Podwyższanie wibracji daje transformację


Mieliście przyjemną majówkę?

Ja i moi znajomi mieliśmy fajny – choć krótki- czas, pocieszyliśmy się sobą nawzajem..

Każdy się jakoś wpisał w to doświadczenie, a ładne były te udziały.
Robiliśmy medytacje, eksperymenty.
Tak się pokazało nam w medytacji – zaniżanie wibracji, bądź ich podniesienie – dużo znaczy.

Nie bez przyczyny tak w tv skupiają uwagę na niskich wibracjach i nimi programują.
Niektóre istoty chciałyby, abyśmy mieli zaniżone wibracje – wtedy mają nas w garści, w sieci.
Mogą korzystać z naszej energii.

A my możemy sobie zrobić w prosty sposób odwrotnie – dać sobie spokój, przyjemność, błogość.

Jest to w naszym zasięgu. Chociaż trzeba coś poświęcić – wibracje niższe, cięższe, zanieczyszczone, można je poświęcić, oddać, pozwolić, aby odeszły.

Dusza nie chce tego, nie chce dać tego, co uważa za znane, a jak znane, to wartościowe. I trzyma się, lgnie na potęgę, chociaż obiektywnie może to być kłopotem. Dusza o to nie dba (będąc nie na naszych usługach), jest naiwna, lgnąca, nie gromadzi mądrości. Za to wciąga do kolejnych doświadczeń. Dowolnych, zgodnych z dotychczasowymi wibracjami (czyli karmą).

Potrzeba więc świadomości, rozeznania, refleksji i osobistej wewnętrznej decyzji.

Zmiana swojego świata dokonana „bez zmiany”, bez wysiłku jest możliwa. Wysiłku nie trzeba, ale trzeba pracy i świadomości.

Jest to niedostępne dla wszystkich, a dla tych, którzy uznają to za wartościowe. Dla tych, którzy się zdobędą na przeciwstawienie się „oczywistości”. Fakty wewnętrzne tak do końca nie istnieją, nie ma „obiektywnej prawdy” w naszym przeżywaniu. Sami (jako Dusze) dopracowujemy sobie własną prawdę. A z poziomu Ducha to nawet możemy ją tworzyć (kreować).

Jednak kreować możemy dopiero w Duchu. Ileś osób się samych oszukuje, że tkwiąc w niskich wibracjach jest w stanie zmienić sobie swoje życie za pomocą zmiany postawy wewnętrznej. Mówią „twoje myśli tworzą twoją rzeczywistość”. A inni rozumieją to bezpośrednio – „bez względu na poziom moich wibracji, moje myśli tworzą, więc pomyślę coś wspaniałego! … Nie działa? To dlaczego on/a tak mówił/a?” Poziom mentalny, przyczynowy, buddialny i a nawet , na których znajdują się myśli – wszystkie one są zbyt niskie aby realnie tworzyć nasz „nowy świat”.

Niestety, nie jest to możliwe aby z niskich poziomów wibracji kreować sobie życie.

O tym będzie dzisiejszy tekst. I o tym, co można z tym zrobić, i co jest możliwe, dostępne.

W naszym wnętrzu jest świat subiektywny, wybieralny, taki, który jest wynikiem naszej zgody. W dzieciństwie tą zgodę wydawała Dusza. Tak samo było w poprzednich wcieleniach, gdy nie mieliśmy tyle świadomości płynącej ze Świadomego Ja. Dusza mogła wybrać, że jej świat jest do kitu, że jest przesycony kłopotami. Przez to zaniżała wibracje, wchodziła w kłopotliwe obszary – obszary wibracyjne najpierw. Tak właśnie realizowała swoje „posłannictwo” na łuku zstępującym – obsuwała się (szybciej lub wolniej) ku niższym wibracjom.

A życie „samo się dobre nie zrobi”, bo Dusza nawykowo idzie ku czemuś, ku doświadczeniom, których nie rozumie, i z których nie jest w stanie wyjść. Potrzeba tu świadomości.

Najpierw wydarzają się zmiany wibracji, za nimi idą zmiany faktów. Bo podobne przyciąga podobne.

Poziom działania bez przyczyn – anupadaka

Anupadka to poziom poruszeń, przy których nie potrzeba mieć przyczyn, aby uruchomić działania i mieć efekty.

Dusze bardzo chcą i walczą o to, aby „mieć powód” do działania. Np. jeśli chcą iść na przechadzkę, to niech to będzie motywowane zakupami – mam potrzebę coś kupić, to się jednocześnie przewietrzę. To jest oczywiście możliwe, ale nie jest to poziom wolności, jest to poziom odszukiwania przyczyn dla tego, co miałbym zrobić – jest to poziom przyczynowy.

„Będę dla ludzi dobry, gdy oni będą dla mnie mili” – to jest jedynie prosty respons, proste odpowiadanie na bodziec, jak pies Pawłowa. Może się zdarzyć, że ludzie nie są mili, to co? Mam mieć przez to kłopotliwe życie? Mam być niemiły? (przez co zaniżać będę własne wibracje..) Tak by było, jakbym posłuchał własnej Duszy i jej nachalnych przekonań, że wyrównanie jest niezbędne, konieczne: „inni zasłużyli to będę dla nich niemiły”. „A ci, którzy są mili, to dostaną nagrodę”. Taka postawa jest podtrzymywaniem karmy.

Wybory Duszy można zmienić. I możemy do tego zatrudnić swoje Świadome Ja.

To ja sam mogę wybierać, czego chcę doświadczać.

Wiele osób mówi: „sam tego chciałeś, to masz”.

Jest to często obarczone oskarżeniem: „jeśli narzekasz, to narzekaj na siebie!”

Celują w tym osoby z kręgów rozwojowych, czy też liderzy, nauczyciele rozwoju osobistego, którzy są nosicielami symbiontów.

A takich osób jest dosyć sporo, zwłaszcza tych mających „sukcesy” w tym środowisku. Nauczyciele, czy prowadzący zajęcia często mają jakiegoś małego krokodylka albo dwa, a nawet trzy, więc mogą błyszczeć.. przykładem. Jednak nie jest to ich osobista zasługa, a zasługa wspomagacza.

Mają o tyle rację, że istotnie, nasza Dusza na coś pozwoliła, a my to przeżywamy.

Jednakże:

a) ci ludzie zwykle nie mówią o Duszy, więc nie wskazują prawdziwego podmiotu, który dokonał wyboru. Mówią: „To TY wybrałeś”. A zwykle człowiek uważa, że „Dusza to ja”, więc łatwo „kupuje” taką kłamliwą uwagę, że to jego Ja świadome jest temu winne. Jeśli nie zna dokładnie swojego świata wewnętrznego, to akceptuje takie oskarżenie wobec siebie.

Podczas gdy świadomie to tak naprawdę to nie on wybierał, tylko jego Dusza. A i często ów wybór pochodził z poprzedniego wcielenia, co już niemal w ogóle jest nieuświadomione. A ciemna strona oskarża Jaźń – jest to niespójne, jest to oszustwo.

Ja (Jaźń, Duch) to nie Dusza, która działa z pobudek karmicznych. Jaźń nie jest przemijającą Duszą. Nie jest Duszą, która w obszarze karmicznym zajmuje się wyborami. Jednak Jaźń, gdy jest nieświadoma przeżywa to, co Dusza nakręciła, namotała w obszarze karmicznym.

Jeśli Dusze coś naknocą, to ciemne siły chcą, abyśmy myśleli, że to my jako Jaźń jesteśmy tacy kiepscy, tacy beznadziejni, że zasługujemy na oskarżenie. Abyśmy sami siebie oskarżyli widząc kolejne nasze kłopoty!

Istoty z ciemnej strony lubią się żywić ludzkimi, niskowibracyjnymi, samsarycznymi, karmicznymi kłopotami, przeżyciami pełnymi bólu, strachu, przerażenia. Oczywiście lubią jak są chwalone, wywyższane w formach różnych religii – wtedy jest to jedzenie luksusowe, ale odczuciami przerażenia, strachu od ludzi też nie pogardzą, jeśli samej chwały dla nich brakuje.

I lubią, abyśmy to my uznawali, że sami jesteśmy przyczyną kłopotów, abyśmy siebie oskarżali. Oszukaństwo jest hasłem na ich czole! Zobaczmy na Hermesa, co mówi:

„‘And I’, said Hermes, ‘will make mankind intelligent; I will confer wisdom on them, and make known to them the truth. I will never cease to benefit thereby the life of mortal men; and then above all will I benefit each one of them, when the force of nature working in him is in accord with the movement of the stars above.’”
~ Corpus Hermetica

„..Nigdy nie przestanę korzystać z życia śmiertelników; a przede wszystkim będę korzystał z każdego z nich, kiedy siła natury działająca w nim jest zgodna z ruchem gwiazd powyżej.”

Kim jest Hermes – bóg z Grecji?
To ten sam, co Mercury – w Rzymie, Thoth (Tot) – w Egipcie, Sin – u Semitów, Su-en – w Babilonie, En-zu – w Akkadzie, Nannar – z Sumeru,
LATAJĄCE WĘŻE I SMOKI
R. A. Boulay ©1990, pdf z Google

Takie myślenie, taka oszukańcza „logika”, która nie dostrzega Duszy, skutkuje niemożnością wyrwania się z jej okowów. A Dusza jest tylko zlepkiem energii i przeżyć – i to nie do końca doświadczonych. Oszustwa ciemnych są typowe i nawykowe dla nich. Jednak są to tylko kłamstwa i można je łatwo przejrzeć.

Można zobaczyć, że ci ludzie, którzy tak „przyjaźnie” je rzucają, mają i ciemne wzorce, i często połączenie z ciemnymi siłami (zasilane np. alkoholem, papierosami itp).

Znam jedną panią, która potrafi ludziom mocno dokuczyć swoimi radami i negatywnymi ocenami. Jednak jak ktoś się nie chce dać temu, od razu ocenia go/ją, że „się na nią obraził” i podciąga pod paragraf Łazariewa, że to on/ona jest winna. A że sama ma spore obciążenia z ciemnej strony – to tego zauważyć nie jest chętna..

b) nie słyszałem chyba nigdy, żeby ktoś, kto mówi: „sam tego chciałeś” (z nutą oskarżenia) poddawał(a) jednocześnie wskazanie: „miałeś zbyt niskie wibracje, aby się temu przeciwstawić”.
Jakby tak powiedział, to by było jasne, że ma intencje wspierania nas. Jednak nosiciele symbiontów są mniej lub bardziej narcyzami i chcą ugrać swoją grę na poniżaniu innych, więc prawdziwie pożytecznych wskazań tam nie ma jakoś wiele. Jest skupienie uwagi na ich „wspaniałości”, ale żeby mieli przyjazną postawę? To rzadko.

Konieczność podniesienia wibracji

Wiele razy pewnie spotykaliście się z pojęciem wysokich wibracji, podwyższania wibracji w pracy duchowej. To też zaleca się, gdy chodzi o uwolnienie od władzy/łączy z półbogami anunnackimi – przy wysokich i czystych wibracjach nie mają oni nad nami władzy.

Istotnie, jest to ważne. Ważne także, aby wibracje wysokie były nieobciążone, ponieważ jest ileś istot niewcielonych na łuku zstępującym, które mają co prawda wysokie wibracje, jednak nie są one czyste. A  jak patrzymy na to „z dołu” – od nas jednak wydają się te wibracje czyste przez to, że są o wiele wyższe niż nasze.

O niskich, zaniżonych wibracjach mówi się zwykle w kontekście ogólnej oceny czyjegoś stanu. Jednakże zwykle nie mówi się nic o konieczności wysokich wibracji w sytuacji, gdy chcemy zastosować wolny wybór.

A wydaje się, że wolnego wyboru (z poziomu anupadaka, pierwszego ponadkarmicznego) jesteśmy w stanie dokonać dopiero, gdy mamy odpowiednio podniesione wibracje.

Jeśli mamy wibracje nie przekraczające progu świat niższy – świat wyższy, to „pływamy” w karmie, w Samsarze, „pływamy” w skutkach karmicznych i one nas zalewają (mniej lub bardziej).

Zaniżyć wibracje jest łatwo: przekonania Duszy (ciała bolesnego) co do bycia poniżonym/ą, uciśnionym/ą, zagrożonym/ą itd. bardzo łatwo zaniżają wibracje, powodując zanurkowanie ku niższym wibracjom i ku uruchomieniu się karmy. Im niższe wibracje, tym bardziej kiepskie samopoczucie i tym trudniejsze przeżycia „sami sobie szykujemy”. A właściwie – pozwalamy nieświadomie aby nasza Dusza przeżywała. Ale – możemy to zmienić, jeśli jesteśmy świadomi, jak ten mechanizm działa. I jeśli wychodzimy wibracjami ponad poziom karmiczny. To tak, jakbyśmy głową wychodzili ponad poziom wody, w której pływamy – gdy usta mamy w powietrzu, możemy odetchnąć powietrzem, wciągnąć nowy oddech.

Niżej, w głębi wody, nie mamy możliwości swobodnego oddechu. I lepiej, żebyśmy nie próbowali oddychać. Będąc w głębi karmicznej przekonanie „przecież mam prawo decydować o sobie!” „przecież mi się to należy” „mam do tego prawo!”, bez podniesienia wibracji, może prowadzić do buntu i kłopotliwych skutków z niego wynikających.

Bezprawne domaganie się

W życiu buntownika goszczą skutki

„bezprawnego duchowo” domagania się

  • domagania się czegoś bez odpowiednich do tego wibracji.

To tak samo jakby chcieć coś w sklepie kupić bez odpowiedniej zapłaty.. Wiadomo czym się to kończy.

Bunt jest równoznaczny z tym, że chcielibyśmy zakosztować swobodnego wyboru, ale przy zaniżonych wibracjach. Niestety, gdy jesteśmy zanurzeni w wodzie, lepiej nie próbować wciągać powietrza – tam go nie ma, a płuca zalać łatwo.

Na buntowników tylko czekają niektóre siły.

Znajdują się co i raz weryfikatorzy, którzy sprawdzają czy aby na pewno mamy:

  • odpowiednio wysokie wibracje,
  • poczucie własnej wartości,
  • odpowiednio wysokie poczucie bezpieczeństwa
  • i niewinności,

żeby mieć „to coś”, czego pragniemy. Jeśli mamy bunt, to nie mamy którejś z powyższych jakości.

Jeśli mamy je w sobie, urzeczywistnione, jeśli nimi żyjemy, jeśli są one naszą realnością – to zostawiają nas w spokoju. A nawet się nie przybliżają, bo widzą, czują nasze wibracje z daleka.

Najpierw potrzeba wznieść wibracje, uzyskać przekonanie, że karma nie jest do przerobienia – ale jest do przekroczenia (dzięki wzniesieniu wibracji). I wtedy możemy odetchnąć świeżym powietrzem swobodnego wyboru.
Wtedy nie ma buntu.

Gdy mamy wizję (widok) na karmę „od góry” to widzimy jej kłopoty narastające jedne na drugich. Karma organizowana i powielana przez Dusze nie ma końca. Jest to samsara – złuda. Obszar astralny, chociaż gęsty i aktywny, jest złudny.

Złudą, ułudą jest również sądzenie, że karmę można „rozwiązać”, że można ją „wyrównać”, czy też „wypalić”. Te przekonania nadal dają działanie, umacniają życie w obszarze karmicznym, w Niższym Świecie. Dusze tkwiące w Niższym Świecie ciągle chcą karmę wyrównywać, wypalać.. a kończy się to tak, że ją powielają, zwiększają – nie wychodzą bowiem na wyższe wibracje.

„Wypalanie karmy” – to tak rozumieją osoby, które próbują przeżywać trudne wydarzenia w życiu z nadzieją, że ich karma się oczyści przez to przeżywanie kłopotów. „Odpokutują coś”. Dusza coś zrobiła przeciw komuś, a teraz ma w ramach wyrównania kłopoty.
Tutaj nie bierze się pod uwagę tego, że Dusza jest nierefleksyjna i dla niej owo „wyrównywanie” („wypalanie”) oznacza zwykle po prostu.. nowe kłopoty, nowe ataki, na które trzeba odpowiadać.
„Ja zawiniłem, on mi oddał, ale.. za mocno, nie tak jak się spodziewałem, więc Dusza ma powód, aby to dalej wyrównywać”
Albo po prostu powód owego wyrównania został zapomniany i atak, opresja są traktowane jako „nowe” przeżycie. Domagające się wyrównania! (np. „muszę go nauczyć moresu!”)
I jest to dla Duszy podstawa do dalszego wyrównywania, nierzadko jeszcze większego niż początkowe.
Zrozumienie jest takie, że ten sposób nie działa jako oczyszczenie, natomiast świetnie działa jako mnożenie karmy i powiększanie wieku Duszy.

Możemy mieć przekonanie, że już jesteśmy w stanie (za)panować nad własną karmą, bo ją np. odpracowujemy. Dobrze jest sobie poluźniać więzy karmiczne, oczywiście, np. przez terapie, psychoterapie, relaksy, przebywanie w lepszym towarzystwie itp. Jednak nie jest to ostateczne narzędzie wyjścia ponad, poza karmę.

Anupadaka – mój świat jest wolny

Gdy podnosimy świadomość, gdy podnosimy nasze wibracje, pojawia się wolność dokonywania wyborów. Np. czy odpowiem na czyjąś wypowiedź spokojnie, czy też się wzburzę, dając wiarę Duszy, że potrzeba wyrównać karmę, potrzeba „dać odpór”, potrzeba odwdzięczyć się „pięknym za nadobne” komuś. Do tego namawia Dusza, która jest zaprogramowana, przekonana, że wyrównanie, „oddanie” jest jedyną słuszną reakcją. A wolność mówi: nie, mamy o wiele szersze możliwości.

Czyli postawa na ciele anupadaka się tu liczy. Wybieram, co chcę przeżywać. To jak Wadim Zeland w Transerfingu pisał (-a?):

„Jeśli wszystko zaakceptuję, mogę wybierać na co mam chęć”

Akceptacja oznacza tu mocne podwyższenie wibracji. To podwyższenie wibracji oznacza, że nie „taplam się” w ideach (atmanicznych), nie biorę pod uwagę wartości, a nawet nie biorę pod uwagę tradycji rodzinnej z obszaru Dusz (moi przodkowie cierpieli niedostatek, więc Dusze są przekonane, że żyjemy w świecie niedostatku).

Tak samo można nie realizować formuł przyczynowo skutkowych z obszaru przyczynowego (kazualnego): nie muszę się poddawać, jeśli poniosłem jakąś szkodę, a nawet klęskę. Przyczynowo by było to zasadne: jeśli poniosłem szkodę → to słuszne jest, że poczułem się zdołowany.

Emocje

Tu jest pewna zagwozdka. Potrzebujemy nie lgnąć do własnych przeżyć, emocji. Emocje są reakcjami. I to odróżnia je od uczuć, które są wyrazami Ducha. Duch jest twórczy, nie reaktywny, więc uczucia są głębokimi postawami, przeżyciami i nie muszą mieć przyczyny, na którą miałyby być odpowiedzią.

Emocje są reaktywnością na poziomie Duszy. Rodzą się w Duszy. Na tym poziomie są niższe wibracje, niż wibracje w Duchu, więc emocje mają niższe jakości niż uczucia.
Jednak to emocje wspiera Dusza, a nie uczucia.
Mówi się, że trudno w dzisiejszym świecie o uczucia. A jednocześnie tyle jest emocji wokoło! To świadczy o tym, że ludzie żyją z Duszy, a nie z Ducha. Są zaangażowani w przeżywanie nie tyle twórcze, co reaktywne. Żyjąc w reaktywności mają zaniżone wibracje – poniżej poziomu granicy Świata Wyższego i Niższego.

Dlatego potrzeba dać odchodzić reakcjom, emocjom. Nie można jednak tego zrobić mechanicznie, bezwzględnie, bowiem byłby to prosty ruch tłumienia emocji. Wiele, wiele osób to robi – z kiepskim skutkiem. Owszem, krótkoterminowo są w stanie zablokować sobie emocje i stać się na jakiś czas bardziej świadomi i decyzyjni. Jednak nie rozwiązują swoich spraw emocjonalnych, nie upuszczają nadmiaru ciśnienia z Ciała Bolesnego – a tylko je upychają, czasami ze znaczną siłą. Bez pracy ze sobą, np. z afirmacjami z odpowiedziami trudno jest prawdziwie podnosić wibracje jeśli Dusza mocno domaga się „swego”. Nie należy jej odtrącać, potrzeba wysłuchać i wesprzeć. Jednak też i nie ma co jej wierzyć, że jest „pępkiem świata”, „ostateczną instancją”. Bo tak nie jest.

Pierwsze ciało wolności – anupadaka, bezkarmiczne, może dać nam zmianę w życiu, bez konieczności zmiany dotychczasowych faktów. Może być mniej ważne, co przeżyłem, ważne jest to, co wybieram. To już postawa wysokowibracyjna. Zrozumieliśmy postawy Duszy, wysłuchaliśmy ją, upuściliśmy nadmierne ciśnienie ze zbiornika nazywanego Ciałem Bolesnym. W medytacji (a są jej różne typy) doszliśmy do podwyższonych wibracji. I teraz mamy usta nad powierzchnią wody, wysunęliśmy się ponad taflę oceanu karmicznego, możemy zaczerpnąć oddech świeżego powietrza, możemy skorzystać z wysokowibracyjnych możliwości na ciele anupadaka i wyżej (o ile dalej będziemy kontynuować podwyższanie i oczyszczanie wibracji).

Aby przeżyć ten „cud” (z punktu widzenia karmy) potrzebujemy podnieść wibracje.

Potrzeba poczuć się „powyżej” kłopotów, powyżej niepokojów, powyżej niedokończonych prac. Jeśli stwierdzam, że niepomyte naczynia mnie przygniatają, to pozwalam sobie na zaniżanie wibracji. Dla wielu osób niepomyte naczynia potrafią rzutować na samopoczucie. Pamiętam jak dwie panie kiedyś przyjechały do mnie. Jak rzuciły się do sprzątania kuchni! to aż furczało. Poczułem się silnie presjowany – one przecież „miały rację!!” Niestety, nie zauważyły, jak mocno wprowadziły się w zaniżone wibracje, jak bardzo oparły swoje przeżywanie na tym, że „coś jest niezrobione..” Nie, nie wyprowadzałem ich z tego stanu, nie byłem w stanie, ponieważ tak mocno uruchomiły u siebie wzorce pracy i utrzymywania porządku za wszelką cenę: „Porządek jest niezbędny w domu!” „musisz to posprzątać!” – Tak jakby życie człowieka było na którymś tam dopiero miejscu, a na przedzie był porządek. Dwie moje gościówy po prostu mocno się wkręciły w nieświadomość, presjowanie i niskie wibracje.

Oczywiście, że miło mieszkać jest w posprzątanym domu. Jednak presja wysprzątania go może bardzo mocno zaniżyć wibracje, pchnąć Świadomość do poziomu mentalnego, emocjonalnego (astralnego). „Dobre chęci” spowodują, że wibracje będą mocno zaniżone! Z powodu programowania prokreacyjnego, wzorców prokreacji wiele pań ma w nosie męskie dociekania duchowe, dochodzenia do wysokich wibracji. One zajmują się materialnością, użytecznością, praktycznością, i bardzo są z tego dumne! Nie widzą, nie dostrzegają jednak, że taki przymus jest jak więzienie, przeżywany jest na podobnych wibracjach. Wiele nieświadomych małżeństw tak żyje, czerpiąc garściami z „tradycji”.. A ile się przy tym nacierpią..

Warto więc nie polegać na prokreacyjnych presjach płynących z ciała i podnosić własne wibracje, utożsamiać się z własnym Duchem, nie z ciałem.

Jeśli mam postawę taką, że moje Świadome Ja, moja Jaźń jest wysokowibracyjna, to te wibracje są ponad, przewyższają wibracje kłopotów, które przeżywam. Mogę w ten sposób przekroczyć (dokonać kroku transcendencji, przekroczenia) niskowibracyjnych, niskopoziomowych problemów z mojego życia. Ale tylko i wyłącznie dzięki podniesionym wibracjom.

(Tzw. „wypalanie węzłów karmicznych” może być formą aktywnego podnoszenia wibracji, co skutkuje rozpuszczaniem karmy w Duszy. Jest to praktyka stosowana przez Leszka Żądło. Myślę, że owo jego „wypalanie” ma więcej wspólnego z wysokimi wibracjami, niż z paleniem czegokolwiek. Gdy wysokie wibracje się pojawiają, to te niższe, niskie, ciemne, zabrudzone rozpuszczają się jak pod wpływem rozpuszczalnika. I to wydaje się działać.)

Możemy sobie wyobrazić sytuację: mam trudności w życiu, przeżywam stagnację, mam postawę depresyjną. Trudno mi się zabrać za działanie, ściany w pokoju są ciemne, bo dawno nie malowane. Poczucie trudności karmi się karmą właśnie: ciężko mi pomalować, bo „mam trudności w życiu, które mnie dołują”. Karma jest karmą dla Duszy i jej przeżyć, przewalających się jak pranie w pralce automatycznej. W koło i wciąż coś podobnego, jak nie tego samego.
Jeśli rzeczywiście podwyższam wibracje, to wychodzę ponad Duszę i jej „niedomogi”. Mogę sięgnąć po pędzel i pomalować ścianę, pomimo że nie ustały przyczyny, dla których dotychczas po niego nie sięgałem. Anupadaka jest poziomem wolności, ponadkarmicznym.

Jeśli wystarczająco podniosę wibracje, to mogę wejść w obszar, gdzie nie mam potrzeby aby zaistniały przyczyny – ja sam wybieram efekty, które realizuję. Na tym polega wyjście ponad karmę.

Wyobraźmy sobie balon na ogrzane powietrze, który ma przelecieć nad linią wysokiego napięcia.

Ma ja „pokonać”, być poza nią, znaleźć się na drugiej stronie. Czy lecąc dwa metry nad Ziemią tego dokona? Nie! i lepiej, żeby tego nie robił, bo najpewniej się zamota w rozwieszone przewody!
Potrzeba wzniesienia się – dania porządnie „DO PIECA!” ogromnym palnikiem gazowym, zamontowanym w gondoli. Wtedy ogrom gorącego powietrze jak tchnienie smoka wejdzie w czaszę i uniesie ją mocarnym porywem. Dopiero wtedy balon wzlatuje na pięćdziesiąt metrów nad ziemię i.. ma daleko pod sobą linie wysokiego napięcia. Już nie ma niebezpieczeństwa, już jest przekroczenie. Już są dostępne inne obszary życia.

Poziom Adi

Można nie tylko dokonywać swobodnych wyborów pomimo postaw Duszy (anupadaka), ale nawet można przedefiniowywać sobie całe obszary życia (adi) co one mają dla mnie znaczyć, jakie znaczenia mają dla mnie mieć. Np. mogę posiadane przeze mnie przedmioty uznawać za kulę u nogi, za coś trudnego, z czym się zmagam, posiadając je.

Ale też mogę ustalić, że są one czymś wspaniałym, co daje mi tyle możliwości, które mogę wykorzystywać! Znaczenie zależy ode mnie.

Jednak wymaganie, abym bez wysokich wibracji miał tą możliwość nadawania znaczenia innego niż nawykowo mi Dusza podpowiada, takie wymaganie nie jest realne..
I wszyscy „życzliwi”, mówiący człowiekowi zdołowanemu: „Spójrz na to inaczej, z innej strony!” niestety nie mają racji, mimo, iż mają „dobre intencje”. Zwykle nie pomogą w tym, aby nabyć wyższych wibracji, a wymagają dokonania zmiany postrzegania. To tak, jakby próbować zmienić koło w samochodzie bez podnośnika. Samochód osią się opiera o jezdnię, a „życzliwy” mówi: „No na co czekasz?!, czemu nie nakładasz i nie przykręcasz koła? Jak tak będziesz dalej czekać, to nie zajedziesz daleko.” Jednak bez podnośnika tego się nie zrobi, a sam „życzliwy” daje o sobie świadectwo swojej ignorancji w mechanice samochodowej.

Mówiący: „Spójrz na to inaczej, z innej strony!” mają zaiste dobre intencje, ale też bardzo skromne rozeznanie duchowe. Mają dużą naiwność, że bez działań wibracyjnych, bez oczyszczania można cokolwiek realnie zmienić. Takie „dobre rady” dobrze wyglądają, jednak nie uwzględniając konieczności pracy ze sobą, pracy z wibracjami. Te rady są nieużyteczne i odczuwane są jako denerwujące. Ktoś, kto je otrzymuje czuje, że w jego aktualnej, niskowibracyjnej pozycji – nie są do zastosowania. Dobrze to czuje.
Warto więc nabierać wiedzy i mądrości, aby nie zasypywać osób potrzebujących „dobrymi” acz mocno głupimi radami.

Przy podniesieniu wibracji jeszcze wyżej mamy dostęp do poziomu gdzie możemy nawet zmienić przypisanie znaczenia, zmienić znaczenie tego, co przeżywamy. Nie musimy oglądać tych wydarzeń, które przeżywamy jako coś niekorzystnego. Ale potrzeba wzniesionych wibracji – bez tego ani du-du.. Nie można przeskoczyć drążka na wysokości kilku metrów bez tyczki wysokich wzniesionych wibracji. To się zresztą samo napędza.

Takie wibracje przyjemne to powinny być na porządku dziennym, a nie tylko w święto, po napięciu związanym z organizacją i wycieraniem kurzów.

No chyba, że za wiele wymagam od świata?

Koń jaki jest każdy widzi.

Świat jaki jest każdy widzi.
Jednakże widzi „swoimi oczami”, swoją percepcją.
Ustawioną przez własną Duszę, stwierdzoną, przyklaśniętą przez własnego Ducha.

Każdy interpretuje świat tak, jak sobie sam przyjął, lub jaką jego Dusza przyjęła interpretację. A on/ona się na to może nawet nieświadomie zgodził. Dusza jest naszym Autopilotem, który nas prowadzi w życiu. Nie liczmy, że autopilot będzie mądrzejszy od prawdziwego pilota – prawdziwego Kapitana, myślącego, rozumiejącego, refleksyjnego i decydującego świadomie.
Dusza to Dusza, a Świadome Ja – to realna świadomie żyjąca istota, która może podejmować decyzje. A nie tylko dokonywać wyborów (niekoniecznie świadmomych), poddając się temu co przychodzi. Jednak do tego potrzeba wysoko wzniesionych wibracji.

Czasami się łapię na tym, że proste ucieszenie się z życia, z zasobów które już dawno mam – traktuję jako coś wyjątkowego, coś co ledwo mogę uchwycić.

Ale jest to dostępne. Jeśli mam zaniżone wibracje, to ucieszenie się życiem jest trudne – karma i Dusza mówią swoje. Jeśli zaś wibracje są wysokie, mam łatwe możliwości, aby stanąć w pozycji „ponad” i patrzeć na świat z nieuwarunkowanej, wolnej pozycji.

Reklamy