Obciążenia typu wejścia dają nieco więcej mocy, niż ma przeciętny człowiek [inne określenia na to: współuzależnienie, obciążenie misjami, bycie strażnikiem]. To obciążenie wspomaga powstawanie przekonania o swojej wielkości i dużej wartości, ale człowiek taki narzuca się innym, wywiera presje na otoczeniu, uważa, że jest nieomylny [„wie lepiej”].

Osoby z wejściem zwykle w razie jakiegoś kłopotu po ludzku „mają rację”. Nie z duchowego punktu widzenia, a z takiego społecznego czy wspieranego przez kulturę danej społeczności. Zresztą starają się dobrze wypadać w oczach społeczności, aby mieć dodatkowe oparcie (w swoim odczuciu

W razie kłopotu, zamiast spokojnie o tym czymś mówić, to zaczynają się oburzać, wkurzać, bądź obrażać otoczenie. Mają poczucie, że ich oburzenie jest „święte”. I jako takiemu należą mu się cześć i hołd. Temu misiu, tzn. temu oburzeniu. Osoby z białej strony (w tym te z Wejściem) są bardzo przekonane o własnej racji.

W razie kłopotu, zamiast spokojnie o czymś mówić, zaczynają nimi targać emocje.

Osoba z wejściem jest dosyć często wulkanem emocji, czasami tylko czeka na okazję, aby wybuchnąć. Gotuje się tam coś w środku, nie wiemy dokładnie co, bo dobra mina to przykrywa, ale czujemy, że coś jest nie tak, że ileś energii jest stłumionych i tylko czeka na coś.. Przy niektórych osobach, mocno obciążonych po białej stronie [wejściami] wręcz można się trochę bać coś powiedzieć, aby nie odebrane to zostało jako dobry początek do tyrady czy też wylania się emocji.

wulkan

Jest to stan częściowej nieprzytomności, ponieważ taka osoba nie ma w pełni władz nad sobą – np. nie jest w stanie nagle, według swojej woli przestać się tak emocjonować.

Inny przykład częściowej nieprzytomności: emocje biorą nad nią władanie niemal automatycznie, zwykle w odpowiedzi na jakąś sytuację, wspomnienie. Coś jej się wspomniało – i od razu burak na buzi, oburzona i wkurzona. Jakby nie przyszła ta myśl, jakby przez okno wagonu nie zobaczyła tej sceny tylko patrzyła się w drugą stronę, to zachowywała by się nadal [w miarę] spokojnie.

To świadczy o braku pełni władzy nad swoimi emocjami, czyli o niepełnej przytomności [link].

Jest to równoważne uruchomieniu się Ciała Bolesnego [link].

Wejście jest to sposób poprzez który człowiek jest wspierany od strony duchowej tzw. Białej [link]
[bo jest też i ciemna strona duchowa i obie ze sobą mają na pieńku].

Osobę taką wspiera tzw. duch wejściujący, i to przez niego taka osoba czuje się tak mocna, a co najważniejsze bardzo pewna, że ma pełne prawo do oburzania się, strzelania focha, oceniania kogoś [zwykle negatywnie], czy wręcz że ma prawo do kłótni.

Tak jakby nie możnaby było spokojnie porozmawiać, spokojnie wyjaśnić.

Nie, osoba z wejściem czuje, że częścią jej prawa jest wyżalenie się, długotrwałe oburzanie się, a w ciężkich przypadkach – wylanie wiadra pomyj na głowę drugiej strony.

Wejścia, tak jak i inne obciążenia mają różne stopnie nasilenia. Gdy obciążenie jest duże, to występuje bardzo wiele charakterystycznych cech. Gdy obciążenie jest mniejsze, cechy są mniej nasilone, ale są. A w małym obciążeniu cechy mogą się pojawiać w niewielkim stopniu, być poukrywane wręcz, a jednak gdzieś tam mogą drzemać sobie. Czasami wystarczy mieć ledwo połączenie z białą stroną, albo oczyszczone już wejście, aby nadal osobowość „tęskniła” do tych oburzeń, które kiedyś przeżywała. Dusza zresztą bardzo pozytywnie odbiera oburzenie, jako moment „w którym coś się dzieje!”. A Dusza lubi przeżycia, kocha się emocjonować, więc czemu zapominać o oburzeniu, o fochach, o wypominaniu swojej racji? Proszę sobie przypomnieć z tekstu o Duszy [link] – nie jest ona refleksyjna, wiec nie będzie się zastanawiała, czy oburzenie jest korzystne dla danego człowieka czy nie. Najważniejsze, że coś się dzieje i że są emocje!!

Aby pokazać konkretny obraz spróbujmy spojrzeć na osobę z dużym wejściem, u której zachowania i postawy są jawne, jaskrawe i mocno energetyczne.

Wejścia nie wyglądają na źródło ataku

Ludzie mające wejścia zwykle operują słodkością, słodyczą w mowie, czynach, energiach [mniejszą lub większą].

sweet white

Odbierani są jako przyjaźni i tacy często są. A ich kłopoty [przynajmniej w ich własnych słowach] mają pochodzenie czysto zewnętrzne, oni jakby nie mieli nad tym władzy. Wygląda, jakby byli czymś bardzo poszkodowani. Z tego powodu wyglądają jako osoby, którym się „należy wrażliwe przyjęcie, zrozumienie, pocieszenie”.

Jednak często sami nie zdają sobie sprawy, że są szkodliwi. Że są utrapieniem dla otoczenia. Ileś osób by chętnie ich ominęło łukiem na swojej drodze.

Pamiętam, jak szedłem kiedyś z artykułem do publikacji w jednym z czasopism naukowych. W środowiskach naukowych utrzymuje się „domniemanie życzliwości”, chociaż codzienna praktyka wskazuje coś innego. Ludzie chcą, pragną w innych widzieć osoby życzliwe, a znajdują osoby wynoszące się ponad innych, wyobrażające sobie o sobie niewiadomo co.
Tak było w tamtym przypadku.

Poszedłem do pewnej pani profesor, która „piastowała” stanowisko edytorki naukowej.

Jakże mi ona dała do zrozumienia jak bardzo ona jest potężniejsza i mająca więcej władzy ode mnie! Jak mało dla niej znaczyłem i to, co napisałem! Może nawet ten tekst miał jeszcze coś z wartości, ale ja, jako człowiek, to już byłem tylko jakimś nieznaczącym epizodem, który jej się tego dnia zdarzył…

Tak bardzo zależało mi na tym, abym był jako człowiek „obsłużony”, po prostu z pewną podstawową godnością ludzką, ale to po prostu było niemożliwe!

Wstawienie tekstu do czasopisma, oprócz jakichś złotówek miało dodatkową, dużą cenę bycia mocno upokarzanym. Nic co prawda o tym w notce redakcyjnej nie było powiedziane. Były tam suche fakty, zero opowiedzenia o sprawach uczuciowych, emocjonalnych, jak to w nauce..

A powinno być napisane: „Zamieszczenie artykułu w naszym czasopiśmie łaczy się z potężnym upokorzeniem i traktowaniem jak śmiecia. Serdecznie zapraszamy do publikowania w naszym piśmie.”

[Wiele osób powie teraz duchowy argument „jak cię to spotkało, to widać taka karma, widocznie miałeś w sobie coś, co to przyciągnęło, byłeś godny takiego zachowania”. Pięknie, tylko po pierwsze atak jest zawsze atakiem. I wyszukiwanie „duchowego” argumentu może powodować u mnie powstawanie poczucia winy. Jak często krokodyle osób uduchowionych zatapiały we mnie swoje kły, gdy słyszałem takie tłumaczenia ataku na mnie..]

Dobre mniemanie

Osoby z wejściem mają o sobie dobre mniemanie! Może nie od razu „co to nie ja”, bo dosyć często mitygują się w wynoszeniu siebie.

Ale „ja jestem po dobrej stronie”, „ja przecież chcę dobrze”, „czemu mi takie przykre rzeczy mówisz, ja [tylko] chciałem dobrze”. „Czemu oni mi to robią, najpierw piszą jedno, a potem drugie wychodzi”, „Jak mam w takim wypadku pozostać spokojny?!”.

Tak chcą wyglądać jak „dobry wujek”, albo „dobra ciocia”, ale w zanadrzu chowają przykre zachowania, brak życzliwości, brak realizmu, by konkretnie powiedzieć. Realizmem jest czasami zabezpieczenie się przed kłopotami. A takie osoby „mają dobrą wiarę” i wpadają w jakieś kłopoty. A POTEM… mają na kogo psioczyć, kogo oskarżać, przeciw czemu się oburzać. NO BO to nie oni zawinili, to nie oni nie odrobili zadania domowego, to tamten cholernik jeden, tamta firma informatyczna, to tamten zakład tak spieprzył robotę…

Takie opowiadanie bajek, gdy widzimy osobę, że nie zgadza się, gdy manipuluje, krytykuje, chce kontrolować otoczenie – to może wkurzyć.

Możnaby powiedzieć: co, nie widzisz, jak bardzo chcesz dostosować świat do swoich wyobrażeń? Jak bardzo jest na rękę twoim emocjom, że masz się na kogo wkurzać?

A trzeba przyznać, że w naszym świecie pewne sprawy istotnie są bardzo skomplikowane. Jednak brak uważności w stosunku do tego cechuje tych lekkoduchów z wejściem. Niestety, oni mają zwykle mniej szczęścia od lekkoduchów noszących u siebie krokodyla. Ci z wejściem nie mają takich nieziemskich energii za pazuchą, i często dostają od losu. Niemniej jednak te właśnie kłopoty, przykre przypadki bardzo mocno potrafią wykorzystywać na swoją korzyść mówiąc:
„a nie mówiłam?!”
„widzisz, jak się ze słabą starszą panią obchodzą chamy jedne?!”,
„dzisiaj to już nie można się spodziewać od ludzi dobroci, tylko takie bandziory są”
„widzisz, zablokowali mi kartę i nie powiedzieli nic, że mogę wyciągać pieniądze do 6 miesięcy, a ja się już któryś tydzień z tym męczę..”

emperor-wilhelm

Można by takiej osobie powiedzieć:

Nie widzisz, jak chcesz, żeby było tylko „po twojemu” i  żeby wszyscy [albo przynajmniej wybrani] skakali jak im zagrasz? Czy widzisz, jak bardzo cenisz swoje przekonanie, nawet ponad to co się zdarza?

Zapomnienie wycinkowe

Osoby z wejściem nawykowo nie pamiętają o sobie. Przykładowo żony alkoholików [osoby współzależnione, bardzo często z wejściami] jak się spytać co u niej, to będzie mówiła, jakie przeprawy ma z mężem, kiedy ON przyszedł, co robił ON. Mogą o sobie nawet jednego zdania nie powiedzieć! A co dopiero mówić o kolejnym kroku – o opisywaniu własnych stanów emocjonalnych – zupłnie z tym kiepsko.

Nawet już zdrowiejące w Al-Anon żony alkoholików nadal opowiadają co „jej alkoholik” robił. Ale odczepić się od niego i prawdziwie się zająć sobą – trudno im, czy wręcz nie biorą tego jakoś pod uwagę.

Wiele, wiele razy pamiętam jak taka osoba przeżywała duże emocje, natomiast opowiadała jedynie o faktach i to zewnętrznych. Można było się poczuć jak przed telewizorem, gdy spiker opowiada o jakichś wydarzeniach, które osobiście go nie dotyczą. Ale przecież widzimy, że tę osobę to mocno dotyczy, ponieważ emocje są na wysokim C.

Osoby z wejściem wydają się tak zaangażowane w sprawy innych ludzi, w świat. Wydają się „tacy pomocni”. I istotnie, często są, ale nie aż tak, jak im się samym wydaje! O sobie nieświadomie myślą jako o kimś bardzo pomocnym! Nie oskarżam ich, że to wybierają, najpewniej wejście stoi za tym, przekonuje ich do tego.

A co by świat bez nich zrobił? Nadal by się kręcił i wielkiej dziury w niebie by nie było. Może by było mniej narzekań, mniej oburzenia. Często to tylko osoba z wejściem jest przekonana o swojej wielekiej zasłudze. I dlaczego ją nie wynoszą na piedestał tak bardzo jak na to zasługuje?? – to ją bardzo dziwi..
Dlaczego jej nie doceniają tak bardzo jak POWINNI  to robić??

pomnik

A jak już doceniają? To dobrze, to się cieszy, tego oczekiwała. Ale często jest też zgorzknienie, bo czemu tak późno?

Pretensje i jeszcze raz pretensje. Oczywiście, nie takie jawne.. Jednak ukryte pretensje są tu na porządku dziennym.

Pretensje, bo.. tak, tu jest pamięć!  Bo pamiętają krzywdy! Tu mają pamięć, bo jest im to korzystne. Jak pamiętają krzywdy sobie wyrządzone, to tym bardziej czują się uprawomocnione do podtrzymywania swojego stanowiska.

Jakże szlachetne..

Jak tak dużo „wkładają” w inne osoby pomocy, pracy, zaangażowania, to także dużo oczekują.
Ale „nie dla siebie”. Jakby powiedziały, że dla siebie, to by wyglądało egoistycznie. A do tego nie mogą dopuścić.

To wygląda tak dobrze, to wygląda tak idealistycznie – nie chcemy dobra dla siebie, tylko dla innych..

Taaa.. a zobaczmy czego chcą osoby z wejściem dla innych.

Oto one często chcą, aby inni:
się zmienili [tak jak osoba z wejściem uważa za stosowane, no bo ona wie, jak być powinno],
przyjęli ich pomoc [razem z ich poglądami, zdaniem, postawami i dziękowali za to, a to czy tego chcą, czy się z tym zgadzają, jest jakby drugorzędne],

Czyli – tak naprawdę czego chcą osoby z wejściem dla innych? Czy można to w ogóle nazwać pomocą?

Chcą nie tyle czegoś co tamta osoba chce, ale to, co same chcą dać!! Więcej, uważają że to, co mają do dania jest właśnie właściwe, dobre, wartościowe i na czasie. A czy komuś to pasuje? Nie, osoba z wejściem nie zapyta o twoje samopoczucie, o to, CO ci potrzeba – aby pomóc ci to zdobyć.

Kontrola

Spotkałem się nie jeden raz z osobą, która chciała komuś coś dać. ALE [jak to mądrze powiedziała jedna psycholożka]: „tak dawała, żeby nie dać”.
Czyli niby dawała, ale nadal chciała mieć kontrolę. „Dam ci to, ale wiesz, bo to z tym to trzeba się obchodzić tak i tak.. Bo z tym to możesz zrobić to, ale tamto, o tamtego to już nie możesz zrobić, byś mi zrobił prawdziwą przykrość, jakbyś tamto zrobił”.
Tak często dają rodzice dzieciom, zwłaszcza coś bardzo cennego. Np. mieszkanie. O, przez 10 lat pracowaliśmy i kupiliśmy wnusi mieszkanie. Żeby miała gdzie mieszkać! [kontrola – to my wiemy, co ona będzie z tym mieszkaniem robić]. A ona po kilku latach razem z mężem to mieszkanie sprzedawać chce [o, niewdzięczna!] i zamierzają się budować! [czyli mocno kontrola jest zagrożona, no bo jak mieszkanie zostanie sprzedane, to i nie będziemy mieli wnusi tam, gdzie chcemy ją mieć, a także cała sprawa z naszym wkładem zostanie sprzedana, nasz wkład będzie automatycznie zapomniany, więc i nie będziemy mogli za pomocą wyciąganej wdzięczności kontrolować młodych! O, do tego nie powinniśmy dopuścić!!!]

lock

Czyli jest to postawa deklarująca dobre zamiary, ale kontrolująca i manipulująca.

Przyczyną jest głęboki brak poczucia bezpieczeństwa. Kto bowiem czuje się niezabezpieczony, a nie chce tego zmieniać u siebie, ten będzie nastawać na otoczenie i będzie domagać się od otoczenia zmian. Aby było „po mojemu”, wtedy czuję się bezpieczny. Jak ode mnie biorą to, co im daję, to oznacza, że ze mną jest wszystko w porządku.

Będzie tak otoczeniem manipulować, byle tylko poczuć się lepiej.

Nic nie mów..

Osoby z wejściem mają więc mały poziom samoświadomości. Jakże często obserwuję, jak bardzo nie chcą o sobie mówić, sobie się przyglądać, analizować swoje postawy, swoje zachowania!

Przez to bywają uparte, uporczywe, nachalne, „upierdliwe”, zamknięte na argumenty. Ich energie bywają zatęchłe, często po prostu wstrętne w odczuciu.  Niby są przyjemne i przyjazne – takimi się wydają, ale tak naprawdę energetycznie ani to przyjazne, ani przyjemne, a odpychające.

Kto widzi osobę z wejściem, jak się przyjrzy swoim odczuciom, ma poczucie ambiwalencji [podwójności] odczuć: niby widzi kogoś miłego, a czuje, że go odpycha od tej pozornie miłej osoby.

Słodko aż mdli

Te osoby prezetują pozorną życzliwość.
Kizi mizi, słodziutkie to takie, ale nie jest tak naprawdę życzliwe, a przychodzi ze zmianami, których ktoś może nie chcieć, przychodzi z narzucaniem się!

Pomoc innym uznają za bezwzględnie dobrą. Ich własna pomoc jest zawsze jak najbardziej poprawna! Nie trzeba się zastanawiać, pytać – przecież wiadomo, co tamten ktoś chce. A więc mu pomogę! Bo ja taka dobra jestem. Tylko ją/jego o zdanie nie zapytam, bo i po co?  

A jak komuś ta nachalna „pomoc” po prostu nie odpowiada, co osoba z wejściem ma dla niego? Taka ewentualność nie istnieje. To wejście bowiem uważa że zjadło wszelakie rozumy.

Ona bowiem „chciała dobrze!” Owo „chcenie dobrze” mogłoby się znaleźć na sztandarach osób z wejściem. Tak są bowiem bardzo przekonane do tego, że ich wizja jest najlepsza. Nawet nie najlepsza, bo to słowo ujmuje inne wizje, chociaż inne mogą być nieco gorsze. Nie, dla osób z wejściem ich postawa, ich wizja jest jedyna słuszna, jedyna realistyczna.

Ich wizja jest jedyna słuszna.
A inne wersje, inne sposoby podejścia? No, ktoś sobie coś wymyślił, ale przecież jak brać na poważnie takie pomysły, takie zachowanie???
Łyżka na to – niemożliwe.. [to z reklamy :)]

Ocenianie

Związane z tym jest ocenianie, w gorszych wypadkach wręcz oskarżanie.
W szkołach zatrudnionych jest tysiące nauczycielek i nauczycieli, którzy mają wejścia. Na szczęście nie wszystkie osoby uczące mają te wejścia duże, często spotykamy prawdziwych pasjonatów. Jednak nie zmniejsza to stopnia wystawienia dzieci i młodzieży na działanie bardzo przykrych obciążeń. W szkołach oczywiście także mamy do czynienia z nauczycielami mającymi krokodyle. W każdym przypadku młode, wrażliwe osoby mogą mocno ucierpieć.

Już od pierwszych momentów pracy z dziećmi osoby z wejściem prezentują to, co obecnie nazywane jest „starą pedagogiką”, bądź „czarną pedagogiką”, opartą na niechęci, ocenianiu, wytykaniu słabości przy niedocenianiu osiągnięć.
Łatwo jest domyślić się jak się uczniowie czują – zaszczuci, podlegli bestialskim metodom prania mózgu, wymuszania nauki, której nie chcą. W przypadku nauczyciela z wejściem [lub krokodylem] nawet najprzyjemniejsze lekcje potrafią wydać się przykrymi przejściami. Wiem coś o tym, bowiem bardzo wiele razy siedziałem w ławce i modliłem się o to, żeby ta lekcja się jak najszybciej skończyła!

Jak odpowiadają na to dzieci? Buntem – mają dość takiego traktowania. I z powodu niego nierzadko przechodzą na stronę ciemną yang w kierunku wzięcia krokodyla [„co ta stara kutwa będzie mi mówić! Ja i tak wiem swoje”]

angry
Albo mogą iść w kierunku bycia ofiarą systemu i w kierunku postaw depresyjnych, otwarcia się na zatrucie od wejścia nauczyciela/ki. Wtedy spada chęć do życia, spada motywacja i napęd życiowy.
Niestety, w tak totalitarnych instytucjach, jakimi są szkoły nie ma mowy o innym sposobie przeżywania, o wyborze nauczyciela/ki bez obciążenia.

Roszczeniowość i wysiłek

Próby „wyciągnięcia” tego, co „jemu/jej się przecież należy” też są z tego repertuaru.. Ale są o wiele bardziej naznaczone wysiłkiem, w odróżnieniu od nosicieli krokodyli, którzy w tym nie mają żadnego problemu, żadnego wysiłku.

Wysiłek podczas działania, sapanie, to także częsta oznaka wejścia. Ludzie z wejściami cierpią na choroby z wysiłku – nadciśnienie, nadmierne jedzenie itp. Obciążają organizm, ponieważ nie są w stanie „wytrzymać”. Czego wytrzymać? Swojej postawy, swojego podejścia, ponieważ jest tak sztywne, tak naznaczone stagnacją, napięciem, wysiłkowym dążeniem. Energie takich ludzi przypominają [przepraszam za porównanie] opleciony sznurkiem baleron..

hipopotam big

Skąd taki wysiłek? Bo świat nie chce się poddać tym ludziom. Świat z gracją i swobodą jest jaki jest. I naprawdę ma w nosie czy ktoś się napina jak balon, aby zmienić ów świat.

Czyli z jednej strony niezgoda, nieakceptacja, pragnienie manipulowania.
A z drugiej strony taka osoba nie daje sobie .. być sobą. I chciałaby wybuchnąć w „słusznym gniewie” a w tej samej chwili mocno się powstrzymuje. No trudno nie czuć napięcia w tym stanie. To jest prawdziwy klincz, zakleszczenie, konfrontacja dwóch energii w ciele jednego człowieka.

Tak jak mówiłem, te cechy są opisem najwyższego stopnia obciążenia. Natomiast dostępna jest cała paleta, całe spektrum tych postaw od najlżejszych do tych powyżej prezentowanych, najcięższych.

Wujek z autobusu

Na poniższym filmie podaję przykład pewnego pana, który się bardzo rozsierdził. Tytuł filmu to „wujek z autobusu”. Oh, co to za wujek… aż brak mi słów.
Ten film bardzo dobrze pokazuje jak działają wejścia. Tu mamy do czynienia z bardzo silnym wejściem, aby tym łatwiej zobaczyć zjawisko. Sprawa jest może banalna – pasażer odwraca się i mówi, żeby go nie zaczepiać w czasie rozmowy telefonicznej. Jednak na tym owa banalność się kończy. Jest tak rozsierdzony, tak sam jest przekonany o swojej racji, o tym, że ma prawo mówić co zechce, że ma prawo wymagać co zechce.. tragiczne. Poza tym energetycznie ten film jest okropny. Niemniej jednak jest ogromnie prawdziwy. Tak właśnie odczuwa się wejście i jego rozpasaną, przykrą energię.

Tu mogliście widzieć rozwścieczonego gościa z duchem wejściującym.  Oprócz niego, ten młody człowiek z tylnego fotela ani chybi ma symbionta [3 typ obciążenia]. Jest zdystansowany, wygląda niemalże zrelaksowany, co dodatkowo rozsierdza gościa z wejściem.. Tak to dokładnie działa – te dwa typy na wzajem się idealnie prowokują.

Oto ja, służebnica Pańska,
jak ci przywalę, to zobaczysz!

Wejścia typowo charakteryzują osoby, które uważają się za kogoś dobrze postępującego, prawego. Podświadomość takiej osoby jednak uważa, że jest ona ważna, a niedoceniana, znacząca [zwykle duże ego], a pomijana. Oczywiście realnie tak zwykle nie jest. Po prostu zbyt duże ego nie może przełknąć, że świat nie chce się kręcić wokół niego.

Taka osoba nieświadomie próbuje kreować się na punkt odniesienia, którym powinna być dla innych. A więc komenderuje: „Dodaj sobie do tego kaszy, będzie gęściejsze” [miesza literalnie komuś w garku], „Masz kiełbasę, to podsmaż sobie. Wiesz jak najlepiej?” … i tu idzie rada, jak to się robi. I to mówione do osoby, które dobrze wie, czego chce – chce akurat czegoś innego niż kiełbasa, i robi sobie to. Ale osoba z wejściem wie lepiej.

Wywieranie presji wydaje się osobie z wejściem zupełnie naturalnym sposobem jak wpływać na otoczenie. Taka osoba nie ma jednakże wrażliwości na to, co inni przeżywają. Nie uświadamia sobie co komuś robi jego/jej presja, często silna. Zresztą – nie przejmuje się tym. Tak naprawdę, podświadomie nie obchodzi ją, jak odebrane zostaną jej „zabiegi” – przecież i tak ma rację, więc po co się zastanawiać? Kto mądry się zastanawia nad swoją mądrością? – możnaby powiedzieć, kto mądry weryfikuje swą mądrość? Ano ten, kto nie jest zadufany w sobie, jak są osoby z wejściem. Rozmowa na temat ich postaw kończy się .. ciszą, ponieważ osoba z wejściem wchodzi w wewnętrzne „święte oburzenie”: „jakżeż można się zastanawiać nad tym czy mam rację!!!?” Nawet i tego nie mówi, bo uważa, że to poniżej jej godności.

W słabszych przypadkach sprawa wzięcia wejścia wynika z poczucia niedowartościowania siebie, z poczucia bycia odrzuconym, poniechaną, zapomnianą, mało ważną. Mało ważną dla otoczenia, niemniej jednak chcącą coś udowodnić. Udowodnić, że jest inaczej.

Tu widać, że jest to mechanizm zaprzeczania karmie. Jeśli bowiem taka osoba ma postawę, wzorce, przekonania o tym, że jest bardziej wartościowa, a fakty mówią coś innego, że tak nie jest, to oznacza, że coś poszło nie tak po jej myśli. Oznacza to, że zaprzecza prawdzie. Idą wspak karmie, nie chcąc przyznać, że coś źle zrobiły, że czegoś nie dopilnowały, przegapiły, że są niedoskonałe. Świat i tak to pokazuje, a osoba z wejściem i tak temu zaprzecza. Obserwator z dystansu widzi, czy ma racje świat czy osoba z wejściem.

Osoby z wejściem świetnie kłamią .. sobie samym. Same siebie oszukuja, okłamują, utrzymując mylny, ale jakże przyjemny obraz świata, który mówi, że „to one mają rację”. Uważają, że zamiast oczyszczać karmę, podnosić samoocenę, weryfikować swoje podświadome przekonania, wystarczy .. siebie okłamać. Oczywiście tego na głos nie mówią, nawet o tym nie wiedzą [i zwykle nie chcą tego wiedzieć, zwykle nie chcą się o tym dowiedzieć – „uświadamianie” ich tak niewiele daje.].

Poprawnym torem byłoby oczyszczenie tego zespołu przekonań związanych z niską wartością i nabranie prawidłowego przekonania o tym, że Bóg kocha, opiekuje się nią i że jest wartościowa z samego powodu tego, że istnieje. I nie trzeba by było się kreować na „księżniczkę” bądź „księcia”, „guru”, wystarczy być sobą w prostocie.

Żeby zachować się przy zdrowiu psychicznym w naszym świecie warto pracować nad sobą, nie dawać się wpuszczać w rynnę powszechnych postaw. Taką pracę prezentuje pisana dla kobiet strona „Biegnąca z wilkami” [link].

Natomiast osoba z wejściami gdy nie pracuje nad sobą, gdy nie podnosi samooceny, próbuje UDOWODNIĆ otoczeniu, za pomocą zewnętrznych środków, że jest inaczej, że jest wartościowa. Np. ładnie się ubiera. Ma nadzieję, że czas to pokaże, że jednak JEST bardzo wiele warta, że się na niej nie poznali, że powinni ją uznawać za osobę wartościową, słuchać, potakiwać i co tylko. Nie oczyszcza umysłu, podświadomości, a chce wymóc pokłony na otoczeniu. Poczucie takiego ciężaru, nacisku na udowadnienie jest tu bardzo typowe. A otoczenie może się czuć przymuszane do poświadczania nieprawdy.

Inny przykład: jeśli dana osoba wpada w tarapaty, dajmy na to finansowe to będzie wszystkich przekonywać, że ona taka biedna i że jest ofiarą bezdusznego systemu, natomiast oczywiście nie wspomni, że nie zapoznała się z całością umowy, którą podpisywała, albo że nie chciało się jej spytać w co się pakuje. Nie – to inni winni, a ona taka czysta i niepokalana. Świat powinien być porządny jak on/a!  Kompletny brak krytycznej refleksji wobec siebie i swoich działań, niechęć podejmowania odpowiedzialności. Niechęć do uczenia się choćby podstawowych zależności.
Ale za to jaki gniew na skutki swoich nieprzemyślanych działań!

[Ktoś z krokodylem, dla porównania, nie będzie nikogo przekonywać, ponieważ święcie w to wierzy, że to nie on i nie rozumie, dlaczego w ogóle ktoś może myśleć, że jest jakkolwiek winny??]

Osoba z wejściem pokazuje się jak niewinna i głośno wyrzeka, pomimo, iż dowody mówią co innego. Albo nie wyrzeka na niesprawiedliwość uważając, że milcząc będzie miała większą „moralna przewagę” nad tymi, którzy ją skrzywdzili. Moralna „lepszość” jest w oczach osoby z wejściem taranem, który ma zburzyć mury wszelkiego zła. Myślenie nie jest tu więc potrzebne.
Nic dziwnego, że otoczenie patrzy na takiego kogoś jak na dziwoląga. A w tej osobie może wzbierać poczucie odrzucenia, niesprawiedliwości czy gniewu.  Poczucie  dla niej zupełnie zrozumiałe, natomiast dla otoczenia kompletnie z kosmosu.

Po iluś latach trwania w takiej postawie nasza bohaterka/bohater jest już gotowa/y atakować. Choćby zupą.

Atak zupą

Sprawy obciążenia krokodylami dosyć dokładnie już opisałem na stronie o nich. Jak się już wie, o co chodzi, to sprawa krokodyli wydaje się zupełnie jasna i zrozumiała. Agresja na otoczenie u krokodyli jest widoczna gołym okiem, chociaż także posiada ogromny komponent w niewidzialnych energiach. Jest opisywana także przez psychologów, chociaż oni z powodu redukcjonistycznego paradygmatu, który wyznają nie są w stanie opisać przyczyn ezoterycznych zjawiska.

Krok jest obciążeniem jang, w przyrodzie jest zaś harmonia, potrzeba by było odpowiednie yin.

Elementem Yin w obciążeniach jest wejście. Jest ono „niedoceniane” jako obciążenie, jako istotne obciążenie. Wydaje się niewielkie – tak jak element yin nazywany jest przez Chińczyków „małą rzeczą”. Wydaje się mała, ale czy istotnie można ją pominąć?

Osoby mające wejścia wydają się nieszkodliwe. Są to często osoby starsze, czasami schorowane, porządne. Komu by przyszło oskarżanie takich ludzi o coś niedobrego? Chcą dobrze, chcą porządku, współpracy, szacunku. Jednakże chcą tego na swoich zasadach i są głuche i ślepe na to, że ktoś inny odczuwa coś innego. Chcą zlania otoczenia ze swoimi pragnieniami, podczas gdy otoczenie właśnie chce być samodzielne. Nie proponuję oskarżać osoby z wejściami, ani karać. Jednakże jest to przypadłość związana z wyborem osoby mającej wejście i jest ona najzwyczajniej za to odpowiedzialna. I za skutki swoich „miłych” czynów..

W przypadku Wejść ofiarą stają się osoby z krokodylem [oni najbardziej, ponieważ krok daje zupełnie odwrotne zachowanie, odwrotne cechy, potrzeby], ale i osoby nie mające obciążeń mogą sporo ucierpieć.

W spokojniejszych przypadkach osoba aspirująca do wejścia albo mająca niewielkie wejścia może wyrażać presję na bliskie osoby [w stosunku do obcych nie będzie tego robić, bo nie daje sobie prawa, ale bliscy dla niej są jak jej osobista własność, którą można zarządzać jak przedmiotami]. W stosunku do dzieci takie osoby szczególnie się czują uprawomocnione do narzucania swoich chęci:

atak zupą

Oczywistym jest, że osoba poddana takiej presji, nie znoszącej sprzeciwu, może czuć się naprawdę podle.

Znam pewnego człowieka, który korzystając z uprzejmości chciał naprawić pewną dużą część mechaniczną w warsztacie pewnej firmy. Ta firma nie była przeznaczona do usług dla ludności i wejście na warsztat zostało mu dane przez grzeczność. Niestety mechanicy nie poradzili sobie z tą naprawą. Z nieumiejętności, ale mieli prawo do błędu. I się zaczęło. Ta osoba raz, że nachodziła mechaników wielokrotnie, do poprawy [nie pamiętając, że ktoś jej robi przysługę i nie powinna nadużywać uprzejmości], a po drugie jak po którymś razie się nie udała naprawa, to ta osoba napisała wielostronnicowy paszkwil na szefa mechaników do jego kierownika… Może dodam, że ta osoba na codzień mówi bardzo głośno, akcentując tym wagę swojej przemowy, nie lubi, jak ktoś inny oprócz niej mówi, oraz nie umie przyjmować faktu, że taki sposób zachowania komuś nie odpowiada. Owszem, jest przyjacielska, oraz uprzejma, sama pomaga innym [i buduje na tym swój obraz we własnych oczach, czyli ego], ale „nie widzi u siebie żadnych przyczyn” [dosłownie] dlaczego takie zachowanie jak opisane powyżej jest nie fair. Dla mnie to dobry przykład samousprawiedliwiania się, tworzenia własnego prawa, własnych zasad [ang. self-righteous person], poprzez sztywne trzymanie się wyobrażenia o swojej racji.

Jest jeszcze jednen aspekt: poszukiwanie energii. Dla osób z wejściem, które mają karmicznego partnera i są rozsierdzone, szukają rewanżu na sposób yin, możnaby rzec poddają się biernej agresji plynącej od wejscia. Przykładem jest sytuacja, gdzie kobieta szuka „co jest nie tak”, szuka dziury w całym, szuka gdzie by tu wbić szpilę, wyraża niezadowolenie [to oczywiście duch wejściujący w stanie wściekłości wyszedł na żer i współpracuje z osobowością]: „a co tu robi ta łyżeczka?!” Wręcz zabawne – łyżeczka jest tak mała w porównaniu ogromu wściekłości jaki wylewa się z tej osoby! Ale pamiętajmy, większość procesu dzieje się w sferze niewidzialnej, w emocjach. Łyżeczka jest tylko pretekstem, rozpałką. Gromadzona uraza przez bierną osobę plus głodny duch wejściujący dają taki teatr wściekłości, że ja wychodzę – to ponad moje siły.

Wejście jest mocniejsze energetycznie niż wzorce, ponieważ korzysta ze „wspomagania” – ducha wejściujacego, wchodzacego w nasz świat z użyciem czakr splotu i gardła osoby mającej wejście. Wejście u osoby nam bliskiej rozsiewa te niekorzystne energie, nawet jeśli nie jest cały czas aktywne.

Na dzień dzisiejszy nie znam możliwości obrony przed tym oprócz dystansu fizycznego, najlepiej liczonego w kilometrach. Jeśli ktoś zna inny dobry sposób, proszę o komentarz.

Pozorna czystość

Osoby z wejściami wydają się „czyste” z duchowego punktu widzenia. Natomiast wiele starszych pań ma ogromne, bezwzględne przekonanie o swojej osobistej prawości i słuszności swoich żądań, skarg, oskarżeń wobec otoczenia. Postawa roszczeniowa u osób z wejściem jest bardzo typowa. Postawa roszczeniowa i brak akceptacji. To nie jest coś czystego. Chociaż nie atakuje ostro [yang], to też jest to postawa agresywna, na sposób yin. Jest to konkretne obciążenie duchowe.

Pozorna „czystość” takiej postawy jest związana z tym, że na Ziemi przeważają społeczeństwa oparte o systemy społeczne. Aby się odnaleźć w takim systemie trzeba się przystosować, bardzo często tracąc wiele z własnej nieprzeciętności.
Dlatego też przystosowanie się do społeczeństwa jest mile widziane [zwłaszcza przez panie], ponieważ zapewnia ono bezpieczeństwo, karierę zawodową, komfortowe warunki wychowania potomstwa. Wejścia maskują lęki. Za pomocą wejścia ludzie sobie radzą z otamowaniem lęków przed brakiem bezpieczeństwa, przed biedą, brakiem komfortu.

O ile bowiem łatwiej „wziąć” wejście i przyklasnąć systemowi, niż pracować nad sobą w celu prawdziwego oczyszczenia się z tych lęków !! Niemal nikt tego nie robi – wszak osoby dobrze przystosowane – czy im coś brak, czy potrzeba coś innego niż mają? Jak wiele pań pragnie, aby to mężczyzna „dał im poczucie bezpieczeństwa”.. To jest odsuwanie od siebie odpowiedzialności, odsuwanie lęków przy braku pracy z nimi. Jest to symptom obciążeń typu yin.

Nikt nie może paniom „zabrać lęków”, nie może tak naprawdę „dać im poczucia bezpieczeństwa”. Jedynie same mogą sobie to zapewnić – pracując nad lękami, oczyszczając je. Jeśli jednakowoż będą nastawać na to, aby „ktoś” to zrobił, to będą lgnęły do najbardziej nieodpowiednich dla siebie partnerów – osób z krokodylem. Ci z kolei bardzo pięknie prezentują aurę usuwania lęków i cudownego życia. Jakże można nie chcieć z kimś takim żyć, jeśli się ma duże lęki – on ci jest! On jest tym rycerzem na białym koniu, zbawcą, wybawcą!

Cechy osoby współuzależnionej [czyli osoby uzależnionej od tej mającej krokodyla] – link.

Pani pragnie obietnic? Niech przeczyta, co krokodyl może „naobiecywać” i .. co potem – link.

Oczywiście, kto jest idealnym przeciwnikiem, prowokatorem dla osoby z wejściem? Osoba z krokodylem. Nikt tak dobrze nie umie rozwścieczyć osoby z wejściem: swoją swobodą, nonszalancją, wręcz bezczelnością. Krokodyl naciska tyle guzików u osoby z wejściem, że ta ledwie żyje z zapienienia się [przykład wujka z autobusu].

ALE dla pań szczególnie, [które najczęściej mają wejścia] to właśnie taki „drań” jest najbardziej pociągający z przyczyn prokreacyjnych – jej psychika podpowiada, że będzie sobie świetnie radził w świecie jako dostarczyciel pokarmu dla rodziny. Jeśli wobec niej jest taki drański, to wobec innych ludzi także będzie, co zapewnia odpowiednio dobre „przepychanie się łokciami” w świecie. Ileś w tych grach nieszczerości, zakłamania, podstępu.

Spróbujmy wyliczyć działania wejść:

Współpracują z białymi wzorcami, które chcą dopasować osoby z otoczenia do wzorca uważanego za poprawny, wartościowy, do typowego zachowania, do struktury [czasami bardzo sztywnej]. Dopasować bez względu na to, czy tamta osoba tego życzy, czy też nie. Biały Bóg i jego wzorce mówią: „nie wolno!” [poczytaj tekst „Białe dobro i czarne zło” – link – ci dobrzy nie są aż tak „dobrzy”, ci źli nie są aż tak „źli” jak się wydawałoby…]

Osoby z wejściami napominają, kontrolują tak, aby osiągnąć u innych osób to, co samemu uważają za korzystne.”Załóż czapkę bo się przeziębisz!” „Uważaj bo się przewrócisz!” Są to nieświadome klątwy, ponieważ osoba do której to jest mówione w swoim umyśle uruchamia pojęcie „przeziębisz się” lub „przewrócisz się” razem z przyjęciem energetycznej presji. Dotyczy to często dziecka, które nieświadomie poddaje się „prowadzeniu” rodzica lub zapobiegliwej babci. No i klops, bo właśnie przyjęło klątwę, która energetycznie będzie wpływać na zaniżenie jego przyszłych działań. Wielokrotne użycie tych „niedużych” klątw przez wiele lat prowadzi u dziecka do postawy lękowej, obronnej, pasywnej. Dziecko jest tłumione, pomimo iż mama lub babcia ma „dobre intencje”.
Reakcją dziecka [często karmiczną] jest przyjęcie krokodyla lub zbuntowanie się. Obie reakcje są również obciążeniami. A więc obciążenie może dawać obciążenie. Natomiast reakcja karmiczna oznacza, że owo dziecko nieprzypadkowo się znalazło w takiej rodzinie, nieprzypadkowo jest przez taką osobę wychowywane – już przed wcieleniem jego Dusza chciała odtworzyć sobie krokodyla bądź bunt. I z taką intencją wybrała inkarnację, aby mieć argument na to wzięcie symbionta [krok.].

Osoby z wejściem kontrolują  „z nawyku” i zupełnie nie przeszkadza im to, że komuś to się nie podoba, że ktoś może czuć się stłumiony, niedoceniony, niezrozumiany.

Współuzależnienie, to typowa postawa u osób z wejściem – uzależnienie się od kogoś, zapomniawszy o sobie.

Coś zamiast miłości

Istotnie pięknie by było, aby osoby z wejściem, bądź z inklinacjami do przyjęcia wejścia operowały miłością! Co zresztą dosyć często deklarują.. „ja cię kocham a ty co?!” – domagając się w zamian także miłości.. Nikt niepodobny do nich nie da takiej „miłości”. Dlaczego? Bo nie jest to czysta miłość, tylko coś w jej podobieństwo.

Na obdarzanie ich prawdziwą czystą miłością osoby z wejściem się wzdragają.

Kolega ostatnio napisał, że źle się czuł w obecności kogoś, kto był przekonany, że wysyła „wyższe wibracje”, miłość, coś szczytnego. Opisywał to jako “jakieś paskudne sygnały na fali nośnej miłości”

Moja odpowiedź:

A ja myślę, że mogłeś “kupić” ich retorykę, nazewnictwo. Tacy ludzie [najpewniej z wejściami] są dobrymi manipulatorami i w miarę łatwo, od dzieciństwa przekonują, że to, co proponują “jest miłością”. W moim przekonaniu i odczuciu jest to energia gęsta, jasna, zaśluzowana, klejąca, wręcz brudząca. Ma podobieństwo do energii miłości, ale tylko te istoty [Dusze], które chcą się na to złapać, to uwierzą w takie tłumaczenia.

Można powiedzieć, że większość Wszechświata zrobiona jest na fali nośnej miłości. Natomiast energia przekształcana przez osoby z wejściami jest bardzo podobna do tej podstawowej, chociaż ileś oktaw jest niżej wibrująca. Nic dziwnego, że cię od niej odrzuca, bo ma cechy wybitnie manipulatywne, wkręcające, a jak wiele razy pisałeś lubisz swobodę.

To jest energia z białych wzorców, używana przez osoby z wejściami, bojące się, pragnące bezpieczeństwa, stabilizacji. Mając przejściowe panowanie nad dziećmi wciskają im [do pś] konieczność ulegania tym wzorcom, a jest to niestety magia. Biała, zabezpieczająca, ale też i utwierdzająca w błędnym postrzeganiu świata.

[nie mówię tu o energii istoty wejściującej, która jest wręcz trująca].

Przykładem jest presja obchodzenia rocznic, urodzin, imienin, wszelkich “dni”, świąt itp. Osoby z tą pozorną miłością bardzo pilnują, aby obchodzić święta, aby spinki społeczne były zapięte na ostatnią, aby wszystko chodziło zgodnie z ustaleniami [dodajmy – niezwykle sztywnymi i hipnotyzującymi]. To daje osobom ze skłonnościami do wejść poczucie bezpieczeństwa, zabezpieczenia. Zabezpieczanie się a miłość są od siebie sporo odelgłe, a białe postawy, białe wzorce [link] bardzo by chciały pozować na miłość. Jednak wystarczy słuchać własnych odczuć, aby poczuć ich nieprawdę.

Nie wiem, czy czytałeś mój tekst “Szacunek i miłość”
https://swiatducha.wordpress.com/2013/05/20/szacunek-i-milosc/
Osobiście uważam, że energia, którą kreowany jest Wszechświat jest Miłość, ale nie tak pojmowana jak to zwykle ludzie pojmują, i na pewno nie tak jak powyżej opisałem. Ta kreacyjna miłość zapewnie Ci się podoba [i zapewne inaczej ją nazywasz]. Natomiast nie mamy z nią często do czynienia, ponieważ wokoło jest mnóstwo jej przekształceń.

Społeczeństwo wspiera się na wejściach

Organizacje państwowe, np. szkoły bardzo mocno są obsadzone osobami z wejściami, mającymi poczucie własnej racji i misji [nauczycielki, nauczyciele]. Oczywiście nie można by skonstruować w takiej formie społeczeństwa, jeśli nie stosować „urawniłowki” [zrównania wszystkich do jednego schematu, modelu]. Klasy w szkole są tego przykładem – nie rozpoznaje się indywidualnych możliwości i obciążeń dzieci, uczy uśrednionego programu, który jest dla jednych za łatwy, a dla innych za trudny. Ocenia się na tej podstawie i uczy nieprawdziwości tego, że „wszyscy są równi”.

Bardzo wiele dzieci na sobie zobaczyło ten mechanizm. Młode osoby, które chcą zachować swoją odrębność, niezależność, wartościową indywidualność napotykają często na mur bezdusznej kontroli i blokadę.
Tu pojawiać się mogą w proteście krokodyle. Kroka można rozpatrywać jako odpowiedź na bezduszną kontrolę wejścia.

Czyli z jednej strony – bezduszna kontrola, zabranianie bycia sobą, bez zainteresowania jakim „ja” tak naprawdę jest ta druga osoba. Osoby z wejściem za bardzo to nie interesuje, jaki jest ten drugi – ważne byle żeby był podporządkowany.

Z drugiej strony, a odkryłem to niedawno – wejście jest aktywnym zanieczyszczaczem.

.

Wejścia powodują „zatruwanie” energii subtelnych

[zaniżanie wibracji]

W przypadku kr zanieczyszczenie jest na wysokich ciałach, wysokich energiach, mimo, iż jesteśmy otumanieni, to czujemy się uwzniośleni, jak po narkotyku. Poza tym energia kr. jest ostra, wydaje się mocno rozjaśniać sytuację.

Wejścia inaczej – one nie mają wyrazistej energii, raczej delikatną, jak mgiełka. Jednak ta mgiełka, firanka nakłada się stopniowo, warstwami. I jak się nałoży ileś dziesiąt warstw, to trudno ręką ruszyć. W odróżnieniu od krokodyli, gdzie atak wystarczy aby był jeden, a jest mocno uszkadzający, w przypadku wejść jeden atak jest nie aż tak tragiczny, ale też nie aż tak widoczny – można sobie pomyśleć, że nam się wydawało, że nic się przecież nie stało.

Zatrucie, które dają wejścia jest podobne do zatrucia na planie fizycznym – redukują się siły, funkcje organizmu, jest to stan nie tylko otępienia, ale i w pewien sposób uszkodzenia struktur subtelnych. Ofiary takich ataków yin czują się gorzej, te osoby, którym bardzo zależy na sobie – buntują się w sytuacji takiego ataku, przytruwania.

Jest takie [nieładne] określenie: „nie truj” używane w konfliktach między ludźmi. Co bardzo ciekawe, jak sami widzicie pasuje jak ulał do tej sytuacji.

Wejścia, jeśli są nawet nieznacznie uruchomione, to zanieczyszczają atmosferę energetyczną, zanieczyszczają środowisko.
O ile krokodyl jest czasami dużym inspiratorem, ma wysokie [chociaż nieczyste] wibracje, to wejście wydziela energie ciężkie, lepkie, klejące jak żel, powodujące stłumienie aktywności, powodujące brak chęci do życia u osób w pobliżu.

Jeśli mieszkasz z osobą, która ma wejścia, to prawdopodobnie masz w czakrach dużo zaniczyszczonych, a nawet trujących życie energii. Partnerzy osoby z wejściem są „przytruci” wyziewami z wejścia.

Roślinę można zatruć np. rozpuszczalnikiem i będzie wiotczała. Podobnie też i u człowieka: czakramy wiotczeją, zmniejsza się [czasami znacznie] ich wydolność. Nawet jeśli jest wola do działania, to efektów działania nie ma.

Wyróżniłem trzy stadia zatrucia:

  1. stany depresyjne i depresja
  2. zaburzenie postrzegania rzeczywistości [powoli się „odlatuje” w nierealność]
  3. choroba psychiczna

Jeśli alkoholik [czyli gość z krok. astralnym] mówi z wyrzutem do żony, że  go ogranicza, to może mieć rację. Cierpi raz, że ma krokodylca, który nim rządzi i ledwie poznaje gdzie sam jest, a dwa, że żona obciążona wejściem istotnie podaje mu, oprócz zupy energetyczny żel tłumiący i zatruwający jego żywotność. Zrozumiałe jest, że żona w ten sposób chce się obronić, chce stłumić przemoc i „nadludzkość” symbionta, natomiast to nie jest wyjście. To jest uruchomione obciążenie, jedynie z drugiego krańca. To jak gasić pożar benzyną. Dlatego też postawa terapeutów wobec alkoholika jest pozbawiona przymusu i kontroli – jak chcesz, to możesz iść pić, daję ci takie prawo, że możesz się zapić na śmierć. Może to nie brzmi super miło, ale dla osoby umęczonej kontrolą to może być pierwszy raz, kiedy się nie nakazuje jej czegoś.

Wejścia wyglądają porządnie, spokojnie, natomiast są akceptują tłumienia tego, co wychodzi ponad przeciętność.

Dodatkowo wejścia są nieobojętne energetycznie dla otoczenia. Jeśli krokodyl zatruwa otoczenie, to i wejście zatruwa. Jakość tej energii jest kiepska, otępiająca, spłycająca, mazista.

Gdy więc zastanawiasz się, dlaczego nie możesz pójść „do przodu” w życiu, popatrz w dół, może twoje nogi tkwią w bagienku, które wypłynęło z wejścia? Może w twoich czakrach kręci się mnóstwo żelu tłumiącego, mającego zablokować twoje działania z tego powodu, że ktoś ma lęki przed zmianami i nie chce nad nimi pracować?

Tutaj jest link do strony o zatruciach od wejścia. Tam jest więcej o tym temacie.

Gdy puszczają nerwy osobie z wejściami

W poniższym filmie postać garna przez Michaela Douglasa po wreszcie pozwala sobie na puszczenie napięcia. Już nie musi ograniczać się, nie musi tłumić gniewu na tak wiele nieprzyjemnych wydarzeń:

Czemu tak się dzieje? Przepełniła się czara goryczy, ciało bolesne zaczęło mocno działać. Jednakże zwykle osoba z wejściem nie wyraża tak mocno swoich gniewów. Kipi w środku, gotuje się, tłumi się, próbuje być „w porządku”, „dobrze ułożona”. W tym filmie pokazane jest, gdy wejściu jest już folgowane.

Proszę nie sugerować się energetyką aktora. Jest tu źle dobrana. Douglas ma krokodyla, nie wejście, a gra osobę z wejściem. Czyli udaje kogoś, kim nie jest. W filmie są prawdziwe jedynie jego działania, dialogi, natomiast to, jak porusza swoją energetyką, jest sztuczne. Próbuje oczywiście zaprząc krokodyla do roli, ale krok ma to trochę w nosie. Stąd postać trochę przypomina żywotnością deskę do prasowania. Osoba z wejściem miałaby pianę na ustach.

Filmowa postać kończy kiepsko, bodajże samobójstwem. Jednak osoba z samym wejściem nie ma rysu samobójczego w osobowości. Nie jest generalnie typem samoniszczącej się”ofiary”. Dopiero mając wejście i krokodyla, bądź wejście i pogryzienie osoby staczają się życiowo. Osoba z wejściem dobrze pilnuje swojego interesu, umie się wykłócić o swoje. A to dalekie jest od postawy samodestrukcji. Niemniej z wejściem jest już w stanie wejść w związek z nosicielem krokodyla i walczyć z nim. A to jest droga ku nieszcześciu.

Krokodyl wspiera samodestrukcję, jako, że żre po części też nosiciela [np. alkoholik po latach przypomina wrak człowieka]. Pogryzienie zaś tak potrafi przygnębić osobę pogryzioną, że zawęża znacznie pole widzenia życiowego i taka osoba uważa, iż nic już dobrego jej nie czeka.

Gniew może być zupełnie zrozumiały, np. jeśli panna wybiera sobie narzeczonego, który, jak to Kate Perry śpiewa, zmienia postawy jak dziewczyna zmienia odzienie:

Jednakże gniew jest skutkiem pomyłki, braku świadomości, skutkiem bezkrytycznego oparcia o wzorce prokreacyjne. Wybrała sobie gościa z krokodylem, a liczyła na „dobrą partię”.

Stąd – jak widzimy w filmie – wejście niedoszłej żony aż kipi z nienawiści, może się przelewać na nasz świat aż dudnią głośniki.

Pani pragnie ślubnych obietnic? Niech przeczyta, co krokodyl może „naobiecywać” i .. co potem – link.

Self-righteousness

self-righteous: righteousness, esp. when smugly moralistic and intolerant of the opinions and behavior of others.

W języku polskim nie ma dokładnego tłumaczenia, najbliższe jest „samousprawiedliwianie się”, „samowytłumaczenie”. Ale self-righteousness nie dotyczy tylko czynów i postaw, w których ktoś jest refleksyjny wobec swoich czynów. Więcej – dotyczy właśnie czynów, w których sprawca uznaje, że MA PRAWO tak postępować [nawet mimo oczywistych argumentów przeciwko temu] i nic go nie obchodzi, czy ktoś inny tak myśli czy też nie. Ma postawę zadowolonego z siebie moralisty i jest nietolerancyjny wobec opinii i zachowań innych. Jest to strona „białych wzorców” [link].
„Jeśli argumenty są przeciw, to tym gorzej dla argumentów, możnaby powiedzieć.

[dla porównania nosiciel krokodyla nie odwołuje się do moralności, moralizowania, jest po stronie „ciemnej” -link. nie przejmuje się opiniami innych, tak, jakby one nie istniały.]

Słowniki angielskie wiążą słowo self-righteous z dewocją, silnymi, tradycyjnymi przekonaniami opartymi na religii, nietolerancją. Określają taką postawę jako przesadnie krytyczną. Istotnie, osoba z wejściem, mimo, że pozornie „miła”, potrafi być moralistyczna, sztywna i nietolerancyjna. Tu nie ma miejsca na elastyczność, na negocjacje, czy na zauważenie czyichś preferencji. Ma być tak i tak, i koniec.

A więc taka osoba próbuje dokonać zmian na zewnątrz siebie, zamiast wewnątrz.  I jest w tym czasami mocno silna i uporna! Niestety, jest to ścieżka, która prowadzi a) do przywołania pomocnika – bo samej to się tego nie da wykonać co taka osoba planuje, b)  prowadzi do utknięcia i ślepej duchowo uliczki, ponieważ cały sposób nie prowadzi do rzeczywistej, pozytywnej zmiany i musi być wspierany mocnym wyparciem i ślepotą na realność.

W trudniejszych przypadkach osoby z wejściami uważają, że mają prawo innych ustawiać, oceniać i co najmniej karcić. Owo karcenie, ustawianie według swoich wyobrażeń zaś następuje za pomocą oceniania, niezadowolenia i gniewu. Niestety same też cierpią nierzadko mając nadciśnienie, problemy z sercem i inne zdrowotne. Organizm takiego napięcia nie jest w stanie wytrzymać.

Poniżej jest przykład pana, który się nieco wściekł, ponieważ nie dostał w barze śniadania o późniejszej porze.

Tak to mniej więcej wygląda – jeśli chodzi o nadmierną reakcję na bodziec [brak śniadania] jak już poziom frustracji będzie za duży. Osoba z wejściem będzie „bronić swoich praw jako klient, konsument”. Tak właśnie na filmie jest powiedziane: „Słyszałeś powiedzenie: klient ma zawsze rację? I oto właśnie jestem – ja klient przed tobą sprzedawcą”.

Osoby z wejściem po prostu nosi, rozsadza, jeśli już nie dają rady. Tak wierzą w swoje racje, w swoje prawa, że – jeśli te zasady są mocno naruszone – eksplodują „słusznym gniewem”.

Typowym przykładem jest żona alkoholika.  „Wiedziałam, że ten mój przyszły mąż zagląda do kieliszka. Ale ja, jak za ciebie wyjdę, to ci to ukrócę, i nie pozwolę ci na to.” – tak sobie mówiła, jeszcze przed ślubem. [Inne mówią sobie: „Ja wiem co mu jest!: matka nie dała mu wystarczająco dużo miłości. Ja mu ją da, to się zmieni i będzie pięknie!” O, co za piękna wizja! Szkoda, że nieco zbyt prosta i kończy się po kilku latach mocnym zawodem, wyrzutami, gniewem, frustracją, gniewem…]

Stopień, do jakiego taka osoba z wejściami jest w stanie wyrażać gniew jest duży, a czasami niebotyczny. Bo przecież „mam prawo”. To przekonanie może być szczelnie otulone w podświadomości a osoba może siebie postrzegać jako bardzo pokorną. Nawet walka o swoje może być postrzegana jako wyraz pokory [co jest błędnym spostrzeżeniem – bo nie trzeba walczyć, a warto dobrze wybierać].

Tu przypomnienie, bo pewnie o tym wiesz. Ile wśród bezdomnych jest kobiet? Bardzo mało. Dlaczego? Ponieważ tak we wściekłości bronią swego [a są to zwykle żony alkoholików, czyli zwykle mają wejścia]. Wniosek – wzięcie wejścia jednak coś konkretnego daje. Kobieta potrafi się obronić, ocalić swoje mieszkanie dla siebie i wyrzucić alkoholika na bruk.

Pamiętasz określenie „kipieć gniewem”. Otóż to, ten gniew, który się przejawia u osób z wejściem jest tak wielki czasami, że aż ponad ludzki. I rzeczywiście, w aurze takiej osoby pojawiać się mogą obce, silne energie gniewu.

Chociaż zdarzają się wejścia bardzo niewielkie, ogarniające tylko samą tą osobę, tylko nią zaburzające.

W naszej cywilizacji gniew i przez to wejścia są – można powiedzieć – powszechne. Oglądając tv możesz się o tym przekonać. Nic więc dziwnego, iż takie obciążenia również są częste.

Częste jest również tłumienie gniewu. Jest to w pierwszym przybliżeniu działanie słuszne, bo mało kto by przeżył, jeśliby ludzie dali sobie agresywnie wyrażać gniew. Psychologowie często zalecają zmniejszanie tłumienia gniewu i przypatrywanie się temu, co się dzieje. Czasami podawane są konkretne recepty, co można w takim procesie przeżycia gniewu świadomie robić [np. Radykalne Wybaczanie]. Ale niestety, czasami gniew nie bardzo jest świadomy.

Gniew jest ważną cechą wejścia i objawia się na różne sposoby.

Może to być próba wymuszenia swoich praw [nawet tych, które się wydają, że powinniśmy je miec, pomimo, że obiektywnie nie mamy – np. w urzędach, kolejkach, itp.] W Polsce dużo osób na ulicach idzie po chodniku „na stłuczkę” – to oznacza brak współczucia dla innych, jest to próba wymuszenia swoich „praw”. Nawet słyszałem, że w przewodniku turystycznym z jakiegoś kraju zachodniego jest napisane, że w Polsce trzeba się liczyć z nieprzyjemnymi sytuacjami, że ktoś cię potrąci i nie powie przepraszam i po prostu odejdzie. Tak więc obcokrajowcy dostrzegają różnicę w zachowaniu w porównaniu ze swoim krajem.

.
Gniew może objawiać się w poczuciu, iż taka osoba wie lepiej – i dlatego ma prawo komuś mówić, jak ma się zachowywać, żyć [to super rozsierdza krokodyle :)))))) ]

.
Może to być poczucie, iż taka osoba ma prawo kontrolować sytuację [„dla swojego własnego bezpieczeństwa” – ma przecież do tego prawo!], a że ktoś się nieswojo czuje, czy czuje się manipulowany – to nie jest postrzegane.

Analiza

spotkałem się z taką wypowiedzią osoby mającej do czynienia prawdopodobnie z wejściem u pewnej pani:

> Najgorsze jest to, że jej łkanie, narzekanie działa po prostu jak zaklęcie. Automatycznie pojawia się we mnie poczucie winy.

Dodam, że jest to osoba dobrze radząca sobie zawdowo i rozczochrana 🙂

pytanie o typ obciążenia?

cztery możliwości:

a) krokodyl typu yang
b) krok typu yin
c) wejście
d) wzorce ofiary

ew. jakaś kombinacja powyższych.

jakież to obciążenie? – spróbujmy dopasować.

> Najgorsze jest to, że jej łkanie, narzekanie działa po prostu jak zaklęcie. Automatycznie pojawia się we mnie poczucie winy. ???

a) sam krok yang zwykle jest bezwzględny, nie ma wahań, poczucia winy, nie ma też oburzenia, nawet urazy nie pokazuje [taki twardziel, bezwzględny], więc to chyba nie on.

b) krok yin jest jak żebrak – stosuje przyssawki. Jeśli idziesz koło żebraka i cię mdli gdy słyszysz jego/jej błagania – to znaczy, że czujesz ssanie kr.yin. Kto wie?

c) wejście to przypadłość pretensjonalna: „ja mam rację, czuję się skrzywdzony/a, czemu mi to robisz, przestań, obrażam się na ciebie, ja mam rację, chociaż wiem, że argumenty mogą być po innej stronie”

coś jak wujek z autobusu 🙂

d) wzorce ofiary
możliwe

Osobiście stawiam u tej pani na c)+d), ale a) niewykluczone
pani rozczochrana, więc sam a) raczej nie
dobrze sobie radzi zawodowo, więc b) raczej nie

i jeszcze równanko :
a)+c)+d)=DDA

DDA to skrót od Dorosłe Dziecko Alkoholika/Alkoholiczki

Nie można powiedzieć, iż ten typ obciążeń [DDA] jest zaniedbany przez tą naukę. Wraz z rozwojem wiedzy o uzależnieniach pojawiło się również zidentyfikowanie postawy osoby współuzależnionej [tu opisy]. Generalnie postawa współuzależnienia najmocniej się przejawia w związkach z osobą uzależnioną. Osoba współuzależniona zwykle przedkłada innych ponad siebie, sprzyja innym własnym kosztem, często krzywdząc siebie – nie dbając wystarczająco o siebie. Po jakimś czasie zaniedbywania siebie taki ktoś może czuć się bardzo źle. No i jest wściekły na inne osoby za to, że tak się dzieje [taki gniew może być nieświadomy].

Przykład z rodziny alkoholowej: „On przychodzi uchlany, zapity, posiniaczony a ja MUSZĘ go rozbierać, myć, aby mógł rano pójść do pracy.”

Osoby współuzależnione najczęściej wiążą się w życiu z osobą uzależnioną [np. od alkoholu]. Ciągnie ich do takich osób, można powiedzieć, „do znanego”. W pierwszych słowach powiedzą, że „chcą jej pomóc, chcą zapobiec tragedii”. Taka pomoc niestety zwykle jest nieskuteczna i przeradza się w trudny związek.

Osoby tak „ratujące” kogoś z problemami [czytaj: z krokodylem, np. pijącego męża], osoby tak ratując po jakimś czasie mają .. już dosyć. Pojawia się zmęczenie, uraza, pretensja. W języku angielskim jest na to słowo: resentment. Ostatnio powoli przenika do j. polskiego jako resentyment.

resentment tłumaczone jest niejasno, jako:

  1. oburzenie
  2. uraza
  3. złość
  4. pretensja
  5. ansa
  6. obraza

to zespół cech łączących się na postawę osoby, które czuje się ofiarą okoliczności i ma do otoczenia pretensje.

a oto ciekawy wykład o „resentment”:

pytanie: czy to środowisko takie jest przykre, że zmusza tą osobę do poświęcania się [tak ona sama raczej myśli], czy też ta osoba z powodu swojego obciążenia duchowego przyjmuje na siebie zbyt duże zadania [tak rozumieją to psycholodzy].

Oto przykład: Pewna pani dziennikarka ma za złe panu Quentinowi Tarrantino [ w skrócie QT] to, że zrobił bardzo brutalny film Kill Bill i stara się mu wytłumaczyć jak komu dobremu, że ten film pokazuje czy uczy zachowań agresywnych, dlaczego to robi?. „Because it is so much fun!!” – otrzymuje odpowiedź. QT zupełnie się tym nie przejmuje, mówi, że co innego film a co innego życie. [co dla podświadomości jest bzdurą, bo często pojmuje filmy dosłownie]. Dziennikarka ma wejścia, QT ma zaś dwa krokodyle – astralnego i buddialnego [a więc jest to nie byle kto.., bez tych kr pewnie nie zrobiłby tego co zrobił w kinematografii – np. Pulp Fiction, też ogromnie agresywny] Czyli mamy przed sobą typowy konflikt wejście – krokodyl. I co ciekawe, typowo, to właśnie osoba z wejściem ma pretensję i atakuje. A krokodylce się rozsiadły i z wyniosłością i śmiechem patrzą jak ta osoba z wejściem się tłumi, nosi ją, jak nie wie co zrobić, co powiedzieć, a wściekła jest w środku, zagniewana, choć nie chce dać po sobie poznać.

Niemniej jednak energie, którymi krokodyl dysponuje [nawet ten najniższy] mają władzę nad energią wejścia i kręcą nią jak chcą.

Osoby z wejściami mogą mieć zupełnie prawidłowe zrozumienie sytuacji [wg praw ziemskich, ludzkich], mogą mieć „dobre intencje”, jak powyżej, żeby zahamować agresję. Natomiast nie znają się zupełnie na wyższych prawach duchowych, np. na karmie, że przychodzi cierpienie z powodu karmy. Chcą to bezwzględnie powstrzymać, a jak się nie daje, to odwołują sie do pomocy duchów wejściujących. Niestety, takie osoby skazane są na porażkę, ponieważ nawet ogromnie silne duchy wejściujące są słabsze od karmy i od krokosyli.

Osoby współuzależnione najczęściej wiążą się w życiu z osobą uzależnioną [np. od alkoholu]. Osoby współuzależnione mogą być też aktualnie niezwiązane z uzależnionymi. Chociaż do uzależnionych będzie je ciągnąć.

Współuzależnione mogą być [i często są] dzieci z rodzin alkoholowych, dysfunkcyjnych, przemocowych, rozbitych.

Właśnie u osób współuzależnionych bardzo łatwo można obserwować wejścia. Ale nie tylko one je mają.

Osoby współuzależnione to jednak nie jest koniec listy przykładów wejść. Wiele jest osób samotnych i starszych, które posiadają wejścia. Starsze babcie na przykład, które nie są w stanie spokojnie komuś doradzić czegoś, tylko od razu robią to tonem oskarżania albo wyśmiewania [poniżania]. Albo cyganki, które oprócz chęci naciągnięcia na pieniądze mają wejścia i sporo mocy rzucania przekleństw.

Ogólnie biorąc można przypuszczać, że osoba taka czuje się słaba, czy bezbronna i otwiera się na wejście „pomocnika”. BARDZO CZĘSTO jest to uprawomocniane dla siebie życiem z osobą posiadającą obciążenie typu krokodyl. Nie sposób z taką osobą wytrzymać samej przy zdrowych zmysłach, więc potrzeba silnej pomocy.

A na obrazku to mniej więcej tak można przedstawić taką energię ducha wejściującego, który przenika przez jednego człowieka i „otumania” drugiego. Oczywiście w świecie fizycznym nic nie widać.

I taki duch „pomocnik” przychodzi. Z nim tej osobie jest o wiele raźniej, czy wręcz taka osoba czuje sporą ulgę. Może czuć, że „ma coś, co ją obroni”. Czuje się spokojniejsza, mniej zagubiona, mniej porzucona.

Wejścia mają generalnie mogą [nie muszą] mieć następujące przyczyny – może być to ciąg przyczynowo – skutkowy:

  1. odczuwanie smutku/ dużego smutku/ przygnębienia/ przykrości /lękuku
    nie zrobienie niczego z tym przeżyciem, oczekiwanie pomocy z zewnątrz, „że ktoś się domyśli”
  2. odczuwanie smutku – gniewu [nikt mi biednej/mu nie pomógł]
    nie zrobienie niczego konstruktywnego z tym, co się odczuwa, „a nikt się nie domyśla, co przeżywam”
  3. odczuwanie gniewu [np. świat jest zły – nie pomaga mi]
    nie zrobienie niczego z tym gniewem, ewentualnie tłumienie go, „nikt mi nie pomógł” – poczucie rozżalenia, porzucenia
  4. odczuwanie wściekłości / tłumionej wściekłości
    odczuwanie bezsilności w związku z niemożności wyrażenia tego, co się nagromadziło
    wyrażanie gniewu, wściekłości, nawet furii
  5. nieświadome pozwolenie, aby pojawiły się siły z zewnątrz, które „mogą pomóc” w wyrażeniu owej wściekłości.

Wejścia – wsparcie dla gniewu

Wejścia jest to pewien typ obciążeń dla człowieka, ale i stanowi dla niego konkretne wsparcie w jego życiu. Ludzie nie podtrzymywaliby takich obciążeń, jeśliby im to czegoś istotnego nie dawało w zamian.  Aż tacy głupi nie są. Podtrzymywanie wejść wynika z pewnej przemyślnej, chociaż najczęściej nieświadomej, kalkulacji.

Człowiek, który pozwala na wejścia [który ma aktywne wejścia] generalnie jest dobrze postrzegany. Ważną jego cechą jest dążenie do doskonałości – albo małej albo sporej i upór. Człowiek taki ma przekonanie, że doskonałość jest możliwa i do niej dąży.

„Oj naiwny” – piosenka

Jestem czuły jak waga na najmniejszy bałagan,
Na przejawy niechlujstwa przeróżne,
Weźmy lubię podróże no i nieraz się wkurzę
Odczekując gehenny opóźnień.
Wtedy złość ma szlachetna eksploduje jak Etna,
Że się nieraz w wyzwiskach poplączę.
Do dyrekcji list piszę, wściekły jak Bazyliszek,
Mrucząc: ja was, kurcze, wykończę.
[…]

Lubię co dzień troszeczkę podnieść sobie poprzeczkę
I oceniać swe dzieła krytycznie.
Bój o cele wysokie to najmilszy mój poker,
To ryzyko lecz zdrowe i śliczne.
A gdy w chwilach bojowych czuję kryzys niezdrowy,
Nie przerywam ataku z tych przyczyn,
Bo na takie momenty kiedy jestem podcięty
Mam kolegów i na nich mogę liczyć.

Muz. Włodzimierz Plaskota
Sł. Jan Kaczmarek

Jednocześnie się mocno irytuje, gdy nie dostaje doskonałości. Jeśli pani w sklepie go nie do końca dobrze obsłuży, albo jeśli samochód wjedzie mu na trawnik. Albo żona będzie w gorszym humorze. Albo mąż nie przyniesie tyle wypłaty, żeby pokryć planowe wydatki. Albo jego plemionom z jego państw inne państwo mówi, jak mają żyć.

Irytacja, gniew są zwrócone na zewnątrz, na innych ludzi, na organizacje, systemy itp. I gniew ten jest – co ważne – niewspółmiernie duży do przewinienia wobec tego kogoś. Gotowy jest on wybuchnąć jak wulkan, jeśli ktoś mu nadepnie na odcisk.

Często taki ktoś pragnie, lubi egzekwować swoje prawa. Jeśli taki ktoś usłyszy, że ma prawo do czegoś, to gotów jest to wycisnąć siłą. Wymaganie realizacji jej/jego praw u osoby z wejściem jest traktowane bezwzględnie. Nie ważne są okoliczności, nie ważny jest stan duchowy tego kogoś, liczy się JEJ/JEGO prawo. DAJ! bo mi się NALEŻY!!!

Presja do egzekwowania swoich praw dotyczy także praw naturalnych, jak prawo do wolności. Niemało ludzi zginęło w Polsce pod zaborami z tego powodu, że chcieli odzyskać swoje prawa kosztem swojego życia, chociaż wiedzieli o przeważających siłach przeciwnika. Byli tak wściekli na okupanta, że gotowi zginąć w tej wściekłości. Zapominając, że mogą tym więcej stracić niż zyskać.

Są osoby które chcą bezwzględnie egzekwować prawa wynikających z kultury [czyli emanacji Duszy grupowej np. organizacji lub narodu]. Przykładem mogą być kobiety zdenerwowane tym, że mąż nie przychodzi do domu z pracy, a jednocześnie wymagające od niego pieniędzy na utrzymanie domu i ich samych. Niemało pań przejmuje w domu kasę.

Obietnice są miodem na uszy takiego kogoś mającego wejścia! O, jakże piękną ceremonią wydaje się więc ślub młodej pary!!! Niebo na ziemi! [co potem ma się stać – dziać się realnie, o to osoba z wejściami nie pyta. ona wie, że „będzie dobrze”. dlaczego? – przecież był ślub! Mąż MUSI wywiązać się z przyrzeczeń!]

O obietnicach jeszcze powiemy w innym miejscu na tych stronach, bowiem z drugiej strony są ludzie, którzy lubią obiecywać, robią to łatwo, miło i przyjemnie. Oczywiste jest więc, że się bardzo osobom z wejściami, osobom o postawie roszczeniowej podobają.

Wejście jako cząstka ego

Ponieważ wejście zawiera się w ego, to człowiek patrzy na siebie plus wejście jako na jedną całość. I stąd czuje się lepiej, ponieważ „jest silniejszy”. Czuje, że w pewnych trudnych sytuacjach już nie daje sobie w kaszę napluć, a dość agresywnie staje w swojej obronie. To stawanie w swojej obronie jest tu bardzo istotne i charakterystyczne.

Ego to myślowy obraz siebie. I jeśli ktoś uznaje, że to ON SAM stając w swojej obronie wścieka się nieprzytomnie [czyli ma wejście], to jasnym jest, że owo wejście siedzi wewnątrz jego pojęcia o samym sobie. A więc wejście zawiera się w pojęciu „ja”. Czyli „ja się wściekam”.

Kolega zwrócił mi uwagę, że może robię taki błąd, że zamiast namawiać do oczyszczania emocji przekonuję do wypierania emocji i zwiększania emocjonalnego „cienia” osoby. No bo jak ktoś usłyszy, że ma wejścia i to one powodują wściekłość, to powie – to nie ja, to wejście. Ja niewinny jestem. 🙂

Cień osoby jest to obszar emocji, których nie postrzegamy [tak to można zdefiniować]. Jest jak księżyc na nocnym niebie w części oświetlony przez słońce, a w części ciemny. Tak człowiek może mówić o sobie: „ja jestem porządnym obywatelem, dbam o siebie, o swój dom, o swoją ulicę, o miasto w miarę możliwości. Aby wszystkim się żyło lepiej. Gdy spotykam się z jakimś przejawem nieprawości to jestem gotowy do pomocy społeczeństwu – wiele razy tak robiłem i uznaję, że czyniłem to, co należy. Jestem dobrym sąsiadem.” Wydaje się, że taki ktoś jest porządnym, spokojnym człowiekiem. ALE może równocześnie posiadać obszar cienia, obszar emocji, których nie dostrzega. Deklaruje dobre chęci, a tak naprawdę kipi w nim wściekłość, tłumiona wściekłość. I jest zadowolony, gdy może „przeciwstawić się złu” i wyrazić swoje rozjuszenie, przeklinając, popychając czy kłócąc się z jakąś osobą, która coś zrobiła nie tak. Będzie to postrzegał jako czyn dobry i usprawiedliwiony. A swój gniew nawet będzie uznawał [zgodnie z realiami], że mu pomógł w interwencji. Bo jak by spokojnie powiedział dwa zdania bez używania rękoczynu, to nikt by nawet nie wziął poważnie, albo nawet mógłby go ktoś uszkodzić jako „podskakującego”. Poza tym ma nadciśnienie, łapią go kurcze i nie może złapać oddechu od 20 lat, ale to nie ma nic wspólnego.. 😉 od tego jest lekarz i tabletki.

Taaa.. Tak można widzieć osobę wypierającą emocje. Taki ktoś nie sądzi, że coś Z NIM jest nie tak. Ja go nie będę przekonywał, bo to jego życie. Natomiast jeśli nie widzi wściekłości u siebie, to znaczy, że ją wypiera, że buduje swój cień.

Jeśli zacznę mówić o wejściach, to się zdziwi i popuka w czoło. On przecież nie ma gniewu jakiegoś. OK.

A taka osoba, która czuje, że ma gniew, to jak może zareagować słysząc, że są wejścia?

Może istotnie przerzucić odpowiedzialność mówiąć – a więc to nie ja! och, a ja myślałem, że to ja cała taka wściekła jestem.

No i rzeczywiście, może mieć rację [chociaż może zrzucać na coś zewnętrznego odpowiedzialność].

Bo zwykle ludzie nie bywają AŻ TAK wściekli. Przykład – idę do sklepu 20 minut. Przychodzę – patrzę, zamknięte. „Oh, co to, ten sklep zamknięty, a ja tak liczyłem na to, że zrobię tu zakupy!” Głębszy wdech. I tyle. Tyle gniewu. Jest naturalny, niewielki i zaraz niknie, ponieważ opowiada o stanie bieżącym, o pewnym rozczarowaniu.

Natomiast jeśli gniew jest niejedną płaszczyzną w przeżywaniu:

a) czuję lęk, duży lęk … i czuję bezsilność z tego powodu. bo nie mogę wiele zrobić..

b) jak tak się czuję bezsilna, jak tak trwam, to jeśli mogę wyrazić gniew to jest mi lżej

c) ale nawet przy wyrażaniu gniewu czuję bezsilność, tak ten lęk mnie przytłacza

d) to wchodzę we wściekłość i dopiero wtedy czuję komfort. Wreszcie czuję się dobrze, wreszcie kontroluję sytuację.

Zarówno wejścia jak i krokodyle są pobierane dla komfortu, dlatego, że mając je człowiek czuje się lepiej. Dlatego, gdy podczas terapii ów człowiek ponownie czuje się gorzej, to oznacza, że terapia idzie w dobrym kierunku [odkrywania zakopanych emocji].

Tak więc jeśli ma się wejścia można próbować na wejścia przerzucić odpowiedzialność. Ale też można pracować z własnym gniewem, wściekłością przyglądać się mu, i zobaczyć, że pod wściekłością, gniewem jest coś – np. lęk. Np. bezsilność, której byśmy nie chcieli odczuwać. To TU warto szukać przyczyn. Wściekłość czy gniew są raczej wtórne, próby odkrywania w samej wściekłości przyczyny prowadzą bardzo często do wcześniejszych epizodów, w których nie ma wściekłości, a jest np. pokrzywdzenie, lęk, bezradność.

Tak więc istotnie, tekst o wejściach może wzmagać wypieranie, ale dla osób które zechcą wyprzeć gniew wiele powodów wyda się dobrych do tego wyparcia. Opisy wejść nie są tu jedyne. Natomiast jeśli nie wiemy o możliwości wejść:

a) możemy szukać siebie w wejściach.. i nie znaleźć. Humanizm oświeceniowy wrzucił do wielkiego worka to, co z człowiekiem związane, także i zjawiska duchowe zachodzące PRZY człowieku. I teraz jak badamy duchowość człowieka napotykamy coś, co uważamy, że jest nami [ego], a w rzeczywistości może być zewnętrznym bytem duchowym.

b) nie wiedząc o wejściach możemy się czuć winni takiego nadmiernego gniewu. Zwłaszcza, jeśli przyzwyczailiśmy się do niego i chcemy się wycofać i nie wiemy jak. Oczywiście istota wejściująca nie będzie chciała tak łatwo dać za wygraną, zwłaszcza jak ma przetarty szlak w ciałach subtelnych. Brak sukcesów możemy zrzucać na siebie jako swoją winę, chociaż może to nie być winą a kwestią złych wyborów i nawyków. Już i tak dużo złożono nam na barki jako winy.

Gdzie jestem ten wielki JA?

c) jeśli nie wiemy o wejściach możemy terapeutyzować wściekłość myśląc, że jest ona NASZYM cieniem, że z nas pochodzi. Możemy próbować tą wściekłość zintegrować, chociaż nie pochodzi z nas. Każdy człowiek ma swoją miarę, człowieczą i zwykle niezbyt rozdmuchaną. Natomiast obciążenia jak wejścia i krokodyle są postrzegane jako części danych ludzi nimi obciążonych i próbuje się odnaleźć w terapii owych ludzi o TAKIEJ DUŻEJ mierze, jak mają te obciążenia. A tu nie można ich znaleźć. Zarówno terapeuta jak i pacjent czują się zawiedzeni, gdy nie odnajdują w podstawowej strukturze energetycznej pacjenta AŻ TAK DUŻEGO potencjału energetycznego, jaki występuje w obciążeniu [wejściu lub krokodylu]. No i co? Zła to terapia, jeśli ” nie odkrywa, nie pokazuje tak wielkiego człowieka” jakim się wydawał przejawiając obciążenie.

A może być właśnie dobrze, że pokazuje się „mniejszy” człowiek, nie mający aż tak dużych zdolności, umiejętności, skromniejszy, mniej nabity w dumę i ambicję. Może właśnie to jest sukcesem terapii? W niektórych nurtach już coś jest rozumiane, jest pojęcie „postawy wielkościowej”. Wielu psychologów potrafi bardzo dobrze opisywać przejawienia człowieka nawet jeśli nie mogą go zanalizować pod względem ezoterycznym. Owa postawa wielkościowa opisuje przejawianie się pacjenta ponad miarę ludzką i jest – bardzo słusznie – traktowana jako zaburzenie. Stąd śmiem twierdzić, że może taki ktoś mieć wejście lub symbionta.

Czy wejście to ja czy nie ja?

Człowiek z wejściem sam już nie „staje w swojej obronie” aż tak bardzo, jakby chcieli psychologowie zapatrzeni na asertywność. Ta  dodatkowa „asertywność” może wynikać ze sporej pomocy ducha często o wiele silniejszego od samego człowieka. Bo po co brać sobie słabszego obrońcę? Trzeba brać silniejszego. Na początku może istotnie, taki ktoś czuł lęki, czuł dyskomfort, czuł złość. Próbował ją wyrażać. Ale nadal odczuwał, że nic tym nie zdziała. Więc [może widząc przykłady innych osób, które się wściekają] sam zdecydował się z bezsilności na wściekłość. Na wyrażanie tak intensywnego gniewu. W swoim odczuciu mógł nie zauważyć różnicy – po prostu mocniej reaguje. I tak też by go opisali psycholodzi – nie zauważyliby, żeby miał pomocnika. Natomiast w energiach można zobaczyć zmianę. Przychodzi inna jakościowo energia.

Propozycja ćwiczenia:

Kolega mówi, że wydaje mu się, iż ma albo miał wejścia, ponieważ z moich opowiadań wynika iż rzeczywiście tak wzmagały się jego gniew i niechęć. Ja zaproponowałem, żeby sobie to sprawdził.

W medytacji, w stanie spokoju, można zacząć rozróżniać energie. Jeśli wejdziesz w taki stan, spróbuj zobaczyć, gdzie są Twoje energie. Jaką mają jakość, wibrację, natężenie [intensywność]. Jaką przenoszą wielkość energii. Możesz poprosić swoją Duszę, żeby Ci to pokazała. Możesz poprosić ją, żeby pokazała siebie w wizji energetycznej tak, żebyś ją mógł postrzec. [nie musi być to wizja, wystarczy odczucie]

A potem przypomnij sobie osobę z wejściem, albo którą posądzasz o wejście. Choćby tego wujka z autobusu. I przy tej postaci spróbuj odczuć jakie są energie – jaka jest ich jakość [czy są czyste czy nieczyste], czy mają wysoką, średnią czy niską wibrację, jaka jest intensywność tych energii.

Możesz przypomnieć sobie siebie w czasie mocnego gniewu (jeśli się tak zdarzyło). I ponownie popatrz na intensywność, jakość energii i jej czystość. Porównaj sobie te energie z energiami siebie, kiedy je badałeś. Czy są to energie tej samej istoty, czy różnych?

We współuzależnieniu, oprócz WZORCÓW zachowań, które istotnie są wzorcami, można odróżnić jeszcze działania z pomocą istot z zewnątrz, właśnie wchodzących w pole auryczne – stąd nazwa „wejścia”. Zwykle wszystko to jest pakowane przez psychologów do jednego worka i nie rozróżniane. Ekhart Tolle nazywa to „ciałem bolesnym” i jest bliski prawdy, ponieważ owe trudności psychiczne są obecne w ciałach – ciałach subtelnych. Jednak i on nie rozróżnia dokładnie obciążeń – nie potrzebuje tego, ponieważ nie zajmuje się stricte terapią.

Wejścia nazywają się tak z powodu istot/energii, które przechodzą przez człowieka, wchodząc w jego pole energii i rozprzestrzeniając się wokoło. Najczęściej wejście następuje od góry i z tyłu, zza kręgosłupa i wejście idzie poprzez czakramy gardła i splotu. Energia ducha wychodzi z przodu i jak obłok rozwija się po otoczeniu.

Psychologia polegając na analizach opisowych [tzw. opisówka – to analiza na poziomie ciała mentalnego] mało co na razie jest w stanie uchwycić od strony przyczyn i energii, analizy na poziomie ciała subtelnych. Jednakże opisy zachowań są już bardzo dobrze przestudiowane i bardzo użyteczne.

Moje przeżycia

Kiedyś nie mieściło mi się w głowie, że każdej duszy i w każdej sytuacji należy się szacunek.

Myślałem, że jeśli ktoś mnie pokrzywdził, to ja mogę go krzywdzić i właściwie nic się nie dzieje.. Że jeśli on mi zrobił coś złego, to automatem sam siebie pozbawił godności. Nie muszę mu dawać szacunku, a za to mogę się na nim wyżyć.

No i oczywiście rozdawałem szacunek po uważaniu, a to niestety dawało kiepskie wyniki.

Myślałem, że jeśli ktoś mnie pokrzywdził, to ja mogę nie dawać mu szacunku.
A jak ktoś mi coś zrobił, to sie obrażałem, zamiast zobaczyć w przeszłość, czy może ja też tego kogoś może pokrzywdziłem.

Bardzo byłem podatny na ataki krokodyli. Uważałem, że ziemia jest takim przyjaznym miejscem i agresja jest po prostu „nie fair”, jest ponad akceptację. Że nie można zaakceptować osobnika wściekłego, rzucającego przekleństwa. Że trzeba go spacyfikować. No i powstawał „słuszny gniew”, bo uprawomocniony.

W takich momentach „przywracacnia porządku” robiłem co chciałem, a właściwie robiłem to, co chciały duchy, które czekały tylko na wejście przez moje czakramy i na mój gniew, aby łatwo i swobodnie rozwinąć gniew swój.
Wyobrażałem sobie, że mam prawo do wściekania się na agresywnych ludzi i do tego, aby „przywieść takiego do porządku”. Zwłaszcza, że wydawało się, iż jest wartościowym człowiekiem i ma „potencjał” do tego, aby się „dobrze” zachowywać. [w cudzysłowach oczywiście piszę jak kulturowe wyobrażenia to widzą – i jak ja kiedyś myślałem]

Oczywiście, że przez to podkładałem się krokodylom do jedzenia mnie. I byłem wściekły, że to oni są silniejsi, niż ja.. który byłem po dobrej stronie! który miałem rację! Powinienem być przez to silniejszy! a okazywało się, że dostawałem tak w czapę, że miałem mocne rany w aurze.

Te duchy wchodzące przez czakram splotu i gardła w czasie „słusznego gniewu” są najbardziej przekonujące dla posiadacza wejścia. On to wtedy czuje, że ma swoją rację i jej broni.

Poza tym jakże bardzo taki ktoś potrafi prowokować poprzez energetyczną postawę „uderz mnie”. Nawet sami sobie ci ludzie z tego nie zdają sprawy, ale krokodyle tak mocno prowokują, że w okolicy kilkunastu metrów np. wkoło alkoholika wyczuwam zaburzenie energii, prowokujące mnie do ataku i przywrócenia „porządku”. Stary numer krokodyli.

Krokodyle i wejścia się dogrywają. Najprostszy przykład:
alkoholik – obiecujący, prowokujący, poniżający, potencjalnie wartościowy,
i żona alkoholika – gniewna, chcąca spokoju, lgnąca do atrakcyjności.

Najważniejsze, że w czasie agresji:

1. Pałając „słusznym gniewem” nie brałem odpowiedzialności za moje postępowanie [bo tamten sam sie prosił, to jak ja mam kogoś takiego uszanować? Jak mam uszanować ofiary?]

A okazuje się, że uszanowanie ofiar jest bardzo istotne.

2. pałając „słusznym gniewem” odmawiałem szacunku duszom, które ukarałem, nie wiedziałem, że właśnie przez to one wiążą się ze mną.

Wydawało się, że karząc je, „daję im coś”.
No bo jak ktoś jest nieznośny, to ukaranie wydaje się być „daniem nauczki”, czy wręcz „nauki”. Jest czymś ponoć szlachetnym pałać „słusznym gniewem”.

A tu jest odwrotnie – karając wcale ich nie uczę, bo dusze naprawdę nie są aż tak mądre. Ale je przywiązuję do siebie.

3. Pałając „słusznym gniewem” nabierałem błędnego przekonania o własnej racji. Osobowość bardzo lubi to przekonanie, bo ma wtedy komfort i czuje się pępkiem świata. Niezależnie od tego, że przebywa w środowisku, gdzie istnieje wiele istot od niej mocno większych. To jednak „własna racja” daje przekonanie, że „jest dobrze”. Zwłaszcza, gdy nie jest dobrze. A im bardziej nie jest dobrze, tym osobowość jest skłonna bronić racji, bo spadek z wyższej wysokości bardziej boli.

Dokładniej na tematy przeprowadzania rytuałów jest napisane w moich artykułach na cudzie o rytuale Hellingerowskim w zastosowaniu do poprzednich wcieleń i w książkach na temat tej metody.

Wiem, że trudno sobie trochę wyobrazić te rytuały, jeśli ktoś nie działał w ramach metody ustawienia rodzin Hellingera.
Co można poradzić, to warto poczytać kilka [istotnie, nie jedną] książek na temat tej metody, oraz pójść na kilka warsztatów tej metody. Oczywiście – na ile kto uważa, że chce się w ten temat zagłębiać i czy mu to może być potrzebne do pracy ze swoją duszą. Ja osobiście przeczytałem chyba z 5 książek i chyba też na 5 warsztatach byłem.

W moim odczuciu, to bardzo mocno i praktycznie mi pokazało jak się nawiązuje relacje z duszą/duszami w ich języku i według ich reguł.

Użalić się nad swoim losem!

Odpowiednio do swoich przekonań, osoba mająca wejścia będzie narzekać, że jej się dzieje źle. Że świat nie jest tak dobry, jak być powinien, że w sklepie nie było świeżego pieczywa, że korek w mieście, że kolejka do stacji benzynowej. Ciągle coś nie tak dobrze, jak być powinno.  [Ekhart Tolle mówi, że narzekania, rozdmuchiwanie kłopotów są potrzebne do wzmocnienia własnego obrazu siebie, czyli ego. Jeśli bowiem nic złego się nie dzieje, wszystko jest w porządku, to kim JA jestem? – potrzeba mocnego określania siebie niknie w środowisku, gdzie nie ma wielkich problemów]

Dlaczego osoba mająca wejścia tak narzeka? Bo taka osoba jest przekonana, że doskonałość jej się należy! I to właśnie jej, nie wyobraża sobie, że mogłaby być przy czymś pominięta, przecież „ma prawo!”. To, że jest to ludzkie prawo, a natura może inaczej działać, to tym gorzej dla natury.

A wszelkie odstępstwa – niestety trzeba wypunktować i użalić się nad swoim losem. W małżeństwach osoba zrzędząca, narzekająca, to oczywiście ktoś, kto prawdopodobnie ma wejścia [albo się na nie powoli otwiera]. Pewnie zauważyłeś/aś, że osoby mające poczucie bycia ofiarą, to taki typ. [ofiarą życia, ofiarą niekorzystnych przypadków, kimś, kto sam pcha ręce między drzwi itp. generalnie może mieć wzorce ofiary]

Wejścia polegają na dopuszczaniu do tego, aby przez danego człowieka przechodziła obca energia, obca istota duchowa. Najczęściej dzieje się to z energią gniewu. Typowo miejscami, którymi wychodzi ta energia z danego człowieka w otoczenie są czakram splotu słonecznego i czakram trzeciego oka. Wychodząc taka energia ma postać energetyczną obłoku, który się w szybkim tempie rozrasta. W kulminacji wejście może obejmować obszar okręgu o średnicy kilku metrów. Jeśli więc w mieszkaniu ktoś jest taki i ma aktywne wejście, to można przyjąć, że na pewno cały pokój, gdzie przebywa jest w tej energii i są w niej też inne osoby, które również przebywają w tym pokoju.

.

Poniżej jest obrazek, jak wygląda wejście w widoku ciał subtelnych:

A tutaj – link – tu są dokładniejsze opisy, jak wyglądają poszczególne obciążenia na obrazkach.

Wejścia są mocno związane z gniewem, wściekłością,
wyrażaniem słusznego/niesłusznego gniewu.
Można się zastanawiać: czy mogę się gniewać?
Kiedy jestem jeszcze spontaniczna, a kiedy już wchodzi jakiś padalec? 🙂
Czy każde zdenerwowanie jest wejściem? Czy każdy ma wejścia?
Jeśli gniew może być taki szkodliwy, to czy możemy się bronić? i jak?
Czy jesteśmy oddani na pastwę losu i musimy sami się żreć z rzeczywistością,
czy też mamy jakichś duchowych sprzymierzeńców?
O tym więcej jest na stronie: Czym Są Wejścia?

Osobom z wejściami bardzo podobają się
osoby mające obciążenia typu krokodyle.

Niech A będzie osobą z obciążeniem typu krokodyl, a B osoba z obciążeniem typu wejścia.

[O krokodylach jest osobna strona – kliknij tu]

Odpowiednio typy obciążeń się zgadzają yang – A i yin – B.

Osoby A są niemalże idealne i przedstawiają się jako ludzie bardzo dobrze sobie radzący, ponad przeciętnie [ich wizerunek tak się przedstawia]. Osoby B [z wejściami] rzucają się na ten wizerunek i możliwości A, bo „tego właśnie cały czas szukały! kogoś takiego!”

Z drugiej strony osoba A [z krokodylami] okazuje się niestety „najgorszym wrogiem” dla osoby B [z wejściami]. Nie jest w stanie bowiem uszanować praw drugiego człowieka [a osoba B jest na tym punkcie baaaaardzo wrażliwa]. Poza tym A – nosiciel krokodyla może czasami nie dostrzegać osoby B, co ją będzie bolało.

I odwrotnie, osoba B będzie podobać się osobie A. Niepojęte, ale prawdziwe. Osoba A może błyszczeć w oczach B, wszak B właśnie znalazła ideał!

Osoba B z wejściami będzie cierniem dla swobodnej i dążącej do „pełni życia” osoby A. Narzekania, wymówki.. ale dlaczego?! Dlatego, iż A łatwo daje obietnice, a następnie ich nie dotrzymuje, zapomina.

Osoba B przy obietnicy ze strony A czuje się zaspokojony, wypełniony prawdą, prawdziwością – „wreszcie ktoś mi to daje, na co zasługuję i na co tyle czasu czekałam/em!!” Ach, co za szlachetny, doskonały człowiek.
Po kilku dniach okazuje się, iż w tym pięknym wizerunku są spore luki. Doskonały wizerunek to nie wszystko, trzeba jeszcze coś dobrze a konkretnie zrobić. W tym osoby A nie są tak silne, jak w gębie. I tu, osoba z wejściami czuje się istotnie pokrzywdzona [ma rzeczywiste powody!] I zaczyna narzekać, zaczyna gniewać się, a przy dużych prowokacjach osoby A idą w ruch jej wspomożyciele – duchy, istoty wchodzące poprzez aurę osoby B i wzmacniające ten spływ żalów i gniewu.

Wtedy, przy wsparciu z zewnątrz, osoba B potrafi istotnie bardzo mocno wyrażać gniewny nastrój. Dla zwykłych ludzi jest to ponad siły.

Jednakże wobec osoby A próby przewalczenia gniewem czegoś okazują się płonne. Są za słabe. Istoty wchodzące poprzez B nie są tak silne, jak krokodyle [chociaż są mocniejsze od człowieka]. I wtedy spełnia się samospełniająca przepowiednia u osoby B [mającej wejście]. Niestety, staje się ona ofiarą.. i cierpiętnicą. Dlaczego? Bo bardzo często nie potrafi wybaczyć, a też odejść od A nie chce. Dlaczego? Bo osoba A na podświadomość B wpływa z siłą wodospadu, odejście od niej wydaje się B jak odejście od życiodajnego źródła. Wystarczy popatrzeć na żony alkoholików [są to osoby B]. Nawet nie myślały, żeby prawdziwie zająć się sobą, żeby odejść od alkoholika, mimo, iż tak wiele osób pokazuje im, że pozostawanie przy nim daje tyle szkody osobie B. Ale ona nic. Tak samo jak alkoholik [A] nie potrafi odejść od wódeczki, tak samo osoba B [współuzależniona] nie potrafi odejść od „swojego” alkoholika. Nazywa się to współuzależnieniem [lub uzależnieniem od osoby].

Uwagi do tekstu

Opisywane są tu obciążenia duchowe. [Aby mieć pozytywne wsparcie i się nie przelęknąć, przeczytaj to]

Proszę pamiętać, że obciążeniami warto się zajmować wtedy, gdy czujemy się źle, czujemy dyskomfort. Gdy coś wymaga naprawy, zmiany. Natomiast, gdy sami czujemy się dobrze i gdy widzimy, że nie krzywdzimy innych, to warto się całkowicie skupić na pozytywnych aspektach życia, na miłości, radości, dobrym samopoczuciu, relaksie, wypoczynku, itp.

W poniższym opisie możesz rozpoznać  własne spotkanie z innymi ludźmi, którzy mają pewne specyficzne obciążenie. Czytając możesz odkryć, że nie chcesz już tak żyć, że chcesz np. odejść z niekorzystnego związku, relacji. I może to się udać. Natomiast warto pamiętać, że to, iż w ogóle znaleźliśmy się w takiej sytuacji w jakiś sposób jest efektem kreacji naszej podświadomości. Warto sobie zdać sprawę z własnych intencji, dlaczego w taką sytuację weszliśmy, że nam się w życiu ona przydarzyła. Dopiero jak uświadomimy sobie, co takiego chcieliśmy osiągnąć w niej [i to wcale nie muszą być jakieś szczytne motywy, a wręcz przeciwnie, coś co może być wstydliwe], wtedy możemy się tego pozbyć i przestać się wdawać w sytuację tworzącą cierpienie. Trzeba się jakby „przeprogramować”. [tu więcej]

Podobnie, jeśli sami czujemy się obciążeni jakimś typem obciążeń, warto jest dociekać dlaczego, dla jakich pobudek, dla jakich celów nabyliśmy owo obciążenie? Co ono miało nam dawać? Co podświadomość chciała osiągnąć za pomocą tego obciążenia? Gdy zobaczymy intencje [a zwykle nie jest to proste i wymaga sporo pracy], dopiero wtedy nawykowe odtwarzanie owego obciążenia przestaje się zdarzać i istotnie oczyszczamy się na dobre.

Reklamy