Jak się nabywa obciążeń duchowych?

Może już zapoznaliście się z różnymi typami obciążeń duchowych? [link]

Te obciążenia nazwać można ogólnie karmą, tą obciążającą, w odróżnieniu od zasług karmicznych, gdzie inne Dusze wspomagają naszą Duszę w życiu.

Miło i przyjemnie mieć wspomaganie od dobrej karmy, bo dzięki niej życie miło się układa. Jednakże wiele osób, zwłaszcza zainteresowanych rozwojem duchowym ma Starsze Dusze, no i wiąże się to z większą ilością karmy obciążającej.

Jeden typ karmy może współistnieć z drugim, nic jeden drugiemu nie szkodzi. Można mieć np. w związkach fajne przeżycia, dobrą rodzinę, a finansowo pad za padem. Albo odwrotnie.

Ale dlaczego w ogóle jest ta karma? Jeśli są to obciążenia, to kto je nabywa?

Dusza może być porównana do „worka z energiami”. Wiele z tych energii zawiera w sobie „przesłanie”, ma intencje, czyli nie są tylko czyste energie do działaniu, jak w gniazdku elektrycznym, ale energie, które „czegoś chcą”. Człowiek mając dużo takich energii poddany jest presji własnej Duszy, aby robić to, czego ona właśnie chce. Możnaby wyobrażać sobie, że postawy przyniesione z poprzednich wcieleń Duszy, to już muszą być przemyślane, jakieś sensowane, wypracowane. A tu nie – Dusza jest nierefleksyjna, to i na różne głupoty pozwala. I cieszy się. A nawet w cięższych przypadkach jest zaangażowana w niszczenie danej osoby, podsuwanie jej kłód pod nogi w życiu.

Mnie to denerwuje, jak ludzie mówią „sam tego chciałeś! to masz” wskazując na kłopoty, w jakie ktoś wszedł. Nie umieją rozróżnić w tamtej osobie jej cząstek, nad którymi jej Świadome Ja nie ma kontroli. Nad Duszą nie mamy łatwej kontroli, zwykle jest silniejsza od nas. Jest odwrotnie – to osobowość, a nawet Świadomość tańczy tak, jak jej gra Dusza. Albo przynajmniej Dusza „gra”, a Świadomość zastanawia się jakie tu kroki do tego tańca zastosować, aby co raz nie wstępować w jakieś nieczystości nogą..

Więc jeśli ktoś tak protekcjonalnym tonem mówi, że wie, że „zrobiłeś sobie to sam”, to jak dla mnie pokazuje dosyć niewielkie rozeznanie w obszarze duchowości.. Współczucia tu i współodczuwania (tak bardzo potrzebnego w duchowości) brakuje.

Karma więc są to postawy Duszy poparte dodatkowo energiami. Gdy postawy Duszy są poprawne, to życie samo nas wznosi, unosi jak na fali, jest coraz przyjemniej. Ale jak te postawy są błędne, niedziałające, to możemy próbować im się przeciwstawiać. Jest tu dwa kłopoty:

1. te postawy Duszy mają za sobą energie, które chcą to wcielić w życie. I to się dzieje automatycznie, o ile tego nie wstrzymujemy.

2. Nasza świadomość zwykle na początku nie wie, co z tym robić, jak się z tym obchodzić, jak oczyszczać, usuwać błędne postawy.

Racjonalnym więc pomysłem jest rozpoznanie z czym mamy do czynienia, i oczyszczanie, zmiana błędnych postaw, programów. Jednym z pomysłów jest modlitwa do Boga– dawcy Życia.

Dzieje się to od dziecka. Dziecko jest mało świadome, dopiero się uczy. Natomiast jego Dusza już ma podłączenia z tymi ludźmi, z którymi będzie miała zwykle największe przeprawy karmiczne – z rodzicami. To z rodzicami są zwykle największe przeprawy i kłopoty. Dusze bowiem chcą „wyrównywać sobie” niedograne doświadczenia z poprzednich wcieleń.

  1. Bezmyślnie uważają, że trzeba albo wydarzenie z przeszłości powtórzyć, to, które się nie udało.
  2. Albo też Dusza jest przekonana, że musi komuś „oddać” pięknym za nadobne, za coś, co przeżyła ciężkiego w dawnych czasach.

Ani jedna ani druga strategia nie prowadzi do wyjścia poza karmę!
Ani jedna z nich nie jest rozsądna.
Ale Duszom to nie wadzi i gromadnie to stosują, dodatkowo wywołując ogromne presje, aby tak właśnie przeżywać karmę. To według nich ma posłużyć „oczyszczaniu wspomnień” z poprzednich wcieleń.

Gdy zobaczymy, że niższe części Duszy są tak zrobione, zaprojektowane, to można dojść do wniosku, że zostały one tak zrobione przez kogoś, kto nam był i jest nieżyczliwy. I istotnie, można powiedzieć, że żyjąc w obrębie Duszy nie jesteśmy w stanie się wydostać z tych rozgrywek między Duszami, które nie mają realnego końca (jeśli się ich nie przerwie). Takie scenariusze tworzyli i tworzą półbogowie, którzy konstruują „niższy świat”, świat Dusz. (o tych dwóch światach mówi p. Sławek w wieloczęściowym wywiadzie dot. odpowiedzi ojca Pio, na Youtube).

Szczęściem jesteśmy nie tyle Duszami, co Duchami mającymi doświadczenia w Niższym Świecie.
Duchami, które mogą zaingerować w swoje życie, w to, jak Dusze je przeżywają.

Nabywanie obciążeń

Jest bardzo proste.
Jeśli żyjemy „w Duchu”, jeśli nasza identyfikacja się tam znajduje, to jesteśmy we wzniosłych wibracjach i nie ma co nas dotknąć. Jeśli jednak upadamy, zaniżamy wibracje, jeśli z przeżywania Duchem przechodzimy do przeżywania Duszą, żyje się nam od razu gorzej, a i możemy nagrabić sobie karmy.

Jeśli przychodzą na człowieka opresje, jeśli (np. w dzieciństwie) przez lata całe doświadcza przykrości, upokorzeń tam, gdzie spodziewa się dostawać wsparcie i miłość, to można się załamać. Jakby żył jedynie Duchem, to by mu się nic nie stało. Jednak gdy człowiek taki ma ciało, emocje, przeżycia, to naturalnie jest wystawiony na ich potrzeby, a uczucia i ciało domagają się ciepła, wsparcia, zaspokajania pragnień.

Możnaby rzec do dziecka: „Masz ohydnie zachowujących się rodziców, którzy cię nie wspierają? Jesteś Duchem, wytrwaj, nic ci nie będzie.”

To jednak jest bardzo poniżająca mowa, ponieważ wymaga od dziecka więcej, niż ono może znieść – jest bowiem nie tylko nieświadome swego bycia Duchem, nie jest zwykle też wyuczone działania na poziomie Ducha, jak i ma ciało, emocje, uczucia, pragnienia i potrzeby z tych obszarów.
Dodatkowo! ma postawy Duszy przyciągnięte z poprzednich wcieleń.
Taki bagaż jest niemal gwarancją na upadek Ducha u młodego człowieka.

„Jesteś Duchem, wytrwaj, nic ci nie będzie.” – tak najczęściej mówią ludzie mający sztamę z ciemnymi siłami, mający ciemne energie i ciemne wzorce. Jednym z wyrażeń ciemnych energii jest stawianie wymagań ponad siły. I tu, w tym zwrocie to się właśnie dzieje.

No dobra, ale jak ktoś nabiera karmy?

Aby wziąć dodatkową karmę, trzeba „upaść” z przeżywania Duchem, do przeżywania Duszą. Doskonałym przykładem tu może być opis z Mdycyny Germańskiej (MG).

Dirk Hammer Syndrome (DHS), co po polsku można przetłumaczyć jako „moment nabycia traumy” ma wg. MG trzy cechy:

  1. Dzieje się to nagle
  2. Jest to przeżycie w samotności (nawet jeśli ktoś jest niesiony na rękach jako dziecko też może mieć DHS, jeśli czuje się osamotniony w swoim przeżyciu)
  3. Jest to dramatyczne (zawiera w sobie tak trudną treść, że człowiek już nie jest w stanie temu dalej sam podołać).

Te trzy warunki muszą zajść jednocześnie.

Prostym wnioskiem jest to, że gdy człowiek czuje się w dobrej relacji z innymi, wspierany, to nie będzie miał tak dużo owych traum, jakby czuł się opuszczony. Dlatego tak jest mówione o uściskach, że są tak ważne dla zdrowia – to przekonuje nas, nasze Dusze o bliskości z kimś. Dzięki temu możemy uchronić się od dramatycznej nagłej sytuacji przeżywanej w samotności. Bo już nie czujemy się osamotnieni.

To też dlatego w sesji, gdy mamy prowadzenie, oparcie w kimś zachodzi ponownie przeżywanie dawnego przeżycia, gdy „uderzył DHS” (jak się to w MG mówi). W sesji, gdy mamy wsparcie – współczujące i rozumiejące, cechy traumy-DHSu maleją, i rozpuszcza się on/a.

Dlatego tak ważne są ZDROWE kontakty z innymi osobami, które nas zrozumieją i wspierają. Kontakty z nachalną i presjującą ciotką czy gderającą, zrzędliwą albo nieobecną duchowo babką, z odpychającym ojcem można tu do kosza na śmieci włożyć. Nie dają wsparcia, same mogą być przyczyną DHSu.

Właściwie wszystkie typy obciążeń duchowych, które opisuje bazują na tej zasadzie – upadku Ducha.

Przypatrzmy się wzięciu krokodyla. Na stronie o nich opisałem, że przyczyną wzięcia kr. jest osobiste poczucie deficytu. Nie znaczy nic, że ciocia uważa, że dziecko „żyje jak w puchu”, albo że tato uważa, że „on ma wszystko co mu trzeba”. To osobiste poczucie tego człowieka tu gra rolę.
Jeśli uważa, że mu czegoś mocno brakuje – wtedy jest otwarte na propozycje „wsparcia”.

Znałem człowieka, który nie był powiedzmy w swoich oczach jako chłopak atrakcyjny. W szkole nie błyszczał, ot, przeciętnie się uczył, był mało zauważany. Ale.. to go właśnie zabolało. Fakty to jedna sprawa, a druga – to jego reakcja.

Jak go tak zabolało, to stwierdził, że jak będzie się świetnie uczyć, to będzie atrakcyjny jako kolega i ew. chłopak dla dziewczyn. To był moment potwierdzenia przejścia z życia Duchem na poziom Duszy. Na poziomie Ducha nawet jeśli był realnie nie jakiś piękny, to i tak był wartościowy, był sobą, był niezłamany wewnętrzną przykrością. Jednak przyznał rację wewnętrznemu podszeptowi, że jest gorszy i jako taki nie do zaakceptowania.
Do Jak pomyślał, tak zrobił. Zaczął się mocno uczyć i .. wziął symbionta mentalnego.


Od razu zaczął brylować jako prymus, wyróżniać się w klasie. Ale już nie był sobą, zwłaszcza jeśli chodzi o myślenie. Miał je nie tyle otwarte, co sztywne, „zrobione” (patrz „zrobione światy krokodyli”). Mogło się wydawać, że jest erudytą, że świetnie sobie radzi, jednak im więcej w nim było krokodyla, tym mniej był .. ludzki w tym swoim przeżywaniu. Mimo, iż był człowiekiem radosnym z natury i pragnącym szczęśliwie żyć.

Odczucie deficytu może przygniatać. Możemy się „bronić” przed nim, ale gdy już się bronimy – to gdzieś tam wewnątrz zaakceptowaliśmy jego prawdziwość, to, ze ów brak istotnie występuje. Już jak się „bronimy” to już przegraliśmy, stoczyliśmy się od Ducha do Duszy.

Naturalnym, emocjonalnym wsparciem dla młodego człowieka mającego poczucie braku, deficytu mogliby być rodzice. Jeśliby znali te sposoby, które są nauczane na studiach psychologicznych i treningach psychoterapeutycznych, to by mogli realnie wesprzeć swojego malca. Jednak w świecie, gdy durnie i idioci mają dzieci i chełpią się, że mają ich właśnie dużo – dobrostan dziecka jest stanem rzadszym niż częstszym. Skąd to dziecko ma mieć wsparcie? To taki system mamy.. oglądając sesje Calogero widać dobrze, że reptilianie nie oszczędzają tu nikogo (oprócz swoich popleczników).

Sztywność ludzi, pochodząca z programowania urodzeniowego (wg. Zodiaku), które to programowanie prezentuje Human Design – sztywność ta jest tak wielka, że często uniemożliwia po prostu „bycie ludzkim”, współczucie, bądź współodczuwanie. Dusze ludzkie są bowiem tak mocno pokodowane, zaprogramowane, że nie widzą innego sposobu życia bądź patrzenia na świat. Więc i ludzie mający takie Dusze, a niewielką świadomość, mają sztywne – osobiste patrzenie na innych ludzi.

Stąd osobiste poczucie braku, deficytu jest
1) częste, bo uczuciowo rodzice są często analfabetami. A to właśnie uczuciowo możnaby zapełnić, uleczyć to poczucie deficytu.
2) Poczucie deficytu, ssanie szuka zaspokojenia w obszarach duchowych, jest widoczne tam, gdzie znajdują się ciemne siły, które czekają aby poddać swoją „propozycję wsparcia” – „jeśli przyjmiesz nasze ciemne, niemoralne warunki to obdarzymy cię naszą ciemną acz wielką siłą spełniania pragnień”

I nieświadome dziecko, nie wspierane daje się nabrać na to. Często nawet nie jest to „decyzja”, czy wybór na poziomie świadomym, a posunięcie podświadome, czyli poruszenie w Duszy. Wystarczy, aby świadomość, Świadome Ja się nie sprzeciwiało, a już pakt z ciemnymi jest zawarty.

A jak jest z wzięciem białych wzorców?

Jeśli krokodyl jest yang, daje power, to białe wzorce, czy też wejście są yin, są miękkie, podatne, wrażliwe.

Biała strona daje człowiekowi nie tyle wsparcie w ataku, co w obronie. To biała strona mocno może przekonać Duszę, ba, całą osobę, że właśnie dzieje się jej przepastna krzywda i że nic, tylko trzeba się okopać, oraz przywieźć do obrony mocne działa i karabiny. Biała strona jest mistrzem od dozbrajania się.

Krzywda może się dziać, jednak propozycja rozwiązania siłowego – tu tkwi błąd. Na siłę opresji nie należy odpowiadać bronieniem się, walką, lecz wejściem na poziom Ducha, tam, gdzie jest spokój, miłość i radość.

Jednak argumenty białej strony brzmią tak przekonująco..

Im bardziej ciemny krokodyl jest nie do okiełznania, nie do skontrolowania (a jest, jak najbardziej poza kontrolą), to stanowi to coraz większy argument dla białych na to, aby właśnie okopać się, wziąć wałek do ciasta i stanąć za drzwiami, aby móc tego szczwanego lisa mocno walnąć w łeb. Ten obrazek jest nieprzypadkowy – to żony idą z ulubieniem w stronę białą.

„Nie mogę pozwolić sobie, aby przestać się martwić o dziecko!!” – ta matka już dawno przyznała całkowitą rację białym siłom i tkwi w białych energiach po uszy. Biały grzyb rozprzestrzenił się po jej ciałach subtelnych, po Duszy. Biała obrona wydaje się tak racjonalna! Jak jej nie użyć!? Jak nie wejść w tak obiecujący bezpieczny teren?

Wzięcie białego jest to „dozbrojenie się” Duszy. Następuje jakby „w odpowiedzi na zagrożenie”. Trzeba więc podjąć dwie decyzje:
1) że to, co widzimy to tego nie możemy skontrolować i nam zagraża
2) że powinniśmy się „dozbroić” aby to jednak skontrolować i okiełznać.

… zamiast pozostać na poziomie Ducha i uznać, że cokolwiek się wydarza, to jest neutralne, i że w odpowiednim momencie podejmiemy racjonalne, świadome i umiejętne decyzje i nie musi to „coś” na nas mieć żadnego destrukcyjnego wpływu. To by była postawa Ducha. Może w przypadku fizyczności jest z tym trochę trudniej, ale w sferze psychiki to się daje zrobić.

Panie (bo to są zwykle panie), które „walczą” o bezpieczeństwo swoje, dzieci, rodziny.. dawno już nie są na poziomie Ducha, a pławią się we własnej Duszy, pełnej białych energii. Kto wie, czy nie zainspirowały się białymi energiami jeszcze w dzieciństwie.

Cytat z „babyonline.pl”:

Tego strachu, czasem irracjonalnego, nie można w żaden sposób kontrolować. Kiedy kobieta zostaje mamą, boi się i martwi każdego dnia. Macierzyństwo bywa wspaniałe, jednak często wiąże się z presją, poczuciem winy, nieprzespanymi nocami.
Czego się boi każda mama?

Że jej dzieci zachorują.
Że sama będzie chora.
Że dzieci za nią nie tęsknią.
Że dzieci za nią tęsknią w ciągu dnia.
Że dzieci są głodne.
Że dzieci są zmęczone.
Że koledzy mają zły wpływ na jej dzieci.
Że zachoruje na raka i będzie musiała walczyć o swoje życie.
Że nie jest dość dobrą mamą.
Że jest zbyt surowa dla swoich dzieci.
Że podejmuje złe decyzje dotyczące wychowania dzieci.
Że jej dzieci nie są szczęśliwe.
Że ktoś skrzywdzi jej dzieci.

.

Małe koty, których matka nie umie mruczeć z zadowolenia, nie uczą się mruczenia. Bo nie mają od kogo. Natomiast gdy ich matka syczy w obawie przed obcym, małe kotki bardzo szybko uczą się syczenia w odpowiedzi na zagrożenie, że na przykład widzą kogoś obcego.

Podobnie i dziewczynki – córki matek, które mają wejścia, naturalnie mogą przejmować, kopiować lękowe postawy swoich matek, chociaż te są błędne. To, że są to postawy błędne, nie blokuje możliwości ich kopiowania.

„Kiedy kobieta zostaje mamą, boi się i martwi każdego dnia.” Kto wie, na ile są to „zaszyte” programy przez twórców Dusz, aby kobieta nawykowo nie żyła w Duchu, a zwłaszcza, jeśli ma mieć potomków.

Na ile zresztą samo to stwierdzenie jest prawdziwe? Może duża większość kobiet tak ma, ale może nie jest to bezwzględna prawda. Systemowy świat można powiedzieć – potwierdza to, co białe programy nakazują – „bój się i ochraniaj się bojąc się”.

Ruch pomiędzy Duchem a Duszą

Jak widać, zarówno pójście „w białą stronę”, jak i „w ciemną” wymaga wyzbycia się przeżywania w Duchu na rzecz przeżywania na poziomie Duszy i w obszarze jej wątpliwej jakości „rozwiązań”. Jakie efekty tych pierwszych wyborów będzie człowiek zbierał w późniejszym czasie, tego możemy się tylko domyślać. Na pewno nie będą to przyjemne odczucia stabliności emocjonalnej i duchowej. Gdy nie przeżywa życia z poziomu Ducha, zsunął się na pozycję Duszy, gdzie jest wiele powodów do bycia zaniepokojonym, nastroszonym, niedowierzającym.

Szczęście, że możemy odwrócić tą drogę i pójść od Duszy do Ducha. Podstawowym poruszeniem jest tu zanegowanie potrzeby walki z zagrożeniem (dla strony białej) i zanegowanie istnienia deficytu (dla strony ciemnej). Trzeba jednak sobie zdawać sprawę, że owe „potrzeby” są często skrywane głęboko w Duszy, i proste, intelektualne deklaracje „jestem wolny od..” mogą być przyjęte przez naszą Duszę prychnięciem „mów sobie, ja swoje wiem”. Potrzeba pracy z Duszą, podania jej odpowiedniego argumentu aby „odpuściła” to, co tak trzyma. Do tego potrzeba zwykle argumentu na poziomie równie wysokim (duchowym) co poziom na którym siedzi argument za posiadaniem tego obciążenia.

Podobnie argumentem dla balonu na gorące powietrze jest strumień ogrzewającego ognia. Balon sam z siebie jest powłoką, dopiero ogień go wypełnia ciepłem. Tak samo Duch wypełnia nas życiem. To nie Dusza nam je daje, to Duch.

Proszę pamiętać, tak czy inaczej, cały czas jesteśmy Duchem, tego nie można z nas „wyrwać”, pozbawić nas tego. Kurs Cudów mówi, że temu, co realne nic nie jest w stanie zaszkodzić. A to, co nierealne – nie istnieje. Duch jest naszą realnością, punktem odniesienia. A wobec niego obciążenia duchowe w Duszy są jedynie marą, złudą.
Jednak nie liczcie na nagłe oczyszczenia, jak to niektórzy „nawiedzeni” liczą. Z tego powodu są „nawiedzeni”, że są nierealni w tej swojej postawie.

Dusza ma tak dużą inercję, że nie pozwoli szybko na oczyszczanie się. Wiele osób robi to latami. A i tak realną metodą wydaje się przekroczenie Duszy, wyjście „ponad nią”.

Nie należy więc z Duszą walczyć, ani też uważać, że ją całą oczyścimy, bo jest tego dużo. Wyjście ku Duchowi – to wydaje się dobrym rozwiązaniem.

To oznacza, że mamy się cieszyć z Ducha, w Duchu już teraz. Taka to dziwna dychotomia nas spotyka. Tu Duch, tam Dusza, a wszystko wydaje się tak żyjące. Co prawda na trochę innych zasadach.

balloon

Każde osobiste przyrównanie się do Ducha jest choć trochę leczące duchowo. Modlitwy do Boga, przypominanie sobie jedności, wspólnoty z Bogiem-Duchem też temu służą.

Dlatego nawet największe obciążenia nie mają nad nami realnej mocy. Może nasza Dusza wierzy, że moc obciążeń jest realna i z tego powodu życie jest ciężkie. Jednak są to jedynie przekonania, które można zmieniać. Można je uznać za nie mające solidnych podstaw przekonania czterolatka/ki. My, jako Świadome Ja, mające większe rozpoznanie, możemy jej to pokazać.

Reklamy

Previous Older Entries

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: