Opowieść o istotach z c. strony cz. 2

Dzisiaj chciałbym wam przedstawić opowieść długoletniego praktyka duchowego uzdrawiania, który miał niejedne doświadczenie z ciemnymi siłami.

Pan Mieczysław Bartnik na filmie opowiada o swoich przeżyciach z „duchami”, jak je nazywa. Na filmie zresztą można dokładnie zapoznać się z jego skalą owych „duchów”. Rozpoznaje je jako istoty – Dusze, zwykle pozostałe po śmierci człowieka. Jednakże wiele z nich ewidentnie szkodzi. Można się doomyślać, że istotnie, część z tych istot jest ludzkimi nieodeszłymi Duszami, a część może być po prostu istotami ciemnymi z łuku zstępującego, które nie chcą mieć ze świetlistością i czystością wiele wspólnego.

Tak czy inaczej P. Mieczysław robi dobrą robotę, a niektóre jego metody łatwo jest samemu zastosować.

Ja często mówię tak: macie w sobie zdolności, duże zdoolności, wystarczy zacząć je używać. Im wyższe poziomy, tym mniej potrzeba sztywnych metod [art.], aby zaczęły działać.
Ale potrzeba za to świadomości tego, co się robi.

Dlatego takie filmy jak ten warto oglądać, bo można nabywać właśnie takiej świadomości. Uczyć się, próbować, praktykować i działać. Warto się uruchomić w pracy duchowej, i nie polegać na Matrixie, na jego urzędnikach, albo na jakichś kosztownych usługach duchowych, które są niewystarczające, acz drogie.

Wielu z Was, czytelników mojego bloga ma uśpione duże talenty! I chciałbym w ten sposób was wesprzeć – jest szansa, abyście się uruchomili duchowo. Nie jest to takie trudne. Mnie osobiście zachęcił Leszek Żądło na swoich warsztatach. Moja osobowość była przekonana, że „o, to i to, to są sprawy duchowe, dla mnie niedostępne..” A okazało się, że nie, że można, wystarczy wejść do siebie, do głębi, do Duszy, do Serca, do Ducha – i już, już można to robić!
Matrix będzie temu mocno zaprzeczał ustami osób mających obciążenia magiczne. Takie obciążenia zawierają w sobie konieczność utrzymywania uczniów na pozycji kogoś niższego, gorszego, dopiero aspirującego. Tak dzieje się w szkołach różnego typu, wliczając w to też wyższe uczelnie z ich sztywną hierarchią. Po iluś latach ponoć „uczenia się” – a w dużej części oddawania hołdu „profesorom” (często od siedmiu boleści) daje się papier, czyli pozwolenie, żeby uczeń miał poczucie własnej wartości. Po tych iluś latach uczeń jest zwykle tak przemielony przez tą sieczkarnię szkolną, uczelnianą, że już mu się odechciewa być sobą, odczuwać prawdziwe pragnienia. Natomiast Dusza zwykle już chce „być taka jak taki profesor” – czyli Dusza się dała zakodować, widząc, jak owego profesora się docenia.

Podobnie jest też w firmach (korporacjach), urzędach, a nawet w religiach, gdzie są stopnie hierarchii.

To jest typowy mechanizm. Ja bym proponował, abyś nie patrzyła się na magów i ich hierarchie i kodowania magiczne.

Abyś się rozejrzał/a w sobie samym/samej i zauważyła swoje duchowe predyspozycję, które JUŻ masz. I nie potrzeba żadnego dyplomu, ani papieru dającego jakiekolwiek pozwolenie. Jezus, jak się w Biblii mówi, był arcykapłanem wg. porządku Melchizedeka. Co to za „porządek”? Otóż – oznacza to, że sam ‚się namaścił na kapłana” – sam stwierdził, że nim będzie i zaczął nim być.

Działania z jakością i z zasadami

Proszę nie brać tego, jakbym namawiał was do działania bez umiejętności. Nie, potrzeba nam umiejętności, a wiele osób ma możliwości znacznie przekraczające jakiekolwiek nauczane w szkołach. Co prawda – do tego trzeba się często przygotować, przetrenować to, zweryfikoać, aby być tego pewnym. Potrzeba na niskim, mentalnym poziomie np. zidentyfikować obiekty, umiejętności, nazwać rzeczy, zjawiska, z którymi przyszło nam działać.

Ja sam uczyłem się wahadłowania nie bezpośrednio, bo nie wiedziałem, co tak naprawdę mam wahać. Najpierw nauczyłem się (też sam) podstaw bioenergoterapii, a dopiero potem, jak wiedziałem o co chodzi z tą bioenergią, to zacząłem pracować z wahadłem. Oczywiście wiele wziąłem od innych osób, natomiast to, co już sam miałem, po prostu „obudowałem” umiejętnościami, które konkretnie dają zrozumienie, poznanie w jakim stanie jest ktoś, a nawet później przyszły możliwości oczyszczania z obciążeń. Tego się nie spodziewałem, i mocno rozszerzyło mi się postrzeganie świata przez to, czego się nauczyłem.

Natomiast cały czas to były konkrety, a nie wyobrażanie sobie, że coś potrafię. Jest sporo hochsztaplerów, płci obojga, którzy wmawiają ludziom (także przez YT) że potrafią to, czy tamto, że np. przepowiedzą przyszłość,  a jeszcze lepiej „koniec świata”. To bardzo mocno działa na przestraszone Dusze, które tylko czekają na takie fałszywe przekazy.. Niestety, Dusze nie są mądre jakoś mocno i łykają to, co jest naszpikowane emocjami.

Ludzie sobie uważają, że ezoteryka, duchowość są nie do zweryfikowania i dlatego można tam robić co się chce. Jest wiele osób z ciemymi wzorcami, ciemnymi postawami, które to postawy wołają: „możesz wszystko”, „wszystko jest dla ciebie dostępne!” Na YT wiele zakrokodylonych opowiada o swoich historiach, jak swobodnie i miło ich życie płynie. Nie mówią jednak nic o swoich obciążeniach, ani o tym, że w ich systemie wartości są dziury, dzięki którym inni ludzie cierpią. Często są to narcyzi, którzy nie widzą, że inni ludzi oprócz nich też żyją na ziemi. Owszem, ładnie się prezentują, ale współczucie mają tylko wtedy, gdy im to odpowiada. Gdy mają kogoś wyrolować, to się nie przejmują. Gdy np. mają naopowiadać bajek o sytuacji ezoterycznej kogoś, to opowiadają, obiecują gruszki na wierzbie (p. Bartnik z dzisiejszego filmu robi inaczej). Inni zaś ciemni pokazują jak pięknie można się dorobić. Ale o swoich łączach i konszachtach z ciemnymi – nic nie wspominają. Często nawet nie są tego świadomi, ale uczą, że tak jest właśnie się żyje.

Tak ciemna strona zaprasza do siebie – ale kosztuje to profanację. Ciemny adept musi z konieczności komuś robić krzywdę, jeśli chce mieć taką bezwzględną wolność. Wiele osób z krokodylkami ma właśnie taką postawę: mnie wolno, a inni – niech się martwią, że stanęli na mojej drodze. „Kogoś wykorzystałem, nadużyłem? Sam sobie winien.” Daje to w efekcie cierpienie, a sama osoba z ciemnymi wzorcami przyzwyczaja się do nierealności i „braku barier i zasad”. Zasady są w naszym świecie, jakże jednak osoby z ciemnymi wzorcami nie lubią, nie cierpią, aby o nich w ogóle wspominać! Przez samo to, że są tak wrażliwe na przypominanie o zasadach można rozpoznać wiele osób z ciemnej strony. (A uwielbienie zasad, które mają zapewniać bezpieczeństwo ma z kolei biała strona i ludzie jej oddani). {art o tym}

Druga postawa mówi, że właśnie nie powinno się nic robić, bo nie wiadomo, co się zrobi. Ta pasuje ludziom oszukanym, drażliwym, mającym duże Ciała Bolesne, którzy by już nie chcieli „się sparzyć” – a osobiście mają małe możliwości weryfikowania spraw duchowych. Dla nich systemowe szkoły i szkolnictwo wydają się drogą idealną. „Pójdę do szkoły, na studia, to będę mieć pewność dobrego życia”. Wiele osób myli tutaj wykształcenie z mądrością. Namawiam was do szukania mądrości.

Obie postawy są szkodliwe. Jedna wystawia na szkody, druga blokuje działania. Oczywiście nie muszę mówić, że obie postawy nie dają wzrostu duchowego.

Jednak są bardzo konkretne systemy weryfikacji spraw ezoterycznych, np. systemem, który używam ja, bądź p. Henryk, bądź p. Mieczysław.

Każdy z nas ma jakąś duchową dziedzinę, w której ma super zdolności. I warto, aby to odkryć i samemu sobie dać pozwolenie, aby zacząć w tym działać. W ten, czy w inny sposób – ludzie są różni, i różne są dary duchowe. Jednak warto je odszukiwać i je uruchamiać!

 

Kilka razy p. Mieczysława spotkałem na targach niezwykłości. Nie jest to typ człowieka wylewnego, zwłaszcza, że nie chce, aby go oskarżano czy wyśmiewano. Niemniej co do wglądów i skuteczności – posłuchajcie sami.

 

Reklamy

Previous Older Entries

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: