Ofiary Zatruć od Wejść [depresja, brak pieniędzy]


Dzisiejszy temat jest przykry. Proszę to mieć na względzie.
Jednak odkrycie przyczyn cierpienia może prowadzić do uleczenia. A to już sukces.

Temat ten dotyczy wielu osób. Mówi się, że jest wiele przyczyn depresji. Wśród nich wymienia się poczucie niskiej wartości. Osobiste, moje badania ezoteryczne skłaniają mnie do przekonania, że bezpośrednią przyczyną depresji jest energia z zewnątrz, która dostaje się do dolnych czakr człowieka. A że taki ktoś jest otwarty na tą energię, może być spowodowane np. poczuciem niskiej wartości, co byłoby pośrednią przyczyną.

Przypomnę objawy depresji:

  • Uczucie smutku, bezradności, rozbicia
  • Brak poczucia własnej wartości
  • Spowolnienie lub niemożność „usiedzenia w miejscu”
  • Utrata zainteresowania rzeczami, które wcześniej sprawiały przyjemność (włączając seks)
  • Zmiana apetytu, zmniejszenie lub wzrost masy ciała
  • Myśli o śmierci lub samobójstwie, próby samobójcze
  • Problemy z koncentracją, pamięcią, myśleniem i podejmowaniem decyzji
  • Zaburzenia snu (trudności z zasypianiem, nadmierna senność)
  • Utrzymujące się uczucie zmęczenia, utraty energii życiowej

sad flower.jpg

Dolne czakry są odpowiedzialne za radzenie sobie w życiu. Jak są one w kiepskiej kondycji, to człowiekowi się nie chce żyć.
A poczucie niskiej wartości? Może być „pod tym”, może być przyczyną uruchamiającą ów proces [jedną z iluś możliwych przyczyn]. Podstawową przyczyną jest Intencja, z którą Dusza „daje sobie” przyjąć ową energię zatrucia do dolnych czakr. I – jak w to w terapii – poszukuje się owej intencji.

Gdy dolne czakry są stłumione, poblokowane, wtedy trudno człowiekowi prowadzić swoje sprawy na Ziemi. Gdy zaś są zatrute, przestaje się chcieć żyć. Zdarzyło się Wam kiedyś zjeść coś z pleśnią [w niej są trucizny tzw. mykotoksyny, bardzo silna trucizna]. Mnie się zdarzyło. Wtedy czułem, jak tkanka żołądka niemal obumiera, przestaje działać, przestaje żyć. Po iluś minutach te toksyny wychodziły przez nerki, nerki wówczas mnie bolały i też czułem, że lekko jakby zamierają. No nie było przyjemnie. Ale tak to działa – jak do organizmu dostaje się trucizna, to organizm przestaje funkcjonować, przestaje [mniej lub bardziej] być tak żywotny jak dotychczas.

W ten sposób najprawdopodobniej działa energia z wejść [na poziomie energii subtelnych]. Nie widać jej, nie słychać, ale można ją czuć. I oczywiście można czuć efekty [u siebie], albo widzieć je u innej osoby. Można odczuwać niechęć do życia – mniejszą lub więskszą, co przekłada się na kłopoty w funkcjonowaniu – nieposprzątane mieszkanie, niechęć do mycia się, brak pieniędzy, w cięższych przypadkach utrata pracy [lub rezygnacja z poszukiwań pracy, nie poszukiwanie swojego obszaru twórczości], a nawet bezdomność czy choroba psychiczna.

Gdy człowiek jest silny, to nie tak łatwo go złamać. Pamiętam, jak w dzieciństwie nastawały na mnie bliskie osoby, aby przeprowadzić swoją wolę na mojej skromnej osobie tak, aby zmienić moje życie. Z tego, jak ja bym chciał żyć, na takie, jakie one sobie wyobraziły, że powinno moje życie wyglądać.

A presje te były ogromne. Jakoś tak się zdarzyło (z powodu karmy mojej Duszy), że w tym wcieleniu mam niezdefiniowne centra (wg Human Design) odpowiadające za przeżycie w świecie fizycznym (tzw. „motory”).

motors.gif

Gdy ma się centrum niezdefiniowane to nie ma człowiek tam osobistego dostępu do energii życiowej.

  • Centrum podstawy (root – wytrzymałość w środowisku)
  • Centrum sakralne (sacral – wytrwałość w działaniu)
  • Centrum emocji (solar pl. – zarządzanie własną emocjonalnością)
  • Centrum serca (ego, wola osobista, energie manifestacji)

Miałem je od początku niezdefiniowane. Jednakowoż rzucałem się mocno. Bo nie chciałem, aby mnie „wzięli pod buta”, żeby mnie zaprogramowali według swojego widzimisię, według „potrzeb systemu.

Niemniej poległem. Po wielu, wielu próbach złamania mojej woli, wytrzymałości, wytrwałości to wszystko im się udało. Jedna po drugiej, łamali moje opory, granice, tamy, zapory. Czemu? Bo mieli zdefiniowane czakry na swój użytek, a mnie szwajsowali tymi energiami z tych czakr. (szwajsować to spawać, czyli przychodziły do mnie tak silne energie, którym się nie potrafiła moja Dusza oprzeć)

Nie dziwię się, bo znam już trochę poprzednie wcielenia mojej Duszy, i to, co mnie teraz spotyka to są efekty karmiczne, „zapłata”, wyrównanie za to co kiedyś Dusza nawojowała, naszkodziła innym ludziom. Niemniej ja, jako Andrzej żyję tu od poczęcia, od narodzin i nie jestem kontynuacją wcześniejszego kogoś. Tylko Dusza jest nieśmiertelna.

W takich okolicznościach nie udało mi się przetrwać z moimi jakby nie patrzeć zdrowymi przekonaniami: poczuciem własnej wartości, poczuciem niewinności, radością, miłością do otoczenia, do kobiet. Poczucie bezpieczeństwa też się rozprysło.

Jak się ładnie mówi: wszystko to pizgło o beton.

Domyślacie się, że moje zainteresowania duchowością i psychologią w większości wynikają z tego, aby sobie pomóc i wyjść z tego.

Wiele osób pyta mnie: „co zrobić, aby powiększyć sobie czakrę podstwy?” [w sensie co zrobić, aby lepiej żyć w materii, aby mieć więcej pieniędzy]. Temat zatrucia może części z tych osób dać konkretną odpowiedź. Nie starałem się proponować ćwiczeń gimnastycznych, które pomagają w ograniczonym zakresie i na krótko. Szukałem przyczyny.

I prawdopodobnie znalazłem.

Po co to piszę? Nie po to, by mieć kogo obwiniać, ale aby zobaczyć, co daję sobie robić, aby dojść do przyczyn zjawiska [często w przeszłych wcieleniach] i oczyścić postawy, decyzje, intencje, które kierowały mną aby tak się zachowywać: jeśli mam zatrucie od wejścia, to szukam dlaczego poddałem się wejściu, dlaczego Dusza przyjęła ową zatruwającą energię. To oczywiście tylko przykładowe wątki – potrzeba konkretnej terapii.


Wejścia powodują “zatruwanie” energii subtelnych

[zaniżanie wibracji]

Osoby z Wejściami wyglądają na „nieszkodliwe” [tu link do tematu o wejściach i o zjawisku zatruwania]. Wyglądają, że się jedynie bronią przed atakami świata, krokodyli. Zresztą często same zachowują uśmiech na twarzy. Wygląda na to, że nikomu nie szkodzą. Natomiast z badań psychometrycznych i z intuicyjnych postrzeżeń energetycznych wynika, że to nie jest prawdą. Wygląda, że szkodzą otoczeniu mocniej, niż się wydaje „zwykłym ludziom”, mocniej niż psychologia sobie zdaje z tego sprawę.

W przypadku kr zanieczyszczenie spływa z wysokich ciałach, wysokich energii. Przy pogryzieniu mimo, iż jesteśmy otumanieni, to czujemy się uwzniośleni, jak po narkotyku. Poza tym energia kr. jest ostra, wydaje się mocno rozjaśniać sytuację.

Wejścia inaczej – one nie mają wyrazistej energii, raczej delikatną, jak mgiełka. Jednak ta mgiełka, firanka nakłada się stopniowo, warstwami. I jak się nałoży ileś dziesiąt warstw, to trudno ręką ruszyć. W odróżnieniu od krokodyli, gdzie atak wystarczy aby był jeden, a jest mocno uszkadzający, w przypadku wejść jeden atak jest nie aż tak tragiczny, ale też nie aż tak widoczny – można sobie pomyśleć, że nam się wydawało, że nic się przecież nie stało.

Zatrucie, które dają wejścia jest podobne do zatrucia na planie fizycznym – redukują się siły, funkcje organizmu, jest to stan nie tylko otępienia, ale i w pewien sposób uszkodzenia struktur subtelnych. Ofiary takich ataków yin czują się gorzej, te osoby, którym bardzo zależy na sobie – buntują się w sytuacji takiego ataku, przytruwania.

Jest takie [nieładne] określenie: “nie truj” używane w konfliktach między ludźmi. Co bardzo ciekawe, jak sami widzicie pasuje jak ulał do tej sytuacji, gdy osoba z wejściem się wkurza i wytacza swoje ciężkie argumenty. Wtedy ktoś z krokodylem [chcący łatwego i lekkiego życia] jest skłonny jej powiedzieć: „już przestań truć!”. Może nie jest to dobrze uświadomione, ale z czakr osoby z wejściami wylewa się energia sprawiająca dużą przykrość osobie, która jest w centrum ataku.

Wejścia, jeśli są nawet nieznacznie uruchomione, to zanieczyszczają atmosferę energetyczną, zanieczyszczają środowisko.
O ile krokodyl jest czasami dużym inspiratorem, ma wysokie [chociaż nieczyste] wibracje, to wejście wydziela energie ciężkie, lepkie, klejące jak klej, śluz, powodujące stłumienie aktywności, powodujące brak chęci do życia u osób w pobliżu.

Jeśli mieszkasz z osobą, która ma wejścia, to prawdopodobnie masz w czakrach dużo zaniczyszczonych, a nawet trujących życie energii. Partnerzy osoby z wejściem są “przytruci” wyziewami z wejścia.

Roślinę można zatruć np. rozpuszczalnikiem i będzie wiotczała. Podobnie też i u człowieka: czakramy wiotczeją, zmniejsza się [czasami znacznie] ich wydolność. Nawet jeśli jest wola do działania, to efektów działania nie ma.

Hipnotyzowanie

Osoby z wejściem mają silne możliwości okłamywania. I siebie i otoczenia. O, żeby to było okłamywanie tylko na poziomie „intelektu”, to byłoby jeszcze w miarę do zniesienia. Ale energia obciążenia nazywanego wejściem wspomaga te działania i w efekcie dostajemy mieszankę hipnotyzującą.

Pytanie: Czy mógłbyś rozwinąć wątek hipnotyzowania przez zatrucia od wejścia?
Mam zatrucie sięgające czakry serca i związane z tym zaburzenia psychiczne. Co to znaczy, że zatrucia próbowały włączyć Cię w swoje śnienie?

Odp: Hipnotyzuje nie osoba zatruta energiami z wejścia, ale osoba z wejściem hipnotyzuje i zatruwa osobę sobie bliską. I dlatego osoba zatruta jest „zahipnotyzowana”, inaczej mówiąc „zaśniona” [wg. terminologii Śniącego Ciała, którą rozwinął Arnold Mindell – odsyłam do jego ciekawych książek!]. To Dusza jest tak chorobliwie zachwycona tymi energiami idącymi od wejścia. Dusza jak ta mucha idzie do tego lepu i tam się przykleja do tych energii. Dlaczego? Nie do końca wiem, ale wydaje się, że te energie jej bardzo odpowiadają, odpowiadają jej postawom. I stąd tak Dusza do nich lgnie. Coś jak koń do osoby mającej w ręku jabłko. A Dusza jest jak koń. 🙂

Czy mnie próbowały włączyć w swoje śnienie? Wejścia nie muszą próbować. Są silniejsze od ludzi podobnie jak kr, ale jednak mniej silne od kr. Są silniejsze od ludzi i nie muszą się z nimi mocować, aby ich przygnieść, aby ich omamić. I dlatego w społeczności ludzkiej występują tak wielkie „zaśnienia” jak np. niektóre religie, bądź niektóre ideologie. Na poziomie indywidualnym odbywa się to w zakresie zaśnienia przez „tradycję rodzinną”, bądź „tradycję narodu”, często tradycję tragiczną [np. „Polska Chrystusem narodów”].  Tak więc moja Dusza gdy nie miałem jeszcze takiej świadomości łykała te zaśnienia, te hipnozy jak świeże bułeczki. A ja stałem i przyglądałem się biernie. Miałem bowiem połączenia z siłami białych i wobec nich byłem receptywny.

Zatruwanie w związkach

Jeśli alkoholik [czyli gość z krok. astralnym] mówi z wyrzutem do żony, że  go ogranicza, to może mieć rację. Cierpi raz, że ma krokodylca, który nim rządzi i ledwie poznaje gdzie sam jest, a dwa, że żona obciążona wejściem istotnie podaje mu, oprócz zupy energetyczny śluz tłumiący. Zrozumiałe jest, że żona w ten sposób chce stłumić przemoc i “nadludzkość” symbionta, natomiast to nie jest wyjście z sytuacji. A jak jest, sposób ten jeszcze zwiększa karmę między nimi.

„Wyrażanie” energii istoty wejściującej [ducha wejściującego] uruchomia, wzmaga związek karmiczny, jedynie z drugiego krańca. Jeśli krokodyl jest yang, to wejście jest yin. To jak gasić pożar benzyną. No, może nie benzyną, bo benzyna jest yang. Ale gaszenie pożaru płachtą bawełnianą? Na pozór ogień przykryje, ale zaraz się przepali i wzmoże ogień.

Dlatego też postawa terapeutów wobec alkoholika jest pozbawiona przymusu i kontroli – jak chcesz, to możesz iść pić, daję ci takie prawo, że możesz się zapić na śmierć. Może to nie brzmi super miło, ale dla osoby umęczonej kontrolą to może być pierwszy raz, kiedy się nie nakazuje jej czegoś. Osoby z wejściem rozogniają obciążenie u nosicieli symbionta [krokodyla], ponieważ rozjuszają go. Natomiast w terapii stosowana jest postawa niekontrolująca [w miarę możliwości].

Wejścia wyglądają porządnie, spokojnie, natomiast aktywnie tłumią to, co wychodzi ponad przeciętność, co chce być „poza regułami”, co chce wybić się ponad zasady. To wszystko chce nosiciel. Ale nie tylko. Tłumią równie dobrze „zwykłego człowieka”, nieobciążonego, tylko dlatego, że jest aktywny. I posiadacz wejścia nie jest w stanie owego wejścia skontrolować – mały strumień energii ciągle z tego cieknie i wchodzi każdemu, kto się pojawia w otoczeniu.

Dlatego wejścia są nieobojętne energetycznie dla otoczenia. Jeśli krokodyl zatruwa otoczenie, to i wejście zatruwa. Jakość tej energii jest kiepska, otępiająca, spłycająca, mazista. Można porównać ją do śluzu, zatykającego przepływ energii.

Gdy więc zastanawiasz się, dlaczego nie możesz pójść “do przodu” w życiu, popatrz w dół, może twoje nogi tkwią w bagienku, które wypłynęło z wejścia? Może w twoich czakrach kręci się mnóstwo śluzu tłumiącego, mającego zablokować twoje działania z tego powodu, że ktoś z wejściem ma lęki przed zmianami i nie chce nad nimi pracować?

Stadia zatrucia od wejścia

Osoby poddane działaniu wejścia, duchowi wejściującemu [żyjące w obecności osoby z wejściem] są słabsze życiowo niż przeciętne osoby.

Z moich badań wynika, iż owo zatrucie od wejścia ma przykre manifestacje: „lenistwo”, depresję, niedostosowanie społeczne [bezdomność, bycie „żulem”], aż do skrajnych postaci – choroby psychicznej.

Przyczyna jest prosta: Dusza jest ograniczana, otamowywana w swoich dążeniach, w cięższych przypadkach jest manipulowana. Nic więc dziwnego, że tak atakowanej osobie nie chce się żyć.

Poszukując owych energii zatruwających od wejścia, znalazłem je w najniższych czakrach.

Stadium Z1

Zatruta jest czakra podstawy. Można powiedzieć, że jest to słabsze zatrucie, bo obejmuje tylko jedną czakrę. Energia zatrucia [zatruwana, zatruta] obejmuje czakrę podstawy i wówczas pojawia się depresja, lenistwo, niechęć do życia [oznaczenie Z1].

W stadium Z1 jeszcze władze umysłowe są sprawne, są możliwości relacji, działania, ale nie ma takich chęci do utrzymywania relacji ze światem jak u osoby zdrowej. Czakry działają słabo, wychodzą w badaniu małe, mało jest energii [do działania]. Nazywane to jest depresją kliniczną.

[Nie mylić z postawami depresyjnymi, które można odkrywać na poszczególnych czakrach. Na czakrach postawy depresyjne Duszy zwykle wynikają z osobistego rozczarowania się Duszy/osoby/osobowości, że czegoś w danym obszarze się nie da zrobić/przeżyć i nie jest związane z obcą ingerencją.

Natomiast Z1 na czakrze podstawy jest wynikiem akcji ataku przez siły ducha wejściującego, który działa poprzez osobę z wejściem na osobę ofiary i zatruwana jest jej czakra podstawy.]

Taki ktoś z Z1 zaczyna nie chieć mieć związku z realnością świata [przynajmniej się energetycznie do niej dystansuje].. Może mieć kłopoty finansowe, może nie móc znaleźć pracy [chociaż może szukać], może chodzić na warsztaty motywacyjne i nic. Może się sam próbować „naprostować”, bowiem w stanie Z1 intelekt jest sprawny, a tylko Dusza zwalnia biegu. W takim stanie wiadomo, co zrobić, nawet jak i kiedy, natomiast jak przychodzi co do czego, to … no właśnie.. tego.. nie wychodzi. Dawny autor mówił o Polakach: „lecz im się nie chce chcieć”. Tak dokładnie wygląda depresja Z1.

Jak wynika z moich badań opisywany proces degradacji życia postępuje wraz z intensywnością zatrucia.

Stadium Z2

Zatrute są dwie najniższe czakry: czakra podstawy i czakra bliskości i seksu. Oprócz „niegroźnego” dla środowiska zmnijeszenia osobistych aktywności zaczyna się przejawiać odrealnienie na poziomie relacji z ludźmi. Tłumaczę sobie to tak, że czakra podstawy odpowiada za osobiste znalezienie się w świecie materialnym. I zatrucie jej skutkuje osobistą dysfunkcją odnajdywania się w świecie.
Natomiast czakra druga odpowiada za relacje z ludźmi na poziomie bliskości. A jak jest zatruta, to taki człowiek może mieć od czasu do czasu całkowicie błędne podejście do bliskości z innymi. Może nie być w stanie na dłuższą metę utrzymywać z ludźmi kontakt taki, że można nazwać ich naprawdę bliskimi, czy ukochanymi. Owszem może fizycznie być blisko, ale jakaś blokada, ściana będzie się pojawiać.

Stadium Z3

W przypadkach mocniejszych i dłuższych ataków, wejścia zatruwającą energię wykrywałem w czakrze podstawy, sakralnej [seksu i bliskości] i splotu [Z3].  Jeżeli jest zatruty splot, to zatrute są także i podstawa i druga czakra. Taka zależność się pojawiała w moich badaniach, takie kumulowanie się zatrucia.
Wygląda na to, że wówczas takie zatrucie manifestuje się jako nieprzystosowanie społeczne [duże nieumiejętności w dostosowaniu się do reguł życia w społeczności]. Mogą być fantazje na temat dużej opresyjności społeczeństwa, państwa. Coś więcej niż lekki wariant „teorii spiskowych”. Taki ktoś nie tylko „podejrzewa”, ale jest głęboko przekonany, wraz z wszystkimi potrzebnymi do tego emocjami i uczuciami, że żyje we wrogim świecie.
Następuje dalsze odstąpienie od realności. Taka osoba już zaczyna odchodzić od prawidłowego postrzegania tego, co się wokoło dzieje. Nie potrafi już aż tak dobrze zorganizować się, nie potrafi dostrzec detali w środowisku, gubią się jej. Intelekt jest nadwyrężony. Już nie jest w stanie rozumnie rozmawiać, zaczyna konfabulować, mieć „niegroźne” fantazje.

Stadium Z4

Gdy energia zatrucia obejmuje czakry dolne razem z czakrą serca [ozn. Z4], efektem wydaje się być choroba psychiczna [np. schizofrenia]. Funkcje psychiki są tak mocno naruszone, że realność nie jest rozpatrywana jako coś obowiązującego. Osoba taka żyje w swojej realności, Dusza prawie zupełnie nie chce współpracować z realnością. Owszem, mogą to być przyjazne osoby, natomiast mało umiejące w ogóle się odnaleźć w świecie. W cięższych przypadkach stosuje się prawne ubezwłasnowolnienie, ponieważ taki ktoś może zagrażać otoczeniu.

Skala zatrucia jest jak widać szeroka, ale jest zdumiewająco logiczna i spójna – oparta na postępującej dysfunkcji. Zatrucie od wejścia jest najbardziej destrukcyjnym obciążeniem duchowym, jakie udało mi się znaleźć i opisać. To są jakby powiedzieć „ofiary ofiar”.

Co zrobić z zatruciem od wejścia?

Czy zatrucie ustępuje z czasem? Nie sądzę, podobnie jak pogryzienie też nie ustępuje.

Oczywiście wraz z zatruciem może występować inne obciążenie: np. pogryzienie bądź krokodyl, albo też samo wejście.

Osoby mające krokodyla wraz z zatruciem, dzięki krokodylowi mają możliwość działania [a więc w większości jest to działanie zaburzone, nie z siebie]. Funkcjonują lepiej, niż te, które mają jedynie zatrucie, bowiem kr. wspiera nosiciela na swoje sposoby.

Pytanie: „Jak walczyć z wejsciem?”

    Zarówno wejścia jak i pogryzienie mogą być efektami wtórnymi do intencji człowieka, bo nikomu się nic nie dzieje bez jego postawy wewnętrznej, osobistej.

    Ja nie jestem specjalistą od chorób psychicznych, natomiast co widzę u osób chorych psychicznie to jednak bardzo silna cecha: brak dystansu do siebie.

    Osoby chore psychicznie najczęściej są przyspawane do swojej wizji świata, do swojej postawy. Jak to się mówi: nic im nie można powiedzieć. Bo wchodząc w stan odrealniony właśnie uciekli przed agresywnym światem w obszar, gdzie jest im dobrze. [dlatego też tak trudno ich „przywrócić do świata”.

    Nie mają tego, co normalny człowiek: refleksji wobec siebie, dystansu wobec siebie z pozycji świadomego ja. Świadome ja nakierowane jest na wybraną wizję [„poddaję się własnej Duszy”] i decyzja osoby [Duszy] jest taka, aby jej nie zmieniać. Jak to mówią: jest tak jak myślisz że jest.

Domyślam się, że niższe stadia zatrucia niż choroba psychiczna, czyli Z1-Z3 moga działać na tym samym mechanizmie, ale być odpowiednio słabsze. Bo i słabsze rezultaty wywołują.

    Zatrucie energetycznie można leczyć poprzez modlitwę wstawienniczą do Wyższych Jaźni. Ale jak Dusza jest przekonana, że powinna się poddawać atakom i zgadzać się na zatruwanie swojej czakry, to tak będzie.

    Jest ileś sposobów aby pracować z Duszą. Można analizować jej obciążenia wahadłem, dochodzić do przyczyn Można oczyszczać energetycznie modlitwą wstawienniczą. Jest ileś metod na rozmowy i prace z Duszą [np. ustawienia hellingerowskie]

    Dopóki masz przekonanie, że „zatrucie jest złe, przeszkadza mi/komuś żyć, przeszkadza mi żyć z tą osobą i to jest najważniejsze dla mnei”, „z zatruciem trzeba walczyć”, to nie uznajesz, nie akceptujesz przyczyn, dla których zatrucie się pojawiło.

    I – niestety – mimo usilnych prób nie masz dostępu do działających sposobów na długotrwałe uleczenie.

    To jest paradoks, aby móc cokolwiek z tym zrobić, trzeba to ‚przytulić”, a nie odrzucać.

    To tak jak z jakąś osobą, gdy ją będziesz oceniać i krytykować, to nie masz szansy na jej większą szczerość i stanie po twojej stronie.

Pytanie:
„Jak walczyć z wejsciem?”

Odpowiedź:
„Po pierwsze nie walczyć,
po drugie zaakceptować,
po trzecie szukać przyczyn”

Ofiary zatrucia od wejścia

Badania prowadziłem na poniższych zdjęciach osób z depresją, bezdomnych, uzależnionych i chorych psychicznie z Azji {Afganistan}, Europy i Am. Płn. [o ile się dało taki opis znaleźć we Flickerze, stamtąd zresztą pochodzą kopie – dodane są linki do oryginałów]. Pod zdjęciem jest napisane, jakie obciążenie zostało wykryte przeze mnie, w drugiej linii opisu, jeśli ona jest, napisane jest to, co wywahał Czarek.

31

uzależniony chłopiec: mały kr. astr, zatrucie od wejścia Z2

32

uzależniony mężczyzna: duży kr. astralny + Z1

33

uzależniony mężczyzna: duży kr. astralny, duże Z1

34

uzależniony mężczyzna: duży kr. astralny, bardzo duże Z1

35

uzależniony mężczyzna: duży kr. astralny, duże Z1

36

uzależniony mężczyzna: mały kr. astralny [mniejsze umiejętności radzenia sobie od poprzednich 32-35], bardzo duże Z1, jest też Z2 [częściowo zdegradowana inteligencja].

37

uzależniony mężczyzna w trakcie leczenia Metadonem: duży kr. astralny, bardzo duże Z1

38

uzależniony mężczyzna w trakcie leczenia Metadonem: średni kr. astralny, Z1

39

New York

http://www.flickr.com/photos/hernanhernandez/2713041138/
zatrucie* + pogr astr [czyli podwójna ofiara: i kro. i wejścia]

zatr* + pogr astr

40

http://www.flickr.com/photos/louiselindsay/4222343597/
zatr*
zatr + pogr et

41


http://www.flickr.com/photos/hernanhernandez/2713035874/
zatr*
zatr*


42


http://www.flickr.com/photos/hernanhernandez/2731495020/in/photostream/
zatrucie Z1 + wejscie, większe czakry – bo i większa aktywność

zatr+wejście


43


http://www.flickr.com/photos/hernanhernandez/2714698446/in/photostream/
zatr*

zatr + kr. astr

44


http://www.flickr.com/photos/hernanhernandez/4251614451/in/set-72157614389128938/
zatr* + mały kr. mentalny [widoczny błysk intelektu w oku, lecz nie trzeźwy, a od krokod.]

zatr*+mały kr. mentalny

45


http://www.flickr.com/photos/drozner/2715055835/in/pool-30976950@N00/
zatr Z1

zatr

46


http://www.flickr.com/photos/hernanhernandez/261502971/in/pool-30976950@N00/
zatr Z1
zatr

47


http://www.flickr.com/photos/robinryan/2722983957/in/pool-30976950@N00/
zatr do splotu Z3 – duże odrealnienie, funkcjonuje jak „święty szaleniec” odrębnie od społeczeństwa

tak

48


http://www.flickr.com/photos/soc_justice/2724218478/in/pool-30976950@N00/
zatr do 2 czakry [duże Z1 małe Z2]
tak

49


http://www.flickr.com/photos/22000114@N05/2735699373/in/pool-30976950@N00/
zatr* nieco sięga do serca Z4, duży kr. astralny [stąd uśmiech] Ten człowiek żyje na poziomie choroby psychicznej a jednocześnie jest energetycznie mocny [kr.].

tak

50


http://www.flickr.com/photos/carlinjoe/2740170690/in/pool-30976950@N00/
zatr sięga do splotu, mały kr astr. [pan z Francji]

zatr do splotu, u mnie wyszedł kr. mentalny

Pan się z nami żegna, więc i my się z nim też żegnamy.

Co ciekawe – bezdomni w USA nie mają zwykle krokodyli, a w Europie już mają.

Wejście – wydaje się takie „nieszkodliwe”

Sprawy obciążenia krokodylami dosyć dokładnie już opisałem. Jak się już wie, o co chodzi, to sprawa krokodyli wydaje się zupełnie jasna i zrozumiała. Agresja na otoczenie u krokodyli jest widoczna gołym okiem, chociaż także posiada ogromny komponent w niewidzialnych energiach. Jest opisywana także przez psychologów, chociaż oni z powodu redukcjonistycznego paradygmatu, który wyznają nie są w stanie opisać przyczyn ezoterycznych zjawiska.

Krok jest obciążeniem jang, w przyrodzie jest zaś harmonia, potrzeba by było odpowiednie yin.

Elementem Yin w obciążeniach jest wejście. Jest ono „niedoceniane” jako obciążenie, jako istotne obciążenie. Wydaje się niewielkie – tak jak element yin nazywany jest „małą rzeczą”. Wydaje się mała, ale czy istotnie można ją pominąć?

Osoby mające wejścia wydają się nieszkodliwe. Są to często osoby starsze, czasami schorowane, porządne. Komu by przyszło oskarżanie takich ludzi o coś niedobrego?

Takie osoby wydają się „czyste” z duchowego punktu widzenia. Natomiast jak wiele starszych pań ma ogromne, bezwzględne przekonanie o swojej osobistej prawości i słuszności swoich żądań, skarg, oskarżeń wobec otoczenia. Postawa roszczeniowa u osób z wejściem jest bardzo typowa. Postawa roszczeniowa i brak akceptacji.

Pozorna „czystość” takiej postawy jest związana z tym, że na Ziemi przeważają społeczeństwa oparte o systemy społeczne. Aby się odnaleźć w takim systemie trzeba się przystosować, bardzo często tracąc wiele z własnej nieprzeciętności.
Dlatego też przystosowanie się do społeczeństwa jest mile widziane [zwłaszcza przez panie], ponieważ zapewnia bezpieczeństwo, karierę zawodową, komfortowe warunki wychowania potomstwa. Wejscia maskują lęki, za pomocą wejścia ludzie sobie radzą z otamowaniem lęków przed brakiem bezpieczeństwa, przed biedą, brakiem komfortu.

O ile bowiem łatwiej „wziąć” wejście i przyklasnąć systemowi, niż pracować nad sobą w celu prawdziwego oczyszczenia się z tych lęków !! Niemal nikt tego nie robi – wszak osoby dobrze przystosowane – czy im coś brak, czy potrzeba coś innego niż mają?

Oczywiście, kto jest idealnym przeciwnikiem, prowokatorem dla osoby z wejściem? Osoba z krokodylem.

Spróbujmy wyliczyć działania wejść:

Współpracują z białymi wzorcami, chcą dopasować osoby z otoczenia do wzorca uważanego za poprawny, wartościowy, do typowego zachowania, do struktury [czasami bardzo sztywnej]. Dopasować bez względu na to, czy tamta osoba tego życzy, czy też nie.

Osoby z wejściami napominają, kontrolują tak, aby osiągnąć u innych osób to, co samemu uważają za korzystne. Robią to „z nawyku” i zupełnie nie przeszkadza im to, że komuś to się nie podoba, że ktoś może czuć się stłumiony, niedoceniony, niezrozumiany.

Organizacje państwowe, np. szkoły bardzo mocno są obsadzone osobami z wejściami. Takie osoby mają poczucie własnej racji [nauczycielki, nauczyciele]. Oczywiście nie możnaby skonstruować społeczeństwa w takiej formie jak jest, jeśliby nie stosować zrównania wszystkich do jednego schematu, modelu. Klasy w szkole są tego przykładem – nie rozpoznaje się indywidualnych możliwości i obciążeń dzieci, uczy uśrednionego programu, który jest dla jednych za łatwy, a dla innych za trudny. Ocenia się na tej podstawie i uczy nieprawdziwości tego, że „wszyscy są równi”.

Bardzo wiele dzieci na sobie zobaczyło ten mechanizm. Młode osoby, które chcą zachować swoją odrębność, niezależność, wartościową indywidualność napotykają często na mur bezdusznej kontroli i blokadę.
Tu pojawiać się mogą w proteście krokodyle. Kroka można rozpatrywać jako odpowiedź na bezduszną kontrolę wejścia.

Szkoła to małe piwo w porównaniu z niektórymi domami. Czy muszę mówić, jakie sprawy są skrywane za ścianami domów, które codziennie mijamy. Łagodnie mówiąć – są to sprawy nieprzyjemne. Są ataki i to nie tylko ze strony yang [kr], ale też yin [wejście] na swoim terytorium mocno atakuje, bo się czuje pewnie.

Młode dziewczyny chcą, aby ich chłopak był niezależny, aby był niezależny od matki. To słuszne oczekiwanie, zdrowe, ponieważ jest równoznaczne z tym, że owa matka jest nieobciążona wejściem [oczywiście zabierającym, zawłaszczającym „dla siebie” syna]. Czyli duża aktywność wejść ma związek ze „zniewieściałością mężczyzn”. Jeszcze o tym napiszę.

Czyli z jednej strony – bezduszna kontrola, zabranianie bycia sobą, a z drugiej brak zainteresowania jakim „kimś” tak naprawdę jest ta druga osoba. Osoby z wejściem to często nie interesuje, jaki jest ten drugi – ważne byle żeby był podporządkowany. Żeby „było wyprane”, żeby był świeży obrus i rosół z kluskami na obiad. Bo to IM daje poczucie bezpieczeństwa. Totalny egoizm. A że otoczenie wchodzi w depresję, że ledwo żyje.. a co to – tego nie widać, kto by się tym przejmował.

Zatruwanie środowiska

Wejścia powodują „zatruwanie” energii subtelnych [zaniżanie wibracji] w czasie obrony osoby mającej to obciążenie.

Z drugiej strony, a odkryłem to niedawno – wejście jest aktywnym zanieczyszczaczem.
Wejścia, jeśli są nawet nieznacznie uruchomione, to zanieczyszczają atmosferę energetyczną, zanieczyszczają środowisko.
O ile krokodyl jest czasami dużym inspiratorem, ma wysokie [chociaż nieczyste] wibracje, to wejście wydziela energie ciężkie, lepkie, klejące jak śluz, powodujące stłumienie aktywności, powodujące brak chęci do życia u osób w pobliżu. Tak funkcjonują osoby, u których wykrywam zatrucie od wejścia.

Jeśli mieszkasz z osobą, która ma wejścia, to prawdopodobnie masz w czakrach dużo zaniczyszczonych, a nawet trujących życie energii. Partnerzy osoby z wejściem są „przytruci” wyziewami z wejścia. Jeśli alkoholik [czyli gość z krok. astralnym] mówi z wyrzutem do żony, że  go ogranicza, to może mieć rację. Cierpi raz, że ma krokodylca, który nim rządzi i ledwie poznaje gdzie sam jest, a dwa, że żona obciążona wejściem istotnie podaje mu, oprócz zupy energetyczny żel tłumiący. Wzięcie krokodyla zresztą jest „dość dobrym” antidotum na wejście – kr. jest silniejszy.

Zrozumiałe jest, że żona za pomocą wsparcia od ducha wejściującego chce stłumić przemoc i „nadludzkość” symbionta, natomiast to nie jest wyjście z sytuacji. To jest uruchomione obciążenie, jedynie z drugiego krańca. To jak gasić pożar benzyną, no, może taką z opuźnionym zapłonem. Dlatego też postawa terapeutów wobec alkoholika jest pozbawiona przymusu i kontroli – jak chcesz, to możesz iść pić, daję ci takie prawo, że możesz się zapić na śmierć. Może to nie brzmi super miło, ale dla osoby umęczonej kontrolą to może być pierwszy raz, kiedy się nie nakazuje jej czegoś, kto nie prezentuje manipulacji i nie ma wejścia.

Wejścia wyglądają porządnie, spokojnie, natomiast są akceptują tłumienia tego, co wychodzi ponad przeciętność.

Dodatkowo wejścia są nieobojętne energetycznie dla otoczenia. Jeśli krokodyl zatruwa otoczenie, to i wejście zatruwa. Jakość tej energii jest kiepska, otępiająca, spłycająca, mazista.

Gdy więc zastanawiasz się, dlaczego nie możesz pójść „do przodu” w życiu, popatrz w dół, może twoje nogi tkwią w bagienku, które wypłynęło z wejścia? Może w twoich czakrach kręci się mnóstwo żelu, śluzu tłumiącego i trującego, mającego zablokować twoje działania z tego powodu, że ktoś ma lęki przed zmianami i nie chce nad nimi pracować?

[tu link do tematu o wejściach i o zjawisku zatruwania]

Temat zatruć od wejść jest dopięciem moich badań, czwartą ćwiartką obciążeń. Pierwsza i druga to krok. i wejścia – atakujące, chociaż na różne sposoby. Trzecia i czwarta to ich ofiary: zatrucia i pogryzienia.

Trzeba rozróżnić ofiary zatruć od ofiar krokodyli [tutaj są opisane pogryzienia od krokodyli].
Ofiary krok. mają trudności w życiu, ale nie mają tak totalnych spadków napędu do życia, charakterystycznych dla zatruć.

W ten sposób zamykam dla siebie pewien rozdział. Wszechświat dokonał nauczenia mnie czegoś do końca. Kiedyś bardzo mocno w przestrzeń podawałem pytanie, jak świat jest skonstruowany [w sensie energii], jaki jest sens tych tak wielu nieracjonalnych działań ludzkich, czy jest w tym jakaś zasada? No i po iluś latach mogę powiedzieć, że odpowiedzi, jakie dostawałem ułożyły się w spójną całość.

//

Reklamy