Prawda i Twórczość


„I oto są właśnie ci, którzy prezentują Ci swoją prawdę.
I każdy ma prawo do ustalania swojej preferencji.”

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”

Jest to jeden z bardzo znanych cytatów dotyczących prawdy. I jest to cytat, któremu przypisuje się wielkie znaczenie, wielką mądrość. Czy jednak istotnie w nim jest ten potencjał, który może dać nam wyzwolenie? Jak to wyzwolenie może być osiągnięte? Tych pytań zwykle ludzie sobie nie zadają, a odpowiedzi dla mnie nie są już tak oczywiste, jak dla wyznawców Jezusa. W moim odbiorze np. jego słowa mogą być przekręcone albo niewłaściwie interpretowane. Nie mówiąc o tym, że mógł Jezus nie mieć racji, co jest już zupełną herezją dla dużej części wierzących!

Jak dla mnie to nie prawda wyzwala, a zobaczenie czym jest prawda na różnych poziomach i dla różnych osób. I że może być jednocześnie dwie „prawdy” różne dla dwóch różnych osób.

Na różne sposoby już próbowano wyjaśniać te słowa Jezusa o prawdzie. Kluczem tu jest „prawda”, która ma zdolność wyzwolenia. Ludzie udręczeni chcieliby doznać ulgi, mają więc nadzieję na poznanie takiej uwalniającej prawdy.

A im ktoś bardziej udręczony, tym bardziej chwyta się przysłowiowej brzytwy. „Jak będę znał prawdę, to wreszcie doznam ulgi!!”

Sięga nie patrząc na to, czy to jest belka, która mu uratuje życie, czy też jest to brzytwa, o którą jeszcze się mocno dodatkowo skaleczy. A więc – uwaga! Warto się przypatrzyć takim prawdom, które wydają się być wyzwalające.

Osobiście sądzę, że mamy możliwości weryfikacji prawd, o ile się posługujemy logiką oraz mamy połączenie z własną Wyższą Jaźnią [Aniołem Opiekuńczym jak kto woli]. Jednakże najpierw warto się zorientować gdzie jest prawda bezwzględna, a gdzie już tylko względna, dla każdego człowieka osobista.

Na niższych poziomach, na poziomie fizycznym mamy konkrety: trawa jest zielona.
(nie toczymy tu bojów o to co oznacza „trawa” czy słowo „zielony” jak niektórzy pacjenci robią ukrywając pod tym pozorem ogromną wściekłość, którą zakazano im wyrażać w sposób prosty, np. pięściami – bo to niekulturalne..)

Na wyższych poziomach bytu, gdzie są emocje, myśli, idee, już takiej weryfkiacji jednoznaczności czy też prawdziwości danej „prawdy” nie da się zrobić.
Nie da się np. udowodnić bezwzględnie prawdy jakiejś idei – ot, idea jest czymś, co się bierze dla siebie. Idea może być wdrożona częściowo w życie, i tylko na tyle można mówić o jakiejś jej „prawdziwości”.

Ważne jest, że każdy człowiek wręcz może ustalić sobie swoją prawdę. Np. mieć swoje emocje w odpowiedzi na dane doświadczenie, które przeżył. Może mieć swoje myśli związane z danym obrazem, inne niż ktoś. Może mieć inną ideę rozwiązania jakiegoś problemu. I to jest jego świat, jego prawdy. Jeszcze wyżej, pokażemy, że nie tylko bierze coś dla siebie co uznaje za prawdę.

Ale nawet jest twórcą tego, co jest dla niego prawdą.

Jezus a prawda

Można by się zastanawiać, czy mówiąc o prawdzie Jezus nie miał na myśli realności, pełni złożoności faktów, procesów życiowych, co nazywane jest przez chińskich filozofów Tao.

Jezus mówi: „poznacie”. Czyli jeszcze nie znacie. Zwłaszcza, jeśli owo cudowne uwolnienie jeszcze nie nastąpiło.

Warto sobie ustalić jakieś definicje. Jeśli coś się wydarza, jest to fakt.

Jak to mówią: „z faktami się nie dyskutuje”.

Dobrze, gdy fakt jest widoczny dla wielu osób, ale są fakty [np. uczuciowe, odczuciowe], które są dostępne w postrzeganiu dla wybranych, którzy akurat mają wrażliwość, percepcję na nie. Podobnie coś może być faktem dla fizyka kwantowego, podczas gdy „ktoś z ulicy” nawet nie wie, że jakieś cząstki elementarne istnieją i że coś się z nimi dzieje.

Tu pokazuje się, że niektóre fakty nie muszą być dla jakichś osób „faktami”, bo są uważane za wymysł. Ja jednak biorę szeroki nawias i przyjmuję, że nie będę ograniczał kogoś w przeżywaniu, jeśli coś przeżywa, to dla niego jest to faktem przeżyciowym.

A jak rozgraniczyć fakt od prawdy. „Prawda” to zwykle coś, co przeszło przez umysł i zostało zweryfikowane i przyjęte. Tak ludzie robią, gromadząc swoje prawdy.

W takim znaczeniu jeśli weźmiemy słowo Prawda, to słowa Jezusa „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli” wyglądają dosyć mocno doktrynalnie, bądź arbitralnie. Może to nie o prawdę chodziło Jezusowi, a może o najszerszą prawdę, o wszystko, co się wydarza? Bo tak wydaje się doszedł do Oświecenia Budda – poznał szeroką wizję tego, co się wydarza i to go uwolniło.

Będziemy dochodzić do zauważenia, że :

Na niższych poziomach bytu mamy prawdy,

na wyższych mamy twórczość, tam prawd jako takich nie znajdziemy.

..

Oceniam, ale ci nie powiem!

Fakt nie musi być potwierdzany umysłowo, ponieważ jest to wydarzenie. Ludzie dlatego tak sprzeczają się o „prawdę”, ponieważ mają różne umysły, różne sposoby myślenia, różne punkty widzenia. I sprzeczają się tak naprawdę o to, czyja „prawda” jest prawdziwsza, czyje „moje” jest mojsze 😉

Gdy zrobimy przegląd owych punktów widzenia, stanie się jasne, jak bardzo ludzie różnią się od siebie punktem widzenia! I jak bardzo słabo niekiedy chcieliby się do tego przyznawać.

Bo też brak zrozumienia, negatywna ocena też są bardzo źle oceniane! [powiedzenie „uważam, że robisz duży błąd” zwykle napotyka na mur niechęci – „czemu ja w ogóle z tym kimś rozmawiam, jak on/a mi takie przykre oceny opowiada??”]

Czyli przychodzi wewnętrzna sprzeczność:

1. różnię się od innych punktem widzenia i uważam, że mój jest słuszny [to mówi ego]

2. nie powiem tego innym, bo źle by na mnie spoglądali, a nie chcę być odrzucony, chcę być dobrze oceniany, więc zataję moją postawę.

O, wiele osób widziałem, jak taką mieli postawę!  A im ktoś mniej umiejętny w relacjach, prostszy w swojej psychice, to tym bardziej skryty i większe powyższe napięcie. Nie powie, że się nie zgadza, ale porami skóry wychodzi z niego, ze bardzo się nie zgadza! Znam jednego człowieka, który w tym przoduje. Ma on silne wzorce oceniania otoczenia, to wiem z dosyć częstych rozmów z nim. Czasami potrafił bardzo silnie wyrazić swoje niezadowolenie z kogoś, ale nie sądzę, żeby tamtemu to powiedział w oczy. Natomiast ten mój oceniający znajomy bardzo się z tym męczył i męczy, tak mocno, że aż mu wykrzywia twarz w towarzystwie – robi dziwne miny, tak jakby go zęby bolały. Krzywi się, tak, że trudno czasami zrozumieć o co mu chodzi – ale przecież zachowuje się w towarzystwie poprawnie! To mu wystarcza w jego poprawności politycznej.

Wyobrażamy sobie, że za tymi grymasami i wykrzywieniem twarzy stoi jakaś emocja, uczucie, coś żywego – to widać. Natomiast oczekując że coś się dowiemy, o co chodzi, co „autor” wykrzywionej twarzy miał na myśli, możemy tak czekać godzinami i .. nic nam o tym nie powie. Nie, zaprzeczał wielokrotnie, jak mu na to wskazywałem – przecież nic się nie dzieje!, o co mi chodzi,- mówił.

Osoba bardziej zaawansowana wewnętrznie potrafi zaś widzieć, że z czymś się nie zgadza i będzie to mówić. Na początku może to być lekkie zaprzeczanie. Takie osoby są niezgodne, mocniej nastawione są buntownicze, a czasami wręcz agresywne. Może myślą, że tą agresywnością zmienią otoczenie?
Niestety, nawet jeśli taki ktoś ma życzliwość to jest ona często nieużywana i w dobrym stanie sobie siedzi w kątku. A w relacjach z taką osobą spotykam się z niechęcią wobec mnie, z chęcią zmieniania mnie tak, jakby tamta osoba, że powinienem się zachowywać, wyglądać itp.

I ostatni typ ludzi, ci mają życzliwość dla innych. Którzy nie wywierają presji na mnie, gdy się z nimi spotykam. Rozmowy z takimi ludźmi należą do przyjemności. I nic dziwnego, że chcę takie doświadczenia powtarzać.

Prawda jako wartość mojego działania

Ludzie często mają słabo wykształconą potrzebę zrozumienia drugiej osoby i akceptacji czyjegoś punktu widzenia.

Bo przecież każdy, na swój sposób chce chronić swoje „małe ja”, swoje ego, które zapewnia mu poczucie i osobności i wspiera tą osobę na codzień w postawie, że te jego / jej „zmagania z codziennością” są jednak coś warte.

Bo bez poczucia wartości własnych działań przestaliby w ogóle coś robić – bo po co?
Ego także pod tym względem jest bardzo dla człowieka cenne, wzmacnia bowiem słuszność własnej postawy, daje poczucie wartości działań. Postawa ego jest więc „prawdę tworząca”.
W co się zaangażuję, to musi być prawdziwe!
Bo? Bo tyle siły wydatkowałem/am aby to robić!
(Chyba widzicie bez kłopotu błąd tu tkwiący).

Tu ukrywa się kolejne znaczenie słowa „prawda”. Prawda dla danego człowieka może to być sens własnych działań oparty na tym, co uważa za wartościowe na dzień dzisiejszy. No a porównywanie takich prawd pomiędzy ludźmi naprawdę od samego początku skazane jest na niepowodzenie, ponieważ jak wiele jest ludzi, tak wiele jest postaw. A u Polaków to szczególnie – gdzie trzech Polaków, tam cztery postawy, przekonania…  😉

..

Czy istotnie „poznanie wyzwoli?”

Czy udręczeni ludzie chcą zamienić swoją postawę, swoją udręczoną prawdę na coś innego? Niekoniecznie.Tak więc samo „poznanie” nie jest wystarczające do zmiany.

Powtarzam takie zdanie: do prawdziwych zmian potrzeba prawdziwych przyczyn. Zobacz na swoje życie: jeśli nie zmieniło się wystarczająco, to oznacza, że nie zaszły prawdziwe przyczyny. Prawda w takim rozumieniu, ma być prawdziwym zaczynem. Ale.. czy ktoś przejdzie przemianę, to nie zależy od prawdy, tylko od niego samego, bowiem czasami trzeba się mocno napracować nad sobą, aby przeżyć przemianę..

Wniosek: prawdziwy rozwój duchowy, podążanie po ścieżce duchowej równoznaczne jest z prawdziwą zmianą postaw, punktów odniesienia, punktów widzenia, punktu zboru [jak to określał Castaneda].

Zmianą prawdziwą,

a nie wymyśloną [„przypuśćmy, że właśnie zachodzi zmiana”],

deklarowaną [„już się zmieniam!” mimo, iż nic się tak naprawdę nie zmienia.],

fantazjowaną [„czy nie widzisz, że właśnie rozmawiasz z innym człowiekiem niż wczoraj?!”],

wyśnioną [„o jak dobrze by było, jakbym się zmieniła!”]

Jak widać powyżej: Ludzie bardzo często próbują manipulować OBECNYM swoim światopoglądem, aby uzyskać jakieś spektakularne zmiany.

Niestety, obecnych przekonań nie dotyczą słowa „poznacie” prawdę. „Poznacie” można rozumieć przeżyciowo: coś przeżyjesz, a to cię zmieni.

W tym tekście spróbuję pokazać, że owe prawdziwe przyczyny mogą przychodzić do nas „z góry”, stamtąd, gdzie Bóg w Starym Testamencie mówił: „myśli Moje to nie myśli wasze”. Nie to, że nie poznacie ich, ale na chwilę obecną nie macie tak wzniosłych myśli.

Oczywiście nie mówię, że to moje myśli niosą ową upragnioną zmianę. Wyciągam palec w kierunku Wyższej Jaźni i mówię „tam”!

Pierwsza część tekstu jest trochę przykra, ponieważ mówi o kłamstwie. Przepraszam za zaniżoną wibrację, ale czasami lepiej się otrząsnąć i nie być naiwnym/ą, aby móc skierować się już swobodnie w stronę czystego, jasnego światła przekazu informacji najwyższej jakości.

Prosta prawda, .. jest zbyt prosta.

Wiele razy słyszałem przekonanie jak poniżej:

„Prawda jest obiektywna, nie leży pośrodku,
a tym bardziej nie jest rozprzestrzenniona.
Jest jedna, konkretna, ustalona!”

Przekonanie to, jest piękne w swojej idei. Świat idei [atmaniczny] opisywał Platon. Mówił, że można podać ideę jakiejś rzeczy, np. stołu. Nie wiem, czy powiedział, że można podać ideę czegoś, co .. hmm.. nie istnieje. A przynajmniej nie zaistnieje w sposób poprawny, zgodny z realiami, w których nam przyszło żyć.

A można takie idee podać. Przykładem mogą być obrazki przedstawiające obiekty, które w realnym świecie nie zaistnieją, jak np. schody, którymi ludzie idą wokoło, ale ciągle pod górę. Można je narysować jako wyrażenie idei, ale wykonanie ich w takiej formie jest niemożliwe. Idea jest, natomiast wprowadzić w życie jej się nie da.

Podobnie w słowach można zawrzeć coś, co nie zgadza się z realiami. A dokładniej – zgadza się ze zredukowanym postrzeganiem świata, postrzeganiem niepełnym, „będącym w drodze”. Wyobrażasz sobie pewnie, co daje postępowanie za taką „prawdą”.. Przychodzi porażka spowodowana niepoprawnym pojmowaniem realiów.
Ludzie lubują się w tradycjach! A dokładnie ich Dusze w tym celują. Nie mając wiele do stracenia [jako że są nieśmiertelne]. Dusze nie mają refleksji i potrafią całe stulecia „lecieć” na jakiejś idei nie sprawdzając jej [np. idea chrześcijańska przy podboju Ameryki Środkowej], nie zadając sobie pytania, czy to istotnie jest zgodne z dobrem większym. Dusze niestety mają ograniczone możliwości na wyższych poziomach intelektualnych, działają na rzecz swoich pragnień. A to często nie ma długich nóg.

Ileż ja to widziałem osób, które np. postępowały raniąco wobec innych tylko z powodu zachowywania tradycji! Jest to przykład na niedostosowanie prawdy do realiów. No chyba, że ktoś chce ranić innych. Jednak w tradycjach podstawą etyczną zwykle jest „dobro”. Jeśli jest jednak to dobro plemienne, to wobec pojedynczego człowieka może być nieprzyjemne.

Jedna Prawda

Ogólnie mówiąc [jak zorganizowanych jest świat]: z wyższych poziomów subtelnych energie transformują się na niższe i próbują się zmaterializować. Podobnie i ta atmaniczna idea o jedynej prawdzie, próbuje się wcielać w nasze życie. I co ciekawe znajduje wiele poklasku. U kogo? – warto zapytać.

Ano u tych osób, które potrzebują sobie wesprzeć swój pogląd, swoje spojrzenie na świat taką myślą. Problem w tym, że idea jedynej prawdy jest szczytna, bardzo szczytna, w świecie jedności jest prawdziwa, jest faktem.  Natomiast po zejściu do świata wielości? Nie zostaje z niej wiele. Tak jak śnieg w maju – zaraz go nie będzie. Idea jednej prawdy w świecie ogromnej wielości jest piękną inspiracją. Jednak wiele osób, które nie mają oglądu wielu poziomów bytu próbują tutaj gdzie są zastosować ją z uporem maniaka.

Ale za to jest prosto: jedna prawda, konkretna, ustalona. I często: „nasza”. Dla takich ludzi prawda ma tą cechę, że jest „nasza”, że to oni ją dobrze pojmują. Bo przecież jeżeli oni ją pojmują, to .. to właśnie jest prawda, nie? Cokolwiek kto inny myśli, jeśli nie jest z nimi zgodne, to się myli, bo im się objawiła, oni zrozumieli, więc oni mają rację.

Osoby te, zwykle mają „płaską” wizję świata, czyli „to co widzę, to istnieje, to, czego nie widzę, to nie istnieje”. Bardzo ładnie wpasowują się w „płaskie”, jednorodne myślenie, w którym nie ma zbytnio przestrzeni duchowej, a także sprawy emocjonalne są traktowane po macoszemu, ponieważ .. ledwie istnieją. „Płaska”, jednowymiarowa prawda będzie ich prawdą.

Przykład: niewidzenie emocji

Emocji nie widać przecież, no chyba, że się kobieta zdenerwuje i rzuca garnkami. U mężczyzny nie ma emocji, bo on nie rzuca garnkami. Chyba, że jest damskim bokserem, ale to nie mężczyzna, tylko cham – a więc mężczyźni nie mają takich uczuć jak kobiety. Takie rozumowanie może kogoś przekonywać. A przynajmniej tak się wydaje patrząc na ludzi, dla których emocje, uczucie, wnętrze człowieka jest bardzo marginalne – liczą się twarde, namacalne fakty. Jak w katastrofach – Casy i smoleńskiej, gdzie udowadniano, że nie było żadnych presji na załogę, mimo, iż za ich plecami siedzieli ich najwyźsi przełożeni mający konkretne plany i konkretną władzę nad pilotami. Nic się przecież nie stało – tak jest powiedziane – żądnej presji, bo nie ma materialnych śladów, więc nic się nie stało.

Oj, wiele osób ukrywa dla swojego bezpieczeństwa świat niewidzialny, wiele. Światów niewidzialnych jest wiele poziomów, natomiast łatwo poddają się „niewidzeniu”. Ktoś podaje, że tylko to, co widać, to jest fakt, jedyna prawda. Przez to zwykli ludzie są oszukiwani masowo. Ludzie z linii ewolucyjnej najczęściej dodatkowo nie mają intuicji, że jest inaczej, przez co ich pomieszanie jest o wiele większe niż tych, którzy mają wgląd odczuciowy i czują, że „coś nie halo”.

Czyli jak postępują manipulanci? Trzeba ustalić prostą prawdę, taką do postrzeżenia przez tłumy – i się jej trzymać. A wszystko później pójdzie dobrze – masy nas poprą.

Proste jak 2*2 jest 4. Tak uczą w szkołach. Zresztą cała nauka wyższa jest w obecnej dobie poddana prymatowi redukcjonizmu – badacze badają tylko szkiełkiem i okiem. Jeśli coś wychodzi poza to, prawdę mówią – nie mają kompetencji [ani chęci] aby to badać.

I co się dziwić, że wszelakie poszukiwania a to emocji, a to zrozumienia dla ofiar przemocy napotyka na tak duży opór społeczny. Ludzie w swojej masie są w większości pochodzenia ewolucyjnego i nie będą dochodzić do jakichś tam złożoności. To im przypadają do gustu argumenty, że tylko to, co widać istnieje. Podobnie fantazja o „jedynej prawdzie” jakże jest miła, taka prosta, zrozumiała.
Tak też ustawiona jest i kultura, zwłaszcza popularna, która coraz mocniej wypływa z mediów, coraz mniej jest kultury elitarnej, w której dominowały osoby spoza linii ewolucyjnej.

Prostota ewolucyjna

Dzisiaj nurt ewolucyjny jest na tyle silny, że zarówno niemal każdy posiada symbole sukcesu [np. samochód], jak i każdy, z pomocą idei demokratycznej, czuje się równy innym. Nie zważa się na obszar duchowy, gdzie okazuje się, że ludzie nie są tak bardzo do siebie podobni. Ale dokładniejsze spojrzenie powoduje dokładniejsze odkrycia.

Stwierdzenie „wszyscy są równi” jest – albo bardzo prymitwyne, albo bardzo wzniosłe. W warunkach codzienności zwykle okazuje się to pierwsze. Dopiero rozwój duchowy daje prawdziwe możliwości, aby uruchomić to drugie, postawę realizacji prawdziwie wzniosłej jedynej prawdy.

Dojdziemy do tego, co to za prawda. Jest to „metaprawda”, czyli jak zobaczymy, obejmuje inne prawdy.

Ludzie różnią się pochodzeniem duszy, wiekiem duszy, ilością dojrzałych ciał subtelnych. To większości osób z linii ewolucyjnej zupełnie nie obchodzi, stąd taka „płaska” koncepcja prawdy. Będą ją dopóty trenować, dopóki nie zajdzie potrzeba wglądu w złożoność bytu przejawionego w ciałach duchowych, niewidzialnych. Póki co nie zachodzi taka potrzeba.

Duchowość u osób z linii ewolucyjnej najczęściej się zamyka w „wierzeniu” w prawdy im objawione przez odpowiednio namaszczonych. Wierzenie to nie opiera się na osobistym doświadczeniu, nie na przeżyciach, nie na odczuciach [możecie to sprawdzić w kanonach katolickich]. O nie! Nie masz odczuwać, masz wierzyć. Możesz sobie przeżywać coś co wynika z tego wierzenia, np. święta możesz przeżywać hucznie bądź w zadumie. Ale tylko tak, a nie odwrotnie. Nie, wiara nie ma wynikać z przeżyć.

Na takie jazdy osobiste pozwala się jedynie nielicznym, odpowiednio przystosowanym. Przykładem może być siostra Faustyna, która bardzo mocno przeżywała COŚ, co dopiero później okazało się zgodne z ustaleniami odgórnymi, a więc zostało zatwierdzone. Iks takich „objawień prywatnych” nie jest zatwierdzanych, ponieważ nie pasuje do obowiązującego nurtu. To zrozumiałe, wahadło [organizacja] broni swojej pozycji. Co to by było, gdyby nagle miliony zaczęły „coś przeżywać”. A kto miałby to tłumaczyć, kto miałby to ogarniać? Przecież rozpełzłoby się towarzystwo jak młode zaskrońce po trawie.

Osoby spoza linii ewolucyjnej, zwykle mają osobiste doświadczenia emocjonalne, uczuciowe, duchowe na tyle intensywne, że nie potrafią się odnaleźć w świecie skodyfikowanym pod inny typ człowieka. Mają takiego pecha, że ani nikt ich nie rozumie, ani nie chce zrozumieć.

przykład:
„Czasem mam takie myśli, że może lepiej by było myśleć tak jak większość i razem z nimi się mylić. Nie potępiam tego, że inni myślą inaczej tylko chciałbym otaczać się ludźmi, którzy myślą tak jak ja.”

Oczywistym jest, że chcielibyśmy dobrze prosperować. Natomiast powiedzmy sobie szczerze, my, którym otworzyła się samoświadomość, którym się uruchomiło Świadome Ja znajdujemy się na marginesie. Może nie tym od popełniania przestępstw, ale poczucie oddzielenia, wyalienowania można porównać do kogoś, kto wychodzi z więzienia – nie wie jak się zachowywać, gdzie się zaczepić, gdzie mieszkać, czy ktoś go weźmie do pracy jeśli ten zechce pozostać sobą? Czyż nie podobne odczucia?

Dodatkowo, mając o wiele obszerniejsze przeżywanie PROJEKTUJEMY ową osobistą wizję, owo osobiste wewnętrzne postrzeżenie na innych ludzi. Chcemy ich widzieć takimi, jacy sami jesteśmy.

Tak jak patrząc na psa można powiedzieć: „a co on myśli?” A pies nie myśli, proszę pani. Odczuwa, macha ogonem, ale nie myśli. To pani myśli i wyobraża sobie, że pies jest w tym do pani podobny… Owszem, przeżywa, nawet ma przyzwyczajenia, emocje, więcej – uczucia!, może kochać, ale nie myśli. Ale pani uważa, że myśli, bo sama myśli i nie wyobraża sobie, że jej pies jest pod tym  względem różny od niej.

I tyle, podobnie jak i ryba nie myśli. Nie chodzi o to, że nie szanujemy ryby, „zabraniając jej myślenia”.
Odwrotnie, przypisujemy jej cechę, której nie posiada – myślenie.

[Tutaj celowo pomijam zwierzęta, które mają zaczątki aktywności myślowej, np. z powodu przebywania z człowiekiem. Dusza ludzka chce współpracować z psem i zaczyna się tresura, wychowanie, zaczyna się wychodzenie z przeżywania jedynie emocjonalnego ku uruchomieniu ciała mentalnego – wzorców, kodów zachowań.]

Komplikacja pozaewolucyjna

Podobnie jak ta pani wobec psa, ludzie z Duszą spoza linii ewolucyjnej, często przygnieceni obszernością osobistych przeżyć, nawet nie wyobrażają sobie jak można NIE przeżywać podobnej intensywności wewnętrznej jak oni.

Zwykle mówi się „wyobraź sobie, że…”
A tu mówię: „wyobraź sobie, że właśnie nie  [coś]” Trudniej sobie wyobrazić brak czegoś.
Że można żyć bez takich obszernych wywodów duchowych [nie mówię o buddialnej zawartości umysłowej, o setnym opisie ziemskiej treści, która zwykle jest bardzo obszerna].

Ludzie często mielą obszernie ziemskie doznania na poziomie buddialnym: „czy emerytury będą wystarczająco wysokie?”, „czy szef wreszcie przestanie opierać się przed tym nowym tematem?”

To są tematy buddialne ziemskie. Ale wyobraź sobie że człowiek mający takie myśli, nie ma w ciągu dnia ANI JEDNEJ myśli duchowej? Niemożliwe? Możliwe.

Wręcz można powiedzieć, żę większość osób tak właśnie „skąpo”, „płasko” żyje. Owszem, intensywność ich emocji, doświadczeń może być duża, nie przeczę. Ale głębokość już taka nie jest. Ich świadomość, samoświadomość także nie bryluje – jest w powijakach. [odpowiada to wszystko rozwojowi niewielu ciał subtelnych].

Jeśli czujesz swoją głębię, najprawdopodobniej twoja Dusza nie pochodzi z linii ewolucyjnej. Możesz mieć kłopoty w życiu z tego tylko powodu, kim jesteś [czyli nie ma co się oskarżać o niedostosowanie]. Natomiast masz coś, czego wielu, wielu nie ma i szybko mieć nie będzie.

Bóg jest prawdą

Poszukiwanie jednej jedynej prawdy, niezmiennej jest przebłyskiem poszukiwania Boga [jakkolwiek go pojmować – osobowo, czy bezosobwo]. Bóg jest duchem i przebywa w sferze, gdzie nie istnieje czas, więc powrót do niego może się przejawiać tęsknotą za niezmiennością, za jednością, za „jedyną prawdą”. I rzeczywiście – oświecenie jest takim powrotem.

Natomiast… deklarowanie, że już teraz, już tutaj na tym świecie jesteśmy w stanie prezentować jedyną prawdę wydaje się nadużyciem.

Nie jeden raz widziałem na forach wpis: „czuję jedność z całym światem”. W moim oglądzie: kto tak pisze, nie czuje tego. Kto istotnie to czuje, to nawet się nie zająknie, aby coś takiego napisać na jakimkolwiek forum.

Świetnie na to odpowiedział Eckhart Tolle: „widzę, co napisałeś, rozumiem, ale nie czuję w tym prawdy, prawdziwego przeżycia tej myśli, którą się z nami dzielisz”.

Wielu, wielu ludzi mówiło w imię Boga niestworzone bełkoty, narzucało innym bardzo przykre obciążenia, bezpodstawnie obiecywało góry wspaniałości. Nic więc dziwnego, że cała idea Boga [pomimo wewnętrznej naszej tęsknoty] została sprofanowana OKRUTNIE. Legła w głębokim błocie.

Na szczęście Bóg nie jest ideą Boga [osobowego, albo traktowanego jako Natura]. On nic a nic przez to nie ucierpiał. To tylko ucierpieli ludzie, którzy mogliby, dzięki czystej idei Boga zdecydowanie szybciej się do niego przybliżyć. Nie ma co płakać – ci, którzy przeczuwają prawdziwość w Duchu, idą już tam szybkim krokiem!

Chińczycy mówią, że Tao stworzyło „dziesięć tysięcy rzeczy” w swoim procesie kreacji. Czyli, że nasz świat jest złożony i że prawa w nim panujące są złożone. Zastanówmy się, jak owa złożoność działa.

Zakładam, że ty osobiście masz trochę głębszą, niż „płaska” wizję swojego świata. I do niej się będę odwoływać. Podobnie jak od tysiącleci odwoływali się do głębi osobistych przeżyć duchowych jogini Indyjscy, wedyjscy. To z tamtych regionów pochodzi podział przestrzeni bytu ucieleśnionego na poziomy, które przedstawię.

Mamy rozwinięte wysokie ciała subtelne w tzw. duszach grupowych, grupujących Dusze wielu ludzi. Wokół nas zachodzą skomplikowane procesy. Aby wytłumaczyć sobie je, aby zrozumieć, potrzeba jest pomocy umysłu. Jest to możliwe, aby zrozumieć, ale trzeba wejść w świat głębi przeżyciowej i nie próbować przystosowywać do tego rozumowania „płaskich” przekonań ewolucyjnych.

Zacznę od poziomu najbardziej podstawowego, materialnego, aby iść ku górze, ku duchowi. Na początek nie będzie zbyt ciekawie, ponieważ rozpoczynają stawkę poziomy powiedzmy „prymitywne”, najniższe. Ale z czasem się przejaśni.

[więcej o ciałach subtelnych: tutaj]


Poziom fizyczny

Jest to poziom najprostszych faktów. Jeśli łyżka leży na stole koło talerza, to leży. Jeśli nie, to nie. Nie ma przy tym dyskusji, nie ma prawdopodobieństwa, nie ma „a może”. Prawda jest więc jedna, prosta, niepodważalna, niedyskutowalna. [oczywiście jeśli mamy odpowiednie dane]

Inne prawdy z tego poziomu: w stoczni zwodowano tankowiec, deszcz spadł w nocy, słyszę muzykę.

Na niższych poziomach bytu, na poziomie fizycznym mamy bardzo konkretne prawdy.

Dopiero fizycy kwantowi wychodzą ponad poziom fizyczny w materii.  Zauważają w materii niejednorodności w materii-energii, z której składa się świat. Jednak te zjawiska są na tak mikroskopijnym poziomie, że wobec świata dotykalnego stanowią raczej egzotykę, niż przyczynę jakichś przemyśleń co do dnia powszedniego.

Rozpatrując poszczególne poziomy i rozpoznając ich wielość można dojść do wniosku: „ot, tyle tego jest, pewnie poszczególne postawy, nazywane „prawdą” są miękkie, mało ważne. Tak dużo osób, a każdy coś innego mówi, to pewnie te ich „prawdy” są słabe. Otóż nie. Zaczynając od przeżycia kobiety ciężarnej. Jej odczucia noszenia potomka, przeżywania ciąży – ogromnie ją przybliżają do okręgu  fizycznego i eterycznego. Natura ją przekonuje przed porodem, w czasie porodu i ileś lat po narodzinach o konkretności jej przeżycia, doświadczenia. Taka pani ma zupełnie konkretne przeżycia swojej prawdy. Jakże silne jest jej przekonanie o konkretności i ważności tych spraw. To jest jej prawda i to bardzo silnie odczuwana prawda.

Poziom eteryczny

Poziom eteryczny to przeżywanie organizmu. Czy jest nam zimno, czy ciepło, czy gorąco? Czy czujemy się zdrowi? Można powiedzieć, że jest to prawda odczuwalna, przeżyciowa. Zresztą na niższych poziomach istnienia większość postaw jest prawdami przeżyciowymi, pochodzącymi od tego, co się wydarza. Jeśli jesteśmy z sobą w zgodzie, jeśli nie zakłamujemy się, to prawdziwie odczuwamy, to co przeżywamy. Jeśli nie blokujemy odczuć, nie zaprzeczamy im [„o, na pewno nie jest mi zimno, jestem przecież na obozie sztuki przetrwania w ciężkich warunkach, a jestem dziarski chwat, więc poradzę sobie”].

Kłopot w tym, że – jak pisałem wcześniej – wiele osób ma świat bardzo płytki. Już sam poziom przeżyciowy jest mocno tłumiony. Przecież odczucia nie widać – ileż osób mogło zarzucać takiemu człowiekowi wcześniej kłamstwo [„o nie, nie udawaj, nie czujesz tego, co mówisz”], albo próbowało na nim wymusić jakieś „odpowiednie” odczucie [„zjedz jeszcze – jeszcze przecież możesz zjeść, mamusia będzie upewniona, że jest dobrą mamusią jak zjesz dwa razy za dużo, zrób to dla mamusi”]

To oczywiście był trening kłamstwa, zakłamywania siebie, swoich odczuć. Dziecko tak bardzo nieraz chce być posłuszne, tak bardzo nie widzi możliwości sprzeciwu [i rzeczywiście może nie mieć takich możliwości], że się poddaje, łamiąc sobie kręgosłup odczuciowy].

Odzyskanie prawdy przeżyciowej może być długotrwałe i kłopotliwe. Jednakże daje się to zrobić.
Poziom astralny

Jest to poziom emocjonalny. Niższy poziom zawiera emocje wewnątrz człowieka zrodzone, a wyższy te, które pojawiają się w reakcji na relacje pomiędzy ludźmi.

Cóż jest prawdą w tym obszarze? Jeśli coś czuję: np. radość, gniew, lęk, to jest to prawdą dla mnie na tą chwilę. Za jakiś czas może to ulec zmianie, jednak teraz mam taką emocję. Można dać za przykład ludzi z południa Europy, np. Włochów, którzy się zapalają w ekscytacji, dajmy na to w pragnieniu zdobycia względów pięknej Włoszki. Zobacz tych prostych, a jak mocno działających ludzi. W rozumieniu ciała ludzkiego [obejmującego poziom fizyczny, eteryczny, astralny] TO dopiero jest COŚ, to dopiero jest umiejętność życia, starania się o małżonkę! Wręcz wiele kobiet z północy Europy skłonnych jest jechać na południe, aby przeżyć taki żar uczuć, taką nieskrępowane, bezczelne i aroganckie starania o jej względy!

[A potem po powrocie ruszają narzekania  jacy to mężczyźni są zniewieściali.. Ciało fizyczne nie postrzeże, że owi mężczyźni są zajęci aktywnościami na poziomach wyższych niż ów aktywny Włoch.]

Prostsi ludzie w całości przyjmują taką emocjonalną postawę, utożsamiają się z nią. Wydaje im się, że np. ich gniew jest „całym światem” [tak ich zalewa], więc jest zupełnie uprawniony. Tak działa np. obciążenie typu wejście, w którym duch z ciemnej strony tylko szuka miejsca, w które by szpile wcisnąć, jak by tu wejść w ten świat z gniewem, pretensjami.

U osób bardziej zaawansowanych takie reakcje postrzegane są jako cząstka siebie. „Coś się ze mną dzieje, ale przy nim to tracę głowę i szłabym jak w dym”. Przykład innego przeżycia, nie gniewu – świat emocji jest bardzo szeroki, różnorodny. Jednakże tak mocno wpływa na ludzi, że uważają, że albo „są tym”, albo są pod bezwzględną kontrolą tego typu przeżycia. To też jest jakaś ich prawda. Nie ma co zabierać im tego, taki jest ich świat. Może twój jest inny, albo podobny, uważam, że każdy ma prawo do swojej prawdy.

Wyższy poziom emocjonalny, to poziom emocji związanych z relacjami.

Prawdą tutaj może być np.

pragnienie kontaktu,
zainteresowanie kimś,
odczuwane zniesmaczenie,
poczucie dystansu,
zachłanność na relację z kimś,
bądź pragnienie wycofania się,
nieśmiałość.

Te wszystkie odczucia są osobistymi prawdami osób. I nie ma najmniejszego znaczenia, że druga osoba w relacji odczuwać może coś innego, albo to samo. Nie ma jednej prawdy emocjonalnej – są prawdy poszczególnych osób.

Czy wobec tego jest jakaś jedna „wielka prawda” obejmująca wszystkich ludzi? Na pewno nie taka, która jest zakorzeniona na poziomie emocjonalnym. Poszukiwanie wytłumaczenia świata na poziomie emocji najpewniej kończy się fiaskiem. Emocje – choć tak atrakcyjne i przyciągające – falują i nie dają oparcia na dłużej nawet osobistej prawdzie.

Poziom mentalny

Jest to kolejny poziom relatywny.

Możemy tutaj:

ponazywać obserwacje,

sklasyfikować je,

opatrzyć etykietami,

nawet ocenić w jakiejś skali.

Czynności różni ludzie mogą wykonać na różne sposoby z powodu swojego podejścia. To jest słynny indyjski przykład opisywania słonia przez kilku ślepców, opisywali oni poszczególne części słonia. Opisy te oczywiście nie pasowały do siebie, ponieważ trąba słonia nie jest podobna do nogi słonia.

I podobnie jest w patrzeniu różnych ludzi na świat z poziomu mentalnego. Jest to uzależnione od wyższych poziomów: od wartości jakie wyznają [jeden będzie bardziej dokładny, drugi bardziej chaotyczny], albo od idei, którym hołdują [jeden będzie marksistą, a drugi liberałem i przez taki filtr będą opisywać np. zgromadzenie ludzi].

Tak więc, mimo, iż można ustalić sztywne postawy na poziomie mentalnym, to jednakże jest on poziomem wielu osobnych, osobistych i grupowych, prawd.

Rywalizacja prawd

Tu można dodać, że poszczególni ludzie rywalizują ze sobą konfrontując ze sobą różne postawy, konfrontując swoje prawdy. A to w formie bardziej polubownej: „weź małą na spacer, już dosyć się nabawiła klockami, musi się przewietrzyć” [konfrontuje postawy, prawdy rodzica i dziecka, kto wie, może dziecko czuje się dobrze w domu? a może mama istotnie widzi, że dziecku „potrzeba powietrza”].
Inne konfrontacje zachodzą w formie nawet sądowej. Jak konfrontowanie różnych postaw, czyli „prawd” jest ważne świadczy to, że istnieją sądy, czyli osobne instytucje, powołane do tego, aby różne postawy ludzi, ich prawdy konfrontować i ustalać „która ma rację”.

Tam dopiero można się przekonać, jak bardzo owe „prawdy” się ścierają [i że każdy ma „swoją”].

Tak jak Eckhart Tolle mówi: nie dajmy wciągnąć się w różne sytuacje, patrzmy na nie z punktu widzenia świadomości. A odkryjemy coś, co jest wyższe od poszczególnych, cząstkowych „prawd”. Czy jesteśmy wrażliwi na własne odczucia, reakcje na to, co się zdarza? To wskaże nam głębię i może dać impuls do zmiany dotychczasowej osobistej postawy nazywanej „prawdą”. Niedługo powiem, jak i w co może się przekształcić taka osobista ograniczona prawda.

Poziom przyczynowy

Poziom ten jest niezwykle pożyteczny w życiu, ponieważ dobre funkcjonowanie na nim daje świetne radzenie sobie w realiach. Poziom przyczynowy zawiera realizacje zasad panujących na świecie. Nie jest to li tylko coś ideowego, że „tak to powinno być”, ale konkretnie: z takich a takich pryzczyn wychodzą takie skutki. Obejmowanie tego świadomym umysłem daje możliwość łatwego korzystania z owych procesów.

Ustawienia rodzin Berta Hellingera są dla mnie przykładem dochodzenia do zależności przyczynowych pomiędzy członkami rodzin. W trakcie procesu dochodzi się do istniejących zależności w rodzinie i możliwe są w tym obszarze zmiany. Tu możemy powiedzieć – oto mamy poglądowy obrazek prawdy przyczynowej. Kto od kogo w jaki sposób zależy, kto komu co „zrobił”, co ktoś za kogoś płaci. Ten poziom – niestety – jest bardzo zaniedbany. Kobiety bowiem naturalnie dążą ku „prawdzie niskich ciał” poprzez swoje funkcje prokreacyjne ciągnie tam ich uwaga. Mężczyźni, jako typ jang, ideowy, ciągną uwagą w górę, ku ideom. I albo kończą na polityce, albo na uczelni, albo na piwie.

A poziomy pośrednie, w tym przyczynowy jest opuszczony, osamotniony, wręcz porzucony. Można nazwać go „drogą środka” cywilizacji zachodniej. Jest to poziom, gdzie idea spotyka się z praktyką. Osobiście jest to mój ulubiony obszar.

Błąd jest to postawa przyczynowa rodząca niekorzystne skutki. Czy mamy jedno słowo określające odwrotność do błędu? Poprawność – brzmi nieco sztucznie, ale niech będzie. Poprawność jest to postawa przyczynowa rodząca skutki oczekiwane.

Mało kto się chce zajmować błędem, mało kto chce próbować odkrywać prawdę osobistą albo np. rodzinną z tego poziomu. Bo by trzeba było przyznać, że członkowie rodziny nie są tak czyści i bez przyczyny jak by chcieli wobec kłopotów jakie uczynili. Nie chcą się do błędu przyznawać, chcą się bronić, bo im ego cierpi [„jak to, JA mogłem się pomylić?? – to nie ja, to nie moja wina, to inni!!”].

A w naszej kulturze utarło się, że nie można popełniać błędów, bo zaraz za błędem postępuje kara, nie zaś nauka. To bardzo przykry łańcuch Pawłowa.

Nauczenie się na błędzie swoim czy czyimś, można powiedzieć – niemal nie występuje. Ludzie idą więc jak te owce, działając na tych samych zasadach, prawach osobistych podpiętych pod „tradycje”, których jakość jest bardzo kiepska. Ale trzymają się uparcie tego, bo się boją kary [jeśli się okaże, że bładzą], a poza tym przecież Tradycja – ona wyznacza kierunek.

Postawy przyczynowe są więc tak powszechnie kulawe, bezrozumne, jak powszechnie kulawe są postawy emocjonalne. ALE – tych prawd się nie rusza, bo ruszanie ich jest niestety TABU. Kto z zewnątrz poproszony pójdzie do terapeuty? Nie, nikt, bo on przecież jest w porządku. Nie wolno kołysać łódką, nie wolno mówić o kłopotach w rodzinie, wzywać policji do pobicia [to częste postawy osób współuzależnionych, opierających się na prawdach plemiennych].

A nieczyste istoty biorące energie z efektów tych postaw [duchy wejściujące, kr.] tylko zacierają ręce! Niczego nie trzeba zmieniać! – żre świetnie!

Życzę wam, aby wasze postawy wyszły spoza tych rewirów na czyste przestrzenie racjonalnych postaw, trzeźwych decyzji i wspaniałych ich efektów.

Medytacje i refleksje na postawie medytacyjnej mogą bardzo mocno rozświetlić przestrzeń przyczynową! Na szczęście przestrzenie subtelne nie są w żaden sposób zamknięte dla kogokolwiek. Możemy spokojnie penetrować je i ustalać gdzie chcemy przebywać Świadomością. Przez to możemy obserwować i z medytacyjną pomocą Wyższych Jaźni rozpoznawać kolejne zasady, poznawać kolejne umiejętności.
Bardzo ciekawym doświadczeniem było dla mnie wieloletnie stosowanie afirmacji z odpowiedziami. Przez afirmację inspirowałem Niższe Ja, aby opowiedziało swoją historię, często bolesną, pomieszaną, nasyconą emocjami nieszczególnie pięknymi. Spisywałem to jako odpowiedź na afirmacje.

Jednak po jakimś czasie balast emocjonalny malał, wylewał się ze mnie i kotwiczył na papierze. Czułem się lepiej. Co więcej, pojawiać się zaczęły energie Wyższej Jaźni a potem też wglądy, które objawiały się myślami o wyższej wibracji, nagłymi zmianami nastroju na o wiele przyjemniejszy. Dodatkowo Wyższe Jaźnie dodawały mi pozytywne zrozumienie spraw – poprzez kontakt z nimi „chwytałem” ich postawę, i zaczynałem rozpatrywać sprawy z wyższej perspektywy. Z tego punktu widzenia więcej było widocznych pozytywów, mogłem było odkrywać pewne zasady rządzące moimi doświadczeniami. Zasady, o których słyszałem w książkach duchowych pojawiały mi się jako zrozumienie właśnie z poziomu przyczynowego na bieżących faktach z mojego życia.

Poziom buddialny

Jest to poziom wartości. Tutaj ukrywają się wszelkie porównania typu „lepiej – gorzej”. Najczęściej porównujemy się w grupie, w obrębie kultury, w obrębie społeczności.

„O, ten gościu, to ma auto!” – tzn. lepsze od mojego.
„Ona nie powinna tak się… [i tu opis jakiejś czynności]” – bo ja gorzej wypadnę.

Generalnie porównania dotyczą prawdy na tym poziomie, bo to poziom wartości. I jeśli coś zgodne jest z wartościami jakie przyjmujemy, to będzie dla nas prawdą [buddialną]. Jeśli coś odstaje, to osoba będzie to przyjmować jako nieprawdę [buddialną] i może się przeciwko temu buntować.

Poziom buddialny jest ostatnim od dołu poziomem wielości [na którym mogą współistnieć przeciwstawne postawy, widzieć się nawzajem, dogadywać, negocjować, scierać]. Tu jest wielość celów i wielość prawd, które jakoś mogą ze sobą korelować albo nie, ale mogą egzystować w jednej osobie [tzw. ambiwalencja].

Co ciekawe, jeśli się człowiek z własnej chęci znajdzie się na odludziu [również dotyczy to braku tv, netu], to [jeśli się przygotował] takie buty jakie ma zwykle nam są dobre i odpowiednie, te rzeczy, które mamy też nam wystarczają. Nie porównuje się, bo nie ma z kim, i nie ma potrzeby. Może mieć potrzebę bezwzględną [np. brak czapki], ale już jej kolor nie będzie tak istotny, ponieważ moda na pustynię nie dociera. Wtedy taki ktoś nie podczepia się pod duszę grupową, duszę grupową społeczeństwa. Łagodnie mówiąc nie zależy mu na osiąganiu jakiejś weryfikacji na poziomie buddialnym.

Stąd też partie polityczne atakują się wzajemnie na poziomie buddialnym używając wartości – a to chrześciańskich, a to liberalnych, aby wskazać, która jest „prawdziwsza”. Nie jest to do końca proste, ponieważ poziom uznaje wielość, i stąd zbiory zawierające wartości się przenikają. Któż ma słuszność?

Efekt? Totalna rozróba w polityce. „Dla mnie prawdą jest A, ale pod warunkiem D”, „A dla mnie prawdą jest też A, ale pod warunkiem F”, „Zgodzę się na warunek F, ale istotą jest B, a nie A” – proszę, oto próbka „dochodzenia do wspólnej prawdy”.

Słowem – kaszanka.

Poziom atmaniczny

Jest to poziom idei. Prawda jest cudowną ideą, jest ideą niezwykle prostą i czystą, jednorodną, jednakże taka prawda.. nie istnieje. Mówimy o jednej jedynej niepodzielnej, nierozróżnialnej prawdzie, dla wszystkich jednakiej. Tylko, jak zauważyłaś/eś, od jakiegoś czasu dywagujemy nad tym, czy istnieje naprawdę.. Jest to więc konstrukt atmaniczny. Życie w naturze obywa się bez tego.

Ludzie podczepiają się pod idee i przez to przyjmują ich „prawdziwość”. Życie w potoku takiej idei jest dla nich sensowne, odpowiada na ich potrzeby, na potrzeby ich Duszy.

Poziom atmaniczny, poziom idei jest poziomem pojedynczych bytów, nieprzenikających się.

A więc, jeśli wierzysz w „jedyną prawdę”, to najpewniej nie będziesz chciał/a podjąć kawałka idei o prawdzie relatywnej. Idee bowiem najczęściej się ze sobą „kłócą”, a kłótnie ich wyznawców odbywają się na poziomie buddialnym.  

A poziom atmaniczny to albo to, albo to.

I tak wygląda prawda na poziomie atmanicznym [to także poziom religii] – ktoś może być buddystą, ktoś chrześcianinem. Nie wolno być 43% chrześcianinem a 57% buddystą [uśmiech] !

I chyba wcześniej się pokłócą [zejdą na poziom wartości i będą dyskutować] niż będą współpracować nawzajem w obrębie swoich atmanicznych ceremonii.

Jeśli jednak przyjmę, zaakceptuję prawo każdego człowieka do swojej prawdy, także atmanicznej, będę potrafił się skłonić przed jednym i drugim [przed ich Duszami] i oddać im pełen szacunek. Oddając szacunek rozumiem to tak, że kłaniam się Duszy nieśmiertelnej, wcielonej w człowieku, która jest na odpowiednim miejscu swojej drogi duchowej. I świetnie – wszystko jest w porządku.

Atmaniczne postawy Łazariewa

Na tym poziomie lokuje się praca terapeutyczna S.N. Łazariewa. Wielu ludzi wskazuje na jego chrześciańskie, religijne podejście do spraw wydarzających się u człowieka w życiu. Generalnie Łazariew mówi coś bliskiego do Zelanda: nie daj sobie przylgnąć do stworzenia, Lgnij do Stwórcy. Nie bądź zachłanny na cokolwiek materialnego [Zeland: nie miej zamiaru wewnętrznego – nie pożądaj]. Stawiaj wyżej Boga od czegokolwiek materialnego, to i uda ci się dobrze żyć.

Wydawałoby się, że jest to bardzo szczytna postawa i że jest ostateczna. Owszem, jest to konkretna prawda na wysokim poziomie wibracyjnym. I bardzo wysoka, ponieważ jest już „boska”. Jednakże od wieków ludzie szukali prawdziwości w osobistych wolnych wyborach. Wyższe Jaźnie od zawsze chyba inspirowały do „czegoś jeszcze”.

Dobrze jest też zachowywać te atmaniczne wskazania Łazariewa, bowiem działają w obrębie zarówno Duszy indywidualnej jak i w obrębie klanu, czyli Duszy Grupowej. Natomiast można w tym ugrzęznąć, warto o tym wiedzieć.

Prawda religijna obejmuje pojmowanie religijne Boga, zwykle jako postać oceniającą, karzącą. Taka postać bardzo się przydaje tym, którzy prowadzili i prowadzą grupy religijne, ponieważ o wiele łatwiej nad ludźmi zapanować [jak wyżej opisałem]. Jednakże w oglądzie duchowym jest to pewien egregor [zrobiony nienaturalnie byt duchowy], który wydaje się być prawdziwy, ponieważ jest wysokowibracyjny. Taka „prawda” może służyć do hipnotyzowania tłumów. Dobrze mówili rewolucjoniści, że religia jest opium dla ludu. Dosyć trudno było mi się wyciągnąć z takiego typu myślenia, z hipnozy umocnionej groźbami: „bo pójdziesz do piekła”.

Ja osobiście też – bałem się, ale wiedziałem, że jest coś mocno nie tak w tym, w co wierzę. I puściłem to, mówiąc „Idźcie sobie, sami w to wierzcie, jeśli chcecie, poddawajcie się tym groźbom. Ja mam inne, przyjemniejsze, czystsze energie w których mam zainteresowanie”. I co ciekawe, też jest w tym Bóg. Jednak już nie „karzący” klątwami ludzkimi, a wszechstronnie akceptujący.

Własna prawda

Wadim Zeland mówi [Transerfing cz.IIIs.133]:

„Nigdy nie przekonuj siebie i nie staraj się uwierzyć, inaczej ryzykujesz uzyskanie fałszywej wiary, która tylko wydaje się prawdziwa.”

Co za wspaniałą swobodę postawy Zeland nam wskazuje!!

Swobodę taką, aby się nie zkłamywać.

Nie przekonuj siebie, czyli słuchaj siebie, prawdziwego swojego wnętrza – nie umysłu, nie osobowości. Nawet sam siebie nie przekonuj, bo możesz się zahipnotyzować, zakodować samodzielnie, to jest możliwe [terapeuci regresingu oczyszczają dużo takich autohipnoz, w których człowiek sam sobie coś wmówił – jedna cząstka drugiej wmówiła].  

Zeland mówi – w swojej głębi znajduj swoją prawdę.

Dodam – to umysł tworzy gierki, przekonuje, argumentuje. Dusza jest przekonana i tworzy swoją realność. To jest konkretny przykład, jak uruchamiana jest prawda. Tak to nazwę, ponieważ „poszukiwanie prawdy” zakłada, że jest ona dostępna i jest gdzieś poza mną. Natomiast prawo tworzenia na podstawie przekonań Duszy wskazuje, że to postawy Duszy są twórcze. I to jest zupełne wywrócenie do góry nogami pojęcia prawdy – tej małej i tej większej, w zależności od tego, czy mamy do czynienia z małą kreacją czy z kreacją dużą.

Idee są kreacją, zwykle ludzką. Mogą być bardzo przyjemne, przyjazne, ale też mogą być mroczne. [To kolejny argument na to, że wysokie wibracje mogą być nieczyste, jeśli ktoś nie wierzy]. Jednakże w obrębie idei istnieje odpowiedni strumień energetyczny, spływający, transformujący się ku niższym ciałom, a który daje strumień zdarzeń i doświadczeń zgodnych lub ujmujących daną ideę.
Co ciekawe, chyba każda idea jest także ograniczeniem. Fajnie, jeśli się zgadzamy z jakąś ideą, możemy wówczas działać w obrębie owego spływającego, zstępującego strumienia i pewnie będzie nam łatwiej, bo możemy też znaleźć popleczników. Natomiast jeśli nie wyznajemy owej „prawdy” zawartej w idei? Potrzeba nam wznieść się ponad idee, na poziom wolnej decyzji.
Poziom anupadaka
tu opis tego poziomu [link]

I tak przechodzimy do poziomu ponadkarmicznego – poziomu wolnego wyboru, anupadaka [czyli „bez ojca”]. Właściwie już poglądy Zelanda nam to mocno przybliżyły.

Bez przewodnika, ponad ideą, mamy możliwość osobistego decydowania, osobistego wybierania. Swobodnego, dodam, chociaż jednak w istniejących warunkach, zależnościach, zgodnie z istniejącymi prawami. Jeśli próbujemy coś zdecydować w sposób wolny, ponad ideami [nie przejmując się nimi].

Próbujemy decydować, nie mamy ograniczeń mentalnych, ideowych, a tu się nie daje działać. „Nie jesteśmy w stanie wyrazić siebie, „swojej prawdy” [o, zobacz, jak każdy człowiek z Ducha ma poczucie, że ma jakąś prawdę osobistą do wyrażenia..] Przychodzi więc sięgnąć do poruszeń ponad ciałem anupadaka, gdzie możemy [o ile jesteśmy świadomi] dokonać osobistych działań. Nawet nie mając dojrzałego tak wysokiego ciała możemy uruchomić pojedyncze osobiste albo grupowe poruszenia. O tym jednakże już nie w tym tekście a w którymś z następnych.

Twórczość

Na niższych poziomach bytu mamy prawdy, na wyższych mamy twórczość, prawd jako takich nie znajdziemy.

pewne pytanie i moja odpowiedź:
>  i tak nie widzę w niczym sensu

Dobrze, że to piszesz. Sens jest pewną ideą, która jest mniej więcej na środku hierarchii ciał subtelnych, w ciele atmanicznym [ciele idei].

Szukanie sensu niestety od pewnego pułapu świadomości się nie sprawdza.

Zwykle „Odnalezienie sensu” w życiu równa się zharmonizowaniu z konkretnym potokiem energetycznym zstępującym z góry, np. „W działaniu w partii politycznej, grupie rekonstrukcyjnej, kościele – odnalazłem sens [życia, działania]. To mnie ciągnie, kręci.”
Tak utworzone, na zewnątrz ciebie sensy ciebie już nie wezmą, ponieważ wychodzisz osobistymi poruszeniami ponad ten pułap, ponad pułap idei.

I dobrze, to świadczy o rozwoju. Dobrze – trzeba szukać swojego, osobistego celu, swojej osobistej prawdy. Prawda takich osób wykracza ponad doświadczenia Duszy, które są najczęściej receptywne i reaktywne. Dusza jest typu yin – chętnie przystosowuje się do otoczenia i działa w nim, rozprzestrzenia się w nim mocno odpowiadając na to, co do niej przychodzi.

Wygląda, że wychodzisz powoli ponad Duszę, więc wchodzisz w obszar Ducha. A Duch ma imperatyw wyrażania się, jest typu yang. I teraz trzeba pewnie znaleźć osobistą ścieżkę wyrażenia się, twórczości. Bo Dusza to, co miała do zaoferowania, to już się kończy. Owszem, Dusza nadal zostaje, natomiast jej prawda już cię nie bierze, nie przekonują cię cele z obrębu zarówno twojej Duszy, jak i dusz zbiorowych [praca, piłka nożna]

Jednak, gdy rozwój następuje na tyle zaawansowany, że Dusza jest przekraczana, całe to tałatajstwo Duszy jednocześnie okazuje się przeszkodą w dalszej drodze. Dotychczasowe metody już przestają skutkować. Potrzeba uruchomić stłamszonego Ducha i rozpoznać jego pragnienia.

To z jednej strony zmartwienie, ale z drugiej strony wyzwanie rozwojowe – jesteś w wolności, nikt nie narzuci ci sensu, potrzeba abyś sobie go sam wybrał. Ileż trzeba przekonania o własnej wartości, aby przytaknąć sobie, uznać za wartościowy swój osobisty cel, który stać się ma dla ciebie twoją osobistą, wybraną, przeżyciową prawdą. A co ważniejsze – znaleźć ten cel osobisty. Ileś komentarzy piszesz o mniej więcej tym samym, że nie znajdujesz sensu na zewnątrz.

Ludzie mogą być obojętni wobec takiej działalności, albo pozytywnie nastawieni [domniemuję, że nie chcesz im szkodzić].
Jednak najpewniej nie będą cię wspierać, albo w ogóle, albo od razu. Przecież nie odpowiadasz na ich potrzeby, nie łączysz się z ich ideami.

Jednakże też są ci, którzy tworzą, od Twórców możesz otrzymać wsparcie [uśmiech].

W Twojej sytuacji wydaje się jest potrzeba, aby się zwrócić do swego wnętrza, poszukać motywacji własnego Ducha. Może to potrwać, może będzie potrzeba po pierwsze rozpoznania terenu, zrobienia sobie mapy. Najpewniej jest coś, co Duch chce realizować, natomiast z mojej obserwacji wynika, że ludzie swoje Duchy mają unieczynnione, zwłaszcza w czasach konsumpcjonizmu, paplaniny mediów. Najczęściej wtedy aktywną jest Dusza i to ona rozpycha się łokciami i zawłaszcza batutę. Ale, jak widać, są osoby, które już Duszy nie za bardzo wierzą.

Metaprawda

Wikipedia: meta – przedrostek oznaczający ponad, poza lub o czymś w innym kontekście (używany w nauce lub w zagadnieniach społecznych)

Meta oznacza jakby wzniesienie się na wyższy poziom. Jeśli metaprawda, to jest to prawda nadrzędna, prawda obejmująca sobą prawdy podrzędne. I tak, powyżej zobaczyliśmy wiele możliwych prawd na konkretnych poziomach. Trudno odmówić im prawa do istnienia – każdy może przyjąć postawę, że dla niego konkretna jakaś prawda jest tak istotna, że to w nią wierzy. I dobrze, jest to moment na ścieżce, jest to jak zdjęcie wykonane w czasie chodzenia – prezentuje piechura jakby zamrożonego, chociaż jest on w ruchu. Widzimy ludzi w tak szybki sposób, że ich proces, który przeżywają nam umyka.

Dopiero widząc nie tylko jedno a dziesiątki zdjęć orientujemy się, że ów ktoś idzie w sposób w miarę jednolity, dostrzec możemy proces przechadzki ku jakiemuś punktowi, celowi. I wtedy żadne ze zdjęć nie może dla nas być jakoś mocno ważniejsze, wszystkie one prezentują przechadzkę. Mając w ręku plik 50 zdjęć ze spaceru wiemy, że taką nadrzędną prawdą był ów spacer.

Metaprawdę propagują psychoterapeuci, którzy proponują przeżywanie na wielu poziomach i utrzymywanie świadomości wielu poziomów np. myśli, odczuć, uczuć i emocji. Może nie chodzi od razu o to, aby być świadomym tego wszystkiego na raz, ale aby uznawać, że owe przeżycia na wielu poziomach przydarzają się nam i każdy poziom jest w jakimś sensie wartościowy.

Poziom szacunku i poziom niedowierzania

Oprócz zwykłego przebywania na konkretnym poziomie rozwoju, dana osoba ma relacje z innymi. Odnosi się do postaw innych ludzi. I tutaj, można wyróżnić poziom, dla którego będzie mieć szacunek, i także będzie poziom, od którego  stwierdzać będzie, że nie dowierza, że uważa coś za niemożliwe, za dziwne.

Co ciekawe, jak zauważyłem, jeśli odwołamy się do poziomu bezpośrednio wyżej od bieżącej czyjejś postawy, będziemy mogli przekazywać informacje, które mogą być postrzegane jako inspiracjyjne. Gdy jednak „zajedziemy zbyt wysoko” z inspiracją, to ktoś już nie chwyci tego, będzie powątpiewał. Może pukać się w czoło. Pokazuje przez to, iż ma kłopoty z 3 okiem [tu się uśmiecham] . Nawet jeśli mówimy coś super, to jednak rozziew w poziomach nie pozwoli mu na „skonsumowanie” tej informacji.

Zobaczmy to na przykładach osób działających na różnych poziomach.

Przykład 1

poziom działania tej osoby:    buddialny [wartości]
poziom szacunku:     atmaniczny
poziom niedowierzania:    anupadaka

Człowiek działający na poziomie wartości [już i tak bardzo wysoko], rozważający wartości, starający się być „dobrym”, będzie z szacunkiem spoglądał na idee [czyli postawy z poziomu atmanicznego]. Zechce się najpewniej podpiąć do jakiejś z nich, wtedy uzyskuje potwierdzenie „z góry”. Może w tym celu być np. muzułmaninem, albo katolikiem, albo może uznawać idee Marksa. Dzięki nim będzie potwierdzał sobie bezpośrednie, codzienne czyny, dokonania, postawy.

Jednakże już pomysł wolnego wyboru, działania „na własną rękę” będzie dla niego obcy. Działanie wolne od idei jest na poziomie anupadaka. Działać bez uwzględniania wartości, bez poddawania się ideom [a tylko przy niekrzywdzeniu innych] już to wyda mu się co najmniej podejrzane. Będzie się doszukiwał drugiego dna, podstępu, oszustwa. Stąd nazwa: poziom niedowierzania.

Przykład 2

poziom działania tej osoby:    mentalny
poziom szacunku:     przyczynowy
poziom niedowierzania:    buddialny

Poziom mentalny dla człowieka jest poziomem pierwszym, prymitywnym. Tak działają najprymitywniejsi ludzie. Nie oznacza to, że są „gorsi”, albo „źli”, po prostu nie są bardziej zorganizowani duchowo. Taki człowiek ma trudności z rozpatrywaniem ciągów przyczynowo – skutkowych. Bazuje w swoim życiu na wzorcach – jakich się nauczył, takie będzie stosować.

Osoby, które mu owe wzorce pokazują, które umieją ocenić proces wydarzeń i skorzystać z tego, są dla niego „wyrocznią”, uznaje je za mądre. Natomiast osoby działające o „oczko” wyżej, czyli na poziomie buddialnym, rozważające wartości, zastanawiające się nad moralnością  postrzega jako kombinatorów, którzy odeszli od prawdziwości życia, od prostoty. Oni po prostu kombinują, niepotrzebnie komplikują proste sprawy życiowe. Prawda buddialna jest obca człowiekowi mentalnemu, uważa ją za co najmniej dziwną, jeśli nie wydumaną, nadmuchaną, bezwartościową.

Życzę przyjemnej wiosny w energiach zmian! AK

Dla osób ciekawych takich tematów: kreacji, Dusz, źródła wszystkiego proponuję zobaczyć sprawozdanie z sesji rozpoznawczej, rozmowy ze źródłem:

Nie mówię, że  tam wszystko jest tak opowiedziane, jak rzeczywiście jest, ale ileś informacji, ileś inspiracji można wziąć z tej relacji.

Reklamy