Prawda i Twórczość

„I oto są właśnie ci, którzy prezentują Ci swoją prawdę.
I każdy ma prawo do ustalania swojej preferencji.”

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”

Jest to jeden z bardzo znanych cytatów dotyczących prawdy. I jest to cytat, któremu przypisuje się wielkie znaczenie, wielką mądrość. Czy jednak istotnie w nim jest ten potencjał, który może dać nam wyzwolenie? Jak to wyzwolenie może być osiągnięte? Tych pytań zwykle ludzie sobie nie zadają, a odpowiedzi dla mnie nie są już tak oczywiste, jak dla wyznawców Jezusa. W moim odbiorze np. jego słowa mogą być przekręcone albo niewłaściwie interpretowane. Nie mówiąc o tym, że mógł Jezus nie mieć racji, co jest już zupełną herezją dla dużej części wierzących!

Jak dla mnie to nie prawda wyzwala, a zobaczenie czym jest prawda na różnych poziomach i dla różnych osób. I że może być jednocześnie dwie „prawdy” różne dla dwóch różnych osób.

Na różne sposoby już próbowano wyjaśniać te słowa Jezusa o prawdzie. Kluczem tu jest „prawda”, która ma zdolność wyzwolenia. Ludzie udręczeni chcieliby doznać ulgi, mają więc nadzieję na poznanie takiej uwalniającej prawdy.

A im ktoś bardziej udręczony, tym bardziej chwyta się przysłowiowej brzytwy. „Jak będę znał prawdę, to wreszcie doznam ulgi!!”

Sięga nie patrząc na to, czy to jest belka, która mu uratuje życie, czy też jest to brzytwa, o którą jeszcze się mocno dodatkowo skaleczy. A więc – uwaga! Warto się przypatrzyć takim prawdom, które wydają się być wyzwalające.

Osobiście sądzę, że mamy możliwości weryfikacji prawd, o ile się posługujemy logiką oraz mamy połączenie z własną Wyższą Jaźnią [Aniołem Opiekuńczym jak kto woli]. Jednakże najpierw warto się zorientować gdzie jest prawda bezwzględna, a gdzie już tylko względna, dla każdego człowieka osobista.

Na niższych poziomach, na poziomie fizycznym mamy konkrety: trawa jest zielona.
(nie toczymy tu bojów o to co oznacza „trawa” czy słowo „zielony” jak niektórzy pacjenci robią ukrywając pod tym pozorem ogromną wściekłość, którą zakazano im wyrażać w sposób prosty, np. pięściami – bo to niekulturalne..)

Na wyższych poziomach bytu, gdzie są emocje, myśli, idee, już takiej weryfkiacji jednoznaczności czy też prawdziwości danej „prawdy” nie da się zrobić.
Nie da się np. udowodnić bezwzględnie prawdy jakiejś idei – ot, idea jest czymś, co się bierze dla siebie. Idea może być wdrożona częściowo w życie, i tylko na tyle można mówić o jakiejś jej „prawdziwości”.

Ważne jest, że każdy człowiek wręcz może ustalić sobie swoją prawdę. Np. mieć swoje emocje w odpowiedzi na dane doświadczenie, które przeżył. Może mieć swoje myśli związane z danym obrazem, inne niż ktoś. Może mieć inną ideę rozwiązania jakiegoś problemu. I to jest jego świat, jego prawdy. Jeszcze wyżej, pokażemy, że nie tylko bierze coś dla siebie co uznaje za prawdę.

Ale nawet jest twórcą tego, co jest dla niego prawdą.

Jezus a prawda

Można by się zastanawiać, czy mówiąc o prawdzie Jezus nie miał na myśli realności, pełni złożoności faktów, procesów życiowych, co nazywane jest przez chińskich filozofów Tao.

Jezus mówi: „poznacie”. Czyli jeszcze nie znacie. Zwłaszcza, jeśli owo cudowne uwolnienie jeszcze nie nastąpiło.

Warto sobie ustalić jakieś definicje. Jeśli coś się wydarza, jest to fakt.

Jak to mówią: „z faktami się nie dyskutuje”.

Dobrze, gdy fakt jest widoczny dla wielu osób, ale są fakty [np. uczuciowe, odczuciowe], które są dostępne w postrzeganiu dla wybranych, którzy akurat mają wrażliwość, percepcję na nie. Podobnie coś może być faktem dla fizyka kwantowego, podczas gdy „ktoś z ulicy” nawet nie wie, że jakieś cząstki elementarne istnieją i że coś się z nimi dzieje.

Tu pokazuje się, że niektóre fakty nie muszą być dla jakichś osób „faktami”, bo są uważane za wymysł. Ja jednak biorę szeroki nawias i przyjmuję, że nie będę ograniczał kogoś w przeżywaniu, jeśli coś przeżywa, to dla niego jest to faktem przeżyciowym.

A jak rozgraniczyć fakt od prawdy. „Prawda” to zwykle coś, co przeszło przez umysł i zostało zweryfikowane i przyjęte. Tak ludzie robią, gromadząc swoje prawdy.

W takim znaczeniu jeśli weźmiemy słowo Prawda, to słowa Jezusa „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli” wyglądają dosyć mocno doktrynalnie, bądź arbitralnie. Może to nie o prawdę chodziło Jezusowi, a może o najszerszą prawdę, o wszystko, co się wydarza? Bo tak wydaje się doszedł do Oświecenia Budda – poznał szeroką wizję tego, co się wydarza i to go uwolniło.

Będziemy dochodzić do zauważenia, że :

Na niższych poziomach bytu mamy prawdy,

na wyższych mamy twórczość, tam prawd jako takich nie znajdziemy.

..

Oceniam, ale ci nie powiem!

Fakt nie musi być potwierdzany umysłowo, ponieważ jest to wydarzenie. Ludzie dlatego tak sprzeczają się o „prawdę”, ponieważ mają różne umysły, różne sposoby myślenia, różne punkty widzenia. I sprzeczają się tak naprawdę o to, czyja „prawda” jest prawdziwsza, czyje „moje” jest mojsze 😉

Gdy zrobimy przegląd owych punktów widzenia, stanie się jasne, jak bardzo ludzie różnią się od siebie punktem widzenia! I jak bardzo słabo niekiedy chcieliby się do tego przyznawać.

Bo też brak zrozumienia, negatywna ocena też są bardzo źle oceniane! [powiedzenie „uważam, że robisz duży błąd” zwykle napotyka na mur niechęci – „czemu ja w ogóle z tym kimś rozmawiam, jak on/a mi takie przykre oceny opowiada??”]

Czyli przychodzi wewnętrzna sprzeczność:

1. różnię się od innych punktem widzenia i uważam, że mój jest słuszny [to mówi ego]

2. nie powiem tego innym, bo źle by na mnie spoglądali, a nie chcę być odrzucony, chcę być dobrze oceniany, więc zataję moją postawę.

O, wiele osób widziałem, jak taką mieli postawę!  A im ktoś mniej umiejętny w relacjach, prostszy w swojej psychice, to tym bardziej skryty i większe powyższe napięcie. Nie powie, że się nie zgadza, ale porami skóry wychodzi z niego, ze bardzo się nie zgadza! Znam jednego człowieka, który w tym przoduje. Ma on silne wzorce oceniania otoczenia, to wiem z dosyć częstych rozmów z nim. Czasami potrafił bardzo silnie wyrazić swoje niezadowolenie z kogoś, ale nie sądzę, żeby tamtemu to powiedział w oczy. Natomiast ten mój oceniający znajomy bardzo się z tym męczył i męczy, tak mocno, że aż mu wykrzywia twarz w towarzystwie – robi dziwne miny, tak jakby go zęby bolały. Krzywi się, tak, że trudno czasami zrozumieć o co mu chodzi – ale przecież zachowuje się w towarzystwie poprawnie! To mu wystarcza w jego poprawności politycznej.

Wyobrażamy sobie, że za tymi grymasami i wykrzywieniem twarzy stoi jakaś emocja, uczucie, coś żywego – to widać. Natomiast oczekując że coś się dowiemy, o co chodzi, co „autor” wykrzywionej twarzy miał na myśli, możemy tak czekać godzinami i .. nic nam o tym nie powie. Nie, zaprzeczał wielokrotnie, jak mu na to wskazywałem – przecież nic się nie dzieje!, o co mi chodzi,- mówił.

Osoba bardziej zaawansowana wewnętrznie potrafi zaś widzieć, że z czymś się nie zgadza i będzie to mówić. Na początku może to być lekkie zaprzeczanie. Takie osoby są niezgodne, mocniej nastawione są buntownicze, a czasami wręcz agresywne. Może myślą, że tą agresywnością zmienią otoczenie?
Niestety, nawet jeśli taki ktoś ma życzliwość to jest ona często nieużywana i w dobrym stanie sobie siedzi w kątku. A w relacjach z taką osobą spotykam się z niechęcią wobec mnie, z chęcią zmieniania mnie tak, jakby tamta osoba, że powinienem się zachowywać, wyglądać itp.

I ostatni typ ludzi, ci mają życzliwość dla innych. Którzy nie wywierają presji na mnie, gdy się z nimi spotykam. Rozmowy z takimi ludźmi należą do przyjemności. I nic dziwnego, że chcę takie doświadczenia powtarzać.

Prawda jako wartość mojego działania

Ludzie często mają słabo wykształconą potrzebę zrozumienia drugiej osoby i akceptacji czyjegoś punktu widzenia.

Bo przecież każdy, na swój sposób chce chronić swoje „małe ja”, swoje ego, które zapewnia mu poczucie i osobności i wspiera tą osobę na codzień w postawie, że te jego / jej „zmagania z codziennością” są jednak coś warte.

Bo bez poczucia wartości własnych działań przestaliby w ogóle coś robić – bo po co?
Ego także pod tym względem jest bardzo dla człowieka cenne, wzmacnia bowiem słuszność własnej postawy, daje poczucie wartości działań. Postawa ego jest więc „prawdę tworząca”.
W co się zaangażuję, to musi być prawdziwe!
Bo? Bo tyle siły wydatkowałem/am aby to robić!
(Chyba widzicie bez kłopotu błąd tu tkwiący).

Tu ukrywa się kolejne znaczenie słowa „prawda”. Prawda dla danego człowieka może to być sens własnych działań oparty na tym, co uważa za wartościowe na dzień dzisiejszy. No a porównywanie takich prawd pomiędzy ludźmi naprawdę od samego początku skazane jest na niepowodzenie, ponieważ jak wiele jest ludzi, tak wiele jest postaw. A u Polaków to szczególnie – gdzie trzech Polaków, tam cztery postawy, przekonania…  😉

..

Czy istotnie „poznanie wyzwoli?”

Czy udręczeni ludzie chcą zamienić swoją postawę, swoją udręczoną prawdę na coś innego? Niekoniecznie.Tak więc samo „poznanie” nie jest wystarczające do zmiany.

Powtarzam takie zdanie: do prawdziwych zmian potrzeba prawdziwych przyczyn. Zobacz na swoje życie: jeśli nie zmieniło się wystarczająco, to oznacza, że nie zaszły prawdziwe przyczyny. Prawda w takim rozumieniu, ma być prawdziwym zaczynem. Ale.. czy ktoś przejdzie przemianę, to nie zależy od prawdy, tylko od niego samego, bowiem czasami trzeba się mocno napracować nad sobą, aby przeżyć przemianę..

Wniosek: prawdziwy rozwój duchowy, podążanie po ścieżce duchowej równoznaczne jest z prawdziwą zmianą postaw, punktów odniesienia, punktów widzenia, punktu zboru [jak to określał Castaneda].

Zmianą prawdziwą,

a nie wymyśloną [„przypuśćmy, że właśnie zachodzi zmiana”],

deklarowaną [„już się zmieniam!” mimo, iż nic się tak naprawdę nie zmienia.],

fantazjowaną [„czy nie widzisz, że właśnie rozmawiasz z innym człowiekiem niż wczoraj?!”],

wyśnioną [„o jak dobrze by było, jakbym się zmieniła!”]

Jak widać powyżej: Ludzie bardzo często próbują manipulować OBECNYM swoim światopoglądem, aby uzyskać jakieś spektakularne zmiany.

Niestety, obecnych przekonań nie dotyczą słowa „poznacie” prawdę. „Poznacie” można rozumieć przeżyciowo: coś przeżyjesz, a to cię zmieni.

W tym tekście spróbuję pokazać, że owe prawdziwe przyczyny mogą przychodzić do nas „z góry”, stamtąd, gdzie Bóg w Starym Testamencie mówił: „myśli Moje to nie myśli wasze”. Nie to, że nie poznacie ich, ale na chwilę obecną nie macie tak wzniosłych myśli.

Oczywiście nie mówię, że to moje myśli niosą ową upragnioną zmianę. Wyciągam palec w kierunku Wyższej Jaźni i mówię „tam”!

Pierwsza część tekstu jest trochę przykra, ponieważ mówi o kłamstwie. Przepraszam za zaniżoną wibrację, ale czasami lepiej się otrząsnąć i nie być naiwnym/ą, aby móc skierować się już swobodnie w stronę czystego, jasnego światła przekazu informacji najwyższej jakości.

Prosta prawda, .. jest zbyt prosta.

Wiele razy słyszałem przekonanie jak poniżej:

„Prawda jest obiektywna, nie leży pośrodku,
a tym bardziej nie jest rozprzestrzenniona.
Jest jedna, konkretna, ustalona!”

Przekonanie to, jest piękne w swojej idei. Świat idei [atmaniczny] opisywał Platon. Mówił, że można podać ideę jakiejś rzeczy, np. stołu. Nie wiem, czy powiedział, że można podać ideę czegoś, co .. hmm.. nie istnieje. A przynajmniej nie zaistnieje w sposób poprawny, zgodny z realiami, w których nam przyszło żyć.

A można takie idee podać. Przykładem mogą być obrazki przedstawiające obiekty, które w realnym świecie nie zaistnieją, jak np. schody, którymi ludzie idą wokoło, ale ciągle pod górę. Można je narysować jako wyrażenie idei, ale wykonanie ich w takiej formie jest niemożliwe. Idea jest, natomiast wprowadzić w życie jej się nie da.

Podobnie w słowach można zawrzeć coś, co nie zgadza się z realiami. A dokładniej – zgadza się ze zredukowanym postrzeganiem świata, postrzeganiem niepełnym, „będącym w drodze”. Wyobrażasz sobie pewnie, co daje postępowanie za taką „prawdą”.. Przychodzi porażka spowodowana niepoprawnym pojmowaniem realiów.
Ludzie lubują się w tradycjach! A dokładnie ich Dusze w tym celują. Nie mając wiele do stracenia [jako że są nieśmiertelne]. Dusze nie mają refleksji i potrafią całe stulecia „lecieć” na jakiejś idei nie sprawdzając jej [np. idea chrześcijańska przy podboju Ameryki Środkowej], nie zadając sobie pytania, czy to istotnie jest zgodne z dobrem większym. Dusze niestety mają ograniczone możliwości na wyższych poziomach intelektualnych, działają na rzecz swoich pragnień. A to często nie ma długich nóg.

Ileż ja to widziałem osób, które np. postępowały raniąco wobec innych tylko z powodu zachowywania tradycji! Jest to przykład na niedostosowanie prawdy do realiów. No chyba, że ktoś chce ranić innych. Jednak w tradycjach podstawą etyczną zwykle jest „dobro”. Jeśli jest jednak to dobro plemienne, to wobec pojedynczego człowieka może być nieprzyjemne.

Jedna Prawda

Ogólnie mówiąc [jak zorganizowanych jest świat]: z wyższych poziomów subtelnych energie transformują się na niższe i próbują się zmaterializować. Podobnie i ta atmaniczna idea o jedynej prawdzie, próbuje się wcielać w nasze życie. I co ciekawe znajduje wiele poklasku. U kogo? – warto zapytać.

Ano u tych osób, które potrzebują sobie wesprzeć swój pogląd, swoje spojrzenie na świat taką myślą. Problem w tym, że idea jedynej prawdy jest szczytna, bardzo szczytna, w świecie jedności jest prawdziwa, jest faktem.  Natomiast po zejściu do świata wielości? Nie zostaje z niej wiele. Tak jak śnieg w maju – zaraz go nie będzie. Idea jednej prawdy w świecie ogromnej wielości jest piękną inspiracją. Jednak wiele osób, które nie mają oglądu wielu poziomów bytu próbują tutaj gdzie są zastosować ją z uporem maniaka.

Ale za to jest prosto: jedna prawda, konkretna, ustalona. I często: „nasza”. Dla takich ludzi prawda ma tą cechę, że jest „nasza”, że to oni ją dobrze pojmują. Bo przecież jeżeli oni ją pojmują, to .. to właśnie jest prawda, nie? Cokolwiek kto inny myśli, jeśli nie jest z nimi zgodne, to się myli, bo im się objawiła, oni zrozumieli, więc oni mają rację.

Osoby te, zwykle mają „płaską” wizję świata, czyli „to co widzę, to istnieje, to, czego nie widzę, to nie istnieje”. Bardzo ładnie wpasowują się w „płaskie”, jednorodne myślenie, w którym nie ma zbytnio przestrzeni duchowej, a także sprawy emocjonalne są traktowane po macoszemu, ponieważ .. ledwie istnieją. „Płaska”, jednowymiarowa prawda będzie ich prawdą.

Przykład: niewidzenie emocji

Emocji nie widać przecież, no chyba, że się kobieta zdenerwuje i rzuca garnkami. U mężczyzny nie ma emocji, bo on nie rzuca garnkami. Chyba, że jest damskim bokserem, ale to nie mężczyzna, tylko cham – a więc mężczyźni nie mają takich uczuć jak kobiety. Takie rozumowanie może kogoś przekonywać. A przynajmniej tak się wydaje patrząc na ludzi, dla których emocje, uczucie, wnętrze człowieka jest bardzo marginalne – liczą się twarde, namacalne fakty. Jak w katastrofach – Casy i smoleńskiej, gdzie udowadniano, że nie było żadnych presji na załogę, mimo, iż za ich plecami siedzieli ich najwyźsi przełożeni mający konkretne plany i konkretną władzę nad pilotami. Nic się przecież nie stało – tak jest powiedziane – żądnej presji, bo nie ma materialnych śladów, więc nic się nie stało.

Oj, wiele osób ukrywa dla swojego bezpieczeństwa świat niewidzialny, wiele. Światów niewidzialnych jest wiele poziomów, natomiast łatwo poddają się „niewidzeniu”. Ktoś podaje, że tylko to, co widać, to jest fakt, jedyna prawda. Przez to zwykli ludzie są oszukiwani masowo. Ludzie z linii ewolucyjnej najczęściej dodatkowo nie mają intuicji, że jest inaczej, przez co ich pomieszanie jest o wiele większe niż tych, którzy mają wgląd odczuciowy i czują, że „coś nie halo”.

Czyli jak postępują manipulanci? Trzeba ustalić prostą prawdę, taką do postrzeżenia przez tłumy – i się jej trzymać. A wszystko później pójdzie dobrze – masy nas poprą.

Proste jak 2*2 jest 4. Tak uczą w szkołach. Zresztą cała nauka wyższa jest w obecnej dobie poddana prymatowi redukcjonizmu – badacze badają tylko szkiełkiem i okiem. Jeśli coś wychodzi poza to, prawdę mówią – nie mają kompetencji [ani chęci] aby to badać.

I co się dziwić, że wszelakie poszukiwania a to emocji, a to zrozumienia dla ofiar przemocy napotyka na tak duży opór społeczny. Ludzie w swojej masie są w większości pochodzenia ewolucyjnego i nie będą dochodzić do jakichś tam złożoności. To im przypadają do gustu argumenty, że tylko to, co widać istnieje. Podobnie fantazja o „jedynej prawdzie” jakże jest miła, taka prosta, zrozumiała.
Tak też ustawiona jest i kultura, zwłaszcza popularna, która coraz mocniej wypływa z mediów, coraz mniej jest kultury elitarnej, w której dominowały osoby spoza linii ewolucyjnej.

Prostota ewolucyjna

Dzisiaj nurt ewolucyjny jest na tyle silny, że zarówno niemal każdy posiada symbole sukcesu [np. samochód], jak i każdy, z pomocą idei demokratycznej, czuje się równy innym. Nie zważa się na obszar duchowy, gdzie okazuje się, że ludzie nie są tak bardzo do siebie podobni. Ale dokładniejsze spojrzenie powoduje dokładniejsze odkrycia.

Stwierdzenie „wszyscy są równi” jest – albo bardzo prymitwyne, albo bardzo wzniosłe. W warunkach codzienności zwykle okazuje się to pierwsze. Dopiero rozwój duchowy daje prawdziwe możliwości, aby uruchomić to drugie, postawę realizacji prawdziwie wzniosłej jedynej prawdy.

Dojdziemy do tego, co to za prawda. Jest to „metaprawda”, czyli jak zobaczymy, obejmuje inne prawdy.

Ludzie różnią się pochodzeniem duszy, wiekiem duszy, ilością dojrzałych ciał subtelnych. To większości osób z linii ewolucyjnej zupełnie nie obchodzi, stąd taka „płaska” koncepcja prawdy. Będą ją dopóty trenować, dopóki nie zajdzie potrzeba wglądu w złożoność bytu przejawionego w ciałach duchowych, niewidzialnych. Póki co nie zachodzi taka potrzeba.

Duchowość u osób z linii ewolucyjnej najczęściej się zamyka w „wierzeniu” w prawdy im objawione przez odpowiednio namaszczonych. Wierzenie to nie opiera się na osobistym doświadczeniu, nie na przeżyciach, nie na odczuciach [możecie to sprawdzić w kanonach katolickich]. O nie! Nie masz odczuwać, masz wierzyć. Możesz sobie przeżywać coś co wynika z tego wierzenia, np. święta możesz przeżywać hucznie bądź w zadumie. Ale tylko tak, a nie odwrotnie. Nie, wiara nie ma wynikać z przeżyć.

Na takie jazdy osobiste pozwala się jedynie nielicznym, odpowiednio przystosowanym. Przykładem może być siostra Faustyna, która bardzo mocno przeżywała COŚ, co dopiero później okazało się zgodne z ustaleniami odgórnymi, a więc zostało zatwierdzone. Iks takich „objawień prywatnych” nie jest zatwierdzanych, ponieważ nie pasuje do obowiązującego nurtu. To zrozumiałe, wahadło [organizacja] broni swojej pozycji. Co to by było, gdyby nagle miliony zaczęły „coś przeżywać”. A kto miałby to tłumaczyć, kto miałby to ogarniać? Przecież rozpełzłoby się towarzystwo jak młode zaskrońce po trawie.

Osoby spoza linii ewolucyjnej, zwykle mają osobiste doświadczenia emocjonalne, uczuciowe, duchowe na tyle intensywne, że nie potrafią się odnaleźć w świecie skodyfikowanym pod inny typ człowieka. Mają takiego pecha, że ani nikt ich nie rozumie, ani nie chce zrozumieć.

przykład:
„Czasem mam takie myśli, że może lepiej by było myśleć tak jak większość i razem z nimi się mylić. Nie potępiam tego, że inni myślą inaczej tylko chciałbym otaczać się ludźmi, którzy myślą tak jak ja.”

Oczywistym jest, że chcielibyśmy dobrze prosperować. Natomiast powiedzmy sobie szczerze, my, którym otworzyła się samoświadomość, którym się uruchomiło Świadome Ja znajdujemy się na marginesie. Może nie tym od popełniania przestępstw, ale poczucie oddzielenia, wyalienowania można porównać do kogoś, kto wychodzi z więzienia – nie wie jak się zachowywać, gdzie się zaczepić, gdzie mieszkać, czy ktoś go weźmie do pracy jeśli ten zechce pozostać sobą? Czyż nie podobne odczucia?

Dodatkowo, mając o wiele obszerniejsze przeżywanie PROJEKTUJEMY ową osobistą wizję, owo osobiste wewnętrzne postrzeżenie na innych ludzi. Chcemy ich widzieć takimi, jacy sami jesteśmy.

Tak jak patrząc na psa można powiedzieć: „a co on myśli?” A pies nie myśli, proszę pani. Odczuwa, macha ogonem, ale nie myśli. To pani myśli i wyobraża sobie, że pies jest w tym do pani podobny… Owszem, przeżywa, nawet ma przyzwyczajenia, emocje, więcej – uczucia!, może kochać, ale nie myśli. Ale pani uważa, że myśli, bo sama myśli i nie wyobraża sobie, że jej pies jest pod tym  względem różny od niej.

I tyle, podobnie jak i ryba nie myśli. Nie chodzi o to, że nie szanujemy ryby, „zabraniając jej myślenia”.
Odwrotnie, przypisujemy jej cechę, której nie posiada – myślenie.

[Tutaj celowo pomijam zwierzęta, które mają zaczątki aktywności myślowej, np. z powodu przebywania z człowiekiem. Dusza ludzka chce współpracować z psem i zaczyna się tresura, wychowanie, zaczyna się wychodzenie z przeżywania jedynie emocjonalnego ku uruchomieniu ciała mentalnego – wzorców, kodów zachowań.]

Komplikacja pozaewolucyjna

Podobnie jak ta pani wobec psa, ludzie z Duszą spoza linii ewolucyjnej, często przygnieceni obszernością osobistych przeżyć, nawet nie wyobrażają sobie jak można NIE przeżywać podobnej intensywności wewnętrznej jak oni.

Zwykle mówi się „wyobraź sobie, że…”
A tu mówię: „wyobraź sobie, że właśnie nie  [coś]” Trudniej sobie wyobrazić brak czegoś.
Że można żyć bez takich obszernych wywodów duchowych [nie mówię o buddialnej zawartości umysłowej, o setnym opisie ziemskiej treści, która zwykle jest bardzo obszerna].

Ludzie często mielą obszernie ziemskie doznania na poziomie buddialnym: „czy emerytury będą wystarczająco wysokie?”, „czy szef wreszcie przestanie opierać się przed tym nowym tematem?”

To są tematy buddialne ziemskie. Ale wyobraź sobie że człowiek mający takie myśli, nie ma w ciągu dnia ANI JEDNEJ myśli duchowej? Niemożliwe? Możliwe.

Wręcz można powiedzieć, żę większość osób tak właśnie „skąpo”, „płasko” żyje. Owszem, intensywność ich emocji, doświadczeń może być duża, nie przeczę. Ale głębokość już taka nie jest. Ich świadomość, samoświadomość także nie bryluje – jest w powijakach. [odpowiada to wszystko rozwojowi niewielu ciał subtelnych].

Jeśli czujesz swoją głębię, najprawdopodobniej twoja Dusza nie pochodzi z linii ewolucyjnej. Możesz mieć kłopoty w życiu z tego tylko powodu, kim jesteś [czyli nie ma co się oskarżać o niedostosowanie]. Natomiast masz coś, czego wielu, wielu nie ma i szybko mieć nie będzie.

Bóg jest prawdą

Poszukiwanie jednej jedynej prawdy, niezmiennej jest przebłyskiem poszukiwania Boga [jakkolwiek go pojmować – osobowo, czy bezosobwo]. Bóg jest duchem i przebywa w sferze, gdzie nie istnieje czas, więc powrót do niego może się przejawiać tęsknotą za niezmiennością, za jednością, za „jedyną prawdą”. I rzeczywiście – oświecenie jest takim powrotem.

Natomiast… deklarowanie, że już teraz, już tutaj na tym świecie jesteśmy w stanie prezentować jedyną prawdę wydaje się nadużyciem.

Nie jeden raz widziałem na forach wpis: „czuję jedność z całym światem”. W moim oglądzie: kto tak pisze, nie czuje tego. Kto istotnie to czuje, to nawet się nie zająknie, aby coś takiego napisać na jakimkolwiek forum.

Świetnie na to odpowiedział Eckhart Tolle: „widzę, co napisałeś, rozumiem, ale nie czuję w tym prawdy, prawdziwego przeżycia tej myśli, którą się z nami dzielisz”.

Wielu, wielu ludzi mówiło w imię Boga niestworzone bełkoty, narzucało innym bardzo przykre obciążenia, bezpodstawnie obiecywało góry wspaniałości. Nic więc dziwnego, że cała idea Boga [pomimo wewnętrznej naszej tęsknoty] została sprofanowana OKRUTNIE. Legła w głębokim błocie.

Na szczęście Bóg nie jest ideą Boga [osobowego, albo traktowanego jako Natura]. On nic a nic przez to nie ucierpiał. To tylko ucierpieli ludzie, którzy mogliby, dzięki czystej idei Boga zdecydowanie szybciej się do niego przybliżyć. Nie ma co płakać – ci, którzy przeczuwają prawdziwość w Duchu, idą już tam szybkim krokiem!

Chińczycy mówią, że Tao stworzyło „dziesięć tysięcy rzeczy” w swoim procesie kreacji. Czyli, że nasz świat jest złożony i że prawa w nim panujące są złożone. Zastanówmy się, jak owa złożoność działa.

Zakładam, że ty osobiście masz trochę głębszą, niż „płaska” wizję swojego świata. I do niej się będę odwoływać. Podobnie jak od tysiącleci odwoływali się do głębi osobistych przeżyć duchowych jogini Indyjscy, wedyjscy. To z tamtych regionów pochodzi podział przestrzeni bytu ucieleśnionego na poziomy, które przedstawię.

Mamy rozwinięte wysokie ciała subtelne w tzw. duszach grupowych, grupujących Dusze wielu ludzi. Wokół nas zachodzą skomplikowane procesy. Aby wytłumaczyć sobie je, aby zrozumieć, potrzeba jest pomocy umysłu. Jest to możliwe, aby zrozumieć, ale trzeba wejść w świat głębi przeżyciowej i nie próbować przystosowywać do tego rozumowania „płaskich” przekonań ewolucyjnych.

Zacznę od poziomu najbardziej podstawowego, materialnego, aby iść ku górze, ku duchowi. Na początek nie będzie zbyt ciekawie, ponieważ rozpoczynają stawkę poziomy powiedzmy „prymitywne”, najniższe. Ale z czasem się przejaśni.

[więcej o ciałach subtelnych: tutaj]


Poziom fizyczny

Jest to poziom najprostszych faktów. Jeśli łyżka leży na stole koło talerza, to leży. Jeśli nie, to nie. Nie ma przy tym dyskusji, nie ma prawdopodobieństwa, nie ma „a może”. Prawda jest więc jedna, prosta, niepodważalna, niedyskutowalna. [oczywiście jeśli mamy odpowiednie dane]

Inne prawdy z tego poziomu: w stoczni zwodowano tankowiec, deszcz spadł w nocy, słyszę muzykę.

Na niższych poziomach bytu, na poziomie fizycznym mamy bardzo konkretne prawdy.

Dopiero fizycy kwantowi wychodzą ponad poziom fizyczny w materii.  Zauważają w materii niejednorodności w materii-energii, z której składa się świat. Jednak te zjawiska są na tak mikroskopijnym poziomie, że wobec świata dotykalnego stanowią raczej egzotykę, niż przyczynę jakichś przemyśleń co do dnia powszedniego.

Rozpatrując poszczególne poziomy i rozpoznając ich wielość można dojść do wniosku: „ot, tyle tego jest, pewnie poszczególne postawy, nazywane „prawdą” są miękkie, mało ważne. Tak dużo osób, a każdy coś innego mówi, to pewnie te ich „prawdy” są słabe. Otóż nie. Zaczynając od przeżycia kobiety ciężarnej. Jej odczucia noszenia potomka, przeżywania ciąży – ogromnie ją przybliżają do okręgu  fizycznego i eterycznego. Natura ją przekonuje przed porodem, w czasie porodu i ileś lat po narodzinach o konkretności jej przeżycia, doświadczenia. Taka pani ma zupełnie konkretne przeżycia swojej prawdy. Jakże silne jest jej przekonanie o konkretności i ważności tych spraw. To jest jej prawda i to bardzo silnie odczuwana prawda.

Poziom eteryczny

Poziom eteryczny to przeżywanie organizmu. Czy jest nam zimno, czy ciepło, czy gorąco? Czy czujemy się zdrowi? Można powiedzieć, że jest to prawda odczuwalna, przeżyciowa. Zresztą na niższych poziomach istnienia większość postaw jest prawdami przeżyciowymi, pochodzącymi od tego, co się wydarza. Jeśli jesteśmy z sobą w zgodzie, jeśli nie zakłamujemy się, to prawdziwie odczuwamy, to co przeżywamy. Jeśli nie blokujemy odczuć, nie zaprzeczamy im [„o, na pewno nie jest mi zimno, jestem przecież na obozie sztuki przetrwania w ciężkich warunkach, a jestem dziarski chwat, więc poradzę sobie”].

Kłopot w tym, że – jak pisałem wcześniej – wiele osób ma świat bardzo płytki. Już sam poziom przeżyciowy jest mocno tłumiony. Przecież odczucia nie widać – ileż osób mogło zarzucać takiemu człowiekowi wcześniej kłamstwo [„o nie, nie udawaj, nie czujesz tego, co mówisz”], albo próbowało na nim wymusić jakieś „odpowiednie” odczucie [„zjedz jeszcze – jeszcze przecież możesz zjeść, mamusia będzie upewniona, że jest dobrą mamusią jak zjesz dwa razy za dużo, zrób to dla mamusi”]

To oczywiście był trening kłamstwa, zakłamywania siebie, swoich odczuć. Dziecko tak bardzo nieraz chce być posłuszne, tak bardzo nie widzi możliwości sprzeciwu [i rzeczywiście może nie mieć takich możliwości], że się poddaje, łamiąc sobie kręgosłup odczuciowy].

Odzyskanie prawdy przeżyciowej może być długotrwałe i kłopotliwe. Jednakże daje się to zrobić.
Poziom astralny

Jest to poziom emocjonalny. Niższy poziom zawiera emocje wewnątrz człowieka zrodzone, a wyższy te, które pojawiają się w reakcji na relacje pomiędzy ludźmi.

Cóż jest prawdą w tym obszarze? Jeśli coś czuję: np. radość, gniew, lęk, to jest to prawdą dla mnie na tą chwilę. Za jakiś czas może to ulec zmianie, jednak teraz mam taką emocję. Można dać za przykład ludzi z południa Europy, np. Włochów, którzy się zapalają w ekscytacji, dajmy na to w pragnieniu zdobycia względów pięknej Włoszki. Zobacz tych prostych, a jak mocno działających ludzi. W rozumieniu ciała ludzkiego [obejmującego poziom fizyczny, eteryczny, astralny] TO dopiero jest COŚ, to dopiero jest umiejętność życia, starania się o małżonkę! Wręcz wiele kobiet z północy Europy skłonnych jest jechać na południe, aby przeżyć taki żar uczuć, taką nieskrępowane, bezczelne i aroganckie starania o jej względy!

[A potem po powrocie ruszają narzekania  jacy to mężczyźni są zniewieściali.. Ciało fizyczne nie postrzeże, że owi mężczyźni są zajęci aktywnościami na poziomach wyższych niż ów aktywny Włoch.]

Prostsi ludzie w całości przyjmują taką emocjonalną postawę, utożsamiają się z nią. Wydaje im się, że np. ich gniew jest „całym światem” [tak ich zalewa], więc jest zupełnie uprawniony. Tak działa np. obciążenie typu wejście, w którym duch z ciemnej strony tylko szuka miejsca, w które by szpile wcisnąć, jak by tu wejść w ten świat z gniewem, pretensjami.

U osób bardziej zaawansowanych takie reakcje postrzegane są jako cząstka siebie. „Coś się ze mną dzieje, ale przy nim to tracę głowę i szłabym jak w dym”. Przykład innego przeżycia, nie gniewu – świat emocji jest bardzo szeroki, różnorodny. Jednakże tak mocno wpływa na ludzi, że uważają, że albo „są tym”, albo są pod bezwzględną kontrolą tego typu przeżycia. To też jest jakaś ich prawda. Nie ma co zabierać im tego, taki jest ich świat. Może twój jest inny, albo podobny, uważam, że każdy ma prawo do swojej prawdy.

Wyższy poziom emocjonalny, to poziom emocji związanych z relacjami.

Prawdą tutaj może być np.

pragnienie kontaktu,
zainteresowanie kimś,
odczuwane zniesmaczenie,
poczucie dystansu,
zachłanność na relację z kimś,
bądź pragnienie wycofania się,
nieśmiałość.

Te wszystkie odczucia są osobistymi prawdami osób. I nie ma najmniejszego znaczenia, że druga osoba w relacji odczuwać może coś innego, albo to samo. Nie ma jednej prawdy emocjonalnej – są prawdy poszczególnych osób.

Czy wobec tego jest jakaś jedna „wielka prawda” obejmująca wszystkich ludzi? Na pewno nie taka, która jest zakorzeniona na poziomie emocjonalnym. Poszukiwanie wytłumaczenia świata na poziomie emocji najpewniej kończy się fiaskiem. Emocje – choć tak atrakcyjne i przyciągające – falują i nie dają oparcia na dłużej nawet osobistej prawdzie.

Poziom mentalny

Jest to kolejny poziom relatywny.

Możemy tutaj:

ponazywać obserwacje,

sklasyfikować je,

opatrzyć etykietami,

nawet ocenić w jakiejś skali.

Czynności różni ludzie mogą wykonać na różne sposoby z powodu swojego podejścia. To jest słynny indyjski przykład opisywania słonia przez kilku ślepców, opisywali oni poszczególne części słonia. Opisy te oczywiście nie pasowały do siebie, ponieważ trąba słonia nie jest podobna do nogi słonia.

I podobnie jest w patrzeniu różnych ludzi na świat z poziomu mentalnego. Jest to uzależnione od wyższych poziomów: od wartości jakie wyznają [jeden będzie bardziej dokładny, drugi bardziej chaotyczny], albo od idei, którym hołdują [jeden będzie marksistą, a drugi liberałem i przez taki filtr będą opisywać np. zgromadzenie ludzi].

Tak więc, mimo, iż można ustalić sztywne postawy na poziomie mentalnym, to jednakże jest on poziomem wielu osobnych, osobistych i grupowych, prawd.

Rywalizacja prawd

Tu można dodać, że poszczególni ludzie rywalizują ze sobą konfrontując ze sobą różne postawy, konfrontując swoje prawdy. A to w formie bardziej polubownej: „weź małą na spacer, już dosyć się nabawiła klockami, musi się przewietrzyć” [konfrontuje postawy, prawdy rodzica i dziecka, kto wie, może dziecko czuje się dobrze w domu? a może mama istotnie widzi, że dziecku „potrzeba powietrza”].
Inne konfrontacje zachodzą w formie nawet sądowej. Jak konfrontowanie różnych postaw, czyli „prawd” jest ważne świadczy to, że istnieją sądy, czyli osobne instytucje, powołane do tego, aby różne postawy ludzi, ich prawdy konfrontować i ustalać „która ma rację”.

Tam dopiero można się przekonać, jak bardzo owe „prawdy” się ścierają [i że każdy ma „swoją”].

Tak jak Eckhart Tolle mówi: nie dajmy wciągnąć się w różne sytuacje, patrzmy na nie z punktu widzenia świadomości. A odkryjemy coś, co jest wyższe od poszczególnych, cząstkowych „prawd”. Czy jesteśmy wrażliwi na własne odczucia, reakcje na to, co się zdarza? To wskaże nam głębię i może dać impuls do zmiany dotychczasowej osobistej postawy nazywanej „prawdą”. Niedługo powiem, jak i w co może się przekształcić taka osobista ograniczona prawda.

Poziom przyczynowy

Poziom ten jest niezwykle pożyteczny w życiu, ponieważ dobre funkcjonowanie na nim daje świetne radzenie sobie w realiach. Poziom przyczynowy zawiera realizacje zasad panujących na świecie. Nie jest to li tylko coś ideowego, że „tak to powinno być”, ale konkretnie: z takich a takich pryzczyn wychodzą takie skutki. Obejmowanie tego świadomym umysłem daje możliwość łatwego korzystania z owych procesów.

Ustawienia rodzin Berta Hellingera są dla mnie przykładem dochodzenia do zależności przyczynowych pomiędzy członkami rodzin. W trakcie procesu dochodzi się do istniejących zależności w rodzinie i możliwe są w tym obszarze zmiany. Tu możemy powiedzieć – oto mamy poglądowy obrazek prawdy przyczynowej. Kto od kogo w jaki sposób zależy, kto komu co „zrobił”, co ktoś za kogoś płaci. Ten poziom – niestety – jest bardzo zaniedbany. Kobiety bowiem naturalnie dążą ku „prawdzie niskich ciał” poprzez swoje funkcje prokreacyjne ciągnie tam ich uwaga. Mężczyźni, jako typ jang, ideowy, ciągną uwagą w górę, ku ideom. I albo kończą na polityce, albo na uczelni, albo na piwie.

A poziomy pośrednie, w tym przyczynowy jest opuszczony, osamotniony, wręcz porzucony. Można nazwać go „drogą środka” cywilizacji zachodniej. Jest to poziom, gdzie idea spotyka się z praktyką. Osobiście jest to mój ulubiony obszar.

Błąd jest to postawa przyczynowa rodząca niekorzystne skutki. Czy mamy jedno słowo określające odwrotność do błędu? Poprawność – brzmi nieco sztucznie, ale niech będzie. Poprawność jest to postawa przyczynowa rodząca skutki oczekiwane.

Mało kto się chce zajmować błędem, mało kto chce próbować odkrywać prawdę osobistą albo np. rodzinną z tego poziomu. Bo by trzeba było przyznać, że członkowie rodziny nie są tak czyści i bez przyczyny jak by chcieli wobec kłopotów jakie uczynili. Nie chcą się do błędu przyznawać, chcą się bronić, bo im ego cierpi [„jak to, JA mogłem się pomylić?? – to nie ja, to nie moja wina, to inni!!”].

A w naszej kulturze utarło się, że nie można popełniać błędów, bo zaraz za błędem postępuje kara, nie zaś nauka. To bardzo przykry łańcuch Pawłowa.

Nauczenie się na błędzie swoim czy czyimś, można powiedzieć – niemal nie występuje. Ludzie idą więc jak te owce, działając na tych samych zasadach, prawach osobistych podpiętych pod „tradycje”, których jakość jest bardzo kiepska. Ale trzymają się uparcie tego, bo się boją kary [jeśli się okaże, że bładzą], a poza tym przecież Tradycja – ona wyznacza kierunek.

Postawy przyczynowe są więc tak powszechnie kulawe, bezrozumne, jak powszechnie kulawe są postawy emocjonalne. ALE – tych prawd się nie rusza, bo ruszanie ich jest niestety TABU. Kto z zewnątrz poproszony pójdzie do terapeuty? Nie, nikt, bo on przecież jest w porządku. Nie wolno kołysać łódką, nie wolno mówić o kłopotach w rodzinie, wzywać policji do pobicia [to częste postawy osób współuzależnionych, opierających się na prawdach plemiennych].

A nieczyste istoty biorące energie z efektów tych postaw [duchy wejściujące, kr.] tylko zacierają ręce! Niczego nie trzeba zmieniać! – żre świetnie!

Życzę wam, aby wasze postawy wyszły spoza tych rewirów na czyste przestrzenie racjonalnych postaw, trzeźwych decyzji i wspaniałych ich efektów.

Medytacje i refleksje na postawie medytacyjnej mogą bardzo mocno rozświetlić przestrzeń przyczynową! Na szczęście przestrzenie subtelne nie są w żaden sposób zamknięte dla kogokolwiek. Możemy spokojnie penetrować je i ustalać gdzie chcemy przebywać Świadomością. Przez to możemy obserwować i z medytacyjną pomocą Wyższych Jaźni rozpoznawać kolejne zasady, poznawać kolejne umiejętności.
Bardzo ciekawym doświadczeniem było dla mnie wieloletnie stosowanie afirmacji z odpowiedziami. Przez afirmację inspirowałem Niższe Ja, aby opowiedziało swoją historię, często bolesną, pomieszaną, nasyconą emocjami nieszczególnie pięknymi. Spisywałem to jako odpowiedź na afirmacje.

Jednak po jakimś czasie balast emocjonalny malał, wylewał się ze mnie i kotwiczył na papierze. Czułem się lepiej. Co więcej, pojawiać się zaczęły energie Wyższej Jaźni a potem też wglądy, które objawiały się myślami o wyższej wibracji, nagłymi zmianami nastroju na o wiele przyjemniejszy. Dodatkowo Wyższe Jaźnie dodawały mi pozytywne zrozumienie spraw – poprzez kontakt z nimi „chwytałem” ich postawę, i zaczynałem rozpatrywać sprawy z wyższej perspektywy. Z tego punktu widzenia więcej było widocznych pozytywów, mogłem było odkrywać pewne zasady rządzące moimi doświadczeniami. Zasady, o których słyszałem w książkach duchowych pojawiały mi się jako zrozumienie właśnie z poziomu przyczynowego na bieżących faktach z mojego życia.

Poziom buddialny

Jest to poziom wartości. Tutaj ukrywają się wszelkie porównania typu „lepiej – gorzej”. Najczęściej porównujemy się w grupie, w obrębie kultury, w obrębie społeczności.

„O, ten gościu, to ma auto!” – tzn. lepsze od mojego.
„Ona nie powinna tak się… [i tu opis jakiejś czynności]” – bo ja gorzej wypadnę.

Generalnie porównania dotyczą prawdy na tym poziomie, bo to poziom wartości. I jeśli coś zgodne jest z wartościami jakie przyjmujemy, to będzie dla nas prawdą [buddialną]. Jeśli coś odstaje, to osoba będzie to przyjmować jako nieprawdę [buddialną] i może się przeciwko temu buntować.

Poziom buddialny jest ostatnim od dołu poziomem wielości [na którym mogą współistnieć przeciwstawne postawy, widzieć się nawzajem, dogadywać, negocjować, scierać]. Tu jest wielość celów i wielość prawd, które jakoś mogą ze sobą korelować albo nie, ale mogą egzystować w jednej osobie [tzw. ambiwalencja].

Co ciekawe, jeśli się człowiek z własnej chęci znajdzie się na odludziu [również dotyczy to braku tv, netu], to [jeśli się przygotował] takie buty jakie ma zwykle nam są dobre i odpowiednie, te rzeczy, które mamy też nam wystarczają. Nie porównuje się, bo nie ma z kim, i nie ma potrzeby. Może mieć potrzebę bezwzględną [np. brak czapki], ale już jej kolor nie będzie tak istotny, ponieważ moda na pustynię nie dociera. Wtedy taki ktoś nie podczepia się pod duszę grupową, duszę grupową społeczeństwa. Łagodnie mówiąc nie zależy mu na osiąganiu jakiejś weryfikacji na poziomie buddialnym.

Stąd też partie polityczne atakują się wzajemnie na poziomie buddialnym używając wartości – a to chrześciańskich, a to liberalnych, aby wskazać, która jest „prawdziwsza”. Nie jest to do końca proste, ponieważ poziom uznaje wielość, i stąd zbiory zawierające wartości się przenikają. Któż ma słuszność?

Efekt? Totalna rozróba w polityce. „Dla mnie prawdą jest A, ale pod warunkiem D”, „A dla mnie prawdą jest też A, ale pod warunkiem F”, „Zgodzę się na warunek F, ale istotą jest B, a nie A” – proszę, oto próbka „dochodzenia do wspólnej prawdy”.

Słowem – kaszanka.

Poziom atmaniczny

Jest to poziom idei. Prawda jest cudowną ideą, jest ideą niezwykle prostą i czystą, jednorodną, jednakże taka prawda.. nie istnieje. Mówimy o jednej jedynej niepodzielnej, nierozróżnialnej prawdzie, dla wszystkich jednakiej. Tylko, jak zauważyłaś/eś, od jakiegoś czasu dywagujemy nad tym, czy istnieje naprawdę.. Jest to więc konstrukt atmaniczny. Życie w naturze obywa się bez tego.

Ludzie podczepiają się pod idee i przez to przyjmują ich „prawdziwość”. Życie w potoku takiej idei jest dla nich sensowne, odpowiada na ich potrzeby, na potrzeby ich Duszy.

Poziom atmaniczny, poziom idei jest poziomem pojedynczych bytów, nieprzenikających się.

A więc, jeśli wierzysz w „jedyną prawdę”, to najpewniej nie będziesz chciał/a podjąć kawałka idei o prawdzie relatywnej. Idee bowiem najczęściej się ze sobą „kłócą”, a kłótnie ich wyznawców odbywają się na poziomie buddialnym.  

A poziom atmaniczny to albo to, albo to.

I tak wygląda prawda na poziomie atmanicznym [to także poziom religii] – ktoś może być buddystą, ktoś chrześcianinem. Nie wolno być 43% chrześcianinem a 57% buddystą [uśmiech] !

I chyba wcześniej się pokłócą [zejdą na poziom wartości i będą dyskutować] niż będą współpracować nawzajem w obrębie swoich atmanicznych ceremonii.

Jeśli jednak przyjmę, zaakceptuję prawo każdego człowieka do swojej prawdy, także atmanicznej, będę potrafił się skłonić przed jednym i drugim [przed ich Duszami] i oddać im pełen szacunek. Oddając szacunek rozumiem to tak, że kłaniam się Duszy nieśmiertelnej, wcielonej w człowieku, która jest na odpowiednim miejscu swojej drogi duchowej. I świetnie – wszystko jest w porządku.

Atmaniczne postawy Łazariewa

Na tym poziomie lokuje się praca terapeutyczna S.N. Łazariewa. Wielu ludzi wskazuje na jego chrześciańskie, religijne podejście do spraw wydarzających się u człowieka w życiu. Generalnie Łazariew mówi coś bliskiego do Zelanda: nie daj sobie przylgnąć do stworzenia, Lgnij do Stwórcy. Nie bądź zachłanny na cokolwiek materialnego [Zeland: nie miej zamiaru wewnętrznego – nie pożądaj]. Stawiaj wyżej Boga od czegokolwiek materialnego, to i uda ci się dobrze żyć.

Wydawałoby się, że jest to bardzo szczytna postawa i że jest ostateczna. Owszem, jest to konkretna prawda na wysokim poziomie wibracyjnym. I bardzo wysoka, ponieważ jest już „boska”. Jednakże od wieków ludzie szukali prawdziwości w osobistych wolnych wyborach. Wyższe Jaźnie od zawsze chyba inspirowały do „czegoś jeszcze”.

Dobrze jest też zachowywać te atmaniczne wskazania Łazariewa, bowiem działają w obrębie zarówno Duszy indywidualnej jak i w obrębie klanu, czyli Duszy Grupowej. Natomiast można w tym ugrzęznąć, warto o tym wiedzieć.

Prawda religijna obejmuje pojmowanie religijne Boga, zwykle jako postać oceniającą, karzącą. Taka postać bardzo się przydaje tym, którzy prowadzili i prowadzą grupy religijne, ponieważ o wiele łatwiej nad ludźmi zapanować [jak wyżej opisałem]. Jednakże w oglądzie duchowym jest to pewien egregor [zrobiony nienaturalnie byt duchowy], który wydaje się być prawdziwy, ponieważ jest wysokowibracyjny. Taka „prawda” może służyć do hipnotyzowania tłumów. Dobrze mówili rewolucjoniści, że religia jest opium dla ludu. Dosyć trudno było mi się wyciągnąć z takiego typu myślenia, z hipnozy umocnionej groźbami: „bo pójdziesz do piekła”.

Ja osobiście też – bałem się, ale wiedziałem, że jest coś mocno nie tak w tym, w co wierzę. I puściłem to, mówiąc „Idźcie sobie, sami w to wierzcie, jeśli chcecie, poddawajcie się tym groźbom. Ja mam inne, przyjemniejsze, czystsze energie w których mam zainteresowanie”. I co ciekawe, też jest w tym Bóg. Jednak już nie „karzący” klątwami ludzkimi, a wszechstronnie akceptujący.

Własna prawda

Wadim Zeland mówi [Transerfing cz.IIIs.133]:

„Nigdy nie przekonuj siebie i nie staraj się uwierzyć, inaczej ryzykujesz uzyskanie fałszywej wiary, która tylko wydaje się prawdziwa.”

Co za wspaniałą swobodę postawy Zeland nam wskazuje!!

Swobodę taką, aby się nie zkłamywać.

Nie przekonuj siebie, czyli słuchaj siebie, prawdziwego swojego wnętrza – nie umysłu, nie osobowości. Nawet sam siebie nie przekonuj, bo możesz się zahipnotyzować, zakodować samodzielnie, to jest możliwe [terapeuci regresingu oczyszczają dużo takich autohipnoz, w których człowiek sam sobie coś wmówił – jedna cząstka drugiej wmówiła].  

Zeland mówi – w swojej głębi znajduj swoją prawdę.

Dodam – to umysł tworzy gierki, przekonuje, argumentuje. Dusza jest przekonana i tworzy swoją realność. To jest konkretny przykład, jak uruchamiana jest prawda. Tak to nazwę, ponieważ „poszukiwanie prawdy” zakłada, że jest ona dostępna i jest gdzieś poza mną. Natomiast prawo tworzenia na podstawie przekonań Duszy wskazuje, że to postawy Duszy są twórcze. I to jest zupełne wywrócenie do góry nogami pojęcia prawdy – tej małej i tej większej, w zależności od tego, czy mamy do czynienia z małą kreacją czy z kreacją dużą.

Idee są kreacją, zwykle ludzką. Mogą być bardzo przyjemne, przyjazne, ale też mogą być mroczne. [To kolejny argument na to, że wysokie wibracje mogą być nieczyste, jeśli ktoś nie wierzy]. Jednakże w obrębie idei istnieje odpowiedni strumień energetyczny, spływający, transformujący się ku niższym ciałom, a który daje strumień zdarzeń i doświadczeń zgodnych lub ujmujących daną ideę.
Co ciekawe, chyba każda idea jest także ograniczeniem. Fajnie, jeśli się zgadzamy z jakąś ideą, możemy wówczas działać w obrębie owego spływającego, zstępującego strumienia i pewnie będzie nam łatwiej, bo możemy też znaleźć popleczników. Natomiast jeśli nie wyznajemy owej „prawdy” zawartej w idei? Potrzeba nam wznieść się ponad idee, na poziom wolnej decyzji.
Poziom anupadaka
tu opis tego poziomu [link]

I tak przechodzimy do poziomu ponadkarmicznego – poziomu wolnego wyboru, anupadaka [czyli „bez ojca”]. Właściwie już poglądy Zelanda nam to mocno przybliżyły.

Bez przewodnika, ponad ideą, mamy możliwość osobistego decydowania, osobistego wybierania. Swobodnego, dodam, chociaż jednak w istniejących warunkach, zależnościach, zgodnie z istniejącymi prawami. Jeśli próbujemy coś zdecydować w sposób wolny, ponad ideami [nie przejmując się nimi].

Próbujemy decydować, nie mamy ograniczeń mentalnych, ideowych, a tu się nie daje działać. „Nie jesteśmy w stanie wyrazić siebie, „swojej prawdy” [o, zobacz, jak każdy człowiek z Ducha ma poczucie, że ma jakąś prawdę osobistą do wyrażenia..] Przychodzi więc sięgnąć do poruszeń ponad ciałem anupadaka, gdzie możemy [o ile jesteśmy świadomi] dokonać osobistych działań. Nawet nie mając dojrzałego tak wysokiego ciała możemy uruchomić pojedyncze osobiste albo grupowe poruszenia. O tym jednakże już nie w tym tekście a w którymś z następnych.

Twórczość

Na niższych poziomach bytu mamy prawdy, na wyższych mamy twórczość, prawd jako takich nie znajdziemy.

pewne pytanie i moja odpowiedź:
>  i tak nie widzę w niczym sensu

Dobrze, że to piszesz. Sens jest pewną ideą, która jest mniej więcej na środku hierarchii ciał subtelnych, w ciele atmanicznym [ciele idei].

Szukanie sensu niestety od pewnego pułapu świadomości się nie sprawdza.

Zwykle „Odnalezienie sensu” w życiu równa się zharmonizowaniu z konkretnym potokiem energetycznym zstępującym z góry, np. „W działaniu w partii politycznej, grupie rekonstrukcyjnej, kościele – odnalazłem sens [życia, działania]. To mnie ciągnie, kręci.”
Tak utworzone, na zewnątrz ciebie sensy ciebie już nie wezmą, ponieważ wychodzisz osobistymi poruszeniami ponad ten pułap, ponad pułap idei.

I dobrze, to świadczy o rozwoju. Dobrze – trzeba szukać swojego, osobistego celu, swojej osobistej prawdy. Prawda takich osób wykracza ponad doświadczenia Duszy, które są najczęściej receptywne i reaktywne. Dusza jest typu yin – chętnie przystosowuje się do otoczenia i działa w nim, rozprzestrzenia się w nim mocno odpowiadając na to, co do niej przychodzi.

Wygląda, że wychodzisz powoli ponad Duszę, więc wchodzisz w obszar Ducha. A Duch ma imperatyw wyrażania się, jest typu yang. I teraz trzeba pewnie znaleźć osobistą ścieżkę wyrażenia się, twórczości. Bo Dusza to, co miała do zaoferowania, to już się kończy. Owszem, Dusza nadal zostaje, natomiast jej prawda już cię nie bierze, nie przekonują cię cele z obrębu zarówno twojej Duszy, jak i dusz zbiorowych [praca, piłka nożna]

Jednak, gdy rozwój następuje na tyle zaawansowany, że Dusza jest przekraczana, całe to tałatajstwo Duszy jednocześnie okazuje się przeszkodą w dalszej drodze. Dotychczasowe metody już przestają skutkować. Potrzeba uruchomić stłamszonego Ducha i rozpoznać jego pragnienia.

To z jednej strony zmartwienie, ale z drugiej strony wyzwanie rozwojowe – jesteś w wolności, nikt nie narzuci ci sensu, potrzeba abyś sobie go sam wybrał. Ileż trzeba przekonania o własnej wartości, aby przytaknąć sobie, uznać za wartościowy swój osobisty cel, który stać się ma dla ciebie twoją osobistą, wybraną, przeżyciową prawdą. A co ważniejsze – znaleźć ten cel osobisty. Ileś komentarzy piszesz o mniej więcej tym samym, że nie znajdujesz sensu na zewnątrz.

Ludzie mogą być obojętni wobec takiej działalności, albo pozytywnie nastawieni [domniemuję, że nie chcesz im szkodzić].
Jednak najpewniej nie będą cię wspierać, albo w ogóle, albo od razu. Przecież nie odpowiadasz na ich potrzeby, nie łączysz się z ich ideami.

Jednakże też są ci, którzy tworzą, od Twórców możesz otrzymać wsparcie [uśmiech].

W Twojej sytuacji wydaje się jest potrzeba, aby się zwrócić do swego wnętrza, poszukać motywacji własnego Ducha. Może to potrwać, może będzie potrzeba po pierwsze rozpoznania terenu, zrobienia sobie mapy. Najpewniej jest coś, co Duch chce realizować, natomiast z mojej obserwacji wynika, że ludzie swoje Duchy mają unieczynnione, zwłaszcza w czasach konsumpcjonizmu, paplaniny mediów. Najczęściej wtedy aktywną jest Dusza i to ona rozpycha się łokciami i zawłaszcza batutę. Ale, jak widać, są osoby, które już Duszy nie za bardzo wierzą.

Metaprawda

Wikipedia: meta – przedrostek oznaczający ponad, poza lub o czymś w innym kontekście (używany w nauce lub w zagadnieniach społecznych)

Meta oznacza jakby wzniesienie się na wyższy poziom. Jeśli metaprawda, to jest to prawda nadrzędna, prawda obejmująca sobą prawdy podrzędne. I tak, powyżej zobaczyliśmy wiele możliwych prawd na konkretnych poziomach. Trudno odmówić im prawa do istnienia – każdy może przyjąć postawę, że dla niego konkretna jakaś prawda jest tak istotna, że to w nią wierzy. I dobrze, jest to moment na ścieżce, jest to jak zdjęcie wykonane w czasie chodzenia – prezentuje piechura jakby zamrożonego, chociaż jest on w ruchu. Widzimy ludzi w tak szybki sposób, że ich proces, który przeżywają nam umyka.

Dopiero widząc nie tylko jedno a dziesiątki zdjęć orientujemy się, że ów ktoś idzie w sposób w miarę jednolity, dostrzec możemy proces przechadzki ku jakiemuś punktowi, celowi. I wtedy żadne ze zdjęć nie może dla nas być jakoś mocno ważniejsze, wszystkie one prezentują przechadzkę. Mając w ręku plik 50 zdjęć ze spaceru wiemy, że taką nadrzędną prawdą był ów spacer.

Metaprawdę propagują psychoterapeuci, którzy proponują przeżywanie na wielu poziomach i utrzymywanie świadomości wielu poziomów np. myśli, odczuć, uczuć i emocji. Może nie chodzi od razu o to, aby być świadomym tego wszystkiego na raz, ale aby uznawać, że owe przeżycia na wielu poziomach przydarzają się nam i każdy poziom jest w jakimś sensie wartościowy.

Poziom szacunku i poziom niedowierzania

Oprócz zwykłego przebywania na konkretnym poziomie rozwoju, dana osoba ma relacje z innymi. Odnosi się do postaw innych ludzi. I tutaj, można wyróżnić poziom, dla którego będzie mieć szacunek, i także będzie poziom, od którego  stwierdzać będzie, że nie dowierza, że uważa coś za niemożliwe, za dziwne.

Co ciekawe, jak zauważyłem, jeśli odwołamy się do poziomu bezpośrednio wyżej od bieżącej czyjejś postawy, będziemy mogli przekazywać informacje, które mogą być postrzegane jako inspiracjyjne. Gdy jednak „zajedziemy zbyt wysoko” z inspiracją, to ktoś już nie chwyci tego, będzie powątpiewał. Może pukać się w czoło. Pokazuje przez to, iż ma kłopoty z 3 okiem [tu się uśmiecham] . Nawet jeśli mówimy coś super, to jednak rozziew w poziomach nie pozwoli mu na „skonsumowanie” tej informacji.

Zobaczmy to na przykładach osób działających na różnych poziomach.

Przykład 1

poziom działania tej osoby:    buddialny [wartości]
poziom szacunku:     atmaniczny
poziom niedowierzania:    anupadaka

Człowiek działający na poziomie wartości [już i tak bardzo wysoko], rozważający wartości, starający się być „dobrym”, będzie z szacunkiem spoglądał na idee [czyli postawy z poziomu atmanicznego]. Zechce się najpewniej podpiąć do jakiejś z nich, wtedy uzyskuje potwierdzenie „z góry”. Może w tym celu być np. muzułmaninem, albo katolikiem, albo może uznawać idee Marksa. Dzięki nim będzie potwierdzał sobie bezpośrednie, codzienne czyny, dokonania, postawy.

Jednakże już pomysł wolnego wyboru, działania „na własną rękę” będzie dla niego obcy. Działanie wolne od idei jest na poziomie anupadaka. Działać bez uwzględniania wartości, bez poddawania się ideom [a tylko przy niekrzywdzeniu innych] już to wyda mu się co najmniej podejrzane. Będzie się doszukiwał drugiego dna, podstępu, oszustwa. Stąd nazwa: poziom niedowierzania.

Przykład 2

poziom działania tej osoby:    mentalny
poziom szacunku:     przyczynowy
poziom niedowierzania:    buddialny

Poziom mentalny dla człowieka jest poziomem pierwszym, prymitywnym. Tak działają najprymitywniejsi ludzie. Nie oznacza to, że są „gorsi”, albo „źli”, po prostu nie są bardziej zorganizowani duchowo. Taki człowiek ma trudności z rozpatrywaniem ciągów przyczynowo – skutkowych. Bazuje w swoim życiu na wzorcach – jakich się nauczył, takie będzie stosować.

Osoby, które mu owe wzorce pokazują, które umieją ocenić proces wydarzeń i skorzystać z tego, są dla niego „wyrocznią”, uznaje je za mądre. Natomiast osoby działające o „oczko” wyżej, czyli na poziomie buddialnym, rozważające wartości, zastanawiające się nad moralnością  postrzega jako kombinatorów, którzy odeszli od prawdziwości życia, od prostoty. Oni po prostu kombinują, niepotrzebnie komplikują proste sprawy życiowe. Prawda buddialna jest obca człowiekowi mentalnemu, uważa ją za co najmniej dziwną, jeśli nie wydumaną, nadmuchaną, bezwartościową.

Życzę przyjemnej wiosny w energiach zmian! AK

Dla osób ciekawych takich tematów: kreacji, Dusz, źródła wszystkiego proponuję zobaczyć sprawozdanie z sesji rozpoznawczej, rozmowy ze źródłem:

Nie mówię, że  tam wszystko jest tak opowiedziane, jak rzeczywiście jest, ale ileś informacji, ileś inspiracji można wziąć z tej relacji.

Reklamy

52 Komentarze (+add yours?)

  1. Darek
    Kwi 20, 2013 @ 15:31:43

    Witaj Andrzeju! Jeszcze do dzisiaj wielu ludzi płasko myślących ginie na „drutach”[liniach przesyłowych wysokiego napięcia]. Energii elektrycznej[prądu], też nie widać w/na przewodach, a jest przesyłany i płynie. Wystarczy dotknąć „fazy”, aby się przekonać. Szkoda że najczęściej ofiarami tego typu praktyk, najczęściej śmiertelnych, padają „ciekawe życia” dzieci! To taka skrajność od emocji których też nie widać, a o których piszesz. Pozdrawiam!

  2. pcpcpc
    Kwi 24, 2013 @ 14:39:21

    Dzięki za ten tekst! Z tego co widzę wynika, że mam pochodzenie z poza linii ewolucyjnej. Problem w tym, że nie pasuje mi żadne inne pochodzenie z wymienionymi na tej stronie i to by dobrze tłumaczyło to dlaczego ciężko znaleźć bratnie dusze.

  3. SwiatDucha
    Kwi 25, 2013 @ 20:39:45

    o, pochodzeń duszy jest naprawdę sporo!
    Ja osobiście nie jestem specjalistą z tej dziedziny, jestem w stanie wymienić z 5, ale to jest tylko cząstka tych, które występują.
    Może ktoś to wie, może by tutaj napisał jakiegoś linka?

  4. pcpcpc
    Kwi 26, 2013 @ 01:43:53

    Ale jeśli mam pochodzenie duszy takie jak powiedzmy 0,01% ludzi na tej planecie to chyba przez to z góry nie mam szans na prawdziwą przyjaźń, udany związek itd Dlatego pewnie mam takie przeczucie. Da się z tym jakoś pogodzić? Z jakiegoś powodu dusza inkarnowała tutaj więc z założenia mam być sam tylko to chyba oczywiste, że ego się z tym nigdy nie pogodzi.

  5. SwiatDucha
    Kwi 26, 2013 @ 12:34:57

    Najpewniej miałeś już z ludźmi z innych linii pochodzenia Duszy relacje, związki. Wydaje się, że zakładasz jedynie wariant doskonały, „inny cię nie interesuje”. To ładnie współgra z symbiontem, który tak podpowiada doskonałość i deprecjonuje, poniża ustalenia niedoskonałe, przejściowe. Może przez to mocno wspierać depresyjność. No i oczywiście osobowość i ego.

    A jakbyś zaczął na głos akceptować swoją sytuację, dziękować swoim osobom bliskim, z otoczenia, Wyższym Jaźniom. [osobowości się to w głowie nie mieści: „przecież jest to przeciwne moim potrzebom, planom, zamiarom!”]
    Energie by się zmieniły, Dusza by dostała inne wskazania. A energia idzie za uwagą, więc byś tworzył powoli nową rzeczywistość. W rozwoju duchowym chodzi o poddanie pokorne osobowości i ego pod pomysły i ustalenia Wyższych Jaźni i pod plan karmiczny [który jest elastyczny i nastawiony na sukcesy duchowe].
    To wskazanie, to nie jest całościowa ścieżka, ale jakiś drobny kawałeczek, mały drogowskaz.

  6. pcpcpc
    Kwi 26, 2013 @ 12:50:17

    Zdaję sobie sprawę z tego, że muszę z pokorą przyjmować to co się dzieje ale jednocześnie nie widzę możliwości żeby tak zrobić. Wydaje mi się, że dusza wzięła sobie na to wcielenie zbyt trudne warunki. Może myślałem jako dusza, że dam radę a rzeczywistość okazuje się inna.

    Relacje z ludźmi z innych linii pochodzenia zapewne każdy miał skoro jest ich jakiś procent na Ziemi ale z własnego pochodzenia już raczej nie jeśli mam rzadkie. Pisałeś, że związki powinni tworzyć ludzie z tego samego pochodzenia. Nie chodzi mi również o doskonałość tylko o to żeby cokolwiek było dobrze, żeby była chociaż jakaś możliwość dążenia do tego żeby było coraz lepiej.

  7. SwiatDucha
    Kwi 26, 2013 @ 21:49:46

    > Wydaje mi się, że dusza wzięła sobie na to wcielenie zbyt trudne warunki
    tak może być, historia pełna jest takich przypadków, więc jest to zupełnie prawdopodobne.

    > Pisałeś, że związki powinni tworzyć ludzie z tego samego pochodzenia.

    Tak byłoby najlepiej, jednakże jest ileś Dusz, które za nic nie chcą zgodzić się na coś innego. I co począć? Może Twoja Dusza tak ma?
    W „lżejszych” przypadkach zwykle można spotkać dosyć przyjaznych osób spoza swojego pochodzenia Duszy, z którymi można spędzić naprawdę satysfakcjonujące chwile. Ja na przykład w liceum miałem świetnego przyjaciela, jak się okazało potem, który miał mocne wzorce .. smocze. Dlatego tak mi było blisko do niego. No ale po latach okazuje się, że owe wzorce nie wytrzymały próby czasu i już nie utrzymujemy kontaktów. Jakoś tak się ta znajomość rozleciała sama.

    Jednak, jeśli Dusza sobie coś weźmie na widelec i koniecznie chce być z kimś bliskim samą Duszą, … to bywa i przykro i ciężko, bo jak piszesz – tego kogoś nie ma w pobliżu. Taka karma możnaby powiedziedzić.
    Podobnie z wiekiem Duszy. Dusze w różnym wieku dość często wchodzą w związki i mają w małżeństwach dzieci. Po prostu dwie osoby wykonują różne role, do czego świetnie nadaje się różnica w wieku Duszy. Jednak po pewnym czasie Dusze chcą prawdziwego partnerstwa, a nie zadaniowego. I chcą mieć za partnerkę inną Duszę o podobnym wieku.

    Można jednak sobie pomóc, aktywnie działając w celu wykreowania sobie odpowiedniego związku. Metod jest mnóstwo, wystarczy wujka popytać. A więc możliwość istnieje, pytanie czy masz na to siły aby działać?

  8. Airaenn
    Kwi 28, 2013 @ 02:26:16

    Mam podobne doświadczenia – niby bym chciała, ale jakoś kandydatów brak. Widuję wśród znajomych najdziwniejsze, jak na mój gust, pary; łączą się ludzie, których sama nie umieściłabym chyba nawet w jednym zdaniu, i im to pasuje, mimo różnic charakteru, zainteresowań, „energii” wręcz. Większość tych związków, mam wrażenie, opiera się na bardzo płytkich podstawach, a mimo to uczestnicy nie cierpią, przynajmniej teraz, bo są to związki świeże i w większości „dziewicze” 😉 A u mnie – brak nawet „tragicznych”, nieodwzajemnionych miłości, bo po prostu nikt takiej nie jest w stanie wzbudzić, wszelkie „przebłyski” znikają tak szybko, jak się pojawiły, jak drobne zmarszczki na tafli rozległego jeziora. Mam bodaj jedną przyjaciółkę, która rozumie większość moich postaw życiowych i dużą część podziela, z nią mogę porozmawiać jak „równy z równym”, a nie, jak z większością, skrupulatnie filtrując tematy i wnioski, bo różnica poziomów postrzegania i otwartości zwyczajnie wyklucza swobodę konwersacji. Gdy czasem zdarza się, że coś mi się, jak to się mówi, wymsknie, dzieją się ciekawe rzeczy – osoby bardziej stanowcze i utwierdzone we własnych przekonaniach zaczynają przykre tyrady, a z kolei po tych bardziej obojętnych spływa jak woda po kaczce, nie wywołując absolutnie żadnego efektu, temat zostaje błyskawicznie zapomniany, jakby go w ogóle nie było (ich blokady są tak silne, że takie rozmowy są dla nich jak w obcym języku i dlatego najrozsądniej jest po prostu się nie zastanawiać, co to znaczy, bo na obecnym etapie i tak nie mają narzędzi, żeby podjąć się prób zrozumienia). A dusza, nie mając poparcia w świecie otaczającym, ulatuje z uporem maniaka w świat fantazji i wyobraźni. Dochodzi do sytuacji, kiedy większość „dzisiaj” spędzam na projektowaniu „jutra”, moja dusza jest niesamowicie cierpliwa, w kościach nawet czuję uspokajające zapewnienie, że na wszystko przychodzi odpowiednia pora i że nie warto się spieszyć (oczywiście jakie są skutki w świecie fizycznym to sobie każdy umie wyobrazić, zewsząd krzyczą na nas budziki, kalendarze i deadliny, a tu dusza po prostu odmawia współpracy; jeśli nie jest akurat w nastroju, to za chiny ludowe nie zmusisz…). Natomiast moja sytuacja jest różna pod tym względem, że nie czuję takiej desperacji, jak pcpcpc. Mam wrażenie, że nie jest to pierwsze i pewnie nie ostatnie wcielenie, kiedy pojawia się ten schemat i dusza się zwyczajnie przyzwyczaiła – ileż można walczyć z wiatrakami? Więc powstaje naturalny podział: oni – ja. Kiedyś było w tym sporo pogardy dla przeciwnego obozu, obecnie mocno się to uspokoiło, mam świadomość, że też musiałam kiedyś być na ich miejscu, a i oni w końcu znajdą się na moim, nie mam więc żalu do nich, że mnie nie rozumieją, a jedynie tęsknotę za kimś „mojego gatunku” 😉 W ogóle temat pochodzenia mojej duszy wydaje się bardzo ważny, kwestia powraca jak bumerang i nie daje o sobie zapomnieć. Ciągnie mnie w stronę aniołów, zawsze mnie fascynowały, tak jak latanie samo w sobie i żywioł powietrza, który odruchowo utożsamiam z wolnością, ale może to być tylko echo wzorców, skoro tej grupy jest wśród „ufoludków” najwięcej 😉 Drugim tropem są smoki, ze względu na pociąg ku mądrości i silny kręgosłup moralny, jednak czuję, że te energie są na mnie zdecydowanie za ciężkie, dusza (a może ego?) widzi siebie raczej jako coś subtelniejszego. Nie wiem, czy kiedyś uda mi się dociec prawdy, ale sądzę, że taka wiedza mogłaby znacznie ułatwić wiele spraw, poczucie tożsamości pozwala na znalezienie swojego miejsca na świecie, wprowadza choć pozór ładu w chaosie.

  9. SwiatDucha
    Kwi 28, 2013 @ 23:35:36

    „Gdy czasem zdarza się, że coś mi się, jak to się mówi, wymsknie..”
    „(ich blokady są tak silne, ”

    Oj, niestety, dobrze Cię rozumiem.
    Ale podejrzewam, że to nie o blokady chodzi, a o zwykły lęk przed nieznanym, co zresztą opisujesz:

    „i tak nie mają narzędzi, żeby podjąć się prób zrozumienia.”

    Ja to tak określam, że często w przeszłości mówiłem do osób na takim poziomie, na którym oni nie mieli ciał subtelnych, tylko wiatr tam hulał. No i moje słowa przelatywały bez odzewu. A nawet, jeśli ktoś próbował coś wyłapać, to struktury obronne osobowości [czyli odpowiedź na lęk] bardzo się uaktywniały. Jakby taki ktoś by chciał istotnie to rozważać, mógłby przeżyć zbyt duży szok rozwojowy, a na to nie było zgody [czy u Duszy, czy u WJ – nie wiem]. Nauczyłem się więc spoglądać na ludzi, na jakich poziomach mają wibracje osobiste, i jeśli nie są wysokie, nie daję im na tym poziomie treści – chronię ich przed szokiem, tak Dusza to określiła, już się przyzwyczaiła..

    A co do ciężkości energii smoczej oj masz ty rację, masz.. Czasami jak mi Dusza wejdzie jakimś tematem, to potrafi mocno przygnieść i mam pół dnia z głowy 🙂 Całe szczęście, że nauczyłem się odwoływać do WJ, które zdecydowanie lżej sprawy widzi – „Dusza i jej treści, nawet te najcięższe i przez to ew. bardzo przekonujące – to nie koniec świata” – tak WJ mówi, przez co mogę się rozluźnić, nawet gdy Dusza się na coś zaweźmie 🙂

  10. Airaenn
    Kwi 28, 2013 @ 23:41:17

    Swoją drogą, ciekawa jestem, czy obserwowałeś jakieś grupy społeczne czy większe skupiska dusz spoza linii ewolucyjnej? Na logikę, nawet najmniej liczni, ze względu na wspólną karmę, powinni dążyć do łączenia w grupy, bo tak z pewnością byłoby dużo łatwiej przetrwać w obczyźnie i powspominać wspólne klimaty 🙂

  11. pcpcpc
    Kwi 30, 2013 @ 00:41:09

    „Można jednak sobie pomóc, aktywnie działając w celu wykreowania sobie odpowiedniego związku. Metod jest mnóstwo, wystarczy wujka popytać. A więc możliwość istnieje, pytanie czy masz na to siły aby działać?”

    Jakie to metody? 🙂 Z wykreowaniem sobie związku jest taki problem, że partnerka jaką bym chciał raczej nie istnieje więc nie da się żadnymi metodami takiej przyciągnąć do siebie. Z niewiadomych względów musi być ideałem z wyglądu plus zgodność dusz i charakterów. O ile znalezienie ideału z wyglądu jest bardzo ciężkie to zgranie tego z pozostałymi cechami jest już niemożliwe. Wychodzi więc na to, że albo będę zawsze sam albo znajdę partnerkę idealną z wyglądu ale związek nie będzie satysfakcjonujący bo nie będzie zgodności.

    Kolejna sprawa to powody dla jakich ludzie wchodzą w związki. Airaenn napisała, że zna wiele dziwnych par… Wg mnie większość ludzi dobiera się na zasadzie żeby nie być samotnym. Stąd później zdrady, nieudane małżeństwa. W momencie kiedy jest miłość nie ma nawet chęci zdrady bo inne osoby wydają się gorsze od partnerki. Dzisiaj związek to transakcja wymienna – ja Ci coś dam, a Ty mi dasz coś innego. Ludzie nie mają w sobie miłości do siebie więc nie mogą jej też dać drugiej osobie. Szukają u partnera akceptacji, a nie miłości. Ja natomiast mam bardzo silne pragnienie miłości, prawdziwej i romantycznej z idealną kobietą. I to wydaje się nie do zrobienia. Wszystko inne wiem, że mogę osiągnąć bo to kwestia wyznaczenia sobie celów i ich osiągania. Celem do osiągnięcia mogą być pieniądze, związek ale nie może to być miłość. Myślę, że w dowolnej chwili mogę sobie znaleźć dziewczynę i wejść z nią w związek ale ja chcę tą jedyną, która wg logiki nie istnieje.

  12. SwiatDucha
    Kwi 30, 2013 @ 00:50:56

    > związek ale nie może to być miłość.

    Wydaje się, że masz dużą frustrację i tak mówisz. Ale wiesz, jak mówisz, tak będzie. Wszechświat [Bóg] mówi: „tak”.

    > Ludzie nie mają w sobie miłości do siebie

    Ja bym dodał słowo „niektórzy” na początku. Sprawa może nie jest łatwa, ale jeśli uważasz, że jest przegrana, taką będzie. Nie zamierzam cię przekonywać, pocieszać. Po prostu – kreujesz sobie życie według głębokich przekonań.

    Uważasz dodatkowo, że nie możesz znaleźć metod pracy nad sobą? Nie znajdziesz takiej, która cię przekona, każda będzie wydawać się kulawa. Do każdej będziesz mieć zastrzeżenia, i żadna ci nie pomoże.

    Według twoich słów ci się stanie, ty to urządzisz. Nie bez przyczyny powyższy tekst ma w tytule „twórczość”.

  13. pcpcpc
    Kwi 30, 2013 @ 00:59:37

    Po części sobie kreuję ale z drugiej strony nie wyczaruję z powietrza osoby, która nie istnieje.

    Co do ludzi i ich miłości do siebie to może nie niektórzy lecz większość. Rozmawiam z wieloma ludźmi, którzy mają dramatycznie niską samoocenę. Można powiedzieć, że ludzie widzą problem z realizacją celu przeważnie w sobie, a ja widzę w świecie. Tzn przeciętny człowiek pomyśli „tyle jest świetnych dziewczyn, ale ja jestem zbyt słaby żeby móc być z którąś w związku”, a ja pomyślę odwrotnie „mógłbym być w związku ale nie ma odpowiadającej osoby, która się do tego nadaje”. Metody do pracy nad sobą… używam wielu i w pewnych elementach to działa, a w tej dziedzinie jakoś nie może i to akurat uważam za najważniejsze. Blokada związana z pojęciem ważności plus logiczna przeszkoda, że „taka osoba jakiej szukam nie istnieje”.

  14. SwiatDucha
    Kwi 30, 2013 @ 14:53:19

    Masz rację,
    takie „skupisko” można wykreować dzięki internetowi.

    Ewenementem, o którym wiem jest inkarnowanie się iluś osób – uczniów Leszka Żądły na Górnym Śląsku i spotykanie się na zajęciach w Murckach, gdzie Leszek mieszkał na początku.

  15. pcpcpc
    Kwi 30, 2013 @ 17:39:57

    Najlepiej by było zmienić pragnienia skoro nie da się ich zrealizować. De Mello mówił, że przyczyną tego, że odczuwamy brak czegoś nie jest faktyczny brak tylko pragnienie. Najgorsze jest to, że zdaję sobie z tego sprawę na poziomie umysłu ale tego nie czuję.

  16. Darek
    Maj 01, 2013 @ 17:34:43

    A jak trafisz na nieprzychylne Ci towarzystwo, które mają znajomości na policji, w prokuraturze, czy w sądzie, to możesz dostać skierowanie na przymusowe badania psychiatryczne! Uzasadnienie może być takie: Twoje zachowanie może wskazywać na to, że dociekania reinkarnacyjne, mogą być spowodowane zaburzeniami psychicznymi, co w konsekwencji może zagrażać bezpośrednio własnemu życiu, albo życiu lub zdrowiu innych osób. Nie zapomnij że „Zielona Wyspa”, to kraj policyjny! Pozdrawiam!

  17. amanda
    Maj 03, 2013 @ 13:50:15

    Dziękuję serdecznie za ten tekst… już od jakiegoś czasu zdawałam sobie spr., że mam nieco bardziej rozwinięte horyzonty w zakresie percepcji, odczuwania i rozumienia świata.To taki paradoks, bo takie cechy powinny nam ułatwiać życie, a tymczasem częściej przysparzają kłopotów. Już nieraz miałam dziwne problemy wynikające z tego, że tak naprawdę nic złego nie zrobiłam [ a bynajmniej tak mi się wydaje] tylko po prostu byłam sobą, co w naszym „zamaskowanym” społeczeństwie jest przecież niedopuszczalne.Natomiast o tekstach typu „jesteś dziwna!” itd. itd. to już nawet nie wspomnę… , albo , że „roztrząsam”, bo przecież lepiej żyć z dnia na dzień – jak jakiś robot i tylko odtwarzać to, co ktoś nam pokazał… już w wieku nastoletnim interesowałam się filozofią, zastanawiałam się na sensem życia i go szukałam i myślałam, że to jest normalne, myślałam, że każdy człowiek tak ma, że każdy zastanawia się po co żyjemy i w swoich myślach poszukuje…. Nie myślałam tymi kategoriami, że to jest coś ponad program, nie uważałam siebie za niewiadomo jak super rozwiniętą osobę, a tymczasem nawet po 20 roku życia gdy z kimś rozmawiałam to kończyło się tym, że „jestem dziwna”, natomiast teraz spotykam gdy te osoby te osoby spotykam okazuje się, że dzisiaj zaczynają powoli pojmować, a jak czasem coś zasugeruję, że jak to przecież to takie dziwne… to dostaję odpowiedzi typu „ja dojrzałe/am” i dzisiaj dla tych samych osób już nie jestem dziwna, tylko „mądra”, tak więc do wszystkich, którzy mają tego typu problemy: są wytykani, wyśmiewani, nierozumiani, a czasem nawet linczowani… tym, którzy Was w ten sposób traktują nie tłumaczcie się tylko: DAJCIE IM CZAS….PS.Czytając powyższe komentarze- dzięki, że jesteście…! , bo okazuje się, że jednak nie jestem na tym świecie sama

  18. amanda
    Maj 03, 2013 @ 14:33:58

    Airaenn piszesz o podziale ja- oni, a także o tym, że jeśli nie znajdujemy poczucia jedności i zrozumienia to uciekamy w świat fantazji, wyobraźni itd. właśnie… wtedy zaczynamy czuć się samotni, to poczucie izolacji tę samotność pogłębia, a w samotności leży często źródło różnych chorób psychicznych- niestety… :(, ja przez długi czas nie zdawałam sobie spr., że jestem bardziej dojrzała niż większość ludzi (choć od dawien dawna czułam się INNA jakbym była nie z tego świata…, zawiedziona i rozczarowana tym co tu widzę…) w każdym bądź razie nie zdawałam sobie spr., że w rozmowach powinnam się po prostu dostosowywać jeśli chodzi o poziom [najczęściej niestety zniżać :((((], bo nie miałam pojęcia, że tutaj zachodzi takie zjawisko- różnica w poziomie świadomości i dojrzałości- w każdym bądź razie z powodów wyżej opisanych od świata lepiej się nie oddzielać – mieć przynajmniej odrobinę poczucia jedności tylko mieć na uwadze, że nie z każdym można o wszystkim porozmawiać, bo oni po prostu nie rozumieją o czym my mówimy… najlepiej wziąć pod uwagę, że każdy idzie i rozwija się własnym rytmem i na niektórych po prostu najzwyczajniej w świecie zaczekać 😉 przez co też uczymy się przy okazji tolerancji 😉 Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę dużo optymizmu :)))))

  19. amanda
    Maj 03, 2013 @ 14:40:09

    Tristen dzięki za to określenie „ZIEMIANIE” ! heh
    już będę wiedziała jakiego słowa używać by nie wyrażać się z jakąś pogardą (typu ludzie prymitywni, niedojrzali czy coś takiego) o osobach, na których – jakby to powiedzieć – nie nadszedł jeszcze czas… Dziękuję i pozdrawiam ! 🙂

  20. SwiatDucha
    Maj 03, 2013 @ 15:42:57

    amanda:

    jesteśmy z Tobą!

  21. Darek
    Maj 04, 2013 @ 16:21:08

    Witam! Masz dobrą intuicję! Również mam dużo do zrobienia w tej kwestii podświadomej agresji, i pychy. Moja matka jest taka prawdopodobnie od urodzenia. Uważam że pewne rodziców wzorce są przenoszone w genach na potomstwo. Te negatywne cechy jak agresja, czy pycha, to część naszej osobowości i nie jest łatwo nad tym kompletnie zapanować. Pozdrawiam!

  22. amanda
    Maj 04, 2013 @ 21:58:40

    ojej może zostaliśmy trochę źle zrozumiani w zamieszczonych tutaj polemikach…, być może jest coś w tym co piszecie [ z ta pycha itd.] tylko, że my – jak mi się zdaje, [a bynajmniej ja] piszemy tu po prostu jakby żaląc się … niejednokrotnie jesteśmy odrzucani przez społeczeństwo, tylko dlatego, że boją się otworzyć swój umysł… może troszkę się tutaj w tej wypowiedzi miotam, ale podejrzewam, że nie byłoby tutaj połowy tych tekstów gdyby nie wyśmiewanie nas itd…PO prostu już nieraz nas zraniono- tylko dlatego, że jesteśmy rozwinięci… chodzi mi o to, że ja sama z siebie się nie czepiam ludzi, którzy mają zawężone pole widzenia, ale jeśli tacy ludzie nieustannie sugerują, że to z nami jest coś [ nie tak no to wiadomo, że każdy już w pewnym momencie traci cierpliwość, poza tym nie czuję się pod żadnym względem alfa i omegą, ale jeśli jestem wśród ludzi, którzy są pod jakimś względem ode mnie bardziej zaawansowani to mam ambicje, żeby im dorównać= rozwijać się, a tymczasem gdy przebywam wśród ludzi „mniej zaawansowanych” to tak nie bardzo widzę, żeby chcieli się rozwijać, tylko jestem wyśmiewana czy coś w tym stylu, że coś ze mną nie ten teges… i tu o to chodzi- nie o pychę, ale o ubolewanie…

  23. amanda
    Maj 04, 2013 @ 22:03:00

    I oto, że to jest po prostu przykre…

  24. amanda
    Maj 04, 2013 @ 23:12:27

    tym razem to ja Ci dziękuję 😉 rozumiem dokładnie o czym piszesz [chodzi o te nieprawidłowe wzorce / kody, które zostały zapisane w naszej podświadomości] niemniej jednak dziękuję 😉 najważniejsze, że doszłyśmy do konsensusu ;-), i z tym stosunkiem do samej siebie… też rozumiem- tak właśnie to tak działa, tylko, żę takiego stosunku do samej siebie nabrałam w końcu po latach, w których wysłuchiwałam, że coś ze mną jest nie tak… tylko, dlatego, że świat przeżywałam głębiej niż moi „oprawcy” 😉 , w każdym bądź razie proszę nie dziw się mi i podobnym osobom- ja przez tyle czasu wysłuchiwałam takich komentarzy i to mało tego, że jestem dziwna, ale wręcz, że jestem psychicznie chora, aż w końcu w to uwierzyłam! [w wyniku czego pojawił się lęk przed odrzuceniem, a wręcz z osoby przebojowej stałam się zamykajacą się w sobie i uciekajaca przed ludźmi istotą.] Toteż poszłam tam, gdzie się chodzi z chorobami psychicznymi 😉 i co usłyszałam „Wszystko jest z Tobą w porządku, będziesz spotykała ludzi na poziomie swojej świadomości” i dopiero wtedy zrozumiałam o co tu chodzi, dla mnie moje myślenie jest normalne- ja nie widzę w tym nic dziwnego, ale najwyraźniej inni tak.Rzeczywiście spotykam ludzi na tym samym poziomie świadomości tylko, że jest ich tak niewiele… a bynajmniej takie odnoszę wrażenie :((( i teraz tak; nie chodzi mi o użalanie się nad sobą, bo z tym już skończyć dawno postanowiłam, ale…nie wiem czy mnie zrozumiesz… – takie osoby jak my jakby cierpią za cały świat…
    A co do rzekomej pychy to po prostu: wolę mieć świadomość, że… mam świadomość ;-), a nie żyć w strachu, że jestem psychicznie chora [bo inni mi to wmówili] ;-)))))))

  25. amanda
    Maj 05, 2013 @ 13:00:59

    :)) „cierpią za cały świat” w sensie: gdy widzą co się na tym świecie dzieje 😉 o to mi chodziło ;-)- poziom I-wszy ;-), gdy się na to buntują i wyrażają sprzeciw to z reguły dostają za to po głowie itd.- poziom II, a III to: w tym kontekście, że są ofiarami też można to niejako zinterpretować – biorąc pod uwagę karmę rodzinną- gdzie ktoś tam z rodziny musi przepracować, to, czego nie przepracowali jego rodzice. Poza tym abstrachując ode mnie, ale ogólnie: im większy poziom świadomości, tym większe cierpienie tak mi się zdaje… Jeśli chodzi o agresję – no to podobno ona dominuje gdy nie mamy poczucia własnej wartości… bo gdy je mamy po prostu ze spokojem odpowiadamy nawet na najgorszy zarzut, bo przecież my wiemy czy to co nam zarzucają jest prawdą czy nie, ale jeśli tych obelg nagromadziło się naprawdę dużo to wiadomo, że w koncu to poczucie własnej wartości zostaje nadszarpnięte. Ot np. jesli ktoś przez pół zycia wmawia Ci, że coś z Tobą jest nie tak – tylko dlatego, że Cię nie rozumie no to w końcu TY też zaczynasz w to wierzyć- do momentu kiedy tego nie zweryfikujesz- czyli właśnie tego,, który opisałaś- momentu poszukiwania odpowiedzi. Co do kontaktu z „mniej zaawansowanymi” i tymi bardziej- to jak najbardziej się zgadzam… myślę podobnie do Ciebie= gdy przebywam z tymi bardziej- mam do Nich wiele szacunku i pokory wobec ich wiedzy, doświadczenia itd. i jestem otwarta na to, aby wejść na ich poziom, natomiast jeśli z tymi mniej zaawansowanymi – to choć się nudzę – przepraszam za szczerość, to wiem , że tak jak napisałaś- dla zachowania równowagi trzeba- bo odcinając sie- bedę jeszcze bardziej czuła się „poza światem” , a tego nie chcę.Dziękuję Ci serdecznie za wszelkie uwagi- szczególnie te krytyczne, bo to chyba one nas najbardziej rozwijają 🙂 i oczywiście jestem nadal otwarta 😉

  26. amanda
    Maj 05, 2013 @ 13:05:01

    PS. A z agresją – ktorej na szczeście jest coraz mniej radzę sobie po prostu tak; modlę się, aby Bóg napełnił mnie miłoscią – taką bezwarunkową, pozytywnymi myslami,i energią, entuzajazmem, ale też się jej wyrzekam…,

  27. Darek
    Maj 11, 2013 @ 12:46:46

    Jeśli Bóg jest od zawsze – i jest całą niepojętną przez ludzki umysł nieskończonością – to i zło musiało być w „zamyśle” Boga od zawsze. Przecież nagle się nie pojawiło?! Bo i skąd? Jak wszystko ma swój początek w Bogu. Więc i „krokodyle” jako Boże stworzenia, mają prawo do jedzenia! Nie odtrącajcie ich! Czyńcie jak Bóg! Który swoją MIŁOŚCIĄ obejmuje wszystkie swoje stworzenia. D.

  28. Darek
    Maj 11, 2013 @ 13:04:47

    Dzięki za uśmiech! To mi dodało pozytywnej energii! Gdzieś czytałem cytat Matki Teresy z Kalkuty, że ” Lepiej jest zapalić świecę i rozświetlić mrok, niż stale przeklinać zło” . Pozdrawiam!

  29. Darek
    Maj 11, 2013 @ 19:19:48

    Witaj! Jeśli mogę sprawić komuś radość, to bardzo mi miło! Zdecydowanie jestem zgodny z Tobą w tym co napisałaś. Też tak sądzę, że wszystko jest tak jak być powinno. Są życiowe tragedie, mordy, i związane z tym ludzkie cierpienia. Ale większość ludzi odcina się od tych przykrych doświadczeń, bo to boli. A co boli to jest złe, i be! Tak jak wcześniej ktoś napisał – tęsknimy za bezgraniczną miłością, której tu w ziemskim żywocie nie znajdujemy. Taki jest Boży plan w założeniu dla istnienia ludzkości na ziemi. Zapewne to nie jedyny plan istnienia w całej nieskończoności. Podejrzewam że po osiągnięciu oświecenia na wyższych ciałach, przy wyższym rozwoju duchowym, czekają nas inne atrakcje, w innych wymiarach, wszechświatach, gdzie cierpienie będzie nas dotykać w mniejszym stopniu. Mam jeszcze wiele różnych przemyśleń, np.odnośnie karmy którą umniejszamy cierpieniem. Ale nie można poruszać tak wielu „rzeczy” w jednym poście. Zresztą można by tak pisać w nieskończoność. Pozdrawiam!

  30. SwiatDucha
    Maj 11, 2013 @ 19:49:35

    Chociażby oskarżanie ludzi o to, że mają kr. Przecież oni jako osobowość tego najczęściej nie wybierali, są spadkobiercami. Dlaczego ich pognębiać? A z drugiej strony nie ma co zgadzać się na ich ataki na nas.

    Życie w komforcie psychicznym jest wg. mnie możliwe, natomiast wymaga mądrości i umiejętności – aby w tym gigantycznym Boskim projekcie nie przepaść.

    czytałaś?:
    https://swiatducha.wordpress.com/2011/01/28/biale-dobro-i-czarne-zlo/

  31. pcpcpc
    Maj 11, 2013 @ 22:28:03

    Tristen – w tym momencie właśnie chodzi o zmianę pragnień bo inaczej się nie da i frustracja tylko będzie narastać. Skoro dusza pragnie miłości, a w tym wcieleniu to jest niemożliwe to trzeba zlikwidować jakoś to pragnienie.

  32. Airaenn
    Maj 11, 2013 @ 23:30:29

    Dziękuję, optymizmu na szczęście przeważnie mam bardzo dużo, coraz rzadziej zdarzają się wybuchy niezgody na świat, a kiedy już są, trwają najwyżej dzień i potem znów na długi czas jest spokój. Niestety, borykam się, zwłaszcza ostatnio, z ogromnym problemem pogardy dla osób, które mnie otaczają. Są to ludzie tak skrajnie różni ode mnie, często narzucający swój sposób bycia, męczący… wiem, że takie usprawiedliwianie jest złe, tak chce widzieć to ego i tęsknię za czasem, kiedy dużo rzadziej się na tym łapałam. Często czuję się jak dzikie zwierzę osaczone przez gromadę ludzi, która tarmosi misia za sierść, bo przecież taki uroczy futrzak, a zwierzę wariuje i bliskie jest odgryzienia komuś głowy. Wyczekuję chwili, kiedy będę mogła sprawniej filtrować ludzi, którzy mnie otaczają, ograniczyć ilość drażniących bodźców i w spokoju ducha mieć chwilę popracować nad sobą, odnowić rezerwy cierpliwości i zdystansować się do całej sytuacji, bo z obecnego układu nie może wyniknąć nic dobrego, dla żadnej ze stron. Na przeciwnym biegunie znajduje się z kolei niesamowite uczucie miłości do świata, jakiego doświadczam z coraz większą częstotliwością, ale, co ciekawe, niemal wyłącznie w samotności i spokoju. Dlatego właśnie uważam, że taka izolacja to najlepsze, co mogę zrobić, coś jak odwyk, terapia szokowa – a kiedy sytuacja zostanie opanowana, można będzie powolutku znosić bariery, kiedy już system immunologiczny zostanie na tyle wzmocniony, że nie da się byle zaczepce zmącić 🙂 Pozdrawiam Ciebie też, amando! Najważniejsze to się w życiu nie spieszyć i mieć cierpliwość do siebie samych, czego życzę Tobie, sobie i wszystkim, którzy to czytają!

  33. Darek
    Maj 12, 2013 @ 00:03:22

    Ogólnie jestem zwolennikiem Apokatastazy. Szatan by powrócić do poprzedniej formy stworzenia, potrzebuje Boskiego cudu uleczenia. Z tego co dowiadujemy się z Ksiąg natchnionych – np. w Chrześcijaństwie, z Biblii, to Szatan nie potrafi kochać. Jest zaprzeczeniem miłości. Bóg jest miłością – zaprzeczeniem nienawiści[zła]. W takim razie, czy Bóg mógłby nie udzielić swojemu stworzeniu[szatanowi] pomocy powrotu do dawnych łask miłości? Moim zdaniem „zło”, jest nieodzowne w tym Boskim projekcie. Bez zła nie było by grzechu, cierpienia, czyli nie moglibyśmy być doświadczani. Z drugiej strony jaki ma sens wolna wola, skoro Bóg jest wszechwiedzący? Żeby nie wiedzieć jaką ścieżką podążymy, musiałby się zrzec swojej wszechwiedzy. Może w tym projekcie wolna wola jest tylko „ułudą”? A karma kształtuje nasze przeznaczenie w danym wcieleniu? Oczywiście biorąc pod uwagę reinkarnację. W tym założeniu[planie], widocznie musi być tak anie inaczej. Kiedy projekt dobiegnie końca, a nasze dusze, zbiorą maksymalną pulę dobrych i złych doświadczeń – będzie zaliczony egzamin. Wtedy dopiero może dojść do Apokatastazy. Bo jaki ma sens wieczne potępienie szatana i części jego aniołów?. Szatan przecież i tak wie że jest przegrany. Wie że nigdy nie pokona Stwórcy! Co gorsza religie zastraszają nas, że to głównie o zbawienie, czy potępienie naszych dusz Bogu się rozchodzi. Kiedyś pisałem że myślę – iż „diabeł” jest na tyle inteligentny, że wie co ma czynić. Służy Bogu. Księga Hioba byłaby tego przykładem. Dobrej Nocki!

  34. Darek
    Maj 12, 2013 @ 22:11:45

    No tak, przyczyną karmy są nagromadzone podczas poprzednich wcieleń, nasze negatywne postępowania, niezgodne z prawem wszechświata[Bogiem]. Ich skutkiem byłyby niekomfortowe sytuacje życiowe, które wydarzają nam się na dane wcielenie. Ja rozumiem że przed narodzinami „my” jesteśmy w formie ducha [po śmierci dusza łączy się z naszym duchem]. Jednak kwestia samowolki co do wyboru następnego wcielania, do mnie nie przemawia. Ponad świadomością naszego ducha, istnieją wyższe świadomości podległe Bogu – które to z polecenia Boga, przygotowują nasze dusze do kolejnej wędrówki. Tak to odbieram. Bo to gdzie reinkarnujemy[miejsce, rodzina, status społ.,start życiowy, itp.] mają z kolei wpływ, nie tylko na nas, ale i na koleje losu naszych przyszłych bliskich[rodzina, itp]. Gdybym reinkarnował z własnej woli w innej rodzinie – moje otoczenie bliskich mi osób, z inną duszą na „pokładzie”, niż moja – byłoby w innej rzeczywistości niż się teraz znajdują. Inna dusza[to inny bagaż dośw., inny wiek, inne zapędy, itd]. Jako człowiek inna osobowość, ego, świadome ja – doprowadziła by do powstania innej historii, niż ta która stworzyła się, i tworzy z moim udziałem. Prawdopodobnie nie byłbym na tej witrynie, i nie pisali byśmy do siebie. Kształt tej witryny byłby inny[bez moich postów]. Andrzej zamiast mi odpisywać, na moje czasem głupie posty – zajmował by się wtedy czymś innym, wchodząc w inne sytuacje, tworząc inną rzeczywistość. Każdy z nas jest w tej układance niezbędnym puzlem, bez którego obecna rzeczywistość byłaby inna. Gdyby przeznaczenie[predestynacja], determinowała plan karmiczny na dane wcielenie – nie byłoby możliwości realizacji zadań z wykorzystaniem wolnej woli. Każdy nasz wybór byłby przeznaczeniem[z góry zaplanowany]. Jeśli mamy wolny wybór, możemy wpływać na przyszłość wydarzeń[tylko w pewnym stopniu]. To wszystko zależy od tego, w obliczu jakiego zadania stanęliśmy. Ja na dzień dzisiejszy potrzebował bym mieszkania. Jak mam kase, to problem jest rozwiązany. Kupuje i mam. Ale problem w tym, że nie mam takiej gotówki. Kredytu z banku też nie dostanę, bo jestem bez pracy. Czyli moje wybory w przeszłości były nie trafne, ponieważ nie potrafiłem dokonać właściwych decyzji, które zaowocowały by możliwością zarobienia odpowiedniej gotówki potrzebnej mi na kupno mieszkania. Cofając się wstecz do swojej przeszłości – wiem w którym miejscu niby źle wybrałem. Chodzi o dalsze kształcenie się. Z drugiej strony gdybym miał możliwość cofnięcia się w czasie – chyba jednak na siłę nie wybrał bym nauki. Nie mam do tego zapędów. Chyba zostałbym gdzieś za granicą. Z perspektywy mojego teraźniejszego życia, nie widzę w przeszłości, jakiego większego menu, z dużą opcją korzystnych możliwości wyboru. Bardziej przychylam się do tego, że chyba tak to miało być, jak jest. Mam odczucie że od początku życia prowadzi mnie jakieś fatum -PRZEZNACZENIE. „D”

  35. Darek
    Maj 13, 2013 @ 12:59:46

    Na początku przepraszam za błędy ortograficzne. Piszesz Ula jakbyś wróciła z zaświatów, i miała monopol na prawdę. Poczytaj trochę rozdział Andrzeja „Dusza i Duch”. Ja się do tego przychylam co napisał Andrzej – że dusza po śmierci łączy się ze swoim duchem który przebywa w strefie bezczasowej. Tu można by się spierać, czy nasz duch został kiedyś stworzony przez Boga, czy jest Jego częścią od zawsze? Ja sam mam za sobą kilkadziesiąt oobe, których doświadczyłem w ciągu kilku lat i dlatego podzielam poglądy Andrzeja. Tu na stronie „Nauczanie o świadomości” napisałem czego doświadczyłem w świecie niematerialnym. Opis który przeczytałem na stronie http://forumzn.katalogi.pl/Historyjki_o_joginach_i_medytacji-t7636-s18.html , przypomina medytacyjne wchłonięcie – dhjanę. Przytoczę krótki cytat ” Wchodzę w taki stan gdzie cały mój umysł rozpływa się w tym “nektarze”, nie mając poczucia upływu czasu, nie ma ego, ja jestem tym nieskończonym nektarem, a stan mojej świadomości jest niezmienny, bez żadnych myśli, pragnień. Nie ma “nic”, ale jednak ta “maja” że nic nie ma, jest niby mną. Ten stan to stan permanentnego odpoczynku mojego umysłu. To jest taka “maja”, “ułuda”, że “jestem, ale mnie nie ma”. Można wyjść z tego stanu w dowolnej chwili ponieważ jestem jakby w tym stanie połączony z jeszcze wyższą świadomością, która obejmuje cały ten proces tego stanu odpoczynku mojego umysłu[jakby czuwa] To jest w skrócie “bycie w niebycie”, taka “maja”, z której w trakcie jej opuszczania, następuje pewien rodzaj wzglądu, i telepatyczny przekaz że jest to stan “niebytu”, “Rozpłynięcie się w Boskim Nektarze”. Piszę o tym bo jest to stan nie do opisania przyjemny!!! Jestem jakby małym punkcikiem w nieskończonej przestrzeni, a zarazem cała nieskończoność jest mną, tym małym „punkcikiem”. Ula skąd to wiesz że na każdym poziomie swojego funkcjonowania istota podlega tym samym prawom? Z tego co czytam Twoja świadomość funkcjonuje na poziomie ciała atmanicznego[poziom idei]. Podczepiłaś się pod swoją, lub czyjąś idee, którą kwestionujesz jako niezachwianą prawdę. W poprzednim swoim tekście miałem na myśli to, że gdybyś nie reinkarnowała w swojej rodzinie – to Twoi rodzice, najbliżsi, przyjaciele, itd. – mając do czynienia z inna istotą, niż Ty- byliby w innej rzeczywistości. Stworzyłaby się inna historia. Np.gdyby Hitler nie reinkarnował w tej rodzinie w której się urodził, nie byłoby prawdopodobnie II wojny światowej, holokaustu.itd. Byłaby inna rzeczywistość, historia. Moim zdaniem jeśli tak było, to tak miało być a nie inaczej. Ani Ty, ja, ani Hitler, itd. nie wybrali sobie sami kolejnego wcielenia. Takie jest moje zdanie. O tym decyduje Bóg, kto gdzie ma się narodzić. Wolnej woli nie sposób jest przewidzieć. A wiele wydarzeń historycznych, oraz osób z nimi związanych, typu Napoleon, Hitler, itd.- była przepowiedziana przez wielu jasnowidzów 1000-ce lat przed pojawieniem się ich. Tu można dalej się zagłębiać. Jak jest naprawdę dowiemy się po opuszczeniu tego świata, albo już wiemy, tylko idąc do kolejnego wcielenia, zapominamy o tym, jak i o naszych poprzednich inkarnacjach. Wiem że nic nie wiem! „D”

  36. pcpcpc
    Maj 13, 2013 @ 21:41:29

    Pewna nie, raczej pewny 🙂 A skąd? Nie wiem czy jest sens pisać to tutaj ale jestem pewien tego na 100%.

    Skąd stwierdzenie, że starsze dusze wchodzą w związki później? Skąd pewność, że zawsze? Ja tego nie widzę, tylko nie rozumiem skąd to pragnienie miłości skoro to nie może się spełnić. Ja mam 2 teorie i jedną z nich jest to, że dusza wybrała sobie za ciężkie wcielenie lub mam taką karmę, że nie mogę mieć miłości. Druga teoria jest taka, że muszę pokonać w sobie to pragnienie. Tylko w ten sposób mogę doprowadzić do tego, że przestanę być nieszczęśliwy. Muszę chyba nauczyć się żyć w samotności i czerpać przyjemność z innych rzeczy. Na dzień dzisiejszy jednak nie potrafię tego osiągnąć. Zobaczymy, może się to zmieni.

  37. Darek
    Maj 13, 2013 @ 22:02:28

    Nie martw się! Ja to chyba podobnie wszystko odczuwam. Od dawna świat wali mi się pod nogami! Można powiedzieć wszystkie dziedziny życia stoją w powijakach. Przed chwilą przeczytałem o rytuałach oczyszczenia z krzywd których kiedyś dopuściliśmy się. Teraz mogę podziękować Andrzejowi, że wiem co mam robić, aby przynajmniej część tych wyrządzone krzywdy ponaprawiać. Jak będzie sposobna ku temu chwila, zacznę od tych które pamiętam z teraźniejszego wcielenia. Muszę także wybaczyć swojemu ojcu za to jak mnie traktował w dzieciństwie. Zwłaszcza że on o tym wie, że cierpię z tego powodu – i chociaż przyznawał się do popełnionych błędów, żałuje – to nie widzi z mojej strony aktu przebaczenia. Jemu się w życiu źle nie dzieje – za to mnie dusza trzyma, domagając się przebaczenia. Nie przepraszaj mnie Ula! Swego czasu i mój odbiór na tej witrynie był wyraźny. Trochę się schowałem, ale chyba zbyt za szybko zacząłem się wychylać. Od dłuższego czasu zauważyłem pewną niechęć do mnie, ze strony Andrzeja, i chyba nie tylko. Czasem mam wrażenie, że mogę być poważnie opętany. Jeśliby tak było, to czas wygonić te negatywne energie, tam skąd przybyły! Pozdrawiam Ciebie, Andrzeja, i Wszystkich forumowiczów.

  38. pcpcpc
    Maj 13, 2013 @ 23:09:27

    To nie jest takie proste bo ja właśnie chciałbym romantyczności oprócz spokoju i równowagi.

    „Predzej juz masz jakies nieuswiadomione wzorce, ktore moga wplywac na to, ze zamiast przyciagac plec przeciwna, w jakis sposob ja odciagasz ale to jest do nareperowania.”

    Ale rzecz w tym, że ja w jakiś sposób przyciągam płeć przeciwną tylko kobiety, które spotykam mi nie odpowiadają z różnych względów i nie widzę takiej możliwości żeby jakaś odpowiadała we wszystkim.

    „Nigdy nie przestaniesz byc nieszczesliwy, jak bedziesz ciagle nieakceptowal siebie takiego, jakim jestes. Tez sie z tym bilem dlugo i w koncu znudzilo mi sie.”

    Samego siebie akceptuję ale gorzej z akceptacją świata zewnętrznego. W tym tkwi też duży problem bo dawniej nie akceptowałem siebie i dużo lepiej mi się żyło. Nie było tych wszystkich pragnień bo i tak miałem wtedy przeczucie, że to ja jestem nieodpowiedni. A kiedy się okazało, że jest wiele dziewczyn, którym się podobam i potrafię się przy nich zachować w taki sposób jaki je pociąga to automatycznie pojawiło się to co jest teraz. Tak samo stwierdziłem, że mógłbym zarobić sporo pieniędzy ale nie mam zupełnie na to ochoty bo po co mi pieniądze skoro mam być sam? Jest jeszcze alternatywa bycia z kimkolwiek kto się trafi pod ręką. No i jednak nie wybieram tej opcji i mnie od tego odrzuca więc wynika z tego, że dusza rzeczywiście nie chce płytkich relacji.

  39. pcpcpc
    Maj 14, 2013 @ 01:38:14

    Jasne, że większość kandydatek odpada z naturalnego powodu jakim jest różnica wieku duszy. Gdyby to był jedyny problem to wystarczyłoby znaleźć osobę, która ma podobny wiek duszy do mojego. Ale dodatkowo dochodzi jeszcze jedno i to już może zabrzmieć przyziemnie ale tak nie jest bo ciało fizyczne też składa się na człowieka tak samo jak dusza. A problemem jest, że tak jak z odpowiednim dopasowaniem charakteru, wieku duszy i poglądów to tak samo jest z wyglądem. Bardzo mało dziewczyn mi się podoba w ogóle fizycznie. I to „podobanie” oddzielam od aspektu seksualnego bo tutaj już więcej kobiet pasuje ale bez zachwytu. Równie ciężko jest znaleźć taką dziewczynę, która będzie w moim typie jak i taką, która pasuje ze względu na duszę i charakter. A połączenie tych cech jest już po prostu niemożliwe od czysto matematycznej strony. Na tej planecie taka nie istnieje i stąd pewność, że nie mam szans na miłość i taki związek o jakim marzę. Więc wracamy do kwestii pogodzenia się z samotnością. Jak znaleźć motywację do robienia czegokolwiek skoro mam świadomość, że muszę być sam, a bardzo chciałbym miłości? No właśnie, to jest chyba zadanie na to wcielenie ale wydaje mi się na dzień dzisiejszy za trudne dodając do tego inne okoliczności takie jak ciężka choroba.

    „I chyba jest tak, ze romantycznos mylisz z proba bycia akceptowanym i kochanym przez druga osobe takim, jakim jestes i oczekujesz tego samego; stad problemy ze znalezieniem podobnej osoby do Ciebie.”

    Pisząc o romantyczności mam na myśli traktowanie się nawzajem jako kogoś wyjątkowego, na całe życie. Nie chcę pragmatycznego związku opartego na samej analizie i bez „chemii” jak i nie chcę związku opierającego się na samej „chemii”. Nie chcę traktować kobiety na zasadzie, że jak nie ta to będzie inna (podstawa myślenia samców alfa) i nie chcę żeby ona mnie tak traktowała.

  40. Darek
    Maj 14, 2013 @ 09:35:45

    Witam! Nie o to mi chodziło, co się dzieje podczas nowego wcielenia. Tylko odwrotnie. Co się dzieje zaraz po śmierci ciała fizycznego – że dusza opuszczając ciało łączy się ze swoim duchem. Ja miałem takie wrażenie podczas ostatniego oobe, że wszedłem świadomością w stan nieskończonej przestrzeni, a cała przestrzeń była białym przyjemnym światłem.

  41. Darek
    Maj 14, 2013 @ 14:02:47

    Zgoda! No i co chciałabyś ode mnie usłyszeć? Podejrzewam że pasiło by Ci coś w tym rodzaju. „Ula bardzo dziękuję za tak obszerną wypowiedź. Wiesz nigdy nie przyszło by mi to do głowy!” „D”

  42. pcpcpc
    Maj 14, 2013 @ 14:36:33

    Nie da rady. Czymkolwiek się zajmuję to te myśl i tak wracają. Wręcz właśnie to odbiera motywację do robienia czegokolwiek. Nawet od książek o rozwoju duchowym mnie odrzuca. Mam już przesyt tego wszystkiego.

  43. pcpcpc
    Maj 14, 2013 @ 18:51:20

    Ile czasu to u Ciebie trwało? Przeszło samo z siebie?

  44. pcpcpc
    Maj 14, 2013 @ 22:41:43

    Czli jednak Twój problem był inny niż mój. No nic, możliwe, że to jeden z tych problemów z gatunku nie do rozwiązania.

  45. SwiatDucha
    Maj 15, 2013 @ 00:06:39

    „jedyną metodą pozbycia się ataków jest zlikwidowanie własnych obciążeń”
    Nie wiem, czy jedyną, pewnie nie jedyną, ale za to wydaje się, że pewną.
    Chyba jest ileś metod manipulatywnych, obronnych bądź magicznych na to, ale myślę, że skutkują na krótszy lub dłuższy czas, nie są to rozwiązania końcowe. Magia działa, manipulacje działają, natomiast nie całkowicie, nie tak wspaniale, jak się mówi, i jednak obciążają.

    Ja też pracowałem nad wejściem, nad uświadomieniem Duszy, że przyciąga i że prowokuje. Obnażyłem cały system jej „walki ze złem” i pokazałem co to tak naprawdę dało: bardzo niewiele dobrego i bardzo dużo złego.

    Jak to odpuściła, to już jest naprawdę z kr. sprawa znikoma. Jeszcze mówię do Duszy: powiedz „cześć” PSC [czyli kr]. I gdy mówię w umyśle [w Duszy] „cześć krokodylu!”, kr. czuje się uszanowany a ja sobie idę [razem z Duszą] swoją drogą. Oczywiście iluś innym Duszom tak samo mówię „cześć!”, niemniej kr. bardzo wierzgają, jak są pomijane. Dusze nie pomijają siebie, więc jak osobowość nie chce dostrzegać kr [co oznacza w języku Duszy pominięcie], to ten się burzy. Ot, taki gościu z niską samooceną. Niemniej jego niska samoocena nie zwalnia mnie od okazywania mu szacunku.

    „Ale właśnie od niedawna zaczęłam jakby wyraźnie więcej takich osób osób z wejściami ściągać.”
    tu warto sobie ową komplementarność, kompatybilność obciążeń przypomnieć – najpewniej Dusza teraz stoi przy temacie bycia ofiarą osób z wejściem. [mam to samo, odczuwam zmniejszenie aktywności, Dusza wierzga bo czuje się zatruwana] No i po prostu może sobie to przybliżać, abyś ty, jako Świadoma Jaźń mogła podjąć odpowiednie decyzje co do relacji z osobami z wejściami. Dusza nie decyduje, ona tylko pokazuje, że jest temat. A jaką metodę, jaką strategię postępowania przyjmiesz, to tylko zależy od ciebie.

    Na pytania o linie Ł. nie mam odpowiedzi, nie wiem.

  46. SwiatDucha
    Maj 15, 2013 @ 21:41:02

    Darek, fajna historia, takie osobiste opowieści są najlepsze. Nie wiedza bowiem pociąga, a przykład.

  47. pcpcpc
    Maj 15, 2013 @ 21:48:42

    Masz rację i wiem, że tak trzeba. Tylko jak to zrobić? Nie mogę się na tym nie skupiać bo jednak myśli pojawiają się same w głowie…

  48. Darek
    Maj 16, 2013 @ 16:12:52

    Cześć Tristen! Dzięki za post! Przychylam się do tego co napisałeś! Wczoraj pisząc ten długi post – pomyślałem sobie – że może go wyrzucę jednak do kosza. Miałem wątpliwości czy i jak zostanie odebrany? Ale jednak postanowiłem go opublikować, ze względu na ilość włożonej w to energii i czasu. Bałem się że ta kobieta, mogłaby być źle zrozumiana – jako zwykła wróżbiarka, żerująca na ludzkiej naiwności. Po to tylko, by wyciągać od kogoś parę groszy. Co prawda, zawsze dostała ode mnie jakiś grosz na barszcz z krokietem, czy herbatę -ale to były naprawdę groszowe sprawy. Po przełożeniu przeze mnie dowolnej ilości kart z talii- dopiero miała wizję jakiegoś rozdziału z mojej przeszłości, jak i przyszłości. Kiedy chciałem w danym dniu, jeszcze więcej wiedzieć – mówiła że do następnej wizji, musi minąć pewien okres czasu – bo jest „blokada” z Góry. Bóg nie pozwala[brak wizji]. To samo dotyczyło dłoni. Mamie dużo wydarzeń przepowiedziała bardziej chronologicznie w większych szczegółach, ponieważ bardzo się lubiły, miały częstszy kontakt z sobą. Mama po jakimś czasie nie chciała już nic wiedzieć, bo wszystko jej się sprawdzało – a nie zawsze, wydarzenia które się sprawdzały, należały do optymistycznych. Np.było tak – że mama dostała dobrą pracę, a babcia powiedziała jej, że tylko 2 miesiące będzie tam pracować. No i po 2 miesiącach mamę przenieśli na inne stanowisko, w innej części miasta – co się zbiegało z gorszym dojazdem. Jak się spotkały – to babcia przypomniała mamie jak jej o tym mówiła. Mama na to – faktycznie, znowu miałaś babciu rację! Babcia – a nie mówiłam Ci! Natomiast babci córka nie miała już tego daru jasnowidzenia. Treść postu Uli na spokojnie przeanalizuję. Na razie jestem trochę zmęczony. Muszę odpocząć. — Chciałem również podziękować Tobie Andrzeju za miłe słowa. Cieszę się! Że moja opowieść spodobała Ci się. Bardzo doceniam Twoją wiedzę Andrzeju, i nieraz sobie myślę – ile Ty musisz się natrudzić aby o tym wszystkim pisać- oraz wyciągać z tej wiedzy różne wnioski ze swoich na ten temat przemyśleń. Dodatkowo jeszcze odpisywać na posty. Gratuluję Wytrwałości! Pozdrawiam!

  49. amanda
    Maj 22, 2013 @ 11:38:51

    „NIE KARMIĆ KROKODYLI.”.. – he he dobre 😉

  50. Aneta
    Wrz 19, 2014 @ 22:22:23

    Przeczytałam. Zaczęłam właśnie od tego linku; ten pierwszy, który Pan mi podał, zostawiam na później – tez przeczytam.

    Oj, Panie Andrzeju, Panie Andrzeju :-), dzieki Panu coraz więcej się dowiaduję i rozumiem siebie.
    Teraz już wiem, dlaczego od wielu lat nie interesuje mnie świat materialny i wszystko to co on oferuje. We wszystkim widzę brak sensu, taką marność. Przez lata czułam się przez to zagubiona. Kłóciłam sie sama ze sobą – bo z jednej strony mój umysł mi podpowiadał, ze świat materialny jest ważny, a z drugiej strony moje serce wskazywało mi świat duchowy.
    Nie rozumiałam dlaczego tak bardzo różnię się od wszyskich ludzi, nawet od swojej rodziny. Oni mnie nie rozumieją i ciagle chcą mnie ‚zakotwiczyć’ w świecie materialnym, twierdząc, ze ‚marnuje’ sobie życie, że jestem inna od wszystkich ludzi, że zajmuję się ‚głupotami’ (rozwojem duchowym). A mnie „ciągnie’ do osiągniecia nawyższej transcendencji. I nie jest to pomysł mego umysłu, tylko mego wnętrza. Kiedy realizuję się w tym zakresie, to odczuwam spokój, radość, spełnienie. Nigdy nie mogłam tego znaleźć w niczym materialnym.

    Pozdrawiam miło.

  51. SwiatDucha
    Wrz 20, 2014 @ 19:37:16

    Dla osoby przebudzonej duchowo, która poszukuje, takie „zakotwiczanie materialne” może być wręcz bolesne.

    Sprawa podobieństwa Ducha i Świadomej Jaźni jest mi znana. I uważam, że to jest zupełnie uzasadnione.
    Duch jest istotą, która wydzieliła się niegdyś z Boga i zeszła w inkarnacje.
    Natomiast Świadome Ja jest jakby „uświadomionym” Duchem, Duchem, który ma na tyle świadomości, że wie czym/kim jest.
    I generalnie to mu wystarcza, zwłaszcza jeśli to dotyczy osób o starszych Duszach, które już ileś doświadczeń przeżyły i Dusza już nie ciągnie tak do kolejnych przeżyć.

    Same wibracje ze świata Ducha są na tyle pociągające dla Świadomego Ja, że na nich się potrafi koncentrować. Dlatego też tak pociągający jest wówczas kontakt z Wyższymi Jaźniami, Przewodnikami Duchowymi, z Bogiem.

    „Kiedys czytałam w jakieś książce o Kahunach? (ale nie jestem pewna czy na pewno tam), że Świadome Ja ewoluuje do WJ” Tak, to Max Freedom Long pisze o Hunie i o tych przekonaniach Kahunów o ewolucji jaźni. W rozumieniu czasowym tak to jest, że mamy możliwość ewoluować i dzięki temu osiągać „wyższe” poziomy.

    Wygląda na to, że obszar świata, gdzie obowiązuje czas mocno ułatwia ewolucję, zmiany, przemiany, doświadczenia. A przez to ułatwia także uruchomienie się świadomości indywidualnej [którą zwę Świadomym Ja].

    Taki powrót Świadomego Ja do sfer boskości można nazwać zamknięciem koła Bożego Planu, bo wydaje się, że po to Bóg się rozczłonkował, aby doświadczyć siebie [„Rozmowy z Bogiem”, „Kurs Cudów”], a potem dzięki temu nabyć świadomości i powrócić do siebie już z ową samoświadomością.

  52. Aneta
    Wrz 21, 2014 @ 17:03:24

    Dziekuję za te wyjasnienia :-). Dużo mi Pan pomaga.
    „Taki powrót Świadomego Ja do sfer boskości można nazwać zamknięciem koła Bożego Planu, bo wydaje się, że po to Bóg się rozczłonkował, aby doświadczyć siebie [„Rozmowy z Bogiem”, „Kurs Cudów”], a potem dzięki temu nabyć świadomości i powrócić do siebie już z ową samoświadomością.”

    Ja też mam takie przeświadczenie. Czuję to intuicyjnie.

    Mam też odczucia intuicyjne, że moja dusza nie jest pochodzenia ziemskiego, że wcześniej nabierała doświadczeń zupełnie gdzie indziej. Gdzie? Nie wiem.
    To by wyjaśniało wiel rzeczy, miedzy innymi: dziwną obcość do wszystkiego odczuwaną od dziecka, problemy z ‚zaklimatyzowaniem’ się tu na Ziemi, niewyjaśnioną tęsknotę do wyższych cywlizacji, te i inne problemy…

    Pozdrawiam miło.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: