Jak to jest być ofiarą [DDA, pogryzienia]

Poczucie skrzywdzenia, pokrzywdzenia występuje często u ludzi. Jeśli nie świadomie, to podświadomie. W moich badaniach, w badaniach ezoterycznych za to odpowiadają wzorce ofiary, wejścia i pogryzienie.

Przepraszam za pewną chaotyczność, ale materiału jest bardzo wiele i trudno to jakoś ustawić.

Pogryzienie to typ obciążenia,

który jest odpowiedzialny

za poczucie bolesności i skrzywdzenia.

Poczucie niedostosowania, poczucie nieumiejętności sprostania życiu są typowe dla pogryzienia. Niestety, nie jest to łatwo uleczalne. Argumentowanie, pocieszanie na niewiele się zdaje. Powiedzenie „do wesela się zagoi” nie pasuje tu.

Czas nie leczy ran z pogryzienia.

Pogryzienia można się nabawić przebywając z osobą atakującą, która ma tzw. krokodyla [nazwa nie jest tu najważniejsza, ale dobrze oddaje efekt działania, czyli pożeranie energii z otoczenia]. To pewna forma w ciele duchowym, taka „pół-istota”, która niestety jest nastawiona na krzywdzenie otoczenia.

Co jeszcze istotne: Dusza jest zainteresowana poziomem na którym to pogryzienie zaistniało, oraz nie umie wystarczająco dobrze radzić sobie na tym poziomie.

Podobnie, jak i ze zranieniem np. nogi.Taki ktoś o wiele mocniej skupia uwagę na zranionym miejscu, niż np. na ręce, albo na zdrowej nodze. Może nawet próbować drapać ranę, a jak jest gips, to go mocno to swędzi, drapie się. Wkłada pod ten gips jakiegoś druta, tak to zainteresowanie się domaga uwagi, gmerania przy miejscu zranionym.

A dodatkowo zraniona noga ma zmniejszone możliwości, np. nie można tak dobrze na niej chodzić, człowiek taki utyka.

Tak samo ktoś pogryziony na ciele astralnym [emocje] ma zaburzone emocje, ale jest też mocno zainteresowany życiem emocjonalnym, może taka panna mocno chcieć emocjonalnej miłości. Dodatkowo – niestety – nie ma dobrego przeglądu i zrozumienia co się dzieje na tym poziomie emocjonalnym [zmniejszone możliwości poprawnych działań emocjonalnych], może mieć poczucie mniejszego lub większego emocjonalnego chaosu [to częste przy pogryzieniu astralnym].

Na poziomie przyczynowym: Dusza się zafascynowała tym wspaniale zorganizowanym kr. przyczynowym, weszła w relację i … po czasie dostała po kościach, jako, że w relacji z kr nie daje się uniknąć uszczerbku na własnej Duszy. Może być poczucie sporej bolesności w sobie, wręcz gniew na siebie, jako że kr. „nie daje” aby się nań gniewać, Dusza może być zdezorientowana, że druga strona nie czuje się winna.

Podstawowe rozróżnienie

Jeśli odczuwa się gniew, wzburzenie, niepogodzenie, wściekłość na kogoś, na coś, jeśli coś w środku człowieka „rwie”, to jest to pogryzienie.

Jeśli zaś czujemy się „leniwi”, osłabieni, jeśli nie chce się wstać rano, działać, jeśli są stany depresyjne, to wg. mnie jest to tzw. zatrucie od wejścia [link- tu więcej o tym]. W cięższym przypadku owo zatrucie manifestuje się nieprzystosowaniem społecznym [np. brak pracy, brak swojego mieszkania, bezdomność, czy wręcz bycie „żulem”]. Najcięższe przypadki zatrucia od wejścia to wg mnie choroby psychiczne [całkowita ucieczka od realności] – Dusza nie chce już żyć.

Oba typy obciążeń mogą występować równocześnie [jedno może przykrywać drugie]. W poniższym tekście też pewnie będą się one nieco przenikać.

Nie automatycznie

Pogryzienie nie następuje automatycznie, jest zależne od iluś spraw, w tym także czystości intencji osoby,  która spotyka krokodyla.
Pojawia się, gdy kr. ma okazję „namierzyć” ofiarę i chwycić ją energetycznie.
Namierza ją zwykle wtedy, gdy tamta coś od niego chce.
A że kr. np. wiele obiecuje, to ofiar też ma potencjalnie wiele – ludzie lubią, jak im się coś obiecuje. I potem przychodzą z gniewem, pretensjami [czemu jeszcze nie spełniłeś obietnicy!?]
A TO z kolei bardzo lubi krokodyl, bo ma kogoś, kto z własnej winy wczepia się mu w aurę. Jak nie skorzystać z takiej okazji i nie wyrwać kawału smacznej energii żalu, pretensji czy gniewu?? kr bowiem występuje po ciemnej stronie mocy i żywi się energiami nieharmonijnymi. Gdyby taka niedoszła ofiara miała akceptację, miłość w sercu [prawdziwą, a nie współuzależnienie], to by nie ucierpiała, bo te energie są poza zainteresowaniem symbionta.

Wzorce ofiary występują często z pogryzieniami. Powodują przymus wewnętrzny, aby być skrzywdzonym, krzywdzonym, poniżanym. Oczywiście najczęściej taka osoba świadomie broni się przed skrzywdzeniem. A i tak, właśnie nieświadomie „przyciąga” atak, czy też wchodzi w relacje, środowisko, gdzie może zostać skrzywdzona  [więcej].

Przykład z mojej analizy:

pogryzione ciało astralne – kłopoty z emocjami, trudności w tym obszarze, nieumiejętność w radzeniu sobie z własną emocjonalnością, w głębi poczucie zranienia emocji

To co nazywam pogryzieniem może rozpocząć się w dzieciństwie [to są trudniejsze przypadki, bo dłuższy jest czas krzywdzenia], może też wydarzać się w dorosłym życiu człowieka. Przyczyną może być rodzic, lub partner, kolega z pracy, szef, nawet własne dziecko. Są większe i mniejsze pogryzienia. W każdym przypadku jednak rezultat jest podobny – czujemy się gorzej i nie za bardzo wiemy, co zaszło.

Ostatnie, co ofiara, DDA [dorosłe dziecko alkoholika/alkoholiczki] może posiadać, to tzw. wejście [link]. Jest to z kolei próba obronienia się przed atakiem – zarówno jest to zespół postaw, jak i w pewnym stopniu „zaprasza się” istoty niewidzialne, aby pomogły nas chronić. Jest to zrozumiałe, daje poczucie o wiele większej kontroli, ale.. jest niestety nieskuteczne i obciąża na dłuższy czas [póki nie odwrócimy się od tego, nie oczyścimy intencji, chęci do podtrzymywania tego typu zachowań].

Wszystkie trzy typy obciążeń są osobno omówione na tej witrynie, natomiast ta strona jest szczególnie poświęcona typowej sytuacji bycia ofiarą, gdzie te obciążenia zwykle występują razem i się w jakiś sposób wzmacniają na wzajem, utwierdzają. Tutaj także opowiadam o częstym w Polsce symptomie: osoby pochodzącej z domu alkoholowego [DDA].

A więc mamy komplet:

  1. pogryzienie
  2. wzorce ofiary
  3. wejście

Te trzy zjawiska towarzyszą ofiarom ataków. Najpoważniejsze są zwykle pogryzienia, chociaż jeśli są wzorce ofiary czy wejście, to jest dodatkowa spora praca z oczyszczaniem.

Dodatkowo, jak to przewrotnie bywa, niektóre ofiary stają się agresorami. O tym też opowiemy w stosownej chwili.

Agresja, której się nie spodziewamy

W tym tekście chcę opisać przeżycia osoby poszkodowanej przez innych ludzi, zwłaszcza przez tych, mających obciążenia typu symbiont  [więcej -link] [- tu zawierają się wszelkiego typu agresywni alkoholicy, psychole, socjopaci, psychopaci, rodzice rodzin dysfunkcyjnych, osoby agresywne, nadmiernie pijące, wściekające się, uzależnione od narkotyków, itp.] To od ataku takich osób powstają owe pogryzienia, które się same nie leczą.

Zacznijmy od dzieciństwa.

Dzieci alkoholików są wystawione na ataki ze strony, którą niemal wszyscy wskazują jako bezpieczną.

Bo to przecież rodzice „są najbliźsi dziecku”.

„Kto się ma zająć dzieckiem, jak nie rodzic?”

„Rodzic gwarantuje dziecku bezpieczeństwo i daje miłość”.

– piękne to hasła, piękne plakaty. Lecz w przypadku dziecka [także dorosłego dziecka], takie poszkodowane we własnej rodzinie dziecko, może wpaść w gniew słysząc takie idealistyczne bzdury, które miałyby się sprawdzać w jej/jego rodzinie tylko przez to, że jakiś idealista tak powiedział.

A fakty, które przeżyło we własnym życiu były skrajnie inne. Wiele jest jeszcze zakłamania na świecie.

Dzieci, czyli istoty generalnie wrażliwe i nastawione na odbiór bardzo często ogromnie dużo tracą w relacjach z agresywnymi osobami.  Takiej agresji na poziomie energetycznym, duchowym NIE WIDAĆ. Nie łudźcie się, że wszystko zobaczycie, a zwłaszcza panie – jeśli „dobrze się ubiera, jeśli poprawnie się wypowiada, jeśli realizuje swoje obowiązki, to jest w porządku.” Tak. I jest GIT, normalnie super!,.. ale… po jakimś czasie… powstają kłopoty, ktoś mocno cierpi, źle się czuje, odczuwa niechęć, gniew, pomieszanie, bezradność. I może to nie dotyczyć danej pani, a jej potomstwa z tym panem, który jest tak w porządku…

Wystarczy, żeby rodzic był uzależniony, nawet nie musi jakoś aktywnie znęcać się fizycznie nad dzieckiem. A już może na poziomie duchowym mieć aktywne struktury mocno przeszkadzające swoim dzieciom w spokojnym, szczęśliwym przyszłym życiu. Ślepota duchowa boli.. bardzo boli.. dzieci takich rodziców niewidzących duchowo co się dzieje.

Znałem bardzo wykształconą młodą kobietę, która pochodziła z dobrego domu, ojciec był dyrektorem dużej firmy. Niestety, popijał. Był również kulturalny i wykształcony, więc żadnych burd nie robił, odnosił się do wszystkich z szacunkiem, a jak sobie popił, to szedł spać. No i niestety, ta młoda pani jednak jako dziecko/nastolatka ucierpiała w takim towarzystwie rodzica, a wydawałoby się, że jest „wszystko w porządku”. Tak pewnie mówili ludzie z zewnątrz, ba, nawet i rodzina pewnie tak mówiła, bo w zewnętrznych symptomach, takich socjalnych, edukacyjnych, wszystko było nad wyraz dobrze. Pewnie i żona także uważała, że jest dobrze, nawet bardzo dobrze, przecież trafiła się jej tak wspaniała partia.

Natomiast ta młoda pani w dzieciństwie, w domu rodzinnym nabyła niechęć do komunikacji o emocjach, uczuciach, wyrażała się o nich pojedynczymi słowami, ukradkiem, jakby w przestrachu [którego też nie pokazywała – twarz miała raczej pokerową]. Nie muszę dodawać, że bliższe kontakty, a zwłaszcza sprawy związku uczuciowego z tą panią były dla mnie bardzo ciężkie. Nie dało się porozmawiać o czymkolwiek innym jak o zewnętrznych sprawach dotyczących pracy, wyjazdu jakiegoś, ew. zakupów, czy coś w tym stylu. Na reszcie tematów był szlaban. Chociaż pani pewnie miała potrzeby rozmowy, kontaktu uczuciowego. I wychodziło na to, że ja, mężczyzna jestem bardziej otwarty emocjonalnie, uczuciowo od kobiety.

Osoba uzależniona nawet może nieco zdawać sobie sprawę z tego, że „coś jest nie tak”, natomiast w dominującej liczbie przypadków nie jest w stanie sama z sobą cokolwiek zrobić. A do leczenia, terapeuty nie chce pójść za żadne skarby.

Takimi rodzicami są osoby z krokodylem. [więcej o obciążeniu typu symbiont/krokodyl]

Ataki tego typu uruchamia poziom skrzywdzonego dziecka wewnątrz nas. Nawet, jeśli nam się udało na jakiś czas ten poziom zamknąć, zabliźnić. Uruchamia poczucie pokrzywdzenia, ciało bolesne, powątpiewanie w swoje możliwości, uruchamia poczucie winy. Zamiast zmierzać ku byciu osobą dorosłą, skrzywdzone wewnętrzne dziecko umacnia swoją boleść. Wewnętrzny krytyk działa, zamiast szanującego siebie dorosłego.

Dzieci nie są w stanie wyrwać się przez wiele lat spod zarządzania takich rodziców z krokodylem. Prosta sprawa – nie zarabiają, mają obowiązek być w domu, chodzić do szkoły, pracować nad lekcjami, są niesamodzielne z natury, więcej, pragną być w domu dla własnego bezpieczeństwa. Dzieci nie są w stanie wyjść, uciec z kręgu krzywdzenia, gdzie rządzi krokodyl.  Są w klinczu, niektóre mogą czuć się jak w pułapce. Wtedy powstają głębokie pokrzywdzenia – zadawnione traumy, głębokie i stabilne obciążenia na planach niewidzialnych.

Gdy dzieci z takiego domu dorosną, mogą się nazwać Dorosłymi Dziećmi Alkoholików [DDA] – jest to określenie terapeutyczne. Psychologowie i terapeuci wyróżnili tą grupę osób ze względu na mocne kłopoty, jakie mają w życiu, a które są związane z życiem w domu, w którym był alkohol [osoba uzależniona od alkoholu]. Jeśli dom był dysfunkcyjny [nie był do końca domem, może był tylko mieszkaniem kilku osób razem], jest określenie Dorosłe Dziecko z Dysfunkcyjnego domu [DDD]. Nie trzeba uzależnienia od alkoholu, może w domu być inny kłopot.

Bardzo często w rodzinach, gdzie znajduje się taka poszkodowana osoba, trudno mówić o samym wyrażaniu miłości. Zwykle w takich rodzinach jest i miłość i agresja. Jest nawet sporo miłości, ale jest też wiele, wiele ran, wiele żalu, wiele skrzywdzenia. Dzieci mają wiele za złe rodzicom. I mają rację, chociaż owi rodzice bardzo by nie chcieli tego słuchać.

„Jak rodzic mógłby tak pokrzywdzić dziecko?” – możnaby zapytać. Rodzice powinni dawać wsparcie dzieciom, dawać poczucie bezpieczeństwa. Powinni być kimś, kto stoi gdzieś z tyłu i przypatruje się z przyjaźnią rozwojowi dziecka [Bert Hellinger tak ustawia poprawną hierarchię domową]. Rodzice powinni wspierać. I co z tego „powinni”, gdy tak nie postępują?

Co powiedzieć, gdy dziecko ma za swoimi plecami nieprzychylną osobę, tratującą otoczenie kreaturę, z nikim się nie liczącą? Z pewnością dziecko się tego nie spodziewa ze strony, z której „powinna nadchodzić” miłość..

coś na plecach

Na blogu „nadija” znalazłem taki oto wiersz:

Krzywe zwierciadło życia
prostota słów z ust
droga nie do przebycia
ciężki los
bez rozwijania żagli
bez żadnego lotu
byle w dół
do skoku
patrząc na żale
okrutne cienie ludzi
wszystko co na dnie
…już wiatr we włosach błądzi
jeden skok
prosto w dół
w jednej chwili
życia pół.

. . .

W moich zielonych oczach
zapisany jest ból.
Widać w nich wszystkie upokorzenia,przykrości,
wspomnieia,żal…
I smutne serce

. . .

[Tak się rozwodzę nad przeżyciami, uczuciami, ponieważ do przepracowania tematu pokrzywdzenia potrzeba jest bardzo dobrego skontaktowania się z tym, co się zadziało. Wtedy, po wypuszczeniu złości, żalu, poczucia zranienia – na różne sposoby dokonywanego – można zacząć podejmować jakieś inne decyzje, niż te, oparte na zranieniu]

Co do istot, które są obecne w człowieku uzależnionym, agresywnym zwę je za Awiessałomem Podwodnym „krokodylami” [link]. „. To one dają tą cudowną słodycz bytu osobom uzalzeżnionym od alkoholu, przyciąganie, atrakcyjność, ale i niezmierne cierpienia spowodowane uzależnieniem. To one dają tak silny i bezwzględny charakter wielu światowym przywódcom, o których naucza się w książkach do historii. Bez takiego wsparcia ludzie nie mieliby  aż tak dużo osobistego czaru, aby zawrócić innym w głowach.

Ale nie oszukujmy się [im mniej oszukujemy sami siebie, tym lepiej się nam żyje – proste]. Krokodyle są bezwzględnymi oszustami. Przynajmniej z naszej perspektywy. Są zdolne do mówienia czułych słówek, a potem do ostrej kłótni, do rwania ciał subtelnych całymi płatami [dobrze, że tego nie widać]. Są gotowe obiecywać i przysięgać, aby później wygodnie się wywinąć bez zająknięcia i bez poczucia winy. Pewnie znasz niejedną osobę, która tak postępuje. I w naszym, naprawdę nie aż tak zaawansowanym świecie, dostaje jeszcze aprobatę i podziw.

Dopóki będziemy na te czary otwarci i chłonni, dopóty będziemy dostawać wciry. Dopóty możemy spokojnie o sobie mówić, iż jesteśmy ofiarami.

Agresor zwykle umie stworzyć specjalną atmosferę w domu. Nie jest to atmosfera zdrowa, to chyba każdy wie. Ale niewiele osób wie, że nie jest to atmosfera naturalna. Osoby mające obciążenia typu krokodyle nie są tylko sobą, mają coś, co można by porównać do opętania [chociaż stricte opętaniem nie jest]. Jest to „nawiedzenie” przez pewnego rodzaju istotę duchową, która zaburza w specjalny sposób energie, przestrzeń wokoło takiego człowieka.

A dziecko nie jest w stanie zrozumieć, że coś tu jest sporo nie tak. Do tego trzeba punktu odniesienia, którego dziecko nie posiada. Dziecko żyje w świecie mocno wykrzywionym, jakby w krzywym zwierciadle. Nosiciel krokodyla tworzy w domu taki „sztuczny świat” [link], mocno dysfunkcyjny, który wspiera opresję.

Warto podkreślić, że u osoby krzywdzącej występują silne, bardzo przekonujące energie, niemalże boskie, które dają taki polor krokodylowi.  Jak ktoś tak atrakcyjny mógłby być agresorem – nasuwa się samo pytanie. Owe potężne energie od krokodyla niezwykle mocno przekonują otoczenie i samego nosiciela do krokodyla i jego [tragicznie błędnych] działań. Wiele, wiele razy policja wzywana na miejsce pobicia w domu ma duży kłopot – komu uwierzyć, ponieważ nosiciel krokodyla – oprawca tak dobrze się prezentuje w porównaniu do ofiary, że to raczej ofiarę chciałoby się ukarać. Wygląda więc niby wszystko na swoim miejscu, chociaż mocno wykrzywione.

Osoba obciążona krokodylem mocno pozytywnie przekonuje do siebie otoczenie, ponieważ poprzez samo posiadanie tego obciążenia wydaje się być specjalnie atrakcyjna [link].

Agresor w zaburzonym domu jest tak asertywny, tak politycznie poprawny, tak wygadany [żeby nie powiedzieć wyszczekany]… a jednocześnie niedotykalny, nie do ruszenia. Domownicy próbują go „chwytać w ręce”, a on się wyślizguje jak piskorz. [„a wąż był najbardziej przebiegły pośród wszystkich zwierząt..”]

Wtedy to, co widzimy jest niejako obrazem z galerii krzywych zwierciadeł. Niby mamy do czynienia z realnością, ale jest ona znacznie zmieniona. Co gorsza, dla dziecka może być to JEDYNA ZNANA realność, z którą ma do czynienia. Nie jest bowiem w stanie przebywać na tyle długo w innych domach, gdzie nie ma takiego obciążenia, aby nabrać choćby przekonania [zdrowego przekonania], że coś jest nie tak. Owszem, dziecko może na jakiś krótki czas być poza domem. Krótki w porównaniu do czas, w którym przeżywa opresję. Czas, gdy można mniej więcej się pozbierać z tych energii to ok 2 miesięcy. Dla dziecka, zwłaszcza małego zwykle nie ma dobrego miejsca, gdzie mogłoby pójść na tyle czasu, nie ma „zdrowej, zastępczej rodziny”.

Kolega zadał mi dobre pytanie: kto nie ma wejść?

Ano taki ktoś, kto potrafi wystarczająco mocno postawić się krokodylowi. Np. potrafią na agresora rzucić się z pięściami, wbić mu długopis w nogę. Wtedy przekonują krokodyla, że nie ma tu miejsca do jedzenia. Taka osoba potrafi być bardzo jednoznaczna, zdecydowana i to przemawia do krokodyla, ponieważ on rozumuje w tym języku. Nie dla niego zastanawianie się, rozważanie, argumentowanie. Jeśli więc ktoś bezwzględnym, szybkim i zdecydowanym czynem mu wskazuje „dalej nie idź”, o on to rozumie. I nie gryzie tej osoby.

Osoby pogryzione to takie, które jakoś przyjęły owo pogryzienie. Może uznały, że ów nosiciel krokodyla to taki porządny, albo wybitny człowiek, że trzeba mu ustąpić. A to tylko jedno wystarczy, aby być gryzionym, gryzioną czasami do końca życia. Panie mają tu gorzej, zwłaszcza gdy się zakochują w tak atrakcyjnym typie, jakim jest nosiciel krokodyla..

Wejścia też krzywdzą

Oprócz krokodyli [zwykle u osób uzależnionych albo podobnych do nich osobowościowo] w domach bardzo często mamy do czynienia z osobami mającymi tzw. wejścia.

Zwykle możemy to obserwować u pań. Zwłaszcza starszych. Czują swoją niemoc, ale mają również wiele w sobie presji dla otoczenia. Są przekonane o tym, że to ONE mają rację i starają się tą rację udowodnić. Nie poprzez rzeczowe argumenty [chociaż to czasami też się zdarza], ale poprzez orzeczenie – ja mam rację, więc mnie słuchaj, przecież ja tak dobrze chcę dla ciebie. Któż więc miałby się takiej osobie przeciwstawić? W jej opinii nikt, bo to przecież chodząca słodycz i miłość. Natomiast prawda jest inna – presja na otoczenie nie daje ludziom żyć, nie daje być im tym, kim chcą.

[tutaj link do strony opisującej to obciążenie]

Osoby presjujące czują się słabe, więc [nieświadomie] wpadają w gniew, otwierają się same na rzucanie klątw, aby być silniejsze [starsze babcie też, też..]. Mają ogromne nieraz poczucie skrzywdzenia. Wszystkiemu winni „oni”, nie ja, nie ja jestem odpowiedzialna za stan mojego życia i najbliższego otoczenia. Otwiera się często też na istoty duchowe, które nazywam „duchem wejściującym”, wchodzącym do realności ziemskiej przez tzw. wejścia. Wejście jest to otwarty kanał w aurze, przez który wchodzi na świat istota energetyczna, która wspiera takie zachowania ‚mające naprawiać świat’ [najczęściej taki kanał uruchamia się na czakrze splotu słonecznego].

A oto i przykład takiej namolnej, nieliczącej się z otoczeniem osoby w akcji:

atak zupą

„Wezmę się w garść!”
– mówi sobie młoda osoba

Pogryzienie zwykle wiąże się z próbą „wzięcia się za siebie”. Człowiek jest mocno podziobany, pojedzony przez krokodyla, ale jest z tego powodu wściekły, gniewny, niepogodzony z losem. Ale gdy jest młody, nadal ma wiele siły, aby się „wziąć w garść” i działać w życiu pomimo doznanych uszczerbków.

Niestety, owo niepogodzenie nie idzie w parze z możliwościami „wyrównania sobie” losu do normalnego poziomu.
Zwykle bowiem ofiara pogryzienia chce doszlusować w górę do poziomu funkcjonowania agresora [czyli nosiciela krokodyla]. Nie udaje się to jednak z dwóch powodów:

  1. Ofiara krokodyla nie ma sama krokodyla i dlatego tak dobre funkcjonowanie [jak to kr działa czasowo, nie cały czas] nie jest dostępne ofierze kr. [czyli osobie pogryzionej]. Hmm.. tak to jest, jak „zwykły śmiertelnik” próbuje wkraczać na ścieżki „bogów” [czyli kr]. Jedyne co, to może ew. wziąć samemu kr. i wtedy się to udaje.
    W innych przypadkach próby owego „doszlusowania” się nie udają i powodują frustrację.
  2. Ofiara krokodyla jest pogryziona, czyli mocno osłabiona. A jak ktoś jest nadszarpnięty mocno energetycznie, to po prostu jest niezdolny do efektywnego działania. I z tego trzeba sobie zdawać sprawę. Ale ludzie myślą, że wszyscy są równi i że „mnie się należy”, albo „ja też tak mogę” i.. z powodu niepowodzeń popadają w frustrację.

Owszem, niektórym DDA udaje się osiągnąć sukces, ale zwykle dużym kosztem. Często jest to sukces kompensacyjny: udowodnię sobie, że „jestem dobra”, „że mogę”, „że ja nie jestem gorsza”, „bo mnie też się należy tak samo jak tym na górze”. No niestety, kosztów nie pokazuje się tak wszem i wobec jak sukcesu, np. świetnej pracy, dobrych zarobków, dobrego auta, żony – trofeum, itp.

A więc przy pogryzieniu zwykle są starania. Nie ma działania „po prostu”, spokojnego, harmonijnego, a jest wysiłek:

„Ciągle myślę o tym co się dzieje, zamiast się wziąć w garść i po prostu to olać i zmienić myślenie na pozytywne.”

albo

„Zamiast się wziąć w garść, po prostu to olać i zacząć robić to, co potrzebuję.. „

to jest bardzo typowa postawa dla osoby z pogryzieniami. Często osoba z pogryzieniem, będąca w relacji z nosicielem kr. stara się być partnerką dla nosiciela, czyli osiągać coś podobnego. Jednakże to może dużo kosztować zdrowia i nerwów, i po iluś latach wychodzi, że się nie daje. Pozostaje gorycz, frustracja, nawet gniew, niechęć.

Osoby z pogryzieniami sobie obiecują, że „wezmą się w garść”, natomiast często nie potrafią mimo najlepszych chęci właśnie z powodu pogryzień. Wiedzą CO osiągnąć, wiedzą JAK mają osiągnąć, ale nie udaje się podejmować działań.

Trzeba tu wspomnieć o niekiedy bardzo prozaicznym, podstawowym, fizjologicznym kłopocie. Pogryzienie daje często obniżenie poziomu wytwarzania endorfin [„hormonu szczęcia”].

Tu więcej o endorfinach [link] i o dopaminie [link]. Serotonia nazywana jest „hormonem szczęścia”. Gdy człek mało szczęśliwy – mało ma serotoniny.

cytat z forum internetowego:
„Do powstania depresji szczególnie przyczynia się się niski poziom serotoniny, adrenaliny i dopaminy, a może jeszcze kilku innych mniej ważnych hormonów.”

Bez tych podstaw fizjologicznych dobrego funkcjonowania, taki człowiek potrafi powiedzieć co „powinien” zrobić, aby było lepiej w jego życiu, ale organicznie nie jest w stanie tego wykonać.

inny cytat [koala8]:

„Przyczyną depresji jest brak miłości.
Tuż za tym są negatywne myśli, strach, żal, złość, zaniedbane ciało, złe odżywianie, często przypadkowo nie wychodzimy na spacery. Regularnie zabijąc w nas sens życia, wszystko na około staje się złe i pozbawione sensu, przepełniamy się takimi myślami, wówczas trudno znaleźć uśmiech, w zamian za to jest smutek.  Te negatywne myśli przychodzą łatwo, trzeba się ich pozbyć poprzez pozytywność, uśmiech, radość. Bez tych wartości na czele z miłością, znów będzie wszystko bez sensu i ten stan nazywamy depresją. Depresji nie powodują zaburzenia hormonalne.” – innymi słowami przyczyną depresji jest pogryzienie.

A więc koło się zamyka. A wyjściu poza nie strażuje owo właśnie pogryzienie na ciałach energetycznych.

Droga życia

Nasze życie można porównać do drogi, którą przemierzamy. Często jest to droga, którą chcielibyśmy iść, albo mamy jakieś marzenia, chodzimy do szkoły, na studia, mamy plany, że poznamy kogoś od serca.. tworzymy sobie cele, do których zmierzamy. To tak, jakbyśmy wytyczali sobie szlak

Pięknie, kiedy możemy mknąć po nim, kiedy przyjeżdżamy do kolejnych stacji, chłoniemy przestrzeń. Niektórzy z nas jadą pod Słońce, ale jadą, niektórzy przez nieznane regiony, ale też im się udaje. Bo tory są mocne [mają mocne postanowienie] i podróż jest przyjemna.

Czasami jednak jest w nas coś, co jest podobne do rozjazdu, który skierowuje pociąg na boczny tor. Mimo tego, iż droga przed nami otwarta i .. właściwie kto nam przeszkadza? My sami? Wiele osób siebie oskarża za to, że ich pociąg zjechał na boczny tor i upływa czas, żeby powrócić na wyznaczony szlak.

Poczucie niedostosowania,

poczucie nieumiejętności sprostania życiu

są typowe dla pogryzienia!

Ale czasami jest jeszcze gorzej. Rozpędzony pociąg zjeżdża z głównego toru i wręcz wykoleja się!

Taki błędny skręt na boczny tor, czasami kończący się wykolejeniem jest podobny do obciążeń, spowodowanych przez agresora. w dzieciństwie. Skutków agresji nie widać, ale są one jak ziarna kłopotów na przyszłość, w dorosłe życie. Jak zwrotnica skierowująca na boczny tor ustawiona na wiele kilometrów naprzód na naszej trasie. Tak samo jak nie widać jej na pierwszym obrazku.Ona tam jest, chociaż jej nie można dostrzec gołym okiem.

Tak właśnie dzieje się z osobami, które mają osobiste trudności z powodu czegoś, co nazywam pogryzieniem. Tak się dzieje np. u dziecka, gdy napotkało rodzica, który spowodował u niego „uszkodzenia”. Podobnie jest z żoną, która spotyka męża, który zamiast wspierać – rani. Są to zupełnie konkretne szkody, uszczerbki które noszą w swoich ciałach subtelnych, w swojej aurze. Te uszkodzenia nie są widoczne, natomiast mogą być utajone ileś lat, i w chwili stresowej będą przeszkadzały w szczęśliwym życiu. Nie rozpuszczają się one z czasem, dopiero po odpowiedniej terapii.

Osoba pogryziona, jest jakby „naznaczona klątwą”, bo wcześniej czy później nie poradzi sobie w „normalnym” życiu. Czy to w pracy nie będzie umieć zrobić kariery, czy to w związku będzie mieć ogromne opory. Czy też nie będzie w stanie mieć własnego mieszkania. Wyjedzie z prostego toru życia, chociaż tak bardzo ma chęć jechać dalej!

Niestety, zwykle nie powróci sama na tory, tak jak lokomotywa, która zjechała z torów nie cofnie się na nie sama.

W związku, gdzie jedno z partnerów ma aktywne pogryzienia [uszczerbki w ciałach subtelnych] może być tak:

Są jednak możliwości, żeby to naprawiać. Są terapie, terapeuci, potrzebna jest praca nad sobą, wsparcie osób, zwłaszcza takich, które mają podobne problemy [grupy wsparcia]. Wtedy jest możliwość, aby ponownie stanąć na nogi.

Nie oszukujmy się jednak – osoba pogryziona może nie funkcjonować tak, jak osoby nie mające takich przykrych doświadczeń w życiu. Niemniej będzie miała większe doświadczenie.

Po drugie, tak jak z piciem, jeśli trzeźwiejemy, to nie ma powrotu do kontrolowanego picia. Jeśli odcinamy się od agresora, nie ma mowy o powrocie, jeśli mamy się prawdziwie wyleczyć z pogryzień.

Sama sobie winna taka ofiara losu, że jest niezaradna

Tak, takie teksty też słyszałem. Oczywiście, zwykle ofiary [dzieci] mają wzorce, które, gdy są uruchomione, prowokują aby zadawać im cierpienie. Zwykle przynoszone są z poprzednich wcieleń. Natomiast nie jest to powodem dla osoby przytomnej aby odpowiadać na prowokacje i atakować. Osoby przytomne nie atakują, nie robią krzywdy, pomagają. Zaś Krokodyla takie dywagacje zupełnie nie interesują, jest bezwzględny wobec ofiar, nawet tych małych.

WIELE osób uważa, iż to ofiara jest przyczyną pokrzywdzenia i to ona powinna ponieść konsekwencje ataku, „bo to ona sprowokowała”. Wśród tak uważających są również osoby zainteresowane rozwojem duchowym. Takie duchowe zainteresowania nie wykluczają posiadania obciążenia typu krokodyl. Kilka razy już mi się zdarzyło otrzymywać uwagi, że prowokuję do czegoś. Gościu pisze do mnie list i stosuje przekleństwa. To ja mu odpisuję, że nie życzę sobie tego. On mówi zaś z „rozbrajającą szczerością”, iż to ja sam to sprowokowałem, [no bo jak mnie to spotkało, to musiałem to przyciągnąć] i – w domyśle – on jest bidulek niewinny.. on taki rozwojowy.  [A on pewnie nie miał innego wyjścia tylko zaatakować 🙂 – to typowa psychopatyczna odpowiedź.] Oczywiście odczułem, że sam nie jest i że jeszcze ma kolegę krokodyla, więc nie pogadam z gościem. Ale to nie jest moje życie, to, że napisał kilka słów na k. czy h. to mnie może lekko zabolało, ale krokodyl nie moje życie obraca w perzynę, a jego. Niestety, za jego przyzwoleniem.

Oczywiście nosiciele obciążenia są bardzo podatni/ne na prowokację ofiar i są wręcz źli na ofiary, że w ich obecności „coś z nich wychodzi”, czego by chcieli nie widzieć u siebie.

Nosiciel krokodyla przecież jest taki piękny! tak się pięknie prezentuje! [o ile akurat krokodyl – symbiont nie żre kogoś]. Alkoholicy często są wkurzeni na siebie, za to co robią, bo to tak zaburza ich obraz siebie. A jednak robią, bo nie potrafią inaczej. Ale kto za to jest odpowiedzialny? Otoczenie. Nie chcą u siebie znaleźć przyczyny. Mają jednak rację, że nie siebie obwiniają. Tak, ponieważ nie dostrzegają bezpośrednio u siebie takiej intencji ataku – i rzeczywiście – to atakuje symbiont. I jeśli ktoś tłumaczy się, że „to nie on” [to działanie zainicjować], to istotnie ma to rację bytu. Niestety „to nie on” nie dotyczy tego, że to agresywne działanie nie zostało wykonane. To działanie jest niestety już na konto nosiciela. Tak działa ta niesprawiedliwość obciążenia.

Osoba uzależniona, mająca krokodyla z jego pomocą o wiele łatwiej odnajduje się w świecie. Ba! Nie tylko odnajduje się, ale i bryluje.

Osoba uzależniona, mająca krokodyla może wiedzieć, że „coś nią włada”. Być może nawet zdaje sobie sprawę, że bez tego byłaby np. słabsza, czy bezbarwna, taki ktoś mógłby nie mieć co czasami powiedzieć. A na pewno lubi ten luz, który daje jej możliwość obchodzenia norm, zakazów, czy deptanie praw i trawników [i nie z przyzwolenia Serca, a z przyzwolenia Krokodyla]. Luz jest super. [a jak niektórzy wrzeszczą w niebogłosy na słowa „zasady”!! nie ma zasad! tylko to, co sobie ustalisz, jest zasadą! – to oczywiście krokodyl broni swojego terytorium.]

[więcej w opisie obciążenia typu krokodyle]

Dlatego też genialny jest pierwszy krok programu Anonimowych Alkoholików, który mówi:
„Przyznaliśmy, że staliśmy się bezsilni wobec alkoholu i przestaliśmy kierować własnym życiem”.
TO istotnie stanowi sedno owego obciążenia, a osoba obciążona przyznając się do swojego położenia robi pierwszy krok z zaczarowanego kręgu na zewnątrz.

. .

Zewnętrzne symptomy pokrzywdzenia

Pokrzywdzenie jest w miarę łatwe do zidentyfikowania po symptomach zewnętrznych.

Najprościej jest zauważyć szkody fizyczne: na ciele, w postawie,  lub w ubraniu, zachowaniu.

Gdy widzisz osobę kiepsko ubraną, zwłaszcza młodą, najprawdopodobniej jest ona ofiarą poszkodowania.

Gdy widzisz osobę młodą, która nie jest sama z siebie radosna – najprawdopodobniej była poszkodowana. Gdy widzisz osobę zbuntowaną, to najprawdopodobniej miała na co być zbuntowana.

Oglądałem jakiś czas temu amerykański film dokumentalny przedstawiający kraje europejskie i ich stosunek do Stanów Zjednoczonych. Bardzo racjonalny, dobrze reportersko zrobiony, pełen odszukanych osób, które miały coś do powiedzenia. Ale ważniejsze było dla mnie jedno zdanie. Pod koniec odwiedzania każdego z krajów (a było ich kilka) prowadzący dawał skrót tego, czego się dowiedzieliśmy i lekko puentował. Gdy kończył podróż po Polsce powiedział:

„Polska była przez wiele wieków i obecnie jest świadkiem i uczestnikiem tylu wojen i przejść, że, jeśliby była osobą, to potrzebna była by jej długotrwała i głęboka psychoterapia.”

Istotnie, Polska jest sporo ciężkim karmicznie krajem, jednakże bardzo istotnie duchowym. Mamy tutaj niesłychaną szansę – każde z nas – aby odpamiętać sobie różne krzywdy i żeby w sprzyjających warunkach poszukać drogi duchowej dla siebie.

Może nie jestem kobietą, która by miała łatwość w opisie stanów wewnętrznych i w opisie postaci, ale spróbuję.

Pierwszy typ funkcjonowania z pokrzywdzeniem to poddanie się krzywdzie. Jeśli agresja, presja jest zbyt duża – ludzie się uginają, upadają pod nią.

Obecnie, gdy już społeczeństwo nie jest biedne jak mysz kościelna, nadal możemy obserwować, iż osoby chodzą po ulicach w nienajlepszym stanie. Może to wskazywać na spore kłopoty osobiste, które może prowadzić w przypomnieniu do pokrzywdzenia.

Psychosomatyka uczy, iż każda nienaturalna poza, każde niespołeczne zachowanie może być poddane analizie i ewentualnie tam może być znaleziona pamięć dawnego przykrego [albo bardzo przykrego przeżycia, przeżycia pokrzywdzenia]. Jeśli widzimy osoby, które mają zwieszoną głowę, jeśli widzimy kogoś źle się odnoszącego do siebie, to najprawdopodobniej jest to osoba, która miała przykre przeżycie i stwierdziła wewnętrznie, iż nie ma pragnienia na życie [nadziei]. Opuszcza siebie, pozbawia siebie wsparcia, tak jak i ją pozbawiono.

Pierwszy lepszy przykład – włosy. Polacy mają często bardzo zwichrzone włosy, nawet ci, którzy się starają o nie. Może to świadczyć o kłopotach w psychice – trudno mieć dobrze ułożone włosy, dobrze się układające, mając spore problemy w głowie – bezpośrednio pod nimi.

Są również osoby, które idą na przekór. Niektóre osoby zaznawszy szkód wewnętrznych [i może zewnętrznych] odseparowują się od źródła krzywdy i stawiają sobie zadanie – jak tak byłam/em źle traktowana/y, to teraz ja sam/a dla siebie stworzę super świat. I poprzez intensywną pracę, naukę dochodzi do sporych dokonań. Czasami bardzo sporych. Widząc zewnętrzne sukcesy możnaby sądzić, iż taka osoba jest dzieckiem szczęścia. A w rzeczywistości jest ona dzieckiem „zrobionego” przez siebie szczęścia. Na zewnątrz jest cacy, a wewnątrz dusza może boleć, może taka osoba mieć duże kłopoty w uczuciowych relacjach z rodziacami, chociaż zewnętrzne, dajmy na to finansowe czy formalne mogą być bardzo w porządku.

Oba typy osób mają historię przebytych krzywd. Bardzo się zawsze zastanawiałem – jak to może być? Jak rodzice, którzy „kochają” dziecko potrafią je krzywdzić? Jak rodzice, którzy mają się nim opiekować, zaniedbują je, odrzucają, ranią? Kiedyś nie było tak wiele o tym, ale teraz bardzo często słychać w telewizji o pokrzywdzonych dzieciach. A to i tak dopiero początek, wierzchołek góry.

Przyczyny pokrzywdzenia

Oczywiście, są przyczyny, są poprzednie wcielenia, w których dzieci i rodzice odgrywali karmiczne gry i mieli coś do siebie. W obecnym wcieleniu może być odwrotnie – dawna ofiara może być agresorem. A może być i podobnie – dusza się „przyzwyczaiła” do pewnej postawy i któryś raz w nią wchodzi, czy to stając się znowu agresorem, czy to ofiarą.

Wiele osób uważa, iż takie kolejne wchodzenie w role karmiczne powoduje „wypalenie się karmy” z poprzednich wcieleń.

Czy jest to „wypełnienie” czy „wypalenie” się karmy, czy też nie, nie widzę nadal powodów  do krzywdzenia.  Nie widzę powodów, abyśmy albo sami krzywdzili, albo byli krzywdzeni. Możemy – na dzisiejszym poziomie ezoteryki, psychologii poznać większość mechanizmów z karmą związanych i oczyszczać je, wychodząc z zaczarowanego koła agresji i krzywdy.

Jeśli karma ma się „wypalić” poprzez krzywdzenie dzieci, to ja dziękuję za takie „wypalenie”, ten sposób mi po prostu mocno nie pasuje.

Sam byłem taką ofiarą jako dziecko. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego tak cierpię. Dlaczego tak jest? Mama przekonywała w gniewie, że jestem do niczego, że jestem leniem, że jestem nieudacznikiem jakimś, itd., pewnie sobie możesz dopowiedzieć jakich inwektyw mogła używać.

Na dzisiaj wiem, że agresorzy, którzy pokrzywdzają, czy to dzieci, czy to innych np. podwładnych, często to robią z powodu bycia nieświadomymi. „Przebaczcie im, bo nie wiedzą co czynią”. To, że nie wiedzą, to jedno, ale to, że są odpowiedzialni, to drugie.

Natomiast wiele, wiele osób przebacza sobie zupełnie swobodnie, uznając, że mają prawo do krzywdzenia innych. A przykrywa się to „nieświadomością”, „brakiem odczuwania”. Karma pokazuje, że krzywdzenie pozostawia spory niekorzystny ślad, mimo, iż krzywdziciel chciałby się odseparować od swojego czynu. Okłamuje sam siebie z dużym przekonaniem.

A więc – agresorzy są odpowiedzialni za to, co zrobili w nieświadomości. Są odpowiedzialni za to, że nie leczą się, że nie oczyszczają się.

No niestety, od takich agresorów raczej warto się odseparować. Tym bardziej, że będą mieli chęć naprawiania relacji, albo chociaż jej odnowienia. Będą chcieli zagrać na uczuciach – „przecież cię kocham..” A po jakimś czasie.. znowu nieświadomie zaatakują. A właściwie to krokodyl – zgłodniały – zacznie wchodzić i gryźć. Widziałem bardzo przyjaznych na codzień ludzi, którzy „bez powodu” robili się zdenerwowani, którzy zaczynali się napinać, wyciągać drobne tarcia w rozmowie tak, aby mieć powód do zwady. Nie uważam, że robili to świadomie, jestem przekonany, że ich dobre nastawienie nie zmieniało się. Jednakże przychodziła siła, która zaburzała ich świadomość, zaburzała czasami w niemal fizjologiczny sposób ich funkcjonowanie. Krokodyle wejście jest zwykle wejściem sporym, bardzo znaczącym dla organizmu nosiciela. Zresztą taka jest intencja symbionta – zmienić sytuację, zmienić postrzeganie, zmienić samopoczucie. Bez tego przejęcie kontroli chyba nie jest możliwe. Dlatego zaburzenia fizjologiczne dające dyskomfort są tak obficie wykorzystywane przez krokodyle u nosiciela.

Dobrym przykładem jest alkoholik. On nie wybiera, kiedy ma się napić i wpaść w ciąg. To jego choroba nim powoduje, i powoduje to, że za jakiś czas znowu jest agresywny, nawet jeśli miał fazę poczucia winy. Warto nie być naiwną/nym, i nie dać się złapać na lep tego cyklu atakowania, krzywdzenia-przepraszania, zapewniania, obiecywania. To nie jest „poprawa”, której oczekujemy z nadzieją. To zachowanie jest częścią cyklu krzywdzenia, dodatkowo zamydlającą nam oczy – taka jest funkcja tego. Co by zrobił bowiem krokodyl, jakby ofiary od niego pouciekały? Gdyby był nieatrakcyjnym, ciągle krzywdzącym, to ludzie szybko by się zorientowali. No i on jest inny – atrakcyjny i korzący się, nawet przepraszający, obiecujący [co najmniej w swojej postawie]. Dlatego też, gdy rani, to rani głęboko duszę, bo dusza wierzy, a jest brutalnie zdradzana.

Często można powiedzieć, że zrobiło to „ich ciało”. No dobrze, ale ciało samo z siebie jest bardzo dobroduszną istotą, która nie krzywdzi nikogo, oddycha, je, trawi, wydala, kocha się przy spółkowaniu.. gdzie tu agresja?

Agresja pochodzi nie od ciała fizycznego, lecz od czegoś, co zawłada człowiekiem. Warto tu wsłuchać się w „piciorysy” członków ruchu Anonimowych Alkoholików. Są to osoby, którzy opowiadają o swoim życiu, o swoich czynach. I często naprawdę nie znajdują u siebie motywów do robienia tego, co zrobili. I dodatkowo uważają, iż to nie oni. I ja im wierzę.

Jakby brać pod uwagę psychologię akademicką, to trzeba chyba być opętanym mocno, żeby przyznali, iż nie ma ktoś władzy nad sobą, a ma nad nim jakaś inna istota. Jednak zjawisko tak popularne jak alkoholizm – tu nie upatrują osobnej istoty z zewnątrz, która wiedzie alkoholika do czynu.. A jednak z duchowego punktu widzenia tak właśnie jest.

Kościół ma na to swoją nazwę, ale jego członkowie/wierni nawet sami w to nie wierzą, że tak się dzieje. Tylko nieliczni mądrzejsi i bardziej duchowo rozwinięci księża wiedzą o prawdziwym dramacie takich osób, jak np. alkoholicy.

Z punktu widzenia nauki o istotach duchowych, są pewne istoty, które na tych stronach omawiam, a które właśnie działają jako krzywdziciele. „Wchodzą” one niejako w człowieka i rządzą. Oczywiście, trzeba, żeby miały na to pozwolenie. Na szczęście w naszym świecie duch musi mieć pozwolenie na wejscie, na zasiedlenie. Jednakże – z kolei na nieszczęście – to pozwolenie bardzo łatwo ludziom przychodzi. I to przychodzi im niemalże bezwiednie, a na pewno bardzo często bez świadomości, że na coś akurat pozwalają, i że w ogóle następuje akt pozwolenia na zniewolenie siebie. Jednakże z punktu widzenia karmy, nawet najdelikatniejsze przyzwolenie, jest przyzwoleniem. I liczą się efekty,  za które agresor jest odpowiedzialny.

Spotkałem się nie raz z postawą, iż to ofiara prowokuje. Świetnie, prowokuje, ale i krokodyl agresora także prowokuje. To jest taniec dogrywania się intencji. Jeśli agresor zaatakuje – jego odpowiedzialność.

Jeśli ofiara nie odejdzie od atrakcyjnego prowokatora – będzie zaatakowana. I to będzie jej „wina”, że została, że nie opuściła swego prześladowcy [który zresztą bardzo nie chce, aby ofiara sobie poszła i robi przeróżne sztuczki wraz z  przepraszaniem, które nic nie kosztuje i nic nie jest warte. Wraz z obiecankami złotych gór, aby zachować sobie „wychowaną”, „swoją” ofiarę.]

Krokodyle w ciałach subtelnych alkoholików nie patrzą na ludzi, one po prostu chcą jeść energię i ciała subtelne ludzi, reszta ideologii jest im nieznana. Stąd odwoływanie się do sumienia, do przemyślenia, do czegokolwiek zawodzi.

Taki agresor jest więc na miarę dr Jerkylla i Mr Hyda.

Na nieszczęście więc dla ofiary, może mocno namieszać jej w głowie.

Proces pokrzywdzenia

Możnaby wiele mówić o pokrzywdzeniu, o odczuciach bycia pokrzywdzoną/nym.

Począwszy od ciała fizycznego – krzywdzenie przynosi dotkliwy ból w ciele. Bicie pasem czy pięścią daje uczucie sporego otumanienia i pomieszania w energiach. Może pojawić się poczucie zdumienia, poczucie bycia odrzuconym, poczucie bardzo dużego zedezorientowania: – ten rodzic, który ponoć tak mnie kocha nagle tak mnie krzywdzi? To co to jest miłość? Dlaczego tata/mama mi to robi? Dlaczego mnie aż tak nienawidzi? Odpowiedzi na te pytania mogą być nieprawidłowe. Owszem, mama czy tata mogą kochać, ale nie oni bezpośrednio się znęcają, stąd wyobrażenie, że rodzice „aż tak” nienawidzą dziecka jest chybione. To krokodyl i jego agresja wywołuje takie przekonanie. Bicie świadczy bardziej o krokodylu i jego zamiarach/intencjach, pokazuje je bardzo jasno i konkretnie. Dopiero rozeznanie, iż to właśnie k. ma bicie dziecka na swoim koncie daje lepszy obraz jego „wrażliwości”.

Ciało nie jest nawykłe do bycia bitym, więc energie chowają się do wewnątrz, osoba bita staje się nieufna, przewrażliwiona, drażliwa. Ofiara w zetknięciu z agresją krokodyla-oprawcy nabywa obciążenia, które nazywam pogryzieniem. Niezależne jest to od poziomu ciała subtelnego, na którym to zachodzi – na każdym może się pojawić pogryzienie od odpowiadającego mu poziomem krokodyla.  Niestety, pogryzienie przez k. jest skutkiem, który nie leczy się samoistnie z czasem. Czas nie jest dla pogryzienia ratunkiem. Czas tej rany nie zagoi. Dopiero odpowiednie oczyszczanie, terapie są w stanie to robić.

Trochę jest to związane z nabyciem pogryzienia. Z mojej obserwacji wynika, iż taka krzywda powstaje, gdy ofiara nie ma możliwości wyjścia. W miarę zdrowe reakcje – nie powodujące traumy – pogryzienia, dają szansę na reakcję – ucieczkę, lub przeciwstawienie się, czyli atak. W przypadku krokodyli, a tym bardziej w ustalonym i niezmiennym  „zaciszu domowym”, niestety często dziecko nie ma możliwości ucieczki, czy bronienia się.

W przypadku bicia, dziecko nie może uciec, ponieważ rodzic je dogoni i zamknie drzwi – „co, chcesz uciekać z domu?!”

Nie może się również bronić – „to ja, twój rodzic, cię biję, zasłużyłeś/aś, nie możesz mi się przeciwstawić.” [zresztą dziecko jest słabsze]

Tak powstaje trauma, tak ofiara krokodyla jest wpuszczana w ślepą uliczkę. Nawet kochający rodzice potrafią używać tego typu strategii klinczu – zamknięcia obu dróg.

Takie sposoby krzywdzenia, gdzie gra się na zaangażowaniu drugiej osoby, również są obecne w związkach małżeńskich, czy w innych relacjach. Żona nie odejdzie od alkoholika bo go kocha i potrzebuje do przeżycia wraz z dziećmi, co daje mu [a właściwie jego krokodylowi] komfort bycia agresywnym, atakowania i jedzenia energii i ciał subtelnych.

Jeśli osoba atakująca ma obciążenia typu yang [agresywne], to osoba pokrzywdzona posiada dopełniające się obciążenia typu yin [receptywne], a więc wymienione wzorce ofiary, wejścia czy pogryzienia.

Trauma = rany z pogryzienia

Tak jak w przypadku ciała fizycznego, w stosunku do każdego następnego ciała subtelnego można to powtórzyć:

  • Krzywdzenie przynosi dotkliwy ból, cierpienie, otumanienie w tym ciele.
  • Przykre emocje: żal, smutek, poczucie bycia skrzywdzoną/ym, wykorzystaną/ym.
  • Agresja w każdym ciele jest podobna do bicia pasem czy pięścią, daje uczucie sporego otumanienia i pomieszania w energiach.
  • Strategia agresji, w której powstaje trauma [permanentnie obecne obciążenie zwane pogryzieniem] polega na nie daniu ofierze drogi wyjścia. Stąd tak mało ofiar potrafi zadbać o siebie. I stąd tak wiele agresorów czuje się dobrze zabezpieczonych.
  • Pogryzienie [trauma] nie przejdzie sama z siebie – w danym ciele następują trwałe zmiany.

Widoczne objawy ataku, zauważalne pod postacią pokrzywdzenia zewnętrznego są niestety tylko w ciele fizycznym aż tak widoczne i łatwe do złączenia z sytuacją ataku fizycznego i pokrzywdzenia. [oczywiście są również skutki niewidoczne] Jeśli cieleśnie lekarz jest w stanie zbadać i opisać pokrzywdzenie w procesie obdukcji, to wyższe ciała są z reguły zaniedbywane. Mało kto się interesuje, czy dana osoba została pokrzywdzona, w którym miejscu i w jakim stopniu. Dopiero gdzieś na terapiach pokazują się owe zranienia, często przez wiele lat nie leczone, nie opatrywane.

Pokrzywdzenie w ciele fizycznym i eterycznym to otumanienie, pomieszanie i ból daje się bezpośrednio odczuwać z widocznym skutkiem ataku. Daje się łączyć logicznie z agresją, ponieważ umiemy to postrzegać. Gdy mamy siniaka i nas boli ciało, to jest to dla nas dobrze zrozumiałe, dlaczego.

W wyższych ciałach, w astralnym i dalej, nie ma niestety takiej jawnej zależności.

Ataku na wyższych ciałach nie widać gołym okiem! Można oczywiście ten atak czuć, jednak argument „widziałem, co mi zrobiłeś/aś” – już nie jest tak oczywisty. Pozostaje „odczułem coś bardzo nieprzyjemnego, co mi zrobiłeś/aś”. To – niestety – pozostaje w naszej kulturze w sferze subiektywnej, bardzo łatwo może być przez krokodyla przesunięte na stronę domysłów i pomijane w dyskusji – „Wydawało ci się, fantazjujesz!@!”

W przypadku ataku na ciałach niewidzialnych, wyższych – odczucie bycia zaatakowanym/ą jest, nie ma zaświdocznych skutków na ciele fizycznym. Możesz być obolała/y, możesz przeżywać pomieszanie, cierpienie, możesz mieć odczucie wyssania z energii, ale tego nikomu nie udowodnisz, że to akurat z powodu kontaktu z tamtym człowiekiem. No niestety, tak już jest – za dowody uznaje się sprawy dostępne zmysłom fizycznym, zwłaszcza wzrokowi.

Czyli wniosek stąd, iż z jednej strony możesz czuć się zaatakowany/a, oszukany/a, poturbowany/a, a jednocześnie może tylko ty będziesz to odczuwać. Może nikt nie potwierdzić tego, nikt nie wesprzeć ofiary ataku na ciele subtelnym. To dodatkowo umacnia traumę, pogryzienie.

Krótko o tym, jak pogryzienie na poszczególnych ciałach się ukazuje w praktyce:

W różnych ciałach pogryzienie wygląda różnie.

Generalnie każda relacja z krokodylami jest relacją na minusie energetycznym. Pogryzienie można widzieć jako dziurę w ciele subtelnym, przez którą wypływa energia subtelna człowieka. I taki człowiek słabnie. Energia ta wypływa ku opiekunowi krokodyla, jeśli jest taki ktoś połączony z kr, jest w relacji z nosicielem krokodyla. Albo wypływa ot tak w przestrzeń, jeśli się odseparowało od takiego kogoś. Niemniej zranienie potrzeba zaopatrzyć, jeśli chcemy, żebyśmy nie słabli. I nie powinniśmy się kumać z kolejnym posiadaczem krokodyla, któryby zajął miejsce poprzedniego – to chyba oczywiste.

na ciele astralnym + częste postawy

Krokodyli astralnych jest najwięcej. Zresztą nic dziwnego – ciało astralne uważa się za najsłabiej działające ciało człowieka. Najbardziej podatne, mało objęte świadomością, a jednocześnie mocno zwykle rozwinięte. W ciele astralnym mamy do czynienia z energiami emocji. Krokodyla astralny mocno manipuluje emocjami, ich znaczeniem.

Tatuś z kr. astr. może sprawnie wytłumaczyć dzieciom, dlaczego przyszedł pijany, dlaczego się zżygał i spał w ubraniu. I dlaczego dzieci powinny go nadal kochać. Takie naturalistyczne sceny to dzień powszedni, krokodyl astralny bowiem jest „niższego sortu” krokodylem i jakieś wielkopańskie maniery go nie bardzo obchodzą.

I dzieci kupują takie wytłumaczenie. Kochają, przebaczają nie tylko dlatego, że są dziećmi. Dlatego, że się nabierają na sprawną manipulację i dlatego, że się boją przeciwstawić takiej gnidzie krokodylej, która może  zadać więcej bólu psychicznego a nawet  dotkliwie pobić. [w ostatnich czasach pobicia dzieci czy też bardziej krzywdzące czyny rodziców są powszechniej znane]

Osoba z pogryzieniem na ciele emocjonalnym [astralnym] będzie miała w życiu kłopoty z emocjami, z przeżywaniem bardziej intensywnych sytuacji w życiu. Bardzo mocno to się dotyczy obszarów relacji dziewczyna-chłopak, relacji partnerskich. W takich sytuacjach osoba pogryziona mimo dobrej woli nie będzie w stanie sprostać sytuacji i np. z chłopakiem, którego po cichu bardzo lubi, potrafi się pokłócić, albo wbić mu szpilę. Chociaż nawet tego nie chciała, jakby ją spytać przed taką rozmową, to by powiedziała, że chce pogadać, chce miło spędzić czas.

Wyrażanie emocji, uczuć samo z siebie będzie napotykać na duże kłopoty! Jeśli taka osoba przeżywa uczucie, zwłaszcza silne, to już samo to przeżycie będzie uruchamiać lęki i powodować duże napięcie[dzięki aktywnemu pogryzieniu i reakcji na nie]. Można wtedy nie panować nad sobą, wyrażać ból, zdenerwowanie, podczas gdy chcielibyśmy wyrażać np. radość ze spotkania czy wyrazić odczucia sympatii do drugiej osoby. Oczywistym jest, że taki komunikat jest zupełnie mylący.

A więc żegnajcie szczęśliwe związki.

„Przecież to jest chore!” – ktoś powie. Owszem, to JEST chore. O takich szkodach, o takiej chorobie zwanej pogryzieniem tu mowa.

Czasami można dużym trudem i poświęceniem sprzeciwiać się kilka lat takiej własnej dysfunkcji. „Robię to, co rzeczywiście pragnę, mimo, iż czuję wewnętrzny opór! Ale mam dużo siły i uda mi się.” Czasami się udaje, czasami niestety nie do końca. Zwykle sukcesy u takiej osoby okupione są o wiele większym wydatkiem energii. Nie pracy, a energii. Część bowiem starań idzie na powstrzymanie własnych destruktywnych emocji, otamowanie własnych przykrych odczuć.

Natomiast w ogóle uczenie się, praca, bycie w relacji NA PRZEKÓR swoim złym emocjom [na przekór lękowi, praca z dużym trudem, na przekór nieprzyjemym odczuciom, nadmierny wysiłek], to wszystko są sytuacje chore, niezdrowe. Człowiek zdrowy pracowałby, uczyłby się na tym samym miejscu bez walki ze swoimi lękami, bez depresji, bez poczucia bezsensu. Warto sobie zdać sprawę, ile więcej sił spożytkowuje taki ktoś na zwykłe życie. Może np. dwa razy więcej. Nie dziwi mnie więc poczucie wykończenia, zmęczenia życiem u osób z pogryzieniem.

Aktywne pogryzienie jest jak źle ustawiona zwrotnica na torze naszego życia – nagle zauważamy, że jedziemy zamiast do Krakowa to do Szczecina!

Taka osoba może przez to zaprzepaszczać szanse, możliwości. Tak jakby zjechała na boczny tor z wymarzonej ścieżki. I mimo, iż jej celem jest jasna przyszłość, to jednak nie znajduje się na tej drodze, która do niej wiedzie. I zastanawia się, dlaczego? Bo przecież taki ładny i konkretny cel sobie wyznaczyła, tak bardzo była umotywowana, przekonana do jego osiągnięcia. A dlaczego to się nie realizuje?

na ciele mentalnym

Pokrzywdzenie na ciele o krok wyższym, mentalnym daje przykre konsekwencje typu zakazu widzenia/dostrzegania rzeczy takich jakie istotnie są. Krokodyl mentalny świetnie sobie radzi z kreacją „swojego świata” na sposób mu jednemu odpowiadający. Wiele słyszałem opowieści, a też widziałem wiele scenek rodzinnych, w których osoba z krokodylem prezentuje jedyny słuszny pogląd i mówi coś w typie „to nie tak jest, jak myślisz, kochanie”. Kochanie, to w tym przypadku jest „kochana moja ofiaro”. Oczywiście, ofiary nie są do końca głupie i przeczuwają manipulację i się nie chcą zgodzić. Rzucają się, jakby można kolokwialnie powiedzieć. Ale krokodyl właśnie na to czeka z zupełnym spokojem, na luzie. Przecież to woda na jego młyn, jego ofiara właśnie daje mu argumenty na to, że „jest niespokojna, bo nie wierzy w to co mówi”, czy coś w podobnie Makiawellicznym stylu.

Osoba z pogryzieniem będzie miała w życiu kłopoty w sprawach związanych z myśleniem. Może mieć przejściowe kłopoty z rozumowaniem, kojarzeniem. Poczucie mniejszej wartości „ja nie potrafię tak mądrze myśleć jak on”, niedostawania do poziomu, który reprezentował agresor, to się zdarza. „Jak mam sobie poradzić w życiu, jeśli nie jestem aż tak zdolny jak on/ona?” „tak się staram być tak jak tato/mama, ale mi nie wychodzi, czuję się zdecydowanie gorszy”.

na ciele przyczynowym

Kolejne ciało, to ciało przyczynowe. Na nim są również krokodyle mistrzami przebiegłości. Pokazać coś „z innej mańki”, odwrócić kota ogonem – one są w tym mistrzami! Jeśli chcesz mieć kłamcę na zawołanie – zatrudnij nosiciela krokodyla przyczynowego. Tacy są zresztą zatrudniani na stanowiskach PR. Cierpienie, jakie dają otoczeniu polega na tym, iż trudno się zorientować, jaka tak naprawdę jest prawda kryjąca się za wydarzeniami. I dzieci takiego krokodylca mu uwierzą, niestety.

Osoba z pogryzieniem będzie miała w życiu kłopoty z kojarzeniem przyczyn i skutków. Nie tak, żeby była „głupia”. Pogryzienie nie wpływa na intelekt, a na możliwość działania w dużym stresie. Taka osoba może myśleć, natomiast kojarzenie ze sobą spraw w dużym stresie będzie dla niej trudne. Jest nie przekonana do tego, że zależności w świecie są stałe. Wyobraża sobie, że nie można się na nich oprzeć. Np. że po lecie przychodzi jesień a potem zima. Dla osoby z pogryzieniem przyczynowym może to być teoria – dopiero gdy zmarznie na mrozie powie – „rzeczywiście, zima przyszła!”

Kojarzenie spraw może przywodzić wspomnienie bycia oszukaną, nadużytą, wrażenie cierpienia niewiadomo skąd się pojawiającego.  Będzie wpadać w częściową nieprzytomność. W momencie stresu ta osoba może uważać, że nie jest w stanie podjąć poprawnych decyzji, bo stres przyćmiewa jej jasne rozumowanie. I będzie mieć rację – mając pogryzienie na ciele przyczynowym człowiek czasami kręci się w kółko i nie jest w stanie rozpoznać, gdzie jest sensowne wyjście. „Wiem, że powinnam podjąć decyzję, ale nie umiem, to wydaje się tak trudne, moja mama/mój tato, ona/on to by sobie poradził/a. Czemu nie wiem, co robić?”

na ciele witalnym

To daję na ostatek, ponieważ sprawa jest poważna. Osoba z pogryzieniem będzie miała w życiu kłopoty w sferze seksualnej. Krokodyl witalny agresora jest związany z pragnieniem seksu z wieloma osobami, w tym również z dziećmi. Tu wchodzi pedofilia, tzw. „zły dotyk” [tak, to jest energetyczne zaburzenie od krokodyla witalnego]. W czasie takiej relacji nawiązuje się bardzo szkodliwa więź energetyczna, która zwykle ma negatywny wpływ na możliwości szczęśliwego pożycia u ofiary. Ten mechanizm może być bardzo silny. Ofiara zechce być z kimś blisko, w intymności, nawet znajdzie sobie odpowiednią osobę, i.. będzie ją odrzucać od samej myśli o intymności. Może zwiać sprzed ołtarza jak sobie zda sprawę, że nie jest w stanie pokonać swojej paniki przed stosunkiem seksualnym. Albo może się męczyć latami przymuszając się do tego, walcząc z paniką, z dyskomfortem.

Czyli znowu żegnaj szczęśliwy związku! – tym razem z powodu obciążenia seksualności.

Tutaj zawarte są energie odpowiedzialne za nasze zdrowie fizyczne, za seksualność. Krzywdzenie na tym poziomie daje pomieszanie w sferze erotycznej – ofiara często nie jest w stanie później odpowiednio reagować seksualnie, nie chce wchodzić w czyste relacje seksualne, wybiera natomiast nienaturalne, podobne do wzorca z czasu krzywdzenia. Takie przypadki obejmują wykorzystanie seksualne [jako najbardziej jawne], poprzez rywalizację z rodzicem tej samej płci, oraz romansowanie z rodzicem płci przeciwnej [„dziewczynka tatusia” oraz „mamusi syneczek”].

tu może być przykładem Mylene Famer, piosenkarka, która w swoich piosenkach często porusza sprawy seksualne, często w sposób bulwersujący. Pogryzienie jest cechą stałą – piosenkaraka „nie może się oderwac” od takiego profilu. Wygląda na to, że jest to „jej świat”, który zaakceptowała. Zwłaszcza, że przynosi to sławę i dochody. Dodatkowo jednak promuje swoją wizję jako „zdrową”, najpewniej nieświadomie.

na ciele buddialnym

Pogryzienie na poziomie buddialnym jest przykre dla osób wrażliwych. Jest bardzo subtelne, niemalże go nie ma. A co najmniej  takiego gryzienia buddialnego nie widać. Rzadko spotykam kr. buddialne, z pięć razy rzadziej niż mentalne, i z dziesiątki razy rzadziej niż astralne.

Krokodyl buddialny jest bowiem już „specjalny”, nie jest w żadnym razie zwykły, gustuje w dobrym towarzystwie, wyszukanych rzeczach, strojach, w jakości, w potrawach itp.

Tu siedzące krokodyle buddialne mają umiejętności przerabiania dobra na zło, a zła na „dobro”. Ale nie tak prostacko, jak kr. astralne. „Szare na złote” ale w delikatnych rękawiczach. Dzieci takiego kogoś mają bardzo sporo pomieszane w wartościach. W sercu czują co jest dobre, co jest zgodne z miłością, jakie postępowanie, jakie myśli, jakie relacje są dobre.

Natomiast ich bliski, nosiciel k. z wielką mocą przekonywania twierdzi, iż co innego właśnie zdaje się być dla nich w porządku. Krokodyl buddialny bardzo subtelnie zbiera energię z poziomu budialnego. Jest bardzo subtelnym oszustem. Nawet słowo oszustwo jest tu „nadużyciem”, jest „niestosowne” w stosunku do delikatności tego obciążenia.

Kr. b. nie jest przeciwko życzliwości, jest za lojalnością, jest za dobrym relacjom, za prawdziwą miłością. Natomiast przy tym wszystkim jakimś dziwnym trafem ssie energię i zaburza pole energetyczne.

K. buddialny zdolny jest oszukać każdy typ miłości, przyjaźni, szacunku. Może nie tak widocznie, ale zamiast posyłać energie do Boga, to posyłane są do Opiekuna krokodyla. Dla miłości, przyjaźni, bliskiego kontaktu z taką osobą nie ma takiego strumienia energii z Góry, od Opiekunów Duchowych, a więc taka relacja nie jest prawdziwie z góry zasilana. Jest relacją na minusie energetycznym. Generalnie każda relacja z krokodylami jest relacją na minusie energetycznym.

Ofiary takich oszustw dodatkowo są dotykane energiami z tak wysoka, tak przekonującymi, że miesza się im zarówno w sercu, jak i w głowie.

Zwłaszcza w relacji z Bogiem kr buddialny potrafi się ustawić, ponieważ kr buddialny jest takim ziemskim bogiem i swobodnie jest w stanie stworzyć wokół siebie wrażenie, że wysoka jakość życia ziemskiego wystarcza do życia.

Jeszcze wyższy i rzadszy jest

Kr. atmaniczny

Odpowiadałem pewnym osobom, które miały doświadczenia z przebywaniu w aszramach Indyjskich, i kontaktach [energetycznych] z tamtejszymi ogólnie znanymi mistrzami. W analizie wyszły pogryzienia atmaniczne. A wiem, że ten akurat guru miał takiego kr. atm. Pojawiły się wątpliwości:  jak to guru może mieć krokodyla? Przecież sam skłania do kontaktów z nim, „zlania się z nim w jedno”, bhakti – joga itp. Miałem wrażenie, że widzieli sprawy skrajnie, jak mówię o kr, to już nic dobrego tam nie można odnaleźć. I odpowiednio dalej – że ta analiza moja może nie jest aż tak wiarygodna, bo przecież guru jest bardziej wiarygodny od mojej analizy, prawda? [a że uczniowie srodze pogryzieni – tego nie mówi nikt, to nawet mało kto postrzega].
Posiadanie kr. nie mówi, że dana osoba jest skreślona, że nie można zupełnie nic dobrego tam znaleźć.

To ego tak podpowiada, ponieważ nie umie inaczej myśleć niż w kategoriach czarno-białych. Kr? – to już gość na stracenie! – tak mówi ego.

Dopiero zauważenie co Duszy daje spotkanie z kr można coś więcej powiedzieć. Wg mnie wszystko, absolutnie wszystko na świecie jest pomyślane tak, aby budować Świadome Ja [Atmana, Puruszę]. Jakiekolwiek zaś oglądy, że „on jest nie w porządku” są ograniczone.

To, czy idziemy ku temu, czy ku tamtemu Duszą, to mówi o tym na ile Dusza sama wybiera ścieżkę – czy lżejszą czy  bardziej stromą. Tą drugą się szybciej zdobywa szczyt. Nadziewanie się na kr.  przez Duszę, nadziewanie się jak na żerdź, lub na szaszłyk oczywiście jest ścieżką boleśniejszą, ale szybciej budującą świadomość u osób, które [same, lub ich Dusze] nie mają prostego, jasnego celu duchowego.

Tak więc ja bym rozpatrywał, że istotnie, tu czy tam można więcej zyskać, ale także są i koszty. Pogryzienie następuje, ważne by wiedzieć co to jest, i jak to się odczuwa. Pogryzienie atmaniczne jest bardzo wysokie i bardzo subtelne. Poza tym taki uwielbiany mistrz – mało kto ma rzetelne widzenie takiej osoby.
Wiele osób stwierdza – „tak wiele dostaję od guru, tak wiele się tu dzieje, nigdzie tego nie ma, więc drobne uciążliwości mogę przemóc”. Poza tym pogryzienia są na płaszczyznach niewidzialnych, więc w ogóle mało kto je postrzega.
A czytaliście książkę o relacjach Conny Larssona z SB.? „Prawdy, seks i sekty”
O wiele czystsza moim zdaniem joga oddania i guru jest w linii Kriya-Yogi, ale i tam też mistrzowie poobciążani są.
Warto poczytać Autobiografię Jogina, ja ją niedawno drugi raz czytałem i naprawdę świetna.
A mimo tego aura „raju na ziemi” jest – tak wielu jest piszących tak, jakby na ziemi nie było wojen, alkoholizmu, przemocy w rodzinach. Taki hurraoptymizm duchowy uznaję za ograniczenie świadomości. NAWET jeśli mistrz jest poza tym kręgiem kłopotów, to przecież jego uczniowie nadal są w tym świecie, uczestniczą w problemach.
Niedostrzeganie tego, nie adresowanie tych przeżyć uczniów może:
a) dawać błędne wrażenie, że mistrzów takie przyziemne sprawy nie dotyczą
b) dawać przekonanie uczniom, że „jeśli się połączę z mistrzem, to przez to oddanie automatycznie wyjdę z moich problemów”. A przecież bardzo wiele osób idzie do mistrza po to, aby sobie ulżyć w życiu codziennym. Owszem, chcą wzrastać duchowo, ale nadal mają pracę, rodzinę i chcą lepiej żyć na codzień – tu akurat przez kontakt z guru.
Więc taki hurraoptymizm duchowy uznaję za ograniczenie świadomości, nieliczenie się z realnymi, istniejącymi obciążeniami. I co? Jak Indie wyglądają? Prosperity? Nie, raczej prymitywne wioskowe warunki z brakiem higieny.
Ja rozumiem, że można mieć cele duchowe, i to jest ok.
Ale jeśli komuś się mydli oczy, mówiąc, że „przyjdźcie do mnie”, to będzie wam dobrze [albo przynajmniej jest takie domniemanie – w Indiach jest], jeśli nie wspiera się realnie tych, którzy przychodzą po pomoc, to jest się częściowo oszukańcem. Jedynie niektórzy są prawdziwie pomocni – w Autobiografii Jogina to Jogananda i Ghandi. Oprócz duchowości dawali konkrety, pomoc w życiu na poziomie, na którym ludzie żyli. Ale w kwestiach psychologicznych się ani nie zająknęli.
Z moich wahań wychodzi wniosek taki: może i Indie mają duże osiągnięcia duchowe, ale psychologią zupełnie niezainteresowani. I gdzie nie interesują się psychologią, to te obciążenia które waham są obecne i zupełnie nie dostrzegane.
Można powiedzieć – czemu? „Przecież jak tacy są uduchowieni, to jakby mieli nie dostrzegać tak podstawowych, poważnych i częstych obciążeń?

No ale fakt jest taki, że nie dostrzegają i zupełnie ich to nie obchodzi.

Posiadanie kr. nie mówi, że dana osoba jest skreślona, że nie można zupełnie nic tam znaleźć wartościowego.

To ego tak podpowiada, ponieważ nie umie inaczej myśleć niż w kategoriach czarno-białych.

Dopiero zauważenie co Duszy daje spotkanie z kr można coś więcej powiedzieć. Wg mnie wszystko, absolutnie wszystko jest pomyślane, aby budować Świadome Ja [Atmana, Puruszę]. Jakiekolwiek zaś oglądy, że „on jest nie w porządku” są ograniczone.

To, czy idziemy ku temu, czy ku tamtemu Duszą, to mówi o tym na ile Dusza sama wybiera ścieżkę – czy lżejszą czy  bardziej stromą. Tą drugą się szybciej zdobywa szczyt.

Tak więc ja bym rozpatrywał, że istotnie, tu czy tam można więcej zyskać, ale także są i koszty. Pogryzienie następuje, ważne by wiedzieć co to jest, i jak to się odczuwa. Pogryzienie atmaniczne jest bardzo wysokie i bardzo subtelne. Poza tym taki uwielbiany mistrz – mało kto ma rzetelne widzenie takiej osoby.
Wiele osób stwierdza – „tak wiele dostaję, tak wiele się tu dzieje, nigdzie tego nie ma, więc drobne uciążliwości mogę przemóc”. Poza tym pogryzienia są na płaszczyznach niewidzialnych, więc w ogóle mało kto je postrzega.
A czytaliście książkę o jego relacjach z SB.?
O wiele czystsza moim zdaniem joga oddania i guru jest w linii Kriya-Yogi, a i tam też mistrzowie poobciążani są
Warto poczytać Autobiografię Jogina, ja ją niedawno drugi raz czytałem i naprawdę świetna. A mimo tego aura „raju na ziemi” jest – tak wielu jest piszących tak, jakby na ziemi nie było wojen, alkoholizmu, przemocy w rodzinach. Taki hurraoptymizm duchowy uznaję za ograniczenie świadomości. NAWET jeśli mistrz jest poza tym kręgiem kłopotów, to przecież jego uczniowie nadal są w tym świecie, uczestniczą w problemach.
Niedostrzeganie tego, nie adresowanie tych przeżyć uczniów może:
a) dawać błędne wrażenie, że mistrzów takie przyziemne sprawy nie dotyczą
b) dawać przekonanie uczniom, że „jeśli się połączę z mistrzem, to przez to oddanie automatycznie wyjdę z moich problemów”. A przecież bardzo wiele osób idzie do mistrza po to, aby sobie ulżyć w życiu codziennym. Owszem, chcą wzrastać duchowo, ale nadal mają pracę, rodzinę i chcą lepiej żyć na codzień – tu akurat przez kontakt z guru.
Więc taki hurraoptymizm duchowy uznaję za ograniczenie świadomości, nieliczenie się z realnymi, istniejącymi obciążeniami. I co? Jak Indie wyglądają? Prosperity? Nie, raczej prymitywne wioskowe warunki z brakiem higieny.
Ja rozumiem, że można mieć cele duchowe, i to jest ok.
Ale jeśli komuś się mydli oczy, mówiąc, że „przyjdźcie do mnie”, to będzie wam dobrze [albo przynajmniej jest takie domniemanie – w Indiach jest], jeśli nie wspiera się realnie tych, którzy przychodzą po pomoc, to jest się częściowo oszukańcem. Jedynie niektórzy są prawdziwie pomocni – w Autobiografii Jogina to Jogananda i Ghandi. Oprócz duchowości dawali konkrety, pomoc w życiu na poziomie, na którym ludzie żyli. Ale w kwestiach psychologicznych się ani nie zająknęli.
Z moich wahań wychodzi wniosek taki: może i Indie mają duże osiągnięcia duchowe, ale psychologią zupełnie niezainteresowani. I gdzie nie interesują się psychologią, to te obciążenia które waham są obecne i zupełnie nie dostrzegane.
Można powiedzieć – czemu? „Przecież jak tacy są uduchowieni, to jakby mieli nie dostrzegać tak podstawowych, poważnych i częstych obciążeń?

No ale fakt jest taki, że nie dostrzegają i zupełnie ich to nie obchodzi.

wklejam część tekstu ze strony o krokodylach:

Tu moje rysunki, jak wygląda atak krokodyla:

Widoczne są zarówno jakby haki-strzałki wpijające się w ciało ofiary jak i zaburzenie energii na niskich czakrach.

Jak wygląda osoba pogryziona – ma wyszarpaną aurę wzdłóż przedniej strony ciała i ma mocno zaburzoną podstawę [niższe czakry] tak, że ma trudności z odnalezieniem się w świecie. Stąd biorą się wzorce ofiary i symptom wyuczonej bezradności. Nawet psychologowie [z doświadczeń na zwierzętach] zauważyli, że symptom wyuczonej bezradności nabiera się szybko, natomiast aby odtworzyć poprawne funkcjonowanie potrzebowali ok 200 pozytywnych doświadczeń. Dlatego mówię, że pogryzienia nie leczą się same z czasem.

Pionowe kreski niebieskie od głowy w dół symbolizują rany w aurze. Wibracje na spodzie to osłabiona lub chora aura na niskich czakrach. Bywa także, że w aurze są obecne podłączenia do agresora – może wtedy czerpać energię na odległość, wystarczy np. połączenie telefoniczne lub telepatyczne.

Ofiary krokodyli to osoby, które przebywały w pobliżu osoby obciążonej. Długo, albo krótko. Można długo żyć w jednym domu z osobą obciążoną, i wtedy zwykle pogryzienie jest głębsze, boleśniejsze, zmiany w psychice są istotniejsze. Można też być krótko wystawionym na bycie z taką osobą i też można dostać, przeżyć atak i ucierpieć z powodu pogryzienia przez krokodyla. Więcej na ten temat w osobnym tekście [link]. Proszę pamiętać, że takie pogryzienie nie goi się samo z siebie – niestety trzeba nad tym popracować.

Dajmy przykład. Krokodyl potrafi być poprawny politycznie a jednocześnie mocno poszarpać aurę, energie drugiej osoby.

Dwie panie: A i B rozmawiają między sobą na forum o żywieniu:

A:

Zaczne od tego ,ze od lat walcze z nadwagą . Próbowałam mase rożnych czasami dziwnych diet zaczynając od […] Przez przypadek trafiłam na diete Protal wymyśloną przez francuskiego lekarza dr. Pierra Dukana.

Dziś mam 10 dzien tej diety i 7 kg. mniej!!!! Najwazniejsze jest to,ze nie chodze głodna, jem kiedy i ile chcę .

Dieta składa się z czterech następujących po sobie etapów: [i tu następuje opis]

[osoba A się cieszy!]

B:

Jesli schudlas 7 kg w 10 dni (w co nie wierze) to 5 kg z tego to napewno woda z Twojego organizmu i zasiedziale „odpadki”.

A sama dieta to chyba cos jak dieta Plaz Poludniowych (South Beach).

[trzy momenty poniżające osobę A:

– nie wierzę, czyli mówisz nieprawdę

– w organiźmie masz odpadki i to zasiedziałe

– ta dieta to żadna nowość, czym się tu tak ekscytować?!]

A:

Zastanawiam sie dlaczego zarzucasz mi kłamstwo?

Nikogo nie namawiam do robienia tej diety, jesli ktos jest chętny to bardzo prosze.

[osoba A poczuła się dotknięta, jeśli nie podjedzona. Aura człowieka jest elementem bardzo delikatnym i krokodyl ma łatwość jej rozrywania. Osoba A czuje się skrzywdzona.]

B:

Powinnas sie nauczyc czytac ze zrozumieniem. Nie napisalam ze klamiesz,tylko ze ja w to nie wierze. Mysle ze nie zabronione jest wyrazanie swojej opini. Sama napisalas ze w czesci to woda, a wiec pozbycie sie wody to niestety nie chudniecie. Na internecie pisze wiele osob ktore podniecaja sie ze tak szybka gubia kilogramy. To fajnie ze sie chca tym podzielic z innymi,ale czy nie narazaja ich na szok dla organizmu i choroby? Nie pisze tego zeby Cie urazic,tylko zeby przestrzec.

Nie diety a poprostu zdrowe odzywianie i ruch powinno doprowadzic do spadku wagi.

[tu typowy docinek krokodyli! 🙂 Zamiast przyznać, że sporo skubnął i poniżył, to kr. wskazuje, że to A jest winna. Przeprosiny nie wchodzą w grę. Oczywiście – w sensie literalnym B ma rację – i do tego się doskonale odwołuje. Sprawy emocji, uczuć? Dla niego na pozór nie istnieją. Jednakże umie bardzo dobrze wygrywać na emocjach i manipulować. Osoba B nadal kontynuuje poniżanie os.A.  B chce „przestrzec”, jest przecież tak przyjazna! – piękny kamuflarz]

Co ciekawe, osoba B, kobieta, niespecjalnie się przejęła tymi kłopotami w dyskusji z A. To też pokazuje, jak wiele pań ma tendencję do lekceważenia znaczenia emocji. Kobiety o wiele łatwiej radzą sobie z emocjami i nie odbierają „potyczki” emocjonalnej tak istotnie jak mężczyźni. Z jednej strony przez to naturalne wyposażenie mają łatwiej w wychowywaniu dzieci, które są czasami baaaardzo emocjonalne i trzeba istotnie mieć takie predyspozycje jak panie, żeby nie zwariować.

A jednocześnie to pomijanie istotności emocji czyni kobiety bardziej otwartymi na ataki i przyssanie się krokodyla. Kobiety o wiele częściej bywają ofiarami krokodyli.

Tu poniżej ciekawy przykład „gier”, które mają bilans ujemny dla grającego. Takie gry z „ujemną wypłatą” psychologiczną zwykle są tworzone przez kr. Człowiek, który posiada empatię nie zrani tak drugiego. Dzieci lubią takie „gierki”, ponieważ nie mają zwykle jeszcze rozeznania na ciele buddialnym [wartości], a zagrywki, których się nie spodziewają po prostu cieszą je: „o, coś się dzieje, czego nie kontroluję, to jest ciekawe!”

Nazwałem ten tekst „poniżającą wyliczanką”. Bardzo sprawnie angażuje ciekawość podświadomości i kotwiczy ją [NLP] w silnie doznawanych obszarach, jakim jest ciało. Po przeczytaniu go podświadomość osoby czułej ma kilka wprowadzeń negatywnej energii krokodyla. Nie ważne, że go nie widzisz, w sferze niewidzialnej Opiekun Kr. zbiera swój energetyczny haracz. Osoba nieczuła nie ucierpi z tego obrazka. Nieświadomemu dziecku, a zwłaszcza dziewczynkom będzie się to jeszcze podobać – „ktoś potrafił mną tak zakręcić!” Ale jest też poczucie upokorzenia, niezrozumienia, nadużycia [bycia nadużytą/ym]. Ważne, aby to zidentyfikować – Dusza bowiem będzie wskazywać na aspekt „zabawowy” i powie: ja chcę! [tego, tego, co niestety powoduje krzywdzenie].

No i dodatkowo czarna ramka, też niedobra. Nie usuwałem jej, żebyś widział/a, postrzegł/a tą energię z ramką związaną.

Dziecku wydaje się większość rzeczy bezpieczna. Wliczając w to gorący czajnik z wrzątkiem oraz rodzica z krokodylem. Tak samo rówieśnicy wydają się bezpieczni – nie widać w nich zagrożenia. Nie widać na zewnątrz, więc dziecko może wejść w kłopoty.

Dobrymi dla kr. ofiarami są osoby mające tzw. „wzorce ofiary”. Gdzieś podświadomie mają zakodowane, że w życiu to często się obrywa i cierpi. No i osoby z krokodylem potwierdzają takie nieświadome przekonania. Dzieje się to często bez świadomej refleksji – dwoje ludzi „się spotyka” i już wiedzą, że są „dla siebie pisani”. Na nieszczęście to pisanie jest bardzo przykrym pisaniem, obejmującym wykorzystanie psychiczne, emocjonalne, a czasami i fizyczne. Drogą wyjścia jaką podają specjaliści jest zauważnie tej relacji z nosicielem krokodyla, ocena: ile zyskuję a ile tracę na tej relacji. I na koniec – decyzja – czy dalej tak chcę żyć.

Grupy samopomocowe Al-Anon są dobrym miejscem, aby się przyjrzeć sobie i swojej trudnej relacji. Chodzą na nie osoby poszkodowane przez krokodyle [zwykle żony alkoholików], wyprowadzają swoje życie na prostą.

Odwet ?

Bardzo pierwotną, wręcz natychmiastową reakcją duszy jest wyrównanie: „Oddam mojemu agresorowi, oddam temu ohydnemu krokodylowi, który mnie tak użarł!!”

Poczucie bycia skrzywdzonym/ą, poczucie krzywdy powoduje chęć wyrównania za krzywdy. Jeśli mnie bił/a, to ja też będę bić w odwecie, jeśli ubliżał/a, to i ja ubliżę, jeśli zaniedbywał/a, to i ja będę miał gdzieś. Wiąże się z tym dużo gniewu, przeżywanego wraz z bólem pogryzienia. Widziałem osoby chodzące z aktywnym gniewem na co dzień.  Osoby nie mogące oddać krzywdzicielowi a jednak tak bardzo obolałe i zagniewane.

Taka osoba chce „zrewanżować się” tak, aby tamtego krzywdziciela równie zabolało.Ta strategia czasami jest przygotowywana, rozważana, ofiara czasami nieświadomie czuje pewne ukojenie w fantazjach o odwecie.

Ma zaboleć krzywdziciela, jednakże kim jest ów krzywdziciel? Dusza uważa, że to ów rodzic, że to ów np. nałogowy alkoholik, czy alkoholiczka. Że to ten człowiek. Jednak, jeśli wydarza się oddanie ataku, to ów oprawca czuje się również pokrzywdzony. Nie czuje, że to jest sprawiedliwe. To jest przewrotność, którą dają nam krokodyle. Krokodyl wycofuje się, gdy następuje atak na jego nosiciela. Krokodyla atak nie zaboli. Jest to podobne do chowania się żołnierzy za cywilów w czasie wojny. Nosiciel w tym przypadku jest żywą tarczą.

Innym sposobem radzenia sobie z dużym zranieniem jest pragnienie stłumienia bolesnych odczuć. „Nic się nie stało”, „przecież nic nie widać”, „on/a przecież tylko się na ciebie popatrzył, tylko powiedział kilka słów, a ty od razu się źle czujesz”. Takie argumenty mogą być używane do umniejszania twoich odczuć, do tego, aby „nie robić z tego afery”. No i kłopot, bo otoczenie może być silne, może próbować zatrzeć ślady sam atakujący. Po kilku dniach, gdy krokodyl się wycofa, nie będzie on/a nic pamiętać i będzie chcieć jakby nigdy nic się z Tobą kontaktować, być na dobrej stopie. Natomiast w Tobie na myśl o tej osobie może zostać wielkie wzburzenie, ponieważ zostałaś/eś z tamtej strony zaatakowana/y. Wiele osób żyje z przytłumionym poczuciem krzywdy przez całe lata.

.

Jeśli chcesz więcej przeczytać o tym, jak to jest być krzywdzonym przez krokodyle, jak sobie zdać sprawę czym taka relacja istotnie jest, z kim masz do czynienia, to tutaj jest tekst o tym. Może dosyć długi i szczegółowy, ale myślę, że oczyszczanie się z bycia ofiarą na to zasługuje.

.

Należałoby, mówiąc o ofiarach dodać, iż sam nosiciel, gospodarz krokodyla, jest ogromnym pokrzywdzonym. Dlaczego? Ponieważ przestaje być człowiekiem, zamienia się w chodzącego robota, zombie. Część po części traci własną duszę.

„Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? ” – tak powiada Biblia.

Wiele motywacji sprzyja ku temu, aby obszar duszy nosiciela krokodyla był dalej i dalej zasiedlany przez symbionta [czyli k.]. Tak rzadko widzi się zdrowiejącego alkoholika, a tak często alkoholikom stan się pogarsza, aż do śmierci…

Przełamię się, przecież muszę to zrobić!

Niektóre osoby z pogryzieniami sobie obiecują, że „się przełamią”, jak napotykają na duży opór wewnętrzny.

Mnie osobiście „przełamanie się” kojarzy się z przełamaniem sobie samemu kości lub kręgosłupa. Sytuacja jest trudna, i aby wyjść z niej jeszcze mocniej wywołuję presję na siebie – i łamię siebie: „przełamuję się” i.. wychodzi! to, co nie umiałem dotąd, to działa.

Co ciekawe, po takim złamaniu siebie zwykle przyjmuje się pomocników duchowych z ciemnej strony: albo „wejścia”, albo „krokodyla”. I wtedy istotnie, tyle spraw wydaje się tak prostych… No ale oprócz przełamania własnych odczuć, mamy na grzbiecie dziadka, który – jak w bajce – nie będzie chciał zejść.

Moim zdaniem nie trzeba „się przełamywać”. Dlaczego? Dlatego, że dusza zwykle ma rację, jeśli czegoś bardzo nie chce. Dusza zwykle ma nosa i nie chce wchodzić w patologiczne układy, podejmować patologicznej pracy. Co z tego, gdy kultura ma patologię za nic i nurt patologii jest szeroki i pewnie nadal tak zostanie. Jednak Dusza mówi często: stój, zastanów się, przemyśl sprawę. To dobrze opisuje sytuację bycia nieśmiałym. Nieśmiałość może nas uratować od trudnych związków, od nie do wykonania zobowiązań – Dusza widzi w przyszłość [ ma takie możliwości] i relatywnie słabym głosem odczuć [które można zagłuszyć] mówi, co o sprawie myśli.

Kontrola

To jeden z częstszych sposobów radzenia sobie osób z pogryzieniem z tym, co spotyka je w świecie.

Kontrola bardzo mocno kojarzy się z pogryzieniem, pokrzywdzeniem. Wybieramy kontrolę, aby „już nie ucierpieć”.

Ważne, aby dojść do przyczyn owej kontroli [j.w.] i je oczyścić. Puścić tak, abyśmy już nie musieli już kontrolować. Jednak trzeba oczyścić to do samego spodu – oczyścić podstawowe przekonania, które uruchamiają kontrolę. [zresztą jest to tak jak przy innych obciążeniach]

Objawowe bowiem puszczanie [na niższych ciałach] działa jedynie chwilowo, bo jak wewnętrzna postawa jest niezmieniona, to się wcześniej czy później wyrazi na zewnątrz.

Kontrola jest przylgnięciem. Jak popuszczasz te przylgnięcia, „puścisz” życie, to ci się zrobi automatycznie swobodniej.


DDA

Szczęściem, psycholodzy potrafią już identyfikować różne typy pokrzywdzenia. DDA to skrót od Dorosłych Dzieci Alkoholików są grupą, która jest zauważana. Osoby z taką przypadłością wiele mogą skorzystać dzięki poszukaniu sobie pomocy w odpowiedniej, specjalizowanej terapii [link] i w grupach wsparcia dla DDA [link].

Dziecko spodziewa się, że na świecie znajdzie stałe prawa, stabilizację.  Przychodzi ze sfer w których zaznało szczęśliwości i w swojej dziecinnej naiwności uważa, że to co będzie w dzieciństwie będzie kontynuacją tego, co było w niebiesiech.

Okazuje się jednak, że owi rodzice, do których tak tęskniło mogą być nieprzyjaźnie nastawieni do niego. W ogólności to bardzo dezorientuje dziecko, że rodzice, albo jedno z nich jest raz dobre i radosne, a innym razem mocno zagniewane i agresywne. Taka postawa rodzica powoduje pomieszanie w umyśle – jak to jest, że mamusia raz jest taka serdeczna, a raz tak na mnie wrzeszczy okropnie?

Jeśli rodzic ma spore wahania nastroju, to dziecko przejmuje to jako naukę. „Nawet jeśli mój tatuś wydaje się być miły, to i tak nic nie wiadomo, bo może się to zmienić i może być bardzo przykra sytuacja”. W późniejszych latach przekłada to się na niepokój i niepewność w kontaktach z innymi osobami, także przy poszukiwaniu partnera życiowego. W poszukiwaniu tego, co znane, może taki ktoś nieświadomie poszukiwać na partnera/partnerkę osobę uzależnioną [od alkoholu, narkotyków, gniewu itp.].

Dużo cennych uwag można znaleźć w tekstach o DDA, o deficytach z tym związanych. Mógłbym przytoczyć tutaj cały ten artykuł, ale warto go przeczytać w oryginale.

.

Z punktu widzenia ezoteryki sprawy się bardziej przejaśniają w stosunku do tego, co mogą powiedzieć psycholodzy. Oni nie potrafią rozróżnić niestety sprawcy tego – nie rozróżniają istot duchowych. I pewnie będą zaprzeczać istnieniu owych. Pomimo tego ich wkład i tak jest bardzo cenny.

DDA = Pogryzienia + krokodyl

Z rodzin dysfunkcyjnych mogą pochodzić:

a) osoby z pogryzieniami – typowe ofiary

b) osoby z krokodylem – typowi nosiciele

c) osoby z pogryzieniem i z krokodylem – typowe DDA

Prof. psycholog Melibruda określa DDA jako wszelkie osoby, pochodzące z domu alkoholowego. Wszelkie, a więc typów a, b i c. Jednakże jest to mylne, socjologicznie skonstruowane określenie, nie obejmuje specyfiki dwojga obciążeń naraz – a DDA je właśnie mają.

pytanie:

Chodzi o to, jak zachowuje się ciało subtelne pogryzionej osoby, gdy załapuje ona krokodyla? Z Twoich opisów wynika, że pogryzienia to swego rodzaju rany w połączeniu z brakiem ich samoleczenia (coś jak brak krzepliwości krwi po ugryzieniu pijawki), czy też „gniazda” do podłączenia kanałów energetycznych k-a, któremu potem wystarczy wetknąć słomkę i pić ile wlezie.

Opisałeś mechanizm nabywania krokodyli u ofiar, które koniecznie chcą też być takie silne. Pytanie brzmi: co się w takim wypadku dzieje z pogryzieniami? Rozsądek podpowiada, że krokodyl powinien je „zalepić” swoim ciałem – w końcu osłabiają one ciało, na którym rośnie, a do tego wycieka przez nie energia na rzecz innego drapieżnika. Czysta konkurencja. Czy wobec tego rozpaczliwa chęć uleczenia ran może przyciągnąć innego, „własnego” drapieżnika? Jeśli tak, to jak powszechna jest ta motywacja u ofiar?

 Osoba pogryziona mająca dodatkowo kr nie może być tak silna energetycznie jak ta mająca tylko kr, ponieważ obciążenie kr i pogryzienie w pewnym stopniu się znoszą, dopełniają [yin i yang]

Gdy ktoś mając pogryzienia ma krokodyla to sytuacja jest typowa dla DDA, czyli osób z domów alkoholowych lub patologicznych, osób mających taki typ – czyli zarówno pogryzienie i kr. [bo z takich domów mogą pochodzić osoby wyłącznie mające pogryzienia albo wyłącznie kr]

Krokodyle nie mają moralności, więc nosiciel dla nich nie jest nikim specjalnie ważnym. Póki dostarcza możliwości czerpania energii ze swojego środowiska jest w miarę ok. Natomiast czy jest pogryziony – to jego sprawa. Jest przez to trochę mniej efektywny, ale kr o to też nie dba – przecież kr jest „półistotą” – półinteligentem. A Opiekun kr ma wiele kr pod sobą, więc mu też to wisi. Jeśli więc u ofiary symbiont wywołuje nieco więcej siły, to chyba jest wszystko. Pogryzienia nadal są, poczucie skrzywdzenia jest.

Nie sądzę także, że istnieje owa „rozpaczliwa chęć uleczenia ran”. Odczucia z pogryzienia, jakie na początku opisałem ładnie przesłania symbiont swoim poczuciem wszechwładzy. A jeśli ktoś nabywa symbionta, to raczej nie z powodu owej „rozpaczliwej chęci uleczenia ran”, a z potrzeby odegrania się lub kompensacji własnej słabości [jako ofiary]. Do chęci leczenia trzeba naprawdę sporej świadomości i motywacji. Motywację taką symbiont gasi w zarodku.

Krokodyle, chociaz tego nie opisuję, mają spore chęci konkurowania, wystarczy zobaczyć walki o władzę, o stołek w jakiejś firmie, czy walki polityków. W różnych półświatkach tego pełno jest również. Typu chuligani, złodzieje, kryminaliści, mafia itp. Na potrzeby oczyszczania się podawane przez mnie informacje powinny wystarczać.

Natomiast czy krokodyl „zalecza” rany ofierze?

Raczej nie, co prawda odczucie może takie być – to pochodzi od znieczulenia w czasie ataku.

Przecież dla osoby pogryzionej nosiciel [+kr] stanowi rodzaj narkotyku.
A więc, jeśli nie zalecza, to znieczula. Podobnie jak różne atakujące zwierzęta wstrzykują substancje znieczulające swoim ofiarom.

Znieczulenie na pewno występuje, ponieważ ofiary lgną do krzywdzicieli. To jest totalnie nielogiczne, ale jest dobrze udokumentowaną zasadą.

Czyli, jeśli się opierać na odczuciach, to nic nie motywuje ofiarę do odejścia od krzywdziciela. Zarówno samo przebywanie z nosicielem jest pełne dobrych odczuć [„ach jaki on ładny, jaki przystojny, jak się porusza, jakie ma maniery!”], pełne dobrych skojarzeń [„ach, jaki on hojny, ma gest, nie tak jak tamten, który ciągle się zastanawiał nad tym, czy nam wystarczy pieniędzy”, „ten na pewno jest dobrym partnerem, ponieważ jest na wysokim stanowisku, jakby co – jakbym zaszła w ciążę – to będzie mnie oczywiście wspierał, finansował spore wydatki”].

A z drugiej strony, oprócz odczuć i skojarzeń występuje znieczulenie – też na poziomie odczuciowym. Opisałem to na stronie o kr.: u osoby, która wchodzi aktywnie w pole kr. występuje wzmocnienie adrenaliny, wręcz uruchamia się wzmożona chęć życia. Stąd nawet walka z kr. wydaje się i emocjonująca i rewitalizująca…
Tak, to dziwaczne mocno. Ale jak może nie być dziwaczne, jeśli:
– jest tak niezrozumiałe i nie poznane,
– jest tak powszechne.

Połączenie ofiara – agresor jest generalnie bardziej „potrzebne” ofierze. Krokodyle nie dbają o swoje ofiary. Same, wyżej wymienione mechanizmy powodują, że to ofiara chce być z agresorem. To nie agresor „czycha” aby tylko pożreć biedną niewinną owieczkę. Jemu tak naprawdę mało co zależy na tym. Ma tych ofiar tyle, ile zechce, wręcz czasami nie może się odpędzić od kolejnej. [Stąd też wynika nadzieja, że jednak można się zupełnie od agresorów uwolnić, jesli tylko sobie uzmysłowimy ile na tym tracimy i popłyniemy – czasami z trudem – pod prąd wszelakich odczuciowych mechanizmów i motywacji, które każą się z agresorem łączyć].

Tu panie mają gorzej.

Opierają się bowiem bardzo często we wnioskowaniu na odczuciach. Pradawne programowanie prokreacyjne / ewolucyjne powoduje bowiem, że wierzą odczuciom totalnie – jak ona coś „dobrze czuje”, to pójdzie za tym w ogień. A krokodyl wywołuje SUPER DOBRE odczucia. Nawet nie dobre – wyśmienite, nadludzkie, normalnie szołbiznes w toi-toju.

Jeśli się nagle jakoś czujemy nadludzko, to warto sobie samemu zapalić czerwoną lampkę [sama się nie zapali]. Coś tu jest nie halo.

Dla ofiary i jej podświadomości kr jest ważny i to ona jest przekonana do trzymania się kr. Po pewnym czasie niestety już nie tylko chce ale i musi – nie ma prostego wyjścia i nie może się wyplątać. Nawet gdy ofiara – nosiciel cierpi od kr ten nie czuje się w obowiązku złagodzić więzów. Wielu alkoholików umiera w męczarniach.. także psychicznych [od uzależnienia – kr]

Chęć „leczenia” ran albo uśmierzania ich z pomocą kr. może istotnie dla Duszy być impulsem do wcielenia się w rodzinie gdzie może nabyć kr. Ale to się nie daje zrobić i nadzieje okazują się płonne.

Wychodzenie z pozycji ofiary

Zacznę od motta:

„Don’t waste your time with someone who won’t support you in the time of need.”

„Nie marnuj swego czasu przestając z kimś, kto nie wesprze cię w czasie potrzeby.”

Jest to dobre motto dla osób, które żyją w obecności agresora. Agresor w czasie potrzeby może nie wesprzeć, a przeciwnie – patrzeć, co dla niego mogłoby skapnąć. Z pozycji człowieka jest w stanie się jakoś dostosować, ale symbiont nie ma moralności. „Pamiętaj, z kim masz do czynienia” – to hasło Al-Anon, ruchu żon alkoholików. One wiedzą, że nawet jeśli „wszystko jest dobrze”, to nie można być pewnym, że się zaraz diametralnie nie zmieni.

„Nie marnuj swego czasu przestając z kimś, kto nie wesprze cię w czasie potrzeby.”

Dobre hasło dla tych, którzy szukają kogoś, z kim chcieliby się związać. A mają doświadczenia pogryzienia i lgną do osób „silnych”.

I również jest to dobre hasło dla osób, które wychodzą z pozycji ofiary. Trzeźwe rozpoznanie otoczenia – oto, czego potrzeba w pierwszej kolejności.

Jak sobie pomóc

Po pierwsze dobrze zrozumieć i przemyśleć temat.

Pooglądać znane sobie przypadki osób pogryzionych, razem ze swoim [nie wyróżniając siebie jednak „o, ja to mam dopiero ciężkie życie”]. Wyciągnąć wnioski, przypomnieć sobie paradoksy, które występują u osoby pogryzionej.

Po dogłębnym zrozumieniu i przemyśleniu już Dusza sama będzie coś zaczynała kombinować, a to jest duża nasza siła.

Osobiście uważam, że jest droga wyjścia z kręgu ofiar. Nie jest to jednak ani bunt, ani jawne przeciwstawienie się agresorom. Zarówno bunt, jak i jawną konfrontację mają oni opanowane do perfekcji. I oczywiście wiedzą, jak postąpić, aby ofiarę jeszcze bardziej zamotać, i mocniej przywiązać do siebie. Więc można o buncie i konfrontacji już od razu zapomnieć.

Droga wyjścia jak ją pojmuję, jest osobista. Jest to praca osobista wręcz nastawiona na samego/samą siebie.

Masz do niej prawo, nawet jeśli będziesz sobie przypominać argumenty o tym,  że należy być „społecznie pożytecznym”, że „należy udzielać się w rodzinie” itp. Tutaj niestety, osobiście oznacza, że najpierw zajmiesz się sobą.

Napierw swoją edukacją. Tak więc, moim zdaniem, jeśli:

  1. zdobędziesz wiedzę na temat kto prawdziwie jest kimś agresywnym z powodu obciążeń duchowych i jak się one objawiają
  2. zdołasz rozróżnić między takimi osobami
  3. nauczysz się [co może nie być łatwe] usuwać się z drogi takim osobom agresywnym

– to masz szansę na to, aby uniknąć dużych, poważnych błędów życiowych.

W tej pracy jest duuużo do działania z własnymi emocjami. Tak bowiem posiekane na miazgę muszą mieć czas i uwagę do tego, aby się poskładać na nowo. Powtórzę, bardzo ważne:

dalsza praca polega na poszukaniu sobie pomocy w odpowiedniej, specjalizowanej terapii [link]

i w grupach wsparcia dla DDA [link]. Zwykle samemu się mało co zrobi.

Jak to pewien mądry człowiek powiedział:

„nie zdołamy całego świata wyłożyć dywanem, ale możemy włożyć na nogi buty, aby się nie pokaleczyć o kamienie”

Inny sposób opisu przedstawia Eckhart Tolle w postaci tzw. „ciała bolesnego”. Opracował on również metodę oczyszczania tego ciała.

Tutaj jest tekst  o tym, jak odzyskiwać swoje życie [link].


Krokodyle, chociaz tego nie opisuję, mają spore chęci konkurowania,
wystarczy zobaczyć walki o władzę, o stołek w jakiejś firmie, czy
walki polityków. W różnych półświatkach tego pełno jest również.
Typu chuligani, złodzieje, kryminaliści, mafia itp.Dla bezpieczeństwa tego nie opisuję, aby nie otworzyć skrzyni Pandory.
Na potrzeby oczyszczania się podawane przez mnie informacje powinny
wystarczać.Natomiast czy krokodyl „zalecza” rany ofierze?

Gdy dzieci z takiego domu dorosną, mogą się nazwać Dorosłymi Dziećmi Alkoholików [DDA] – jest to określenie terapeutyczne. Psychologowie i terapeuci wyróżnili tą grupę osób ze względu na mocne kłopoty, jakie mają w życiu, a które są związane z życiem w domu, w którym był alkohol [osoba uzależniona od alkoholu]. Jeśli dom był dysfunkcyjny [nie był do końca domem, może był tylko mieszkaniem kilku osób razem], jest określenie Dorosłe Dziecko z Dysfunkcyjnego domu [DDD]. Nie trzeba uzależnienia od alkoholu, może w domu być inny kłopot.

Osoba mająca krokodyla może być sama pogryziona.

Osoba pogryziona, a mająca kr nie może być tak silna energetycznie jak ta mająca tylko kr, ponieważ obciążenie kr i pogryzienie w pewnym stopniu się znoszą, dopełniają [yin i yang].

Gdy ktoś mając pogryzienia ma krokodyla to sytuacja jest typowa dla DDA, czyli osób z domów alkoholowych lub patologicznych, osób mających taki typ – czyli zarówno pogryzienie i kr. [bo z takich domów mogą pochodzić osoby wyłącznie mające pogryzienia albo wyłącznie kr]

Krokodyle nie mają moralności, więc nosiciel dla nich nie jest nikim specjalnie ważnym. Póki dostarcza możliwości czerpania energii ze swojego środowiska jest w miarę ok. Natomiast czy jest pogryziony – to jego sprawa. Jest przez to trochę mniej efektywny, ale kr o to też nie dba – przecież kr jest „półistotą” – półinteligentem. A Opiekun kr ma wiele kr pod sobą, więc mu też to wisi.

To dla ofiary i jej podświadomości kr jest ważny i to ona jest przekonana do trzymania się kr. Po pewnym czasie niestety już nie tylko chce ale i musi – nie ma prostego wyjścia i nie może się wyplątać. Nawet gdy ofiara – nosiciel cierpi od kr ten nie czuje się w obowiązku złagodzić więzów. Wielu alkoholików umiera w męczarniach.. także psychicznych [od uzależnienia – kr]

Uleczenie ran może istotnie dla Duszy być impulsem do wcielenia się w rodzinie gdzie może nabyć kr. Ale to się nie daje zrobić i nadzieje okazują się płonne.

Advertisements

56 komentarzy (+add yours?)

  1. Tomasz J.
    List 22, 2009 @ 23:22:12

    Tekst przeczytałem z ogromną fascynacją – tym większą chyba, że ja akurat nie mam zdolności widzenia energii i postrzegania subtelnych ciał. Wiem jednak aż nazbyt dobrze, jak to jest żyć przez wiele, wiele lat z mnóstwem ran w tychże ciałach i jak życie takiego człowieka wygląda. A raczej BOLI, a nie „wygląda”…
    Dzięki fachowej psychoterapii dla Dorosłych Dzieci Alkoholików, ktorą z ogromnym (dzięki Bogu…) sukcesem odbyłem przed pięcioma laty, moje życie zmieniło się bardzo! Jeden z regreserów powiedział mi wtedy : „75% karmy DDA masz już przepracowane”, co bardzo mnie zaskoczyło i ucieszyło…;)
    Mam nieodparte wrażenie, że na Twoją, Andrzeju, stronę trafiłem po to, by „dopracować” pozostałe %-ty. W ilości już chyba nawet mniejszej, niż 25…

  2. Tomasz J.
    List 22, 2009 @ 23:33:31

    Aha, i jeszcze jedno, bo byłbym zapomniał… 😉
    Nigdzie w literaturze psychoterapeutycznej, ani też w internecie nie spotkałem tak – moim zdaniem – wspaniałego połączenia psychoterapii z ezoteryką…
    Serdecznie dziekuję i pozdrawiam T.J.

  3. SwiatDucha
    Gru 14, 2009 @ 17:13:16

    Dzięki Tomaszu za miłe słowa!

  4. agwiosna
    Wrz 18, 2010 @ 13:42:54

    Ta babcia z rysunkow, ktora serwuje jedzenie wnuczkowi przed komputerem, zachowuje sie dokladnie jak moja babcia. Jest nie do zniesienia! Czy to znaczy, ze moja babcia ma krokodyla?

  5. SwiatDucha
    Wrz 18, 2010 @ 17:33:11

    Taka presja bezrozumna, bezduszna nawet jest przynależna wejściom, nie krokodylom.

    Krokodyl jest luzak, nic nie musi, ludzie często go nie obchodzą. Presja, jak jest to zwykle jest niewidzialna, niedostrzegalna, energetyczna.

    Natomiast duchy wejściujące wywołują ogromne presje konkretnie widoczne i słyszalne. Odwrotnie, niż w przypadku krokodyli, osobie wejściem tak bardzo zależy na czymś, że jedzie jak walec z tą swoją „słodyczą anielską” [we własnym pojęciu].

    Chcąc zachować się po ludzku w relacjach z takim kimś trudno sobie wyobrazić jak w ogóle postępować, bo nic do takiego kogoś może nie docierać, że my coś chcemy czy też [częściej] że nie chcemy. [więcej na stronie o wejściach]

  6. Ewelina
    Paźdź 08, 2010 @ 16:15:12

    zakochałam się w tej stronie, coś czuję, że od dziś będę czytywać ją codziennie… jestem pogryziona, bo mam przyjaciół, których nie potrafię docenić, nie potrafię być miła, kochana i ciepła.. jestem pogryziona, bo przez swoją… no właśnie, co? głupotę? zahamowanie? niedojrzałość? straciłam człowieka, którego kocham i nie mogę go odzyskać.. jestem pogryziona, bo… wiele takich rzeczy…
    wiem, że coś muszę zmienić, tylko od czego zacząć? czego szukać?

  7. SwiatDucha
    Paźdź 08, 2010 @ 21:48:26

    no to duże są słowa :)))

    miło mi, że coś Ci te teksty dają.

    Jeśli jesteś pogryziona, to oznacza, że – tak jak piszesz – możesz nie wykorzystywać szans, które życie niesie. I możesz przeżywać przykre odczucia, że to akurat Tobie się zdarzyło. To tak najprościej. Zastanawiasz się, co było powodem owych kłopotów.

    Cóż robić? Ano warto:
    się zapoznać z tym, co to jest owo pogryzienie [co już pewnie przeczytałaś],
    może kto/co je wywołuje,
    spróbować się jakoś odseparować w miarę możliwości od agresora,
    zadbać o siebie tak, aby owe rany w duszy się zaczęły zasklepiać,
    może zwrócić się do jednej, drugiej terapii, aby przeżyć i oczyścić pamięć zranień.

    Roboty z tym może być sporo, jednak na pewno każdy krok się opłaci.

  8. Ewelina
    Paźdź 09, 2010 @ 17:16:15

    Dziękuję bardzo.. Moje pogryzienie chyba głównie (dużo nad tym myślałam) jest spowodowane moim rozstaniem z kochanym … Wiem, że powinnam uszanować to, co mam, cieszyć się tym, jednakże bardzo mi trudno i po prostu – nie mogę. Moimi jedynymi myślami jest to, co mogłam zrobić, co zrobiłam źle i że jestem winna. To bolesne…

  9. SwiatDucha
    Paźdź 09, 2010 @ 18:12:47

    Z pewnością możesz przeżywać ciężkie chwile, jak go kochałaś.

  10. Ewelina
    Paźdź 10, 2010 @ 18:00:31

    Kochałam i nadal kocham. I całkowicie nie wiem, co zrobić, by to zmienić. Czy w ogóle coś zmieniać? To trudne, ale taka jest miłość. Ponoć nieodwzajemniona – najmocniejsza 🙂

  11. Olivka
    Sty 05, 2011 @ 04:33:30

    Niesamowity artykuł… Konieczny do przemyślenia. Pozdrawiam.

  12. annaboleyn
    Sty 17, 2012 @ 16:17:52

    Bardzo, bardzo dziękuję. Wszystkie kawałki układanki w mojej głowie poukładały się w końcu w jasny obraz i dostałam energii, żeby ruszać naprzód 🙂

  13. SwiatDucha
    Sty 17, 2012 @ 19:19:44

    bo to jest logiczne
    Miło mi że się przydało.

  14. Małgosia
    Maj 30, 2012 @ 14:08:57

    Od poniedziałku czytam Świat Ducha , czytam i czytam (tak dużo wiedzy tu jest) i zaczynam rozumieć to coś, co jest w mojej głowie. Andrzeju , bardzo Dziękuję Ci za mapę mojej duszy, którą zrobiłeś mi 13maja. Bardzo pomogło mi to w zrozumieniu siebie i innych. Do tej pory żyłam nastawiona na potrzeby innych, a teraz czas na mnie. Rozjaśniłeś mi w głowie i już zaczęłam nastawiać swoje życie na inne tory.
    Bardzo , bardzo jestem Ci Wdzięczna 🙂 i Pozdrawiam Cie Serdecznie.

  15. SwiatDucha
    Maj 30, 2012 @ 14:30:21

    To super, ja też się cieszę,
    Pozdrawiam!

  16. I.
    Czer 20, 2012 @ 10:41:53

    sama jestem DDA i czytałam z ogromnym zaciekawieniem ale i lękiem co dalej z sobą zrobić, wiem jedno po ‚usunięciu’ z mojego życia osób które mi szkodzą, czuję się znacznie lepiej. Nie wiem sama, co dalej zrobić żeby się z tego wszystkiego oczyścić…

  17. SwiatDucha
    Czer 20, 2012 @ 10:52:29

    Jeśli się pojawia lęk o przyszłość, to może kwestia niedużego połączenia z Wyższą Jaźnią, Bogiem? Przy dobrym kontakcie z nią patrzenie na wiele spraw się polepsza. Poza tym warto lepiej zapoznać się z własną Duszą, ponieważ to ona ma pomysły na przyszłość – jakie są taka i przyszłość będzie.

  18. Trackback: SEDNA | Kraina Blogini
  19. ulicasloneczna
    Czer 14, 2013 @ 12:56:35

    Bardzo dziekuje za te strone. Wiedza ktora sie pan z nami dzieli moze zaoszczedzic kilka wcielen, ktorych bysmy potrzebowali na zdobycia jej doswiadczalnie. To ogromny dar.
    Na prawde to doceniam i az mi troche glupio poprosic- czy moglby pan troche uwazniej pisac? Jest duzo bledow w pisowni i czasem nie jestem pewna czy dobrze rozumiem przeslanie, szczegolnie ze uzywa pan rowniez swiadomych przeksztalcen slow.

    Ten artykul wyjasnil mi schematy panujace w moim domu rodzinnym i wyplywajace z nich obciazenia. Ta swiadomosc odgrywanych rol dodaje sil. Zastanawiam sie tylko, jak ja mam sie teraz odnosic do rodzicow. Przy kazdej rozmowie, nawet telefonicznej krokodyl ojca probuje se odgryzc kawalek (nie jest alkoholikiem, wiec nie jest tak oczywistym odsuniecie sie od niego). Nie chce stwarzac powodow do rozdraznienia i pretensji wobec mnie i sie izolowac, z drugiej strony nie mam juz sil dokarmiac gada. Czy wystarczy swiadomosc tego co sie dzieje zeby sie zabezpieczyc?
    pozdrawiam i zycze motywacji w dalszej pracy nas strona

  20. ulicasloneczna
    Czer 14, 2013 @ 12:58:22

    No i prosze. Czyzby karma?
    oczawisnie mialo byc nad strona;)

  21. ulicasloneczna
    Czer 14, 2013 @ 20:29:07

    Niby oczywista ta odpowiedz i rada, ale jakos w natloku uczuc traci sie perspektywe. Dziekuje za przypomnienie.

  22. ulicasloneczna
    Czer 15, 2013 @ 18:06:40

    Serdecznie gratuluje ci wydostania sie z tego ciezkiego uwiklania. Bardzo celnie rozpoznajesz sytuacje w ktorej sie znalazlam, chociaz moja droga byla inna- nie bylo postrzegania siebie jako pokrzywdzonej czy slabej. Byla sila, sukcesy, pozycja i pieniadze. Medytacja i szukanie spokoju wewnatrz siebie daly wrecz duze szczescie i poczucie, ze jestem na wlasciwiej drodze.
    Zaczelam zupelnie swiadomie poszukiwac sposobu leczenia innych skuteczniej niz potrafi to medycyna konwencjonalna. Najpierw polecono mi ksiazki Lazarjewa. Zachwycily mnie i przygniotly. Szukajac opinii i odczuc innych czytelnikow „diagnostyki karmy” trafilam na te strone. Spodobalo mi sie to wrecz techniczne podejscie do energii czlowieka i wytlumaczenie mozliwych problemow i zaleznosci psychicznych. A szczegolnie to, ze sa metody sprawdzenia tego co sie dzieje (przynajmniej przez osoby, ktore widza energie), to daje ogromna przewage nad psychoterapia. Juz czytajac zaczelam praktykowac na sobie i nie moglam uwierzyc jak szybko posuwalam sie na przod. Wtedy nauka sposobu leczenia przestala byc wazna. Szybko zrozumialam, ze moge zyskac duzo wiecej. Tak zmotywowana chcialam dokladnie jak piszesz, za szybko duzo osiagnac.
    Oczyszczanie siebie, pozbywanie sie pieknego woalu zaklamania nie dodaje sil i radosnej energii, jak robi to np. pozytywne myslenie czy energia kwantow. Wrecz przeciwnie, czuje sie coraz mniej wazna, popularna i niesamowita. Ale czuje, ze to wlasnie wolnosc ktorej intuicyjnie szukalam.

    Och, jak ten opis o zbyt intensywnym dzialaniu i probie wplywania na innych, mnie dotyczy. Staralam sie wystopowac powtarzajac sobie, ze to co widzimy w innych jest odbiciem naszego wnetrza. I to juz dawalo efekty. Ale to tak szczerze przez ciebie opisane doswiadczenie wlasne dodaje mi sil do zmiany perspektywy. Male kroczki beda na pewno skuteczniejsze.

    Moj pierwszy komentarz pisalam bardzo slaba energetycznie. Tak zachlannie sie oczyszczalam, zrywalam powiazania z pasozytami i sciagalam maski, ze bylam na skraju wyczerpania psychicznego. Teraz przezywam naplyw nowych sil. Ogolnie pozytywnych, ale powodujacych nienaturalnie podniesiony nastroj- to pewnie tez minie i czuje, ze zblizam sie do spokoju. Pisze to, bo wiem jak wiele daja mi komentarze innych osob opisujacych swoje zmagania.

    Troche mnie zastanawia, zeby nie powiedziec niepokoi, to co wspominasz o cenie za takie zachlanne zaangazowanie. Co dokladnie masz na mysli?

    Twoja szybka reakcja pomogla mi wyhamowac. Zastanawiam sie na ile pomocny bylby kontakt z osoba, ktora moze nas wesprzec, czy raczej kontrolowac, w tym procesie.

  23. ulicasloneczna
    Czer 18, 2013 @ 10:02:45

    Opisujesz spojrzenie wynikajace z praktyki, dzieki temu udalo mi sie duzo lepiej zrozumiec pewne teoretyczne opisy. Podsumuje calosciowo mieszajac pojecia z roznych systemow:
    *jako czysty duch jestesmy doskonali i pelni szczescia, ten stan zapominamy inkarnujac jako dusza w rozne ciala
    *aby zapomniec prawdziwe ja i przezywac ten swiat jakby byl jedyna realnoscia mamy „maje”- system iluzji (jego narzedzia to m.i. energie typu obciazen, do niego tez naleza inne byty, jak krokodyle…)
    *pula energii nam dostepna jest ograniczona- tyle ile wykorzystamy na podtrzymywanie iluzji, tyle zabraknie do doswiadczania kontaktu z duchem (takie zrozumienie podpieram jedynie na twoim liscie, czy slusznie zrozumialam?)
    *kiedy wiecej energii jest po stronie iluzji niz ducha- zaczynamy chorowac czy miec problemy (Lazariew); czy tez zadanie duszy- rozumiane jako rozbudzenie naszego prawdziwego ja, staje sie mniej prawdopodobne i musily dostac batem dla otrzezwienia (moje zrozumienie, wynikajace z pomieszanie tresci pana Kluzy i vajsznawizmu).
    *aby przestac byc aktorem tego swoistego teatru iluzjii potrzeba motywacji 🙂 i ciezkiej pracy, ktora jest identyfikowanie tego co nalezy do rekwizytow teatru (obciazen, pragnien itd., czy to z tego zycia czy z poprzednich) i konsekwentna rezygnacja z udawania, ze to prawda (czyli same rekwizyty jak pieniadze czy sex, nie sa zle, ale zaczynaja byc problematyczne jak zapomnimy, ze to czesc teatru; Jak aktor, ktory gra tak atrakcyjna postac, ze nie ma ochoty zakonczyc przedstawienia i woli sobie wmawiac, ze to prawdziwe zycie)
    *sluchanie samej duszy moze byc zwodnicze, ona jest zafascynowana byciem na scenie i odgrywaniem coraz to nowych scen.

    To sie uklada w calosc. Ale co z miloscia? Tu juz nie da rady ludzka logika.
    Wydaje mi sie ze najlepiej to sobie wytlumaczyc wlasnie tym, ze jako duch- orginalne ja, jestesmy pelnia szczescia i milosci. Przypominajac sobie, ze nie jestesmy tym cialem przypominamy sobie prawdziwe ja i czujemy milosc i szczescie.
    Jak ma sie rozwoj poszczegolnych cial energetycznych do calej historii? Czy im bardziej sobie przypominamy, tym wiecej z tych cial sie rozwija? Dlaczego, przeciez nie sa one czescia duch, a wrecz przeciwnie- naleza do swiata materialnego? Czy czakramy i zdolnosci rozwijaja sie bo usuwamy blokady powstale przez zatracenie wlasciwego spojrzenia? (czyli sa rowniez czescia teatru, tylko daja umiejetnosci inne niz te czysto fizyczne, lub umozliwiaja cialu pozostanie zdrowym?)

    PS Bardzo celny strzal z tym rozleniwieniem. To chyba byl jakos podstepny plan mojej podswiadomosci- znalezc kogos na ksztalt guru, najlepiej jeszcze jakas inicjacja i odpoczac, bo jak juz mam guru, to nie musze nic robic 😉

    Ale jakies sesje regresingu czy pomoc w formie analizy duchowej, na pewno mialyby sens. To dobra motywacja do odwiedzenia kraju ojczystego.

    Strasznie dlugi ten tekst, sorki, a chce opisac jeszcze cos.
    Motywacja do odrzucenia iluzji. To jest dopiero trudne. To cale zrozumienie nie wystarczy. To jakby narkomanowi moeic, ze bez prochow jest lepiej. On czuje tylko jak mu dobrze, kiedy jest na haju. Dlatego bez problemow ciezko by bylo sie opamietac. Niektorzy mowia, ze to niemozliwe, bo po co by nas Bog mial karac, za korzystanie ze swiata, ktory sam stworzyl. Chyba jedynym co do mnie przemawia, jest porownanie do teatru. Super, ze chcesz zagrac, nikt nie odmowi nawet najlepszych rekwizytow i ciekawych scenariuszy. Tyle, ze to tylko teatr.
    Na mniej filozoficznym poziomie (tak jest u mnie), boli jak przez nasze ograniczenia krzywdzimy bliskich, szczegolnie dzieci. Naszym dzieciom chcemy dac to co najlepsze, ale mamy tak mala swobode dzialania, ze zaczynamy je krzywdzic, nie rozumiejac dlaczego.

    pozdrawiam serdecznie

  24. Conchita
    Czer 18, 2013 @ 12:54:46

    Hej!

    Mnie tam odrzuca od energii Łazariewa, moja dusza nie chce patrzeć przez czyjeś okulary (które wydają mi się mocno pokodowane mimo całej rozległości wizji).

    Mamy wszyscy w sobie mądrość bezpośrednią, taką świadomość serca połączoną ze świadomością z czakry korony, nią się poznaje bez potrzeby obcych nakładek, jest czysta i wszystko (łącznie z nami) jest wtedy na swoim miejscu. Lepiej z tego korzystać.

    Andrzej niedawno znalazł mi wzorce/ filtry postrzegania na 3 oku, więc sięgam do źródła by patrzeć wreszcie czysto (lub dopiero próbować to robić 🙂 hahahaha).

    Z tą ograniczoną pulą energii to bym się tak nie ograniczała. Na moim obecnym etapie widzę to trochę inaczej (z własnego doświadczenia): że to nasz sposób myślenia, percepcji (czy to szumnie mówiąc świadomość) jest pierwsza nad energią i to po linii skupienia (koncentracji) świadomości idzie energia. Oczywiście, jeśli percepcja jest mocno obciążona, to energia będzie szła w stronę realizacji doświadczenia obciążenia, materializacji. To naturalne.

    Nie jest to tak jak w „Sekrecie” i magicznym myśleniu, o czym się łatwo przekonać, chociaż czasami może takie myślenie zadziałać. Wizja Sekretu jest dla mnie zbyt płytka i pozbawiona umiejscowienia w szerszej perspektywie, w mechanizmach świadomości i realizacji na planie fizycznym.

    Świadmość (swiadome ja) ma zdolność samooczyszczania, w sensie zauważania tego, co nie jest nią samą, ale zostało w niej zakodowane, dołożone, zablokowane przez rozmaite trudne doświadczenia, dointerpretowane – to uwiera, powoduje blokady, zmienia obieg energii z naturalnego na wymuszony. Obieg wymuszony pozbawia człowieka harmonii i kontaktu w własnym wnętrzem. świadomość dostrzegając zaburzenie i rozumiejąc jego przyczyny sama z siebie wraca do harmonii (pierwotna harmonia jest silniejsza od nakładki wcieleń, doświadczeń itp.) i za nią idzie energia, która zaczyna płynąć w inny sposób. Nagle robi się jej dużo i jest przestronnie.

    Samooczyszczanie jest stopniowe i rozciągnięte w czasie, ale jednak zachodzi i człowiek jeśli rzeczywiście ma szczerą intencję oczyszczenia i samopoznania, to wszystko temu sprzyja, pojawiają się pomocne okoliczności, pomocni ludzie, którzy akurat działają w taki sposób, który nam coś uświadamia. Ja tego doświadczyłam na własnej skórze, ciągle jestem w tym procesie i cały czas pojawiają się sytuacje i ludzie, którzy mi coś uświadamiają.
    Teraz dotarło do mnie jak blokuje mnie doświadczenie braku godności i jak rzutuje na moją rzeczywistość. Ile energii i samowiedzy zostało wyparte przez blokadę tego aspektu…

    Ilu z nas jeszcze nie ufa we własny głos wewnętrzny, postrzega się poprzez jakiś karykaturalny obraz, nie daje sobie prawa do doświadczania miłości i szacunku i zamiast tego woli oddać się pod opiekę innym czy to ludziom, czy bytom typu krokodyle czy guru…

    Ale pojechałam 😉 – jakoś z duszy poszło….

  25. SwiatDucha
    Czer 20, 2013 @ 10:53:09

    te sprawy sa skomplikowane, to i Twoja wypowiedz jest dluga.

  26. Dominika
    Kwi 06, 2014 @ 23:11:34

    Witam. Przeczytałam artykuł o obciażeniach z zapartym tchem. Jest jakby o mnie z przeszłości. Byłam dzieckiem alkoholika i byłam pogryziona. To co Pan napisał w artykule do mnie pasowało. Bardzo długo zmagałam się z bólem. Aż w końcu postanowiłam coś z tym zrobić. Zaczęłam uwalniać się od tego ciała bolesnego. Stosowałam i stosuje różne techniki.
    Kiedyś gdy czytałam takie artykuły, to odzywał się we mnie syndrom ofiary, a takze niezagojone rany. Obecnie, gdy czytam takie artykuły, to pojawiają mi się tylko wspomnienia z dzieciństwa, ale nie towarzyszą temu emocje, jedynie zrozumienie.
    Niedawno byłam u jednej pani zajmującej się aurą i bioenergoterapią. I powiedziała mi, że nie mam obciążeń, o których jest tu mowa na blogu. Powiedziała, że mam bardzo szeroką, rzadko spotykaną aurę, aktywne wszystkie czakry (co też jest rzadkością), ogromny potencjał duchowy i inne rzeczy. Nie wszystko było ‚cacy’.
    Zatem mam do Pana pytanie, czy jest możliwe, że jako DDA pozbyłam się wejścia nieświadomie poprzez różne ćwiczenia?

  27. SwiatDucha
    Kwi 06, 2014 @ 23:20:39

    Dominika, oczywiście to jest możliwe, jeśli nad tym pracowałaś, a nawet nie byłaś świadoma, mogło ci się poczyścić. To zależy od ćwiczeń, a co robiłaś?

  28. Dominika
    Kwi 06, 2014 @ 23:34:20

    Przeczytałm wpis Pani ‚ulicasloneczna’, która napisała, że: „*jako czysty duch jestesmy doskonali i pelni szczescia, ten stan zapominamy inkarnujac jako dusza w rozne ciala (…)”, i to mnie zaintrygowało. Może Pani, lub kto inny mi wyjaśni…
    Ten czysty duch, to kto… Bóg? Niektórzy mówią, że jesteśmy Stwórcą.
    To dlaczego uważamy się z dusze w ciele ? I kim jestesmy po śmierci? Duchem czy duszą? I jak wygląda sprawa z oświeceniem? Kto dochodzi do oświecenia? Dusza…? Może te pytania wydadzą się infantylne, ale pogubiłam się. Dlatego proszę o wyjaśnienie, jeśli ktoś zechciałby to uczynić.

  29. Dominika
    Kwi 06, 2014 @ 23:38:38

    O! Juz widzę odpowiedź. Tak szybko. O jak miło. 🙂 Dziekuję.
    Wykonywałam medytacje, oszczyszanie czakr – przez jakiś czas, kody A. Loyda, radykalne wybaczanie, oczyszanie Fioletowym Płomieniem i inne ćwiczenia, ale to sporadycznie, więc nie ma co o nich wspomniać.

  30. SwiatDucha
    Kwi 07, 2014 @ 14:07:41

    Jesteśmy stwórcą, który się podzielił i zapomniał.

    Proponuję poczytać, na ten temat napisałem dłuuugą stronę:
    https://swiatducha.wordpress.com/dusza/

    i dodatkowo posłuchać zespołu YES, który [moim zdaniem sięga tak wysoko..]
    To konkretne wykonanie mnie bardzo przejmuje [może Anderson, ten co śpiewa ma Duszę pochodzenia hobbickiego? – tak wygląda]:

    nieraz płakałem przy słuchaniu tej muzyki za utraconym pochodzeniem..

  31. Conchita
    Kwi 07, 2014 @ 20:55:29

    nie zamykajcie drzwi
    wrócę do domu przed nocą
    postawcie pochodnię
    latarnię morską
    a moja miłość
    zaprowadzi mnie
    do utraconych bram
    (1999)

  32. Dominika
    Kwi 07, 2014 @ 21:15:24

    Dziekuję za linka. Na pewno przeczytam. Jak również dziekuję za ten piękny utwór. Odsłuchałam go w pierwszej kolejności. 🙂

  33. conchittta
    Lip 16, 2014 @ 14:18:21

    Jak piszesz, ze świecą szukać krokodyli buddialnych i atmanicznych, a mi się udało i jeszcze dałam się ładnie pogryźć. Dzisiaj mi pięknie dusza wywala z siebie te pogryzienia.
    Ciekawe, jak będę funkcjonować bez pogryzień, bo widzę, że się już coś zmienia: dusza nabiera wreszcie ochoty do działania. A była jak sparaliżowana od tych pogryzień. Dzięki! Idzie lepsze!

  34. SwiatDucha
    Lip 16, 2014 @ 21:53:05

    A u Ciebie akurat się zaczęło od tego oczyszczać. I dobrze!

    Tu się jakoś tak dziwnie okazuje, że oczyszczenia modlitwą wstawienniczą nie są czymś bezwzględnym i sama masz coś do powiedzenia. Bo, jeśli dobrze pamiętam, to WJ nie przymuszają nikogo. A i ja też nie „zdzieram” z kogoś obciążeń. Nie jeden raz zauważyłem, że kto miał obciążenia, a modliłem się w jego intencji, to i tak pozostał z obciążeniami. A też widziałem przykład, że ktoś miał wysokie, a zszedł na niskie kr. I to też możliwe.
    Ostatnio pracuję nad modlitwą o oczyszczanie karmy, zobaczymy, co to z kolei da.

    Wydaje się, że ten tekst ma już trochę czasu, i kr. budd. już dosyć dużo namierzyłem, a i atmanicznych także trochę. Myślę, że jak mówią, że procesy przyśpieszyły, to i wyższe kr. są szybciej brane [bo przecież takie są konieczności, zagrożenia, itp.. 😉 ]

  35. Pogryziony
    List 08, 2015 @ 21:55:08

    Witam serdecznie. Cieszę się, że mój instynkt zaprowadził mnie – po nitce do kłębka – i w końcu znalazłem się na tej stronie. Dziękuję twórcy za wiedzę, którą tu umieścił i za intencję dzielenia się nią z innymi. Przeszedłem długą i waleczną drogę, by tu trafić. Jestem wychudzonym, pełnym pogryzień i starych blizn człowiekiem, który całe życie toczył bój z krokodylami, archontami, czy jak ich nazywał szaman Castanedy latawcami. A może poza krokodylami te inne istoty to kolejne do kolekcji ludzkich pasożytów? nie wiem. Może wokół nas unosi się cała zgraja tak, jak wokół człowieka w lecie nad jeziorem latają muchy, komary i inne paskudztwa. Jedno chce się opić krwi, drugie ugryźć, trzecie zostawić ślad swojej egzystencji. Te ślady niestety często zostają na dłużej. Z całą pewnością posiadam obciążenie ujęte tu jako „pogryzienie” i wszystkie podpunkty pasują do mojego życia. Kiedy zrozumiałem, że nie pasuję zupełnie do tej rywalizacyjnej, agresywnej rzeczywistości krokodyli, to zacząłem się wycofywać, szukać takiego zajęcia, które zminimalizuje kontakt z tego rodzaju osobnikami. Bo któregoś dnia kurtyna snu opadła i zdałem sobie sprawę, że jestem na jednej planecie z jakimiś opętańcami, że wokół grasują ludzie uważający się na bogów, którzy traktują innych jak swoich niewolników i że cały ten nasz współczesny świat zwany już teraz przeze mnie piekłem jest po prostu piekłem. Życie w piekle pośród widzialnych i niewidzialnych energetycznych pasożytów nie napawa optymizmem. Gdyby podróże międzygwiezdne były już faktem zapewne zamieściłbym anons na jakimś portalu: „Szukam podwózki na Oriona – sprzedam wszystko i jutro mogę lecieć!”. Ale niestety life is brutal. Korzystam obecnie z terapii i myślę o regresji niehipnotycznej. Zgodnie z tekstem sklasyfikowałem siebie jako DDD, bo nie mam alkoholików w rodzinie. Mam nie tylko nadzieję, ale też przede wszystkim cel, by wykorzystać doświadczenie i puki jeszcze mi się chce rozwijać się duchowo i życiowo i już nie inkarnować na tej planecie. Nie mam do niej żalu, bo nie jest jej winą, że ktoś ją wybrał na kolonię karną. Jakoś z tyłu głowy słyszę teraz burżuazyjne śmiechy drwiących oprychów siedzących przy syto zastawionym stole, którym ani się marzy, żeby ktokolwiek uciekał z ich kotła. To jest ich kocioł, który ktoś im przypisał do obstawy tego więzienia, by przypadkiem nikt nie doszedł do wniosku, że człowiek krokodylowi równy. Jest to dla mnie trudny moment zrobienia czegoś z tym obrazem prymitywnego, niewolniczego, piekielnego miejsca, z którego nie można uciec. Czy tak właśnie to wszystko wygląda?

  36. SwiatDucha
    List 09, 2015 @ 12:34:49

    Pogryziony,
    witaj, dzięki za osobistą opowieść.
    Ja trochę podobnie w pewnym momencie myślałem – o „emigracji”. No i duuużo bardzo dużo się zastanawiałem jak to w ogóle przerwać ten łańcuch bycia ofiarą, na jakiej zasadzie.

    Ale jak to ktoś ładnie powiedział: jesteśmy dokładnie tam gdzie być powinniśmy, w najlepszym dla nas miejscu [z punktu widzenia duchowego] zgodnie z zasadą, że „wszystko jest tak, jak być powinno”. To zdanie także powodowało we mnie ogromny sprzeciw. Ale realność jest o wiele silniejsza ode mnie, ponieważ jest zasilana siłą Wszechświata [Boga]. I tylko mogłem się zastanawiać co tu zrobić. Czułem wiele lat bezsilność, poczucie związania, osaczenia, jak ty.

    Proponuję ci poczytać mój tekst „Dawni nasi przodkowie”,
    https://swiatducha.wordpress.com/2014/12/05/dawni-nasi-przodkowie/

    o ile już jesteś powiedzmy gotowy na to, aby zakończyć ten krokodylowy kołowrót. Bo jak Dusza chce jeszcze powalczyć, to tam znajdujące się argumenty i techniki nie będą chyba aż tak przekonujące dla niej.

  37. ananda777
    List 09, 2015 @ 13:24:26

    Dodam,ze cywilizacje,tzw.jaszczurze,ktore wprowadziły”infekcje krokodylą”pochodzą właśnie z Oriona;).o ironio losu-czyli podswiadomosc chciała uciec w paszcze krokodyla rdzennego.

  38. aleksander
    List 09, 2015 @ 13:42:07

    To ja w takim razie też jestem DDD.
    A czy talizmany energetyzowane konkretnie pod osobę dają jakąs osłonę przed takimi „infekcjami” doraznie ? Czy to tylko pobozne życzenia

  39. SwiatDucha
    List 09, 2015 @ 17:36:42

    Może ktoś jest specjalistą od talizmanów i się wypowie?
    Ja jednak mam wrażenie, że osoby, które wytwarzają, handlują talizmanami wiedzą, iż ona jakoś podnoszą wibracje, ale coś nie sądzę, żeby się zbytnio zagłębiały w energetykę ezoteryczną, aby je dogłębnie badać, np. czy działają ochronnie wobec tego konkretnego obciążenia. Nigdy nie słyszałem takiego szczegółowego opisu, oprócz ładnego opowiadania, że to „coś pozytywnego robi”. Owszem, dla laika jest to w miarę rozsądne tłumaczenie, bo wiadomo – laik właśnie się nie zna. Natomiast jaka byłaby wypowiedź wobec osoby znającej się na rzeczy? Pewnie trzebaby podać konkretne wyniki analizy energetycznej.

    Kiedyś w jednym ze swoich filmów W. Cejrowski tłumaczył dlaczego diabeł odchodzi od zapachu kadzidła. Mówił, że diabeł zupełnie się nie boi ładnego kadzidlanego zapachu, a jedynie odrzuca go od niego z obrzydzenia. Podejrzewam, że w przypadku pewnych talizmanów ten mechanizm działa.

  40. aleksander
    List 09, 2015 @ 19:13:21

    Andrzeju – bo taki np. Czarny Turmalin Schörl ma działanie ochronne, ogólnie mówiąc przed złymi energiami, wampiryzmem. Ja jestem obecnie z posiadaniu 6 różnych z różnych okresów. Były energetyzowane pode mnie.
    Bezdyskusyjnie czuć wibracje, czuć że kamienie żyją, a z działaniem. Ciężko obiektywnie się wypowiedzieć, nikt chyba badań nie robił w tym kierunku.
    Dlatego tak mnie interesuje Wasze doświadczenie.

  41. Pogryziony
    List 09, 2015 @ 19:26:13

    Dzięki za odpowiedź. Przeczytałem tekst i z pewnością będę musiał zagłębić się w techniki komunikacji z Duszą. To jest ciekawe, że ja siebie postrzegam jako narzędzie do zrobienia czegoś, co zostało wybrane przez moją duszę. Najgorszy jest ten brak jedności, a więc i brak sensu, wyjaśnienia skąd się biorą te wszystkie moje życiowe problemy, a są na prawdę budzące, tzn. nie pozwalają mi spać snem szczęśliwego, beztroskiego człowieka, który jak ten bot egzystuje będąc klonem innego bota, z których składa się szczęśliwe społeczeństwo. Moje nieszczęście, moja osobista katastrofa jest jak jakiś plan, który został przez moją Duszę wcześniej zatwierdzony. Ja tylko przeszkadzam, nie słucham, nie widzę, nie czuję. Ego broni się, i tak pojawia się wewnętrzne rozdarcie, bo Dusza nie chce żyć jak inni, nie chce być częścią Matrixa. Nie tym razem, nie w tym życiu. Ale ni cholerki nie wiem, o co w tym chodzi. Kilka lat temu nie mogłem tego znieść, tego wewnętrznego napięcia, niepokoju, krzyku, który rozbrzmiewał w mojej klacie i zacząłem mówić do tego bólu: Proszę, uspokój się, uspokój się, przestań. I nagle, po kilku razach ten wewnętrzny ból uspokoił się i czułem się na prawdę jak normalny człowiek. Ale to było tylko raz.. To bardzo dziwne, ale w dzieciństwie, kiedy jeszcze spałem w takim łóżeczku z drewnianymi kratkami – więc jeszcze nie chodziłem – miewałem sny, w których widywałem tego samego osobnika. To zabawne, ale wyglądał jak mnich, który siedział ze skrzyżowanymi nogami na czymś w rodzaju obłoku i miał na głowie dziwną, romboidalną, żółtą czapkę. Mam też wyraźne wspomnienie, że na jawie dochodziły do mnie słowa w obcym języku i brzmiały jak te klingońskie ze Star Treka 😀

    Nie żartuję i nie mam schizofrenii – z pewnością 😀 Albo jeszcze inne wyjaśnienie, czyli czysty dysonans poznawczy. Może po prostu słyszałem ojca, ale jeszcze nie rozumiałem języka, więc brzmiał jak klingoński, hehehe 🙂
    I to wszystko powoduje we mnie taki wewnętrzny zgrzyt, że powinienem coś robić, gdzieś być, gdzie mnie nie ma. Że czegoś nie zrobiłem i dlatego teraz wegetuję w tej egzystencjalnej pustce. Logicznie należałoby przyjąć, że rozwiązanie znajduje się za wysiłkiem osobistego dochodzenia w tej sprawie i iście karmiczno-detektywistycznej roboty, której się podjąłem. Moja dusza na pewno nie pochodzi stąd i czuję to bardzo wyraźnie.

  42. Pogryziony
    List 09, 2015 @ 19:27:47

    Ach, zły link, powinien być ten:

  43. Pogryziony
    List 09, 2015 @ 19:29:29

    Proszę o skasowanie poprzednich linków, bo działają z przekierowaniem, którego nie powinno być. Ten jest bez przekierowania (właściwy):

  44. aleksander
    List 09, 2015 @ 20:55:56

    Pogryziony – chyba każdy kto zgłębia siebie, duszę, pochodzenie, dochodzi pewnego dnia do wniosku że ma schizofrenię. I to, często osoby uduchowione – ale tak w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a nie jak w kościele – wszyscy powtarzają jak mantrę to samo w kółko, takie kółko różańcowe.
    Ja już odkąd jestem po drugiej strony mocy, świadomości, to zdaję sobie sprawę że do końca normalny nie jestem ;-).
    I teraz dopiero wiem, że tak naprawdę to nie wiem nic.

  45. Marc
    List 10, 2015 @ 11:07:40

    Aleksander – moim skromnym zdaniem zdrowie (także psychiczne) przede wszystkim, w sumie to nie tylko moim, ale też ludzi, którzy znają się na duchowości, rozwoju lepiej ode mnie.

  46. Tomek
    List 11, 2015 @ 08:10:57

    Zwróciłbym uwagę na takie aspekty.
    – lęk, paraliżujący strach, zwykle pochodzące z poprzednich wcieleń lub wywołane programami nabytymi na Ziemi,
    – niedopasowanie wibracyjne, tzn. nie jesteśmy w stanie wytrzymać „niskowibracyjnych” zdarzeń , sytuacji z otoczenia.
    – uczucie obcości, bezradność, samotność
    Wyjściem z tego i odzyskaniem swojej siły, mocy i tożsamości jest przede wszystkim podjęcie wyzwania, podnoszenie świadomości i budowa własnej przestrzeni.
    Zrozumienie, że odczucie inności to tylko iluzja pomaga wyjść z samotności.

  47. Pogryziony
    List 11, 2015 @ 11:22:45

    A właśnie, co do „niskowibracyjnych” zdarzeń. Ostatnio oglądając program o opętaniach po prostu nie byłem w stanie wysiedzieć pięciu minut. Jakiś taki wewnętrzny streso-szok mi się uruchomił i nie byłem w stanie tego wytrzymać. Jak trochę ochłonąłem, a trwało to całkiem długo, z godzinę albo dwie to dotarło do mnie, że oglądałem dokument dotyczący bardzo silnych zobowiązań. Coś w rodzaju „Ty jesteś mój/moja i ja tobą władam”. Dla mnie to niedopuszczalne.

  48. aleksander
    List 11, 2015 @ 11:58:43

    Tak, ja próbowałem kiedyś też obejrzeć całość materiału gdzie była opętana kobieta. Takie zimne dreszcze miałem na całym ciele, musiałem wyłączyć.
    Takie wrażenie, że to może przejść na Ciebie …

  49. SwiatDucha
    List 12, 2015 @ 15:58:43

    Pogryziony:
    Też tak myślę, że to jest w pewien sposób propagowanie owego obciążenia.
    A wzbranianie się przed oglądaniem bądź czytaniem książki może stanowić zdrowy sygnał samoobrony organizmu.

  50. anka
    Lu 11, 2016 @ 02:20:20

    dobry wieczór 🙂 dziękuję że jesteś.

    jestem pogryziona, i przełamuje sie od jakiegoś czasu…
    miałam do tej pory ogromne poczucie skrzywdzenia, ale uczę sie jak to pomijać, zagłuszyć?! moja praca mi bardzo nie idzie, wmówiła sobie ze ja lubię, i osiągnęłam dużo, nauczyłam sie dużo, a jak mam siąść i pracować, nie chce mi się, nie umiem tego wykonać. chociaż marzyć i projektować umiem, i uwielbiam, żyje trochę w przyszłości – jak to będzie jak już to zrobię… i nie robię…

    jak mam sie pozbyć tego poczucia bezsilności i bezsensu?

    czuje ze mam zaciągnięte lejce. a tak ładnie mogłabym pogalopować,

  51. SwiatDucha
    Lu 12, 2016 @ 18:54:05

    anka,
    sprawa [o ile chcesz ją prawdziwie oczyścić] jest dużą karmiczną sprawą.

    jeśli nie galopujesz, to oznacza zapewne, że jest ktoś w otoczeniu, kto ci owo galopowanie „obiecał”, obiecał, że cię wesprze, Dusza to „kupiła”, uwierzyła w to, a przyszła realność i.. zweryfikowała niecne obietnice. I pozostałaś na lodzie, z nadziejami i brakiem energii.

    Wiele obietnic jest w rodzinie alkoholowej, ale które z nich prawdziwe? Niemal żadne. Tak wszyscy chcieliby dobrze.. bo to tak dobrze wygląda.. Ale tak naprawdę kto bierze się za siebie? Mało kto.

    Warto popracować nad urealnieniem wizji: kto kim jest, co kto może, kto komu co powinien dać, zrobić, co jest winny, od kogo czego można się spodziewać itp.
    A teksty tutaj dobrze się do tego nadają, do refleksji.

    Bezsilność i bezsens leczy się poprzez zobaczenie wszystkiego na nowo i zauważenie takiego obrazu jaki istotnie tam był, wtedy powstanie nowy sens, co prawda pewnie nie tak ładny, jak się spodziewamy [zgodnie z obietnicami osób zainteresowanych utrzymaniem własnego dobrego wizerunku], ale będzie.

    błędy poprawiłem, ten tekst z niedostępnego pliku jest na tych stronach o pogryzieniach, i o symbiontach [kr].

  52. anka
    Lu 13, 2016 @ 00:17:22

    dziękuję za odpowiedź. 🙂

    u mnie brak galopu, jaki mogłabym mieć, wynika z mojego wnętrza,
    to nie środowisko zewnętrzne / nie inni. to ja.
    chyba sama muszę sobie na to pozwolić…
    albo coś głębiej jest, chce to zrozumieć.

    Na krokodyle mam sposób: przytakiwanie i robienie swojego, albo ignorowanie.

    pochylam sie nad Twoimi słowami. Thank You one more .

  53. Paula
    Lu 25, 2016 @ 11:30:01

    *Można żyć w zgodzie z krokodylem ?
    *Podejrzewam, że krokodyla nie da się u kogoś pozbyć, skoro sama osoba obciążona nie chce nad sobą pracować. Da się chociaż takiej osobie pomóc ?
    *Czy osoba niepełnoletnia(uzależniona od krokodyla) jest bardziej narażona , niż mająca pełne prawo nad sobą?

  54. SwiatDucha
    Lu 26, 2016 @ 21:56:12

    *Można żyć w zgodzie z krokodylem ?

    tzn, u siebie czy u kogoś ten kr. jest?
    bo jak u siebie, to nazwa symbiont pochodzi od symbiozy, co oznacza, że kr. wspiera nosiciela, a nosiciel krokodyla. Jest to jakaś zgoda z obu stron.

    a u kogoś? tam gdzieś piszę, że owszem, jak najbardziej, gdy jesteśmy zgodni z nosicielem i nie robimy mu konfrontacji pod tytułem co on ostatnio nawyprawiał, to czuje, że jesteśmy po jego stronie, no i jest gucio [kr. łaskawie na nas patrzy, co prawda czasami skubnie, ale też nie jakoś mocno].

    *Czy osoba niepełnoletnia(uzależniona od krokodyla) jest bardziej narażona , niż mająca pełne prawo nad sobą?

    narażona na co?
    Bo posiadanie krokodyla to jest osobista kwestia nosiciela i jego Duszy.

    A nosiciel nie jest „narażony”, tylko to jest kwestia jego decyzji, jego postawy i postawy jego Duszy.

    Inaczej świat nie byłby zgodny z podstawowymi prawami Wszechświata i prawem do posiadania osobistej woli u każdej istoty. Jakby tak nie było, to żylibyśmy w więzieniu, z którego nie możemy się wyzwolić. Ale tak nie jest, my, dzięki nawet tylko naszej osobistej pracy jesteśmy do tego zdolni.

    Jeśli coś nas dotyka, to tylko wtedy, gdy albo świadomie się zgodziliśmy na to, albo Dusza w to weszła [a ona nie jest tak bardzo świadoma i lezie czasami gdzie popadnie]. Więc nie tyle „jesteśmy narażeni”, ile „czy mamy na tyle świadomości aby kr nie wziąć” [jeśli to o to chodzi w pytaniu]
    Wtedy to jest kwestia poziomu świadomości osoby młodszej, dziecka, które ma mniejsze życiowe rozpoznanie i ma dziecięce rozumowanie,
    w porównaniu do rozpoznania i świadomości osoby starszej i jej poziomu świadomości.

    No i oczywiście decydują tu o wszystkim intencje – co ten ktoś chce. Bo kr. bierze się na podstawie „łatania osobistych deficytów” jak piszę w art. o kr.

  55. barteczek19
    Lip 08, 2016 @ 14:52:23

    mi pomogła p. Ewa Guzowska z ośrodka psychoterapii „MY MIND” w Warszawie.
    Przy szukaniu terapeutki sprawdzałam sukcesy i doświadczenie zawodowe – pani Ewa jest w ścisłej czołówce. Jestem DDA i potrzebowałam pomocy.
    Z resztą… zajrzyjcie sami 🙂
    http://www.psychoterapia-coaching.pl/oferta/dda.html

  56. SwiatDucha
    Lip 13, 2016 @ 10:24:12

    tak, bardzo warto pomóc sobie. I pójść po pomoc.

    Często nawet trudno wyjść z domu, ale „pójście do ludzi” może być pierwszym krokiem w lepszej części twojego życia, więc warto to zrobić. Wiele, wiele można mieć przeciwności (zwłaszcza w sobie), ale powoli można je przekraczać i usuwać. Życzę Pogody Ducha na tej drodze!

    ciekawy art w tym temacie: link

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: