Uwaga, ta strona nie musi być czytana w kolejności, w jakiej się tekst ukazuje.  Nie byłem w stanie ustawić tego tekstu w odpowiednią strukturę, jest go dużo. A na pewno niektóre sprawy będą się wam wydawać ciekawe, a inne nie warte uwagi.

Proszę nie przywiązywać się do tych tekstów i do punktów widzenia w nich zawartych, uważając, że jest to ostateczna wyrocznia. Są one bowiem przejściowym efektem moich poszukiwań i ich zapisem.

Jeśli chcesz przeczytać to samo w „normalnym” języku,
jeśli ufasz nauce, to zajrzyj tutaj,
nauka opisuje to zjawisko w bardzo podobny sposób.

Oto obciążenie, za którym ludzie wzdychają

Symbiont to typ obciążeń [link do innych], jeszcze bardziej niezwykły niż wejścia. Jednak nie rzadszy. To obciążenie dotyczy osób, które nie wyglądają na obciążone.
Więcej – zwykle mają duże osiągnięcia i przyciągają uwagę.

Ludzie z symbiontami są doceniani, zauważani, roztaczają charyzmę, są rozpoznawani, zapamiętywani. Niektórzy są bardzo sławni. Często są bogaci, albo nie przejmują się o pieniądze – brak lęku, brak trosk, to też ich cecha.

Jak się pewnie domyślasz – inni ludzie próbują im dorównać.

 Jak więc myśleć o takich osobach, że mają jakieś kłopoty?
Często widzę ludzi, którzy raczej by powiedzieli:

„To JA mam taki kłopot,
że nie umiem tak dobrze
sobie radzić jak on [ona]… :(„

– mówią tak, kiedy porównują się z osobą mającą symbionta.

Ale nawet tego nie mówią, bo się wstydzą…

Wstydzą się, że im w życiu nie wychodzi, że nie umieją doścignąć tych „naprawdę dobrych”. Tych, którym „wychodzi”, którzy brylują, którzy mają realne kariery zawodowe, osiągnięcia.. Żeby wiedzieli, co jest podstawą takich dużych osiągnięć…, jaka jest ich cena.. to by może inaczej mówili.

To życie i osiągnięcia osób mających symbionta podaje się za wzór osobom które kiepsko sobie radzą w życiu. Mówi się: „Zobacz! on, ona tak to potrafi zrobić! ty też to potrafisz!” I reklama dla ciemnej strony duchowej, która stoi za symbiontami idzie w świat.

Jakby ci „gorsi” wiedzieli, że ci którzy tak świetnie prosperują często nie zawdzięczają tego samym sobie.. Nie chodzi tu w większości o umiejętności umysłowe [wzorce]. Te, osoba z kr. potrafi ładnie nabywać i używać.
Chodzi o ponadludzkie energie, które nie pochodzą od tamtego człowieka. Jego samego pokazuje się jako wzór, ale już nic się nie mówi, że to nie tylko on jest autorem tych wspaniałości, które osiąga. Poniżej samochód Porsche – wart tyle, ile niektórzy w całym życiu nie mają pieniędzy. A niektóre osoby z silnymi kr. są w stanie mieć takie bez większych wysiłków. Potrafią być do nich nawet nieprzywiązani!
„Będzie następny!” – mówi symbiont do nosiciela.

drogi samochód

Jak to nazywam

Człowieka, który ma symbionta nazywam „nosicielem”, nie właścicielem, bo wspiera się symbiontem, który rezyduje w jego Duszy, aurze. Nazywam nosicielem, bo ten człowiek nie ma kontroli nad krokodylą wtyczką. Chciałby mieć, ale nie posiada, to nie jest jego własność. Stąd wynika niemożność skontrolowania alkoholizmu czy innych „twardych” uzależnień, w których symbionty grają kluczową rolę. Ludzie próbują objąć kierownictwo nad czymś, co ich przerasta duchowo. I upadają.

Symbiont (krokodyl) to taki pasożyt duchowy. Za daninę z energii osób, które może  zaatakować, dodatkowo wspiera człowieka-swojego nosiciela. Ale także nosiciel obrywa. Jest chroniony, nie odczuwa prawie lęku, czuje się mocno zdystansowany do spraw, do życia. A i tak dostaje po kościach.

„Krokodyl” to nazwa wymyślona przez Awiessałoma Podwodnego, pokazująca agresywny charakter tego obciążenia duchowego. Kr. to skrót od tej nazwy. Moja nazwa to „symbiont” wskazująca na współzależność między krok. a nosicielem.

Pomoc z ciemnej strony

Skąd pochodzi tak wielkie wsparcie w życiu nosiciela? W takim dobrze sobie radzącym typie człowieka chodzi o energie z ciemnej strony, które go wspierają. To w nich się zawiera ta niezwykła przewaga, którą posiadają ci „brylujący” w towarzystwie, w pracy. Jest to nieznosząca sprzeciwu energia duchowa, którą człowiek ma do dyspozycji.

Tych energii sam człowiek nie wytwarza, przychodzą z zewnątrz. Przychodzą z obszaru duchowego. Energie te ujawniają się na różnych poziomach duchowych, o których później. A dodatkowo często występuje np. dwa symbionty, więc komplikacja zjawiska jest znaczna. Stąd nie daje się ono łatwo obserwować i opisywać. Chociaż i tak psychologia je od dziesięcioleci zna i pokazuje.

Sam człowiek nie jest w stanie wytworzyć takich, niekiedy mniej, niekiedy bardziej „nadludzkich” energii. Wobec nich siła ludzka jest jak farba w stosunku do rozpuszczalnika. Wola człowieka w spotkaniu z nosicielem symbionta więdnie, rozpuszcza się. Kobiety tu mają gorzej, bo ich przyciągają takie osoby. Lgną do nich, i „miękkną”, co oznacza dla pań, że „spotkały odpowiedniego mężczyznę”. Jak bardzo się mylą, jak bardzo wpadły w potrzask pokazuje się po kilku latach i zwykle po urodzeniu dzieci takiemu gościowi.

Ciemny, duchowy „rozpuszczalnik”

Kto spotka takiego nosiciela, ulega tym energiom bezwiednie. Silne duchowe energie od symbionta „rozpuszczają go” i jego wolę. Tak jak wielki żar rozpuszcza metal. I już – jest podatny, już jest uległy. Tak działają sybionty, tak uzyskują przewagę społeczną, rynkową, zawodową ci, którzy je mają. Tak zdobywają najatrakcyjniejsze kobiety.

Oczywiście, są osoby mocniejsze, których się „nie rozpuści”, bo mają zdefiniowane wg. Human Design centrum serca – centrum ego. Ale osoby podatne, wrażliwe – ci nie mają wiele szans.

Metal jest twardy i wytrzymały, ale mięknie, wręcz płynie przy odpowiedniej energii.. Tak się dzieje z wolą człowieka – rozpływa się pod wpływem odpowiedniego symbionta i jego energii. I nagle tamten „wszystko może załatwić”..

melting

Atrakcyjność w związkach

Kobiety tu mają gorzej, ponieważ same z siebie są zaprogramowane, aby takim gościom ulegały! Wielokrtone badania potwierdzają, czego poszukują w mężczyźnie te najbardziej atrakcyjne kobiety:

  • pewności siebie
  • bycia męskim typem
  • delikatnego, niewymuszonego humoru
  • nieprzewidywalności
  • uroku
  • inteligencji społecznej

Tak się dziwnie składa, że osoby z krokodylem mają WSZYSTKIE te cechy!

Są to ci znani „źli faceci” (bad guys), „dranie” (jerks), którym kobieta nie jest w stanie się oprzeć. Tzn. jej Dusza nie jest w stanie – jej Duch i Świadoma Jaźń już jak najbardziej może. Jeśli wie, co jest grane.

Kobiety zwykle widzą w osobie z symbiontem kogoś bardzo atrakcyjnego, są bezwiednie, seksualnie do niego przyciągane. Jak się spytać, mówią: „to tak dobrze odczuwam, jak jestem przy nim…” („It feels SO RIGHT…”). Ludzkie kobiety mają to w genach, w tzw. „gadzim móżdżku”, tą podatność na nosicieli symbiontów. „Nie byłam w stanie się mu oprzeć”, „rozpłynęłam się” (tak jak ten metal na obrazku powyżej) – takie jest tłumaczenie.

A po kilku latach okazuje się, że pani nie ma nic do powiedzenia w swoim związku. Na pewno nie jest to związek partnerski.. tylko mniejsze lub większe nadużywanie tej pani. Jednak ona nadal czuje „jego urok”, nadal jest pod tym samym wrażeniem. Mimo, iż może zapisać całą stronę argumentów PRZECIW byciu z nim. Argumentów, które w normalnym, acz nieharmonijnym związku już dawno spowodowałyby, żeby zerwała, odeszła od niego, złożyła pozew rozwodowy. Panie, które wiążą się z nosicielami symbiontów niestety skazują się na nieświadome (większe lub mniejsze) niewolnictwo. Bardzo momentami urocze i przyjemne – w innych momentach upokarzające i poniżające ją niewolnictwo. Są fora internetowe pełne rozdartych wewnętrznie pań, mówiących: „Ja go tak kocham, a on jest taki niedobry dla mnie! Pomóżcie, zróbcie coś, abym go przestała chcieć!” Tak mocno działa.

Cytat [link]:

sluchajcie dziewczyny jezeli jestescie z narcyzami i nie umiecie odejsc a cierpicie tzn ze jestescie od nich uzaleznione kochacie za bardzo i nalezy udac sie na terapie. Ja „bylam” z kims takim pol roku. Podstawowe cechy charakteru : kobiete uwaza za przedmiot swoje trofeum najlepiej zbey byla ladna mogl sie nia chwalic czym ladniejsza tym bardziej dumny jest z siebie ze taki cudowny i taka pieknosc zodbyl – to strasznie podnosi jego wybujale poczucie wartosci – kompletnie nie liczy sie z kobieta najwazniejsze jest jego zdanie jego potrzeby – spotkania i telefony wtedy kiedy on ma ochote kobiecie nie wolno miec w tej materii potrzeb on odrazu sie denerwuje ze ktos czegos od niego chce – manipulowanie uczuciami i poczuciem winy odwracanie kota ogonem on zawsze czysty -czesto wyolbrzymia swoje zalety moj nie dokonczyl medycyny ostatecznie zrobil ratownika medycznego i pracowal w prywatnej klinice ale kim on to nie byl jaki to oni wyksztalcony z jakich sfer pochodzi ze nniby wegierski szlachcic …. niby gral pieknie na fortepianie .. jasne fortepian w domu ile razy chcialm zeby zagral to nie bo instrument nienastrojony ale on przeciez jest wirtuozem -taka osoba nie umie kochac nie wie czym jest milosc i nigdy nie towrzy bliskiej relacji … zawsze stawia jakis mur albo praca albo za duzo czasu poswieca pasjii albo alkohol czy tez kobiety poza zwiazkiem …..

mój były

podpis pod obrazkiem: „mój eks-partner”

inny cytat z tej samej strony:

co za gość.. kocham mimo ze wiem ze to prowadzi do nikąd..:( jednak jestem od niego tak uzalezniona, ze nie potrafie funkcjonowac.. ostatnio bardzo nam sie nei uklada, jednak caly czas czekam na lepszy moment.. pamietam poczatek, nie chcialam sie z nikim wiazac bo bylam po 3letnim zwiazku (jednak rozstanie z tamtym bylo do zniesienia, wiedzialam ze pocierpie i sie pozbieram), on zakonczyl 10letni, ale bylo cudownie. pol roku bylo niesamowicie, dbal o mnei, zbaieral wszedzie.. od 3 miesiecy umieram.. schudlam 15 kilo, czekam az znajdzie dla mnie czas, teraz tez sie boje ze sie nie odezwie:(.. tak nie zachowuje sie dorosly mezczyzna.. mowi ze zalezy, ze kocha, ze mu ze mna dobrze (po czesci wiem, ze ma trudny charakter), ja jednak bez niego nie isnieje.. dodam (moze niezbyt skromnie) ze jestem atrakcyjna dziewczyna i nie mialam problemow z powodzeniem u mezczyzn, jednak nie wyobrazam sobie zycia z nikim innym..:( ostatnio jestem klebkiem nerwow, papierosy, bieganie po 10 km dziennie dla zabicia czasu, tabletki. wczoraj bylam tak wykonczona ze poplakalam sie w pracy przy petencie! 😦 (jestem podinspektorem w pewnym urzedzie)..

To nie jest przypadek. Symbionty są wtyczkami duchowymi pochodzącymi od duchowych istot z tzw. łuku zstępującego [link]. Nazywam je „Opiekunami (krokodyli)”. Można je odnaleźć u największych przywódców naszego świata – to ich David Icke poszukiwał jako owych „zmiennokształtnych” reptilian wcielonych w rządzących (ostatnio zmienił swoje twierdzenia na bardziej duchowe, niemalże identyczne z moimi odkryciiami).

Takim ciemnym Opiekunom mocno zależy, aby utrzymać plemię ludzkie w duchowej zależności od siebie. A kto najwięcej może? Ten, kto jest na szczycie drabiny społecznej. I ten, którego wybierają najbardziej atrakcyjne kobiety. Rozwiązanie jest proste: stworzyć układ, w którym w zamian za otrzymanie takiej potęgi i takiej atrakcyjności, ludzie ambitni będą mogli być poruszani, animowani przez siły ciemności, zła. I będą ich nieświadomymi agentami.

Te energie wyczuwa się u ludzi, zarówno na górze drabiny społecznej, jak i na nizinach, jak i po środku. Idą przebojem, bo.. nie mają oporu dla swoich działań – rozpuszczają opór „zwykłych” ludzi.

No chyba, że ktoś ma mocniejszego albo wyższego symbionta – to nie da mu rady.

Jest ileś osób, które ten stan rzeczy wkurza. Bo mu się robi z życia pomyje. Może się gniewać, wściekać, ale i tak niewiele zyska przez to. Ja tak myślałem, że wiele zwojuję, że komuś coś udowodnię. Jednakże dziwnym trafem nosiciele symbionta nie chcą się do niego przyznawać. Oni chcą nadal być uznawani za „zwykłych ludzi”. Tylko takich „nieco lepszych” (są zwykle „ponad motłochem”). Ogólnie ciemna strona duchowa ma taką tendencję. Tym przyciąga stronników, zwolenników. Tam bowiem odnajdujemy wszystko „co lepsze”, a jednocześnie dosyć dużo chęci zdystansowania się wobec Boga i Boskich Wyższych Jaźni. Doskonały świat bez Boga – oto ideał symbiontów i ciemnej strony. A Opiekunowie Symbiontów w charakterze Wyższych Istot zamiast poprawnych Wyższych Jaźni od Boga? Mogą być, jak najbardziej.

Luz

Bóg, pokora, praca ze sobą? To już nie. Po co nosicielowi krokodyla Bóg, jak on już jest i tak świetny? Bóg może wydawać się przeżytkiem, nadinterpretacją rzeczywistości. Po co komu Bóg, jak on sobie świetnie radzi sam? (wyobraża sobie, że sam tego dokonał)

Człowiek z symbiontem czuje się dobrze, czuje się wyluzowany, bo przeszkody zaczynają się rozpuszczać przed nim. Jak kiedyś były jak stal, to teraz są jak plastelina. Różnica jest ogromna! Jednak są koszty – nie ma takiego połączenia z odczuciami, z uczuciami, jest o wiele mniejsza empatia, często brak współczucia. Coś za coś.

Taki nosiciel kr. czuje że dostaje wsparcie, chociaż wciąż uważa, że to on /ona/ jest taki super gość. Kr. to nie smród siarki, jak mówi Marek z „Radio Samiec„. „Pan Bóg mi pomaga, wreszcie coś znaczę, tyle na to czekałem, wreszcie jest dobrze.  Ludzie zaczęli mnie zauważać, doceniać, słuchać, pomagać” – to są takie odczucia. A wspomnienie Boga? To tylko dla lepszego argumentu dawanego swojej Osobowości – przecież nie mamy do czynienia z żadnym diabłem, o nie.. Wszystko jest w należytym porządeczku.

Ta wspierająca energia jest bardzo wysoka. Inaczej by nie rozpuszczała woli, postaw innych osób. Czujemy się wspaniale przy takim człowieku.

Krokodyla agresja

Czujemy się przy takim kimś świetnie. O ile nie sprzeciwimy się mu. Bo wtedy może się poczuć „dotknięta/y, zraniona/y”. (To jest owo „kruche ego” opisywane przez psychologów u narcyzów, socjopatów).
W takim przypadku odwet przychodzi natychmiast i bezwzględnie.  Ochraniając nosiciela. I raniąc boleśnie ofiarę. To nie jest poetycka metafora, jeśli używam słowa krokodyl. Symbiont u człowieka ma bardzo podobne cechy jak ów gad.

Osoby z symbiontem nie przebierają w środkach, gdy im się coś nie podoba, gdy chcą zaatakować. Potrafią manipulować, zaprzeczać faktom, wynosić się egoistycznie nad innych, traktować innych ostro, bezwzględnie, bez szacunku, potrafią mocno zgnoić tych, którzy są często zachwyceni ich „wyższością”. Nazywam to „pogryzieniem”, pogryzieniem ofiary na odpowiednim ciele subtelnym. Tego nie widać, ale to boli.

Trochę nie pasuje to do tak czystego wizerunku nosiciela. Ale to nie nosiciel atakuje, tylko „coś” co w nim siedzi, taka „wtyczka”, agresywny niekiedy „plug-in”. Jeśli się to nie mieści komuś w głowie, to pewnie nie miał takich ataków na siebie. Są osoby, które są przed tym chronione przez pewne specjalne ustawienia opisywane przez Human Design, np. mając zdefiniowane centrum serca fizycznego (centrum ego).

(Bardzo ciekawa audycja Marka z Radia Samiec) Psychologowie mówią o „drażliwym, kruchym ego”, które „nie jest w stanie” znieść porażki, błędu. Taki narcyz nie może się przyznać się do błędu przed samym sobą! Bo straciłby to, co ma najwartościowszego – świetny obraz samego siebie. Będzie go strzegł jak oka w głowie!

mirror man.png

Gdziekolwiek jest, ktoś mający symbionta [krok.] rozsiewa nie do podrobienia niezwykłą energię, pociągającą, przyciągającą, w niektórych przypadkach zachwycającą, powodującą w pierwszym odruchu zawierzenie się mu, oddanie, chęć pomocy. Jest w stanie nawet dowcipkować z siebie, w ironii mówiąc, że „jest nie do zdarcia”, że „co go nie zabije to go wzmocni”. Sukcesy same ścielą się do nóg, ludzie też. Przynajmniej tak to wygląda.

A tak naprawdę ten człowiek nikomu nie pokazuje swojej mizerii wewnętrznej. Sobie też. Jak bardzo ludzie z symbiontem mają mocne zaprzeczanie! Jak bardzo chcieliby wydawać się „normalni”. A nie są, nie są tacy jak inni. Może wiesz, jak mocno alkoholik zaprzecza, że jest chory, że cokolwiek mu jest! To jest ten mechanizm – bo alkoholicy z reguły mają symbionty.

O osobach narcystycznych [czyli takich właśnie z kr.] można wiele przeczytać. Zarówno w internecie [np. tu link] jak i w poważnych rozprawach naukowych. Nie jest to bowiem nowość. Nowością, którą poddał pod rozważanie Awiessałom Padwodnyj jest to, że można to zjawisko rozpatrywać zupełnie konkretnie z punktu widzenia ezoterycznego.

Tu mamy osoby robiące kariery, osoby doskonale sobie radzące w życiu.

success

Hmm.. doskonale, jak doskonale.. Istotnie – kariera, stanowiska, zaszczyty – są.

Ale doskonale, to one się maskują i robią doskonały wizerunek osoby dobrze sobie radzącej. On/a nawet sama nie jest przekonana, że ma jakiś problem. Doskonałym przykładem są alkoholicy.  Który przyzna, że „ma problem”? Żaden. A to widać i czuć – alkoholicy z reguły mają symbionta. Ma duże problemy, ale „pacykowanie sytuacji” jest tak duże, że on/a sama jest do tego przekonany/a, że jest ok. A przynajmniej bardzo tego pragnie, aby się nigdy nie skonfrontować z problemem.
Może mieć super uśmiech, osiągnięcia i dobrą prasę. Jego swoboda w zachowaniu powoduje, że pracodawcy i dziewczyny za nim szaleją.

Nie mówię, że to są zupełni łgarze, nie – umieją wiele, wiele. Wygrywają konkursy, osiągają dobre i doskonałe wyniki w testach. Wydają się być przyjacielscy, otwarci, ale tak naprawdę to zależy im na swoim własnym dobru.

Często zapominają o tym, że jest jeszcze ta druga osoba. Empatia, wczuwanie się w innych? Zapomnij.

Ten otwarty uśmiech na twarzy to z powodu chęci wyciągnięcia czegoś Z CIEBIE. Ludzie – nosiciele symbiontów są nastawieni na łatwe życie. I dlatego czerpią pełnymi garściami.. od innych ludzi. Dlatego też pojawia się im tak bardzo otwarta postawa – chcą zaprosić innych, aby się zaangażowali w ich życie.

Przypominasz sobie jak bardzo otwarci potrafią być żebrzący o 10 groszy na piwo? Jak taki żebrzący chce na piwo to potrafi się wydać tak bardzo otwarty, tak sympatyczny!

 

 

Chociaż jakbyś go spotkała „po wypiciu”, to wydawałby się odpychający, agresywny, zamknięty w sobie, pochmurny, zniesmaczony. Jak chce coś od ciebie, to potrafi był przymilny, otwarty, łasić się, roztaczać krokodylą aurę „jaki jesteś w porządku”.

To jest właśnie ten typ otwartości. Ty myślisz, że jest otwarty na ciebie, a on jest otwarty na .. to, co może zyskać.

Tak, dotyczy to również kobiet, chociaż one bardziej idą w kierunku uzależnienia w związkach. Jako że kobieta sama z siebie niezwykle rzadko sprzeciwia się normom społecznym. Jest tym groźniej, bowiem takiej pani nie zależy na 2 złotych „na piweczko”. Zależy jej na człowieku, którego sobie podporządkuje. Często na całe życie.

Nosiciel czatuje na coś, co może zyskać od ciebie. Bo tak mu/jej na tym zależy – nie na tobie, ale na tym, czego chce.

 

Od osób z symbiontem można się czegoś ważnego nauczyć.

Możemy się od nich zainspirować i uczyć zaangażowania w nasze własne dobro, w nasze własne sprawy. Bo oni są tak oddani sobie i swoim celom! Oni tak bardzo prą do brania tego, czego pragną! Oby zdrowi ludzie w zdrowy sposób tak bardzo brali to, czego potrzebują!

Mogą nas inspirować bezproblemowym podejściem do spraw, które spotykają na swojej drodze. Może podobać się ich nieprzywiązywanie się do wartości czy przedmiotów.

Nie mają zachłanności – zachłanność wynika z poczucia braku. Symbiont (nie nosiciel) nie ma poczucia braku, symbiontowi nie zależy. A że ma dodatkowo nadludzkie energie, to uzyskuje to co chce. Luz, swoboda, uśmiech biznesowy, „pani Marylko…” i .. ma co chce.

Luzik!

Osoba z krokodylem jest swobodna, bowiem nie przywiązuje się. Rzadko kiedy jest spięta czy skąpa. Przeciwnie – potrafi swobodnie szafować tym, co ma. Bo niektórzy mają naprawdę sporo kasy!

Np. kupuje drogie ciuchy, drogie auto. Ma poczucie tak dużego dostatku. Nie robisz podobnie? „To jesteś frajer, nie umiesz żyć!”

Jednakże warto się zastanowić nad intencją – skąd pochodzi ten cudowny luz?!

luxury
Prawdziwy Duch mówi wobec spraw codziennych: „To są tylko pieniądze, wydaj je z rozsądkiem, ale nie przywiązuj się. Są od tego czegoś sprawy wyższe i większe.  Korzystaj, ciesz się, ale pamiętaj o czymś Wyżej.” Tu można oczekiwać szerokiej, obejmującej wizji świata. Duch podsumowuje wiele, bierze w objęcia więcej i więcej, szanuje i akceptuje.

Krokodyl mówi zaś: „Wydaj pieniądze na siebie, po to są. Pewnie, jesteś tego warta! Nie martw się, że tego nie masz. I tak dam ci coś jeszcze lepszego, zobaczysz! Do tego nie przywiązuj się, bo to jest kupa śmiecia!” Nic nie mówi o Bogu, o wyższych wartościach. Z takiej postawy nie pochodzi współczucie. Raczej znajdziemy tu cwaniactwo, wynoszenie się „wielkopańskie”, poparte nadziemskimi, nadludzkimi energiami.

Z zewnątrz to wygląda podobnie, ale są to dwie różne motywacje.

Taka osoba ładnie wygląda z zewnątrz, często ma świetną prezencję. Ale jak grzebniesz głębiej już tak sielsko nie jest. Po prostu symbiont ładnie wygładza kanty i buduje z pomocą swojej energii „cudowną” aurę. A i owszem, energie te są naprawdę wysokie, więc ludzie się istotnie zachwycają. Tyle, że nie są to energie związane ze sferami boskości, a z istotami, które „rękami i nogami” bronią się przed Bogiem. Tak samo i nosiciel owego symbionta, ten sam człowiek ma spore deficyty. Których, jako żywo, się nie spodziewamy.
Posłużę się cytatem z piosenki:

A ON BYŁ DLA NIEJ JAK MŁODY BÓG,
ŻEBYSZ ON JESZCZE KOCHAĆ MÓGŁ…

lover

W nosicielu symbionta naprawdę w kilka sekund można się zakochać. Zarówno w mężczyźnie jak i w kobiecie (kobiety też mają symbionty, oczywiście).

Bo taki człowiek świetnie wygląda, jest „samcem alfa” (albo „samczynią alfa”), jest niezwykle otwarty i przebojowy. Ale.. wbrew świetnemu wizerunkowi nie chce mieć głębokich relacji, nie chce się wiązać z partnerką. Dlatego napisałem „żebysz on jeszcze kochać mógł..” On/a chce zaspokajać swoje cele i nie dzielić swojego życia uczuciowego. Nie prawda? Spytajcie takie panie „po przejściach”.. to wam powiedzą, czy to prawda, czy nie.

W takich supermenach zakochują się panny, które idą przez życie bez refleksji, zwłaszcza bez moralnej refleksji. Jeśli dla niej bardziej się liczy, żeby „się urządzić”, żeby mieć zasobny dom, dzieci w ładnych ubrankach, jeździć świetną furą i .. przy tym się nie narobić, to.. symbionty będą im się podobać jak nic. I więcej, niż tylko podobać, ich Dusze będą do symbionta ciągnąć jak do miodu! Ciągnie do miodu, a można wpaść w g…

Jeśli panna ma za nic wartości moralne, jeśli nie szanuje drugiego człowieka, mężczyzn, chłopców (kawalerów), to Wszechświat podeśle jej takiego Konia Trojańskiego.. (w postaci zakrokodylowanego super chłopaka), który odpłaci jej za taką postawę. Warto się pilnować, warto pilnować swojej Duszy młode panie, aby nie poszła na manowce, bo życie potrafi się zmienić w bagno.

Tu dwa słowa do pań. Nie raz na tej stronie będzie napisane ileś razy

i tu panie mają ciężej

bo tak istotnie jest w przypadku tego obciążenia, to panie są częściej ofiarami symbiontów. [Dobry opis dlaczego tak jest można znaleźć tu: [ psychologiawygladu.pl] To napisała kobieta, warto poczytać!] Tak w dwóch słowach można rzec, że kobieta poszukuje w mężczyźnie oparcia. Rozglądają się po mężczyznach. Pewnie nie raz dostrzeże „alfa samca”, takiego bysiora, który rządzi. Jeśli pozwoli swojej nierefleksyjnej Duszy pójść za zakochaniem, to utonie w takim związku. Jej zdrowie psychiczne może łatwo przejść do historii..

para

Tak działają mechanizmy biologiczne, prokreacyjne. „Wybierz najlepszego!”. Jeśli kobieta nie włączy w to rozumu, jeśli jej ojciec nie ostrzegł ją odpowiednio przed takim super gościem z krokodylem.. to będzie miała ciężej. Bo ją jej ciało i hormony będą ciągnąć ku kiepskiemu rozwiązaniu.. bardzo kiepskiemu. Ale ona może być przekonana, że właśnie jest świetnie! Bo.. „ona to tak dobrze czuje!” („It feels SO RIGHT!” – jak się mówi po angielsku). Niestety, wiele kobiet podejmuje decyzje na podstawie odczuć. I dlatego „tu panie mają ciężej” w przypadku relacji z symbiontem.

Nie można powiedzieć – symbiont dostarcza naprawdę dodatkowych umiejętności. I dzięki nim taka osoba pnie się po szczeblach kariery i daleko zachodzi. Sama z siebie też wiele robi. Jednakże takie umiejętności w sporej części nie są zasługą nosiciela. A zwłaszcza energie, którymi może rozporządzać nie są z niej. Pochodzą z wysoka, z wysokich poziomów duchowych, ale:

– to nie są boskie energie,

  • są to energie nadludzkie, z którymi człowiek nie jest w stanie się skonforntować, jest znacznie słabszy, Dusza się ich boi i obrywa mocno w postaci poranienia aury (tzw. pogryzienia)

 

A co w zamian? Bo obciążenie symbiontem to nie działalność charytatywna.
Co prawda sam krokodyl nie bierze dla siebie części pensji w firmie, ale … on sobie już dobrze odbierze „w naturze”, w energiach to, co zainwestował. Jak nie od samego nosiciela, to od jego bliskich osób. Nie przypadkiem tak wiele osób psioczy na nieludzkich szefów – ktoś, kto potrafi zastraszać, wyniszczać, mobować, upokarzać – tu się kryje pobieranie energii przez kr. Grzmotnie ci taki groźnym słowem, narobi szkód (psychicznych) u podwładnych, i ma już co zbierać z pobojowiska..

Taki szef ma na bank symbionta, a kr. dobrze wie, jak z pracownika „wycisnąć” jedzonko. Tu na obrazku w przenośny dano tubę do ręki szefa. Ale szef z kr. nie krzyczy, nie podnosi głosu. On(a) tą postawę „wyniosłości”, spokoju, przekonania, że jego wybór i tak przejdzie, ma w energiach. Może się nawet uśmiechać (głównie do swoich planów i pomysłów, bowiem jest zdystansowany/a wobec ludzi wokoło). To nawet nie jest presja. Te energie są ponadludzkie. Takie, z którymi człowiek nie jest w stanie się równać.

szef kob

Takie postawy bardzo są podziwiane przez osoby nic nie wiedzące duchowo.

Dlatego niegdyś do takich istot z takich poziomów się modlono. Jeszcze dzisiaj najważniejsi guru hinduscy mają symbionty. Nie przez przypadek w hinduizmie, jodze nic, ale to  nic nigdy nie przeczytałem o obciążeniach duchowych. O tym, że przed wejściem na ścieżkę duchową warto podjąć osobistą psychoterapię.

Guru jeśli mówią o złym postępowaniu i piętnują je, to robią to powierzchownie. Nie rozpoznają różnorodnych obciążeń. Do sedna, przyczyny nie docierają, tylko mówią: trzeba być dobrym. Co ciekawe – hinduscy guru nie uczą o karmie! Dlatego Hindusi nie pracują ze swoją karmą, tylko w niej tkwią z nadzieją, że w przyszłym wcieleniu będzie lepiej.

Jakby guru opowiadali o przyczynach karmicznych, obciążeniach duchowych (jak tu na blogu), to by okazywało się, że i sami mają co do roboty.

Czemu ludzi z krokodylcem tak się docenia? Bo ich energie potrafią mocno zachwycić i zmieniać ludzkie postawy, pragnienia. Ale jest ciemna strona tego: wystarczy szef, czy ojciec alkoholik z krokodylem, i życie zamiast być wspierające jest niszczące. On nie musi często krzyczeć.. Stalowe spojrzenie, brak dystansu do siebie, i.. osoby wokół ulegają. Ulegają bo są „tylko” ludźmi..

Często nikt nie przypuszcza, że za tym jakże atrakcyjnym  wizerunkiem, za wielką furą, dużym domem, sporym majątkiem kryją się kłopoty osobiste. Obciążenie typu krokodyl  daje zdecydowanie więcej mocy i swobody niż ma przeciętny śmiertelnik. Ale też degraduje Duszę.

Osoba taka zwykle jest odgrodzona od swoich emocji, a tym bardziej od uczuć. Czemu? Bo tego właśnie chce! Jej emocje są przykre, pełne pesymizmu, tzw. „doła”. Nosiciel brał/a właśnie symbionta po to, aby „się wyzwolić” od przeżywania tych przykrości. Nie pomyślał/a, że będzie to zwykłe blokowanie się na te emocje, nie czucie ich. A dodatkowo przyjdzie zapłacić słoną cenę.
Ale kto o tym myśli, kiedy bierze krokodylca na pokład?!

Z czasem życia z symbiontem następuje powolna degradacja Duszy człowieka. Oznacza to życie bez celu, bez wartości, często bez łączności z Bogiem [zamiast tego jest łączność z Opiekunem kr. i ciemnymi energiami.]

Im bowiem więcej symbionta, tym mniej właściciela, tym świadome Ja ma mniej do powiedzenia. Tu również  mieszczą się uzależnienia. Osoby takie łatwo oszukują innych, omotują. Łatwo im jest rzucać słowa na wiatr. Nie dotrzymują obietnic. Roztaczają piękne wizje, które .. są nierealne.  Krokodyl wiele obiecuje [link].

las palmas

A któżby nie chciał czegoś dostać, zwłaszcza, że za darmo i jeszcze mu to obiecują, że dostanie?

Gdy po iluś wcieleniach przychodzi karma to taki ktoś może się „obudzić” niemal w rynsztoku. Symbiont ma zapewniać kasę i powodzenie. I robi to .. do czasu.

To jak z alkoholem – odstresowuje, do czasu. W pewnym momencie okazuje się, że już nie odstresowuje, a zniewala, powala i pognębia. Taka jest cena dla Duszy (i człowieka) związania się z siłami ciemnymi.

men-el

I tu widzimy nosicieli kr., którzy są z drugiego krańca spektrum społecznego. Już nie są tymi wygranymi. Mieszkają w obskurnych kamienicach, szprycują się wódką i piwem. Symbiont nie odszedł, uzależnienie np. od alkoholu nadal jest, a majątku w tym wcieleniu już nie ma [to efekt działania karmy – przychodzi pokuta za agresje i rozboje]. Wtedy mamy widok dziwny – ktoś taki niby wydaje się momentami atrakcyjny i pociągający, a może być zwykłym kloszardem, łapserdakiem, chuliganem, bez uczciwej pracy. Jest człowiekiem ubogim ale nadal hardym (w Polsce się mówi, że „ma swój honor”) , który ma nadal dostęp do silnych, manipulacyjnych energii. A jaki ma honor! Jakie mniemanie o sobie,  jak wspaniale w kręgach kolesi jest w stanie zaistnieć. Nadal ma symbionta i czuje się jak panisko.

A realnie jest to strzęp człowieka. Co ciekawe, ten człowiek ma poczucie niesprawiedliwości. Jako Osobowość od dzieciństwa nie zasłużył sobie na takie życie. To jego Dusza poprzez wcielenia tak sobie nagrabiła. A nawet nie za bardzo wiedziała co robi. A teraz ten biedny człowiek ma za to odpowiadać.

To, co widać [zniszczone życie] nie przystaje do tego, co czuć [a nadal czuć energie symbionta – energie „zwycięzcy”].

W takich oto życiowych „zwycięzcach” zakochują się panny, czujące nadal te wibracje symbionta. Panny takie później wystają pod więzieniem, próbując pogadać przez kraty ze swoim lubym. Niestety, tacy „przechodzeni” nosiciele symbionta mają bowiem często kłopoty z prawem. Ich umysł, moralność są tak przeżarte krokodylizmem, że działają dosyć często przeciwko swoim bliźnim, mając ich za nic, za obiekt, który można wykorzystać, okraść, a nawet unicestwić.

Symbiont [kr.] jest też kolejnym elementem łańcucha pokarmowego. O tym ciekawie mówi Marek w swoim filmie:

Doświadczenia

Skąd to wszystko wiem? Kilka osób mówiło mi, iż ta strona jest obciążona moimi osobistymi doświadczeniami. O, pewnie tak. Najpewniej! W dzieciństwie byłem bowiem wielokrotnie pogryziony przez symbionty [link], a moja dziecięca osobowość uważała, że jest to niegodziwe. Więc jeszcze się rzucałem do owej nosicielki kr. z wyrzutami, że robi coś niedobrego – do mojej mamy. Ale oczywiście dostawałem po głowie – a dokładniej moja aura była wyrywana, rozrywana na strzępy przez jej symbionty (miała dwa). Więc – jak najbardziej tutejsza opowieść jest przesycona wątkami osobistymi!

Natomiast ten tekst jest efektem moich dociekań i nie oczekujcie, że nagle z największy kłopot mojego życia będę w stanie na spokojnie i z dystansem opisywać. Na innych stronach możecie sobie przeczytać jak dostałem po gnatach od nosicieli, więc proszę weźcie to sobie pod uwagę.

Inni poszukiwacze doskonałości wtykają mi palec w oko mówiąc: „o, bo widzisz, w twoim tekście nie ma postawy poczucia odpowiedzialności za własne czyny, zwalasz winę na te krokodyle.” (poszukiwacze doskonałości sami optują ku ciemnym siłom, bo tam jest „doskonałość”)

Najpewniej, odpowiadam im. Najpewniej. Bo jak ja na początku byłem tak zaszczuty przez otoczenie, że nie miałem prawa w ogóle wyobrażać sobie, że jestem krzywdzony?, jak byłem uczony, że „przecież wszystko jest dobrze, czego ty chcesz!” Gdy w dzieciństwie trudno się było doprosić osobistego wpływu na życie, to dojście do punktu, że widzę jak jestem krzywdzony i przez kogo, było dla mnie dużym wysiłkiem i pracą.

sadkid

Wyrażenie tego, że jest mi źle i dlaczego, w ogóle było dla mnie trudne. I tak tyle, co zrobiłem, uważam za wiele, sam dla siebie. Mogłem bowiem nadal tkwić w okowach opresji, nie podważając chorych zasad na jakich była stosowana. Mogłem nadal przyklaskiwać w usłużności i służalczości wejściom, i mogłem nadal zazdrościć i starać się wkradać w łaski krokodylom. Bo tak przecież w domu byłem wychowywany.

Mogłem nie wyjść poza to, co mi dało moje chore środowisko i podążać za jego wskazaniami. Mogłem nadal nie starać się o siebie, nie patrzeć, że coś mi jest robione złego. Mogłem nadal przytakiwać tym, którzy mówili, jak mam działać, i jak mam im robić dobrze moim kosztem.

Jeśli ktoś jest dalej niż ja na swojej ścieżce, proszę nie wytykać mi tego, że jeszcze czegoś nie przepracowałem, nie napisałem, tylko napisać od siebie dalszą część tej historii. I [teraz ja będę od was wymagał] – żeby była z hepi endem. I poproszę o wstawienie w komentarzu linka do swojej autorskiej strony opisującej własne dokonania. Zgoda?

Dziwaczna nazwa

Wiem, że niektóre osoby irytuje samo określenie.

Nazwa „kr.” jest nazwą umowną [często skracam nazwę tego obciążenia, aby nie epatować samą nazwą]. W pierwszym przybliżeniu można by nazwać kr. jako „obciążenie x” i dalej je badać, dokładniej je określać… Nazwa „obciążenie x” nie przeszkodziłaby w badaniach ani w osiąganiu rezultatów badań i analiz.

Jeśli jesteś Chrześcijaninem możesz to nazywać tak, jak to przyjął  Kościół Katolicki – jako zniewolenie. Kościół dokładnie rozpoznaje to obciążenie w swoich zaawansowanych naukach, natomiast który z wiernych wie, co to jest? Mało kto.

Jeżeli taka szumna nazwa „kr”  Ci przeszkadza, w momencie napotkania jej zamień ją sobie na słowo „narcyz”, „socjopata”, albo „osoba o osobowości nieprawidłowej”. I myślę, że może to dać ulgę umysłowi nastawionemu naukowo. Przejdź na stronę opisującą zjawisko w słownictwie naukowym [link] i będzie ok.

Jestem zdania, że wiele osiągnięć naukowych jest bardzo wartościowych, i że warto ten punkt widzenia rozszerzać, poznawać w obszarze ezoteryki.  Wszak opisujemy jedną i tą samą rzeczywistość. Uważam, że psychologowie mają wiele świetnych rozpoznań w tym temacie i to od lat. Duchowość tu dopiero stawia pierwsze kroki. Ale dociekania ezoteryczne, energetyczne dodają tu jeszcze więcej w obszarze świadomości i możliwości obrony.

Kiedyś doszedłem do wniosku, że zarówno naukowcy jak i ezoterycy trochę się na siebie boczą i efektem są jakby „dwa światy”, różne światy ich poznania. A przecież chyba chodzi  o badania jednej realności, czyż nie? Warto się wspierać, nie toczyć bitwy między osobami, którzy są w tak bardzo podobnej sytuacji.

Jednak nazwa tego obciążenia nie jest tu przypadkowa! Z czasem można zrozumieć, iż Awiessałom Podwodnyj miał dużego czuja, żeby tak to nazwać. Bo ów kr. jeśli popatrzeć na aurę, to wyrywa z aury człowieka energie całymi płatami, pozostawiając niegojące się rany w aurze.
Podwodnyj pierwszy, o ile wiem, napisał o tym typie obciążeń. I nie napisał wiele konkretnie o kr – w książce „Rozwój duchowy”. Jednakże w wielu miejscach, opisując ciała subtelne i ich złe funkcjonowanie przywołuje temat kr., czasami tak, aby się czytelnik sam domyślił.

Z moich obserwacji, jest to temat o wiele obszerniejszy i warty mocniejszego zainteresowania, przynajmniej dla osób mających z tym do czynienia. Moje dywagacje są więc zdecydowanie szersze od opisu Podwodnego. Czerpię w nich z bogatych odkryć psychologii, psychiatrii i oczywiście ezoteryki. Przypatrywałem się długo temu zjawisku, robiłem własne badania wahadłem, nauczyłem się czuć energie [bioterapia] i dzięki tym umiejętnościom odkrywałem działania energetyczne przy tym obciążeniu. Zresztą moje zadanie na to wcielenie jest właśnie takie – rozpatrzeć zagadkę krokodyli i mojej relacji z nimi. Możesz się domyślić, iż moje obciążenia są komplementarne – typu yin, też o tym dalej napiszę.

Kr. (albo i sami ludzie z kr.) są niekiedy nazywani są jako „Archonci”, „Archoni” (kręgi związane z Davidem Ickem), albo Koszczaje (to termin słowiański). Alek Berdowicz z „Porozmawiajmy TV” proponuje mówić na nich „Koszczaje” – co przypomina coś nieprzyjemnego, ale też i nie aż tak silnego. W bajkach rosyjskich znany cytat: „tam car Kaszcziej nad złatom cziachniet..”

Osoba która ma krokodyla to nosiciel. Nie właściciel, bo nie posiada go.
A istota, która zbiera energie, które kr. agresywnie wyrwał to z koleji tzw. Opiekun krokodyli.

Kr. jest skutkiem zgody człowieka na nieuczciwą,
na niegodziwą propozycję z ciemnej strony,
skutkiem przekrętu, oszustwa.
Daje za to dostęp do

Kr. jednocześnie odpowiada na ważne potrzeby Duszy
na potrzebę dużych przeżyć, doznań z wyższej półki,
dziejących się na „lepszych energiach”.

Kr. zaspokaja też w relacji między samymi Duszami,
potrzebę konkretnego, silnego zaistnienia w relacji.

Są więc też i pozytywne strony dla Duszy. Dusza postrzega działania kr. bardzo pozytywnie. Bo nie ma siły, umiejętności rozważać ich. Jest nierefleksyjna.

To dla tak wielu efektów symbiont jest tak trudny do uchwycenia, oczyszczenia przez terapie konwencjonalne.

I tak cenne jest wzięcie go dla Duszy.

Jakby symbiont był jedynie oszustem, jakby był jedynie złem całkowitym, to byśmy łatwo go „namierzyli” sami: „o, to jest ten który mi coś zabiera”.

„O, to jest ten, który powoduje, że moja żona płacze”. Ale nie, jednocześnie jest to ten, który powoduje, że mąż jest tak pożądany przez tą żonę. I to też kr. daje mu przewagę nad nią. Więc mąż – nosiciel chętnie się na niego godzi, na tą niegodziwość. Tak jak jego Dusza.

Kr. jest skutkiem zgody człowieka na nieuczciwą,
na niegodziwą propozycję z ciemnej strony.

Jest zgoda między Osobowością i Duszą, więc .. nie może być to łatwo oczyszczone.

Kr. także sporo daje, przynajmniej w oczach „zwykłego śmiertelnika”, to Dusza mówi: „to coś przecież mnie mocno wspiera, dlaczego mam się pozbywać takiego wsparcia?”

Symbiont to lekarstwo?

Czy możemy dochodzić swoich praw i możemy odzyskiwać również prawa, dobra. Odzyskiwać od kłamców, oszustów, manipulatorów, jakimi są istoty z ciemnej strony? Możemy, rzecz jasna. natomiast owi agresorzy dani zostali nam nie bez przyczyny. Jeśli nie na podstawie naszego obecnego wcielenia, to na podstawie zachowania naszej Duszy w poprzednich wcieleniach. I na tym też polega karma, że Dusza jest „uczona” jak powinna żyć. Niestety, nie ma to wiele z zaawansowanymi sposobami nauczania, które są znane obecnym naukowcom od edukacji. Wszechświat uczy Dusze jak umie, jest to w sumie bardzo prymitywne, a przypomina to bardziej metodę bicia pasem. Wszechświat nic nie tłumaczy, tylko blokuje działalność osoby, którą chce pouczyć. Blokuje z pomocą albo choroby, albo z pomocą innego człowieka/ innej istoty.

Bardzo ważne jest tu wspomnieć, że

Symbionty, osoby narcystyczne są „lekarstwem” dla osób współuzależnionych, zwłaszcza dla osób z wejściami.

Osoba współuzależniona chciałaby kontrolować, narzucać się, wywierać presję na partnera. A krokodyl na to nie pozwoli. Jest więc w cudzysłowie „lekarstwem”  – blokuje wywyższanie się osób współuzależnionych. Jest to dopełnienie karmiczne współuzależnienia.

A czemu? Wszechświat rozdzielając sie na yin i yang jednym „leczy” drugie, jak mówi Siergiej N. Łazariew. Jeśli ktoś ktoś wyrośnie w pychę w swoim oglądzie świata, w swojej osobowości, to przychodzi do niego/niej osoba o przeciwnym typu obciążeń i go/ją tak traktuje, aby „wyleczyć” z atakowania Bożych stworzeń. Więcej na stronie o odkryciach S.N. Łazariewa [link] I dlatego „leczenie” jest napisane tu w cudzysłowie, ponieważ jest to bardzo prymitywne blokowanie nie stroniące od ataków i uszkadzania aury.. Tak postępują właśnie ludzie z kr. A kogo leczą? „Leczą” za pomocą tych prymitywnych sposobów pychę osób z wejściami.

Różnice w obciążeniach są znaczące

Owo obciążenie jest bardzo zróżnicowane – kr. mogą być małe, średnie i duże.

Osoby z małymi kr. są zwykle przyjazne, szukające kontaktu, uwagi, przyjaźni. Potrafią być O WIELE  bardziej otwarci niż inni ludzie, bywają wylewni, opowiadają czasami godzinami [byle nie o swoich uczuciach i emocjach]. Skupiają na sobie uwagę niemal zawodowo, więc do mediów są przygotowani od razu i tam oczywiście brylują. Psychologowie nazywają to zbieraniem narcystycznego zaspokojenia.

Wydają się idealnymi znajomymi. O ile by nie byli tacy męczący po dłuższym czasie. O ile by nie prowokowali energetycznie i nie kradli energii. Mogą sobie średnio radzić w życiu, mogą się rozwijać duchowo, albo tego chcieć. U wielu osób takie małe kr. są spuścizną po poprzednich inkarnacjach. W obecnym życiu już tak nie brylują, ale są i aktywnie interferują w życiu takiej osoby, zwykle podgryzając znajomych i partnerów życiowych. Oczywiście nosiciel jest pełen „dobrych chęci”. Gdy szukamy u niego niechęci, agresji – nie znajdziemy jej.

Osoby z średnim kr. zwykle są dobrze dopasowani do „Systemu”, dobrze wpasowują się w realia pracy, firmy, zarabiają „dobre”, albo „godziwe” pieniądze. „Godziwe” pieniądze zwykle pojawiają się z powodu sporego uruchomienia umiejętności krokodyla [albo dwóch – trzech mniejszych]. Ludzie zazdroszczą owych zarobków, natomiast najczęściej nie wiedzą, jaka jest ich cena.

Osoby z dużym kr. są zwykle już bardzo niehumanitarne: brakuje im empatii, są zwykle agresywne i egoistyczne. Jak widzimy takiego „kogoś” na chodniku, nogi same chcą przejść na drugą stronę [o ile mamy zdrowe instynkty].

Kr. mogą być na niskich ciałach subtelnych, bardziej związanych z ciałem, z codziennym życiem, emocjonalnością na wyższych, związanych z myśleniem, umysłowością i na najwyższych, już dotykających poziomów, które przyjęliśmy nazywać jako „boskie”.

Tak więc proszę nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków – tekst jest długi, bo staram się opisać zjawisko dokładnie, aby przedstawić wiele jego aspektów. Niestety, jest to jeden z nielicznych zwartych, integralnych opisów całości. Np. psycholodzy, psychiatrzy, socjolodzy – wszyscy oni „coś wiedzą” o cząstce tego zjawiska, natomiast wypowiadając się w zakresie redukcjonistycznej nauki nie są w stanie przedstawić zwartej całości. Zwykle bardzo dobrze sobie radzą z postrzeganiem krokodyli dużych, już w takich stadiach, gdzie żadne „Boże” nie pomoże. Ale już stadia średnie i małe – o, jakby do tego się dobrali i by byli rzetelni, to by światek naukowców pokazywał na dużą część siebie samych, że .. są obciążeni, że atakują, że są niehumanitarni, nieetyczni. I by musieli… ale nie, nie zrobią tego. Nie mają na tyle odwagi, aby to pokazać  – za dużo by stracili. Nie ma co liczyć, żeby system sam się oczyszczał, żeby sam nabierał świadomości duchowej.

Ludzie tacy jak ja i ty będąc źle poinformowani o tym przykrym zjawisku symbiontów, nie mając odpowiednich umiejętności życiowych – cierpimy na potęgę. Jednak myślę, mam nadzieję, a także wiem z relacji moich czytelników, że moje opisy dobrze się przysłużyły i bardzo wiele wyjaśniły spraw, które były „nie do ruszenia”. Może nie podaję jakichś końcowych zaleceń, nie daję panaceum, ale podaję tekst, który niesie ulgę. To wiem.

Osoby z krokodylem zwykle zabiegają o uwagę, opiekę i energię innych osób.

Wyszarpnięcie uwagi równa się wyszarpnięciu energii.

Krokodyle mocno na sobie skupiają uwagę, ponieważ energia podąża za uwagą [jest to jedno z praw hawajskiego systemu Huna]. A kr. są uzależnione zarówno od cudzej uwagi [nadęte ego] jak i cudzej energii. Żywią się bowiem tymi energiami.

Ale nie biorą owej energii bez wiedzy ofiary. Subtelnie prowokują swoją „doskonałością”, aby owa ofiara chciała na nich zawiesić swoją uwagę, a wtedy już ją mają. Tak więc nie warto oskarżać nosicieli, że „coś mi zrobili”. To Dusza, moja własna Dusza zechciała się na nich gapić jak wół na malowane wrota! A jak ktoś do nich linkuje, to oni ochotnie spijają tą energię, i ciągną jej jeszcze więcej, ile można.

Osoby z symbiontem potrafią dobrze „dogadzać” swoim ofiarom – potrafią im przypochlebić tak, że nikt inny takich komplementów [bez poczucia wstydu] nie powiedziałby. Człowiek zdrowy mityguje się w swoich wypowiedziach. Chwali to, co zasługuje na pochwałę. Ewentualnie, gdy jest pełen miłości przez pochwały wspiera i umacnia w życiu swoich bliskich.
Można to pomylić z chwaleniem przez nosiciela. Te pochwały są mocno energetycznie zabarwione, „cudownie” zabarwione. Nie wyglądają jak marchewka, wyglądają jak super batonik z kolorowym opakowaniem i słodziutkim, klejącym się wnętrzem. I tak samo, jak cukier – są owe pochwały niezdrowe. Dusze bowiem nie rozróżniają energii i istot [nie mają tzw. świadomości rozróżniającej]. Dla Duszy słodziutki, miękki, oblany czekoladą batonik jest kilka razy smaczniejszy od zwykłej, czerwonej, dosyć twardej marchwi, którą trzeba jeszcze pogryźć, aby coś niecoś zakosztować umiarkowanej słodkości. Dusza nie wie, nie przywiązuje wagi do „wartości zdrowotnej” takiego czy innego pokarmu [jeśli nie jest tego wyćwiczona]. I żre ten cukier a potem hiperglikemia, cukrzyca.. I co? Dusza się martwi? Nie – będzie następne wcielenie, następne okazje. Człowiek może umrzeć przez cukrzycę, a Dusza nic sobie z tego nie zrobi. NIE MA BOWIEM REFLEKSJI.

Podobnie jest z pochwałami które dostaje się od osoby z kr. Dla Duszy człowieka są słodkie jak miód w batonie, ona to kocha. Dlaczego? Bowiem oprócz wsparcia argumentem ma jeszcze dodatek – cudowną, przekonującą, wysokowibracyjną energię wysyłaną przez symbionta. Mniam! A że symbiont mówi przyjaźnie, pochwalnie, to nie liczy na przyjaciela, tylko na obiad, na posiłek, który ofiara przyniesie w darze – swoje zaangażowanie, swoją energię.

Jak ktoś pięknie powiedział o nosicielu kr.: „on/a tyle potrafi obiecać, że nikt tyle nie potrafi dać„. Tak przekonująco to mało kto potrafi chwalić. Nosiciel kr. uważa, że „niewinne kłamstewka” istotnie są niewinne – moralność? a co to takiego? Nie bez przyczyny ludzie są tak sceptycznie nastawieni do pochlebnych opinii. Nie umiejąc rozpoznać KTO to mówi: czy ktoś zdrowy, czy ktoś zakrokodylony, dmuchają na zimne. Nie chcą żadnych pochwał, żadnego wsparcia w skrajnych przypadkach. Nie chcą się obudzić z chorą zależnością od jakiegoś nieżyczliwego, acz narcystycznego typa.
To jest tak jak zaprzestanie picia wody po tym, jak się usłyszało, że ktoś się zachłysnął wodą i zmarł. Efekt niby jest poprawny, już nie umrzemy z powodu zachłyśnięcia wodą. Jednakże może się bardzo chcieć przez to pić! Brak umiejętności szkodzi ewidentnie.

Nosiciel symbionta swobodnie powie ‚co trzeba’ aby zyskać przychylność Duszy, którą chce omotać – co mu szkodzi. Niestety, dzieje się to tak, jak z mrówkami i mszycami. Mrówki „polerują”, drażnią mszyce, a wtedy mszyca wydziela słodką wydzielinę, którą karmi się mrówka. Ot, i cały mechanizm. Dopóki twoje ego, Dusza są łase na pochwały, łase na bycie „zauważonym przez boską istotę”, dopóty twoja Dusza będzie nabierała się na prowokacje krokodyla i linkowała do niego. Na szczęście można z Duszą pogadać, pokazać jej, na co się nadziewa i z pomocą jakiego mechanizmu. I wtedy powoli da sobie z tym spokój.

Jak to Leszek Żądło mówi: podświadomość [czyli tu: Duszę] można wychować. Można nabyć świadomości rozróżniającej [część Świadomego Ja] i ją ćwiczyć i rozwijać w praktycznych sytuacjach życia codziennego. Teksty na witrynie mają ten właśnie cel.

Oto pytanie w serwisie randkowym postawione przez jakiegoś pana pani 35 lat, Skorpion, wykształcenie średnie, blond, z Warszawy:

Pytanie: „Najbardziej pociągają mnie osoby…”?

Odpowiedź pani: „pewne siebie, umiejące bronić swoich racji w każdej sytuacji”
 
Czyli wypisz wymaluj profil osoby z krokodylem.. Zwykli ludzie bowiem nie zawsze potrafią bronić swoich racji… zwykli ludzie są niedoskonali. A ci z kr. – wydają się takimi być.

Jeśli przeczytasz tekst, zobaczysz jak duża liczba osób w Polsce z tym ma kłopot – czy bezpośrednio, czy też  pośrednio – jako ofiara takiego symbionta [link do tekstu o ofiarach kr.].

Krokodyl rulez

.. czyli kr. rządzi.

Rządzi, czyli zarówno posiada, jak i zarządza. Tak jak kiedyś książę: zarówno posiadał ziemię i poddanych i nimi zarządzał. To, co przedstawia sobą to obciążenie, to coś więcej niż bycie dyrektorem. To raczej jak bycie właścicielem niewolników.

Dla porównania weźmy osobę z innym obciążeniem: osoba z wejściem też próbuje manipulować, zarządzać. Natomiast nie ma poczucia, że posiada kogoś. Próbuje manipulować, jednakże czuje, że ma do czynienia z innymi ludźmi. Nosiciel kr. tego nie ma – rządzi jak swoim. Tak jakby ludzie byli przedmiotami, a kr miał prawo do przestawiania tych przedmiotów. Warto tu odróżnić samego nosiciela symbionta od obciążenia. Tak, jak w innych obciążeniach – jest tu dwa aspekty człowieka. I nosiciel może zachowywać się nawet przyjaźnie, natomiast jego kr. będzie żerował bez zażenowania.

TO DLATEGO ludzie w kontaktach z takimi osobami mają szok poznawczy – myślą, że kontaktują się z kimś pojedynczym. Wręcz SZUKAJĄ cech jednorodnych, które by pochodziły z jednolitej osoby. Chyba cała psychologia na tym stoi. A tu – kłopot. Ktoś może być zarówno przyjazny, jak i może być bezwzględny bądź nie liczący się z innymi. Dopóki psycholodzy nie przyznają, że są obciążenia i że dają one rozdwojenie cech, dopóty będą się gubić w powierzchownych opisach, nieskutecznych terapiach, pozornie odkrywczych wnioskach.

I znowu porównajmy inne obciążenie: Osoba z wejściem widać, jak czuje się pokrzywdzona, pełna poczucia skrzywdzenia. Czuje się skrzywdzona, nie akceptuje otaczającego świata. Ale siebie owszem – akceptuje w pełni, potrafi sobie sama kłamać ile wlezie. Byle nie widzieć realności, realnych warunków w których żyje. Bo by musiała przyznać, że coś z nią jest nie tak, a przecież tak ładnie się maskuje…
Z tego poczucia krzywdy, zranienia powstają argumenty, że inni powinni na jej rzecz pracować.

Kr. zaś nie czuje wiele, nawet nie czuje specjalnie lęku. Ma takie poczucie, że ot, po prostu „ma” innych i oni powinni chodzić jak im się każe. [chociaż kr. przyjmuje tą postawę nieświadome – nie interesuje go to że tak jest, nie jest świadomy tego, że podchodzi do ludzi z pozycji: „no co bratku, mam cię, posiadam ciebie i twoje energie”. Po prostu ma taką postawę z samego bycia symbiontem połączonym ze swoim opiekunem. Nie stara się o to, same wysokie wibracje, postawa dominacji na tych energiach sprawia, że ludzie mu się usłużnie poddają, czując „boską” przewagę.]. Nie kłamie sobie!!! Ma przekonanie, że całkowicie jest po dobrej stronie. Nie, także nie kłamie innym ludziom, po prostu mówi, „co akurat potrzeba” powiedzieć. Nie kłamie, ponieważ symbiont energiami swoimi tak dobrze tą osobę nosiciela przekonuje, że akurat nic złego w tym nie ma. Proszę popatrzeć na skazanych w sądzie nosicieli – są bezwzględnie przekonani o swojej niewinności. A że inni ucierpieli – to ich problem – właśnie stali na ich drodze – to frajerzy. A frajerów właśnie swobodnie można: atakować, nadużywać, poniżać, upokarzać, itp. Tak mówi św. Opiekun krokodyli. Święty, bo jego wyroki tak dobrze w życiu nosiciela się spełniają…

Kr. ma prosty cykl działania: jątrzenie a potem jedzenie, i od nowa.

Jednym z głównych narzędzi symbionta jest manipulowanie umysłem nosiciela: nosiciel zapomina, nie widzi iluś rzeczy, jest często taki na wpół żyjący pod tym względem. Wygląda na rozsądnego, ale jest półprzytomny, a agresywny symbiont działa przez niego, jedząc otoczenie.

Nie ma co traktować tych ludzi jako zdających sobie sprawę co robią! Chociaż wyglądają jakby żyli na jawie, to jednak żyją w krokodylim śnie. Oczy otwarte, uśmiech na twarzy, rozsądna mowa. Wydawałoby się, że jest ok. A to może być nie tak, to symbiont może animować tego kogoś. Mnie to najłatwiej jest rozpoznać takich ludzi przez wibracje, przez odczucia z mojego ciała. W pobliżu kr. moje ciało czuje, jakby chciało uciekać. Dusza dobrze pamięta dziesiątki pogryzień, więc panikuje.


Niejednego szefa w pracy miałem takiego. Niby wszystko ok, poprawność super, nic złego niby nie można o nim powiedzieć. Ale jak czasami przywali jakimś słowem – to normalnie nie wiadomo gdzie się tak naprawdę jest. Czasami zastanawiałem się, czy aby przypadkiem nadal jestem człowiekiem, nie zaś świnią w chlewie – bez praw i mogącą być upodlaną, upokarzaną. No niestety, krokodyle tak właśnie spoglądają na rodzaj ludzki.

Miałem taki przypadek: znajoma mojego taty ma sporego krokodyla [albo nawet dwa, jednego na pewno przyczynowego, takiego od poziomu organizowania spraw]. Zachowuje się ona dosyć często jak udzielna księżna i to taka, która posiada wszystko wokoło w promieniu 50 metrów [wliczając ludzi]. Widzi ludzi, jak mówią, rozmawiają między sobą, widzi, jak myślą, jak mają swoje preferencje – ale nie przychodzi jej do głowy, że są to osobne ludzkie jednostki, które NIE MUSZĄ jej służyć. W głowie jej nie ma, że ktoś „może nie chcieć spełnić jej życzenia”. W jej wyobrażeniu ludzie mają jej być posłuszni, chociaż, trzeba przyznać, że nie jest niegrzeczna. Jest niezwykle miła, wręcz wylewna – mało kto się powstrzyma przed  kontaktem z tak miłą, wydawałoby się przyjazną osobą. To jest owa słynna krokodyla poprawność polityczna. [Ostatnio zrozumiałem, że ma jeszcze inne, bardzo rzadkie obciążenie – „wampira energetycznego”, takiego ssącego energię. Ileś z jej zachowań jest od niego.]

No i się zaczęło: chciała zaprosić mego tata z jego przyjaciółką do siebie na imprezę. Fajnie, mówię. [zaproszenia latały na lewo i prawo, jak ona to nie jest świetna, że tak zaprasza do siebie!! jaka będzie super impreza!! kr. roztacza cudowne nadzieje! obiecuje! – ale jakie jedzenie SOBIE szykuje, jaką sytuację towarzyską, w której będzie miała schwytane Dusze jak muchy w sieci pajęczej – to mało kto się orientuje..]

Gdy przychodzi dzień imprezy jestem akurat zupełnie gdzie indziej, ponieważ tamto towarzystwo zupełnie nie jest mi po drodze. Oto ta pani dzwoni do mnie niemalże z pretensjami, że „gdzie ja jestem” i „dlaczego nie u niej!!” Tu warto podkreślić energie, na jakich to było mówione. Nie były to manipulacje, wymuszanie takie z bezsilności, o nie [tak by było, jakby działała z pozycji uruchomionego wejścia].

Ona miała uruchomione energie wysokie, presje, ale z wysokimi energiami, wysokowibracyjnymi [jak to u kr. – nie były one czyste. Czyste by były, gdyby dawały swobodę, wolność, uszanowanie dla czyichś celów].

No i ta pani jak nie zacznie mnie brać pod sierść, tak jakby czesała kota pod włos. Bo to ona :
1. ma rację że powinenem tam być, a nie bycie u niej na jej zaproszenie jest przekroczeniem jakichś totalnych reguł [bo ona przecież zechciała mnie u siebie widzieć]
2. jej energia nie znosi sprzeciwu, jest, jak opisałem zdecydowanie ponad ludzka, a jednocześnie swobodna i taka „na luzie”.

[Osoba z wejściem w takiej sytuacji nie jest tak silna, raczej czuje się oszukana, ograbiona z czegoś, bolesna.Osoba z wejściem pokazuje nie tyle swoją wyższość, ale to, jak ktoś ją zranił i jaki jest podły przez to.]

Pani jest zawiedziona, ale cała wina jest po mojej stronie, i to JA mam się wytłumaczyć, dlaczego nie przybiegłem na paluszkach porzucając własną swobodę i wolność wyboru.

U nosicieli Kr., a także „wampirów energetycznych” w żadnym momencie ONA NIE JEST OFIARĄ! Jeśli ktoś jest w takiej relacji ofiarą, to ten, z kim kr. właśnie rozmawia.

Ja mówię do tej pani przez telefon [naiwnie myśląc, że mogę ją przekonać argumentem kolokwialnym, społecznym] – „na Rynku jestem, dobrze się bawię, mam co robić, dziękuję, ale nie czułem się zapraszany. Mój tato ma swoje towarzystwo, ja mam swoje.”

Pani na to, że następnym razem koniecznie mam przyjść [rozkaz]. Tak, to, co mówiła była trybem rozkazującym, ale też wysokowibracyjnym, nieznoszącym sprzeciwu. Ale jakże bezwzględnym, jakże nieczystym.. Współczucie? Empatia – co to są za słowa?? – w takich momentach brzmią one jak nie z tego świata. Świat większych krokodyli i wampirów en. nie jest światem uczuć, to świat bezwzględnych poleceń.

Jej słowa, komendy są bezwzględne. To naprawdę są śladowe argumenty, to jest natychmiastowy przymus.

Przecież, jeśli mam relację, kontakt z nią, to przecież jestem „jej”, jestem jej własnością. Ktoś, z kim się kr. kontaktuje, jest jego i tyle, tak mówi prawo z wysokiej  półki gdzie rezyduje opiekun kr.

Kr. ma taką postawę bezwzględności na wysokich wibracjach. Mnie niestety, ciągle i nadal zatyka na takie chamstwo i nie wiem co powiedzieć. Zatyka, bo to są takie wysokie a nieczyste energie. A moja Dusza łapie karpia – O! [mówi mi Dusza], widzisz, oto masz boskie wibracje, zobacz, jakie są wspaniałe, oto Bóg mówi, pochyl się, poddaj się temu, usłuż sobą! no, na co czekasz!? [wychodzenie z takiej wiernopoddańczej postawy, perspektywy zajęło mi kilka dobrych lat…]

Co bym nie powiedział [a próbowałem różnych ripost], to kr. dobrze „swoje wie”. Jest jak czarna dziura – zagina przestrzeń wokół siebie a ja czuję, że tam wlatuję. Jakiego bym nie użył argumentu – wchłonie go i nadal ON/A ma rację!!!

Krokodyl nie zniża się zwykle do „obsobaczania”, do wymawiania, że ona to tak się starała a ja taki niewdzięczny. Nie musi, bo ma specjalne, wysokie energie [od swojego Opiekuna], które smagają jak biczem.

A u kr. jest tak, że nie znosi sprzeciwu, ale nie wysila się zupełnie przy tym, nie ma głosu udręczonego, tonu głosu ofiary [to odróżnia kr od wejścia, które się boczą, oskarżają, budują krok po kroku poczucie winy]. Jedynym przypadkiem, gdy ustępuje, jest konfrontacja z silniejszym od siebie krokodylem. Wtedy usłużnie wchodzi do tamtego na służbę – poczuł silniejszego od siebie, więc i służba u niego jest traktowana jako przywilej i związanie się z większymi siłami, na czym może tylko zyskać.

Kr. jest jednoznaczny, natychmiastowy i bezwzględny – to jego cechy. Nie mamy, jako obserwatorzy nawet czasu na refleksję „kiedy” on coś robi. Gdy coś postanowi, już jest „po jego stronie”. I tylko my budzimy się zdziwieni, że znowu zostaliśmy ograni bez naszej świadomości. Jakbyśmy zasnęli twardym snem na kilka minut albo na cały dzień.

Kiedyś miałem taką sytuację, najeżdżali (nachodzili) mnie Cyganie, którzy namolnie chcieli wymienić rynny w domu (i wziąć za swoje barachło konkretną forsę), a moje grupe i porządne rynny wyrzucić. Przekręt. Moja Dusza się wkurzyła mocno i.. wzięła krokodyla z ciała 1 ponadatmanicznego, czyli ciała Anupadaka. I wtedy jak kolejny raz przyjechali, nie miałem żadnych obaw, wątpliwości, wiedziałem co robić. Kr. w energetycznych postawch mówił mi coś takiego: „nie daj im ani na moment możliwości decydowania o tym, co się dzieje, to ty decydujesz tutaj, od samego początku zarządzaj sytuacją, trzymaj ich w szachu”. I jak to wdrożyłem od momentu gdy gościu zaczął do mnie mówić, to:
a) nie miałem żadnego lęku, obawy, działałem spokojnie i mocno
b) goście się przestraszyli, bo zobaczyli, że są nagrywani, spisywani, fotografowani, że są otoczeni w sytuacji, w której nie mogą nic zrobić.
c) ich krokodyle (bo je oczywiście mieli!) od razu schowały się, ogon pod siebie, do auta i w nogi!
Po kilku dniach zacząłem się dziwnie czuć, nie czułem siebie, nie czułem uczuć, i zacząłem się zastanawiać w jakim ja jestem stanie i z jakiego powodu. Po dojściu do przyczyny powoli uwolniłem się od tego kr. anupadaka.. bo to przecież mi nie jest potrzebne.

Kr. jest jednoznaczny, natychmiastowy i bezwzględny – to jego cechy. Nie mamy, jako obserwatorzy nawet czasu na refleksję „kiedy” on coś robi.

Na dzień dzisiejszy jedynym sensownym ratunkiem dla mnie jest odseparowanie się, oddalenie od owej czarnej dziury. To, że to czuję, że jestem świadomy, że oto rozmawiam z nosicielką krokodyla nic mi nie pomaga w bezpośredniej wymianie zdań.. nic a nic, nadal tak samo tężeję jak kiedyś. Miejmy nadzieję, że to się zmieni, ale to, że to może się zmienić nie zwalnia mnie od zastosowania już na dzisiaj skutecznej strategii we własnej obronie. [po kilku latach pracy nad sobą mogę na dziś napisać, że mam o wiele lepiej, już nie bronię się i nie ciągam z kr. One żyją sobie, ja sobie. Dodatkowo mamy możliwości proszenia WJ o oczyszczenie kr., co powoduje, że z nosicielem daje się wytrzymać, tak, jak kiedyś się nie dawało. Nie ma co prawda sielanki, ale jest o wiele lepiej.]

Tu znowu mogę napisać: panie mają tutaj trudniej, aby się uwolnić, jako, że je ciągnie do takich „silnych gości”, którzy umieją powiedzieć „to jest moje!”. CIĄGNIE je w paszczę lwa! Kobieta uważa, że jeśli ona się nie może powstrzymać, to jest to i inni ludzie będą tak się podporządkowywać jemu, jej partnerowi. I tu ma rację.

I uważa też pani że zmieni go swoją miłością. To typowa postawa pań współuzależnionych. Aby gruboskórnego choć miłego chama „zamienić tą silną miłością którą w sobie czuje”w przyjaznego człowieka. I tu nie ma racji. Bo to nie skutkuje. hmmm… nigdy nie skutkuje..

Dzieje się tak przez proste, prozaiczne, prymitywne dostosowanie ewolucyjne: mężczyzna, który umie dbać o swoje posiadłości, będzie dobrym mężem i ojcem, ponieważ zapewni dobrobyt domowi. I panie wpadają jak w sieć pajęczą w łapy nosicieli symbiontów, ponieważ są oni władczy i posiadający ot tak, z samego bycia „sobą”. No niestety, nie są wtedy sobą!! bo akurat są w władzy symbionta. Ale która z pań to wie? Niemal żadna..:(

Kr jest to obciążenie bardziej niezwykłe niż wejścia, ponieważ osoby [albo mające to obciążenie, albo związane z takim kimś] nie mają prostego ludzkiego doświadczenia. Jeśli przywołać „nadczłowieka”, to taki ktoś z krok. ma doświadczenia jakby ponadludzkie [bardziej lub mniej]. Jednakże w tym samym czasie jego świat jest mocno zaburzony, nierzadko pełen cierpienia, niepokoju, który „niewiadomo skąd przychodzi”. Wiem, że mało kto z obciążonych kr. chce prawdziwie sobie uświadamiać te sprawy.

Ale też to obciążenie degraduje Duszę. Im bowiem więcej symbionta, tym mniej właściciela, tym świadome Ja ma mniej do powiedzenia. Tu również  mieszczą się uzależnienia – osoby nadmiernie pijące mają zwykle kr.

Dobry obiekt do obwiniania

Oprócz tego, że osoba z krokodylem jest interesująca i dobrze sobie radząca, to zwykle często rani otoczenie. Dlatego też wydaje się bardzo dobrym obiektem, wobec którego mamy pretensje. Niekiedy bardzo duże pretensje i z dużym gniewem wyrażane. O tym też będzie.

Jednakże proszę nie oceniać negatywnie krokodyli i ich nosicieli!!!

Jest to stan, przypadłość, która najczęściej nie jest skutkiem wyboru tego człowieka, którego widzimy. Najczęściej pochodzi z wcześniejszego wcielenia i decyzję o tym podjęła wcześniejsza osobowość, której już nie ma. A obecna osobowość może też nielicho się trudzić z owym obciążeniem [oprócz odnoszenia korzyści].

Krokodyl wpisuje się w dogrywanie się karmy, będąc spłatorem karmicznym ma miejsce w ziemskim systemie karmicznym.

Krokodyl jest „utworzony” z energii Boskich,
przetworzonych, ale Boskich.

Stąd każde wystąpienie przeciwko krokodylowi z przekonaniem, że „on nie powinien istnieć” jest jednocześnie wystąpieniem przeciwko Bogu. A według Łazariewa jest to karane przez choroby, poprzez niekorzystne relacje z innymi ludźmi.

Alkoholicy z reguły są nosicielami kr astralnego. Ilu ich jest w Polsce sam/a wiesz, więc wiesz ile może być w Polsce kr astralnych. Większa część zachowań alkoholika nie jest z niego samego – jest albo od krokodyla, albo w odpowiedzi na „uścisk” krokodyla. Nosiciel przyzwala, a symbiont działa. Rozumiem dobrze osoby pogryzione przez kr. – sam tego mocno doświadczyłem.

Jednakże możemy się zastanowić: czy rzeczywiście jesteśmy sami tacy święci? Czy z równym zaangażowaniem będziemy oskarżać osobę chorą na cukrzycę?- pytają terapeuci.

Moja odpowiedź jest taka:
Jeśli będę miał kontakt z osobą z kr. [np. uzależnioną],
to może będę na nią wściekły, że tak zaniedbała swoje życie.
A na pewno będę wściekły za te ataki energetyczne krokodyli na mnie.

Ludzie z cukrzycą są chorzy, ale nie mają nadludzkich atakujących sił na pokładzie, przez co OGROMNIE się różnią od cukrzyków. Dlatego porównanie terapeutów, chociaż z gruntu humanitarne, nie działa, nie jest adekwatne do sytuacji. I „zwykli ludzie” to czują, ale jak widzą TERAPEUTĘ, kogoś „znającego się na rzeczy” – ulegają presji jego stanowiska. I zawierzają w nieprawdziwe stwierdzenie. Chociaż oczywiście terapeuta „chce dobrze”.

Metafora „chory na cukrzyce jest podobny do chorego na alkoholizm” ma znaczenie jeśli patrzymy się na bezradność tej osoby wobec choroby.

ALE ktoś, kto przychodzi z narzekaniami na alkoholika, zwykle jest srodze pogryziony [zob. pogryzienia]. I taki ktoś jest zafiksowany na SWOICH ranach w aurze. I nie ma zbytnio chęci aby patrzeć życzliwie na kogoś kto mu/jej ostro zalazł za skórę.
No niestety, dla takiej osoby terapeuta i jego wytłumaczenie, które jest współczujące dla agresora są po prostu niewspółczujący dla ofiary. Dlaczego? Ponieważ bagatelizują cierpienie osoby pogryzionej – ona przecież nie stoczyła się aż tak jak osoba uzależniona, więc to uzależnioną trzeba objąć współczuciem. Ofiara nie ma wg. wielu terapeutów wystarczającego współczucia dla swojego agresora. ALE przecież ją też bardzo boli.

Łazariew mówi, że jeśli komuś się źle dzieje, to sam sobie na to zasłużył, najczęściej pychą. Tak więc ból z powodu bycia atakowanym/ą pochodzi z bycia pysznym, wywyższającym się. To także dotyczy pychy z poprzedniego wcielenia, w którym nie można było odpowiednio „oddać” komuś za tą pychę. Osobowość obecna co prawda nic może o tym nie wiedzieć, ale Wszechświat ma to za nic – i tak przychodzi wyrównanie i pycha, nawet ta ukryta jest niszczona.

Dopiero przedstawienie pełnego obrazu zarówno osoby atakującej, jak i pokrzywdzonej ofiary może wg. mnie przynieść ulgę. Nie widziałem chyba żadnej osoby, której takie tłumaczenie nie pomogłoby, by nie zluzowało napięcia. Dlatego tu, na stronie tak dokładnie ten temat tłumaczę. Ale zwykle terapeuci złapani są w pułapkę niecałkowitej wiedzy – prezentują niecaly obrazek, a klient ma im uwierzyć i ta półprawda ma rozluźnić sytuację. Sam byłem w takich sytuacjach, jako klient terapeuty. Czułem się podle, manipulowany na sposób: „my ci przedstawiamy prawdę i tyle ile ci mówimy, musi ci wystarczyć i powinieneś się rozluźnić, jak to słyszysz. I nie powinieneś zadawać dalszych pytać, bo i tak ci nic nie powiemy. Zwłaszcza nie powiemy, że nie wiemy nic więcej. Bo to jest nasze prawo nie wiedzieć, a pomagać mimo to. To my tu ustalamy o co możesz nas pytać. Powinieneś powstrzymać swój ból i swoją Duszę przed dalszym drążęniem co ją tak pogryzło.”
Chyba rozumiesz, że czułem się podle na tej terapii DDA, gdzie tak było to przedstawiane.

Dusza nosiciela tonie

Jednakże na dzisiaj mam argumenty, że jednak nosiciel krokodyla nie jest jednoznacznie negatywną postawą.
Gdy przyjrzymy się duchowemu wymiarowi tej przypadłości możemy zobaczyć, że taka ucieczka od realiów życia, taka podpórka życiowa, jaką jest kr. ma swoją duchową przyczynę.
W obrębie terapii ustawień Hellingerowskich [in. ustawień rodzinnych, konstelacji rodzinnych] widoczne jest, jak Dusza takiej osoby podąża za swoimi przodkami. Podążanie za przodkami równa się zwykle podążaniu za ich trudnym czy tragicznym losem

[tu jest link do filmu o tym zjawisku ukrytego celu podążania za zmarłymi].

Można to porównać do samodzielnego, dobrowolnego wyskoczenia z płynącego transatlantyku na środku oceanu. Taki ktoś wyskakuje z tego statku, bo widzi, że jego rodzina już tam w tych odmętach oceanu jest, że tonie. I taki ktoś nie zastanawia się, że jest ciemno, że szanse na uratowanie ich są znikome, że sam, jak wyskoczy, to najprawdopodobniej straci życie. W porywie Duszy idzie za swoimi bliskimi. Jest bliżej nich, o wiele bliżej. Ale jednocześnie jest o wiele dalej od życia, realnego życia.

Duchowo taki ktoś czuje się lepiej – jest bliżej swoich przodków. I tylko TO się dla Duszy liczy. To, że osobowość, ciało cierpi, że cierpią bieżące związki jest mniej ważne – ważniejsi dla Duszy, w systemie są przodkowie. Dlatego Dusza chce powtarzać ich losy: te trudne, czasami tragiczne. Robi to, aby wesprzeć przodków, aby wziąć na siebie część ich losu, aby im ulżyć. Chociaż nie jest w stanie tego realnie dokonać, to jednak stara się. Nie patrzy na obecne życie.

To my, jako osobowości, jako Świadome Jaźnie żyjemy tu i teraz. A Dusza [silniejsza od nas] nie za specjalnie jest na naszych usługach. Raczej to my, jak widać możemy być nieświadomymi graczami na szachownicy, którą zawiaduje DUsza.

Jedno wiem – dopiero po wejściu rozumowaniem na obszary, gdzie zrozumiałem zależności karmy, reinkarnacji i postawy Wyższej Jaźni, wtedy dopiero zacząłem przestawać oskarżać krokodyle i nosicieli. Nie wcześniej. Nie przemawiały do mnie nakłaniania terapeutów psychologicznych – czułem się mocno pogryziony, skatowany wręcz przez krokodyle: [tu link do strony o pogryzieniach przez krokodyle].

Bardzo łatwo zauważyć osoby z linii ewolucyjnej, mające kr astralnego – to one właśnie przeklinają na ulicy. Wiele, wiele razy patrzyłem, czy ktoś inny to może jest? Ale nie, niemal wyłącznie tacy ludzie [mężczyźni, rzadko kobiety] tak się zachowują. Możesz sobie odebrać od nich agresywny przekaz energetyczny, nauczyć się jak to konkretnie wygląda, uświadomić sobie, że ta wibrująca energia często wściekłości pochodzi od kr. Nosiciel [czyli ten człowiek]  sam z siebie jest o wiele słabszy.
Co ciekawe, jak będziesz wrażliwy, to przed uruchomieniem się agresji, ataku kr. astralnego można przez ułamek sekundy [bardzo krótko] zobaczyć prawdziwą postawę tego kogoś [czyli nosiciela]. Wygląda ona zwykle tak, jakby chciałby on być zbity – jest to wyrażenie poczucia jego niskiego poczucia własnej wartości. To trwa kilka razy krócej od czytania tych zdań. I zaraz nagle włącza się krokodyl ze swoją przemożną energią i tamto spostrzeżenie odpływa do przeszłości. I można się zastanawiać – czy ja to dobrze widziałem, że ten hardy gość pokazał jak się czuje upodlony, do niczego? Można mieć wątpliwość, zarówno z powodu tak krótkiego momentu owego „show”, jak i z powodu tak przytłaczającej mocy, która zaraz przychodzi „na ratunek” od kr.

ALE odczucie tego krótkiego momentu było prawdziwe – on rzeczywiście czuje się podle, mały i nieważny!

Jak to oczyścić?

Mam pytania od osób, które stwierdziły, że mogą mieć takiego symbionta u siebie. Że owszem, mają łatwość w tym i tamtym, ale rozpoznają, że może to być np. jakieś magiczne, nie ich. Przeczytawszy o niecnotach krokodylich zwykle mogą się nawet przestraszyć!

„Jeśli mam krokodyla, to jest tragedia!”

Ja bym tak nie panikował. Po pierwsze, [mówię do tych osób]: nie jesteś sam/a taki/a na świecie. Codziennie spotykasz się z mnóstwem takich osób, które mają takiego, czy innego gada na pokładzie. I co? Panikujesz? Oskarżasz na lewo i prawo? Albo czy reszta świata panikuje, czy rwie włosy z głowy, że ileś osób jest obciążonych? Nie.
A więc może i do siebie zastosować trochę spokojniejsze podejście.

Nie należy negatywnie oceniać siebie w takim przypadku. Owszem, to prawda, symbiont z łatwością nadużywa, wykorzystuje, powoduje cierpienie. To prawda. Natomiast jego nosiciel jest SKRAJNIE wrażliwy na krytykę, wręcz drażliwy. Zwykle związane jest to z niskim poczuciem własnej wartości lub/i niskim poczuciem bezpieczeństwa. Krokodyl świetnie to maskuje, nie bój nic, ale te cechy są i są widoczne dla kogoś, kto umie przejrzeć poprzez to obciążenie.

Co przyjdzie po rozdmuchiwaniu poczucia winy w sytuacji, gdy ktoś ma niskie poczucie własnej wartości? Pomyśl racjonalnie – wtedy można dołożyć drugi problem do już istniejącego pierwszego. A przecież nie o to chodzi.

Potrzeba tu konkretnych, racjonalnych działań. Na kajanie się za krzywdy wyrządzone też może przyjdzie pora, ale póki co, na początek trzeba jasno powiedzieć sobie, potrzebuję pracować z:

– poczuciem własnej wartości,
– poczuciem bezpieczeństwa.

Co konkretnie robić?

A. Zrozumieć, dlaczego wzięło się dziadygę na pokład

B. Świadomie zrezygnować z korzyści, jakie płyną z posiadania odpowiedniego kr.
[patrz: ideały kr. kr. na poszczególnych ciałach]

C. Przekonać Duszę, że „już tego nie potrzebujemy” i że można symbiontowi podziękować i dalej żyć samodzielnie, bez takiego wsparcia.

1. Naucz się stosować afirmacje z odpowiedziami, pisz afirmacje dotyczące powyższych dwóch deficytów i zapisuj odpowiedzi. W Google szukaj konkretnych porad jak to robić.

2. Poniżej przeczytasz wiele spraw dotyczących tego obciążenia. Starając się nie oskarżać siebie spróbuj zdiagnozować się samodzielnie. Nieprzyjaciel poznany jest mniej groźny. Spróbuj odcyfrować na jakich poziomach masz obciążenia, czy są one duże małe, czy średnie.

3. Zobacz sekcję idee kr. oraz motywacje [intencje] do wzięcia kr. Zdiagnozuj, które z tych postaw dotyczą ciebie. Jeśli jakaś negatywna, obciążająca intencja dotyczy ciebie, przerób ją na afirmację i pracuj z tym. Rozpoznawaj w czasie afirmowania różne aspekty tej postawy.

4. Praca z afirmacjami jest świetnym początkiem, podstawą do pracy w sesjach terapeutycznych. Możesz oczekiwać, że potrzeba będzie ci wrócić do dalekiej przeszłości, aby odkryć i oczyścić przyczyny wzięcia, przyjęcia takich postaw. Można stosować modlitwy i regresing.

Praca nad oczyszczaniem obciążeń to nie kaszka z mleczkiem. Ale też nie jest to coś nie do ruszenia. Jeśli masz intencje do oczyszczenia, zawsze mówię – pełne oczyszczenie jest tylko kwestią czasu [a w tym twojego zaangażowania oczywiście].

[dopiero osoby po wielu wcieleniach z krokodylami, gdy Dusza jest już wystarczająco stara i doświadczona zauważają, że „coś tu nie tak” i że może by poszukać tu czegoś ukrytego, jakiegoś obciążenia.. Młodsze Dusze lecą na tym krokodylim dopalaczu zwykle ile mogą, ile fabryka dała i mało ich co obchodzi. Bo przyznać trzeba, że taki ktoś może więcej.]

Tu wstawiam tekst z komentarza:

Coś mi się zaczyna przypominać z okresu 10-11 lat temu kiedy to pozbyłem się krokodyli, miałem dużego astralnego i małego przyczynowego. To był dla mnie dość dobry okres , była joga – sztuka oddychania, mittingi AA , ognisko plastyczne i sporo pracy nad sobą.
Piszę o tym bo jakiś czas temu dostałem analizę od bardzo życzliwej osoby 🙂 i ją przerabiam by zrozumieć.

U mnie wychodzi że pozbyłem się moich krokodyli w 6-tym roku leczenia mojego alkoholizmu , wydaje się że znam finalny , rozstrzygający moment ostatecznego rozstania ale jednak zdaję sobie sprawę że moje leczenie i inne moje ścieżki rozwojowe naprowadziły mnie na to jak się pozbyć krokodyli i mimo że nie byłem tego świadomy to teraz dużą radość i wzmocnienie poczucia własnej wartości czuję że udało mi się to osiągnąć i każdy kto tylko szczerze chce to może to zrobić – a tu na tych stronach jest pomoc – szczerze polecam potrzebującym 🙂

Pracowałem wtedy też z lusterkiem, patrzyłem sobie w oczy i mówiłem: ” ja Heniu kocham siebie”, takie afirmacje ,coś w tym stylu.

Pewnego dnia leżałem na łóżku zacząłem dotykać swojej twarzy, tak “intuicyjnie” , takim bardzo delikatnym dotykiem, czoła przede wszystkim i czułem jak mi coś schodzi ze mnie , przepływa energia, że mi ten dotyk bardzo przynosi ulgę , i nogi mnie też bolały i to samo , też mi przynosiło bardzo wielką ulgę,jak by samoleczenie,i ręce i przedramiona i całe ciało, tak z miłością, z ciepłym uczuciem pełnym troski.

I jakoś mi się tak dobrze zrobiło , stał segment na przeciw łóżka i było w nim lustro i w pewnym momencie wstałem i popatrzyłem sobie prosto w oczy i poczułem aż mrowienie na głowie i potem na całym ciele i było to dość przerażające ale jednak miałem wtedy jakąś siłę wewnętrzną i dalej patrzyłem i zacząłem jak by intuicyjnie mówić patrząc prosto sobie (czi może nie sobie) w oczy coś w rodzaju : ” wyłaź diable , nie chcę ciebie tutaj , skończyło się, idz sobie gdzie chcesz ale tu u mnie już dla ciebie miejsca nie ma ” nie było to ze złością, ale z siłą i zdecydowaniem, i tak w tym stylu parę razy i też z odniesieniem do Boga, i że się oczyszczam ze wszystkiego, już tak dokładnie nie pamiętam, piszę co pamiętam , i po jakimś czasie te dreszcze-ciarki na ciele znikły,nie wiem ile to trwało,może z 5 minut ta moja mowa i patrzenie się prosto w oczy ,aż już przestałem się bać patrzeć sobie w oczy, bo wcześniej był lęk , i mineło , przyszła ulga.
Za jakiś czas, nie wiem, kilkanaście minut , pół godziny poszedłem wymiotować i jakąś taką czarne coś zwymiotowałem, taka zbita była w taką czarną kulę ale takie gdzieś jak piłeczka pingpongowa – tej wielkości ,i tylko to zwymiotowałem, nic więcej.
Dziś byłem na jodze,bardzo intensywne oddychanie i mam jak by lepszą pamięć 🙂
lepszą kondycje wewnętrzną 🙂 ale też zadałem sobie te pytanie jakiś czas temu i je ponawiałem co jakiś czas, od momentu gdy dostałem analizę.

Teraz druga sprawa ,tego nie wiem które z tych zdarzeń było tym kluczowym ,ale to też jakoś w tym okresie było, medytację pustki robiłem,ale to chyba z 8 miesięcy trwało , długo, by wyciszyć umysł i tylko być, obserwować myśli aż wygasną i wygasły pewnego dnia, leżałem,miałem oczy zamknięte,pojawiło się takie błogie narastające ciepło w całym ciele i narastające światło i była tam też taka wiedza w jednej dawce, o reinkarnacji o życiu wiecznym , trudno tą wiedzę opisać bo była ona jak by poza słowami, to ciepło było takie leczące dla ciała-to od razu czułem , i dalej coś było , Boskie to wszystko było ,ale dalej nie doszedłem bo włączył się umysł,ego i lęk się pojawił i wszystko w jednej chwili znikło. Do tej pory nie powtarzałem tej medytacji ciszy umysłu,może kiedyś to zrobię gdy poczuję się na to w pełni gotowy.
Oba te wydarzenia dzielił jakiś okres czasu, ale zdaje mi się na dziś że nie wielki, może z pół roku i te dwa wydarzenia przychodzą mi do głowy z okresu sprzed 10-11 lat kiedy to pozbyłem się krokodyli.
Które z tych wydarzeń zadecydowało , zdaje mi się że te pierwsze opisane ale pewnie oba miały w całokształcie jakieś znaczenie ( a w jakim porządku co się działo to na dziś już nie wiem co było pierwsze , czy światło czy lustro)

Myślę że warto poruszać takie tematy pt. :” jak to było ze mną , jak pozbyłem się krokodyli”. Co prawda u mnie się to zadziało jakoś “samo ze mnie” bo o krokodylach to ja wiem dopiero od kilku miesięcy że w ogóle istnieją 🙂 i od jakiegoś czasu widzę je i jeszcze nie bardzo jestem z tym oswojony.

Tak się przyglądam krok. z różnej perspektywy , i tak mi przyszedł do głowy cytat z Pisma Świętego, może nie dokładnie ale tak to mniej więcej brzmi: ” błogosławieni cisi albowiem oni posiądą Królestwo Boże “.
I tak z perspektywy kościoła wzięcie krok. pasuje trochę do podpisania paktu z ciemnymi siłami , a bycie “cichym” i pokornym, niezachłannym – sprzyja rozwojowi i tu pięknie to widać , prawda odzwierciedla się w wielu źródłach.
Zjawisko krok. i wejść wydaje mi się być bardzo powszechne , w tym życiu miałem z krk. do czynienia od dziecka , “widziałem” je tylko nigdy tego nie mogłem zrozumieć co to jest i o co w tym chodzi.
Tutaj jednak na stronach Świata Ducha zrozumiałem , dociera to do mojej świadomości, tak ważne ,tak powszechne sprawy a tak mało były opisane .

Pozdrawiam Wszystkich .

——————————-

Jak odróżnić osobę mającą aktywne krokodyle?

Osoby obciążone przez krokodyla nazywam nosicielami. Można by je nazywać „gospodarzami”, o ile by miały jakiś wpływ na to obciążenie. Okazuje się, że wpływ ten jest jednak bardzo nikły.

Symbiont to zaś typ pasożyta, który coś w zamian daje. Kr. jak się dowiemy, daje dużo, ale bierze też dużo, chyba nawet czasami więcej. A na pewno na początku daje więcej a mniej bierze – żeby zachęcić do „współpracy”, natomiast z czasem więcej i więcej nosiciel traci niż zyskuje.

Pytanie:

> Z Pana opisu raczej odniosłem wrażenie, ze te krokodylki to całkiem sprytne istoty a nie ‚błędne oprogramowanie’. Może sama nazwa krokodylki mi to sugeruje.

Dobrze pojąłeś, że bardziej to jest istota niż oprogramowanie [czyli wzorce]. To taka pół-istota.

Jak odróżnić osobę mającą krokodyla? Jest to dosyć proste. Najłatwiej znaleźć takie osoby, jeśli zgadza się opis charakterystycznych cech – wystarczy ledwie kilka cech z  poniższego wyliczenia. Osoby, obciążone krokodylem, można określić jednym [bądź kilkoma] z wielu znanych i używanych określeń, jak na przykład [określenia te są zebrane w kategorie]:

jest to osoba ponadprzeciętna pod jakimś względem:

osoba przebojowa, rozśmieszająca towarzystwo [w młodym wieku szczególnie – bez niego/bez niej impreza jest „nudna”, „nie udaje się”]

to osoba aktywna, zaradna [często wybierana albo pchająca się na kierownicze stanowiska]

bardzo niekiedy umiejętna, umiejąca dokonać czegoś, czego inni nie są w stanie dokonać!

tu film  http://youtu.be/30GeJHYoerk

i następne: [link]

Poniżej macie kąpiel w niecce nad wodospadem. Mężczyzna czarnoskóry i białoskóry mają krokodyle, biały ma dużą czakrę podstawy [mówię, jakby komuś to imponowało, niech wie :)]:

[troszkę adrenaliny naszło po tych filmach?]

Wniosek: osoba z krokodylem
szczerze NIENAWIDZI nudy.

A tu, potwierdzenie mojego spostrzeżenia – wykwit pozostawiony przez nosiciela symbionta na płocie [przekleństwa, te codzienne, jak najbardziej, należą do repertuaru symbionta, zwłaszcza astralnego, mało zaawansowanego]:

P1180420

Przebywanie z samym/ą sobą, bez aktywności, bez tego, żeby adrenalina skakała jest dla niej/niego trudne. Trudno takiemu komuś wytrzymać długotrwały spokój. Widziałem wiele, wiele osób, które nie umiały usiedzieć w spokoju, planowały „coś”, co niekoniecznie było mądre, ale aktywności było w tym dużo.

Film: Straszenie klaksonem

w powyższym filmie dwóch „dżentelmenów”- nosicieli straszy ludzi w mieście głośnym trąbieniem. Co ciekawe, oczywiście pokazują się efekty tego:

– kilku chłopców jest bardzo zainteresowanych i akceptujących [3:30] – sami albo aspirują albo mają kr

– większość ludzi reaguje uruchomieniem ciała bolesnego

– pod koniec filmu [9:00] znajduje się ktoś, kto podąża za tym autem i aż uderza w nie, krzycząc aby się zamknęli [ma uruchomione mocno ciało bolesne i najprawdopodobniej duże, aktywne wejście. nasi „bohaterowie” spoglądają na niego jako na ofiarę losu, na naiwniaka. jednym słowem znana postawa: olewać frajerów.]

Silny krokodyl mało kogo pozostawia bez reakcji.

I tego właśnie symbiont chce – chce uwagi [i energii, która płynie za uwagą]. Bez uwagi, bez zainteresowania skupionego na sobie taka narcystyczna osobowość symbionta nie może liczyć na energie, które zbiera, którymi się odżywia. Stąd wniosek – jeśli chcesz, żeby ktoś z symbiontem nie pożerał ciebie, twoich energii, żeby nie krzywdził? – oddal od niego swoją uwagę, swoje zainteresowanie. Może być to trudne, bo przecież on/a cały/a jest jakby „zbudowany/a z atrakcyjności” i mocno przyciąga uwagę podświadomości, Duszy. Jednak można przekonać, nauczyć podświadomość, Duszę, że w takiej relacji więcej tracę niż zyskuję i nie życzę sobie już być nadużywany, wykorzystywany tam, gdzie liczyłem na przyjaźń. 

Cechy kr

Po pierwsze, opisuję całą gamę osobowości, a więc pamiętaj:

Poniższe cechy nie występują wszystkie, czasami występuje kilka u danego człowieka.

Cechy poniższe nie występują cały czas, zwykle pojawiają się na jakiś czas, w cięższych przypadkach trwają dłużej, ale nie cały czas.

Cechy te nie muszą występować w wielkiej intensywności, niektóre mogą być ledwie zaznaczone. Czasami się jednak mogą nasilić, bo mają źródło.

Ogólnie mówiąc, szukając osoby z krokodylem nie spodziewaj się, że to musi być od razu karykatura człowieka. Przeciwnie – ludzie się za nim oglądają, cenią go, wręcz zazdroszczą mu. W tym zasadza się ów paradoks.

Są to osoby z inicjatywą, ambitne, idące przez życie przebojem, czasami zupełnie nie mająca strachu, ale też czasami nie mająca rozumu :), prostego rozsądku.. Bo jak inaczej określić zawieszanie się na słupkach autem w nadziei, że „mnie to jednak się uda”?:

youtube=http://www.youtube.com/watch?v=X1j7caVTy5o

tu łącze do filmu, jeśli go nie widać w tekście: [link]

Mówi się, że można znaleźć go na szczycie, albo leżacego pod płotem – nosiciel kr z czasem nie wytrzymuje i stacza się. Ale zwykle potrzeba do tego jeszcze zatrucia od wejścia, intencji, aby „się poddał”. Jeśli nie ma takiej intencji to mało kto może mu coś zrobić.

Wniosek: osoba z krokodylem jest przekonana [niemal zawsze, na dzień dobry], że zasługuje na jakieś wyjątkowe traktowanie. Już sama ta jedna cecha może być wystarczająca, aby rozpoznać kr.

Jest to taka osoba, która nie odczuwa często lęków [często więc potrafiąca więcej znieść stresu, ale do czasu], nie wyobrażająca sobie skutków własnych działań, osoba mająca siłę przebicia,

  • osoba politycznie poprawna,
  • o dobrych manierach, niekiedy bardzo dobrze wyglądająca, wybijająca się z tłumu..
  • zwykle świetnie ubrana, dbająca o siebie,
  • „mająca gadane”,
  • czarująca, czaruś, uwodziciel, uwodzicielka, kusicielka, .. My wierzymy, że w nim, w niej jest pełnia miłości.. a tu.. – zobaczcie sami:ślimak i taśma
  • osoba ponadprzeciętnie atrakcyjna [o tym później będzie], jednym słowem bardzo może się podobać przeciwnej płci

tu cytat z sieci, ze strony rebirthing.pl [wytłuszczenia moje]:

Aleksander Lowen – znany psychoterapeuta, twórca Bioenergetyki poruszał w swoich tekstach min. ciągle aktualny temat psychopatii.

Charakter psychopatyczny

„Psychopata może robić lub mówić rzeczy, które ranią innych i być przy tym nieświadomym rezultatu tego, co robi. Wrogość nie jest zamierzona i prawdopodobnie dlatego osoba psychopatyczna nie dostrzega w swoich działaniach żadnej wrogości. W uzasadniony sposób będzie zaprzeczała że miała złe intencje, posunie się jednak dalej i zaprzeczy też oczywistemu sensowi swoich działań”.

„Psychopaci są znani z tego, że z łatwością potrafią cię zwieść. Zmuszą cię do uwierzenia, że to, co mówią jest prawdą, być może dlatego że sami w to wierzą albo też dlatego, że sami nie wierzą w nic. Przekonają cię o własnej niewinności nawet jeżeli sam byłeś świadkiem, że zrobili coś złego. I przebłagają cię dzięki swojej niewiarygodnej otwartości„.

„Jeżeli psychopata jest w stosunku do ciebie niewrażliwy albo obojętny, to dzieje się tak dlatego, że rzeczywiście dla niego nie istniejesz. Świadom jest ciebie jako obrazu w swoim umyśle, a jego reakcje są reakcjami na ten obraz, nie na żadną czującą osobę istniejącą w formie cielesnej. Potrafi cię bezkarnie zniszczyć, bo to co robi to dla niego jest tylko wymazaniem obrazu ze świadomości”

„Może wyabstrahować swoje uczucia do poziomu kosmicznego stając się mistykiem. Na tym poziomie będzie rozprawiał o uczuciach, ale będą to tylko abstrakcje lub duchy, a nie zwykłe codzienne uczucia przeżywane przez istoty ludzkie, których życie jest dążeniem do prostych przyjemności i radości”.

koniec cytatu

Te opisy może są dosyć mocne, ale proszę sobie uświadomić, że zwykle nie ma przypadków czarno-białych. Jest całe spektrum obciążeń, od niemal całkowitego zdrowia duchowego, aż do dużego obciążenia. A zwykle spotykamy osoby gdzieś ze środka skali. Stąd tak często trudno nam zorientować się,  z kim mamy do czynienia. Możemy oczekiwać albo osoby zdrowej, albo całkowicie zaburzonej – a „na wpół obciążoną” nie jesteśmy gotowi, przygotowani. A takich właśnie jest najwięcej, więc nic dziwnego, że orientacja nas może zawodzić i „nie wiemy z kim mamy  tak naprawdę do czynienia”. Wahamy się, a krokodyl już nas konsumuje. Bo o ten moment wahania mu chodzi.

W świecie duchowym jeśli ktoś nie jest zdecydowany na coś niemalże bezwzględnie, to jest wiele sił, które już umieją to wykorzystać na niekorzyść.

Tu może przykład. W Norwegii jest bardzo wysoka skała nad jednym z fiordów. Ludzie tam chodzą, aby doświadczyć niezwykłego przeżycia – zobaczyć tak wysoką jednolitą skałę zwieszającą się nad wodą.

Jednakże niektóre osoby, właśnie posiadające to obciążenie, o którym piszę, mają o wiele silniejszą potrzebę doznawania skrajnych przeżyć. Dodatkowo brak lęków przed skutkami popycha te osoby dosłownie na skraj przepaści:

a oto dalsze cechy:

może być to osoba uzależniona [pamiętaj, że niekoniecznie bardzo]:

nałogowiec, „nałóg” [osoba poddana nałogowi], alkoholik, narkoman [oczywiście jest to tuszowane, nie jest miło coś takiego słyszeć..]. Proszę pamiętać, że te stany chorobowe są demokratyczne, zdarzają się na każdym piętrze drabiny społecznej. Taka osoba może istotnie nie wyglądać jak nałogowiec, może się np. kryć, może nie przyznawać się do nałogu [to nic wspaniałego mieć nałóg].

Może to być 2 piwa co tydzień, intensywność nie gra roli – są alkoholicy, którzy umieją dla udowodnienia sobie nie pić i pół roku. Potem już mogą mówić „nie jestem uzależniony”, mimo, iż są – i piją dalej. Kr nie jest sprawą częstotliwości zachowań, ale „wtyczki” energetycznej, czyli symbionta.

Warto pamiętać, że nałóg nie jest koniecznym objawem przy istnieniu symbionta. Widziałem i znam wiele osób, które mają sporego kr. a nie są anie alkoholikami, ani narkomanami. Natomiast przebywanie w ich obecności może być równie przykre, gdy symbiont chce się najeść energii.

osoba taka może mieć trudności emocjonalne:

a więc może być to osoba czasami agresywna, aleksytymik [link],

ktoś bez serca, jeśli chodzi o głębsze relacje, osoba bez empatii [to częste przy tym obciążeniu – i chyba najbardziej bolesne. Przy dużej życzliwości takiej osoby napotykamy się bardzo często na brak wyczucia, co ja mówię!? na brak chęci do zaakceptowania, iż druga osoba w ogóle coś odczuwa! Zwłaszcza dla pań jest to trudne do zniesienia. I – paradoksalnie – tym bardziej je to przyciąga do nosiciela-oprawcy. Wiele kobiet bowiem uważa, iż „ich miłość” to zmieni. Oszukują się, że „w ich przypadku będzie inaczej” i że „im się uda”. A tak naprawdę chęć zmiany nosiciela kr. jest skazana na niepowodzenie. Więcej, symbiont i jego opiekun cieszą się, ponieważ pojawia się osoba, którą będzie można manipulować, która w swej naiwności przyczepi się na długi czas do nosiciela i będzie dostarczać swojego czasu, opieki, uwagi, energii. Tylko tak trzymać! – mówi kr.

kłamca, oszust, osoba trollująca na forach internetowych. Pewnie wiele razy spotykasz się na forach z niewłaściwym, raniącym zachowaniem. Spokojnie większość z tych postów piszą osoby z krokodylem. Jeśli tylko a) czujesz się pokrzywdzona b) chcesz „uświadomić” tej osobie, że się myli, że cię skrzywdziła – to jest duża szansa, iż zaraz nadepniesz gadowi na ogon.

ktoś nieczuły/a [osoba bez empatii],

nosiciele krokodyla są doskonałymi żebrakami! Czy to chodzi o 50 groszy, czy też o miłość [jakby się wydawało do grobowej deski], czy też chodzi o kolejne 2 godziny pozostania po pracy. Biorą na litość JAK CHCĄ!! Wywołują super poczucie winy, jeśli tego czego chcą nie dostają.
Pokazują swoje piękne piórka roztaczając aurę specjalności: jeśli zostaniesz te 2 godziny, to będziesz mieć spore fory u niego/niej, a to nie byle co [jak zapewnia język ciała i wysyłana energia]. No niestety, jeśli się ugniesz, to .. za dwa – trzy dni front może się zupełnie odmienić, a twoje niedawne wszakże zasługi będą pamiętane tyle co zeszłoroczny śnieg. „Nie sprzeciwiłeś się, ale też jakaś zasługa?! Jaka?” Zasługi wobec kr są mało warte, ponieważ kr uważa, że to MU SIĘ NALEŻY, więc jakaż to zasługa???
Z kolei, jeśli powiesz „nie” to kroko zapamięta tą decyzję dobrze – oto ktoś, kto się przeciwstawia. Może ew. ją zapomnieć, jeśli jesteś jednym z bardzo wielu [gubi się w rachubach], ale jeśli jesteś jednym z trzech, to już nie [ma poczucie osobistej zniewagi i to utrzymuje nieświadomie i kojarzy].
Przy nosicielu będzie cię skręcać z poczucia winy [że chcesz postąpić po swojemu] jak bieliznę podczas wyżymania. Zapamiętaj to odczucie i tą osobę, co wywołuje to odczucie – ona najprawdopodobniej ma sporego krokodylca!

mimo swoich lat zachowujący się jak rozkapryszone, rozwydrzone dziecko [co prawda nadal będące osobą dorosłą i utrzymujące wszelkie konwenanse związane z dorosłością]

osoba o osobowości nieprawidłowej, osoba podła [to wiesz dopiero po jakimś czasie, nie rozpoznasz tej podłości przez „dobre maniery” – symbiont jest mistrzem zewnętrznej poprawności. Mimo, iż ktoś jest pokrzywdzony przez kr, to takiemu komuś trudno określić sposób na który został nadużyty, zwiedziony, oszukany. Naprawdę musi się dobrze zastanawiać, bo podświadomość ofiary nie wie do końca co się stało.. Stąd więc trudno nazwać kogoś osobą podłą i stąd pojawia się polityczna poprawność, aby nie używać takich określeń. Po części racja – jeśli oskarżymy w oczy symbionta to dostaniemy po kościach, oj dostaniemy..]

Jeśli stoisz po jego stronie

Jeśli stoisz po jego stronie, jest do rany przyłóż. Jesteś w jego klubie – masz trochę spokoju. Albo dużo spokoju i dobrą zabawę !!! To może się podobać!
Krokodyl postrzega takiego spolegliwego kolegę, taką koleżankę jako „należącego do siebie” – będzie go dobrze traktować, ale także subtelnie wykorzystywać. Tym się różni od wejścia, które jednak dobrze postrzega drugą osobę.

Kr nie postrzega osób tak samo jak wejście, można powiedzieć, że postrzega je jak postacie na filmie, jako coś mało realnego. Stąd nie ma się co dziwić, że nosiciel kr. jest w stanie np. krzywdzić swoich najbliższych – nie czuje ich dobrze, nie odczuwa ich „prawdziwości”. Są dla niego nieco jak postacie z gry komputerowej, w której postacie po mocnym poturbowaniu wstają i nic im nie jest, gdzie ktoś może spaść z drugiego piętra, wstaje i się otrzepuje. Do takiej wersji świata przekonany jest podświadomie nosiciel kr. Natomiast prawda jest inna: prawdziwi ludzie, którzy spadają z drugiego piętra zwykle łamią ileś kości, a także umierają i nie wstają już. Człowiek pobity zaś może dochodzić do siebie ileś miesięcy, a jego psychika zwykle przechowuje to przeżycie latami. Tego oczywiście kr. nie chce w swojej łaskawości wiedzieć i odpowiednio zmienia postawę nosiciela: „ale co się stało?!” – zdziwienie… Jakby się nagle narodził i zupełnie nie był świadomy efektów [zwłaszcza destrukcyjnych] swojej działalności. To u ofiary może wywoływać furię – nie tylko mocno zaszkodził, ale w ogóle, na taki prosty, zwykły ludzki sposób nie ma ŻADNYCH wyrzutów sumienia!! Jakby oglądał sytuację w kinie.

[o ofiarach link]

Nosiciel krokodyla lubi być w synchronii z kimś, kto jest mu uległy, ponieważ to wspiera jego decyzję o posiadaniu symbionta i przekonuje, że bycie „ponad innymi” jest ok. Taka osoba traktuje znajomych, dom, pracę jako „swoje rozszerzenia”, z którymi właściwie może robić co chce. Najlepiej wiedzą o tym żony, zwłaszcza te, chcące mieć swoje zdanie.

Wejście traktuje ludzi manipulatywnie, ale jednak postrzega ich jako osobne istoty, do których się odnosi [jakoś]. Kr traktuje ludzi niemal jako postacie z filmu. Jeśli więc zakochałaś się w osobie z mocnym kr to biada – będziesz mogła nie czuć się kochana osobiście, bo on nie widzi konkretnie ciebie jako kogoś do kochania. On widzi postać, jakby z filmu, z gry komputerowej [porównanie wziąłem z ecoego.pl]. Czy chciałabyś być dla kogoś postacią z ekranu komputera? Czy wobec postaci z ekranu można mieć naprawdę takie uczucie, jakiego się spodziewasz? [przy niewielkim obciążeniu to może nie występować – może tylko będzie odczucie „przyjaźni” zamiast miłości i psycholog będzie mówić, że taki ktoś ma kłopoty z zaangażowaniem]

Gdy jesteśmy po jego stronie, to jest ok, zdecydowanie ok! Wręcz i nam krokodyl sprzyja! [tego właśnie oczekują panie w swoich mężach, dlatego wychodzą za nosicieli krokodyli].

Jednak niedługo musimy zacząć akceptować jego aspołeczne, egoistyczne postawy. W przypadku małego symbionta te postawy są ledwie zauważalne, wręcz oczekiwane [„to dobrze, że masz tak silne własne zdanie!”], ale owo „własne zdanie” u dużego symbionta okazuje się władzą absolutną, pod którą dziwnym trafem się znaleźliśmy…

Jeszcze gorzej jest, gdy partnerka nosiciela zaczyna mu wymawiać błędy… gdy się nie godzi np. ze względu moralnego na niektóre jego czyny.

Jeśli nie zechcemy akceptować postaw aspołecznych, narcystycznych – kr. spojrzy się na ciebie z głębokim zdziwieniem – „jak to, co ty mówisz! przecież mam do tego prawo aby postępować raniąc kogoś, zawłaszczając kogoś, czy też nie biorąc go pod uwagę…”I runie presją subtelnych, wysokich, przymuszających energii. Znasz szefa, który nie spotyka się z kontrą, z konfrontacją podwładnych? Ma najpewniej władczego krokodyla albo więcej niż jednego kr. Do takiego gościa trudno podejść bez trzęsiawki – energie subtelne to robią, to efekt ich emisji przez kr.

Osoba z wejściem manipuluje otoczeniem, jednak pozostawiając osobność drugiego człowieka nienaruszoną, ma podstawowy „respekt”, widzi go, chociaż nie liczy się z prawami drugiego człowieka.

Nosiciel kr postępuje inaczej, już nie ma tego „respektu”, on ma poczucie władczości [te silniejsze typy kr]. Jego zakres posiadania dotyczy innych osób, które nie mają nic do powiedzenia, kr postrzega swoje otoczenie jako swoją własność.

Osoby nie są postrzegane przez symbionta [zwłaszcza dużego] jako osobne byty. Kr. widzi w innych ludziach.. pożywienie. Nie chodzi tu o samego nosiciela, jak on/a to widzi, tylko o tą „wtyczkę”, która się od czasu do czasu aktywuje.

W przypadku małego symbionta można odczuć jedynie pewną „obcość”, pewien dystans wobec nosiciela i nosiciela wobec nas, wydawałoby się „zdrowy” dystans.

Kr zawłaszcza swoje ofiary bez postrzegania ich praw. Jeśli jest przyjazny wobec otoczenia, to najpewniej uważa i ma tego dowody, że ofiara jest pomocna i akceptująca. A ofiara często z kr się zgadza, więc jest z nim jednością. Śmieszne, ale właśnie tacy ludzie potrafią mówić o „jedności z Wszechświatem” najbardziej przekonująco. Doświadczają jej bowiem. Jednakże nie poprzez akt mistyczny, a poprzez działanie mocnego obciążenia duchowego, przez bycie „zjedzoną”.

Osoba z kr jest naiwna, wydaje się takiemu człowiekowi, że otoczenie zapomni, kim jest, co zrobił złego komuś. Powraca do swojej ofiary z tym „pozytywnym nastawieniem” jakie miał przed zrobieniem krzywdy. Powraca któryś kolejny raz i mówi z uśmiechem: „to co, już w porządku, już ci przeszło?” Oczywiście ma w zanadrzu kolejną [zwykle średnio moralną] propozycję współpracy [czytaj: na dłuższą metę nadużycia].

Nie zauważa że komuś się stała krzywda przez niego/ją. Bardzo chętnie używa argumentu czyjejś odpowiedzialności za swoje życie.

NIESTETY, wiele osób, zwłaszcza pań, nie chciałoby pamiętać dawnych przewin „tak wspaniale prezentującego się kogoś”. Zwłaszcza, że on powraca do niej. Taka pani nie chce pamiętać i przyjmuje „skruszonego” partnera, okłamując siebie, że on jest „inny”, że „zrozumiał”. Albo, że „on tak się stara w pracy”, „przecież przynosi pieniądze”. „Kochanie, to nie tak jak myślisz!” – sugeruje krokodyl. A ona taka „kochająca”, taka „wybaczająca”, taka dobra dla niego. Dobra w swoich oczach – przecież nauczono ją, że powinna tak postępować, przecież Jezus nakazywał przebaczać 77razy! Jakby nie przebaczyła, jakby nie dała z siebie zrobić szmaty, to by się czuła „zła”, niedobra moralnie. Przecież krzywdzicielowi trzeba zapomnieć krzywdy! – i oto jak pięknie pasione są owce idące na rzeź krokodylą.

A on, co robi, wróciwszy do swojej partnerki po „otrzeźwieniu” z zaburzonego stanu emocji? Nic od ostatniego ataku nie zrozumiał, nawet nie próbował. Natomiast sporo zapomniał i dlatego taki jest wesoły. Znowu mocno przyciąga, bo jest mocno atrakcyjny. I pani kolejny raz gotowa jest się dać nabrać.

Za kilkanaście dni pani odczuje to na swojej skórze w czasie kolejnego epizodu narcystycznego/psychopatii.

To, że symbiont zapomni swojej winy, nawet nie będzie chcieć tej winy poznać to jedno. Będzie ZUPEŁNIE przekonany, że NIC, kompletnie nic się nie stało. Tutaj mamy przykład ingerencji Opiekuna, przykład, jak bardzo wysokie energie mogą zmieniać świadomość ofiary, czyli w tym przypadku dajmy na to partnerki. Symbiont przekonuje z taką pewnością siebie [z energiami z b. wysokiego poziomu adi], że pani po prostu zaczyna wątpić w SWOJE wspomnienia. Dlatego tak wiele partnerek, żon, kochanek nie pamięta złych zdarzeń, nie chce o nich mówić, nie chce raportować kłótni, pobić, gwałtów na policji. Przykre ale prawdziwe.

Drugie to to, że za diabła nosiciel nie będzie chcieć kogokolwiek przepraszać. ON TEŻ jest przekonany z taką samą siłą do tego, że się nic nie stało! Więc dlaczego miałby cokolwiek słuchać o jakichś wspomnieniach, których partnerka jeszcze do tego nie jest zbyt pewna?

Tu warto pokazać, jak popularna kultura nie zauważając ludzi z symbiontem, rozsyła DO WSZYSTKICH przekaz o tym, że warto siebie kochać. Zobaczmy obrazek:

dla siebieJest to spory paradoks – osoby z krokodylem stosują się do wielu z tych punktów!

Co ciekawe? Ta tablica jest prawie cała czarna.. Kolory mają wibrację, coś przekazują..

Czy ktoś z kr. robi dla siebie dobrze? Robi.
Mówi to, co ma na myśli? Tak, bezwsydnie, bezczelnie a nawet i przebiegle.
Nie stara się podobać, kr. za niego to i tak zrobi.
A nawet do ostatniego: „Kochaj!” – oni/onee mówią, że na swój sposób kochają! I co im zrobisz? Jak nie ma odpowiednio podefiniowanego kochania, jak osoba tak „kochana” nie jest asertywna, to agresor może nadal kłamać.

Te wskazania, jak się domyślam, były pisane do osób z przeciwnej strony – do współuzależnionych, którzy mają trudności w przyjmowaniu tych postaw. Jednakże nie jest to napisane do kogo jest to przeznaczone. Ludzie nie rozpoznają obciążeń u innych i tak leci – osoby z kr. są utwierdzane w swoich chorych postawach.


Jeśli nie słyszałeś z czyichś ust nigdy słowa „przepraszam”

  • to jest bardzo podejrzane! bądź w pogotowiu !!! – taka osoba bowiem nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami. Jakby miała, miałaby współczucie, zrozumienie. A to świadczyłoby, że nie ma dużych obciążeń.

 

osoba ta widzi winę nie u siebie, a u innych. Osobiście kiedyś czułem się nadużyty mocno przez to, że pewna pani nadawała godzinami mi przez telefon o swoim życiu, o kłopotach itp. Po czym zdenerwowała się i zaczęła mi wymawiać: „tak źle się ze mną obszedłeś, przez godziny całe tylko mnie słuchałeś i słuchałeś!” – coś takiego mówiła, ja zbaraniałem. Nie dała mi dojść do głosu, o nic mnie nie pytała, a na koniec zarzuciła, że źle ją traktowałem. Ale krokodyle mają swoje własne podejście do sprawy.. mają spore wysokie negatywne energie, które nas bardzo przekonują, że mimo, iż mamy argumenty, to nie mamy racji… [przynajmniej energetycznie – taki jest skutek manipulacji energiami].

poniższe cechy pochodzą z tekstu „Jak rozpoznać narcyza zanim będzie za późno” tu link  z moimi opisami:

  • taka osoba bardzo często uważa, że zasługuje na specjalne traktowanie. Jeśli parkuje, to nie zważa na trawniki ani, że komuś zajeżdża wyjazd. I nawet nie przejdzie mu/jej myśl, że czyni coś niecnego. Świat takiej osoby wygląda inaczej niż zwykłego człowieka. Wyobraź sobie, że oto na świecie jest o 70% mniej zakazów, z przykazań Bożych zostały 2 w porywach 3 i to też z przymrużeniem oka. Fajniejszy świat jest? A poza tym, świat to teren świetnej zabawy! Jesteś tego warta/y – to podświadoma mantra krokodyla. Nic dziwnego, że specjalne traktowane jest w pakiecie.
  • Jeśli postawione są na przyjęciu kanapki, to zjada te najlepsze [jak np. w filmie „Masz wiadomość”] uważając że TO ON jest właśnie uprawniony do tego. Nawet przez myśl mu nie przyjdzie, że ktoś inny też by chciał, bądź aby zapytać.O nie – przecież on tu jest lokalnym bogiem, prawda? [to podświadome przekonanie] Jest przy tym na tyle skromny :), że nie będzie nikomu tego udowadniał, ba, nawet nikogo o tym nie poinformuje, nadal pozostanie miły i uprzejmy.
  • Jeśli żąda pensji, to bez względu na możliwości pracodawcy. Jeśli ustala plany, to nie widzi pomysłów innych [owszem, zauważa je, ale traktuje jakby zupełnie nie miały związku ze sprawą].
  • taka osoba stara się „przynależeć”. Jakże starannie wymawia słowa „witaj w klubie!”. Oczywiście chce pochwycić kogoś w obrąb swoich zależności energetycznych [czyli do swojego klubu]. Próbuje się otaczać osobami wartościowymi i wynosić [zupełnie „naturalnie”, automatycznie ponad nich]. A jak ja nie chcę do takiego klubu należeć?
  • narcyz lubi używać języka pozbawionego emocji. Taka postawa „kuul”, o, zobacz, jaki jestem zdystansowany, jak mnie to nie porusza..
    Oczywiście podświadomie namawia do tego otoczenie, powodując stępienie emocjonalne i uczuciowe, spłycanie relacji.
    Powoduje swoimi energiami zaburzenie relacji, nieuchronne zmniejszanie bliskości [nawet jeśli nosiciel jest sympatyczną osobą!]
    Daje to jednocześnie poczucie „radzenia sobie” z trudnymi emocjami, poczucie wychodzenia „ponad” jakąś sprawę.
    Niestety są to jedynie ułudy, żadnego problemu emocjonalnego, uczuciowego, istotnego problemu w związku w taki sposób nie da się rozwiązać.
  • Bycie ogromnie serio na temat siebie samego. Nie chodzi o to, że nie ma uśmiechu na ustach. Bo często ma. I do tego wygląda na osobę niezwykle otwartą, szczerą.
    Ale on sam, ona sama – to nie temat do rozmów! Żadnych!
    Terapeuci mówią, że takie osoby mają osobowość wykutą w kamieniu. Oj, nie pożartujesz bracie z takiego człowieka. Nie da ci na to pozwolenia. Tu zawiera się łatwość z jaką narcyz może być zraniony [a właściwie jego ego]. To jest tzw. kruche ego, wrażliwe na jakikolwiek docinek. Okazuje się, że wcale taki „kool”, zdystansowany nie jest. Przeciwnie – jest drażliwy do przesady, wręcz prowokacyjny na swoim punkcie, na punkcie swojej ważności. Będzie testował na ile może „zaistnieć” w środowisku, np. podając obsceniczne kawały albo przeklinając [no zobaczymy, czy ktoś będzie fikał i mi zwróci uwagę, to go wtedy zaatakuję pokazując jakim jest frajerem].

    Pamiętasz, aby kiedyś powiedział kawał? Zwłaszcza o sobie, żeby siebie poddał wątpliwości?

Jego kruche ego potrzebuje częstego podtrzymywania pochwałami, schlebianiem. Wchodzi więc w takie kręgi, tak się pręży, aby to zaspokojenie ego uzyskać. Jakże jednak można być prawdziwie chwalonym i jednocześnie zupełnym urwipołciem? Nie daje rady – dlatego narcyz ma tak wiele kłopotów z otrzymywaniem pochwał. Jednocześnie krokdodyl daje mocne wsparcie – pokazuje prawdziwie nadludzkie energie. I w stosunku do tych energii zwykli ludzie istotnie wyrażają zachwyt. To wreszcie daje narcyzowi zaspokojenie, ale i utwierdzenie, że posiadanie krok. jest bardzo pożyteczne.

  • narcyz potrzebuje wysokiego poziomu stymulacji psychicznej. Dopiero przy odpowiednim natężeniu, nakręceniu emocji zaczna czuć „żywotność”, przy niższym czuje się na wpół umarły. Więc do kręćka [nieświadomie] dąży.
    Świetnie do tego nadają się różnego rodzaju napięcia emocjonalne, kłótnie, sprzeczki, „problemy”. „Czemu więc nie iść ku nim, jak tak dobrze się w nich czuję?” – to podświadome przekonanie.
    To okresowo powtarzające się interakcje z obiektami swoich konfliktów podtrzymują wewnętrzne zamieszanie, utrzymują narcyza w gotowości, napełniają go odurzającym poczuciem, że żyje.
    Panie tu mają o wiele gorzej, ponieważ sytuacja „o, coś się dzieje” rozgrzewa je. Dusza kobiety pragnie, aby się coś działo. Niestety, socjopata, psychopata jest świetnym generatorem „coś się dziania”. Problem jest „po” owym wydarzeniu. Okazuje się, że myślenie nie było zaangażowane i oboje są umoczeni.
  • narcyz wewnętrznie często jest oburzony, ale nawet tego nie chce pokazać. Utraciłby wiele blasku, zna społeczną cenę ukazywania swoich afektów. Jedynie w sytuacji prywatnej jest zdolny do rozjuszenia na kogoś, kto nie jest „po jego stronie”. Może naprawdę zdziwić.

może być to osoba opisywana przez specjalistów jako psychopata. Psychopatia to ułomność uczuciowa. Widzisz czarującego faceta, czarującą kobietę. Myślisz sobie – taka ładna osoba pewnie też jest miła, przyjazna, wręcz urocza.. A jak się uśmiecha, a jakie ma ruchy ciała! A jaką energię rozsiewa wokół – pewność siebie, zaradność, radość. Pełny czar.
A tu po jakimś czasie okazuje się – ZONK! Nic z tego – jest tylko ładna, atrakcyjna, obrotna ale może nie być ani uczuciowa, ani miła, ani przyjazna, ani co więcej urocza. Szukasz źródła owej specjalnej [prawdziwie niezwykłej] energii. I – nie znajdujesz w tym kimś!! Ta energia ją/jego opanowuje, ale odchodzi. I pozostaje znerwicowany, zalękniony ktoś, kto nie ma pomysłu na życie.
Zwłaszcza, jeśli masz na myśli stały związek. To nie jest zasada, bo i ładni ludzie są mili i uczuciowo zdrowi, ale często tak jest, że nabieramy się na opakowanie..

socjopata, wredny [jest taka książka „Wredni ludzie”], np. szef stosujący protekcjonalny ton a potem działający na niekorzyść pracownika, stosujący tzw. mobbing.

wściekły – są osoby z symbiontem które nie znoszą, iż otoczenie ma inne zdanie. Z pomocą kr podporządkowują energetycznie swoje otoczenie i narzucają swoje postawy, przekonania, wybory. W takim domu dzieje się źle, ponieważ „tylko pan domu” ma rację. Dzieci są wściekłe, ponieważ nie daje im wzrastać zgodnie z ich wewnętrznymi potrzebami i nawet do spraw, do których nie ma prawa, wtyka swój nochal – np. do zakupów z własnych oszczędności dziecka.

osoba z ADHD, może crazy driver na filmie na youtube to ma? 🙂

czy wreszcie klinicznie podchodząc może być to osoba opisywana przez specjalistów jako psychopata, socjopata, – jeśli zastosować terminy medyczne, psychiatryczne. [tak, tak, medycyna dobrze zna takie przypadki, chociaż nie opisuje przyczyn ezoterycznych, to jednak psychiatrzy dobrze są zorientowani w temacie] Ja wiele razy się zastanawiałem, dlaczego ezoteryka i psychiatria nie schodzą się – ezoteryka wydawała się „przesłodzona”, natomiast psychiatria nie dawała wytłumaczeń, tylko opisy.

Jak widać, potoczne lub fachowe określenia, które tu zastosujemy są ogólnie znane. Nie odkrywamy Ameryki jeśli chodzi o opis zewnętrzny.

Te określenia nie muszą występować wszystkie jednocześnie

i zwykle jest tylko kilka z nich, ale może występować ich kilka z różnych kategorii, np. „osoba o dobrych manierach, pijąca, nieczuła”.

I określenia te nie muszą stosować się przez cały czas do danej osoby. Wiele czasu możemy go/ją obserwować jako „normalnego człowieka”, i to człowieka atrakcyjnego, przyciągającego swoją osobą, swoim zachowaniem [o tym później będzie]. Ale np. co dwa tygodnie gościu ma jazdę. Albo ciąg alkoholowy, albo zaczyna zachowywać się mocno aspołecznie, bezwzględnie. Ta różnica wydaje się tak ogromna, że przecieramy oczy, czy to rzeczywiście nadal jest ten nasz miły znajomy?!!

Tu jest ukryty pewien mechanizm – nosiciel krokodyla NIE postępuje ciągle tak samo.

Co prawda w ostrych przypadkach może taka osoba być bardzo jednoznaczna, np. niektóre postacie medialne. Pewna osoba, dobrze znana z TV ma wysokie mniemanie o sobie. Niemalże wszystkich lekceważy, wypowiada się lekceważąco, a jednocześnie jest obecna w mediach. One niechybnie zarabiają na jej wizerunku. Łatwo można [jak mój tato] zdenerwować się na jej sam widok, czy wspomnienie. Natomiast trzeba mieć dużego krokodyla, żeby tak postępować.

Krokodyl pojawia się co jakiś czas

Jak sobie go wyobrazić? Kiedy on się pojawia?

Weźmy sobie pod uwagę mężczyznę z kr [mężczyźni chyba częściej mają krokodyle]. Przyjrzyjmy się jego osobowości.

Psychologia mówi, iż osobowość jest zestawem wzorców [można powiedzieć także ról], które dopasowują nas do realności życia codziennego. A więc poniżej możemy przedstawić owe role w postaci zestawu pudełek, z których jedno aktualnie jest uruchomione. Tu ten pan akurat prowadzi samochód, uruchomione jest pudełko pod nazwą „kierowca”. Przedstawiamy to za pomocą „dymka” – to ten wzorzec jest w stanie „mówić”, działać zupełnie autonomicznie i w dużej części automatycznie. Nie trzeba się bowiem zastanawiać „jak być kierowcą?” jeśli się ma za sobą skończony kurs prawa jazdy i osiem lat jeżdżenia samochodem. Wsiada i jedzie.

wyob_kr01

Mój kolega role osobowości nazywa „fazami”. Można tak powiedzieć, ponieważ poszczególne role są przyjmowane raz za razem, w kolejności związanej z potrzebami pojawiającymi się na bieżąco. W życiu naszego pana mamy fazy jeżdżenia samochodem, bycia sąsiadem, mężem. Powtarzają się też one i zmieniają między sobą.

wyob_kr02

Tak to się przedstawia u osoby zdrowej. Gra ona od czasu do czasu poszczególne role społeczne, wykorzystując odpowiednie, kompetentne i adekwatne do sytuacji wzorce.

No pięknie. A gdzie gadzina?

Proste – gad jest kolejną „fazą”, która się pojawia. Osoby wychowujące się w domu gdzie np. ojciec był alkoholikiem, wiedzą, że oprócz bycia mężem, ojcem, kierowcą itd., ów pan bywał również .. kr…

Spróbujmy zawęzić nasze pudełka, aby się ich więcej zmieściło, oglądamy dłuższy okres życia tego kogoś.

wyob_kr03

Pierwsze pole – sąsiad – pan rozmawia z sąsiadem. Drugie – zakolegują się, idą na piwo. Trzecie – pan wraca i rozmawia z żoną [jako mąż]. Żona go oskarża, że jest pijany. Kr z kratki czwartej sprowokowany zaczyna atak. Po spaniu i przetrzeźwieniu idzie do pokoju córki i ma relację jako ojciec. Są więc okresy, gdy człowiek niemal całkowicie oddaje się pod władanie symbionta. Wtedy istotnie „nie jest sobą”. Oczywiście, uruchamia mu się ciało bolesne, natomiast nie widać tego, nie postrzegany jest jako „cierpiący”. Niby nic mu nie jest. Wręcz odwrotnie, w okresach aktywności kr. nosiciel jest chroniony przez kr i wtedy osoba taka jest postrzegana jako najbardziej agresywna, władcza, zachłanna, bez granic. Ta jedna cecha – zawłaszczanie, uznawanie całkowicie czegoś lub kogoś za swoje jest jedną z podstawowych cech kr. Podobnie jak u wejścia. Duch wejściujący jest totalnym manipulantem, uważa, że ma prawo kierować każdym, w każdym obszarze życia i z zupełną bezwzględnością.

Krokodyle od wejść różnią się jak zawłaszczanie i manipulacja. Gdy przemyślisz dokładnie różnice między zawłaszczaniem a manipulacją, będziesz dobrze odróżniać krokodyla od wejścia.

W tym przykładzie kr był aktywny raz. Jednakże z czasem symbiont zaczyna się rozprzestrzeniać w życiu naszego bohatera. Fazy „kr” są z czasem częstsze, bowiem alkoholizm jest chorobą postępującą [występuje tu kr astralny]. I oczywiście osoby z otoczenia są coraz bardziej pokrzywdzane przez symbionta wraz z rozwojem owej choroby.

wyob_kr03a

 To jeszcze nie koniec. Kr nie jest zwykłą „fazą osobowości” – nie jest ludzkiego pochodzenia, ma podlinkowanie do wysokich, nadludzkich energii. Stąd pokoloruję tą tabelkę tak:

wyob_kr04

Już jesteśmy na końcu prezentacji. Oto mamy fazy [wzorce] osobowości, które pojawiają się od czasu do czasu, razem z kr. Dodatkowo niebieska podkreślająca linia oznajmia nam, że wibracje symbionta zawsze gdzieś tam są obecne, natomiast aktualizują się, pokazują od czasu do czasu przy bezpośredniej aktywności symbionta.

Jak rozmawiam z takim „kimś” 🙂 to czuję często bezpośrednio energie kr mimo, że nie jestem atakowany. Już sam kontakt z tymi energiami może być co najmniej nieprzyjemny.  W czasie rozmowy nosiciel może nie jest świadomy, ale „puszcza” wstawki z krokodyla. Są to zwroty, odpowiednio dobrane słowa, które „zaczepiają” za aurę potencjalnej ofiary. Oczywiście niektóre z tych słów są raniące, i rozmówca słuchający nosiciela, mający np. obniżone poczucie własnej wartości, albo z uruchomionym ciałem bolesnym zaraz zareaguje: „nie mów do mnie w ten sposób!” [w domyśle „to mnie rani! czuję się przez te słowa zraniony”]. Jednak zwykle nosiciel ma w nosie takie uwagi. Zaś jego kr już wie, że ta osoba jest podatna na ranienie i że będzie można ją urobić  na długookresową swoją ofiarę. I się bardzo cieszy, że odnalazł kolejne źródło zasilania.

Podsumujmy. Energie krok. przenikają co raz przez własne energie człowieka – nosiciela. Są potężne, więc i ten człowiek mocno zyskuje na wizerunku [co wykorzystuje się w polityce]. Są raniące, więc i ten człowiek zyskuje miano raniącego [mniej lub bardziej: od nieuważnego, poprzez irytującego, nieprzyjemnego do chama]. Kto zaś schowa się „pod skrzydła” nosiciela, uruchomienie kr będzie postrzegał jako „obronę swoich słusznych praw” [tak zwykle postępują kobiety, biorąc sobie nosiciela za partnera życiowego].

Kiedy ktoś uwalnia się od kr, to występują dwa zjawiska. Po pierwsze energie krokodyla usuwają się [te niebieskie z obrazka powyżej. Po drugie pozostają wzorce postępowania dostosowane do współpracy z kr. Czyli bycie kolegą z oczyszczonym kr to nie to samo co bycie kolegą bez kr. Wzorce zachowania „bycia kolegą” mogą być różne. Można być dobrym kolegą, albo nieuważnym kolegą, albo słabym, a jednak kolegą. Nosiciel z kr jest kolegą czasami raniącym, a jednak czuje się, że ów ktoś chce się kolegować.

Do ostatecznego oczyszczenia się z kr potrzeba przeprogramowania się na czyste wzorce [„czystą osobowość”]. Kto nie miał krokodyla, nie musi mieć we wzorcu przyjaźni koleżeńskiej elementów raniących. Natomiast kto miał krokodyla ma owe elementy raniące we wzorcu przyjaźni, chociaż może już się oczyścił z kr. Kiedyś pewna pani zapytała się, czy ona jeszcze ma kr. po odbyciu pewnego warsztatu oczyszczającego. Sądziła, że się od krokodyla uwolniła. Miała rację, praca na owym warsztacie oczyściła ją z tego. Jednakże wywahałem coś, co pozostało z kr., mimo, iż go już nie było. Na wtedy nie umiałem tego nazwać. Teraz wiem, że były to nieoczyszczone wzorce osobowości. Ona, jako osobowość jeszcze miała „chętkę”, tendencję do postępowania jak wcześniej, ponieważ nie miała wyuczonych innych, zdrowych zachowań. Ale wyuczenie się zdrowych zachowań wydaje się być o wiele łatwiejsze, niż samo pozbycie się kr.

Osoba o dwóch twarzach

„- Maciek to taki dobry chłopak,
… tylko czasami robi się taki agresywny..”

„Nie jest ciągle psychopatą! – przecież nie mogę nazwać go chorym psychicznie. Czasami przecież jest bardzo miły, szarmancki a nawet pociągający.”

A przynajmniej tak to wygląda – i daje wiele, wiele nadziei – co również jest jednym z mechanizmów przyciągającym ludzi do tej osoby.

Takie wypowiedzi słyszałem wielokrotnie.. Wątpliwości i jeszcze raz wątpliwości – po prostu ludzie szukają jednego, niezmiennego profilu osobowościowego. Chcą widzieć dobrze, pozytywnie, przecież mówiono im, aby przebaczać, aby być dobrymi dla innych. Stąd taki dysonans poznawczy. Skąd nagle zupełnie inne zachowanie u takiego kogoś?

A tu jest inaczej – są spore zmiany, czasami nie wiadomo z kim się ma tak naprawdę do czynienia – i to też jest symptom.

Np. alkoholik może być  określany jako „dusza człowiek”, ale czasami wyjdzie z niego zwierzę i weźmie górę nad w miarę przytomnym umysłem. To, jak bardzo krokodyl przejawia się, zależy od stopnia obciążenia. Stopień ten może być niewielki, średni albo duży. Potem może przepraszać, korzyć się, ale co napsuł, tego nie zdoła naprawić.

Kłamca, oszust może mieć dobre relacje ze znajomymi i być postrzegany jako miły człowiek, … dopóki nie wyjdzie jakiś jego duży numer.

[najprawdopodobniej samo oszukiwanie też temu człowiekowi nie za bardzo jest miłe, ale traktuje je jako coś .. z zewnątrz,

Nie umie wziąć za nie odpowiedzialności ani nie chce/nie umie tego zaprzestać. Tak jak alkoholik nie jest w stanie sam przestać pić.

W jakiś sposób ma rację, ponieważ kłopoty tworzy symbiont, nie nosiciel, który nie czuje się za to odpowiedzialny.

Ale na pomoc pojawia się owa „polityczna poprawność”, która każe nie nazywać spraw po imieniu, każe stosować eufemizmy. I sprawa jest zwykle niezanalizowana – choć nadal jest zagrożeniem.]

Narkoman może być świetnym kolegą… do momentu, gdy wywinie taki numer, że powali z nóg.

[najprawdopodobniej odurzanie się traktuje ta osoba jako coś.. wręcz potrzebnego, na pewno pozytywnego, lecz nie umie zidentyfikować się z tym procesem „brania”, tak jakby były okresy czasu, gdy to ktoś inny bierze.. Gdy nałóg wygra, taki ktoś potrafi się bez żenady włamać do sklepu albo okraść.]

Narkoman zresztą „nie jest ciągle narkomanem”, ponieważ nie chodzi stale nawalony do pracy czy do szkoły.

[przekonanie o tym, że ktoś jest narkomanem tylko wtedy gdy jest odurzony nie jest prawdziwe]

Alkoholik może pisać wspaniałe piosenki, ale czy jego rodzina się dobrze ma? Wielu twórców było i jest alkoholikami. Czy to zmniejsza piękno piosenek? Nie. Czy to zmniejsza skutki tragedii, których byli owi artyści przyczyną? Też nie.

[alkoholik często nie umie przestać pić, ponieważ nie wydaje mu się, że to on „zawinił”. jeśli nawet coś się dzieje po alkoholu,

to „nie jest on”, zapytajcie następnego dnia 🙂 . trudno też takiego kogoś oskarżać – mamy przeświadczenie, że istotnie

„coś się z nim stało niedobrego”, i to coś przyszło jakby nie z niego. I to istotnie jest prawda.]

O dwoistości przejawiania się takiej osoby jeszcze będzie napisane poniżej.

.

Różne wielkości

Można pokazać, że obciążenie symbiontem ma OGROMNIE DUŻĄ rozpiętość. To zjawisko mocno utrudnia odkrycie obciążeń, ponieważ nosiciele z niewielkim kr. zachowują się inaczej niż ci, którzy mają dużego kr.

Niemniej przejście od małego kr do większego jest możliwe, byle tylko było zapotrzebowanie. Dopiero osoby o starszych duszach, bardziej zaawansowane duchowo już mogą mieć uśpionego, małego krok. i wtedy nawet same są zdziwione, że coś takiego może ich dotyczyć.
W przypadku niektórych osób aktywnie rozwijających się duchowo [np. poprzez jogę] obserwowałem „zasypianie” krokodylich energii. Nie byli oni więc tak agresywni wobec otoczenia, energie symbionta były wyciszone.

Obciążenie to jest [tak jak choroba alkoholowa] dotknięte syndromem zaprzeczeń. Nie ważne, jak duży czy mały jest kr, to taka osoba będzie raczej nas uważała za niespełna rozumu, niż sama będzie chciała rozważać coś z tego, co o niej myślimy. No i będzie dopatrywała się wielu różnych innych wytłumaczeń swojego stanu [kr nie chce się ujawnić]. Znam ileś osób, które się sporo denerwują, gdy dopuszczają do siebie myśl, że może być z nimi coś nie tak..

 

Wielkość krokodyla ma znaczenie

Osoba z małym kr. jest:

– przyjazna, ale psycholog powie, że ma kłopoty z zaangażowaniem
– może wydawać się „zafiksowana” na jakimś etapie rozwoju, sama może nawet się zastanawiać, czemu dalej nie postępuje w rozwoju?
– może być przyjazna i pomocna
– kr już nieco wpływa na postrzeganie świata, nie na darmo został wzięty. Rozważanie poza obrębem akceptowanym przez kr jest postrzegane jako co najmniej „dziwne”, jak nie „niekorzystne”. Lepiej pozostać w swoim obrazie świata, nie zmieniać postawy.

Osoba ze średnim kr. jest:

– dla świata interesująca, ale nie wiąże się w głębokie uczuciowe relacje, jest zdystansowana a inspirująca, wręcz czarująca, cóż za pociągająca mieszanka!
– przyjazność już tutaj jest zmniejszona, czuje się dystans, ochłodzenie, specjalnie na tym cierpią dzieci takiej osoby – przecież one potrzebują bliskości rodzica!
– mogą występować wzmożone postawy aspołeczne [nie dotyczące grona znajomych, które jest „pod kuratelą”], np. przekraczanie przepisów ruchu drogowego generujące niebezpieczeństwo dla innych.
– postrzeganie świata się komplikuje [patrz część „stworzone światy krokodyli”]. Proste sprawy zostają zastąpione skomplikowanymi tak, aby krokodyl miał rację bytu [„w tak skomplikowanym świecie potrzeba mi pomocy, mówi Dusza”]

Osoba z dużym kr. jest:

– mało przyjazna, nawet odpychająca, albo antypatyczna. Czuć już od niej mocne negatywne energie, aż można chcieć się odsunąć, albo uciekać, aby nie oberwać.
– nosiciel powoli jest świadomy, że jest „ponad światem”, „ponad przeciętnością” i chyba też ponad moralnością. Może korzystać sobie z tego w miarę dowolnie, organizując sieć powiązań, mając blisko siebie osoby mniej obciążone symbiontami, niemniej chyba tylko z nimi może się w miarę dobrze porozumieć.
– postrzeganie świata jest mocno zmienione, wręcz można powiedzieć patologiczne. Osoby z najcięższymi obciążeniami oglądają świat jako demoniczny, w którym obowiązują sztywne, twarde, niewdzięczne, nieludzkie prawa. W ich świecie potrzeba jest być silnym, niezależnym i bez serca, ponieważ można zaraz spotkać kogoś równie podłego, albo nawet bardziej i trzeba być na bezwzględną walkę z nim przygotowanym. Tak działają ekstremalne „stworzone światy krokodyli”, które oczywiście są demoniczną twórczością, prawdziwą dla tych, którzy są w nie wplątani.

.

Krokodyle na różnych ciałach

Gdy nie masz kr nawet gdy wiele osiągniesz, to wyglądasz jakbyś nie osiągnął wiele.

Gdy masz kr. to nawet gdy nie osiągasz wiele, to ludzie patrzą na ciebie jak na zdobywcę, wygranego.

Czyż to nie piękne i ponętne? Takie by było, jeśli byłoby prawdziwe, jeśli przyczyny tak dobrego funkcjonowania by miały prawdziwe podstawy, np. osobiste zasługi, umiejętności. Jednakże jaki pan taki kram – zarówno podstawy osiągnięć są oparte na fałszywym wsparciu, jak i owo „dobre funkcjonowanie” jak się przyjrzeć jest mocno nadmuchanym balonem. W porównaniu do praktycznych, życiowych wartości krokodyle zwykle obiecują fantazmaty.

Nosiciel kr realizuje swój „sen o szczęśliwości” [jak np. american dream], nawet jeśli tego tak nie definiuje. Próbuje osiągnąć cel szczęśliwości zgodnie z poziomem, na którym jest kr.

Co nosiciele poszczególnych kr postrzegają za cel szczęśliwości?

Kr. astralny: poczucie szczęśliwości, komfortu emocjonalnego
Może pytać się ludzi smutnych: „czemu siedzisz smutny?” może dodać: „napij się!” – wyciągając flaszkę. Nie widzi znoju ludzkiego, nie dostrzega postaw uczuciowych innych osób [także miłości]. Postrzega zaś własny komfort emocjonalny i projektuje go na zewnątrz. Stąd jest idealnym kompanem do wypitki. Nie zważa na to, że rani, więc mocno jest zdziwiony, że ktoś ma w ogóle jakieś pretensje wobec niego.

Kr. mentalny: osiąganie ścisłości, dokładności, poukładania myślowego. Jeśli to osiąga – a kr. mentalny dosyć łatwo daje mu to osiągnąć, to się czuje „w swoim żywiole”. Niestety, emocje, uczucia, relacje z innymi ludźmi nie należą zbytnio do tego żywiołu, mimo nawet częstych pozorów, że taki ktoś jest bardzo otwarty.

Kr. przyczynowy: osiąganie dobrobytu, dobre prosperowanie finansowe, organizacyjne.  I znowu – taki ktoś wydaje się otwarty na ludzi, na okoliczności. Ale jakby nie miał kr. to by zupełnie inaczej śpiewał. Czyli: owe super prosperity nie pochodzi z niego samego. I próżno inni się wysilają, aby go „dogonić”. Nie mając kr. nie zdołają osiągnąć tego poziomu naturalności w manipulacji otoczeniem.

Kr. buddialny: specyficznie pojmowana uczciwość, „świat jest dla mnie przyjazny, piękny, ale ja nie muszę do tego przykładać ręki” – ową rękę przykłada krokodyl, który „ustawia” świat i ludzi, i po części idea nosiciela się spełnia. I świat nagle, jakby za dotknięciem różdżki wokoło takiej osoby nagle zakwita kwiatami, pięknem itp. Oczywiście najczęściej jest to postrzeżenie energetyczne wywołane przez kr. Taki nosiciel wydaje się jakby przyleciał właśnie z planety piękna i subtelności i dla jakichś nieznanych pryzczyn nawiedził naszą Ziemię.

Kr. atmaniczny: za dużo powiedzieć nie umiem tutaj, ponieważ osób z kr. atm. jest b. mało. Może to być postrzeganie siebie na zasadzie boskiej, wszechwładnej istoty. Taki ktoś „przydziela idee”, więc może się czuć jak „rozdający ludziom losy”, karty w grze w życie.

Kr. witalny: super odczucia, super przeżycia w ciele

Kr. fizyczny: przekraczanie barier fizycznych, ekstra funkcjonowanie. Tu raczej już manifestuje się kr fizyczny jako choroba, zwykle zwyrodnieniowa albo wynikająca z nadmiernego użycia ciała. I już jest to raczej tylko przyczyną cierpienia – ten kr jest pod tym względem wyjątkiem.

Każda z idei krokodylich jest w jakiejś części wymienna z miłością, albo z wyrazami miłości, ma taki posmak, jakby nosiciela spotkało Boskie błogosławieństwo. Ale miłością, przeżywaniem miłości samą nie jest. Idee nosicieli są w części spełniane przez krokodyle, stąd nosiciele mają silne argumenty za utrzymywaniem swojego poglądu na świat.

Marek mówi o symbiontach na poszczególnych poziomach subtelnych:

Krokodyle profanują energię

Krokodyle profanują energie na poziomie, na którym działają. Np. kr. astralny wydaje się idealnym kompanem, radosnym i emocjonalnie mocno [pozytywnie] działającym. Ale jak się przyjrzeć bliżej, to widać, że moralności w nim nie ma jakoś dziwnie i jeśli współpracuje z kimś, to tylko na swoich warunkach, warunkach zachowania ograniczonego krokodylimi celami. Jeśli osoba współpracująca z kr. zacznie zastanawiać się, kwestionować te ustalone jednostronnie, niemoralne warunki, za chwilę może stać się celem niewybrednych ataków energetycznych. Np. jeśli pijemy piwo, to możemy zostawiać butelki wprost na ulicy, bo co nam kto zrobi! [tłumaczenie krokodyle z cyklu: „kto bogatemu zabroni”]. A że komuś może się krzywda przez to stać? Lepiej nie mówić tego nosicielowi, bo się wkurzy, że mu się wolność ogranicza!

 Kr przyczynowy profanuje energie organizacyjne. Umie zbudować super strukturę organizacyjną, prowadzić, zarządzać, ale już o poszczególnych pracowników na tyle dba, na ile są mu poddani. Oczywiście jest w wizerunku nieskazitelny, ale moralności nie należy u niego szukać. Potrafi połączyć ogień z wodą w plazmę: nie powie złego słowa pracownikowi wezwanemu na dywanik, ale ten wychodząc z biura szefa będzie czuć się jak ostatnia szmata.

Osoba z kr astralnym

Najczęściej dostrzegalna na ulicy, ponieważ przeklina [zwykle robią to mężczyźni z linii ewolucyjnej].

Ma duże mniemanie o sobie na poziomie emocji – typu „ja wszystko mogę”, „świat jest dla mnie stworzony”, „zabawmy się”. Istotnie może inspirować. Jest to energetycznie najbardziej agresywny, najbardziej poruszający z symbiontów, ponieważ „gra” bezpośrednio na emocjach, czyli szarpie ciało emocji – ciało emocjonalne.

Kr Mocno używa uzależnień [alkohol] do zaniżania wibracji nosiciela. Z łatwością poniża, stosuje poniżające zwroty, humor, odzywki, to wraz z atakiem energetycznym [tego nie widać] – „zawsze”, czyli najczęściej w relacjach z mało świadomymi, uległymi osobami udaje mu się wyłgać, że „nic nie zrobił”. Nic bowiem na zewnątrz nie widać.

A że w środku kogoś emocjonalnie skręca z bólu? To nie jest jego problem.

Osoba z kr mentalnym

Taka osoba dąży do kontaktu myślowego, do „podyskutowania sobie”. Do „wymiany interesujących myśli”. I istotnie, ma o czym pogadać, bo jest bardzo sprawna umysłowo. Aż chce się rozmawiać. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufania tej zwierzyny którą wybrał do jedzenia.

Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą rozmawiać.

Humorystyczny przykład kr. mentalnego

Wydawałoby się, że chłopcy pojdą na boisko,… ale ta gra jednak rozegra się wirtualnie, komputerowo, w ich intelekcie [mentalnie].

Osoby z kr. mentalnym mają tak rozwinięty intelekt, że mogą dowolną działalność życiową przetransformować „na głowę” i w owej głowie żyć, myśleć, działać. Mogą wręcz rozwijać swój intelekt, aby się zdystansować od zagrożeń, odbić od przykrych przeżyć, np. w szkole – „będę lepszy w nauce, wysunę się na prowadzenie w klasie, będą mnie podziwiać”. I wielu się udaje tak pogonić kota rzeczywistości, że „ustawiają się w życiu” wcale sprawnie i komfortowo.

Osoba z kr przyczynowym

Oto urodzony przywódca, a właściwie przedsiębiorca. Idealny [wysokowibracyjny, ale ze sprofanowanymi energiami przyczynowymi] zarządca, menadżer. Ktoś, kto ma niezwykłe umiejętności organizacyjne. A może lepiej powiedzieć – ma krokodyla, który umiejętnie umie kierować ludźmi. Nosiciel się oczywiście dostosowuje do tych możliwości, działa w ich ramach, aby osiągać sukces np. swojej firmy.

Poszukuje współpracowników, roztacza prorocze obrazy, zachęca do współdziałania. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej zwierzyny do jedzenia.

Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą być inspirowane, wręcz zachwycają się gdy ktoś im proponuje współdziałanie w realizacji pomysłu. Zachwycają się gościami, którzy mają osiągnięcia, łatwość w zarabianiu pieniędzy, szybko robią karierę. A tacy są nosiciele kr. przyczynowego. Nie muszą być wulgarni, niekulturalni, mogą być łagodni przez większość czasu, zwłaszcza gdy ktoś widzi.

osoba 4

Osoba z kr buddialnym

To już jest KTOŚ, nie byle kto. Gdy jesteś w jego obecności mija codzienność, zaczyna się „coś specjalnego”. Taka jest rozsiewana aura. Chcesz korzystać z tej aury, brakuje ci czegoś specjalnego w twoim życiu? Skumpluj się z nosicielem kr buddialnego, albo wejdź na służbę w pracy u takiego kogoś jako szefa. Będzie istotnie niezwykle, będziesz miał poczucie obcowania z czymś/kimś wyrafinowanym. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej zwierzyny do jedzenia.

kr. budd. jest na poziomie ciała wartości, a więc ma się poczucie, że się obcuje z osobą o niezwykłej wartości, wyjątkową z powodu jej wyższych kompetencji, wyrafinowania ogólnego i wyrafinowania smaku, wyższego sposobu rozróżniania jakości,

Takim hasłem – kluczem mogłoby być tu „wyrafinowanie”.

cytuję za słownikiem: „przymiotnik wyrafinowany
synonimy: doborowy, ekskluzywny, elitarny, luksusowy, pełen przepychu,
uprzywilejowany, wyrafinowany, wyszukany, zbytkowny, żyjący w
luksusie, doskonały”

Co prawda osobowość nie jest źródłem tej cudownej aury, ale jest w niej skąpana, więc postronnemu obserwatorowi wydaje się, że osiągnięcie takiego poziomu to zasługa nosiciela.

To miła osoba, jakby tylko nie konsumowała rozmówcy..

Tu cytaty nt. kr. buddialnego.

Kolegowałem się i czułem duże zrozumienie, nawet spore inspiracje od tej drugiej osoby z kr. Jednakże dla nich te wywody niestety nie przekładały się bezpośrednio na podnoszenie jakości życia i na rozwój osobisty.

Koleżanka jest ”wyrafinowana” i wiele osób czuje się przy niej odrzuconymi. Sporo jeździ im po samoocenie, zaniżając ją.

Wiele ”poważnych” rozmów przeprowadziliśmy. Sporo w sumie z tego się nauczyłam;). Ale to dziwne – ma krokodyla, a ja czuje , że jako jedna z nielicznych szybko łapie i rozumie mój punkt myslenia;) Dla innych gadam bez sensu 😛 Z nią jednak łatwiej złapać porozumienie.

Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą przeżywać „niezwykłe chwile”. I nie raz to właśnie ładna młoda pannica bierze sobie takiego kr. ponieważ nie wierzy we własne siły w takim brutalnym świecie.

Osoba z kr. buddialnym może być lekko ironiczna, patrząca nieco z góry, zwykle ma poczucie „stania powyżej innych”. Taki ktoś może być zadowolony, wesoły, dłużej niż ludzie zwykle są, ponad ludzkie możliwości. Każdy by chciał być tak zadowolony.

Potrafi zamotać ludzi na poziomie wartości, przedstawić coś co jest istotne dla niego/niej jako istotne dla innych, a to, co inni określają jako dla siebie ważne – zbyć.

Ostatnio znajomy przysłał mi zdjęcie takiej pani. Pani ładnie zadbana a i krokodyl buddialny [odpowiadający za modę, stroje, wdzięk ponadludzki] też ładnie zadbany. Wszystko pasuje. Pani sporo zyskuje na atrakcyjności i też tajemniczości z powodu kr.

O, ja jak miałem 20kilka lat, to się kochałem w takiej dziewczynie! Wręcz można powiedzieć, że moja Dusza ustawiła sobie kryterium atrakcyjności tak, że na dzisiaj mógłbym to przetłumaczyć jako „posiada symbionta na wyższym ciele subtelnym”.

Co ciekawe, kr. powoduje, że taka kobieta staje się „tajemnicza, nieodgadniona” i dla mężczyzny i dla samej siebie.

Nie wie, co w niej samej siedzi, a jest to coś istotnie tajemniczego, tyle, że i lubiącego smacznie zjeść.

A tego się mało kto spodziewa. Niektórzy mężczyźni uważają, że taka pani jest „smacznym, smakowitym kąskiem”.
ale to właśnie adorator owym kąskiem się stanie..
jak nie od razu, to tak do miesiąca czasu będzie miał dziury w aurze i srogie poczucie bycia nadużytym energetycznie przez coś czego nie jest w stanie dostrzec. A jego wybranka jakimś dziwnym zrządzeniem losu na wszystko, na wszystkie zarzuty będzie miała co najmniej dobre argumenty tak, że wyjdzie, iż to jest jego wina.

Ja kiedyś tak „przyjaźniłem się” z pewną panią, myślałem, że coś więcej z tego może być, natomiast nasza znajomość [głównie telefoniczna] przeksztłaciła się w jej monologowanie, po którym dziwnie się słabo jakoś zawsze czułem. Żeby się zapytać jak człowiek, jak u mnie leci, co przeżywam? No, nie starczyło .. czego? Intencji, abym w ogóle zaistniał w jej świecie. Ta pierwsza z kr. o której wsponiałem wcześniej też taka była – potrafiła 1,5 godziny o sobie nadawać w czasie gdy ja słuchałem. I ani jej na myśl nie przyszło, że w tym pokoju oprócz niej jest jeszcze ktoś, kto ma przeżycia i chciałby się nimi podzielić i poczuć się wysłuchanym.

Na dzisiaj wiem z systemu Human Design co jest podstawą takiej mojej receptywności.
Niestety [dla tych moich koleżanek] nie tłumaczy ich to zupełnie, nie powoduje usunięcie ich agresywnego zachowania.
Osoba u której wiem, że jest symbiont nadal pozostaje agresywnym nosicielem.
Takie ich zachowania tłumaczy w zupełności posiadanie symbionta.

Osoba z kr witalnym

Jest bardzo ciepła, ale nie, nic z „klejenia się” kr astralnego. Takie ciepło, które otwiera bramy, które daje poczucie dużej bliskości.. Miło. Niektórzy ludzie szukają czegoś takiego. Małe dzieci, jako że jeszcze nie mają zbyt dobrze zbudowanych granic są na to otwarte. Niestety kr witalny działa na wibracjach seksualności – może dobierać się do twojej seksualności, jeśli mu pozwolisz. Miałem niegdyś taki przypadek w pewnym hotelu, taki pan w średnim wieku zaczął się mną interesować, miło rozmawiać.. do momentu, gdy zorientowałem się, że dąży on do bliskości seksualnej. Po prostu był gejem i szukał małoletniego partnera. Z odczuciem zohydzenia się wywinąłem z tego uścisku energetycznego! Oczywiście dla niego to nic takiego nie było – „nic się nie zdarzyło przecież..”. Taaa, nic.. dobre sobie.

Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą, pragną bliskości. I dają się na coś takiego łatwiej nabierać.

Kr atmaniczny

Kr atmaniczny daje posmak boskości – podobnie jak u Sai Baby. On gotów jest łaskawie kontaktować się z tymi, którzy do niego się odzywają, jednakże muszą pamiętać o jego boskiej pozycji. Mniej niż 1-2% osób ma kr. atmanicznego, nie muszą być to wybitne, znane jednostki. Jednak zawsze przy nich pojawia mi się poczucie, że ów ktoś rozmawia ze mną z wyżyn jakiejś boskości. Mogę dostać [jej, jego] łaskę, ale muszę sobie na nią zasłużyć, odpowiednio poddańczo się zachowując, ustawiając poddańczo swoje życie. 

Kr atmaniczny pokazuje się jako „przydzielacz pozycji duchowych”. I dlatego taki ktoś z kr atm. może zakładać nową religię, ma na tyle możliwości przekonywania przyszłych wiernych. No niestety, taka religia byłaby nieczysta..

Osoba z kr. atm. mówi kto jak powinien się zachowywać, „definiuje” i narzuca innym ludziom postawy ideowe: „masz na to patrzeć tak i tak, twoja postawa wobec tego zjawiska powinna być taka i taka”. Oczywiście jest to manipulacja, przymuszanie, ale kr. atm. ma potężnie działające moce na wysokich poziomach od Opiekuna, i odczuwamy je jako „bezwzględnie konieczne”. Zwłaszcza Dusza, podświadomość odczuwa, że powinna tak się zachowywać. 

Znałem sytuację, że pewien ktoś bał się, że jest gejem, ponieważ tak mocno był do tego przekonywany przez brata, który miał kr. atmanicznego. Oczywiście siła tego przekonywania nie wynikała z silnego głosu, ani z podniesionego głosu, ani nie były to zarzuty, ale raczej rodzaj wyśmiewania się, poniżania. Taka postawa plus wysokie nieczyste energie bardzo mocno zadziałały na duszę ofiary kr., tak mocno, że osobowość tego człowieka nie była w stanie się przeciwstawić postawie Duszy – jako osobowość ten ktoś naprawdę bał się, że jest gejem. A po prostu był miłym, przyjaznym, serdecznym, wrażliwym człowiekiem, z dużym sercem do ludzi. Kr. atm. i jego nosiciel wykorzystał tą sytuację, aby zrobić sobie żerowisko. Wszelkie bowiem niepokoje brata i lęki zasilały ciemną stronę mocy, której przedstawicielem był kr.

Dwa i więcej kr.

Można mieć więcej niż jednego kr. Oczywiście osobista „moc” wzrasta. Ale też wzrasta pomieszanie w życiu tej osoby, a także gwałtownie maleje możliwość kierowania własnym życiem.

Wahałem niedawno kogoś, kto ma dwa nieduże kr. Nieduże kr, to też cwany zabieg. Znam kogoś, kto ma trzy, ale małe, też sprytnie.
Nieduży kr. nie daje takiego mocnego ataku, nie nachodzi tak na innych potężnie jak duży, ale jest i sączy wysokowibracyjną nieczystą energię. A wystarczy niewiele takiej energii, aby wrażliwa Dusza potencjalnej ofiary chciała się podporządkować. I taki leciutki „prysznic krokodylej energii” daje z jednej strony uległość Duszy u ofiary, a z drugiej strony on, jako może być większym dyspozytorem tej urwanej komuś energii, niżby mógł to robić mając krokodyla ale dużego. Duży krokodyl byłby nim rzucał, wpychał go w uzależnienia, powodował bardzo nieprzyjemne sytuacje w życiu. A tak – kultura i komfort. Są plusy od posiadania krok. ale nie ma aż tak dużej ceny za bycie nosicielem.

Motywacja do wzięcia krokodyla na pokład

Aby się oczyścić z krok potrzeba wiedzieć dlaczego Dusza chciała, zdecydowała się go wziąć, przyjąć do siebie. Mogło się to zdarzyć w obecnym wcieleniu, ale w większości przypadków dotyczy to przeszłości [przeszłego wcielenia, niekiedy daleko w czasie]. Czas tu oczywiście nie odgrywa roli, ponieważ dla Duszy nie jest to istotne, ważny jest fakt, zjawisko, stan, w którym aktualnie Dusza przebywa.
Jeśli więc Dusza chciała kiedyś wziąć krokodyla, a ów motyw, dlaczego to zrobiła nie zmienił się od tamtej pory, to to obciążenie będzie odtwarzać się z uporem maniaka wcielenie po wcieleniu. Nic dziwnego – obie strony są zainteresowane i obie strony „pilnują”, aby to się wydarzyło. Czasami potrzeba posiadania takiego „wsparcia”, „boostera” jest dla Duszy tak silna, że już kilkumiesięczne, kilkuletnie dziecko wykazuje objawy energetyczne mocno rozsiadniętego na włościach symbionta.

Przyjmuje się kr zwykle w odpowiedzi na osobiste poczucie jakiegoś niedostatku.
Dowolnego niedostatku.
Kr [dowolny] jest [ma być] kompensacją.

I w dużej części jest, jakby tak nie było, to by ludkowie nie mieli kr przez dziesiątki wcieleń, a mają.

Jeśli chcesz z korzeniami rwać kr. to zastanów się nad głęboko skrywanym swoim poczuciem o jakimś osobistym niedostatku.
np. „jestem niegodna”
„jestem niezdolna wystarczająco”
„jestem porzucony”
„jestem niekochana”
„Jestem niezauważana”
„jestem odtrącana”
„brakuje mi inteligencji”
„brakuje mi fantazji, twórczości, ekspresji”
„inni są lepsi w … „
„chciałabym być tak dobra w … jak .. [kto?]”

itp.

Jak przebiega proces „wzięcia” krok przez Duszę?

Dam przykład. Wyobraź sobie młodego, 14 letniego chłopca, mieszkającego z rodzicami w niedużym mieszkanku w bloku, chodzącego do nieco obskórnej szkoły, wracającego do swojego pokoju o wymiarach 3 na 3 metry. Po szkole spotyka się z podobnymi mu młodziankami, którzy mają niewielkie poczucie własnej wartości, chcą „się pokazać”, pokazać co to oni nie są, wystąpić przed szereg, chociaż tak naprawdę nie bardzo mają z czym. Próbują więc udawać zachowania dorosłych, palić papierosy, pić alkohol, ponieważ w ich rodzinach nie dzieje się zbyt dobrze. Gdy wracają do domu, w telewizyjnych reklamach dodatkowo widzą piękne nowe samochody, piękne ciepłe kraje z luksusowymi willami. Marzą, aby to stało się ich udziałem. Albo aby chociaż trochę się upodobnić do tych osób i ich ekskluzywnego trybu życia. Do podświadomości, do Duszy takie przekazy reklamowe docierają z siłą wodospadu, dodatkowo młoda osobowość również mocno do tego prze – „jeśli oni tak żyją, to dlaczego ja nie miałbym tak żyć? W czym jestem gorszy?” I tutaj oczywiście szkoła naucza, wbrew stanowi faktycznemu, wbrew zróżnicowaniu pochodzenia Duszy i zróżnicowaniu jej wieku u różnych ludzi, wbrew ogromnym niekiedy różnicom w karmie, szkoła uczy, że „jesteśmy wszyscy równi”.

Co się dzieje? Następuje idealny moment zgodności podświadomości, Duszy i osobowości – wszystkie cząstki chcą jednego i tego samego. Jeśli byłoby to coś moralnego, zgodnego z prawdziwymi okolicznościami życia, efekt byłby równie doskonały. Niestety, wszystkie trzy cząstki się rozmijają z realnością życia, niejako zakłamują nieświadomie siebie. Efekt? Kreacja, która również nie do końca jest nieprawdziwa, chociaż jest niesłychanie mocna.

Moment zgodności w człowieku przyciąga istoty ze światów niewidzialnych. Na początku krok i jego opiekun nie do końca chcą się zgodzić na związek z człowiekiem, testują na ile on jest gotów oddać ze swoich zasobów, aby kr mógł być w jego Duszy [jako wstawka w ciało subtelne]. Zwykle młody chłopak bardzo tego chce i udowadnia swojemu otoczeniu [w którym już są kr], że zasługuje na ich zaufanie. Po jakimś czasie sam może „cieszyć się” efektami wzięcia krokodyla.

Czy osiąga dzięki temu swoje cele? Czy dostaje to, co chciał?
Może w pierwszym wcieleniu nie. Także następne wcielenia nie są idealne, są koszty posiadania krok i to niemałe. Jednakże nasz bohater może już cieszyć się o wiele większym zainteresowaniem, zaczyna być centrum towarzystwa. O to mu zawsze chodziło, żeby się nim interesowano [rodzice go zaniedbywali]. Chodziło mu o to, aby mógł wreszcie kierować swoim światem i otoczeniem [rodzice nim pomiatali]. I to mu zaczyna się udawać. Krok udowadnia światu, że nasz bohater nie jest takim zwykłym i popełniającym błędy człowiekiem, za jakiego go uważano. Od tego już blisko do wejścia na wyższe stanowiska czy to w grupie rówieśniczej, czy to w pracy, czy w polityce. Symbiont pomaga w każdym przypadku.

Koszty wzięcia symbionta

Jeśli liczymy, że powyżej przedstawiony proces jest za darmo, i że krokodyl jest jak kochający Bóg, który chce dla tego człowieka tylko czegoś dobrego i robi to zupełnie bezinteresownie, to jest to błąd. Zarówno cierpi otoczenie, jak i sam nosiciel. Na efekty zewnętrzne nie musi narzekać, często jest na topie, na pewno się wyróżnia, często w łatwy sposób osiąga coś, co zwykli ludzie nie są w stanie przewalczyć.
Jednakże jest też i koszt – nosiciel od czasu do czasu spotyka się „sam ze sobą”, okazuje się, że ma lęki, może też nałóg z którym nie potrafi się uporać. Jego sfera emocjonalna skurczyła się i zgniła jakoś.. nie jest w stanie wejść w prawdziwie uczuciowe relacje z otoczeniem,  z żoną. Ślizga się po falach życia, często na szczytach, jednakże nie odczuwa takiego zaspokojenia, o jakim marzył.

Są też tacy, którzy stoczyli się: osoba taka jest albo na świeczniku, albo w rynsztoku. Na rynsztok co prawda trzeba sobie zasłużyć wieloletnim pobłażaniem sobie, luzowaniem, ale i to daje się łatwo osiągnąć.

Tu bardzo ciekawa relacja bardzo świadomego niepijącego alkoholika, jak to jest mieć symbionta:

http://www.alkoholizm.jawnet.pl/viewtopic.php?f=17&t=2009

Trzeba pamiętać: jeśli np. ktoś pije, ma możliwość zdrowieć:
http://www.alkoholizm.jawnet.pl/

O pochodzeniu krok. w życiu osobistym i w cywilizacji

pisze Czarek w swoim tekście [link].

Nie szukać czegoś na podobieństwo krokodyla!

Proszę wszystkich badaczy, poszukiwaczy, żeby nie szukali w wizjach istot podobnych do gada nazywającego się krokodyl. Czy to Nilowy czy to jakiś inny. TO TYLKO NAZWA, to coś nie wygląda jak krokodyl-gad.

pytanie: czy krokodyle mozna widziec jako węze? [w wizji]

odp: kr oczywiście można widzieć w wizji jako węże. To zależy od konwencji w jakiej Dusza przemawia w wizjach

kr osobnego nie widać, ponieważ kr jest częścią ciała subtelnego człowieka [wstawką, wsuwką]  i nie ma osobnej formy. Oto zapis czatu:

Andrzej 23:21:25

to „pół – istota”, mówię – taka wstawka. Tak jak masz białą sukienkę z bawełny, a wszyłabyś w nią klin z sztucznego białego materiału

Andrzej 23:21:59

to byś nie zobaczyła tego z kilku metrów i byś pomyślała, że cała jest z jednego materiału

ABC 23:22:52

czemu ja ciagle szukalam oddzielnej istoty?

Gotowość do brania, jedzenia

co je krok

Co ciekawe, osoby z kr są chętne do kontaktu. Dlaczego? Czasami bowiem kr czuje się głodny i chce się posilić. Jest gotowy do brania, brania cudzej energii. Za darmo.

Stąd wychodzą takie postawy jak poniżej.

  • Osoba z kr astralnym [często jest to osoba uzależniona]

Swoboda w emocjach, uczuciach, brak „zobowiązań”.. Ma przekonanie, że „mu się należy”, że może brać, że nie jest tak naprawdę związany zasadami, konwenansami, obowiązkami. Ma gotowość do brania.

i przykład obrazkowy:

Tak właśnie działa kr. Na zewnątrz – zapewnienia, a wewnątrz i tak swoje myśli i zrobi. Ma gotowość do brania, bez względu na zasady, na relacje, na przysięgi [także małżeńskie].

Inny przykład kr astralnego i jego otwartości na jedzenie. Tym razem idziemy sobie nad fosą, ścieżką dla pieszych, trawnik, ławeczki. Widzimy – pięciu panów i.. brak piwa.. Jeden z nich jest bardziej aktywny, jakby czekał na kogoś.

Gdy podchodzisz w pobliże odwraca ku tobie głowę, próbuje nawiązać kontakt wzrokowy, jest otwarta na „znajomość” z tobą. Tak ciekawie wygląda. Nie bardzo zachęca co prawda ubiorem, który może zdradzać niechlujstwo, ale cóż.. Widzisz, że ma jakieś kłopoty, możeby coś pomóc? – kołacze się myśl w głowie. Jest „klejący się”, nie sposób odmówić kilku słów rozmowy. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej zwierzyny do jedzenia.

Ty też chcesz niezobowiązującej rozmowy.. ale czy na pewno niezobowiązującej?? Niestety, dla nosiciela kr zaraz zaczynasz być „swoim chłopem”. Zaraz zaczynasz być starym znajomym. Może skapnie mu kilka groszy na piwko? A kr astralny już cię zlinkował i wie, gdzie cię szukać i jak ssać twoją energię.

W trudniejszych przypadkach w parku możesz zostać wręcz zatrzymany i będzie ci się gościu narzucał, że potrzeba mu 50 gr.

Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą pomagać.

Atrakcyjność – towar poszukiwany

Zdarzało się wam pewnie nie raz spotkać atrakcyjnego człowieka. Najczęściej atrakcyjność kojarzy się z atrakcyjnością dla przeciwnej płci. Więc dla kobiety będzie to atrakcyjny mężczyzna, a dla mężczyzny – atrakcyjna kobieta.

I co w takim momencie odczuwaliście?

Coś zdecydowanie przyjemnego, prawda? Ciągnie nas ku temu czemuś atrakcyjnemu. Często bardzo mocno ciągnie!

To coś powoduje, że „chcielibyśmy tam być”. Że chcielibyśmy mieć tą osobę za partnera/partnerkę, towarzysza w życiu.

Są osoby, których atrakcyjność jest spora, a także są tacy, których atrakcyjność niemalże powala nas na kolana. Panie mówią, że motylki w brzuchu czują, mężczyźni się prostują i szybciej im bije serce, krew uderza w różne miejsca.

Taaa…

Piszę te słowa generalnie do młodych osób, które mają w codziennym doświadczeniu pragnienie bycia z kimś.. właśnie atrakcyjnym dla siebie. Ale i osoby będące w związku mogą sporo się dowiedzieć.

Chcielibyśmy mieć tą osobę za partnera/partnerkę. Pytanie jednakże co dalej. Każdy wie – coś tam może pójść nie tak. Zwłaszcza, że taka wielka atrakcyjność.. [i nasza nieprzytomna adoracja] nosi ślady podejrzenia. I jest na to przyczyna.

Jeśliby atrakcyjność była równoznaczna z jakością związku, to im piękniejsza osoba, bardziej ponętna, tym by miała lepszą relację, wspanialsze małżeństwo. A tak nie jest. Widzieliście pewnie ileś bardzo atrakcyjnych osób, które miały miałkie albo nieprzyjemne związki [żeby użyć tylko takich określeń..] Atrakcyjność jest z jednej strony czymś wspaniałym.. a z drugiej strony.. często atrakcyjne panie się zastanawiają dlaczego tak nisko skończyły, a panowie dlaczego mają tyle awantur w domu.

Stąd z jednej strony ciągnieeeee nas niesłychanie do takiej atrakcyjnej osoby, z drugiej strony.. zaczynamy się mocno zastanawiać.

I chciałbym powiedzieć, iż to zastanowienie jest wartościowe.

Atrakcyjność – w cenie!

W dzisiejszych czasach atrakcyjność jest towarem o wysokiej cenie. Wystarczy prześledzić zalecenia dziedzin takich jak Public Relations czy marketing. Jednym z pierwszych, podstawowych zasad jest to, aby osoba lub produkt był atrakcyjny. Jest to tak podstawowe, iż mało kto, oprócz wąskiego kręgu naukowców, zastanawia się nad samą sprawą źródła atrakcyjności. I wychodzi na to, że byle z jakiego źródła – grunt, żeby zaabsorbować klientów, ich uwagę, i pieniądze.

Atrakcyjność działa na tak wielu! To właśnie atrakcyjność przyciąga, to ona jest atrakcyjna. A – jak zauważysz – z pasażerem „kr.” bywa zwodnicza. Ludzie o tym własnym napędzie, powodującym chęć zbliżenia się do atrakcyjnego obiektu niewiele wiedzą. A niemal wszyscy tak działają, to niemal fizjologia.

W pierwszym przybliżeniu atrakcyjność jest czymś niesłychanie dobrym i pomocnym. Jest to zespół cech, które dają gwarancję tego, że nasz zamiar się uda. Jeśli kupujemy atrakcyjny samochód, mamy podstawę do cieszenia się i przekonanie, że dokonaliśmy dobrego wyboru. Jeśli oglądamy atrakcyjnych ludzi, mamy przekonanie, iż znaleźliśmy się w odpowiednim towarzystwie. Takie są pierwsze, najprostsze skojarzenia. W pierwszym przybliżeniu są one prawidłowe.

Pociąg do atrakcyjności dotyczy znacznej większości ludzi. Ogromną moc, zwłaszcza w młodym wieku, u młodych ludzi, ma pociąg seksualny, też do „atrakcyjnych” partnerek, partnerów..

Cechy, jakie mamy w kupionym przedmiocie, lub u partnera/partnerki karzą nam się cieszyć –
mamy coś/kogoś atrakcyjnego, czyli – sukces! Mamy to, czego chceiliśmy, czego pragnęliśmy!

Niemniej świat jest bardziej skomplikowany. Nieuznawanie komplikacji świata nazywane jest naiwnością. W iluż filmach widziałem wskazanie, jak młodzi ludzie kierują się pierwszym odruchem wpadają sobie w ramiona. Mają co prawda dodatkowe odczucia, że coś jest nie halo, ale pierwszy odruch, pierwotna siła instynktu jest tak przemożna, iż przekonuje ich, że dokonują dobrego wyboru.

Jest to niestety wykorzystywane.
Nabieramy się w związkach, w relacjach

Gdyby nie aktywne siły rozwalające/niszczące relacje, zaburzające powstawanie związków, relacji między ludźmi, to relacji szczęśliwych mielibyśmy o wiele więcej!

Jedną z przyczyn są błędne nawyki, wzorce – to sugerują psycholodzy. Mają rację.

Jednakże są również inne, nie wiadomo, czy nie silniejsze, obciążenia duchowe , które nie pozwalają ludziom szczęśliwie żyć.

O tych obciążeniach niestety nie mówi się, bo niemalże nikt o nich nie wie, a psycholodzy nie dostrzegają ich, ponieważ z definicji nie wchodzą w świat duchowy.
Psycholodzy zauważają zjawisko, ale nie zauważają przyczyny – ciągle się dziwią, dlaczego tak się zdarza.
Jest to bowiem wiedza z zakresu ezoteryki, która jest z definicji poza zainteresowaniami akademickimi. I na tej podstawie uważana jest za niewartą zainteresowania.

Atrakcyjność jest jedną z pierwszych cech, jakie rozwijają krokodyle.

Przyjęcie krokodyla na pokład [do swoich ciał subtelnych] jest to bardzo – można powiedzieć – przebiegły sposób obciążenia człowieka, ponieważ wygląda na coś przeciwnego, na wzmocnienie go. „Obciążenie” kojarzy się nam z noszeniem czegoś, co nam ciąży, co zmniejsza nasze możliwości. A tu – pozornie wydaje się, że człowiek został wzmocniony. Natomiast tak naprawdę – osobowościowo, z punktu widzenia takiego prostego, ludzkiego – istotnie taki ktoś ucierpiał. Może to się dopiero po jakimś czasie wydać, jednak jest to ktoś wręcz niepełnosprawny w relacjach, w związkach. A co najmniej ktoś momentami przykry, nieczuły, chłodny, dystansujący się.

I taki wzmocniony człowiek wydaje się od razu atrakcyjniejszy, niż zwykły. Jednak jest to pozór, jest to wyjście poza coś ludzkiego.

Tym, że jest to obciążenie, czyli coś niekorzystnego, można tłumaczyć tak duże kłopoty w nawiązywaniu szczęśliwych relacji w parach z takimi osobami. Nie spotkałem pary, w której jedno miało krokodyla a oboje żyli w porozumieniu, szczęściu i miłości.

Spotkałem zaś WIELE par, w których jedno miało krokodyla i oboje mieli kaszankę, a nie związek partnerski, związek miłości.
[do takich dużych kłopotów w partnerstwie zaliczają się – niezrozumienie partnera/ki, oschłość, chłód uczuciowy, agresja, rozwód, bycie zapłodnioną przez [i noszenie dziecka] chłopca, który nie chce być mężem, itd. to tylko kilka z tych przykładów, które mam na podorędziu u znajomych. Są i większe patologie.]

Tak więc, moim zdaniem, jeśli:

1. zdobędziesz wiedzę na temat kto prawdziwie jest kimś atrakcyjnym – sam z siebie, a kto przyjął na pokład pewną istotę dodającą atrakcyjności
2. zdołasz rozróżnić między takimi osobami
3. nauczysz się [co może nie być łatwe] usuwać się z drogi takim osobom nieziemsko atrakcyjnym

– to masz szansę na to, aby uniknąć dużych, poważnych błędów życiowych.

Jak one to robią?

Żeby nie być gołosłownym, to przytoczę nauki pewnego pana, który uczy młodych mężczyzn, jak podwyższyć swój poziom atrakcyjności u kobiet. Otóż w poniższym filmie:

ten pan uczy [zupełnie zresztą sensownie], jak nabyć w rozmowie z kobietą trzy cechy, które tak bardzo przekonują dziewczyny do chłopaka. Oto, jakie to cechy:

a) upbeatness – czyli optymistyczny, zadowolony, mający poczucie własnej wartości, zasobności,

b) dominanace – wypowiadanie się z przekonaniem o swojej dominującej postawie

c) a bit of sensuality – zawarcie szczypty zmysłowości w wypowiedzi

Jest to szczera prawda – to właśnie przekonuje do atrakcyjności, mężczyźni „naturalnie” posiadający takie cechy są określani przez kobiety jako „super seksy”.Takich panów odbierają panie swoimi odczuciami, emocjami jako takich, którym nie mogą się oprzeć…

I tego uczy ten pan, jak się stać takim gościem. I może to mu się udawać, tego można się nauczyć, można to wręcz skopiować. Nie o tej nauce jednak mowa.

Chodzi o to, iż taką właśnie atrakcyjność, określaną takimi właśnie cechami odnajdziemy u krokodyli. Taką przemożną, nie do odparcia, a jednocześnie.. niewyuczoną. „Słowa same płynęły mi z ust” – słyszałem kiedyś takie opowiadanie pewnego człowieka o swoim doświadczeniu, w którym rozpoznałem,  że u niego był uaktywniony kr.

Cechy atrakcyjności bezwiednie „wytwarzane przez kr” to nie jest tylko kwestia atrakcyjności u mężczyzn. Kobiety mające podobne cechy tak samo są postrzegane jako super atrakcyjne i mężczyźni za nimi szaleją.

Można powiedzieć, że póki:

  • ludzie będą mieli pragnienie rywalizacji,
  • zwyciężania ponad innymi,
  • osiągania lepszej pozycji poprzez wysiłek, nie zaś zmianę wibracji osobistych,
  • póki będą ciągnąć sznurem nieprzytomnym za ładną kobitką,
  • póki będą chcieli zatykać dziury w poczuciu własnej wartości byle czym,
  • póki nie będzie im się chciało pracować nad sobą,

to krokodyle usłużnie będą się skradać i poddawać propozycje swoich usług. Póki bycie lepszym będzie cool, póty ludzie z takimi intencjami będą poszukiwać zastępczych sposobów na podbudowanie własnej słabości także poprzez wzięcie krokodyla.

Symbiont jest depresantem

Depresant to ktoś lub coś, co po ewentualnej początkowej euforii wywołuje zwykle o wiele dłuższą depresję, czyli przygnębienie, osłabienie woli życia, kłopoty i co tam jeszcze chcecie. Np. alkohol po początkowej euforii może dać na drugi dzień poczucie braku sensu, rozbicia, niechęci do życia, po prostu kaca [tu myślę o bardziej kacu moralnym niż o efektach zatrucia organizmu].

Krok jest bardzo dobrym depresantem, ponieważ przyciąga, obiecuje wiele a potem nie dotrzymuje obietnic, kręci, manipuluje, w cięższych przypadkach srogo gryzie [ciała subtelne] poprzez:

  • brak wdzięczności,
  • zranienia uczuć partnerki/partnera,
  • zapominalstwo,
  • brak szacunku,
  • ostre słowa,
  • wywyższanie się,
  • brak wyrównywania usług [ty dla niego wiele, on dla ciebie prawie nic – trochę komercyjne określenie, ale dla dusz i w terapii Berta Hellingera jest to bardzo zrozumiałe].

Na płaszczyźnie energetycznej symbiont zostawia zaś pogryzienia, czyli rozszarpaną aurę z powyrywanymi dziurami, bolesnymi miejscami plus kotwiczki i łącza do siebie samego, żeby ofiara pamiętała go i wróciła/odezwała się. W sumie daje to efekt uzależnienia od osoby nosiciela: raz, że rani, a drugi raz, że przyciąga ponownie tak Duszę, której wydaje się, że ma jeszcze z nim coś do zrobienia, wyrównania. Uzależnienie jak od alkoholu, lub narkotyku. Rani a jednocześnie mocno przyciąga.

Z mojej  odpowiedzi na czyjś list:

Zgadzam się z tym, co piszesz o tym, że krokodyle są agresywne. Jest ileś osób [zarówno nosicieli, jaki i ich ofiar], którzy nie są chętni, aby ten temat był nagłaśniany, więc niemal zawsze znajdzie się oponent z „prawdziwymi argumentami”. Ale to już nie jest moja sprawa, niech się żrą sami ze sobą. Wiem, że przebywając w akwarium z agresywnymi rybami trudno nie być przez nie tkniętym, trzebaby być „swiętym”, albo cudotwórcą,

Niektórzy utożsamiają agresorów z Reptilianami. Ja uważam, że ta nacja jest obecna wśród nas właśnie w postaci krokodyli, czyli energetycznych, agresywnych „wstawek” w Duszy.

Krok przyciąga, obiecuje wiele. Robi wiele nadziei, a potem…

.. potem budzimy się sami ze sobą, z niespełnionymi oczekiwaniami i nadziejami oraz z energetycznymi łączami/kotwicami do symbionta. Jednym słowem – pogryzieni przez kr. Od niego bowiem nie jest tak się łatwo odłączyć. Zarzuca kotwiczki, które utrzymują sznury energetyczne, po których wysyłana jest do symbionta energia gdy poruszone jest nasze ciało bolesne. Po ataku, gdy myślimy, że jest już wszystko ok, najczęściej te kotwiczki i linki nadal są w aurze.

Po dłuższym czasie obcowania z nosicielem i jego zwierzątkiem, w momentach, gdy przelewa się czara goryczy i zaczynamy się gniewać, czujemy się zranieni, gdy protestujemy, wtedy krokodyl najwięcej zyskuje. Zyskuje energię oraz jeszcze większe przywiązanie ofiary do niego. Żale i wylewane bóle  ofiary nie robią na nim specjalnego wrażenia. A ofiara zwykle ma poczucie skrzywdzenia i chęć wyrównania krzywdy.

Tu ku otrzeźwieniu przydaje się hasło:

„Oczekiwania przyczyną rozczarowań”

W wielu związkach rozczarowania np. kobiety biorą się z tego, iż wiąże się z mężczyzną, który nie jest w stanie spełnić jej oczekiwań. Wiele obiecuje, wydaje się super, ale.. to tylko złuda, co wychodzi po jakimś czasie.

Co więcej, poprzez nieczułość i manipulacje symbionta wiąże ją do siebie jeszcze mocniej. Nie miłością, a poprzez zranienia, pogryzienia. Większość pań wtedy chce dochodzić swoich racji, bezpośrednio w rozmowie [kłótni] ze swoim oprawcą, powołując się na krzywdy, jakich doznały.  Jest to niestety najgorsza droga. Takie roszczenia [legalnie słuszne] oczywiście kr uznaje za dobrą okazję do dalszego pustoszenia partnerki.

Jeśli chcą wyjść z koła [spirali] krzywdzenia, trzeba zastosować metodę braku oczekiwań. To jest również ciężkie, zwłaszcza dla pań, dla których właśnie związek, związywanie się, pogłębianie relacji jest ważniejsze. I można to oglądać na codzień, widząc jak wiele kobiet daje się żywcem zjadać, pozostając przy krzywdzącym partnerze [w tym przypadku to przewrotna nazwa na groźnego agresora].

Jeśli chcesz się wycofać od agresora, trzeba nie odpowiadać na jego oczekiwania. Na tej stronie jest wiele o tym. Trzeba postąpić „wbrew naturze”, a co najmniej wbrew odczuciom.

Krokodyl w skórze partnerki/partnera

Atrakcyjność, w tym atrakcyjność dla przeciwnej płci jest jedną z pierwszych cech, jakie rozwijają krokodyle.

Związek z kimś, kto ma krokodyla wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo ciekawy, podniecający, motywujący do działania, starania się. Niemniej po jakimś czasie staje się coraz gorszy, aby przejść w fazę czasami dużego nieszczęścia dla partnera/partnerki, które nie ma tego obciążenia. Przykładem koronnym i zresztą bardzo częstym jest alkohol. Nie mówię nawet alkoholizm, ale po prostu odchodzenie w uzależnienie – mniejsze, większe, odejście od bycia razem.

I tu odpowiedź, dlaczego KOBIETY tak często wybierają obciążonego partnera. Jest takie powiedzenie w języku angielskim:

„It feels so good, it fells so right!” [czuję to tak dobrze, tak prawidłowo to czuję, tak prawdziwie, całą sobą]

Najbardziej typowy układ rodziny zaburzonej

Jak mąż ma kr na jakimś ciele, to żona najpewniej ma na tym ciele pogryzienia od kr. męża
i może sobie pomagać wejściem, aby zwalczać mężowego kr. – to najbardziej typowy schemat rodziny alkoholowej.

Wejścia i kr mają różne rodzaje energii.

Fragmenty wywiadu przeprowadzonego przez Monikę Białek
z Urszulą Dudziak i Andrzejem Setmanem
nadanego w radio VOX 22.X.2006

Urszula Dudziak, znana polska śpiewaczka jazzowa, mająca już sporo lat doświadczenia, wyznaje:

„Mężczyzna musi być:
inteligentny, bystry, nieprawdopodobne poczucie humoru, może mieć 150 lat, może być brzydalkiem, ale musi mieć te cechy.

Nie musi być bogaty, ale musi mnie cały czas trzymać w napięciu intelektualnym i muszę być uśmiechnięta. „

i jak widzę, wiele pań zgodziłoby się na te kryteria.
A są to kryteria DOKŁADNIE określające osobę z krokodylem. Zwykle taki ktoś mając wygląd chama nie jest ładny, bogaty nie jest, bo łatwo wyciekły pieniądze, a krokodyl super lawiruje dając bystrość i „inteligencję” [czyli manipulatywność]. To zrozumiałe, że pani D. podobają się tacy – jeśli ją zmanipuluje, to i ludzi z zewnątrz też okręci wokół palca, a więc – dobry materiał na męża. Kobiety często najpierw same testują przyszłego partnera różnymi zagrywkami, badając jego wytrzymałość.

… niestety, przy krokodylu partnera te odczucia, motylki w brzuchu, które są na początku PRZEMOŻNE, niestety prowadzą na srogie manowce.. To obciążenie potrafi świetnie „zasymulować” dobrą osobę do związku. Dobrą, rokującą nadzieję, atrakcyjną właśnie.. Takie poddanie się odczuciu „it feels so right” daje przegraną. I potem zdziwienie.

Taa.. i panie, które najbardziej działają na emocjach, które najmocniej się poddają odczuciom, uczuciom wpadają w pułapkę. Pewnie przykładów na taki związek masz sam/a kilkanaście bez mozolnego przypominania sobie.

Ataki

cytat:
„..co do krokodyli, to też długo się głowiłam nad tymi wcieleniami, aż nie załapałam, że krokodyl wcale nie wygląda jak krokodyl, co więcej praktycznie nie ma wiele wspólnego z gadzimi/jaszczurzymi energiami w sensie pochodzenia. krokodyl to dość wydaje mi się niefortunna nazwa, choć coś tam opisuje. to po prostu jest taka ostra kotwica, jaką jedna istota zarzuca z poziomu jednego ciała na to samo ciało innej istoty i przez nie po prostu wyszarpuje w gwałtowny i natychmiastowy sposób energię. czyli jak masz krokodyla w astralnym, to robisz dziurę komuś w ciele astralnym. jak w przyczynie to w przyczynie.
najciekawszą sprawą tutaj jest różnica między krokodylem a zwykłym wampiryzmem. wampir energetyczny kradnie innym energię i sie nią napełnia, żywi. nosiciel krokodyla otrzymuje oczywiste (doraźne) korzyści od istoty wyżej, która jest właścicielem krok., ale która żywi się pobranymi energiami. czyli nie nosiciel zyskuje wyszarpaną energię, a prawdziwy władca tego haka, krokodyla, który działa przez nosiciela.”

Dajmy przykład ataku krokodyla. Krokodyl potrafi być poprawny politycznie a jednocześnie mocno poszarpać aurę, energie drugiej osoby.

Dwie panie: A i B rozmawiają między sobą na forum o żywieniu:

A:

Zaczne od tego ,ze od lat walcze z nadwagą . Próbowałam mase rożnych czasami dziwnych diet zaczynając od […] Przez przypadek trafiłam na diete Protal wymyśloną przez francuskiego lekarza dr. Pierra Dukana.

Dziś mam 10 dzien tej diety i 7 kg. mniej!!!! Najwazniejsze jest to,ze nie chodze głodna, jem kiedy i ile chcę .

Dieta składa się z czterech następujących po sobie etapów: [i tu następuje opis]

[osoba A się cieszy!]

B:

Jesli schudlas 7 kg w 10 dni (w co nie wierze) to 5 kg z tego to napewno woda z Twojego organizmu i zasiedziale „odpadki”.

A sama dieta to chyba cos jak dieta Plaz Poludniowych (South Beach).

[trzy momenty poniżające osobę A:

– nie wierzę ci, czyli mówisz nieprawdę

– w organiźmie masz odpadki i to zasiedziałe

– ta dieta to żadna nowość, czym się tu tak ekscytować?!]

A:

Zastanawiam sie dlaczego zarzucasz mi kłamstwo?

Nikogo nie namawiam do robienia tej diety, jesli ktos jest chętny to bardzo prosze.

[osoba A poczuła się dotknięta, jeśli nie podjedzona. Aura człowieka jest elementem bardzo delikatnym i krokodyl ma łatwość jej rozrywania. Osoba A czuje się skrzywdzona.]

B:

Powinnas sie nauczyc czytac ze zrozumieniem. Nie napisalam ze klamiesz,tylko ze ja w to nie wierze. Mysle ze nie zabronione jest wyrazanie swojej opini. Sama napisalas ze w czesci to woda, a wiec pozbycie sie wody to niestety nie chudniecie. Na internecie pisze wiele osob ktore podniecaja sie ze tak szybka gubia kilogramy. To fajnie ze sie chca tym podzielic z innymi,ale czy nie narazaja ich na szok dla organizmu i choroby? Nie pisze tego zeby Cie urazic,tylko zeby przestrzec.

Nie diety a poprostu zdrowe odzywianie i ruch powinno doprowadzić do spadku wagi.

[tu typowy docinek krokodyli! 🙂 Zamiast przyznać, że sporo skubnął i poniżył, to kr. wskazuje, że to A jest winna. Przeprosiny nie wchodzą w grę. Oczywiście – w sensie literalnym B ma rację – i do tego krok się doskonale odwołuje. Sprawy emocji, uczuć? Dla niego na pozór nie istnieją. Jednakże umie bardzo dobrze wygrywać na emocjach i manipulować. Osoba B nadal kontynuuje poniżanie os. A.  B chce „przestrzec”, jest przecież tak przyjazna! – piękny kamuflarz]

Co ciekawe, osoba B, kobieta, niespecjalnie się przejęła tymi kłopotami w dyskusji z A. To też pokazuje, jak wiele pań ma tendencję do lekceważenia znaczenia emocji. Kobiety o wiele łatwiej radzą sobie z emocjami i nie odbierają „potyczki” emocjonalnej tak istotnie jak mężczyźni. Z jednej strony przez to naturalne wyposażenie mają łatwiej w wychowywaniu dzieci, które są czasami baaaardzo emocjonalne i trzeba istotnie mieć takie predyspozycje jak panie, żeby nie zwariować.

A jednocześnie to pomijanie istotności emocji czyni kobiety bardziej otwartymi na ataki i przyssanie się krokodyla. Kobiety [osoby o cechach yin] o wiele częściej bywają ofiarami krokodyli.

Tu poniżej ciekawy przykład „gier”, które mają bilans ujemny dla grającego. Takie gry z „ujemną wypłatą” psychologiczną zwykle są tworzone przez kr. Człowiek, który posiada empatię nie zrani tak drugiego. Dzieci lubią takie „gierki”, ponieważ nie mają zwykle jeszcze rozeznania na ciele buddialnym [wartości], że dzieje się coś niepokojącego, niekorzystnego dla nich samych.

A zagrywki, których się nie spodziewają po prostu cieszą je: „o, coś się dzieje, czego nie kontroluję, to jest ciekawe! Niech się dzieje dalej, to jest ekscytujące.”

Krok jest mistrzem w ekscytacji ofiary. Można sobie to zapisać na ścianie, jeśli właśnie się chcesz od niego uwolnić.

Więc spójrzmy: obrazek pochodzi z pewnego profilu na Naszej Klasie.

Nazwałem ten tekst „poniżającą wyliczanką”. Bardzo sprawnie angażuje ciekawość podświadomości i kotwiczy ją [NLP] w silnie doznawanych obszarach, jakim jest ciało. Poniża czytelnika w wielu punktach. Po przeczytaniu go podświadomość osoby czułej ma kilka wprowadzeń negatywnej energii krokodyla. Nie ważne, że go nie widzisz, w sferze niewidzialnej. Opiekun Kr. i tak zbiera swój energetyczny haracz. A wystarczyło dosyć lekkie poruszenie emocjonalne. Osoba nieczuła nie ucierpi z tego obrazka. Nieświadomemu dziecku, a zwłaszcza dziewczynkom będzie się to jeszcze podobać – „ktoś potrafił mną tak zakręcić!”

No i dodatkowo czarna ramka, też niedobra. Nie usuwałem jej, żebyś widział/a, postrzegł/a tą energię z ramką związaną.

Dziecku wydaje się, że większość rzeczy jest bezpieczna. Wliczając w to gorący czajnik z wrzątkiem oraz rodzica z krokodylem. Tak samo rówieśnicy wydają się bezpieczni – nie widać w nich zagrożenia. Nie widać na zewnątrz, więc dziecko może wejść w kłopoty.

Jak już  jest temat sieciowy, to tu jest łącze do Wikipedii, hasło trollowanie [link]. Tu też rozpoznamy aktywność symbionta, jakże wyraźnie!

„Osoba stosująca trollowanie zwykle reaguje wrogo zarówno na próby uspokojenia dyskusji, jak i agresywne reagowanie na jego zaczepki, zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne emocje i przyczynia się do kontynuowania sporu. Sprawia to zazwyczaj takie wrażenie, jakby troll „sycił” się nimi.

cechy – np.:
# prowadzanie zamieszania w stosunku do własnej osoby, przedstawianie siebie jako ofiary
# celem trolla jest tutaj nadanie większego znaczenia swoim wypowiedziom,
# regularne ogłaszanie swojego definitywnego odejścia z forum lub grupy dyskusyjnej i za każdym razem,
# tworzenie „klonów” (np. „Troll” może także występować w tym samym okresie także jako „Uczestnik1” i „Uczestnik2”),

Najskuteczniejszą obroną przed trollowaniem jest całkowite zignorowanie wszelkich zaczepek trolla, w momencie gdy się zorientujemy, że mamy z nim do czynienia.

Przy atakach przypomina mi się moje wydarzenie z dzieciństwa. Opisałem je w liście do dwóch osób, które akurat przeżyły mocny atak.

cytuję:

„To co piszesz przypomina mi wspomnienia z dzieciństwa, kiedy czułem,
że z moją mamą jest coś nie tak  – z jej intencjami wobec mnie. Kiedyś
jak wracała z pracy chciałem to wypróbować, na ile jest istotnie w
dobrych intecjach wobec mnie.

A więc czekałem w domu aż przyjdzie z pracy [miałem 10 lat] i
ustaliłem sobie, że będę tak grzeczny i przyjazny wobec niej jak tylko
można. [żeby tylko uniknąć kłótni, nieprzyjemnych chwil]

Gdy weszła to widziałem, że coś jest mocno nie tak [ dziś wiem – kr
uruchomiony]. Nie miała się czego czepić u mnie, ale jednak coś
przekręciła i tego się czepiła, jednym słowem zaatakowała
energetycznie. Ja, tak jak sobie ustaliłem, robiłem wszelkie uniki,
ale nie dało się. Nasze połączenie energetyczne i konieczność
fizycznego bycia w tym samym mieszkaniu robiła swoje. Czułem się
ohydnie, wykorzystany i zdradzony.

W Waszym przypadku może być tak samo. Kr będzie chciał żreć –
jeśli nie dziś to jutro. I nie obchodzi go, że jest niewiarygodny, że
wygląda jak ostatnia łajza. On chce żreć i tyle go to obchodzi.
Nosicielka jest tu też tylko do posługi, jej zdrowie się praktycznie
nie liczy w obliczu głodu kr.

[akurat tu jest przypadek już mocnej  degradacji nosicielki]

Na szczęście macie tego wszystkiego świadomość. Dla mnie największym
wyzwaniem było przejście ponad prostą logiką, która mówi, że jak ktoś
coś mówi, to to właśnie ma na myśli, a słowa służą konkretnemu celowi,
bezpośrednio wyjawionemu w tych słowach.

U nosiciela to:

1. ani to, co mówi to tego nie ma na myśli
[bo nosiciel mało co w ogóle rozumie ze swojego położenia, można
powiedzieć, że jest mocno zagubiony w sieci manipulacji kr. Myśli, że
jest podmiotem, a jest przedmiotem]

2. ani też słowa z jego ust nie służą bezpośrednio temu czemu wydają się
służyć [mają zaś odsłonić ofiarę, zabełtać jej emocje tak, aby były
łatwiejsze do spijania przez kr, w ogóle zabełtać jej w głowie, pomieszać w obrazie świata].

np. obietnice tak często opowiadane przez osoby z kr. służą [sprawdźcie sami] w dużej części temu, żeby otoczenie przestało mu d.. truć [zawracać głowę] i się zadowoliło słowami, które wywołują w umyśle nadzieję [obietnica w umyśle kobiety zwłaszcza dobrze robi nadzieję]. Jednakże nosiciel dostaje sporo wolnego, swobodnego czasu dzięki temu i kr. może wyprawiać, co chce. Zobacz sobie nosiciela obiecującego – na ile tak naprawdę ma intencję, aby „się poprawić”, a na ile jest to spławienie wierzgającej ofiary. A ofiara – wierzy.
Wierzy w to, w co chce uwierzyć.

Tak więc wspieram was w tych trudnych czasach, akurat przyszedł kryzys,
niemniej kiedyś musiał. Z drugiej strony kryzysy bardzo przyspieszają
nieuniknione wydarzenia. Jeśli jesteśmy po prawidłowej [zdrowej] stronie, to
możemy spodziewać się ulgi.”

Ochrona  nosiciela przez symbionta

>Czy mógłbyś coś powiedzieć o tym, w jaki sposób drona chroni swojego
nosiciela?

wg mnie drona/krok chroni nosiciela poprzez swoją aktywność [najbardziej]. Aktywność krok jest tak duża, że potrafi zdobywać tyle pokarmu, zasobów, że sporo przypada nosicielowi, poza tym wspiera energetyką np. emocje, daje odprężenie, poczucie radości itp. Poza tym aktywny krok z jednej strony mocno zadziwia a też mówi swoimi działaniami „nie podskakuj, bo zobaczysz, że pożałujesz!” A więc ma zarówno marchewkę jak i kij dla tych, którzy są wokoło.

Dochodzenie do podobnego poziomu funkcjonowania z użyciem własnych „sił” i umiejętności można osiągnąć, ale na innej ścieżce, związanej z inną filozofią, niż ta, z którą się wiąże zjawisko krok. inne niż walka, rywalizacja, wysiłek, podległość, manipulacja. Wg mnie dopiero, gdy wychodzimy poza te okoliczności [wspierane przez krok.] możemy działać na zasadach mających większą swobodę.

Krok. jest mistrzem zaciskania pierścienia wokoło swoich ofiar. Razem z nosicielem, on, ona też są ofiarą kr. Pod koniec życia wielu z nosicieli są strzępami człowieka.

Wielcy Inspiratorzy

Żeby temat uczynić nieco lżejszym, to powiem, że krokodyle niesłychanie inspirują! Same zresztą o tym dobrze wiedzą i używają tego jako argumentu na swoją działalność i do przekonania nosiciela. Oraz oczywiście oklaskującej występ publiczności!

Kiedyś pewna panienka zwróciła się do mnie z panicznym pytaniem: „przecież wszyscy ludzie osiągający sukcesy nie mogą mieć krokodyli!!”

A jakby większość właśnie miała? – odpowiedziałem.

Panienka była przerażona, bo właśnie była na drodze do robienia kariery i obawiała się, że będzie mieć kr. I chyba już go miała, bo tak zamieszała w korespondencji, że poczułem się moooocno podjedzony, pomieszany w energiach.

Teraz dwie piosenki:

jedna bez krokodyla – poruszająca, ale w naturalny sposób [raczej bez kr. chociaż nie badałem]

http://www.youtube.com/watch?v=bzC3_QN7028

http://www.youtube.com/watch?v=bzC3_QN7028&feature=player_embedded

druga z krokodylem

Można poczuć tą atmosferę wysokich wibracji, swobody, luzu, zabawy..

Mika: Grace Kelly

niebardzo czyste wibracje, ale jakie wysokie.., są one bardzo pociągające i bardzo inspirujące: – ja też tak chcę! – takie odczucie można mieć, prawda?] Warto kliknąć w obrazek, aby otworzyć Youtube i oglądać na pełnym ekranie i głośniej! 🙂

jest w tym coś nadludzkiego, nieziemskiego.. i ludzie to uwielbiają 🙂 Jest – pomimo bałaganu na planie taki „czysty”. To jest też cecha symbiontów, że potrafią iść prosto do celu.. a przynajmniej się zamierzać.

I to też ludzie podziwiają. Gesty władcze, komenderujące. Wiedzenie czego się chce. Swoboda w momentach, gdy inni by czuli napięcie, skrępowanie czy tremę.
I to bez względu, czy ktoś jest prywatnie świnią czy dobrym kumplem.

No i wielu nosicieli jest po prostu szczupłych, tak jak Mika. A to bardzo się podoba, tyle, że ci bez kr. mogą się natyrać a takiej szczpułości i tak nie osiągną.

Generalnie krokodyle [i nosiciele oczywiście], są podziwiani.

[jakby nie działało, to należy wejść na youtube.com i poszukać „mika grace kelly”]

Albo tu, Queen, Bohemian Rapsody, pamiętam jak mnie ciarki przechodziły, jak to słyszałem ileś lat temu.

Freddie ma potężnego krokodyla przyczynowego, oraz pogryzione ciało mentalne. Mimo, że go nie ma już z nam. Nie wyleczył się z tego.

I kolejna piosenka bez krokodyla, z uczuciem, takim trochę bezwiednym, dziewczęcym:

Ta pani ma obecnie nieco więcej latek. Wtedy jak śpiewała to było to bez kr. [2006r.], ale okazuje się, że przez te lata coś takiego mało ludzkiego weszło w jej śpiewanie i w nią samą [2010r.]. Ja nazywam to, że ktoś aspiruje do krokodyla. Wtedy była wręcz nastolatką wraz z taką „niewinnością” nastoletnią, ale być może nie zachowała jej, pozwalając – może bezwiednie – na obciążenie. Obecnie jest inaczej.

Często kobiety odwołują się do pomocy kr. gdy ktoś atakuje na ich seksualność. Wziecie kr. może być kewstia chwili, gdy pani jest zdesperowana. Kobiety robią to nieświadomie, ale skutecznie.  Stają się potem bardzo silne, bezwzględne.  O bestii w kobiecie można poczytać tu [link]. Wzięcie krokodyla skutecznie odgradza od naprzykrzających się superaśnych kolesi [którzy sami zwykle mają kr.]. Jednakże taka pani zaczyna również odgradzać się od mężczyzn, których by tak naprawdę chciała poznać. Nie sama się odgradza, to symbiont odstrasza owych panów, już jest bariera. Poza tym pani staje się tak silna i bezwzględna [„wiedząca czego chce”, mówiąca „gdzie ci mężczyźni” itp..]. Przestaje być w ogóle atrakcyjna dla zdrowych na psychice mężczyzn. Bo kto by chciał mieć taką za partnerkę? Chyba masochista. Takich też się sporo znajduje [np. wcześniej pokrzywdzonych w domu rodzinnym.] Jednak to nie oznacza, że jest to zjawisko zdrowe.

Jeśli ktoś nie wierzy, że można BEZ kr. zrobić coś naprawdę ekstra, to zapraszam do obejrzenia tego filmu. Tu jest osiągnięcie bez kr.

Tu jest piosenka inspirująca, o tym, jak się uwolnić od zasad, które trzymają nas w klatce.

Mrozu - 1000 m Nad Ziemia

Tekst jest dwuznaczny. Oczywiście, wiele, wiele osób chce się uwolnić od blokad, obciążeń, zatruć, kodów, więc słowa „Gdyby tak zapomnieć o zasadach co trzymają w klatce nas” bardzo do nich przemawiają.
Autor ma dwa spore kr [atmaniczny i przyczynowy], więc łatwo się daje lubić, wręcz wchodzi z marszu na listy przebojów.

Jednakże czy autor proponuje oczyszczanie się, czy proponuje świadome oczyszczanie?
Połowicznie.
Mówi:
„Życie może być jak Babilon. Nie pozwalaj by cię zwabił on.”
co sugeruje niepoddawanie się obciążeniom, nieuleganie im. I to jest bardzo poprawne.
W tej piosence jest bardzo dużo optymizmu, pozytywnej inspiracji!

Ale także:
„Po co ciągle patrzeć wstecz. Po swoje musisz biec.”
A tutaj mówi o tym, że nie należy się oglądać. Wiecznie oglądać się nie jest dobrze. Jednakże próba zignorowania własnych obciążeń, brak refleksji wobec tego, z czym przychodzimy, na początku się udaje, ale po iluś latach odbija się mocną czkawką.
A więc niepoprawnie.

Podsumowując: inspirujące, ale można się nadziać.

Wysokie wibracje przy obciążeniu? Niemożliwe!

„W wyższych poziomach wibracji subtelnych jest tak pięknie! Takie śliczne istoty tam zamieszkują! a jakie są one pozytywnie nastawione do ludzi! O, to tylko tu, na ziemi można spodziewać się niewdzięczności. Tam w wysokich ciałach nie ma niegodziwości, co ci przyszło na myśl!! ” „Jeśli jest jakaś zła energia to w astralu. Na wyższych ciałach wszystko już jest w porządku” – tak naprawdę wiele osób myśli. Także zainteresowanych duchowością.

Wibracje wysokich ciał, pochodzące od krokodyli i ich opiekunów [bo jak się krokodyl bawi, to i jego opiekun także, a co..], te wibracje wyglądają na czyste, ponieważ są wysokie.

Krokodyle są inspirujące, ponieważ mogą rozwiać sfery astralne! To, co niektórzy nazywają astralem, a co przytłacza, co utrudnia emocjonalnie życie, co powoduje, że czujemy się nie w sosie – to wszystko krokodyl może jednym zamachem ogona usunąć! Nie jest dziwne, że tak inspiruje!

„Ten człowiek to potrafi się cieszyć! Jaka radość! Niech i ja skosztuję tej radości!” – możesz sobie pomyśleć. To istotnie przedsmak Oświecenia [braku przeszkadzających myśli i natrętnych emocji]. Taa.. jednak mało osób sobie zdaje sprawę z jakiej przyczyny taka osoba się właśnie tak zachowuje.. Nie jest bowiem mistrzem duchowym, który porzucił utożsamienia i przywiązania do rzeczy światowych. Osoby z krokodylem mogą mieć całkiem konkretne pragnienia, wręcz namiętności a jednocześnie tyyyyyle luzu.. Przecież to jest o wiele przyjemniejsze niż porzucanie utożsamień, pragnień i przywiązań, prawda? I mamy takie przykłady na wyciągnięcie ręki. Tyle, że…  mało kto wie JAK to się dzieje, DLACZEGO tak się może dziać.

Czyli jest to pewien jakby powiedzieć – przekręt. Szukamy istotnie czystości, prostoty, szczęścia. I znajdujemy, nawet więcej niż oczekiwaliśmy. Jednak prędzej czy później sprawy się będą się wyjaśniać – czy za 5 minut, czy za 5 lat zobaczymy z dowodami, że to tak całkiem nie jest czyste. Że jest jakiś przekręt.

Ktoś, kto jest cwany wygląda na mądrego, prawda? Widziałem iluś profesorów z różnych uniwersytetów, którzy wcale nie byli mądrzy, niektórzy byli nawet nieco prymitywni, chociaż zdecydowana większość z nich posiadała bardzo wiele, wiele wiedzy i nierzadko umiejętności.. To jest na takiej zasadzie. Jeśli ktoś nam mówi o jakiejś wiedzy, która nas ciekawi, to myślimy sobie – o, mądry gość. Tyle, że może on jedynie dużo mieć wiedzy, natomiast mądrości nie musi mieć.

I jeśli szukaliśmy radości, szczęścia, jeśli chcieliśmy się skolegować z osobami to przejawiającymi się – można to osiągnąć. Jednak [jeśli mają symbionta] to po pewnym czasie sporo piasku w trybach się pojawia. Owszem, idziemy, fajnie, ale kamyk w bucie jest i nie przestaje nas uwierać! Przypomina, że mimo tej radości od czasu do czasu jest COŚ jeszcze.

Co ciekawe, dla pań, takie wibracje radości, swobowy, luzu powodują „dobre odczucia”wobec takiego kogoś… taa.. Nierzadko motylki w brzuchu i inne podobne sprawy. Dla panów to samo się tyczy. Nie dziwię się, bo to przecież wysokie wibracje, z obszarów, które istotnie mogą być miejscem szczęśliwym. Dzieje się to właśnie poprzez emanację tych wyższych energii. Natomiast symbiont może tam być i tak. Jak smaczne jabłuszko z robakiem. I co – pytanie dla pań – czy mogę istotnie tak wierzyć moim odczuciom? To istotnie trudne pytanie, bo by się bardzo chciało, ale zagrożenie jest. A kobieca dusza nijak nie chce rezygnować z odczuwania. Na szczęście nie musi – wystarczy, że właścicielka dostanie informacje, podda je refleksji i zmieni intencje i decyzje.

**

Trzy stadia „posiadania” kr:

1. aspirowanie
Dusza/osobowość pragnie wsparcia, widzi, iż inni mają wsparcie tak potężne, tak dobrze oceniane w społeczeństwie. Sam/a czuje się zagrożony/a, niepewny/a.

Osoba taka, zwykle dusza w wieku młodszym, jest niejako „wpatrzona” w obrazy wzorcowe – ma ileś takich „modeli”, którzy już kr posiadają i mocno z niego korzystają. Oczywiście nie ma tu mowy o świadomości tego, iż trzeba za bycie nosicielem zapłacić coś, zwłaszcza, że można mocno stracić z tego powodu.

Osoba aspirująca może otworzyć się na kr w momencie dużego zagrożenia [życia, zdrowia], tak, aby się z tej kłopotliwej sytuacji wydostać. Na normalnych wibracjach by się to najpewniej nie udało. Może to być też sytuacja długotrwałego poniżenia przez rodzinę, rodziców, jednego z rodziców, otoczenie rówieśników. Wyższe typy krododyli przyjmują nosiciele właśnie dla „pokazania, że jednak potrafię”. Osobowość ma już wtedy argument, że nie jest aż tak źle, i to nie byle jaki argument.

2. noszenie
Dusza jest w trakcie bycia zamieszkałą przez kr – jest to „wstawka” w duszę. Następuje częściowe zlanie z duszą i jej funkcjonowaniem. Oceny pozytywne/negatywne  dla kr są oczywiście zauważane przez nosiciela, natomiast sam zainteresowany widzi to zjawisko jako jedność siebie. I oceny dotyczące kr traktuje osobiście, zwłaszcza te pozytywne. O negatywnych nie za bardzo chce słuchać. Ego, jako obraz siebie jest mniej lub bardziej jednolity: „jestem raczej scalony, chociaż czasami coś mocno wariuję, a sam nie wiem dlaczego”. Ocena negatywna postępków krokodyla dotyczy więc samego siebie: „jestem czasami taki niedobry, nieuczciwy”, jednakże symbiont w miarę szybko wygładza zmarszczki na sumieniu i właściwie nosiciela za 10 minut to nic nie obchodzi.

3. opuszczanie
Dusza jest już raczej starą duszą, żeby zorientowała się, iż coś jest z osobą nie tak. Osobowość zwykle już jest na tyle otwarta na krytykę własnej osoby, że zaczyna się zastanawiać nad sobą. Tego poziomu samoświadomości często oczekuje się od osób o młodszych czy dojrzałych duszach, natomiast one mogą tego jeszcze nie posiadać i próżne walenie w bramę – nie otworzą. Warto wiedzieć, z kim się ma do czynienia i czy w ogóle warto rozmawiać o tym, co się z danym człowiekiem dzieje. Taki ktoś widzi, czuje, chce zmian, natomiast może nie wiedzieć jak to zrobić. Gdy dojdzie do niego, że ma „na pokładzie” obcego, będzie w stanie radzić sobie z tym, od momentu uświadomienia, poprzez rozpoznanie, pracę, aż do usunięcia kr.

Winien – nie winien?

Wydaje mi się, że nie należy w czambuł potępiać osoby, która ma takie obciążenia. Zwykle ona ich sama bezpośrednio i świadomie nie wybrała [o tym w tekstach]. Pojawiające się zachowania nie są też bezpośrednio tworzone przez tą osobę. Jednakże – tak czy siak – jest ona za nie w końcowym rozrachunku odpowiedzialna. Zasługuje na szacunek nie z powodu swoich uczynków albo osiągnięć, ale dlatego, że żyje.

Jeśli w łodzi podwodnej marynarz zostawi uchylony luk, to wleci woda, gdy będą się zanurzać i pozalewa sporo wnętrza. Marynarz miał dobre chęci. Był romantykiem, a niebo było takie błękitne, że trudno nie popatrzeć.. zapatrzył się.. tak było miło..

No ale woda się sporo wlała i nie ona jest odpowiedzialna za zalanie, tylko ów matros marzyciel.

Podobnie jest z nosicielem krokodyla – „to nie on jest temu winien” – można błędnie, romantycznie stwierdzić.

Jednak za czyny symbionta-pasożyta odpowiada nosiciel. Tu osoba z krokodylem, czyli nosiciel może czuć się oskarżony, niewinnie karany. Tym trudniej jest mu to znieść, że nikt nie uczy o takich sprawach, o których teraz czytasz.

Podobna sprawa jak z wodą, która się wlała do środka łodzi podwodnej, jest  i z krokodylem

  • jeśli jest agresorem, to czy go należy potępiać?

Jeśli jest to istota, która żeruje na cudzej energii, to może być bardzo nieprzyjemny, może powodować spore cierpienie.

Ale on już taki jest i nie można krokodyla „wyleczyć” z tej przypadłości jedzenia aury i energii.

Nie sposób też krokodyla „uczynić humanitarnym” i skierować na jedzenie energii z roślin czy z gniazdka sieciowego.

Powiedzenie sokołowi, żeby nie łowił myszy i żeby jadł trawę mija się z celem. Natura takiego agresora jest określona i niezmienna. Warto sobie uświadomić, że tak jest, zaakceptować to i omijać takiego agresywnego gościa szerokim łukiem.

Wyjściem z opresji dla ofiar jest odłączenie się i zajęcie się sobą [jeszcze o tym będzie]. Ofiara po długim kontakcie z nosicielem krokodyla ma co z sobą robić, oj ma..

.

Ukryta delikatność i ukryta depresja

Osoby „dotknięte” krokodylizmem są, co ciekawe zwykle wewnątrz delikatne, wrażliwe. Nabycie krokodyla wydaje się wtórne, zwykle pochodzi z chęci obrony. Prawdopodobnie, gdy takie osoby nie mogą wytrzymać trudności, jakie przynosi życie w świecie – stowarzyszają się z symbiontem.

[Ten opis może dotyczyć to poprzednich wcieleń, gdy w tym wcieleniu brakuje takich wydarzeń a krokodyl jest. Widziałem już bardzo małe dzieci z całkiem rozwiniętymi krokodylami.]

A więc jest paradoks – delikatna istota w opancerzonym ciele. Jak Dart Vader.

Często też tacy ludzie wyglądają bardzo „do przodu”, ale jak się wgłębić, posłuchać ich historii, to mają poczucie znacznego ciężaru życiowego. Mają nadal poczucie skrzywdzenia, potraktowania gorzej, chociaż wokoło nie traktuje się ich gorzej – to jest chyba kreacja symbionta, aby uprawomocnić swoje przebywanie.

Tacy ludzie po prostu gdzieś w głębi czują się mocno depresyjnie. A że świat nie zezwala na uzewnętrznianie tego – żyją z wizerunkiem, twarzą wykształconą przez symbionta – aktywną, prosperującą.

Co ciekawe, kultura nie zezwala na stany depresyjne komu? Mężczyznom. A kto ma zwykle obciążenia krokodylami? Mężczyźni i te kobiety, którym nie dano być kobiecymi, nie dano rozwijać cech kobiecych [w tym prawa do słabości]. Krokodyl maskuje stan depresyjny.

Osoby z kr wyglądają na zewnątrz bardzo miło, natomiast mają w sobie ukrytą poczucie bycia skrzywdzonym, niewysłuchanym, niewystarczająco kochanym. A że sami nie czują się wystarczająco silni, to krokodyl za nich „oddaje światu” za tą krzywdę, jaką nosiciel przeżył.. I tak sieje jadem na lewo i prawo, kąsa boleśnie tych, których zdoła zaznajomić i przytrzymać.

Przy osobach z wejściami wejście jest tym czymś, co „za nich” gniew, agresję wyraża. Kto ma przeważnie wejścia lub współuzależnienie? Kobiety i ci „mili” mężczyźni, którym zabroniono wyrażania gniewu, wściekłości.

==

Osoby z kr często cierpią na pustkę wewnętrzną. Zarabiają spore pieniądze, wydają je ze znawstwem, używają życia.. a czują niedosyt, czują pustkę. Często ich ciała bolesne wysmykują się i żebrzą o współczucie – wiele dusz nosicieli kr słyszałem, jak mówiły „czego ode mnie chcesz, co ja ci zrobiłem?! czemu się na mnie obrażasz, czemu ludzie się do mnie tak niechętnie odnoszą? Dusza niestety jest głucha i ślepa na obecność kr.  w ciałach takiego człowieka, przynajmniej tak się na pierwsze widzenia wydaje.

..

Pewni naukowcy angielscy badali jak ludzie tłumaczą różne swoje niecne czyny. Okazało się, że owe różne mniejsze i większe występki motywowali oni tym, że są w jakiś sposób „słuszne” i dawali sobie na nie prawo. Może „słuszność” nie jest tu najlepszym słowem, może lepszym byłoby, że takie wybrane przez kr. działanie nie jest sprzeczne z uznawanymi normami. To oczywiście wiele mówi o bezwzględności czy nieludzkości tych norm.

Zresztą wszelakie obciążenia duchowe i działania na ich podstawie można wytłumaczyć jakimś rodzajem radzenia sobie z cierpieniem. Radzenia sobie z bólem, z odczuciem dyskomfortu, nieprzyjemności. Prawdziwej czy wyobrażonej. Obecnej, przeszłej czy oczekiwanej. Akurat krokodyl jest to „ucieczka do przodu”, czyli zastosowanie zwielokrotnionej umiejętności poradzenia sobie. Bo jeśli „kiedyś mnie tak to dotknęło, to już obiecuję sobie, że mnie już nigdy nic nie dotknie”. Oczywiście takie „uwolnienie się” od cierpienia nie jest prawdziwym oczyszczeniem, a tylko pewnym rodzajem ucieczki od cierpienia, od bólu.

Mało? To poczytaj tutaj relacje z rzeczywistych sytuacji.

Pewnie tak można tłumaczyć różne nieprzyjemne działania kr. uprawomocnione przez nosiciela. Nosiciel po prostu jest przekonany, że ma w jakiś sposób prawo tak czynić, jak czyni, że biorąc pod uwagę wszelkie występujące warunki, można się zgodzić na takie działanie, jakie kr. podejmuje. Czyli nie ma nic w poprzek moralności, wszystko jest oki.

A że ktoś inny cierpi? No to akurat często nosiciela nie zajmuje, a tym bardziej kr.

Nadużycia seksualne wobec dzieci

Atak na sferę seksualną najczęściej jest związany z krokodylem witalnym. Na witalnym [eterycznym] poziomie zachodzi nawiązywanie się więzi partnerskiej.Gdy dziecko jest obiektem seksualnym dorosłego, zwłaszcza mającego kr. uszkadzane są bardzo wrażliwe i delikatne struktury witalne. Jest to równoznaczne z pogryzieniem na ciele witalnym. Wchodzą w to pedofilia, obnażanie się wobec dzieci [system witalny jest bardzo delikatny u dzieci, stąd naturalny wstyd – chroni przed uszkodzeniami systemu witalnego], współżycie dzieci, nastolatków. To wszystko mocno uszkadza dalsze możliwości życiowe w obszarze związków partnerskich.

Krokodyl witalny jest odpowiedzialny za pogryzienie na ciele witalnym, czyli nadużycia seksualne, także dokonywane na  dzieciach. To skutkuje blokadami na seksie i bliskości i niemożnością zawarcia satysfakcjonującego związku.

.

Co zrobić???

Po pierwsze – rozpoznanie.
Nie jest aż tak łatwo na pierwszy rzut oka poznać, kto istotnie, prawdziwie jest atrakcyjny sam z siebie, w takim ludzkim, prawdziwym znaczeniu.

Ale jeśli czujesz, że robisz coś nieświadomie, nawykowo, co przewyższa możliwości innych – sprawdź opisy funkcjonowania kr. na tej stronie.

Dopiero jednak prawdziwe przyczyny zmian prowadzą do prawdziwych przemian i prawdziwych sukcesów.
Prawdziwe rozpoznanie prowadzi do prawdziwych wniosków.

Dopiero działania oparte na prawdziwym rozpoznaniu prowadzą do prawdziwych uwolnień.

Podstawowa sprawa: krokodyla bierze się na pokład na konkretne potrzeby [np. dobrej prezencji, wymiatania w towarzystwie, bycia znanym i lubianym].

Jeśli chce się go pozbyć, trzeba zastanowić się jak odejść od tych intencji, jak je oczyścić.

Np. kr. astralny może być przyjmowany aby być mniej wrażliwym, bardziej twardym, nie poddawać się dominacji.

Kr. astralny włączając się robi osobie z otoczenia na złość, a jednocześnie śmieje się z tego, robi się „ubaw”, bo komuś się nie powiodło. Bardzo popularne są grupki małych chłopców, którzy dominują nad słabszym i się z niego śmieją. Niejeden z nich będzie miał kr. astralnego.

Jak mieliby się jednak oczyścić? Mieliby stwierdzić to, co zresztą im nauczycielka mówi, że powinni być przyjacielscy wobec tego słabszego, a nie bawić się jego kosztem. Dla małych chłopców takie tłumaczenie jest pozbawione sensu, przecież tak im fajnie, jak tamtego gnębią, czują ulgę w swoim [często przykrym] życiu.

Natomiast podobne zalecenia są do dorosłego nosiciela krokodyla: być przyjacielskim, oprzeć swoje relacje na miłości wobec drugiej osoby [najczęściej już partnerki]. Działać z pozycji czakramu serca. Oczywiście jest tu wstyd, żeby się przyznać, że tak się dzieje, może nawet jest łatwiej tak zdominować partnerkę. Niemniej bez zmiany postępowania nie ma co liczyć na oczyszczenie.

Oczyszczenie kr. astralnego wiązałoby się z byciem na powrót bardziej wrażliwym, mniej twardym.

Dalsze wskazówki  poniżej na stronie,

i w osobnym tekście „Praca z krokodylami” [link].

**

Jak rozróżnić kr od wejścia?

> bronię usilnie swoich prawd, które uważam za słuszne, denerwuje mnie to, że ktoś może mieć inne zdanie

> chęć panowania nad ludźmi, która czasem się objawia, chęć bycia atrakcyjnym dla innych, twardym, bezbłędnym, mającym zawsze rację, pouczającym otoczenie. Paradoksalnie, kiedy gromadzi się wokół mnie grupka osób, które patrzą na mnie „z dołu”, irytuje mnie to trochę i nie chcę tego.

rozpoznanie kr. jest proste.

Jeśli dokonujesz posunięć na ciałach mentalnym i przyczynowym bez żadnego kłopotu, niejako „samo się dzieje” i przez to ustawia się ludzi wraz z ich przekonaniami po kątach – to jest krok.

Jeśli jednak postawa:
>bronię usilnie swoich prawd,
wymaga poczucia, że jest walka, że trzeba się przeciwstawić bo [coś tego wymaga],
że trzeba koniecznie wywierać presję w danej sprawie,
że trzeba wysiłku,
że jeśli nie ty, to nikt tego nie dokona, nie naprawi,
a jednocześnie czasami czujesz się nie aż tak silny jak przeciwnik,
to wtedy to jest wejście.

Kr zwykle bowiem:

  • jeśli coś działa, nawet w warunkach trudnych, to nie daje poczucia trudu,
  • jeśli działa, to jest to jak jechanie na łyżwach po lodzie, bez oporu,
  • nie będzie myślał o społecznych skutkach swoich działań,
  • jak działa, to czuje się panem, bezwzględnie panującym nad sytuacją [nawet jeśli wda się w konflikt z innym kr]

Części składowe

Obciążenie symbiontem, według mojego bieżących rozeznania składa się z kilku elementów:

  • z samego symbionta, czyli podłączenia energetycznego, „wtyczki” umieszczonej w danym ciele subtelnym,
  • z wzorców osobowościowych, które taki człowiek przyjmuje, wytwarza w swoim życiu, a które współpracują z kr.
    [wzorce te buduje sobie osoba od dzieciństwa, a od momentu wzięcia kr. budowane są wzorce osobowości typu egoistycznego, cynicznego, nadużywania itp. Nie są one może jedyne, tak więc u takiego człowieka można znaleźć w miarę poprawne wzorce współpracy, rozliczania się. Jednakże wzorce współpracy z kr. są specjalne ponieważ wspomagane są wysokimi energiami niepochodzącymi z samego człowieka. Ten element można oczyścić osobistą pracą nad sobą, przez wzrost świadomości tego, co się z człowiekiem dzieje. ],
  • są jeszcze łącza energetyczne do ciemnej strony, które utrzymują osobę w obrębie wpływów sił ciemnej strony,
    [takie zależności dają mniejsze lub większe ogólne degradowanie się życia swojego i osób bliskich]
  • i jest Opiekun kr., do którego przekierowywana jest pobierana energia,
    [jest to istota niewcielona, która odpowiada poziomowi Wyższej Jaźni człowieka. Współpraca osoby z kr. oznacza częściowe poddanie się jego Opiekunowi zamiast całkowitego poddania się własnej WJ, jakby to było w sytuacji zdrowej]

Oczyścić można energie zarówno kr, jak i połączenie z siłami ciemności i z połączeniem z opiekunem [ tu łącze do oczyszczenia modlitwą wstawienniczą]

Natomiast nie sposób zmienić komuś osobowości poprzez modlitwę. Albo też nie sposób komuś oczyścić jego kłopotliwej postawy jego Duszy wobec Dusz jego przodków, do których Dusza np. ciągnie, lgnie, chce pójść ich śladem lub ma inne pomysły, które przekładają się na dysfunkcje osoby z krokodylem.

Zachowane jest tu prawo do własnych wyborów. Osobowość stanowi zespół własnych wyborów.

Anatomia zjawiska

Tu wreszcie kilka słów o dwoistości takiej osoby, o tym, jak przejawia się taka osoba i to coś, co ją obciąża.

Bardzo wiele wskazuje na dwoistość takiej osoby, „posiadającej krokodyla”, na dwoistość zachowania. Patrząc się z ezoterycznego punktu widzenia tak rzeczywiście jest, można powiedzieć – nawet zupełnie literalnie. David Icke w swoich wykładach pokazuje rysunek, jak to wygląda biorąc pod uwagę to, co widać w świecie energii. Jako energie widzimy dwie istoty, które są w pewien specyficzny sposób złączone.

Wyobraźmy sobie człowieka. Za jego plecami widać istotę podłączoną do człowieka niewidzialnymi łączami. Tak mniej więcej wygląda kr i jego nosiciel.

Jak patrzeć na krokodyle z pozycji duchowej? Dlaczego coś takiego po świecie chodzi?

Krokodyl dajmy na to astralny wchodzi na przerośnięte ciało astralne, jak na obrazku poniżej. Dzieje się tak, ponieważ ciało o jeden poziom wyższe, mentalne nie jest w stanie ochronić, „przykryć” ciała astralnego.

Krokodyle [wraz ze swoimi opiekunami] mogą działać na różnych poziomach ciał subtelnych. Sam krokodyl jest jakby plug-inem, wtyczką w ciało subtelne człowieka – na obrazku jest przedstawiony akurat k. astralny. Jest bardzo „płaski” w swoim przeżywaniu czy percepcji, ogranicza się do sfery astralnej. Zresztą jeśli siedzi w jednym ciele, to gospodarz zwykle ma wiele innych jeszcze ciał, w których się może wykazywać.

Dopiero ich Opiekun k. jest z „wyższych sfer”, czyli jest obecny w ciałach wysokich, jak atmaniczne, anupadaka czy adi.

Dokładniejsze opisy obrazujące różne istoty i poszczególne typy obciążeń można obejrzeć tutaj.

Pytanie:

> coz to za cudowny dopalacz ten krokodyl buddialny ? To znaczy, ze wplywa na wyznawane wartosci zyciowe Pana J?

Poziom krokodyla z moich badań raczej jest związany z jego „jakością”, możliwościami i na ile gładko się wślizga w życie ofiary. Te niższe robią większe zniszczenia i powodują grubsze kłopoty i robią zamieszanie. Te wyższe już tylko w umyśle sieczkę robią. No i oczywiście wszystkie – zgodnie z poziomem zaburzają energie i je kradną.

Natomiast na TREŚCI [także umysłowe] u nosiciela krokodyle nie wpływają. Jakby wpływały, to by się nosiciel domyślił, że nie jest sam, bo by widział cudze treści we własnym umyśle. Tak więc krokodyl jest mniej lub bardziej przeźroczysty, transparentny. Ale jest.

Krokodyl fizyczny nie będzie zmieniał sposobu poruszania się człowieka, ale może [na jakiś czas] zwiększyć jego możliwości, np wydolność [człowiek może się wtedy forsować ale potem jest spłata długu i degradacja, czyli choroba, tak jak na innych ciałach].

Krokodyl witalny może dawać poszerzenie doznań, zintensyfikowanie ich [i pewnie „lepsze”, bardziej sycące doznania], natomiast nie zmienia pragnień witalnych, czy instynktów ciała.

Krokodyl witalny jest odpowiedzialny za pogryzienie na ciele witalnym, czyli nadużycia seksualne, także dokonywane na  dzieciach. To skutkuje blokadami na seksie i bliskości i niemożnością zawarcia satysfakcjonującego związku [więcej tutaj]. Gdy podejrzewasz się o pogryzienie na ciele witalnym możesz przesłać mi zdjęcie, zobaczymy, czy to to może być przyczyną kłopotów.

Krokodyl astralny nie zmieni treści emocji nosicielowi, natomiast tak wzmocni jego energetykę emocjonalną, że nosiciel będzie uważany za „nadczłowieka” [może takiego z podwórza, z sąsiedztwa, ale jednak mogącego więcej, np. przewodzącego bandzie]

Czyli krokodyl mentalny nie będzie wpływał na treści myślowe nosiciela. Ale będzie ogromnie wspierał jego intelekt. Doda mu turbodoładowanie intelektualne.

Krokodyl przyczynowy nie zmieni nosicielowi decyzji, nie będzie wpływał na nie, jednak mocno wesprze możliwości ich realizacji i przekona nosiciela, że tak wiele jest możliwe do osiągnięcia! Albo da mu awans w drabinie dyrektorskiej, albo przynajmniej całkiem konkretne podstawy do takiego awansu.

Krokodyl buddialny nie będzie zaburzał czy modyfikował wartości u nosiciela. Ale będzie sprawiał, że nosiciel będzie wyglądać jako ktoś „specjalny”, ktoś o zupełnie specjalnych możliwościach w zakresie wartości, piękna, także muzyki, mody, urody.

osoba 02

..

Pewien człowiek z kr atmanicznym każe się tytułować zaufanym „Bogiem”, i zachowuje się wobec nich jak Bóg. Ma co prawda ileś niezwykłych możliwości, ale czy to jest argument, żeby tak się wywyższać?

Awiessałom Podwodnyj opisuje zjawisko kr. Mówi, iż jeśli subtelne ciało wyższe nie przykrywa ciała niższego, to może uruchomić się zasiedlanie takiego „odsłoniętego” ciała przez krokodyla.

Przykład odsłoniętego ciała mentalnego:

Ciało wyższe, mniej rozwinięte: przyczynowe.

Cało niższe, bardziej rozwinięte: mentalne.

Sytuacja w Ciele przyczynowym

Jeśli ciało przyczynowe jest niewielkie to równa się temu, że dana osoba nie jest zainteresowana poszukiwaniami związków, zależności istniejących w świecie.Taki ktoś może nie chcieć oglądać zależności, podlegać im. Jego intencją może być pragnienie wolności. Tak sobie ustalił sam z sobą, bo np. miał nadmiernie kontrolującą matkę. Pragnąc nieskrępowanej wolności nie będzie on także chciał się podporządkowywać innym, grupowym ciałom przyczynowym.

Nie chce rozważać nauk Kościoła, nie chce się specjalnie zainteresować co psychologia ma do powiedzenia – to nie dla niego, to by go ograniczało. Jeśliby w pokorze spróbował przyjąć, a chociażby rozważać zasady grupowe, na jakich społeczeństwo działa, to owe przyczynowe ciała grupowe osłoniłyby jego ciało mentalne. Dałyby inspirację dla tego ciała. Może nie byłaby to inspiracja doskonała, ale chroniłaby ona przed obcym zasiedleniem.

Tak więc nasz bohater nie rozwija własnego ciała przyczynowego. Gdyby rozpoczął choćby od rozważań tematów z poziomów przyczynowych, to miałby szansę aby z czasem wykształcić swoje własne ciało przyczynowe odpowiadające wielkością posiadanemu ciału mentalnemu. Jednak bunt „przeciwko autorytetom” nie pozwala na to. Nie musiałby podporządkowywać się autorytetom, wystarczy, żeby rozważał ich twierdzenia. Ale niestety, on nie chce okazywać szacunku. Nie wie, że dałoby to mu zdrowie duchowe.

Sytuacja w Ciele mentalnym

Nasz bohater jest bardzo aktywny intelektualnie. Może mieć dużo zasobów umysłowych, dużo zainteresowań czyli ciało mentalne bardzo aktywne.

Efekty

Taka sytuacja pokazuje, jak niższe ciało może być większe niż wyższe. Do takiego kogoś może łatwo przywrzeć krokodyl, zasiedlić wystające ciało mentalne. Jest w pierwszym momencie idealnie zgodny z linią działania i myślenia tej osoby. Także nie chce podlegać autorytetom, także nie chce przyjmować treści, które płyną z w miarę zdrowych wyższych ciał grupowych [grup spłecznych, rodzinnych, naukowych, religijnych]. W tym się zgadzają i nosiciel i krokodyl.

Jednakże to jest tylko na początku. Krokodyl ma ukryty plan. Wydaje się, że wspiera upragnioną wolność swojego nosiciela, jednakże sam MA swojego Opiekuna.. I z czasem owa wolność zaczyna być przenikana inspiracjami z obcego źródła, z obcego [dla ludzi] ciała wyższego. Widać to na obrazku.

I zaczyna się. Zaczyna się „nieludzkie” działanie takiego człowieka. Będąc połączony energetycznie z bytami żerującymi na energiach innych ludzi, uczestniczy w tym żerowaniu. Co prawda nie uczestniczy w tym procesie bezpośrednio. Dlatego też nie jest go świadomy. Można robić wyrzuty takiemu nosicielowi, a on tylko ironicznie się uśmiechnie i powie: „czego ty ode mnie chcesz, nic takiego nie czułem! odczep się ode mnie, nie masz żadnego dowodu” Nawet nie powie „nie masz racji” – to jest już jakaś forma rozmowy. Nosiciel nie wchodzi w ogóle w rozmowę ze swoją ofiarą. Taka jest strategia, widziałem to wiele, wiele razy i słyszałem tysiące opowieści. Nosiciel [za sprawą krokodyla] jest wyłączany z podejrzeń. Krokodyl umie chronić swojego żywiciela, jest mu on przecież potrzebny. Ta ochrona jest bardzo konkretna energetycznie – jest to coś w rodzaju welonu z energii o wysokiej wibracji, posiadającej intencję: „nie masz prawa przystępu, jestem nietykalny”. Możesz to sam zaobserwować u kolejnego gościa w dresach czy z rozrośniętym karkiem, jeżdżącego BMW. Nie ma co z takim zaczynać, te energie są silniejsze od energii ludzkich.

Nieziemskie moce

Krokodyl jest tak potężnie działający, ponieważ to jego Opiekun posiada iście nieziemskie moce [to mój wniosek]. Podwodnyj nie mówi o Opiekunach Krokodyli.  Sam krokodyl jeśliby tylko był na poziomie np. mentalnym, to możnaby go „załatwić” z poziomu przyczynowego lub buddialnego. A to nie jest wykonalne.  To dlatego krokodyl posiada tak nieziemskie moce, ponieważ ma Opiekuna:

– Na ciele atmanicznym [ciele idei] jest w stanie zrobić taką ideę jaką będzie chciał i „sprzedać ją” ludziom. Jest tu zupełnie swobodny. Nie żądajmy od Krokodyla czy Opiekuna jakiejś moralności. Ludzie przecież są dla nich jak mrówki.

– Na ciele anupadaka [ciele wyboru, wolności] jest w stanie swobodnie i zupełnie bez jakiegokolwiek wahania wybrać taki sposób postępowania, jaki mu się wymarzy. Nie ważne, że ktoś wokoło ma z tym problem, że komuś to zawadza, czy ktoś sobie tego nie życzy – jest to dla Opiekuna niezmiernie błahe.

– Na ciele adi [ciele wyboru znaczenia, przypisywania znaczeń] może Opiekun przydać takich argumentów nosicielowi, że otoczenie wpadnie w osłupienie, że ktoś tak w ogóle mógł pomyśleć! I dodatkowo, że nie można jakoś się przeciwstawić takiemu rozumowaniu [dodajmy – wyzutemu oczywiście z jakiejkolwiek wrażliwości. krokodylom i ich Opiekunom wrażliwość nie jest potrzebna. Potrzebna im energia i niewidzialne ciała ludzi. I ładnie je sobie pobierają od ludków. Z pobierania ani jednego ani drugiego nie muszą się tłumaczyć, ponieważ po prostu zaprzeczą, że cokolwiek się stało. Przecież nic nie było widać. [hehe.. mędrca szkiełko i oko dokąd prowadzi..]

Duchowość?

Krokodyle nie mają duchowej jakości, duchowej świadomości [co prawda ich Opiekunowie „siedzą” na tak wysokich ciałach, że  z marszu i krokodyla można postrzegać jako kogoś „nie z tej ziemi”.Opiekun, silnie z kr połączony pracuje na ogromnie wzniosłych wibracjach i one to wlewają się przez połączenie do kr i rozprzestrzeniają wokoło. Stąd taka „władcza postawa” u nosicieli, takie poczucie własnej ważności, często wyższości [nieco maskowanej, aby lepiej wyglądać]. Te cechy nie są zmyślone, bazują one na konkretnych wysokich [choć nieczystych] wibracjach duchowych.

Co innego krokodyle. Same krokodyle działają niemalże mechanicznie, można je nazwać pół-istotami. Ich priorytetem jest przetrwanie. No oczywiście bez przesady, bo zwykle czują się jak paniska.Wielokrotnie zwiewałem z widoku krokodylom poprzez zastosowanie prostego tricku. Na ciele, na którym akurat krokodyl występował nieruchomiałem, nie wykonywałem żadnego ruchu. Np. dla kr mentalnego zaprzestawałem myślenia, dyskutowania, oceniania. Krokodyl głupiał, bo przestawał mnie widzieć, nagle nie byłem widoczny. Dla kr astralnego częstego u alkoholików, gdy przestawałem poruszać jakiekolwiek emocje, taki koleś coś nadal błebłał w malignie, ale jako że nie miał zaczepienia emocjonalnego zastanawiał się, czy warto dalej gadać i gdzie znaleźć kolejnego rozmówcę z czynnymi emocjami. Tak na krótką metę można uchronić się przed atakiem.

Krokodyle nie mają jakichś ambicji oświecenia, dojścia do Boga. To ich akurat nie zajmuje. Mogą oczywiście przedstawiać różne wywody, które mają być dla zmylenia ofiary, czy też pokazujące swoje zaawansowanie lub przewagę. Także w obszarach idei duchowości. Mają pewne zrozumienie dla „szczytnych celów”, „wysokich idei”, a co najważniejsze dla ambicji. Dzięki ambicjom zresztą kr. nabywają wiele, wiele swoich nowych ofiar.

Jednakże celem końcowym nie ma być pokora – wręcz przeciwnie oddawanie czci, szacunku i energii IM. Jeśli kr. uznają duchowość, to taką, której podstawowym pytaniem jest: „czego sam chcesz?” [zwykle w rozumieniu „czego JA chcę?”]. Jeśli rozłożymy przed kr. opowieści o wzmacnianiu osobistej mocy, osobistych możliwości wywierania wpływu [tu pasuje np. kreacja lub działania energetyczne], to kr. się zgodzi z tymi naukami, przytaknie, że są wartościowe. A to przecież nie rozwój duchowy a magia.

Jeśli zaś byśmy chcieli opowiadać o pokorze, łączności z Bogiem, współpracy, to dla kr. jest to z gruntu niezrozumiała idea i postawa. Jakbyśmy mówili Murzynowi z buszu o śniegu.  Bo jak może rozumieć pokorę  wobec Boga istota z natury agresywnie niepokorna?

Krokodyle są sprytne, cwane, ale nie są mądre. Cwaniactwo nie jest mądrością, cwaniactwo nie może się z mądrością i miłością równać, ponieważ w perspektywie duchowej jest puste. Jak widzicie takiego „pustego” acz atrakcyjnego, pociągającego człowieka, to warto sobie te słowa przypomnieć.

„Stworzone światy” krokodyli

coś podobnego do tego, co się określa terminem „niestworzone historie”..

pewien dość istotny szczegół.

Jest to „stwarzanie świata”. Taa.. jak to opisać?

Koń jaki jest, każdy widzi – to cenna uwaga pokazująca, że sami możemy oglądnąć świat i poznać go poprzez odczuciowe doświadczenia.

Oczywiście wiele, wiele szkół duchowych tak spowiło postrzeganie, a zwłaszcza odczuwanie w kody posłuszeństwa czy też różnorakiej „wiedzy” [w cudzysłowie bardzo], że ludzie nie mają zaufania do swojego odczuwania.. Przykładowo w katolicyzmie: „masz wierzyć, nie zaś doświadczać, czy odczuwać”. [brak zaufania do odczuć jest bardzo częstą przyczyną wchodzenia w toksyczne związki czy to z nosicielem kr, czy to z osobą z wejściami..]

„Masz wierzyć, nie zaś doświadczać, czy odczuwać”. Z tej pozornej niemożności postrzegania wyszło prawdziwe niedowierzanie własnym odczuciom.

Jest dodatkowo mocno wpajane przez kr. przekonanie wszystkim wokoło, że „świata nie pojmiesz” – taki kodzik, który sporo się przeciwstawia prostemu acz głębokiemu widzeniu zjawisk.

„świata nie pojmiesz” – to nabiera wyglądu głębokiej prawdy, jeśli pobędziesz trochę z nosicielem kr i jego fabulacjami..

Krokodyle bardzo sprytnie tutaj używają preparowania wizerunku rzeczywistości [preparowania, czyli „tworzenia”, czy też „robienia” czegoś nieprawdziwego w miejsce prawdziwego i podawania go do „postrzegania”]. Preparowania wizerunku niemożliwego do pojęcia przez przeciętnego człowieka. Dopiero opierając się o pomoc czy zrozumienie od NIEGO [kr.] coś niecoś jesteśmy w stanie pojąć – tak kr. by chciał, abyśmy to postrzegali. Czyli kolejna lina na naszą szyję..

Otóż – jak zauważyłem, każda osoba z krokodylem posiada – mniejszą lub większą – „zrobioną teorię” rzeczywistości. Są to pomysły powiedzmy trochę z księżyca, co prawda bardzo przekonujące i .. bardzo skomplikowane, żeby nie powiedzieć pomieszane w sobie.

Wygląda mi często na to, że kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” dla wielu celów:

a) żeby odciągnąć uwagę od przeżywania zarówno nosiciela jak i jego bliskich

Zwykle jest to wizja świata bardzo „w głowie, w myślach” [kr. mentalny], „w faktach, w tym, co można osiągnąć” [kr. przyczynowy], lub „w wizjach przedsięwzięć” [kr buddialny]. Każdy ze stworzonych światów pociąga i dobrze odciąga nosiciela od odczuwania i obniża wagę owego odczuwania. Obniża również u słuchaczy poziom postrzegania własnej wartości, bo owe krokodyle wizje są tak przekonujące, tak bardzo „większe” od tego, co nam, maluczkim może się zalęgnąć w umyśle.. Tak wizja, to jest coś.. myślimy sobie.

Kr. przekonuje, że za pomocą odczuwania niewiele co daje się zrobić. Odczuwanie u osób wokoło jak i u nosiciela mogłoby dla kr. nie istnieć! I to by było bardzo dogodne dla niego, bo można by bez konsekwencji obdzierać z energii i ranić osoby z otoczenia..

Oczywiście – jest to dla kr. wygodne, bo właśnie poprzez odczuwanie można kr. łatwo namierzyć a i łatwo można się od niego uniezależnić postępując za wskazaniami odczuwania.

Mój znajomy, który ma kr. mentalnego jest świetny w intelektualnych rozważaniach. Gdy zaś z innymi osobami próbowaliśmy mu powiedzieć, że jest coś, co potrafimy odczuć – uczucia, energie, to odpowiadał „ale ja nic nie czuję”. Kiedyś zawziąłem się, mówię, „przecież niemożliwe jest NIC nie czuć”. No i zrobiłem koledze sesję uczulania bioenergetycznego. Na koniec mówi, „rzeczywiście, czuję”. Ale co z tego, gdyż po kilku tygodniach ponownie powróciła mantra „ale ja nic nie czuję” w odpowiedzi na argumenty, że ktoś coś czuje i jest to realne i jest to faktem. Krokodyl dla nosiciela jest niezwykle przekonujący, to warto zapamiętać..

 

b) kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” żeby „stworzyć świat”, gdzie będzie kr. paniskiem na włościach i, kiedy ofiary przyjmą ten punkt widzenia, to będzie po prostu krokodylowe niebo

To chyba jest bardzo zrozumiałe.

c) kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” żeby uprawomocnić swoją obecność – w wielu „zrobionych światach” taka postać jak „wspierający” krokodyl okazuje się niezbędna dla nosiciela

Np. Jeśli wizja świata niewidzialnego jest pokrętna i pełna wielu niezbadanych i przerażających tworów, to taka „wspierająca istota”, taki „mądry przyjaciel” wydaje się człowiekowi jak najbardziej na miejscu, wręcz może on odczuwać wdzięczność jej za bycie, wspieranie czy inspiracje. Bez takiego wsparcia świat może wydawać się tragicznie przytłaczający, osaczający.

Albo gdy świat wydaje się tak skomplikowany, to jakże nie wziąć kr. który pozwoli na przetrwanie w takim ciężkim świecie?

Albo, jeśli w szkole nie można „się wybić”, „być kimś”, tylko takim szarakiem, to gdzie szukać pomocy, aby „się pokazać”? U kr.

I dalej – wygląda mi często na to, że

d) kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” żeby dać argumenty nosicielowi dla tego, aby oplątywanie nowych, kolejnych ofiary miało pewne podstawy.

Np. Jeśli nosiciel uwierzy w jakieś mocno skomplikowane konstrukty myślowe, to może zbałamucić niejeden intelektualnie nastawiony umysł. [kr. mentalny]

Np. Jeśli nosiciel uwierzy w konieczność realizowania swojego popędu płciowego w sposób „nietypowy”, to może spokojnie zacząć uwodzić nowe ofiary [czy to dorosłe, czy też nastoletnie] [kr. witalny]

Np. Jeśli nosiciel uwierzy w prawo do wyładowywania się energetyczno-emocjonalnego, to zacznie mocno obciążać emocjonalnie rodzinę w poczuciu prawa do tego. [kr. astralny]

Jakieś wnioski?

  • Pewnie takie, że świat jest O WIELE prostszy, niż mówią to: w mediach, tzw. autorytety, osoby na wysokich stanowiskach, itd.. czyli generalnie wszyscy nosiciele.
  • Sami możemy spokojnie podchodzić do świata, bez przestrachu, że go nie pojmiemy
    [to przekonanie, że nie pojmiemy go też kr. bardzo pielęgnują]
  • Każdy może być badaczem swojego świata, chociaż zachodzi możliwość, że może wejść na ścieżkę „skomplikowanego świata” jaką podpowiada kr. [symbiont] jakiegoś guru, czy terapeuty, ale i wtedy można się z tego uwolnić opierając się na swoich odczuciach.

Wnioski o krokodylach:

Krokodyle są jakby cieniem, jakby blaknącym odblaskiem światła Boskiego, boskiej energii. Ich ścieżka jest schodząca – jest to ścieżka degradacji. Nie, kr. nie degradują siebie.  Krokodyle degradują osobę z której żerują, jej duszę.

wąchacz

W porównaniu do tego istoty dążące do miłości i mądrości są połączone ze Światłem, z Bogiem. Ścieżka takich istot jest wznosząca, jest to ścieżka rozwoju, nie degradacji, ścieżka, na której dusza się rozwija, a ja świadome nabiera większej świadomości.

Z takiego porównania można odpowiedzieć na pytania o cel istnienia krokodyli.

Podobnie, jak w naturze istnieją procesy degradacji – gnicia, rozkładu, tak w świecie duchowym istnieją procesy degradacji reprezentowane przez działania krokodyli.

Definicja Kompostu:

Nawóz naturalny, uzyskiwany poprzez rozkład przez mikroorganizmy odpadów roślinnych i zwierzęcych.

Tak jak w naturze kompost poprzez gnicie i rozkład daje sobie radę z niedziałającymi poprawnie organizmami, tak krokodyl daje sobie radę z źle działającymi duszami.

Krokodyl – jeśli mu się pozwoli – rozkłada duszę.

Jest też coś, co może nie od razu poznać w bogatej osobowości nosiciela krokodyla, ale co i tak i tak wychodzi na jaw. Czasami w najmniej odpowiednim momencie:

Brak szacunku

Uważam, że szacunek jest to jedna z istotnych wibracji… i przez to często w rozwoju duchowym przeoczana. Dusze bardzo dobrze znają i rozumieją szacunek. W świecie dusz jest bardzo wiele relacji opartych na szacunku. Więcej, w ustawieniach rodzin Berta Helllingera, czy też w podejściu Łazariewa [„Diagnostyka karmy”] przez odzyskanie szacunku dokonują się uzdrowienia relacji czy nawet problemów osobistych a także zdrowotnych.

Szacunek to wibracja

  • nie tak silna jak moc
  • nie tak widoczna i ogarniająca jak miłość
  • nie tak praktycznie przydatna jak mądrość

Ale myślę, że jest od nich może nawet wyższa, szczytniejsza, wręcz może być ich początkiem. Jest związana z akceptacją drugiego kogoś. Chodzi nie o respekt, a o akceptację.

Bo z szacunku może pochodzić poprawna miłość, poprawna mądrość i poprawna moc,

natomiast co to za:

  • moc bez szacunku?
  • mądrość bez szacunku?
  • miłość bez szacunku?

A takie właśnie namiastki

mocy [potęga, górowanie, przewaga, wygrywanie],

mądrości [cwaniactwo, krętactwo, manipulacja]

i miłości [pożądanie, pragnienie posiadania drugiej osoby]

takie namiastki mają [przejawiają] nosiciele krokodyli.

Na pewno szacunek to wibracja bardzo znana i ceniona przez Dusze. Kr zaś nie lubią czegoś takiego jak szacunek wobec kogoś innego niż one same. Stąd kr. nie lubią dusz, wobec których musiałyby mieć postawę szacunku, po prostu są ponad to – żywią się Duszami.

**

Tu [kliknij] możesz dowiedzieć się, jakie są stopnie obciążenia – jak wygląda niewielkie, średnie i duże obciążenie symbiontem. Opisuję też intencje do oczyszczenia się takiej osoby. I dlaczego jest to osoba tak bardzo przekonująca. I dlaczego nie warto żalić się osobie z krokodylem, czy też domagać się od niej wyrównania krzywdy nam wyrządzonej.

Czy on/ona jest zdolny/a do miłości?

Pytanie:

Czy ta osoba jest zdolna do miłości?

Odpowiedź:

Oczywiście, że jest zdolna! Tak jak każdy z nas jest zdolny. Zapewne nie jeden raz przeżyła Pani doświadczenie, które upewniało Panią w tym, że on kocha Panią.

Jedynie w tym kłopot, że ów ktoś ma krokodyla który również, dodatkowo gryzie ciała subtelne i zadaje cierpienie temu, kogo kocha nosiciel. A dodatkowo – można się o tym przekonać – ten ktoś żyje jakby „za grubą uczuciową szybą”. Pani chciałaby ją zbić, a się nie daje tego zrobić!

czł za szkł

Wydawałoby się [i wydaje się stale wielu, wielu ludziom], że nosiciel kr. jest osobą jednolitą. Tak nie jest. Ludzie sądzą, że to jedna osoba, a tam „jest ich dwóch”.

I to nie jest tylko kwestia krokodyli. Wielu z nas ma różne fazy osobowości, że tak to nazwę, i pokazuje się na różne sposoby w różnych okazjach. Jednakże nie jesteśmy w stanie wyłapać te cząstki, bo się wydają jednym człowiekiem. Np. wszystkie mówią przez te same usta. Tym samym głosem. Nie mają różnych ciał, a tylko jedno – to samo. Z tego powodu ludzie ciągle myślą, że mają do czynienia z JEDNYM kimś. Ma ów ktoś także jeden dowód osobisty, jedno imię i nazwisko, jeden pesel. Natomiast złożoność psychiczna owego kogoś umyka w takim sposobie patrzenia.

dwóch

Tak więc nosiciel ma dwie twarze, dwie osobowości. Jedna z nich zdecydowanie jest zdolna do miłości i na pewno kocha. Nie ma co demonizować tego kogoś! Jednak też jest i druga twarz, druga osobowość [a przynajmniej pół-istota, jak to nazywam], krokodyl, który nie umie kochać, ale umie za to pożerać ciała subtelne z wielką przyjemnością.

Życie z kimś takim jest wystawieniem się na ogromny dysonans poznawczy!

Jakże bowiem zespolić w jednej spójnej wizji dwa, tak różne obrazy człowieka?

Bardzo trudno. Zaś osoby, [zwłaszcza kobiety – żony, partnerki, matki] mające do czynienia z nosicielami chcą go całego kochać, ale  „nie daje się” tego zrobić. Naturalnym jest oczekiwanie, że druga strona będzie odwzajemniać miłość, a tu tylko część osoby odwzajemnia miłość, a część ma dla nich w zamian  za miłość okrutne działania! [więcej o takich sytuacjach – link].

Jak tu sobie z tym poradzić? Jak to ułożyć, jak się nie daje ustalić jednej spójnej wizji tego człowieka? Czy można mieć nadzieję, że kiedyś się zmieni, że „moja miłość go uleczy?”

Takiej nadziei nie ma.

„Nie przez ciebie zaczął pić i nie przez ciebie przestanie” – mówią mądre kobiety z grup wsparcia Al-Anon, na które chodzą żony alkoholików. Pani nadzieja, Pani miłość go nie uleczy, ponieważ ma inne motywacje do podtrzymywania krokodyla [motywacje są opisane na stronie o kr.]

Racjonalne podejście ujmuje dwie strony medalu, dwie, które prawdziwie się przejawiają. I TO może Pani zrobić, może Pani przyjąć właśnie taki punkt widzenia, że jest ich dwóch. Dzięki temu:

a) nie zwariuje Pani.

b) pokaże Pani, że kocha jego samego, tego, który istotnie jest zdolny do miłości

c) nie akceptuje Pani jego obciążeń, które Panią boleśnie ranią.

Nie chodzi o odrzucanie człowieka, który z pewnością ma do Pani co najmniej ciepłe uczucia.  Jednak należy przedsięwziąć kroki aby mocno siebie ochronić przed tym, co Pani zagraża, a to zagrożenie jest bardzo konkretne [np.  „jest podły i manipuluje”].

W razie zamętu w głowie, proszę przeczytać powoli tą odpowiedź kolejny raz 🙂
Jest to bowiem zupełnie inne spojrzenie, poza tym w wielu zdaniach są całkiem konkretne wskazania co robić – i to nie jest często moja wiedza, ale zapożyczona od mądrzejszych, mających większe doświadczenie ode mnie, choćby pań z Al-Anon.

Szacunek dla … drania?

Jak takiemu niewdzięcznikowi z kr. okazywać szacunek!@#$%? On nie zasługuje na szacunek!@#$%~! Po tym, co mi zrobił?!!?@%$#%?

Po takich opisach możnaby sądzić, iż mamy do czynienia z takim podłym kimś, komu nie należy się szacunek. Którego nie należy zaakceptować. Którego należy piętnować! Starsze panie pewnego ugrupowania bardzo chętnie wydają takie wyroki skazujące.. zresztą nie tylko starsze panie, istnieje wiele osób, które nadal, mimo oficjalnej tolerancji i szacunku dla osoby ludzkiej powywieszałoby tego i owego.

Wiele osób poszkodowanych przez symbionty buduje swoją postawę na swoim pokrzywdzeniu i bólu od pogryzienia przez symbionta. Nie  są w stanie zdobyć się na szacunek dla osoby z krokodylem [zwłaszcza, jeśli chodzi o tego, kto zaatakował, albo kogoś, kto go przypomina]. Nie dziwię się, lata w towarzystwie gada, lata, w czasie których nie wiadomo, czy się żyje, czy wegetuje, ostro dają w kość.

Najczęstszym przykładem są żony alkoholików, które wręcz nienawidzą swoich mężów. Albo dzieci alkoholików. Dopiero praca nad sobą [oczyszczanie, terapie] dać może oczyszczenie, po którym taka osoba jest w stanie ponownie oddać szacunek komuś takiemu.

Tu jednak trzeba powiedzieć prawdę.  W postaci krokodyla [i połączonego z nim Opiekuna] mamy do czynienia z bardzo wzniosłą istotą. Zobacz sobie na postacie wielkich złoczyńców z różnych filmów – w wielu przypadkach był to „ktoś”, a nie za przeproszeniem śmieć. Dlaczego tak jest? Wibracje bowiem opiekunów krokodyli pochodzą z bardzo wysoka.

Nie mnie jest oceniać tego rodzaju zjawiska, mnie natomiast przypadły kontakty z takimi istotami. Wiem, że:

a) warto, żebym zachował szacunek wobec tego człowieka. Szacunek nie oznacza, że mam go lubić. Nawet nie oznacza, że „powinienem go kochać”. Mogę go nawet nienawidzieć [i jest to w wielu przypadkach ze wszech miar uzasadnione uczucie]. Natomiast szacunek wobec niego – i tu paradoks – jest potrzebny bardziej MNIE, niż temu komuś..

b) nie muszę być od nich zależny [chociaż to czasami się nie podoba ego – w kompanii z krokodylem można się nieźle też obłowić różnych dóbr ziemskich],

c) nie muszę ich oceniać [to i sam odejdę nieoceniony]. Nie mnie oceniać tych ludzi. Jeśli mnie poniżają, atakują, to najlepsze, co zrobię, to się zmyję z ich widoku – żadne wskazania na moją krzywdę, prośby, czy groźby nie przekonają takiego kogoś.

d) jeśli potrzeba mogę być bezwzględny, tak bardzo jak będzie to konieczne.

Do punktów c) i d) – szacunek jest potrzebny nie tamtej osobie, ponieważ ona jest i tak ode mnie silniejsza [poprzez działanie symbionta]. Natomiast, jeśli nie zachowam wobec niej szacunku, to ja ucierpię, a nie on/a [to wynika z praw naturalnych, w których poruszają się Dusze, Hellinger też o nich dużo mówi].

Co zaś tyczy bezwzględności, to jeśli naruszone zostało jakieś moje prawo, to mogę się bronić [albo moich bliskich] i to tak bezwzględnie, jak tylko potrzeba.  Zresztą wobec osób bezwzględnych krokodyle odczuwają respekt – współmierny do wielkości owej bezwzględności. Sądzą bowiem po sobie. Mają same ogromną bezwzględność i brak współodczuwania. Jeśli zaś ktoś wobec nich jest bardzo bezwzględny, to mogą nawet odczuć wobec niego.. szacunek. Dziwne?

Dlatego nie dziwi mnie fakt, że kobiety ćwiczą się w bezwzględności [zwłaszcza ostatnio], ponieważ może podświadomie wiedzą, że to jest dobry oręż przeciwko obciążeniom kr., które mają najczęściej mężczyźni.

Wobec kr. nie ma zakazu obrony, natomiast powinienem zachować szacunek. To bardzo dobrze jest oddane w kodeksach rycerskich. Oczywiście lepiej jest oczyścić siebie i karmę [własne intencje wobec takiej sytuacji] i  nie wchodzić w żadną walkę.  Lepiej nie wchodzić w relacje z kr, bo to jest po prostu droga ku traumie. Mam wrażenie, że za zaniechanie walki nie z tchórzostwa, a z mądrej kalkulacji przyznawane są „dodatkowe punkty” od Wszechświata 🙂

_____________________________________________________________

Jakieś rady, jak z tym postępować?

Czarek  mówi o tym [za Podwodnym], że trzeba uruchomić ciało subtelne o jedno wyżej od tego, na którym jest kr.

Czyli jak jest kr. astralny, to trzeba uruchomić mentalne. A jak? Zacząć odwoływać się do logiki, zacząć opisywać rzeczywistość – budując strukturę pojęciową. [dla mnie to jest tak proste, że aż prostackie, ale na kr. astralnego działa..] Uruchomić jakąkolwiek systematykę [najlepiej związaną z zainteresowaniami nosiciela, albo z bezpośrednim otoczeniem danej sytuacji. Np. nazwać kolor i rozwinąć zakres słownictwa. „O, widzisz, flaga, kolor jest czerwony. Ale mogą być fioletowy, karmazynowy, różowy czy purpurowy. Bo wiesz, każdy z tych kolorów może oznaczać coś innego..” i takie historyjki dalej ciągnąć. Wyglądają bardzo powiedzmy prosto, ale dla osoby „uwięzionej” w emocjach [kr. astralny to jest kr. w ciele emocji], możliwość wyjścia ponad emocję, we w miarę chłodne rozumowanie może wydać się odświeżająca i uwalniająca.
Można np. odwoływać się do zjawisk kulturowych. O, widzisz, pijesz wino. Ale picie wina już od wieków było uważane za pewien rytuał. Obecnie są ludzie, którzy z próbowania wina uczynili zawód, dochodowy zawód. Znają się na tym jak mało kto..” itd. Takie „bajeczki”.

Wydaje się, że jest to ucieczka od problemu. I istotnie – jest to ucieczka od krokodyla i jego aktywności, ucieczka w górę, na wyższe ciało. Jak wyższe ciało się rozwinie, to „otoczy opieką” niższe, astralne. I kr. nie będzie mógł już tak bezkarnie hasać – strumienie z ciała wyższego będą ustawiać przeżywanie na niższym ciele i kr nie będzie mógł się szarogęsić. Nosiciel może zaś odczuwać wdzięczność, że zajęliśmy się bardziej szczytnym tematem, niż te emocje, które nim targają, będzie doceniać tę rozmowę. Będzie literalnie eksplorować nowe regiony: „o, coś takiego, to to jest możliwe?” pozna nowy świat.

Dla kr. mentalnego ciało o 1 wyżej to ciało przyczynowe. A więc opowiadanie o wydarzeniach, o ciągach przyczynowo- skutkowych, o tym, co się wcześniej wydarzyło, a co dalej jest tego konsekwencją, i dlaczego właśnie to, a nie coś innego, takie opowieści będą lecznicze. Co słychać, jakie masz plany?, co chcesz zrealizować? spróbujmy zrekonstruować wydarzenia, – takie tematy operują w obszarze ciała przyczynowego. Gdy nosiciel się zaangażuje, to jego postawa nie jest już tak twarda, jak przy aktywności na ciele z kr.

Są osoby, które świadomie ze sobą pracują w oczyszczeniu z kr.

Jako, że przykład najlepiej motywuje, to wklejam tu wypowiedź znajomego z forum o tym, jak się pozbył kr. [robiłem mu badanie wahadełkiem – istotnie było wskazanie ‚krokodyl obecny’, a potem już go nie było, po kilku dniach, na nowym zdjęciu, i stare się też trochę oczyściło.

już w sumie o tym pisałem, ale wszystko zebrane do kupy wrzucam.
moja historia o tym jak pozbyłem się krokodyla. sprawdzone i potwierdzone ;)

uwalnianie jakieś skomplikowane nie było.
powiedziałem po prostu, że uwalniam się od krokodyla, dziękuję mu za swoją obecność i wzmacnianie mnie w trudnych momentach (krokodyla sobie zainstalowałem kiedy byłem dzieciakiem i mój ojciec pił. dał mi on takiego jakby kopa żeby radzić sobie w życiu jakoś – teraz przypominają mi się także momenty jak z zazdrością patrzyłem na moich przebojowych rówieśników i chciałem być taki, jak oni). później powiedziałem, że teraz nie jest mi już potrzebny i zwalniam go z funkcji jaką pełnił. podczas tego zwalniania itd pokierowało mnie do opiekuna krokodyli. pogadałem z nim, ale jednak ciągle czułem, że coś jest nie tak, więc i od niego się uwalniałem.
nie wiem czy to fakt, że jestem człowiekiem sprawia, że tak łatwo idzie mi uwalnianie. ja po prostu mówię, że rezygnuję z krokodyla, z jego energii, zwalniam go z funkcji jaką pełnił, powiązań ze mną, rezygnuję z jego energii i wycofuję swoje energie od niego, proszę miłość o wyrównanie energii między nami i już. z opiekunem robiłem to samo. opiekun mnie trochę zaskoczył, bo nie przejął się specjalnie moim uwolnieniem, tylko dalej zajmował się swoimi krokodylami. powiedział mi, że na krokodyle jest masa chętnych i jak nie chcę to nie, zaraz się ktoś zgłosi :)
czuję też duże powiązanie krokodyla z alkoholizmem ojca.
w moim przekonaniu jednak pozbycie się krokodyla jest bardzo proste. najważniejsze jest chyba zdanie sobie sprawy z tego, że się go ma i pogodzenie się z tym faktem. potem pytamy skąd on się wziął i po co on w ogóle jest. jak już wiemy, to można zacząć uwalnianie. akurat ja jestem bardzo otwarty na uwalnianie i pozbycie się tych „super umiejętności” jakie dawał mi krokodyl nie było dla mnie problemem ani poczuciem straty. myślę, że to też może wiele osób zniechęcać. w końcu tak fajnie jest być przebojowym i mieć koło siebie wianuszek fanów ;) u mnie nie było z tym problemu i z łatwością zaakceptowałem fakt, że coś „stracę”. domyślam się, że nie każdy tak chętnie pozbędzie się tych cech. pojęcie straty nie jest jednak tak do końca trafne, ponieważ w miejsce tych krokodylich cech pojawia się spokój i akceptacja. nie ma już potrzeby bycia przebojowym. czujesz się ze sobą dobrze bez tego
przychodzi mi też do głowy, że są różne jakości krokodyli :p np ten mój był bardzo niepewny. nie działał cały czas. często miałem taką lekką gadkę ale czułem ją jako taką sztuczną, nie płynącą wprost ode mnie, trochę nieprzytomną, mówiłem jak w transie, ale widziałem, że to działa, więc nie analizowałem tego specjalnie i dalej wyrzucałem z siebie słowa. nie jestem do końca pewien czy to kwestia krokodyla czy mojej osobowości. ciężko stwierdzić. czasami było też tak, że po prostu nie miałem tej umiejętności. podejrzewam, że to zależy w dużej mierze od opiekuna krokodyla, od umowy jaką z nim zawieramy. ja najlepszego dila w życiu w tym przypadku nie zrobiłem ;]

a teraz to mniej przyjemne, czyli skutki uboczne ;)
krokodyla posiadałem mentalnego.
dawał on sporo przebojowości, łatwości nawiązywania kontaktów i tzw gładkiej gadki. ciągnęło mnie do ludzi, a ludzi do mnie.
kiedy pozbyłem się krokodyla, wszystko to po prostu wygasło. zniknęła potrzeba kontaktu z ludźmi, szukania partnerów do rozmowy, ciągłego szukania atrakcji. można by powiedzieć, że zrobiło się nudno… ale jest jakoś inaczej, zapanował spokój, zniknęło ciśnienie na ciągłe szukanie sobie atrakcji, silnych emocji, pewnego rodzaju adrenaliny. ciągle dobrze czuję się w towarzystwie znajomych, ale jestem jakby spokojniejszy. nie mam tej potrzeby widywania się z nimi. są – świetnie, nie ma – też spoko.
często jednak występuje sytuacja, że nie wiem o czym z ludźmi rozmawiać, brakuje tematów. wcześniej występowało to bardzo rzadko, ale wtedy czułem się niezręcznie, jakbym to ja miał obowiązek podkręcania rozmowy, a obecnie… po prostu jest ok :)
krokodyla porównałbym do swego rodzaju narkotyku. daje kopa, pobudza, dodaje sił i mocy wewnętrznej, ale kosztem zdrowia emocjonalnego i poczuciem takiego jakby napięcia, które na dłuższą metę jest bardzo upierdliwe.
trochę brakuje mi tej gładkiej gadki, ale nie dlatego, że czułem się dzięki niej lepszym człowiekiem. krokodyla miałem bardzo długo, chyba od dzieciństwa i funkcjonowanie z nim było dla mnie stanem naturalnym. teraz muszę się NAUCZYĆ jak żyć bez niego, ale to kwestia czasu i nie długiego jak sądzę ;)

mam nadzieję, że coś nowego napisałem. jakbym mógł ci jeszcze jakoś pomóc w tej kwestii to pisz. chętnie się wypowiem.

Zagłodzić bestię!

Odkrywca zjawiska krokodyli [jak sądzę] Awiessałom Podwodnyj radzi „zagłodzić krokodyla”, czyli nie dać mu żreć na jego poziomie, nie dawać mu dojść do aktywności, natomiast nasuwać o jeden wyższe ciało subtelne [o czym piszę w moim długim artykule o krokodylach].

> Czy mółbym Cię prosić o przykład działania na zagłodzenie krok. mentalnego?

Czego do tego potrzeba? Potrzeba rozszerzyć wyższe ciało.

A więc na mentalnego – przyczynowe rozszerzyć.

Proponować coś?

Np. analizować przebiegi przyczynowo-skutkowe różnych procesów, wgłębiać się w zasady obowiązujące tu i tam, i mnie, mnie wobec innych ludzi.

Znam osobę z k.mentalnym, która bardzo a to bardzo nie lubi mówić i myśleć o zasadach, prawidłach itp. Dla niego liczy się wolność! [dla mnie tak właśnie wygląda reakcja kr. mentalnego – zdrowe rozważania na poziomie o jeden wyższym o zasadach, o wzorcach, o prawach, o porządku [np. Hellingerowskim] powodują wściekłość kr. mentalnego Dlaczego? Bo rozwija się to wyższe ciało poprzez takie rozważania i zaczynamy głodzić krokodyla].

No i można również próbować nieco wyżej – buddialne rozwijać, ale przyczynowe jest ważniejsze przy pozbywaniu się kr mentalnego.

Dla kr. przyczynowego warto rozważać, medytować na ciele buddialnym. Przykładowo rozważać sprawy dotyczące wartości,  dobroci, współodczuwania, współczucia, szacunku dla innych itp. [Zwłaszcza w obrębie relacji z innymi ludźmi, jako że kr. właśnie wobec innych ludzi atakuje.] Gwarantuję, że to rozsierdzi krok. przyczynowego. Tym bardziej, jeśli będziemy szeroko pojmować wartości, nie tylko z punktu widzenia kr.

Powtórzmy:

Natura takiego agresora jest określona i niezmienna. Warto sobie uświadomić, że tak jest, zaakceptować to i omijać takiego agresywnego gościa szerokim łukiem. Powiedzenie terapeutów: „Osobowość alkoholika jest wykuta w skale”.

Jeszcze raz cytat:

„Wycofajmy się w porę [z relacji z taką obciążoną osobą]. Psychopaci mogą zniszczyć naszą pewność siebie i przekonać nas – oraz naszych znajomych

– że jesteśmy ich niewarci, a nawet popadamy w obłęd.

Im bardziej ustępujemy, tym bardziej jesteśmy wykorzystywani, aby zaspokajać psychopatyczną żądzę władzy.”

Oczywiście te rady są na wyrost. Dla dusz ludzkich krokodyle są OGROMNĄ lekcją.

Wielu ludzi:

– uzależnionych [np. od alkoholu, biorących narkotyki],

– osób współuzależnionych żyjących z osobą uzależnioną,

– ich dzieci,

– wiele osób związanych z ludźmi wymienionymi na początku np. w pracy,

uczestniczy w tych, można powiedzieć – powszechnych – doświadczeniach. Stąd owe „dobre rady” można zrozumieć „na głowę”, jednakże  prawdziwe życie w taki sposób, aby unikać obrażeń związanych z krokodylami, jest nie lada mądrością.

[Dobre rady można sobie wsadzić w buty, i tak najważniejsze,

czy coś potrafisz, gdy jesteś postawiona/y wobec takiego człowieka obciążonego,

twarzą w twarz wobec krokodyla , czy coś wtedy potrafisz? Czy też tańczysz, jak Ci zagrają?

Czy potrafisz podjąć odpowiednie decyzje w życiu, będąc w relacji z takim kimś?]

Moja odpowiedź na list osoby z krok.:

Dobrze, że piszesz, to będziesz miała jakieś wskazówki co z tobą jest.

Czakry masz niewielkie [może i lepiej, bo kto wie, co by się działo] oprócz 3 oka, które jest ogromne. Oprócz pierwotnego obiegu na 3 oku jest obieg buntu – pochylenie wahań w prawo. Czyli Dusza jest zbuntowana najprawdopodobniej na otoczenie, jak wymieniłaś ojca, to pewnie w pierwszej kolejności na niego..

Jakie masz obciążenia:

pogryzienie na ciele. mentalnym
krokodyl spory. astralny  i niewielki na ciele anupadka
jest też zatrucie energią wejścia

Obraz jest dosyć spójny: Dusza inkarnowała się pewnie tutaj, aby „oddać” rodzicom czy bliskim to, co złego zrobili jej kiedyś, aby wejść w te sytuacje, które są duszy znajome.

To, co przeżywasz, to jest aktywność Duszy, której nie umiesz powstrzymać, nie umiesz odpowiednio przekonać argumentami. Dlatego Dusza czuje, że to co robi, jest w porządku i pewnie będzie to dalej robić, aż do momentu, aż dostanie przekonujące ją argumenty.

To wymaga pracy nad sobą, terapii, aby dojść do przeszłych przyczyn takich postaw, takich zranień. Bo pewnie wtedy narodziły się te postawy, decyzje o przyjęciu kr. i postawy buntu.

Ale i tak masz sporą samoświadomość, a więc zadanie wydaje się, że nie jest ponad Twoją miarę.

W pierwszym rzędzie spróbuj się dowiedzieć od Duszy [np. przez afirmacje z odpowiedziami, poprzez pytania: dlaczego tak się zachowuje, co chce od rodziny, od bliskich, znajomych, czego od nich oczekuje.

Następnie możesz popytać się, dla jakich celów wzięłaś dwa krok. – są one oczywiście formą obrony lub jakiejś kompensacji – coś uważałaś, że jesteś zbyt słaba i pozwoliłaś na wzięcie pomocników – trzeba się dowiedzieć na jakich zasadach, i po co mieli ci być.

Jeśli uda Ci się głęboko przekonać się samą, że te ataki, ten bunt jest błędem, to Dusza to oczywiście zostawi. Natomiast potrzeba mocnego podwyższenia wibracji, aby osiągnąć poziom świadomości, na którym mogłabyś sobie pokazać , że te działania [a także przeszłe] są oparte na błędnie pojmowanych odczuciach. Może nawet już masz tak wzniesione energie, więc wystarczy sama praca nad zawartością umysłu, przyczynami powzięcia tych postaw, które masz.
Trzeba znaleźć ZASADĘ na której Dusza to robi, co robi. Bez odnalezienia zasady można tłumić [ataki krokodyla] ile wlezie i w długim horyzoncie nic specjalnego to nie da – Dusza jest silniejsza od osobowości. Oczywiście, czasowe zmniejszenie intensywności procesu jest pomocne, aby trochę odetchnąć i mieć trochę czasu na zastanowienie i praktykę.

Wzorce w osobowości w obszarze współpracy z krokodylem

Oczyszczanie z krokodyli ma dwie fazy:

A) spowodowanie, aby energetyczny intruz – symbiont wypiął się z ciała subtelnego

B) praca nad własnymi wzorcami w osobowości służącymi współpracy z krokodylem.

To pierwsze jest do zrobienia za pomocą pracy z Duszą, z symbiontem, opiekunem.

To drugie jest to praca z pozostałościami po życiu z symbiontem. Życie z gadem jest wynagradzające, „godne”, dające poczucie zabezpieczenia, często satysfakcji, ponieważ można swobodnie osiągać to, czego zwykli ludzie nie są w stanie osiągać. Po odejściu symbionta … osobowość nadal pozostaje taka jak była. Bo cóż miałoby ją zmienić? Samo odejście obcej energii nie zmienia u takiego człowieka wzorców zachowań wypracowywanych przez lata, ba, często wcielenia. I tutaj jest pole do pracy. Większość tych zachowań, które opisałem od początku artykułu jest zakorzenione w osobowości. Krokodyl oczywiście modyfikuje energie tak, aby te zachowania były skuteczne.

I teraz sobie wyobraźmy, że już kr nie ma. Otóż nosiciel próbuje nadal zachowywać się jak poprzednio. A tu nie ma wsparcia. Żona mająca wejście zaczyna wściekłą kłótnię, zajadle drąży chcąc osiągnąć cel.. a tu jej mąż jakoś wydaje się dzisiaj jakiś niedysponowany, słabszy, już nie ma tych argumentów z rękawa, które tak zwalały z nóg. Po prawdzie bardzo je lubiła w swojej chytrości, ponieważ dawały jej poczucie, że jej mąż poradzi sobie w świecie, w życiu. Dawały jej przekonanie, że jest to dobry wybór, ten mąż! [zobacz co za przewrotność, co za nieczyste ukryte intencje!]. A teraz? Teraz coś odpowiada, niby podobny głos, niby podobnie mówi, a tu.. nie ma już tego poczucia, że obcuje z kimś specjalnym.. Co się dzieje? – pyta się małżonka sama siebie, trochę zdziwiona i trochę bardziej zaniepokojona.

Takie sytuacje są oczywiście jak najbardziej możliwe. Podobnie z mężem pijącym, pracującym na wysokim stanowisku – jak zaczyna trzeźwieć, jak chodzi na mitingi Anonimowych Alkoholików, to on po prostu zaczyna się robić „zwykły”. Mimo tego, że nadal jest wiceprezesem, to już nie to samo co dawniej. Żona obawia się, że go zdejmą z tego stanowiska, że przestanie tak dobrze zarabiać. A i on sam też wie, że już nie pójdzie na imprezę zakrapianą, że już nie załatwi kolejnego kontraktu przy kieliszku wybornego burgunda czy brandy.

Osobowość nosiciela ma przed sobą duże wyzwanie. Jak tu zacząć żyć po nowemu? To jest tak, jakby się na nowo urodzić – tym razem będąc pozbawionym wsparcia. Dusza już może nie dawać takich możliwości, mogą się ukrócić niektóre dostępy do zasobów energetycznych. Stojąc przy innych ludziach czuje się taki jakiś… normalny, jak zwykle czuł albo dumę, albo przewagę z samego powodu bycia sobą. A tutaj .. już nie, już jakoś nie jest takim luzakiem, chociaż nawykowo łapie ten luz, ale  zaraz się orientuje, że nie ma pod nim jakiejś większej argumentacji.

Na szczęście może w tym stanie jest bardziej ludzkim, jest w stanie nawiązać bardziej serdeczne relacje. Trzeba jednak, aby skupił się na tym, co inni czują, żeby przeznaczał połowę czasu spotkania na wypowiedź drugiej osoby: fifty-fifty. Bo znam wielu nosicieli, którzy transują strasznie, przeciągając swoje monologi w nieskończoność, będąc jakby „jedyną osobą w parze”, w relacji dwóch osób. Jedyną z punktu widzenia swojej ważności.

To przerośnięte poczucie swojej ważności spowodowane krokodylem w ciele  trzeba będzie przyciosać, żeby zacząć normalnie żyć z ludźmi. Przykre pewnie, ponieważ nosiciel jak ognia unikał życia „normalnego”, na swoją miarę. Krokodyl mu dawał potężną dawkę energii, by żyć ponad stan. A teraz, po oddaniu krokodyla, trzeba się nauczyć żyć tak jak inni, bez tych ekscesów.

Praca z krokodylami: Więcej tutaj [link]

Terapie dla osób uzależnionych i ich rodzin [link]

Moje doświadczenie

myszy_w_wezu

.

Powiem tak, jak ja osobiście sobie z tym radzę.

Jeśli krokodyl jest astralny, to taki człowiek prowokuje na ciele astralnym. Widać często młodych wyrostków, którzy mają minę, jakby komuś chcieli przywalić. Nie raz mówią do swoich równolatków: „co, stawiasz się?” No właśnie – kr. chciałby, żeby się przeciwnik „postawił” i odpowiedział na zaczepki, prowokacje. Ja osobiście robię się niewidzialny 🙂 w takich razach wchodząc w stan zupełnej ciszy astralnej [emocjonalnej] i taki ktoś niemalże mnie nie widzi. Krokodyl z danego ciała postrzega tylko je, jest więc „płaski”.

I – o ile jest możliwe – odsuwam się z fizycznej bliskości od tej osoby – daleko, daleko. I nie przypominam się, że jestem. Nie pyszczę, nie odszczekuję się, nie próbuję dochodzić „swoich praw” [jak niektórzy psychologowie radzą, wprowadzając ofiarę ponownie w paszczę jedzącą]. Idę swoją drogą.

Krokodyl mentalny prowokuje do tzw. „dyskusji” [czytaj: prowokuje i ustawia sobie ofiary  do jedzenia energii]. Fora dyskusyjne [także „duchowe”, a jakże] są pełne ludków posiadających krokodyle. Kr. mentalny będzie chciał właśnie „podyskutować”. „Przecież to takie twórcze, to takie rozwijające! Co, nie chcesz wymienić poglądów? Bo my, my to bardzo chcemy, jesteśmy tacy otwarci, gotowi..!”

No nie, nie chcę, nie chcę być mocno nadgryziony kolejny raz.

Ja oczywiście przez lata sam na forum próbowałem się uporać z niereformowalnymi trollami [tak – jak dla mnie – są nazywane osoby obciążone kr.], próbowałem tłumaczyć, wyjaśniać, opisywać. A jak zostałem pojedzony, to tylko ja sam wiem. Ogromnie. Wprost proporcjonalnie do moich wysiłków „wypowiedzenia się”, aby „być zrozumianym”. Widzisz więc, że są takie fora, gdzie niby jest wszystko dobrze. Fora duchowe są tu do przykładem, że także osoby zainteresowane duchowością także nie wiedzą o tym zjawisku.

Na dzień dzisiejszy już nie mam ochoty kolejny raz wychodzić z otwartymi ranami na ciałach niewidzialnych. A zdarzało się to dość często. Aż pojąłem w czym rzecz, gdzie jest kłopot. I to, że ja owego kłopotu nie naprawię, ani też tych ludków nie uleczę. Ich sprawa. Moją sprawą zaś jest dbanie o siebie, żeby nie ucierpieć jaka jest moja własna kondycja i czy o nią dbam.

Na te słowa [lub podobne] na jednym z forów odparował pewien użytkownik:

„ojej, jaki biedny…

A fora duchowe są takie złe… ;)”

– typowa jest dla nosicieli taka „wesoła” złośliwość. Wydaje się taki ktoś wyluzowany, natomiast jest pewna cząstka takiego cynizmu, nieuszanowania odczuć drugiej osoby, zwłaszcza niewygodnych dla symbionta. A moje odwoływanie się do szanowania uczuć OD RAZU wydaje się być takie staroświeckie, nienowoczesne, czy jeszcze jakieś [negatywne]. Taaa. tutaj możesz zaobserwować owo oddziaływanie bardzo wysokich energii subtelnych pochodzących od Opiekuna Krokodyli.

Odczucie, że moje odpowiedzi są nienowoczesne, takie jakieś nieskładne, jakbym nie umiał się wypowiadać.. takie jakby koślawe.. to wszystko zasługa odwołania się symbionta do swego Opiekuna i jego postawy na wysokim ciele duchowym. Stamtąd to właśnie pochodzi inna postawa – taka gładka [wiele razy się słyszy przymiotnik „gładka wymowa”,  biegła, płynna, bezwysiłkowa. No jak krokodyl ma nie mieć swobodnej wymowy jak jest bezpośrednio pod mentorem mającym ciała subtelne o trzy-cztery ponad moim mentalnym?

To się w głowie nie mieści, jaka jest to różnica w swobodzie i płynności. Ale ja nie popuszczam. Moją, często ułomną, niedoskonałą wymową, uporczywym drążeniem dochodzę do – tak nieprzyjemnych dla niektórych – wniosków..

W ciałach subtelnych są atmaniczne, wyżej – anupadaka i adi. Anupadaka jest [jak opowiadam gdzie indziej] ciałem wolności, wyboru. Opiekun Kr. działa na nim i swobodnie wybiera swoją zdobycz, sposoby działania. Czuje się jak panisko. Natomiast są jeszcze poruszenia, postawy na ciele adi Opiekuna, skutkujące już zupełną dowolnością. Ciało adi to ciało przypisywania znaczeń. Pamiętasz reklamę akcji przeciw przemocy w domu „Bo zupa była za słona?” To właśnie przykład działania Opiekuna z ciała adi. Opiekun swobodnie zmanipulował znaczenie wydarzenia. Dla gospodyni, żony alkoholika, przesolona zupa jest przypadkiem i raczej się starała, przecież zrobiła zupę. Natomiast wkurzony krokodyl chciał jeść nie zupę, a żonę nosiciela i jej energie. Zupa mu na nic. Więc jaką wybrał przyczynę swego ataku? Jakąkolwiek, jaka akurat się nawinęła. Przesolona zupa była na wyciągnięcie ręki.

Dla zwykłego, kulturalnego człowieka przesolenie zupy jest pewną niedogodnością, ale nie jest przyczyną do awantury, do gniewu czy bicia. Taki człowiek nie ma krokodyla i raczej będzie akceptujący i doceni dobre intencje – żona się starała.

Natomiast mąż – nosiciel to zupełnie inna para kaloszy. Tu mamy właśnie chęć żeru na poziomie ciał subtelnych. I, jeśli nawet taki mąż wydawał się bardzo atrakcyjny na początku związku, to po jakimś czasie systematycznie będzie żerował na żonie. Będzie żerował krokodyl, z użyciem postawy na ciele adi swojego Opiekuna. Ta postawa i wynikające z niej wysokie [choć nieczyste] energie są tak oszałamiające wręcz, że żona będzie skołowana: „czuję, że miał rację, a jednocześnie trudno mi to przyznać, przecież co ja takiego zrobiłam, że on się wydzierał i bił mnie?” Tak, nawet proste logiczne myślenie wydaje się być „głupie” dla ofiary krokodyla. Sam/a spytaj żony alkoholika, jak się czuje, jak jest skołowana, jak ma pomieszane przez odczucia w głowie.

Zwłaszcza kobiety nabierają się na to, ponieważ ich wnioskowanie zachodzi na niskich poziomach subtelnych – na eterycznym rozważają ostatecznie. Jeśli coś jest dla nich „dobrze czuć”, to jest to bardzo duży komplement z ich strony. Jeśli odczucia są dobre, kobieta wyciąga wniosek – sprawa nie śmierdzi, można w nią wchodzić. I tak biedne panie wchodzą w paszczę wytwarzającego „dobre odczucia” krokodyla. A to, że później bywają poniżane, okrzyczane a nawet bite, to jest dla nich kwestia nawet można powiedzieć wtórna [cóż za ironia]. Poszukaj sobie badań na temat tego, dlaczego dziewczyny związują się z chuliganami i bandziorami? Dlaczego ich wybierają? Bo w nich samych wywołuje to odczucie bezpieczeństwa – a tego szukają. „To nic, że jest drań, ale jakie błogie odczucie bezpieczeństwa odczuwam!!!” – tak dziewczyna nie powie, bo to trochę głupie na rozum jak wziąć, ale.. nadal będzie się trzymała tego odczucia i tego drania [ang. jerk].

powtórzę:

„ojej, jaki biedny…

A fora duchowe są takie złe… ;)”

[samo rozważanie, analizowanie rozjusza symbionta, będzie opowiadał, że jest to czepianie się, że jest to zamach na wolność wypowiedzi, itp. byle tylko zostawić temat, byle tylko go nie rozpoznać, żeby mógł dalej, nierozpoznany szarpać ludzi. Pewnie, że powtarzanie jest nieco nudnawe, ALE jeśli chcę dobrze przeanalizować sprawę, to trzymam na niej uwagę nawet godzinę czasu! Dla krokodyla jest to koszmarnie długo, ponieważ boi się rozpoznania.]

„ojej, jaki biedny…

A fora duchowe są takie złe… ;)”

Taka wypowiedź wydaje się być nonszalanckia i przekonująca.  Taki spokój i luz. Wydaje mu się, że rządzi. I istotnie, rządzi, aż do momentu, gdy przyjdzie ktoś ze świadomością. Takiemu komuś kr może zrobić co prawda krzywdę, ale go nie uzależni na dłuższą metę.

POWTÓRZĘ [co może symbionty wkurzać do białości, takie stanie przy swoim..] Obserwuję u kr wręcz nieludzką, nieziemską gładkość, płynność, swobodę. Pewna mądra psychoterapeutka mnie na to naprowadziła mówiąc iż psychopaci mają taki rys nieludzkości w swym charakterze. Psychopata to termin bardzo specjalistyczny, nikt przy zdrowych zmysłach nie używa go w świecie codziennym [złe odczucia wywołuje :)]. Ale rys nieludzkości jest do zaobserwowania.

Nonszalancja, postawa bardzo przekonująca, swoboda, spokój po wierzchu, gładkość, płynność, swoboda. A jednocześnie w głębi napięcie. I cynizm, chłód, intelekt. Tego szukaj, jeśli chcesz symbionta złapać na gorącym uczynku.

Osoba ta odpowiedziała, że owszem, są różne poglądy, ale właściwie wszystko można wytłumaczyć różnymi wzorcami. To stara śpiewka nosicieli. Brzytwa Ockhama – ja tworzę dodatkowy astral, w który wierzę, i dlatego dla mnie może to wydawać się prawdą.

TYLKO, że wszelakie światy niewidzialne, także astral jest do obcięcia brzytwą Ockhama, nie tylko symbionty.  Dla symbionta pierwszorzędną sprawą jest to, żeby go nie było widać! Więc taki ktoś, kto powołuje się tu na Brzytwę Ockhama tnie wg. swojego interesu, tam, gdzie mu wygodnie. Astral mu się podoba i jest niegroźny, nawet jest pożyteczny, bo można w nim upchać odczucia ze spotkań z symbiontem. A więc astral zostawiamy 🙂

Krokodyle inne podobnie działają. I podobnie można się od nich uwolnić – zostawić je, jakakolwiek interakcja z nimi degeneruje duszę, uszkadza ciała subtelne, drenuje ekspresowo z cennej energii życiowej.

.

Uwaga na bunt i gniew

Warto myślę zastanowić się, czy nie próbujemy wzmacniać się „w walce przeciwko ciemiężcy”, albo czy nie rozbudowujemy systemu naszego zranienia. Możemy bowiem nieświadomie zacząć uważać się za „ważniejszych” [w rozumieniu – bardziej godnych pociechy, bo bardziej skrzywdzonych], niż inni ludzie z tego powodu, że jesteśmy pogryzieni.  A pogryzienie bywa baaaardzo bolesne. Stąd może mocno motywować do przeciwuderzenia. Można mieć duuuużo gniewu, wściekłości wobec agresora. Można wspominać bolesne chwile i ich tragiczną niesprawiedliwość, którą tak dotkliwie odczuwaliśmy, ba, takie wspomnienia same bezwiednie przychodzą nam do głowy.

Bo pogryzienie mocno boli i jest bardzo dla skrzywdzonej Duszy  przekonujące.

Niestety, w tej „słusznej walce przeciwko symbiontowi” na nic nasza słuszność nam się nie przyda. To naprawdę NIC nie dodaje do chwały, że zostałeś poturbowany. Ani na krztynę nie dodaje Ci to większych praw. Jeśli jeszcze tego nie wiesz, to pewnie Wszechświat ma jakieś doświadczenie z tego pola.

Ani też „wiedza”, którą posiedliśmy w szkołach czy w rodzinach też nie uprawomocnia nas do postrzegania się jako „lepsi”, „mądrzejsi” [bo wiemy lepiej], czy „bardziej pokrzywdzeni”. Chociaż wiele, wiele osób uważa, że będąc „naumianymi” mają jakieś większe prawa od Wszechświata. No raczej nie, jeśli już coś tacy ludzie mają z Wszechświatem, to to, że mniej go słuchają, jak mówi do nich.

I taka wiedza nie wzmacnia nas zwykle w konflikcie z symbiontem. Jeśli jakoś motywuje, to chyba tylko do tego, jak się z owej walki wyplątać i poszukać prawdziwej wiedzy.

To, że „mamy słuszność”, czy, że „zostaliśmy niesłusznie i podstępnie zaatakowani” tak naprawdę Wszechświata nie zainteresuje. Ani tym bardziej agresywnego krokodyla.

Niestety – z pozycji człowieka zaatakowanego – nie mamy najmniejszych szans w „walce” przeciwko symbiontowi.. energetyczna struktura krokodyla i jego Opiekuna [co ważniejsze] jest tak mocna, iż nie ma co się oszukiwać.

Wiedza, nawet najszersza nie da możliwości istotnego energetycznego przeciwstawienia się gadzinie. No niestety. Przykro, ale tak to akurat jest. Wiele razy mi się zdawało, że jestem w stanie skonfrontować symbionta, próbowałem, próbowałem i… obrywałem za każdym razem. Czasami dopiero po trzech dniach zdarzało mi się przyjść do siebie i pozbierać własne pole energetyczne.

Walka przeciwko komuś, czemuś bardzo mocno wzmacnia poczucie własnego ja i – oczywiście – poprzez emocje, adrenalinę wzmacnia motywację do walki. A więc jest to mechanizm samonakręcający się. Warto sobie uświadomić, iż krokodylowi zależy na tym, żeby posiadał przeciwnika, który chce go zwalczyć. Nielogiczne? Logiczne, o ile zwrócisz uwagę, że krokodyl ZAWSZE z człowiekiem wygra. A więc posiadanie przeciwnika równe jest posiadaniu niewolnika, oddającego swoje energie i swoje ciała subtelne do jedzenia.

Walki z kr. więc nie można wygrać. Ale ile walka z kr może dodać adrenaliny, ile poczucia żywotności!

Krokodyl z hipermarketu

Ostatnio w hipermarkecie chodziłem sobie, oglądałem towary. Aż tu nagle trafiam do „zaczarowanej” alejki z przyprawami. Idę dalej i co słyszę – przekleństwa. Otóż jeden piękny i młody adorator pewnej panienki wystawiającej towar na półki zechciał do niej przyjść do pracy do sklepu i powiedzieć jej coś ze swojego świata. Jak dureń zwróciłem mu uwagę, że przekleństwa to raczej tu nie pasują i takie tam.

Tak, domyślacie się :), miał owe tałatajstwo [krokodyla] i oberwałem z miejsca. Ale – jak  potem rozważałem, moja Dusza sama dążyła do tej bójki duchowej.. Sama tego chciała, chciała się mu aktywnie przeciwstawić. Tak bardzo chciała „bronić sprawiedliwości”. To jest zachowanie z tzw. białej strony.

Przyjrzałem się zaraz sobie i zobaczyłem, że ogromnie wzrosła mi adrenalina! Jakbym włączył turbo w silniku diesla. Obserwowałem przez dłuższą chwilę, jak takie „niewinne” zwrócenie uwagi dało mi duży wrzut hormonu do krwi.

Odszedłem od tego gościa, bo oczywiście nie było z kim rozmawiać, ale najciekawsze trwało we mnie. Poczułem się ogromnie ożywiony! witalniejszy,  chociaż też wkurzony. Miałem od razu poczucie, że coś jest warte działania, nagle stanąłem na nogi, jak to się mówi. Dzięki gostkowi i jego symbiontowi.

Na krótką metę, na bieżąco, wygląda to więc bardzo zachęcająco. W sposób konkretny, cielesny mocno przekonuje, że robimy coś istotnego [walcząc o słuszną sprawę, przeciwstawiając się symbiontowi]. Chodząc pomiędzy półkami i przebierając pomiędzy kolejnymi artykułami pewnie bym wszedł w lekką nudę, a tu przydaża się taka akcja! To bardzo przekonuje podświadomość! bardzo ją uruchamia, podobnie jak i ciało. No, ale cóż może podświadomość o mentalności czterolatka z takiego spotkania zrozumieć? Nic dobrego na dłuższą metę.

Kobiety są bardziej narażone na to, że zostaną  przekonane właśnie za pomocą takich środków do tej misji ‚uczłowieczania’, przywracania kultury. Dlaczego? Dlatego, że panie o wiele bardziej ufają swoim odczuciom. [a po drugie, że mają dużą potrzebę „poprawności”, żeby wokoło było „poprawnie”, np. posprzątane]

Kiedy stwierdzają, że kochają chłopaka? Wtedy, kiedy „odczuwają”, że kochają. Pięknie jest to wyrażone w słowach angielskich:

„IT FEELS so right.”

czyli po polsku „to tak dobrze odczuwam, to co czuję jest takie w porządku”. normalnie szczęście wpływa nogawkami.

Nie bez przyczyny Jan Paweł II powiedział, iż miłość jest wyborem i wiernością temu wyborowi. Wskazał na to, że niekiedy można popełnić błąd opierając się na samych odczuciach.

Cóż, krokodyle, jak pokazało się na mnie samym, potrafią dać ogromnie dobre odczucia w zetknięciu z nimi.  Wzrost żywotności u atakującego  je. Wzrost poczucia sensu owego ataku! Dają odczucia, że to właśnie kontakt z NIMI daje owe pozytywne odczucia.

Jednakże kontynuowanie walki przeciwko kr. nad dłuższą metę może mocno odrzucić, odseparować nas od przeżywania spokoju czy szczęścia. Wchodzi się w świat nierealny, „zrobiony” na potrzeby omamienia. Po prostu wkręca jak narkotyk. I już nie jest tak „feeling right”.

Odpowiadam na pytania:

> Czy opiekunowie krokodyli to demony?

Tak można je nazwać, tylko są to demony z wysokich ciał subtelnych. „Zwykłe” opętanie odbywa się z poziomu eterycznego-astralnego. Opiekun kr. astralnego działa na poziomie atmanicznym-anupadaka. A więc 4-5 poziomów różnicy. Istna przepaść.

> Czy obecność krokodyla można utożsamiać z opętaniem (w rozumieniu Kościoła katolickiego)?

Wg Kościoła człowiek z kr. to człowiek, który zaprzedał swoją duszę diabłu. Oczywiście nikt tego głośno nie mówi, natomiast dawne opisy diabła [chociażby pan Twardowski] dokładnie przedstawiają ową transakcję. Na dzisiaj Kościół nie chce uchodzić za wstecznika, więc nie rozgłasza swoich nauk. Jednakże nigdy się nie wyrzekł nauk o diable. I słusznie, ponieważ kr. jest to dosyć powszechna przypadłość.

> Czy w jednym nosicielu może być zarówno krokodyl/krokodyle, jak i wejście?

Oczywiście, tak jest np. w przypadku pewnej grupy osób pochodzących z domów alkoholowych [tzw. dda] lub patologicznych, dysfunkcyjnych.
więcej:
https://swiatducha.wordpress.com/2009/01/24/ofiary/

> W co on się musiał „bawić”? Zapytałam wprost już na samym początku, czy kiedykolwiek w życiu uczestniczył w jakichś obrzędach okultystycznych. Stanowczo kilkakrotnie zaprzeczył.

I odpowiedział słusznie, pobieranie bowiem krokodyla nie musi się zupełnie wiązać z ŻADNYM rytuałem okultystycznym, czy jakimkolwiek związanym z grupami zajmującymi się różnego rodzaju nieprawidłowymi praktykami – duchowymi czy nieduchowymi.
Tyle jest wokoło ludzi, którzy mają kr, którzy brylują w towarzystwie, grupie, środowisku zawodowym, społecznym, że wystarczy je zacząć naśladować, a.. za jakiś czas zapuka do takiego człowieka kr. z [najczęściej bezsłowną] propozycją ułatwienia życia. Oddanie swojej duszy nie musi być tak bardzo świadome! Wystarczy „pozwolić sobie” na jakieś ulgi w moralności, w zasadach.. Wystarczy, że taki człowiek stwierdzi, że pozwala sobie stale na coś niegodziwego [z dowolnym wytłumaczeniem, natomiast bez wyrzutów sumienia].

> Czy to może być jakiś „spadek” po nieżyjących już rodzicach nosiciela?

Dziecko może się zapatrzyć w rodzica z kr. i podążyć jego ścieżką, natomiast często to ono samo przynosi ze sobą kr. z poprzedniego wcielenia jako spadek karmiczny po poprzedniej inkarnacji.

> [czy to przez] Braki w samoocenie, brak „wysycenia” miłością, poczucie pokrzywdzenia przez los – to mogą być konsekwencje relacji rodzinnych w dzieciństwie.

to oczywiście mogą być czynniki wspierające, aktywizujące, natomiast one same nie przesądzają. Przesądza wewnętrzna postawa, wewnętrzna intencja. Nawet u najmniejszego dziecka.

> Jak „technicznie” odbywa się przyjęcie krokodyla? Jakim aktem? Pytam w kontekście „czego jak ognia unikać”, czyli przed czym przestrzegać innych w sposób szczególny.

Najczęściej jest to chęć „dogonienia” kogoś, „reszty świata”, której się tak lepiej powiodło, a ja czuję się taki niezgułowaty, taki pozbawiony szans. Zamiast pracować z tym, zamiast otworzyć się na prawdziwe wartości, wynikające ze ścieżki duchowej, takie jak miłość, dobro, radość, prawdziwe prosperity, to on otwiera się na .. zakorkowanie swoich lęków, niepokojów krokodylem [krokodyl jest literalnie „wtyczką” w ciałach subtelnych].

Kilka razy od osób z kr. słyszałem opowieści, jak to w szkole taka osoba czuła się gorsza, i – żeby koledzy się nie śmiali i nie robili docinków – zaczęła rozwijać pewne specjalne, właściwe tylko sobie zdolności. Tak przyjęła krokodyla. Owe zdolności się rozwijały, osoba bazowała na nich coraz mocniej, także zawodowo. Jeśliby chcieć teraz oddać owe „dodatkowe zdolności”, to jakby takie życie tej osoby miało wyglądać? Jak musiałaby ona funkcjonować – na ile gorzej? Te pytania naturalnie zadają sobie osoby mające kr. i będące go świadomymi. Opisałem jednakże na witrynie inne sposoby radzenia sobie z kr. [Czarek też opisał] – praca z rozwijaniem wyższego ciała subtelnego.

Po przyjęciu kr. te odczucia „bycia gorszym” nadal pozostają u nosiciela, natomiast kr. przykrywa je czapą zapomnienia [przynajmniej dla otoczenia, które nigdy by nie zgadło, że tak dobrze radzący sobie w życiu człowiek może przeżywać poczucie poniżenia, poczucie niskiej wartości, porzucenia, itp.]

Czego unikać? Unikać nieszczerości wobec siebie samego i wobec innych. Otworzyć się, opowiadając o swoim poczuciu niskiej wartości, wyznać je [tak jak się wyznaje grzechy]. Opowiedzieć o tym, być ludzkim – tzn. być czasami ułomnym, upadającym, niedoskonałym. Włączyć te przeżycia do swojego repertuaru odczuć, nie chcieć „wyrzucać ich za burtę” życia. Wtedy taki ktoś staje się prawdziwy, staje w prawdzie swojej ludzkiej, często ułomnej kondycji. Czasem przegrać dla jednego czegoś znaczy wygrać dla czegoś innego.

> Czy żeby nosiciela z tego wyciągnąć, to tylko egzorcyzm wchodzi w grę?

Przykro powiedzieć, ale egzorcyzmy nie chwytają kr. Oczyszczają jedynie niskie poziomy energetyczne [eteryczny, astralny, ], natomiast wyższe istoty jak były tak pozostają i śmieją się w nos. Chodzi o to, aby nosiciel zastanowił się Dlaczego wziął kr. i po namyśle z niego zrezygnował. To działa.

> Czy w jego sytuacji możliwe jest umiejętne skłonienie do pracy nad rozwojem duchowym?

Można próbować pracować nad wyższym ciałem subtelnym:

https://swiatducha.wordpress.com/2010/11/07/praca-z-krokodylami/

i jeszcze warto poczytać opisy pracy z kr innych osób obciążonych nimi [a już świadomych tego]:

  • tu jest dużo ciekawego materiału :

http://swiatdusz.pl/index.php?board=31.0

[może trzeba będzie się anonimowo zarejestrować na witrynie swiatdusz.pl]

> Przecież tu chodzi o akt woli duszy, prawda? O akt wolnej woli. O odzyskanie kontroli.

Zdecydowanie, chodzi o wolę. Natomiast proszę nie mieć złudzeń.

Kr. zwykle TYLE daje nosicielowi, że on nie chce nic z tym robić. Jest to zbyt komfortowe, żeby taką sytuację przerywać.

Kr. zwykle TAK BARDZO jest zrośnięty z nosicielem, że on nie chce nic z tym robić obawiając się o własną integralność, [obawa przed „rozłożeniem się na części”. I ma trochę rację – jeśli się będzie uwalniał, trzeba będzie mocno przebudować ego – zrobić coś, o czym pisał prof. Dąbrowski: dezintegrację pozytywną, a potem ponownie poskładać się w nowe „coś”, czego ani on, ani ja ani Pani jeszcze nie wiedzieliśmy, nie znamy.
„A przecież TERAZ jest tak w porządku. Więc o co chodzi?”

To tyle o nim. Teraz moje pytanie: o Panią. Jak zwykle, w relacjach z kr. to zjawisko jest tak zadziwiające, przykuwające uwagę, niepokojące, drażniące, wkurzające, nie dające żyć, że zapomina się o sobie. Stąd moje pytanie:

Jaka jest Pani kondycja, samopoczucie, cele życiowe, pomysły na życie z/bez tej osoby?

Przykład

Tu mój przykład. Przez wiele wcieleń próbowałem wgrzmocić gadzinom. Próbowałem na różne sposoby, walka była jedną z nich. Bardzo oczywiście byłem krokodylami i ich nadzwyczajnymi umiejętnościami zainteresowany, wręcz zafascynowany. Można powiedzieć, iż zszedłem w obecne wcielenie „za zapachem krokodyli”. Istotnie wcieliłem się w rodzinie, gdzie były krokodyle i to silne. Myślałem – naiwnie, jako dziecko – że coś się da z tym zrobić. Na początek byłem oczarowany. Myślałem, że osoby z mojej rodziny mają tak wielki potencjał! [tak pięknie się kr. pokazywały]. Po jakimś czasie zacząłem widzieć, że coś mocno tu nie pasuje i że tak wspaniale roztaczane horyzonty sukcesów są tak naprawdę tylko fantazjami. I takimi były od początku. Co więcej, z czasem, gdy wsiąkałem w rodzinną atmosferę i rodzinne uzależnienia zrozumiałem, że tak naprawdę stawałem się ofiarą symbiontów [wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to symbionty, byłem zły na konkretne osoby, w tym moją mamę]. Próbowałem tłumaczyć, pokazywać, przekonywać, pomagać w chwilach upadku, wspomagać z nadzieją na poprawę.

Niestety, po kilkunastu latach życia stwierdziłem, że się moje działania nie udają, zacząłem siebie leczyć i oczyszczać i dochodzić do tego dlaczego JA tak bardzo chciałem mieć relację z takimi ludźmi [- nosicielami kr]. No i powoli, powoli nabierałem dystansu i zdrowiałem.

Proszę sobie wyobrazić, jak bardzo wieloletnie obcowanie z krok. i jego nosicielem odsuwa człowieka od spokoju i dobrostanu.. Bardzo mocno. Jak wiele odczuć nieszczęścia ta sytuacja generuje. [dobrym przykładem jest tu osoba żyjąca z nosicielem – czy to małżonek, czy dziecko, czy też rodzic] Osoby takie, zwłaszcza dzieci uczą się świata pełnego agresji, gdzie atak następuje nagle, nieprzewidywanie, niezależnie od przewidywanych przyczyn. Przysłowiowa tu jest żona alkoholika, która czeka na męża i myśli: „przyjdzie… nie przyjdzie? … zbije …. nie zbije?” [normalnie totalna nerwica. i to jeszcze na energiach łączących z krokodylem, czyli  jednak wcześniej czy później przyjdzie, zrobi kłótnię i zbije.

Jak bardzo [z powodu  specjalnego typu manipulacji krokodyla] w ofiarach zakorzenia się niezdrowy system przeżywania przykrych chwil, zamiast przeżywania chwil spokojnych i wypełnionych bezpieczeństwem.. Pogryzienia – tak nazywam ten kompleks traumy [więcej tu] stanowią bardzo przykrą teraźniejszość przebywania przy atakującym krokodylu, stanowią bolesną spuściznę z takiego czasu.

Można się zastanawiać, czy „oddanie” krzywd, zadanych razów da nam spokój. Wiele osób na mitingach DDA bardzo mocno wyraża żal, odkrywa swe zranienia. Ja to nazwałem dla siebie, że „upuszczają żółci”. I to sporo. Dobrze jest o tym móc mówić. Dobrze jest mieć miejsce na bezpieczne i świadome wyrażenie złości i rozżalenia. To daje upuszczenie energii bolesnej, energii zranienia. To tak, jakby z zaropiałej rany wypuszczać ropę – będzie mniej boleć.

Jednocześnie warto jednak patrzeć, czy nie próbujemy się wzmacniać naszą trudną historią, czy nadal jesteśmy prości w tym przeżywaniu.

„On mnie tak załatwił, tak mnie zranił, to teraz będę nieustępliwa, bezwzględna, teraz dopiero pokażę, jak świat ma mnie szanować. Jak znajomi mają mieć o mnie pojęcie jako o osobie totalnie asertywnej, która jest nieugięta. Jeśli nawet kiedyś byłam zraniona, to teraz już na to nie pozwolę!”

Przy przyjęciu takiej postawy jest spore niebezpieczeństwo, że ta osoba powtórzy ścieżkę swojego oprawcy.

Ofiary krokodyli

O ofiarach krokodyli jest cała strona [link], ponieważ dla osób poszkodowanych może być to duży problem życiowy. Są to często dzieci [także dorosłe] z domów, gdzie panował alkohol lub przemoc.

Tu moje rysunki, jak wygląda atak krokodyla:

Widoczne są zarówno jakby haki-zęby jak i zaburzenie energii na niskich czakrach.

Jak wygląda szczegół ataku – te zęby-haki, które jakby się obracały jak piła tarczowa – posuwa się i rżnie:

Jak wygląda osoba pogryziona – ma wyszarpaną aurę wzdłóż przedniej strony ciała i ma mocno zaburzoną podstawę [niższe czakry] tak, że ma trudności z odnalezieniem się w świecie. Stąd biorą się wzorce ofiary i symptom wyuczonej bezradności. Nawet psychologowie [z doświadczeń na zwierzętach] zauważyli, że symptom wyuczonej bezradności nabiera się szybko, natomiast aby odtworzyć poprawne funkcjonowanie potrzebowali ok 200 pozytywnych doświadczeń. Dlatego mówię, że pogryzienia nie leczą się same z czasem.

Pionowe kreski niebieskie od głowy w dół symbolizują rany w aurze. Wibracje na spodzie to osłabiona lub chora aura na niskich czakrach. Bywa także, że w aurze są obecne podłączenia do agresora – może wtedy czerpać energię na odległość, wystarczy np. połączenie telefoniczne lub telepatyczne.

Ofiary krokodyli to osoby, które przebywały w pobliżu osoby obciążonej. Długo, albo krótko. Można długo żyć w jednym domu z osobą obciążoną, i wtedy zwykle pogryzienie jest głębsze, boleśniejsze, zmiany w psychice są istotniejsze. Można też być krótko wystawionym na bycie z taką osobą i też można dostać, przeżyć atak i ucierpieć z powodu pogryzienia przez krokodyla. Więcej na ten temat w osobnym tekście [link]. Proszę pamiętać, że takie pogryzienie nie goi się samo z siebie – niestety trzeba nad tym popracować.

Dobrymi dla kr. ofiarami są osoby mające tzw. „wzorce ofiary”. Gdzieś podświadomie mają zakodowane, że w życiu to często się obrywa i cierpi. No i osoby z krokodylem potwierdzają takie nieświadome przekonania. Dzieje się to często bez świadomej refleksji – dwoje ludzi „się spotyka” i już wiedzą, że są „dla siebie pisani”. Na nieszczęście to pisanie jest bardzo przykrym pisaniem, obejmującym wykorzystanie psychiczne, emocjonalne, a czasami i fizyczne. Drogą wyjścia jaką podają specjaliści jest zauważnie tej relacji z nosicielem krokodyla, ocena: ile zyskuję a ile tracę na tej relacji. I na koniec – decyzja – czy dalej tak chcę żyć.

Grupy samopomocowe Al-Anon są dobrym miejscem, aby się przyjrzeć sobie i swojej trudnej relacji. Chodzą na nie osoby poszkodowane przez krokodyle [zwykle żony alkoholików], wyprowadzają swoje życie na prostą.

W terapiach regresywnych można prześledzić sobie własne postawy związane z wzorcami ofiary i – jeśli ma się szczęście – oczyścić je.

Inny typ ofiary dla krokodyla

Innymi ofiarami dla krokodyli są osoby mające tzw. wejścia [link]. I te osoby można określić jako „najlepszy typ ofiary”.

Osoby mające wejścia są mocno drażliwe i przewrażliwione, tak mają wielką potrzebę udowadniania różnych rzeczy! Są tak żądne dowodzenia swoich praw i ferowania oskarżeń! Są przekonane o swojej WYŻSZEJ WARTOŚCI ponad innymi ludźmi [często wyłącznie nieświadomie].

A krokodyl tylko na to czeka!!!  Będąc w obecności krokodyla zwykle czuję energetyczne „węszenie”. „Kto mi chce podpaść? Czy ktoś tutaj obecny się stawia?” – tak mniej więcej w słowach można opisać to węszenie. Zresztą niektórzy młodzi ludzie z kr. używają tych słów przy rozpoczęciu bójki „Co, stawiasz się? Chcesz zarobić?” – ewidentnie szukają nie pokoju tylko zaczepki. Tylko im potwierdzenia potrzeba do rozpoczęcia ataku. Na szczęście możemy odmówić [o ile nie jesteśmy w zbyt bliskich relacjach z nosicielem, bo jeśli jesteśmy, to bardzo często same sytuacje związane z relacją już stanowią podstawę do ataku]

Powtórzę:

Osoby mające wejścia są mocno drażliwe i przewrażliwione, tak mają wielką potrzebę udowadniania różnych rzeczy!

A kr. przecież na to właśnie liczy! K. potrafią wychwycić najlżejszy oddźwięki swoich własnych agresywnych działań, swoich prowokacji, presji.  Są w tym świetne. Jeśli tylko się popatrzysz na takiego kogoś z nutką negatywnej oceny – zaraz Cię zacznie agresywnie traktować. A nawet nie trzeba negatywnej oceny – samo popatrzenie się może być zidentyfikowane jako ocena czy atak – który domaga się odpowiedzi [kr. jest o tym przekonany].

W pełnych pretensji i braku akceptacji osobach z wejściami K. znajdują super odbiorców swoich prowokacji i swojej agresji.

Najbardziej jawnym przykładem tego wspólnego, tragicznego związku z krokodylem jest alkoholik i żona alkoholika. Te dwie osoby stanowią dla siebie super toksyczny duet [żeby użyć eufemizmu].

Wejścia są również przystąpieniem obcego ducha do człowieka, jednakże jest to tylko penetracja, nie zaś zlanie, jak jest w przypadku krokodyli. Osoby z wejściami są niejako są stworzone do tego, aby rozsierdzać krokodyla.

Wielkie pytanie: DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO???

Z pewnością wiele, wiele osób się nad tym zastanawia. Słyszałem już niejedną żonę alkoholika, która na mitingu mocno się zastanawiała, czym sobie zasłużyła na tak paskudne traktowanie. Oczywiście nie znajdując odpowiedzi. Piszę „oczywiście”, ponieważ oglądając wydarzenia ze zwykłej perspektywy trudno znaleźć taką przyczynę.

Natomiast, jeśli się wzniesiemy nieco i popatrzymy na sprawę z pozycji Duszy, możemy odkryć ciekawe zależności.

[Takie postrzeganie proponują Bert Hellinger w swojej terapii systemowej „Ustawienia Rodzin” oraz Nikołaj Siergiejewicz Łazariew [link] w książkach pod tytułem „Diagnostyka karmy”.]

Otóż, patrząc na człowieka z wyższej pozycji widzimy Duszę, która się wciela niejednokrotnie. Ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, iż dusza potrafi mieć sporą dawkę pychy, czyli wynoszenia się nad innych, przekonania o swojej wyższej wartości. I z tym wchodzić we wcielenie. W odróżnieniu od zdrowego poczucia własnej wartości,  wynoszenie się bazuje na udowadnianiu, że inne osoby są mniej ważne, a na pewno „my” jesteśmy lepsi, znaczniejsi.

Jeśli wierzyć Łazariewowi [link], to taka postawa wynoszenia się wywołuje naturalny sprzeciw Wszechświata. Tu można doszukiwać się onej Sprawiedliwości Bożej, jeśli ktoś jej szuka. Taka wynosząca się osoba „dostaje” bowiem za partnera kogoś, kto to wynoszenie się będzie temperować. W przypadku dzieci alkoholików jest to zaś rodzic.

I – mówi Łazariew – np. kobiety są bardzo ziemsko nastawione, w odróżnieniu od panów [co zresztą widać w rodzeniu dzieci, praktyczności podejścia, itp.] Owa ziemskość powoduje z jakichś powodów właśnie pychę [albo może właśnie istoty bardziej „pyszne” inkarnują się w ciała kobiet, aby przeżywać większą wyniosłość. Dzieje się to oczywiście bezwiednie, na poziomie Duszy, która nie ma specjalnie refleksji, która tylko dąży do przeżywania doświadczeń.

Tu można zauważyć, że płeć jest jakby drugorzędna – wiele jest także mężczyzn, którzy mają takie relacje ze swoimi partnerkami. Pamiętajmy, że wciąż mówimy o  Duszy i relacjach na jej poziomie.

Takiej wynoszącej się pani bardzo będą podobać się panowie z krokodylem. Osoby potrafiące „okiełznać” rozpasanie duszy, które czasami samej posiadaczce owej duszy się może trochę źle kojarzyć. Leczące się żony alkoholików ciągle mówią o nich „mój alkoholik”. Mają tak wielkie trudności z odejściem, z porzuceniem sytuacji opresji!

Zdumiewające ale prawdziwe – kobiety źle traktowane przez mężów lgną do swoich oprawców. Bardzo zdumiewało mnie zawsze to, gdy widziałem, jak dziewczyny ostro traktowane jakoś sobie to chwaliły. Wiele może tu być wytłumaczeń, natomiast Wszechświat ponoć zsyła wyrównanie na duszę za jej postawę.

To wszystko wskazuje, że jednak wynosząca się Dusza akceptuje owo ukrócenie, poddaje się „karze” za wynoszenie się. Nieświadomie takie osoby o rozdmuchanym ego pragną kogoś, kto da im bardzo ostre granice. Dusza wręcz – paradoksalnie powiedziawszy – ceni sobie takie cugle, nałożone przez krokodyla i jego ponadludzką moc kontroli zachowania człowieka.

Wyjście?

Krok Pierwszy [i mój ulubiony] Programu Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików brzmi:

Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem,
a jego najważniejszymi elementami, słowami kluczowymi, są bezsilność i to, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

W momencie, gdy zakwestionujemy własną postawę dumy, mamy szansę na uzdrowienie. Nawet jeśli jesteśmy wewnątrz delikatni, jeśli mamy wewnątrz depresję. To wzięcie krokodyla jest formą wchodzenia w dumę, w bycie „lepszym” [nawet jeślibyśmy tego na początku nie wiedzieli].

W jakim stopniu mamy zakwestionować tą własną postawę wielkościową [jak to określają psycholodzy]? Bardzo mocno zakwestionować. Należy stwierdzić, iż te wszystkie momenty, w których tak na prawdę oszukiwaliśmy otoczenie były.. kłamstwem. Na mitingach [spotkaniach] grup wsparcia nikt nie żąda od nas, żeby to robić na oczach świata – to ma być nasze własne przyznanie się, rozgrywające się w naszym własnym sercu. [stąd AA to ruch całkowicie anonimowy]. To przyznanie się, to dochodzenie do prawdziwości jest pierwszym krokiem uzdrawiającym. Ten krok przybliża nas ku własnemu sercu, a oddala od krokodyla.

[dokładniejsze omówienie pierwszego kroku – link]

Poprzednie wcielenia

INNY, równie istotny trop to poprzednie wcielenia. Mogący być jednocześnie prawdziwy i ważny.

Znam pewną panią, która w tym wcieleniu jest obciążona, tak samo jak w poprzednich była. Można przypuszczać, iż co wcielenie nieco mocniej.

Przenosi się to z jednego życia na następne. Widziałem niejedno dziecko w wieku do 12 lat [a nawet 3-4 letnie], które posiadało totalnie przekręconą energetykę, od razu wskazującą na gadzinę za pazuchą. Sprawa jest prosta – jeśli w jednym wcieleniu osoba zdecyduje, iż takie coś, jak kr. jest jej potrzebne, to oczywiście w następnym ów diabli pomocnik będzie na jej usługi.

Czy można to oczyszczać poprzez oczyszczanie poszczególnych poprzednich wcieleń? Na pewno warto próbować [metodami regresyjnymi, np. regresingiem]. Wiadomo, że przy zdaniu sobie sprawy co do intencji w dawnych wcieleniach i przy zmianie owych intencji, dzisiejsze zachowania i motywacje się zmieniają, ponieważ postawa taka przenosi się na sprawy teraźniejsze.

________________________

Do tego tematu:

Jak oficjalna nauka wypowiada się o „gadziej części mózgu” ? [kliknij tu] W tej części mamy mechanizmy przetrwania, i bardzo dobrze, że je posiadamy. Jednakże, jeśli zostaniemy tam „złapani” z naszą aktywnością, czy jakoś „utkniemy” w tym stanie bycia, niż tylko działając w reakcji na niebezpieczeństwo, to zamykamy się z aktywnością w tej „gadziej” części mózgu i działamy zgodnie z jej ustaleniami. Wszelakie długotrwałe odczucia lęku, niepokoje, zamykają nas w tej części.  Wniosek: relaksujmy się! 🙂

Zauważyłem, że symbionty tworzą dla swoich i nosiciela potrzeb złożony, nieprawdziwy obraz świata. Może oczywiście wyglądać bardzo przekonująco i realnie. Poprzez to wyobrażenie można mieć spaczony pogląd na rzeczywistość wraz z kilkoma kłopotami z tego wynikającymi..

Bardzo ciekawy film, opowiadający o tym lub podobnym temacie: David Icke „Beyond the Cutting Edge” [kliknij tu]

Po przeczytaniu moich tekstów o k może być to bardzo inspirujące, ponieważ pokazuje różne inne strony zagadnienia.

Jak nie odpowiadać na prowokacje? [prowokacje krokodyli oczywiście]

Jak czują się osoby w dzieciństwie [i nie tylko w dzieciństwie] pokrzywdzone przez krokodyle? [kliknij tu] głównie dzieci alkoholików [DDA], osób wściekłych, agresywnych, niesłownych, krzywdzących, upokarzających.

Osoby z takim obciążeniem zwykle nie słuchają innych. Mogą mieć za nic czyjeś przeżycia [kliknij tu].

..

Jak się mam sam/a oczyścić z krokodyla?

Duchowa uzdrowicielka i jasnowidz, moja znajoma, Elwira pomaga oczyszczać te obciążenia, które są opisywane na mojej witrynie.
Tel. 885 400 777, skype: naturalneterapie. Proszę powiedzieć, skąd macie kontakt do niej.

Można zadzwonić i skonsultować sytuację. Można jej opisać to, co już zrozumiałaś po czytaniu tych tekstów i jakie masz pytania. Ona dobrze sobie radzi w jasnowidzeniu, wielu osobom pomogła wyjaśnić sytuację tak, że mało kto by przypuszczał, że taka sytuacja ma miejsce. Jest zwłaszcza dobra w odkodowywaniu zaburzonych relacji w rodzinach, jasnowidzenie się mocno w tym przydaje..

W dłuższym tekście nt. krokodyli [link] napisałem nt. „zagłodzenia” krokodyla, który to sposób jest podawany przez Podwodnego.

Uzdrawianie z krokodyli – tutaj więcej o tym.

> Czy mółbym Cię prosić o przykład działania na zagłodzenie krok. mentalnego?

Co potrzeba? Potrzeba rozszerzyć wyższe ciało.

A więc na mentalnego – przyczynowe rozszerzyć.

Proponować coś?

Np. analizować przebiegi przyczynowo-skutkowe różnych procesów, wgłębiać się w zasady obowiązujące tu i tam, i mnie, mnie wobec innych ludzi.

Znam osobę z k.mentalnym, która bardzo a to bardzo nie lubi mówić i myśleć o zasadach, prawidłach itp. [to dla mnie jest właśnie reakcja kr. mentalnego – zdrowe rozważania na poziomie o jeden wyższym powodują wściekłość kr.].

No i można również próbować nieco wyżej – buddialne rozwijać.

Przykładowo rozważać sprawy dotyczące wartości, współodczuwania, współczucia, szacunku dla innych itp. Zwłaszcza w obrębie relacji z innymi ludźmi, jako że kr. właśnie wobec innych ludzi atakuje.

________________________________________________

„Trzeba się oczyszczać, trzeba.. „- nie trzeba! Nikt nie narzuci wam tego, nie będzie nawet tego w stanie zrobić. Jest wolna wola.

Tutaj kilka sugestii, co do tego, jak można ewentualnie się kierować..

Przyjmuje się krokodyla z pewną intencją, więc i oczyszczanie z krokodyli jest też związane z pracą nad własnymi intencjami. Wtedy sam krokodyl nie jest aż taki straszny. Najgorsze jest to, żeby zrezygnować z intencji, które mogły sporo dać w naszym życiu. Któż by chciał się tego pozbywać [jeśli skutki nie są tak jakieś straszne]..

Jeśli wzięło się kr. dla swojej obrony – trzeba z tej obrony zrezygnować [i widzieć coś innego w zamian].

Jeśli wzięło się kr. dla swojego komfortu – trzeba z tego komfortu zrezygnować. [a ego pewnie nie będzie chciało.

Jeśli wzięło się kr. dla posiadania pewnych ponadprzeciętnych umiejętności  – trzeba z tego wspomagania zrezygnować. [znowu, trzeba wiedzieć dla czego, z konkretnymi argumentami, z konkretnym innym pomysłem na życie, a może nie być lekko taki znaleźć, bo kr. dają dużo błyskotek.]

możesz więcej

Powyższy obrazek podpisałbym „Możesz więcej – z krokodylem!”

Koronnym metaforycznym przykładem tutaj jest dla mnie bajka o Panu Twardowskim.  Kto jak kto, ale on, to istotnie ma przenośnie profil nosiciela krokodyla. Proszę tu zwrócić uwagę – diabeł = krokodyl. Przydaje możliwości, ale też zabiera duszę [w naszym wywodzie – degraduje duszę].

product

Na pewno, jeśli się obawiamy k. u siebie to warto z tym tematem się zapoznać i można dalej z tym pracować.

No niestety, nie jestem terapeutą, jestem tylko analitykiem, więc nie mam pomysłów co do konkretnej terapii, chociaż można wyróżnić pewne wskazania. Jeśliby się znalazł jakiś terapeuta, których chciałby się tym tematem zajmować, to chętnie go polecę.

Tutaj jest link do tekstu o terapii cienia, która zajmuje się właśnie takimi osobami, w których „coś jest” i które nie potrafią sobie z sobą samymi poradzić.

Tu jest link do grupy dyskusyjnej Anonimowych Alkoholików – bardzo mądre opisy.

_________________________

Krokodyli nie ma

Proszę mnie nie zachęcać do przekonywania, że krokodyli nie ma, albo, żeby komuś udowodnić, że istnieją. Było kilka osób, które miały symbionty i im o tym powiedziałem, bo były ciekawe. Jednakże nic sobie z tego nie zrobiły – przeszły mimo tej wiadomości i tego, że mi robią krzywdę. Pomimo swojej niebagatelnej wiedzy duchowej. Bo tym, którym powiedziałem o tym obciążeniu mieli szansę to zrozumieć.  Niestety, moje opowieści zostały potraktowane z lekką urazą = „co mi będzie mówił, ja wiem, co ze mną jest”. OK, nie moje życie, nie moja sprawa.

W przypadku krokodyli jest jeszcze trudniej rozmawiać z takim kimś, kto ma obciążenie, niż np. w przypadku wzorców.

Często osoba z krokodylem nawet chciałaby się oczyścić, ale nie wierzy w to, że ma obciążenie typu symbiont. Symbiont ukrywa się WEWNĄTRZ ciała energetycznego człowieka, wewnątrz aury. Dana osoba postrzega działania symbionta jako swoje. Więc z czego mam się oczyszczać? z czego uwalniać? – jeśli to jestem „ja”? Jest to inny typ obciążenia niż wzorce. We wzorcach mamy przekonanie, że jest to coś ZEWNĘTRZNEGO wobec nas, np. „mam lęk wysokości”. Ten „lęk wysokości” nie jest mną, jest czymś zewnętrznym, a poza tym niepożądanym. Więc i łatwo z tym czymś zewnętrznym działać [bo to nie jestem ja], a także jest to nieprzyjazne dla moich osiągnięć. W wypadku kr. obie opcje są odwrotne – zarówno jest to coś „we mnie”, jak i jest to coś sprzyjającego mi. Więc: a) trudno się do tego ustosunkować, b) po co w ogóle zaczynać pracę i zmniejszać własne możliwości?

Jest to obciążenie tak niezwykłe i nieznane [przynajmniej wśród ezoteryków i gospodyń domowych], że trudno się dziwić, iż w ogóle myślowe ogarnięcie sprawy jest trudne. A co dopiero dla samego zainteresowanego.  Odpowiedzi były takie: jak mogę mieć „to coś”, jestem przecież sobą, czuje siebie, i czego ja od tego kogoś chcę? A że czasami ciągnie takiego kogoś do wódeczki? czy do agresywnych zachowań? czy inna osoba ma przemożny trans palenia trawy przez tydzień? – tego akurat nie biorą jako coś „swojego”. To coś, to im się przydarza. I mają rację – bowiem jest to związane bardziej z aktywnością symbionta, nie ich samych. Jednak nie chcą za to wziąć odpowiedzialności, mimo, iż to oni przeżywają, na to zezwalają w swoim życiu. Mimo, iż za to są odpowiedzialni.

danie dnia Tyskie

Już nie raz mówiłem do pewnych osób, że „zagadałeś mnie totalnie, czuję się wypruty z energii i to z powodu symbionta, który przez ciebie działa”. To oczywiście nie dało specjalnie nic, oprócz spojrzenia na mnie, jak na debila. Mimo, iż o symbiontach taki ktoś wiedział, co to jest, bo mówiłem.

Jeśli ktoś mnie oszukał a nie ma krokodyla, to raczej nie chce się ze mną kontaktować i przyznaje, że „to on zawinił”, ma poczucie winy. I że przeprasza.

A nosiciel symbionta wcale nie będzie przepraszał. Nie będzie miał poczucia winy! [to piszę ku pamięci ofiar kr., nie miejcie złudzeń!] Przecież nosiciel nie ma świadomości działań symbionta. Nie ma też empatii. I oczywiście będzie miał doskonałe krokodyle tłumaczenie:

„Ale o co chodzi?” – to częsta riposta nosiciela/kr. Wcale nie postrzega obciążenia krokodylem oszustem, jako coś, co JEMU się przydarzyło. To ja miałem pecha, że mu się tak udało mnie na szaro zrobić.

„Przecież takie mądre rzeczy mówiłem”.

„Mógł mnie nie zaczepiać, to bym go nie pobił, przecież widział, że jestem w złym humorze. Sam się prosił.” –  to częste tłumaczenie.

„Śmierć frajerom” – takie powiedzenie ma tu zastosowanie. A jego lżejsza odmiana może brzmieć „przecież ja nie chciałem – to nie mnie się przytrafiło, to on ma skutki pokrzywdzenia, więc dlaczego ja miałbym się martwić, że kogoś pokrzywdziłem?”

Oczywiście tu mocno się pokazuje, jak bardzo ofiary są podatne na atak, wręcz ciągnie je do sprawcy, do oprawcy, do agresora. Np. tak bardzo chcą go „poprawić” i zaczynają np. moralizować, czy tłumaczyć, czy poprawiać. Aż się trzęsą! Aż ich korci i świerzbi. A krok tylko na to czeka! Mam prawo do wolności, więc masz w dziób! i oddawaj energię.

Ja taki byłem – tak byłem święcie przekonany o własnej mojej mądrości, o poprawności moich sądów, że byłem przekonany, iż mogę innych pouczać czy też ich ustawiać, jak mają żyć. Bez względu na moje przekonania [czy były słuszne], to często bardzo mocno dostawałem energetyczne wciry. No i fizyczne też dosyć często. Bo jak nie oberwać, jak się wchodzi w grupę bandziorów i zaczyna ich moralizować? Sam się prosiłem!

Jak dostawałem po głowie, to czułem się pokrzywdzony – o ja biedny! Oni nie tylko nie usłuchali moich mądrych słów, jak powinni się zachowywać, ale także mnie zbili/pokrzywdzili. No i rozpoczynała się długa melodia zawodzenia i pragnienia rewanżu/zemsty wręcz.

Nosiciel symbionta za coś takiego nie będzie przepraszał. Nosiciel zwykle nie wierzy że w ogóle coś takiego jak symbiont dziwnego istnieje. Dobrze się jej z nim żyje, bo za bardzo [na początku] nie gryzie gospodarza. A jaki komfort !! Normalnie ameryka. Wszędzie wejdzie, wszędzie będzie podziwiany. Zresztą wielu nosicieli/nosicielek jest zatrudnianych na stanowiskach, gdzie potrzeba jest przekonywania do siebie, do własnej teorii, do własnego produktu. Wtedy krokodyl wybitnie się przydaje.

I jak ja mam komuś takiemu powiedzieć, że ma obciążenie? Nikt mi za to nie płaci, nikt mnie nie zrozumie, a ja nie jestem chętny podjęcia się tej niewdzięcznej pracy.

Jeśli ktoś zechce się przekonać do tego, że istnieje taki typ obciążeń, to informacji na tych stronach znajdzie bardzo dużo. Jeśli ktoś nie zechce – nawet jakbym z nim gadał osobiście przez tydzień – będzie bronił swojego zdania i miał swoje argumenty. Jedyne co, to mogę mu powtórzyć za moim kolegą: „strzałka na drogę!” Rób co chcesz, to twoje życie.

Większość nosicieli nie wie o swojej duchowej przypadłości [oprócz może świadomości nałogu].  Zdecydowana większość nie chce o tym nic słyszeć. Niektórzy nosiciele wątpią w to, iż są obciążeni, i starają się mi to wyperswadować. Podobnie jak alkoholik nie chce przyznać, że jest chory na taką dziwną chorobę. Jest to jednak częścią choroby, stąd jest ona nazywana „chorobą zaprzeczeń”.

Sama dyskusja jest przejawem aktywności typu konfrontacja. Nie mam potrzeby udowadniać komuś czegokolwiek, czy przekonywać do czegoś, zwłaszcza, że ma to, czy tamto… Tak jak na stronie tytułowej powiedziałem – rozwój duchowy jest taką dziedziną, w której adept sam dowodzi sobie prawdziwości własnych przekonań.

Dobry obiekt do obwiniania – c.d.

Oprócz tego, że osoba z krokodylem jest interesująca i dobrze sobie radząca, to zwykle często rani otoczenie. Dlatego też wydaje się bardzo dobrym obiektem, wobec którego mamy pretensje. Niekiedy bardzo duże. No bo jak mnie pogryzł, jak czuję się jak szmata, sponiewierana, pokrzywdzona… to jak tu naturalnym jest przyjęcie założenia, że to nie moja wina. To przecież ON/ONA mnie tak podźgała, zaatakowała, zmieszał/a z błotem, to on/a tak mnie niesłusznie oskarżył/a!!! ACH, JAKI GNIEW czasami powstaje!

I jak bardzo wydaje się być  usprawiedliwiony! Oczywiście, to ja nie, ja taki grzeczny wróbelek, a tu ohydna gadzina przyszła i jak mnie nie capnie, jak mnie zębiskami nie zacznie jeść! – To zupełnie dobrze oddaje poczucie energetyczne, jakie ofiara kr. ma.

Jednak – w przeciwieństwie do typowych wyobrażeń o agresji, symbionty i ich nosiciele nie są generalnie nachalni [oprócz krokodyli typu yin np u żebraków albo cyganek „choć panocku to ci powruze”]. Są tylko nieliczne momenty, gdy kr. naprawdę daje sobie prawo do ataku. Dzieje się tak, gdy:

  • ofiara jest już z nosicielem kr. złączona, czy to więzami małżeńskimi, umową, koleżeństwem, przyjaźnią i po prostu ma z nim „normalne” relacje
  • gdy krokodyl jest głodny i „węszy”, kto tu wokoło chciałby podskoczyć.. Takie zachowanie często mają symbionty u nieletnich przestępców, chłopców z patologicznych rodzin. Wysyłają oni prowokacje do środowiska: a to zaklnie, a to wyrzuci niedopałek czy puszkę po piwie. A to po prostu rozsiewa wokoło [ok. 100m] wściekle wibrującą energię z aury. Wystarczy się na taki haczyk nadziać, i już mamy do czynienia z atakiem. Ostatnio w Warszawie policjant po służbie zwrócił nosicielowi uwagę, że ten koszem na śmieci wali w tramwaj. Skończyło się atakiem i dźgnięciem nożem. Policjant nie przeżył.
  • gdy my sami „chodzimy” z emocji, może tłumimy gniew. Łatwo wtedy o zaczepienie aury kr. To wystarcza, żeby zadziałał odwet. Mój znajomy kiedyś szedł Krakowskim Przedmieściem w Warszawie. Po drugiej stronie szły chłopaczki, domyślasz się jakie. Znajomy miał taki poziom gniewu w sobie, że wystarczyło, że się na nich popatrzył, a ci przebiegli ulicę i zaczęli go bić. Na szczęście udało mu się uciec.

Żeby mieć kontakt z krokodylem to zwykle „trzeba chcieć”. Często jest to chcenie przeniesione z poprzedniego wcielenia, co osobowości wydaje się jakoby było „niezawinione” przez nią. Istotnie, osobowość nie ma z tym nic wspólnego, bo dopiero co się urodziła. Natomiast Dusza ma już zwykle sporą historię obcowania z takimi gadami no i kolejne wcielenie jest często tylko kontynuacją poprzednich „chceń”. Może nawet Dusza ileś razy zmagała się „w nierównej, choć jakże prawej walce” z takim przeciwnikiem – u mnie tak było. Tak więc karmiczny kontakt z kr. jest z zasady obciążeniem, którego nie bardzo jest sposób oczyścić bez jakiejś, choćby słabej świadomości, że mogło coś być przed tym wcieleniem.

Osoby które są najeżone, obrażone na kr., oskarżające wobec kr. tak naprawdę same kiedyś się w takie relacje wdały.

Nie jest łatwo omijać krokodyle, zwłaszcza w Polsce, gdzie alkohol, uzależnienia [i symbionty na tym żerujące] są na porządku dziennym. Ale jest to możliwe, o ile nasze intencje wobec innych ludzi i siebie są czyste. Co to oznacza?

  • Że nie chcemy nikomu nic złego zrobić, że nie chcemy na nikim się wyżyć, na nikogo nie chcemy zrzucić naszego gniewu, wściekłości, tylko się z nim sami „rozprawiamy” – oczyszczając go. Są ludzie wręcz buchający tłumionym gniewem, mający poczucie skrzywdzenia, porażki, tragedii, która „bezzasadnie na nich spała”. Tacy z pewnością są pierwsi do spotkania się z krokodylami. Gdy zajmiemy się swoimi emocjami i damy im spłynąć, gdy nie będziemy mieć podstaw do kolejnej fali emocji – będzie zdecydowanie łatwiej.
  • Czyste intencje wobec innych to także akceptacja otoczenia, takiego, jakim jest. Kto bowiem dał nam prawo do osądzania innych? Do wydawania wobec nich sądów? Są jacy są. A jeśli społeczeństwo sobie pozwala [poprzez policję i ustawodawców] na robienie krzywdy i szkód, to społeczeństwo ma O WIELE większą Duszę zbiorową niż nasza Dusza i nic nam do postaw czy poruszeń tamtej Duszy, ma do nich prawo. Warto się zająć sobą.
  • Dobre intencje wobec siebie skutkują także wejściem w taką postawę, że osoby z zewnątrz mnie nie krzywdzą. A więc podświadomość zarówno ma przekonanie, że nie potrzeba mnie krzywdzić, jak i nie stwarza takich okoliczności, nie wchodzi w takie sytuacje. A – jak wykazały badania, podświadomość ma sporego nosa gdzie wchodzić – po prostu jest tego świadoma, nawet jeśli osobowość tego nie jest świadoma.

Jeśli masz kłopoty z przyjęciem powyższych postaw, to łatwo jest oczyszczać Metodą Sedony, albo innymi praktykami pracy ze sobą [link]. To oczywiście będzie sięgać do prawdziwych źródeł problemu, którego ataki kr. są tylko symptomem.

Gdy jednak pozytywne intencje przyjmiemy i gdy będą w nas to nie ma czego się martwić – krokodyle nam nie straszne.

____________________________________________

Opisy z zewnątrz

Spróbujmy podać cytaty, jak bliska osoba postrzega życie z takim człowiekiem – nosicielem krokodyla. [cytaty ze strony blogu – tam też bardzo dobry opis takich osób]:

Trzeba dodać, że są to opisy osób, które już mocno ucierpiały w życiu z nosicielem i jego zwierzątkiem. A więc będzie tu gniew, żal, zgorzknienie, ale też i konkretne informacje.

„To przystojny, elegancki, inteligentny erudyta, który torturował mnie psychicznie (manipulował mną tak sprytnie, że trudno byłoby to udowodnić), a w sytuacjach trudnych dosłownie … uciekał. [..] Zawsze występował z pozycji “biednego, małego misia”, którym trzeba się zaopiekować. Nie jest w stanie kochać, on nawet nie wie, co to miłość. Najbardziej odpowiada mu pierwszy etap uwodzenia ofiary. Potem bez słowa porzuca upolowaną zwierzynę i … kolejny romans, kolejne psychiczne zwłoki i pozostawione po sobie puste wnętrza.”

„Mój mąż jest psychopatą – wszystko na to wskazuje. Życie z takim człowiekiem to koszmar. Niestety brak fachowej pomocy. Interwencja policji i co dalej. Odnotowanie interwencji. Błękitna linia – przemoc w rodzinie. Już zgłaszałam. nikt się rodziną nie zainteresował. Nie było pomocy psychologa czy innej.”

„Z doświadczenia wiem, ze nawet wyroki śędziów czy wizyty kuratorów nie rozszyfrowały tej tajemnicy, która ja odkryłam kim jest mój mąż po 20 latach z nim męki.”

„Tylko jak wypchnąć takiego typa z życia bez szwanku dla siebie,…pranie mózgu to pikuś w porównaniu z tym co po takim związku ma się w głowie”

„To osobnicy calkowicie nieprzewidywalni,ale jesli zaczynamy “wiedziec” z kim mamy do czyniena, to mozna znalezc sposob na calkowite uwolnienie sie od niego. Czesto “oni” natychmiast znajduja nowa ofiare, co w tym przypadku sie stalo. Problemem jest brak wiedzy i naiwnosc otoczenia. Potrafia omotac otoczenie, do tego wybieraja jednak osoby,ktore dadza sie zmanipulowac, od innych trzymaja sie z daleka.”

„Pan K. jest wykształconym, elokwentnym człowiekiem, który podobno wzbudza zaufanie. Potrafi się wypowiedzieć, wie co i kiedy mówić. Do tego ma pieniądze. A ja. Szara sponiewierana myszka, która gubi się w sądzie, denerwuje. Przegrałam sprawy mimo mnóstwa dowodów, adwokata.”

„Od zawsze regularnie kłoce się z męzem, nic by nie było takiego dziwnego w kłótniach gdyby nie to w jaki sposób one przebiegają. Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi i powiem szczerze że jestem w szoku – kim jest moj mąż, dopiero teraz sobie uswiadomiłam, przejrzałam na oczy!!!

Pamiętam jak się spotykaliśmy jeszcze przed małżeństwem – kłociliśmy się regularnie co miesiąc , kończyło się to zawsze moimi łzami, rozchwianiem psychicznym, strasznie się dołowałam , uwazałam ze to ja byłam za to wszystko odpowiedzialna.

Potrafiący smiac mi się prosto w oczy gdy doprowadza mnie do łez i ostateczności,a nastepnego dnia być słodki, zrobić mi śniadanie, zaproponowac wspolną wycieczkę jakby nigdy nic – to wygląda tak jakby nasycił swój psychopatyczny głód. nie liczy się z moim zdaniem, jego potrzeby są najważniesze, średnio interesuje się dzieckiem.

Czuję się strasznie samotna i zdołowana. Nie raz myslałam o skończeniu ze sobą ale mam wspaniałego syna który trzyma mnie przy życiu. Nie chce juz tak zyć.

Uswiadomiłam sobię tez jedno że sama wywodzę się z takiej rodziny gdzie moj ojciec strasznie nas wszystkich dołował, przy tym sam czuł się umęczony i poszkodowany, pastwił się nad nami psychicznie. Wybierał sobie ofiarę (jednego członka rodziny) i dawał mu do “pieca””

„Gadamy ze soba jak najlepsi przyjaciele, wszystko jest w porzadku. Przychodzi nastepny nasz kolega i sie zaczyna. Nie wiedziec czemu psychopata zaczyna mnie obrazac, wyzywac i ponizac.”

„Psychopaci nie raz dają do zrozumienia, że to oni cierpią, a winnymi ich nieszczęścia są krzywdzeni przez nich ludzie.”

– ze „zwykłego” kursu psychologii pewnie nie dacie wiary temu stwierdzeniu, przyjmowane bowiem jest, że taki ktoś ma „jedną, zaburzoną osobowość” i w ramach jej oszukuje siebie i otoczenie. Psycholodzy ciągle, z uporem godnym lepszej sprawy traktują nosiciela [wraz z kr] jako monolit, jako jedną tożsamość. Nie rozpoznają bowiem u nich symptomów wielokrotnej osobowości, więc wszystko jest OK – „mamy do czynienia z jednym kimś” – tak rozumują.

Trochę to jest mało logiczne z punktu widzenia ezoteryki. Gdy są bowiem dwa różniące się zespoły zachowań, warto poszukać także „pasażera na gapę”. Oficjalna psychoterapia uznaje jedynie ciężkie przypadki opętań. Gdy zaś pan przychodzi w garniturze i nie toczy piany z pyska, to uważa, iż jest „w miarę w porządku”. Niektórych ludzi jest łatwo zwieść takim sztafażem jaki daje symbiont na dzień dobry.

Tak więc, jeśli nosiciel daje do zrozumienia, że on sam nie wie w czym rzecz, że sam na tym cierpi, ja skłonny jestem mu uwierzyć. Wierzę również w to, iż on/a sam/a do tego się doprowadził/a swoimi decyzjami i działaniami. Decyzje takie nie musiały być świadome – to nie musiał być wybór świadomy. Jednakże pobranie do siebie krokodyla mogło nastąpić.

Osobowość psychopatów jest w znacznej mierze “wykuta w skale” [to opis pochodzący z terapii alkoholików].

Jest mało prawdopodobne, że nasze działania wywołają fundamentalne i trwałe zmiany w ich postawie wobec siebie i innych.”

– no właśnie. Można sobie wyobrażać, że takiego człowieka się zmieni, że się mu przemówi do rozumu. Kto jeszcze się łudzi, proszę jeszcze spróbować, tak mocno-mocno, żeby zobaczyć, czy to coś da. Ja już jestem po drugiej stronie – uważam, że ‚nawoływanie’ do odwrócenia się od nałogu czy negatywnego sposobu zachowania się jest skazane na porażkę. Posiadanie krokodyla przez nosiciela jest uwarunkowane O WIELE WIĘKSZĄ I SILNIEJSZĄ motywacją, niż się ludziom zwykle wydaje. Dość powiedzieć, iż dopiero teraz, po wielu wiekach w miarę świadomej cywilizacji ludzie się dopiero biorą za ten temat. Motywacja nosiciela jest wewnętrzna, skrywana, i wypływa z bardzo sporych korzyści, jakie nosiciel posiada z powodu zasiedlenia przez krokodyla.

Wyrachowanie symbionta [zupełnie zresztą nieświadome]

Zbyszek Popko mówi, że bardzo istotną sprawą umożliwiającą rozwój duchowy jest brak wyrachowania. Przez wyrachowanie rozumie to,  że dany ktoś [często nieświadomie] zasklepiony jest w umysłowych działaniach na własną korzyść. Krokodyle właśnie tak działają – zadziwiająco sprawnie przetwarzają wszelakie sytuacje, okazje na swoją korzyść. Możemy posłuchać wideo:

Za wyrachowanie nie ma co być „złym”. To tak, jakbyś był zły na grad, że pada z nieba. Tak się dzieje, to jest zupełnie naturalne zachowanie dla gradu, że pada czasami, a dla symbionta, że jest wyrachowany. To jego natura.

[koniec cytatów]  [inna strona podobna]  [kolejna strona bardzo dobrze opracowana psychologicznie]  [profil psychopaty w pracy]

**

Wiele stron w internecie bardzo dobrze opisuje te osoby, jednakże nie znalazłem takiej, na której by było opisane JAK sytuacja ta wygląda z punktu widzenia  budowy duchowej tego zjawiska [ezoteryki], jak opisać osobę tak obciążoną biorąc pod uwagę ciała subtelne, czyli opisać o dokładniej. Psychologia to robi pozostając przy objawach, nie mogąc sięgnąć do niewidzialnej struktury człowieka, z powodu swoich naukowych założeń [tylko szkiełko i oko]. W moim przekonaniu dopiero opis, który daje jakąś nadzieję na znalezienie konkretnej przyczyny jest wart szerszej publikacji. Powierzchowne opisy można porównać do opisu zasady działania samochodu na podstawie następującej opowieści:

– .. i dlaczego samochód jedzie?

– bo mu się koła kręcą! Zbudujmy taką budę z desek, postawmy na kołach i popędzimy w siną dal!!

– .. ale dlaczego tak popędzimy? co nas tak mocno będzie napędzać?

– no.. nie wiem.. przecież koła się same kręcą w autach, nie? ludzie po prostu wsiadają i jadą, te koła się kręcą, co nie…?

🙂 🙂 🙂 to jest właśnie rozumowanie na poziomie obecnego zrozumienia zjawiska obaciążenia krokodylami. 🙂 🙂 🙂

..

Ciekawym jest u krokodyla poczucie izolacji, chłodnego, bezwzględnego  samostanowienia, poczucie mocy, zauważanie swojej dominacji, niepodlegania normom.

W wielu normach istotnie społeczeństwo mogłoby to i owo poprawić. I psychopata to dobrze widzi. Jednakże nie czuje się jakoś związany z innymi ludźmi. Trudno się dziwić – samemu nie da się naprawić społeczności. Jednakże brak szacunku dla tego ludzkiego zbiorowiska i jego drogi jest bardzo istotny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, iż krokodyl jest tu nie po to aby żyć z kimś, ale żeby kogoś wysysać, to będzie jasne, dlaczego nie ma chęci myśleć o współczuciu, które jest jak najbardziej w jego kręgu zrozumienia. Jednak jego cele są inne, więc zrozumieniem nie obdarzy.

daj_kartofla

Nosiciele krokodyla są doskonałymi żebrakami! Czy to chodzi o 50 groszy, czy też o miłość. Wywołują super poczucie winy, jeśli nie dostają tego czego chcą.

Wracałem dzisiaj wieczorem, po zmroku do domu. Z bramy wyszło kilka młodych ludzi, w tym dwie ładne dziewczyny i trzech chłopców. Jeden z nich głośno powtarzał zwracając się do ładnej dziewczyny: „ZRÓB MI LASKĘ! … ZRÓB MI LASKĘ!  … ZRÓB MI LASKĘ!” Bezwzględnie, obscenicznie, na cały głos, w typie „ja tu rządzę, nikt mi się nie przeciwstawi. Oczywiście krokodyl.

Domyślacie się, że dziewczyna była wściekła i było jej bardzo przykro. Jednakże nie miała możliwości przeciwstawienia się, ponieważ oto właśnie atakował ją krokodyl z pełnym impetem. Ja sam bardzo mocno się wzburzyłem, ponieważ od razu wychodzą na wierzch gniew wobec takiego podłego traktowania, gniew na chłopaka, który „zasłużył sobie” na .. właśnie na co?

Pierwszy impuls to pójść mu wlać. To oczywiście bardzo mocno by zaspokoiło jego krokodyla, który mocno atakując i prowokując tylko na to czeka, żeby ktoś mu „oddał”, im mocniej, tym kr. się bardziej cieszy, bo bardziej rośnie. Oczywiście odczułem tak typowe w tych momentach obruszenie [tąpnięcie] planów energetycznych, skutkujące taką łatwością natychmiastego pojawienia się zdenerwowania, gniewu, chęci odwetu.

No ale już to znam. Takie numery nie ze mną, Bruner.. Przykro tylko w stosunku do młodzieży. On będzie się wbijał w egoistyczną dumę, pychę, moc nie z siebie i będzie zatracał swą duszę. Dziewczyna będzie zaś łapała coraz większe zranienie energetyczne i wściekłość do mężczyzn. Jeśli nie będą się oczyszczać, ich przyszłość rysuje się w burych kolorach.

Odpowiedzi na listy

Witaj!

Dobrze zrobiłeś, że przedstawiłeś siebie pomiędzy innymi zdjęciami osób, które mi podesłałeś, nie mówiąc, że to Ty sam 🙂 Dzięki temu nie miałem sugestii co do wahań, nie miałem emocjonalnego stosunku do tej fotografii.

Co do wątpliwości czy masz krokodyla – po pierwsze, tak jak piszę na stronie – wszelkie moje twierdzenia w pierwszym przybliżeniu warto brać jako nieprawdziwe. To zdecydowanie łagodzi całą sprawę i rozluźnia sytuację. Niezależnie, czy mamy jakiekolwiek obciążenia, czy też nie Bóg nas i tak kocha.

Ciekaw jestem jak przyjmiesz moje słowa. Przyznaję, dziwna to wiedza i niezwyczajna. Nikt o tym nie uczy, ale to nie oznacza, że nie może tak być, jak mówię.Ja co prawda, nie ukrywam moich przemyśleń, za to to, co sobie ktoś pomyśli o nich – jest poza moją kontrolą. Nikt o tym nie mówi, bo sprawa jest bardzo ambiwalentna – wydaje się, że żadnego obciążenia nie ma, wręcz przeciwnie – jest zwiększenie i to spore możliwości, potencjału, realizacji siebie w życiu. Daje to możliwość uzyskania większych osiągnięć, większego prestiżu. Któż przy zdrowych zmysłach chciałby z tego rezygnować?

Twoja sytuacja, jak siebie opisujesz na blogu wydaje się można powiedzieć ponadprzeciętna.

Masz dużą łatwość w działaniu, w rozumowaniu. Niewielu ludzi ma to tak rozwinięte jak Ty. Zwykle jest to podziwiane i dawane za przykład – ucz się tego, ucz się od takiego przedsiębiorczego człowieka. Będziesz miał w życiu łatwiej.

Istotnie, łatwość w życiu jest zwykle bardzo pożądana. Jednakowoż mało osób zastanawia się nad ceną – ceną duchową za to. Wydaje się w pierwszym rzucie oka, że są jedynie pozytywy, prawda? Że nie ma żadnej „ceny duchowej”, że wszystko jest „za”. Jednak Bóg nie stworzył cywilizacji technicznej. Kahunowie i ich

cywilizacja, którzy dobrze sobie radzili w działaniach duchowych nie mieli zainteresowań ku takiemu działaniu jakie jest w naszej cywilizacji oceniane jako prestiżowe.

Bardzo wiele osób, w tym zajmujących się rozwojem duchowym jest nakierowane prestiżowo. Nawet bezwiednie – uznają, że realizacja celów pokazywanych przez cywilizację, realizacja bezwysiłkowa, kreowaniem poprzez umysł, jest równoznaczna z osiąganiem celów rozwoju duchowego. Dziwią się oni kahunom, że byli tak zacofani. Dziwią się mnichom buddyjskim, dlaczego stawali się tak biednymi.

Dzisiaj swobodne przemieszczanie się, wymiana informacji, zarabianie, a właściwie pozyskiwanie sporych sum pieniędzy stało się tak mało okupione wysiłkiem, jak nigdy przedtem. Ale też w naszych czasach jest dużo obciążeń w aspekcie ich powszechności, też – jak nigdy przedtem. Można to porównać do samochodów. Nigdy przedtem tak wielu ludzi nie posiadało własnego auta w Polsce. I też nigdy wcześniej nie było takich zatorów na drogach.

I też nigdy wcześniej tak dużo ludzi nie miało owego typu obciążenia, które nazywam krokodylem.

Nie dziwię Ci się, że powątpiewasz w posiadanie takiego obciążenia. Przecież jak bardzo dobre, wręcz prestiżowe funkcjonowanie łączyć z obciążeniem? Nie bardzo to się kojarzy, prawda?

Sęk w tym, że duchowość to co innego, a dążenie do dobrego funkcjonowania też co innego. Nie wykluczają się one, natomiast mogą się wydawać jedne drugim. można mieć to i to, ale bez przesady z łącznością – nie jesteśmy w stanie poświęcić się obu równocześnie. Nic złego w dobrym funkcjonowaniu. Jednakże – jak mówią Anonimowi Alkoholicy – bieda to nie grzech, to jedynie mniejszy komfort. To jest postawa duchowa. Samo rozwijanie zasobności może być częścią ścieżki rozwoju, ale tylko częścią. I nie przesądza to o całej ścieżce [jak sobie ją rozważyć w strukturze ciał subtelnych i ich wzrostu i dojrzewania].

A jakby brzmiała postawa nieduchowa, pseudo duchowa? Bieda jest grzechem. Jeśli jesteś biedny, jesteś nierozwinięty duchowo. Wiele osób z kręgu rozwoju duchowego ma takie podświadome przekonanie. Co może spotykać osoby z krokodylem mentalnym? Po pierwsze nie rozpoznasz krokodyla jako coś NA ZEWNĄTRZ SIEBIE. Nie jest to obciążenie, które podobnie jak wiele nawiedzeń działa przyczepiając się. Jasnowidz nie zauważy niczego ‚z zewnątrz’. No

ewentualnie jak nosiciel się posunie w działaniach, to przyjdą demony i będą żarły ochłapy pozostające po akcjach krokodyla. Ale to są tylko sprawy wtórne.

Krokodyl siedzi wewnątrz struktury energetycznej człowieka, zlewa się z nim samym. Dlatego:

a) tak trudno się od niego uwolnić

b) tak trudno przyznać się nosicielowi, że coś z nim jest nie tak. Bo krokodyl wchodzi w skład ego człowieka [w skład myślowego obrazu

siebie samego, który mów: „jestem właśnie tym”]

Popatrz na alkoholików. Każdy alkoholik jest obciążony krokodylem, chociaż zwykle „prymitywniejszym” niż mentalny, czyli kr. astralnym lub witalnym.

Dlatego

a) tak trudno w ogóle postępować w terapii uzależnienia od alkoholu

b) tak trudno alkoholikowi przyznać się, ze jest uzależniony.

Alkoholizm to nie wada charakteru. To coś, co siedzi w strukturze energetycznej osoby i nie chce wyjść.

Alkohol świetnie odstresowuje na początku, daje spore fory nad otoczeniem. Przez lata całe alkoholik dostaje od symbionta wiele podarunków. Jednakże potem przez lata całe zżera go i otoczenie.

A krokodyl mentalny? Jest bardziej subtelny od astralnego i witalnego, które są domeną alkoholików.

Oktawa wyżej w przeżywaniu – nie jest już tak prostacko jak przy alkoholikach. Działania w polu mentalnym wydają się być czyste, a co najmniej znacznie czystsze od emocjonalnych. Są racjonalne. Zresztą dlatego uczeni, naukowcy nie znajdą krokodyla mentalnego, ponieważ ich domeną działania jest ciało mentalne i przyczynowe. Nie wyżej.

Krokodyl daje nosicielowi przewagę nad otoczeniem – otoczenie tak tańcuje, jak krokodyl mu zagra. W przypadku mentalu jest to takie kierowanie myślami, takie rozumowanie [zupełnie swobodne, pozbawione niejako barier, granic] jest niesłychanie atrakcyjne. Któż nie chciałby tak swobodnie sobie poczynać? Tak bezwysiłkowo właśnie działać? Wielu by się znalazło. I tylko bardzo nieliczni, którzy wiedzą, jak płaci się za przekraczanie granic i pobieranie do siebie kr. nie chcą być AŻ TAK efektywni.

[bajka o Panu Twardowskim jest tyko bajką, ale przenośnie daje dużą naukę o obciążeniu krokodylem]

Dlaczego coś takiego im się przydarzyło?

Z moich obserwacji jest to wynik braku akceptacji sytuacji w jakiej się znaleźli. Przyjęcie krokodyla zwykle może być spowodowane tym, że ktoś uważa, że sytuacja jest tak zła, że już „nic nie pomogło” i że już może zrezygnować ze zwykłego utrzymywania higieny duchowej – może zrezygnować  z barier społecznych [nie przejmować się nimi, mieć je gdzieś] W pierwszym wcieleniu może to mieć postać buntu „ja wam pokarzę, jak wy tak, to ja mam was w d..”,

W przypadkach prymitywniejszych albo w kolejnych wcieleniach jest to np. brutalny sprzeciw przeciwko prawu: „kradnę, a jedynym kłopotem jest to, że mnie mogą złapać. On siedzi ale cały wstyd jest za to, że dał się złapać na kradzieży czy przestępstwie, nie zaś za to, że popełnił to przestępstwo.”

W przypadkach silniejszego, twardszego obciążenia mocna jest postawa „sam sobie winien, że go skrzywdziłem, mógł nie prowokować”, „sam sobie winien, że go skrzywdziłem, śmiesznie było mu dać nożem w brzuch” i  „śmierć frajerom” A jak patrzy na innych, którzy nie mają takiej postawy – jak na słabeuszy, jak na przegranych, jak na frajerów, którzy nabierają się, są po prostu tępi.

W kolejnych wcieleniach w przypadkach krokodyli na wyższych ciałach jest to postawa władcza [świadoma lub nieświadoma]: „życie jest w moich rękach. to ja stawiam ograniczenia mojemu życiu, to ja wyznaczam cele i prawa w moim życiu, to ja decyduję w moim życiu. cokolwiek robię, mam prawo do tego.” Tak postępuje , taką ma postawę osoba z krokodylem. I co więcej – w dużej części przypadków udaje się jej to, udaje się jej tak postępować, co dodatkowo ją przekonuje o słuszności własnego postępowania.

Brak akceptacji tego, że nie kieruję własnym życiem, bunt i przyjęcie symbionta.

Przykład: chłopak miły, przyjazny, związał się z dziewczyną. Jednak taki stan swobody jaki miał przed związkiem nie trwał długo, zaszła ona w ciążę. Chłopak spanikował, widzi, że jego swoboda zostaje mocno nadszarpnięta, że nie radzi sobie z życiem. Potrzebuje pieniędzy, ale do tego by potrzeba mocno przyjąć pokorę pracy. Ma przykład innych mężczyzn, którzy działają bez zasad [mają symbionty], którzy np. odchodzą od partnerki w ciąży, lub dorabiają się niezasadnie. I on też

podświadomie zaczyna to robić – uważa, że jeśli przydarzyło mu się takie nieszczęście jak ciąża partnerki, to ma prawo do przekraczania zasad, praw innych osób. I dajmy na to bierze, co nie jego. To oczywiście już działanie krokodyla. Bardzo ‚uzasadnione’ w oczach działającego.

> zaś podejrzenia odnośnie tworu typu krokodyl miałem tylko w dwóch przypadkach…

Jak chcesz popróbować odnaleźć krokodyla, spróbuj sprawdzić najpierw najprostsze przypadki – ewidentne.

Mówię o alkoholikach. Zobacz sobie ich, wybierz tych „czystszych”, tych „z górnej półki”, którzy nie mają specjalnie jakichś demonów. Ci prymitywniejsi zwykle są oblepieni ciemną energią, demonami itp. Ale ci „lepsi” to dobry przykład

Może być np. Agnieszka Osiecka, albo osoby jej pokroju – podziwiane, sławne, czy też na prestiżowych stanowiskach, „świecące” w społeczeństwie.

> Niemniej, ża żadne skarby nie możemy dopatrzeć się u mnie zadnego bytu… poza

> wzorcami, które faktycznie są czasami uprzykrzające dla innych…

Wzorce, postawy są, bo to one są odpowiedzialne za utrzymywanie krokodyla, i odwrotnie, krokodyl wzmacnia wzorce. To jest klincz, stąd te wzorce nie jest łatwo puścić, powrócą za sprawą krokodyla, który nie chce puścić zdobyczy.

A bytu „obcego” względem Ciebie samego nie ma. Nie znajdziesz żadnego „obcego bytu”. Jeśli jest Krokodyl to jest „w Tobie”, w ciałach subtelnych danego człowieka, stąd utożsamienie z własnymi ciałami powoduje niemożność zobaczenia go jako coś innego od siebie samego. Przykładem tego może być choroba rak [jest to odmiana kr. fizycznego]. Człowiek z zewnątrz nie jest atakowany, nie pojawiają się agresorzy fizyczni, nie ma nikogo kto by go np. bił, dźgał nożem, czy podobnie atakował. Nie widać kogokolwiek oprócz tego człowieka samego.

Pozdrawiam, Andrzej.

_________________________

Symptomy niewielkiego obciążenia:

  • nieprzeciętna/y, miły/a, dużo obiecujemy sobie po kontakcie z taką osobą,
  • może bardzo szybko awansować, zresztą ma duże ambicje,
  • imponuje, ponieważ „może wiele więcej zrobić/dokonać” niż inni „zwykli” ludzie,
  • tworzy swój świat, powątpiewa w świat innych, zwłaszcza powątpiewa w niedoskonałość, w trudności.
  • przebojowy, bardzo się przez to podoba w naszych czasach, „ma wzięcie”
  • ma mały zakres przeżyć, niewielką mimikę, ma niedużo odczuć, często więc zabiega o przeżycia, potrzebuje sporo ekscytacji, żeby się nasycić

Czasami wystarczy jedna, dwie cechy, aby się krokodyl przejawiał.

Taka osoba może być komunikatywna, nawiązywać przyjaźnie. Jej stopień wyizolowania się jest niewielki.

Jednak często uważa, że wszelakie zachowania, które ma, są w porządku. I że NA PEWNO nie krzywdzą nikogo.  Czasami bardzo się wzdraga przed jakąś sensowną analizą własnych zachowań. Ma „swoją prawdę”, niezwykle często wynikającą z racjonalizowania [usprawiedliwiania]  swoich działań.

Nic dziwnego, że może powątpiewać w jakieś „obciążenia”, jeśli uważa je za przyczynę swoich osiągnięć życiowych. Kto by chciał się pozbywać kury znoszącej złote jajka w świecie, gdzie złoto jest bardzo cenione?

Taka może mieć obciążenie z poprzednich wcieleń. Wówczas możemy mieć dziecko posiadające już obciążenie krokodyla od poczęcia. Gdy dorasta, może mieć np. spore kłopoty z socjalizowaniem się, może rozrabiać, być wulgarnym.  Ale może również być dobrym człowiekiem, tyle, że mającym spore kłopoty w życiu. Może mieć symptomy ADHD.

Jednakże to ten właśnie człowiek jest predystynowany do spoooorych kłopotów życiowych. Posiadanie krokodyla nie równa się byciu psychopatą, lecz droga ta jest prawdopodobna.

Tu trzeba powiedzieć, iż nosiciel [czyli osoba obciążona k.] ma jakby dwie osobowości. Jedna część takiej osoby jest ludzka, zazwyczaj życzliwa, normalna [taką normalnością, której szukamy u ludzi]. Druga część – ów Mr Hyde posiada cechy obciążenia. Może być tak, że te dwie twarze się pojawiają na przemian. Przy obciążeniu niewielkim większość czasu osoba jest „normalna” i wydaje się nieobciążona. Przez co dodaje to wątpliwości, czy rzeczywiście może się mylimy, posądzając ją o tak niecne zachowania, podczas gdy pokazuje się twarz zupełnie inna, dobra i życzliwa.

Myśląc, iż człowiek powinien być jednorodny, aż trudno uwierzyć nam, że może taki ktoś prezentować skrajnie przeciwne cechy czy też zachowania. NASZE WĄTPLIWOŚCI tej treści należy zaliczyć po stronie „MA” w rozsądzaniu, czy ktoś jest obciążony. Takie bowiem wątpliwości są celem strategii zmylenia i oszukania, którą to strategię stosuje sam symbiont [k.]. On to właśnie chce, żebyśmy zaczęli wątpić, ponieważ jest mistrzem w wyprowadzaniu wątpliwości na własną korzyść.

Osoba, która ma niewielkie symptomy posiadania symbionta jest jeszcze w stanie coś z tym zrobić. Jest w miarę jeszcze świadoma i nieprzeżarta wewnętrznie. Dusza jeszcze należy do świadomości, jeszcze świadomość jest w stanie coś z duszą zrobić. Znam kilka osób, które mają krokodyle na ciałach subtelnych, natomiast nie są jakoś mocno agresywne, czy nie krzywdzą mocno bliźnich. Wydaje się, że mają je z poprzednich wcieleń przeniesione [jakkolwiek to mogłoby się odbyć]. Na przykład byli żołnierze niemieccy wyższego szczebla [oficerowie], inkarnowani w Polsce. Mają nieco kłopotów życiowych, ale nie na tyle, żeby mieć średnie czy duże symptomy obciążenia k..

Wydaje się, że nie należy lekceważyć takich spraw.
Można powiedzieć – e tam, jeśli jestem w miarę dobry dla ludzi, to dlaczego miałbym się leczyć? Bo z czego?

.

W następnych stadiach zasiedlenia stopniowo możliwość oczyszczenia się kończy i osoba zwykle do końca życia wzrasta w patologicznym związku z pasożytującą cząstką w sobie.

Symptomy średnie:

to, co wcześniej, plus

  • jest interesujący/a dla otoczenia, może [nie musi] przyjacielski/a, potrafi łatwo być politycznie poprawny a jednocześnie okazać się osobą bez moralności,
  • opanowany, spokojny, czasami do granic możliwości, często słabo reaguje na bodźce, potrzebuje silnych bodźców
  • [chociaż to tak naprawdę jest wejście w nieczułość, zdystansowanie się],
  • tworzy swój świat, powątpiewa w świat innych, w chwilach „romantyzmu” czuje się niezrozumiany/a
  • jest czarująca/y, dużo obiecujemy sobie po kontakcie z taką osobą, ale ona nie jest w stanie utrzymać takiej bliskości, takiej otwartości, takiej czułości, jaką jej sygnały zapowiadają,
  • mimo zewnętrznej atrakcyjności nie jest w stanie wytrwać w związku partnerskim,
  • zaniedbuje swoje zdrowie w konfrontacji z nałogiem.
  • są momenty, gdy w najlepszej nawet relacji z inną osobą „coś go ponosi”, coś go od środka wierci, żeby zacząć spór, kłótnię, [czy bójkę w przypadkach prostactwa]. Krokodyl nie jest w stanie wytrzymać prawdziwego spokoju. coś go nosi. po prostu, gdy jest spokój, to krokodyl nie otrzymuje tyle zaburzonej energii emocji, ile potrzebuje, więc prowokuje. W niektórych takich momentach potrafi być ostry/a, bardzo zdecydowany/a, bezwzględny/a, nie liczący się z nikim i niczym. On i tylko on sam się liczy.
  • ma momenty upadku, znacznie gorszego nastroju, gdy go po prostu możemy nie poznawać [krokodyl się wycofuje i widzimy samego tego człowieka – sporo zagubionego. niemniej on sam zaraz „się podniesie”, symbiont powróci]

Ta osoba już nie jest „zwykłą” osobą. Już pojawiły się potrzeba samopotwierdzenia i izolacji. No bo jeśli otoczenie nie akceptuje moich zachowań, a uważam je za słuszne, to kto mnie wesprze – ja sam/a! Tu zaczyna się tworzenie własnej bajki. Zaczyna się niedostrzeganie innych osób, ich potrzeb, tworzenie swojego systemu wartości skupionego na sobie samej/samym.

Stopień usprawiedliwiania siebie i swoich działań jest tu już o wiele większy niż wcześniej. Po pierwsze, znacznie wzrasta potrzeba usprawiedliwiania [racjonalizowania] tych działań które są podane wyżej w liście. Otoczenie przestaje powoli chcieć dawać nabierać się na takie manewry, czy też już krzywdzenie.  I kilku ludzi  z otoczenia zaczyna się stawiać.

A to żona dopomina się o dobre traktowanie. Krokodyl męża bowiem nie zna partnerstwa, zna tylko poddaństwo – albo on jest komuś poddany, albo ktoś jemu. Oczywiście dąży do podporządkowania sobie żony. A ona się stawia.

A to mąż w innej rodzinie dopomina się, żeby żona doceniała to, co wnosi do wspólnego domu. Krokodyl żony bowiem nie zna poczucia rewanżu, zobowiązania. Zna zaś daniny od męża, czego zaczyna wymagać. A mąż zaczyna nie chcieć być wykorzystywany.

Nosiciel k. może zauważać, że coś jest nie tak, ale przecież „to jest on sam”, więc o co chodzi? Krokodyl usłużnie podpowie najlepszą woltę aby usprawiedliwić czy to konieczność poddania żony, czy też konieczność daniny ze strony męża. Tak się tworzy system usprawiedliwiania. Pamiętajmy, że k. jest obciążeniem duchowym SILNIEJSZYM od człowieka, stąd ten system usprawiedliwiania wydaje się bardzo przekonujący i trudno znajdować przeciwko niemu argumenty [zwłaszcza, jeśli ktoś jest troszkę naiwny, czy uczuciowy].

Usprawiedliwianie się jest intensywne także dlatego, że osoba obciążona umie o wiele łatwiej się wyłgać czy „usprawiedliwić”. I to w taki sposób, który na zwykłych ludziach robi wielkie wrażenie. Bo widzieli jedno, a wytłumaczone zostało im zupełnie coś innego. Ta podmiana obrazu na inny jest bardzo typowa dla krokodyli. Jeśli zobaczysz najpierw sytuację tak jak ją widzisz, a potem nagle przy tłumaczeniu zobaczysz coś kompletnie innego, to oznacza, że zadziałał krokodyl i jego opiekun.

Tu, dla zilustrowania „własnego świata” i „własnego widzenia” nosiciela kr. przytoczę sposób tłumaczenia się 17-letniego chłopaka przed sądem [program telewizji TVN], który powiesił za kurtkę swojego znajomego na palu nad wodą o głębokości 1,5 metra. Tamten był przerażony, nie umiał pływać, spadł i utopił się. [P – prokurator]

P: Powiesił go pan za ubranie i odszedł?

– Ja mu powiedziałem, że odejdę, ale będę go zza krzaków obserwować. To była ściema [krokodyle są często prostackie, co ujawnia się w mowie, zwłaszcza mężczyzn.]

P: Czyli denat nie wiedział, że nikt go nie obserwuje?

– Ja temu dałnowi  nic nie zrobiłem, tylko dla żartów powiesiłem go, ja nie utopiłem go. Sam się utopił. [widoczna pogarda, sąd upomina]

P: A jaka była temperatura wody? – był październik.

– Była lodowata.

[Jakakolwiek refleksja na miejscu zdarzenia, ani też po nie była obecna. Zresztą krokodylowi nie jest potrzebna refleksja, ponieważ jego celem jest raczej kamuflaż, więc po co ma pozwalać na ujawnianie się?]

.

Niestety, z powodu tego, że krokodyle są tak efektywne w działaniu, są – paradoksalnie – niezauważane. Więcej – osoby z symbiontami wspierają siebie. Jedno będzie deklarować, że drugie po prostu ma „silną osobowość” i to jest raczej coś dobrego, ponieważ daje zdolność „przebicia się”. Przebicie tutaj akurat jest dobrym słowem, ponieważ symbiont [krokodyl] przebija się z łatwością przez energetyczne powłoki ochronne i wchodzi do aury ofiary.

Dodatkowo, krokodyle będąc tak efektywne od razu włączane są do ego – czyli do wizerunku własnej osoby. Ta osoba tworzy „swój świat”, w którym jest w swoich oczach RÓWNIEŻ owym pasożytem, który tak dobrze funkcjonuje. Po prostu widzi siebie, postrzega siebie, jako właśnie tak dobrze funkcjonującą.

Symptomy duże:

  • może się wydawać fascynujący, zagadkowy, bardzo inspirujący swoją efektywnością
  • jest przebiegły/a, potrafi zdumiewająco bezczelnie zabiegać i bronić swojej racji,
  • nie przejmuje się tym, co inni mówią, nawet na to nie zwraca uwagi,
  • niewdzięczny/a, zapomina uprzejmości, bez wzajemności,
  • samookłamujący się, tworzy swój świat z siłą wodospadu, i co gorsza – wierzy weń,
  • nie dba o twoje życie ani o swoje,
  • chłodny/a emocjonalnie, nie jest empatyczny, chociaż lgnie do swoich ofiar,
  • pozbawiony/a litości, w sytuacji stresu liczy się tylko on/a, i jego punkt widzenia,
  • kłamca, chociaż trudno oprzeć się sile jego/jej argumentów,
  • krzywdzi innych, ale zaprzecza temu, i wiele osób daje się na to nabrać,
  • nie przypuszczasz tego, ale odczucia/uczucia nie są dla niego/niej żadnym argumentem,
  • bezwzględny, nie potrafi się niekiedy powstrzymać od agresji, „coś z niego wychodzi”
  • podły/a, wredny, krzywdzący bliskich,
  • krańcowo uzależniony od alkoholu, narkotyków, gniewu, itp..
  • psychopata/ka, socjopatka/a

Można powtórzyć, z lekką zmianą:

Bezwzględnie uważa, że wszelakie zachowania, które ma, są w porządku. I że NA PEWNO nie krzywdzą nikogo.  Zawsze odrzuca jakąkolwiek sensowną analizę własnych zachowań. Nie powątpiewa w siebie. Ma „swoją bezwzględną prawdę”, wynikającą z racjonalizowania [usprawiedliwiania]  swoich działań w sposób zadziwiający dla środowiska. Jak się go słucha, to wygląda naprawdę przekonująco, tak JAKBY to było wszystko prawdziwe. Ale.. to jest tylko właśnie jakby prawdziwe…

Symptomy dotyczą zarówno mężczyzn jak i kobiet, niezależnie od statusu materialnego, poziomu wykształcenia, pochodzenia, itp. czynników.

Czy trzeba potępiać taką osobę, karać ją za jej zachowania? Raczej nie.

Ten strzał nie trafi do celu. A poza tym osobowość nie jest istotą sprawczą problemów.

Gdy strzelamy do krokodyla, on się zręcznie uchyla i strzał dostaje osobowość – która zupełnie nie wie dlaczego została zaatakowana. ZA CO? – biedna i czująca się niewinnie zapyta.

Dobra, wyobraźmy sobie – zostaliśmy zaatakowani przez krokodyla. Czujemy wściekłość.

Próbujemy powiedzieć mu, że czujemy się źle, że czujemy złość, że nam zrobił to i to i to nas boli.
[dokładnie tak jak uczą psycholodzy na asertywności]
Oczekujemy jakiegoś ludzkiego odzewu, jakiegoś wczucia się w naszą sytuację, przeproszenia.

A tu nic…

Dlaczego wściekłość na pokrzywdzenie ze strony tego człowieka jest błędnie adresowana? Ponieważ w momentach agresji, krzywdzenia – działa krokodyl, dający w/w symptomy.
Natomiast gdy chcemy „oddać” krzywdzicielowi, powiedzieć, jak nas brzydko potraktował, to jego już  tam nie ma, schował się. Mamy jedynie pierwotną osobowość, które nie czuje się winna, bo po prawdzie nie ona to uczyniła. A w nas wrze jeszcze bardziej…

Jednakże bez winy nie jest. Wiele, wiele osób, które mają krokodyla uważają, że nic się takiego nie stało, nie mają współczucia dla ofiar, a mają ogromne współczucie i wybaczenie dla siebie samego/samej. Są przy tym baaaaardzo przekonujące.

Jednakże to dusza i osobowość są odpowiedzialne za przyzwolenie na panoszenie się krokodyla.

Przykład: Alkoholik cierpi od nałogu. Dodatkowo mocno cierpi jego otoczenie – jego chamskie zachowania, niewybredne odzywki, itp. Jego bez pokrycia obietnice. On jest bezsilny wobec tego, co krokodyl [nałóg] z nim robi. JEDNAKŻE JEST OPDOWIEDZIALNY za to, że się nie leczy. Że nie idzie na terapię, jeśli widzi, co się z nim dzieje. I w tym rozumieniu jest winnym tego wszystkiego, co się dzieje z powodu zaniechania terapii.

Zwykle osoby posiadające symbionta są „lustrzanym odbiciem” osób współuzależnionych. Jeśli osoby współuzależnione skłonne są krzywdzić siebie kosztem innych, to osoby uzależnione [tu – posiadające krokodyla] zwykle są na tyle egoistyczne, że siebie nie skrzywdzą, natomiast o innych zapomną. Zapomną o żone, o synu, o córce. I mogą ich przez to krzywdzić, sporo krzywdzić, nie pamiętając, że ktoś oprócz nich żyje na świecie.

Psycholodzy o psychopatach mówią, iż są to osoby, które postrzegają innych ludzi jako „tło”, jak papierowe kukiełki, nie będące czującymi istotami. Czy dobrze byś się czuł/a, gdyby traktowano Cię jak przedmiot? [a może masz takie doświadczenia?]

Psychopaci mogą się oczywiście odnosić do innych ludzi z pewną kulturą, ale robią to bez poczucia zobowiązania, bez poczucia szacunku do drugiej osoby. Brak zobowiązań i całkowita wolność mogą być ich ideałem, albo celem, do którego nieświadomie dążą. Pewna klasyfikacja psychologiczna nazywa takie osoby unikającymi bliskości.

_________________________

Jeśli pasjonujesz się niezwykłościami, to owe symbionty przy bliższej analizie mogą przedstawiać się jak film science fiction. Jednakże jest ta różnica, iż mamy je na co dzień. Niewidzenie ich – niedostrzeganie – sprawia, iż żyją sobie w najlepsze.

_________________________

Obciążenia te opisałem w długim artykule, z licznymi przykładami, łącze do niego [tutaj kliknij].

Próbowałem w nim wyjaśnić różne cechy k., takie jak ich:

  • zachowanie takich obciążonych osób,
  • budowę, strukturę, umiejscowienie tego obciążenia w ciałach niewidzialnych,
  • funkcjonowanie takiego symbionta, w tym jak wyglądają ataki w ciałach niewidzialnych,
  • jak się mają ofiary krokodyli [psychopatów, narcyzów].

Inne teksty na blogu dotyczące tematu „krokodyle”

Inni autorzy też opisują krokodyle w książkach:

[co prawda pod innymi nazwami]

dobrze umocowana klinicznie [psychiatrycznie]: książka „Emocjonalne Wampiry”, książka „Wredni Ludzie”,

Uwięziony w lustrze

Narcyzm – aspekty kliniczne

można się doszukać cech kr w opisach klinicznych chorób psychicznych [psychiatrycznych], np.

(F60.3) Osobowość chwiejna emocjonalnie
Cechuje się wyraźną tendencją do działań impulsywnych bez przewidywania konsekwencji tych działań; nastrój zmienny i nie dający się przewidzieć. Występuje też skłonność do wybuchów emocjonalnych, niezdolność do kontrolowania działań impulsywnych, tendencja do zachowań zaczepnych i konfliktów z innymi, szczególnie wtedy, gdy te zachowania są potępiane lub kończą się niepowodzeniem. Wyodrębniono dwa rodzaje tych zaburzeń: typ impulsywny, którego cechą dominującą jest niestabilność emocjonalna i brak kontroli działań impulsywnych oraz typ „borderline” (z pogranicza), w którym dodatkowo zaburzony jest obraz samego siebie, swoich celów i preferencji, stałe uczucie pustki wewnętrznej, skłonność do wchodzenia w intensywne i nietrwałe związki z innymi oraz tendencja do działań samouszkadzających, w tym do gróźb i prób samobójczych.
Osobowość (zaburzenia):

  • agresywna
  • „borderline”
  • eksplozywna

Nie obejmuje:    osobowość dyssocjalna (F60.2)

jeśli chcesz czytać więcej [link]

Carlos Castaneda w książce „Aktywna strony nieskończoności” pisze o Umyśle Latawca albo inaczej Umyśle Drapieżnika. [link]

Co prawda sugerowano mi, że Latawiec = krok. Owszem Lat. jest podobny do kr, prawda i z opisu też można skorzystać. Ale Castaneda sugeruje powszechność Latawca, że każdy jest nim otępiony. A to z kolei wskazuje na ego. Bowiem kr mają tylko niektóre osoby. Kr. jest niezwykły z natury, a przecież nie wszyscy ludzie są niezwykli.

a oto cytaty z książki:

„Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.

Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.

– Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?

– Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.

[…]naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.

Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umysłu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.

Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.

[…] Bo widzisz, umysł latawca nie ma konkurencji – ciągnął dalej don Juan. – Kiedy coś orzeka, zgadza się z własnym zdaniem i każe ci wierzyć, że zrobiłeś coś wartościowego. Umysł latawca powie ci, że to, co ci mówi Juan Matus, to wierutne bzdury, po czym ten sam umysł zgodzi się ze swym własnym stwierdzeniem. A ty powiesz: “Tak, oczywiście, że to bzdury”. W taki właśnie sposób zostajemy pokonani.”

„Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić.”

Komentarz:

Tylko, że ten dzień może trwać wiele lat. I bitwa może odbywać się praktycznie w kompletnej ciemności, na oślep, mimo, że jest pełno książek o tym itp. I tak się czuję, zero własnej inwencji, nie wiedząc, co robić.

_____

Są też filmy wideo o tym temacie: David Icke „Beyond the Cutting Edge” – jest to bardzo ciekawy film na YouTube. A właściwie cały cykl filmów z wykładu. Bardzo dużo opowiedziane.

David Icke nazywa symbionty Reptilianami, od angielskiego reptile – gad.

Trzeba samemu wyszukać na YouTube, bo jest co raz blokowany, dlatego nie podaję łącza.

_________________________

Uwagi do tekstu

Aby mieć pozytywne wsparcie i uniknąć niepokoju przy czytaniu takich tekstów, przeczytaj to.

Proszę pamiętać, że obciążeniami warto się zajmować wtedy gdy czujemy się źle, czujemy dyskomfort. Wtedy jest to wartościowe, nawet bardzo.

Natomiast, gdy sami nie czujemy się źle, i gdy widzimy, że nie krzywdzimy innych [to ważne], to warto się całkowicie skupić na pozytywnych aspektach życia, na miłości, radości, dobrym samopoczuciu, relaksie, wypoczynku, itp. Samo czytanie o kłopotach nie musi być miłe..

W poniższym opisie możesz rozpoznać  własne spotkanie z innymi ludźmi, którzy mają pewne specyficzne obciążenie. Czytając możesz odkryć, że nie chcesz już tak żyć, że chcesz np. odejść z niekorzystnego związku, relacji. I może to się udać. Natomiast warto pamiętać, że w ogóle znaleźliśmy się w takiej sytuacji w jakiś sposób jest efektem kreacji naszej podświadomości. Warto sobie zdać sprawę z własnych intencji, dlaczego w taką sytuację weszliśmy, że nam się w życiu ona przydarzyła. Dopiero jak uświadomimy sobie, co takiego chcieliśmy osiągnąć w niej [i to wcale nie muszą być jakieś szczytne motywy, a wręcz przeciwnie, coś co może być wstydliwe], wtedy możemy się tego pozbyć i przestać się wdawać w sytuację tworzącą cierpienie. [tu więcej]

Podobnie, jeśli sami czujemy się obciążeni jakimś typem obciążeń, warto jest dociekać dlaczego, dla jakich pobudek, dla jakich celów nabyliśmy owo obciążenie? Co ono miało nam dawać? Co podświadomość chciała osiągnąć za pomocą tego obciążenia? Gdy zobaczymy intencje [a zwykle nie jest to proste i wymaga sporo pracy], dopiero wtedy nawykowe odtwarzanie owego obciążenia przestaje się zdarzać i istotnie oczyszczamy się na dobre.

O czym jest na tej stronie?

Temat jest obszerny:

  • Jak zauważyć krokodyla?
  • Kr. jako wielki inspirator[muzyczka]
  • O tym, czy winić kr., agresora?
  • Jak to zjawisko widać w ciałach subtelnych?
  • O nieziemskich mocach krokodyli
  • O degradacji Duszy
  • Co z tym zrobić?
  • O moich doświadzeniach i jak się nie dać zjeść

//

//

//

//

//

Aleksander Lowen – znany psychoterapeuta, twórca bioenergetyki poruszał w swoich tekstach min. ciągle aktualny temat psychopatii. Oto wybrane fragmenty:

Charakter psychopatyczny

„Psychopata może robić lub mówić rzeczy, które ranią innych i być przy tym nieświadomym rezultatu tego, co robi. Wrogość nie jest zamierzona i prawdopodobnie dlatego osoba psychopatyczna nie dostrzega w swoich działaniach żadnej wrogości. W uzasadniony sposób będzie zaprzeczała że miała złe intencje, posunie się jednak dalej i zaprzeczy też oczywistemu sensowi swoich działań”.

„Psychopaci są znani z tego, że z łatwością potrafią cię zwieść. Zmuszą cię do uwierzenia, że to, co mówią jest prawdą, być może dlatego że sami w to wierzą albo też dlatego, że sami nie wierzą w nic. Przekonają cię o własnej niewinności nawet jeżeli sam byłeś świadkiem, że zrobili coś złego. I przebłagają cię dzięki swojej niewiarygodnej otwartości”.

„Jeżeli psychopata jest w stosunku do ciebie niewrażliwy albo obojętny, to dzieje się tak dlatego, że rzeczywiście dla niego nie istniejesz. Świadom jest ciebie jako obrazu w swoim umyśle, a jego reakcje są reakcjami na ten obraz, nie na żadną czującą osobę istniejącą w formie cielesnej. Potrafi cię bezkarnie zniszczyć, bo to co robi to dla niego jest tylko wymazaniem obrazu ze świadomości”

„Może wyabstrahować swoje uczucia do poziomu kosmicznego stając się mistykiem. Na tym poziomie będzie rozprawiał o uczuciach, ale będą to tylko abstrakcje lub duchy, a nie zwykłe codzienne uczucia przeżywane przez istoty ludzkie, których życie jest dążeniem do prostych przyjemności i radości”.

Reklamy