Działania bez potrzeby nadziei


Kilka postów temu pisałem o nieopieraniu się na „sensie”.
Sens jest w Duszy, a ona niestety nie jest najmądrzejsza, ma mentalność 4 latki.

A też i nadzieja jest w Duszy, i to Dusza wybiera sobie co ma stać się nadzieją i potem nią się kieruje.

W opowiadaniu o nadziei zobaczymy jak funkcjonujemy, rozszerzymy sobie pole świadomości. Oglądanie czegoś, czytanie o czymś powoduje, że się pojawi tego wizja tej sytuacji. Pojawi się uświadamianie, z czym mamy do czynienia. A to daje motywacje, aby przestać ulegać nieracjonalnym popędom.

Głównie bowiem mamy do czynienia z naszą nie za specjalnie mądrą Duszą i z jej potężnymi energiami i potężnym napędem.

Nazywa się to także tym, co przykleja Duszę do instynktów. (Łazariew): „Potrzeba otrząsnąć się z tego, co przykleja twoją duszę do instynktów.” Mówi to w kontekście wchodzenia w posty dla dobra duchowego. Post ma temu służyć, łatwiej jest w poście nie pozwolić na coś Duszy, na podążanie za instynktownym działaniem. Łazariewowi oczywiście chodzi o uruchomienie postawy moralnej, która by była silniejsza od nawykowej czy też instynktownej. Mamy się stawać coraz bardziej moralnymi ludźmi, wraz z czynami, które są oparte na rozważności, na refleksji. Unikać postaw „natychmiastowych”, pochodzących z nawyków Duszy, z programowania. Mamy mieć działania oparte na moralnie poprawnym dbaniu o siebie i innych.

Aby tym instynktom nie ulegać, przynajmniej w części, potrzeba najpierw świadomości, że coś takiego w ogóle ma miejsce.

Medytacja, praktyki świadomościowe idą w kierunku powiększania świadomości. Są tu ścieżki delikatniejsze (tzw. stopniowe), gdzie powoli pokazuje się, że nie potrzeba się opierać na czymś nietrwałym (czyli na Duszy). I odnajduje się bardziej godne zaufania cząstki nas samych.

Gdy w medytacji ma się rozwiać nadzieja (marzenie) o czymś tam i człowiek nadal ma żyć i sobie realizować plany bez konieczności bazowania na nadzieji, to…

Dusza się zapiera rękami i nogami!!

Dusza zazwyczaj szybko ucieka przed kimś, kto chce zabrać jej nadzieję!!! Nie dam! Ja to mam, tego się trzymam i nie chcę aby ktoś zabrał mi taką piękną perspektywę, napełniającą mnie emocjami!

Dusza „musi mieć nadzieję”, żeby czegokolwiek się podjęła. Te energie zgromadzone wokół nadziei tyle spraw poruszają! Tak wiele dają!

Ale, sprawdzimy, czy jest to zdrowe.

Pragnienia i potrzeby są czymś zdrowym, bieżącym, „do zrobienia”. Nadzieja? Ona jest już „zesztywniałym” pragnieniem albo potrzebą. Niezrealizowaną, acz też i nieporzuconą, taką „trzymaną na lepszy czas”, „a może się uda?”
Jednym słowem –

Nadzieja jest to zatrzymana „w kadrze” energia, energia, która utknęła.

Można by powiedzieć: „Co to jest za życie bez nadziei??”

Chodzi o to, jak bardzo Dusza do nadziei przylgnęła.

Dusza sobie nie wyobraża życia bez nadziei !!!!
Dla Duszy śmierć nadziei = rozkład cząstki Duszy, która jest zbudowana na tej nadziei. Dlatego też tak Dusze mają na pieńku z różnymi nurtami duchowości, które minimalizują nadzieje osobiste (na coś tam).

Za to uwielbiają jak im ktoś coś obieca! Czy to ma być wypłata na koniec miesiąca, czy też zbawienie wieczne! Idą w to jak w dym. Mówią: „o, na tym można się oprzeć! A jak się nie uda – to druga strona jest winna!”

Nadzieja działa w obszarze czasowym (w Duszy). Nadzieja ten czas, który się rozciąga w przyszłość dzięki wyobrażonym, upragnionym celom – właśnie stwarza.

(Wybaczcie, że czasami będę pisać „nadzieji”, ja tam słyszę „jot”.. 🙂

Wierzcie i miejcie nadzieję

Dlatego też nurty religijne tak chętnie wykorzystują motyw nadziei w swoich nauczaniach. Bo tak prosto jest sterować osobami mającymi nadzieję. Dusze lgną do nadziei jak do miodu.

Przypominacie sobie, jak niektórzy ludzie tak chętnie chcą mieć dane obietnice?

Mistrzami magii lgnięcia i fałszywych obietnic [link do tego tematu] są oczywiście nasi starzy znajomi! – symbionciki [link].

Jak to mówią: „Nikt ci tyle nie da, ile on ci jest w stanie obiecać!

Tak to jest, jak ktoś czepia się nadzieji wbrew rozumowi, wbrew faktom.

„Oni chcą mieć nadzieję! Cóż w tym złego?” To ci, którzy są najbardziej podatni na manipulacje. To są ci, którzy zbiorą największe baty od życia. Nie od razu, najpierw napompują swoje wielkie ego, a potem przyjdzie spłator i im to ego zacznie degradować. A to może dziać się przez ileś wcieleń.

Bo zamiast polegać na własnej odpowiedzialności za swoje życie, szukają jej u innych. Chcą scedować odpowiedzialność za swoje życie na kogoś. Dusza rządzi!

Różne sposoby obiecywania nadzieji. A to jest obiecanie „uwolnienia”, a to „wybawienia od trosk doczesnych i wiecznych”.
„Ileś hurys w niebie” za odpowiednie przysłużenie się doczesnej władzy religijnej.

„Ja tam nie wiem, co będzie po śmierci, lepiej się zabezpieczyć, nie?” – to znowu do głosu dochodzi Dusza. Nie argumenty, a nadzieja na dobry los w nieznanym. Nie trzeba się zajmować poznawaniem – wystarczy mieć nadzieję – zabezpieczyć się.

Na tym samym mechanizmie nadzieji bazował niegdyś handel relikwiami. Jak będę miał tą i tą relikwię, to uniknę kary Bożej! – tak sobie to Dusze wtedy tłumaczyły. Piękny to Bóg, co kawałkiem świętego handluje za.. nieukaranie ułomnego w swojej budowie człowieka. No chyba, że Starotestamentowy. Ten to umiał siać zniszczenie, pożogę i panikę.

Podobnie jak w teleturnieju sms-owym. Nadzieja na wygraną w loterii. Poślij jeszcze jednego smsa za niewielką kwotę, a twoje szanse na wygranie wielkiej wygranej wzrosną pięciokrotnie! Czyja Dusza w to nie uwierzy??

Albo listy-łańcuszki szczęścia. „Prześlij ten list do kolejnych 10 osób, a zobaczysz, spotka cię niesłychane szczęście!” Nadzieja na szczęście, na szczęśliwy los.
Dusza tak bardzo chce doznać szczęścia, że jest gotowa poświęcić, zapłacić za to niezadowoleniem wobec siebie 10 bliskich znajomych. „Czemu przysyłasz mi te głupoty!?” „Oh, chciałam doznać tego wielkiego szczęścia!” (logika 4 latki/a u Duszy się odzywa).

Być nadzianym

Możesz sobie sam/a popatrzeć jak bardzo na takie nadzieje Dusza się „nadziewa”.. Czyli lgnie do czegoś, do jakiegoś wyobrażenia, do jakiej fantazji, jakichś planów. Dusze uwielbiają lgnąć i trzymać się obietnic. Także tych „niewypowiedzianych” typu: – on tak dobrze wyglądał jak pierwszy raz się spotkaliśmy! – ona mnie oczarowała już przy pierwszym spotkaniu!

No dobrze, mamy więc owe obietnice, nadzieje. Dusza lgnie i.. tam utyka na lata, na wcielenia.

Słowo to jest nieprzypadkowe. Bo nadzieja „nadziewa”, literalnie, taki człowiek jest jakby nadziany na duży gwóźdź (czasami zardzewiały), który czasami mocno uniemożliwia swobodne ruchy.

Pragnienia a nadzieje

Warto sobie zdać sprawę z naszych motywacji.
Można wyróżnić (za Łazariewem) motywacje wewnętrzne:

  • pochodzące od poziomów Boskich
  • pochodzące od poziomów ludzkich
  • pochodzące od poziomów zwierzęcych

Mówimy tu o potrzebach, pragnieniach, ale także o „stwardniałych pragnieniach” czyli nadziejach.

Wg Łazariewa dobrze jest dawać sobie to, czego się pragnie, acz nie folgować zwierzęcemu.

Co do nadzieji – to Dusza na skonstruowanie dowolnej nadziei może użyć dowolne pragnienie z dowolnego poziomu. Wystarczy, aby to pragnienie postawiła wyżej Boga – ono „twardnieje” i.. staje się nadzieją.

Nadzieja dla Dusz w różnym wieku

Wiele ludzi działa na podstawie nadzieji, która mieści się w Duszy.
No, niestety, wiele z tych nadziei jest pozbawionych realności, nie spełnią się, bo nie przystają do realiów.
Jednak nie dla wszystkich – na początku wzrastania Duszy nadzieja działa jak marchewka na osiołka:
„Postąp kilka kroków do przodu, to ją dostaniesz! Taka ładna, świeżutka, pomarańczowa, smaczna marcheweczka!”

Taką marchewką dla ludzi mogą być a to jeżdżenie autem (warto zrobić prawo jazdy), regularne stosunki seksualne (warto być małżonkiem), utrzymanie na starość (warto mieć dzieci).

Wiele, wiele metod rozwoju osobistego, metod wzmacniania osobistej motywacji do działania działa na tej zasadzie: budowania nadzieji. I to działa. Jednakże działa najlepiej dla najmłodszych Dusz. Dla najstarszych Dusz ma to działanie odwrotne – przeczyszczające od góry (wymiotne).

„O, on dobrze idzie!” mówią kołcze (coach) o kliencie. Nie tyle „jemu dobrze idzie”, co „on dobrze idzie” – jak osiołek w kieracie.

Jeśli ktoś ma młodą Duszę (patrz: Wiek Dusz), i wchodzi w obszar przeżyć ziemskich, to nadzieja jest czymś niezłym, nawet można powiedzieć, że świetnym. Najczęściej też nie jest aż tak skrystalizowana. Zwykle jest to proste pragnienie, czy potrzeba. Dusza się uruchamia na tej podstawie, i mamy dodatkowy napęd do działania, a jak coś uzyskujemy w życiu – to się mocno tym cieszymy. I nie trzeba wiele główkować, nie trzeba wiele rozumieć – to akurat dobre jest dla osób o młodych Duszach.

Perspektywa posiadania rodziny, dziecka, mieszkania, samochodu jest dla wielu właśnie taką realistyczną nadzieją, która się spełnia. I taki jest „model społeczny rodziny”, życia. I wszyscy są zadowoleni. Wszyscy jak wszyscy..

Piszę „my się cieszymy”, ale nie wszystkich to dotyczy.

Im starsza Dusza, tym gorzej z tym cieszeniem się.

Dla Dusz o wieku 4-5 nadzieja jest realną siłą wspomagającą.

Pragnienia, nadzieje u takich Dusz mogą być na dobre życie, dostatnie życie, na posiadanie fajnego męża czy żony, na udane dzieci (chociaż stare Dusze to już nie aż tak dążą do dzieci).

Dla Dusz w wieku 6 jest już powiedzmy trochę neutralna, intelekt daje duży napęd i możliwości realizacji decyzji życiowych. Człowiek staje się „mądry” na sposób ziemski.

Wiek Duszy 7 jest przełomowym wiekiem, w którym na arenę życia wchodzi duchowość i miesza. Już proste uruchamianie się w swoim zawodzie, w rodzinie zaczyna stawać pod znakiem zapytania. Nadzieja zaczyna mieszać pod nogami, przeszkadzać. Pragnienia i potrzeby nie są już tak proste do zrealizowania, więc „krystalizują”, stając się nadziejami.

Wiek Duszy 8 jest wiekiem gdy powoli ludzie tracą nadzieję intelektualnie. Widzą, iż „świat odpływa” i.. jakoś bez nich. Oni zostają trochę tak na uboczu, zaczyna pojawiać się separacja, a także większe rozpoznanie duchowe własnej sytuacji. Ale dla Duszy to nie oznacza, że ma „puścić” sobie nadzieje, tak sama z siebie. Ona nadal sama z siebie w tą nadzieję inwestuje! Nie ma bowiem refleksji i nie widzi, że czegoś nie daje się zrobić. Pamięta siebie z dawnych czasów, gdy właśnie mogła! Albo chociaż z dzieciństwa, gdzie to było możliwe.

Wiek 9 już jest chyba pierwszym wiekiem gdy czuć, że „nie ma powrotu” do tych młododuszowych sposobów na życie. Już się nie daje człowiekowi „wpasować” w społeczeństwo, w realia, Dusza wierzga, staje dęba czasami. Oczywiście, jak w poprzednich fazach – domaga się spełnienia swoich pragnień, nadziei. Ale jest to jeszcze mniej realne.


Tacy ludzie mogą być przekonani, że mało się starają, zbyt mało, jeśli takie nikłe efekty uzyskują. Stąd powyżej ten kapsel „My się mocniej staramy”. Też – w nadziei, że jednak te lepsze efekty uzyskają.

Stara Dusza ma kiepsko, ponieważ jest najczęściej słabo uspołeczniona, słabo zsocjalizowana, słabo umie się odnajdywać w tych realiach, w których właśnie Dusza chciałaby osiągnąć spory już zasób nadzieji, zbieranych przez lata czy nawet wieki.

Nadzieja z poprzednich wcieleń

Wiele osób jest napędzanych nadzieją z poprzednich wcieleń. W wieku 9 jest to już spory zapas doznań, przeżyć, energii karmicznych u Duszy. (W poprzednich fazach jest proporcjonalnie mniej karmy, nadziei, cierpienia, w następnych może być proporcjonalnie więcej).

Im starsza zaś jest Dusza tym te nadzieje są i szersze i bardziej zapalczywe, i bardziej zachłanne. Bo jest tym mniej z nich zrealizowanych! Tym częściej człowiek jest sfrustrowany swoją nędzną pozycją społeczną – w porównaniu do swojej zasobności duchowej, którą odczuwa.

Można w Duszy mieć nadzieję, że ktoś w otoczeniu nas doceni, nas posłucha, że będziemy mieć realnie lepsze traktowanie, zrozumienie od ludzi z otoczenia. Dla Starych Dusz jest to niemal pewnikiem, że tak ma być! A jest to tylko ich nadzieja, bazująca na przeszłych wcieleniach. W obecnym możemy być obijani, możemy żyć w kiepskich warunkach i na dziwnych bardzo zasadach.

Jednak nadal – nadzieja u Duszy będzie generować odpowiednie, adekwatne emocje:
„No jak, jak to może być, że oni są tacy nieuprzejmi wobec mnie!” (Dusza postrzega siebie jako kogoś zasłużonego)
„Powinnam mieć dobrze w życiu, a jak mam się zgodzić na takie mierne warunki!?” (to Dusza ma nierealistycznie patrzenie na otoczenie)

Im starsza Dusza, tym jej nadzieje pochodzą z tym dalszej przeszłości – przechodząc na obecne wcielenie niespełnione – z nadzieją na spełnienie właśnie. I tym więcej tych nadziei jest.

Dusza czasami nie poprzestaje na nadzieji, wręcz czasami są i żądania a nawet manipulacje! Oto widzimy panią, która pełna białych wzorców rozstawia osoby ze swojego otoczenia, kto co powinien w życiu robić. Zupełnie nie licząc się z tym, że te osoby mają swoje plany na swoje życie.

I ci ludzie, których Dusze chcą nadal zrealizować swoje przeszłe nadzieje – cierpią. Czasami bardzo cierpią, ponieważ ich Dusza uważa, że jak coś można było zrealizować np. 400 lat temu, gdy się było jakimś dajmy na to gubernatorem, to teraz to samo z równą łatwością się da.

A tu nie, bo nie ten kraj, nie ta zasobność portfela, nie tak usłużni ludzie w otoczeniu.

Otoczenie nie ułatwia

Dodatkowo przychodzą ludzie nie tyle usłużni, co tzw. spłatorzy – ich Dusze chcą wyrównać karmę i odpowiednio mocno „zajść za skórę” naszemu bohaterowi. Co ciekawe – nie żeby ze złości. Nie, to ich Dusze uważają, że właśnie przyszedł czas „wypłaty karmicznej”, a taka wypłata jest dla Dusz świętością, więc do niej dążą. Więc jest to np. mama, która zamiast syna/córkę wyekwipować na ich własne życie, to ich wiąże do siebie i nie daje dojrzeć. A to tatuś, który właśnie „się odsuwa”, bo uznaje, że „dziecko jest na tyle mądre samo z siebie, że nie trzeba z nim w ogóle rozmawiać”. Robią tymi działaniami ewidentne krzywdy swoim dzieciom, jednocześnie będąc zupełnie przekonani (przez własne Dusze), że robią dobrze. Potem pytani tłumaczą się z pełnym przekonaniem: „ja chciałam/em dobrze, jak najlepiej dla niego/ dla niej !”

Nie ma co ze strażnikiem rozwoju (spłatorem) rozmawiać, debatować. Jego / jej Dusza jest zwykle tak mocno przekonana o swojej racji, że nie będzie w ogóle rozmowy.

Jak widzicie, im starszą Duszę ma ktoś, tym mniejsza szansa na realizację nadzieji, które ma Dusza tej osoby.

Wtórna nadzieja – na uniknięcie cierpienia

W przypadku Starych Dusz dochodzi jeszcze jedna nadzieja. Nie taka pierwotna – aby coś osiągnąć. Bo do tego już Dusza się zdążyła przyzwyczaić, że tego nie może, tamtego nie osiągnie. Pogodziła się.
Doszły jednak ‚nowe’, „wtórne” nadzieje. Wtórne wobec tych prostych, że się coś osiągnie, dostanie.

Długi czas wcieleń skutkuje u Starych Dusz różnymi niemożnościami. Nie można tego, nie można już też tamtego. Biedna Dusza – jest często bardzo przygnieciona..

Ale.. Dusza zaczyna mieć chociaż na to nadzieję, że z tego się wyrwie z tego, że przestanie tak cierpieć! Że nie będzie cierpieć niezaspokojenia, frustracji, że się nie udało.

Do tego również zabiera się po swojemu – stara się, naciska, napiera, próbuje „przemóc” siły w otoczeniu. A jak to nie skutkuje, to odpowiada gniewem, frustracją, żalem..

Że się któryś raz się nie udaje, pomimo wysiłków! Taka nasza ciężka dola! Taki nasz skopany los!

Dusza ma chociaż nadzieję, że nie będzie czuć wobec siebie niechęci bądź wręcz nienawiści do siebie. Chce chociaż pozostać w swoich oczach w dobrym stanie.

Wtórna nadzieja w jej wielu odmianach jest
nadzieją na uniknięcie tego cierpienia, które jest odczuwane!

Nadzieja podobna do nałogu

Widzieliście nałogowych graczy w lotka? Oni mają wciąż nadzieję, nawet „przeciw nadziei” (czyli przeciw zdrowemu rozsądkowi), że jednak ten milion wygrają i ułożą sobie życie. To często trzyma ich przy jakim takim nastroju. Bo.. może jednak się uda. Może jak nie tym razem, to następnym, troszkę inne liczby obstawię, może da się wygrać..
Nadzieja bywa kołem ratunkowym!

Nadzieja podobnie trochę działa jak nałóg.

Nałóg jest odpowiedzią na „nieznośną sytuację”. Jest to coś, co łagodzi cierpienie.
I teraz tak: człowiek poddany nałogowi wie, że siebie niszczy (papierosami, wódką, narkotykami).
I co? Chce uleczyć „nieznośną dla Duszy sytuację”? Chce złagodzić pierwotne cierpienie?
Nie, bo on/a zwykle nie rozpoznaje go, nie wie o nim.

Za to bardzo mocno wie o „przykrywce” – o nałogu.
A nałogu Dusza broni jak oka w głowie! „Nie dam ci przestać palić!! Za nic w świecie! Musiałabym odczuwać w pełni tą okropną sytuację w której jestem!” – mówi Dusza. Dlatego tak trudno „usunąć” nałogi. Przyczyna bowiem nie leży w małym, niewinnym papierosie, który wydaje się wystarczy przestać go kupować. Przyczyna leży w totalnej przegranej w życiu (jak to Dusza widzi i wobec tego odczucia chce się zdystansować).

Tak samo z nadzieją –

  • że teściowie się zmienią, ci, u których mieszkamy,
  • że partner nie będzie bił,
  • że żona będzie bardziej wyrozumiała,
  • że dzieci nie będą takie jakie są, a będą „lepsze”,
  • że pieniądze będą wystarczać na „godziwe życie” (Dusza sobie wyrobiła obraz „godziwego życia” do którego te pieniądze obecne nie pasują).
  • że dostanę lepszą pracę, bo ta to jest żenada..
  • że spotkam wreszcie tego mężczyznę…
  • że spotkam wreszcie tą kobietę..

No i te życiowe sprawy .. nie zmieniają się. Nadal taka osoba cierpi w życiu.

Nadzieja może być w tych przypadkach tym nałogiem, który sprawia ulgę w palącym odczuciu niespełnienia.

Nie mówimy tu o przyczynie nadziei. Bo oczywiście najczęściej są to realne przyczyny – od których chcemy odejść, uciec.
Co jednakże trzyma nas przy nadziei? Co trzyma nas mimo braku realnych objawów, że „to coś” się kiedyś stanie?

Po pierwsze, to jakaś cząstkowa realność – że komuś to się udało.
Jak widzieliście powyżej – jesteśmy różni, i co się jednemu przydarza, to drugi może pomarzyć..

Po drugie, nadzieja stanowi zwykle bardzo dużą, emocjonalną siłę napędową! A przynajmniej tak się to przedstawia Osobowości. Dusza tak to przedstawia Osobowości, że Osobowość zwykle jest mocno zamotana: „o, mam nadzieję, to takie mocne, nie, nie będę z tego rezygnować, może się jednak zdarzy, są szanse”. I tak można latami. Osobowość może sama siebie oszukiwać latami, z wydatną pomocą Duszy. A jak obie idą w tym samym kierunku, to takiego człowieka nikt z tych torów (szyn) nie przestawi.. nie ma takiej możliwości.
W przypadku gdy ktoś jest „uparty”, to zwykle nie jest „zasługa” Duszy, a Osobowości, która zawierzyła Duszy. I tak idzie jak jakaś ślepa. A Dusza jej oczy na fakty rękami zasłania..

Po trzecie – że nadzieja DAJE ULGĘ. To właśnie typ nadziei, którą nazywam „wtórną nadzieją„.

Wiele osób na blogu ma problem „wtórnej nadziei”.

„Ja chcę znowu mieć taką samą możliwość działania jak w dzieciństwie!”
„Ja chcę tak działać jak inni, których widzę, że tyle mogą!”

„Czemu mając starą Duszę ja miałbym nie móc czegoś zrobić? dokonać? Nie rozumiem?” – w tym też pobrzmiewa nadzieja, że właśnie się mi uda.

Przecież mogę! Przecież tyle osób mi to mówi! I oni mi to mówią, i ja CZUJĘ, że mogę, że mógłbym!

To czemu nie mogę? Czemu w moim życiu się to nie dzieje?

A realia są takie, że Dusza ma na to wtórną nadzieję, nadzieję „na uwolnienie się”.

To poczucie „przecież mogę, przecież mógłbym, mogłabym!” to jest właśnie odczuwana nadzieja, ta nadzieja, którą tak Dusza pielęgnuje.

Co jednak nijak ma się do realizacji chęci czy planów życiowych.

I rzeczywiście – w sesjach regresyjnych, wspomnieniowych wychodzi, że jest sporo obciążenia u Duszy z poprzednich wcieleń. Ale Dusza już jest duża czy bardzo duża i bardzo mocno presjuje energiami, wspomnieniami. A człowiek ledwo żyje – „No przecież mogę, mogę, mam na to energię! Czuję to!” Kołcze się go pytają: „Czujesz to? Czujesz, że możesz?” „Oczywiście, całym sobą to czuję!”. A co on czuje? Ogromną swoją Duszę poprzykręcaną, przyszpiloną do podłoża na wiele różnych sposobów przez kolejne elementy karmy Duszy. Tam istotnie jest ogromna „zainstalowana moc”, czuć „zgromadzoną energię”. Ale mylą się ci, którzy sądzą, że można jej użyć. Ona jest przymocowana, ona utknęła, jej się nie ruszy. Jedyne „ruszenie” może być w postaci przekroczenia duchowego – oczyszczenia, które daje taki wgląd, że „to wszystko już jest tylko na marchewkę” „nie, nie zależy już mi na tym”. Takie są wnioski z poprawnych sesji regresywnych.

Działanie bez konieczności używania nadziei

Sprawa jest prosta – należy przestać wierzyć Duszy.

Pierwszy krok Anonimowych Alkoholików to dobrze ujmuje: „Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i przestaliśmy kierować własnym życiem”.

Należy zaprzestać wyobrażania sobie, że nasza Dusza jest „sprawnym systemem kierowania naszym życiem”. Ona kieruje, ale ma umiejętności decyzyjne czterolatka! Któremu czterolatkowi ktoś by powierzył kierowanie samochodem, którym razem jadą?

Co więc zostaje?
Jeśli właśnie widzieliśmy zaułek bez wyjścia, to co zrobić?
Trzeba się wznieść ponad to. Potrzeba zacząć rozpuszczać nadzieje u Duszy. Ustawiać sprawę w poprawnych, właściwych proporcjach. Trzeba przestać się oszukiwać i przestać pozwalać, aby nasza Dusza nas oszukiwała. Przestać jej wierzyć, dowierzać.

Jednocześnie też przestać dowierzać tym siłom, które z zewnątrz są w stanie zwieść naszą Duszę. (i nauczyć się o nich, czym są)

Bo oczywiście można działać i osiągać cele osobiste przy każdym wieku Duszy, ale nadzieje to już od pewnego wieku są niemożliwe do realizacji.

Nasze Dusze nie są (jak zauważyłem pewnego pięknego dnia) stworzone, aby nam umilać życie. Potrafią mocno zajść nam za skórę. Są projektowane przez istoty, które tu, we wtórnym, Niższym Świecie widzą swoje interesy, a Dusze służą temu, żebyśmy my my się wikłali i .. wikłamy się, i posyłamy tam do tych Twórców Dusz naszą energię, którą moglibyśmy wykorzystać dla naszego dobra.

Dlatego też można nazwać Duszę „Obcą Instalacją”. I najlepiej jest ją dobrze obserwować, prowadzić, o ile się ona daje prowadzić. I nie wierzyć jej, nie dowierzać, że „chce naszego dobra”. To my, jako Świadome Jaźnie mamy na tyle rozumu, że będziemy wiedzieć, po refleksji co jest dla nas możliwe, dostępne i co chcemy wybrać w naszym życiu.

Całe szczęście, że jest taki proces, który się nazywa przekroczeniem.
Polega na tym, że wibracje człowieka się wznoszą (zwiększa się częstotliwość) i oczyszczają (oczyszcza się zawartość postaw Duszy, karmy Duszy).
Dzieje się to samoczynnie, pod warunkiem pracy nad sobą i przy oczyszczaniu karmy Duszy (tu są różne metody: afirmacje, medytacje, modlitwy, refleksje, oglądanie odpowiednich filmów, czytanie książek, tekstów).


Nie musimy mieć żadnych założeń pod tym względem, samo działanie swoje zrobi.

Dlatego jeśli postrzegamy naszą sytuację z punktu widzenia Duszy, jeśli nadzieja jest w Duszy energetycznie włączona, to odczuwamy to tak:
„Beznadziejna sytuacja”.
Jeśli zaprzestamy wierzyć Duszy, jeśli „przeramujemy” na powyższy sposób patrzenie, i nie damy Duszy wiary w tą jej nadzieję, to możemy rozpoznać w naszym życiu ileś konkretnych, praktycznych ruchów, które są nam dostępne, nawet od razu. A są to ruchy, kroki, które – paradoksalnie – były blokowane przez zawierzenie owej „nadziei”…

Nie ma co Duszy za to winić – ona ma mentalność 4 latka i naprawdę mało co rozumie. Natomiast my, jako Świadome Jaźnie mamy niewyobrażalnie większy potencjał operacyjny, biorąc Duszę jako poziom odniesienia. I warto go stosować, ćwiczyć, pielęgnować. No i zyskiwać sukcesy życiowe dzięki uruchomionej Świadomej Jaźni!! 🙂

Harmonizacja i oczyszczanie karmy oznacza, że Dusza uważa, że pewne treści w niej obecne „już nie zadziałają”, „nie przydadzą się”, przez co Dusza sama się kurczy i pozbywa nadmiaru, balastu. W dużej części także właśnie balastu nadziei, tych postaw, które „oczekują, że się właśnie ten szczęśliwy moment wydarzy, że wreszcie nadejdzie”. Co ciekawe, im bardziej zatłuczona, dokręcona śrubami do podłoża jest nadzieja na coś, tym mniej sama Dusza (i człowiek) jest skłonny aby cokolwiek robić w tym kierunku, aby się to zrealizowało.

Dusza z sobie właściwą łatwością mówi: „jak ja jestem już tak dobrze do tej nadzieji przywiązana, to ona nie ma innej możliwości, jak tylko MUSI się to wydarzyć!” Najczęściej jednak jest to również wyraz właściwej Duszy głupoty. Skala nierozsądności Duszy bywa ogromna.

Dlatego, podobnie jak nie warto lgnąć do sensu, tak nie warto lgnąć do starych nabrzmiałych, przykutych do podłoża nas nadzieji sprzed wieków.

Gdy rozpuszczamy treści Duszy, gdy pozbywamy się poszczególnych nadziei, to co za to możemy mieć?

Możemy mieć osobiste decyzje. Możemy układać sobie świadome plany i je realizować. Nie bazując już na energiach, które Dusza czerpie ze skrzętnie poukrywanych swoich dawnych Nadziei – na to, na tamto..

Z czasem, nawet po dużych przejściach i obciążeniach można dojść do postawy realnie duchowej.

Doktryny, które wikłają się w Niższy Świat, religie uważają to za świętokradztwo – aby działać bez nadziei!!

Doktryny dochodzące do poziomu Ducha to rozpoznają.

Jak masz chęć coś robić, to planujesz i robisz.
Nie potrzeba nadziei.

Reklamy