c) Krokodyle, [tzw. symbionty]
Uwagi do tekstu są na końcu strony.
Najpierw będzie dużo opisów zjawiska, a potem pomysły, co z tym zrobić.. Żeby wiedzieć, co robić, trzeba wiedzieć, z czym mamy do czynienia.
Obciążenie, za którym ludzie wzdychają
To trzeci typ obciążeń [link], jeszcze bardziej niezwykły niż wejścia. Jednak nie rzadszy. Bardziej niezwykły, ponieważ osoby [albo mające to obciążenie, albo związane z takim kimś] nie mają prostego ludzkiego doświadczenia. Jeśli przywołać “nadczłowieka” to taki ktoś z krok. ma doświadczenia jakby ponadludzkie [bardziej lub mniej]. Jednakże w tym samym czasie jego świat jest mocno zaburzony, nierzadko pełen cierpienia. Wiem, że mało kto z obciążonych kr. chce prawdziwie sobie uświadamiać te sprawy.
Zwykle to obciążenie dotyczy osób, które NIE WYGLĄDAJĄ na obciążone! Więcej – zwykle mają duże osiągnięcia i przyciągają uwagę. Inni ludzie próbują im dorównać!
Jak więc myśleć o takich osobach, że mają jakieś kłopoty?
“To JA mam taki kłopot, że nie umiem tak dobrze sobie radzić, jak oni.
“
- często widzę ludzi, którzy raczej tak by powiedzieli, kiedy porównują się z osobą mającą symbionta.
Ale nawet tego nie mówią, bo się wstydzą. Wstydzą się, że im w życiu nie wychodzi, że nie umieją doścignąć tych “naprawdę dobrych”. Żeby wiedzieli, co jest podstawą takich dużych osiągnięć…, jaka jest ich cena.. to by może inaczej mówili.
Oto pytanie w serwisie randkowym postawione przez jakiegoś pana pani 35 lat, Skorpion, wykształcenie średnie, blond, z Warszawy:
Pytanie: Najbardziej pociągają mnie osoby…
Ostatnio ktoś powiedział, że zna o wiele prostsze sposoby opisu i oczyszczania takiego obciążenia. Że nie trzeba aż tak analizować. Proszę o informację od osób, którym się to udało. Ja jak dotąd bowiem słyszałem jedynie o niechęci do rozpoznania, o dużych kłopotach z przyznaniem się, a co dopiero z oczyszczeniem tego typu obciążenia. Jeśli przeczytasz tekst, zobaczysz jak duża liczba osób w Polsce z tym ma kłopot – czy bezpośrednio, czy też pośrednio – jako ofiara [link].
Dziwaczna nazwa
Nazwa “k.” jest nazwą umowną [często skracam nazwę tego obciążenia, aby nie epatować samą nazwą]. W pierwszym przybliżeniu można by nazwać kr. jako “obciążenie x” i dalej je badać, dokładniej je określać… Nazwa “obciążenie x” nie przeszkodziłaby w badaniach ani w osiąganiu rezultatów badań i analiz.
Wiem, że niektóre osoby irytuje samo określenie. Jeżeli taka nazwa Ci przeszkadza, w momencie napotkania jej zamień ją sobie na słowo “socjopata”, albo “osoba o osobowości nieprawidłowej” i myślę, że może to dać ulgę umysłowi nastawionemu naukowo. Jestem zdania, że wiele osiągnięć naukowych jest bardzo wartościowych, i że warto ten punkt widzenia rozszerzać, poznawać w obszarze ezoteryki. Wszak opisujemy jedną i tą samą rzeczywistość. Jeśli jesteś Chrześcijaninem możesz to nazywać tak, jak Kościół to przyjął – zniewoleniem.
Kiedyś doszedłem do wniosku, że zarówno naukowcy jak i ezoterycy trochę się na siebie boczą i efektem są jakby “dwa światy”, różne światy ich poznania. A przecież chyba chodzi o badania jednej realności, czyż nie?
Jednak nazwa tego obciążenia nie jest tu przypadkowa i z czasem można zrozumieć, iż Awiessałom Podwodnyj miał dużego czuja, żeby tak to nazwać. Bo to on pierwszy, o ile wiem, napisał o tym typie obciążeń. I nie napisał wiele – w książce “Rozwój duchowy” ok. 10 stron, jeśli dobrze pamiętam.
Natomiast z moich obserwacji, jest to temat o wiele obszerniejszy i warty mocniejszego zainteresowania, przynajmniej dla osób mających z tym do czynienia. Moje dywagacje są więc zdecydowanie szersze od opisu Podwodnego. Czerpię w nich z bogatych odkryć psychologii, psychiatrii i oczywiście ezoteryki. Przypatrywałem się długo temu zjawisku, robiłem własne badania wahadłem, nauczyłem się czuć energie [bioterapia] i dzięki tym umiejętnościom odkrywałem działania energetyczne przy tym obciążeniu. Zresztą moje zadanie na to wcielenie jest właśnie takie – rozpatrzeć zagadkę krokodyli i mojej relacji z nimi. Możesz się domyślić, iż moje obciążenia są komplementarne – typu yin, też o tym dalej napiszę.
Dobry obiekt do obwiniania
Oprócz tego, że osoba z krokodylem jest interesująca i dobrze sobie radząca, to zwykle często rani otoczenie. Dlatego też wydaje się bardzo dobrym obiektem, wobec którego mamy pretensje. Niekiedy bardzo duże pretensje i z dużym gniewem wyrażane. O tym też będzie.
Jak odróżnić osobę mającą aktywne krokodyle?
Osoby obciążone przez krokodyla nazywam nosicielami. Można by je nazywać “gospodarzami”, o ile by miały jakiś wpływ na to obciążenie. Okazuje się, że wpływ ten jest jednak bardzo nikły.
Symbiont to zaś typ pasożyta, który coś w zamian daje. Kr. jak się dowiemy, daje dużo, ale bierze też dużo, chyba nawet czasami więcej. A na pewno na początku daje więcej a mniej bierze – żeby zachęcić do “współpracy”, natomiast z czasem więcej i więcej nosiciel traci niż zyskuje.
Pytanie:
> Z Pana opisu raczej odniosłem wrażenie, ze te krokodylki to całkiem sprytne istoty a nie ‘błędne oprogramowanie’. Może sama nazwa krokodylki mi to sugeruje.
Dobrze pojąłeś, że bardziej to jest istota niż oprogramowanie [czyli wzorce]. To taka pół-istota.
Jak odróżnić osobę mającą krokodyla? Jest to dosyć proste. Najłatwiej znaleźć takie osoby, jeśli zgadza się opis charakterystycznych cech – wystarczy ledwie kilka cech z poniższego wyliczenia. Osoby, obciążone krokodylem, można określić jednym [bądź kilkoma] z wielu znanych i używanych określeń, jak na przykład [określenia te są zebrane w kategorie]:
jest to osoba ponadprzeciętna pod jakimś względem:
osoba przebojowa,
aktywna, zaradna [często wybierana albo pchająca się na kierownicze stanowiska]
bardzo niekiedy umiejętna, umiejąca dokonać czegoś, czego inni nie są w stanie dokonać!
[troszkę adrenaliny naszło po tym filmie?]
Taka osoba realizuje “sen o szczęśliwości” [jak np. american dream]. Gdy nie masz kr nawet gdy wiele osiągniesz, to wyglądasz jakbyś nie osiągnął wiele. Gdy masz kr. to nawet gdy nie osiągasz wiele, to ludzie patrzą na ciebie jak na zdobywcę, wygranego. Czyż to nie piękne i ponętne? Takie by było, jeśli byłoby prawdziwe.
Są to osoby z inicjatywą, ambitne,
idące przez życie przebojem, czasami zupełnie nie mająca strachu, ale też czasami nie mająca rozumu
, prostego rozsądku.. on gdzieś przepada. Bo jak inaczej określić zawieszanie się na słupkach autem w nadziei, że “mnie to jednak się uda”?:
tu łącze do filmu, jeśli go nie widać w tekście: [link]
Wniosek: osoba z krokodylem jest przekonana [niemal zawsze, na dzień dobry], że zasługuje na jakieś wyjątkowe traktowanie. Już sama ta jedna cecha może być wystarczająca, aby rozpoznać kr.
Jest to taka osoba, co nie odczuwa często lęków [często więc potrafiąca więcej znieść stresu, ale do czasu], nie wyobrażająca sobie skutków własnych działań, osoba mająca siłę przebicia,
osoba politycznie poprawna,
o dobrych manierach, niekiedy bardzo dobrze wyglądająca, wybijająca się z tłumu..
“mająca gadane”,
czarująca, czaruś, uwodziciel, uwodzicielka, kusicielka, ..

osoba ponadprzeciętnie atrakcyjna [o tym później będzie], jednym słowem bardzo może się podobać przeciwnej płci
Tu może przykład. W Norwegii jest bardzo wysoka skała nad jednym z fiordów. Ludzie tam chodzą, aby doświadczyć niezwykłego przeżycia – zobaczyć tak wysoką jednolitą skałę zwieszającą się nad wodą.
Jednakże niektóre osoby, właśnie posiadające to obciążenie, o którym piszę, mają o wiele silniejszą potrzebę doznawania skrajnych przeżyć. Dodatkowo brak lęków przed skutkami popycha te osoby dosłownie na skraj przepaści:
a oto dalsze cechy:
może być to osoba uzależniona:
nałogowiec, “nałóg” [osoba poddana nałogowi], alkoholik, narkoman [oczywiście jest to tuszowane, nie jest miło coś takiego słyszeć..]. Proszę pamiętać, że te stany chorobowe są demokratyczne, zdarzają się na każdym piętrze drabiny społecznej. Taka osoba może istotnie nie wyglądać jak nałogowiec, może się np. kryć, może nie przyznawać się do nałogu [to nic wspaniałego mieć nałóg].
Warto pamiętać, że nałóg nie jest koniecznym objawem przy istnieniu symbionta. Widziałem i znam wiele osób, które mają sporego kr. a nie są anie alkoholikami, ani narkomanami. Natomiast przebywanie w ich obecności może być równie przykre, gdy symbiont chce się najeść energii.
osoba taka może mieć trudności emocjonalne:
a więc może być to osoba czasami agresywna, aleksytymik,
ktoś bez serca, jeśli chodzi o głębsze relacje, osoba bez empatii [to częste przy tym obciążeniu - i chyba najbardziej bolesne. Przy dużej życzliwości takiej osoby napotykamy się bardzo często na brak wyczucia, co ja mówię!? na brak chęci do zaakceptowania, iż druga osoba w ogóle coś odczuwa! Zwłaszcza dla pań jest to trudne do zniesienia. I - paradoksalnie - tym bardziej je to przyciąga do nosiciela-oprawcy. Wiele kobiet bowiem uważa, iż "ich miłość" to zmieni. Oszukują się, że "w ich przypadku będzie inaczej" i że "im się uda". A tak naprawdę chęć zmiany nosiciela kr. jest skazana na niepowodzenie. Więcej, symbiont i jego opiekun cieszą się, ponieważ pojawia się osoba, którą będzie można manipulować, która w swej naiwności przyczepi się na długi czas do nosiciela i będzie dostarczać swojego czasu, opieki, uwagi, energii. Tylko tak trzymać! - mówi kr.
kłamca, oszust, osoba trollująca na forach internetowych. Pewnie wiele razy spotykasz się na forach z niewłaściwym, raniącym zachowaniem. Spokojnie większość z tych postów piszą osoby z krokodylem. Jeśli tylko a) czujesz się pokrzywdzona b) chcesz "uświadomić" tej osobie, że się myli, że cię skrzywdziła - to jest duża szansa, iż zaraz nadepniesz gadowi na ogon.
ktoś nieczuły/a [osoba bez empatii],
nosiciele krokodyla są doskonałymi żebrakami! Czy to chodzi o 50 groszy, czy też o miłość [jakby się wydawało do grobowej deski]. Biorą na litość JAK CHCĄ!! Wywołują super poczucie winy, jeśli tego czego chcą nie dostają. Przy nosicielu będzie cię skręcać z poczucia winy jak bieliznę podczas wyżymania. Zapamiętaj to odczucie i tą osobę, co wywołuje to odczucie – ona najprawdopodobniej ma sporego krokodylca!
mimo swoich lat zachowujący się jak rozkapryszone, rozwydrzone dziecko [co prawda nadal będące osobą dorosłą i utrzymujące wszelkie konwenanse związane z dorosłością]
osoba o osobowości nieprawidłowej, osoba podła [to wiesz dopiero po jakimś czasie, nie rozpoznasz tej podłości przez "dobre maniery" - symbiont jest mistrzem zewnętrznej poprawności - mimo, iż ktoś jest pokrzywdzony, to takiemu komuś trudno określić sposób na który został zwiedziony, oszukany, bo podświadomość nie wie do końca co się stało.. stąd więc trudno nazwać kogoś osobą podłą i stąd pojawia się polityczna poprawność, aby nie używać takich określeń. Po części racja - jeśli oskarżymy w oczy symbionta to dostaniemy po kościach, oj dostaniemy..]
jeśli stoisz po jego stronie, jest do rany przyłóż. Jednak niedługo musisz zacząć akceptować jego aspołeczne, egoistyczne postawy. Jeśli nie – spojrzy się na ciebie z głębokim zdziwieniem – “jak to, przecież mam do tego prawo aby postępować raniąc kogoś, czy też nie biorąc go pod uwagę…” Nosiciel krokodyla lubi być w synchronii z kimś, kto jest mu uległy w takich wypadkach, ponieważ to wspiera jego decyzję o posiadaniu symbionta i przekonuje, że bycie “ponad innymi” jest ok. Taka osoba traktuje znajomych, dom, pracę jako “swoje rozszerzenia”, z którymi właściwie może robić co chce. Najlepiej wiedzą o tym żony, zwłaszcza chcące mieć swoje zdanie.
naiwny/a, wydaje się takiemu człwiekowi, że otoczenie zapomni, kim jest, co zrobił złego komuś – powraca do swojej ofiary z tym “pozytywnym nastawieniem” jakie miał przed zrobieniem krzywdy. Powraca i mówi z uśmiechem: “to co, już w porządku, już ci przeszło?” Nie zauważa że komuś się stała krzywda przez niego/ją. NIESTETY, wiele osób, zwłaszcza pań, niestety nie chciałoby pamiętać dawnych przewin “tak wspaniale prezentującego się kogoś, zwłaszcza, że powraca do niej”. Nie chce pamiętać i przyjmuje, okłamując siebie, że on jest skruszony, że “zrozumiał”. Nic nie zrozumiał, nawet nie próbował. Z kilkanaście dni pani odczuje to na swojej skórze w czasie kolejnego epizodu.
to, że zapomni swojej winy, nawet nie będzie chcieć jej znać to jedno. Drugie to to, że za diabła nie będzie chcieć kogokolwiek przepraszać. Jeśli nie słyszałeś z czyichś ust nigdy słowa “przepraszam” – to jest bardzo podejrzane! – taka osoba bowiem nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami. Jakby miała, miałaby współczucie, zrozumienie. A to świadczyłoby, że nie ma dużych obciążeń.
osoba ta widzi winę nie u siebie, a u innych. Osobiście kiedyś czułem się nadużyty mocno przez to, że pewna pani nadawała godzinami mi przez telefon o swoim życiu, o kłopotach itp. Po czym zdenerwowała się i zaczęła mi wymawiać: “tak źle się ze mną obszedłeś, przez godziny całe tylko mnie słuchałeś i słuchałeś!” – coś takiego mówiła, ja zbaraniałem. Nie dała mi dojść do głosu, o nic mnie nie pytała, a na koniec zarzuciła, że źle ją traktowałem. Ale krokodyle mają swoje własne podejście do sprawy..
poniższe cechy pochodzą z tekstu “Jak rozpoznać narcyza zanim będzie za późno” tu link:
- taka osoba bardzo często uważa, że zasługuje na specjalne traktowanie . Jeśli parkuje, to nie zważa na trawniki ani, że komuś zajeżdża wyjazd. I nawet nie przejdzie mu/jej myśl, że czyni coś niecnego. Jeśli postawione są na przyjęciu kanapki, to zjada te najlepsze [jak np. w filmie "Masz wiadomość"].
Jeśli żąda pensji, to bez względu na możliwości pracodawcy. Jeśli ustala plany, to nie widzi pomysłów innych [owszem, zauważa je, ale traktuje jakby zupełnie nie miały związku ze sprawą]. - taka osoba stara się “przynależeć”. Jakże starannie wymawia słowa “witaj w klubie!”. Oczywiście chce pochwycić kogoś w obrąb swoich zależności energetycznych [czyli do swojego klubu]. Próbuje się otaczać osobami wartościowymi i wynosić [zupełnie "naturalnie", automatycznie ponad nich]. A jak ja nie chcę do takiego klubu należeć?
- narcyz lubi używać języka pozbawionego emocji. Taka postawa “kuul”, o, zobacz, jaki jestem zdystansowany, jak mnie to nie porusza..
Oczywiście podświadomie namawia do tego otoczenie, powodując stępienie emocjonalne i uczuciowe, spłycanie relacji.
Powoduje swoimi energiami zaburzenie relacji, nieuchronne zmniejszanie bliskości [nawet jeśli nosiciel jest sympatyczną osobą!]
Daje to jednocześnie poczucie “radzenia sobie” z trudnymi emocjami, poczucie wychodzenia “ponad” jakąś sprawę.
Niestety są to jedynie ułudy, żadnego problemu emocjonalnego, uczuciowego, istotnego problemu w związku w taki sposób nie da się rozwiązać. - Bycie ogromnie serio na temat siebie samego. Terapeuci mówią, że takie osoby mają osobowość wykutą w kamieniu. Oj, nie pożartujesz bracie z takiego człowieka. Nie da ci na to pozwolenia. Tu zawiera się łatwość z jaką narcyz może być zraniony [a właściwie jego ego]. To jest tzw. kruche ego, wrażliwe na jakikolwiek docinek. Okazuje się, że wcale taki “kool”, zdystansowany nie jest. Przeciwnie – jest drażliwy do przesady, wręcz prowokacyjny na swoim punkcie, na punkcie swojej ważności. Będzie testował na ile może “zaistnieć” w środowisku, np. podając obsceniczne kawały albo przeklinając [no zobaczymy, czy ktoś będzie fikał i mi zwróci uwagę, to go wtedy zaatakuję pokazując jakim jest frajerem].
Pamiętasz, aby kiedyś powiedział kawał?
Jego kruche ego potrzebuje częstego podtrzymywania pochwałami, schlebianiem. Wchodzi więc w tekie kręgi, tak się pręży, aby to zaspokojenie ego uzyskać. Jakże jednak można być prawdziwie chwalonym i jednocześnie zupełnym urwipołciem? Nie daje rady – dlatego narcyz ma tak wiele kłopotów z otrzymywaniem pochwał. Jednocześnie krokdodyl daje mocne wsparcie – pokazuje prawdziwie nadludzkie energie. I w stosunku do tych zwykli ludzie istotnie wyrażają zachwyt. To wreszcie daje narcyzowi zaspokojenie, ale i utwierdzenie, że posiadanie krok. jest bardzo pożyteczne. - narcyz potrzebuje wysokiego poziomu stymulacji psychicznej. Dopiero przy odpowiednim natężeniu, nakręceniu emocji zaczna czuć “żywotność”, przy niższym czuje się na wpół umarły. Więc do kręćka [nieświadomie] dąży.
Świetnie do tego nadają się różnego rodzaju napięcia emocjonalne, kłótnie, sprzeczki, “problemy”. “Czemu więc nie iść ku nim, jak tak dobrze się w nich czuję?” – to podświadome przekonanie.
To okresowo powtarzające się interakcje z obiektami swoich konfliktów podtrzymują wewnętrzne zamieszanie, utrzymują narcyza w gotowości, napełniają go odurzającym poczuciem, że żyje. - narcyz wewnętrznie często jest oburzony, ale nawet tego nie chce pokazać. Utraciłby wiele blasku, zna społeczną cenę ukazywania swoich afektów. Jedynie w sytuacji prywatnej jest zdolny do rozjuszenia na kogoś, kto nie jest “po jego stronie”
może być to osoba opisywana przez specjalistów jako psychopata. Psychopatia to ułomność uczuciowa. Widzisz czarującego faceta, czarującą kobietę. Myślisz sobie – taka ładna osoba pewnie też jest miła, przyjazna, wręcz urocza.. A tu ZONK! Nic z tego – jest tylko ładna, atrakcyjna, obrotna ale może nie być ani uczuciowa, ani miła, ani przyjazna, ani co więcej urocza. Zwłaszcza, jeśli masz na myśli stały związek. To nie jest zasada, bo i ładni ludzie są mili i uczuciowo zdrowi, ale często tak jest, że nabieramy się na opakowanie..
socjopata, wredny [jest taka książka "Wredni ludzie"], np. szef stosujący protekcjonalny ton a potem działający na niekorzyść pracownika, stosujący tzw. mobbing.
wściekły – są osoby z symbiontem które nie znoszą, iż otoczenie ma inne zdanie. Z pomocą kr podporządkowują energetycznie swoje otoczenie i narzucają swoje postawy, przekonania, wybory. W takim domu dzieje się źle, ponieważ “tylko pan domu” ma rację. Dzieci są wściekłe, ponieważ nie daje im wzrastać zgodnie z ich wewnętrznymi potrzebami i nawet do spraw, do których nie ma prawa, wtyka swój nochal – np. do zakupów z własnych oszczędności dziecka.
osoba z ADHD, może kierowca na poniższym filmie to ma?
czy wreszcie klinicznie podchodząc może być to osoba opisywana przez specjalistów jako psychopata, socjopata, – jeśli zastosować terminy medyczne, psychiatryczne [tak, tak, medycyna dobrze zna takie przypadki, chociaż nie opisuje przyczyn ezoterycznych, to jednak psychiatrzy dobrze są zorientowani w temacie] Ja wiele razy się zastanawiałem, dlaczego ezoteryka i psychiatria nie schodzą się – ezoteryka wydawała się “przesłodzona”, natomiast psychiatria nie dawała wytłumaczeń, tylko opisy.
Jak widać, potoczne lub fachowe określenia, które tu zastosujemy są ogólnie znane. Nie odkrywamy Ameryki jeśli chodzi o opis zewnętrzny.
Te określenia nie muszą występować wszystkie jednocześnie
i zwykle jest tylko kilka z nich, ale może występować ich kilka z różnych kategorii, np. “osoba o dobrych manierach, pijąca, nieczuła”.
I określenia te nie muszą stosować się przez cały czas do danej osoby. Wiele czasu możemy go/ją obserwować jako “normalnego człowieka”, i to człowieka atrakcyjnego, przyciągającego swoją osobą, swoim zachowaniem [o tym później będzie]. Ale np. co dwa tygodnie gościu ma jazdę. Albo ciąg alkoholowy, albo zaczyna zachowywać się mocno aspołecznie, bezwzględnie. Ta różnica wydaje się tak ogromna, że przecieramy oczy, czy to rzeczywiście nadal jest ten nasz miły znajomy?!!
Tu jest ukryty pewien mechanizm – nosiciel krokodyla nie postępuje ciągle tak samo.
Co prawda w ostrych przypadkach może taka osoba być bardzo jednoznaczna, np. niektóre postacie medialne. Pewna osoba, dobrze znana z TV ma wysokie mniemanie o sobie. Niemalże wszystkich lekceważy, wypowiada się lekceważąco, a jednocześnie jest obecna w mediach. One niechybnie zarabiają na jej wizerunku. Łatwo można [jak mój tato] zdenerwować się na jej sam widok, czy wspomnienie. Natomiast trzeba mieć dużego krokodyla, żeby tak postępować.
Osoba o dwóch twarzach
“- Maciek to taki dobry chłopak,
… tylko czasami robi się taki agresywny..”
“Nie jest ciągle psychopatą! – przecież nie mogę nazwać go chorym psychicznie. Czasami przecież jest bardzo miły, szarmancki a nawet pociągający.”
A przynajmniej tak to wygląda – i daje wiele, wiele nadziei – co również jest jednym z mechanizmów przyciągającym ludzi do tej osoby.
Takie wypowiedzi słyszałem wielokrotnie.. Wątpliwości i jeszcze raz wątpliwości – po prostu ludzie szukają jednego, niezmiennego profilu osobowościowego. Chcą widzieć dobrze, pozytywnie, przecież mówiono im, aby przebaczać, aby być dobrymi dla innych. Stąd taki dysonans poznawczy. Skąd nagle zupełnie inne zachowanie u takiego kogoś?
A tu jest inaczej – są spore zmiany, czasami nie wiadomo z kim się ma tak naprawdę do czynienia – i to też jest symptom.
Np. alkoholik może być określany jako “dusza człowiek”, ale czasami wyjdzie z niego zwierzę i weźmie górę nad w miarę przytomnym umysłem. To, jak bardzo krokodyl przejawia się, zależy od stopnia obciążenia. Stopień ten może być niewielki, średni albo duży. Potem może przepraszać, korzyć się, ale co napsuł, tego nie zdoła naprawić.
Kłamca, oszust może mieć dobre relacje ze znajomymi i być postrzegany jako miły człowiek, … dopóki nie wyjdzie jakiś jego duży numer.
[najprawdopodobniej samo oszukiwanie też temu człowiekowi nie za bardzo jest miłe, ale traktuje je jako coś .. z zewnątrz,
Nie umie wziąć za nie odpowiedzialności ani nie chce/nie umie tego zaprzestać. Tak jak alkoholik nie jest w stanie sam przestać pić.
W jakiś sposób ma rację, ponieważ kłopoty tworzy symbiont, nie nosiciel, który nie czuje się za to odpowiedzialny.
Ale na pomoc pojawia się owa "polityczna poprawność", która każe nie nazywać spraw po imieniu, każe stosować eufemizmy. I sprawa jest zwykle niezanalizowana - choć nadal jest zagrożeniem.]
Narkoman może być świetnym kolegą… do momentu, gdy wywinie taki numer, że powali z nóg.
[najprawdopodobniej odurzanie się traktuje ta osoba jako coś.. wręcz potrzebnego, na pewno pozytywnego, lecz nie umie zidentyfikować się z tym procesem "brania", tak jakby były okresy czasu, gdy to ktoś inny bierze.. Gdy nałóg wygra, taki ktoś potrafi się bez żenady włamać do sklepu albo okraść.]
Narkoman zresztą “nie jest ciągle narkomanem”, ponieważ nie chodzi stale nawalony do pracy czy do szkoły.
[przekonanie o tym, że ktoś jest narkomanem tylko wtedy gdy jest odurzony nie jest prawdziwe]
Alkoholik może pisać wspaniałe piosenki, ale czy jego rodzina się dobrze ma? Wielu twórców było i jest alkoholikami. Czy to zmniejsza piękno piosenek? Nie. Czy to zmniejsza skutki tragedii, których byli owi artyści przyczyną? Też nie.
[alkoholik często nie umie przestać pić, ponieważ nie wydaje mu się, że to on "zawinił". jeśli nawet coś się dzieje po alkoholu,
to "nie jest on", zapytajcie następnego dnia
. trudno też takiego kogoś oskarżać - mamy przeświadczenie, że istotnie
"coś się z nim stało niedobrego", i to coś przyszło jakby nie z niego. I to istotnie jest prawda.]
O dwoistości przejawiania się takiej osoby jeszcze będzie napisane poniżej.
O pochodzeniu krok. w życiu osobistym i w cywilizacji
pisze Czarek w swoim tekście [link].
Nie szukać czegoś na podobieństwo krokodyla!
Proszę wszystkich badaczy, poszukiwaczy, żeby nie szukali w wizjach istot podobnych do gada nazywającego się krokodyl. Czy to Nilowy czy to jakiś inny. TO TYLKO NAZWA, to coś nie wygląda jak krokodyl-gad.
pytanie: czy krokodyle mozna widziec jako węze? [w wizji]
odp: kr oczywiście można widzieć w wizji jako węże. To zależy od konwencji w jakiej Dusza przemawia w wizjach
kr osobnego nie widać, ponieważ kr jest częścią ciała subtelnego człowieka [wstawką, wsuwką] i nie ma osobnej formy
Andrzej 23:21:25
to “pół – istota”, mówię – taka wstawka. Tak jak masz białą sukienkę z bawełny, a wszyłabyś w nią klin z sztucznego białego materiału
Andrzej 23:21:59
to byś nie zobaczyła tego z kilku metrów i byś pomyślała, że cała jest z jednego materiału
ABC 23:22:52
czemu ja ciagle szukalam oddzielnej istoty?
Gotowość do brania
Co ciekawe, osoby z kr są chętne do kontaktu. Dlaczego? Czasami bowiem kr czuje się głodny i chce się posilić. Jest gotowy do brania, brania cudzej energii. Za darmo.
Stąd wychodzą takie postawy jak poniżej.
- Osoba z kr astralnym [często jest to osoba uzależniona]
Swoboda w emocjach, uczuciach, brak “zobowiązań”.. Ma przekonanie, że “mu się należy”, że może brać, że nie jest tak naprawdę związany zasadami, konwenansami, obowiązkami. Ma gotowość do brania.
i przykład obrazkowy:

Tak właśnie działa kr. Na zewnątrz – zapewnienia, a wewnątrz i tak swoje myśli i zrobi. Ma gotowość do brania, bez względu na zasady, na relacje, na przysięgi [także małżeńskie].
Inny przykład kr astralnego i jego otwartości na jedzenie. Tym razem idziemy sobie nad fosą, ścieżką dla pieszych, trawnik, ławeczki. Widzimy – pięciu panów i.. brak piwa.. Jeden z nich jest bardziej aktywny, jakby czekał na kogoś.
Gdy podchodzisz w pobliże odwraca ku tobie głowę, próbuje nawiązać kontakt wzrokowy, jest otwarta na “znajomość” z tobą. Tak ciekawie wygląda. Nie bardzo zachęca co prawda ubiorem, który może zdradzać niechlujstwo, ale cóż.. Widzisz, że ma jakieś kłopoty, możeby coś pomóc? – kołacze się myśl w głowie. Jest “klejący się”, nie sposób odmówić kilku słów rozmowy. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej zwierzyny do jedzenia.
Ty też chcesz niezobowiązującej rozmowy.. ale czy na pewno niezobowiązującej?? Niestety, dla nosiciela kr zaraz zaczynasz być “swoim chłopem”. Zaraz zaczynasz być starym znajomym. Może skapnie mu kilka groszy na piwko? A kr astralny już cię zlinkował i wie, gdzie cię szukać i jak ssać twoją energię.
W trudniejszych przypadkach w parku możesz zostać wręcz zatrzymany i będzie ci się gościu narzucał, że potrzeba mu 50 gr.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą pomagać.
- Osoba z kr mentalnym
Taka osoba dąży do kontaktu myślowego, do “podyskutowania sobie”. Do “wymiany interesujących myśli”. I istotnie, ma o czym pogadać, bo jest bardzo sprawna umysłowo. Aż chce się rozmawiać. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufania tej zwierzyny którą wybrał do jedzenia.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą rozmawiać.
Humorystyczny przykład kr. mentalnego

Osoby z kr. mentalnym mają tak rozwinięty intelekt, że mogą dowolną działalność życiową przetransformować “na głowę” i w owej głowie żyć, myśleć, działać. Mogą wręcz rozwijać swój intelekt, aby się zdystansować od zagrożeń, odbić od przykrych przeżyć, np. w szkole – “będę lepszy w nauce, wysunę się na prowadzenie w klasie, będą mnie podziwiać”.
- Osoba z kr przyczynowym
Oto urodzony przywódca, ktoś, kto ma wizję. Właśnie poszukuje współpracowników, roztacza prorocze obrazy, zachęca do współdziałania. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej zwierzyny do jedzenia.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą być inspirowane, wręcz zachwycają się gdy ktoś im proponuje współdziałanie w realizacji pomysłu.
- Osoba z kr buddialnym
To już jest KTOŚ, nie byle kto. Gdy jesteś w jego obecności mija codzienność, zaczyna się “coś specjalnego”. Taka jest rozsiewana aura. Chcesz korzystać z tej aury, brakuje ci czegoś specjalnego w twoim życiu? Skumpluj się z nosicielem kr buddialnego, albo wejdź na służbę w pracy u takiego kogoś jako szefa. Będzie istotnie niezwykle, będziesz miał poczucie obcowania z czymś/kimś wyrafinowanym. Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej zwierzyny do jedzenia.
Tu cytaty nt. kr. buddialnego.
Kolegowałem się i czułem duże zrozumienie, nawet spore inspiracje od tej drugiej osoby z kr. Jednakże dla nich te wywody niestety nie przekładały się bezpośrednio na podnoszenie jakości życia i na rozwój osobisty.
Koleżanka jest ”wyrafinowana” i wiele osób czuje się przy niej odrzuconymi. Sporo jeździ im po samoocenie, zaniżając ją.
Wiele ”poważnych” rozmów przeprowadziliśmy. Sporo w sumie z tego się nauczyłam;). Ale to dziwne – ma krokodyla, a ja czuje , że jako jedna z nielicznych szybko łapie i rozumie mój punkt myslenia;) Dla innych gadam bezsensu:P Z nią jednak łatwiej złapać porozumienie.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą przeżywać “niezwykłe chwile”.
Osoba z kr. buddialnym może być ironiczna, zwykle ma poczucie “stania powyżej innych”, może mieć “śmiejące się oczka” jak to ktoś określił, ironiczne, wręcz cyniczne. Potrafi zamotać ludzi na poziomie wartości, przedstawić coś co jest istotne dla niego/niej jako istotne dla innych, a to, co inni określają jako dla siebie ważne – zbyć.
- Osoba z kr witalnym
Jest bardzo ciepła, nie, nic z “klejenia się” kr astralnego. Takie ciepło, które otwiera bramy, które daje poczucie dużej bliskości.. Miło. Niektórzy ludzie szukają czegoś takiego. Małe dzieci, jako że jeszcze nie mają zbyt dobrze zbudowanych granic są na to otwarte. Niestety kr witalny działa na wibracjach seksualności – może dobierać się do twojej seksualności, jeśli mu pozwolisz. Miałem niegdyś taki przypadek w pewnym hotelu, taki pan w średnim wieku zaczął się mną interesować, miło rozmawiać.. do momentu, gdy zorientowałem się, że dąży on do bliskości seksualnej. Po prostu był gejem i szukał małoletniego partnera. Z odczuciem zohydzenia się wywinąłem z tego uścisku energetycznego! Oczywiście dla niego to nic takiego nie było – “nic się nie zdarzyło przecież..”. Taaa, nic.. dobre sobie.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą, pragną bliskości. I dają się na coś takiego łatwiej nabierać.
–
Atrakcyjność – towar poszukiwany
Zdarzało się wam pewnie nie raz spotkać atrakcyjnego człowieka. Najczęściej atrakcyjność kojarzy się z atrakcyjnością dla przeciwnej płci. Więc dla kobiety będzie to atrakcyjny mężczyzna, a dla mężczyzny – atrakcyjna kobieta.
I co w takim momencie odczuwaliście?
Coś zdecydowanie przyjemnego, prawda? Ciągnie nas ku temu czemuś atrakcyjnemu. Często bardzo mocno ciągnie!
To coś powoduje, że „chcielibyśmy tam być”. Że chcielibyśmy mieć tą osobę za partnera/partnerkę, towarzysza w życiu.
Są osoby, których atrakcyjność jest spora, a także są tacy, których atrakcyjność niemalże powala nas na kolana. Panie mówią, że motylki w brzuchu czują, mężczyźni się prostują i szybciej im bije serce, krew uderza w różne miejsca.
Taaa…
Piszę te słowa generalnie do młodych osób, które mają w codziennym doświadczeniu pragnienie bycia z kimś.. właśnie atrakcyjnym dla siebie. Ale i osoby będące w związku mogą sporo się dowiedzieć.
Chcielibyśmy mieć tą osobę za partnera/partnerkę. Pytanie jednakże co dalej. Każdy wie – coś tam może pójść nie tak. Zwłaszcza, że taka wielka atrakcyjność.. [i nasza nieprzytomna adoracja] nosi ślady podejrzenia. I jest na to przyczyna.
Jeśliby atrakcyjność była równoznaczna z jakością związku, to im piękniejsza osoba, bardziej ponętna, tym by miała lepszą relację, wspanialsze małżeństwo. A tak nie jest. Widzieliście pewnie ileś bardzo atrakcyjnych osób, które miały miałkie albo nieprzyjemne związki [żeby użyć tylko takich określeń..] Atrakcyjność jest z jednej strony czymś wspaniałym.. a z drugiej strony.. często atrakcyjne panie się zastanawiają dlaczego tak nisko skończyły, a panowie dlaczego mają tyle awantur w domu.
Stąd z jednej strony ciągnieeeee nas niesłychanie do takiej atrakcyjnej osoby, z drugiej strony.. zaczynamy się mocno zastanawiać.
I chciałbym powiedzieć, iż to zastanowienie jest wartościowe.
Atrakcyjność – w cenie!
W dzisiejszych czasach atrakcyjność jest towarem o wysokiej cenie. Wystarczy prześledzić zalecenia dziedzin takich jak Public Relations czy marketing. Jednym z pierwszych, podstawowych zasad jest to, aby osoba lub produkt był atrakcyjny. Jest to tak podstawowe, iż mało kto, oprócz wąskiego kręgu naukowców, zastnanawia się nad samą sprawą źródła atrakcyjności. I wychodzi na to, że byle z jakiego źródła – grunt, żeby zaabsorbować klientów, ich uwagę, i pieniądze.
Atrakcyjność działa na tak wielu, a o tym własnym napędzie do zbliżenia się do atrakcyjnego obiektu niewiele ci ludzie wiedzą.
W pierwszym przybliżeniu atrakcyjność jest czymś niesłychanie dobrym i pomocnym. Jest to zespół cech, które dają gwarancję tego, że nasz zamiar się uda. Jeśli kupujemy atrakcyjny samochód, mamy podstawę do cieszenia się i przekonanie, że dokonaliśmy dobrego wyboru. Jeśli oglądamy atrakcyjnych ludzi, mamy przekonanie, iż znaleźliśmy się w odpowiednim towarzystwie. Takie są pierwsze, najprostsze skojarzenia. W pierwszym przybliżeniu są one prawidłowe.
Pociąg do atrakcyjności dotyczy znacznej większości ludzi. Ogromną moc, zwłaszcza w młodym wieku, u młodych ludzi, ma pociąg seksualny, też do „atrakcyjnych” partnerek, partnerów..
Cechy, jakie mamy w kupionym przedmiocie, lub u partnera/partnerki karzą nam się cieszyć -
mamy coś/kogoś atrakcyjnego, czyli – sukces! Mamy to, czego chceiliśmy, czego pragnęliśmy!
Niemniej świat jest bardziej skomplikowany. Nieuznawanie komplikacji świata nazywane jest naiwnością. W iluż filmach widziałem wskazanie, jak młodzi ludzie kierują się pierwszym odruchem wpadają sobie w ramiona. Mają co prawda dodatkowe odczucia, że coś jest nie halo, ale pierwszy odruch, pierwotna siła instynktu jest tak przemożna, iż przekonuje ich, że dokonują dobrego wyboru.
Jest to niestety wykorzystywane.
Nabieramy się w związkach, w relacjach
Gdyby nie aktywne siły rozwalające/niszczące relacje, zaburzające powstawanie związków, relacji między ludźmi, to relacji szczęśliwych mielibyśmy o wiele więcej!
Jedną z przyczyn są błędne nawyki, wzorce – to sugerują psycholodzy. Mają rację.
Jednakże są również inne, nie wiadomo, czy nie silniejsze, obciążenia duchowe , które nie pozwalają ludziom szczęśliwie żyć.
O tych obciążeniach niestety nie mówi się, bo niemalże nikt o nich nie wie, a psycholodzy nie dostrzegają ich, ponieważ z definicji nie wchodzą w świat duchowy.
Psycholodzy zauważają zjawisko, ale nie zauważają przyczyny – ciągle się dziwią, dlaczego tak się zdarza.
Jest to bowiem wiedza z zakresu ezoteryki, która jest z definicji poza zainteresowaniami akademickimi. I na tej podstawie uważana jest za niewartą zainteresowania.
Atrakcyjność jest jedną z pierwszych cech, jakie rozwijają krokodyle.
Przyjęcie krokodyla na pokład [do swoich ciał subtelnych] jest to bardzo – można powiedzieć – przebiegły sposób obciążenia człowieka, ponieważ wygląda na coś przeciwnego, na wzmocnienie go. „Obciążenie” kojarzy się nam z noszeniem czegoś, co nam ciąży, co zmniejsza nasze możliwości. A tu – pozornie wydaje się, że człowiek został wzmocniony. Natomiast tak naprawdę – osobowościowo, z punktu widzenia takiego prostego, ludzkiego – istotnie taki ktoś ucierpiał. Może to się dopiero po jakimś czasie wydać, jednak jest to ktoś wręcz niepełnosprawny w relacjach, w związkach. A co najmniej ktoś momentami przykry, nieczuły, chłodny, dystansujący się.
I taki wzmocniony człowiek wydaje się od razu atrakcyjniejszy, niż zwykły. Jednak jest to pozór, jest to wyjście poza coś ludzkiego.
Tym, że jest to obciążenie, czyli coś niekorzystnego, można tłumaczyć tak duże kłopoty w nawiązywaniu szczęśliwych relacji w parach z takimi osobami. Nie spotkałem pary, w której jedno miało krokodyla a oboje żyli w porozumieniu, szczęściu i miłości.
Spotkałem zaś WIELE par, w których jedno miało krokodyla i oboje mieli kaszankę, a nie związek partnerski, związek miłości.
[do takich dużych kłopotów w partnerstwie zaliczają się - niezrozumienie partnera/ki, oschłość, chłód uczuciowy, agresja, rozwód, bycie zapłodnioną przez [i noszenie dziecka] chłopca, który nie chce być mężem, itd. to tylko kilka z tych przykładów, które mam na podorędziu u znajomych. Są i większe patologie.]
Tak więc, moim zdaniem, jeśli:
1. zdobędziesz wiedzę na temat kto prawdziwie jest kimś atrakcyjnym – sam z siebie, a kto przyjął na pokład pewną istotę dodającą atrakcyjności
2. zdołasz rozróżnić między takimi osobami
3. nauczysz się [co może nie być łatwe] usuwać się z drogi takim osobom nieziemsko atrakcyjnym
- to masz szansę na to, aby uniknąć dużych, poważnych błędów życiowych.
Jak one to robią?
Żeby nie być gołosłownym, to przytoczę nauki pewnego pana, który uczy młodych mężczyzn, jak podwyższyć swój poziom atrakcyjności u kobiet. Otóż w poniższym filmie:
ten pan uczy [zupełnie zresztą sensownie], jak nabyć w rozmowie z kobietą trzy cechy, które tak bardzo przekonują dziewczyny do chłopaka. Oto, jakie to cechy:
a) upbeatness – czyli optymistyczny, zadowolony, mający poczucie własnej wartości, zasobności,
b) dominanace – wypowiadanie się z przekonaniem o swojej dominującej postawie
c) a bit of sensuality – zawarcie szczypty zmysłowości w wypowiedzi
Jest to szczera prawda – to właśnie przekonuje do atrakcyjności, mężczyźni „naturalnie” posiadający takie cechy są określani przez kobiety jako „super seksy”.Takich panów odbierają panie swoimi odczuciami, emocjami jako takich, którym nie mogą się oprzeć…
I tego uczy ten pan, jak się stać takim gościem. I może to mu się udawać, tego można się nauczyć, można to wręcz skopiować. Nie o tej nauce jednak mowa.
Chodzi o to, iż taką właśnie atrakcyjność, określaną takimi właśnie cechami odnajdziemy u krokodyli. Taką przemożną, nie do odparcia, a jednocześnie.. niewyuczoną. “Słowa same płynęły mi z ust” – słyszałem kiedyś takie opowiadanie pewnego człowieka o swoim doświadczeniu, w którym rozpoznałem, że u niego był uaktywniony kr.
Cechy atrakcyjności bezwiednie “wytwarzane przez kr” to nie jest tylko kwestia atrakcyjności u mężczyzn. Kobiety mające podobne cechy tak samo są postrzegane jako super atrakcyjne i mężczyźni za nimi szaleją.
Symbiont jest depresantem
Depresant to ktoś lub coś, co po ewentualnej początkowej euforii wywołuje zwykle o wiele dłuższą depresję, czyli przygnębienie, osłabienie woli życia, kłopoty i co tam jeszcze chcecie. Np. alkohol po początkowej euforii może dać na drugi dzień poczucie braku sensu, rozbicia, niechęci do życia, po prostu kaca [tu myślę o bardziej kacu moralnym niż o efektach zatrucia organizmu].
Krok jest bardzo dobrym depresantem, ponieważ przyciąga, obiecuje wiele a potem nie dotrzymuje obietnic, kręci, manipuluje, w cięższych przypadkach srogo gryzie [ciała subtelne] poprzez:
- brak wdzięczności,
- zranienia uczuć partnerki/partnera,
- zapominalstwo,
- brak szacunku,
- ostre słowa,
- wywyższanie się,
- brak wyrównywania usług [ty dla niego wiele, on dla ciebie prawie nic - trochę komercyjne określenie, ale dla dusz i w terapii Berta Hellingera jest to bardzo zrozumiałe].
Na płaszczyźnie energetycznej symbiont zostawia zaś pogryzienia, czyli rozszarpaną aurę z powyrywanymi dziurami, bolesnymi miejscami plus kotwiczki i łącza do siebie samego, żeby ofiara pamiętała go i wróciła/odezwała się. W sumie daje to efekt uzależnienia od osoby nosiciela: raz, że rani, a drugi raz, że przyciąga ponownie tak Duszę, której wydaje się, że ma jeszcze z nim coś do zrobienia, wyrównania. Uzależnienie jak od alkoholu, lub narkotyku. Rani a jednocześnie mocno przyciąga.
Krok przyciąga, obiecuje wiele. Robi wiele nadziei, a potem…
.. potem budzimy się sami ze sobą, z niespełnionymi oczekiwaniami i nadziejami oraz z energetycznymi łączami/kotwicami do symbionta. Od niego bowiem nie jest tak się łatwo odłączyć. Kotwice utrzymują sznury energetyczne, po których wysyłana jest energia gdy poruszone jest nasze ciało bolesne. Po ataku, gdy myślimy, że jest już wszystko ok, najczęściej te kotwiczki i linki nadal są w aurze.
Po dłuższym czasie obcowania z nosicielem i jego zwierzątkiem, w momentach, gdy przelewa się czara goryczy i zaczynamy się gniewać, czujemy się zranieni, gdy protestujemy, wtedy krokodyl najwięcej zyskuje. Zyskuje energię oraz jeszcze większe przywiązanie ofiary do niego. Żale i wylewane bóle ofiary nie robią na nim specjalnego wrażenia. A ofiara zwykle ma poczucie skrzywdzenia i chęć wyrównania krzywdy.
Tu ku otrzeźwieniu przydaje się hasło:
“Oczekiwania przyczyną rozczarowań”
W wielu związkach rozczarowania np. kobiety biorą się z tego, iż wiąże się z mężczyzną, który nie jest w stanie spełnić jej oczekiwań. Wiele obiecuje, wydaje się super, ale.. to tylko złuda, co wychodzi po jakimś czasie.
Co więcej, poprzez nieczułość i manipulacje symbionta wiąże ją do siebie jeszcze mocniej. Nie miłością, a poprzez zranienia, pogryzienia. Większość pań wtedy chce dochodzić swoich racji, bezpośrednio w rozmowie [kłótni] ze swoim oprawcą, powołując się na krzywdy, jakich doznały. Jest to niestety najgorsza droga. Takie roszczenia [legalnie słuszne] oczywiście kr uznaje za dobrą okazję do dalszego pustoszenia partnerki.
Jeśli chcą wyjść z koła [spirali] krzywdzenia, trzeba zastosować metodę braku oczekiwań. To jest również ciężkie, zwłaszcza dla pań, dla których właśnie związek, związywanie się, pogłębianie relacji jest ważniejsze. I można to oglądać na codzień, widząc jak wiele kobiet daje się żywcem zjadać, pozostając przy krzywdzącym partnerze [w tym przypadku to przewrotna nazwa na groźnego agresora].
Jeśli chcesz się wycofać od agresora, trzeba nie odpowiadać na jego oczekiwania. Na tej stronie jest wiele o tym. Trzeba postąpić “wbrew naturze”, a co najmniej wbrew odczuciom.
Krokodyl w skórze partnerki/partnera
Atrakcyjność, w tym atrakcyjność dla przeciwnej płci jest jedną z pierwszych cech, jakie rozwijają krokodyle.
Związek z kimś, kto ma krokodyla wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo ciekawy, podniecający, motywujący do działania, starania się. Niemniej po jakimś czasie staje się coraz gorszy, aby przejść w fazę czasami dużego nieszczęścia dla partnera/partnerki, które nie ma tego obciążenia. Przykładem koronnym i zresztą bardzo częstym jest alkohol. Nie mówię nawet alkoholizm, ale po prostu odchodzenie w uzależnienie – mniejsze, większe, odejście od bycia razem.
I tu odpowiedź, dlaczego KOBIETY tak często wybierają obciążonego partnera. Jest takie powiedzenie w języku angielskim:
„It feels so good, it fells so right!” [czuję to tak dobrze, tak prawidłowo to czuję, tak prawdziwie, całą sobą]
Najbardziej typowy układ rodziny zaburzonej
Jak mąż ma kr na jakimś ciele, to żona najpewniej ma na tym ciele pogryzienia od kr. męża
i może sobie pomagać wejściem, aby zwalczać mężowego kr. – to najbardziej typowy schemat rodziny alkoholowej.
Wejścia i kr mają różne rodzaje energii.
Fragmenty wywiadu przeprowadzonego przez Monikę Białek
z Urszulą Dudziak i Andrzejem Setmanem
nadanego w radio VOX 22.X.2006
“
Urszula Dudziak, znana polska śpiewaczka jazzowa, mająca już sporo lat doświadczenia, wyznaje:
“Mężczyzna musi być:
inteligentny, bystry, nieprawdopodobne poczucie humoru, może mieć 150 lat, może być brzydalkiem, ale musi mieć te cechy.
Nie musi być bogaty, ale musi mnie cały czas trzymać w napięciu intelektualnym i muszę być uśmiechnięta. “
“
i jak widzę, wiele pań zgodziłoby się na te kryteria.
A są to kryteria DOKŁADNIE określające osobę z krokodylem. Zwykle taki ktoś mając wygląd chama nie jest ładny, bogaty nie jest, bo łatwo wyciekły pieniądze, a krokodyl super lawiruje dając bystrość i “inteligencję” [czyli manipulatywność]. To zrozumiałe, że pani D. podobają się tacy – jeśli ją zmanipuluje, to i ludzi z zewnątrz też okręci wokół palca, a więc – dobry materiał na męża. Kobiety często najpierw same testują przyszłego partnera różnymi zagrywkami, badając jego wytrzymałość.
… niestety, przy krokodylu partnera te odczucia, motylki w brzuchu, które są na początku PRZEMOŻNE, niestety prowadzą na srogie manowce.. To obciążenie potrafi świetnie „zasymulować” dobrą osobę do związku. Dobrą, rokującą nadzieję, atrakcyjną właśnie.. Takie poddanie się odczuciu “it feels so right” daje przegraną. I potem zdziwienie.
Taa.. i panie, które najbardziej działają na emocjach, które najmocniej się poddają odczuciom, uczuciom wpadają w pułapkę. Pewnie przykładów na taki związek masz sam/a kilkanaście bez mozolnego przypominania sobie.
Ataki
cytat:
“..co do krokodyli, to też długo się głowiłam nad tymi wcieleniami, aż nie załapałam, że krokodyl wcale nie wygląda jak krokodyl, co więcej praktycznie nie ma wiele wspólnego z gadzimi/jaszczurzymi energiami w sensie pochodzenia. krokodyl to dość wydaje mi się niefortunna nazwa, choć coś tam opisuje. to po prostu jest taka ostra kotwica, jaką jedna istota zarzuca z poziomu jednego ciała na to samo ciało innej istoty i przez nie po prostu wyszarpuje w gwałtowny i natychmiastowy sposób energię. czyli jak masz krokodyla w astralnym, to robisz dziurę komuś w ciele astralnym. jak w przyczynie to w przyczynie.
najciekawszą sprawą tutaj jest różnica między krokodylem a zwykłym wampiryzmem. wampir energetyczny kradnie innym energię i sie nią napełnia, żywi. nosiciel krokodyla otrzymuje oczywiste (doraźne) korzyści od istoty wyżej, która jest właścicielem krok., ale która żywi się pobranymi energiami. czyli nie nosiciel zyskuje wyszarpaną energię, a prawdziwy władca tego haka, krokodyla, który działa przez nosiciela.”
Dajmy przykład ataku krokodyla. Krokodyl potrafi być poprawny politycznie a jednocześnie mocno poszarpać aurę, energie drugiej osoby.
Dwie panie: A i B rozmawiają między sobą na forum o żywieniu:
A:
Zaczne od tego ,ze od lat walcze z nadwagą . Próbowałam mase rożnych czasami dziwnych diet zaczynając od [...] Przez przypadek trafiłam na diete Protal wymyśloną przez francuskiego lekarza dr. Pierra Dukana.
Dziś mam 10 dzien tej diety i 7 kg. mniej!!!! Najwazniejsze jest to,ze nie chodze głodna, jem kiedy i ile chcę .
Dieta składa się z czterech następujących po sobie etapów: [i tu następuje opis]
[osoba A się cieszy!]
B:
Jesli schudlas 7 kg w 10 dni (w co nie wierze) to 5 kg z tego to napewno woda z Twojego organizmu i zasiedziale “odpadki”.
A sama dieta to chyba cos jak dieta Plaz Poludniowych (South Beach).
[trzy momenty poniżające osobę A:
- nie wierzę ci, czyli mówisz nieprawdę
- w organiźmie masz odpadki i to zasiedziałe
- ta dieta to żadna nowość, czym się tu tak ekscytować?!]
A:
Zastanawiam sie dlaczego zarzucasz mi kłamstwo?
Nikogo nie namawiam do robienia tej diety, jesli ktos jest chętny to bardzo prosze.
[osoba A poczuła się dotknięta, jeśli nie podjedzona. Aura człowieka jest elementem bardzo delikatnym i krokodyl ma łatwość jej rozrywania. Osoba A czuje się skrzywdzona.]
B:
Powinnas sie nauczyc czytac ze zrozumieniem. Nie napisalam ze klamiesz,tylko ze ja w to nie wierze. Mysle ze nie zabronione jest wyrazanie swojej opini. Sama napisalas ze w czesci to woda, a wiec pozbycie sie wody to niestety nie chudniecie. Na internecie pisze wiele osob ktore podniecaja sie ze tak szybka gubia kilogramy. To fajnie ze sie chca tym podzielic z innymi,ale czy nie narazaja ich na szok dla organizmu i choroby? Nie pisze tego zeby Cie urazic,tylko zeby przestrzec.
Nie diety a poprostu zdrowe odzywianie i ruch powinno doprowadzic do spadku wagi.
[tu typowy docinek krokodyli!
Zamiast przyznać, że sporo skubnął i poniżył, to kr. wskazuje, że to A jest winna. Przeprosiny nie wchodzą w grę. Oczywiście - w sensie literalnym B ma rację - i do tego krok się doskonale odwołuje. Sprawy emocji, uczuć? Dla niego na pozór nie istnieją. Jednakże umie bardzo dobrze wygrywać na emocjach i manipulować. Osoba B nadal kontynuuje poniżanie os. A. B chce "przestrzec", jest przecież tak przyjazna! - piękny kamuflarz]
Co ciekawe, osoba B, kobieta, niespecjalnie się przejęła tymi kłopotami w dyskusji z A. To też pokazuje, jak wiele pań ma tendencję do lekceważenia znaczenia emocji. Kobiety o wiele łatwiej radzą sobie z emocjami i nie odbierają “potyczki” emocjonalnej tak istotnie jak mężczyźni. Z jednej strony przez to naturalne wyposażenie mają łatwiej w wychowywaniu dzieci, które są czasami baaaardzo emocjonalne i trzeba istotnie mieć takie predyspozycje jak panie, żeby nie zwariować.
A jednocześnie to pomijanie istotności emocji czyni kobiety bardziej otwartymi na ataki i przyssanie się krokodyla. Kobiety [osoby o cechach yin] o wiele częściej bywają ofiarami krokodyli.
Tu poniżej ciekawy przykład “gier”, które mają bilans ujemny dla grającego. Takie gry z “ujemną wypłatą” psychologiczną zwykle są tworzone przez kr. Człowiek, który posiada empatię nie zrani tak drugiego. Dzieci lubią takie “gierki”, ponieważ nie mają zwykle jeszcze rozeznania na ciele buddialnym [wartości], że dzieje się coś niepokojącego, niekorzystnego dla nich samych.
A zagrywki, których się nie spodziewają po prostu cieszą je: “o, coś się dzieje, czego nie kontroluję, to jest ciekawe! Niech się dzieje dalej, to jest ekscytujące.”
Krok jest mistrzem w ekscytacji ofiary.
Więc spójrzmy: obrazek pochodzi z pewnego profilu na Naszej Klasie.
Nazwałem ten tekst “poniżającą wyliczanką”. Bardzo sprawnie angażuje ciekawość podświadomości i kotwiczy ją [NLP] w silnie doznawanych obszarach, jakim jest ciało. Po przeczytaniu go podświadomość osoby czułej ma kilka wprowadzeń negatywnej energii krokodyla. Nie ważne, że go nie widzisz, w sferze niewidzialnej Opiekun Kr. zbiera swój energetyczny haracz. Osoba nieczuła nie ucierpi z tego obrazka. Nieświadomemu dziecku, a zwłaszcza dziewczynkom będzie się to jeszcze podobać – “ktoś potrafił mną tak zakręcić!”
No i dodatkowo czarna ramka, też niedobra. Nie usuwałem jej, żebyś widział/a, postrzegł/a tą energię z ramką związaną.
Dziecku wydaje się większość rzeczy bezpieczna. Wliczając w to gorący czajnik z wrzątkiem oraz rodzica z krokodylem. Tak samo rówieśnicy wydają się bezpieczni – nie widać w nich zagrożenia. Nie widać na zewnątrz, więc dziecko może wejść w kłopoty.
–
Jak już jest temat sieciowy, to tu jest łącze do Wikipedii, hasło trollowanie [link]. Tu też rozpoznamy aktywność symbionta, jakże wyraźnie!
“Osoba stosująca trollowanie zwykle reaguje wrogo zarówno na próby uspokojenia dyskusji, jak i agresywne reagowanie na jego zaczepki, zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne emocje i przyczynia się do kontynuowania sporu. Sprawia to zazwyczaj takie wrażenie, jakby troll “sycił” się nimi.
cechy – np.:
# prowadzanie zamieszania w stosunku do własnej osoby, przedstawianie siebie jako ofiary
# celem trolla jest tutaj nadanie większego znaczenia swoim wypowiedziom,
# regularne ogłaszanie swojego definitywnego odejścia z forum lub grupy dyskusyjnej i za każdym razem,
# tworzenie „klonów” (np. „Troll” może także występować w tym samym okresie także jako „Uczestnik1” i „Uczestnik2”),
Najskuteczniejszą obroną przed trollowaniem jest całkowite zignorowanie wszelkich zaczepek trolla, w momencie gdy się zorientujemy, że mamy z nim do czynienia.
“
–
Przy atakach przypomina mi się moje wydarzenie z dzieciństwa. Opisałem je w liście do dwóch osób, które akurat przeżyły mocny atak.
cytuję:
“To co piszesz przypomina mi wspomnienia z dzieciństwa, kiedy czułem,
że z moją mamą jest coś nie tak - z jej intencjami wobec mnie. Kiedyś
jak wracała z pracy chciałem to wypróbować, na ile jest istotnie w
dobrych intecjach wobec mnie.
A więc czekałem w domu aż przyjdzie z pracy [miałem 10 lat] i
ustaliłem sobie, że będę tak grzeczny i przyjazny wobec niej jak tylko
można. [żeby tylko uniknąć kłótni, nieprzyjemnych chwil]
Gdy weszła to widziałem, że coś jest mocno nie tak [ dziś wiem - kr
uruchomiony]. Nie miała się czego czepić u mnie, ale jednak coś
przekręciła i tego się czepiła, jednym słowem zaatakowała
energetycznie. Ja, tak jak sobie ustaliłem, robiłem wszelkie uniki,
ale nie dało się. Nasze połączenie energetyczne i konieczność
fizycznego bycia w tym samym mieszkaniu robiła swoje. Czułem się
ohydnie, wykorzystany i zdradzony.
W Waszym przypadku może być tak samo. Kr będzie chciał żreć -
jeśli nie dziś to jutro. I nie obchodzi go, że jest niewiarygodny, że
wygląda jak ostatnia łajza. On chce żreć i tyle go to obchodzi.
Nosicielka jest tu też tylko do posługi, jej zdrowie się praktycznie
nie liczy w obliczu głodu kr.
[akurat tu jest przypadek już mocnej degradacji nosicielki]
Na szczęście macie tego wszystkiego świadomość. Dla mnie największym
wyzwaniem było przejście ponad prostą logiką, która mówi, że jak ktoś
coś mówi, to to właśnie ma na myśli, a słowa służą konkretnemu celowi,
bezpośrednio wyjawionemu w tych słowach.
U nosiciela to:
1. ani to, co mówi to tego nie ma na myśli
[bo nosiciel mało co w ogóle rozumie ze swojego położenia, można
powiedzieć, że jest mocno zagubiony w sieci manipulacji kr. Myśli, że
jest podmiotem, a jest przedmiotem]
2. ani też słowa z jego ust nie służą bezpośrednio temu czemu wydają się
służyć [mają zaś odsłonić ofiarę, zabełtać jej emocje tak, aby były
łatwiejsze do spijania przez kr, w ogóle zabełtać jej w głowie, pomieszać w obrazie świata].
np. obietnice tak często opowiadane przez osoby z kr. służą [sprawdźcie sami] w dużej części temu, żeby otoczenie przestało mu d.. truć [zawracać głowę] i się zadowoliło słowami, które wywołują w umyśle nadzieję [obietnica w umyśle kobiety zwłaszcza dobrze robi nadzieję]. Jednakże nosiciel dostaje sporo wolnego, swobodnego czasu dzięki temu i kr. może wyprawiać, co chce. Zobacz sobie nosiciela obiecującego – na ile tak naprawdę ma intencję, aby “się poprawić”, a na ile jest to spławienie wierzgającej ofiary. A ofiara – wierzy w to, w co zechce uwierzyć.
Tak więc wspieram was w tych trudnych czasach, akurat przyszedł kryzys,
niemniej kiedyś musiał. Z drugiej strony kryzysy bardzo przyspieszają
nieuniknione wydarzenia. Jeśli jesteśmy po prawidłowej [zdrowej] stronie, to
możemy spodziewać się ulgi.”
Ochrona nosiciela przez symbionta
>Czy mógłbyś coś powiedzieć o tym, w jaki sposób drona chroni swojego
nosiciela?
wg mnie drona/krok chroni nosiciela poprzez swoją aktywność [najbardziej]. Aktywność krok jest tak duża, że potrafi zdobywać tyle pokarmu, zasobów, że sporo przypada nosicielowi, poza tym wspiera energetyką np. emocje, daje odprężenie, poczucie radości itp. Poza tym aktywny krok z jednej strony mocno zadziwia a też mówi swoimi działaniami “nie podskakuj, bo zobaczysz, że pożałujesz!” A więc ma zarówno marchewkę jak i kij dla tych, którzy są wokoło.
Dochodzenie do podobnego poziomu funkcjonowania z użyciem własnych “sił” i umiejętności można osiągnąć, ale na innej ścieżce, związanej z inną filozofią, niż ta, z którą się wiąże zjawisko krok. inne niż walka, rywalizacja, wysiłek, podległość, manipulacja. Wg mnie dopiero, gdy wychodzimy poza te okoliczności [wspierane przez krok.] możemy działać na zasadach mających większą swobodę.
Krok. jest mistrzem zaciskania pierścienia wokoło swoich ofiar.
Wielcy Inspiratorzy
Żeby temat uczynić nieco lżejszym, to powiem, że krokodyle niesłychanie inspirują! Same zresztą o tym dobrze wiedzą i używają tego jako argumentu na swoją działalność i do przekonania nosiciela. Oraz oczywiście oklaskującej występ publiczności!
Teraz dwie piosenki:
jedna bez krokodyla – poruszająca, ale w naturalny sposób [raczej bez kr. chociaż nie badałem]
druga z krokodylem
Można poczuć tą atmosferę wysokich wibracji, swobody, luzu, zabawy.. [niebardzo czyste wibracje, ale jakie wysokie.., są one bardzo pociągające i bardzo inspirujące: - ja też tak chcę! - takie odczucie można mieć, prawda?] Warto kliknąć w obrazek, aby otworzyć Youtube i oglądać na pełnym ekranie i głośniej!
jest w tym coś nadludzkiego, nieziemskiego.. i ludzie to uwielbiają
Jest – pomimo bałaganu na planie taki “czysty”. To jest też cecha symbiontów, że potrafią iść prosto do celu.. a przynajmniej się zamierzać. I to też ludzie podziwiają. Generalnie krokodyle [i nosiciele oczywiście], są podziwiani.
[jakby nie działało, to należy wejść na youtube.com i poszukać "mika grace kelly"]
Albo tu, Queen, Bohemian Rapsody, pamiętam jak mnie ciarki przechodziły, jak to słyszałem ileś lat temu.
Freddie ma potężnego krokodyla przyczynowego, oraz pogryzione ciało mentalne. Mimo, że go nie ma już z nam. Nie wyleczył się z tego.
I kolejna piosenka bez krokodyla, z uczuciem, takim trochę bezwiednym, dziewczęcym:
Ta pani ma obecnie nieco więcej latek. Wtedy jak śpiewała to było to bez kr. [2006r.], ale okazuje się, że przez te lata coś takiego mało ludzkiego weszło w jej śpiewanie i w nią samą [2010r.]. Ja nazywam to, że ktoś aspiruje do krokodyla. Wtedy była wręcz nastolatką wraz z taką “niewinnością” nastoletnią, ale być może nie zachowała jej, pozwalając – może bezwiednie – na obciążenie. Obecnie jest inaczej.
Często kobiety odwołują się do pomocy kr. przy atakach na ich seksualność. Robią to nieświadomie, ale skutecznie. Stają się potem bardzo silne, bezwzględne. O bestii w kobiecie można poczytać tu [link]. Wzięcie krokodyla skutecznie odgradza od naprzykrzających się superaśnych kolesi [którzy sami zwykle mają kr.]. Jednakże taka pani zaczyna również odgradzać się od mężczyzn, których by tak naprawdę chciała poznać. Nie sama się odgradza, to symbiont odstrasza owych panów, już jest bariera. Poza tym pani staje się tak silna i bezwzględna ["wiedząca czego chce", mówiąca "gdzie ci mężczyźni" itp..]. Przestaje być w ogóle atrakcyjna dla zdrowych na psychice mężczyzn. Bo kto by chciał mieć taką za partnerkę? Chyba masochista. Takich też się sporo znajduje [np. wcześniej pokrzywdzonych w domu rodzinnym.] Jednak to nie oznacza, że jest to zjawisko zdrowe.
Jeśli ktoś nie wierzy, że można BEZ kr. zrobić coś naprawdę ekstra, to zapraszam do obejrzenia tego filmu. Tu jest osiągnięcie bez kr.
Wysokie wibracje przy obciążeniu? Niemożliwe!
“W wyższych poziomach wibracji subtelnych jest tak pięknie! Takie śliczne istoty tam zamieszkują! a jakie są one pozytywnie nastawione do ludzi! O, to tylko tu, na ziemi można spodziewać się niewdzięczności.” – tak naprawdę wiele osób myśli. Także zainteresowanych duchowością.
Wibracje wysokich ciał, pochodzące od krokodyli i ich opiekunów [bo jak się krokodyl bawi, to i jego opiekun także, a co..], te wibracje wyglądają na czyste, ponieważ są wysokie.
Krokodyle są inspirujące, ponieważ mogą rozwiać sfery astralne! To, co niektórzy nazywają astralem, a co przytłacza, co utrudnia emocjonalnie życie, co powoduje, że czujemy się nie w sosie – to wszystko krokodyl może jednym zamachem ogona usunąć! Nie jest dziwne, że tak inspiruje!
“Ten człowiek to potrafi się cieszyć! Jaka radość! Niech i ja skosztuję tej radości!” – możesz sobie pomyśleć. To istotnie przedsmak Oświecenia [braku przeszkadzających myśli i natrętnych emocji]. Taa.. jednak mało osób sobie zdaje sprawę z jakiej przyczyny taka osoba się właśnie tak zachowuje.. Nie jest bowiem mistrzem duchowym, który porzucił utożsamienia i przywiązania do rzeczy światowych. Osoby z krokodylem mogą mieć całkiem konkretne pragnienia, wręcz namiętności a jednocześnie tyyyyyle luzu.. Przecież to jest o wiele przyjemniejsze niż porzucanie utożsamień, pragnień i przywiązań, prawda? I mamy takie przykłady na wyciągnięcie ręki. Tyle, że… mało kto wie JAK to się dzieje, DLACZEGO tak się może dziać.
Czyli jest to pewien jakby powiedzieć – przekręt. Szukamy istotnie czystości, prostoty, szczęścia. I znajdujemy, nawet więcej niż oczekiwaliśmy. Jednak prędzej czy później sprawy się będą się wyjaśniać – czy za 5 minut, czy za 5 lat zobaczymy z dowodami, że to tak całkiem nie jest czyste. Że jest jakiś przekręt.
Ktoś, kto jest cwany wygląda na mądrego, prawda? Widziałem iluś profesorów z różnych uniwersytetów, którzy wcale nie byli mądrzy, niektórzy byli nawet nieco prymitywni, chociaż zdecydowana większość z nich posiadała bardzo wiele, wiele wiedzy i nierzadko umiejętności.. To jest na takiej zasadzie. Jeśli ktoś nam mówi o jakiejś wiedzy, która nas ciekawi, to myślimy sobie – o, mądry gość. Tyle, że może on jedynie dużo mieć wiedzy, natomiast mądrości nie musi mieć.
I jeśli szukaliśmy radości, szczęścia, jeśli chcieliśmy się skolegować z osobami to przejawiającymi się – można to osiągnąć. Jednak [jeśli mają symbionta] to po pewnym czasie sporo piasku w trybach się pojawia. Owszem, idziemy, fajnie, ale kamyk w bucie jest i nie przestaje nas uwierać! Przypomina, że mimo tej radości od czasu do czasu jest COŚ jeszcze.
Co ciekawe, dla pań, takie wibracje radości, swobowy, luzu powodują “dobre odczucia”wobec takiego kogoś… taa.. Nierzadko motylki w brzuchu i inne podobne sprawy. Dla panów to samo się tyczy. Nie dziwię się, bo to przecież wysokie wibracje, z obszarów, które istotnie mogą być miejscem szczęśliwym. Dzieje się to właśnie poprzez emanację tych wyższych energii. Natomiast symbiont może tam być i tak. Jak smaczne jabłuszko z robakiem. I co – pytanie dla pań – czy mogę istotnie tak wierzyć moim odczuciom? To istotnie trudne pytanie, bo by się bardzo chciało, ale zagrożenie jest. A kobieca dusza nijak nie chce rezygnować z odczuwania. Na szczęście nie musi – wystarczy, że właścicielka dostanie informacje, podda je refleksji i zmieni intencje i decyzje.
**
Trzy stadia “posiadania” kr:
1. aspirowanie
Dusza/osobowość pragnie wsparcia, widzi, iż inni mają wsparcie tak potężne, tak dobrze oceniane w społeczeństwie. Sam/a czuje się zagrożony/a, niepewny/a.
Osoba taka, zwykle dusza w wieku młodszym, jest niejako “wpatrzona” w obrazy wzorcowe – ma ileś takich “modeli”, którzy już kr posiadają i mocno z niego korzystają. Oczywiście nie ma tu mowy o świadomości tego, iż trzeba za bycie nosicielem zapłacić coś, zwłaszcza, że można mocno stracić z tego powodu.
Osoba aspirująca może otworzyć się na kr w momencie dużego zagrożenia [życia, zdrowia], tak, aby się z tej kłopotliwej sytuacji wydostać. Na normalnych wibracjach by się to najpewniej nie udało. Może to być też sytuacja długotrwałego poniżenia przez rodzinę, rodziców, jednego z rodziców, otoczenie rówieśników. Wyższe typy krododyli przyjmują nosiciele właśnie dla “pokazania, że jednak potrafię”. Osobowość ma już wtedy argument, że nie jest aż tak źle, i to nie byle jaki argument.
2. noszenie
Dusza jest w trakcie bycia zamieszkałą przez kr – jest to “wstawka” w duszę. Następuje częściowe zlanie z duszą i jej funkcjonowaniem. Oceny pozytywne/negatywne dla kr są oczywiście zauważane przez nosiciela, natomiast sam zainteresowany widzi to zjawisko jako jedność siebie. I oceny dotyczące kr traktuje osobiście, zwłaszcza te pozytywne. O negatywnych nie za bardzo chce słuchać. Ego, jako obraz siebie jest mniej lub bardziej jednolity: “jestem raczej scalony, chociaż czasami coś mocno wariuję, a sam nie wiem dlaczego”. Ocena negatywna postępków krokodyla dotyczy więc samego siebie: “jestem czasami taki niedobry, nieuczciwy”, jednakże symbiont w miarę szybko wygładza zmarszczki na sumieniu i właściwie nosiciela za 10 minut to nic nie obchodzi.
3. opuszczanie
Dusza jest już raczej starą duszą, żeby zorientowała się, iż coś jest z osobą nie tak. Osobowość zwykle już jest na tyle otwarta na krytykę własnej osoby, że zaczyna się zastanawiać nad sobą. Tego poziomu samoświadomości często oczekuje się od osób o młodszych czy dojrzałych duszach, natomiast one mogą tego jeszcze nie posiadać i próżne walenie w bramę – nie otworzą. Warto wiedzieć, z kim się ma do czynienia i czy w ogóle warto rozmawiać o tym, co się z danym człowiekiem dzieje. Taki ktoś widzi, czuje, chce zmian, natomiast może nie wiedzieć jak to zrobić. Gdy dojdzie do niego, że ma “na pokładzie” obcego, będzie w stanie radzić sobie z tym, od momentu uświadomienia, poprzez rozpoznanie, pracę, aż do usunięcia kr.
Winien – nie winien?
Wydaje mi się, że nie należy w czambuł potępiać osoby, która ma takie obciążenia. Zwykle ona ich sama bezpośrednio i świadomie nie wybrała [o tym w tekstach]. Pojawiające się zachowania nie są też bezpośrednio tworzone przez tą osobę. Jednakże – tak czy siak – jest ona za nie w końcowym rozrachunku odpowiedzialna. Zasługuje na szacunek nie z powodu swoich uczynków albo osiągnięć, ale dlatego, że żyje.
Jeśli w łodzi podwodnej marynarz zostawi uchylony luk, to wleci woda, gdy będą się zanurzać i pozalewa sporo wnętrza. Marynarz miał dobre chęci. Był romantykiem, a niebo było takie błękitne, że trudno nie popatrzeć.. zapatrzył się.. tak było miło..
No ale woda się sporo wlała i nie ona jest odpowiedzialna za zalanie, tylko ów matros marzyciel.
Podobnie jest z nosicielem krokodyla – “to nie on jest temu winien” – można błędnie, romantycznie stwierdzić.
Jednak za czyny symbionta-pasożyta odpowiada nosiciel. Tu osoba z krokodylem, czyli nosiciel może czuć się oskarżony, niewinnie karany. Tym trudniej jest mu to znieść, że nikt nie uczy o takich sprawach, o których teraz czytasz.
Podobna sprawa jak z wodą, która się wlała do środka łodzi podwodnej, jest i z krokodylem
- jeśli jest agresorem, to czy go należy potępiać?
Jeśli jest to istota, która żeruje na cudzej energii, to może być bardzo nieprzyjemny, może powodować spore cierpienie.
Ale on już taki jest i nie można krokodyla “wyleczyć” z tej przypadłości jedzenia aury i energii.
Nie sposób też krokodyla “uczynić humanitarnym” i skierować na jedzenie energii z roślin czy z gniazdka sieciowego.
Powiedzenie sokołowi, żeby nie łowił myszy i żeby jadł trawę mija się z celem. Natura takiego agresora jest określona i niezmienna. Warto sobie uświadomić, że tak jest, zaakceptować to i omijać takiego agresywnego gościa szerokim łukiem.
Wyjściem z opresji dla ofiar jest odłączenie się i zajęcie się sobą [jeszcze o tym będzie]. Ofiara po długim kontakcie z nosicielem krokodyla ma co z sobą robić, oj ma..
.
Ukryta delikatność i ukryta depresja
Osoby “dotknięte” krokodylizmem są, co ciekawe zwykle wewnątrz delikatne, wrażliwe. Nabycie krokodyla wydaje się wtórne, zwykle pochodzi z chęci obrony. Prawdopodobnie, gdy takie osoby nie mogą wytrzymać trudności, jakie przynosi życie w świecie – stowarzyszają się z symbiontem.
[Ten opis może dotyczyć to poprzednich wcieleń, gdy w tym wcieleniu brakuje takich wydarzeń a krokodyl jest. Widziałem już bardzo małe dzieci z całkiem rozwiniętymi krokodylami.]
A więc jest paradoks – delikatna istota w opancerzonym ciele. Jak Dart Vader.
Często też tacy ludzie wyglądają bardzo “do przodu”, ale jak się wgłębić, posłuchać ich historii, to mają poczucie znacznego ciężaru życiowego. Mają nadal poczucie skrzywdzenia, potraktowania gorzej, chociaż wokoło nie traktuje się ich gorzej – to jest chyba kreacja symbionta, aby uprawomocnić swoje przebywanie.
Tacy ludzie po prostu gdzieś w głębi czują się mocno depresyjnie. A że świat nie zezwala na uzewnętrznianie tego – żyją z wizerunkiem, twarzą wykształconą przez symbionta – aktywną, prosperującą.
Co ciekawe, kultura nie zezwala na stany depresyjne komu? Mężczyznom. A kto ma zwykle obciążenia krokodylami? Mężczyźni i te kobiety, którym nie dano być kobiecymi, nie dano rozwijać cech kobiecych [w tym prawa do słabości]. Krokodyl maskuje stan depresyjny.
Osoby z kr wyglądają na zewnątrz bardzo miło, natomiast mają w sobie ukrytą poczucie bycia skrzywdzonym, niewysłuchanym, niewystarczająco kochanym. A że sami nie czują się wystarczająco silni, to krokodyl za nich “oddaje światu” za tą krzywdę, jaką nosiciel przeżył.. I tak sieje jadem na lewo i prawo, kąsa boleśnie tych, których zdoła zaznajomić i przytrzymać.
Przy osobach z wejściami wejście jest tym czymś, co “za nich” gniew, agresję wyraża. Kto ma przeważnie wejścia lub współuzależnienie? Kobiety i ci “mili” mężczyźni, którym zabroniono wyrażania gniewu, wściekłości.
==
Osoby z kr często cierpią na pustkę wewnętrzną. Zarabiają spore pieniądze, wydają je ze znawstwem, używają życia.. a czują niedosyt, czują pustkę. Często ich ciała bolesne wysmykują się i żebrzą o współczucie – wiele dusz nosicieli kr słyszałem, jak mówiły “czego ode mnie chcesz, co ja ci zrobiłem?! czemu się na mnie obrażasz, czemu ludzie się do mnie tak niechętnie odnoszą? Dusza niestety jest głucha i ślepa na obecność kr. w ciałach takiego człowieka, przynajmniej tak się na pierwsze widzenia wydaje.
..
Pewni naukowcy angielscy badali jak ludzie tłumaczą różne swoje niecne czyny. Okazało się, że owe różne mniejsze i większe występki motywowali oni tym, że są w jakiś sposób “słuszne” i dawali sobie na nie prawo. Może “słuszność” nie jest tu najlepszym słowem, może lepszym byłoby, że takie wybrane przez kr. działanie nie jest sprzeczne z uznawanymi normami. To oczywiście wiele mówi o bezwzględności czy nieludzkości tych norm.
Zresztą wszelakie obciążenia duchowe i działania na ich podstawie można wytłumaczyć jakimś rodzajem radzenia sobie z cierpieniem. Radzenia sobie z bólem, z odczuciem dyskomfortu, nieprzyjemności. Prawdziwej czy wyobrażonej. Obecnej, przeszłej czy oczekiwanej. Akurat krokodyl jest to “ucieczka do przodu”, czyli zastosowanie zwielokrotnionej umiejętności poradzenia sobie. Bo jeśli “kiedyś mnie tak to dotknęło, to już obiecuję sobie, że mnie już nigdy nic nie dotknie”. Oczywiście takie “uwolnienie się” od cierpienia nie jest prawdziwym oczyszczeniem, a tylko pewnym rodzajem ucieczki od cierpienia, od bólu.
Mało? To poczytaj tutaj relacje z rzeczywistych sytuacji.
Pewnie tak można tłumaczyć różne nieprzyjemne działania kr. uprawomocnione przez nosiciela. Nosiciel po prostu jest przekonany, że ma w jakiś sposób prawo tak czynić, jak czyni, że biorąc pod uwagę wszelkie występujące warunki, można się zgodzić na takie działanie, jakie kr. podejmuje. Czyli nie ma nic w poprzek moralności, wszystko jest oki.
A że ktoś inny cierpi? No to akurat często nosiciela nie zajmuje, a tym bardziej kr.
Nadużycia seksualne wobec dzieci
Atak na sferę seksualną najczęściej jest związany z krokodylem witalnym. Na witalnym [eterycznym] poziomie zachodzi nawiązywanie się więzi partnerskiej.Gdy dziecko jest obiektem seksualnym dorosłego, zwłaszcza mającego kr. uszkadzane są bardzo wrażliwe i delikatne struktury witalne. Jest to równoznaczne z pogryzieniem na ciele witalnym. Wchodzą w to pedofilia, obnażanie się wobec dzieci [system witalny jest bardzo delikatny u dzieci, stąd naturalny wstyd - chroni przed uszkodzeniami systemu witalnego], współżycie dzieci, nastolatków. To wszystko mocno uszkadza dalsze możliwości życiowe w obszarze związków partnerskich.
Krokodyl witalny jest odpowiedzialny za pogryzienie na ciele witalnym, czyli nadużycia seksualne, także dokonywane na dzieciach. To skutkuje blokadami na seksie i bliskości i niemożnością zawarcia satysfakcjonującego związku [więcej tutaj].
.
Co zrobić???
Po pierwsze – rozpoznanie.
Nie jest aż tak łatwo na pierwszy rzut oka poznać, kto istotnie, prawdziwie jest atrakcyjny sam z siebie, w takim ludzkim, prawdziwym znaczeniu.
Ale jeśli czujesz, że robisz coś nieświadomie, nawykowo, co przewyższa możliwości innych – sprawdź opisy funkcjonowania kr. na tej stronie.
Dopiero jednak prawdziwe przyczyny zmian prowadzą do prawdziwych przemian i prawdziwych sukcesów.
Prawdziwe rozpoznanie prowadzi do prawdziwych wniosków.
Dopiero działania oparte na prawdziwym rozpoznaniu prowadzą do prawdziwych uwolnień.
Podstawowa sprawa: krokodyla bierze się na pokład na konkretne potrzeby [np. dobrej prezencji, wymiatania w towarzystwie, bycia znanym i lubianym].
Jeśli chce się go pozbyć, trzeba zastanowić się jak odejść od tych intencji, jak je oczyścić.
Np. kr. astralny może być przyjmowany aby być mniej wrażliwym, bardziej twardym, nie poddawać się dominacji.
Kr. astralny włączając się robi osobie z otoczenia na złość, a jednocześnie śmieje się z tego, robi się “ubaw”, bo komuś się nie powiodło. Bardzo popularne są grupki małych chłopców, którzy dominują nad słabszym i się z niego śmieją. Niejeden z nich będzie miał kr. astralnego.
Jak mieliby się jednak oczyścić? Mieliby stwierdzić to, co zresztą im nauczycielka mówi, że powinni być przyjacielscy wobec tego słabszego, a nie bawić się jego kosztem. Dla małych chłopców takie tłumaczenie jest pozbawione sensu, przecież tak im fajnie, jak tamtego gnębią, czują ulgę w swoim [często przykrym] życiu.
Natomiast podobne zalecenia są do dorosłego nosiciela krokodyla: być przyjacielskim, oprzeć swoje relacje na miłości wobec drugiej osoby [najczęściej już partnerki]. Działać z pozycji czakramu serca. Oczywiście jest tu wstyd, żeby się przyznać, że tak się dzieje, może nawet jest łatwiej tak zdominować partnerkę. Niemniej bez zmiany postępowania nie ma co liczyć na oczyszczenie.
Oczyszczenie kr. astralnego wiązałoby się z byciem na powrót bardziej wrażliwym, mniej twardym.
Dalsze wskazówki poniżej na stronie,
i w osobnym tekście “Praca z krokodylami” [link].
**
Jak rozróżnić kr od wejścia?
> bronię usilnie swoich prawd, które uważam za słuszne, denerwuje mnie to, że ktoś może mieć inne zdanie
> chęć panowania nad ludźmi, która czasem się objawia, chęć bycia atrakcyjnym dla innych, twardym, bezbłędnym, mającym zawsze rację, pouczającym otoczenie. Paradoksalnie, kiedy gromadzi się wokół mnie grupka osób, które patrzą na mnie “z dołu”, irytuje mnie to trochę i nie chcę tego.
rozpoznanie kr. jest proste.
Jeśli dokonujesz posunięć na ciałach mentalnym i przyczynowym bez żadnego kłopotu, niejako “samo się dzieje” i przez to ustawia się ludzi wraz z ich przekonaniami po kątach – to jest krok.
Jeśli jednak postawa:
>bronię usilnie swoich prawd,
wymaga poczucia, że jest walka, że trzeba się przeciwstawić bo [coś tego wymaga],
że trzeba koniecznie wywierać presję w danej sprawie,
że trzeba wysiłku,
że jeśli nie ty, to nikt tego nie dokona, nie naprawi,
a jednocześnie czasami czujesz się nie aż tak silny jak przeciwnik,
to wtedy to jest wejście.
Kr zwykle bowiem:
- jeśli coś działa, nawet w warunkach trudnych, to nie daje poczucia trudu,
- jeśli działa, to jest to jak jechanie na łyżwach po lodzie, bez oporu,
- nie będzie myślał o społecznych skutkach swoich działań,
- jak działa, to czuje się panem, bezwzględnie panującym nad sytuacją [nawet jeśli wda się w konflikt z innym kr]
–
Anatomia zjawiska
Tu wreszcie kilka słów o dwoistości takiej osoby, o tym, jak przejawia się taka osoba i to coś, co ją obciąża.
Bardzo wiele wskazuje na dwoistość takiej osoby, “posiadającej krokodyla”, na dwoistość zachowania. Patrząc się z ezoterycznego punktu widzenia tak rzeczywiście jest, można powiedzieć – nawet zupełnie literalnie. David Icke w swoich wykładach pokazuje rysunek, jak to wygląda biorąc pod uwagę to, co widać w świecie energii. Jako energie widzimy dwie istoty, które są w pewien specyficzny sposób złączone.
Wyobraźmy sobie człowieka. Za jego plecami widać istotę podłączoną do człowieka niewidzialnymi łączami. Tak mniej więcej wygląda kr i jego nosiciel.
Jak patrzeć na krokodyle z pozycji duchowej? Dlaczego coś takiego po świecie chodzi?
Krokodyl dajmy na to astralny wchodzi na przerośnięte ciało astralne, jak na obrazku poniżej. Dzieje się tak, ponieważ ciało o jeden poziom wyższe, mentalne nie jest w stanie ochronić, “przykryć” ciała astralnego.
Krokodyle [wraz ze swoimi opiekunami] mogą działać na różnych poziomach ciał subtelnych. Sam krokodyl jest jakby plug-inem, wtyczką w ciało subtelne człowieka – na obrazku jest przedstawiony akurat k. astralny. Jest bardzo “płaski” w swoim przeżywaniu czy percepcji, ogranicza się do sfery astralnej. Zresztą jeśli siedzi w jednym ciele, to gospodarz zwykle ma wiele innych jeszcze ciał, w których się może wykazywać.
Dopiero ich Opiekun k. jest z “wyższych sfer”, czyli jest obecny w ciałach wysokich, jak atmaniczne, anupadaka czy adi.
Dokładniejsze opisy obrazujące różne istoty i poszczególne typy obciążeń można obejrzeć tutaj.
Pytanie:
> coz to za cudowny dopalacz ten krokodyl buddialny ? To znaczy, ze wplywa na wyznawane wartosci zyciowe Pana J?
Poziom krokodyla z moich badań raczej jest związany z jego “jakością”, możliwościami i na ile gładko się wślizga w życie ofiary. Te niższe robią większe zniszczenia i powodują grubsze kłopoty i robią zamieszanie. Te wyższe już tylko w umyśle sieczkę robią. No i oczywiście wszystkie – zgodnie z poziomem zaburzają energie i je kradną.
Natomiast na TREŚCI [także umysłowe] u nosiciela krokodyle nie wpływają. Jakby wpływały, to by się nosiciel domyślił, że nie jest sam, bo by widział cudze treści we własnym umyśle. Tak więc krokodyl jest mniej lub bardziej przeźroczysty, transparentny. Ale jest.
Krokodyl fizyczny nie będzie zmieniał sposobu poruszania się człowieka, ale może [na jakiś czas] zwiększyć jego możliwości, np wydolność [człowiek może się wtedy forsować ale potem jest spłata długu i degradacja, czyli choroba, tak jak na innych ciałach].
Krokodyl witalny może dawać poszerzenie doznań, zintensyfikowanie ich [i pewnie "lepsze", bardziej sycące doznania], natomiast nie zmienia pragnień witalnych, czy instynktów ciała.
Krokodyl witalny jest odpowiedzialny za pogryzienie na ciele witalnym, czyli nadużycia seksualne, także dokonywane na dzieciach. To skutkuje blokadami na seksie i bliskości i niemożnością zawarcia satysfakcjonującego związku [więcej tutaj]. Gdy podejrzewasz się o pogryzienie na ciele witalnym możesz przesłać mi zdjęcie, zobaczymy, czy to to może być przyczyną kłopotów.
Krokodyl astralny nie zmieni treści emocji nosicielowi, natomiast tak wzmocni jego energetykę emocjonalną, że nosiciel będzie uważany za “nadczłowieka” [może takiego z podwórza, z sąsiedztwa, ale jednak mogącego więcej, np. przewodzącego bandzie]
Czyli krokodyl mentalny nie będzie wpływał na treści myślowe nosiciela. Ale będzie ogromnie wspierał jego intelekt. Doda mu turbodoładowanie intelektualne.
Krokodyl przyczynowy nie zmieni nosicielowi decyzji, nie będzie wpływał na nie, jednak mocno wesprze możliwości ich realizacji i przekona nosiciela, że tak wiele jest możliwe do osiągnięcia! Albo da mu awans w drabinie dyrektorskiej, albo przynajmniej całkiem konkretne podstawy do takiego awansu.
Krokodyl buddialny nie będzie zaburzał czy modyfikował wartości u nosiciela. Ale będzie sprawiał, że nosiciel będzie wyglądać jako ktoś “specjalny”, ktoś o zupełnie specjalnych możliwościach w zakresie konstruowania wizji przedsięwzięć.
Pewien człowiek z kr atmanicznym każe się tytułować zaufanym “Bogiem”, i zachowuje się wobec nich jak Bóg. Ma co prawda ileś niezwykłych możliwości, ale czy to jest argument, żeby tak się wywyższać?
Awiessałom Podwodnyj opisuje zjawisko kr. Mówi, iż jeśli subtelne ciało wyższe nie przykrywa ciała niższego, to może uruchomić się zasiedlanie takiego “odsłoniętego” ciała przez krokodyla.
Przykład odsłoniętego ciała mentalnego:
Ciało wyższe, mniej rozwinięte: przyczynowe.
Cało niższe, bardziej rozwinięte: mentalne.
Sytuacja w Ciele przyczynowym
Jeśli ciało przyczynowe jest niewielkie to równa się temu, że dana osoba nie jest zainteresowana poszukiwaniami związków, zależności istniejących w świecie.Taki ktoś może nie chcieć oglądać zależności, podlegać im. Jego intencją może być pragnienie wolności. Tak sobie ustalił sam z sobą, bo np. miał nadmiernie kontrolującą matkę. Pragnąc nieskrępowanej wolności nie będzie on także chciał się podporządkowywać innym, grupowym ciałom przyczynowym.
Nie chce rozważać nauk Kościoła, nie chce się specjalnie zainteresować co psychologia ma do powiedzenia – to nie dla niego, to by go ograniczało. Jeśliby w pokorze spróbował przyjąć, a chociażby rozważać zasady grupowe, na jakich społeczeństwo działa, to owe przyczynowe ciała grupowe osłoniłyby jego ciało mentalne. Dałyby inspirację dla tego ciała. Może nie byłaby to inspiracja doskonała, ale chroniłaby ona przed obcym zasiedleniem.
Tak więc nasz bohater nie rozwija własnego ciała przyczynowego. Gdyby rozpoczął choćby od rozważań tematów z poziomów przyczynowych, to miałby szansę aby z czasem wykształcić swoje własne ciało przyczynowe odpowiadające wielkością posiadanemu ciału mentalnemu. Jednak bunt “przeciwko autorytetom” nie pozwala na to. Nie musiałby podporządkowywać się autorytetom, wystarczy, żeby rozważał ich twierdzenia. Ale niestety, on nie chce okazywać szacunku. Nie wie, że dałoby to mu zdrowie duchowe.
Sytuacja w Ciele mentalnym
Nasz bohater jest bardzo aktywny intelektualnie. Może mieć dużo zasobów umysłowych, dużo zainteresowań czyli ciało mentalne bardzo aktywne.
Efekty
Taka sytuacja pokazuje, jak niższe ciało może być większe niż wyższe. Do takiego kogoś może łatwo przywrzeć krokodyl, zasiedlić wystające ciało mentalne. Jest w pierwszym momencie idealnie zgodny z linią działania i myślenia tej osoby. Także nie chce podlegać autorytetom, także nie chce przyjmować treści, które płyną z w miarę zdrowych wyższych ciał grupowych [grup spłecznych, rodzinnych, naukowych, religijnych]. W tym się zgadzają i nosiciel i krokodyl.
Jednakże to jest tylko na początku. Krokodyl ma ukryty plan. Wydaje się, że wspiera upragnioną wolność swojego nosiciela, jednakże sam MA swojego Opiekuna.. I z czasem owa wolność zaczyna być przenikana inspiracjami z obcego źródła, z obcego [dla ludzi] ciała wyższego. Widać to na obrazku.
I zaczyna się. Zaczyna się “nieludzkie” działanie takiego człowieka. Będąc połączony energetycznie z bytami żerującymi na energiach innych ludzi, uczestniczy w tym żerowaniu. Co prawda nie uczestniczy w tym procesie bezpośrednio. Dlatego też nie jest go świadomy. Można robić wyrzuty takiemu nosicielowi, a on tylko ironicznie się uśmiechnie i powie: “czego ty ode mnie chcesz, nic takiego nie czułem! odczep się ode mnie, nie masz żadnego dowodu” Nawet nie powie “nie masz racji” – to jest już jakaś forma rozmowy. Nosiciel nie wchodzi w ogóle w rozmowę ze swoją ofiarą. Taka jest strategia, widziałem to wiele, wiele razy i słyszałem tysiące opowieści. Nosiciel [za sprawą krokodyla] jest wyłączany z podejrzeń. Krokodyl umie chronić swojego żywiciela, jest mu on przecież potrzebny. Ta ochrona jest bardzo konkretna energetycznie – jest to coś w rodzaju welonu z energii o wysokiej wibracji, posiadającej intencję: “nie masz prawa przystępu, jestem nietykalny”. Możesz to sam zaobserwować u kolejnego gościa w dresach czy z rozrośniętym karkiem, jeżdżącego BMW. Nie ma co z takim zaczynać, te energie są silniejsze od energii ludzkich.
Nieziemskie moce
Krokodyl jest tak potężnie działający, ponieważ to jego Opiekun posiada iście nieziemskie moce [to mój wniosek]. Podwodnyj nie mówi o Opiekunach Krokodyli. Sam krokodyl jeśliby tylko był na poziomie np. mentalnym, to możnaby go “załatwić” z poziomu przyczynowego lub buddialnego. A to nie jest wykonalne. To dlatego krokodyl posiada tak nieziemskie moce, ponieważ ma Opiekuna:
- Na ciele atmanicznym [ciele idei] jest w stanie zrobić taką ideę jaką będzie chciał i “sprzedać ją” ludziom. Jest tu zupełnie swobodny. Nie żądajmy od Krokodyla czy Opiekuna jakiejś moralności. Ludzie przecież są dla nich jak mrówki.
- Na ciele anupadaka [ciele wyboru, wolności] jest w stanie swobodnie i zupełnie bez jakiegokolwiek wahania wybrać taki sposób postępowania, jaki mu się wymarzy. Nie ważne, że ktoś wokoło ma z tym problem, że komuś to zawadza, czy ktoś sobie tego nie życzy – jest to dla Opiekuna niezmiernie błahe.
- Na ciele adi [ciele wyboru znaczenia, przypisywania znaczeń] może Opiekun przydać takich argumentów nosicielowi, że otoczenie wpadnie w osłupienie, że ktoś tak w ogóle mógł pomyśleć! I dodatkowo, że nie można jakoś się przeciwstawić takiemu rozumowaniu [dodajmy - wyzutemu oczywiście z jakiejkolwiek wrażliwości. krokodylom i ich Opiekunom wrażliwość nie jest potrzebna. Potrzebna im energia i niewidzialne ciała ludzi. I ładnie je sobie pobierają od ludków. Z pobierania ani jednego ani drugiego nie muszą się tłumaczyć, ponieważ po prostu zaprzeczą, że cokolwiek się stało. Przecież nic nie było widać. [hehe.. mędrca szkiełko i oko dokąd prowadzi..]
Duchowość?
Krokodyle nie mają duchowej jakości, duchowej świadomości [co prawda ich Opiekunowie "siedzą" na tak wysokich ciałach, że z marszu i krokodyla można postrzegać jako kogoś "nie z tej ziemi".Opiekun, silnie z kr połączony pracuje na ogromnie wzniosłych wibracjach i one to wlewają się przez połączenie do kr i rozprzestrzeniają wokoło. Stąd taka "władcza postawa" u nosicieli, takie poczucie własnej ważności, często wyższości [nieco maskowanej, aby lepiej wyglądać]. Te cechy nie są zmyślone, bazują one na konkretnych wysokich [choć nieczystych] wibracjach duchowych.
Co innego krokodyle. Same krokodyle działają niemalże mechanicznie, można je nazwać pół-istotami. Ich priorytetem jest przetrwanie. No oczywiście bez przesady, bo zwykle czują się jak paniska.Wielokrotnie zwiewałem z widoku krokodylom poprzez zastosowanie prostego tricku. Na ciele, na którym akurat krokodyl występował nieruchomiałem, nie wykonywałem żadnego ruchu. Np. dla kr mentalnego zaprzestawałem myślenia, dyskutowania, oceniania. Krokodyl głupiał, bo przestawał mnie widzieć, nagle nie byłem widoczny. Dla kr astralnego częstego u alkoholików, gdy przestawałem poruszać jakiekolwiek emocje, taki koleś coś nadal błebłał w malignie, ale jako że nie miał zaczepienia emocjonalnego zastanawiał się, czy warto dalej gadać i gdzie znaleźć kolejnego rozmówcę z czynnymi emocjami. Tak na krótką metę można uchronić się przed atakiem.
Krokodyle nie mają jakichś ambicji oświecenia, dojścia do Boga. To ich akurat nie zajmuje. Mogą oczywiście przedstawiać różne wywody, które mają być dla zmylenia ofiary, czy też pokazujące swoje zaawansowanie lub przewagę. Także w obszarach idei duchowości. Mają pewne zrozumienie dla “szczytnych celów”, “wysokich idei”, a co najważniejsze dla ambicji. Dzięki ambicjom zresztą kr. nabywają wiele, wiele swoich nowych ofiar.
Jednakże celem końcowym nie ma być pokora – wręcz przeciwnie oddawanie czci, szacunku i energii IM. Jeśli kr. uznają duchowość, to taką, której podstawowym pytaniem jest: “czego sam chcesz?” [zwykle w rozumieniu "czego JA chcę?"]. Jeśli rozłożymy przed kr. opowieści o wzmacnianiu osobistej mocy, osobistych możliwości wywierania wpływu [tu pasuje np. kreacja lub działania energetyczne], to kr. się zgodzi z tymi naukami, przytaknie, że są wartościowe. A to przecież nie rozwój duchowy a magia.
Jeśli zaś byśmy chcieli opowiadać o pokorze, łączności z Bogiem, współpracy, to dla kr. jest to z gruntu niezrozumiała idea i postawa. Jakbyśmy mówili Murzynowi z buszu o śniegu. Bo jak może rozumieć pokorę wobec Boga istota z natury agresywnie niepokorna?
Krokodyle są sprytne, cwane, ale nie są mądre. Cwaniactwo nie jest mądrością, cwaniactwo nie może się z mądrością i miłością równać, ponieważ w perspektywie duchowej jest puste. Jak widzicie takiego “pustego” acz atrakcyjnego, pociągającego człowieka, to warto sobie te słowa przypomnieć.
“Stworzone światy” krokodyli
coś podobnego do tego, co się określa terminem “niestworzone historie”..
pewien dość istotny szczegół.
Jest to “stwarzanie świata”. Taa.. jak to opisać?
Koń jaki jest, każdy widzi – to cenna uwaga pokazująca, że sami możemy oglądnąć świat i poznać go poprzez odczuciowe doświadczenia.
Oczywiście wiele, wiele szkół duchowych tak spowiło postrzeganie, a zwłaszcza odczuwanie w kody posłuszeństwa czy też różnorakiej “wiedzy” [w cudzysłowie bardzo], że ludzie nie mają zaufania do swojego odczuwania.. Przykładowo w katolicyzmie: “masz wierzyć, nie zaś doświadczać, czy odczuwać”. [brak zaufania do odczuć jest bardzo częstą przyczyną wchodzenia w toksyczne związki czy to z nosicielem kr, czy to z osobą z wejściami..]
“Masz wierzyć, nie zaś doświadczać, czy odczuwać”. Z tej pozornej niemożności postrzegania wyszło prawdziwe niedowierzanie własnym odczuciom.
Jest dodatkowo mocno wpajane przez kr. przekonanie wszystkim wokoło, że “świata nie pojmiesz” – taki kodzik, który sporo się przeciwstawia prostemu acz głębokiemu widzeniu zjawisk.
“świata nie pojmiesz” – to nabiera wyglądu głębokiej prawdy, jeśli pobędziesz trochę z nosicielem kr i jego fabulacjami..
Krokodyle bardzo sprytnie tutaj używają preparowania wizerunku rzeczywistości [preparowania, czyli "tworzenia", czy też "robienia" czegoś nieprawdziwego w miejsce prawdziwego i podawania go do "postrzegania"]. Preparowania wizerunku niemożliwego do pojęcia przez przeciętnego człowieka. Dopiero opierając się o pomoc czy zrozumienie od NIEGO [kr.] coś niecoś jesteśmy w stanie pojąć – tak kr. by chciał, abyśmy to postrzegali. Czyli kolejna lina na naszą szyję..
Otóż – jak zauważyłem, każda osoba z krokodylem posiada – mniejszą lub większą – “zrobioną teorię” rzeczywistości. Są to pomysły powiedzmy trochę z księżyca, co prawda bardzo przekonujące i .. bardzo skomplikowane, żeby nie powiedzieć pomieszane w sobie.
Wygląda mi często na to, że kr. tworzy taki “zrobiony swój świat” dla wielu celów:
a) żeby odciągnąć uwagę od przeżywania zarówno nosiciela jak i jego bliskich
Zwykle jest to wizja świata bardzo “w głowie, w myślach” [kr. mentalny], “w faktach, w tym, co można osiągnąć” [kr. przyczynowy], lub “w wizjach przedsięwzięć” [kr buddialny]. Każdy ze stworzonych światów pociąga i dobrze odciąga nosiciela od odczuwania i obniża wagę owego odczuwania. Obniża również u słuchaczy poziom postrzegania własnej wartości, bo owe krokodyle wizje są tak przekonujące, tak bardzo “większe” od tego, co nam, maluczkim może się zalęgnąć w umyśle.. Tak wizja, to jest coś.. myślimy sobie.
Kr. przekonuje, że za pomocą odczuwania niewiele co daje się zrobić. Odczuwanie u osób wokoło jak i u nosiciela mogłoby dla kr. nie istnieć! I to by było bardzo dogodne dla niego, bo można by bez konsekwencji obdzierać z energii i ranić osoby z otoczenia..
Oczywiście – jest to dla kr. wygodne, bo właśnie poprzez odczuwanie można kr. łatwo namierzyć a i łatwo można się od niego uniezależnić postępując za wskazaniami odczuwania.
Mój znajomy, który ma kr. mentalnego jest świetny w intelektualnych rozważaniach. Gdy zaś z innymi osobami próbowaliśmy mu powiedzieć, że jest coś, co potrafimy odczuć – uczucia, energie, to odpowiadał “ale ja nic nie czuję”. Kiedyś zawziąłem się, mówię, “przecież niemożliwe jest NIC nie czuć”. No i zrobiłem koledze sesję uczulania bioenergetycznego. Na koniec mówi, “rzeczywiście, czuję”. Ale co z tego, gdyż po kilku tygodniach ponownie powróciła mantra “ale ja nic nie czuję” w odpowiedzi na argumenty, że ktoś coś czuje i jest to realne i jest to faktem. Krokodyl dla nosiciela jest niezwykle przekonujący, to warto zapamiętać..
b) kr. tworzy taki “zrobiony swój świat” żeby “stworzyć świat”, gdzie będzie kr. paniskiem na włościach i, kiedy ofiary przyjmą ten punkt widzenia, to będzie po prostu krokodylowe niebo
To chyba jest bardzo zrozumiałe.
c) kr. tworzy taki “zrobiony swój świat” żeby uprawomocnić swoją obecność – w wielu “zrobionych światach” taka postać jak “wspierający” krokodyl okazuje się niezbędna dla nosiciela
Np. Jeśli wizja świata niewidzialnego jest pokrętna i pełna wielu niezbadanych i przerażających tworów, to taka “wspierająca istota”, taki “mądry przyjaciel” wydaje się człowiekowi jak najbardziej na miejscu, wręcz może on odczuwać wdzięczność jej za bycie, wspieranie czy inspiracje. Bez takiego wsparcia świat może wydawać się tragicznie przytłaczający, osaczający.
Albo gdy świat wydaje się tak skomplikowany, to jakże nie wziąć kr. który pozwoli na przetrwanie w takim ciężkim świecie?
Albo, jeśli w szkole nie można “się wybić”, “być kimś”, tylko takim szarakiem, to gdzie szukać pomocy, aby “się pokazać”? U kr.
I dalej – wygląda mi często na to, że
d) kr. tworzy taki “zrobiony swój świat” żeby dać argumenty nosicielowi dla tego, aby oplątywanie nowych, kolejnych ofiary miało pewne podstawy.
Np. Jeśli nosiciel uwierzy w jakieś mocno skomplikowane konstrukty myślowe, to może zbałamucić niejeden intelektualnie nastawiony umysł. [kr. mentalny]
Np. Jeśli nosiciel uwierzy w konieczność realizowania swojego popędu płciowego w sposób “nietypowy”, to może spokojnie zacząć uwodzić nowe ofiary [czy to dorosłe, czy też nastoletnie] [kr. witalny]
Np. Jeśli nosiciel uwierzy w prawo do wyładowywania się energetyczno-emocjonalnego, to zacznie mocno obciążać emocjonalnie rodzinę w poczuciu prawa do tego. [kr. astralny]
Jakieś wnioski?
- Pewnie takie, że świat jest O WIELE prostszy, niż mówią to: w mediach, tzw. autorytety, osoby na wysokich stanowiskach, itd.. czyli generalnie wszyscy nosiciele.
- Sami możemy spokojnie podchodzić do świata, bez przestrachu, że go nie pojmiemy
[to przekonanie, że nie pojmiemy go też kr. bardzo pielęgnują] - Każdy może być badaczem swojego świata, chociaż zachodzi możliwość, że może wejść na ścieżkę “skomplikowanego świata” jaką podpowiada kr. [symbiont] jakiegoś guru, czy terapeuty, ale i wtedy można się z tego uwolnić opierając się na swoich odczuciach.
Wnioski o krokodylach:
Krokodyle są jakby cieniem, jakby blaknącym odblaskiem światła Boskiego, boskiej energii. Ich ścieżka jest schodząca – jest to ścieżka degradacji. Nie, kr. nie degradują siebie. Krokodyle degradują osobę z której żerują, jej duszę.

W porównaniu do tego istoty dążące do miłości i mądrości są połączone ze Światłem, z Bogiem. Ścieżka takich istot jest wznosząca, jest to ścieżka rozwoju, nie degradacji, ścieżka, na której dusza się rozwija, a ja świadome nabiera większej świadomości.
Z takiego porównania można odpowiedzieć na pytania o cel istnienia krokodyli.
Podobnie, jak w naturze istnieją procesy degradacji – gnicia, rozkładu, tak w świecie duchowym istnieją procesy degradacji reprezentowane przez działania krokodyli.
Definicja Kompostu:
Nawóz naturalny, uzyskiwany poprzez rozkład przez mikroorganizmy odpadów roślinnych i zwierzęcych.

Tak jak w naturze kompost poprzez gnicie i rozkład daje sobie radę z niedziałającymi poprawnie organizmami, tak krokodyl daje sobie radę z źle działającymi duszami.
Krokodyl – jeśli mu się pozwoli – rozkłada duszę.
Jest też coś, co może nie od razu poznać w bogatej osobowości nosiciela krokodyla, ale co i tak i tak wychodzi na jaw. Czasami w najmniej odpowiednim momencie:
Brak szacunku
Uważam, że szacunek jest to jedna z istotnych wibracji… i przez to często w rozwoju duchowym przeoczana. Dusze bardzo dobrze znają i rozumieją szacunek. W świecie dusz jest bardzo wiele relacji opartych na szacunku. Więcej, w ustawieniach rodzin Berta Helllingera, czy też w podejściu Łazariewa ["Diagnostyka karmy"] przez odzyskanie szacunku dokonują się uzdrowienia relacji czy nawet problemów osobistych a także zdrowotnych.
Szacunek to wibracja
- nie tak silna jak moc
- nie tak widoczna i ogarniająca jak miłość
- nie tak praktycznie przydatna jak mądrość
Ale myślę, że jest od nich może nawet wyższa, szczytniejsza, wręcz może być ich początkiem. Jest związana z akceptacją drugiego kogoś. Chodzi nie o respekt, a o akceptację.
Bo z szacunku może pochodzić poprawna miłośc, poprawna mądrość i poprawna moc,
natomiast co to za:
- moc bez szacunku?
- mądrość bez szacunku?
- miłość bez szacunku?
A takie właśnie namiastki
mocy [potęga, górowanie, przewaga, wygrywanie],
mądrości [cwaniactwo, krętactwo, manipulacja]
i miłości [pożądanie, pragnienie posiadania drugiej osoby]
takie namiastki mają [przejawiają] nosiciele krokodyli.
Na pewno szacunek to wibracja bardzo znana i ceniona przez Dusze. Kr zaś nie lubią czegoś takiego jak szacunek wobec kogoś innego niż one same. Stąd kr. nie lubią dusz, wobec których musiałyby mieć postawę szacunku, po prostu są ponad to – żywią się Duszami.
**
Tu [kliknij] możesz dowiedzieć się, jakie są stopnie obciążenia – jak wygląda niewielkie, średnie i duże obciążenie symbiontem. Opisuję też intencje do oczyszczenia się takiej osoby. I dlaczego jest to osoba tak bardzo przekonująca. I dlaczego nie warto żalić się osobie z krokodylem, czy też domagać się od niej wyrównania krzywdy nam wyrządzonej.
Czy on/ona jest zdolny/a do miłości?
Pytanie:
Czy ta osoba jest zdolna do miłości?
Odpowiedź:
Oczywiście, że jest zdolna! Tak jak każdy z nas jest zdolny. Zapewne nie jeden raz przeżyła Pani doświadczenie, które upewniało Panią w tym, że on kocha Panią.
Jedynie w tym kłopot, że ów ktoś ma krokodyla który również, dodatkowo gryzie ciała subtelne i zadaje cierpienie temu, kogo kocha nosiciel.
Wydawałoby się [i wydaje się stale wielu, wielu ludziom], że nosiciel kr. jest osobą jednolitą. Tak nie jest. I to nie jest tylko kwestia krokodyli. Wielu z nas ma różne fazy osobowości, że tak to nazwę, i pokazuje się na różne sposoby w różnych okazjach. Jednakże aspektem jednoczącym te różne przejawy jest wygląd i stale jednakowy głos, który wydaje człowiek. Z tego powodu ludzie ciągle myślą, że mają do czynienia z JEDNYM kimś. Ma ów ktoś także jeden dowód osobisty, jedno imię i nazwisko, jeden pesel. Natomiast złożoność psychiczna owego kogoś umyka w takim sposobie patrzenia.
Tak więc nosiciel ma dwie twarze, dwie osobowości. Jedna z nich zdecydowanie jest zdolna do miłości i na pewno kocha. Nie ma co demonizować tego kogoś! Jednak też jest i druga twarz, druga osobowość [a przynajmniej pół-istota, jak to nazywam], krokodyl, który nie umie kochać, ale umie za to pożerać ciała subtelne z wielką przyjemnością.
Życie z kimś takim jest wystawieniem się na ogromny dysonans poznawczy!
Jakże bowiem zespolić w jednej spójnej wizji dwa, tak różne obrazy człowieka?
Bardzo trudno. Zaś osoby, [zwłaszcza kobiety - żony, partnerki, matki] mające do czynienia z nosicielami chcą go całego kochać, ale “nie daje się” tego zrobić. Naturalnym jest oczekiwanie, że druga strona będzie odwzajemniać miłość, a tu tylko część osoby odwzajemnia miłość, a część ma dla nich w zamian za miłość okrutne działania! [więcej o takich sytuacjach - link].
Jak tu sobie z tym poradzić? Jak to ułożyć, jak się nie daje ustalić jednej spójnej wizji tego człowieka? Czy można mieć nadzieję, że kiedyś się zmieni, że “moja miłość go uleczy?”
Takiej nadziei nie ma.
“Nie przez ciebie zaczął pić i nie przez ciebie przestanie” – mówią mądre kobiety z grup wsparcia Al-Anon, na które chodzą żony alkoholików. Pani nadzieja, Pani miłość go nie uleczy, ponieważ ma inne motywacje do podtrzymywania krokodyla [motywacje są opisane na stronie o kr.]
Racjonalne podejście ujmuje dwie strony medalu, dwie, które prawdziwie się przejawiają. I TO może Pani zrobić, może Pani przyjąć właśnie taki punkt widzenia, że jest ich dwóch. Dzięki temu:
a) nie zwariuje Pani.
b) pokaże Pani, że kocha jego samego, tego, który istotnie jest zdolny do miłości
c) nie akceptuje Pani jego obciążeń, które Panią boleśnie ranią.
Nie chodzi o odrzucanie człowieka, który z pewnością ma do Pani co najmniej ciepłe uczucia. Jednak należy przedsięwziąć kroki aby mocno siebie ochronić przed tym, co Pani zagraża, a to zagrożenie jest bardzo konkretne [np. "jest podły i manipuluje"].
W razie zamętu w głowie, proszę przeczytać powoli tą odpowiedź kolejny raz ![]()
Jest to bowiem zupełnie inne spojrzenie, poza tym w wielu zdaniach są całkiem konkretne wskazania co robić – i to nie jest często moja wiedza, ale zapożyczona od mądrzejszych, mających większe doświadczenie ode mnie, choćby pań z Al-Anon.
Szacunek dla … drania?
Jak takiemu niewdzięcznikowi z kr. okazywać szacunek!@#$%? On nie zasługuje na szacunek!@#$%~! Po tym, co mi zrobił?!!?@%$#%?
Po takich opisach możnaby sądzić, iż mamy do czynienia z takim podłym kimś, komu nie należy się szacunek. Którego nie należy zaakceptować. Którego należy piętnować! Starsze panie pewnego ugrupowania bardzo chętnie wydają takie wyroki skazujące.. zresztą nie tylko starsze panie, istnieje wiele osób, które nadal, mimo oficjalnej tolerancji i szacunku dla osoby ludzkiej powywieszałoby tego i owego.
Wiele osób poszkodowanych przez symbionty buduje swoją postawę na swoim pokrzywdzeniu i bólu od pogryzienia przez symbionta. Nie są w stanie zdobyć się na szacunek dla osoby z krokodylem [zwłaszcza, jeśli chodzi o tego, kto zaatakował, albo kogoś, kto go przypomina]. Nie dziwię się, lata w towarzystwie gada, lata, w czasie których nie wiadomo, czy się żyje, czy wegetuje, ostro dają w kość.
Najczęstszym przykładem są żony alkoholików, które wręcz nienawidzą swoich mężów. Albo dzieci alkoholików. Dopiero praca nad sobą [oczyszczanie, terapie] dać może oczyszczenie, po którym taka osoba jest w stanie ponownie oddać szacunek komuś takiemu.
Tu jednak trzeba powiedzieć prawdę. W postaci krokodyla [i połączonego z nim Opiekuna] mamy do czynienia z bardzo wzniosłą istotą. Zobacz sobie na postacie wielkich złoczyńców z różnych filmów – w wielu przypadkach był to “ktoś”, a nie za przeproszeniem śmieć. Dlaczego tak jest? Wibracje bowiem opiekunów krokodyli pochodzą z bardzo wysoka.
Nie mnie jest oceniać tego rodzaju zjawiska, mnie natomiast przypadły kontakty z takimi istotami. Wiem, że:
a) warto, żebym zachował szacunek wobec tego człowieka. Szacunek nie oznacza, że mam go lubić. Nawet nie oznacza, że “powinienem go kochać”. Mogę go nawet nienawidzieć [i jest to w wielu przypadkach ze wszech miar uzasadnione uczucie]. Natomiast szacunek wobec niego – i tu paradoks – jest potrzebny bardziej MNIE, niż temu komuś..
b) nie muszę być od nich zależny [chociaż to czasami się nie podoba ego - w kompanii z krokodylem można się nieźle też obłowić różnych dóbr ziemskich],
c) nie muszę ich oceniać [to i sam odejdę nieoceniony]. Nie mnie oceniać tych ludzi. Jeśli mnie poniżają, atakują, to najlepsze, co zrobię, to się zmyję z ich widoku – żadne wskazania na moją krzywdę, prośby, czy groźby nie przekonają takiego kogoś.
d) jeśli potrzeba mogę być bezwzględny, tak bardzo jak będzie to konieczne.
Do punktów c) i d) – szacunek jest potrzebny nie tamtej osobie, ponieważ ona jest i tak ode mnie silniejsza [poprzez działanie symbionta]. Natomiast, jeśli nie zachowam wobec niej szacunku, to ja ucierpię, a nie on/a [to wynika z praw naturalnych, w których poruszają się Dusze, Hellinger też o nich dużo mówi].
Co zaś tyczy bezwzględności, to jeśli naruszone zostało jakieś moje prawo, to mogę się bronić [albo moich bliskich] i to tak bezwzględnie, jak tylko potrzeba. Zresztą wobec osób bezwzględnych krokodyle odczuwają respekt – współmierny do wielkości owej bezwzględności. Sądzą bowiem po sobie. Mają same ogromną bezwzględność i brak współodczuwania. Jeśli zaś ktoś wobec nich jest bardzo bezwzględny, to mogą nawet odczuć wobec niego.. szacunek. Dziwne?
Dlatego nie dziwi mnie fakt, że kobiety ćwiczą się w bezwzględności [zwłaszcza ostatnio], ponieważ może podświadomie wiedzą, że to jest dobry oręż przeciwko obciążeniom kr., które mają najczęściej mężczyźni.
Wobec kr. nie ma zakazu obrony, natomiast powinienem zachować szacunek. To bardzo dobrze jest oddane w kodeksach rycerskich. Oczywiście lepiej jest oczyścić siebie i karmę [własne intencje wobec takiej sytuacji] i nie wchodzić w żadną walkę. Lepiej nie wchodzić w relacje z kr, bo to jest po prostu droga ku traumie. Mam wrażenie, że za zaniechanie walki nie z tchórzostwa, a z mądrej kalkulacji przyznawane są “dodatkowe punkty” od Wszechświata
_____________________________________________________________
Jakieś rady, jak z tym postępować?
Czarek mówi o tym [za Łazariewem], że trzeba uruchomić ciało subtelne o jedno wyżej od tego, na którym jest kr.
Czyli jak jest kr. astralny, to trzeba uruchomić mentalne. A jak? Zacząć odwoływać się do logiki, zacząć opisywać rzeczywistość – budując strukturę pojęciową. [dla mnie to jest tak proste, że aż prostackie, ale na kr. astralnego działa..] Uruchomić jakąkolwiek systematykę [najlepiej związaną z zainteresowaniami nosiciela, albo z bezpośrednim otoczeniem danej sytuacji. Np. nazwać kolor i rozwinąć zakres słownictwa. "O, widzisz, flaga, kolor jest czerwony. Ale mogą być fioletowy, karmazynowy, różowy czy purpurowy. Bo wiesz, każdy z tych kolorów może oznaczać coś innego.." i takie historyjki dalej ciągnąć. Wyglądają bardzo powiedzmy prosto, ale dla osoby "uwięzionej" w emocjach [kr. astralny to jest kr. w ciele emocji], możliwość wyjścia ponad emocję, we w miarę chłodne rozumowanie może wydać się odświeżająca i uwalniająca.
Można np. odwoływać się do zjawisk kulturowych. O, widzisz, pijesz wino. Ale picie wina już od wieków było uważane za pewien rytuał. Obecnie są ludzie, którzy z próbowania wina uczynili zawód, dochodowy zawód. Znają się na tym jak mało kto..” itd. Takie “bajeczki”.
Wydaje się, że jest to ucieczka od problemu. I istotnie – jest to ucieczka od krokodyla i jego aktywności, ucieczka w górę, na wyższe ciało. Jak wyższe ciało się rozwinie, to “otoczy opieką” niższe, astralne. I kr. nie będzie mógł już tak bezkarnie hasać – strumienie z ciała wyższego będą ustawiać przeżywanie na niższym ciele i kr nie będzie mógł się szarogęsić. Nosiciel może zaś odczuwać wdzięczność, że zajęliśmy się bardziej szczytnym tematem, niż te emocje, które nim targają, będzie doceniać tę rozmowę. Będzie literalnie eksplorować nowe regiony: “o, coś takiego, to to jest możliwe?” pozna nowy świat.
Dla kr. mentalnego ciało o 1 wyżej to ciało przyczynowe. A więc opowiadanie o wydarzeniach, o ciągach przyczynowo- skutkowych, o tym, co się wcześniej wydarzyło, a co dalej jest tego konsekwencją, i dlaczego właśnie to, a nie coś innego, takie opowieści będą lecznicze. Co słychać, jakie masz plany?, co chcesz zrealizować? spróbujmy zrekonstruować wydarzenia, – takie tematy operują w obszarze ciała przyczynowego. Gdy nosiciel się zaangażuje, to jego postawa nie jest już tak twarda, jak przy aktywności na ciele z kr.
Są osoby, które świadomie ze sobą pracują w oczyszczeniu z kr.
Jako, że przykład najlepiej motywuje, to wklejam tu wypowiedź znajomego z forum o tym, jak się pozbył kr. [robiłem mu badanie wahadełkiem - istotnie było wskazanie 'krokodyl obecny', a potem już go nie było, po kilku dniach, na nowym zdjęciu, i stare się też trochę oczyściło.
już w sumie o tym pisałem, ale wszystko zebrane do kupy wrzucam.
moja historia o tym jak pozbyłem się krokodyla. sprawdzone i potwierdzoneuwalnianie jakieś skomplikowane nie było.
powiedziałem po prostu, że uwalniam się od krokodyla, dziękuję mu za swoją obecność i wzmacnianie mnie w trudnych momentach (krokodyla sobie zainstalowałem kiedy byłem dzieciakiem i mój ojciec pił. dał mi on takiego jakby kopa żeby radzić sobie w życiu jakoś - teraz przypominają mi się także momenty jak z zazdrością patrzyłem na moich przebojowych rówieśników i chciałem być taki, jak oni). później powiedziałem, że teraz nie jest mi już potrzebny i zwalniam go z funkcji jaką pełnił. podczas tego zwalniania itd pokierowało mnie do opiekuna krokodyli. pogadałem z nim, ale jednak ciągle czułem, że coś jest nie tak, więc i od niego się uwalniałem.
nie wiem czy to fakt, że jestem człowiekiem sprawia, że tak łatwo idzie mi uwalnianie. ja po prostu mówię, że rezygnuję z krokodyla, z jego energii, zwalniam go z funkcji jaką pełnił, powiązań ze mną, rezygnuję z jego energii i wycofuję swoje energie od niego, proszę miłość o wyrównanie energii między nami i już. z opiekunem robiłem to samo. opiekun mnie trochę zaskoczył, bo nie przejął się specjalnie moim uwolnieniem, tylko dalej zajmował się swoimi krokodylami. powiedział mi, że na krokodyle jest masa chętnych i jak nie chcę to nie, zaraz się ktoś zgłosi
czuję też duże powiązanie krokodyla z alkoholizmem ojca.
w moim przekonaniu jednak pozbycie się krokodyla jest bardzo proste. najważniejsze jest chyba zdanie sobie sprawy z tego, że się go ma i pogodzenie się z tym faktem. potem pytamy skąd on się wziął i po co on w ogóle jest. jak już wiemy, to można zacząć uwalnianie. akurat ja jestem bardzo otwarty na uwalnianie i pozbycie się tych "super umiejętności" jakie dawał mi krokodyl nie było dla mnie problemem ani poczuciem straty. myślę, że to też może wiele osób zniechęcać. w końcu tak fajnie jest być przebojowym i mieć koło siebie wianuszek fanówu mnie nie było z tym problemu i z łatwością zaakceptowałem fakt, że coś "stracę". domyślam się, że nie każdy tak chętnie pozbędzie się tych cech. pojęcie straty nie jest jednak tak do końca trafne, ponieważ w miejsce tych krokodylich cech pojawia się spokój i akceptacja. nie ma już potrzeby bycia przebojowym. czujesz się ze sobą dobrze bez tego
przychodzi mi też do głowy, że są różne jakości krokodyli :p np ten mój był bardzo niepewny. nie działał cały czas. często miałem taką lekką gadkę ale czułem ją jako taką sztuczną, nie płynącą wprost ode mnie, trochę nieprzytomną, mówiłem jak w transie, ale widziałem, że to działa, więc nie analizowałem tego specjalnie i dalej wyrzucałem z siebie słowa. nie jestem do końca pewien czy to kwestia krokodyla czy mojej osobowości. ciężko stwierdzić. czasami było też tak, że po prostu nie miałem tej umiejętności. podejrzewam, że to zależy w dużej mierze od opiekuna krokodyla, od umowy jaką z nim zawieramy. ja najlepszego dila w życiu w tym przypadku nie zrobiłem ;]a teraz to mniej przyjemne, czyli skutki uboczne
krokodyla posiadałem mentalnego.
dawał on sporo przebojowości, łatwości nawiązywania kontaktów i tzw gładkiej gadki. ciągnęło mnie do ludzi, a ludzi do mnie.
kiedy pozbyłem się krokodyla, wszystko to po prostu wygasło. zniknęła potrzeba kontaktu z ludźmi, szukania partnerów do rozmowy, ciągłego szukania atrakcji. można by powiedzieć, że zrobiło się nudno… ale jest jakoś inaczej, zapanował spokój, zniknęło ciśnienie na ciągłe szukanie sobie atrakcji, silnych emocji, pewnego rodzaju adrenaliny. ciągle dobrze czuję się w towarzystwie znajomych, ale jestem jakby spokojniejszy. nie mam tej potrzeby widywania się z nimi. są – świetnie, nie ma – też spoko.
często jednak występuje sytuacja, że nie wiem o czym z ludźmi rozmawiać, brakuje tematów. wcześniej występowało to bardzo rzadko, ale wtedy czułem się niezręcznie, jakbym to ja miał obowiązek podkręcania rozmowy, a obecnie… po prostu jest ok
krokodyla porównałbym do swego rodzaju narkotyku. daje kopa, pobudza, dodaje sił i mocy wewnętrznej, ale kosztem zdrowia emocjonalnego i poczuciem takiego jakby napięcia, które na dłuższą metę jest bardzo upierdliwe.
trochę brakuje mi tej gładkiej gadki, ale nie dlatego, że czułem się dzięki niej lepszym człowiekiem. krokodyla miałem bardzo długo, chyba od dzieciństwa i funkcjonowanie z nim było dla mnie stanem naturalnym. teraz muszę się NAUCZYĆ jak żyć bez niego, ale to kwestia czasu i nie długiego jak sądzęmam nadzieję, że coś nowego napisałem. jakbym mógł ci jeszcze jakoś pomóc w tej kwestii to pisz. chętnie się wypowiem.
Zagłodzić bestię!
Odkrywca zjawiska krokodyli [jak sądzę] Awiessałom Podwodnyj radzi “zagłodzić krokodyla”, czyli nie dać mu żreć na jego poziomie, nie dawać mu dojść do aktywności, natomiast nasuwać o jeden wyższe ciało subtelne [o czym piszę w moim długim artykule o krokodylach].
> Czy mółbym Cię prosić o przykład działania na zagłodzenie krok. mentalnego?
Czego do tego potrzeba? Potrzeba rozszerzyć wyższe ciało.
A więc na mentalnego – przyczynowe rozszerzyć.
Proponować coś?
Np. analizować przebiegi przyczynowo-skutkowe różnych procesów, wgłębiać się w zasady obowiązujące tu i tam, i mnie, mnie wobec innych ludzi.
Znam osobę z k.mentalnym, która bardzo a to bardzo nie lubi mówić i myśleć o zasadach, prawidłach itp. Dla niego liczy się wolność! [dla mnie tak właśnie wygląda reakcja kr. mentalnego - zdrowe rozważania na poziomie o jeden wyższym o zasadach, o wzorcach, o prawach, o porządku [np. Hellingerowskim] powodują wściekłość kr. mentalnego Dlaczego? Bo rozwija się to wyższe ciało poprzez takie rozważania i zaczynamy głodzić krokodyla].
No i można również próbować nieco wyżej – buddialne rozwijać, ale przyczynowe jest ważniejsze przy pozbywaniu się kr mentalnego.
Dla kr. przyczynowego warto rozważać, medytować na ciele buddialnym. Przykładowo rozważać sprawy dotyczące wartości, dobroci, współodczuwania, współczucia, szacunku dla innych itp. [Zwłaszcza w obrębie relacji z innymi ludźmi, jako że kr. właśnie wobec innych ludzi atakuje.] Gwarantuję, że to rozsierdzi krok. przyczynowego. Tym bardziej, jeśli będziemy szeroko pojmować wartości, nie tylko z punktu widzenia kr.
Powtórzmy:
Natura takiego agresora jest określona i niezmienna. Warto sobie uświadomić, że tak jest, zaakceptować to i omijać takiego agresywnego gościa szerokim łukiem. Powiedzenie terapeutów: “Osobowość alkoholika jest wykuta w skale”.
Jeszcze raz cytat:
“Wycofajmy się w porę [z relacji z taką obciążoną osobą]. Psychopaci mogą zniszczyć naszą pewność siebie i przekonać nas – oraz naszych znajomych
– że jesteśmy ich niewarci, a nawet popadamy w obłęd.
Im bardziej ustępujemy, tym bardziej jesteśmy wykorzystywani, aby zaspokajać psychopatyczną żądzę władzy.”
Oczywiście te rady są na wyrost. Dla dusz ludzkich krokodyle są OGROMNĄ lekcją.
Wielu ludzi:
- uzależnionych [np. od alkoholu, biorących narkotyki],
- osób współuzależnionych żyjących z osobą uzależnioną,
- ich dzieci,
- wiele osób związanych z ludźmi wymienionymi na początku np. w pracy,
uczestniczy w tych, można powiedzieć – powszechnych – doświadczeniach. Stąd owe “dobre rady” można zrozumieć “na głowę”, jednakże prawdziwe życie w taki sposób, aby unikać obrażeń związanych z krokodylami, jest nie lada mądrością.
[Dobre rady można sobie wsadzić w buty, i tak najważniejsze,
czy coś potrafisz, gdy jesteś postawiona/y wobec takiego człowieka obciążonego,
twarzą w twarz wobec krokodyla , czy coś wtedy potrafisz? Czy też tańczysz, jak Ci zagrają?
Czy potrafisz podjąć odpowiednie decyzje w życiu, będąc w relacji z takim kimś?]
Moja odpowiedź na list osoby z krok.:
Dobrze, że piszesz, to będziesz miała jakieś wskazówki co z tobą jest.
Czakry masz niewielkie [może i lepiej, bo kto wie, co by się działo] oprócz 3 oka, które jest ogromne. Oprócz pierwotnego obiegu na 3 oku jest obieg buntu – pochylenie wahań w prawo. Czyli Dusza jest zbuntowana najprawdopodobniej na otoczenie, jak wymieniłaś ojca, to pewnie w pierwszej kolejności na niego..
Jakie masz obciążenia:
pogryzienie na ciele. mentalnym
krokodyl spory. astralny i niewielki na ciele anupadka
jest też zatrucie energią wejścia
Obraz jest dosyć spójny: Dusza inkarnowała się pewnie tutaj, aby “oddać” rodzicom czy bliskim to, co złego zrobili jej kiedyś, aby wejść w te sytuacje, które są duszy znajome.
To, co przeżywasz, to jest aktywność Duszy, której nie umiesz powstrzymać, nie umiesz odpowiednio przekonać argumentami. Dlatego Dusza czuje, że to co robi, jest w porządku i pewnie będzie to dalej robić, aż do momentu, aż dostanie przekonujące ją argumenty.
To wymaga pracy nad sobą, terapii, aby dojść do przeszłych przyczyn takich postaw, takich zranień. Bo pewnie wtedy narodziły się te postawy, decyzje o przyjęciu kr. i postawy buntu.
Ale i tak masz sporą samoświadomość, a więc zadanie wydaje się, że nie jest ponad Twoją miarę.
W pierwszym rzędzie spróbuj się dowiedzieć od Duszy [np. przez afirmacje z odpowiedziami, poprzez pytania: dlaczego tak się zachowuje, co chce od rodziny, od bliskich, znajomych, czego od nich oczekuje.
Następnie możesz popytać się, dla jakich celów wzięłaś dwa krok. - są one oczywiście formą obrony lub jakiejś kompensacji - coś uważałaś, że jesteś zbyt słaba i pozwoliłaś na wzięcie pomocników - trzeba się dowiedzieć na jakich zasadach, i po co mieli ci być.
Jeśli uda Ci się głęboko przekonać się samą, że te ataki, ten bunt jest błędem, to Dusza to oczywiście zostawi. Natomiast potrzeba mocnego podwyższenia wibracji, aby osiągnąć poziom świadomości, na którym mogłabyś sobie pokazać , że te działania [a także przeszłe] są oparte na błędnie pojmowanych odczuciach. Może nawet już masz tak wzniesione energie, więc wystarczy sama praca nad zawartością umysłu, przyczynami powzięcia tych postaw, które masz.
Trzeba znaleźć ZASADĘ na której Dusza to robi, co robi. Bez odnalezienia zasady można tłumić [ataki krokodyla] ile wlezie i w długim horyzoncie nic specjalnego to nie da – Dusza jest silniejsza od osobowości. Oczywiście, czasowe zmniejszenie intensywności procesu jest pomocne, aby trochę odetchnąć i mieć trochę czasu na zastanowienie i praktykę.
Praca z krokodylami: Więcej tutaj [link]
Terapie dla osób uzależnionych i ich rodzin [link]
Moje doświadczenie

.
Powiem tak, jak ja osobiście sobie z tym radzę.
Jeśli krokodyl jest astralny, to taki człowiek prowokuje na ciele astralnym. Widać często młodych wyrostków, którzy mają minę, jakby komuś chcieli przywalić. Nie raz mówią do swoich równolatków: “co, stawiasz się?” No właśnie – kr. chciałby, żeby się przeciwnik “postawił” i odpowiedział na zaczepki, prowokacje. Ja osobiście robię się niewidzialny
w takich razach wchodząc w stan zupełnej ciszy astralnej [emocjonalnej] i taki ktoś niemalże mnie nie widzi. Krokodyl z danego ciała postrzega tylko je, jest więc “płaski”.
I – o ile jest możliwe – odsuwam się z fizycznej bliskości od tej osoby – daleko, daleko. I nie przypominam się, że jestem. Nie pyszczę, nie odszczekuję się, nie próbuję dochodzić “swoich praw” [jak niektórzy psychologowie radzą, wprowadzając ofiarę ponownie w paszczę jedzącą]. Idę swoją drogą.
Krokodyl mentalny prowokuje do tzw. “dyskusji” [czytaj: prowokuje i ustawia sobie ofiary do jedzenia energii]. Fora dyskusyjne [także "duchowe", a jakże] są pełne ludków posiadających krokodyle. Kr. mentalny będzie chciał właśnie “podyskutować”. “Przecież to takie twórcze, to takie rozwijające! Co, nie chcesz wymienić poglądów? Bo my, my to bardzo chcemy, jesteśmy tacy otwarci, gotowi..!”
No nie, nie chcę, nie chcę być mocno nadgryziony kolejny raz.
Ja oczywiście przez lata sam na forum próbowałem się uporać z niereformowalnymi trollami [tak - jak dla mnie - są nazywane osoby obciążone kr.], próbowałem tłumaczyć, wyjaśniać, opisywać. A jak zostałem pojedzony, to tylko ja sam wiem. Ogromnie. Wprost proporcjonalnie do moich wysiłków “wypowiedzenia się”, aby “być zrozumianym”. Widzisz więc, że są takie fora, gdzie niby jest wszystko dobrze. Fora duchowe są tu do przykładem, że także osoby zainteresowane duchowością także nie wiedzą o tym zjawisku.
Na dzień dzisiejszy już nie mam ochoty kolejny raz wychodzić z otwartymi ranami na ciałach niewidzialnych. A zdarzało się to dość często. Aż pojąłem w czym rzecz, gdzie jest kłopot. I to, że ja owego kłopotu nie naprawię, ani też tych ludków nie uleczę. Ich sprawa. Moją sprawą zaś jest dbanie o siebie, żeby nie ucierpieć jaka jest moja własna kondycja i czy o nią dbam.
Na te słowa [lub podobne] na jednym z forów odparował pewien użytkownik:
“ojej, jaki biedny…
A fora duchowe są takie złe…
“
- typowa jest dla nosicieli taka “wesoła” złośliwość. Wydaje się taki ktoś wyluzowany, natomiast jest pewna cząstka takiego cynizmu, nieuszanowania odczuć drugiej osoby, zwłaszcza niewygodnych dla symbionta. A moje odwoływanie się do szanowania uczuć OD RAZU wydaje się być takie staroświeckie, nienowoczesne, czy jeszcze jakieś [negatywne]. Taaa. tutaj możesz zaobserwować owo oddziaływanie bardzo wysokich energii subtelnych pochodzących od Opiekuna Krokodyli.
Odczucie, że moje odpowiedzi są nienowoczesne, takie jakieś nieskładne, jakbym nie umiał się wypowiadać.. takie jakby koślawe.. to wszystko zasługa odwołania się symbionta do swego Opiekuna i jego postawy na wysokim ciele duchowym. Stamtąd to właśnie pochodzi inna postawa – taka gładka [wiele razy się słyszy przymiotnik "gładka wymowa", biegła, płynna, bezwysiłkowa. No jak krokodyl ma nie mieć swobodnej wymowy jak jest bezpośrednio pod mentorem mającym ciała subtelne o trzy-cztery ponad moim mentalnym?
To się w głowie nie mieści, jaka jest to różnica w swobodzie i płynności. Ale ja nie popuszczam. Moją, często ułomną, niedoskonałą wymową, uporczywym drążeniem dochodzę do - tak nieprzyjemnych dla niektórych - wniosków..
W ciałach subtelnych są atmaniczne, wyżej - anupadaka i adi. Anupadaka jest [jak opowiadam gdzie indziej] ciałem wolności, wyboru. Opiekun Kr. działa na nim i swobodnie wybiera swoją zdobycz, sposoby działania. Czuje się jak panisko. Natomiast są jeszcze poruszenia, postawy na ciele adi Opiekuna, skutkujące już zupełną dowolnością. Ciało adi to ciało przypisywania znaczeń. Pamiętasz reklamę akcji przeciw przemocy w domu “Bo zupa była za słona?” To właśnie przykład działania Opiekuna z ciała adi. Opiekun swobodnie zmanipulował znaczenie wydarzenia. Dla gospodyni, żony alkoholika, przesolona zupa jest przypadkiem i raczej się starała, przecież zrobiła zupę. Natomiast wkurzony krokodyl chciał jeść nie zupę, a żonę nosiciela i jej energie. Zupa mu na nic. Więc jaką wybrał przyczynę swego ataku? Jakąkolwiek, jaka akurat się nawinęła. Przesolona zupa była na wyciągnięcie ręki.
Dla zwykłego, kulturalnego człowieka przesolenie zupy jest pewną niedogodnością, ale nie jest przyczyną do awantury, do gniewu czy bicia. Taki człowiek nie ma krokodyla i raczej będzie akceptujący i doceni dobre intencje – żona się starała.
Natomiast mąż – nosiciel to zupełnie inna para kaloszy. Tu mamy właśnie chęć żeru na poziomie ciał subtelnych. I, jeśli nawet taki mąż wydawał się bardzo atrakcyjny na początku związku, to po jakimś czasie systematycznie będzie żerował na żonie. Będzie żerował krokodyl, z użyciem postawy na ciele adi swojego Opiekuna. Ta postawa i wynikające z niej wysokie [choć nieczyste] energie są tak oszałamiające wręcz, że żona będzie skołowana: “czuję, że miał rację, a jednocześnie trudno mi to przyznać, przecież co ja takiego zrobiłam, że on się wydzierał i bił mnie?” Tak, nawet proste logiczne myślenie wydaje się być “głupie” dla ofiary krokodyla. Sam/a spytaj żony alkoholika, jak się czuje, jak jest skołowana, jak ma pomieszane przez odczucia w głowie.
Zwłaszcza kobiety nabierają się na to, ponieważ ich wnioskowanie zachodzi na niskich poziomach subtelnych – na eterycznym rozważają ostatecznie. Jeśli coś jest dla nich “dobrze czuć”, to jest to bardzo duży komplement z ich strony. Jeśli odczucia są dobre, kobieta wyciąga wniosek – sprawa nie śmierdzi, można w nią wchodzić. I tak biedne panie wchodzą w paszczę wytwarzającego “dobre odczucia” krokodyla. A to, że później bywają poniżane, okrzyczane a nawet bite, to jest dla nich kwestia nawet można powiedzieć wtórna [cóż za ironia]. Poszukaj sobie badań na temat tego, dlaczego dziewczyny związują się z chuliganami i bandziorami? Dlaczego ich wybierają? Bo w nich samych wywołuje to odczucie bezpieczeństwa – a tego szukają. “To nic, że jest drań, ale jakie błogie odczucie bezpieczeństwa odczuwam!!!” – tak dziewczyna nie powie, bo to trochę głupie na rozum jak wziąć, ale.. nadal będzie się trzymała tego odczucia i tego drania [ang. jerk].
powtórzę:
“ojej, jaki biedny…
A fora duchowe są takie złe…
“
[samo rozważanie, analizowanie rozjusza symbionta, będzie opowiadał, że jest to czepianie się, że jest to zamach na wolność wypowiedzi, itp. byle tylko zostawić temat, byle tylko go nie rozpoznać, żeby mógł dalej, nierozpoznany szarpać ludzi. Pewnie, że powtarzanie jest nieco nudnawe, ALE jeśli chcę dobrze przeanalizować sprawę, to trzymam na niej uwagę nawet godzinę czasu! Dla krokodyla jest to koszmarnie długo, ponieważ boi się rozpoznania.]
“ojej, jaki biedny…
A fora duchowe są takie złe…
“
Taka wypowiedź wydaje się być nonszalanckia i przekonująca. Taki spokój i luz. Wydaje mu się, że rządzi. I istotnie, rządzi, aż do momentu, gdy przyjdzie ktoś ze świadomością. Takiemu komuś kr może zrobić co prawda krzywdę, ale go nie uzależni na dłuższą metę.
POWTÓRZĘ [co może symbionty wkurzać do białości, takie stanie przy swoim..] Obserwuję u kr wręcz nieludzką, nieziemską gładkość, płynność, swobodę. Pewna mądra psychoterapeutka mnie na to naprowadziła mówiąc iż psychopaci mają taki rys nieludzkości w swym charakterze. Psychopata to termin bardzo specjalistyczny, nikt przy zdrowych zmysłach nie używa go w świecie codziennym [złe odczucia wywołuje
]. Ale rys nieludzkości jest do zaobserwowania.
Nonszalancja, postawa bardzo przekonująca, swoboda, spokój po wierzchu, gładkość, płynność, swoboda. A jednocześnie w głębi napięcie. I cynizm, chłód, intelekt. Tego szukaj, jeśli chcesz symbionta złapać na gorącym uczynku.
Osoba ta odpowiedziała, że owszem, są różne poglądy, ale właściwie wszystko można wytłumaczyć różnymi wzorcami. To stara śpiewka nosicieli. Brzytwa Ockhama – ja tworzę dodatkowy astral, w który wierzę, i dlatego dla mnie może to wydawać się prawdą.
TYLKO, że wszelakie światy niewidzialne, także astral jest do obcięcia brzytwą Ockhama, nie tylko symbionty. Dla symbionta pierwszorzędną sprawą jest to, żeby go nie było widać! Więc taki ktoś, kto powołuje się tu na Brzytwę Ockhama tnie wg. swojego interesu, tam, gdzie mu wygodnie. Astral mu się podoba i jest niegroźny, nawet jest pożyteczny, bo można w nim upchać odczucia ze spotkań z symbiontem. A więc astral zostawiamy
Krokodyle inne podobnie działają. I podobnie można się od nich uwolnić – zostawić je, jakakolwiek interakcja z nimi degeneruje duszę, uszkadza ciała subtelne, drenuje ekspresowo z cennej energii życiowej.
.
Uwaga na bunt i gniew
Warto myślę zastanowić się, czy nie próbujemy wzmacniać się “w walce przeciwko ciemiężcy”, albo czy nie rozbudowujemy systemu naszego zranienia. Możemy bowiem nieświadomie zacząć uważać się za “ważniejszych” [w rozumieniu - bardziej godnych pociechy, bo bardziej skrzywdzonych], niż inni ludzie z tego powodu, że jesteśmy pogryzieni. A pogryzienie bywa baaaardzo bolesne. Stąd może mocno motywować do przeciwuderzenia. Można mieć duuuużo gniewu, wściekłości wobec agresora. Można wspominać bolesne chwile i ich tragiczną niesprawiedliwość, którą tak dotkliwie odczuwaliśmy, ba, takie wspomnienia same bezwiednie przychodzą nam do głowy.
Bo pogryzienie mocno boli i jest bardzo dla skrzywdzonej Duszy przekonujące.
Niestety, w tej “słusznej walce przeciwko symbiontowi” na nic nasza słuszność nam się nie przyda. To naprawdę NIC nie dodaje do chwały, że zostałeś poturbowany. Ani na krztynę nie dodaje Ci to większych praw. Jeśli jeszcze tego nie wiesz, to pewnie Wszechświat ma jakieś doświadczenie z tego pola.
Ani też “wiedza”, którą posiedliśmy w szkołach czy w rodzinach też nie uprawomocnia nas do postrzegania się jako “lepsi”, “mądrzejsi” [bo wiemy lepiej], czy “bardziej pokrzywdzeni”. Chociaż wiele, wiele osób uważa, że będąc “naumianymi” mają jakieś większe prawa od Wszechświata. No raczej nie, jeśli już coś tacy ludzie mają z Wszechświatem, to to, że mniej go słuchają, jak mówi do nich.
I taka wiedza nie wzmacnia nas zwykle w konflikcie z symbiontem. Jeśli jakoś motywuje, to chyba tylko do tego, jak się z owej walki wyplątać i poszukać prawdziwej wiedzy.
To, że “mamy słuszność”, czy, że “zostaliśmy niesłusznie i podstępnie zaatakowani” tak naprawdę Wszechświata nie zainteresuje. Ani tym bardziej agresywnego krokodyla.
Niestety – z pozycji człowieka zaatakowanego – nie mamy najmniejszych szans w “walce” przeciwko symbiontowi.. energetyczna struktura krokodyla i jego Opiekuna [co ważniejsze] jest tak mocna, iż nie ma co się oszukiwać.
Wiedza, nawet najszersza nie da możliwości istotnego energetycznego przeciwstawienia się gadzinie. No niestety. Przykro, ale tak to akurat jest. Wiele razy mi się zdawało, że jestem w stanie skonfrontować symbionta, próbowałem, próbowałem i… obrywałem za każdym razem. Czasami dopiero po trzech dniach zdarzało mi się przyjść do siebie i pozbierać własne pole energetyczne.
Walka przeciwko komuś, czemuś bardzo mocno wzmacnia poczucie własnego ja i – oczywiście – poprzez emocje, adrenalinę wzmacnia motywację do walki. A więc jest to mechanizm samonakręcający się. Warto sobie uświadomić, iż krokodylowi zależy na tym, żeby posiadał przeciwnika, który chce go zwalczyć. Nielogiczne? Logiczne, o ile zwrócisz uwagę, że krokodyl ZAWSZE z człowiekiem wygra. A więc posiadanie przeciwnika równe jest posiadaniu niewolnika, oddającego swoje energie i swoje ciała subtelne do jedzenia.
Walki z kr. więc nie można wygrać. Ale ile walka z kr może dodać adrenaliny, ile poczucia żywotności!
Krokodyl z hipermarketu
Ostatnio w hipermarkecie chodziłem sobie, oglądałem towary. Aż tu nagle trafiam do “zaczarowanej” alejki z przyprawami, idę dalej i co słyszę – przekleństwa. Otóż jeden piękny i młody adorator pewnej panienki wystawiającej towar na półki zechciał do niej przyjść do pracy do sklepu i powiedzieć jej coś ze swojego świata. Jak dureń zwróciłem mu uwagę, że przekleństwa to raczej tu nie pasują i takie tam. Tak, domyślacie się
, miał owe tałatajstwo [kr.] i oberwałem z miejsca.
Przyjrzałem się zaraz sobie i zobaczyłem, że ogromnie wzrosła mi adrenalina! Jakbym włączył turbo w silniku diesla. Obserwowałem przez dłuższą chwilę, jak takie “niewinne” zwrócenie uwagi dało mi duży wrzut hormonu do krwi.
Odszedłem od tego gościa, bo oczywiście nie było z kim rozmawiać, ale najciekawsze trwało we mnie. Poczułem się ogromnie ożywiony, witalniejszy, chociaż też wkurzony. Miałem od razu poczucie, że coś jest warte działania, nagle stanąłem na nogi, jak to się mówi. Dzięki gostkowi i jego symbiontowi.
Na krótką metę, na bieżąco, wygląda to więc bardzo zachęcająco. W sposób konkretny, cielesny mocno przekonuje, że robimy coś istotnego [walcząc o słuszną sprawę, przeciwstawiając się symbiontowi]. Chodząc pomiędzy półkami i przebierając pomiędzy kolejnymi artykułami pewnie bym wszedł w lekką nudę, a tu przydaża się taka akcja! To bardzo przekonuje podświadomość! bardzo ją uruchamia, podobnie jak i ciało. No, ale cóż może podświadomość o mentalności czterolatka z takiego spotkania zrozumieć? Nic dobrego na dłuższą metę.
Kobiety są bardziej narażone na to, że zostaną przekonane właśnie za pomocą takich środków do tej misji ‘uczłowieczania’, przywracania kultury. Dlaczego? Dlatego, że panie o wiele bardziej ufają swoim odczuciom. [a po drugie, że mają dużą potrzebę "poprawności", żeby wokoło było "poprawnie", np. posprzątane]
Kiedy stwierdzają, że kochają chłopaka? Wtedy, kiedy “odczuwają”, że kochają. Pięknie jest to wyrażone w słowach angielskich:
“IT FEELS so right.”
czyli po polsku “to tak dobrze odczuwam, to co czuję jest takie w porządku”. normalnie szczęście wpływa nogawkami.
Nie bez przyczyny Jan Paweł II powiedział, iż miłość jest wyborem i wiernością temu wyborowi. Wskazał na to, że niekiedy można popełnić błąd opierając się na samych odczuciach.
Cóż, krokodyle, jak pokazało się na mnie samym, potrafią dać ogromnie dobre odczucia w zetknięciu z nimi. Wzrost żywotności u atakującego je. Wzrost poczucia sensu owego ataku! Dają odczucia, że to właśnie kontakt z NIMI daje owe pozytywne odczucia.
Jednakże kontynuowanie walki przeciwko kr. nad dłuższą metę może mocno odrzucić, odseparować nas od przeżywania spokoju czy szczęścia. Wchodzi się w świat nierealny, “zrobiony” na potrzeby omamienia. Po prostu wkręca jak narkotyk. I już nie jest tak “feeling right”.
Przykład
Tu mój przykład. Przez wiele wcieleń próbowałem wgrzmocić gadzinom. Próbowałem na różne sposoby, walka była jedną z nich. Bardzo oczywiście byłem krokodylami i ich nadzwyczajnymi umiejętnościami zainteresowany, wręcz zafascynowany. Można powiedzieć, iż zszedłem w obecne wcielenie “za zapachem krokodyli”. Istotnie wcieliłem się w rodzinie, gdzie były krokodyle i to silne. Myślałem – naiwnie, jako dziecko – że coś się da z tym zrobić. Na początek byłem oczarowany. Myślałem, że osoby z mojej rodziny mają tak wielki potencjał! [tak pięknie się kr. pokazywały]. Po jakimś czasie zacząłem widzieć, że coś mocno tu nie pasuje i że tak wspaniale roztaczane horyzonty sukcesów są tak naprawdę tylko fantazjami. I takimi były od początku. Co więcej, z czasem, gdy wsiąkałem w rodzinną atmosferę i rodzinne uzależnienia zrozumiałem, że tak naprawdę stawałem się ofiarą symbiontów [wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to symbionty, byłem zły na konkretne osoby, w tym moją mamę]. Próbowałem tłumaczyć, pokazywać, przekonywać, pomagać w chwilach upadku, wspomagać z nadzieją na poprawę.
Niestety, po kilkunastu latach życia stwierdziłem, że się moje działania nie udają, zacząłem siebie leczyć i oczyszczać i dochodzić do tego dlaczego JA tak bardzo chciałem mieć relację z takimi ludźmi [- nosicielami kr]. No i powoli, powoli nabierałem dystansu i zdrowiałem.
Proszę sobie wyobrazić, jak bardzo wieloletnie obcowanie z krok. i jego nosicielem odsuwa człowieka od spokoju i dobrostanu.. Bardzo mocno. Jak wiele odczuć nieszczęścia ta sytuacja generuje. [dobrym przykładem jest tu osoba żyjąca z nosicielem - czy to małżonek, czy dziecko, czy też rodzic] Osoby takie, zwłaszcza dzieci uczą się świata pełnego agresji, gdzie atak następuje nagle, nieprzewidywanie, niezależnie od przewidywanych przyczyn. Przysłowiowa tu jest żona alkoholika, która czeka na męża i myśli: “przyjdzie… nie przyjdzie? … zbije …. nie zbije?” [normalnie totalna nerwica. i to jeszcze na energiach łączących z krokodylem, czyli jednak wcześniej czy później przyjdzie, zrobi kłótnię i zbije.
Jak bardzo [z powodu specjalnego typu manipulacji krokodyla] w ofiarach zakorzenia się niezdrowy system przeżywania przykrych chwil, zamiast przeżywania chwil spokojnych i wypełnionych bezpieczeństwem.. Pogryzienia – tak nazywam ten kompleks traumy [więcej tu] stanowią bardzo przykrą teraźniejszość przebywania przy atakującym krokodylu, stanowią bolesną spuściznę z takiego czasu.
Można się zastanawiać, czy “oddanie” krzywd, zadanych razów da nam spokój. Wiele osób na mitingach DDA bardzo mocno wyraża żal, odkrywa swe zranienia. Ja to nazwałem dla siebie, że “upuszczają żółci”. I to sporo. Dobrze jest o tym móc mówić. Dobrze jest mieć miejsce na bezpieczne i świadome wyrażenie złości i rozżalenia. To daje upuszczenie energii bolesnej, energii zranienia. To tak, jakby z zaropiałej rany wypuszczać ropę – będzie mniej boleć.
Jednocześnie warto jednak patrzeć, czy nie próbujemy się wzmacniać naszą trudną historią, czy nadal jesteśmy prości w tym przeżywaniu.
“On mnie tak załatwił, tak mnie zranił, to teraz będę nieustępliwa, bezwzględna, teraz dopiero pokażę, jak świat ma mnie szanować. Jak znajomi mają mieć o mnie pojęcie jako o osobie totalnie asertywnej, która jest nieugięta. Jeśli nawet kiedyś byłam zraniona, to teraz już na to nie pozwolę!”
Przy przyjęciu takiej postawy jest spore niebezpieczeństwo, że ta osoba powtórzy ścieżkę swojego oprawcy.
Ofiary krokodyli
O ofiarach krokodyli jest cała strona [link], ponieważ dla osób poszkodowanych może być to duży problem życiowy. Są to często dzieci [także dorosłe] z domów, gdzie panował alkohol lub przemoc.
Tu moje rysunki, jak wygląda atak krokodyla:
Widoczne są zarówno jakby haki-zęby jak i zaburzenie energii na niskich czakrach.
Jak wygląda szczegół ataku – te zęby-haki, które jakby się obracały jak piła tarczowa – posuwa się i rżnie:
Jak wygląda osoba pogryziona – ma wyszarpaną aurę wzdłóż przedniej strony ciała i ma mocno zaburzoną podstawę [niższe czakry] tak, że ma trudności z odnalezieniem się w świecie. Stąd biorą się wzorce ofiary i symptom wyuczonej bezradności. Nawet psychologowie [z doświadczeń na zwierzętach] zauważyli, że symptom wyuczonej bezradności nabiera się szybko, natomiast aby odtworzyć poprawne funkcjonowanie potrzebowali ok 200 pozytywnych doświadczeń. Dlatego mówię, że pogryzienia nie leczą się same z czasem.
Pionowe kreski niebieskie od głowy w dół symbolizują rany w aurze. Wibracje na spodzie to osłabiona lub chora aura na niskich czakrach. Bywa także, że w aurze są obecne podłączenia do agresora – może wtedy czerpać energię na odległość, wystarczy np. połączenie telefoniczne lub telepatyczne.
Ofiary krokodyli to osoby, które przebywały w pobliżu osoby obciążonej. Długo, albo krótko. Można długo żyć w jednym domu z osobą obciążoną, i wtedy zwykle pogryzienie jest głębsze, boleśniejsze, zmiany w psychice są istotniejsze. Można też być krótko wystawionym na bycie z taką osobą i też można dostać, przeżyć atak i ucierpieć z powodu pogryzienia przez krokodyla. Więcej na ten temat w osobnym tekście [link]. Proszę pamiętać, że takie pogryzienie nie goi się samo z siebie – niestety trzeba nad tym popracować.
Dobrymi dla kr. ofiarami są osoby mające tzw. “wzorce ofiary”. Gdzieś podświadomie mają zakodowane, że w życiu to często się obrywa i cierpi. No i osoby z krokodylem potwierdzają takie nieświadome przekonania. Dzieje się to często bez świadomej refleksji – dwoje ludzi “się spotyka” i już wiedzą, że są “dla siebie pisani”. Na nieszczęście to pisanie jest bardzo przykrym pisaniem, obejmującym wykorzystanie psychiczne, emocjonalne, a czasami i fizyczne. Drogą wyjścia jaką podają specjaliści jest zauważnie tej relacji z nosicielem krokodyla, ocena: ile zyskuję a ile tracę na tej relacji. I na koniec – decyzja – czy dalej tak chcę żyć.
Grupy samopomocowe Al-Anon są dobrym miejscem, aby się przyjrzeć sobie i swojej trudnej relacji. Chodzą na nie osoby poszkodowane przez krokodyle [zwykle żony alkoholików], wyprowadzają swoje życie na prostą.
W terapiach regresywnych można prześledzić sobie własne postawy związane z wzorcami ofiary i – jeśli ma się szczęście – oczyścić je.
Inny typ ofiary dla krokodyla
Innymi ofiarami dla krokodyli są osoby mające tzw. wejścia [link]. I te osoby można określić jako “najlepszy typ ofiary”.
Osoby mające wejścia są mocno drażliwe i przewrażliwione, tak mają wielką potrzebę udowadniania różnych rzeczy! Są tak żądne dowodzenia swoich praw i ferowania oskarżeń! Są przekonane o swojej WYŻSZEJ WARTOŚCI ponad innymi ludźmi [często wyłącznie nieświadomie].
A krokodyl tylko na to czeka!!! Będąc w obecności krokodyla zwykle czuję energetyczne “węszenie”. “Kto mi chce podpaść? Czy ktoś tutaj obecny się stawia?” – tak mniej więcej w słowach można opisać to węszenie. Zresztą niektórzy młodzi ludzie z kr. używają tych słów przy rozpoczęciu bójki “Co, stawiasz się? Chcesz zarobić?” – ewidentnie szukają nie pokoju tylko zaczepki. Tylko im potwierdzenia potrzeba do rozpoczęcia ataku. Na szczęście możemy odmówić [o ile nie jesteśmy w zbyt bliskich relacjach z nosicielem, bo jeśli jesteśmy, to bardzo często same sytuacje związane z relacją już stanowią podstawę do ataku]
Powtórzę:
Osoby mające wejścia są mocno drażliwe i przewrażliwione, tak mają wielką potrzebę udowadniania różnych rzeczy!
A kr. przecież na to właśnie liczy! K. potrafią wychwycić najlżejszy oddźwięki swoich własnych agresywnych działań, swoich prowokacji, presji. Są w tym świetne. Jeśli tylko się popatrzysz na takiego kogoś z nutką negatywnej oceny – zaraz Cię zacznie agresywnie traktować. A nawet nie trzeba negatywnej oceny – samo popatrzenie się może być zidentyfikowane jako ocena czy atak – który domaga się odpowiedzi [kr. jest o tym przekonany].
W pełnych pretensji i braku akceptacji osobach z wejściami K. znajdują super odbiorców swoich prowokacji i swojej agresji.
Najbardziej jawnym przykładem tego wspólnego, tragicznego związku z krokodylem jest alkoholik i żona alkoholika. Te dwie osoby stanowią dla siebie super toksyczny duet [żeby użyć eufemizmu].
Wejścia są również przystąpieniem obcego ducha do człowieka, jednakże jest to tylko penetracja, nie zaś zlanie, jak jest w przypadku krokodyli. Osoby z wejściami są niejako są stworzone do tego, aby rozsierdzać krokodyla.
Wielkie pytanie: DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO???
Z pewnością wiele, wiele osób się nad tym zastanawia. Słyszałem już niejedną żonę alkoholika, która na mitingu mocno się zastanawiała, czym sobie zasłużyła na tak paskudne traktowanie. Oczywiście nie znajdując odpowiedzi. Piszę “oczywiście”, ponieważ oglądając wydarzenia ze zwykłej perspektywy trudno znaleźć taką przyczynę.
Natomiast, jeśli się wzniesiemy nieco i popatrzymy na sprawę z pozycji Duszy, możemy odkryć ciekawe zależności.
[Takie postrzeganie proponują Bert Hellinger w swojej terapii systemowej "Ustawienia Rodzin" oraz Nikołaj Siergiejewicz Łazariew [link] w książkach pod tytułem “Diagnostyka karmy”.]
Otóż, patrząc na człowieka z wyższej pozycji widzimy Duszę, która się wciela niejednokrotnie. Ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, iż dusza potrafi mieć sporą dawkę pychy, czyli wynoszenia się nad innych, przekonania o swojej wyższej wartości. I z tym wchodzić we wcielenie. W odróżnieniu od zdrowego poczucia własnej wartości, wynoszenie się bazuje na udowadnianiu, że inne osoby są mniej ważne, a na pewno “my” jesteśmy lepsi, znaczniejsi.
Jeśli wierzyć Łazariewowi [link], to taka postawa wynoszenia się wywołuje naturalny sprzeciw Wszechświata. Tu można doszukiwać się onej Sprawiedliwości Bożej, jeśli ktoś jej szuka. Taka wynosząca się osoba “dostaje” bowiem za partnera kogoś, kto to wynoszenie się będzie temperować. W przypadku dzieci alkoholików jest to zaś rodzic.
I – mówi Łazariew – np. kobiety są bardzo ziemsko nastawione, w odróżnieniu od panów [co zresztą widać w rodzeniu dzieci, praktyczności podejścia, itp.] Owa ziemskość powoduje z jakichś powodów właśnie pychę [albo może właśnie istoty bardziej "pyszne" inkarnują się w ciała kobiet, aby przeżywać większą wyniosłość. Dzieje się to oczywiście bezwiednie, na poziomie Duszy, która nie ma specjalnie refleksji, która tylko dąży do przeżywania doświadczeń.
Tu można zauważyć, że płeć jest jakby drugorzędna - wiele jest także mężczyzn, którzy mają takie relacje ze swoimi partnerkami. Pamiętajmy, że wciąż mówimy o Duszy i relacjach na jej poziomie.
Takiej wynoszącej się pani bardzo będą podobać się panowie z krokodylem. Osoby potrafiące "okiełznać" rozpasanie duszy, które czasami samej posiadaczce owej duszy się może trochę źle kojarzyć. Leczące się żony alkoholików ciągle mówią o nich "mój alkoholik". Mają tak wielkie trudności z odejściem, z porzuceniem sytuacji opresji!
Zdumiewające ale prawdziwe - kobiety źle traktowane przez mężów lgną do swoich oprawców. Bardzo zdumiewało mnie zawsze to, gdy widziałem, jak dziewczyny ostro traktowane jakoś sobie to chwaliły. Wiele może tu być wytłumaczeń, natomiast Wszechświat ponoć zsyła wyrównanie na duszę za jej postawę.
To wszystko wskazuje, że jednak wynosząca się Dusza akceptuje owo ukrócenie, poddaje się "karze" za wynoszenie się. Nieświadomie takie osoby o rozdmuchanym ego pragną kogoś, kto da im bardzo ostre granice. Dusza wręcz - paradoksalnie powiedziawszy - ceni sobie takie cugle, nałożone przez krokodyla i jego ponadludzką moc kontroli zachowania człowieka.
Wyjście?
Krok Pierwszy [i mój ulubiony] Programu Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików brzmi:
Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem,
a jego najważniejszymi elementami, słowami kluczowymi, są bezsilność i to, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
W momencie, gdy zakwestionujemy własną postawę dumy, mamy szansę na uzdrowienie. Nawet jeśli jesteśmy wewnątrz delikatni, jeśli mamy wewnątrz depresję. To wzięcie krokodyla jest formą wchodzenia w dumę, w bycie “lepszym” [nawet jeślibyśmy tego na początku nie wiedzieli].
W jakim stopniu mamy zakwestionować tą własną postawę wielkościową [jak to określają psycholodzy]? Bardzo mocno zakwestionować. Należy stwierdzić, iż te wszystkie momenty, w których tak na prawdę oszukiwaliśmy otoczenie były.. kłamstwem. Na mitingach [spotkaniach] grup wsparcia nikt nie żąda od nas, żeby to robić na oczach świata – to ma być nasze własne przyznanie się, rozgrywające się w naszym własnym sercu. [stąd AA to ruch całkowicie anonimowy]. To przyznanie się, to dochodzenie do prawdziwości jest pierwszym krokiem uzdrawiającym. Ten krok przybliża nas ku własnemu sercu, a oddala od krokodyla.
[dokładniejsze omówienie pierwszego kroku - link]
Poprzednie wcielenia
INNY, równie istotny trop to poprzednie wcielenia. Mogący być jednocześnie prawdziwy i ważny.
Znam pewną panią, która w tym wcieleniu jest obciążona, tak samo jak w poprzednich była. Można przypuszczać, iż co wcielenie nieco mocniej.
Przenosi się to z jednego życia na następne. Widziałem niejedno dziecko w wieku do 12 lat [a nawet 3-4 letnie], które posiadało totalnie przekręconą energetykę, od razu wskazującą na gadzinę za pazuchą. Sprawa jest prosta – jeśli w jednym wcieleniu osoba zdecyduje, iż takie coś, jak kr. jest jej potrzebne, to oczywiście w następnym ów diabli pomocnik będzie na jej usługi.
Czy można to oczyszczać poprzez oczyszczanie poszczególnych poprzednich wcieleń? Na pewno warto próbować [metodami regresyjnymi, np. regresingiem]. Wiadomo, że przy zdaniu sobie sprawy co do intencji w dawnych wcieleniach i przy zmianie owych intencji, dzisiejsze zachowania i motywacje się zmieniają, ponieważ postawa taka przenosi się na sprawy teraźniejsze.
________________________
Do tego tematu:
Jak oficjalna nauka wypowiada się o “gadziej części mózgu” ? [kliknij tu] W tej części mamy mechanizmy przetrwania, i bardzo dobrze, że je posiadamy. Jednakże, jeśli zostaniemy tam “złapani” z naszą aktywnością, czy jakoś “utkniemy” w tym stanie bycia, niż tylko działając w reakcji na niebezpieczeństwo, to zamykamy się z aktywnością w tej “gadziej” części mózgu i działamy zgodnie z jej ustaleniami. Wszelakie długotrwałe odczucia lęku, niepokoje, zamykają nas w tej części. Wniosek: relaksujmy się!
Zauważyłem, że symbionty tworzą dla swoich i nosiciela potrzeb złożony, nieprawdziwy obraz świata. Może oczywiście wyglądać bardzo przekonująco i realnie. Poprzez to wyobrażenie można mieć spaczony pogląd na rzeczywistość wraz z kilkoma kłopotami z tego wynikającymi..
Bardzo ciekawy film, opowiadający o tym lub podobnym temacie: David Icke “Beyond the Cutting Edge” [kliknij tu]
Po przeczytaniu moich tekstów o k może być to bardzo inspirujące, ponieważ pokazuje różne inne strony zagadnienia.
Jak nie odpowiadać na prowokacje? [prowokacje krokodyli oczywiście]
Jak czują się osoby w dzieciństwie [i nie tylko w dzieciństwie] pokrzywdzone przez krokodyle? [kliknij tu] głównie dzieci alkoholików [DDA], osób wściekłych, agresywnych, niesłownych, krzywdzących, upokarzających.
Osoby z takim obciążeniem zwykle nie słuchają innych. Mogą mieć za nic czyjeś przeżycia [kliknij tu].
..
Jak się mam sam/a oczyścić z krokodyla?
W dłuższym tekście nt. krokodyli [link] napisałem nt. “zagłodzenia” krokodyla, który to sposób jest podawany przez Podwodnego.
Uzdrawianie z krokodyli – tutaj więcej o tym.
> Czy mółbym Cię prosić o przykład działania na zagłodzenie krok. mentalnego?
Co potrzeba? Potrzeba rozszerzyć wyższe ciało.
A więc na mentalnego – przyczynowe rozszerzyć.
Proponować coś?
Np. analizować przebiegi przyczynowo-skutkowe różnych procesów, wgłębiać się w zasady obowiązujące tu i tam, i mnie, mnie wobec innych ludzi.
Znam osobę z k.mentalnym, która bardzo a to bardzo nie lubi mówić i myśleć o zasadach, prawidłach itp. [to dla mnie jest właśnie reakcja kr. mentalnego - zdrowe rozważania na poziomie o jeden wyższym powodują wściekłość kr.].
No i można również próbować nieco wyżej – buddialne rozwijać.
Przykładowo rozważać sprawy dotyczące wartości, współodczuwania, współczucia, szacunku dla innych itp. Zwłaszcza w obrębie relacji z innymi ludźmi, jako że kr. właśnie wobec innych ludzi atakuje.
________________________________________________
“Trzeba się oczyszczać, trzeba.. “- nie trzeba! Nikt nie narzuci wam tego, nie będzie nawet tego w stanie zrobić. Jest wolna wola.
Tutaj kilka sugestii, co do tego, jak można ewentualnie się kierować..
Przyjmuje się krokodyla z pewną intencją, więc i oczyszczanie z krokodyli jest też związane z pracą nad własnymi intencjami. Wtedy sam krokodyl nie jest aż taki straszny. Najgorsze jest to, żeby zrezygnować z intencji, które mogły sporo dać w naszym życiu. Któż by chciał się tego pozbywać [jeśli skutki nie są tak jakieś straszne]..
Jeśli wzięło się kr. dla swojej obrony – trzeba z tej obrony zrezygnować [i widzieć coś innego w zamian].
Jeśli wzięło się kr. dla swojego komfortu – trzeba z tego komfortu zrezygnować. [a ego pewnie nie będzie chciało.
Jeśli wzięło się kr. dla posiadania pewnych ponadprzeciętnych umiejętności - trzeba z tego wspomagania zrezygnować. [znowu, trzeba wiedzieć dla czego, z konkretnymi argumentami, z konkretnym innym pomysłem na życie, a może nie być lekko taki znaleźć, bo kr. dają dużo błyskotek.]

Powyższy obrazek podpisałbym “Możesz więcej – z krokodylem!”
Koronnym metaforycznym przykładem tutaj jest dla mnie bajka o Panu Twardowskim. Kto jak kto, ale on, to istotnie ma przenośnie profil nosiciela krokodyla. Proszę tu zwrócić uwagę – diabeł = krokodyl. Przydaje możliwości, ale też zabiera duszę [w naszym wywodzie - degraduje duszę].

Na pewno, jeśli się obawiamy k. u siebie to warto z tym tematem się zapoznać i można dalej z tym pracować.
No niestety, nie jestem terapeutą, jestem tylko analitykiem, więc nie mam pomysłów co do konkretnej terapii, chociaż można wyróżnić pewne wskazania. Jeśliby się znalazł jakiś terapeuta, których chciałby się tym tematem zajmować, to chętnie go polecę.
Tutaj jest link do tekstu o terapii cienia, która zajmuje się właśnie takimi osobami, w których “coś jest” i które nie potrafią sobie z sobą samymi poradzić.
Tu jest link do grupy dyskusyjnej Anonimowych Alkoholików – bardzo mądre opisy.
_________________________
Krokodyli nie ma
Proszę mnie nie zachęcać do przekonywania, że krokodyli nie ma, albo, żeby komuś udowodnić, że istnieją. Było kilka osób, które miały symbionty i im o tym powiedziałem, bo były ciekawe. Jednakże nic sobie z tego nie zrobiły – przeszły mimo tej wiadomości i tego, że mi robią krzywdę. Pomimo swojej niebagatelnej wiedzy duchowej. Bo tym, którym powiedziałem o tym obciążeniu mieli szansę to zrozumieć. Niestety, moje opowieści zostały potraktowane z lekką urazą = “co mi będzie mówił, ja wiem, co ze mną jest”. OK, nie moje życie, nie moja sprawa.
W przypadku krokodyli jest jeszcze trudniej rozmawiać z takim kimś, kto ma obciążenie, niż np. w przypadku wzorców.
Często osoba z krokodylem nawet chciałaby się oczyścić, ale nie wierzy w to, że ma obciążenie typu symbiont. Symbiont ukrywa się WEWNĄTRZ ciała energetycznego człowieka, wewnątrz aury. Dana osoba postrzega działania symbionta jako swoje. Więc z czego mam się oczyszczać? z czego uwalniać? – jeśli to jestem “ja”? Jest to inny typ obciążenia niż wzorce. We wzorcach mamy przekonanie, że jest to coś ZEWNĘTRZNEGO wobec nas, np. “mam lęk wysokości”. Ten “lęk wysokości” nie jest mną, jest czymś zewnętrznym, a poza tym niepożądanym. Więc i łatwo z tym czymś zewnętrznym działać [bo to nie jestem ja], a także jest to nieprzyjazne dla moich osiągnięć. W wypadku kr. obie opcje są odwrotne – zarówno jest to coś “we mnie”, jak i jest to coś sprzyjającego mi. Więc: a) trudno się do tego ustosunkować, b) po co w ogóle zaczynać pracę i zmniejszać własne możliwości?
Jest to obciążenie tak niezwykłe i nieznane [przynajmniej wśród ezoteryków i gospodyń domowych], że trudno się dziwić, iż w ogóle myślowe ogarnięcie sprawy jest trudne. A co dopiero dla samego zainteresowanego. Odpowiedzi były takie: jak mogę mieć “to coś”, jestem przecież sobą, czuje siebie, i czego ja od tego kogoś chcę? A że czasami ciągnie takiego kogoś do wódeczki? czy do agresywnych zachowań? czy inna osoba ma przemożny trans palenia trawy przez tydzień? – tego akurat nie biorą jako coś “swojego”. To coś, to im się przydarza. I mają rację – bowiem jest to związane bardziej z aktywnością symbionta, nie ich samych. Jednak nie chcą za to wziąć odpowiedzialności, mimo, iż to oni przeżywają, na to zezwalają w swoim życiu. Mimo, iż za to są odpowiedzialni.

Już nie raz mówiłem do pewnych osób, że “zagadałeś mnie totalnie, czuję się wypruty z energii i to z powodu symbionta, który przez ciebie działa”. To oczywiście nie dało specjalnie nic, oprócz spojrzenia na mnie, jak na debila. Mimo, iż o symbiontach taki ktoś wiedział, co to jest, bo mówiłem.
Jeśli ktoś mnie oszukał a nie ma krokodyla, to raczej nie chce się ze mną kontaktować i przyznaje, że “to on zawinił”, ma poczucie winy. I że przeprasza.
A nosiciel symbionta wcale nie będzie przepraszał. Nie będzie miał poczucia winy! [to piszę ku pamięci ofiar kr., nie miejcie złudzeń!] Przecież nosiciel nie ma świadomości działań symbionta. Nie ma też empatii. I oczywiście będzie miał doskonałe krokodyle tłumaczenie:
“Ale o co chodzi?” – to częsta riposta nosiciela/kr. Wcale nie postrzega obciążenia krokodylem oszustem, jako coś, co JEMU się przydarzyło. To ja miałem pecha, że mu się tak udało mnie na szaro zrobić.
“Przecież takie mądre rzeczy mówiłem”.
“Mógł mnie nie zaczepiać, to bym go nie pobił, przecież widział, że jestem w złym humorze. Sam się prosił.” - to częste tłumaczenie.
“Śmierć frajerom” – takie powiedzenie ma tu zastosowanie. A jego lżejsza odmiana może brzmieć “przecież ja nie chciałem – to nie mnie się przytrafiło, to on ma skutki pokrzywdzenia, więc dlaczego ja miałbym się martwić, że kogoś pokrzywdziłem?”
Oczywiście tu mocno się pokazuje, jak bardzo ofiary są podatne na atak, wręcz ciągnie je do sprawcy, do oprawcy, do agresora. Np. tak bardzo chcą go “poprawić” i zaczynają np. moralizować, czy tłumaczyć, czy poprawiać. Aż się trzęsą! Aż ich korci i świerzbi. A krok tylko na to czeka! Mam prawo do wolności, więc masz w dziób! i oddawaj energię.
Ja taki byłem – tak byłem święcie przekonany o własnej mojej mądrości, o poprawności moich sądów, że byłem przekonany, iż mogę innych pouczać czy też ich ustawiać, jak mają żyć. Bez względu na moje przekonania [czy były słuszne], to często bardzo mocno dostawałem energetyczne wciry. No i fizyczne też dosyć często. Bo jak nie oberwać, jak się wchodzi w grupę bandziorów i zaczyna ich moralizować? Sam się prosiłem!
Jak dostawałem po głowie, to czułem się pokrzywdzony – o ja biedny! Oni nie tylko nie usłuchali moich mądrych słów, jak powinni się zachowywać, ale także mnie zbili/pokrzywdzili. No i rozpoczynała się długa melodia zawodzenia i pragnienia rewanżu/zemsty wręcz.
Nosiciel symbionta za coś takiego nie będzie przepraszał. Nosiciel zwykle nie wierzy że w ogóle coś takiego jak symbiont dziwnego istnieje. Dobrze się jej z nim żyje, bo za bardzo [na początku] nie gryzie gospodarza. A jaki komfort !! Normalnie ameryka. Wszędzie wejdzie, wszędzie będzie podziwiany. Zresztą wielu nosicieli/nosicielek jest zatrudnianych na stanowiskach, gdzie potrzeba jest przekonywania do siebie, do własnej teorii, do własnego produktu. Wtedy krokodyl wybitnie się przydaje.
I jak ja mam komuś takiemu powiedzieć, że ma obciążenie? Nikt mi za to nie płaci, nikt mnie nie zrozumie, a ja nie jestem chętny podjęcia się tej niewdzięcznej pracy.
Jeśli ktoś zechce się przekonać do tego, że istnieje taki typ obciążeń, to informacji na tych stronach znajdzie bardzo dużo. Jeśli ktoś nie zechce – nawet jakbym z nim gadał osobiście przez tydzień – będzie bronił swojego zdania i miał swoje argumenty. Jedyne co, to mogę mu powtórzyć za moim kolegą: “strzałka na drogę!” Rób co chcesz, to twoje życie.
Większość nosicieli nie wie o swojej duchowej przypadłości [oprócz może świadomości nałogu]. Zdecydowana większość nie chce o tym nic słyszeć. Niektórzy nosiciele wątpią w to, iż są obciążeni, i starają się mi to wyperswadować. Podobnie jak alkoholik nie chce przyznać, że jest chory na taką dziwną chorobę. Jest to jednak częścią choroby, stąd jest ona nazywana “chorobą zaprzeczeń”.
Sama dyskusja jest przejawem aktywności typu konfrontacja. Nie mam potrzeby udowadniać komuś czegokolwiek, czy przekonywać do czegoś, zwłaszcza, że ma to, czy tamto… Tak jak na stronie tytułowej powiedziałem – rozwój duchowy jest taką dziedziną, w której adept sam dowodzi sobie prawdziwości własnych przekonań.
Dobry obiekt do obwiniania – c.d.
Oprócz tego, że osoba z krokodylem jest interesująca i dobrze sobie radząca, to zwykle często rani otoczenie. Dlatego też wydaje się bardzo dobrym obiektem, wobec którego mamy pretensje. Niekiedy bardzo duże. No bo jak mnie pogryzł, jak czuję się jak szmata, sponiewierana, pokrzywdzona… to jak tu naturalnym jest przyjęcie założenia, że to nie moja wina. To przecież ON/ONA mnie tak podźgała, zaatakowała, zmieszał/a z błotem, to on/a tak mnie niesłusznie oskarżył/a!!! ACH, JAKI GNIEW czasami powstaje!
I jak bardzo wydaje się być usprawiedliwiony! Oczywiście, to ja nie, ja taki grzeczny wróbelek, a tu ohydna gadzina przyszła i jak mnie nie capnie, jak mnie zębiskami nie zacznie jeść! – To zupełnie dobrze oddaje poczucie energetyczne, jakie ofiara kr. ma.
Jednak – w przeciwieństwie do typowych wyobrażeń o agresji, symbionty i ich nosiciele nie są generalnie nachalni [oprócz krokodyli typu yin np u żebraków albo cyganek "choć panocku to ci powruze"]. Są tylko nieliczne momenty, gdy kr. naprawdę daje sobie prawo do ataku. Dzieje się tak, gdy:
- ofiara jest już z nosicielem kr. złączona, czy to więzami małżeńskimi, umową, koleżeństwem, przyjaźnią i po prostu ma z nim “normalne” relacje
- gdy krokodyl jest głodny i “węszy”, kto tu wokoło chciałby podskoczyć.. Takie zachowanie często mają symbionty u nieletnich przestępców, chłopców z patologicznych rodzin. Wysyłają oni prowokacje do środowiska: a to zaklnie, a to wyrzuci niedopałek czy puszkę po piwie. A to po prostu rozsiewa wokoło [ok. 100m] wściekle wibrującą energię z aury. Wystarczy się na taki haczyk nadziać, i już mamy do czynienia z atakiem. Ostatnio w Warszawie policjant po służbie zwrócił nosicielowi uwagę, że ten koszem na śmieci wali w tramwaj. Skończyło się atakiem i dźgnięciem nożem. Policjant nie przeżył.
- gdy my sami “chodzimy” z emocji, może tłumimy gniew. Łatwo wtedy o zaczepienie aury kr. To wystarcza, żeby zadziałał odwet. Mój znajomy kiedyś szedł Krakowskim Przedmieściem w Warszawie. Po drugiej stronie szły chłopaczki, domyślasz się jakie. Znajomy miał taki poziom gniewu w sobie, że wystarczyło, że się na nich popatrzył, a ci przebiegli ulicę i zaczęli go bić. Na szczęście udało mu się uciec.
Żeby mieć kontakt z krokodylem to zwykle “trzeba chcieć”. Często jest to chcenie przeniesione z poprzedniego wcielenia, co osobowości wydaje się jakoby było “niezawinione” przez nią. Istotnie, osobowość nie ma z tym nic wspólnego, bo dopiero co się urodziła. Natomiast Dusza ma już zwykle sporą historię obcowania z takimi gadami no i kolejne wcielenie jest często tylko kontynuacją poprzednich “chceń”. Może nawet Dusza ileś razy zmagała się “w nierównej, choć jakże prawej walce” z takim przeciwnikiem – u mnie tak było. Tak więc karmiczny kontakt z kr. jest z zasady obciążeniem, którego nie bardzo jest sposób oczyścić bez jakiejś, choćby słabej świadomości, że mogło coś być przed tym wcieleniem.
Osoby które są najeżone, obrażone na kr., oskarżające wobec kr. tak naprawdę same kiedyś się w takie relacje wdały.
Nie jest łatwo omijać krokodyle, zwłaszcza w Polsce, gdzie alkohol, uzależnienia [i symbionty na tym żerujące] są na porządku dziennym. Ale jest to możliwe, o ile nasze intencje wobec innych ludzi i siebie są czyste. Co to oznacza?
- Że nie chcemy nikomu nic złego zrobić, że nie chcemy na nikim się wyżyć, na nikogo nie chcemy zrzucić naszego gniewu, wściekłości, tylko się z nim sami “rozprawiamy” – oczyszczając go. Są ludzie wręcz buchający tłumionym gniewem, mający poczucie skrzywdzenia, porażki, tragedii, która “bezzasadnie na nich spała”. Tacy z pewnością są pierwsi do spotkania się z krokodylami. Gdy zajmiemy się swoimi emocjami i damy im spłynąć, gdy nie będziemy mieć podstaw do kolejnej fali emocji – będzie zdecydowanie łatwiej.
- Czyste intencje wobec innych to także akceptacja otoczenia, takiego, jakim jest. Kto bowiem dał nam prawo do osądzania innych? Do wydawania wobec nich sądów? Są jacy są. A jeśli społeczeństwo sobie pozwala [poprzez policję i ustawodawców] na robienie krzywdy i szkód, to społeczeństwo ma O WIELE większą Duszę zbiorową niż nasza Dusza i nic nam do postaw czy poruszeń tamtej Duszy, ma do nich prawo. Warto się zająć sobą.
- Dobre intencje wobec siebie skutkują także wejściem w taką postawę, że osoby z zewnątrz mnie nie krzywdzą. A więc podświadomość zarówno ma przekonanie, że nie potrzeba mnie krzywdzić, jak i nie stwarza takich okoliczności, nie wchodzi w takie sytuacje. A – jak wykazały badania, podświadomość ma sporego nosa gdzie wchodzić – po prostu jest tego świadoma, nawet jeśli osobowość tego nie jest świadoma.
Jeśli masz kłopoty z przyjęciem powyższych postaw, to łatwo jest oczyszczać Metodą Sedony, albo innymi praktykami pracy ze sobą [link]. To oczywiście będzie sięgać do prawdziwych źródeł problemu, którego ataki kr. są tylko symptomem.
Gdy jednak pozytywne intencje przyjmiemy i gdy będą w nas to nie ma czego się martwić – krokodyle nam nie straszne.
____________________________________________
Opisy z zewnątrz
Spróbujmy podać cytaty, jak bliska osoba postrzega życie z takim człowiekiem – nosicielem krokodyla. [cytaty ze strony blogu - tam też bardzo dobry opis takich osób]:
Trzeba dodać, że są to opisy osób, które już mocno ucierpiały w życiu z nosicielem i jego zwierzątkiem. A więc będzie tu gniew, żal, zgorzknienie, ale też i konkretne informacje.
“To przystojny, elegancki, inteligentny erudyta, który torturował mnie psychicznie (manipulował mną tak sprytnie, że trudno byłoby to udowodnić), a w sytuacjach trudnych dosłownie … uciekał. [..] Zawsze występował z pozycji “biednego, małego misia”, którym trzeba się zaopiekować. Nie jest w stanie kochać, on nawet nie wie, co to miłość. Najbardziej odpowiada mu pierwszy etap uwodzenia ofiary. Potem bez słowa porzuca upolowaną zwierzynę i … kolejny romans, kolejne psychiczne zwłoki i pozostawione po sobie puste wnętrza.”
“Mój mąż jest psychopatą – wszystko na to wskazuje. Życie z takim człowiekiem to koszmar. Niestety brak fachowej pomocy. Interwencja policji i co dalej. Odnotowanie interwencji. Błękitna linia – przemoc w rodzinie. Już zgłaszałam. nikt się rodziną nie zainteresował. Nie było pomocy psychologa czy innej.”
“Z doświadczenia wiem, ze nawet wyroki śędziów czy wizyty kuratorów nie rozszyfrowały tej tajemnicy, która ja odkryłam kim jest mój mąż po 20 latach z nim męki.”
“Tylko jak wypchnąć takiego typa z życia bez szwanku dla siebie,…pranie mózgu to pikuś w porównaniu z tym co po takim związku ma się w głowie”
“To osobnicy calkowicie nieprzewidywalni,ale jesli zaczynamy “wiedziec” z kim mamy do czyniena, to mozna znalezc sposob na calkowite uwolnienie sie od niego. Czesto “oni” natychmiast znajduja nowa ofiare, co w tym przypadku sie stalo. Problemem jest brak wiedzy i naiwnosc otoczenia. Potrafia omotac otoczenie, do tego wybieraja jednak osoby,ktore dadza sie zmanipulowac, od innych trzymaja sie z daleka.”
“Pan K. jest wykształconym, elokwentnym człowiekiem, który podobno wzbudza zaufanie. Potrafi się wypowiedzieć, wie co i kiedy mówić. Do tego ma pieniądze. A ja. Szara sponiewierana myszka, która gubi się w sądzie, denerwuje. Przegrałam sprawy mimo mnóstwa dowodów, adwokata.”
“Od zawsze regularnie kłoce się z męzem, nic by nie było takiego dziwnego w kłótniach gdyby nie to w jaki sposób one przebiegają. Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi i powiem szczerze że jestem w szoku – kim jest moj mąż, dopiero teraz sobie uswiadomiłam, przejrzałam na oczy!!!
Pamiętam jak się spotykaliśmy jeszcze przed małżeństwem – kłociliśmy się regularnie co miesiąc , kończyło się to zawsze moimi łzami, rozchwianiem psychicznym, strasznie się dołowałam , uwazałam ze to ja byłam za to wszystko odpowiedzialna.
Potrafiący smiac mi się prosto w oczy gdy doprowadza mnie do łez i ostateczności,a nastepnego dnia być słodki, zrobić mi śniadanie, zaproponowac wspolną wycieczkę jakby nigdy nic – to wygląda tak jakby nasycił swój psychopatyczny głód. nie liczy się z moim zdaniem, jego potrzeby są najważniesze, średnio interesuje się dzieckiem.
Czuję się strasznie samotna i zdołowana. Nie raz myslałam o skończeniu ze sobą ale mam wspaniałego syna który trzyma mnie przy życiu. Nie chce juz tak zyć.
Uswiadomiłam sobię tez jedno że sama wywodzę się z takiej rodziny gdzie moj ojciec strasznie nas wszystkich dołował, przy tym sam czuł się umęczony i poszkodowany, pastwił się nad nami psychicznie. Wybierał sobie ofiarę (jednego członka rodziny) i dawał mu do “pieca””
“Gadamy ze soba jak najlepsi przyjaciele, wszystko jest w porzadku. Przychodzi nastepny nasz kolega i sie zaczyna. Nie wiedziec czemu psychopata zaczyna mnie obrazac, wyzywac i ponizac.”
“Psychopaci nie raz dają do zrozumienia, że to oni cierpią, a winnymi ich nieszczęścia są krzywdzeni przez nich ludzie.”
- ze “zwykłego” kursu psychologii pewnie nie dacie wiary temu stwierdzeniu, przyjmowane bowiem jest, że taki ktoś ma “jedną, zaburzoną osobowość” i w ramach jej oszukuje siebie i otoczenie. Psycholodzy ciągle, z uporem godnym lepszej sprawy traktują nosiciela [wraz z kr] jako monolit, jako jedną tożsamość. Nie rozpoznają bowiem u nich symptomów wielokrotnej osobowości, więc wszystko jest OK – “mamy do czynienia z jednym kimś” – tak rozumują.
Trochę to jest mało logiczne z punktu widzenia ezoteryki. Gdy są bowiem dwa różniące się zespoły zachowań, warto poszukać także “pasażera na gapę”. Oficjalna psychoterapia uznaje jedynie ciężkie przypadki opętań. Gdy zaś pan przychodzi w garniturze i nie toczy piany z pyska, to uważa, iż jest “w miarę w porządku”. Niektórych ludzi jest łatwo zwieść takim sztafażem jaki daje symbiont na dzień dobry.
Tak więc, jeśli nosiciel daje do zrozumienia, że on sam nie wie w czym rzecz, że sam na tym cierpi, ja skłonny jestem mu uwierzyć. Wierzę również w to, iż on/a sam/a do tego się doprowadził/a swoimi decyzjami i działaniami. Decyzje takie nie musiały być świadome – to nie musiał być wybór świadomy. Jednakże pobranie do siebie krokodyla mogło nastąpić.
“Osobowość psychopatów jest w znacznej mierze “wykuta w skale” [to opis pochodzący z terapii alkoholików].
Jest mało prawdopodobne, że nasze działania wywołają fundamentalne i trwałe zmiany w ich postawie wobec siebie i innych.”
- no właśnie. Można sobie wyobrażać, że takiego człowieka się zmieni, że się mu przemówi do rozumu. Kto jeszcze się łudzi, proszę jeszcze spróbować, tak mocno-mocno, żeby zobaczyć, czy to coś da. Ja już jestem po drugiej stronie – uważam, że ‘nawoływanie’ do odwrócenia się od nałogu czy negatywnego sposobu zachowania się jest skazane na porażkę. Posiadanie krokodyla przez nosiciela jest uwarunkowane O WIELE WIĘKSZĄ I SILNIEJSZĄ motywacją, niż się ludziom zwykle wydaje. Dość powiedzieć, iż dopiero teraz, po wielu wiekach w miarę świadomej cywilizacji ludzie się dopiero biorą za ten temat. Motywacja nosiciela jest wewnętrzna, skrywana, i wypływa z bardzo sporych korzyści, jakie nosiciel posiada z powodu zasiedlenia przez krokodyla.
Wyrachowanie symbionta [zupełnie zresztą nieświadome]
Zbyszek Popko mówi, że bardzo istotną sprawą umożliwiającą rozwój duchowy jest brak wyrachowania. Przez wyrachowanie rozumie to, że dany ktoś [często nieświadomie] zasklepiony jest w umysłowych działaniach na własną korzyść. Krokodyle właśnie tak działają – zadziwiająco sprawnie przetwarzają wszelakie sytuacje, okazje na swoją korzyść. Możemy posłuchać wideo:
Za wyrachowanie nie ma co być “złym”. To tak, jakbyś był zły na grad, że pada z nieba. Tak się dzieje, to jest zupełnie naturalne zachowanie dla gradu, że pada czasami, a dla symbionta, że jest wyrachowany. To jego natura.
[koniec cytatów] [inna strona podobna] [kolejna strona bardzo dobrze opracowana psychologicznie] [profil psychopaty w pracy]
**
Wiele stron w internecie bardzo dobrze opisuje te osoby, jednakże nie znalazłem takiej, na której by było opisane JAK sytuacja ta wygląda z punktu widzenia budowy duchowej tego zjawiska [ezoteryki], jak opisać osobę tak obciążoną biorąc pod uwagę ciała subtelne, czyli opisać o dokładniej. Psychologia to robi pozostając przy objawach, nie mogąc sięgnąć do niewidzialnej struktury człowieka, z powodu swoich naukowych założeń [tylko szkiełko i oko]. W moim przekonaniu dopiero opis, który daje jakąś nadzieję na znalezienie konkretnej przyczyny jest wart szerszej publikacji. Powierzchowne opisy można porównać do opisu zasady działania samochodu na podstawie następującej opowieści:
- .. i dlaczego samochód jedzie?
- bo mu się koła kręcą! Zbudujmy taką budę z desek, postawmy na kołach i popędzimy w siną dal!!
- .. ale dlaczego tak popędzimy? co nas tak mocno będzie napędzać?
- no.. nie wiem.. przecież koła się same kręcą w autach, nie? ludzie po prostu wsiadają i jadą, te koła się kręcą, co nie…?
to jest właśnie rozumowanie na poziomie obecnego zrozumienia zjawiska obaciążenia krokodylami.
..
Ciekawym jest u krokodyla poczucie izolacji, chłodnego, bezwzględnego samostanowienia, poczucie mocy, zauważanie swojej dominacji, niepodlegania normom.
W wielu normach istotnie społeczeństwo mogłoby to i owo poprawić. I psychopata to dobrze widzi. Jednakże nie czuje się jakoś związany z innymi ludźmi. Trudno się dziwić – samemu nie da się naprawić społeczności. Jednakże brak szacunku dla tego ludzkiego zbiorowiska i jego drogi jest bardzo istotny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, iż krokodyl jest tu nie po to aby żyć z kimś, ale żeby kogoś wysysać, to będzie jasne, dlaczego nie ma chęci myśleć o współczuciu, które jest jak najbardziej w jego kręgu zrozumienia. Jednak jego cele są inne, więc zrozumieniem nie obdarzy.

Nosiciele krokodyla są doskonałymi żebrakami! Czy to chodzi o 50 groszy, czy też o miłość. Wywołują super poczucie winy, jeśli nie dostają tego czego chcą.
Wracałem dzisiaj wieczorem, po zmroku do domu. Z bramy wyszło kilka młodych ludzi, w tym dwie ładne dziewczyny i trzech chłopców. Jeden z nich głośno powtarzał zwracając się do ładnej dziewczyny: “ZRÓB MI LASKĘ! … ZRÓB MI LASKĘ! … ZRÓB MI LASKĘ!” Bezwzględnie, obscenicznie, na cały głos, w typie “ja tu rządzę, nikt mi się nie przeciwstawi. Oczywiście krokodyl.
Domyślacie się, że dziewczyna była wściekła i było jej bardzo przykro. Jednakże nie miała możliwości przeciwstawienia się, ponieważ oto właśnie atakował ją krokodyl z pełnym impetem. Ja sam bardzo mocno się wzburzyłem, ponieważ od razu wychodzą na wierzch gniew wobec takiego podłego traktowania, gniew na chłopaka, który “zasłużył sobie” na .. właśnie na co?
Pierwszy impuls to pójść mu wlać. To oczywiście bardzo mocno by zaspokoiło jego krokodyla, który mocno atakując i prowokując tylko na to czeka, żeby ktoś mu “oddał”, im mocniej, tym kr. się bardziej cieszy, bo bardziej rośnie. Oczywiście odczułem tak typowe w tych momentach obruszenie [tąpnięcie] planów energetycznych, skutkujące taką łatwością natychmiastego pojawienia się zdenerwowania, gniewu, chęci odwetu.
No ale już to znam. Takie numery nie ze mną, Bruner.. Przykro tylko w stosunku do młodzieży. On będzie się wbijał w egoistyczną dumę, pychę, moc nie z siebie i będzie zatracał swą duszę. Dziewczyna będzie zaś łapała coraz większe zranienie energetyczne i wściekłość do mężczyzn. Jeśli nie będą się oczyszczać, ich przyszłość rysuje się w burych kolorach.
Odpowiedzi na listy
Witaj!
Dobrze zrobiłeś, że przedstawiłeś siebie pomiędzy innymi zdjęciami osób, które mi podesłałeś, nie mówiąc, że to Ty sam
Dzięki temu nie miałem sugestii co do wahań, nie miałem emocjonalnego stosunku do tej fotografii.
Co do wątpliwości czy masz krokodyla – po pierwsze, tak jak piszę na stronie – wszelkie moje twierdzenia w pierwszym przybliżeniu warto brać jako nieprawdziwe. To zdecydowanie łagodzi całą sprawę i rozluźnia sytuację. Niezależnie, czy mamy jakiekolwiek obciążenia, czy też nie Bóg nas i tak kocha.
Ciekaw jestem jak przyjmiesz moje słowa. Przyznaję, dziwna to wiedza i niezwyczajna. Nikt o tym nie uczy, ale to nie oznacza, że nie może tak być, jak mówię.Ja co prawda, nie ukrywam moich przemyśleń, za to to, co sobie ktoś pomyśli o nich – jest poza moją kontrolą. Nikt o tym nie mówi, bo sprawa jest bardzo ambiwalentna – wydaje się, że żadnego obciążenia nie ma, wręcz przeciwnie – jest zwiększenie i to spore możliwości, potencjału, realizacji siebie w życiu. Daje to możliwość uzyskania większych osiągnięć, większego prestiżu. Któż przy zdrowych zmysłach chciałby z tego rezygnować?
Twoja sytuacja, jak siebie opisujesz na blogu wydaje się można powiedzieć ponadprzeciętna.
Masz dużą łatwość w działaniu, w rozumowaniu. Niewielu ludzi ma to tak rozwinięte jak Ty. Zwykle jest to podziwiane i dawane za przykład – ucz się tego, ucz się od takiego przedsiębiorczego człowieka. Będziesz miał w życiu łatwiej.
Istotnie, łatwość w życiu jest zwykle bardzo pożądana. Jednakowoż mało osób zastanawia się nad ceną – ceną duchową za to. Wydaje się w pierwszym rzucie oka, że są jedynie pozytywy, prawda? Że nie ma żadnej “ceny duchowej”, że wszystko jest “za”. Jednak Bóg nie stworzył cywilizacji technicznej. Kahunowie i ich
cywilizacja, którzy dobrze sobie radzili w działaniach duchowych nie mieli zainteresowań ku takiemu działaniu jakie jest w naszej cywilizacji oceniane jako prestiżowe.
Bardzo wiele osób, w tym zajmujących się rozwojem duchowym jest nakierowane prestiżowo. Nawet bezwiednie – uznają, że realizacja celów pokazywanych przez cywilizację, realizacja bezwysiłkowa, kreowaniem poprzez umysł, jest równoznaczna z osiąganiem celów rozwoju duchowego. Dziwią się oni kahunom, że byli tak zacofani. Dziwią się mnichom buddyjskim, dlaczego stawali się tak biednymi.
Dzisiaj swobodne przemieszczanie się, wymiana informacji, zarabianie, a właściwie pozyskiwanie sporych sum pieniędzy stało się tak mało okupione wysiłkiem, jak nigdy przedtem. Ale też w naszych czasach jest dużo obciążeń w aspekcie ich powszechności, też – jak nigdy przedtem. Można to porównać do samochodów. Nigdy przedtem tak wielu ludzi nie posiadało własnego auta w Polsce. I też nigdy wcześniej nie było takich zatorów na drogach.
I też nigdy wcześniej tak dużo ludzi nie miało owego typu obciążenia, które nazywam krokodylem.
Nie dziwię Ci się, że powątpiewasz w posiadanie takiego obciążenia. Przecież jak bardzo dobre, wręcz prestiżowe funkcjonowanie łączyć z obciążeniem? Nie bardzo to się kojarzy, prawda?
Sęk w tym, że duchowość to co innego, a dążenie do dobrego funkcjonowania też co innego. Nie wykluczają się one, natomiast mogą się wydawać jedne drugim. można mieć to i to, ale bez przesady z łącznością – nie jesteśmy w stanie poświęcić się obu równocześnie. Nic złego w dobrym funkcjonowaniu. Jednakże – jak mówią Anonimowi Alkoholicy – bieda to nie grzech, to jedynie mniejszy komfort. To jest postawa duchowa. Samo rozwijanie zasobności może być częścią ścieżki rozwoju, ale tylko częścią. I nie przesądza to o całej ścieżce [jak sobie ją rozważyć w strukturze ciał subtelnych i ich wzrostu i dojrzewania].
A jakby brzmiała postawa nieduchowa, pseudo duchowa? Bieda jest grzechem. Jeśli jesteś biedny, jesteś nierozwinięty duchowo. Wiele osób z kręgu rozwoju duchowego ma takie podświadome przekonanie. Co może spotykać osoby z krokodylem mentalnym? Po pierwsze nie rozpoznasz krokodyla jako coś NA ZEWNĄTRZ SIEBIE. Nie jest to obciążenie, które podobnie jak wiele nawiedzeń działa przyczepiając się. Jasnowidz nie zauważy niczego ‘z zewnątrz’. No
ewentualnie jak nosiciel się posunie w działaniach, to przyjdą demony i będą żarły ochłapy pozostające po akcjach krokodyla. Ale to są tylko sprawy wtórne.
Krokodyl siedzi wewnątrz struktury energetycznej człowieka, zlewa się z nim samym. Dlatego:
a) tak trudno się od niego uwolnić
b) tak trudno przyznać się nosicielowi, że coś z nim jest nie tak. Bo krokodyl wchodzi w skład ego człowieka [w skład myślowego obrazu
siebie samego, który mów: "jestem właśnie tym"]
Popatrz na alkoholików. Każdy alkoholik jest obciążony krokodylem, chociaż zwykle “prymitywniejszym” niż mentalny, czyli kr. astralnym lub witalnym.
Dlatego
a) tak trudno w ogóle postępować w terapii uzależnienia od alkoholu
b) tak trudno alkoholikowi przyznać się, ze jest uzależniony.
Alkoholizm to nie wada charakteru. To coś, co siedzi w strukturze energetycznej osoby i nie chce wyjść.
Alkohol świetnie odstresowuje na początku, daje spore fory nad otoczeniem. Przez lata całe alkoholik dostaje od symbionta wiele podarunków. Jednakże potem przez lata całe zżera go i otoczenie.
A krokodyl mentalny? Jest bardziej subtelny od astralnego i witalnego, które są domeną alkoholików.
Oktawa wyżej w przeżywaniu – nie jest już tak prostacko jak przy alkoholikach. Działania w polu mentalnym wydają się być czyste, a co najmniej znacznie czystsze od emocjonalnych. Są racjonalne. Zresztą dlatego uczeni, naukowcy nie znajdą krokodyla mentalnego, ponieważ ich domeną działania jest ciało mentalne i przyczynowe. Nie wyżej.
Krokodyl daje nosicielowi przewagę nad otoczeniem – otoczenie tak tańcuje, jak krokodyl mu zagra. W przypadku mentalu jest to takie kierowanie myślami, takie rozumowanie [zupełnie swobodne, pozbawione niejako barier, granic] jest niesłychanie atrakcyjne. Któż nie chciałby tak swobodnie sobie poczynać? Tak bezwysiłkowo właśnie działać? Wielu by się znalazło. I tylko bardzo nieliczni, którzy wiedzą, jak płaci się za przekraczanie granic i pobieranie do siebie kr. nie chcą być AŻ TAK efektywni.
[bajka o Panu Twardowskim jest tyko bajką, ale przenośnie daje dużą naukę o obciążeniu krokodylem]
Dlaczego coś takiego im się przydarzyło?
Z moich obserwacji jest to wynik braku akceptacji sytuacji w jakiej się znaleźli. Przyjęcie krokodyla zwykle może być spowodowane tym, że ktoś uważa, że sytuacja jest tak zła, że już “nic nie pomogło” i że już może zrezygnować ze zwykłego utrzymywania higieny duchowej – może zrezygnować z barier społecznych [nie przejmować się nimi, mieć je gdzieś] W pierwszym wcieleniu może to mieć postać buntu “ja wam pokarzę, jak wy tak, to ja mam was w d..”,
W przypadkach prymitywniejszych albo w kolejnych wcieleniach jest to np. brutalny sprzeciw przeciwko prawu: “kradnę, a jedynym kłopotem jest to, że mnie mogą złapać. On siedzi ale cały wstyd jest za to, że dał się złapać na kradzieży czy przestępstwie, nie zaś za to, że popełnił to przestępstwo.”
W przypadkach silniejszego, twardszego obciążenia mocna jest postawa “sam sobie winien, że go skrzywdziłem, mógł nie prowokować”, “sam sobie winien, że go skrzywdziłem, śmiesznie było mu dać nożem w brzuch” i ”śmierć frajerom” A jak patrzy na innych, którzy nie mają takiej postawy – jak na słabeuszy, jak na przegranych, jak na frajerów, którzy nabierają się, są po prostu tępi.
W kolejnych wcieleniach w przypadkach krokodyli na wyższych ciałach jest to postawa władcza [świadoma lub nieświadoma]: “życie jest w moich rękach. to ja stawiam ograniczenia mojemu życiu, to ja wyznaczam cele i prawa w moim życiu, to ja decyduję w moim życiu. cokolwiek robię, mam prawo do tego.” Tak postępuje , taką ma postawę osoba z krokodylem. I co więcej – w dużej części przypadków udaje się jej to, udaje się jej tak postępować, co dodatkowo ją przekonuje o słuszności własnego postępowania.
Brak akceptacji tego, że nie kieruję własnym życiem, bunt i przyjęcie symbionta.
Przykład: chłopak miły, przyjazny, związał się z dziewczyną. Jednak taki stan swobody jaki miał przed związkiem nie trwał długo, zaszła ona w ciążę. Chłopak spanikował, widzi, że jego swoboda zostaje mocno nadszarpnięta, że nie radzi sobie z życiem. Potrzebuje pieniędzy, ale do tego by potrzeba mocno przyjąć pokorę pracy. Ma przykład innych mężczyzn, którzy działają bez zasad [mają symbionty], którzy np. odchodzą od partnerki w ciąży, lub dorabiają się niezasadnie. I on też
podświadomie zaczyna to robić – uważa, że jeśli przydarzyło mu się takie nieszczęście jak ciąża partnerki, to ma prawo do przekraczania zasad, praw innych osób. I dajmy na to bierze, co nie jego. To oczywiście już działanie krokodyla. Bardzo ‘uzasadnione’ w oczach działającego.
Jak chcesz popróbować odnaleźć krokodyla, spróbuj sprawdzić najpierw najprostsze przypadki – ewidentne.
Mówię o alkoholikach. Zobacz sobie ich, wybierz tych “czystszych”, tych “z górnej półki”, którzy nie mają specjalnie jakichś demonów. Ci prymitywniejsi zwykle są oblepieni ciemną energią, demonami itp. Ale ci “lepsi” to dobry przykład
Może być np. Agnieszka Osiecka, albo osoby jej pokroju – podziwiane, sławne, czy też na prestiżowych stanowiskach, “świecące” w społeczeństwie.
> Niemniej, ża żadne skarby nie możemy dopatrzeć się u mnie zadnego bytu… poza
> wzorcami, które faktycznie są czasami uprzykrzające dla innych…
Wzorce, postawy są, bo to one są odpowiedzialne za utrzymywanie krokodyla, i odwrotnie, krokodyl wzmacnia wzorce. To jest klincz, stąd te wzorce nie jest łatwo puścić, powrócą za sprawą krokodyla, który nie chce puścić zdobyczy.
A bytu “obcego” względem Ciebie samego nie ma. Nie znajdziesz żadnego “obcego bytu”. Jeśli jest Krokodyl to jest “w Tobie”, w ciałach subtelnych danego człowieka, stąd utożsamienie z własnymi ciałami powoduje niemożność zobaczenia go jako coś innego od siebie samego. Przykładem tego może być choroba rak [jest to odmiana kr. fizycznego]. Człowiek z zewnątrz nie jest atakowany, nie pojawiają się agresorzy fizyczni, nie ma nikogo kto by go np. bił, dźgał nożem, czy podobnie atakował. Nie widać kogokolwiek oprócz tego człowieka samego.
Pozdrawiam, Andrzej.
_________________________
Symptomy niewielkiego obciążenia:
- nieprzeciętna/y, miły/a, dużo obiecujemy sobie po kontakcie z taką osobą,
- może bardzo szybko awansować, zresztą ma duże ambicje,
- imponuje, ponieważ „może wiele więcej zrobić/dokonać” niż inni „zwykli” ludzie,
- tworzy swój świat, powątpiewa w świat innych, zwłaszcza powątpiewa w niedoskonałość, w trudności.
- przebojowy, bardzo się przez to podoba w naszych czasach, „ma wzięcie”
- ma mały zakres przeżyć, niewielką mimikę, ma niedużo odczuć, często więc zabiega o przeżycia, potrzebuje sporo ekscytacji, żeby się nasycić
Czasami wystarczy jedna, dwie cechy, aby się krokodyl przejawiał.
Taka osoba może być komunikatywna, nawiązywać przyjaźnie. Jej stopień wyizolowania się jest niewielki.
Jednak często uważa, że wszelakie zachowania, które ma, są w porządku. I że NA PEWNO nie krzywdzą nikogo. Czasami bardzo się wzdraga przed jakąś sensowną analizą własnych zachowań. Ma „swoją prawdę”, niezwykle często wynikającą z racjonalizowania [usprawiedliwiania] swoich działań.
Nic dziwnego, że może powątpiewać w jakieś „obciążenia”, jeśli uważa je za przyczynę swoich osiągnięć życiowych. Kto by chciał się pozbywać kury znoszącej złote jajka w świecie, gdzie złoto jest bardzo cenione?
Taka może mieć obciążenie z poprzednich wcieleń. Wówczas możemy mieć dziecko posiadające już obciążenie krokodyla od poczęcia. Gdy dorasta, może mieć np. spore kłopoty z socjalizowaniem się, może rozrabiać, być wulgarnym. Ale może również być dobrym człowiekiem, tyle, że mającym spore kłopoty w życiu. Może mieć symptomy ADHD.
Jednakże to ten właśnie człowiek jest predystynowany do spoooorych kłopotów życiowych. Posiadanie krokodyla nie równa się byciu psychopatą, lecz droga ta jest prawdopodobna.
Tu trzeba powiedzieć, iż nosiciel [czyli osoba obciążona k.] ma jakby dwie osobowości. Jedna część takiej osoby jest ludzka, zazwyczaj życzliwa, normalna [taką normalnością, której szukamy u ludzi]. Druga część – ów Mr Hyde posiada cechy obciążenia. Może być tak, że te dwie twarze się pojawiają na przemian. Przy obciążeniu niewielkim większość czasu osoba jest „normalna” i wydaje się nieobciążona. Przez co dodaje to wątpliwości, czy rzeczywiście może się mylimy, posądzając ją o tak niecne zachowania, podczas gdy pokazuje się twarz zupełnie inna, dobra i życzliwa.
Myśląc, iż człowiek powinien być jednorodny, aż trudno uwierzyć nam, że może taki ktoś prezentować skrajnie przeciwne cechy czy też zachowania. NASZE WĄTPLIWOŚCI tej treści należy zaliczyć po stronie „MA” w rozsądzaniu, czy ktoś jest obciążony. Takie bowiem wątpliwości są celem strategii zmylenia i oszukania, którą to strategię stosuje sam symbiont [k.]. On to właśnie chce, żebyśmy zaczęli wątpić, ponieważ jest mistrzem w wyprowadzaniu wątpliwości na własną korzyść.
Osoba, która ma niewielkie symptomy posiadania symbionta jest jeszcze w stanie coś z tym zrobić. Jest w miarę jeszcze świadoma i nieprzeżarta wewnętrznie. Dusza jeszcze należy do świadomości, jeszcze świadomość jest w stanie coś z duszą zrobić. Znam kilka osób, które mają krokodyle na ciałach subtelnych, natomiast nie są jakoś mocno agresywne, czy nie krzywdzą mocno bliźnich. Wydaje się, że mają je z poprzednich wcieleń przeniesione [jakkolwiek to mogłoby się odbyć]. Na przykład byli żołnierze niemieccy wyższego szczebla [oficerowie], inkarnowani w Polsce. Mają nieco kłopotów życiowych, ale nie na tyle, żeby mieć średnie czy duże symptomy obciążenia k..
Wydaje się, że nie należy lekceważyć takich spraw.
Można powiedzieć – e tam, jeśli jestem w miarę dobry dla ludzi, to dlaczego miałbym się leczyć? Bo z czego?
.
W następnych stadiach zasiedlenia stopniowo możliwość oczyszczenia się kończy i osoba zwykle do końca życia wzrasta w patologicznym związku z pasożytującą cząstką w sobie.
Symptomy średnie:
to, co wcześniej, plus
- jest interesujący/a dla otoczenia, może [nie musi] przyjacielski/a, potrafi łatwo być politycznie poprawny a jednocześnie okazać się osobą bez moralności,
- opanowany, spokojny, czasami do granic możliwości, często słabo reaguje na bodźce, potrzebuje silnych bodźców
- [chociaż to tak naprawdę jest wejście w nieczułość, zdystansowanie się],
- tworzy swój świat, powątpiewa w świat innych, w chwilach „romantyzmu” czuje się niezrozumiany/a
- jest czarująca/y, dużo obiecujemy sobie po kontakcie z taką osobą, ale ona nie jest w stanie utrzymać takiej bliskości, takiej otwartości, takiej czułości, jaką jej sygnały zapowiadają,
- mimo zewnętrznej atrakcyjności nie jest w stanie wytrwać w związku partnerskim,
- zaniedbuje swoje zdrowie w konfrontacji z nałogiem.
- są momenty, gdy w najlepszej nawet relacji z inną osobą „coś go ponosi”, coś go od środka wierci, żeby zacząć spór, kłótnię, [czy bójkę w przypadkach prostactwa]. Krokodyl nie jest w stanie wytrzymać prawdziwego spokoju. coś go nosi. po prostu, gdy jest spokój, to krokodyl nie otrzymuje tyle zaburzonej energii emocji, ile potrzebuje, więc prowokuje. W niektórych takich momentach potrafi być ostry/a, bardzo zdecydowany/a, bezwzględny/a, nie liczący się z nikim i niczym. On i tylko on sam się liczy.
- ma momenty upadku, znacznie gorszego nastroju, gdy go po prostu możemy nie poznawać [krokodyl się wycofuje i widzimy samego tego człowieka - sporo zagubionego. niemniej on sam zaraz "się podniesie", symbiont powróci]
Ta osoba już nie jest „zwykłą” osobą. Już pojawiły się potrzeba samopotwierdzenia i izolacji. No bo jeśli otoczenie nie akceptuje moich zachowań, a uważam je za słuszne, to kto mnie wesprze – ja sam/a! Tu zaczyna się tworzenie własnej bajki. Zaczyna się niedostrzeganie innych osób, ich potrzeb, tworzenie swojego systemu wartości skupionego na sobie samej/samym.
Stopień usprawiedliwiania siebie i swoich działań jest tu już o wiele większy niż wcześniej. Po pierwsze, znacznie wzrasta potrzeba usprawiedliwiania [racjonalizowania] tych działań które są podane wyżej w liście. Otoczenie przestaje powoli chcieć dawać nabierać się na takie manewry, czy też już krzywdzenie. I kilku ludzi z otoczenia zaczyna się stawiać.
A to żona dopomina się o dobre traktowanie. Krokodyl męża bowiem nie zna partnerstwa, zna tylko poddaństwo – albo on jest komuś poddany, albo ktoś jemu. Oczywiście dąży do podporządkowania sobie żony. A ona się stawia.
A to mąż w innej rodzinie dopomina się, żeby żona doceniała to, co wnosi do wspólnego domu. Krokodyl żony bowiem nie zna poczucia rewanżu, zobowiązania. Zna zaś daniny od męża, czego zaczyna wymagać. A mąż zaczyna nie chcieć być wykorzystywany.
Nosiciel k. może zauważać, że coś jest nie tak, ale przecież „to jest on sam”, więc o co chodzi? Krokodyl usłużnie podpowie najlepszą woltę aby usprawiedliwić czy to konieczność poddania żony, czy też konieczność daniny ze strony męża. Tak się tworzy system usprawiedliwiania. Pamiętajmy, że k. jest obciążeniem duchowym SILNIEJSZYM od człowieka, stąd ten system usprawiedliwiania wydaje się bardzo przekonujący i trudno znajdować przeciwko niemu argumenty [zwłaszcza, jeśli ktoś jest troszkę naiwny, czy uczuciowy].
Usprawiedliwianie się jest intensywne także dlatego, że osoba obciążona umie o wiele łatwiej się wyłgać czy „usprawiedliwić”. I to w taki sposób, który na zwykłych ludziach robi wielkie wrażenie. Bo widzieli jedno, a wytłumaczone zostało im zupełnie coś innego. Ta podmiana obrazu na inny jest bardzo typowa dla krokodyli. Jeśli zobaczysz najpierw sytuację tak jak ją widzisz, a potem nagle przy tłumaczeniu zobaczysz coś kompletnie innego, to oznacza, że zadziałał krokodyl i jego opiekun.
Tu, dla zilustrowania „własnego świata” i „własnego widzenia” nosiciela kr. przytoczę sposób tłumaczenia się 17-letniego chłopaka przed sądem [program telewizji TVN], który powiesił za kurtkę swojego znajomego na palu nad wodą o głębokości 1,5 metra. Tamten był przerażony, nie umiał pływać, spadł i utopił się. [P - prokurator]
P: Powiesił go pan za ubranie i odszedł?
- Ja mu powiedziałem, że odejdę, ale będę go zza krzaków obserwować. To była ściema [krokodyle są często prostackie, co ujawnia się w mowie, zwłaszcza mężczyzn.]
P: Czyli denat nie wiedział, że nikt go nie obserwuje?
- Ja temu dałnowi nic nie zrobiłem, tylko dla żartów powiesiłem go, ja nie utopiłem go. Sam się utopił. [widoczna pogarda, sąd upomina]
P: A jaka była temperatura wody? – był październik.
- Była lodowata.
[Jakakolwiek refleksja na miejscu zdarzenia, ani też po nie była obecna. Zresztą krokodylowi nie jest potrzebna refleksja, ponieważ jego celem jest raczej kamuflaż, więc po co ma pozwalać na ujawnianie się?]
.
Niestety, z powodu tego, że krokodyle są tak efektywne w działaniu, są – paradoksalnie – niezauważane. Więcej – osoby z symbiontami wspierają siebie. Jedno będzie deklarować, że drugie po prostu ma „silną osobowość” i to jest raczej coś dobrego, ponieważ daje zdolność „przebicia się”. Przebicie tutaj akurat jest dobrym słowem, ponieważ symbiont [krokodyl] przebija się z łatwością przez energetyczne powłoki ochronne i wchodzi do aury ofiary.
Dodatkowo, krokodyle będąc tak efektywne od razu włączane są do ego – czyli do wizerunku własnej osoby. Ta osoba tworzy „swój świat”, w którym jest w swoich oczach RÓWNIEŻ owym pasożytem, który tak dobrze funkcjonuje. Po prostu widzi siebie, postrzega siebie, jako właśnie tak dobrze funkcjonującą.
Symptomy duże:
- może się wydawać fascynujący, zagadkowy, bardzo inspirujący swoją efektywnością
- jest przebiegły/a, potrafi zdumiewająco bezczelnie zabiegać i bronić swojej racji,
- nie przejmuje się tym, co inni mówią, nawet na to nie zwraca uwagi,
- niewdzięczny/a, zapomina uprzejmości, bez wzajemności,
- samookłamujący się, tworzy swój świat z siłą wodospadu, i co gorsza – wierzy weń,
- nie dba o twoje życie ani o swoje,
- chłodny/a emocjonalnie, nie jest empatyczny, chociaż lgnie do swoich ofiar,
- pozbawiony/a litości, w sytuacji stresu liczy się tylko on/a, i jego punkt widzenia,
- kłamca, chociaż trudno oprzeć się sile jego/jej argumentów,
- krzywdzi innych, ale zaprzecza temu, i wiele osób daje się na to nabrać,
- nie przypuszczasz tego, ale odczucia/uczucia nie są dla niego/niej żadnym argumentem,
- bezwzględny, nie potrafi się niekiedy powstrzymać od agresji, „coś z niego wychodzi”
- podły/a, wredny, krzywdzący bliskich,
- krańcowo uzależniony od alkoholu, narkotyków, gniewu, itp..
- psychopata/ka, socjopatka/a
Można powtórzyć, z lekką zmianą:
Bezwzględnie uważa, że wszelakie zachowania, które ma, są w porządku. I że NA PEWNO nie krzywdzą nikogo. Zawsze odrzuca jakąkolwiek sensowną analizę własnych zachowań. Nie powątpiewa w siebie. Ma „swoją bezwzględną prawdę”, wynikającą z racjonalizowania [usprawiedliwiania] swoich działań w sposób zadziwiający dla środowiska. Jak się go słucha, to wygląda naprawdę przekonująco, tak JAKBY to było wszystko prawdziwe. Ale.. to jest tylko właśnie jakby prawdziwe…
Symptomy dotyczą zarówno mężczyzn jak i kobiet, niezależnie od statusu materialnego, poziomu wykształcenia, pochodzenia, itp. czynników.
Czy trzeba potępiać taką osobę, karać ją za jej zachowania? Raczej nie.
Ten strzał nie trafi do celu. A poza tym osobowość nie jest istotą sprawczą problemów.
Gdy strzelamy do krokodyla, on się zręcznie uchyla i strzał dostaje osobowość – która zupełnie nie wie dlaczego została zaatakowana. ZA CO? – biedna i czująca się niewinnie zapyta.
Dobra, wyobraźmy sobie – zostaliśmy zaatakowani przez krokodyla. Czujemy wściekłość.
Próbujemy powiedzieć mu, że czujemy się źle, że czujemy złość, że nam zrobił to i to i to nas boli.
[dokładnie tak jak uczą psycholodzy na asertywności]
Oczekujemy jakiegoś ludzkiego odzewu, jakiegoś wczucia się w naszą sytuację, przeproszenia.
A tu nic…
Dlaczego wściekłość na pokrzywdzenie ze strony tego człowieka jest błędnie adresowana? Ponieważ w momentach agresji, krzywdzenia – działa krokodyl, dający w/w symptomy.
Natomiast gdy chcemy „oddać” krzywdzicielowi, powiedzieć, jak nas brzydko potraktował, to jego już tam nie ma, schował się. Mamy jedynie pierwotną osobowość, które nie czuje się winna, bo po prawdzie nie ona to uczyniła. A w nas wrze jeszcze bardziej…
Jednakże bez winy nie jest. Wiele, wiele osób, które mają krokodyla uważają, że nic się takiego nie stało, nie mają współczucia dla ofiar, a mają ogromne współczucie i wybaczenie dla siebie samego/samej. Są przy tym baaaaardzo przekonujące.
Jednakże to dusza i osobowość są odpowiedzialne za przyzwolenie na panoszenie się krokodyla.
Przykład: Alkoholik cierpi od nałogu. Dodatkowo mocno cierpi jego otoczenie – jego chamskie zachowania, niewybredne odzywki, itp. Jego bez pokrycia obietnice. On jest bezsilny wobec tego, co krokodyl [nałóg] z nim robi. JEDNAKŻE JEST OPDOWIEDZIALNY za to, że się nie leczy. Że nie idzie na terapię, jeśli widzi, co się z nim dzieje. I w tym rozumieniu jest winnym tego wszystkiego, co się dzieje z powodu zaniechania terapii.
Zwykle osoby posiadające symbionta są „lustrzanym odbiciem” osób współuzależnionych. Jeśli osoby współuzależnione skłonne są krzywdzić siebie kosztem innych, to osoby uzależnione [tu - posiadające krokodyla] zwykle są na tyle egoistyczne, że siebie nie skrzywdzą, natomiast o innych zapomną. Zapomną o żone, o synu, o córce. I mogą ich przez to krzywdzić, sporo krzywdzić, nie pamiętając, że ktoś oprócz nich żyje na świecie.
Psycholodzy o psychopatach mówią, iż są to osoby, które postrzegają innych ludzi jako „tło”, jak papierowe kukiełki, nie będące czującymi istotami. Czy dobrze byś się czuł/a, gdyby traktowano Cię jak przedmiot? [a może masz takie doświadczenia?]
Psychopaci mogą się oczywiście odnosić do innych ludzi z pewną kulturą, ale robią to bez poczucia zobowiązania, bez poczucia szacunku do drugiej osoby. Brak zobowiązań i całkowita wolność mogą być ich ideałem, albo celem, do którego nieświadomie dążą. Pewna klasyfikacja psychologiczna nazywa takie osoby unikającymi bliskości.
_________________________
Jeśli pasjonujesz się niezwykłościami, to owe symbionty przy bliższej analizie mogą przedstawiać się jak film science fiction. Jednakże jest ta różnica, iż mamy je na co dzień. Niewidzenie ich – niedostrzeganie – sprawia, iż żyją sobie w najlepsze.
_________________________
Obciążenia te opisałem w długim artykule, z licznymi przykładami, łącze do niego [tutaj kliknij].
Próbowałem w nim wyjaśnić różne cechy k., takie jak ich:
- zachowanie takich obciążonych osób,
- budowę, strukturę, umiejscowienie tego obciążenia w ciałach niewidzialnych,
- funkcjonowanie takiego symbionta, w tym jak wyglądają ataki w ciałach niewidzialnych,
- jak się mają ofiary krokodyli [psychopatów, narcyzów].
Inne teksty na blogu dotyczące tematu “krokodyle”
Inni autorzy też opisują krokodyle w książkach:
[co prawda pod innymi nazwami]
dobrze umocowana klinicznie [psychiatrycznie]: książka “Emocjonalne Wampiry”, książka “Wredni Ludzie”,
można się doszukać cech kr w opisach klinicznych chorób psychicznych [psychiatrycznych], np.
(F60.3) Osobowość chwiejna emocjonalnie
Cechuje się wyraźną tendencją do działań impulsywnych bez przewidywania konsekwencji tych działań; nastrój zmienny i nie dający się przewidzieć. Występuje też skłonność do wybuchów emocjonalnych, niezdolność do kontrolowania działań impulsywnych, tendencja do zachowań zaczepnych i konfliktów z innymi, szczególnie wtedy, gdy te zachowania są potępiane lub kończą się niepowodzeniem. Wyodrębniono dwa rodzaje tych zaburzeń: typ impulsywny, którego cechą dominującą jest niestabilność emocjonalna i brak kontroli działań impulsywnych oraz typ “borderline” (z pogranicza), w którym dodatkowo zaburzony jest obraz samego siebie, swoich celów i preferencji, stałe uczucie pustki wewnętrznej, skłonność do wchodzenia w intensywne i nietrwałe związki z innymi oraz tendencja do działań samouszkadzających, w tym do gróźb i prób samobójczych.
Osobowość (zaburzenia):
- agresywna
- “borderline”
- eksplozywna
Nie obejmuje: osobowość dyssocjalna (F60.2)
jeśli chcesz czytać więcej [link]
Co prawda sugerowano mi, że Latawiec = krok. Owszem Lat. jest podobny do kr, prawda i z opisu też można skorzystać. Ale Castaneda sugeruje powszechność Latawca, że każdy jest nim otępiony. A to z kolei wskazuje na ego. Bowiem kr mają tylko niektóre osoby. Kr. jest niezwykły z natury, a przecież nie wszyscy ludzie są niezwykli.
a oto cytaty z książki:
“Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.
Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.
– Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
– Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.
[...]naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.
Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umysłu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.
Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.
[...] Bo widzisz, umysł latawca nie ma konkurencji – ciągnął dalej don Juan. – Kiedy coś orzeka, zgadza się z własnym zdaniem i każe ci wierzyć, że zrobiłeś coś wartościowego. Umysł latawca powie ci, że to, co ci mówi Juan Matus, to wierutne bzdury, po czym ten sam umysł zgodzi się ze swym własnym stwierdzeniem. A ty powiesz: “Tak, oczywiście, że to bzdury”. W taki właśnie sposób zostajemy pokonani.”
“Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić.”
Komentarz:
Tylko, że ten dzień może trwać wiele lat. I bitwa może odbywać się praktycznie w kompletnej ciemności, na oślep, mimo, że jest pełno książek o tym itp. I tak się czuję, zero własnej inwencji, nie wiedząc, co robić.
_____
Są też filmy wideo o tym temacie: David Icke “Beyond the Cutting Edge” – jest to bardzo ciekawy film na YouTube. A właściwie cały cykl filmów z wykładu. Bardzo dużo opowiedziane.
David Icke nazywa symbionty Reptilianami, od angielskiego reptile – gad.
Trzeba samemu wyszukać na YouTube, bo jest co raz blokowany, dlatego nie podaję łącza.
_________________________
Uwagi do tekstu
Aby mieć pozytywne wsparcie i uniknąć niepokoju przy czytaniu takich tekstów, przeczytaj to.
Proszę pamiętać, że obciążeniami warto się zajmować wtedy gdy czujemy się źle, czujemy dyskomfort. Wtedy jest to wartościowe, nawet bardzo.
Natomiast, gdy sami nie czujemy się źle, i gdy widzimy, że nie krzywdzimy innych [to ważne], to warto się całkowicie skupić na pozytywnych aspektach życia, na miłości, radości, dobrym samopoczuciu, relaksie, wypoczynku, itp. Samo czytanie o kłopotach nie musi być miłe..
W poniższym opisie możesz rozpoznać własne spotkanie z innymi ludźmi, którzy mają pewne specyficzne obciążenie. Czytając możesz odkryć, że nie chcesz już tak żyć, że chcesz np. odejść z niekorzystnego związku, relacji. I może to się udać. Natomiast warto pamiętać, że w ogóle znaleźliśmy się w takiej sytuacji w jakiś sposób jest efektem kreacji naszej podświadomości. Warto sobie zdać sprawę z własnych intencji, dlaczego w taką sytuację weszliśmy, że nam się w życiu ona przydarzyła. Dopiero jak uświadomimy sobie, co takiego chcieliśmy osiągnąć w niej [i to wcale nie muszą być jakieś szczytne motywy, a wręcz przeciwnie, coś co może być wstydliwe], wtedy możemy się tego pozbyć i przestać się wdawać w sytuację tworzącą cierpienie. [tu więcej]
Podobnie, jeśli sami czujemy się obciążeni jakimś typem obciążeń, warto jest dociekać dlaczego, dla jakich pobudek, dla jakich celów nabyliśmy owo obciążenie? Co ono miało nam dawać? Co podświadomość chciała osiągnąć za pomocą tego obciążenia? Gdy zobaczymy intencje [a zwykle nie jest to proste i wymaga sporo pracy], dopiero wtedy nawykowe odtwarzanie owego obciążenia przestaje się zdarzać i istotnie oczyszczamy się na dobre.
O czym jest na tej stronie?
Temat jest obszerny:
- Jak zauważyć krokodyla?
- Kr. jako wielki inspirator[muzyczka]
- O tym, czy winić kr., agresora?
- Jak to zjawisko widać w ciałach subtelnych?
- O nieziemskich mocach krokodyli
- O degradacji Duszy
- Co z tym zrobić?
- O moich doświadzeniach i jak się nie dać zjeść











paź 13, 2009 @ 04:15:45
Witaj Andrzeju, po raz kolejny w zyciu odkopuje temat krokodyli, bo napotkalem w ostatnim czasie dwie osoby, ktore zachowuja sie dziwnie, inaczej niz inne i mam wobec nich silne podejrzenia, ze jest to sprawka krokodyli wlasnie. Zastanawiam sie, czy od czasu napisania artykulu udalo Ci sie popchnac do przodu sprawe i poznac jakies skuteczne techniki ktore pomagaja w odłączaniu krokodyli od ich ofiar? Jesli tak, bede wdzieczny za informacje.
Pozdrawiam, Elijah
lis 19, 2009 @ 13:16:49
Dzięki wielkie za oświecenie w tych sprawach Andrzeju! Naprawde, moze okazac sie to pomcne dla mnie. pzodrawiam.
gru 28, 2009 @ 00:26:13
Andrzeju z ogromnym zainteresowaniem czytałam o tych gadach-krokodylach. Przyznam, ze temat bardzo, bardzo ciekawy i wiele pomógł mi zrozumieć, rozjaśnić. Utknęłam mocniej jedynie przy p Łazariewie bo wg mnie te nauki pachną mi krokodylem…:) Pytam szerze. Wg mnie te teorie o kobietach po prostu przysparzają ofiar krokodylom. Argumentacja że kobieta narażona jest 3-krotnie bardziej na pychę bo jest za-ziemiona nie tłumaczy istnienia rzekomej pychy. Gdzie tu sens? Dlaczego ? Argument ze kobieta ma być posłuszna mężowi również przysparza ofiar…krokodylom i uświęca poniekąd bycie ofiarą… Ktoś powiedział ze gdyby nie było ofiar nie byłoby oprawców, wiec wg mnie nadzieja jest w tym by oświecić ofiary, by przestały nimi być….a Lazariew idzie w odwrotnym kierunku…no i jego wstawka tutaj, popsuła mi tak w miarę dobrze układające się zrozumienie…
Może ofiara ma się nauczyć szacunku do siebie i wykrzesać poczucie wartości dla swojej osoby a nie dostawać baty od krokodyla za rzekomą pychę?
Dziękuję i pozdrawiam.
gru 29, 2009 @ 02:41:50
Witaj, ena!
Istotnie, to wskazanie Łazariewa wygląda na spory zgrzyt.
Próbuję o tym opowiedzieć, odpowiadając na Twoje pytanie na stronie o naukach Łazariewa, przy końcu:
http://swiatducha.wordpress.com/2009/08/21/lazariew/
sty 27, 2010 @ 17:34:11
> Czy mółbym Cię prosić o przykład działania na zagłodzenie krok. mentalnego?
Co potrzeba? Potrzeba rozszerzyć wyższe ciało.
A więc na mentalnego – przyczynowe rozszerzyć.
Proponować coś?
Np. analizować przebiegi przyczynowo-skutkowe różnych procesów, wgłębiać się w zasady obowiązujące tu i tam, i mnie, mnie wobec innych ludzi.
Znam osobę z k.mentalnym, która bardzo a to bardzo nie lubi mówić i myśleć o zasadach, prawidłach itp. [to dla mnie jest właśnie reakcja kr. mentalnego - zdrowe rozważania na poziomie o jeden wyższym powodują wściekłość kr.].
No i można również próbować nieco wyżej – buddialne rozwijać.
Przykładowo rozważać sprawy dotyczące wartości, współodczuwania, współczucia, szacunku dla innych itp. Zwłaszcza w obrębie relacji z innymi ludźmi, jako że kr. właśnie wobec innych ludzi atakuje.
lut 15, 2010 @ 18:52:08
Kochani sprawa Krokodyla jest dla mnie oczywista, różni się jedynie nazwa – LATAWIEC. Aby pozbyc się latawca- trzeba go zagłodzić…brzmi znajomo prawda? Osobiści prawie zapomniałam o latawcu, do dziś kiedy znów o sobie przypomniał pod postacia KROKODYLA o którym właśnie przeczytałam. Polecam ksiązkę Carlosa Castanedy “Aktywna strona nieskończoności”- traktuje dokładnie o tym zjawisku.
Ciesze się że trafiłam na ta stronę. Pozdrawiam sedrecznie-I.
lut 15, 2010 @ 21:37:48
Iwona – dobrze, to kolejna odpowiedź, pomoc!
Dzięki!
Co prawda kilka książek Castanedy czytałem, ale tej nie. Bardzo ciekawi mnie, jak on to ujął.
Pozdrawiam, A.
mar 03, 2010 @ 23:18:13
Gdyby tak prześledzić – nawet pobieżnie – “żywoty” znanych psychopatów, można łatwo dojść do (słusznego!) wniosku, że żaden chyba nie zakończył swojego życia szczęśliwie.
Bo albo popełnili samobójstwa ( Goering, Himmler), albo kompletnie zwariowali i skończyli w szpitalu dla obłąkanych (Al Capone) albo też zostali wykończeni przez inne symbionty (Lenin, Beria) wedle zasady: “Jadł krokodyl razy kilka – pojedli i krokodylka”.
Wyrobiłem sobie zdanie, że silne osobowości, prezentowane przez nosicieli kr., zawsze idą w parze z … bardzo słabymi duszami takich ludzi. Słabośc takich dusz najpełniej widać wówczas, gdy symbiont “rozwali” już psychikę swego nosiciela – tak, że ten ostatni jest już tylko “wrakiem człowieka”.
Miałem kilka lat temu okazję oglądać z bliska taki – naprawdę niemiły! – proces rozpadu… Nikomu nie życzę. Przekonałem się też, jak beznadziejną jest chęć udzielenia takiej osobie serdecznej pomocy i … jak niebezpieczną nawet!!! Bo nawet i wtedy kr. może się nagle uaktywnić i spróbować wciągnąć takiego “serdecznego pomocnika” w jakąś perfidną grę.
Nie dziwi więc, że gdy tacy ludzie już odchodzą – świat krótko po nich płacze…
mar 04, 2010 @ 10:49:24
Ciekawie piszesz, Tomaszu. Takie procesy mogą być sporo nieprzyjemne. Mnie też wydaje się, że dusza jest jedzona – przecież w niej się sprawa się odbywa.
I nie ma znaczenia, czy mamy “dobre serce” – dobroć nie zostanie odwzajemniona. Bo by musiała pochodzić również z serca, czyli z duszy.
W Twoich słowach mam potwierdzenie na to, co zobaczyłem u Leony Lewis, w tych dwóch filmach powyżej. W pierwszym osoba utalentowana, acz słaba – jej ruchy na to wskazują – brak pewności siebie, nie aż tak dobra samoocena siebie. I właśnie chyba tak wygląda słabość Duszy. Pięknie śpiewa, ale to chyba od Ducha [który chce się wyrażać], ale Dusza przyobleka to w formę. A forma jest słabsza od tego wyrazu. Często dziewczyny mają przebojowość, zwłaszcza w tych czasach [dużo energii męskich], ale mają tą przebojowość z siebie, nie potrzebują wzmocniena. A Leona właśnie nie miała tego, była wiotka, zwiewna.
No i na drugim filmie już jest symbiont, Dusza słaba, to hop na nią.
Dzięki za komentarz. Taki realny. Ja to często gdzieś w chmurach chyba latam
mar 04, 2010 @ 23:16:56
Dziękuję za miłe słowa, Andrzeju!:)
Moje komentarze są rzeczywiście “realne” i inne chyba nie będą. A to z tej przyczyny, że – jak już wspomniałem w innym moim wpisie – zupełnie nie znam się na postrzeganiu subtelnych energii, a o ich badaniu to nawet nie wspomnę…
Jedyne, czym dysponuję to: rozum, intuicja, trochę wiedzy i własne doświadczenie życiowe (nie tylko z tego życia, zapewne…); no i tym się posługuję.
Mógłbym napisać coś jeszcze… Konkretnie – o naszym, rodzimym polskim przypadku takiej (udanej chyba, niestety…) “aspiracji do kr.”, jak u Leony Lewis. Chętnie napiszę, jeśli tylko nie zanudzę tym Ciebie i Czytelników;)
mar 05, 2010 @ 18:31:48
A więc piszę, zgodnie z wczorajszą obietnicą…:)
Pamiętacie p. Małgorzata S.? [nazwisko i imię zmienione, podaję na priva] Ale nie tę dzisiejszą, niekwestionowaną gwiazdę TV, tylko tę młodą, sprzed lat?
Pojawiła się w telewizji, jako prezenterka, na początku lat 90′ i od razu ujęła telewidzów swym urokiem. Emanowała z niej taka naturalna serdeczność, radość, życzliwość, wdzięk, że nie było chyba o owym czasie widza, ktory by jej nie lubił. Mnie nie wyłączając…:)
Małgorzata, jak wiadomo wyszła za mąż za red. Jacka [zmienione] i wkrótce razem z mężem wyjechała do USA, gdzie p. U pracował. Na ten czas “znikła” z anteny i wielu ludzi nie mogło tego odżałować – tak była lubiana!
Po powrocie do Polski podjęła na nowo pracę w telewizji, ale … to już nie była ta sama dziewczyna. Znikły gdzieś: serdeczność, radość, życzliwość i wdzięk – zastąpione jakimś dziwnym “chłodem”. Ładna twarz z uśmiechniętej, zmieniła się w “maskowatą”. Wszyscy zauważyli, że zupenie inna już aura otacza tę kobietę. Znamienną była jej odpowiedź, której udzieliła jednemu z dziennikarzy, na pytanie o przyczyny tej zaskakującej wszystkich przemiany. A były one mniej wiecej takie: “świat to na mnie wymusił”, “życie mnie nauczyło”, “nie można być wiecznym dziewczątkiem, bo cię zjedzą”, itp.
Nie wiem jak Wam, ale mnie bardzo przypomina to Leonę Lewis…
mar 30, 2010 @ 21:08:12
Córka krokodyla będzie przyciągała do siebie mężczyzn z tym obciążeniem bo szuka podświadomie mężczyzny takiego jak ojciec. A jak jest z synem krokodyla pod tym względem?
Twoje artykuły o krokodylach są świetne i szkoda, że tak mało osób zdaje sobie sprawę, że istnieją takie obciążenia.
mar 30, 2010 @ 22:49:28
Dzięki Olku za miłe słowa. Myślę, że wiele osób czuje te obciążenia u innych, ale są to wewnętrzne i przemijające odczucia, więc nie są dostrzegane. Są może niekiedy bardzo silne, ale ludzie zwykle nie wyciągają wniosków z tego, co czują wewnątrz. Mężczyźni te odczucia zaniedbują, a kobiety nie poddają odczuć refleksji.
Co do syna osoby z kr. to inkarnował się on w takim towarzystwie z jakiegoś powodu. Mogły go przyciągnąć jego własne intencje przebywania czy bycia zależnym od osoby z krokodylem. Póty będzie takie doświadczenie powtarzać, póki będzie mieć te intencje nieoczyszczone i wzorce takich doświadczeń w podświadomości zakodowane jako wartościowe lub ciekawe.
Syn ojca nosiciela może mieć również kr.
Syn może być współuzależniony [pójście w kierunku wejścia].
Syn matki nosicielki może być współuzależniony, ale też może mieć kr.
Każdy scenariusz jest dostępny, ale statystycznie pewnie są różnice w częstości występowania.
W danym konkretnym przypadku jednak intencje stron wchodzących w związek mają tendencję do dogrywania się.
lip 30, 2010 @ 00:36:46
No i wiadomo skąd się wzięło powiedzenie “sprzedał duszę diabłu”. Wygląda na to, że już bardzo dawno temu niektórzy wiedzieli, że tak jest
29.07.2010 o 12:46
Właściwie chcę coś napisać o krokodylach. Może to nie do tego wątku ale to na fragment Bjarki. Zastanawia się dlaczego krokodyl atakuje i czego od nas potrzebuje, energii czy czegoś innego. Otóż myślę, że krokodyl nic od nas nie potrzebuje. Jest istotą na tyle wysoko rozwiniętą, że zupełnie nie musi się z nami stykać żeby poprawnie funkcjonować. To może być dla nich jedynie jak zabawa połączona z lekcją, każdy się czegoś uczy, one pewnie też. Jak siadasz na motor to korzystasz z jego paliwa, możliwości, sterujesz nim i masz z tego „fan”. Z krokodylem jest pewnie podobnie ale wcale nie znaczy, że musi to robić, mają pewnie swój własny świat w którym żyją.
sie 06, 2010 @ 16:06:35
witaj,
nie sądziłem, że znajdę jeszcze tak fajną i to polską stronę o obcych instalacjach(między innymi)
duży szacunek za wkład i spokojny, swobodny język
dobra robota
gdzieś przeczytałem, że z wrocławia jesteś – zatem jak będzie nam dane spotkamy się w odpowiednim czasie, już tam we wrocku nasze energie gdzieś się chyba poobijały o siebie;
dobrze że podajesz inne źródła – bardzo trafne zresztą, bo Twoje publikacje są ich doskonałym uzupełnieniem;
choć krokodyl to trochę infantylny termin – ale tak właśnie działają nasze wzorce/zapisy i nawet obeznani w temacie często będą mieli Ciebie trochę za sensata; niech to właśnie będzie dobry testna rozpoznawanie z poziomu umysłu wolnego od obciążeń
trochę rozreklamuje tą stronę – miejmy nadzieję, że masz trochę szerokopasmowych zabezpieczeń przed krokodylami
ściskam serdecznie
sie 08, 2010 @ 19:02:04
Dzięki za dobre słowo!
Istotnie, z Wro jestem, na razie na wakacjach, ale po będzie czas na spotkania.
Jest takie powiedzenie [hasło] w grupach wsparcia dla osób współuzależnionych [głównie dla żon alkoholików]: “Pamiętaj z kim masz do czynienia!” [tzn. z alkoholikiem - chodzi o pamiętanie wielu cech alkoholika, na które można się "nadziać" zapominając o nich. Dla mnie pojęcie "kr" jest takim przypomnieniem, za każdym razem, kiedy go używam. Jest ono na tyle obrazowe, że dla mojej pś daje natychmiastowy obraz tego, z czym mam do czynienia. Dlatego nie zrezygnowałem z niego na rzecz pojęcia ugładzonego, akademickiego. Dla akademików niech to będzie sprawa "czysta", "bezemocjonalna", bez energii w polu emocjonalnym. Dla mnie jest ona pełna energii, także w pojmowaniu.
Na Cudownyporta.pl miałem taki czas, gdy opublikowałem zestaw artykułów o kr. Wtedy bestie tamtejsze podniosły wrzask, że ktoś je widzi i pisze o nich. Był to okres na szczęście pozytywnie zdanego przeze mnie testu na omijanie prowokacji kr. Oczywiście od czasu do czasu daję się zaczepić temu lub tamtemu [jak niemal każdy], natomiast już mam dobrą postawę, pełną dystansu i szacunku, abym nie został poszarpany. Tak więc nie boję się
popularności tej strony.
Pozdrawiam, Pawle.
sie 19, 2010 @ 14:44:51
jestem twym imiennikiem i zapytam-czy zrozumienie i wybaczanie nie jest alternatywą? Skoro każdy uczestniczy w tej grze, stwórca zapewne miał kun temu cel. Pewnie wiesz,że na obrzeżach naszego układu czekają energie aby rozprawić sie z tymi co gryzą.
sie 23, 2010 @ 18:10:29
Stwórca może nie tyle miał cel, co raczej zezwolił na kr.
Co do energii mających się “rozprawić”, to już od dawna istnieją w formie wejść – można o nich poczytać na tej witrynie. Niestety, to też jest obciążenie. Poza tym wejścia jako przeciwstawne do kr są od nich słabsze. Więc cóż to za “rozprawienie się”?
Najlepsza walka to ta nierozegrana.
Mówisz, że istnieją inne energie, które czekają na obrzeżach.. Czekaj tatka latka – wiele, wiele razy osoby się łudzą nadzieją, że “coś przyjdzie” i “coś nas uwolni”. To po prostu jest nieracjonalne.
Natomiast jeśli ktoś w tym uczestniczy, to za pewne są, czy były ku temu intencje i nad tymi nieczystymi intencjami i nad oczyszczeniem karmy przez te intencje powołanej warto popracować.
gru 10, 2010 @ 14:04:57
Witam, mam jeszcze pytanie i prośbę o jakiś przykład. Kim jest właściciel kr.? Czy to ktoś kto ma jakąś władzę, może jest jakimś autorytetem, dla nosiciela tego kr.? I czy jest on świadomy że taka sytuacja ma miejsce? Może warto tam szukać jakiejś metody żeby go osłabić, jak już takiego lokatora u siebie odkryjemy?
Nigdy nie spotkałam się z nikim kto by miał na ten temat taką logiczną i usystematyzowaną wiedzę.
I jeszcze jedno. Myślę że “nauczyłam” się w dzieciństwie zezwalać na wejście. Robię to z powodu jakiejś blokady, w towarzystwie osób na których mi zależy żeby mnie akceptowały.To jakbym podnosiła ręce w geście poddania się. Efekt jest zupełnie odwrotny. Po tym pozostaje mi ogromny niesmak do siebie. I tu taka teza: czy możliwe że to kr. inicjuje takie wejście gdy chce być silniejszy? To jakaś masakra. Od czego tu zacząć? Od pogryzienia, kr., czy wejścia?
Bardzo się cieszę, że trafiłam na tę stronę. Daje mi wiarę że jeszcze nie zwariowałam, nazywasz rzeczy, które miałam za nie do pokonania. W swoich wyobrażeniach kr. nazywałam wilkiem z wilczym apetytem
Bardzo dziękuję i pozdrawiam.
gru 10, 2010 @ 16:57:25
Cieszę się, że nie jestem sam w tym widzeniu świata. I chociaż jest to generalnie dosyć przykra wizja, to jest wydaje mi się realna. A jeśli jest realna, to może być pomocna.
Pytanie:
> Kim jest właściciel kr.?
tutaj mówię o “nosicielu kr”, czyli kimś, kto tego kr. ma “u siebie”, w swojej psychice [inaczej - w ciałach subtelnych].
Jeszcze są tzw. opiekunowie kr, ale zwykle nie mamy z nimi bezpośrednio do czynienia. Dlatego kr jest swoim własnym “właścicielem”, i nawet nosiciel nad nim nie panuje.
Czy nosiciel jest tego świadomy?
Najczęściej nie, pewnie po prostu uważa, że jest “fajnym gościem”, może czuć, że lepiej sobie radzi w wielu sytuacjach. Ale co do symbionta – to nie ma skąd się nawet dowiedzieć [poza chyba tekstami Podwodnego i tą witryną].
> Może warto tam szukać jakiejś metody żeby go osłabić, jak już takiego lokatora u siebie odkryjemy?
Z pewnością warto… o ile dany ktoś jest skłonny poświęcić te dobrodziejstwa, które mu kr daje. A o to już trudniej, ponieważ:
a) kr jednoczy się z osobowością, i osłabianie go kojarzy się z osłabieniem siebie – a któż chce się osłabiać?
b) praca z kr nie jest też łatwa, wiąże się z rozwojem [działaniem na ciele subtelnym powyżej ciała z kr.]. Opis tego jest na tej stronie [link]
> I jeszcze jedno. Myślę że „nauczyłam” się w dzieciństwie zezwalać na wejście. Robię to z powodu jakiejś blokady, w towarzystwie osób na których mi zależy żeby mnie akceptowały.To jakbym podnosiła ręce w geście poddania się. Efekt jest zupełnie odwrotny. Po tym pozostaje mi ogromny niesmak do siebie. I tu taka teza: czy możliwe że to kr. inicjuje takie wejście gdy chce być silniejszy? To jakaś masakra. Od czego tu zacząć? Od pogryzienia, kr., czy wejścia?
Myślę sobie, że zezwalałaś, jak większość dzieci na to, żeby cię kr pogryzł. Bo jakie ma inne wyjście dziecko, jest “własnością” swoich rodziców i mieszka tam gdzie mu wyznaczą. Czyli pewnie potrzeba przyjrzeć się pogryzieniom.
Kr. jedząc innych staje się silniejszy, ponieważ wyszarpuje im energię.
Natomiast wejścia to jest obciążenie, które pozwala się jako-tako przeciwstawić krokodylowi. Wtedy człowiek robi się wściekły, zrzędliwy, mrukliwy, oskarżający, czuje się pokrzywdzony i chce siebie aktywnie bronić. Poczytaj w tekście tu [link].
gru 11, 2010 @ 16:53:26
Bardzo dziękuję za odpowiedź.
Co prawda pytałam właśnie o opiekunów kr. ale źle się wyraziłam. Z odpowiedzi sądzę, że nie mają oni jakiegoś większego znaczenia ale ta kwestia się pojawiła i chciałam dowiedzieć się o co z nimi chodzi.
Przyznam, że osobiście mam dosyć zagmatwaną sytuację. I w zasadzie nie ma przy mnie ludzi którym mogłabym opowiedzieć o swoim problemie. Bo tak naprawdę kogo obchodzą jakieś krokodyle? Czy mogę krótko przedstawić co się w moim życiu wydarzyło i jak to widzę?
Byłam u specjalisty i czytałam różne strony internetowe ale to nie to. Nie potrzeba mi tabletek, tylko kogoś kto to rozumie i spojrzy krytycznym okiem czy idę w dobra stronę. Albo podpowie na co powinnam jeszcze zwrócić uwagę.
“Do the evolution, baby!”
Nie jestem gadem, jestem Homo Sapiens
gru 11, 2010 @ 19:55:24
opiekunowie dla nas są powiedzmy pośrednio istotni.
[na ten komentarz odpowiedziałem na priva]
> Nie potrzeba mi tabletek, tylko kogoś kto to rozumie i spojrzy krytycznym okiem czy idę w dobra stronę.
Jakby nie patrzeć, jest to bardzo samodzielna postawa
lut 23, 2011 @ 14:45:19
Dziękuję Panu Bogu za Pana Andrzeja i za jego dzieło w postaci tej strony
Przynosi ona innym odpowiedzi na świdrujące i niedające spokoju ducha pytania, pomoc, ukojenie.
Nie wiem, czy ta strona jeszcze działa tzn., czy ktoś tu jeszcze zagląda i czy będzie mógł odpowiedzieć, a odpowiedź bardzo by mi się przydała
Mam bowiem jeszcze trochę pytań, na które nie znalazłam odpowiedzi albo nie ma ich wprost. Wiem, że z uwagi na dużą empatię, na pewien na rodzaj pytań Autor witryny odpowiadał tylko prywatnie, bo nie chciał publicznie epatować pewnymi stwierdzeniami
Jestem starszą duszą, która spotkała w ostatnich latach nosiciela krokodyla (na pewno na ciele astralnym, ale nie wiem, czy tylko jednego, czy nie ma też czegoś np. na ciele mentalnym?). Instalacja ta jest silna. Z powodu swojej niedojrzałości i braku wiedzy dałam się pokryźć, ale już się regeneruję i jednocześnie uczę właściwego postępowania w podobnych przypadkach
a tu pułapka, ZONK, coś tylko na to czeka
]. Krokodyl ten istotnie wpłynął na moje życie, ponieważ zdołał zablokować rozwój także i mojej duszy (uwięził w czasie na trochę). Ponadto nie potrafię pozostawić tego akurat nosiciela krokodyla bez udzielenia skutecznej pomocy. A to dlatego, że raz dane mi było zobaczyć u niego łzy (być może jako pierwszej osobie w ciągu jego życia) i nie były to łzy krokodyle
Są przebłyski świadomości zła swojej kondycji, sytuacji i skutków oddziaływania, przejawiają się w stwierdzeniach typu “jestem ciężarem dla innych”, “lepiej, gdybym się w ogóle nie urodził”, “brak perspektyw”, “proszę mnie nie opuszczać/nie odtrącać”. Dlatego wierzę, że być może byłaby szansa na otwartość na pomoc. Dla mnie to jest wołanie o nią.
Myślę że nie był to u mnie pierwszy krokodyli atak, ale ten był szczególny. Bardzo silny. Mam wrażenie, że krokodyl zablokował rozwój duszy swojego nosiciela na poziomie młodej [oczywiście jak starsza dusza widzi takie "zapóźnienie", to już jej się odpala "misja"
Byłabym bardzo wdzięczna za możliwość zadania moich pytań
Pozdrawiam i dziękuję – nawet już sama lektura strony to dla mnie krok milowy
lut 23, 2011 @ 18:05:38
Proszę pytać przez komentarz na stronie, albo z użyciem adresu mailowego ze strony pierwszej.
Komentarze czytam i je zatwierdzam.
No i dziękuję za słowa pochwały
A.
lut 23, 2011 @ 19:25:30
Dziękuję. Już skorzystałam z adresu email
Aurelia kilka dni później bardzo ciekawie pisze na temat terapii osób z kr. [cytuję z upoważnieniem]:
Witam,
myśląc o przyszłości osób z krokodylem (o tej dobrej przyszłości, już jako przekaźników, a nie “wampirów”) widzę kilka “zadań” do osiągnięcia w toku terapii. Ale może Pan mógłby podpowiedzieć mi jeszcze jakieś swoje spostrzeżenia, aby pomoc mogła być jak najpełniejsza i aby mogła poprawić jakość życia takiej osoby w jak największym stopniu? Byłoby to dla mnie bardzo cenne.
a) Praca nad obrazem samego siebie (poczuciem własnej wartości);
b) Praca nad obrazem “reszty świata”, czyli innych ludzi (ich wartości, równoprawnej pozycji oraz należnego im szacunku, skoro samemu szacunku od ludzi się pragnie – aby przesunąć punkt “centrum świata”, jako że osoby z krokodylem za “pępek świata” uznają samych siebie);
c) Nauka zasad współżycia społecznego (zachowań dozwolonych, akceptowalnych, niedozwolonych, społecznie pożądanych – zasady te mogą być bowiem znane tylko powierzchownie, głównie to, czego nie należy robić (w domyśle – żeby się nie narazić na kłopoty/nieprzyjemności/odpowiedzialność prawną itp.), ale już np. z tym, co jest społecznie pożądane (dobrze widziane, traktowane jako tzw. “gest”) widzę kłopot;
d) Zrozumienie istoty uniwersalnych wartości ogólnoludzkich (nosiciel z mojego otoczenia doskonale zna je definicyjnie, ba, nawet o nich pisze ogromne teksty, tylko że nie pojmuje ich “mechanizmów”);
e) Odkrycie i rozwijanie “talentów” ofiarowanych przez Boga (wydaje mi się, że u osób z krokodylem nie nastąpiło takie odkrycie albo było to w niewystarczającym stopniu i ponieważ nie dostrzegały swojego prawdziwego potencjału, który mogłyby wnieść do społeczeństwa, to sięgnęły w zastępstwie po ów diabelski “złom”, z intencją ułatwienia sobie życia – a to świadczy o… lenistwie, bo się pracować nie chciało; nosiciela którego znam często określałam w żartach tak, jak robią to nauczycielki w szkole wobec pewnej grupy dzieci: “zdolny, ale leniwy”; tak właśnie odbieram nosiciela, z którym miałam kontakt: idzie na łatwiznę, po najmniejszej linii oporu);
f) Wyrobienie świadomości, że owe talenty nie wzięły się znikąd (człowiek ich sobie sam nie “wyczarował”, tylko one już przyszły na ziemię razem z nim, ponieważ człowiek otrzymał je od Boga), dlatego Bogu należy się za to ludzka wdzięczność;
g) Praca nad zatrzymanym rozwojem emocjonalnym.
mar 01, 2011 @ 22:30:37
Witajcie.
niemal 10 lat temu uciekałem z domu ostro pogryziony. Wyjechałem na studia do miasta oddalonego o 500 km, gdzie nie byłem nigdy wcześniej i nikogo tam nie znałem, Wrocław brzmi egzotycznie. Po 8 latach myślałem że jestem na tyle silny, niezależny i zdystansowany że zmierzę się z krokodylem w moim Ojcu, a właściwie to dałem się ów krokodylowi podpuścić. Nie wiedziałem z kim lub czym mam do czynienia i się przejechałem znowu. Szybko zostałem wciągnięty w zacieśniający się i wyniszczający mnie i moją rodzinę “program lojalnościowy” z którego teraz muszę się wykaraskać. Wylądowałem na terapii (która i tak być może była mi potrzebna, a nie zdawałem sobie z tego sprawy). Ale może tak musiało być, nie powiem nauczyło mnie to trochę, zacząłem szukać, znajduję odpowiedzi.
A krokodyl… ma się w najlepsze, szuka ofiar. Własnie mam trochę luzu bo włączył mu się tryb “czarujacy” wobec pewnej kobiety (kolejnej), nie poznałem jej jeszcze ale już jej współczuję.
mar 07, 2011 @ 10:23:04
A propos poprzedniego komentarza, mój Ojciec 3 silne symbionty (astralny, mentalny, przyczynowy) co do reszty nie mam pewnośći dodam że jest DDA i alkoholikiem który odziedziczył fortunę daje mu to duże możliwości. Okazauje się (dotarło do mnie wczoraj) że Ja mam krokodyla napewno mentalnego, może też inne nie wiem trudno to określić z wewnątrz siebie, nawet z wewnątrz związku z inną osobą. Wygląda na to że obciążenia przekazywane są z pokolenia na pokolenie. I Ja mam zamiar to przerwać. Krokodyl we mnie? sprytny twór, znakomicie psuje atmosferę w domu, potrafię jednym słowem wywołać poczucie winy w mojej żonie wyprowadza ją to z równowagi. W jakim celu? nie wiem. Co wtedy czuję? specyficzną satysfakcję ale jakby “przytępioną”.
mar 07, 2011 @ 21:29:47
Z jednej strony współczuję przeżyć – z kr w rodzinie życie to nie przelewki.
A z drugiej cieszy, że jesteś świadomy co do sytuacji, siebie, relacji w rodzinie.
lip 13, 2011 @ 13:27:29
Byc moze istnieje wiele planet i wrzechswiatow na ktorej zyja organizmy o wiele bardziej rozwiniete od nas. Potrafia teleportowac swoje dusze(znany nam ludziom jest przeciez fenomen wychodzenia duszy z ciala LD). Byc moze krokodyle to takie pasozyty z jakiejs planety, ktore utracily swoja planete badz ich planeta jest juz bardzo przeludniona, badz bardzo zniszczona zapaskudzona i wlasnie krokodyle zeruja na nas. Odkryly juz istnienie obcych inteligentnych cywilizacji i staraja sie korzystac. Czy nie sadzicie, ze taki system “kazdy ponad kazdym” jest na reke krokodylom poniewaz moga karmic sie nasza energia do woli. Ze gdyby ludzie powszechnie sie akceptowali, kochali i rozumieli by istote socjologicznej jednosci tak jak mrowki, krokodyle bylyby w mig rozpoznawane i nie mialy by czym sie karmic( bo wiadomo ze krokodyle palaja nienawiscia i zgryzota). Czy moze krokodyle wlasnie staraja sie opoznic rozwoj duchowy ludzi, lacznosc nauki religii ezoteryki co dla mnie jest fundamentalna sprawa i wogole nie powinno sie tych kwestii stawiac osobno, ze religia jest slepa bez nauki a nauka bez religii ulomna. Dlaczego tak odtraca sie na bok dziedziny ezoteryki i duchowienstwa. Wedlug mnie nauka o nas samych, o naszym wnetrzu powinna byc podstawowym przedmiotem szkolnym. Moze komus zalezy, zeby napedzac nasza nienawisc do siebie bo wtedy, latwo sie zamaskowac i jesc. Gdyby ludzie sie kochali trudno bylo by sie zamaskowac, osobe spaczona krokodylem odrazu by wylapywano i wiadomo bylo ze cos jest nie tak.
lip 13, 2011 @ 20:11:41
“gdyby ludzie powszechnie sie akceptowali, kochali i rozumieli”
o, dobrze by było
pytanie, czy w krajach, w których istotnie jest więcej akceptacji i zrozumienia [może są, może ktoś był?], to czy w nich istotnie jest mniej kr? To by mogło potwierdzić tezę.
lip 13, 2011 @ 20:55:25
Slowacja – jest takim miejscem,gdzie istotnie jest mniej ,,krokodyli,,
wrz 03, 2011 @ 02:33:38
Andrzej, mam takie trzy pytanka, jeśli będziesz tak uprzejmy, będę wdzieczny za odpowiedź – wiem że niechętnie oficjalnie piszesz o tym jaka sławna osoba ma gadzinę, ale że jestem fanem boksu i już się cały cieszę na myśl o walce Kliczki z Adamkiem, jestem ciekawy który ma większy power i “wzmocnienie” duchowe, bo to że obaj mają krokodyla jestem niemal pewien. Oboje mają taki spokój, luz, dziwną ciszę w sobie, brak stresu. Mam jakieś niejasne wrażenie, że Adamek ma potężniejsze wzmocnienie jeśli chodzi o walkę. U Kliczki natomiast szokuje mnie inteligencja ogólna i finansowa, rzadkość wśród ludzi uderzających się zawodowo w głowy
))
2. Czy nie mając krokodyla, człowiek ma szanse się przebić w mediach czy jest to nierealne? mam tu na myśli kogoś, kto chce byś znanym pisarzem, czyli a kuku, mam na myśli siebie
3. Czy duch wejściujący wie o krokodylu, “widzi” go, wie z czym ma do czynienia? zaciekawiła mnie Twoja wymiana komentarzy z czytelnikiem, że te siły czekają aby się dobrać do zadka symbiontom.
Pozdrawiam.
wrz 04, 2011 @ 21:36:49
jak będę mieć chwilę to ich zwaham.
2. Ludzie oczekują od mediów, że będą pokazywały “sukces”, a kto jest prominentem w sukcesie, no kto? Czemu tak na tym sukcesie Ci zależy”? [sam sobie odpowiedz]
Jak CI przestanie zależeć, to zelżeje napięcie, presja na to, i wzrosną nań szanse, czyż nie?
3. Wydaje mi się, że duch wejściujący po prostu jest zapatrzony w siebie i swoje “ja” [ego], które nie chce dopuszczać innych postaw wokoło. Jeśli się zdarza luzak – krok, to d.w. po prostu jest reaktywnie uruchamiany, nic poza tym. Co prawda może być to reakcja ogromna [np. furia], ponieważ krok sieje i prowokuje oczywiście również energiami. Ktoś, kto nie ma kr. może wściec osobę z d.w., ale osoba z krok. będzie dodatkowo naturalnie, instynktownie nęcić d.w. energiami. Krok lubi kąsać d.w.
Stąd są to dla siebie “stworzeni” partnerzy [wiele małżeństw].
wrz 07, 2011 @ 21:08:59
Zależy mi, bo chciałbym zarabiać dobre pieniądze
no nie wiem, znam trochę osób którym nie zależy na tym, i tego nie mają wcale, no ale faktycznie, nie chcą, nie mają, nie cierpią, nie spinają się
Rozumiem, czyli taka instynktowna, nawet mechaniczna reakcja. Czyli ten duch, to taki za przeproszeniem, głupek? jeśli w ogóle można użyć tego określenia wobec ducha, ale to przecież był kiedys człowiek, więc czy on musiał być głupi za życia, czy też stan w jakim się znajduje wymusza bardzo “wąskie” działania?
Pozdrawiam.
wrz 07, 2011 @ 22:11:54
W sprawie pieniędzy wiem, że to kwestia drażliwa.
I chyba to co wiem o Duszy nie jest zbieżne z huraoptymistycznymi zapatrywaniami osób wyznających filozofie łatwego tworzenia pieniędzy.. Łatwe to może jest dla młodych dusz..
Dusza zwykle ma za nic czy kogoś boli, czy też nie. Idzie jak wyżeł przez bagno, nie oglądając się, czy to może kogoś zabrudzić, boleć, powodować niechęć, zgorszenie, dezaprobatę, czy tp.
Dla Duszy jest jasne: ona ma wiele wcieleń, realizuje plan maksymalizacji doświadczeń i wiele więcej ją nie obchodzi. Uważa że to ONA ma inkarnacje [kolejne osobowości], nie zaś, że konkretna inkarnacja ma duszę. I tak sobie pomyśl, co z takim “kimś” na karku [z Duszą] można osiągnąć? [zwłaszcza jeśli Dusza stara i jeszcze trochę poobarczana różnościami].
W takim kontekście można umieścić swoje “zależy mi, bo chciałbym zarabiać dobre pieniądze”..
Owszem, można z Duszą rozmawiać czy aby nie chciałaby zarobić “dobrych pieniędzy”, a jeśli tak to na jakich warunkach i w jaki sposób. Do niektórych argumentów Dusza się przychyla. Wręcz, jeśli istotnie czegoś chce, to ustala sobie z innymi Duszami, że będzie tak jak chce i wydarzenia się układają po jej myśli. Ja kiedyś tak miałem, jak Dusza na Ursynowie widząc latające samoloty z Okęcia powiedziała: “też tak bym polatała”. OK! – mówię od razu na to do niej – to sobie to załatw, ja jestem za [co ja będę jeszcze Duszy załatwiać drogie przeloty samolotowe? niech sama działa, jak ma potrzebę
] . I za miesiąc szef w pracy mnie pilił, abym złożył podanie o stypendium do Kanady. Pojechałem – poleciałem! samolotem 11 godzin w jedną i drugą stronę. I nalatała się Dusza moja i poczuła się usatysfakcjonowana i poczuła że ma dość tego doświadczenia.
Ale stara dusza nie daje sobą łatwo prowadzić – jest jak długi i często ogromnie ciężki pociąg! i to nierzadko jadący dość sporym kłusem.
Pierwsze co radzę ludziom, to to, aby nie przepadli gdzieś w tym kłusie [żeby nie dali sobie zrobić krzywdy, bo Dusza może nimi akurat mocno poniewierać], dopiero potem można myśleć o jakim-takim nawigowaniu: jest to czasami trochę podobne do galopowania na rozpędzonym byku.
Jednak jest dobra wiadomość. Dusza jak widzi i czuje Świadome Ja w działaniu to przestaje powoli ingerować, powoli wycofuje się – uznaje, iż jej cel [utworzenie się Świadomego Ja] został osiągnięty. Wtedy – dla ciekawości powiem
– zwykle ludzi opanowują odczucia braku celu czy też nawet depresja [jak sobie pomyśli gdzie żyje i kim jest].
Wtedy praktyka rozwoju duchowego przydaje się wielokrotnie aby jakoś zacząć żyć bez napędu od Duszy.
Co do ducha wejściującego to wydaje mi się, że to nie muszą zupełnie być istoty typu “ludzie”, wręcz nawet chyba nie są, są trochę podobne do demonów opętujących [które są jeszcze bardziej automatyczne od wejść]. Duch wejściujący ma swą ideę fix i się jej trzyma, ciesząc się z gościnności kogoś, kto mu czakramów użyczył. Nie ma co oczekiwać jakiejś refleksyjności od takiego ducha. Przynajmniej ja nie spotkałem się z relacjami z takim duchem. Z Duszami [różnymi] i owszem, można pogadać, ale z takimi pół-istotami [żeby nie rzec półgłówkami] to nie słyszałem, żeby ktoś gadał i otrzymywał konkretne jakieś wyniki.
wrz 08, 2011 @ 11:13:48
Dzieki za odpowiedź, jest przejrzysta dla mnie, szczególnie dobry jest przykład że to dusza uważa że ma nas a nie my ją
swoją drogą to dziwne że inkarnacja jest inteligentniejsza od duszy
Dusza którą opisujesz, bardzo przypomina koncepcję podświadomości, co do milimetra, podobnie można z nią rozmawiać, wydaje się ograniczona, czasem się oddaje średniemu Ja i ono traci poczucie sensu istnienia.
Czyli jakby myślokształt astralny.
wrz 09, 2011 @ 01:40:10
Moje koncepcje Duszy są oparte i o Leszkową podświadomość, i o opisy T. Moora i jeszcze innych. I są z większością z nich zgodne. Tak więc jest to np. rozwinięcie regresingowego opisu podświadomości.
Inkarnacje z reguły są inteligentniejsze od DUszy [patrz mój art "dusza - kosmiczne łono"], Dusza jest “kołyską” dla inkarnacji i dla Świadomości. Taka jest jej rola.
A która kołyska jest inteligentniejsza od dziecka, które w niej leży? Żadna.
Tak ma być, bo inaczej jak mogłaby nastąpić ewolucja świadomości?
Niemniej jednak tyle jest przeciwstawienia na tej drodze, że co i raz w tym procesie następuje reset jak w komputerze – kolejna inkarnacja nie radzi sobie na tyle, że po prostu traci swoją fizyczną powłokę. I Dusza częściowo zwija się z tego świata, i ponownie wciela. To oczywiście ma wiele korzyści, natomiast z punktu widzenia osobowości jest to tragedia.
Gdy masz na tyle świadomości, że to rozumiesz, możesz pracować z Duszą zupełnie na innych zasadach.
Czy będziesz przy tym długowieczny – zależy to od Ciebie i Twoich umiejętności utrzymywania się przy życiu. Jednakże samo życie nie stawia jakichś mocnych ograniczeń. To ego je stawia poprzez swoje wymagania. I tym samym ego prowadzi do zguby inkarnacji [osobowości]. Paradoksalne – ego, które służy do rozpoczęcia procesu indywiduacji, gdy nie jest w odpowiednim czasie porzucone, … staje się kamieniem u nogi, który ciągnie w głębinę.
Dusza widziała już wiele, wiele swoich inkarnacji. Już więc nie rozpacza ani nie jest przywiązana szczególnie do którejkolwiek – miała ich na pęczki.
Aby więc wysforować się jako kapitan całego tego bałaganu, aby kolejny raz nie przegrać z kretesem, to co trzeba?
Ano trzeba skorzystać z wiedzy reinkarnacyjnej, trzeba sobie wywrócić do góry dnem cały system przekonań o sobie i o życiu. I – jako “mały dodatek” – zrezygnować z przlgnięć i niechęci w życiu [łatwo powiedzieć, trzeba osiągnąć stan działania bez przywiązywania się do efektów działań. Wtedy już droga prosta do tego, co “się chce”.
sty 04, 2012 @ 23:33:46
Witam i pozdrawiam Wszystkich.
To ciekawe i istotne informacje dla mnie. To ciekawe, iż trafiłem na stronę o K niecałe 24h temu, a już dziś miałem okazję przetestować pewnego nosiciela (mimo, że w przeszłości miałem z nimi więcej do czynienia, w postaci rodziców).
.
…
Wjeżdżając na malutkie skrzyżowanie z zamiarem skrętu w prawo przepuszczam na pasach grupkę ludzi. “Gościa” z lewej nie ma jeszcze wtedy na pasach. Wchodzi, widzę go, czekam więc aż przejdzie. Mijając przód maski nagle się odwraca i drąc się wali mi w maskę. Stałem na Jego pasach.
W tym samym momencie poczułem olbrzymi wyrzut adrenaliny i przypływ czegoś co określiłbym jako mieszankę gniewu i niesprawiedliwości. Wykonuję manewr, daję się sprowokować – lekko trąbię do gościa i zatrzymuję się po 5m, żeby popatrzeć co jeszcze ma do powiedzenia oraz żeby pokazać, że nie jest mi obojętne jego zachowanie. Nie mam ochoty do walki, zwłaszcza, że czuję iż fizycznie nie jestem przeciwnikiem. Zresztą nie znoszę agresji. Gość jest młody, wysoki i postawny. Patrząc przez 2 sekundy jak się miota czuję olbrzymią agresję. Splot słoneczny szaleje. Żona obojętnym głosem mówi: “Jedźmy już, szkoda czasu na barana”
W lewej kieszeni spodni mam bryłkę czarnego turmalinu, w prawej rubin. W kieszeni bluzy czysty kwarc. Przez myśl przechodzą mi moje kamienie. Przejeżdżam 30m i zaczynam: przebaczam facetowi, przebaczam sobie, błogosławię go, proszę Boga o zrozumienie tej sytuacji, a na końcu o odcięcie mnie od tego wydarzenia i tej istoty. Wzburzenie znika momentalnie, ślad emocjonalny po kilku minutach. Przez jakiś czas odczuwam rodzaj kłucia na wysokości wątroby. Nie wracam do już do tego, prócz tego wpisu. Koniec.
W zasadzie nie wiedzieć czemu chciałem się tym podzielić, mimo że nie interesuje mnie przebywanie na “forum publicznym”. Mam odczucie, że chciałbym wiedzieć jak to jest jak ktoś “z zewnątrz mnie interpretuje”. Poza tym czy ktoś używa kryształów w wyzwalaniu się z obciążeń?
I na koniec: Dziękuję.
sty 05, 2012 @ 01:29:01
również dzięki.
Z czasem potrzebę walki można sobie puszczać, tak właśnie robię. Jest to jak wychodzenie z jednego świata, aby przejść do innego.
sty 06, 2012 @ 19:13:50
ja mam tak samo
wnerw, a za chwilę: czy to miało sens? Przypomina mi się kultura Japończyków, że w takiej sytuacji dziękują temu atakującemu … Tak myślę ile ten naród dzięki kulturze, szacunku osiągnął, a z drugiej strony patrze jakie mają przywiązanie do “budowania” … – co idąc za wnioskami Łazariewa – jest burzone ..
Co do kryształów, osobiście je uwielbiam, bodajże Osho pisał o ich inteligencji. Na pewnym poziomie są kryształowe światy i kojarzą mi się z “przewodzeniem” .. Wywołują spokój, zachwycają pięknem i być może nie bez powodu odgrywają taką rolę, ponoć to co “proste” jest najbliżej Źródła
sty 05, 2012 @ 22:37:54
Czytam ten artykuł chyba już 10 raz i za każdym razem jest on dla mnie bardzo cenny , jakbym go czytała raz pierwszy .
Jest ważny dla mnie dydaktycznie , ponieważ te obciążenia mnie także dotyczą , jednakowoż sposób jego napisania sprawia radość czytania
sty 05, 2012 @ 23:36:32
no to mi bardzo miło!
A to prawda, że jak tego w domach, w szkołach, na uniwersytetach nie uczą, to trzeba później na komplety internetowe się zapisywać.
sty 06, 2012 @ 11:07:25
sty 06, 2012 @ 11:18:52
Wiem już od Ciebie , że mam za uszami tu i ówdzie
, jednak postanowiłam sobie powahać na Twoim ” biomerze wieku dusz ” aby lepiej unaocznić sobie własne słabości, cele wynikające z wieku duszy – wiek duszy 6, bez obciążeń 3 -łoj, nie fajny wynik ;/ Dlatego często wracam do tego artu, ponieważ interesujący i wracać będę jeszcze dłuuuugie lata
sty 06, 2012 @ 19:18:20
Omena, ale wydaje mi się, że spokojnie możesz zagłodzić “przyjaciół” pomocników
I chyba nie bez powodu tyle razy przeczytałaś artykuł
Grunt to cierpliwość i porządny wgląd w każdą sytuację. Nie daj się omamić
sty 31, 2012 @ 21:55:24
Oj, zrobił na mnie wrażenie ten tekst. Nieodparcie przypomina mi się były mąż (DDA zresztą), którego w końcu zaczęłam podejrzewać o jakieś dziwne “wtręty” w osobowości i wiele rzeczy wspomnianych tutaj mi pasuje… Teraz sprawdziłam wahadełkiem wiek duszy i co wyszło? Mąż sam z siebie 9, krok 13. Przyznam, że nie do końca ufam wahadełku, no ale…. hmmm… Czy przy braku osobistych kontaktów taki gad może mnie jeszcze podgryzać? Albo, co gorsza, swoje dziecko? Tzn. dziecko męża, nie gada…
sty 31, 2012 @ 22:40:29
Może gryźć, jeśli jest łączność emocjonalna. W przypadku dziecka, taką łączność się wręcz zaleca. Bez względu na to kim jest rodzic, jakie ma obciążenia. Zresztą pozbawianie dziecka możliwości kontaktu emocjonalnego też jest niehumanitarne. I jak tu wybrać?
sty 31, 2012 @ 22:55:40
No nie, raczej takiej łączności nie ma w tym przypadku, przynajmniej nie na co dzień (odwiedziny raz na pół roku albo i rzadziej). Ale przyznam, że nie mając pojęcia o istnieniu gadów zastanawiałam się mocno nad dziwnymi reakcjami dziecka przy okazji takich kontaktów. Ale na publicznym forum wolę nie rozgrzebywać szczegółów…
lut 01, 2012 @ 17:38:29
o to ja się nikiem zasugerowałam, a to płeć żeńska Pumpel
Widzę, że mamy podobną sytuację.. moje dziecko reakcje po spotkaniu ma czasami przerażające, bo idą w fizyczne np. wymioty itd.. ale staram się tego “nie wzmacniać” w sobie i chyba skutkuje..
lut 01, 2012 @ 17:53:28
Tak, jestem pumpel żeński
Ano, wymioty też były… Zwłaszcza za czasów jeszcze noworodkowych – ja brałam na ręce, dziecko odbijało i zasypiało. Brał mąż – wymiotowało za każdym razem. Albo nagłe płacze z niewiadomego powodu. I jeszcze inne reakcje. Teraz to już przeszłość, ale mam wrażenie, że uciekłam w ostatniej chwili.
sty 31, 2012 @ 22:23:23
Jak sie nie UFA to sie nie waha wahadlem.
sty 31, 2012 @ 22:41:18
naucz się najpierw pisać poprawnie UFO
a potem nadawaj [hehehe]
lut 01, 2012 @ 18:18:42
a co to wahadło ma robić ? paski, czy kółka, w którą stronę?
może byście coś napisali o swoich metodach …
lut 03, 2012 @ 12:55:58
Tu pewnie powinien się wypowiedzieć ktoś z większą wiedzą i doświadczeniem… Mogę tylko powiedzieć, że wahadełko nie tyle “ma coś robić”, ile po prostu jakoś się zachowuje i sęk w tym, żeby to zinterpretować. Ja ze swoim wahadełkiem na samym początku “umówiłam się”, że ruch okrężny znaczy OK, a wahadłowy wręcz przeciwnie. Dochodzi jeszcze intensywność ruchu, czyli może być bardziej lub mniej OK itd.

Zaznaczam jednak, że nigdy w życiu nie uczyłam się wahadełka używać tzn. nikt mi nie mówił nic na ten temat. Po prostu dawno, dawno temu, kiedy w nowym mieszkaniu nie dało się spać, pod wpływem impulsu zrobiłam wahadełko własnym przemysłem i wykorzystałam do przemeblowania. Pomogło
Po czym zapomniałam o tym na kilkanaście lat. Pod wpływem lektury umieszczonych tu artykułów, “odkurzyłam” wahadełko i eksperymentuję. A ono czasem wyczynia rzeczy, których nie rozumiem: zmienia sposób kręcenia, czasem ciągnie albo popycha rękę w którąś stronę… Generalnie mam wrażenie, że dużo mówi, tylko w obcym języku
Przy okazji pytanie, na ile bezpieczne jest takie eksperymentowanie z wahadłem?
lut 03, 2012 @ 15:26:47
tak, tak dobre pytanie, może niech nam Andrzej coś napiszę w przypływie wolnej chwilki.. prosiMy
lut 03, 2012 @ 22:17:01
Na stronie:
http://www.cudownyportal.pl/user.php?user_id=kluza
macie 4 artykuły pod wspólnym tytułem: Analiza czakramów, tam jest napisane jaka jest moja konwencja mentalna przy wahadłowaniu.
Co do bezpieczeństwa, to nie podłączam się bezpośrednio pod cokolwiek, natomiast proszę Wyższą Jaźń o kontakt i o informacje. Wtedy taki ktoś nie ma poczucia, że jest badany, nie linkuję do niego, ani on do mnie.
lut 03, 2012 @ 22:44:04
No właśnie już przeczytałam
Ale przy wahaniu czakr i ciał wychodzą mi rzeczy, których tam nie widzę. Np. niektóre ciała jakby przesunięte w prawo – czy to pogryzienia mogą się tak objawiać? Albo elipsa, która krąży – tzn. nie jest tylko pionowa ani tylko pozioma, tylko się przesuwa po okręgu?
Dopytuję się tak upierdliwie, bo temat mnie zafascynował
lut 05, 2012 @ 03:45:03
dobrze! Te dodatkowe znaki to oczywiście dodatkowe informacje.
Jak je interpretować i czy dojdziesz do znaczenia tych znaków – zależy od Ciebie. Ja w medytacji pytałem Wyższą Jaźń i tak się uczyłem.
Informacji jest dużo, np. u mnie wirująca elipsa oznacza kodowania i to pewnie specjalnego typu, takie “zmyślne”, zrobione intencjonalnie przez ludzi [w odróżnieniu od kodów przyjmowanych w ramach obciążeń "organicznych"].
Przesunięcie kółka w wahaniu oznacza u mnie zaburzenie równowagi – w poziomie [równowagi yin-yang], a w pionie [ku duchowi a w dół ku materii].
Czy u Ciebie tak będzie – nie wiem, trzeba próbować.
lut 04, 2012 @ 14:21:46
A z jakiego powodu się waha? Czy jest to ciekawość?
Czy to nie uzależnia?
lut 05, 2012 @ 03:51:20
“waha się” z podobnych powodów, z jakich się zadaje pytania.
lut 05, 2012 @ 09:52:08
No właśnie
Czyli można pytać tylko z tzw. “czystej ciekawości” – dla samego pytania (dla zabawy, z przyzwyczajenia, z nudów, żeby coś z czasem zrobić itp.), ale można też pytać dlatego, że informacja, którą chce się uzyskać, ma dalej czemuś posłużyć
Przy pytaniu mogą być różne intencje. Mogą być np. takie, żeby zdobyć nad kimś przewagę i później nieetycznie ją wykorzystać. Ale mogą też być choćby takie, żeby kogoś lepiej zrozumieć, żeby być w stanie udzielić mu pomocy, wsparcia, uświadomić coś, pomóc rozwiązać jakąś trudną sytuację itd. Także pytać można z różnych powodów, prawda?
lut 05, 2012 @ 21:13:20
Tak właśnie jest.
lut 05, 2012 @ 21:43:25
> Przesunięcie kółka w wahaniu oznacza u mnie zaburzenie równowagi – w poziomie [równowagi yin-yang], a w pionie [ku duchowi a w dół ku materii].
Tak! Dokładnie o to chodzi!
Tylko nie bardzo kojarzę, jak takie zaburzenie w kierunku yang lub yin może się objawiać, np. dajmy na to ciało astralne to emocje, czyli przesunięcie w kierunku yang to jakaś większa agresja czy entuzjazm? A yin? Smutek? Czy jakaś taka rozlazłość emocjonalna? Chyba coś źle myślę ;-/
> kodowania i to pewnie specjalnego typu, takie „zmyślne”, zrobione intencjonalnie przez ludzi
Tzn. świta, ale mam wrażenie, że krążę wokół tematu, a sedno gdzieś umyka. Zresztą czuję to nawet fizycznie jako ciężar na czole, który nasila się, kiedy tej czakry intensywniej używam.
Hmm, przychodzą mi tu na myśl różnego rodzaju inicjacje, ale i uzależnienia, klątwy… Bym bardzo chciała wiedzieć co to, bo coś takiego mam na 3 oku, ale nic mi nie świta
> Ja w medytacji pytałem Wyższą Jaźń i tak się uczyłem.
Zresztą nawet dziś – sięgnęłam po karty anielskie, a tam “Poszukaj w swoim wnętrzu, wiesz więcej, niż ci się zdaje”. No i co mi z tego, że wiem, skoro nie wiem, co wiem?
Taaa… Moje rozmowy z WJ/ opiekunami/ aniołami to czasem niezła polka. Zadaję pytanie, a w odpowiedzi dostaję rozbawienie i coś w rodzaju “no co ty, naprawdę nie chcesz sama do tego dojść?” Po czym męczę się tygodniami albo i miesiącami, zanim cokolwiek wyczaję
lut 06, 2012 @ 23:48:20
> w kierunku yang to jakaś większa agresja czy entuzjazm? A yin? Smutek? Czy jakaś taka rozlazłość emocjonalna? Chyba coś źle myślę ;-/
kombinuj, próbuj, weryfikuj z rzeczywistością, z zachowaniem danego człowieka, i będziesz wiedziała.
lut 05, 2012 @ 22:13:00
> Zadaję pytanie, a w odpowiedzi dostaję rozbawienie i coś w rodzaju
> „no co ty, naprawdę nie chcesz sama do tego dojść?” Po czym
> męczę się tygodniami albo i miesiącami, zanim cokolwiek wyczaję
> „Poszukaj w swoim wnętrzu, wiesz więcej, niż ci się zdaje”
A czy nie o to właśnie chodzi w rozwoju duchowym, żeby zamiast pozyskiwać informacje przez ciągłe pytania kierowane na zewnątrz, pracować z samym sobą, ze swoim wnętrzem?
To przez nie odbierać i siebie, i innych? W nim postrzegać? Wyczuwać w najbardziej naturalny, najprostszy sposób, bez żadnego “pośrednictwa”? Dochodzić do prawdy samodzielnie, niejako wewnętrznie dojrzewać do niej we właściwym czasie?
Ćwiczyć cierpliwość to dobra rzecz. Czy nie lepsza niż drogi na skróty?
lut 06, 2012 @ 23:47:10
Tak właśnie jest, wiemy więcej niż nam się zdaje. WJ na to naprowadza, aby poznać własne odczucia, poznanie wewnętrzne, na tym polega rozwój – praca własna. To jest rodzaj studiów. One są w dużej części dostępne “od zaraz”, tyle, że trzeba mieć pragnienie, aby je podejmować.
> Bym bardzo chciała wiedzieć co to, bo coś takiego mam na 3 oku, ale nic mi nie świta
Tzn. świta, ale mam wrażenie, że krążę wokół tematu, a sedno gdzieś umyka.
To akurat dobrze wychodzi w sesjach, terapiach, i jest od razu oczyszczane. Jeśli tak z marszu nie pokazuje się, widać potrzebna jest dodatkowa praca, zaangażowanie terapeutyczne. Dlatego tylko świta, i może dobrze, że się nie pokazuje.
lut 05, 2012 @ 22:22:29
Masz rację
Od lat to sobie powtarzam, a moja żądza wiedzy ciągle swoje
lut 05, 2012 @ 22:33:55
To może coś tam do okiełznania
“Jeszcze tylko jednego papieroska?”
lut 05, 2012 @ 22:38:47
Papieroski – nie, dziękuję, ale chyba jesteś blisko
lut 10, 2012 @ 12:15:14
> wiele cennych danych może też pochodzić z zewnątrz
Oczywista sprawa, że cały czas następuje jakaś wymiana między nami a otoczeniem – czegoś dowiadujemy się od innych, inni czegoś od nas… W końcu wszyscy jesteśmy częścią większej całości.
> To akurat dobrze wychodzi w sesjach, terapiach, i jest od razu oczyszczane. Jeśli tak z marszu nie pokazuje się, widać potrzebna jest dodatkowa praca, zaangażowanie terapeutyczne.
Przerosło mnie. Musiałam odpuścić na trochę i zająć się “uziemianiem”. Ale mam wrażenie, że roboty z przemyśleń wystarczy na najbliższych parę lat. Co do terapii, rozumiem, że chodzi o regresing? Może jakieś namiary na kogoś godnego polecenia w Warszawie lub okolicach? Bo sama chyba tego nie ogarnę.
Właśnie też do tego dochodzę. Wnioski z ostatnich dni mam takie, że już sama nie wiem, czy to “góra”, czy za dużo fantasy się naczytałam
sty 31, 2012 @ 23:23:32
Oj tam,oj tam. Ale Ty jestes
. A myslalam,ze sie przemyci
.Jak widac ,,myslenie nie jest moja mocna strona,, hahaha.