Duchowa Ścieżka

Na forum SwiatDusz [link] napisałem taką odpowiedź pewnej forumowiczce. Można powiedzieć, że miała ona pewne doświadczenia duchowe, przeszła pewną ścieżkę samodoskonalenia, chciała się podzielić swoimi dokonaniami. Na forum SwiatDusz zaś powiedziano jej, że sieje nieswoimi energiami i zza jej pleców wystaje jej mistrz duchowy. Forum to jest w pewien sposób inne – stawia na własne przeżywanie duchowości, na odczepianie się od cudzych energii, dróg, ścieżek duchowych a promuje rozwijanie świadomości siebie i swoich poszczególnych cząstek.

Odpowiedź:

Z pewnością masz coś, co nazywane jest dobrymi intencjami. Chcesz pochwalić się osiągnięciami duchowymi – zrozumiałe, chcesz wskazać ciekawe źródła rozwoju duchowego – również. Wiele osób tak robi i wiele jest forów duchowych na których takie inspiracje się wymienia.

Natomiast tu jest jak dla mnie coś szczególnego – ważna jest dana osoba, wraz z jej duszą. Nie to, co zdziałała, nie to, co przeczytała. Docenia się danego kogoś BEZ tytułów riszi, rinpoche, bez osiągnięć duchowych, umiejętności. Czy zechciałabyś tak się przedstawić? Czy masz taki wgląd w siebie i w duszę, żebyś to mogła uczynić?

Rozi pisze jak mi się zdaje właśnie o odzieraniu siebie z tego, co nie jest nami samymi.
To wielu szkołom i mistrzom nie odpowiada, bo .. zarówno szkoła jak i mistrz stają się zbędni.

A ludzie z reguły są tak przestraszeni, w takiej presji [którą uznają za cenną przynależność], że nie są gotowi na pamiętanie o sobie, na branie siebie pod uwagę.

Cytuj

byłam bardzo nieśmiałym i zamkniętym w sobie dzieckiem i mówienie innym co do nich czuje było niewykonalne i zabrało mi wiele czasu abym mogła działac spontanicznie dlatego cieszę sie nieraz jak małe dziecko gdy to co robię i mówię daje innym radość

Pewnie wiele przeszłaś. Natomiast ten cytat mówi mi, że twoja dusza wiele umiała odebrać, odczuć mimo, że nie byłaś w stanie tego nazwać. Nieśmiałość jest zwykle związana z dobrym odczuwaniem energii i chronieniem siebie. Występuje dopóki.. nie „otworzy się” takiego delikwenta na otoczenie. Zupełnie literalnie się otwiera – energetycznie. Wtedy ci, przed którymi dziecko się broniło, mają już do niego dostęp. I kodują, linkują i czort wie nieco robią.

W moim odczuciu praca z moją duszą idzie w drugą stronę – ma na celu już świadome i jawne dla mnie samego zdanie sobie sprawy z energii jakie mam podlinkowane, które przenoszę, w które jestem inicjowany itp.. Często cieszyłem się z takich inicjacji, ale w momencie gdy przeszedłem na stronę swojej duszy już mnie to nie cieszy. Przykładowo, byłem inicjowany w Reiki. Gdy jednak Dusza pokazała mi w wizji z czym to się energetycznie wiąże, to szybko zdecydowałem się odinicjować, oczyścić, odrzucić taki płaszcz energetyczny. Może teraz nie mam inicjowanej mocy uzdrawiania, ale dusza się czuje swobodniej.

To jeden z wielu przykładów. Generalnie każde wejście „w świat” jakiejś grupy czy jakiegoś mistrza linkuje, łączy do jego energii, daje wejście w energokształt grupowy. Często ludzie tego mocno chcą,  nie wyobrażają sobie inaczej życia, natomiast po pewnym czasie zaczynają rozpoznawać, że zatracili w tym.. siebie samych. Ideologia mówi, że to dobrze, a dusza, że źle.

Więc komu służyć? Czy ideom, naukom duchowym, metodom, czy sobie – porzuciwszy metody, nauki, idee?

Ludzie boją się, że W NICH samych nie znajdą odpowiedzi, rozwiązań. Natomiast właśnie w sobie można je znaleźć, ponieważ własna Dusza jest żywą istotą, wrażliwą, czującą, z którą można konwersować, chociaż prochu nie wymyśli, to jednak podtrzymuje nasze całe życie. Mamy dostęp do WJ które również są dostępne a nie linkują i nie presjują.

Tak więc to forum jest niejako wywaleniem na nice całych systemów duchowych, religii. Bez buntu, ale z istotnym, zauważalnym celem – mając na względzie, na pierwszym planie własne życie i życie własnej duszy. To jest cel nie „zrobiony”, nie „zmyślony”, a istniejący, realny, dotykalny, związany bezpośrednio z przeżywaniem.

Wróciłem z tygodniowego pobytu nad morzem – w naturze, przy głośnych falach poukładało mi się trochę.

Eckhart Tolle

Większość inspiracji, myśli, postaw do bycia Teraz pochodzi u mnie od Eckharta Tolle. Jego ścieżka jest nieosobową ścieżką do boskości, podobnie jak Buddyzm. Są również osobowe ścieżki, które odwołują się do osobowych istot niewcielonych, jak np. wiele religii.

Jest to jakby esencja duchowości, ponieważ prowadzi prostą drogą do wzmocnienia świadomej jaźni bez użycia jakichś dodatkowych środków.

Ludzie często jakoś zapominają o teraźniejszości, albo się spieszą do przyszłości [i jest ona tak oczekiwana], albo tęsknią za swoimi przeszłymi dniami, które takie były fajne..

We Wrocławiu jest pewne bardzo ruchliwe skrzyżowanie, jest aż 6 wjazdów z różnych ulic. Na tym skrzyżowaniu stoi poniemiecki wielki budynek schronu.

 

Na jego przedniej ścianie jest umieszczony tzw. „mural” [malunek]  o tytule „Klepsydra”:

Na górze duże „będzie”, na dole duże „było”, a na samym środku malutkie „jest”. ..Któż się przejmuje „jest”?

Ciekawe jest to, że jakoś bardzo dobrze dostosowuje się on do charakteru miejsca – gdzie tak dużo osób chce się przemieścić w inne miejsce i to w krótkim czasie:

„O jak chciałbym być teraz po drugiej stronie miasta!”, „czemu tu znowu jest ten […..] korek!”

Nie dbają wydaje się o „teraz”, dbają o to, co będzie, o przyszłość. Nie akceptują stanu obecnego, nie lubią go. Są wręcz wkurzeni nań.

[inni zaś pewnie zapatrzeni są w przeszłość].

Jeśli rzeczywiście tak jest, to tego, co „jest”, jest bardzo w naszym świecie mało. Mało raczej jest akceptacji tego otoczenia, w którym przyszło nam żyć, dużo dokonywanych jest zmiany w środowisku. Uważa się, że „zmiana” jest słowem jednoznacznie pozytywnym.

I raczej mało jest akceptacji innych ludzi.

Co prawda tu akurat to rozumiem, bo tak wiele jest różnic między ludźmi! [w innych moich tekstach na tej witrynie jest sporo o tym]. Gdy już poznamy, jak się różnimy od innych, to może będziemy łatwiej mogli zaakceptować te różnice oraz to, że nie warto oczekiwać i wymagać od niektórych osób tego, czego oni nie są w stanie nam dać, czy kim być. Dzięki zrozumieniu może pojawić się więcej akceptacji.

Przecież nie chodzi o to, żeby akceptować coś bezrozumnie, czy co gorsza z rozkazu, na wiarę: „masz to zaakceptować i kropka!”. Taki sposób jest chyba używany przez osoby, które nie mają argumentów ale pragną kontroli nad innymi.

Nasze czasy można nazwać epoką odzyskiwania prawdziwości. Wiele spraw wychodzi na jaw, pokazywane jest, nie jest już wiele spraw tak srogo ocenianych – zjawisk, które były, ale były tłumione [przykładowo emocje, czy różne niepopularne postawy]. Może jeszcze nie ma na to akceptacji, zgody, ale powoli się ona rodzi.

Akceptacja teraźniejszości razem z jej „zawartością” wydaje się być bardzo istotna.

Jak mówi Tolle – teraźniejszość to wszystko, co mamy, wszystko, gdzie możemy być.

Cisza [zwłaszcza wewnętrzna], to brama do Nieskończoności.

Nie pamiętamy spokoju. Nie dlatego, że pamięć nas zawodzi. Dlatego, że umysł nie umie zapamiętać chwil spokoju. Dziwne, prawda? Umysł nawet nie postrzega chwil spokoju. Dla osób utożsamionych z własnym umysłem chwile spokoju to chwile stracone. Stąd nuda – obszar, skąd się tacy ludzie chcą wydostać poprzez przejście w obszar, gdzie ich umysł będzie odpowiednio zastymulowany, będzie odbierał ileś sygnałów, ileś pracy z tymi bodźcami trzeba będzie zrobić. Tak, wtedy taka osoba czuje się żywa. Nie oszukujmy się, ja sam też mam umysł, który dokładnie tak samo działa. I jeśli pozwolę mu na kierowanie moim życiem, to oczywiście też będzie lgnął do doświadczeń, do stymulacji. Może obchodzić spokój szerokim łukiem.

Zobacz na miasta – nie jest tam specjalnie komfortowo żyć, jest czasami ciasno. Ale jest tyle stymulacji! Ludzie wobec siebie wykonują jakieś posunięcia, więc nie sposób się nudzić. Ale też trudno znaleźć ciszę. Gdy docieramy do potrzeby spokoju, wyciszenia, to zaczynamy doceniać miejsca spokojne. Niektórzy nawet wycofują się z nadmiernej stymulacji.

Tutaj można podać kilka argumentów na temat docierania do szczęśliwości [link].

Nie rozumianej jako np. nieskończona długość, nie, raczej jako jedność wielu w jednym.

Taka atmosfera niedziałania, jakoś zawsze kojarzyła mi się z takiego rodzaju muzyką:

nie pokazuje ona celu, pokazuje bycie, od razu nie ma potrzeby robienia czegoś, to co jest, wystarcza.

Klepsydra jako zegar pokazuje mijanie czasu, pokazuje wielkimi zgłoskami przeszłość i przyszłość, natomiast teraźniejszość jest najszybszym strumieniem przeciekającego piasku. To treść, jednak właśnie środek klepsydry jest jej centrum. Miejscem, które wskazuje X

Ja

jest to coś, czego uczymy się od najwcześniejszych lat.

Stworzone przez umysł pojęcie o własnej tożsamości nazywa się ego.

Ego

jest to jakby obraz nas samych w naszym umyśle. To nie my sami, ale jakby odbicie nas samych w umyśle. Można wyobrazić sobie, iż jest ono prawdziwe, że myśli o nas samych są poprawne. Jednak – to są tylko myśli! Zawierają całe stosy przekonań typu „dobrze by było..”, „oj, taki/a to nie chciałbym/nie chciałabym być…”. Owe przekonania sprzeciwiają się temu co się wydarza, mają nadzieję nagiąć rzeczywistość do siebie. Dlaczego? Ponieważ dla umysłu rzeczywistość odbywa się w umyśle. A więc i wizję rzeczywistości można nagiąć aby się lepiej poczuć..

Ego jest niezbędne, aby rozwinąć umiejętności przetrwania w świecie ludzkim. Dostosowujemy się do życia wśród ludzi. I ego do tego jest przydatne. Jednakże, gdy zaczynamy się zastanawiać, kim naprawdę jesteśmy, ego wydaje się zbyt małe, zbyt wąskie.

Niektórzy próbują więc powiększać ego, zwiększać przekonanie o sobie – jestem silniejszy niż.. [kiedyś, niż inni], jestem bardziej sprawna .. [niż tamta osoba]. Takie dowartościowywanie „siebie” nie dodaje prawdziwemu ja czegokolwiek, natomiast dość silnie wzmacnia ego – wyobrażenie o nas samych. O wiele przyjemniej jest wyobrażać sobie, że jestem kimś znaczącym, niż mało znaczącym. Jednak takie wyobrażenia nie zmieniają ani na jotę tego, kim jestem.

A więc w poszukiwaniu siebie samego/samej idziemy poza umysł. Idziemy poza wyobrażenia o sobie, jaki fajny jestem, jaka jestem zdolna, jak mi się nie udało [i jaki poniżony przez to jestem].

Poza takimi umysłowymi ustaleniami jest coś więcej – życie, żywotność. Najłatwiej skupić się na swojej wewnętrznej żywotności i odkryć, jak jest jej dużo.

[AK] Nie raz słyszałem o ludziach, którzy przeszli przez śmierć kliniczną. Gdy wracali do ciała, często opanowywało ich odczucie, że wracają do czegoś nieprzyjemnego, chwile poza ciałem oceniali jako wyzwolenie. Po co mieliby wracać do ciała, w którym się niedobrze mieli?

Jednakowoż właśnie w ciele mamy możliwość doświadczania żywotności. Gdy nie będzie ktoś pielęgnował owej żywotności i jej świadomości, zacznie się nieświadomie od swej żywotności w ciele oddalać.. końcem czego mogą być spore zaburzenia funkcjonowania, zdrowia. Skupienie się zaś na swojej żywotności w ciele daje argumenty za tym, kim jesteśmy bez względu na umysłowe określenia. Więcej – powoli zaczynamy odkrywać coś-kogoś, co jest w tej żywotności obecne, a nie jest ciałem a także nie jest umysłem, nie jest myślami. To coś jest nierozłącznie związane ze świadomością – z tym obserwatorem, który obserwuje wydarzenia. Zarówno te zewnętrzne, jak i te wewnętrzne. [Chńczycy w taoizmie stosowali praktykę pielęgnowania chi – siły życiowej. To pomagało działać na różne sposoby.]

Po co odchodzić z ciała, w którym dobrze się mamy, w którym odnajdujemy siebie, swoją żywotność?

Żywotność zamiast ego

Eckhart przekonuje nas, że nie jesteśmy naszym własnym umysłem [link].

Gdy kryterium życia zaczyna być żywotność, jej świadomość, życie się zmienia.

Co prawda światowe życie w takim przypadku może odchodzić nieco w bok. Ale za to można powiedzieć, iż sami sobą się lepiej zajmujemy, wręcz można się pokusić o słowa „kocham siebie”. Oczywiście w rozumieniu zajmuję się sobą, opiekuję się sobą.

Skupienie się na żywotnym ja daje mniejsze lęki przed przyszłością, ale jest również o wiele mniej obiecujące.

Stąd osoby szukające w rozwoju duchowym zwiększenia własnych możliwości osiągania celów mogą czuć się zawiedzione. Coś takiego mam praktykować, co zmniejsza nadzieje na sukces? Przecież jest to niezgodne z moimi oczekiwaniami, z moimi pragnieniami.

Rozwój osobowości, rozwój potencjałów, umiejętności jakoś jednak jest czymś innym niż rozwój duchowy.

To nic złego poprawnie czy wręcz doskonale funkcjonować. Widziałem jednak osoby, które zarabiając pięć średnich krajowych  miesięcznie uważały, iż są w pobliżu dużego osiągnięcia duchowego. Z pewnością były w pobliżu celów wielu osób, które pragną dużych pieniędzy. Z pewnością radziły sobie mocno ponadprzeciętnie. Jednakże nie odczułem, żeby przebywanie z nimi znacząco się różniło od przebywania z kimś, kto nie osiągnął tak znacznych zasobów materialnych. Wręcz mogę powiedzieć iż znam wiele ludzi, z którymi przyjemnie się przebywa a nie są wcale tak zasobni. Wewnętrzne ja okazuje się czymś innym, niż osiąganie celów bardzo wygodnego, bardzo zasobnego życia.

Dostarczenie czegoś innego zamiast celów życiowych wielu ludziom nie mieści się w głowie. Programowanie przez rodzinę, kulturę bywa tak silne, iż ludzie ustalają sobie zewnętrzne cele życiowe, na które następnie spożytkowują życie. Gdy są już starzy zastanawiają się: po co to robiłam/em? Co mi z tego pozostało? Co mi dało takie życie, takie ustalenie celów i dążenie do nich?

Jako, że śmierć przynosi ostateczną weryfikację, dość często osoby zdają się być nieusatysfakcjonowane. Dusze bywają nieusatysfakcjonowane – nie przeżyły wszystkiego, czego chciały. Duch nie bywa usatysfakcjonowany – nie wyraził się wystarczająco. Następne wcielenie będzie jak nic.

Rzadko jednak przychodzi refleksja o świadomości – czy dotarłem przez moje życie do takiego zrozumienia ja, które przechodzi poprzez weryfikację śmierci? Negatywna odpowiedź zwykle wiąże się z dużym lękiem przed śmiercią.

Praca nad odnalezieniem odczucia własnej nieprzemijającej jaźni daje ogromną ulgę, bowiem przekonuje, iż jest coś, co jest nieśmiertelne. [praca ta może prowadzić różnymi ścieżkami: np. rebirthing, regresing, ćwiczenia wg. Ekharta Tolle, itp.]

Oświecenie

jest to temat wielkich nadziei różnych osób zajmujących się rozwojem duchowym..

Jednak może okazać się czymś innym, niż sobie osoby wyobrażają..

zresztą to, co możemy sobie wyobrazić, zarówno pochodzi z umysłu, jak i zawiera się w ramach postrzegania umysłu..

natomiast umysł nie jest wszystkim, wręcz jest narzędziem do przeżycia, sprawnym, ale tylko narzędziem.

W Indiach, gdy siedzisz w stanie medytacyjnym w jakimś miejscu wystarczająco długo, ludzie zaczynają do ciebie przyjeżdżać i osiedlać się wokoło ciebie” [E. Tolle]

To dlatego moja Dusza tak lubi Indie 🙂

Oświecenie może wydać się przereklamowane.

Jak mówią, i pies posiada naturę Buddy [tzn. posiada stan oświecenia], ale tylko człowiek jest w stanie ten stan urzeczywistnić.

Urzeczywistnienie oświecenie jest bardziej rozpoznaniem, niż dotarciem do celu. Jak można dotrzeć tam, gdzie już jesteśmy? Otwierając oczy i uświadamiając sobie owy fakt, iż już tu jesteśmy. Niemniej nasze oczy, nasz umysł jest bardzo zajęty wieloma innymi sprawami, innymi niż przyglądaniu się kim/gdzie jesteśmy.

Utożsamienie się z myślami, które przechodzą przez głowę, z wyuczonymi wzorcami, życie nimi –  jest zaś powszechne.

Bycie Teraz to pozwolenie bycia temu, co jest, co się akurat zdarza, świadoma akceptacja. Pozwala to na transcendencję, przekroczenie tego, wejście w inny, wewnętrzny wymiar poza myślowym szumem. Wyjście z umysłu, z jego potokiem treści daje ulgę.

Trzeba się przygotować, że wszelkie bycie kimś „specjalnym” odpadnie. Okaże się – po odrzuceniu błędnych określeń siebie, że – będzie sie kimś „zwykłym”. Może się to kojarzyć z byciem „nic nie znaczącym”, i może przywoływać niemiłe skojarzenia.

Natomiast jest to sytuacja, gdy jesteśmy wartościowi, jesteśmy sobą i.. jest to dobre. To, że nie jesteśmy „specjalni” nic nie szkodzi.

Bycie Teraz, w chwili teraźniejszej jest równoznaczne z wolnością wewnętrzną. Dosyć dużo osób poszukuje takiej wolności. Niestety, dąży w przeciwnym kierunku – zwiększając stymulację. Natomiast chwila obecna jest zwykle spokojna, bez nadmiernej stymulacji.

Dzogchen jest też o tym samym.

Co się tyczy naturalnego stanu, niesplamionego myślą,
Bez żadnego wysiłku utrzymuje jego żywą obecność.
Po co analizować go ograniczonym rozumem?
Ty, który palisz się do logiki, rób jak uważasz.

W przestrzeni Pierwotnej Czystości (ka-dag), w stanie spokoju,
Bezpośrednio doznaję wszystkich medytacyjnych doświadczeń,
manifestacji energii i wizji
I nie odczuwając żadnej potrzeby sztucznej praktyki religijnej, jestem szczęśliwy.
Ty, który oddajesz się umysłowym spekulacjom, rób jak uważasz!

łącze do tego tekstu Namkai’a Norbu [link]

Osho o tym również pisał, jako o przekroczeniu ciał subtelnych w kierunku istnienia i świadomości.
http://avariat.webpark.pl/site/osho/psycho/212-07.htm

Niemniej Ekhart ma z tym doświadczenia i bardzo konkretnie omawia.

A tutaj co Ekhart ma do powiedzenia o Oświeceniu, wraz z polskim tłumaczeniem:
[link do bloga „mojajoga”]

Humor- kliknij na obrazek:

Reklamy
Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: