Rozmowa z Duszą dziecka
27 sty 2012 2 komentarzy
in Rozwój Tagi: Dusza, dzieci, dziecko, los, oczyszczanie związków, relacje międzyludzkie, wychowanie, związki
„Teraz się cieszę, że urodziłam córkę, wcześniej tego żałowałam”
Serial Tvn Style „Zaklinacz dzieci” pokazuje jak praca z dzieckiem [które tego nie jest świadome] i jego rodzicem może przynieść znaczne zmiany w domowej atmosferze.
Oglądałem od pierwszego odcinka i jestem pod wrażeniem:
http://tvnplayer.pl/programy-online/zaklinacz-dzieci-odcinki,229/
Tytułowy bohater mówi: „widzę obrazy, które są w głowie dziecka”, czyli po prostu rozmawia z Duszą dziecka.
Naprawdę coraz więcej jest przejawów „nowej ery”, Ery Wodnika! To powyżej to już „mind reading”, czyli czytanie w umyśle. Daje rozpoznanie tego, co dusza dziecka wie o matce, babci, o ich duuużych przeżyciach, zupełnie bolesnych i ukrywanych..
Tego oczywiście małe dziecko ze swoją niewykształconą jeszcze osobowością nie jest w stanie powiedzieć, natomiast osoba, która czyta w myślach kontaktuje się z duszą i od niej się tego dowiaduje.
Dzieci – wbrew powszechnemu mniemaniu nie są malutkimi bezwolnymi stworkami. Są początkiem życia [ponownego życia] Duszy na Ziemi. A Dusza była i jest duża, czasami bardzo duża, stąd i jej pragnienia, zupełnie nieprzystające do tego, co by wynikało z wyglądu dziecka.
Dusza dziecka potrafi chcieć pogodzić zwaśnioną rodzinę. Potrafi cierpieć „w zastępstwie” matki lub ojca wrzeszcząc, tupiąc wniebogłosy.
Wtedy dziecko zachowuje się totalnie nieadekwatnie do tego, co by wynikało z bezpośredniej obserwacji otoczenia, domu, rodziców. Kolejny raz [i jak mocno] potwierdza się teza, że Dusze ukrywają tajemnice, według których żyją ludzie – często bardzo nieszczęśliwi ludzie.
Potrafi też – jeśli dorośli sobie poradzą ze swoimi kłopotami – być naprawdę kochanym stworzeniem.
Bohater filmu w dojściu do tego stanu skutecznie pomaga!
więcej o Duszach na mojej stronie: http://swiatducha.wordpress.com/dusza/
Gra w osiąganie celu
16 sty 2012 45 komentarzy
in Procesy duszy, Rozwój, Transerfing rzeczywistości Tagi: dda, Dusza, gra, gra umysłu, Rozwój duchowy
Jest to prosta, osobista gra mentalna.
Wielu z nas chce coś osiągnąć. Jednak często włącza się mieszalnik myślowy
i zamiast rozwiązywać zadanie czy osiągać cel, grzęźniemy w umyśle. Można powiedzieć, że realizujemy „zamiar wewnętrzny”, zamiast na zewnątrz, w świecie próbować to osiągnąć. Ta gra ma pomóc w odchodzeniu od owego zamiaru wewnętrznego, na rzecz zamiaru zewnętrznego [konkretnych, obserwowalnych zewnętrznych zmian].
Gra medytacyjna
Zapewne wyobrażałaś/eś sobie wiele razy swoje różne cele.
Skup się na jednym z nich.
A teraz wyobraź sobie, jakie ku niemu wiodą kroki [albo mogą wieść].
Nie jest na razie ważne, czy istotnie tam wiodą.
A teraz spróbuj je podzielić na jeszcze mniejsze.
To powinno pomóc rozładowywać emocje.
Wyobraź sobie bardzo niewielkie czynności, które ułatwią, umożliwią osiąganie tego celu.
Nawet tak małe, jak przełożenie długopisu z miejsca na miejsce, aby zrobić porządek na stole.
Powoli, w stanie medytacyjnym, obserwuj jedną czynność po drugiej, jak jest wykonywana [niekoniecznie przez ciebie].
To jest rodzaj medytacji – zamiast kombinowania, emocjonalnej mieszanki w umyśle – mamy wizualizację konkretów zewnętrznie obserwowalnych. Może na razie tylko w wyobraźni, ale to już coś. Tak buduje się zamiar zewnętrzny: na najmniejszych próbkach uczymy się „przestawiać” rzeczywistość. Dusza uczy się, przekonuje, że niemal to już zostało dokonane [ma trudności z rozróżnieniem wizualizacji od realności].
Czasami przyjdzie zdziwienie, że na wiele rzeczy wokoło nie mamy pomysłu.. Możemy nie wiedzieć, co mamy z niektórymi zrobić. [a tak wydawałoby się mamy "przemyślany" świat].
Owe wizualizacje małych kroków są także uczące dla Niższej Jaźni [dziecięcej części Duszy]. Uczy się ona tego, że małe sprawy mogą mieć jakąś wagę, a do tego małe usprawnienie życia przydaje całemu życiu konkretne pozytywne punkty. [przyda się to dla osób z silnym pogryzieniem, u których obraz życia, przyczynowości i sprawczości własnej jest zaburzony]. Później, jak już może będziemy robić ten mały konkretny krok w świecie zewnętrznym, NJ uzna, że przybliża to nas ku temu dużemu, ustalonemu na początku celowi. I to też jest plus.
Nawet jeśli nie przybliża
Bo proszę pamiętać, że to, co opisuję, to tylko gra umysłu, pewien rodzaj medytacji. Ta postawa zmniejsza też ewentualne napięcie – tu nie chodzi o to, aby „ustawić sobie świat” w wizualizacji. Tak jak w karma jodze: działamy bez przywiązywania się do celu działania.
Prawdziwe powody
To tylko gra. Piszę tak, ponieważ mam takie powiedzenie: „do zaistnienia prawdziwych zmian potrzeba prawdziwych przyczyn”.
Napełniając szklankę wodą z kranu nie zapali się gazu na kuchence. Nawet jeśli sobie rąk nie pochlapiesz. Nawet jeśli dopełnisz ją do 9/10 odmierzając dokładnie jakąś miarką objętości. Nawet jeśli wewnątrz nie będzie żadnego zabrudzenia a przed nalaniem szklanka była dobrze wyszorowana. Nadal gaz na kuchence pozostaje niezapalony. Dziwne – niektórzy mówią.. przecież tak się staram!
Obserwując ludzi widzę jak chcą jednego, a robią drugie. Idą często ścieżką, która ich wiedzie w inne rejony, niż chcą [a przynajmniej niż deklarują]. Jeśli nie osiągasz celu wiele razy się starając, to może twoja droga nie jest ku niemu?
Tak więc są powody, aby grę w drobne zamiary zewnętrzne traktować luźno. Im swobodniej do niej podejdziemy, tym lepiej. Jednakże ma ona dobry cel: uruchamia tworzenie zamiarów zewnętrznych – wizualizacji zmian w Twoim środowisku. Dzięki małym wprawkom w przyszłości większe zamiary zewnętrzne będą łatwiej uznawane przez umysł [Duszę].
Jest to prosta gra, bo nie uzależniona od wyższych przekonań [np. religijnych], czyli niżej niż ciało atmaniczne i buddialne.
Dzieje się w umyśle, w obszarze ciał mentalnego i przyczynowego.
To wreszcie jak jest – źle czy dobrze?
10 sty 2012 13 komentarzy
in Rozwój
Przeczytałem ostatnio długi wpis na forum:
[link do tego wpisu na wolnaludzkosc.pl]
Mówi on o krokodylach – jaszczurach, reptilianach [to inne nazwy]. Jaszczury trzeciej gęstości to te w ludziach, a te czwartej to ich opiekunowie [wg mojego nazewnictwa. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi tu jest mój opis.
W sumie dużo ciekawych informacji, zwłaszcza historycznych i o strukturze zjawiska.
Natomiast zastanawiająca jest nieuświadomiona [chyba] intencja. Autorka pisze:
„Urządziły naszą cywilizację najgorzej jak się dało.”
To jest dla mnie świadectwo naprawdę niewysokiego stopnia pozytywnej świadomości, mimo dużego rozpoznania sprawy. Taka postawa stricte negatywna. Czy to wesprze mój dobrostan, jeśli będę tak nazywał sprawę, zwłaszcza sprawę zagadkową? No chyba nie.
Co prawda na początku artykułu czytamy: „Istoty zwane jaszczurami są pełnoprawnie istniejącymi istotami we Wszechświecie.” Pani dodatkowo opisuje funkcje reptilian i ich losy. Wydawałoby się, że jest to zapowiedź pozytywnej kontynuacji, kontynuacji, w której czytelnik jest kierowany ku akceptacji, ku pozytywnemu rozszerzeniu świadomości.
Poszerzenie wiedzy na pewno jest. Natomiast czy to jest dobrze, czy źle dla nas – to, co poczytaliśmy w tym artykule? Otóż raczej wychodzi że źle, że żyjemy w cywilizacji „źle urządzonej”. W podtekście można dopowiedzieć: czy mamy szansę na fajne życie? „nie”.
Co to daje, tak skrojona informacja? Nasze niższe ja będzie się zaraz obawiać: i owej cywilizacji, i tych gadów i bóg wie jeszcze czego.
Osobiście proponuję pozytywne podejście. Czytając książkę „Transerfing” [o czym niedługo będą wpisy], upewniłem się, że wiele jest sił [tzw. wahadeł, w tym i owe jaszcz.], które tylko czekają, aby wybić nas z dobrostanu. A każde długotrwałe wybicie z dobrostanu jest czymś niemiłym dla człowieka – dla mnie, dla Ciebie.
Stąd moja postawa: doszukuję się własnej, możliwej do uruchomienia w moim zakresie wolnej woli, aby utworzyć swoją przestrzeń pozytywności. Pozytywności opartej na przekonaniu, iż przeważające myśli się materializują. Pozytywna postawa wraz ze spokojem ducha kreują pozytywną przestrzeń dla życia. Mojego, mojej rodziny [o ile to ode mnie zależy], przyjaźni w kontaktach moimi znajomymi.
To nie jest bajka, przyjazność dla siebie jest tym, co mogę wybrać. Zarówno w bardziej błahych spawach, jak i tych z większym kalibrem. Oczywiście, dla sprawy prostej wystarczy zmiana wewnętrznej postawy. Dla spraw trudniejszych, czy to dajmy na to urzędowych, czy karmicznych, trzeba się czasami napracować, aby uwolnić cierpienie z ciała bolesnego. Dopiero wtedy można „odetchnąć” i ustalić swój pozytywny kurs świadomości.
Natomiast są również sprawy dotyczące całego światopoglądu. Jak ta z reptilianami. Tu też ważny jest mój stan. Ale jak dotąd bardzo potrzebuję [a może bardziej moja niższa jaźń potrzebuje] wytłumaczenia DLACZEGO mam się nie bać, dlaczego mogę wybrać pozytywną postawę? Nikt mnie tego dotąd nie uczył – mam nauczyć się sam. I wybieram coś, co mnie podbuduje, co ukierunkuje moją ścieżkę na piękne, świetliste, ciepłe rejony.
Książka o Transerfingu podpowiada: wolność od zagrożenia, swobodę, radość, miłość dadzą ci nie te międlone w umyśle kombinacje myślowe i emocjonalne. To spokojna, spójna z Duszą postawa gwarantuje bezpieczeństwo i więcej, radość, miłość. Tyle, że trzeba wiedzieć jak ją osiągnąć. O pierwszym punkcie na tej ścieżce pewnie niedługo napiszę: jak sobie radzić z owymi wahadłami, wybijającymi nas z dobrostanu.
Transerfing rzeczywistości – ciekawa książka [aut. Vadim Zeland]
03 sty 2012 95 komentarzy
in Rozwój, Transerfing rzeczywistości Tagi: Dusza, Praca nad sobą, Procesy duszy, Rozwój duchowy, Transerfing, świadomość
Nowy Rok i nowy temat!
Transerfing rzeczywistości
Książka o tym tytule traktuje o pewnym bardzo praktycznym podejściu do zagadnienia – „jak żyć”, „jak kreować swoją rzeczywistość”. Przy tym ma głębię i to głębię ezoteryczną. Może nie specjalnie duchową, ale jest głęboka i praktyczna.
Nie jest to kolejne nauczanie z przymusem „jak powinieneś się zachowywać”, albo moralizowanie ["ja wiem jak i ja ci powiem"]. Tak by było jakby książka ta poruszała ciało buddialne. Ona porusza ciała powyżej atmanicznego [nie jest poddana żadnej doktrynie czy religii]. Jest to już istotnie opowiadanie o swobodzie wyboru [ciało anupadaka], o tym, jak energetycznie działa wszechświat i my sami. Mocno wspiera odpowiedzialność za własne życie.
Anupadaka i wyżej to bardzo wysokie ciała, ale widać, że przyszedł czas na rozwój osobistych poruszeń na tych ciałach. Co ciekawe, to są poruszenia umysłowe i duchowe, zmiany wysokich postaw. Mało jest tam kwestii dotyczących wysiłku i „pracy w materii”. Po coś się interesujemy i zajmujemy rozwojem – po to, aby współdziałać z Wszechświatem, nie zaś aby być poddanym/ą, czy też niewolnikiem/cą i opowiadać sobie, jak to „trzeba cierpieć”.
Jesteśmy dziećmi Wszechświata, jak to mówi Dezyderata {dziećmi Boga jeśli ktoś woli}. A Transerfing wspiera to przekonanie.
Od dobrych kilku lat nie podkreślałem tylu tekstów w żadnej książce. To zdecydowanie mówi, iż mnie mocno zainspirowała.
Poza tym bardzo dobrze pasuje do opisów ezoterycznych świata, ludzi, oczyszczania się i podnoszenia wibracji, które stosuję. Zarówno ona dodała do mojego myślenia wiele oryginalnych spostrzeżeń, jak i moje opisy bardzo dobrze się komponują z jej treścią. Jeszcze nie raz będę chwalić ten tekst.
Ileś spraw w tej książce obecnych najpewniej chociaż trochę znacie ze zbitek informacyjnych typu:
„jeśli z czymś walczysz, to to wzrasta”
„sam/a tworzysz swój świat”
„jak patrzysz na świat, taki on się wydaje coraz bardziej być”
„myśli są twórcze”
„oddaj Bogu” [to, co chcesz, aby się zdarzyło]
Są to ciekawe stwierdzenia, ale zwykle nie są szczegółowo opisane, ani też zwykle nikt nie sili się, żeby wytłumaczyć cały kontekst.
A książka „Transerfing” to robi.
Pojęcia
Częścią podejścia naukowego jest tworzenie pojęć. Dzięki pojęciom o wiele łatwiej jest śledzić struktury przyczynowo-skutkowe. Co prawda ezoteryka wychodzi poza naukę, jednakże część aparatu naukowego można spokojnie zastosować i dzięki temu dużo skorzystać.
W tym poście nie będę szczegółowo omawiać zasad Transferingu, ale w następnych i owszem. Myślę, że tak jak i dla mnie, dla Was będzie to pomocne na drodze duchowej.
Dodatkowo mogę powiedzieć, że transerfing w dużej mierze bazuje na Duszy, na pracy z Duszą [jej częścią - podświadomością]. Tak więc jest dla mnie to również cenne, wspiera moje [i Huny] pojęcie o tym, że własną rzeczywistość tworzymy razem ze swoją Duszą.
Trans.. co?
To jest TranSERFing, nie tranSFERing.
Właściwie i tak i tak jest dobrze. Pierwsze pochodzi od serfowania, czyli przenoszenia się z lekkością z jednego czegoś na drugie. Drugie pochodzi też od przenoszenia – transferu.
No, ale autor rosyjski chciał mieć serfing, pewnie dlatego, że kojarzy się on z lekkością – i o tą lekkość bytu tu chodzi.
Jak żyć? to obszerne pytanie, zawierające w sobie domniemanie: „aby osiągnąć to, co pragnę”.
Sprawa metod, którymi osiągamy cel jest też istotna.
Jak żyć, aby żyć lekko i osiągać to, co wybieramy [co chcemy, czego pragniemy]?
Takie sobie postawił autor sposoby. Dzięki mocy kreacji mamy możliwość tworzenia różnorakiej rzeczywistości. Ta sama metoda jest w ruchu, gdy dosięga nas coś, czego nie chcielibyśmy, jak dostajemy to, co pragnęliśmy. Istotne są szczegóły, detale. O nich też będę się rozpisywał, mam nadzieję.
Łazariew o systemie duchowym
29 gru 2011 101 komentarzy
in Dusza, Wzrastanie Tagi: Bóg, Chrześcijaństwo, Dusza, los, miłość, uzdrowienie, Łazariew, świadomość
Łazariew o systemie duchowym
opowiada w filmie pt. „Miłość i grzech”:
Funkcja diabła
Diabeł nie jest przeciwnikiem Boga. Jest – podobnie jak i anioły – pozbawiony własnej woli, działa na rzecz Boga. Jest przeciwieństwem miłości.
Do miłości mamy się sami, dobrowolnie przyznać, wybrać ją. Jeśli jednak nie chcemy miłości, powinien być pewien proces z tym związany, proces rozpadu. Z powodu, wręcz dzięki tej funkcji rozpadu będziemy widzieć, że utraciliśmy miłość. Jeślibyśmy zrzekli się, wyrzekli Boga i byśmy się doskonale czuli i nasza dusza by się przy tym nie rozpadała, to umarlibyśmy nic nie zauważywszy. W Europie toczy się proces niezauważalnego rozpadu. Dusza gnije, a nikt tego nie zauważa. W Rosji też się to zaczyna.
Jaka jest główna funkcja diabła?
Miłość, wysoką energię bardzo łatwo związać z niskim rodzajem energii. Miłość się jednak nie broni, bo jest bezbronna. Niskie energie, energie umiejętności, możliwości – jeśli postaracie się, np. będziecie pościć to uruchomią się energie możliwości, tak jak u Jezusa, gdy pościł na pustyni przez 40 dni.
Dlaczego po poście ludzie chorują? Bo w czasie postu trzeba się modlić, aby ta energia która przychodzi nie poszła na marne, nie stała się przyczyną nieszczęścia. Jeśli nachodzi na człowieka energia subtelna, to może on mieć nadnormalne możliwości, może spełniać swoje pragnienia. A Chrystus mówi nie, nie samym chlebem żyje człowiek. A chleb to jest metafora spełnienia człowieczych pragnień. Nie samym chlebem, a słowem Bożym, czyli miłość jest ważniejsza od energii.
W tej książce „Życie bez ograniczeń” jest dokładnie powiedziane: energia [tworzenia, działania] jest ważniejsza od miłości. Miłość ma być służącą, a głównym panem ma być nasze pragnienie. Kupisz sobie auto za 150 tysięcy dolarów.
W którą stronę idziemy, w tą stronę rozwija się nasza dusza.
Trzy rodzaje wyjaśnień działania zła
W filozofii Indyjskiej są dwa typy istot: dobre anioły i złe demony. Z demonami Bóg walczył i, po pewnym czasie zwyciężał, chociaż musiał się sporo wysilać. Od początku wszystko było jasne – tu dobro, tu zło.
W filozofii religii Żydowskiej te istoty nie są tak konkretnie dobre czy złe. Rozmyte jest też pojęcie dobra. Najwyższy anioł – staje się zły. Lucyfer jest najsilniejszym aniołem. Nie wiadomo, dlaczego dobro może zmienić się w zło.
W chrześciaństwie diabeł całkowicie traci swoją siłę. Zupełnie nowy system. Dlaczego? Ponieważ w chrześciaństwie siłę diabła określa sam człowiek. Jeśli poszliśmy po linii własnych pragnień [bez względu na miłość] – wzmocniliśmy diabła.
Jeśli powiesz, że trzeba żyć słowem Bożym, nie chlebem [manifestacją własnych pragnień] to diabeł już nic nie może z tobą zrobić. Kolosalna zmiana świadomości.
W chrześciaństwie praktycznie nie ma zła jako takiego. My sami możemy stworzyć zło. To jest ewolucja naszych dusz [biorąc pod uwagę hinduizm i judaizm]. Oto kolosalna transformacja w naszych duszach, która zaszła w ciągu ostatnich 6 tysięcy lat.
Przykład odejścia
od prawdziwie działającego
uzdrowienia
Na ile nie idziemy ku Bogu, na ile cywilizacja nie kieruje się ku Bogu, na tyle uruchamiają się procesy diabelskie [diaboliczne, destrukcyjne]. Kiedy człowiek nie podąża ku Bogu to jego najwyższe osiągnięcia będą okazywały się najtragiczniejszymi. Podobnie i w książce „Życie bez ograniczeń”, zaczynało się od grupowego pozywywnego działania, przeszło na osobiste. W Hoponopono autorka ustaliła, że od jej uczynków zależy otoczenie, to zaczęła się oczyszczać. Podobnie i Łazariew też tak zauważył, że jak sam oczyszczał się, to i jego pacjenci [nie poddani leczeniu] zdrowieli. Jednak ten sposób leczenia nie obejmuje przemiany świadomości chorych, natomiast wspiera leczącego jako ikonę, mistrza, do którego trzeba się modlić. Po co więc by było zastanawiać się nad sobą, czytać notatki? By to wyglądało tak: przyszedł, zapłacił i wyzdrowiał.
Niegotowi ludzie zmienili jedną z największych korzyści chrześciaństwa – cudowne wyleczenia – zmienili w jego słabość. Zamiast przestrzegać przykazań, przebaczać i kochać, przestrzegać tego, co mówił Jezus, ludzie biegli z pragnieniem wyzdrowienia: „jak tam dotrę to i to pocałuję, to dostanę uzdrowienie”. Działali na sposób magiczny, próbowali dokonać jakiegoś rytuału, który by ich uratował. To nie pachnie chrześciaństwem, to prawdziwa magia. Nazywają siebie „prawdziwie wierzącymi”, a uprawiają magię. Nienawidzą, osądzają, zazdroszczą. A potem biegną do świętych rzeczy błagając „chcę zdrowia”. I to wszystko.

Najnowsze komentarze