Poczucie skrzywdzenia


Poczucie skrzywdzenia zwykle kojarzy się z przykrymi przeżyciami. Naprawdę mało kto chce to przeżywać. Jednakże opisuję ten temat, ponieważ w zalegającym poczuciu skrzywdzenia jest umieszczone wiele, wiele energii, która zaangażowana jest w kreowanie negatywnych przeżyć w naszym życiu. Uwolnienie tej energii, oczyszczenie dać może pozytywne skutki. Natomiast warto [jak sądzę] po pierwsze zapoznać się z owym magazynem energii, gdzie ją przechowujemy.

Później zaś można z tym ogarniętym „czymś” pójść krok dalej: zacząć oczyszczać negatywną postawę. O tym procesie oczyszczania piszę tutaj: [tutaj link]

Wiele Dusz boleje nad swoją krzywdą i chcą to pokazać światu, wchodzi w sytuacje pokazujące bardzo trudny stan życiowy. Bo niewysłuchana krzywda, nieprzeżyta, nieprzepracowana – kumuluje się i zgodnie z prawem kreacji – uruchamia materializację, czyli przykre wydarzenia w życiu, przykry los. Jest to więc błędne koło. Jest na to rada – trzeba się wziąć za pracę nad tymi przykrymi emocjami. Nie poniżać ich, ani też nie wywyższać, po prostu wziąć na warsztat.
Poczucie skrzywdzenia współpracuje z zatruciem od wejść [link]. Zatrucie, razem ze swoimi efektami takimi jak brak napędu życiowego, depresja, z nawet mocniejszymi stanami stanowi dla Duszy wyraz przeżyć, które pojawiają się po jej krzywdzeniu. Można nazwać to efektami pokazywania rozpaczy: „o, zobacz, jaki/a ja jestem biedny/a, jestem taki/a ponieważ zostałem/am skrzywdzony/a i nikt mi nie pomógł”. Tutaj można sobie przypomnieć od razu reakcje na ten typ wypowiedzi – „on/a przesadza, o wiele za bardzo lituje się nad sobą”.

.

Zwykle ludzie myślą, że to przeżywanie skrzywdzenia to istotnie jest obiektywna prawda, ale też mają do tego wątpliwości [że ktoś zmyśla, przesadza, itp]. Jest wiele osób, które nie chcą zwyczajnie się kontaktować z osobą mającą poczucie skrzywdzenia. Niektórzy uznają ją za „fajtłapę życiową”, „nieudacznika”, „frajera”. Sposoby uciekania od przykrych przeżyć skrzywdzenia opisuję tutaj [link]. Można powiedzieć, że wielu by nie chciało w ogóle słyszeć o krzywdzie. Jednakże wzrastające mocno statystyki depresji wskazują, że temat nabrzmiewa, i trzeba będzie się z nim skontaktować, nawet, jeśli dzisiaj jest wyśmiewany, poniżany.

Widząc realia życia takiej osoby, przypuszczają [całkiem słusznie], że coś jest nie tak – efekt [np. stan depresyjny] jest niewspółmierny do bodźca, który depresję wywołał. Mówią – „Zobacz, a inni, w podobnej sytuacji się nie załamują. Inni sobie dobrze radzą, nawet odnoszą sukcesy”. W obrębie procesu pierwotnego [związanego z osobowością] nie można, jak się wydaje, rozwiązać sprawy. W obrębie procesu pierwotnego [który na bieżąco jest nam dostępny do oglądu] nie można wyjaśnić przyczyn.

 

Wielu uważa, że przy depresji, przy mocno ograniczonych chęciach do życia mają do czynienia z czymś w miarę bieżącym, mającym bieżące przyczyny.

I tu chcą pomagać, np. pomagać człowiekowi w radzeniu sobie w społeczeństwie. Mówią: nie dajmy mu ryby, a dajmy mu wędkę. Jest to oczywiście o krok lepsze od dawania samej ryby. Próbują biedaka uczyć nowych umiejętności, posyłają na darmowe kursy komputerowe. Ale zaraz potem się dziwią, że to tak mało pomogło!

Jest to próba modyfikacji procesu pierwotnego [jakby powiedział Arnold Mindel]. Wydawałoby się, że jeśli ludzie nie są w stanie czegoś dokonać, to oznacza, że mają mało umiejętności. Domniemuje się, że mają wystarczająco zaangażowania, jeśli są w trudnej sytuacji. A to jest stawianie na proces pierwotny, na osobowość i myślenie. „Jak pomyśli, to się przekona i zmieni zdanie i postawę” – tak przyjmują obecni propagatorzy pomocy społecznej. Niestety nie biorą pod uwagę najczęstszej chyba przyczyny – nie biorą pod uwagę postawę Duszy danego kogoś.

Jak przyczyna nie leży w procesie pierwotnym, jeśli to Dusza się zaparła i mówi „nie będę tego robić”, to taka pomoc będzie zarówno krótko dawać efekty, jak i nie dotknie prawdziwej przyczyny kłopotu.

Depresja, wyjście na margines społeczny, to moim zdaniem, jest żałowanie siebie przez niegdyś skrzywdzoną Duszę i jak prezentacja wewnętrznego stanu Duszy.  Bardziej jest wołaniem o zrozumienie i uleczenie dawnych krzywd, niż jest to bezwzględna bieżąca obiektywność.

Taki stan staje się „obiektywny” i nie do ruszenia, gdy się nad nim nie pracuje, gdy się on pogłębia a człowiek wchodzi w obszar „ze mnie to już nic nie będzie, mój przypadek jest beznadziejny” [to postawa osobowości, nie Duszy].

Opis tej sytuacji zawiera może sporo szczegółów ezoterycznych [np. nazewnictwo], natomiast jest jak najbardziej praktyczny, związany z przeżyciami, konkretnymi emocjami, jakie wiele ludzi przeżywa. To nic, że nie wiedzą oni o takich czy innych nazwach – same przeżycia pozostają przeżyciami, i to silnymi.

Badania ezoteryczne utwierdziły mnie w przekonaniu, iż kłopoty, jak poniżej opisane, ma bardzo wiele osób. O WIELE więcej, niż ktokolwiek przypuszcza. I dają one O WIELE większe negatywne efekty w życiu tych osób, niż ktokolwiek by chciał przyznawać. A sprawa niby prosta – tylko „poczucie skrzywdzenia“.

Perspektywa wielowcieleniowa

Wyglądać to może prosto, gdy spoglądamy na sprawę z pozycji osobowości. Ot, żyjemy z dnia na dzień, wstajemy, idziemy do pracy, jesteśmy z rodziną, śpimy, niby nic się nie dzieje. Gdy w tym prostym schemacie pojawia się poczucie uwięźnięcia, depresja, to osobowość może nie wiedzieć skąd to jest.

Natomiast życie dla Duszy nie ogranicza się do tego jednowcieleniowego wymiaru, do tej perspektywy. Dusza dobrze „pamięta“ poprzednie wcielenia, poprzednie sprawy wielu, wielu inkarnacji. Przeżywa nadal swoje skrzywdzenia, których nie przerobiła. Chce te przeżycia, emocje, energie wyrazić. Dlatego wchodzi w sytuacje, które wzmagają przekaz o tym, co Dusza niegdyś przeszła. Przykładowo depresja może zawierać przekaz: „nie będę działać, ponieważ jest coś w przeszłości, jakieś zranienie, które nadal tak bardzo boli”. Dusze są pamiętliwe, chodzą z jednym i tym samym problemem czasami przez wiele lat, ba, wieki całe., Ba, nawet ów problem się nawarstwia, nabrzmiewa. A że zmieniają się inkarnacje i przychodzą kolejne osobowości – im to jakoś nie przeszkadza.

Piszę Dusza „pamięta“ w cudzysłowie, ponieważ duża część Duszy funkcjonuje w sferze bezczasowej [mówimy że Dusza jest nieśmiertelna], i w owej sferze wiele, wiele doznań, przeżyć istnieje jednocześnie, jest w równym stopniu dostępnych.


Taka perspektywa pozwala nam na zrozumienie, dlaczego przeżyte bardzo dawno doznania, doświadczenia mogą mieć tak istotny wpływ na nasze życie obecnie. Niby żyjemy z dnia na dzień, a osoby o starszych duszach są przygniatane przeżyciami, które mogą pochodzić sprzed setek, bądź tysiący lat. Brzmi dziwacznie. Niemniej spróbuj tą perspektywę zachować, czytając poniższy tekst, ponieważ to sporo wyjaśnia.

Ofiara typu yin

Poczucie skrzywdzenia jest wg. mnie nierozerwalnie połączone z obciążeniem bycia ofiarą [typu yin] czyli z zatruciem od wejścia [link].

Oprócz ofiary typu yin jest jeszcze ofiara od obciążeń atakujących typu yang [link], czyli tzw. symbiontów. Ten typ obciążenia nazywam „pogryzieniem” przez symbionta. W takim przypadku skrzywdzenie jest typu yang i odczuwa się wtedy aktywny gniew, wściekłość, chęć odwetu [mające cechy yang].

Ofiara typu yin doznaje spokojniejszych odczuć: smutku, poczucia rozżalenia, poczucia skrzywdzenia, osobistej krzywdy, osaczenia przez agresora [zwykle przez osobę z wejściem].

Bycie ofiarą jest tak naprawdę skutkiem ataku. Atakującym jest osoba z wejściem, która aktywnie, bądź [częściej] pasywnie emanuje z czakr splotu i gardła energię istoty, którą nazywam Wejściem, albo istotą wejściującą.

Natomiast przyczyna ataku nie stoi przy stronie atakującej. Ofiara otwiera się na bycie atakowaną, inkarnuje się w środowisku, gdzie może sobie odtworzyć sytuacje bycia atakowaną przaez osobę z wejściem. Na poziomie osobowości, na poziomie sprawiedliwości ludzkiej nie umniejsza to odpowiedzialności za atak, natomiast nie chodzi mi w tym tekście o szukanie winnego, tylko o oczyszczenie z obciążenia.

Osoby zatrute wejściami

są specyficzne. W moich badaniach [link] okazywało się, że mają zatrute niskie czakramy. Im więcej ich zatrutych, tym większa niezborność, tym większa blokada życia, planów na przyszłość, tym mniej możliwości, mniej energii dla siebie. Są jak przygaszona świeca.

Gdy zagłębimy się w przeżycia takich osób możemy się przekonać, jak bardzo czują się pokrzywdzone. Przez los, przez rodziców, przez system. Istnieje wiele organizacji, ruchów, które zrzeszają osoby pokrzywdzone. Wzmaga to poczucie prawdziwości owego pokrzywdzenia, prawdziwości skarg, prawdziwości dochodzenia swoich racji.

Łazariew mówi, że jeśli doznaliśmy krzywdy, poniżenia, jeśli się nam załamała przyszłość [załamały plany na przyszłość], to nasza Dusza jest właśnie ratowana. Jednym z najgorszych postaw, jakie można wówczas przyjąć jest chęć zemsty, czy nawet tak „niewinne“ obrażanie się na kogoś, kto był sprawcą krzywdy. Łazariew mówi: twoja Dusza właśnie jest ratowana, czas na cieszenie się i na dziękowanie Bogu.

Wygląda ciekawie, ale dla „zwykłego“ człowieka brakuje tu logiki. Jeśli ma na tyle wiary, że zaufa Bogu, iż jest to dobre posunięcie, to ok. Ale my żądamy zrozumienia. Już nie dowierzamy nierzetelnym przewodnikom, którzy tyle razy nas zawiedli. Chcemy wiedzieć, co się tak naprawdę dzieje.
A więc,

Czas na wytłumaczenie

Poszukujemy w życiu ciepła, komfortu, miłości. A jednocześnie nasza Dusza nie odrzuca doświadczeń przykrych, bolesnych, tych, które potrzebuje, aby dopełnić swoje przeżycia z dawnych czasów. Czasów, których większość z nas [osobowości] nie pamięta.

Sama brama do szczęścia i zdrowia wygląda szkaradnie. Natomiast Dusza tam chce zaglądać, bardzo ją tam ciągnie. Co ciekawe, różnorodne dobre metody terapii mają to na celu – zobaczyć to, co Dusza chce przeżywać, przepracować to. Inaczej Dusza gotowa jest to urzeczywistnić, zrobić z życia przykry teatr.

Poczucie krzywdy manifestuje się w działaniu. Myśli są twórcze, a dokładniej można powiedzieć: wewnętrzne postawy Duszy są twórcze. I tak, jeśli ktoś [Dusza] przez lata trzyma w sobie poczucie krzywdy, to [jak już pisałem] uruchamia procesy Wszechświata, które przynoszą mu sytuację, której nie chce i która go rani. I oczywiście to potwierdza poczucie krzywdy.

Nieuświadomione poczucie skrzywdzenia, gdy człowiek od niego chce uciekać może po odpowiednim nabrzmieniu energiami skutkować prawdziwym krachem życiowym, w którym ten ktoś będzie miał pełno wytłumaczenia DLACZEGO czuje się źle, skrzywdzony, poniechany, opuszczony. Z bieżącej sytuacji taki ktoś zupełnie prosto udowodni sobie, iż owo poczucie krzywdy, które kiedyś delikatnie czuł, które ujawniało się delikatnie w dzieciństwie nagle ma zupełnie solidne podstawy. Tak jest, jak nie oczyścimy dobrze ważnych obciążeń z poprzednich inkarnacji – w obecnej mamy odnowienie emocji, a nawet dostaniemy przyczyny ich doznawania.
Wszechświat daje nam, podsuwa pod nos to, czego nam brakuje do oczyszczenia, co jeszcze mamy do zrobienia. Tak jak cierpliwy nauczyciel wskazuje kolejne sprawy, którymi powinniśmy się zająć. W tym zrozumieniu można odczytywać słowa Łazariewa, że oto Bóg daje nam coś dobrego, z czego warto się cieszyć. No oczywiście potrzeba dużego zapału, intencji i zaangażowania, aby istotnie uznać taki „przypadek“ za przydatny. Zupełnie się nie dziwię, że większość ludzi jak doznaje krzywdy to po prostu ubolewa i płacze. A następnie to blokuje, aby nie rozpływało się dalej po życiu.

W moim przypadku też było coś takiego. Oczyszczałem najpierw w ramach DDA pogryzienie od symbionta osoby pijącej [link], byłem cały w gniewie, który powoli odchodził, gdy nad tym pracowałem. Natomiast poczucie krzywdy? Trochę je czułem, natomiast nie skupiałem się nad nim. Zaraz będzie dlaczego tak robiłem.

Tabu krzywdy

Krzywdy było na planecie Ziemia bardzo dużo przez wieki. Stąd też wiele Dusz nosi w sobie owe doświadczenia. Jeśli Dusze są na tyle młode, że mogą, potrafią zaangażować się w nowe projekty, które uruchomią ich aktywność w nowych dziedzinach, to świetnie – wychodzą na prostą i lecą z rozwojem. Prostym rozwojem.

Gdy natomiast Dusze są stare, mogą już mieć zgromadzone tyle poczucia krzywdy, niesprawiedliwości, tyle tej energii, że energie pojedynczego wcielenia, zawiadywane przez osobowość nie są wstanie przemóc tych zakumulowanych przykrości. I wtedy wychodzi na wierzch to, czego ludzie tak nie chcą. Arnold Mindel nazywa to „procesem wtórnym” [nad którym nie panujemy]. W takiej sytuacji ma on więcej siły niż tzw. proces pierwotny, reprezentowany przez osobowość i proste, życiowe cele.

Poczucie bycia skrzywdzoną/nym, opuszczoną/ym, poniechaną/ym jest tak rozpowszechnione, że … mało kto chce o tym w ogóle mówić.

Pamiętasz jak czytałaś/eś na początku:

.. efektami pokazywania rozpaczy: „o, zobacz, jaki ja jestem biedny, jestem taki ponieważ zostałem skrzywdzony i nikt mi nie pomógł”

Jakże często nikt tego nie chce słuchać!
To bardzo dziwne, ale możecie zaobserwować, że „litowanie się nad sobą“ jest oceniane nadzwyczaj negatywnie. Zwłaszcza w kręgach, gdzie panuje moda na sukces.

Jest i odwrotna strona medalu: takie wyrażenia jak „kochać siebie“ wielu ludzi „oddanych dla innych” [często współuzależnionych] uznaje za coś nieprzyzwoitego, albo wstrętnego. Ludzie na tyle nie opiekują się sobą, że wielu z nich zamurowuje tą sferę doznań.

Część z nich uważa, że jeśli coś robią dla innych, to ci inni zobowiązani są do odpłacenia im i opiekowania się nimi [to występuje np. w współuzależnieniu].

Czasami trudno zorientować się gdzie jest zdrowy środek. Co ciekawe – zawiera on zdrowe zainteresowanie swoim stanem emocji, a nie wykorzystuje ich do manipulacji otoczeniem.

Tak często chcielibyśmy coś zrobić, żeby tylko to nasze Wewnętrzne Dziecko przestało być takie zemocjonowane, „rozkapryszone”.  Tak jak na poniższym obrazku, rodzice podchodzą do dziecka z własnymi emocjami, bombardując je nimi. To jest część tabu krzywdy – rodzic nie chce być świadkiem przykrych emocji w dziecku, więc próbuje je rozbawić, rozśmieszyć, cokolwiek, żeby tylko nie widzieć „przykrej minki” swojego malucha.

Emocje dziecka, to co ono czuje, bardzo często są nieważne w tej relacji. „O! Zobacz syneczku, jak ładnie mamusia podała do stołu! Uśmiechnij się, bo mamusi będzie przykro, a takiego ładnego syneczka ma!”  „Czemu się znowu mażesz, znowu masz jakieś fochy?!”

Jak dziecko ma opowiedzieć o swoich przeżyciach? Kiedy ma na to czas? Komu ma o tym opowiedzieć, jak rodzic zbliża się podekscytowany swoimi emocjami, i za chwilę odchodzi, jak mijają. I chyba najważniejsze – jak takie dziecko ma się nauczyć zauważania u siebie emocji i wyrażania ich? Samo? Jeśli ma samo to zrobić, to musi poczekać jeszcze 20 lat. Lat, które potrzebują owych umiejętności emocjonalnych do prawidłowego rozwoju.

To kto kogo ma wychowywać? Dziecko zostaje często samo ze swoim zmartwieniem.

W wielu organizacjach zajmujących się wychowaniem dzieci ich krzywda jest pomijana, przemilczana. Jest bowiem często tak tragicznie duża, że.. nie starczyłoby czasu, pracowników, pieniędzy do zajmowania się tym. O wiele praktyczniej jest uczyć „czegoś nowego“ i wprowadzać młodych na świat, aby otamowując wewnętrzne odczucia pracowali dla siebie i dla społeczności. Nic w tym zdrożnego, aby sobie dobrze radzili. Jednakże:
a) stłumione uczucia i emocje jak nie wyjdą w czasie dzieciństwa, to wyjdą przed małżeństwem i spowodują katastrofalny wybór małżonka
b) jeśli nie przy ślubie, to wyjdą w czasie wychowania własnych dzieci
c) jeśli stłumione uczucia są bardzo duże [np. przypadek starych dusz], to taki człowiek, mimo, iż może mieć wiele umiejętności i wiedzy, nie będzie w stanie funkcjonować w społeczeństwie, Dusza będzie go hamować.
d) jeśli ktoś ma sporo złej karmy, to nie będzie sobie w stanie poradzić z nią od dzieciństwa i od razu wejdzie na tragiczną ścieżkę życiową, albo stając się przestępcą albo ofiarą [np. prostytucja]

Mam tu ciekawą osobistą historię. Byłem kiedyś na terapii grupowej DDA w oficjalnym ośrodku terapeutycznym. Ileś młodych ludzi pracowało nad swoją traumatyczną przeszłością. Podobnie ja. Jednak jak już byłem wcześniej ponad rok w grupie wsparcia DDA, to tam zrzuciłem z siebie wiele wściekłości i żółci [energie związane z obciążeniem yang – pogryzieniem od symbionta]. Myślałem, że na terapii jest odpowiednie miejsce do tego, aby drążyć dalej temat. No, niestety, jak przyszedłem do poczucia krzywdy, jak zacząłem wyrażać je razem na odpowiadające mu sposoby, to się zaczęło. Mówili – przestań, to nas denerwuje, to nas zaburza. Przestań w ten sposób mówić, już raczej gniewaj się, wściekaj, krzycz [yang], to jesteśmy w stanie przyjąć. Ale nie pokazuj tego, co pokazujesz, nie rób takich scen z siebie.
Starali się kierować mnie, kontrolować moje emocje. Na dzisiaj widzę, że sami bali się, że mogliby do czegoś takiego dojść w sobie, że coś takiego, „tak potwornego“ mogłoby się u nich ujawnić! Nie byli gotowi na kontakt z tymi emocjami.
A przecież oni mieli ograniczony czas terapii, ograniczone możliwości, zaraz potem przecież musieli iść w życie, musieli „się zebrać“ i dobrze funkcjonować. Wręcz lepiej funkcjonować niż dotychczas. A jakby się rozłożyli, … to terapia by nie zafunkcjonowała!
Terapeutka też nie umiała dać miejsca na pracę z tym poczuciem skrzywdzenia. Większość grupy protestuje, więc uległa, a może sama się bała że w grupie powstanie coś złego z tego? Prostym efektem było, iż zwinąłem swoje przeżycia i poszedłem z grupą dalej, gdzie akurat szła.

Właściwie bardzo rzadko są możliwości spotkania się z akceptacją efektów zatrucia przez wejście. Odkrycie aktywnych przyczyn depresji, czy też choroby psychicznej jest tabu. „Nie użalaj się“ – taki jest przekaz. Grupy osób, które pokazują owo skrzywdzenie np. przez żebranie marginalizuje się, nie pomaga się im, lecz spycha w obszar niepokazywany społecznie.

Jedni ludzie drugim nie chcą na to pozwolić, bo ich samych by to mogło mocno zaboleć. Powiedzą raczej: „zrób coś z sobą, bądź mężczyzną, tak nie wolno“. Czyli przechylą szalę na stronę yang. Nie dziwota, że proces wtórny [podświadomy, nie dający się kontrolować] równoważy sprawę będąc tym bardziej yin. Tym bardziej pokazuje chore yin, czyli poczucie skrzywdzenia. Niemęscy mężczyźni pokazują właśnie chore yin. Nastały takie czasy, gdy może ono zacząć się pokazywać.

Nie można oczekiwać zdrowego yang bez uleczenia chorego yin. Ucieczka od chorego yin do yang bez uleczenia yin nie załatwia sprawy. Jest to zamiatanie sprawy pod dywan.

Dlaczego i jak nie rozważać własnego poczucia krzywdy?

Wielu, wielu ludzi nie chce w ogóle pracować z sobą z poczuciem skrzywdzenia, nawet mając depresję lub chorobę psychiczną.

Depresja sama z siebie jest tak dojmująca i jest to stan o tak małej aktywności, że taki człowiek wydaje się niesłychanie statyczny, bierny, niechętny. Jednak,  jakby pogrzebać, znalazłoby się pod tym sporo poczucia krzywdy.

W chorobie psychicznej wydaje się często, że taki ktoś wyjechał do innego świata i przeszłe doświadczenia z planety Ziemia już go nie obchodzą, już są poza nim. Tak [w moim przekonaniu] działa poczucie krzywdy i jej tłumienie. Niekiedy są objawy poczucia zagrożenia [związane z krzywdą], ale zwykle jest to jakieś przeniesienie [np. zagrażają mi przechodnie, zagraża mi UFO, zagrażają mi policjanci]. Dlatego taki stan wygląda na urojenie [które uważane jest często za niepoprawne odejście od realności, takie postawy były niegdyś tłumione np. elektrowstrząsami]. Natomiast owo przeniesienie  obaw na ufo jest spowodowane tym, że nie można się gniewać na prawdziwego agresora, jest to zbyt niebezpieczne [np. utrata bliskości, rodziny, środków do życia]. Typowym przypadkiem jest, że małe dziecko bardziej chroni rodzica, niż siebie [w swoich uczuciach]. Jak więc rodzic jest z betonu i jak to on jest agresorem, jak nie ma mu sposobu na pokazanie własnego poczucia skrzywdzenia – lepiej wierzyć, że to UFO [albo ktokolwiek inny] krzywdzi.

Wszystko więc jakby się sprzysięgało na to, aby osoba pokrzywdzona nie dotykała się w ogóle swojego poczucia krzywdy. Ja zaś z uporem mówię: warto to poczuć, odszukać, przeżyć i oczyścić. Wydaje się bowiem, że jest to droga do aktywnego życia.

Dlaczego nie rozważać własnego poczucia krzywdy? Pytanie to jest trochę prowokujące, natomiast wskazuje na naszą realność, w której żyjemy.

Dlaczego nie rozważać własnego poczucia krzywdy?

Po pierwsze dlatego, że nikt tego nie robi. Któż się tak naprawdę „porządnie” zajmuje swoim skrzywdzeniem, aby je oczyścić? Zwykle rozpamiętywanie krzywd jest używane do tego, aby postawić sobie silniejsze ego, które jest uprawnione do czegoś więcej. I wtedy prawdziwe pozbycie się poczucia krzywdy – jest wręcz niekorzystne. Jak bowiem pozbędę się poczucia krzywdy [członkostwo w ZBOWiD] to utracę bon na darmowy węgiel!

Ale i zwykłe przeżycia nie dają nam prawdziwie wniknąć w rzeczywistość przeżywania poczucia krzywdy. Jak się można czuć w takiej sytuacji – wchodzę w obszar, w którym zdecydowałem, że czuję się gorzej, skrzywdzony [to przychodzą dawne odczucia]. Ego wyrywa włosy z głowy – „przecież masz się dobrze czuć, wręcz lepiej niż inni, czem prędzej wracaj z tej ścieżki!“

Po drugie, dlatego, że wokoło jest wielu takich, którzy chcą abyśmy tego nie robili. Wywierają presję, aby nam „było dobrze“, tzn. abyśmy ich nie rozsierdzali – sami nie ręczą za siebie – przecież tak mocno pracują, aby ukryć w sobie to poczucie skrzywdzenia, ledwie im się to udaje! A przykład takiego, kto „sobie pozwala“ na otwarte mówienie o tym mogłoby łatwo przelać czarę goryczy. Musieliby się przed sobą do czegoś przyznać…

A tego nie chcą. Wniosek: trzeba być podporządkowanym i układnym w obowiązującym systemie.

Istnieje wiele, wiele sposobów tłumienia swoich odczuć. W naszym obszarze kulturowym najbardziej „prawomyślne“ to czarna herbata powszechnie obecna a jakże skuteczna i oczywiście przepracowywanie się. [nieprawomyślnych się sami domyślacie – są łatwiejsze do spostrzeżenia, ponieważ są piętnowane].
Czarna herbata działa na poziomie witalnym i fizycznym, tłumiąc przejścia energetyczne witalne i fizyczne, przez co poziom astralny nie zstępuje do ziemskiego doświadczenia.
Przepracowanie [w pracy zawodowej] daje takie zmniejszenie energii, że już się niczego nie chce, a zwłascza „grzebać w sobie“. Poza tym trzeba odpocząć, zregenerować się dlatego, że jutro też trzeba iść do pracy.
Wystarczy te dwa, aby latami całymi izolować się od dość delikatnych odczuć i je najzwyczajniej ignorować. Szczególnie te dwa sposoby są „korzystne“ dla osób mających poczucie krzywdy. Można niemal z dużą dokładnością rozpoznawać osoby niegdyś skrzywdzone z ich pomocą. Samodestrukcja [ciała, losu] jest kolejnym diagnostykiem uruchamiającego się na zewnątrz poczucia krzywdy.

Dodatkowo jest do użycia sposób wypróbowany: jedzenie. Zła dieta wywołuje senność, ospałość, zmniejszenie żywotności, otyłość, nawet poczucie choroby. Jak to dobrze pokazuje, oddaje obraz osoby, która jest pokrzywdzona! Oto Dusza pokazuje poprzez ciało, jak się czuje.

To są wariacje stanów depresji, otępienia, braku napędu które opisałem przy zatruciach od wejścia [link].

Także „najedzenie się“ jest świetną kompensatą.

„Jestem skrzywdzona/y, to dam sobie to ciastko, tamten batonik, oj, jak dobrze, wreszcie ktoś mi coś dał, coś co mi pozwala pożyć przyjemniej, co odsuwa mnie od tego przykrego przeżycia skrzywdzenia“.

Czyli wychodzi, że jest coś takiego, jak poczucie pokrzywdzenia [co raczej nie chcemy przyznać] i ów batonik jest na to plastrem.

Podbnie zakupy, kupowanie sobie „czegoś fajnego“. Albo „oglądnięcie czegoś” – odsuwa nas od dyskomfortu. Chodzenie do kina, na koncerty – taki człowiek się „nie nudzi”, ale też nie kontaktuje ze swoimi emocjami.
Zaspokaja to na chwilę głód Duszy, głód wyrównania krzywdy, który nigdy nie może zostać tak naprawdę zaspokojony. Na pewien czas – tak, ale tylko na pewien czas.

Dopiero oczyszczenie go dać może trwałą zmianę.

Jednak proszę pamiętać: sposoby tłumienia owego poczucia krzywdy [zajadanie, tłumienie emocji poprzez herbatę, telewizję, zapominanie o sobie i swoich uczuciach w pracy] nie są prawdziwymi przyczynami. Praca z nimi może ewentualnie doprowadzić do przyczyn, ale nie musi.

Próby stłumienia tych niezdrowych nawyków to zupełnie rąbanie nie tego drzewa co trzeba. Psychoterapia zna taką zasadę: „klient ma prawo do swoich osobowościowych obron“. A więc, jeśli się przepracowuje, to nie należy go prosić o wzięcie dwumiesięcznego urlopu, aby zajął się sobą. Jeśli nadmiernie je, to trzeba skierować jego myśli na przyczyny dlaczego to robi, nie zaś dodatkowo stresować go wprowadzaniem drakońskiej diety. Można lekko zmniejszyć te zastępcze środki, natomiast trzeba mieć świadomość, że są to jedynie efekty czegoś głębszego.

Wprowadzenie lekkiego ograniczenia jest tu dobre, ponieważ zwiększa poziom wyrażania się emocji, które mogą nam powiedzieć, co Dusza przeżywa.

Niektórym wręcz udaje się „zwalczyć nałóg“, czyli przewalczyć siebie bez znajomości emocjonalnych przyczyn, dlaczego ów nałóg powstał. Niemniej, warto nad sobą pracować i odzyskiwać swoje życie z obciążeń, tak więc i to też jest wartościowe.

Co z Łazariewem?

Ale dlaczego Łazariew mówi, że jest korzystnie akceptować to, z czym Wszechświat do nas przychodzi, jeśli nawet to jest trudne, niekomfortowe? Żeby się radować tym, że Dusza jest ratowana? W czasie, gdybyśmy nie mieli owych trudności, blokowania, mogłoby to być niekorzystne dla otoczenia, dla Świata. Gdybyśmy mieli tak dużo energii, żeby przemóc wszystkie przeszkody życiowe, a pod spodem mielibyśmy nieustające poczucie pokrzywdzenia, to wzmożona energetyka, większe umiejętności czy możliwości mogłyby:

A) dać większy stopień ekspresji dawnych zranień. Tu Hitler jest dobrym przykładem. Jego poczucie pokrzywdzenia z powodu Traktatu Wersalskiego wzmocniło się poprzez zjednoczenie się z podobnymi postawami u wielu Niemców – i co dało w rezultacie? Jatkę. [przyczyna „traktat wersalski” oczywiście była pewnie przeniesieniem z innych, wcześniejszych, bardziej osobistych przyczyn]. Pamiętasz, co Łazariew mówił? Choroby blokują programy niszczenia. Hitlera zablokowali, ale ile trzeba było wysiłków..

B) Pozostawanie w procesie pierwotnym [nie dopuszczanie do siebie poczucia krzywdy i nie pracowanie nad tym] może skutkować np.

  • odczuwaniem wewnątrz poczucia niesprawiedliwości z powodów bieżących, a nie tych dawniejszych – prawdziwych
  • pragnieniem wytworzenia sprawiedliwości ludzkiej
  • niekontaktowaniem się z własnymi emocjami
  • postawą ateistyczną, mówiącą, że Wszechświat to tylko „jakiś ogromny zbiór atomów” a liczy się tylko to, co widać.

C) Jeśli nie chcę przyjmować do wiadomości tego, co się zdarza w moim życiu z powodu „takiego przykrego losu” jaki mam, to jakże ja będę mógł nań wpływać? Chyba tylko zewnętrznie. Jak będę mógł postrzec to, co ma się wydarzyć z powodu moich postaw wewnętrznych? Jak będę mógł oczyścić własną karmę? Lepiej bowiem przyznać się do własnego sprawstwa w swoim życiu, lepiej wziąć odpowiedzialność za to, co się wydarza, ponieważ w końcowym rachunku mam możliwość coś z tym zrobić.

Nie chcę gloryfikować tu postawy ofiary przyjmując przykrości od losu: „O, zobaczcie jaki ja biedny, jaka stała mi się krzywda!! To ten ohydny los tak zrobił, to oni się do tego przysłużyli!” Łazariew bowiem mówi: jeśli stało ci się coś złego, nie manipuluj tym, a zobacz to, jako ratunek dla Duszy, bądź pokorny wobec wydarzeń, losu. Może bowiem za pomocą tego Wszechświat zapobiegł niszczeniu miłości w tobie?

Wyznawcy Islamu mają ciekawą postawę pokory – jeśli coś jest bardzo doskonałe [jakiś przedmiot], to dają jej jakąś cząstkę niedoskonałą, aby pamiętać, że tylko Bóg jest doskonały. Podobnie, jeśli nasze ego zacznie zawojowywać życie, jeśli chce przeżyć to życie „po swojemu”, to Wszechświat może dodać temu życiu jakąś niedoskonałość, aby się ego wywróciło. Ego ms bowiem bardzo płaski obraz świata, głębia przeżywania się w nim nie mieści. Albo jest sukces, albo porażka [ciągłe porównania]. Natomiast życie jest o wiele głębsze niż to.

No doba, tyle opisu.

Co z tym robić?

Najprościej mówiąc – dać sobie opiekę, której kiedyś brakowało, przeżyć ponownie dawne doświadczenia i świadomie wybrać inaczej niż kiedyś.

Proste zdanie, natomiast realizacja bywa trudna.

Po pierwsze, niegdysiejsze ofiary zwykle tak są okręcone obecnym życiem, tak są zajęte innymi ludźmi, cudzymi sprawami, własnymi dziećmi [to jest nadal nie sobą], że w ich życie nie można szpilki wstawić.

Czy dla nich jest to rozwiązanie?

Niech sami zadecydują, na ile samym im na sobie zależy. Wszechświat dąży do tego, abyśmy się zindywidualizowali. A indywidualizacja, to także dbanie o siebie, kochanie siebie.

Cała sytuacja na tym polega, z tego się bowiem zrodziła, że właśnie im mało co na sobie zależy. Jest to więc pewna postawa roszczeniowa: czują się na tyle skrzywdzeni, że nie biorą [często nieświadomie] decyzyjności w swoje ręce, chcą aby życie im odpłaciło za tą dawno doznaną krzywdę. W takiej pozycji Dusza może trwać nawet wiele wcieleń.

Proszenie ich, aby poszli na terapie, jest proszeniem, aby zmienili podstawowe intencje życiowe. Ale czy tego chcą – muszą się sami zastanowić. Na ile mnie samej/samemu na sobie zależy, czy tak naprawdę chcę zmienić swoje życie?

Ile jestem w stanie „poświęcić“ dla siebie? Ile czasu w tygodniu jestem skłonna/y przeznaczyć dla siebie, dla pracy nad własnymi kłopotami? Ile [czasami złudnych] zewnętrznych symboli prestiżu jestem w stanie oddać? Ile symboli zmniejszających wewnętrzne cierpienie jestem w stanie poświęcić? [„ten obrazek tak mnie dobrze nastraja”  – nie muszę go wyrzucać, ale czy jestem w stanie obyć się bez jego wsparcia?] Czy jestem z tym człowiekiem skłonna/y się rozstać na rzecz pracy z własnym zranieniem? [„Gościu tak mnie absorbuje, że nie mam czasu dla siebie, ta relacja jest taka ważna dla mnie!”]

Szersza perspektywa

Jak patrzę w naszym kraju jest świetne miejsce na pracę z wewnętrznym skrzywdzeniem. Polska przez wieki była pięknym miejscem na rozwijanie się frontów wojennych, więc całe pokolenia były krzywdzone i poczucie krzywdy, skrzywdzenia się mocno zapisało na tych ziemiach. Nic więc dziwnego, że osoby tu inkarnowane mocno mają podsuwane pod oczy krzywdy osobiste.

Koniec epoki „Musisz“

Już nie musisz. W Europie od wielu już lat nie ma wojen. Nawet państwa się połączyły, ponieważ się porozumiały. Nie ma potrzeb z poziomu pierwszej czakry, a przynajmniej większość z nich jest rozsądnie zaspokajana.

[tu wyobrażenie pierwszej czakry:]


Przychodzą potrzeby z czakr wyższych [piramida Maslowa]. Już możemy zająć się osobistą przyjemnością [czakra druga]. Już też możemy osobiście działać [czakra trzecia]. Czy rzeczywiście możemy? No nie do końca.

U osoby z blokadami czakr dolnych z powodu zatrucia wejściem, które mają wewnętrzne poczucie skrzywdzenia, osobiste działanie jest mocno zablokowane. Już nie „muszą“ one ratować siebie lub innych, nastał czas uzdrawiania, leczenia. Pojawia się o wiele więcej osób „leniwych“, niezbornych, nieprzystosowanych osobiście lub społecznie. Dusze już dają znać, iż powoli zaczynają być gotowe do oczyszczania poczucia wewnętrznej krzywdy.

Emocje i jeszcze raz emocje

Praca psychoterapeutyczna jest pracą z polem emocjonalnym [astralnym]. Wszelkie prawdziwe osiągnięcia terapii możliwe są, gdy ów czynnik jest dobrze zaangażowany. Ezoterycy mówią, iż poziom astralny jest najsłabszy spośród poziomów subtelnych występujących u człowieka. Właściwie i kobiety i mężczyźni od niego rejterują. Mężczyźni w myślenie – plany wyższe od emocji, kobiety w ziemskość i ciało – czyli w plany niższe od emocji. I tak, zarówno nie mogą się spotkać na wspólnym gruncie [mogliby się porozumieć, ale uciekają od wspólnych przeżyć], jak i osobiście robią sobie kuku, odsuwając prawdziwe rozwiązania spraw i kłopotów życiowych.

Jeśli więc coś proponuję – to pracę z emocjami i dochodzenie do przyczyn. Metod są setki i będą powstawać nowe – jeśli tylko mają takie cechy, warto się ich trzymać.

Oczywiście można się wspierać innymi praktykami, np. hata jogą. Ona też daje wzniesienie emocji, przepływ energii [obrazek – link]:

//

//

//

Reklamy