Dusza jako implant i uwolnienie od Anunnaków

Uwolnienie od niższych wibracji

Temat obejmuje sposób na uwolnienie się od wielu, wielu spraw, zwłaszcza duchowych, ale nie tylko, które przeszkadzają w życiu. Sposobem na to jest uwalnianie się od niższych wibracji, które są wibracjami Duszy.

W tym uwalniamy się od tak znaczących spraw jak od:

  • karmy własnej duszy, przyniesionej tu z dawnych wcieleń duszy,
  • od zależności od „władców karmy”, Archontów, twórców Dusz, Anunaków, Opiekunów symbiontów, Archaniołów itd. (jak tam ich zwał)
  • Jest to też równoznaczne z uwolnieniem od tzw. „astrala”, świata astralnego.

Ileś nurtów duchowych proponuje ćwiczenia wiodące ku temu, przejściu w krainę Ducha. A tam znajduje się uwolnienie. Można domyślać się, że w pierwotnym chrześciaństwie takie przejście „ku Duchowi” nazywano „zbawieniem”.

Nie trzeba się tutaj bać, bo nie „odlecimy” jak w przypadku narkotyków. Wchodząc w sferę Ducha wewnątrz siebie zmniejszamy nieprzytomność, zmniejszamy nieświadomość, a powiększamy przyjemne i miłe odczucia, a także ugruntowania w ciele. Mniej więcej efekty tych działań pokrywają się z tym, co naucza Eckhart Tolle.

Uwaga! Temat jest złożony, bo przejawione życie jest złożone. Nie jestem fanem skrótów i uproszczeń. I to co E.Tolle mówi językiem ze szkoły podstawowej, ja ubieram w złożone rozważania. Nigdy jakoś nie docierały do mnie argumenty „powinieneś uwierzyć”, więc sam poszukiwałem wyjaśnienia, które dawałoby argumenty logiczne, chociaż trzeba przyznać, że nie jest to logika zredukowana do logiki naukowej.

Światy duchowe rządzą się swoimi prawami, a jest tych światów trochę, zwykle nieznanych „człowiekowi z ulicy”. Aby ogarnąć poniższy tekst potrzebna jest więc znajomość stosowanego tu nazewnictwa. Jeśli nie przeczytałeś/aś tekstu o Duszy [link], to może ci się np. mylić Dusza z podświadomością. Możliwe są wtedy różne błędy logiczne. Bez znajomości mojego podejścia, poniższego tekstu nie ma co czytać. Bo zwykle ludzie stosują swoje zrozumienie, a tu słownictwo jest inne.
Podobnie do zrozumienia wykresu poziomów duchowych potrzebna jest znajomość ich wedyjskiego nazewnictwa [link]. Inaczej będą to słowa mało co mówiące.

Dobre zapoznanie się z tymi sprawami pozostawiam czytelnikowi.

Nieziemscy Opiekunowie Duchowi

Z sesji z jedną koleżanką:

Koleżanka miała sesję, Jej Dusza jest z obcej cywilizacji i pokazał się tamten nieziemski świat, pokazały się jego poziomy duchowe. (Obce cywilizacje, inne systemy słoneczne też jak najbardziej mają światy duchowe. To, że jakiś system słoneczny nie posiada życia w formie fizycznej nie oznacza, że na wyższych poziomach, np. na witalnym, astralnym, mentalnym go nie ma. Wiele światów, które widać przez teleskop nie ma życia fizycznego, ale ma eteryczne i wyżej.)
I pokazali się Opiekunowie z tamtego świata – były to wysokie istoty, które miały „opiekę” nad istotami na niższych poziomach. I ci Opiekunowie projektowali (rzutowali, posyłali)) karmę w postaci energii ze swoich umysłów ku tym niższym istotom. Mieli jakieś pomysły, idee w swoich umysłach. Jakoś zupełnie nie przejmowali się bytem owych podopiecznych. Wręcz można odnieść było wrażenie, że bawi ich ta działalność. A tam „niżej” było to odczuwane jako „całe życie” i to skomplikowana, wielowątkowa aktywność.

Pokazała się taka sytuacja: Opiekun sobie w umyśle roi zależności, relacje między stronami w dualistycznym świecie. I je przekazuje (projektuje) na niższe istoty, obarczając je jakby swoją karmą. A te istoty (ich Dusze) nie mają specjalnie możliwości aby żyć inaczej, bo nie są świadome, że mogą inaczej żyć, że mogą nie poddawać się tym energiom. I właśnie się im poddają. Energie z wyższych poziomów, z wyższych światów są na tyle wysokowibracyjne i na tyle rzadkie, że przenikają nas, nasze ciała. A nasze Dusze reagują na te energie i na intencje, które przychodzą do nas na fali tych energii. Dusza nie umie rozróżnić, czy to jest od niej samej, czy przychodzi z zewnątrz, ważne że jest to silne i wysokowibracyjne. Bo wszystko co ma wyższe wibracje uznawane jest przez Duszę jako ważne. Wszystko, niezależnie od jakości tych wysokich energii. Można więc być równie dobrze zainspirowanym od strony czystej (jasnej, łuku wstępującego), bądź od strony ciemnej (łuku zstępującego).

Tu także można dopatrywać się zjawiska, które wielokrotnie opisywałem: odbierania energii od „większych” bytów, które nie mają niższych poziomów subtelnych. Zacząłem od opisu tego, co nazwałem „demonem pogodowym” – jest to wielkoskalowy obiekt energetyczny, który modyfikuje odczucia, samopoczucia ludzi na sporym terenie (średnica od 200 do ok 2000km).
Można odbierać taką energię od bytów, które „zamieszkują” te wyższe poziomy. Ale, tu dla wielu niespodzianka – wiele bytów modyfikuje energie ku gorszym przeżyciom. Im więcej mamy karmy, im bardziej mamy uruchomione Ciało Bolesne (zrestymulowane engramy – językiem audytingu L.R. Hubbarda) tym więcej mamy tych odczuć, a mniej mamy samostanowienia. Im większa (i starsza) jest Dusza, im bardziej receptywna – tym bardziej odbiera takie projekcje energii z wyższych poziomów.

Energie „z tamtej strony” mogą być różne: od energii mentalnej – konkretnych wskazań co do tego jak żyć (Edgar Cayce miał wiele takich przekazów), do niekonkretnych, acz wysokowibracyjnych emocji „zalewających” człowieka wraz z pogodą. Mogą to być równie dobrze bardzo miłe i przyjemne wibracje występujące w zjawiskach pogodowych (tzw. „piękna pogoda”). Wiele, wiele istot wysokowibracyjnych ma bardzo przyjazne nastawienie!

Obszerne duchy z wysokich poziomów mają rozrzedzone dusze, które rozciągają się na setki kilometrów, a kotwiczą się w zjawiskach pogodowych (o takim kotwiczeniu pisał Rudolf Steiner). I potem „nasuwa się” taka pogoda na jakiś obszar i ludzie czują się gorzej, czują np. przygnębienie. Albo radość. Albo zniechęcenie. Może nie uświadamiają sobie tego, ale są poddani owym energiom. Pierwszym krokiem jest przeżywanie zmienionego nastroju, drugim jest świadome odczuwanie tego, że czuję się inaczej i to nie pochodzi ode mnie. „Przeżywanie” tamtych emocji, przeżyć, niezależnie czy się tego chce czy też nie..

Receptywność daje odczyty

Wiele razy spotykam się z wytykaniem mi, że tak szukam na zewnątrz siebie przyczyn własnych stanów emocjonalnych, że jakobym obwiniał krokodyle za tyle kłopotów w życiu, które nam robią itd. Że nie mam postawy odpowiedzialności za to, co mi się dzieje.
Mówią to zwykle ludzie, którzy mają zdefiniowane centra energetyczne w ciele. Zwłaszcza te, nazywane w HD „motorami”.  W tych centrach mają osobisty dostęp do energii życiowej, z której mogą korzystać w działaniach życiowych. I to robią. I patrzą na mnie, który nie mam żadnego z tych centrów zdefiniowanego i tak mówią. Nie uświadamiają sobie, że nie mam takich możliwości jak oni.

A już super sprawni są ci mający zdefiniowane serce fizyczne, ponieważ mają do dyspozycji energie plemienne, ponadosobiste, nawet trochę podobne do energii symbionta. Są to energie na tyle wysokie, aby móc ochronić plemię, aby móc działać w imieniu, na rzecz całego plemienia, także przeciwstawiając się różnym bytom duchowym.

I tacy ludzie nie mają nawet odczuć, że są jakieś zagrożenia w energiach, więc oczywiście o wiele im łatwiej podważyć moje odczucia i oskarżać, że mi się coś śni, wydaje.

Ale nie to jest ważne.
Ważne jest to, że przez takie osobiste poczucie sprawczości nie dostrzegają czegoś, co tutaj się na Ziemi rozgrywa i nie mają możliwości aby to odczuwać. Przykładowo mają przekonanie, że o człowieku to nie można się wiele dowiedzieć z jego wibracji. Potrzeba dopiero posiadać jakieś materialne łącze do niego, aby to robić. Mnie w moich wahaniach wystarczały zawsze niematerialne – np. obraz na komputerze, albo nawet tylko próbka pisma, i to też komputerowego.

Patrz: HD i receptywność na czakrach, W systemie Human Design mówi się o tym, że jesteśmy receptywni tam, gdzie mamy centra niezdefiniowane. A tą energię z zewnątrz, która przychodzi i powoduje uruchomienie się procesów w naszych centrach nazywa „warunkowaniem” („conditioning”).

Zapewne, nasze przeżycia są w dużym stopniu zdeterminowane przez karmę naszej Duszy!
Jednak nie godzę się na takie postawienie sprawy, że „spotyka cię to, bo tak sobie myślisz”. To byłoby zbyt proste. Znam ogromną liczbę ludzi, którzy w swojej osobowości twardo nie zgadzają się na to, co im się przydarza, i uważają to za niesprawiedliwe. Rzadko który z nich jednak patrzy na swoją Duszę i widzi, że to w Duszy ma właśnie postawę, która jest otwarta na dokładnie takie wydarzenia. To nie JEGO spotyka to, tylko JEGO DUSZĘ [piszę o tym].

Moja Dusza od dzieciństwa chciała kontynuować „walkę ze złem”, po stronie białej. Jako osobowość byłem przekonany do tego, że nie ma co walczyć, ale moja Dusza mnie przekonywała swoimi energiami, że tak trzeba. Presjowała mnie mocno. Ja jednak powoli dystansowałem się od tych pragnień, uważając je za mało realistyczne.

Jak Dusza chciała walczyć ze złem, to i odnajdywała owo „zło”. Miała wieloletni kontakt z krokodylami w osobie bliskiej, więc była usatysfakcjonowana, „wiedziała po co żyje”. Ja, jako osobowość, jako dziecko nie wiedziałem jednak co się dzieje. Byłem przez krokodyla atakowany, raniony. Leczyłem się potem z bycia DDA. Wkurzało mnie to, że tak mi się zaczęło życie. A wiadomo, że początek jest bardzo ważny.

Uwolnienie

Jak więc – zgodnie z tematem – uwolnić się od tych energii? od tych symbiontów – krokodyli, jak moja Dusza ciągła była na nie wściekła. A jednocześnie nie była skłonna aby być uczona, aby uczyć się z tego, co ja sam jej mówiłem, jakie miałem przekonania? Dusze mają mentalność czterolatka i bardziej zaawansowane argumentacje do nich nie przemawiają. Praca z afirmacjami skutkuje w niewielkim stopniu, dając co najwyżej lekkie polepszenie warunków życia. Sesje uwalniające także nie dają spektakularnych efektów, na które liczą klienci. Wiele osób z rozwoju nie chce tego przyznawać, bo by się im biznes posypał. Owszem, sesje działają, ale efekty nie są powalające. Owszem, można wiele z nich się nauczyć. Dusze bowiem są zwykle tak duże, skomplikowane, a w sobie mają tak namieszane, że rozplątywanie tego nie ma końca.

W sesjowaniu można trafić na mistrza, ale można nie trafić.

Przekroczenie

Moim odkryciem dla siebie jest to, że nie ma co liczyć na oczyszczenie Duszy. W różnych kulturach i religiach znajdujemy tzw. duchowe ścieżki ostateczne i dopiero one dają wyjście ponad Duszę, ponad jej rojenia, ponad jej bagaż doświadczeń. Tu działa typowy mechanizm duchowy, który nazywa się „przekroczeniem”, inaczej transcednencją. Wznosimy wibracje i przechodzimy do kolejnej warstwy duchowej, ponad niższe, gdzie mamy kłopoty i opresje.
Znany z tematów duchowych jest przymiotnik „transcendentalny”. Oznacza on – przekraczający. Np. TM, Medytacja Transcendentalna – to medytacja przekraczania duchowego.

Nie jest to jednocześnie ucieczka, bo nigdzie nie uciekamy. Można uciekać – i to bardzo podobnie wygląda – przez zaprzeczanie, tłumienie. „To na mnie nie wpływa bo tego nie ma” – to nie jest postawa transcendencji. Albo „nie będę tego widział, tego przeżywać, to mi będzie łatwiej”. Miło, fajnie, ale zakłamanie jest. Jednym z typów zakłamania jest wzięcie symbionta na pomocnika. Są wtedy dostępne dodatkowe, wysokie, pół-boskie energie dla nosiciela symbionta, a on sam jest w „bańce ochronnej”, z której życie wygląda jak klatki z filmu. Nie raz miałem różne symbionty, więc wiem jak to się odczuwa. Taka bańka jest podobna do „bańki astralnej” (narzuconej przez duchy jak sieć – z tego też wychodziłem), natomiast symbiont daje w „bańce ochronnej” super komfortowe warunki. To tak jakby porównać Skodę do Rols-Royce’a – o wiele wyższa klasa komfortu niż oferuje „zwykłe” przeżywanie. A jednak – jest uzależnienie, ucieczka od realiów.

Wzięcie symbionta zmienia relację wobec kłopotów – dystansuje od nich, jednocześnie nie zabierając ich, nie zmniejszając.

To co nazywam przekroczeniem duchowym (transcendencją) również daje komfort. Nawet nie potrzeba sobie „poradzić” z kłopotami. Wystarczy wznieść wibracje.
Jak to nazywa Nowy Testament: „jesteśmy w tym świecie ale nie z tego świata”.
A wznoszenie wibracje określa: „wznieśmy serca”. Serce w Biblii jest synonimem Duszy.

Akceptacja Duszy

W przekroczeniu bierzemy to, co się wydarza i akceptujemy, całkowicie akceptujemy.
Tak więc – aby przekroczyć Duszę z jej kłopotami, potrzebą jest zaakceptować całkowicie Duszę.
Aby ją zaakceptować, trzeba ją poznać, aby wiedzieć, co się akceptuje.

Na mojej witrynie jest wiele stron o Duszy, o jej zachowaniach, o pracach z nią: ustawieniach systemowych, o sesjach z Duszami, o rozmowach z Duszami. Można tu doczytać się wielu doświadczeń które przeszedłem ja i moi znajomi.

Dzięki temu, mamy możliwość widzieć Dusze i ich poruszenia i zaakceptować je, w ich braku realizmu, w ich skromnym, ograniczonym myśleniu popartym bardzo dużymi energiami własnymi.

I dzięki temu możemy przejść do poziomu Ducha, przekraczając Duszę. Nie musimy niewolniczo się trzymać Duszy. Zwłaszcza, że okazuje się, że nie jest ona aż taka przyjazna dla nas, jakby się wydawało.

Pisałem, że gatunek ludzki został stworzony, według Sumeryjskich przekazów na tabliczkach klinowych, jako modyfikowany genetycznie przez bogów „przybyłych z nieba”, czyli Anunaków. To raz.

Ale jest i więcej. Wydaje się bowiem, po przesłuchaniu wywiadu z p. Sławkiem, który rozmawiał mediumicznie z o. Pio („rozmowy z o.Pio” na YT), że są dwa poziomy światów, ten zewnętrzny stworzony przez Boga Kreatora, i te wewnętrzne światy, stworzone przez niższych bogów, nazywanych różnie: Archontami, Archaniołami, Demiurgami, Reptilianami itd.

Wywiady te wywołały trochę nieprzyjemnego zamieszania tu na blogu, ponieważ wiele osób zraziła ich forma. Zmieniłem stronę o tych wywiadach, skasowałem łącza. Ale proszę pamiętać, że forma to nie wszystko. Ważna wiedza przychodzi czasami w kiepskiej formie. Gdy nie umiemy jej stamtąd wyciągnąć, gdy wzdrygamy się skorzystać z różnorakich źródeł – możemy utknąć. Bo nie ma tak, że tu na Ziemi będziemy mieć cudowną wiedzę przekazywaną w cudownym opakowaniu i dzięki temu cudownie wzniesiemy się do cudownego nieba.

To są duchowe fantazje. Widziałem wiele osób, które tkwią, łakną, a nawet żądają realizacji takich cudownych fantazji. A za pazuchą zwykle mają ciemne wzorce a nawet współpracę z ciemną stroną duchową. Czemu? Bo istoty duchowe z ciemnej strony „cudownie” poddają idee doskonałości jako realne do urzeczywistnienia dla człowieka. Co prawda.. z ich (ciemnej strony) łagodnym acz istotnym wspomaganiem (wzięcie symbionta, podlinkowanie pod ciemnych). I dzięki tej idei doskonałości duchowej jadą, aby zrealizować swoje niecne interesy. A wiele, wiele osób nabiera się na to. Np. „poszukując prawdy” – bezwzględnej, doskonałej prawdy, na każdym poziomie subtelnym będącej prawdziwą. To jest nie do osiągnięcia, jest to niemożliwe. Czemu? Ponieważ na wyższych poziomach nie ma bezwzględnej prawdy, tylko względna, subiektywna. Jest wiele, subiektywnych prawd. A jeszcze wyżej już zostaje tylko twórczość [mój tekst o tym].

Tak więc, jeśli Anunaki, półbogowie stworzyli ludzkość (jest wiele o tym przekazów), to wychodzi na to, że:

nasze Dusze są również kreacją półbogów,
Twórców Dusz.

A że Anunaki wcale nie są dla nas przyjazne (są egoistycznie nastawione), to i nasze Dusze także są tak zrobione, żeby dla nas nie być przyjazne w dużym stopniu.


Nie raz spotkałem się z tym, że ludzka dusza człowieka szkodziła temu właśnie człowiekowi. I miała w nosie to, że mu szkodzi. Wręcz uważała za słuszne, że on żyje w kłopotliwym stanie.
Bardzo mocne przykłady mamy u osób z wzorcami ofiary. Tam Dusze są przekonane, że poddawanie się karom jest dobre, poprawne. Że wchodzenie po uszy w lęki jest jak najbardziej zrozumiałe i poprawne.

Dusze tłumaczą to swoimi postawami. Nabytymi w swoich poprzednich wcieleniach. Człowiek (Osobowość) zaś nie ma nic wspólnego z tym, bo jako osobowość powstawał w niemowlęctwie, w tym wcieleniu Duszy. Duch tego człowieka też nie bardzo ma z tym coś wspólnego, ponieważ Duch żyje w wiecznym Teraz, a więc w Świecie Wyższym, gdzie nie ma karmy. I tak trochę się zdumiewa tą Duszą, co ona robi.

Jak tak patrzeć, to jesteśmy wystawieni na spłacanie długów Duszy.

Czyli karma może być postrzegana jako projekcja umysłów Archontów (Anunnaków, Twórców Dusz, jak ich nie nazywać). Tu takie sumeryjskie wyobrażenie owego półboga:


Jeśli w umysłach istot na poziomach ponadatmaczninych się pojawiła i jest utrzymywana – to musi stwarzać, i stwarza – w Niższym Świecie stwarza najpierw Dusze, a potem nawet i ciała, w które ta Dusza wchodzi i przeżywa ten „dramat”, który urodził się w chorej wyobraźni oddzielonego od Najwyższego Twórcy Dusz.

Można więc powiedzieć, że „nasza” Dusza jest skrystalizowanymi myślami Archontów – Twórców Dusz. I karma naszej Duszy także, jest realizacją pomysłów, idei owych archonckich Istot.

Czyli – jaka ona jest „nasza”? To jest urealnienie czyjegoś śnienia. A my będąc także Duchami podpinamy się pod czyjeś śnienie i śnimy czyjś sen.

Słyszałem kiedyś o tym, że „mamy narzuconą karmę”. Poddałem ten temat Wyższym Jaźniom (Istotom z wyższych planów z łuku wstępującego), ponieważ mnie samemu się trochę w głowie nie mieścił. Wtedy tak bardzo byłem przekonany o sprawiedliwości karmy i o tym, że karma działa na zasadach, którym się powinniśmy poddać. Tak to realnie wyglądało. Jednak byłem otwarty, mówię, co ma się pokazać, to niech się pokazuje. I okazało się, że wyższe Istoty z łuku zstępującego (Archonci, półbogowie) maczały w tym palce.

Przywiązanie do krzywdziciela

Świetnie widać to w obciążeniach białej strony, zwłaszcza u ludzi którzy chcą innym pomagać, innych „ratować”. Nie zważają na siebie, zważają na czyjeś cierpienie. I mogą mieć kiepsko u siebie, ale na tyle ich boli, że mniej boleśnie jest pomóc komuś. Jak to mówią psychologowie: „aby tylko nie zająć się sobą”.
Nie wiem, czy kiedyś słyszeliście żonę alkoholika mówiącą o swoim mężu. Ja słyszałem takich opowieści setki.

Taka żona jest tak zajęta przeżywaniem życia swojego męża-alkoholika, że prawie w ogóle o sobie nie wspomina. Oczywiście – ciągle o sobie pamięta, ponieważ „jego wyczyny” są ciągle odnoszone do tego, że to właśnie wobec niej się nie tak zachował, nie zrobił tego czy tamtego. A co innego właśnie zrobił, i to wobec niej też było nie do przyjęcia.

Jednak ciągle „to on” i „to on”. Może zemdlić takie przylgnięcie. To ciągle wzorce białe w działaniu.

Jednak – jak dla mnie – jest to zupełnie zrozumiałe. Zarówno Dusza jak i osobowość takiej żony nie jest w stanie zrozumieć, że ma do czynienia z symbiontem. Doszukuje się w mężu człowieka, a ten wystawia symbionta i dziobie nią tym symbiontem jak nożem. Stąd ona chce bardziej i bardziej, być bliżej niego. Bo mówi sobie: „o, biedny, poraniony w dzieciństwie, nie umie kochać, ja go otoczę moją miłością! Moja miłość go zmieni! Na pewno!” Zaczyna się od miłości, a jak ona jest, to się dzieją dziwne rzeczy. Zarówno kobieta jest a) przyciągana (wyczynami samca alfa), jak i b) odpychana (raniona jest przez symbionta). I to jest koktajl narkotyczny dla kobiet. Hormony mówią: „to on, ten jedyny, bierz go!”, a Dusza łka: „zobacz jak mnie poranił, pokaż mu to, niech przeprosi, niech się pokaja, niech wyrówna za swoje błędy!”

To jest majstersztyk!

Dlaczego? Bo to tak mocno wiąże kobietę z alkoholikiem, jak również tak mocno ją rani.
Mimo iż ona wie, że jest krzywdzona, tym bardziej czuje się przywiązana.

Przez co, przez kogo? Przez własną Duszę i jej postawy, z powodu cech Duszy.

Oba tematy a) i b) razem w koktajlu powodują przemożne przyciąganie i ogromne poczucie realności i „konieczności wytłumaczenia jemu, co ONA przeżywa”.

Ofiara lgnie do kata. Lgnięcie jak przy potężnym magnesie!

Podobną sytuację mamy w przypadku Dusz przeżywających swoją karmę wobec Anunaków. Dusze do tych półbogów również mają takie postawy: zarówno są odpychane i krzywdzone, i przyciąganie przez ich ogromne wysokopoziomowe energie. Taki „bóg” potrafi zarówno być okrutny, jak i miłujący! (Popatrz na Biblię: część starotestamentowa to ogrom krzywdzenia, część nowotestamentowa to próby podniesienia się z pomocą bezgranicznej miłości). W przypadku nieuświadomionego, mało rozgarniętego czytelnika, wiernego „jak mi to podają, to widocznie mają rację”. Tak to Dusza bezkrytycznie, bezrefleksyjnie przyjmuje. I potrafi taki człowiek całe życie strawić na połączeniu czarnego z białym. „Bo to wszystko musi być prawdą, oni są tak wzniośli!” Zapewne. Natomiast niewiele osób mówi, że wysokowibracyjne Istoty, które są na łuku zstępującym (czyli półbogowie typu Lucyfer, Metatron, Logos) mają tak oślepiająco wysokie energie, że mało kto się nie nabiera.

Ja sam kiedyś miałem automatyczną, samorzutną inicjację w symbol Merkaby. Ok roku 1997 w internecie znalazłem animowany trójwymiarowy symbol Merkaby (gwiazdy złożonej z dwóch piramid kręcących się w odwrotnych kierunkach), tak przekonujący, że moja Dusza od razu zareagowała „JA CHCĘ!!!” i sobie to od razu wzięła do czakramu serca duchowego – literalnie, sama się zakodowała.
Po chwili czuję, jak moje serce energetycznie rośnie i rośnie, z każdym 10 sekund odczuwałem znaczne napęcznienie tego czakramu. Mówię – z jednej strony świetnie, bo mówili, że „mieć duży czakram serca to dobrze”. Ale z drugiej strony – to zaczyna mnie boleć! No i co robić? Na szalach rozwój duchowy i ból.. Szybko pomyślałem, że coś, co jest realnie od Boga to tak od razu boleć nie powinno. Nie powinno mi rozsadzać serca. I zrezygnowałem, odrzuciłem „propozycję”, po czym za chwilę moje serce duchowe zaczęło przychodzić do swojej poprzednich wielkości.
Tak to moja Dusza się skusiła na oszałamiające, wysokie, acz – kodujące serce – energie.

Błędne postrzeżenia Dusz

Dusza jeśli jest kreacją Anunaków to upatruje w nich swoich bogów-rodzicielskich. Stąd nawet są realne możliwości pomylenia półbogów z Bogiem Dawcą Życia (Bogiem-Źródłem), o czym mówi i pisze Sławomir Majda.

Dusza upatruje w Anunakach swoich bogów-rodzicielskich. I mówi Osobowości – to są twoi bogowie. W religiach brzmi to: „To jest twój Bóg”, kłaniaj się mu, mów, że jesteś wobec niego grzeszny, niegodny, poddany. Półbogowie tego oczekują. Osobowość czuje mocną presję Duszy, czuje presję egregora (i Duszy grupowej) religii i poddaje się owemu półbogowi. Choć to nie jest Najwyższy Dawca Życia…

Najwyższymi nie są , choć są to na tyle wysokie istoty, że spokojnie można je nazwać półbogami. Przykładowo hinduski Ganiesza. Jak ten dziad potrafi manipulować Duszą! A jak jego się słucha Dusza wierząca w jego oszustwa! Totalny bajzel karmiczny się robi. Dusza głupia z tego jest, bo nie mądrzeje z doświadczeń a ciągle wpatrzona w obiecującego Ganieszę jak w obrazek.. To jest realne sprawozdanie z jednej z sesji z Duszą.

Dusza ubóstwia swoich Twórców. I wręcz jest chyba tak zaprogramowana, aby nie poszukiwać kogokolwiek innego poza nimi. Albo przynajmniej – ze swojej własnej inicjatywy, aby tego nie robiła. To bardzo dla półbogów wygodne.
A z drugiej strony Dusza bierze od nich te wyżej opisane ich „przemyślenia” i je realizuje w Niższym Świecie.

Czemu mówię, że półbogowie mają kiełbie we łbie? Ano popatrzcie sobie na historie o Anunakach, półbogach z Sumeru.

Przykładowo „Zaginiona księga Enki” Sitchina pokazuje jak pomieszane i nieprzytomne to wtedy było towarzystwo. Zupełnie jasnym jest, że ci półbogowie siedzą sobie na łuku zstępującym Wszechkreacji. Jeśliby byli „święci”, to by byli na łuku wstępującym, i mieliby twarze zwrócone do Źródła, ku Źródłu, tak jak wiele „Wielkich Aniołów” ma. Jednak Anunccy półbogowie nie mają nawet podstawowych umiejętności interpersonalnych, jak wnioskować z ich kiepskich sposobów relacji pomiędzy sobą. Kłócili się, a nawet występowali zbrojnie przeciwko sobie. To dokumentnie wskazuje, że ich uwaga jest skierowana na niskie poziomy bytu, „patrzą się w dół”. A ludzie są w ich kręgu zainteresowania, więc ułożyli, stworzyli im takie środowisko jakie uznali za stosowne dla swoich potrzeb. W Sumerze było to wydobywanie złota, obecnie jest to „wydobywanie” niskowibracyjnych energii emocjonalnych, które ich żywią.

A jednocześnie – są to byty tak zaawansowane, że tworzyły genom ludzki!, dostosowywały Dusze do życia jako człowiek!
Odpowiedzialność? Żadnej odpowiedzialności nie chcieli za to brać na siebie. Odwrotnie, niejednokrotnie spuszczali na swoją kreację potop, aby wytłuc te wszystkie istoty do nogi, bo albo „coś nie tak poszło”, albo nie potrzebne już były..

Takich twórców ciał i dusz możemy się doszukiwać, oczekiwać. Nie innych. Oni są na łuku zstępującym, czyli od Boga poprzez odłączenie się od Boga Dawcy Życia, aż do stworzenia swoich wtórnych istot i zarządzania nimi.
Owe wysokie istoty tworzące Dusze są na łuku schodzącym. Na tym łuku jest ateizm: zapomnienie o tym, że jesteśmy jednością z Bogiem (jak mówi p. Jarosław Bzoma).

Gdy otrząsamy się, możemy się „odnaleźć” w tej sytuacji – widzimy: jesteśmy tu i tu, przeżywamy życie w materii, mamy Dusze, które nam organizują życie i presjują, aby odgrywać nie nasze wybory, ale aby realizować ich karmiczne pomysły na życie. Które to pomysły nawet nie są ich, tylko są realizacją, materializacją treści umysłów istot nieodpowiedzialnych. Pięknie..

Jestem cząstką Źródła!

TO jedno stwierdzenie stawia nas w odpowiedniej, prawidłowej postawie. Wtedy żaden półbóg nie jest nam w stanie duchowo zagrozić, ani nas zniewolić. Realizacja owego „Jestem cząstką Źródła!” daje nam bezpośredni temat praktyki duchowej – bezpośredniego, natychmiastowego, bezstopniowego osiągnięcia czegoś, co nazywają „Oświeceniem”. Zdanie znacie, na ile je zrealizujecie w swoim życiu – to już od was zależy.

„Jestem cząstką Źródła!”

– to stwierdzenie inicjuje ruch ku Źródłu, czyli przejście na łuk wstępujący i redukowanie przeżyć, doświadczeń i procesów.

„Nie jestem cząstką Źródła!”

– to stwierdzenie inicjuje ruch od Źródła, czyli przejście na łuk zstępujący i uruchamianie przeżyć, doświadczeń i procesów. Taka postawa w ogóle wyodrębniła od Źródła owe Pierwsze Wielkie Anioły schodzące po łuku zstępującym, które dalej uruchamiały następne światy.

(Praca z tym sformułowaniem, deklaracją „Jestem cząstką Źródła” nie od razu daje efekty i nie ze wszystkimi cząstkami naszej Istoty, ponieważ niektóre mają masywną inercję. Niemniej zawsze można taką postawę przyjąć – jedną z dwóch powyższych, jak tam kto chce. Inspiracja do użycia tego sformułowania pochodzi ze świetnych wywiadów w Tagentv z J. Bzomą)

Na szczęście więc nie jesteśmy w potrzasku!

My, jako Duchy jesteśmy cząstkami Boskiego Ducha, jesteśmy jednością z Duchem Boskim, Duchem Bożym. To jest podstawą jogi. Joga daje zrealizowanie tej właśnie myśli: to, co tu widzę, jest realne, to jest jednak także ułuda, bo moja Duchowa realność jest realnością bycia jednym z Bogiem. Czytałem nie jeden traktat jogiczny, który tylko i wyłącznie ten jeden prosty fakt próbował przekazać. Niestety, te traktaty były pisane ohydnie manipulatywnym językiem. Podobnie jak przymuszano niewolników do pracy, tak i w takich traktatach także nie było miejsca na własne, osobiste przemyślenia, rozważania, gromadzenie wiedzy. Nie było mowy o refleksjach osobistych. To dawało brak odniesienia do osobistej historii a w rezultacie – religię, podejście religijne.
„Masz w to uwierzyć i to się stanie”… skąd my to znamy! I jak bardzo tego nie lubimy aby nam tak narzucać co mamy myśleć i w co wierzyć!
Tak więc nawet nie podaję nazw tych traktatów jogicznych..

Mamy dobrze działające, sprawne umysły. Mamy świetny aparat odczuciowy! Możemy dobrze popatrzeć i odczuć naszą sytuację jako żyjącego Ducha. Możemy rozpoznać Duszę jako nie naszą spuściznę.

A nie jesteśmy duszą, tylko jesteśmy Duchem. Mamy co prawda duszę, ale też nie utożsamiamy się z nią. Utożsamiamy się z osobowością.
Możemy jako osobowość za siebie odpowiadać. A Dusza? Jej postawy i energie mogą nieźle nam namieszać w życiu. I dlatego proponuję oddać Duszę tam, gdzie jest jej miejsce, skąd przyszła. Jako twór energetyczny należy do Twórców Dusz, niech sobie jej karmiczne energie biorą.

Jesteśmy jak ta żona alkoholika – bita, męczona, ale która ciągle „trwa na posterunku, przy mężu”. Tak i my ciągle myślimy, mamy nadzieję, oszukujemy się, że kiedyś się da oczyścić tą Duszę.. że kiedyś będzie dzięki temu wreszcie dobrze i przyjemnie.
Nie, nie będzie.
Czemu się tak oszukujemy? To jest druga strona medalu – Dusza jest mocniejsza, potężniejsza od Osobowości. Ma wiele przystosowań do życia, ma pragnienia przeżywania. To jest niezwykle atrakcyjne, niezwykle łatwo się zidentyfikować z Duszą: „to ja właśnie tak chcę, to ja tak chcę przeżywać!” A może się zdarzyć, że przeżywania od Ducha jest 20%, a przeżywania od Duszy, uruchomionego poprzez jej postawy jest 80%. I kto tu żyje w tym moim życiu? Moja Dusza, która nie jest ze mnie tylko z jakiś tam półbogów? Taka prawda.

Nie nasza karma

Przez wiele lat miałem przekonanie, że karma mojej Duszy jest „moją karmą”. Ale.. jak widzisz z powyższego rozumowania tak nie jest. Owszem, trochę poluźniłem sobie więzy karmiczne poprzez wieloletnie praktyki oczyszczania karmy. Ale Duszy nie oczyściłem, mimo, iż tak zapewniali i terapeuci i nauczyciele duchowi, którzy kierowali tymi oczyszczeniami.

Przez wiele lat złudnie miałem przekonanie, że da się to zmienić. Ale nie, nawet terapie reinkarnacyjne nie są tego w stanie dokonać. Dusze są tak potężne (zwłaszcza u osób świadomych duchowo), że nie ma na to szans. To nie znaczy, że mamy pozwalać duszom na samowolę, nie. To oznacza, że mamy wyjść ponad duszę i nie być przez nią terroryzowani.

Wiele razy słyszałem argument przeciw sobie: „ale dusza to ty, to ty tak podziałałeś, to teraz to spłacaj”. Nie, chłopie, to nie ja, ja nie jestem duszą, tylko Duchem. [tu tekst o inkarnacji Ducha w już skreowane Dusze].
Jestem Duchem i nie mam co spłacać czyichś długów. Nie oznacza to, ze ich nie ma. Nie wątpię, że karma jest, że są długi, spłaty, te wszystkie więzy są skreowane na odpowiednich poziomach. Ale na na dzisiaj ja mam decyzję je przekraczać.

Uważam, że w takim wydaniu w jakim karma naszych dusz jest, to jest ona nam narzucona. Nie bezpośrednio (jak się niektórzy takiej wersji niesprawiedliwości dopatrują). Nie, to nie sama karma jest narzucona, to narzucony jest system narastania karmy, który istnieje i działa w duszach. A jest tam za sprawą anunacką.

Mogę zatem uznać karmę mojej duszy za niebyłą dla siebie. I nie muszę przebywać, motać się w tej karmie. Nie muszę uznawać jej przejawów (postaw, energii, poruszeń od ciała astralnego do atmanicznego) za coś dla mnie obowiązującego.

Nie buntuję się tu przeciwko niczemu, nie zamierzam nikomu nic udowadniać. Jedynie energie karmiczne, przymusowe postawy karmiczne, zaburzone relacje z innymi osobami – to są obszary, które widziałem jako „moje”. A teraz – widzę, że to z gruntu nie jest moje.

Takiego oglądu, takiego widzenia kłopotów życiowych nauczono mnie od dziecka. Nauczono mnie poważnego traktowania konfliktów, a pomijania energii miłości. Jest to wywórcenie do góry nogami Boskiego Świata, boskiego porządku, w którym konflikty, agresja między ludźmi postrzegane są jako coś nierealnego, skreowanego i podtrzymywanego przez siły, które nie mają realnej mocy.

I teraz ja, będąc świadomym tego, co się wydarza, mam możliwość przywrócenia sobie tamtego punktu widzenia, duchowego przejścia do punktu zboru, który znajduje się w tym pierwszym, prawdziwie Boskim Świecie.

Nęcenie, aby jednak pozostać w Duszy

Już wczoraj zasypiałem z uśmiechem na ustach, bo nie muszę już się męczyć z anunakami i ich wytworami.
jak się pospinało do całości, to nie muszę już przeciwko komukolwiek walczyć.
Walka to pochodzi z poczucia podległości „złu”.
A jak nie jestem im podległy, to po co się napinać?

Przeżycia ostatnie są mocne, Biorą mnie ciemni trochę na widelec. Nęcą moją Duszę, wczoraj odkryłem u siebie Opiekuństwo (częściowe wcielenie opiekuna symbiontów, stosowane u znaczących na Ziemi osób).
Po tym prosiłem o oczyszczenie go. Zeszło, ale odczucia nie za specjalne miałem. Odspojenie się od świata, oglądanie go jak przez szybę.
Nie mam jakoś w agendzie rządów nad światem, więc to Opiekuństwo to mi na marchewkę.

Koleżance pisałem o tym przeżyciu.:
Przez kilka dni chodziłem chodziłem, czułem się jak oddzielony od świata fizycznego. A takie odczucie jest spowodowane zwykle ciemnymi wstawkami, np. symbiontem.
Badałem sobie to, i okazało się, że jednak mojej Duszy podsunęli coś „smakowitego”.

Okazało się, że jest to Opiekuństwo.
No to pięknie mówię sobie, coś jak królowa angielska.
Prosiłem o o oczyszczenie i poszło,
jeszcze przed snem.
Dzisiaj już czuję się normalnie, połączony ze światem.

Dzisiaj to jestem pokorny, bo nie mam owego Opiekuństwa
A wczoraj to haj taki wysokowibracyjny musiał być jakiś. Twoja Dusza to chyba wyczuła, ale nie zgadała się z Osobowością, powiedziała jak umiała, a Osobowość przyjęła to w formie żartu: „czy jesteś już oświecony?”

To Opiekuństwo to z jednej strony nieczyste, ale z drugiej to paniska na wypasie są. Kto wie, czy nie oddalają od siebie karmy i przydzielają swoją karmę tym tu, których mają na posługi za pomocą krokodylków. Tym nosicielom to się niedobrze wiedzie, jak kłopoty przychodzą.
To przekazywanie karmy innym się przydaje, to mi źle pachnie. I całkiem realnie.

Źle oczywiście mają ci związani bezpośrednio z Opiekunami przez posiadanie od nich symbionta. Np. ci alkoholicy wszyscy, to skąd u nich taki kiepski los?
I żeby tylko alkoholicy.

Oczywiście, jak ktoś się podłącza pod istoty z łuku zstępującego, może liczyć na to, że dostanie wysokowibracyjnej karmy od tamtych istot, razem z wysokowibracyjną, zstępującą karmą, więc będzie miał mocne przeżycia w niskich światach.
Tu na ziemi mamy system opresyjny, nie ma co się oszukiwać.
Bardzo sprytnie zaprojektowany, trzeba się nakombinować aby go rozczytać i się z niego wysupłać.

Jak ktoś się połączy z istotami z łuku wstępującego, może liczyć na to, że dostanie wysokowibracyjnej inspiracji duchowej, uwlaniających energii od tamtych istot. Będzie miał przeżycia w wysokich światach.

—-

(Rozmowa A: to Andrzej, K: to koleżanka)

K: Wczoraj w moim dzienniczku duszy zapisalam ze dusza po raz drugi dokonala aktu poddania sie wynikajacego z bezsilnosci.
Cały czas Chece opuscić cialo. Więc sie to balansuje teraz. On a naprawde Tego Chce.
hm… to trochę kłopotliwe, przyznasz.

A: Może to mieć związek ze wspomnieniami różnych Dusz, które opuściły ciało, które to wspomnienia możesz przyciągać. A teraz Wszystkich świętych i zaduszki, i cały ten entourage dotyczący odchodzenia. Jesień też.
Ale dobrze, że masz kontakt z Duszą, ze zapisujesz jej wypowiedzi, że wiesz o co chodzi

K: Wczoraj zapalilam swieczki dla zmarlych przodkow I ukazala mi sie dusza przodka uwieziona w piekle a Moja sie z nia identyfikuje
Ledwo daje rade .
Napiecie bardzo wysokie
Czuje sie zewszad osaczona
Nie wiem jak
Probuje uspokajaczy

A: taa..

K: W tym zyciu już się nie poprawi

A: W Warszawie miałem dwie znajome, które odeszły z tego świata właśnie na bazie rezygnacji Duszy.
Duszy już było wszystko jedno i bach poszła sobie.
A ty jako Świadome Ja chcesz żyć?

K: Sensowne rozwiązanie.
Może bym I chciala ale jestem slabsza od duszy.
Nie jest to jakieś silne pragnienie.

A: Jeśli się ze swoją Duszą zgodzisz, to tak będzie.
Jeśli nie, to nawet jeśli jesteś słabsza ona sama tego nie zrobi
a próbowałaś robić coś co ci sprawia przyjemność?

K: Napiecie z powodu nadwrazliwosci mi to uniemozliwia
Przyjemnosci jest 1 %

A: Kilka lat temu też miałem taką dużą opresję, też nadwrażliwość miałem silną.
Kupiłem sonometr i zapisywałem jego wskazania plus moją wściekłość czemu to mnie spotyka.

A: W pracy ze znajomą i duszami doszedłem do wniosku, ze Opiekuni symbiontów zrzucają tu do naszych Dusz swoją karmę.
Jakby projektują to, co mają w umyśle na nasz plan a nasze Dusze to chwytają i mielą.
To nie wygląda dobrze.. jak zresztą nasze życie z tą karmą.
Zarówno ja odczuwam jak przychodzą różne typy pogody, to z nimi przychodzą na nas różne byty a nasze Dusze łapią te energie tych bytów i to przeżywają: a to przygnębienie, a to radość. Tak, jakby były zaprojektowane do przeżywania energii z zewnątrz. Tak jak Human Design mówi o niezdefiniowanych centrach. Nie wszyscy wszystkie mają niezdefiniowane, ale każdy jakieś ma, więc jest podatny. I dodatkowo nie możemy się zgodzić ze sobą, bo jesteśmy różni. Stąd takie różnice w odczuciach, przeżyciach.

Może być, że niższe części naszych Dusz sa tak specjalnie zrobione, aby te energie przejmować i grzebać się w kramie.
I może to w dużej jakiejś części być karma nie nasza.

Bo jak taka Dusza to ma intelekt 4 latka to ona nie zrozumie tych zależności.
Dusza to nie zrozumie tego wglądu, nie ma szansy, ona sama wiesz jak widzi i jakie ma intencje – chce coś przyjemnego dostać i żeby nie bolało i koniec.

K: Nic tylko unicestwic dusze trzeba
Trzeba ja zamordowac

A: One – Dusze się chyba same rozpływają
jedynie potrzeba coś zdecydować jako Świadome Ja
Jeszcze dokładnie nie wiem o co chodzi.

K: Rozpuszczac dusze od dołu

A: Jak moja Dusza smocza się rozpłynęła, teraz mam coś innego

 

K: Już smoka nie ma, jest Jednorozec?

A: Jest coś co rozpoznaję jako „jednorożca”.. bardzo zanieczyszczonego

K: czyli coś się zmieniło
Wymienili jedna czesc n.a. druga
I znowu sie z tym bujasz

A: nie, ten jednorożec był tam głębiej, teraz wyszedł na powierzchnię
Czyli byl wprogramowany wczesniej
„narósł” możnaby rzec
wcześniej

– Ok
– to jest dopiero manipulacja, wielopietriwa

A: Duch jest tym w nas, co żyje, a Dusza to chyba przykrywka

K: Swietna robota hehe
Implant

A: Czasami wchodzę w wibracje Ducha, wtedy nie ma mowy o lękach, o niepokoju, o jakichś kontaktach z ciemną stroną itp

K: Hmm

A: a jak w działającej Duszy jestem, to trudno żyć
nie mam energii, wszystko trudne się wydaje
co pomyślę, to od razu mnie dołuje
a dodatkowo tato – jego Dusza to ogromny hamulcowy, a moja się jej słucha w tym
ja mogłem dużo w życiu osiągnąć, bo jakoś można było.

K: Implant sluzy tym ktorzy go podlaczyli

A: Ale z powodu tych obciążeń w „astralu”, w Duszach to po prostu zatkało się. Jak zlewozmywak i stoi taka stęchła woda w nim..
nawet najprostszego auta nie umiem kupić i nim jeździć, bo Dusza raz wierna rodzicom i ich wyborom

K: Potrzebujemy silnego wsparcia

A: a dwa mnie osobiście dusza blokuje, a to mi lęki, a to mi poczucie winy daje z wielu wcieleń swoich..
ja nie pamiętam, abym to sam robił, to nie moje, ale mnie się tym obarcza.
K: Aha
A: to nie fair. Ale Anunaków to nie obchodzi
ta historia nie przedstawia się tak milutko jak to pokazują w wielu religiach czy nawet w jodze.
Jedynie niektóre praktyki omijają Duszę szerokim łukiem.
Musimy sie polaczyc z silami ktore as ponad annunaki
Jesteśmy z nimi połączeni, z Duchem, jesteśmy nim w formie osobistej nawet, ale.. na jakiejś zasadzie coś nam zadecydowało, że tego Ducha może Dusza presjować.

K: Bo omijanie duszy ty odrzucasz
Zgadza sie ?

A: wiesz, ja przez długie lata myślałem, że z tą Duszą to się da „pogadać”, dogadać, że można to realnie oczyścić całą tą karmę
ale tego jest dużo i właściwie to nie jest do zrealizowania
K: Aha
A: można sobie trochę pomóc, trochę ulżyć, ale nie dużo w sumie
K: Correct
A: poza tym nie znam kogoś, komu to by się udało
K: A oswieceni ?
A: nawet tacy bosowie jak …… też chodzą poobciążani i .. nie wiem co oni sądzą..
wiesz, ja mówię o ludziach z naszego kręgu, a nie jakichś z niewiadomo gdzie
K: Ok
A: ja tam gdzieś nie pojadę, potrzebuję recetpy na tu
Ja mam trudność ruszenia się w ogóle z miejsca, wyjechania z miasta, to o czym tu mówić
to mój kolega jeździ autem mocno, zrobił w tym roku bardzo dużo km
więcej niż ja w całym życiu
a i to też nie daje mu ukojenia,
nie potrafi sobie znaleźć niszy w systemie
ale akurat to mnie nie dziwi
bo to jest raczej normą
Anunaki łapę trzymają, więc nie można się odnaleźć
tak więc wszystkie strzałki prowadzą ku Duszy i jej aktywności blokującej nam życie
wygląda ładnie, Dusza niby jest „cennym pojazdem”, ale.. w praktyce wychodzi, że opony ma poprzebijane
K: Kolo sie Zamyka
A: albo Dusza w ogóle jest czymś innym, niż sądzimy.
Jestem już dawno po odczarowaniu Duszy i po poznaniu jej realnych głupot
wiem o nich i opisałem je
ale myślałem, że są to rzeczy zrobione z dobrą wolą
że po prostu taka głupitka, nienauczona
bidulka, że potrzebuje być nauczona i się nauczy, zrozumie, zmężnieje, zmądrzeje, nabędzie mądrości. A tu nie.
K: Nie ma sie co litowac
A: A tu może być zupełnie co innego,
no i to programowanie horoskopowe – urodzeniowe Duszy
Dusza to narzedzie w rekach annunakow
na to wygląda z tego programowania – tropy wiodą ku Sumerowi i astrologii, astrologicznym programom urodzeniowym, którym Dusze są podległe niewolniczo
przecież cały Human Design to opis oprogramowania Duszy, na jakie sposoby jesteśmy blokowani
a my mamy się tego słuchać, bo będzie mniej boleć.
K: Hm …
A: bzdura jakaś na potrzeby sił ciemnych
chodzi o konkretny kontakt z ostatecznym Bogiem przez Ducha, a nie Duszę.
to się daje robić, i w wielu nurtach jest osiągalne, np. w sesjach oddechowych, rebirthing, itp.
K: A Zen?
A: też może ewentualnie być, ale energie tych posiedzeń są zdecydowanie za niskie aby osiągnąć poziom wibracyjny Ducha..
Ale liczyć, ze przyjedzie odpowiedni mistrz i będzie się można pod niego podpiąć..
to coś nie tak
idę cos do picia zrobić
K: Ok
A: no i tak
ja bym to skopiował i umieścił na prywatnej stronie w necie, aby dać poczytać znajomym
K: pewnie
A: a co ty o tym myślisz? Wychodzi na to, ze Dusze nas robią w konia..
I jak chce twoja odejść, to może być, że stanowisz dla anunaków zagrożenie i chcą się ciebie pozbyć.
K: ostro mi teraz laduja, to prawda
A: niby wszystko zgodnie z zasadami karmicznymi, itd.. ale może być, ze jest to po prostu gra do jednej bramki – naszej.
że chcą nam nastrzelać goli – na własną korzyść
ja mysle, ze dusza nie chce odejsc sama z siebie ale tanczy jak jej zagraja
tak może być

……

Dusza Trojańska

Stwierdziłem, że się dopięły informacje, i z logiki wychodzi, że nie mają nade mną władzy, że mi „podłożyli” niższą Duszę w Wewnętrznym Świecie, a ja byłem tak bardzo przejęty tym..

Niższy Świat, Wewnętrzny – od poziomu fizycznego (ew. astralnego) do atmanicznego. Miejsce życia Niższej Części Duszy – tej, w której jest karma
Wyższy Świat – powyżej atmanicznego, od anupadaka w górę, świat bezkarmiczny.
(O obu Światach mówi p. Sławek w swoich wywiadach nt. rozmów z o.Pio.)

Nie mają nade mną władzy, „podłożyli” mi Niższą Duszę w Wewnętrznym Świecie, a ja byłem tak bardzo przejęty tym..

Poczułem luz, nie ma o co walczyć, bo walka to wynika z poczucia podległości złu.
A jak nie jestem podległy to mogę się rozluźnić.

Ciągle sądziłem, że powinienem poważnie traktować swoją Duszę (jej niższą część). a im bardziej ją poważnie traktowałem, tym gorzej się czułem. Paranoja.

Ja to rozumiem tak, że Dusza jest jakby „odbiornikiem” programowania Anunaków (czy też Opiekunów) – to w centrach niezdefiniowanych (wg. Human Design).

I cały umysł też jest takim odbiornikiem,
A emocje są powiedzmy najniższym ciałem Opiekunów, do którego oni spychają co mają brudnego.. stąd takie kiepskie emocje ludzie mają na Ziemi.

Z tego, co widzę i czuję, to za sprawą Duszy mocno dałem się zapędzić w działania nie dla siebie. Im więcej robię nie dla siebie, tym mniej robię dla siebie. Potrzebuję odpocząć od zaangażowań w cudze życie.
Co prawda dzięki temu też dużo sam w sobie przemyślałem, i pojawiło się dużo świadomości siebie i procesów w których jestem. Jednakże to nie zastąpi działań, wsparcia siebie.
Programy i procesy duszy są z gruntu karmiczne, zapętlające się, narastające. Aby z tego wyjść, warto wyjść do Ducha, gdzie mamy szansę rozpuścić te zależności, bez konieczności rozplątywania ich.

Poziomy tzw. „astrala”, czyli od ciała astralnego do atmanicznego są poziomami karmicznymi,
póki ktoś jest przekonany, że „jest na nich prawda”, to jest poddany Duszy, a więc i karmie. W tych przestrzeniach można się nieźle napracować, „nażyć”, doznać wielu, wielu przeżyć, interakcji z innymi duszami. Dusza sama stamtąd nie wyjdzie.
Ja mam wrażenie, że nasza świadomość nie obchodzi duszy. Ją obchodzą przeżycia. My możemy jak najbardziej te przeżycia i całą duszę użyć do budowania świadomości, ale przymusu nie ma. Wręcz to my sami siebie możemy przekonać do tego, czy tamtego.. W tym sensie jesteśmy twórcami swojego życia, swojej drogi doświadczeń. Dusza jest raczej sztywna w swoich programach – można zobaczyć na Human Design i opisywane przez ten system programowanie „na Zodiaku” – to jest „nie do ruszenia”, jak Anunaki zrobili kody astrologiczne, to tak one działają. Szczęściem, refleksja może dać odkrywanie „czegoś więcej w centrach niezdefiniowanych.

Ale można stwierdzić, że w Duszy nie ma bezwzględnej prawdy, tylko jest „zaprogramowana” prawda karmiczna i.. można się od razu wyzwolić od tyranii Duszy. Zamiast wierzyć Duszy w jej przekonujące postawy – powiedzieć sobie i jej, że są to programy i karma wynikająca z tych programów.
Taki domowy Dzogczen. Wyjście poza „tyranię Duszy”, poza programowanie nas przez różne ekipy. Oczywiście na początku jest to tylko sprawa świadomości. Ale jak się będzie na bazie tego postępować, to będzie się to umacniać jako postawa.

Działania w obszarze dusz oznacza, że akceptujemy ich realia, ich pomysły, i poddajemy się im. Jeśli zaś chcemy zachować Ducha, potrzebujemy nie poddawać się grom dusz – patrzeć na nie jak dziecięce igraszki.

Ale prześledźmy kilka przykładów gier, które uprawiają Dusze.

W obszarze buddialnym poddajemy się wartościom, uzależniamy od ocen innych osób.
Patrzymy i rozważamy: co jest wartościowe, a co nie – czemu się poddamy a czemu nie. Równocześnie poddajemy się przez to Duszy. I swojej i cudzym Duszom – jeśli wypowiadają się o wartości tego, czy czegoś innego. Gra idzie o porównywanie, rozważanie wartości, ocenianie, dociekanie. Jeśli się zaangażujemy w to – to już nas mają. Już nie jesteśmy w Duchu, łatwo nas złapać na lep akcji, programów, działań, ponieważ „są takie ważne”.

Może być tak, że ktoś w ego (ego jest częścią Duszy) rozpatruje jak się wobec niego odnoszą ludzie na forum internetowym. Ocenia on te wypowiedzi. A ocena to poruszenie na poziomie buddialnym. Od momentu jak szuka swojej wartości na zewnątrz siebie, „zaprzedaje” swojego bezcennego Ducha na pastwę dusz, osobowości i ego innych użytkowników sieci, którzy mieliby „dodać mu wartości”. A jeśli ktoś nie potwierdzi tego, to.. kłopot. Ten kłopot jest następnie brany na widelec i służy za podstawę do kolejnych działań, aby „udowodnić swoją wartość”. I tak może się ciągnąć bez końca. Tak wkręcają dusze człowieka w kręciołek karmiczny. Wydaje się, że jest z niego wyjście – „potrzeba tylko być w tym lub w tamtym być, okazać się odpowiednio wartościowym”. Ale w praktyce nie jest to możliwe do zrealizowania.

I znowu ten ktoś znajdzie sobie w sobie coś mało wartościowego.

Ego (część Duszy) wydaje takie odczucia – że coś jest dla ego „dobre” (ktoś dobrze o mnie powiedział), a coś innego „złe” (ktoś mnie skrytykował). To może być uwiązanie siebie (Ducha) do Duszy na poz. buddialnym. Jest związane z czyjąś oceną: „on to zrobił dobrze”, „on jest nic nie warty” – to oceny czyli buddialny. Jakby tego nie brać pod uwagę, to Duch nie byłby poddany Duszy (w tym obszarze) i ten człowiek byłby wolny. Niezależnie co o nim powiedzą, to on i tak będzie oddychać, żyć, może się uśmiechać. A tamci? Niech sobie myślą co chcą w swoich Duszach.

Oczywiście nie chodzi o to, aby negować opinie innych, aby te osoby uważać za nic nie wiedzące. Ich opinie mogą wskazywać np. miejsca, w których sobie gorzej radzę. Ale nie muszę z tego powodu cierpieć! Mogę to wykorzystać np. do poprawy mojego stylu pracy.

Wyjście z tego zaklętego kręgu jest usytuowane POZA kręgiem Dusz, w Duchu. Tam, gdzie człowiek był przed wejściem w to zamieszanie.

Wyjście jest proste: potrzeba się wycofać na tamtą pozycję i tam pozostać – w Duchu. Można oczywiście wiedzieć, że tam tyle się dzieje. Ale też warto pamiętać, że ten zakręcony, uwarunkowany ruch się będzie cały czas toczył i nie zatrzyma się. Nie ma co na to liczyć.

W obszarze idei poddajemy się ideom, ideom religijnym, bądź politycznym. Patrzymy na takie idee i myślimy sobie: „o, to jest piękna idea, ja uważam ją za prawdziwą”. No i pyk! rzeczywiście, jak chcesz tak masz – właśnie jesteś poddany idei. W trudniejszych przypadkach ludzie za idee są gotowi walczyć, „oddać coś” itp. Jest to ich wybór, ale też ich zniewolenie. Jednocześnie jest to ich doświadczenie. Czy wyciągną z tego wnioski, czy też nie – od tego zależy na ile szybko się uwolnią od idei i swojego jej poddaństwa.

Anupadaka to jeszcze nie poziom Ducha, ale już nie jest to poziom „dolnej Duszy”, czyli tej jakby „zrobionej”, uruchomionej przez półbogów (Anunaków, Opiekunów, Demiurgów).
Jest to pierwszy poziom wolności od karmy.
Jest to pierwszy poziom w obszarze „Zewnętrznego Świata”, czyli tego nie stworzonego przez Demiurga.
Anupadaka ponoć znaczy „bez ojca”. w społeczności hinduskiej, mocno plemiennej, posiadanie ojca równa się byciu poddanym pod czyjeś niemal rozkazy. Ze słynnym poddaniem się z kim mamy się żenić/za kogo wyjść za mąż. Czyli jest to ogromna zależność.
„Bez ojca” równoznaczne jest, że mamy osobisty wybór.

Działanie z poziomu anupadaka nie musi pomijać poniższych poziomów. Może wszystko obserwować i korzystać z tego, i dziękować komuś za spostrzeżenia.
I można w tym być wolnym, można szanować innych, jeśli oni działają na niższych poziomach.

Natomiast jest bardzo bliska temu postawa czarna, typu „wszystko mi wolno” „wszystko mogę”, „nikt mi nie będzie mówił co mam robić” – ale to już nie jest z Ducha Bożego, tylko z Ducha ciemnego Opiekuna symbiontów, co skutkuje poniżaniem, buntem, a i dodatkowymi silnymi energiami od Opiekuna, które wspierają tak działającą osobę. Nie jest ona wolna, jest mocno zależna od Opiekuna symbionta, ale.. jej samej się wydaje, że jest na drodze ku wielkiej swobodzie.

Anupadaka to pierwszy od dołu poziom „Wyższej Duszy” tej spoza świata Demiurga, tej z Zewnętrznego Świata.
Kolejne poziomy to poziom Adi, Tworzenia, Istnienia i Zaistnienia,
Anuadaka to jeszcze nie poziom Ducha, ale już nie jest to poziom „dolnej Duszy”, czyli tej jakby „zrobionej”, uruchomionej przez półbogów (Anunaków, Archontów, Opiekunów, Demiurgów, nazwa nie gra roli).

Jest to pierwszy poziom wolności od karmy.
Jest to pierwszy poziom w obszarze „Zewnętrznego Świata”, czyli tego nie stworzonego przez Demiurga.
Anupadaka ponoć znaczy „bez ojca”. w społeczności hinduskiej, mocno plemiennej, posiadanie ojca równa się byciu poddanym pod czyjeś niemal rozkazy. Ze słynnym poddaniem się z kim mamy się żenić/za kogo wyjść za mąż. Czyli jest to ogromna zależność.
„Bez ojca” równoznaczne jest, że mamy osobisty wybór.

To odpuszczanie, roztapianie równa się rozpuszczaniu się Duszy i procesowi odwrotnemu do wcielania się.
Przy wcielaniu się Dusza nabiera materii (zobaczcie jak zarodek ludzki, niemowlę rośnie, to też materia – fizyczna, z nią rosna kolejne ciała).
W procesie rozptapiania rozpuszczane są te kawałki Duszy, które nie są bezpośrednio podległe pod Kanał Światła (tak bym to nazwał). I przestajemy reagować na coś „reaktywnie”, a z Ducha, w sposób niereaktywny, bezkarmiczny.

Czy dobrze zrozumiałem, że ludzie, którzy mają dusze na poziomie poniżej ciała anupadaka mają większy problem wejścia w ów „stan ducha”, niż ludzie powyżej ciała atmanicznego, czyli od anupadaka?
Wygląda na to, że „osobiste dokopanie się” do Ducha zależy od Świadomości, od Świadomego Ja. Im zaś ktoś bardziej rozwinięty tym tą świadomość ma bardziej rozwiniętą. Z poziomem rozwoju jest związana liczba ciał subtelnych rozwiniętych, dojrzałych.
Więc jest to jakiś trend. Łatwiej jest rozpoznać owego Ducha.
Chociaż kiedyś już pisałem, że istnieje podanie hinduskie o drzewie Mandżari Dasi (bodajże tak się nazywało), które osiągnęło oświecenie – czyli się dokopało świadomością do Ducha. A drzewo jako roślina ma dojrzałe tylko dwa ciała: fizyczne i eteryczne. Czyli można nawet mając dwa ciała.
Jednak mając więcej jest najprawdopodobniej łatwiej.

Drogi do uwolnienia

Pójście za Duchem, w krainę Ducha było i jest opisywane przez wiele, wiele tradycji duchowych. Jednakże, mimo, iż te nauki są rozpowszechnione, to trochę są na marchewkę (zresztą pewnie przez to są nadal dostępne tak szeroko). Co nie działa – to może być dostępne, bo nie działa.

A wśród nich można wyróżnić:
Medytacje zen, poprzez wyłączanie umysłu w medytacji siedzącej.
Pranajamy jogiczne hinduskie wprowadzające poprzez energetykę oddechu w stan Ducha, bardzo łatwo i prosto. Pochodzące od nich praktyki zachodnie, np. Rebirthing także ma taką możliwość. Wielokrotnie wchodziłem w ten stan w sesjach Rebirthingowych.
Dzogczien razem z jego kilkoma bezpośrednimi praktykami wchodzenia w stan tzw. rigpy, czyli w stan Ducha, poza Duszę.
Chrześciaństwo z wysokowibracyjnymi, bezpośrednimi przesłaniami Jezusa, wezwaniami do przeniesienia uwagi na Ducha, do Ducha. One też działają, jak najbardziej. Chrześciaństwo obszar Ducha nazywa Chrystusem. Jezus był nazywany Chrystusem z powodu swojej postawy wewnętrznej (inaczej: z powodu zrealizowania, urealnienia, wyrażenia w sobie Boga). Tak przynajmniej można na to patrzeć z punktu widzenia naszego wywodu.
Muzykę – tak, muzyka potrafi przenieść nas do sfery Ducha. Co prawda nie wszyscy sobie zdają sobie z tego sprawę że i kiedy to następuje. Ale jest to bardzo, bardzo łatwe przy właściwej postawie wewnętrznej i przy odpowiedniej muzyce.

Drogi do Ducha mogą być różne.
Ja akurat „wykończyłem” temat Anunaków i ich tworów,
i stwiedziłem, że mogę żyć z Ducha

Można by jeszcze ileś wymieniać tych metod.

Czemu więc nie działają? Bo ludzie nie umieją się nimi posłużyć, a nauczyciele nie wskazują odpowiednio dobrze ich przeznaczenia. [więcej w art: „Kochaj i rób co chcesz – praktyka„]

Dam przykład z kawą w kawiarni. Człowiek wchodzi do kawiarni, na kawę. Świetna kawiarnia, świetnie urządzona, przytulna, spokojna, kelnerka przyjmuje zamówienie. Po pewnym czasie przychodzi z filiżanką super kawy, zapach piękny. Nasz gość dodaje śmietanki, wstaje i .. wlewa sobie kawę do kieszeni spodni.

Tego się nie spodziewaliście?
Ów ktoś nie miał pojęcia gdzie tą kawę wlać. Dodatkowo mógł się oparzyć.
Podobnie jest z wykorzystywaniem różnych metod pracy duchowej – tych ostatecznych, związanych z przejściem w obszar Ducha. Najzwyczajniej brakuje rozpoznania, wytłumaczenia – co i jak. Dlaczego, w jakim celu się podejmuje tą praktykę.
Więc i nawet najlepsze metody są na marchewkę, ponieważ kawa ląduje w kieszeni.

Wytłumaczenia tu są istotne, ponieważ mogą dać motywację i przejście do obszaru wyzwolenia od karmy, od męczyduszostwa Duszy.

Jednakże wytłumaczenia te obejmują zarówno:
– ezoterykę (pojęcie poziomów, światów subtelnych, bytów duchowych),
jak i
– świadomość gdzie się jest i gdzie potrzeba być (to jest potrzebne do świadomego przejścia, zmiany punktu pobytu Świadomości, zmiany „punktu zboru” wg. Castanedy).

Ślady tych wytłumaczeń, które są kluczowe i które jasno podaję są także obecne tu i tam w owych systemach. Jednakowoż nie są one aż tak podkreślane, można je przeoczyć, i zdecydowanie nie docenić ich wartości i ważności.
Przykładowo, w najbliższym nam chrześciaństwie:
Jest powiedziane: „Szatan jest panem tego świata”.
Kto to bierze na poważnie??! Chyba nikt.
Może jakiś nawiedzony religijny fanatyk. To jemu się do niczego nie przyda, ponieważ nie praktykuje duchowości tylko fanatyzm.
A reszta? Patrzy na tą informację i łączy ją z wyśmiewanym fanatykiem, więc i informacja staje się pośmiewiskiem.
„My wiemy, kto tu rządzi. Rząd, premier, prezydent, mamy kodeksy, prawo o ruchu drogowym. To nami rządzi.”
To powie większość „realnie myślących ludzi”.
„A diabeł, szatan? E tam, to jakieś takie na poły bajki. Może kiedyś były szatany, dzisiaj mamy naukę, uniewersytety. Jakby szatan istniał, to by go wykryli. A przecież żaden profesor nie powiedział, że diabeł istnieje. Więc nie istnieje.”
Nie tylko, że nie włada nami, ale i nie istnieje!
To cudowna wiadomość dla Archontów (półbogów, władców Dusz, Anunaków, czy jakkolwiek ich by zwać!)

Gdzie więc szukać podstaw do wyzwolenia się z władzy Duszy? U zwykłych ludzi, w zwykłych wierzeniach się tego nie znajdzie.

Potrzeba ezoterycznego rozpoznania sytuacji niewolniczej wręcz podległości i świadomego zastosowania metod przeniesienia Świadomości w obszar Ducha. Potrzeba wyżej wymienionej postawy „Jestem jednym ze Źródłem!”
To nie jest jakoś daleko, my sami cały czas przebywamy w Duchu, można powiedzieć, że emocje, przeżycia „wyrywają nas” w świat Duszy. To Dusza i jej zajęcia są tak zajmujące, że nasza uwaga, świadomość porywana jest ku Duszy i uczestniczy w jej rozgrywkach, zabawach, a nawet w wojnach.
To jest w jakiś sposób przyzwyczajenie, więc trzeba być przygotowanym, że będzie trzeba się stopniowo odwarunkować.

Przykładową metodą jest odwarunkowanie typu Human Design:
– obserwujemy swoje czakry/centra niezdefiniowane i energie, które się tam pojawiają
– nie staramy się przeciwstawiać tym energiom, które są „zasysane” z zewnątrz do centrów,
– nie staramy się „nabrać” tych energii dla siebie
– pytamy Duszy, czy mogłaby dać tym energiom pójść dalej – i zazwyczaj odpowiedź jest „tak”, Czasami potrzeba trochę rozmowy z Duszą.

To nie są cuda

Proszę nie oczekiwać od praktyk tu opisywanych, że będą one działały szybko, nagle i z siłą wodospadu.
Jeśli Dusza jest mocno zainteresowana w przeżyciach, w doświadczaniu różnych aspektów tego świata, to będzie zwodziła adepta, odciągała go od praktykowania „wyjścia ku Duchowi”.
Dzieje się tak dlatego, że w Duchu nie ma obecnych tych przeżyć, które tworzą Niższą Duszę, np. nie ma emocjonalności, nie ma głębokiego przemyśliwania teorii, rozwiązań, nie ma dociekań – nie są na wyższych poziomach ani potrzebne. Ani też nie harmonizują wibracyjnie z tymi poziomami od anupadaki razem w górę. Tam nie ma takiej „pracy umysłowej” jaką znają intelektualiści.

W procesie harmonizacji własnej Duszy różne jej cząstki dopasowują się do siebie. Zmniejsza się napięcie. Tym charakteryzuje się praca terapeutyczna – pacjent przychodzi w gorszym stanie, działa nad sobą, ze swoją Duszą i po jakimś czasie wychodzi z terapii w stanie lepszym. Można rzec – sharmonizował się, poukładało mu się w środku, w Duszy.

Gdy oczyszczamy się od karmy, to „puszczamy” pewne wzorce, które posiada Dusza na swoim pokładzie. Odchodzą, czyli się rozpuszczają, ale także i pewna ilość energii odchodzi wraz z nimi. Jest to energia „zawęźlona w Duszy, która w Duszy utknęła. Dajmy na to, ktoś miał karmę żołnierza, wojskowego. I w sesjach regresyjnych oczyścił sobie ją, stwierdziwszy, że już nie potrzebuje walczyć, bo nie ma o co, a Dusza także przyjęła tą postawę, to przekonanie. Ale w Duszy były przechowywane „na wszelki wypadek (wojny)” pewne specjalne energie, które by temu człowiekowi bardzo posłużyły. Gdy Dusza przestała w to wierzyć, to stwierdziła, że owe specjalne zapasy energetyczne nie są potrzebne i .. wypuściła je. I poszły sobie. Dusza sama jest złożona z energii, a i wzorce postaw są w formie energetycznej. Więc, gdy i wzorzec i energia poszły można zobaczyć, że Dusza się zmieniła – nieco rozpuściła się.

W procesie, który omawiam też mamy do czynienia z rozpuszczaniem Duszy. Nie jesteśmy w stanie intensywną pracą nad sobą rozpuścić całej karmy naszej Duszy nazbieranej z wielu wcieleń. Postawa przejścia do Ducha robi to automatycznie – zaczynają rozpuszczać się wielowcieleniowe złogi Duszy.

Reklamy

23 Komentarze (+add yours?)

  1. Marc
    Lu 04, 2018 @ 23:18:36

    Na katolickiej mszy mówi się „Na początku było słowo”, raz ksiądz wyjaśnił, że chodziło o „Logos” – myśl. Ale może jest inny związek…

    „Nauczono mnie poważnego traktowania konfliktów, a pomijania energii miłości. ”
    – O czymś podobnym pisze autor fajnej moim zdaniem książki „Leczenie uzależnionej osobowości” – na poziomie psychologicznym.

    „Niezależnie co o nim powiedzą, to on i tak będzie oddychać, żyć, może się uśmiechać. A tamci? Niech sobie myślą co chcą w swoich Duszach.”
    – Ponownie, o tym też mówią często psycholodzy. Czy więc praca psychologiczna może twoim zdaniem prowadzić do wyjścia „poza duszę”, do ducha. Tak by wynikało, jeśli ktoś zmienia swoje nastawienia, np. do opinii innych.

    „reagować na coś „reaktywnie”, a z Ducha, w sposób niereaktywny”
    – Z czymś podobnym spotkałem się z kolei w książce „Toksyczni rodzice” Susan Forward, chyba nawet mówiła o świadomych zachowaniach (chyba inaczej to nazywała) zamiast „reagowania”.

    Co do praktyk. Co byś powiedział o chi kung? Np. sesje zaczynają się od techniki „uśmiechu z serca”.
    A praca z wibracjami? Np. w postaci modlitwy afirmacyjnej uzdrawiania wibracji.

    „Jest powiedziane: „Szatan jest panem tego świata”.”
    – A ja się nad tym zastanawiałem. Kiedyś na FB nawet coś napisałem w komentarzu do tekstu o jakimś sukcesie itp. ale nikt się specjalnie nie zainteresował 🙂

  2. Marc
    Lu 04, 2018 @ 23:57:42

    Taki „zbieg okoliczności”, kończę afirmowanie uwolnienia od wszelkich szkodliwych dramatów.

  3. pit
    Lu 05, 2018 @ 14:33:35

    Matrix się ziścił. Jestem bateryjką, bu. Ojcze nasz coś ty zrobił. Nie ma nadziei.

  4. Marc
    Lu 05, 2018 @ 20:30:11

    A może jakieś wskazówki, jak rozpoznać takich „poobciążanych bosów”, i jak traktować?

  5. Gandalf
    Lu 05, 2018 @ 20:36:51

    Marc, to wręcz dziecinnie proste 🙂 Tacy ludzie kierują się wyłącznie własnym interesem, są nieczuli na cierpienie innych, na to jakie konsekwencje wynikają z ich pobudek, widać po ich zachowaniu że są jakby oddzieleni szklana szybą, że najważniejszy dla nich jest osobisty zysk. Poobserwuj wypowiedzi polityków, ch działania, co oni mówią i zrozumiesz, jak rozpoznawać takich osobników z ,,pasażerami na gapę”. To samo wielu biznesmenów, bogatych właścicieli, wszędzie tam, gdzie jest ogromna kasa i prestiż społeczny. Normalny (tj. nieobciążony lub słabo obciążony człowiek) nie wytrzyma w takim środowisku długo bo dosłownie udusi się w tak niskich, demonicznych energiach. Stąd starsze dusze czy dusze ludzi zajmujących się rozwojem bądź w ogóle dusze osób czułe i empatyczne celowo unikają takich osób i miejsc z nimi związanych bo wyczuwają na kilometr krokodyle.

  6. Tomek
    Lu 05, 2018 @ 21:57:16

    Zacznę od cytatów z początku i zakończenia wpisu:

    „Temat obejmuje sposób na uwolnienie się od wielu, wielu spraw, zwłaszcza duchowych, ale nie tylko, które przeszkadzają w życiu.”

    „W procesie, który omawiam też mamy do czynienia z rozpuszczaniem Duszy. Nie jesteśmy w stanie intensywną pracą nad sobą rozpuścić całej karmy naszej Duszy nazbieranej z wielu wcieleń. Postawa przejścia do Ducha robi to automatycznie – zaczynają rozpuszczać się wielowcieleniowe złogi Duszy.”

    Chciałbym zaproponować (samo)sprawdzenie dla tych, którzy chcą,
    – na ile jestem związany z Duszą/karmą, a na ile przeszedłem na postawy Ducha. Jest to pewne przybliżenie. Nawet jeśli wyniki są podobne to za każdym z nich stoi ZUPEŁNIE inna, osobista historia.

    Trzeba poświęcić chwilę na uspokojenie się, spojrzeć swoje życie i szczerze, w obecności serca odpowiedzieć sobie na pytanie:
    -ile rzeczy z mojego przeszłego życia chciałbym zmienić?
    Jeśli ktoś potrafi to może odpowiedzieć na to samo pytanie tylko w formie:
    -jaką część mojego przeszłego życia chciałbym zmienić?
    Kto potrafi i chce może włączyć wcześniejsze inkarnacje.

    Interpretacja odpowiedzi jutro, no chyba, że ktoś już wie 🙂

  7. Elizabeth
    Lu 05, 2018 @ 22:15:24

    Andrzeju (jeszcze nie skończyłam czytać całości, jestem mniej więcej w połowie) ALE mocno „dotknął” mnie fragment, w którym piszesz o Opiekuństwie czy symbiontach, że objawem tego są odczucia „bycia za szybą”.
    Ja mam takie odczucia odkąd pamiętam.. Bywaly momenty, że myślalam, że jestem zupełnie niezdolna do odczuwania jakichkolwiek emocji względem innych ludzi, nawet bliskich. Teraz to się trochę poprawiło, ale chyba tylko w stosunku do 1 gora 2 osob z mojej najbliższej Rodziny.
    Czy byłbyś w stanie jakoś „sprawdzić” co to u mnie jest?

  8. Swiat Ducha
    Lu 05, 2018 @ 22:43:19

    pit

    piszesz:
    „Matrix się ziścił. Jestem bateryjką, bu. Ojcze nasz coś ty zrobił. Nie ma nadziei.”

    tak mówi Dusza – to co napisałeś to jej opowieść..
    Przynajmniej dobrze to do niej pasuje.

    Pytanie czy ty, jako Świadoma Jaźń utożsamiasz się z Duchem? Czy chcesz to zrealizować jako prawdę w swoim życiu?
    Bo na tym poziomie nie ma ustalonych identyfikacji.

    Jest to poziom adi – poziom przypisywania znaczeń, a więc i poziom utożsamiania się.

    Można się utożsamić ze swoim ciałem,
    albo
    z imieniem i nazwiskiem
    Do ucznia w podstawówce: „kim jesteś?”
    „-Jestem Jasio Kowalski”.

    albo
    z własną ścieżką zawodową i karierą
    „Kim pan jest?”
    „Jestem inżynierem takim i takim”.

    albo
    z rolą w rodzinie (bycie córką, synem, ojcem, matką)
    „To jest moja córcia a ja jestem jej mamą”

    albo
    można się utożsamić z przeżyciami własnej Duszy
    „Jestem taka rozanielona” „Chodzę od rana jak nakręcona”

    albo
    nawet z całą własną Duszą („jestem Duszą, mam dziesiątki wcieleń”)

    Można także zacząć głębiej (in. „wyżej” w ciałach subtelnych) sięgać
    i .. odkryć Ducha i .. zacząć się odnajdywać, utożsamiać z Duchem..

    I o tym jest ten tekst!

    Oczywiście można przy tym uważać, że ktoś nas przymusił do trwania w identyfikacji.

    Na początku oczywiście „sklejono nas” z Duszą, z ciałem.

    I to, co piszesz to może być właśnie efektem takiego sklejenia.

    Dobra informacja to taka, że na poziomie adi, ponad ciałami karmicznymi nie mamy konieczności dalszego podtrzymywania tego utożsamienia. Można „przełączać się” pomiędzy tymi utożsamieniami. Zresztą to robimy w naszej osobowości na codzień, jak przełączamy się pomiędzy rolami
    np. matki, osoby pracującej, żony, kierowcy
    czy też męża, ojca, pracownika, kierowcy.

    W przełączaniu pomiędzy pozycjami duchowymi potrzebujemy trochę o nich wiedzieć, i dlatego na blogu tutaj opowiadam o tych różnych miejscach, obszarach, pozycjach, abyśmy zdobyli łatwość w ich obserwacji i widzieli, że na codzień mamy takie przeskoki utożsamienia.
    Więc między Osobowością, Duszą i Duchem możemy się przełączać.

    Jak wiemy co nas czeka w poszczególnych obszarach widzimy, że JUŻ DAWNO się nieświadomie, samorzutnie przełączamy pomiędzy tymi stanami, tymi poziomami, tymi utożsamieniami.

    A następnie .. prosty krok .. zacząć być świadomym/ą, że się właśnie wydarza przełączanie.

    a następnie.. wybierać w jaki obszar, w jakie przeżywanie się przełączymy.

    Ot, cała trudność.

    To opowiadają tzw. ścieżki ostateczne, np. Dzogczen, albo „nie-opowiadaj” a realizują nietłumaczące ścieżki, które też są ostateczne, czyli zen.
    Tu jest opowieść o tym ze szczegółami. To dla mnie ważne, bo nie miałem nigdy przekonania do „uwierzenia w coś” – tyle jest oszukaństwa wokoło.. także w różnorakich naukach duchowych.

    Gandalf
    też tak myślę

    Tomek,
    dzięki, czekamy na dalsze części opowieści!

    Elizabeth
    napiszę do ciebie, aby prosić o zdjęcie, to zobaczę.

    ———-

    To właśnie tak jest, że są dwa światy – w jednym, niższy jest zamieszanie i nigdy nie będzie inaczej,
    a jest wyższy w którym jest bliss i nigdy nie będzie inaczej
    W dolnym czystości nie ma, w górnym nie ma zanieczyszczenia.
    O tym można śpiewać piosenki:

    ciekawe, że na początku słychać dzwony kościelne – to może sugerować temat duchowy..

  9. Marc
    Lu 06, 2018 @ 00:42:19

    ” Zresztą to robimy w naszej osobowości na codzień, jak przełączamy się pomiędzy rolami
    np. matki, osoby pracującej, żony, kierowcy
    czy też męża, ojca, pracownika, kierowcy.”

    Czy do tego trzema mieć to wysokie ciało Adi? Jak ktoś nie ma to nie będzie się przełączał? Np. jak kobieta urodzi to już jest matką „i koniec?”.

    Kiedyś długi czas żyłem w okropnym stresie i pamiętam, że potem miałem takie pomieszanie – kim jestem? Chwytałem się różnych rzeczy, a to studiów, a to czego innego. Było to okropne doświadczenie. Teraz jestem poprostu sobą, że się tak wyrażę.

  10. Conchita Palmo
    Lu 06, 2018 @ 10:07:33

    Emaho! Idziemy do Ducha 😊😄

    Jedna jeszcze rzecz tu budzi moją heretycką czujność. Piszesz, bardzo słusznie, że dusza to zestaw oprogramowania, warunkowania zewnętrznego wobec prawdziwej istoty duchowej będącej częścią Źródła. Ale gdzie indziej piszesz, że warunkowanie zachodzi na otwartych centrach wg HD. Tu mi heretyk od razu się uruchamia i mówi, moment, warunkowanie jest na wszystkich centrach, wszysciutenkich, tylko niektóre jest stałe i uznane za własne, czyli nie aż tak reaktywne na energie i treści z zewnątrz, a inne warunkowanie jest zmienne i reaktywne, dodatkowo zasysane z zewnątrz. Niemniej w swej esencji jest to uwarunkowana dusza…

    W moim odczuciu to jeden pies, tylko komu innemu służy hihi, i bynajmniej nie Duchowi…

  11. Wanda
    Lu 06, 2018 @ 13:59:41

    To,że Dusza chce innego niż ja,przekonałam się w związku z kontaktem z człowiekiem,który wyznawał satanizm(o czym dowiedziałam się po latach kontaktów).Ona lgnęła do niego jak oszalała i po każdym kontakcie-głównie mailowym,moje ciało dostawało drgawek,miałam odczucia wysysania energii i czasami nieprzyjemne obrazy-dla Niej to nie miało znaczenia.I nawet po zakończeniu kontaktów,po wielokrotnym oczyszczaniu,między innymi regresing,Duszę ciągnęło do niego,ale już wyraźnie słabiej.Natomiast,jeśli chodzi o uładzenie Duszy by przejść do Ducha,zaakceptowałam wszystko co ona daje i zaczęło się fajniejsze życie.Uzyskałam tą przemianę dzięki przerobieniu książki-terapii „Możesz uzdrowić swoje życie” Louise L.Hay.Ludzie mnie nie poznawali,tak bardzo stałam się inną osobą.

  12. pit
    Lu 06, 2018 @ 15:12:48

    Jestem ostatnio w słabym nastroju po rewelacjach p. S. z YT i innych lekturach. Coraz bardziej się zastanawiam czy tego typu rozważania mi służą. Czasami chciałbym mieć taka wiarę jak teściowa, ja tu, bozia tam i starczy. Jak sam napisałeś kiedyś nigdzie nie znajdę prawdziwej prawdy, wiec czy to ma sens? Troche światła wpadło po „rozmowach z bogiem” ale miejscami książka ta jest odrobinę „poprawna politycznie” wiec ten bóg z niej jest odrobinę naciągany. Nie wiem czy tez masz takie wrażenia po przeczytaniu? A z kim/czym/rolą się utożsamiam? hm. wale z grubej rury: chciałbym wierzyć ze jestem cząstka najwyższego i jest jakiś boski plan, bo inaczej to wszystko nie miało by żadnego sensu.

  13. Tomek
    Lu 06, 2018 @ 19:58:08

    Pit, chcieć to móc 🙂 Jesteś cząstką najwyższego i spójrz na wszystko dookoła jak Bóg/Źródło. Nie ma się co strachać, wszystko inne to pikuś.

    Teraz odpowiedź /podpowiedź.. Pytanie było:
    -ile rzeczy z mojego przeszłego życia chciałbym zmienić?
    lub inaczej:
    -jaką część mojego przeszłego życia chciałbym zmienić?

    Cokolwiek pojawi się w odpowiedzi będzie sygnałem, że dany problem/zdarzenie/trauma/oczekiwanie itd. wiąże nas z obszarem karmicznym i nie pozwala przejść na postawy Ducha. Przejście na postawy Ducha powoduje, że w tych obszarach (karmicznych) nie mamy nic do zrobienia. Mówiąc „do zrobienia” mam na myśli „działanie”, tak jak „działanie” widzi dusza. W postawach Ducha trzeba „więcej być” niż działać. „Więcej być” to nie jest nic nie robienie, to jest działanie/kreowanie ale „myślą”. Dlatego potrzebujemy nauczyć się świadomego wyboru i kontroli swoich myśli, emocji, uczuć. Gdyż to będzie się „materializować”. Po angielsku to zgrabnie brzmi „Be it, to see it”. Naturalnym/koniecznym się staje życie/bycie w „tu i teraz” , które usuwa trudności/sprzeczności w jakie wikła nas Dusza (poziom karmiczny).

  14. pit
    Lu 06, 2018 @ 20:04:42

    „Nie ma się co strachać, wszystko inne to pikuś.”

    taki spleen

  15. Elizabeth
    Lu 06, 2018 @ 20:07:57

    Tomek, podobnie czuję tę różnicę w Świadomości i „materializacji” tego stanu, w przejściu od Świadomości na poziomie identyfikacji z Duszą, a z Duchem.
    Tylko zawsze miałam jakiś problem/opór w momencie przechodzenia na tryb „bycia” zamiast aktywnego działania, bo wtedy odczuwam (sama na siebie chyba) taką presję, że nic nie robiąc/nie dzialając – w domyśle: jak wszyscy inni wokół mnie, niejako odsuwam się od nich, jeszcze bardziej alienuję od ludzi, żyję i funkcjonuję jakby w takiej „bańce”, gdzie owszem – niewiele mnie emocjonalnie dotyka czy powoduje potrzebę jakiejś reakcji, ale.. JAK ŻYĆ wtedy na ziemi i z ludźmi w takim stanie Świadomości w ogóle?
    Bo to ani człowiek będąc ‚w Duchu’, czy raczej patrząc z perspektywy Ducha nie potrzebuje się aktywnie włączać w te wszystkie ziemskie dramaty i sytuacje oparte głownie na sferze emocjonalnej, ani nie ma potrzeby szukać „dopełnienia” w drugim człowieku, a więc nie szuka kontaktu z nimi.. Wystarczy mu obserwacja i życie myślokształtami, tak? Chyba, że źle to rozumiem..

    No coś ewidentnie robię nie tak, skoro czuję się tak bardzo wyobcowana wtedy, a przecież będąc w perspektywie Ducha, powinno czuć się Jedność ze Źródłem, a nie samotność?

  16. Tomek
    Lu 06, 2018 @ 20:47:04

    Elizabeth, poszukaj, gdzie jest Twoja radość. Przyjrzyj się temu.

    Podstawowe zasady to „KAŻDY jest zaopiekowany i NIKOMU nie dzieje się krzywda” oraz „pozwólmy żyć każdemu swoją prawdę”, nawet jeśli ta prawda będzie zmieniać się co chwila.
    WSZYSTKO co nas otacza to Źródło, możemy go dotknąć i NIGDY nie byliśmy odłączeni od Źródła. Odłączenie jest „w głowie”.
    Ciesz się i pozwól się prowadzić.
    Przytulam serdecznie.

  17. Swiat Ducha
    Lu 06, 2018 @ 20:52:15

    Wanda
    Dziękuję za osobistą opowieść. Własny przykład, własne przeżycia najbardziej przemawia. Jak to mówią – z doświadczeniem się nie dyskutuje.

  18. Swiat Ducha
    Lu 06, 2018 @ 21:00:50

    pit
    Coś twoje samopoczucie wygląda na kiepskie, prawda?

  19. Marc
    Lu 06, 2018 @ 21:05:20

    Zacząłem sobie powtarzać to zdanie, o którym Andrzej napisał (jestem cząstką źródła) i różne rzeczy jak to się mówi zaczęły wywalać, ale czułem też różne bardzo przyjemne odczucia, w ciele nawet, takie nawet trudne do opisania zwykłymi słowami, głównie w miejscu gdzie jest czakra sakralna, ale nie tylko.

  20. Swiat Ducha
    Lu 07, 2018 @ 12:46:14

    Marc
    Paradoksalnie – to jest bardzo, bardzo prosta praktyka, a jednocześnie jest niesłychanie wzniosła, uwalniająca i uzdrawiająca duchowo!

  21. Marc
    Lu 07, 2018 @ 13:48:41

    🙂

  22. ananda777
    Lu 08, 2018 @ 21:17:06

    Powracam do Boga Prawdziwego-Żròdła.Bòg prawdziwy wraca do mnie.tez fajna afirmacja,dynamiczna.

  23. Marc
    Lu 11, 2018 @ 13:03:02

    Leszek Żądło opublikował na FB dziś swój artykuł o syndromie pułapki. Mocno i się kojarzy, z tym, o czym tutaj piszesz.

    http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/29

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: