedzmy, że zostawiłam sobie minimum, o którym wiem, że są szanse, by to osiągnąć. Nie jestem jednak pewna, czy to już Świadome Ja działa, czy jeszcze Dusza (może spokorniała ona, zmądrzała coś niecoś?).

    Najgorzej jest, jak dusze młodsze, nie mając kompletnie rozeznania duchowego, cisną na stare, żeby te też osiągały – metodami przymusu bezpośredniego (trucie i gadanie, szantaż, pokazywanie palcem innych ludzi, którzy mają osiągnięcia etc.), oraz pośredniego (paradowanie przed nosem ze swoimi osiągnięciami). Wszystko w myśl zasady "ludzie są równi, mają te same szanse". Co wtedy zrobić?

    W moim życiu spotkałam młodziutkie dusze, które próbowały mi ustawiać los, wyznaczać mi cele. Bo wiedziały niby lepiej, co jest dla mnie dobre. Oczywiście skończyło się to obustronną frustracją.

    Bywa też tak, że dusza stara musi się wesprzeć (głównie finansowo/materialnie) na kimś nieco młodszym i bardziej ogarniętym, by jakoś funkcjonować w świecie, a ten ktoś młodszy może wcale nie chcieć być takim oparciem przez nie wiadomo jak długi czas.

    Weżmy przykład rodziny z dwiema córkami – jedna ma młodszą, aktywną duszę, druga duszę starą. Pierwsza się szybko usamodzielniła, kupiła mieszkanie, wyszła za mąż. Druga nie osiągnie tego, utknęła gdzieś na etapie pomiędzy szkołą a szukaniem pracy. Natomiast dość młodzi duchowo rodzice oczekują od obu córek tego samego poziomu radzenia sobie. Wszelkie tłumaczenia duchowe nie docierają, ponieważ rodzice oceniają córki według siebie, swojego rozeznania rzeczywistości.

  4. Andrzej
    Mar 02, 2018 @ 21:57:10

    Andrzej
    Kolejna fajna rozprawa na jakze biezace moje mocowanie sie ze soba. Wieeelkie DZIEKI!

    Gandalf
    cyt. …”I czasami udaje mi się to i są to bardzo wspaniałe momenty w moim życiu”
    A czy to nie w tym miejscu jest Twoj punkt zboru?
    Ja tu widze u Ciebie pozytywne poruszenie, emocje. To moze byc istotna czastka Twojej maszynerii.

    A przy okazji, o wiele mi latwiej dostrzec cos u kogos niz u mnie samego. Czy Wy tez tak macie?

    Mrozna bestia za oknami szaleje a u Andrzeja na Blogu temperatura rosnie!

  5. Aga
    Mar 02, 2018 @ 23:07:59

    Co do pracy. Ja przez całe swoje życie ciężko pracowałam żeby się utrzymać bo nie miałam od nikogo wsparcia. Rozwiodlam się i sama musiałam utrzymywać dziecko z małymi alimentami. Długa historia. Ale w tym czasie pracowałam na 1/5 etatu studiowałam wieczorowo (kazdego dnia od 16-21) robiłam prawo jazdy przeżywałam 5 letni rozwód bo mój były poza zdradami uważał ze mnie zniszczy bo nie mógł patrzeć ze daje sobie radę. Co prawda kosztowało mnie to bardzo dużo. ..ale dałam radę. Fakt ze po kilku latach takiego szarpania i biegania dosłownie wszędzie dałam sobie przyzwolenie na zwolnienie tempa…no i tak mi zostało 😉
    Wszystko jakoś się zbiegło. Odpuściłam sobie wiele spraw zaczęłam wracać do spraw duchowych ..rozwoju….przypominać sobie wiele z tego co gdzieś w swoich zakamarkach juz było. .w tym czasie skończyła się moja praca, której notabene nie znosiłam -praca w biurze. A teraz jakoś nie mogę znowu ruszyć. W sumie trochę się miotam bo czuję z jednej strony ze czas wrócić do pracy a z drugiej czuje żeby spokojnie wyczuć swój czas..bo on się zbliża ale to nie jest jeszcze to.
    Tez oczywiście trochę jestem aspoleczna, w kontekście alienowania się od grup, i generalnie wielu ludzi. Aczkolwiek Lubie prace z ludźmi tylko raczej w indywidualnych relacjach.

    A co do tematu-nadziei
    Coraz częściej weryfikuje slogany typu: a nadzieja umiera ostatnia 😉
    Dużo mamy zakodowanych schematow i faktycznie szczególnie kobiety (ja też się do nich zaliczam ) mają nadzieję że. .. np. Ktos się zmieni…coś się zmieni..będzie lepiej itd
    Dużo czasu potrzebowałam żeby uświadomić sobie ze to nie nadzieja a po prostu działanie zmieniało coś. ..powodowało ze było lepiej a na końcu. ..ze jak zaczęłam świadomie zmieniać siebie to i inni zaczęli się zmieniać albo odchodzili

    Może to generator we mnie” powoduje że znajduje siłę do działania
    Bo chociaż zawsze wiedziałam że jestem jakaś inna i chyba gdzieś głęboko stara znudzona sprawami z którymi miałam do czynienia czy tematami poruszanymi przez wielu ludzi… bo nie mogłam odnaleźć się w gronie większości ludzi…to mimo wszystko była we mnie siła do życia. I fajne jest jak dotyczy ona wielu aspektów istnienia duchowego ale tez tego fizycznego. .. bo on potrafi dać niezły power
    Kiedyś jak czytałam książkę o buddzie stwierdziłam ze łatwo jest zrobić tak jak on czy też wielu ascetów joginów mnichów itp odciąć się od swiata/zostawić go odizolowujac się od wszystkiego i pogłębiać duchowosc/świadomość …ale zrobić to żyjąc wśród ludzi z kłopotami ludzi i „tego swiata” to już jest trudniej… większe wyzwanie. Dlatego tez prawdy głoszone przez takowe osoby słyszę ale wole je doświadczać sama w połączeniu światów. ..rozumieniu w kontekście a nie poprzez abstrahowanie części istnienia tutaj.
    Chociaż nie ukrywam ze..chętnie zakończę egzystencję na tym poziomie bo juz mi się nie chce tego wszystkiego przechodzić. A natenczas można cieszyc” się wieloaspektowoscia tego świata i możliwościami które mamy łącząc się z „innymi swiatami” w sumie to niezła frajda patrzeć z zewnątrz jak to wszystko się kręci.
    Oczywiście jak wyjdzie się z cierpietnictwa i leków. ..które blokują postrzeganie wszystkiego z zewnątrz.

  6. Gandalf
    Mar 02, 2018 @ 23:21:35

    Mnie właśnie zastanawia aspekt tego, jak stare dusze wybierają i ,,programują” swoje wcielenia. Bo teoretycznie starsza dusza winna mieć już jakieś rozeznanie ale z drugiej strony jednak im bardziej stara dusza, tym więcej karmy i obciążeń i jak nie zacznie szukać oczyszczenia, łączenia się z Wyższym Ja to lecąc na takim karmicznym autopilocie może fundować sobie coraz to gorsze wcielenia, co dla osobowości czy w ogóle dla człowieka jako istoty cielesnej może okazać się katastrofalne w skutkach (np. bezdomność, alkoholizm, czy ogólnie bardzo ciężkie wcielenia, które nie pozwalają za bardzo na wygrzebanie się z tego, w czym się tkwi). Bo Dusza refleksyjna zbytnio nie jest i chce doświadczać, ale już nie martwi się o to, jakim kosztem (bo sama w sobie nie jest przejawiona, ona po prostu ,,jest”).

    I tutaj nasuwa mi się pytanie: czy stare dusze wespół z Wyższym Ja celowo fundują sobie cięższe wcielenia po to, aby cos odkryć, czegoś się nauczyć czy znowu mamy od czynienia z jakąś ingerencją z zewnątrz? Tak, wiem, że ciągle przewija się u mnie temat manipulacji, zniewolenia ale skoro mam to tak głęboko zakodowane, może jest w tym jakaś cząstka prawdy? ……

  7. Tomek
    Mar 03, 2018 @ 10:28:43

    Gandalf, dlaczego uważasz, że to inni kontrolują twoje życie?

    Tutaj ujawniają się takie postawy, z którymi mierzymy się wszyscy:

    – jestem niezależną jednostką, mam granice… a inni to inni ..
    Ci inni to Wszechświat, Aniołowie, Przewodnicy, Opiekunowie, Wyższe jaźnie, Ciemna Strona itd.

    Ale ci wszyscy inni, wymienieni to także TY (MY). Jesteśmy jednocześnie oddzieleni i jednocześnie częścią nich. Bez naszego wewnętrznego pragnienia zmiany punktu zboru/”miejsca pobytu” nie zmienimy nic w naszej sytuacji odczuwania kim jesteśmy teraz. Nasza obawa/strach utraty czegoś, lub obawa przed nieznanym powoduje, że to „życie” przymusza do zmian postawy (trudne wcielenia).

    – zniewolenie, manipulacja, ingerencja, itp.
    Czyli postawa ONI mi to zrobili a ja jestem ofiarą ich działań. Potrzebujemy wyjść z tej postawy, oraz potrzebujemy uzdrowienia Ciała Bolesnego, wybaczenia sobie i innym za wszystko co zdarzyło się w naszych wcześniejszych i obecnych inkarnacjach.

    Co do trudnych wcieleń. Wejście na ścieżkę ducha, czyli „opuszczenie” duszy to praca WEWNĘTRZNA z samym sobą. Czyli trudno to uczynić prowadząc życie towarzyskie. Przeszkody pojawiające się w życiu to także „środek” zmuszający do wglądu wewnętrznego. W świecie zewnętrznym nie powinniśmy się angażować.

    Coś dla poskromienia rozumu. Każdy ma swoja prawdę. Nie ma prawdy lepszej i gorszej. Każdy może zmienić swoją prawdę. Ja też :). Jest to wyraz wolności.

  8. Gandalf
    Mar 03, 2018 @ 10:44:35

    Może dlatego, że ciągle mam podczepienia do tych istot, sił. Póki co chcę to wybadać, potem będzie czas na kontemplacje jedności, choć już teraz czuje, że takie całkowite połączenie się, zlanie się i stwierdzenie że np. My i Siły Ciemności to jedno i to samo zajmuje eony czasu, że przytłaczająca większość osób tak twierdzących że już to osiągnęła po prostu konfabuluje, wmawia sobie to bardzo silnie a podświadomość to łapie i też zaczyna wierzyć więc mamy materializacje tego, w co wierzymy. Tak to widzę na teraz.

    ,,Czyli postawa ONI mi to zrobili a ja jestem ofiarą ich działań. Potrzebujemy wyjść z tej postawy, oraz potrzebujemy uzdrowienia Ciała Bolesnego, wybaczenia sobie i innym za wszystko co zdarzyło się w naszych wcześniejszych i obecnych inkarnacjach.”

    Tak, tylko ze łatwo się pisze a trudniej to wykonać na sobie samym, a z Twoich postów wynika taka jakby pewność, że pstrykniesz palcem i już, tymczasem z obserwacji swoich i osób, które zgłębiają ten temat wygląda to tak, że trwa to bardzo bardzo długo.

    ,,Co do trudnych wcieleń. Wejście na ścieżkę ducha, czyli „opuszczenie” duszy to praca WEWNĘTRZNA z samym sobą. Czyli trudno to uczynić prowadząc życie towarzyskie. Przeszkody pojawiające się w życiu to także „środek” zmuszający do wglądu wewnętrznego. W świecie zewnętrznym nie powinniśmy się angażować.”

    Czyli droga ascezy, wyzbycia się typowo ziemskich przyjemności, wartości. OK tutaj póki co nie chcę się wypowiadać, bo jest to temat na dłuższe wywody i póki co mam silne odczucie, ze być może coś tutaj zostało pominięte. Póki co mam nieco inne odczucia w tym temacie.

  9. Aga
    Mar 03, 2018 @ 12:13:13

    Gandalf- ja mam podobne odczucia co do ascezy i wchodzenia w duchowość poprzez rezygnację niemalże ze wszystkiego. Czuje ze właśnie poprzez bycie tu i teraz i praktykowanie jednoczesne wglądu dzięki tym informacjom które otrzymujemy z zeenatrz (czyli od projekcji nas samych) możemy oczyścić się z czegoś czego nie byliśmy świadomi a to utrzymywali nas w „dolku” żeby w końcu to rozwiązać żeby uwolnić się z własnych czy narzuconych ograniczeń.
    Możliwe ze samo praktykowanie medytacji czy ascetycznego życia by powiodło nas w podobnym kierunku możliwe ze w pewnych kwestiach nawet i głębiej. ..ale skoro jesteśmy tutaj i doświadczamy tego istnienia tez i na tej płaszczyźnie to wydaje mi się (na dzisiaj) ze poprzez dopełnienie i poznanie pogłębiamy nasza świadomość a nie poprzez wykluczenie i uciekanie.
    A może się mylę? Wiem że wszystko przychodzi w odpowiednim czasie również odpowiedzi na nasze pytania ☺

  10. Aga
    Mar 03, 2018 @ 12:18:36

    Ciekawy wywiad- bardziej przyziemny ale nawiązujący do różnych specyficznych dla naszych instytucji wyjaśnień ad życia na ziemi …zjawisk które są nadinterpretowywane w sposób sztampowy. Ciekawe tym bardziej ze mówi to osoba z tytułem dr co w tym świecie zazwyczaj związane jest z ograniczeniami w interpretacji naukowej do bezpiecznych szablonów. Otwarty umysł i postrzeganie inne od większości pseudo naukowców.

  11. Tomek
    Mar 03, 2018 @ 12:36:27

    Piszę o mechanizmach, kierunkach działań. Jakby planie ogólnym. Nie piszę, że to jest łatwe lub, że droga wiedzie tylko poprzez „skrajność” czyli ascezę. Cokolwiek zrobimy, wybierzemy będzie właściwe. My wybieramy. Nie ma ograniczeń.

  12. Swiat Ducha
    Mar 03, 2018 @ 14:49:59

    Gandalf
    o to chodzi, jak piszesz, aby dojść do tego stanu spokoju, luzu, bez wysiłku.

    >czy stare dusze wespół z Wyższym Ja celowo fundują sobie cięższe wcielenia po to, aby cos odkryć, czegoś się nauczyć czy znowu mamy od czynienia z jakąś ingerencją z zewnątrz?

    Chyba ani tak ani tak. Domyślam się, że jest to prosta „mechanika” zależna od samej natury Duszy, od tego na jakich zasadach ona działa.
    Dusza ma mentalność 4 latka i .. nie zmienia się to żeby nie wiem co, tak samo po dziesiątkach wcieleń. Jedynie może się poszerzać tzw. „wgląd Duszy” – że widziała więcej, ale to tylko tyle. Czyli cięższe wcielenia są tylko na podstawie „podobne przyciąga podobne” – ciężka karma Duszy daje ciężkie wcielenie.

    Aga
    Dzięki za komentarz

    Andrzej
    Cieszę się, że ci się przydaje tekst. Łatwiej jest u kogoś dostrzec, bo lustro to wydatek rzędu 50 zł, a normalnie nie trzeba kupować lustra, aby widzieć inne osoby.

    Awentais
    Ja to pisałem, jak sama widzisz jakby obserwować jedną osobę. Ale oczywiście są dla tego zjawiska aspekty relacyjne, pojawiające się w związkach. No i tam też jest sporo do zauważenia, pooglądania, przebadania. Bo przecież nie żyjemy na pustyni (zwykle).

  13. Gandalf
    Mar 03, 2018 @ 16:03:08

    Tomek, coś we mnie (uważam, że nie tylko dusza) jest mocno przekonana o tym, że na Ziemi nie tylko można było ale wręcz powinno się żyć w dostatku i jednocześnie rozwijać się duchowo, że jest to możliwe i że to co teraz mamy to wynik bardzo głębokich zmian wprowadzonych przez Nadzorców wiele tysięcy lat temu w celu kontrolowania ludzi. Że obecne warunki zostały wykreowane specjalnie i dlatego tak bardzo trudno jest oddzielić się tutaj od materii jednocześnie rozwijać się w sposób duchowy. Ale o tym już pisałem gdzie indziej :).Te wszystkie przeszkody w doświadczaniu bogactwa, dostatku, łatwości są narzędziami wtórnymi używanymi przez ciemne siły do trzymania człowieka w miejscu (manipulacja za pomocą hologramu karmicznego Ziemi), stąd tyle wcieleń ludzie stoją w miejscu (coś ma do rzeczy również hamowanie naszej świadomości, która kiedyś była o wiele bardziej wysoka).

    Może stąd wygląda to, że jakbym walczył z siłami ciemności, nadawał im i sobie bardzo indywidualny charakter, rozdzielał je bo i tak czuję w środku, że jestem maksymalnie przeciwstawny choc rozumiem też, że wszyscy pochodzimy z Jednego Źródła.

  14. Tomek
    Mar 03, 2018 @ 18:09:47

    Gandalf co do przeszłości to zgadzam się z Tobą, natomiast uważam, że dyskutujemy o „tu i teraz” z widokiem na przyszłość i doświadczanie obfitości. Użyję skrótu myślowego pisząc o przeszłości, że to był system „niskowibracyjny” gdzie „mądry przedyskutował, ale głupi pobił”. Trzeba podnieść świadomość/wibracje , aby go opuścić/przestać doświadczać. Jeśli do kogoś mamy żal, złość…. to jesteśmy z tą osobą związani (nie potrzeba dodatkowej manipulacji). Wszechświat jest BOGATY i fajnych planet do inkarnacji nie brakuje. Pewnie niefajnych też 🙂
    Jest jeszcze druga możliwość, ja uważam, że realizowana teraz. Ziemia to także jest kreacja Istot Wyższych, które na naszym planie zezwoliły na ingerencję Nadzorców, a teraz tych Nadzorców usuwają i pomagają nam podwyższyć świadomość. Jednocześnie podnoszone są wibracje Ziemi. Istoty i osoby „niskowibracyjne” stopniowo opuszczają Ziemię i idą doświadczać to co lubią w innych miejscach.
    Powtórzę za Huną:
    -cała moc pochodzi z naszego wnętrza,
    -moment mocy jest teraz,

  15. aga
    Mar 03, 2018 @ 18:36:35


    opowiesci topografa 8
    pod koniec tego wywiadu jest nawiazanie do Twoich Gandalf refleksji na temat zycia – tutaj 🙂
    z biegiem rzeki a nie pod prąd 😉

  16. Swiat Ducha
    Mar 04, 2018 @ 08:09:36

    Co do działania z wnętrza, z Ducha, to wiele tradycji duchowych poszukuje tego, odwołuje się do tego. Tutaj przykład rysunkowy z nurtu buddyzmu tybetańskiego, nauki Wielkiej Doskonałości (nazywa się to też Diamentowa Droga jakby ktoś leciał na klejnoty 🙂 ) – Dzogczen. Poszukujemy w sobie tego, kto jest świadomy, a jest do niego ileś „zasłon”, pokładów przez które potrzeba nam przejść.
    „Są różne pokłady świadomości, a wewnątrz jest pełna samoświadomość tego, kim jesteśmy”

    W moim tekście możnaby powiedzieć opisałem jedną taką zasłonę – nadzieję. I to, jak ją przekraczać.

    Dzięki Conchita za link!

    Aga
    Dzięki za link do Opowieści Topografa! To jest bardzo już rozległa i przemyślana wiedza mająca źródło w snach

  17. Gandalf
    Mar 04, 2018 @ 09:28:37

    Tomek,

    Być może mam coś związanego z Ziemią, z jej przeszłością. Mam też trochę inne odczucia co do tego, czy aby na pewno Ciemne Siły opuszczały tę planetę, wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że jest ich coraz więcej i robią to w o wiele bardziej wyrafinowany niż kiedyś sposób (chodzi o programowanie człowieka w celu stworzenia humanoida, stąd teraz taka silna fala wzrostu zaawansowanych technik i prób scalenia ich z człowiekiem, a nie wyodrębnienia ich z pożytkiem dla człowieka, również wszelkiej maści gadżeciarstwo i takie otumanienie człowieka wszech-obecnymi mediami i materializmem).

    Aga,

    dzięki, Topograf bardzo fajnie opowiada, oglądałem już wszystkie części ale fajnie, że przypomniałaś ten fragment, czasami coś nam umyka. rzeczywiście, ja stawiam spory opór wobec sił ciemności, czyli wychodzi na to, że coś jest tu na rzeczy. Na pewno też moja dusza chce doświadczać materii, fizyczności. Btw, czytałaś jakieś jego książki może? Godne polecenia według Ciebie?

  18. Aga
    Mar 04, 2018 @ 10:39:25

    nie czytałam jego książek. Ale zapytałam jego o nie. Polecił swoja stronę TARAKA -w książkach wg tej info są spisane sny. Natenczas zapoznam się z tą stroną i zastanowię się czy będę chciała jeszcze wnikać w treść książek. http://www.taraka.pl/spis.php?aut=328
    Słucham tez innych z nim wywiadów. Jak dla mnie świetnie opowiada o swoich poszukiwaniach/odkryciach odwołując się również do innych źródeł informacji.

  19. Aga
    Mar 04, 2018 @ 10:50:01

    Ciekawy tekst z tych wyeiadow: o dokarmianie duszy. Jej jest wszystko jedno czy są to emocje pozytywne czy negatywne. A wybór należy do nas ☺ wg mnie warto robić to co sprawia radość – oczywiście w sensie pozytywnym …najpierw definiując czym ona dla mnie jest poprzez rozpoznanie siebie i kierunku w którym chce podążać -trochę zajęło mi odnajdywanie tych info. Czasami poprzez metodę prób i błędów 😉 mniej przyjemna strategia …są też inne o których kiedyś nie miałam pojęcia. W każdym razie skoro interesuje cię życie w dobrobycie to znajdź swoją drogę, zainteresowania które wywołaja w tobie radość …emocje pozytywne żeby nie „kopać się z koniem” a jednocześnie rozwijaj swoją swiadomosc-duchowosc. Połącz jedno i drugie ☺
    Albo wybierz jedną z tych dróg ☺
    Bo walka z samym sobą niszczy.

  20. Gandalf
    Mar 05, 2018 @ 10:04:11

    Aga,

    A gdzie znalazłaś jeszcze inne wywiady z Topografem (bo też chętnie bym go posłuchał bo jak czytam jego wykłady to jednak tam jest tak duże nagromadzenie danych i terminologii, że czasami męczę się tym).

    Ten wywiad z dr. Francem Zalewskim świetny jest. On potwierdza w naukowy sposób to, co ja jako hobbysta też przeczuwałem już wiele lat temu – że istniała przed-potopowa wysoko rozwinięta cywilizacja tylko środowiska naukowe sceptycznie na to reagowały a dowodów było co nie miara (plus właśnie podania, legendy).

  21. Anna Adam
    Mar 05, 2018 @ 10:12:09

    Też mnie ciekawi to planowanie Duszy.
    Bo w końcu nie zawsze jest tak, że Stare Dusze idąc znowu za nadzieją utkną i mają to co wcześniej – czyli szambo.
    Czasami drzwi zwane nadzieją prowadzi do rozwiązania, okazują się bardzo słusznym krokiem. Oczywiście to, że ów krok był właściwy możemy stwierdzić dopiero „po jakimś czasie”.
    Te „właściwe drzwi” przyczyniają się do otwarcia świadomości i teraz już można zacząć „rozwiązywać swoje supełki” a nie tworzyć kolejne. Bowiem tylko przy odpowiednim poziomie świadomości jesteśmy w stanie rozpoznać własne intencje.
    Ciekawe na ile otwarcie tych właściwych drzwi wynika z planowania a na ile Duszę ciągnie coś w tym kierunki (np. wibracyjnie)?

    P.S. Świetny kolejny wpis 😀

  22. aga
    Mar 05, 2018 @ 10:26:22


    np tutaj
    🙂

  23. aga
    Mar 05, 2018 @ 11:36:12


    tutaj podobnie
    w tym jest troche opisu książek i samej techniki oraz oczywiscie kwestii poziomów swiadomosci. tylko trzeba przeczekać dygresje prowadzących… 😉
    bo czasami rozbiegają się w komunikacji
    ma byc jeszcze kilka odcinkow topografa 🙂

  24. titi
    Mar 16, 2018 @ 11:50:29

    Wszystko super wszędzie jest mowa o wejściu w ducha zeby rozpuścić skostniałe przetrzymane energie duszy, które nam ciążą i nas wkręcają w ziemskie gonitwy za niczym..
    Tylko jak tego dokonać? Jak?
    Konkretnie bym chciał wiedzieć. Proszę o techniki rozpuszczenia starych energii by sie od nich uwolnić i wejść w ducha.

  25. Swiat Ducha
    Mar 17, 2018 @ 13:03:02

    Dzięki titi za pytanie.
    Ja może napiszę cały tekst o tym, bo to jest ważne.
    Póki co możesz przeczytać te ok. 11 tekstów do które są na stronie tytułowej (to jest też spis treści),
    w dziale „o Świecie Ducha”.
    Nie ma tutaj sztywnych ćwiczeń, ponieważ jak sam/a zorientujesz się o co chodzi, to sam/a sobie będziesz wymyślać ćwiczenia.
    Chodzi o pokazanie schematu, idei.
    Jeśli ktoś jest niegotowy świadomością, to będzie szukać ćwiczeń – sztywnych, zaprogramowanych.

    A te – wiadomo, nie dla każdego są, niektórym pomogą, innych znudzą. I frustracja blisko.
    „Bo mi mówił, co mam robić, robiłem, i co? I nic.”

    ALE jeśli świadomością zdołasz ogarnąć o co chodzi, to nikt ci nie będzie potrzebny, a też i nikomu nie będziesz oddawał/a swojej odpowiedzialności za własny rozwój i własne osiągnięcia (typu; pójdę do guru/nauczyciela, to on mnie nauczy, on mnie poprowadzi). Gdy zobaczysz o co chodzi, gdy zobaczysz w jakim jesteś położeniu, to sam/a sobie wytyczysz ścieżkę i pójdziesz nią z własnej wewnętrznej motywacji.
    Mało kto tak ludzi uczy, bo zwykle guru i nauczycielom zależy, aby „uróść” w oczach uczniów, aby zyskać coś z ich zapału. Ale to są kroki w kierunku guru jogi, która jest obciążeniem duchowym.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: