Zapomniana Boska Matka


Piszę o Niej „zapomniana”, ponieważ Ziemia, ziemskość jest tym, co nas na co dzień dotyczy, dotyka. Jednakże myśląc o Boskości mało kto i rzadko kiedy wspomina najniższe poziomy przejawienia, materię. Materia dla ludzi zwykle jest uważana za coś.. zwykłego, codziennego. I zupełnie „nieświętego”. Jednak popatrzmy, czy rzeczywiście to, co znamy z naszych codziennych przeżyć jest tak proste, tak banalne..?

„Jak na górze tak na dole.”

To co niskie jest bliskie temu co wysokie.

Ludzie zwykle myślą sobie, że ten cytat z Trismegistosa dotyczy ich umysłu i przestrzeni istot ponad nimi.
Z czego wyciągają wniosek, że ich myślenie jest bardzo podobne do tego, co się rozgrywa u Bogów. Wiele przypadłości charakterologicznych u Annunaków, bogów przebywających na Ziemi od czasu Sumeru, potwierdza tą zależność. Anunnacy są i byli „nieświęci”. Boczyli się na siebie, mieli konfrontacje postaw między sobą, a nawet siebie wzajemnie atakowali.

Proszę popatrzeć na greckie czy rzymskie opowieści o ich bogach. To są Anunnacy, podani pod innymi nazwami osobistymi. Np. Neptun, Posejdon, Enki czy Shiva hinduistyczny, to ta sama osoba.

On akurat był bardziej rozsądny, w przeciwieństwie do wielu innych. Generalnie Anunnaki żyją na łuku zstępującym, ale Enki jako rodzynek wykazuje cechy istoty posiadającej Ducha, a jego działania są kreatywne.
[zob. „Latające węże i smoki”, „Zaginiona Księga Enki”]

Powyższe rozumienie cytatu „Jak na górze tak na dole” wydaje mi się mocno zawężone – jeśli się go rozumie jako podobieństwo w zakresie „astralu”, czyli przepychanek od poziomu astralnego do atmanicznego [więcej o tym] . A tak zwykle ezoterycy to ujmują.

Dwa światy 02

A wyżej od atmanicznego? I niżej od astralnego? Co się tam dzieje? Przecież są też te obszary, istnieją. Jednakże umysł, Dusza zaplątana w przepychanki astralu mało co zważa na obiektywność.

A obiektywność jest w rzeczywistości materialnej. Jeśli mamy trawę to ma ona liście. I to jest konkret. Nikt nie upiera się, że trawa jest zrobiona z drutu, bo zielone liście są konkretem. Podobnie najbardziej pokojowymi forami internetowymi są te omawiające żywienie, potrawy. Są tam zachwyty, są wielokrotne podziękowania i wyrazy wsparcia. Odbywa się to z zainteresowaniem rzeczywistością materialną. Ja nazywam ten obszar Boską Matką.

Ziemia

Dla mnie Boska Matka jest tym, co przekazuje się niemal niedostrzegalnie, gdy mówimy „Ziemia” w rodzaju żeńskim. Albo „na łono przyrody” – to jest jawne odniesienie do ziemskiego, kobiecego pierwiastka boskiego przejawienia. Bóg to nie tylko Bóg Ojciec, „gdzieś tam” ulokowany na chmurach. Bóg to także Boska Matka tak bliska nam, jak tylko może być. Nasze ciała są utkane z jej ciała. To, co przeżywamy w materii, przeżywamy „na łonie Matki”.

Sama Ziemia nazywana jest matką. Ale nawet Ziemia jest już owej Matki przejawieniem. Bliżej do Boskiej żeńskości mają fizycy kwantowi badający naturę materii. Materia wywodzi się z tej przestrzeni żeńskiej boskości, może nawet jest tą przestrzenią. Myślę o przestrzeni w rozumieniu duchowym, a także i potem materialnym. W niej pojawia się materia.
Jeśli Bóg Ojciec jest w Niebiosach, to Boska Matka jest „ukryta za materią”. Jednak patrząc na materię, dotykając jej – przez nią przeziera Matka, niemalże „widać ją”. Można jej dotknąć, dostać od niej pokarm. Można zachwycać się jej cudownością.

Wiele osób zachwyca się takimi obrazami jak powyższy zachód Słońca. Mało chyba kto tak to rozumie, że właśnie patrzy na Piękno Boskiej Matki. Ale, można tego nie nazywać – to się przecież czuje! I oglądający zachód Słońca nad morzem nie mają wątpliwości, że przeżywają coś głębokiego w swoim sercu.

Jak wiele osób zachwyca się przyrodą, samym życiem w przyrodzie. Jest to jak najbardziej prawidłowe odczucie, ponieważ jest to zachwyt nad Bogiem przejawionym w samej sobie.

Tak samo jak Duch może się pojawić w Duszy i ciele, tak samo życie przejawia się w płatkach kwiatów i w owocach drzewa. To wibruje życiem. Oto Boska Matka wydaje na świat swoje kolejne dzieci, kolejne przejawy.

Ruchy ekologiczne próbują te obszary „ratować” przed wykorzystaniem, nadużyciem. Oczywiście jest to cenne, chociaż czasami jest to nadgorliwe i odpowiadające skrajnym postawom religijnym.
Jednak są to działania nie uwzględniające zazwyczaj świadomości duchowej obszaru ziemskiego. Owszem, ekolodzy potrafią mieć oddanie dla swoich przekonań. Jednak nie mają zwykle świadomości Boskości podstaw tego obszaru. Mają przeczucie, że jest tu coś cennego i chcą to chronić.

Ziemskość, paradoksalnie,
jest bliska ostatecznej duchowości

Duchowość „środkowego obszaru”, astralu, gdzie na porządku dziennym są różnego rodzaju przepychanki, postawy względne, ta duchowość astralna nie jest bliska ani materii, ani ostatecznej duchowości – jedności ze Źródłem. Obszar astralu i obiekty tam przebywające chciałyby nas przekonać, że są tak ważne, że to nimi należy się zająć. Owszem, są pomocne przy rozwijaniu świadomości, ale daleko im od ostatecznego celu duchowego. Paradoksalnie – w środku pomiędzy „niebem” a „Ziemią”, w astralu, nie ma rozwiązania, jest zaś coraz więcej przejawień i dużo zmienności. Poszukując oparcia w obszarze zmienności można próbować budować na ruchomych piaskach. Można próbować opierać swoją duchowość na niepewnym gruncie.

Próby przejściowego, tymczasowego poprawiania sobie życia są jak najbardziej poprawne. Chodzenie na terapie, sesjowanie, daje konkretne, choć nieostateczne wyniki.
Nawet działania magiczne, np. obronne też mogą przynosić częściowe i przejściowe rezultaty, gdy nie jesteśmy jeszcze w dobrej kondycji duchowej. Jeśli ma mi coś zagrażać, to najpierw patrzę, żeby nie oberwać. A potem zastanawiam się, dlaczego sobie zaskarbiłem niechęć tego „czegoś”.
Nie ma co jednak oczekiwać, że w obszarach umysłu, relacji między osobowościami ludzi odnajdziemy końcowe odpowiedzi.

Jedność ze Źródłem jest bardzo bliska obcowaniu z przyrodą. Ponieważ sama przyroda jest bliska Źródłu. Tu według mnie jest głębokie znaczenie cytatu „jak na górze tak na dole”. W Niebiosach jest Bóg i w Naturze jest Bóg, a jest to blisko siebie, bo Bóg Ojciec i Boska Matka są jednym. A rozdzielenie ich jest tylko zauważeniem ich różnych cech w różnych miejscach.

Umysłowe błyskotki

Zamieszania emocjonalne i intelektualne, czyli razem umysłowe – są próbą odseparowania się od Źródła i od Natury. Astral bardzo nęci, i karmicznie próbuje przykleić Ducha do przeżywania za pomocą Duszy. W skrajnych przypadkach uwielbienia Umysłu tacy ludzie przestawali umieć żyć. Znane są przypadki profesorów uniwersyteckich, którzy mimo wielkich osiągnięć umysłowych nie mieli rodzin i chodzili byle jak ubrani, nie umieli zadbać o swoje życie.

Astralne, umysłowe nęcenie zwykle się udaje, bo w tym obszarze jest wiele błyskotek, które mamią i wabią.

Jednak poszukiwanie jedności ze Źródłem jest praktyką ostateczną. Jeśli bowiem odnajdziemy jedność ze Źródłem, to cóż więcej nam potrzeba? A to można łatwo i skutecznie praktykować na łonie przyrody. Nie bez przyczyny duchowi poszukiwacze i adepci oddali się od zgiełku cywilizacji ku przyrodzie. Nie bez przyczyny w najsroższych górach Ziemi – w Tybecie tak bujnie rozkwitła duchowość bazująca na buddyźmie. Srogość klimatu siłą ściągała praktykujących do realiów i mocno weryfikowała osiągnięcia. W łagodnym, ciepłym klimacie można folgować osobowości, pragnieniom, można snuć różne wątki umysłowe. I proszę, półbogowie anunaccy pod postaciami bogów hinduskich są w tysiącznych przejawach wielbieni w gorących Indiach.

Klimat ostry mocno weryfikuje zapędy. Ostateczna ścieżka Dzogczen wywodzi się z mroźnego Tybetu.

Nie trzeba jednak wystawiać się na srogość klimatu, aby praktykować duchowość. Nie trzeba wystawiać się na to, aby natura nauczyła nas świadomości. Możemy samodzielnie rozwijać świadomość, w tym także tego, że patrząc na Ziemię, na zwierzęta, ludzi, przedmioty – widzimy Boską Matkę w jej bogatych szatach, różnorodnych ubiorach. I możemy zacząć odnosić się do tego przejawienia z należną postawą duchową.

Zjednoczenie

Wiele osób chodzi do kościołów, do świątyń. Tam oddają cześć symbolom, ucieleśnieniom tej duchowości, którą wyznają. Oddają hołdy symbolom, które wierzą, że są przejawami Boskiego Ojca.
Trochę trudno to robić, bo stajemy się wtedy mocno wybiórczy. W świątyni mamy coś „świętego”, a poza nią już nie, już profanum, już zwykły (nieboski, nieświęty) krajobraz.

Ja proponuję nie robić sobie takiej specjalności. Gdy zauważymy, że materia jaką widzimy i dotykamy to Boska Matka, Bóg w żeńskiej postaci, to możemy ją uczcić, pokochać. Możemy dostrzec boskość w Naturze. Nie ubóstwiając poszczególne przedmioty, czy rzeźby (jak to mocno Biblia przekazywała lęk i oburzenie wobec takich praktyk). Nie, poszczególne przedmioty nie różnią się stopniem boskości od siebie, nie ma lepszych, czy gorszych.

Możemy popatrzeć na to tak, że te wszystkie rzeczy, na które patrzymy, których dotykamy są wyrazem boskości Boskiej Matki, która za tym stoi.

Wtedy materia zacznie świecić.

[poprzedni wpis w tym temacie: Oświecenie jako zjednoczenie]

Reklamy