Wahadła i ważność


[teksty pochylonym drukiem pochodzą z książek Wadima Zelanda „Transerfing”, czasami dodaję pozycję tekstu w książce; tom i stronę, np. II93]

Wahadła

Wahadłem nazywa Zeland każdy obiekt, który jest w stanie:
„zahaczyć nas energetycznie” [przykuć naszą uwagę]
wyciągnąć z nas zasoby [energię, czas, pieniądze, uwagę]
sterować nami wg. swoich reguł, którym się podporządkowujemy

O, dużo tych wahadeł, czyż nie?
Wszelkie organizacje są wahadłami – członkowie owszem, coś zyskują, ale także coś tracą [płacą] należąc do nich. A więc: szkoły, zakłady pracy, firmy, korporacje, kluby, religie, kościoły, związki wyznaniowe, grupy koleżeńskie, rodziny, państwa, itd.

Działanie wahadła
„Zwykły człowiek” jest przekonany, że jego droga życiowa przebiega od wahadła do wahadła. Zaczyna się urodzeniem w rodzinie, poprzez szkołę, firmę, własną rodzinę, religię – odprowadzającą z tego świata. Ludzie generalnie są przyzwyczajeni do pracy i wysiłku [zaprzeczającego często własnym pragnieniom Duszy, potrzebom Ducha]. W takich wypadkach dobre odczucia są w miarę rzadkie, a życie naznaczone jest przykrością. Osoby bardziej wrażliwe często mają większe lub mniejsze stany depresyjne. Wystarczy, że żyją w społeczeństwie i na jego warunkach.

Wahadła przyciągają nas, abyśmy żyli na ich warunkach. Na szczęście jednym z naczelnych magnesów, który powoduje przyciąganie jest poczucie ważności danej osoby, bądź poczucie konieczności [hipnoza społeczna]. Na szczęście oba elementy można redukować.

Jeśli zostawimy sobie poczucie konieczności wchodzenia w ustalone społecznie ramy oraz stwierdzimy, że nie musimy sobie udowadniać poczucia własnej ważności, to życie może potoczyć się zupełnie inaczej, o wiele przyjemniej.
Niestety, jesteśmy dopiero na początku tego nurtu, dopiero niedawno w historii można liczyć czas osobistego przebudzenia ludzi do życia wg. własnych potrzeb, pragnień, wyborów. A jest to, jakby nie było, podstawą pracy duchowej, bowiem pójście za własnymi głębokimi potrzebami jest afirmacją własnej Duszy, własnego Ducha, jest ścieżką wyrażania własnej głębokiej Istoty, pochodzącej od Najwyższego.

Taka indywidualizacja bardzo mocno sprzyja powstawaniu Świadomego Ja osoby, a przez to osobistym postępom na ścieżce duchowej.
W szkołach tego nie uczą, w rodzinach także nie bardzo umieją wspierać w tym młodych ludzi. Zwykle trzeba sobie samemu/j radzić.

Z pewnością można żyć w zasięgu wahadeł i rozwijać się duchowo, natomiast haracz energetyczny płacony wahadłom jest duży, stąd na osobisty rozwój idzie mało zasobów energii, czasu, uwagi, pieniędzy.
Zeland wskazuje, że można to zmienić, jednakże reguły, którymi wahadła świata nami rządzą są w miarę ostre i bezwzględne. Stąd i nasze osobiste posunięcia muszą odpowiadać tym standardom, jeśli chcemy istotnie być równoprawnymi partnerami na tych płaszczyznach.
W zwykły sposób rozważając możliwości usunięcia się z zasięgu wahadeł wydają się mało dostępne. Jednakże dla osób, które medytują, które pracują z własnym umysłem, własną Duszą, oczyszczają własną karmę – sposoby, które podaje Zeland są jakby wykrojone z jogicznych praktyk duchowych. A więc – są jak najbardziej dostępne. Potrzeba jednakże uważności, stanu medytacyjnego, wglądu duchowego [dodam, że są to w miarę proste metody]. I wtedy sprawy zależności od społecznych wahadeł nikną jak śnieg w maju.

Poczucie konieczności

Uważam osobiście, że pierwszym progiem, który napotyka się w momencie przechodzenia na osobiste linie losu jest hipnoza społeczeństwa i jej zakazy.
Hipnoza, dowolna, powoduje zaburzenie postrzegania i halucynacje. Dla jakichś celów Dusza [albo podświadomość, część Duszy] podejmuje hipnozę, aby w jakimś okresie czasu zyskiwać coś w życiu. Np. poczucie przynależności, zgodności z grupą, podległość prawom społeczności. Niemniej hipnoza „zakrzywia” widzenie świata. Nie tylko optyczne widzenie, można powiedzieć, że bardziej wykrzywione są zwykle odczucia energetyczne. Hipnozy powodują zadzieżganie łączy i więzów energetycznych, których w normalnych warunkach nie zrywamy – o wiele łatwiej jest wtedy podporządkować się zasadom i korzystać z „przywilejów” społeczności. Piszę w cudzysłowie, ponieważ wiele z nich nie wygląda dla osobowości na przywileje – np. byci poddanym, podległym, bądź ofiarą. Jednak dla Duszy, z punktu widzenia jej wielowcieleniowego rozwoju, taka pozycja się liczy i jest przez nią uznawana za wartościową, czy nawet cenną. W rozwoju duchowym ważnym krokiem jest zauważenie owych korzyści Duszy. Wtedy będziemy mogli patrzeć inaczej na sprawy, które nas bulwersowały. Z pozycji rozwoju Duszy może bowiem okazywać się, że ona i tak zyska. Człowiek może cierpieć, osobowość może się buntować, a Dusza zyskiwać – taki paradoks.

Społeczność [chyba każda] ma mniejsze lub większe zakazy odstępowania od niej! Bez takich zakazów, które są prymitywnymi prawami, większość społeczności by się rozpadło, a członkowie nie dali by rady tyle osiągnąć, co w społeczności. Dlatego, myślę, że nie należy potępiać ani społeczności, ani też owych prymitywnych mechanizmów scalających. Każdy poziom bytu rządzi się swoimi prawami, odpowiada poziomowi zaawansowania swoich członków. I można powiedzieć – zasługuje na szacunek, ponieważ przyczynia się do generalnego rozwoju Wszechświata. Jeśli nie mamy buntu wobec tej zależności, to dobrze, ponieważ nie nabieramy poczucia ważności [np. „to my jesteśmy od nich lepsi, a oni tacy prymitywni”], o czym więcej za chwilę.
Z kolei pozostawanie w społeczności, z której wyrastamy zwykle będzie niekorzystne dla takiej jednostki. Więc pojawia się nieuniknione odejście, im bardziej pokojowe, tym lepiej dla wszystkich. Oczywiście, aby odejść, trzeba przekonać własną Duszę, że owe hipnozy trzymające nas w obrębie grupy są do oczyszczenia, do pozostawienia, i że możemy iść dalej w swoim rozwoju, nikomu nie przeszkadzając i nikogo nie krzywdząc.
W taki sposób uwalniamy się od hipnozy wahadła. Mogę dodać, że hipnoz jest wiele, razem z jedzeniem mięsa, potraw pszenicznych, oglądaniem telewizji, a nawet obawianie się o los jest także hipnozą, która spaja społeczności. Gdy osiągamy wobec nich swobodę, możemy, ale nie musimy ich stosować. Wolność w tym wypadku polega na braku konieczności stosowania.

Ostrzegam!

Jeśli jesteś młody/a, nie masz zabezpieczenia życiowego a metody kreacji losu są dla ciebie nie do końca sprawdzone – pamiętaj, aby się nie dać oszukać. Nie bądź naiwny i nie porzucaj dotychczasowego systemu oparcia życiowego. Prawdziwa ezoteryka nie jest szleństwem.

Jeśli płyniesz na wodzie, przechodzenie z jednej łódki do drugiej możliwe jest, gdy obie są blisko. Wtedy przekładasz nogę przez burty i jesteś bezpiecznie w drugiej łódce. Jeśli zaś tej drugiej łódki nie ma, wyjście z pierwszej skończy się najmniej zamoczeniem a może i grozić znacznie coś gorszego. To, że opisywane są tu „cudowne” sposoby, nie oznacza, że JUŻ są w zasięgu twojej ręki. Są bardzo nowatorskie, a jeśli jesteś „na życiowym musie” to będzie korciło cię, żeby zaufać czemuś, w czym nie masz praktyki. Stawką jest jednak życie. Zostałeś/łaś ostrzeżony/a.

Ważność

Oprócz hipnoz, mamy drugi ważny czynnik podległości wahadłom. Na ile jesteśmy zahipnotyzowani, na tyle zwykle nie mamy poczucia własnej wartości. Im gorzej ktoś o sobie podświadomie myśli, tym zwykle daje się obciążać, w tym i hipnozami, uważając, że jeśli jest niegodny, to „musi” się temu lub tamtemu poddawać.

Po jakimś czasie [nawet po iluś wcieleniach] kolejna osobowość może jednak już być na tyle rozwinięta, że patrzy na realia i nie bardzo chce je przyjmować. Jeszcze nie jest w stanie zmienić niskiego poczucia własnej wartości w swoim wnętrzu, ale już mentalnie zaczyna pracować i ustala, że „on/a tak nie chce”. Takie postawy są fundamentem wszelakich rewolucji. Oczywiście nie mają one solidnej podstawy i wiadomo, jak kończą rewolucje – żałośnie. Jednak krok osobowości ku swobodzie jest wartościowy.

Pierwszym więc krokiem w uwalnianiu jest podniesienie własnej ważności we własnych oczach. Tu ciekawostka – Wszechświat jest złożony, wielopoziomowy. To, co jest zasługą na jednym poziomie, na którymś poziomie wyższym jest – z racji innych zasad, praw na nim obowiązujących – przeszkodą. I tak poczucie ważności, które daje bunty i rewolucje, „uświadomienie mas” i rozwój społeczny, na wyższych ciałach duchowych jest owo poczucie ważności siłą wywołującą nadmierne potencjały i siły równoważące ze strony wahadeł.

Na niższych poziomach poczucie ważności oczywiście także dawało siły równoważące w postaci armii tłumiących rewolucje. Mimo tego, zmiany zachodziły. Niemniej na wyższych poziomach, osobiste poruszenia poczuciem ważności już są na tyle kosztowne, na tyle wyczerpują energie, na tyle uruchamiają wahadła z ich siłami równoważącymi, że dana osoba mocno hamuje w rozwoju.
Dopiero zmiana kierunku działania, z rozwijania własnej ważności na rozwijanie własnej wartości, wraz z wewnętrznym przekonaniem, dopiero to skutkuje ruszeniem do przodu.

Poczucie własnej ważności jest jednym z fundamentów ego. Ego istnieje, jest stwarzane, ponieważ osobna istota uznała siebie za ważną. To zaistnienie ego jest kluczowe zarówno w ciągu reinkarnacji, że się pojawia ego, jak i w rozwoju jednostkowym, gdy rozwija się ego dziecka.

W naszych rozważaniach jesteśmy jednak już o wiele dalej, gdy przeszliśmy etapy pracy z pomocą wysiłku [czyli tzw. zamiaru wewnętrznego]. Pracy z pomocą wysiłku uczą w szkołach, które najpewniej nauczyły Ciebie co i jak dokonywać, aby działając z użyciem różnorakich sił wykonywać pracę.
Transerfing jest tu odmienną koncepcją. W naszym skomplikowanym świecie jest [przynajmniej dla mnie] nauką dającą duży oddech, duże rozluźnienie napięcia, tak rzadkie w świecie wiedzionym przez konieczności, przymusy i prymat finansów.

Alan Watts mówi w filmie o tym, jak prowadził studentów opuszczających mury uniwersytetu.

Pytał ich: „co chciałbyś/chciałabyś robić, jeśli pieniądze nie stanowiłyby problemu?” Wtedy przychodzące odpowiedzi oddawały prawdziwe, duchowe postawy: pragnienia doświadczeń od Duszy, pragnienia wyrażania się i twórczości płynące od Ducha. Osobowość i kalkulujący umysł przez tak proste pytanie były usuwane na chwilę „na półkę”, jak to buddyści umieją robić i do głosu dochodziły prawdziwe dążenia.
Co ciekawe, to, co mówi osobowość, umysł, ego – jak wynikało z filmu – było naznaczone w istotny sposób poczuciem KONIECZNOŚCI zbierania, gromadzenia własnej ważności. Konieczność zarabiania pieniędzy, ustawienia się w życiu, robienia kariery, „dobrego” małżeństwa, to wszystko wspierało poczucie własnej ważności, nie zaś potrzeby Ducha i Duszy.
Dusza jak i Duch nie miały takich potrzeb. Duszy nie szkodzi, czy doświadcza czegoś na górze, czy na dole drabiny społecznej. Duch podobnie – nie szkodzi mu aż tak bardzo, że używa farb z najwyższej półki, albo z najniższej malując obraz, najważniejsze jest twórcze przejawienie.

Można więc sądzić, że osobowość i wyrachowany umysł to ośrodki, które warto monitorować podczas podejścia do przesuwania się na liniach urzeczywistnienia losu [na liniach wariantów losu]. To proponuje transerfing, zaznaczając jednakże, że przesunięcie, translacja jest możliwa gdy jest na to energia, gdy osobista ważność jest minimalna. Zarówno bowiem gromadzenie, udowadnianie osobistej ważności jest kosztowne energetycznie, jak i sama zgromadzona ważność osobista jest niejako kotwicą blokującą możliwości przesunięcia swojego losu na inny tor.

A więc – albo czujesz się ważny/a, albo swobodny/a. To intuicyjnie jest proste do pojęcia.
Dotąd wielu ludzi wybierało karierę jako podstawę osiągnięcia swobody. Obecnie wiele osób myśli bezpośrednio o swoich duchowych porywach, bez oddawania dużej części siebie na cele wahadeł. Jest to duża zmiana.
Aby się to udawało, potrzeba umiejętności. Może nie takich, które znamy ze szkół, a takie, które są mądrością życiową z wysokich poziomów. Książki o Transerfingu Wadima Zelanda przedstawiają dla mnie bardzo cenne podsumowanie wielu już znanych przekazów i wskazanie nieznanych dotąd.
Przesuwanie swojego losu na inne ścieżki wydaje się być zaawansowaną sztuką, dla niektórych pewnie pozostanie szarlatanerią. Osobiście uważam, że osoby mające mniej dojrzałych ciał subtelnych nie będą się za to brały, ponieważ ich bieżący rozwój obejmuje prostsze sposoby ekspresji. Zaś dla starych Dusz, dotychczasowe sposoby działania [wraz ze „zwykłym” zarabianiem pieniędzy] mogą odchodzić poza zasięg, więc poszukiwanie nowych sposobów na czasami zwykłe, codzienne przeżycie, jest koniecznością.

Jak pewnie się domyślasz, poziom zaawansowania realizacji, o których Zeland opowiada domaga się odpowiedniego poziomu zaawansowania umiejętności. Jeśli będę mówił w przyszłości o wysokich ciałach subtelnych, nie dziw się. Opowieści Zelanda dobrze wpisują się w działania na najwyższych mi znane poziomy duchowe, chociaż on tego nie wskazuje.

Poza tym dzięki dotychczasowemu opisaniu obciążeń duchowych na mojej witrynie, biorąc narzędzia Zelanda pod uwagę, będzie można próbować wytłumaczyć zasady działania tych kłopotliwych [dla nas] bytów duchowych, które nam robią wodę z mózgu, kradną energię i wysyłają na margines społeczeństwa. Działają one na zasadach dostępnych we Wszechświecie także nam, tyle, że używają tych zasad niecnie i mocno szkodliwie. A przecież owe zasady nie są ich wyłącznością, są także dostępne dla nas. Kwestią jest, czy zdołamy się wznieść na odpowiednio wysokie ciała subtelne i z ich pozycji dokonywać osobistych poruszeń.

Kto wie, czy się nie nauczymy działać z podobnymi mocami duchowymi, z podobnym zdecydowaniem jak nasi dotychczasowi oprawcy, w odróżnieniu od nich –  w dobrych celach i z dobrymi intencjami. Widzę tu duże możliwości, przynajmniej potencjalne.

Na koniec zestawienie. W czasie życia możemy przyjmować różne osobiste postawy. Możemy mieć dużą osobistą ważność, co się równa brakowi pokory wobec ludzi, Wszechświata. Możemy mieć małą osobistą ważność, czyli postawę akceptacji, pokory, co zaleca Zeland.

Z drugiej strony możemy mieć równocześnie dobre lub złe odczucia. Zobaczmy jak to jest.

[jeśli obrazek się źle wyświetla, kliknij nań]

Waznosc i odczucia

1. ćwiartka. Najgorsza, ponieważ człowiek mający taką postawę jest bombardowany negatywnym przekazem wchłania go, a jednocześnie jest postawiony w sytuacji, gdy nie może nic poradzić na to, co widzi. Jest to sytuacja nie do pozazdroszczenia. Oczywiście gromadzą się negatywne emocje, które przed telewizorem nie mogą być rozładowane.

2. ćwiartka. Tu już trochę lepiej, przynajmniej odczucia są pozytywne. Taki ktoś ma poczucie dobrego zaangażowania, niemniej jednak ująłem go w wierszu tabeli oznaczonym „nie działam”. Taki ktoś nie uruchamia urzeczywistnienia w świecie – wisi w przestrzeni wirtualnej, może  być urzędnikiem, matematykiem, wykładowcą na uczelni, menadżerem. Produkuje i przetwarza papier.

3. ćwiartka. Jeszcze lepsza, chociaż nie najlepsza. Jest to pozycja zwykłych, produktywnych osób. Widzą coś do zrobienia w swoim życiu, w świecie – i robią to. Mają cele, niemniej też mają najczęściej brak satysfakcji. Jak to mówią „pracy nie przerobisz”. Wydawałoby się, że mogą się cieszyć efektami, ale zarówno odczucia nie są specjalnie dobre, jak i przyszłość też nie jest jakaś świetlana. Niemniej trzeba przyznać, że ważność, z powodu działania jest u takich osób na niskim poziomie.

4. ćwiartka. Zeland proponuje przyjąć taką postawę. Jest to tzw. zasada koordynacji zamiaru, znana w kręgach pozytywnego myślenia jako zasada twórczego myślenia [nazywam ją zasadą twórczej postawy wewnętrznej, bo to nie myśli są twórcze, a podświadome postawy, myśli wobec nich są wtórne]. To co głęboko przechowujesz w umyśle, ziszcza się. Wszystko idzie tak jak trzeba [III197], możesz pozwolić sobie nie wiedzieć, jak powinny rozwijać się zdarzenia, zrelaksować się. Zwolnij uchwyt kontroli nad scenariuszem i daj sytuacji możliwość pomyślnie się rozwiązać. To oczywiści jest taoizm, ale świadomy, kreatywny taoizm. Mamy bowiem slajd, który medytujemy, uruchamiamy twórcze siły Wszechświata jednocześnie utrzymując własną ważność na niskim poziomie.

Reklamy