Potrzeba ludziom Ducha

Zwraca się do mnie o pomoc ileś osób każdego roku.

Z tego powodu, że moja witryna opisuje tematy duchowe pewnie spodziewają się odpowiedzi na tym poziomie.

Można powiedzieć, że w większości przypadków przyczyny kłopotów tych osób są karmiczne. Ich Dusze siedzą w zadawnionych, ciężkich od cierpienia związkach karmicznych. Z powodu takich związków mają ciężkie przeżycia.

Mogą też za sprawą postawy Duszy np. cierpieć biedę albo bezradność wobec okoliczności życiowych.

Jest wiele terapii, które się „rozprawiają” z takimi relacjami, obciążeniami, począwszy  od ustawień Hellingerowskich i podobnych, przez sesje regresywne, Regresing.

Bardzo dobrymi, acz długotrwałymi sposobami są terapie konwencjonalne. Krążą legendy o pacjentach chodzących latami do psychoanalityka.

Wszystkie one mają jedną cechę wspólną. Potrzeba jest, aby pacjent wziął odpowiedzialność za swoją Duszę.

On, ona jako Duch wcielony ma wziąć odpowiedzialność za to, co jego/ jej Dusza uczyniła.

A to jest już bliskie niemożliwości.

Jak to bowiem ma się zrobić?

Taki ktoś mało co często wie o Duszy.

Nie wie o karmie, jak ta Dusza wiąże sobie karmę z innymi Duszami i cierpi potem przez to, uważając, że to oni mi to zrobili. I oni i nie oni. To jest Samsara – ułuda – zarówno prawdziwa, jak i nieprawdziwa. Wiele osób nie wie o wielowcieleniowości, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak poprzez wcielenia te kłopoty się przeplatają.

I nie chcą się w to mieszać!

„Po co mi jakieś wcielenia, ja mam kłopot w tym i w tym, a nie w jakichś wcieleniach!?”

A to, że twoje kłopoty sobie Dusza nabrała ileś wieków temu, to już cię nie obchodzi.

Zwykle osoby przeżywają problemy O WIELE WIĘKSZE, niż wynikałyby tylko z tego życia. Jednak tak duża skala problemów nie powoduje jakiegoś zastanowienia: skąd ich tyle się wzięło?

Zwłaszcza dotyczy to spraw mających miejsce w psychice, w obszarach niewidzialnych, odczuciowych. Różne „pomieszania w głowie”, „zamotania myślowe”, „nie mogę się pozbyć myśli że..”
Można powiedzieć: jest to obszar ułudy, samsary, Duszy. Ludzie mają problemy w większości ze swoimi Duszami.

Dlatego jest wiele, wiele prostych metod pracy, które mówią o tym, żeby po prostu ten „zgiełk myślowy” w Duszy – wyłączyć. I powrócić do normalnych działań, na własną korzyść. Jeśli się to udaje – jest to świetny sposób. Jednak nie u każdego tak się udaje. A to za sprawą Wieku Duszy – różni ludzie mają różny wiek Duszy.

Człowiek, jego Osobowość, Duch – stara się żyć tu i teraz.

Na codzień jest jego życie. Pewnie. Jednak gdy przychodzi uruchomić jakąś długą, długo trwającą sprawę w życiu – czy to związek, czy zarabianie, czy też duży wydatek, to włącza się Dusza.

I tu już mamy od progu sprawy wielowcieleniowe, czy komuś się to podoba czy nie. Jakże więc ja, żyjący w miarę tu i teraz, jako Osobowość mam brać na siebie wielowcieleniowe obciążenia mojej Duszy, która żyła już ileś, wiele, wiele razy? Która jest nierefleksyjna, mało kto ją uczył, która zachowuje się i funkcjonuje często jak małe dziecko, a ma duże możliwości energetyczne?

Sprzeczność goni sprzeczność.

Większości się to NIE podoba.

I nie mają zamiaru nad tym się zastanawiać. Wolą od doktora wziąć tabletki (poczynając od tabletek na grypę, przeciwbólowych, skończywszy na dziesiątkach tabletek pod koniec życia).

A dzięki temu odcięciu mogą dokończyć swój kolejny projekt, zadanie. Mogą uczyć się w bardzo wymagających szkołach. Mogą  spłodzić i wychować dzieci, nabyć mieszkanie. Mogą to zrobić bez rozwoju świadomości: „dlaczego tak a tak to się potoczyło w moim życiu”.

Młodszym Duszom się to udaje, często nawet i bez tabletek. Jednak im dalej w życie, im wiek metrykalny lub wiek Duszy większy – tym mniej się to udaje. Ja się nie dziwię, że ludzie nie chcą się babrać z karmą. To bowiem jest bagienko. A Dusza jest tak pokręcona, tak nierefleksyjna, że aż strach. Jest jak dziecko czteroletnie chcące uruchomić (ponownie w tym wcieleniu) duże treści życiowe.

Co jest straszne – to ona chce uruchomić je na zasadach z poprzednich wcieleń: jak z kimś była na pieńku, to będzie nadal na pieńku (bo nie zastanowi się, że nie warto się pogodzić, Dusza to taki zagryziak).

Jak ma przekonanie o potrzebie dania sobie w kość, to niechybnie będzie to robić. A człowiek będzie się dziwić „Czemu mnie spotykają takie kłopoty – jak innych nie spotykają?”

Jedynym wyjściem tu jest uruchomienie i rozwijanie swojego Ducha. Tylko i wyłącznie Duch jest w stanie, jest wystarczająco silny, aby wziąć się za sprzątanie tej stajni Audiasza. Potrzeba herosa – a dopiero Duch taki jest.

Dopiero Duch jest „ponad” Duszą. Dopiero Duch ma odpowiednio wysokie wibracje. Osobowość i ego są wytworzone w obrębie samej Duszy, więc może ona łatwo je „nakryć swoją łapą”. Nieraz byłem świadkiem jak Dusze odrzucały z pogardą wszelkie tłumaczenia z poziomu Osobowości, i leciały w życiu takim samym lotem nielota kiwi jak dotychczas.

Wiele osób wskazuje na Osobowość (swoją lub czyjąś), które ponoć mogłyby rozwiązać problemy życiowe. To się nie sprawdza. Zwłaszcza jeśli bierzemy pod uwagę starsze Dusze (od wieku 6,5 wzwyż).

Młodsze Dusze jeszcze nie mają takiej dużej karmy, nie mają tak dużej mocy, więc Osobowości sobie dają z nimi radę. Więcej, w rozwoju dziecięcym stare Dusze, mimo, iż są stare, przejawiają się jak Dusze młodsze. I dlatego wydaje się, że „ten człowiek sobie poradzi w życiu”.

A tu nie, przychodzi 17 lat, 20 lat, 22 lata a ten cały czas się rozwija, Dusza cały czas dalej się wciela, jest jej więcej. Czemu? Bo jest taka duża, bo jest jej tyle, że nie może przez krótszy czas się wcielić cała.

Sposobem na taką dużą, starą Duszę jest więc tylko Duch i jego świadomy rozwój. Znam pewną panią, która ma starą Duszę i której tłumaczyłem ostatnio to, że jej świr, w którym akurat siedzi i do którego ją jej Dusza przekonuje może być otamowany jedynie przez Ducha, do czego potrzeba pracy ze sobą. Potrzeba zrozumienia własnych obciążeń i pracy z nimi, aby je oczyścić z postaw Duszy. Ona jednak buńczucznie stwierdziła, że ma mnie gdzieś i posłała kilka inwektyw przez smsa. Inwektywy oczywiście pochodziły od ciemnych istot z łuku zstępującego, które już sporo sobie miejsca zajęły w Duszy i ciele tej pani.

Obecnie sporym problemem młodych ładnych albo przebojowych kobiet jest częściowe opętanie – przejmowanie ich przez siły ciemnej strony. Z zewnątrz atrakcyjna – wewnątrz smród. Bo ciemne wzorce i podpięcia do ciemnych sił – to i brzydko duchowo pachnie. Ale jaka pewna swoich racji! Pewnie, w społeczeństwie patrzącym w większości na to, co widać oczami mają one duży poklask.

O mężczyznach mających ciemne wzorce nie wspomnę – tacy po prostu do mnie nie trafiają. Wystarcza im, że dobrze sobie radzą w życiu, że idą przebojem, więc po co jakieś duchowe roztrząsania? Dodatkowo trzeba pamiętać, że jeśli delikwent ma symbionta, to on mu podnosi Wiek Duszy. Ale to jest nie z tego czlowieka, a z symbionta – i od symbionta idą cele życiowe. Więc nie ma co się spodziewać w takim przypadku chęci do refleksyjności.. Symbiont miałby sam siebie oczyszczać? Strzelałby do własnej bramki.

Niemniej takie osoby duchowo tracą w tempie przyśpieszonym. W przeciwieństwie do mnie, iluś nauczycieli duchowych ścieżek ostatecznych mówi, że mamy „zbyt dużo wiedzy”. Fajnie, tylko jeśli komuś życie mocno dopiekło, to on/a chce najpierw trochę sobie poprawić to życie, aby można było jakoś żyć bez dojmującego bólu.

Wiele osób (które jeszcze mogą to zrobić) wybiera wypieranie tych przykrych przeżyć. Upychają je gdzieś w ciemnym kącie i idą na darszan do jakiegoś jogina albo na warsztaty takich ścieżek ostatecznych: zen lub dzogczen. Albo chociażby joga albo modlitwy z guru, darszany. Ale po kilku latach ich sytuacja duchowa się nie zmienia diametralnie.

Czemu? Nie przypuszczali, że ze sobą ciągną aż tyle cierpienia wewnętrznego. A guru im tego „nie zabrał, a przecież jego postawa to obiecywała, czyż nie?” Obecna duchowość zachodnia, sytuacja ludzi w Europie nie ma wiele wspólnego z dawnymi Indiami, wiec trzeba się liczyć, że metody obszernie skutkujące wtedy mogą niezaskutkować teraz i tutaj.

Niemniej nikt o tym nie mówi, i wychodzi kolejny piękny, młody, postawny, uśmiechnięty guru, który podaje kolejny zestaw ponętnych obietnic. Duchowość wschodnia daje obietnice ostateczne – odbiorca z Zachodu podświadomie liczy na obietnice poprawy sobie życia w konkretnym, zachodnim społeczeństwie. Występuje duża rozbieżność – ona też da kłopoty. Podpis:

„Nasze pragnienie ziemskich, światowych aktywności zabija w nas duchowe uczucie pełnego szacunku wobec spraw niebiańskich, zmieszanego z odczuciem cudowności. [moje tłum.]

Mówią „albo to, albo to”. I mają w sumie rację. Ale co robić, jak ktoś chce żyć, a i nie chce odrzucać duchowości? .

Co ciekawe, iluś takich ładnych guru ma odpowiednio ładne (i mocne) symbionty. Czego kultura hinduska nie chce zupełnie widzieć. „Bo przecież Bóg jest od tego większy”. Większy jest, ale póki do owego Boga taki wyznawca dojdzie, to symbiont guru potrafi go mocno podziobać jak durszlak.

Obietnice są duże, acz oszukańczo przedstawiane:

„Co zrobić z hałasem? Kiedyś w ośrodku zen w Cambridge pewien uczeń powiedział do Soen Sa Nima (Mistrza Zen Seung Sahna): – Kiedy siedzę zen, przeszkadzają mi hałasy. Co mam robić?
Soen Sa rzekł: – Jakiego koloru jest ten dywan?
– Niebieski.
– Czy on jest spokojny czy hałaśliwy?
– Spokojny.
– Kto uczynił go spokojnym? To ty zrobiłeś. „Hałaśliwy” i „spokojny” są stworzone przez twoje myśli.”

O dziesięciu latach intensywnych ćwiczeń medytacyjnych dzień w dzień ów „Mistrz Zen” nie wspomniał. A tyle mogłoby kosztować czasu doprowadzenie umysłu ucznia do pozycji, w której nie przeszkadzałyby mu hałasy. Dla mistrza zen nie stanowiło to problemu, po prostu nie wspomniał o tym, ponieważ było to dla niego jednoznaczne, że dla osiągnięcia tego stanu trzeba intensywnej praktyki. Dla studenta Cambridge było nie do wyobrażenia w trakcie jego intensywnych umysłowych studiów uniwesyteckich.

Ale – obietnica mistrza – bezcenna.

Tak się zbiera wiernych – obiecując im wiele, ale nie o wszystkim wspominając.

Nawet te osoby, które szukają rozwiązania i oczyszczenia na ścieżce terapii konwencjonalnej – znajdują tam przyjęcie, znajdują tam trochę ulgi.

Niestety, owa ulga jest zbyt mała w stosunku do tego, co terapeuta jest w stanie zaoferować. Świadomość klienta jest duża, a postępy nikłe. Podobnie jest w grupach samopomocowych – jest miła atmosfera, ale nie ma postępu, nie ma realnego oczyszczania złogów, obciążeń karmicznych.

Głównej przyczyny upatruję tutaj w braku uruchomienia Ducha u człowieka. Jeśli nawet ludzie mają swojego Ducha, to jego wyrażeniem się jest przemożne poczucie cierpienia.

Czemu? Duch jest bowiem mały, nierozwinięty, a Dusza ma wiele wcieleń, ogrom przeżyć i zranień. I Duch nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Nie jest w stanie tego „wziąć na klatę”. I człowiek wariuje, fiksuje, idzie ku ześwirowaniu. W skrajnych przypadkach następuje utrata kontroli Ducha nad własnym życiem (życie „jedynie Duszą” , albo przejęcia przez ciemne siły).

Czego potrzeba?

Aby było można sharmonizować życie takiej osoby, aby można było wziąć odpowiedzialność za własne życie, potrzeba najpierw nie uciekać od problemów.

Bo, jeśli są duże, to owszem, przy nich Duch się przebudzi, ale Osobowość może uciekać „bo ja też chcę pożyć, mnie też należy się szczęśliwe życie, jak tamtym!”

Czy należy się, to jest kwestia nie tyle prawa do szczęścia (bo takie mamy wszyscy), a wielkości i ilości karmy w Duszy. A tu wiele osób przebudzonych ma zbyt dużo karmy jak na tak niewiele działającego Ducha.

I Duch im się załamuje.

Niejedną osobę odprowadziłem na cmentarz, ponieważ nie pracowała nad sobą a próbowała dzięki prostym metodom rozwoju osobistego „poprawić swoje życie”, albo chociaż utrzymać status quo. Albo zamiast pracy duchowej nad sobą wybrała pracę ze społeczeństwem, nad pytaniami dręczącymi ludzkość (jest wiele takich popularnych ezoterycznych wątków „musimy się im przeciwstawić, bo..”).

W społeczeństwach zachodnich nie sposób żyć prymitywnie. Nie sposób żyć bez „zahaczenia się” o udogodnienia społeczne – za które trzeba jednak jakoś płacić. A w przypadku osób o dojrzałych i starych Duszach to już zaczyna lub jest dużym problemem.

Bo Dusza ciągnie ze sobą tak duży balast, że już się nie daje żyć.

Problemem nie jest Dusza. Problemem jest nierozwinięty wystarczająco Duch, przytłoczony przez Duszę, zalany treściami z internetu, z ulicy, od znajomych.

„Bądź sobą” – mówią: .. to pewnie moja Osobowość ma się tak rozwinąć, albo moja Dusza ma wreszcie móc sobie poszaleć!

„Bądź sobą!”

Ci, którzy „dali Duszy poszaleć” już dawno w więzieniach siedzą, bo to właśnie Dusza nie liczy się z otoczeniem – i przekracza granice, przekracza prawo. Więzienia są pełne niedojrzałych osób, które swoją niedojrzałą Duszę postawili za sterem swojego życia. Zresztą nie mieli co jej tam stwiać – sama się do steru dorwała.

Bo jak Dusza jako czterolatek ma się liczyć z innymi ludźmi? Dusza nie ze złej woli napiera czy nie zwraca uwagę na czyjeś dobro. Jednak to, że nie jest to robione ze złej woli nie oznacza, że od razu będzie to prowadziło do kraju miodem i mlekiem płynącego. Pamiętam znajomego, z krokodylem mentalnym, który miał piękne, cudowne, rajskie wizje harmonii między ludźmi i spokoju w życiu. Jednocześnie jeździł jak szaleniec i spał nieodpowiedzialnie z różnymi paniami. No piękne życie, czyż nie? Próbował sobie właśnie urzeczywistnić tą wizję Duszy. „Ona taka piękna, ta wizja, to tak ma być!!”

Cywilizacja Dusz

O Duchu mało kto myśli. A to on i tylko on jest w stanie uruchomić jakoś taką osobę do życia i rozwoju. Jednak zachodnie świecidełka typu wygodne mieszkania, nowe samochody, rozrywki komputerowe i sieciowe tak mieszają ludziom w głowach, że Dusza jest w stanie przekonać Osobowość, że „tego przecież potrzeba”. Szczególnie panie tu mają silną pozycję, ponieważ mają (zwykle acz nie zawsze) silne postawy Duszy wynikające z wzorców prokreacyjnych: „nie mogę mieć mniej niż średni poziom komfortu, a lepiej jeszcze – wysoki. Stać nas na to! Jestem tego warta!”.
Ile ja kobiet widziałem wchodzących do mojej kuchni i z miejsca przerabiających ją na lepszą. Jeszcze lepszą – bo jakoś zła nie jest. Partnerstwo – początek związku – przegapiają: „po co partnerstwo jak już jest kuchnia? Zajmę się kuchnią, bo to jej potrzebuję. „

Pewnie, panie chcą „mieć ładnie”. Ale nie pamiętają o tym, że aby były ładne firanki i zasłonki, powinny być solidne ściany – najpierw. W swoim niekiedy szaleństwie testów wobec mężczyzn, w dzisiejszych czasach unikają współpracy z nimi. A to mężczyzna  sam z siebie może ciągnąć do Ducha. Pragmatycznie nie ma takiej potrzeby, bo na bieżąco Duch jest niepotrzebny, potrzebne są tylko pieniądze.

I tak rozwija się nam cywilizacja „bez Ducha”, cywilizacja Dusz.

Tyle, że nie mając atencji dla Ducha nie będzie wsparcia dla procesów oczyszczających Dusze, stawiających je „do pionu”. Obecna kultura daje rozleniwienie Dusz, i otyłość ciał. Ducha się nie wspomina ponieważ nie ma bieżącej potrzeby.

Nie ma co zresztą liczyć, że otrzymamy impuls kulturowy do wzmocnienia Ducha. Jeśli zależy nam na zdrowiu psychicznym i duchowym – sami potrzebujemy wspierać swojego Ducha, a także wspierać ten proces u swoich znajomych, skąd dostaniemy podobną pomoc.

[Proszę nie sądzić, że jestem przeciwnikiem kobiet. Jestem rzecznikiem oczyszczania karmy z życia człowieka, a to – w codziennym życiu potrzebuje mocnego uruchomienia świadomości i Ducha. Jeśli więc ktoś zalewa nas postawami przeciwnymi, tak jak właśnie emocjonalnie uruchomione kobiety – nie liczcie na sukces duchowy, liczcie na sukces ziemski. O ILE macie na tyle dobrą lub małą karmę, aby to wam się udało.

Obecna kultura w łatwy sposób promuje rozwleczenie, emocjonalność u Dusz, co przekłada się na niestrawione treści w ciałach subtelnych i w fizycznym, czyli otyłość

obesityTo nie ja wymyśliłem, że w dzisiejszych czasach jest więcej osób otyłych. Z powodu naturalnej przemiany fali: yang w yin, następuje teraz yin, jest łatwiej żyć, … ale … trudniej o Ducha.]

Duch

Duch może objawiać się, wydawać się jako oschły czy zbyt silny w stosunku do wylewności Duszy.

Duch może wydawać się zbyt szeroki w stosunku do prostej pragmatyczności Osobowości.

Duch może wydawać się zbyt wzniosły wobec konkretnych potrzeb ciała.

Ale to tylko Duch może wyciągnąć z bagna karmicznego osobę w nim zanurzoną.

adler 2

Reklamy

Previous Older Entries

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: