Dusza i Duch

Na początek pewne określenia cząstek istoty, aby wiadomo było o czym mowa:

Duch i Wyższa Jaźń

Duch jest częścią Boskiej energii, która się zindywidualizowała i opuściła w świat w celu przejawiania się. Duch jest poza czasem. Duch – jest najbardziej wzniosły ze wszystkich składowych istoty. Jak tutaj rozumieć słowo “wzniosły”? Wzniosły to jakby “święty”, sakrum, bliższy Bogu przeciwny do profanum. Jeśliby Duch był człowiekiem, to byłby silnym, bardzo zdecydowanym mężczyzną.

Ducha istoty ludzkiej można porównać do potężnego parowozu pod parą, który ma wiele energii i jest skoncentrowany na działaniu, na wdrażaniu pomysłu w życie. Jest to pomysł z wysokiej półki, pomysł samego Boga. A więc potęga, wielkość, rozmach. Takie cechy Ducha można dostrzec w opowiadaniach z terapii Arnolda Mindella ["O pracy ze śniącym ciałem" i in.], gdzie Duch się istotnie czasami pojawia, gdy stawiane są zasadnicze, głębokie pytania.

Tutaj jeszcze kilka słów o tym, co nazywam Wyższą Jaźnią, dla wyjaśnienia sytuacji.

Wyższa Jaźń to nie jest Dusza człowieka, to nie jest też jego Duch, ani osobowość.

Wyższa Jaźń to jest ta istota, która dana jest każdemu z nas do opieki. [opieki nad Duszą, Osobowością i Świadomym Ja - można sobie przypomnieć modlitwę do Anioła Stróża]. Niektórzy nazywają ją Duchem Opiekuńczym, niektórzy Aniołem Stróżem.

Ważne jest to, że Wyższa jaźń jest istotnie wyższa, czyli rozumie sytuacje szerzej niż my, widzi więcej, więcej bierze pod uwagę. Uwzględnia wydarzenia w dłuższym horyzoncie czasowym, nie tak jak my, czasami chcielibyśmy coś “na już”. Dlatego warto się zwracać do Niej o pomoc, o prowadzenie, o błogosławieństwo, prosić o kontakt z Bogiem. Taki kontakt z WJ nawiązywałem wiele razy, wiele razy podpowiadano mi jaki sposób patrzenia przyjmować, jak się odnosić do jakiejś sytuacji czy człowieka. Moja witryna jest generalnie zbudowana na podstawie takiego wsłuchiwania się w to, co Wyższe Jaźnie chcą przekazywać. Oczywiście większość z tych rad wiązała się z koniecznością odłożenia na bok moich dotychczasowych pomysłów, czy też rozwiązań – pomysły WJ zwykle są nie z tej półki. Pytanie, czy warto? Każdy musi sobie na to sam odpowiedzieć. Osobiście jestem typem eksperymentatora, dopiero po wypróbowaniu jakiegoś rozwiązania jestem skłonny wierzyć w to, co jest mi mówione.

_______________________________________________________________________

Dusza

Wróćmy do opowiadania o Duszy. Skończyliśmy na tym, że z pomysłu Boskiego powstaje Duch, który bardzo chce się przejawiać. Jako, że Duch bezpośrednio nie jest w stanie się przejawiać, wytwarza się Dusza. Duch jest bezczasowy. Dusza jest zarówno w sferze bezczasowej jak i czasowej, jest w obu.

Dusza ma pragnienie doświadczania w celu gromadzenia przeżyć. Dzięki temu po części może realizować się pragnienie ducha ku przejawianiu się, a po części realizuje się plan tworzenia się zindywidualizowanej, świadomej siebie jaźni istoty.

Jeśliby Dusza była człowiekiem, to byłaby kobietą, niewiastą. I tu istotnie jest metaforyczne potwierdzenie biblijnego mitu o stworzeniu kobiety z żebra mężczyzny.

Dusza nie jest aż tak bardzo wzniosła, jak niektórzy uważają. Ma w sobie sporo codzienności, sporo “profanum”, jest nieco dalsza od szczytnych idei, od Boga niż się ludziom wydaje.

Dusza trochę podobna jest do konia. Nie jest specjalnie narowista, chociaż jest potężna i można ją pod pewnymi warunkami wykorzystać w pracy. Jednak ma swoje mocne przekonania i może być bezwzględna, razem ze zrzuceniem jeźdźca.

Jeśli Dusza jest koniem, to my jesteśmy jeźdźcem, przynajmniej na to wcielenie.

A tak można pokazać sytuację, gdy spotkają się dwie bratnie, pokrewne dusze:

Napisałem tekst z przykładami pokazującymi osoby o różnym wieku duszy:  całkiem spora lista [link].

Opowiadanie o starych duszach i ich przeżyciach – nie są takie jak innych ludzi.

Nazywam Duszę “kosmicznym łonem”. Tu więcej o tym, jak dusza nas wspiera.

Dusza jest o wiele bardziej zorientowana w życiu, w tym, co się dzieje, połączona z otoczeniem, bardziej niż nam się zdaje.

Dusza ma holograficzny wgląd w czas, co oznacza, że nie ma dla niej specjalnie znaczenia czy coś jest wcześniej, czy później.

Jak rozumieć w takim razie czas?

- czas jest pewnym rodzajem “przestrzeni”, na pewno wymiarem, który – jeśli utworzony – daje dodatkowe możliwości, których sama przestrzeń duchowa nie posiadała. Daje możliwość zmiany. Bez czasu nie ma zjawisk zmiennych. A jakie szczegółowe możliwości – sami wiecie, bo żyjecie w czasie i widzicie – to wszystko, co się zmienia, to daje nam sposobność do ustosunkowania się, rozwoju.

Duszy nie daje się uprościć

Praca z Duszą określana jest przez Thomasa Moore jako “pielęgnowanie Duszy”, czy wręcz “uprawa duszy”, tak jak uprawa pola.

Czym jest pielęgnowanie duszy w codziennych warunkach?

Uprawa duszy, jest czymś innym niż rozwój Ducha. Dusza jest połączona z Wiecznością. Dusza jest skomplikowana, niejednolita, niejednorodna. Stąd też w duszy istnieją absurdy [jedna część może uważać coś przeciwnego niż inna]. Dusza karmi się własną nieracjonalnością.
To tłumaczy, dlaczego w czasie silnego napięcia emocjonalnego postępujemy nieracjonalnie, głupio.

Wielu ludzi nie chce dopuścić do siebie tego faktu, w imię podtrzymania swojego dotychczasowego wizerunku.
Niełatwo jest bowiem przyznać się do tego, że u siebie samych mamy wiele obszarów sprzecznych, absurdalnych i niezrozumiałych dla nas samych.

Niektórych spraw się nie da uprościć.
Duszy nie da się uprościć.

Serce stanowi tajemnicę. Nie zagadkę, którą można odgadnąć, ale tajemnicę w znaczeniu religijnym, wymykającą się manipulacjom.
W stosunku do duszy ludzie próbują jednak stosować ten sam mechanistyczny i strukturalny sposób myślenia, który służy do opisu technologii zbudowanej przez człowieka.

Dusza nie jest szczególnie wzniosła. To Duch jest wzniosły.
Jednak Dusza ma możliwość kontaktu z Wiecznością.

Budzenie się duszy jest tak bolesne, jak fizyczny poród, mimo iż daje także wiele radości. Przebudzanie się duszy, jej wyrażanie daje poczucie wielkiej żywotności, poczucie doznawania chwili obecnej.
Czesto się jednak łączy z koniecznością podjęcia ryzyka uczuciowego.

Także z powodu tego bólu narodzin wielu ludzi nie chce doświadczać przebudzenia duszy. I żyje do końca życia bez obudzenia własnej duszy.

“Gdy masz wybierać pomiędzy rozumem a sercem, zawsze wybieraj serce.”
[R. H. przed śmiercią]

Oczywiście znajdą się osoby, które będą twierdziły, że jeżeli człowiek wybiera działanie motywowane sercem, to nie będzie się posługiwał rozumem.
Kwestia jest taka, że tacy ludzie mogą nie uświadamiać sobie, że gdy się działa z pobudek serca, umysł może nadal dobrze działać! Nie trzeba go wyłączać.

Uważam, że rozum powinien być podporządkowany sercu, a nie odwrotnie.

Dusza jest nieśmiertelna

Z tego powodu, trzeba patrzeć na Duszę jako na tą cząstkę, która z nami przeżywa życie, ale nas przeżywa i idzie dalej. Następuje kolejna inkarnacja tej samej duszy.
Pewien kolega trochę ma kłopoty z pieniędzmi. Jego Dusza już jest stara i sporo przeżyła, i ma pewne zapatrywania na życie, na świat, niekoniecznie takie, aby mieć pieniądze. Kolega za to właśnie tych pieniędzy potrzebuje, bo literalnie nie ma na rachunki. I co tu począć? Odpowiedziałem tak:

“..chyba to co wiem o Duszy nie jest zbieżne z huraoptymistycznymi zapatrywaniami osób wyznających filozofie łatwego tworzenia pieniędzy.. Łatwe to może jest dla młodych dusz..

Dusza zwykle ma za nic czy kogoś [osobowość] boli, czy też nie w związku z tym, jak się życie toczy, jakimi drogami. Dusza idzie jak wyżeł przez bagno, nie oglądając się, czy to może kogoś zabrudzić, boleć, powodować niechęć, zgorszenie, dezaprobatę, czy tp. Ważne dla niej są przeżycia.

Dla Duszy jest jasne: ona ma wiele wcieleń, realizuje plan maksymalizacji doświadczeń i wiele więcej ją nie obchodzi. Uważa że to ONA ma inkarnacje [kolejne osobowości], nie zaś, że konkretna inkarnacja ma duszę. I tak sobie pomyśl, co z takim „kimś” na karku [z Duszą] można osiągnąć? [zwłaszcza jeśli Dusza stara i jeszcze trochę poobarczana różnościami].

W takim kontekście można umieścić swoje „zależy mi, bo chciałbym zarabiać dobre pieniądze”..

Owszem, można z Duszą rozmawiać czy aby nie chciałaby zarobić „dobrych pieniędzy”, a jeśli tak to na jakich warunkach i w jaki sposób. Do niektórych argumentów Dusza się przychyla. Wręcz, jeśli istotnie czegoś chce, to ustala sobie z innymi Duszami, że będzie tak jak chce i wydarzenia się układają po jej myśli. Ja kiedyś tak miałem, jak Dusza na Ursynowie widząc latające samoloty z Okęcia powiedziała: „też tak bym polatała”. OK! – mówię od razu na to do niej – to sobie to załatw, ja jestem za [co ja będę jeszcze Duszy załatwiać drogie przeloty samolotowe? niech sama działa, jak ma potrzebę :) ] . I za miesiąc szef w pracy mnie pili, abym złożył podanie o stypendium do Kanady. Pojechałem – poleciałem! samolotem 11 godzin w jedną i drugą stronę. I nalatała się Dusza moja i poczuła się usatysfakcjonowana i poczuła że ma dość tego doświadczenia. Ja zaś zrozumiałem, że mogę asystować mojej Duszy w jej peregrynacjach ziemskich – a nie oznacza to, że wszystko mi się będzie super podobać.

Dusza młoda to taka, którą można zapakować do walizeczki, ładnie, schludnie, i jedziemy gdzie chcemy. Robimy też generalnie, co chcemy, co ososbowości przyjdzie do głowy. A dusza się przygląda, często przeciera oczy i się uczy.

Dusza dojrzała to taka, która się mieści do samochodu ciężarowego, czasami z przyczepą. Już łatwo nie jest, jest dość czasami ciężko i na zakrętach zarzucać może, ale jeszcze się w miarę jedzie. I własne cele jako tako można realizować, bez większego trudu.

Ale stara Dusza nie daje sobą łatwo prowadzić – jest jak długi i często ogromnie ciężki pociąg! i to nierzadko jadący dość sporym kłusem. Wyobraź sobie ciężką lokomotywę elektryczną i czterdzieści wagonów, dla obrazu – wypełnionych po brzegi węglem. I to wszystko posuwa się po szynach z dużą czasami prędkością!
Wykrzesać zmiany, spowodować zmiany u takiej Duszy jest trudno – podobnie trudno zatrzymać, czy choćby zahamować pędzący, z wypełnionymi po brzegi wagonami pociąg towarowy!, trudno jest go przekierować na inny tor, w innym kierunku.

Pierwsze co radzę ludziom, to to, aby nie przepadli gdzieś w tym kłusie [żeby nie dali sobie zrobić krzywdy, bo Dusza może nimi akurat mocno poniewierać], dopiero potem można myśleć o jakim-takim nawigowaniu: jest to czasami trochę podobne do galopowania na rozpędzonym byku.

Jednak jest dobra wiadomość. Dusza jak widzi i czuje Świadome Ja w działaniu to przestaje powoli ingerować, powoli wycofuje się – uznaje, iż jej cel [utworzenie się Świadomego Ja] został osiągnięty. Wtedy – dla ciekawości powiem :) – zwykle ludzi opanowują odczucia braku celu czy też nawet depresja [jak sobie pomyśli gdzie żyje i kim jest].

Wtedy praktyka rozwoju duchowego przydaje się wielokrotnie aby jakoś zacząć żyć bez napędu od Duszy. Aby mieć własne cele, i własne chęci do ich realizacji. Bo już Dusza może nie być zainteresowana we wspieraniu tych celów swoim napędem, swoją dużą [i obserwowaną dotąd mocą].

pytanie:

“Dzieki za odpowiedź, jest przejrzysta dla mnie, szczególnie dobry jest przykład że to dusza uważa że ma nas a nie my ją :) swoją drogą to dziwne że inkarnacja jest inteligentniejsza od duszy :)

Dusza którą opisujesz, bardzo przypomina koncepcję podświadomości, co do milimetra, podobnie można z nią rozmawiać, wydaje się ograniczona, czasem się oddaje średniemu Ja i ono traci poczucie sensu istnienia.

Czyli jakby myślokształt astralny.”

Odpowiedź:

“Moje koncepcje Duszy są oparte i o Leszkową podświadomość, i o opisy T. Moora i jeszcze innych. I są z większością z nich zgodne. Tak więc jest to np. rozwinięcie regresingowego opisu podświadomości.

Inkarnacje z reguły są inteligentniejsze od DUszy [patrz mój art "dusza - kosmiczne łono"], Dusza jest „kołyską” dla inkarnacji i dla Świadomości. Taka jest jej rola.
A która kołyska jest inteligentniejsza od dziecka, które w niej leży? Żadna.

Tak ma być, bo inaczej jak mogłaby nastąpić ewolucja świadomości? Duch zstępujący od Boga nie jest siebie świadomy [poczytać można "Rozmowy z Bogiem" - tam to jest dobrze opisane]. Dopiero na poziomie doświadczeń materialnych, pojawia się ego, świadomość siebie i inne rodzaje świadomości.

Niemniej jednak tyle jest kłopotów na tej drodze, że co i raz w tym procesie następuje reset jak w komputerze. Dana inkarnacja [czyli dany ktoś] nie radzi sobie na tyle, że po prostu choruje, starzeje się, i traci swoją fizyczną powłokę. I Dusza częściowo zwija się z tego świata, i po jakimś czasie ponownie się wciela. Taki proces z duchowego punktu widzenia oczywiście ma wiele korzyści, natomiast z punktu widzenia osobowości jest to tragedia. Ponieważ osobowość ulega całkowitej destrukcji.

Z punktu widzenia Duszy kolejna inkarnacja to jakby kolejny dzień. My też, co wieczór, zasypiając, mamy swoje osobiste wejście w stan bez pełnej świadomości, i odradzamy się na nowo rano.

Gdy masz na tyle świadomości, że to rozumiesz, możesz pracować z Duszą zupełnie na innych zasadach.

Czy będziesz przy tym długowieczny – zależy to od Ciebie i Twoich umiejętności utrzymywania się przy życiu. Jednakże samo życie nie stawia jakichś mocnych ograniczeń. To ego je stawia poprzez swoje wymagania. I tym samym ego prowadzi do zguby inkarnacji [osobowości]. Paradoksalne – ego, które służy do rozpoczęcia procesu indywiduacji, gdy nie jest w odpowiednim czasie porzucone, … staje się kamieniem u nogi, który ciągnie w głębinę.

Dusza widziała już wiele, wiele swoich inkarnacji. Już więc nie rozpacza ani nie jest przywiązana szczególnie do którejkolwiek – miała ich na pęczki.

Aby więc wysforować się jako kapitan całego tego bałaganu, aby kolejny raz nie przegrać z kretesem, to co trzeba?

Ano trzeba skorzystać z wiedzy reinkarnacyjnej, często trzeba sobie wywrócić do góry dnem cały system przekonań o sobie i o życiu. I – jako „mały dodatek” – zrezygnować z przlgnięć i niechęci w życiu [łatwo powiedzieć, trzeba osiągnąć stan działania bez przywiązywania się do efektów działań. Wtedy już droga prosta do tego, co „się chce”. :)"

Dusza w związkach.

Jeśli pragniemy bliskiej relacji między sobą, musimy pokochać i zaakceptować mniej racjonalne aspekty duszy.

Domaganie się doskonałości od siebie i od innych jest najbardziej niszczącym z elementów związku.

Podstawowym problemem osób zaangażowanych w związek jest powierzchowność patrzenia na problemy pojawiające się w związku. Ludzie zakładają, że życie psychologiczne jest czymś niezwykle prostym.

Jeśli coś nie gra - chcą to "załatwić", nie szukając przyczyn,
tylko chcąc zmienić [zmanipulować] widzialne efekty procesów,
których nawet nie domyślają się.

W ten uproszczony sposób ludzie starają się postępować ze swoimi partnerami, operując podstawowymi, ogólnymi pojęciami. Wydaje się mu, że uda się mu ogarnąć, skontrolować duszę swego partnera.

A to nieprawda, tak się nie da.
Drugi człowiek to nie kukła, nie manekin na wystawie,
którego można przemodelować, jeśli coś nie pasuje..

Człowiekowi, który pragnie uprościć zagadnienia wnętrza ludzkiego nie udadzą się zamysły.
Nie uda mu się, ponieważ dusza jest bardziej bogata niż proste próby objęcia jej rozumem.

Dusza ma bowiem dostęp do Nieskończoności i Wieczności.

Niełatwo odsłonić duszę i zaryzykować pokazanie własnej bezbronności i uwierzyć w to,
że druga osoba potrafi zaakceptować nieracjonalny aspekt twojej natury.

Równie trudno zachowywać się wrażliwie i z wyczuciem, gdy Twój partner odsłania swą duszę.

Ta obustronna bezbronność to jeden z najcenniejszych darów miłości.

Gdy skupiamy uwagę na duchowym wymiarze związku, zaczynamy postrzegać związek jako obszar, w którym realizuje się przeznaczenie duszy.

Nie stawiamy wówczas pytania mechanistycznego:
:”Jak związek polepszyć, usprawnić, zgodnie z naszymi celami”.

W trosce o duszę zastanawiamy się, “co się dzieje w duszy”? Czego dusza potrzebuje, zakochując się bez pamięci? Pytamy o cel, a w odpowiedzi uzyskujemy doświadczenia tajemnicy spotkań, przyjaźni, kryzysów.

Dusza nie jest bowiem kretowiskiem, dusza jest wulkanem. I może odsłonić nam swą twórczą, gorącą naturę, jeśli do niej podejdziemy z szacunkiem.

Teksty inspirowane są książkami Thomasa Moore „W trosce o duszę” i „Bratnie dusze”.
Obie wydane w Wydawnictwie Jacka Santorskiego.

.

W TROSCE O DUSZĘ

Thomas Moore    W TROSCE O DUSZĘ,
seria: PODRÓŻE W GŁĄB SIEBIE,
ilość stron: 336

Autor, były zakonnik, psychoterapeuta – jest jednym z czołowych myślicieli i dydaktyków w Ameryce Północnej, a także w Europie. Książka „W trosce o duszę” jest poradnikiem zawierającym wskazówki, jak wcielać duchowość w życie codzienne i techniki pomocne w borykaniu się z problemami codzienności, bez żadnych aspiracji do doskonałości czy też zbawienia wiecznego. Autor wzoruje się do pewnego stopnia na średniowiecznych i renesansowych poradnikach, które cieszyły się wielkim szacunkiem i wzięciem, nigdy jednak nie składały przesadnych obietnic. „W trosce o duszę” wraz z poprzednią książką tegoż autora „Bratnie dusze” (J.S. & CO, Warszawa 1995 r.) tworzy interesującą alternatywę dla „propagandy życiowego sukcesu”, która nie pasuje wielu wrażliwym i inteligentnym czytelnikom. Obie te pozycje polecamy wszystkim tym, którzy zajmują się szeroko pojętym rozwojem osobistym, także w środowiskach chrześcijańskich.

.

BRATNIE DUSZE

Thomas Moore    BRATNIE DUSZE
seria: PODRÓŻE W GŁĄB SIEBIE
ilość stron: 272

Tajemnica dobrych związków. Miłość, przyjaźń i szacunek, do których tak tęsknimy są osiągalne, a nasze związki często można zamienić w inspirujące doświadczenia. Książka ma formę poradnika.

A oto garść pomysłów na życie, które zebrałem w telegraficznym skrócie z rozdziału
„Twórcze złudzenia romantycznej miłości”

  • Nasze zadanie: wprowadzić głębokie, prawdziwe zauroczenie do codziennego życia, przeżyć je.
  • W tym celu stosuj uzasadnioną OSTROŻNOŚĆ w poszukiwaniu miłości i fascynacji. Stosuj cierpliwość.
  • Nie bądź naiwny, realizuj miłość i seks trzeźwo i ze świadomością. Miłość i seks naprawdę warte są tego, aby trochę skupić uwagę.
  • Nie myśl, żeś mądry wkraczając w miłość – ona jeszcze Cię zaskoczy, jeszcze pokaże, co potrafi, zobaczysz!
  • Piękno miłości jest zarówno ziemskie jak i niebiańskie – odkryj oba!
  • Powoli – napięcia mogą dawać wzrost, rozwój duchowy, mądrość. Wytrzymaj – zaspokoisz i namiętności i głębsze potrzeby duszy.
  • Konfrontacja z pozoru niełączących się prawd daję nową jakość, nową perspektywę. Baw się, ulegaj Boskiej ułudzie zakochania! To zniesie troski i zmartwienia.
  • Zobacz prawdziwie Boską zabawę w miłości, zakochaniu!
  • Zarówno właściwie przeżyta depresja jak i romantyczna miłość dają duchową przemianę.
  • Problemy w miłości są nieuniknione, gdyż jest ona złożona. Potrzeba miłości romantycznej jest ogromna.
  • Zaakceptuj swój stan, który może się wydać rozszarpaniem duszy, nie naklejaj plastra na serce. [może to jest akurat stan w procesie, który chce Cię dokądś zaprowadzić?]
  • Oprócz partnerów w związku jest Dusza (Bóg). Z akceptacji trudności sam rodzi się kwiat.
  • Utknięcie = uruchomienie mechanizmów obronnych. Nie opowiadaj się za nimi, są płytkie. Zstąp do głebi przeżywania. Wybierz 3 wyjście.
  • Praca duchowa to praca u podstaw z podstawowymi przeżyciami. Wejdź w nie!
  • Miłość jest Boska, kochając spotykamy się z boskością. Intelekt to zbyt mało.
  • Kochaj! Samo to jest głębokie i szczytne.
  • Bądź ostrożny kochając, nie zaś ostrożny nie kochając.
  • „Jeżeli nasze życie jest choć odrobinę duchowe, możemy do pewnego stopnia zaufać romantycznym złudzeniom i niezrozumiałym przypływom namiętności.” 169
  • Miłość romantyczna jest jak światło w studni. Zejdź na dno.

- -

Co robić, gdy przydarzy się niepowodzenie, a nadal chcemy być z własną duszą w dobrych relacjach?

Poniższy tekst napisałem po pewnych dwóch kolokwiach z Podstaw Informatyki dla Wydziału Nauk o Zwierzętach. Jest on inspirowany książkami Thomasa Moore “W trosce o duszę” i “Bratnie dusze”. Obie wydane w Wydawnictwie Jacka Santorskiego.Wielokrotnie sam obserwowałem, że po przeżyciu porażki zarówno ja sam, jak i moi studenci wychodzą z doświadczeń dojrzalsi. Pielęgnowanie Duszy a niepowodzenia w życiu. [strona pierwotnie napisana]
To tekst dla tych, którym ciężko przychodzi przechodzenie przez kolejne zakręty losu, w tym dla mnie samego.

Pomylenie Duszy z ego

tekst z komentarza:

“Nie widzę zadnej alternatywy która dawałaby mi motywację do podjęcia zmian. Bo ja ani nie chce ciezko pracować a w szczególnosci w pracach które mnie nie interesuja ani mieszkac z innymi ludzmi na jakis stancjach i życ na walizkach ani nie umiem życ na tak niskim pozioie jak jest u nas. Po prostu moja dusza nie chce calkowicie zaakceptowac rzeczywistosci, ona chcialaby zyc w dobrobycie i dobrze sie bawic i tu jest problem, z ktorym borykam sie od dziecka, ze w glebi siebie zawsze odczuwalem niesamowita niechec do obowiazkow i pracy. Nie umiem sie tego pozbyc, pomimo ze probowalem pozbawic sie tego depresyjego stanu zarowno korzystajac z klasycznych psychoterapii jak i rozwoju duchowego. Ale to na mnie nie dziala.

Mnie bardziej potrzeba zycia samego w sobie na takim poziomie i w takich warunkach , jakie sa dogodne dla mojej duszy”

Wydaje się, że ładnie sobie ułożyłeś chęci i niechęci. Tego chcę, a tamtego nie chcę. Ja tu jestem najważniejszy i ja powinienem karty rozdawać w moim życiu, a tu nie ma tak, więc jestem w depresji.

Dodatkowo uważasz, że ten ustalony poziom komfortu jest potrzebny i dogodny dla twojej duszy.
To jest nieporozumienie, Dusza nie stawia takich warunków. To ego [osobowość] je stawia. Dusza przeżywa, tu akurat przeżywa biedę i niemożność znalezienia pracy. To jest proces Duszy, proces którego nie chcesz zaakceptować – blokujesz go swoimi nie tyle decyzjami [bo sam mówisz, że nie chce ci się nic robić].  Proces swojej Duszy blokujesz poprzez ogromnie silne postawy ego.

Natomiast to, co Ci się przydarza, twoje warunki życiowe, to właśnie takie warunki i zmiany w takim kierunku, jak Dusza chce i jakie są dla niej dogodne. Jak widać, Dusza nie ma zupełnie baczenia na ego.

Na stronie o Duszy piszę, że nie przejmuje się ona zbytnio pojedynczą inkarnacją, a raczej sobą i tym, żeby „przeżywać”, „doświadczać”. I zupełnie ma w nosie jakiej jakości jest to doświadczenie.
To ty jako osobowość ustaliłeś sobie pewne warunki, standardy i chcesz je osiągnąć. A Dusza ? Jak widać zupełnie ma to w nosie, chce czego innego. A jest silna jak czołg i tak samo bezwzględna być potrafi.

Ludzie idealizują Duszę. Jak to Thomas Moore mówi: sądzą, że jest bardziej wzniosła, niż rzeczywiście jest.

A że masz wyższe inspiracje, intuicje fajne – świetnie, lecz to jak widać na razie nic nie zmienia.

Wewnętrzne Dziecko

Pewnie nie raz słyszałeś/aś to określenie. Kojarzy się z kimś delikatnym, komu brak doświadczenia, rozeznania, kto jest w dużej części nowy na tej ziemi, czy wręcz naiwny, dziecięcą naiwnością. Owo Wewnętrzne Dziecko [W.D., nie mylić z Western Digital robiące twarde dyski :) ]. W.D. to cząstka Duszy. To z W.D. dusza czerpie świeżość, delikatność, ale też i brak rozeznania.

Można by rzec – jak to, to Dusza, która przechodzi wiele wcieleń ciągle ma coś tak mało rozwiniętego jak W.D.? A któż mówi, że Dusza jest rozwinięta? Ludzie sobie tak ją wyobrażają, ale to nie jest zgodne z prawdą. Jeśli Dusza jest jak koń, to jakże może być wielce rozwinięta? Znam wiele młodych pań, jeżdżących na koniach i w nie zapatrzonych, które powiedzą: o, koń, toż to dopiero rozwinięte zwierzę!

No fajno, ale co to za rozwój, jak koń nie śpiewa, nie programuje komputera, nie wyznaje miłości, nie buduje autostrad, itp. Młode lady będą oczywiście się sprzeczać, że “na swój sposób” koń to robi!, nawet by chciały dodać, że prowadzi samolot, ale to już chyba same widzą, że byłoby ciut zbyt przesadne.

Tak więc, patrzmy na konia i oglądajmy, że nie jest on zbyt rozgarnięty, chociaż do młodych niewiast ogromnie przemawia jego ponadludzka siła. One kochają okiełznywać ową siłę. Mają świetne odczucia. Jednak nie przydawajmy koniowi cech, których nie posiada.

WD może się uczyć w pewnym stopniu, można je do pewnego stopnia przekonać, natomiast w dużej części jest ono miejscem, gdzie chronią się kłopoty z dzieciństwa, traumy, ciało bolesne. Dużo się mówi o ochronie własnego W.D. niż o czymkolwiek innym w tym obszarze. Tak ma być, ponieważ W.D. jest delikatne, wręcz drażliwe.

Jak widzisz, Dusza jest niejednoznaczna i wiele można w niej elementów wyróżnić, które nie są ujednolicone. Im więcej tego znamy, tym bardziej znamy Duszę i jej charakter – niejednoznaczny, przejściowy, procesowy, czasami delikatny czy drażliwy, a jednocześnie momentami ogromnie silny i niebaczący na cokolwiek.

Tak – nie ma co sobie wyobrażać, że Dusza jest monolitem.

Niepowodzenia, porażka,
a rozwój duszy.

Przez wiele lat chciałem unikać niepowodzeń, poczucia, że nie umiem czegoś zrobić. Miałem uczucie, że jestem śmieszny, niedostatecznie dobry w różnych obszarach życia.
W pracy, w związkach.

Myślałem, że jeśli wystarczająco będę się starał, to uniknę nieprzyjemnego odczucia porażki, śmieszności. Myślałem o sobie, że jestem jakiś niepełny, niezrealizowany, że coś ciągle czeka na dopełnienie. Osoby, od których mogłem czerpać przykład życia – starsi ode mnie – także wydawali i wydają się często zagubieni w szaleńczym pościgu za “sukcesem”. Tak dużo już osiągnęli, w moich oczach, a nadal, tak jak ja, nie posiadali przekonania, że osiągnęli wystrczająco dużo. To zmniejszało moją motywację. Jeśli bowiem bardziej doświadczeni błąkają się w poszukiwaniu sukcesu, sensu życia, to dlaczego ja mam iść ich ścieżką? Dlaczego ośiągać kolejne szczeble, jeśli “po tamtej stronie” nie ma poczucia spełnienia?

Starałem się, oczywiście wielokrotnie udawało mi się osiągnąć sukces. Jednak ciągle myślałem, jak być jeszcze lepszym, jak się wyzwolić z tej nieprzyjemnej aury niecałkowitej doskonałości. Byłem uczony ideałów, które pochodziły jeszcze z romantyzmu. Gdy one padały, brały górę płaskie jak deska nauki pozytywistyczne, które mi się zupełnie nie podobały, ponieważ traktowały człowieka, mnie, jak bezduszną maszynę.

Książki, które przeczytałem, dały mi dużo do myślenia. Stwierdziłem, że to, co chciałem osiągnąć, może nie jest do osiągnięcia. A przynajmniej nie jest możliwe bezwzglęne, doskonałe osiągnięcie, np. szczęścia, swobody, bogactwa, itp.
Więcej, ten stan niedoskonałości, który mnie uwierał, jak czytałem, być może jest stanem naturalnym, a co więcej, paradoksalnie, pożądanym. [Nie, żebym był masochistą, bo nie lubię czuć się niekompetentny, nie lubię porażek.]
Na tą chwile się z tą nieuniknioną niedoskonałością jeszcze nie pogodziłem tak “na głowę”, ale czuję, że jest to prawda. Co więcej dowiedziałem się, że w tym procesie kryje się głębia.

Niepowodzenia na studiach, w pracy, w związku.

Niepowodzenia nas niszczą, osłabiają naszą wiarę w nas samych. Są zwykle nieodłącznym elementem zstąpienia ducha w ograniczoność świata ludzkiego. Z punktu widzenia duszy niepowodzenie to jednak nie problem, niepowodzenie to misterium.

Nie chodzi o to, oczywiście, że powinniśmy zabiegać o porażkę. Jak mówią prawa Murphy’ego, niepowodzenia same nas znajdą :-) .

Nie chodzi też o to, aby zaniechać aktywności. Każdy z nas potrzebuje aktywności. Ale potrzebuje również motywacji dla tego, by postawić kolejny krok, by działać na codzień, wykonywać czynności należne dla siebie. Taka motywacja jest potrzebna, jednak nie można jej znaleźć w idealiźmie ducha. Idealizm, młodzieńcze wyobrażenie o dużych możliwościach, o braku barier i kłopotów w życiu, zwykle się kończy.
I albo:

  • człowiek popada w depresję, przyjmuje postawę negatywnego narcyzmu: “ja jestem do niczego”. brak mu perspektyw, nadziei, albo
  • zacznie przypisywać winę otoczeniu: “to oni są do niczego i do niczego są układy panujące na świecie”. Cynizm, negatywne myślenie.

W obu przypadkach utrzymuje się wielkościowa fantazja sukcesu oraz bolesne poczucie klęski.

Lubując się w niepowodzeniu, pławiąc się w nim – zamiast pozwolić, by porażka skruszyła nasze serca – uciekamy przed ową niajistotniejszą i najbardziej dobroczynną dla naszej duszy właściwością klęski.

Wydawałoby się, że są to jedyne drogi po upadku ideałów. Jednak jest także inna.

Nieuchronna degradacja.

Trudności hartują duszę, dodają jej wymiaru, realizmu.

Jeśli nie mamy przekonania co do sensowności przeżywania niepowodzeń, poczucia niekompletności, odczuwania własnej ułomności, wydania się innym “głupim”,
– to takie trudności duszę mogą osłabiać.

Któż bowiem lubi, żeby mówić mu, iż sobie nie poradził, kto lubi być odrzucany, kto lubi dostawać negatywne stopnie, kto lubi mieć mało pieniędzy na koncie? Chyba tylko masochista. Dla normalnego, przeciętnego człowieka takie przeżycia są przyczyną przygnębienia, osłabienia.

Często samo życie “skrzeczy”, podstawia nam kłody pod nogi, odbiera nam nadzieje lub ogranicza zakres naszej wolności, zupełnie nie tłumacząc, dlaczego tak się dzieje. Możemy czuć się wtedy osłabieni, bez motywacji, przegrani.

Nie chcemy się angażować w coś, co boli, co może nie wyjść, co pachnie porażką. Odsuwamy się wtedy, dystansujemy, co jest zresztą zupełnie zrozumiałe. Nie chcemy cierpieć, nie chcemy płacić, jeśli nie wiemy za co płacimy.

Jednak gdy ktoś nam powie, dlaczego mamy płacić cenę zmęczenia, pracy, zaangażowania, że jest jakaś wartość, którą w zamian otrzymujemy, możemy zastanowić się, czy nie wejść w taki układ.

Dopóki nie pojmiemy alchemii porażki, jej złożonego sensu, nasze szanse na sukces są niewielkie.

Jung wyjaśnia, że “umartwienie” (załamanie, złamanie psychiki, ego), jest niezbędne, aby mogła zamanifestowała się wieczność. Niespełnienie się naszych oczekiwań łączy nas z niewypowiedzianym. W chwilach porażek odkrywamy, że ludzkie ambicje nie są najlepszymi drogowskazami w życiu i pracy. Sukcesy jeden po drugim nie wykształcają głębi człowieka.

Wzniosłe ideały potrzebują pewnej degradacji, jeżeli mają odegrać twórczą rolę w życiu człowieka. Misterium to aktywujemy za każdym razem, gdy wcielamy jakąś ideę w życie. Czy idziemy na studia, czy przystępujemy do egzaminu, czy angażujemy się w związek, czy podejmujemy jakąś pracę. Słyszymy: “należy się liczyć z kłopotami”. Więcej: one są nieuniknione. Jednakże ważniejsze od kłopotów nas spotykających jest nastawienie wobec nich. Ważniejsza jest postawa wobec odczuć, które się w nas wówczas pojawiają.

W procesie działania czysta inspiracja zostaje zanurzona w świat człowieka, wcielona w życie. Doskaonałość przynależy do świata wyobraźni. Zanurzając się w materię, doznaje poczucia niespełnienia tylko dlatego, że pochodzi ze sfery ideałów. “Twarde hamowanie” jest nieuniknione. Poczucie niedostosowania, odczucie, że jest się niedostatecznie dobrym, zdatnym do danego rodzaju działalności są więc naturalne. Nie musimy się dziwić, że rozpoczynając np. związek nie umiemy się zachować. To tak ma być.

To nie jest najważniejsze, jak szczytne ma ktoś ideały, lecz czy potrafi chociaż część z nich zastosować.

Wyznacznikiem człowieczeństwa nie jest wzniosłość ducha, lecz zdolność duszy do zstąpienia w materię. Wszyscy jesteśmy nieśmiertelnymi wzniosłymi duchami. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy. Wzniosłość ducha nie stanowi więc żadnej naszej zasługi.

Jednak nie wszystkim udaje się za pomocą duszy ubranej w ciało wyrazić choćby część tej doskonałości w życiu. Do tego potrzeba czasu i zaangażowania duszy. Trzeba przekonania o tym, że porażki w tym procesie są nieuniknione, są jak ciepło przy ogniu. Porażki są cechą zstąpienia ducha w ograniczoność świata.

Gdybyśmy potrafili pojąć, że uczucia porażki i upokorzenia, wywołane niepowodzeniem, mają wartość same w sobie, niepowodzenia odbieralibyśmy jako jeden z elementów życia, pracy, związku.
Gdybyśmy nie musieli czuć się osobiście oskarżeni, gdy czujemy się w jakimś momencie “głupio”, to moglibyśmy lepiej wtedy działać. Bo czucie się “głupio” w danej sytuacji nie jest naszą winą, nie powinniśmy się więc obwiniać za takie odczucia. Mamy prawo do nieadekwatności, do uczucia, że nie pasujemy, że nie umiemy się znaleźć w tej sytuacji. Tym doznaniom możemy się przyjrzeć bez oceniania. O wiele łatwiej będzie wtedy coś konstruktywnego przedsięwziąć.

Zrozumienie sensu doświadczeń.

Gdy w niepowodzeniu zaczynamy dostrzegać przejawy doskonalenia się własnej duszy, to zaczynamy odkrywać jego misterium – ukrytą wartość.
Elementami sensu trudnych doświadczeń są:

  • metamorfoza duszy,
  • nieuleganie emocjom osobistym,
  • akceptacja aspektów dotąd odrzucanych,
  • zrezygnowanie z przesadnych oczekiwań,
  • oparcie własnej postawy na własnym prawdziwym przekonaniu.

W misterium przeistaczania się duszy nie chodzi o wyrobienie prostych sposobów osiągania celów. To nie ma być “zrób to, a dostaniesz tamto”, jakby chcieli niektórzy. Proste recepty nie zaspokoją potrzeby głębi przeżyć, jaką dusza.

Nie chodzi o prostackie dążenie do efektywności, do uzyskania efektu najmniejszym kosztem. Chodzi o proces głębszy, dotyczący naszego wnętrza i jego jakości.
W procesie tym, nasze wnętrze, dusza kształci się, ma okazję podnieść swą jakość.

Jeżeli sami nie damy duszy okazji do głębokich przeżyć, to ona sama znajdzie sobie drogę do tego, aby wymóc na nas takie doświadczenia. Prostym przykładem tutaj są uzależnienia, nad którymi ludzie nie mają panowania. Palenie papierosów, nadmierne picie alkoholu, branie narkotyków. To są sposoby na uzyskanie mocnych przeżyć. Nawet napisy na puszkach od piwa o tym świadczą: “Mocne”. Mocne przeżycia. Spotykają one ludzi, którzy sami nie potrafią odnajdywać dostatecznej głębi życia, która by zaspokoiła potrzebę silnych doznań duszy. Zauważmy, że intelektualne argumenty na takich ludzi nie działają. Minister Zdrowia może apelować o szkodliwości palenia, lecz palacz nadal będzie palił. Nie z potrzeby rozumowej, i nie z przekory. Będzie palił z potrzeby duszy, potrzeby głębokich doznań.

Tyrania duszy dotyka nie tylko ludzi, którzy z jej powodu mocno cierpią, niszcząc sobie zdrowie i życie, np. paląc papierosy, czy lądując regulanie w izbie wytrzeźwień. Dotyka także takich, którzy mają obiektywnie wysoką pozycję zawodową, rodzinę, ustabilizowane życie.
Ich dusza domaga się przeżyć, których nie dostarcza kariera zawodowa czy płytkie kontakty rodzinne. I przykładowo taki ktoś zaczyna mieć duże problemy zdrowotne. Albo piastując wysokie stanowisko jest uzależniony od alkoholu. Takie rozwiązanie daje duszy pole do doświadczania. To ją pogłębia mimo, iż pozornie wydawałoby się, że takiemu człowiekowi nic w życiu nie potrzeba więcej, bo wszystko ma.

Moim zdaniem warto się interesować “uprawą duszy”, dawać jej strawę przeżyciową, refleksyjną, uczuciową, chociażby dlatego, aby uniknąć opisanej powyżej tyranii duszy, kiedy nie mamy wielkiego wpływu na to co się z nami dzieje. I kiedy możemy silnie ucierpieć z powodu wymagań posiadania doświadczeń – związków, uczuć, przeżyć. Przykładowo wtedy wiele osób nagle zaczyna chorować, lecz nie wie z jakiej przyczyny. Tzw. nieznana etiologia choroby. Nie widzą, że przedtem przez długi czas zostawiali swą duszę w odłogu, nie interesowali się nią. Teraz ona daje znać o sobie, zupełnie bezwzględnie i z niesłychaną siłą.

Gdy zgodzimy się, że dusza jest zaangażowana w procesie doznawania i przekształcania się, to możemy prześledzić, jakie mamy z tego korzyści. Bo jako przewodnik czy przewodniczka własnej duszy, możemy mieć korzyści z tego, że będziemy brać pod uwagę jej codzienne potrzeby.

Po pierwsze, możemy działać z lepszymi efektami. Poprzez zaakceptowanie własnych niedoskonałości w ramach zmian, możemy zaakceptować proces transformacji duszy, który wymaga czasu. Nie można wymagać od siebie, aby nagle się do czegoś przyzwyczaić. Aby zmiany mogły być “na lepsze”, to w jakimś obszarze trzeba zaakceptować stan “gorszości”, tego, że nie jesteśmy w nim doskonali. I należy w tej akceptacji pozostawać.
“Ja nadal w pewnych momentach nie działam tak jakbym chciał, nawet mimo tego, iż wiem, jakbym chciał postąpić. I tak jest już jakiś czas.” I nadal możemy mieć do siebie szacunek.

Możemy zauważyć ten proces przekształcania się duszy nie jako osobistą zniewagę, ale jako coś co mi się przydarza i może obdarzyć mnie jakąś nauką. Jak mówi pewne przysłowie: “Jeśli straciłeś pieniądze, nie trać nauki”.

Niepowodzenie, jako misterium, nie jest mną, a jedynie elementem wykonywanej przeze mnie pracy. Przydaża się mojej duszy, którą obdarzam szacunkiem i pozwalam jej na jej własne stany. Przykładem może być przeżycie pewnej trudności, przez które przechodzę, a które bierze początek w mojej rodzinie, w kontakcie z partnerem/ką. Ja jednak nie jestem tą trudnością. To moja dusza doświadcza, aby sie przekształcić. Chcę mieć cierpliwość dla niej, ponieważ wiem, iż wyjdzie z tego doświadczenia bogatsza.

W procesie akceptacji niepowodzenia chodzi o przyjęcie w krąg świadomego przeżywania tej części doświadczenia, która zwykle jest odrzucana.

Przykładem może być twórczość. Bywa ona przesadnie idealizowana. Myślimy o niej zwykle z punktu widzenia idealizmu, pełnego romantyzmu i wzniosłych fantazji o wielkich wyczynach. Z tej perspektywy większość prac nie dość, żę jest przyziemna, to jeszcze pospolita i monotonna. Tak wydaje się naszemu ego, naszemu umysłowi.

Po “ściągnięciu na ziemię” idei twórczości okazuje się, że prawdziwa twórczość może być i jest zawarta w zwykłych działaniach. Z każdego, nawet prosteg doświadczenia możemy wyciągnąć coś dla duszy, coś, co w jakiś sposób skutkować będzie twórczością, wprowadzeniem przykładowo estetyki do prostych codziennych czynności, jak np. słanie łóżka, czy odkurzanie. Nawet zgoda na “artystyczny” nieład ma coś w sobie na pozwoleniu duszy na doświadczenie takiego stanu. Wymaga to jedynie rezygnacji z wielkościowych fantazji o twórczości. Nie musimy więc już być w niezwykle podniosłym nastroju, by tworzyć. Zaduma, a nawet depresja mogą także okazać się czasem do tworzenia.

Może taka twórczość pod wplywem zadumy nie będzie naszego wzniosłego ducha do końca satysfakcjonowała, ale możemy przyjąć ją taką jaka się pojawia w ramach procesu wyrażania się duszy.

Działanie nastawione na efektywność również nie musi wyrażać się szczytowymi osiągnięciami, aby było wartościowe dla duszy.
Praca nad szczegółami może wydawać się mało interesująca, lecz czasami duża jej dawka jest niezbędna do ukończenia dużego projektu. Na końcu, patrząc wstecz, widzimy, że angażując się nie tylko dokonaliśmy czegoś, co może być postrzegane jako sukces, ale również czujemy się, jakbyśmy byli kimś trochę innym, niż przed podjęciem tego żmudnego zadania. To dusza się przekształciła, zyskała nową jakość. W tym rozumieniu takie działanie jest podwójnie efektywne – zyskujemy dokonaną pracę i naukę dla duszy.

Duszę wspieramy, gdy akceptujemy swój “cień”, to od czego chcemy uciekać.
Może to być:

  • akceptacja nieprzyjemnego przekonania o samym sobie np. “jestem w tym do niczego”, “to mi się nie uda”, albo “to jest ponad moje siły”,
  • może być to praca bez bezpośredniej gratyfikacji, z inwestowaniem w siebie na przyszłość,
  • może to być poddanie się poleceniom przełożonych, którzy mają lepsze wyczucie, czy szersze horyzony.
  • może to być zaakceptowanie pewnych niedoskonałości w nas samych i przyznawanie się do nich bez budowania idealistycznego portretu własnej osoby,
  • może to być akceptacja własnych uczuć, próba pogodzenia się z nimi i mówienie o nich innym ludziom.

Jak widać, może być wiele sposobów, które dają duszy kształcenie, czyli kształtują ją. Nie trzeba długo czekać, a świat przynosi nam kolejne. Warto jedknakże przyjąć postawę otwartości: “Akceptuję to, co się zdarza. Nie zakłamuję tego. Mówię o tym, mimo, że boli. Nie oskarżam nikogo. I dzięki temu przechodzę na drugą stronę doświadczenia.” W takim sensie jest to świadome wejście w “ciemną noc duszy”.

W przeszłości wiele osób z zewnątrz próbowało mi narzucić takie postawy. Próbowano mnie zmusić, abym się czemuś poddał, abym przyjął ścieżkę nauki. Jednakże nie potrafiłem nagiąć się do ich żądań. Bez prawdziwej, głębokiej motywacji, można jedynie zrazić człowieka nachalnością. W wielu więc przypadkach reagowałem buntem. Ja musiałem sam zrozumieć, że idealizm, to nie wszystko i jeszcze jest coś, co nie jest może najprzyjemniejszą pigułką do przełknięcia a co mnie może wzbogacić. Gdy to zrozumiałem, o wiele łatwiej mi się godzić z niektórymi sprawami, na które nie mam wpływu, które odbiegają od moich wyobrażeń o tym, jak powinno być, jak powinien być świat urządzony. Także łatwiej mi jest się godzić z tym, co spotyka mnie ze strony otoczenia. Tu uczę się przyjmować ludzi takimi jacy są, nie dając się jednocześnie wykorzystywać ani upokarzać.

To ja sam się na te postawy zdecydowałem dzięki własnemu zrozumieniu, i dlatego potrafię bez wysiłku utrzymać tą postawę..

“Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
I mądrości, abym umiał rozróżnić jedno od drugiego.”

Przekraczanie Duszy

Może tak wyglądać, że Dusza jest tak ważna i istotna.. Jest istotna, ponieważ zapewnia większość naszego życiowego napędu. Jednakże trzeba wiedzieć iż nie jest to pępek świata. Warto poznać Duszę, aby wiedzieć, co nami powoduje, natomiast Dusza i jej pragnienia, napędy, przeżycia nie są ostatecznością dla osoby, która idzie ku urzeczywistnieniu, oświeceniu.

z komentarza:

“Tylko moja dusza zupełnie nie wie, po co to ma być i mało tego, ona w ogóle żadnych zmian czy zmagań nie chce. Ja np. w ogole nie lubie ryzyka, zmian, niewygody, nie umiem odnaleźć w tych cechach niczego pozytywnego dla mnie, czegos co by mi dawalo poczucie głębszego sensu. “

[ten ktoś przytłoczony jest przez swoją Duszę wraz z jej pomysłem na życie, nie umie sobie wyobrazić własnej sprawczości w życiu]

Widzisz, ja to nazywam, że w ciągu życia przechodzimy z autopilota na sterowanie ręczne. Dusza to także nasz „autopilot”. A decyzje podejmowane przez Świadome Ja – to sterowanie ręczne.

Autopilot jest wartościowy, jeśli jest jakiś kawałek trasy, gdzie nie musimy specjalnie sprawdzać pozycji, niebezpieczeństw, wykonywać manewrów – możemy wtedy odpocząć.

Autopilot nie myśli, nie kombinuje, czy dobrze leci – on ma lecieć równo i według kursu. Tak samo Dusza nie zadaje pytań – jeśli przyjmuje jakiś program [wzorzec, tradycję], to działa nie pytając, czy to aby jest korzystne, albo mądre. Ważne, że ktoś ważny w otoczeniu jej to “zadał”. I tak funkcjonują programy, które mogą pochodzić z rodziny, gdzie byliśmy dziećmi, albo pochodzić z wielu wcieleń wstecz. Oba typy wzorców nie będą stawiane przez Duszę do wyjaśnień – dopóki Świadome Ja nie zacznie z tym pracy.

Odpoczynek gdy lecimy na autopilocie  i poczucie komfortu mają swoje granice.

Autopilot dla kogoś nieświadomego może oznaczać niebezpieczeństwo. To tak, jakbyśmy się budzili na dużej wysokości za sterami samolotu i nie mieli za bardzo pojęcia co to jest ten samolot. A na horyzoncie widzimy przez przednią szybę, że zbliżamy się do jakiejś przeszkody. Autopilot jej nie ominie, natomiast my mamy świadomość, że no niestety, żeby przeżyć, coś z tym sprzętem trzeba zrobić. I zaczyna się .. Jest telefon do przyjaciela :) [czytanie książek, terapie, internet], ale nikt nie przyjdzie do nas i nie naciśnie żadnego z 500 przycisków na tablicy rozdzielczej samolotu, ani nie chwyci za nas wolanta żeby uruchomić skręt..

Może nie być łatwo wręcz przeciwstawić się autopilotowi, natomiast lecąc na nim cały czas niechybnie gdzieś wyrżniemy w jakąś górę. Albo się nam skończy paliwo nad morzem.

Musimy sami zdecydować – o ile mamy cień świadomości, że aby się gdzieś w życiu nie władować w nieszczęście – trzeba działać, i to inaczej niż każe Dusza [tradycja, nauczanie, wzorce, itp.]. Będziemy iść wpoprzek porad wszelkiej maści usłużnych babć, zapobiegliwych mamuś, natarczywych tatusiów. No niestety – niech się pasą na swoich pastwiskach tradycji i wiernopoddańczości.

Ja oczywiście też byłem w takiej sytuacji – miałem odczucie bezsensu [dla mojej osoby] systemu w który wchodziłem. Czułem się przymuszany w swoim życiu. Niemniej wiedziałem, że prędzej czy później ci, co mnie tak przymuszają polecą na systemowym autopilocie na spotkanie szczytu, a ja zrobię skręt.
I tak się dzieje – nie idę ich drogą, tylko własną.

Dusza zaangażowana w przeżycia
w świecie doskonali się.

Świat jest urządzony tak jak jest. Niektórzy mówią, że źle i że trzeba go poprawić, przekonstruować. Oznacza to, że mają pewne oczekiwania, do których chcą przykroić świat. Jednakże co i raz napotykają na kłody pod nogami. Przykładowo moi studenci. Najbardziej idealistycznie nastawieni są przekonani, że im się należy bardzo dobra ocena za nic. Za to, że są.
Nie myślą, że ocena jest odzwierciedleniem ich pracy, to znaczy wysiłku duszy, nie jest zaś oceną ducha, który jest idealny, i jako taki zasługuje zawsze na najwyższą notę. Bycie wzniosłym duchem nie jest ich zasługą, za to chwalenie należy się Bogu. Wprowadzenie doskonałości do świata fizycznego napotyka na trudności, jako że w idei, jak idei Platona, wszystko jest doskonałe, i się udaje. Na planie fizycznym nie wszystko, co byśmy zamierzyli, powodzi się. I tak moi studenci wchodząc w realia zajęć napotykają konieczne doświadczenia, które mogą dać duszy głębię. I w większości przypadków dają.

Staje się to, gdy przestajemy oczekiwać, że wzniosły duch, jakiego niechybnie posiadamy, sam z siebie może “ugryźć” zagadnienia pracy w swiecie fizycznym.
Gdy rezygnujemy z przkonania o własnej ważności dla tego co się dzieje na świecie, przestajemy mieć wymagania w stosunku do świata, “bo nam to się należy”.
Pokora tak naprawdę, oznacza zgodę na to kim jesteśmy i co nam się przydarza, a nad czym nie mamy kontroli.

Wtedy możemy podjąć efektywnie naszą pracę.
Możemy zrezygnować z fantazji wielkościowych na własny temat, jednocześnie nie poniżając siebie. Możemy nadal szanować siebie, i kto wie, czy nie bardziej to robimy, niż walcząc z wszystkimi wokół, aby udowodnić naszą “rację”. Dajemy sobie możliwość uzyskania dobrego wyniku w naszej działalności.
Nie doskonałego, ale wystarczająco dobrego
Przyznajemy, akceptujemy świat takim, jakim jest. I wtedy właśnie zaczynamy być najbardziej efektywni w naszej pracy, a jednocześnie nie tracimy z oczu naszej duszy.

Trzeba się zagrzebać w rzemiośle, aby zmartwychwstać jako twórca.

Transformacja w czasie zajęć na uczelni odczuwana jest jako przykra, nieprzyjemna. Wymaga poświęcenia własnego czasu, uwagi, zaangażowania.

Jednak wtedy po odpowiednim czasie owocuje wynikiem. Tylko wtedy.

Niektórzy moi studenci przeżywają poważne frustracje. Obwiniają za nie otoczenie, czyli prowadzących. Nie wychodzi ćwiczenie – “on winien”. Czegoś sam nie wie – “on winien”. A studia są czasem własnej nauki, własnego “studiowania” dziedziny. Studenci powoli się uczą tej postawy. Na początek obwiniają mnie. Robią to subtelnie, aby obwinić, a nie pokazać, że są na mnie obrażeni. Potem zaczynają dostrzegać, że potrafią sami “oswoić” przedmiot. Przechodzą więc na pozycję “ja się uczę”. Następnie zaczynają się zaciekawiać i sami zaczynają prawdziwie studiować. Takimi często ich zastaje koniec studiów.

Jakoś jednak żaden ze studentów, żadna ze studentek nie przyszli przeprosić mnie, że mnie obwiniali na początku za własne niepowodzenia i że rościli ode mnie, abym nie wymagał tyle :-)

Czy warto tłumić emocje i uczucia?

Czy warto nie czuć, zamykać się w sobie?

Widzę wokoło siebie wielu ludzi, którzy nie czują.
Na pytanie jak się czują, co czują, odpowiedzią jest tylko: “czuję się dobrze” lub “czuję się źle”.

Nie mówią o tym, co czują. Są często bardzo czynni, często są inteligentni i osiągają tzw. sukcesy. Ale się mi z nimi bardzo źle rozmawia. I tak samo ciężko się przy nich przebywa.

Zastanawiałem się co jest?

Wydawałoby się, że ogradzanie się, niedawanie sobie przeżywania trudnych uczuć może być korzystne. Przecież kto chciałby, aby w jego życiu panował haos niepokoju, lęku czy gniewu?

Co mówi książka:

“Kiedy jesteśmy wyprowadzeni z równowagi, próbujemy czasem od razu zmienić emocje negatywne na pozytywne. Jest to jedna z głównych przyczyn zastoju (emocjonalnego). “

Ale niektórzy nie chcą nic mówić ani myśleć o emocjach.

“Kiedy emocje są zablokowane i nie ujawniają się, nie możemy uzyskać potrzebnej nam energii i miłości albo brakuje nam siły, żeby przyciągać to, co chcemy, i wyrażać swoje pragnienia.” Warto wyrażać emocje. “Uwalnianie emocji negatywnych wymaga od nas większej świadomości [..]. Niektórzy ludzi ograniczają swoje możliwości przez powstrzymywanie, wygaszanie lub wypieranie emocji; inni odczuwają emocje, ale nie potrafią ich uwolnić ani się ich pozbyć. Pogrążają się w emocjach negatywnych i przyciągają w życiu sytuacje, które odzwierciedlają ich negatywizm. Między innymi dlatego tak bardzo boimy się negatywnych emocji.”

Sam widze, jak wielu ludzi, którzy kumulują u siebie negatywne emocje, rzeczywiście z czasem jest w coraz bardziej kiepskiej sytuacji. Albo nie poprawia się im. I to dotyczy wszystkich, niezależnie od wieku, czy pozycji.

“Opowiadanie o swoich losach, zwierzanie się przyjaciołom lub podobnie myślącym członkom grupy wsparcia jest ważnym sposobem wyzwalania bólu bez jego odrzucania.”


Cytaty pochodzą z książki:
John Gray “Jak mieć to, czego się pragnie, i pragnąć tego, co się ma.” Wydawnictwo Zysk i S-ka.


When your baby leaves you all alone
And nobody calls you on the phone
Ah, don’t you feel like crying?
Don’t you feel like crying?
Well here I am my honey
Oh, come on you cry to me. When you’re all alone in your lonely room
And there’s nothing but the smell of her perfume
Ah don’t you feel like crying
Don’t you feel like crying?
Ah don’t you feel like crying?
Come on, come on cry to me.
Well nothing could be sadder
Than a glass of wine, all alone
Loneliness, loneliness, it’s such a waiste of time
Oh-oh yeah
You don’t ever have to walk alone, oh you see
Oh come on, take my hand and baby won’t you walk with me?
Oh ya
When you’re waiting for a voice to come
In the night and there is no one
Ah don’t you feel like crying? (cry to me)
Don’t you feel like crying? (cry to me)
Ah don’t you feel like a-ca-ca-cra-co-cra-co-cra-cra, (cry to me)
Cra-co-cra-co-cra-cra crying? (cry to me)
Ah don’t you feel like a-cra-co-cra-co-cra-cra,
Cra-co-cra-co-cra-cra crying?…
– słowa piosenki.

Dusza jest codzienna, nie do końca zdefiniowana, nieco rozmyta, jak ten krajobraz Moneta:

Rozmowy z duszami

Rozmowa z duszą jest prostą sprawą, ponieważ nasza dusza zwykle z nami jest [o ile nie załatwia jakich swoich "ważnych spraw"]. A i z innymi duszami jest ściślej połączona niż się nam wydaje. Jedynym większym kłopotem bywa przekonanie, że „się nie da” i to, że nikt tego nie robi.

Zaś rozmowa z duszą osoby, która jest nam znana jest także prosta, ponieważ nasza Dusza i Dusza tamtej osoby się już zwykle znają jak łyse konie i mają mocne połączenia. A jak nie mają, to zaraz się odnajdą.

Poza tym, jak Huna podpowiada, możemy z sukcesem pogadać z duszami przedmiotów, i to nie tylko tych „starych”, o których się mówi, że „mają duszę”, ale także z duszą naszego komputera, samochodu, którym jeździmy, samolotu, którym lecimy, domu, możemy wyczuć jakie ma samopoczucie dusza sklepu, czy centrum handlowego. Trzeba pamiętać jednak, że owe dusze mogą być zdziwione, że do nich ktoś zagadał, bo zwykle – kto rozmawia z duszą sklepu albo samolotu?

Kiedyś bywałem w pewnym sklepie na Ursynowie. Wchodząc od razu czułem obejmujące mnie podejrzliwości. I to, jak sądzę nie było tylko ze strony personelu, to mogła być dusza sklepu [zresztą mogła być zgodna z nią dusza grupowa załogi sklepowej]. Jak pewnie domyślasz się, nie za bardzo chciało mi się z tą podejrzliwą duszą rozmawiać, rzadko tam robiłem zakupy.

Podobnie z roślinami i zwierzętami. Z roślinami jak się rozmawia – a są o tym opowieści, że ciocia rozmawia ze swoimi kwiatkami – to ona z ich duszami rozmawia. I tu mamy potwierdzenie. Ale to tylko ułamek możliwości!

Gdy będziesz czuć dusze grupowe, to także z nimi można gadać! I z duszami grup ludzi, wręcz całych narodów. To bardzo potężne dusze.
[warto pamiętać, że dusze lubią łączyć się w grupy i jednoczą wokoło swoich celów i przeżyć, odczuć]

I ze swoją duszą możemy rozmawiać – to daje bezpośrednie korzyści i jest jak najbardziej polecane ! :)

Możemy rozmawiać ze swoją duszą dla różnych celów:

  • aby się czegoś dowiedzieć [np. o jej przekonaniach],
  • aby coś oczyścić [np. jakieś wzorce zachowań],
  • aby ją do czegoś przekonać [jeśli np. widzimy, że jej postawa wobec świata jest inna, niżbyśmy chcieli].

Oczywiście, trzeba trochę się tego przyuczyć, ale generalnie jest to przyjemna sprawa, ponieważ odsłania nam duuuużą zasłonę, którą zwykle mają ludzie na odczucia/przeżycia z duszą związane. Zasłona ta mówi, że tego się nie da, że z własną duszą nie można albo nie warto rozmawiać. A to nie jest prawda.

Sposoby kontaktu

Mogą być różne.

Można rozmawiać z Duszą słowami, a może poprzez telepatię i język postaw wewnętrznych i nie będzie tu słów, ale rozmowa będzie się odbywać! To nie ma większego znaczenia – jakkolwiek, ale się będziesz porozumiewać z cząstkami siebie w wyższych ciałach subtelnych. Ważne, żeby wiedzieć, kim jestem „ja” i jak odpowiada Dusza. Powoli, poprzez kolejne doświadczenia można nabrać wprawy.

Inną trudnością, na którą niestety nie ma rady jest poziom rozwoju ciał subtelnych. Jeśli ktoś ma niewiele ciał subtelnych rozwiniętych, to jego reakcją na rozmowy z duszami będzie obawa, poczucie „dziwności”, obcości, niechęci. I nie ma na to rady – te odczucia, które ma i które każą mu się odsunąć, są prawdopodobnie najlepsze dla niego na ten czas, tak ma być.

Najłatwiej zacząć od afirmacji z odpowiedziami pisanymi na papierze. Ja tak przez lata robiłem, nie wiedząc, że rozmawiam z własną Duszą. Było to możliwe, ponieważ nasza podświadomość jest częścią Duszy. Pisałem „z podświadomością”, a czasami [dosyć często] odpowiadała sama Dusza. Dało się to wyczuć, ponieważ było to jakby odpowiedź kogoś drugiego, nie zaś bezdusznego zapisu [jakim ponoć jest podświadomość]. W czasie takich sesji afirmacji dosyć często też czułem, że „po drugiej stronie” nastąpiła zmiana, ale nie mechaniczna, ale coś jakby następowało zrozumienie.

Tak więc, aby z Duszą rozmawiać, chcąc zmiany jej postawy.

Można Duszy rozkazać

np. puszczamy to i to, takie i takie energie, niepotrzebne, żebyśmy to trzymali, bo to jest obciążenie.

Dusza zwykle jest podatna, i może z miejsca puścić.

Oczywiście z czasem [jeśli ma powód, to podejmie z powrotem te energie, przedmioty, łącza/linki]. Ale na bieżąco, ad hoc, samo wskazanie wystarcza.

Stąd takie metody jak Metoda Sedony [na tym oparta] działają.

Jednak Metoda Sedony ma pewien kłopot – nie słyszałem, żeby w niej ktoś świadomie otwierał się:

„A teraz otwórzmy się na błogosławieństwo od Boga”,

albo

„A teraz otwórzmy się na przepływ czystej energii miłości między mną a osobą x”.

albo

„A teraz proszę moją Duszę i Duszę osoby x o wyrównanie energii” [i tu mogą różne sprawy wychodzić.]

ale warto to robić, nawet jeśli ktoś w świecie nie wie, że tak można.

Jak to robić?

Trzeba „się przemóc” – czyli najzwyczajniej spróbować. Można zamknąć oczy i próbować wyobrazić sobie, że z kimś konkretnym się rozmawia. Mogą w odpowiedzi przyjść słowa, zdania, mogą przyjść też wizje, czy pojedyncze odczucia – zwykle każde z nich jest jakąś [gorszą lub lepszą] odpowiedzią.

I z tą odpowiedzią postępujemy tak jak w normalnej rozmowie:

a) rozpoznajemy, co rozmówca chciał przez to powiedzieć

b) zastanawiamy się, w jakim rozmówca jest położeniu, jakie ma przekonanie, co myśli o sprawie

c) sami odpowiadamy na to, prezentując nasz przekaz, nasz komunikat [czy to ma być zrozumienie, dalsze pytanie, wskazanie - zachęta, czy coś innego, jak normalnie w życiu].

Trzeba wspomnieć o praktyce – im więcej jej mamy, tym łatwiej dalej idzie sprawa. Jak niemal zawsze.

Sugestia działa

Dobrze jest dać możliwość Duszy.

Terapia Metodą Sedony polega głównie na sugerowaniu duszy, czy aby nie zechciałaby puścić [oczyścić się z ] czegoś tam – mogą to być myśli, energie, czy wręcz choroby. Metoda mówi, że mamy „to coś” [czego chcemy się pozbyć] poczuć i siebie spytać: „czy mógbym pozwolić temu odejść?” Zwykle taka sugestia jest przyjmowana na „Tak” i zaraz dana energia czy łącza odchodzą [to zależy od jakości relacji z własną Duszą].

Bez naiwności

Warto być nieco krytycznym wobec duszy. Potrafi ona bowiem „kręcić”, niemalże „nabijać w butelkę”, albo co najmniej być mocno przekonująca. Przecież energetycznie jest o wiele od nas mocniejsza [jako osobowości]. Potrafi także dać mocne odczucia jako argument przekonujący, np. że kogoś nie należy lubić [czytaj: akceptować].

Dlaczego Dusza potrafi być zwodnicza?
Poprzez wcielenia przyobleka bowiem ona zwykle wiele wzorców, energii, „klamotów” kolokwialnie mówiąc.
I dusza tak działa przez swoje wzorce i obciążenia z poprzednich wcieleń.

Jakby nie była przekonana, że są one prawdziwe, to by ich nie przyjmowała i żyła pełnią energii miłości. A tu każdy wzorzec, to wyjątek [czasami znaczny] od funkcjonowania w energii miłości.

Jeśli jest doświadczona, to pewnie jest też i sporo mądra. Ale bądź przyzwyczajony/a, że jak czasami jak coś palnie, to.. zupełnie obok tarczy.

Stąd także warto mieć połączenie z własną Wyższą Jaźnią i korzystać z jej mądrości i doświadczenia.

Jeśli dusza jest mocno obciążona [czy cała czy w jakimś temacie] to trzeba ją poprowadzić konkretnie „za rękę” poprzez oczyszczenia, poprzez rozmowy, odpuszczanie kawałek po kawałku obciążeń z danego tematu. Możesz się przygotować na niezwykłe zdania, przekonania, stwierdzenia i wizje, które przyjdą w czasie takich rozmów i oczyszczeń.

Najlepiej jest, aby zarówno świadomość [osobowość], jak i dusza i własne Wyższe Ja działały w zgodnej współpracy.

Możemy rozmawiać ze swoją duszą dla różnych celów: aby się czegoś dowiedzieć [np. o jej przekonaniach], aby coś oczyścić [np. jakieś wzorce zachowań], aby ją do czegoś przekonać [jeśli np. widzimy, że jej postawa wobec świata jest inna, niżbyśmy chcieli].

Są także o wiele większe możliwości rozmów z wieloma innymi duszami.

Oczywiście, trzeba trochę się tego przyuczyć, ale generalnie jest to przyjemna sprawa, ponieważ odsłania nam duuuużą zasłonę, którą zwykle mają ludzie na odczucia/przeżycia z duszą związane.

Osoba X:

Rozmawiam ze sobą, prowadzę wewnętrzne monologi..

AK:

Monologi w sobie niekoniecznie muszą być rozmową z własną duszą. Mogą być po prostu konwersacją z własnymi wzorcami poprzez strukturę myślową, mogą być rozmową z własnym umysłem/intelektem. Dusza, mimo, iż nie jest aż tak wzniosła, to jednak jest wznioślejsza od codziennego krzątania się, tak samo jak od setek myśli przechodzących przez głowę.

Dam przykład – przy wyborze zawodu można rozpoznawać, uwzględniać kilkanaście propozycji i dobierać do nich plusy i minusy, rozważać, co będzie lepszym posunięciem, co się bardziej opłaci, a co mniej. To daje poczucie “zaangażowania” i zastanawiania się. Wiele osób uznaje, że po tym wysiłku wybrany zawód będzie odpowiadał im, ponieważ mają na to racjonalne argumenty.

Natomiast dla Duszy wykonywany zawód jest bardzo ważny, ale nie z powodu argumentów “za”, które mogą się spełnić. Dla Duszy zawód, jeśli dobrze dobrany, może być równoznaczny z realizacją powołania na to wcielenie. Dobre rozpoznanie powołania [coś podobnie jak w kościele nauczają] jest odpowiednim rozwiązaniem dla zyskania ulgi od własnej Duszy. Bo Dusza prze, naciska, a my, jako osobowość się jakoś musimy z tą presją, z tym napędem “zmieścić w torach życia”. To my decydujemy, jak tak silny napęd wykorzystamy, czy wpasujemy się w tory, czy też nie i nasz życiowy pojazd utknie gdzieś albo nawet wywoła kolizję.

Tak więc co innego jest zwykły tumult myślowy, a co innego mocne pragnienie od Duszy i nawiązanie konwersacji wewnętrznej z nią. Czasami możemy konwersować z Duszą nie wiedząc o tym, na przykład poprzez odczucia. Jeśli odczuwamy duży pociąg do jakiejś sprawy i poweźmiemy jakąś wewnętrzną postawę wobec tego napędu/pociągu, to już właśnie wypowiedzieliśmy wewnętrzne zdanie w języku duszy.

Warto więc się zastanowić, czy rzeczywiście mam kontakt z własną duszą [poprzez odczucia], czy rzeczywiście czuję/słucham, jakie ma pragnienia, ku czemu napęd? Czy staram się jakoś skierować życie na takie tory, aby moja dusza, a w rezultacie ja sama byłabym zadowolona z doświadczeń?

więcej do tego tematu jest tu [link]

Napisałem sporo tekstów o Duszy na tej witrynie:

_______________________________________________________________________

Oprócz Ducha i Duszy mamy osobowość.

Osobowość kształtuje się w konkretnym wcieleniu, ponieważ tego, co Dusza chce przeżyć jest zbyt dużo i trudno byłoby Duszy wszystko przeżywać jako Duszy. Stąd wielość wcieleń. Stąd narzędzie – pojazd jakim jest Osobowość + ciało.

Osobowość jest obecna w pojedynczym wcieleniu i w ramach jego wzrasta i umiera wraz z nim. Osobowość można opisać jako sumę przystosowań do życia, w tym również różnorodne wzorce przyjęte od otoczenia.

Wiele czasu zajęło mi opowiadanie znajomym, jak to jest z Duszą, podświadomością, ego, osobowością. Najłatwiej chyba to przedstawić na rysunku.

Jak widzisz na obrazku – wiele pojęć się pokrywa i stąd czasami można czuć lekkie niezrozumienie.  Taki opis wynika oczywiście z mojego zrozumienia, ale jak dla mnie się sprawdza. I chociaż biorę pojęcia z różnych szkół i kultur, i stąd te trudności, to wybrałem je specjalnie bo służą bardzo dobrze do tłumaczenia funkcjonowania osoby.

Duch [Wyższa Jaźń]  jest inspirujący

dalej o Duszy:
“daje nadzieje,wiare,we wlasnym osobistym programie,wszystko co daje wskazowki i wsparcie, odsuwa od nas zyciowe zamieszanie i zniechecenie.”

Dusza ma osobisty program przeżywania doświadczeń i nasilania doświadczeń. Może być to np. prokreacja. Wydaje się, że jest to program bardzo pozytywny, bo ładnie nas nagradza dobrym nastrojem. I fajnie.

Natomiast własne Świadome Ja też ma swój umysł, ale nieśmiały i niepewny – w porównaniu do umysłu ego/ewolucyjnego/Duszy, który jest niezmiernie zdecydowany, pewny siebie, przedsiębiorczy itd.

[Wiem, że trochę trudno rozumować gdy się przytacza takie terminy psychiczne, duchowe, ponieważ wiele z nich się pokrywa częściowo ze sobą. Znam wiele osób, które uważały, że te obiekty, o których mówię, to są klocki, które mogą się stykać, ale jak nie mogą się przenikać.

Jak może jeden klocek być częścią drugiego? Jak oba klocki mogą mieć część wspólną?

Dla klocków materialnych tak jest, że mogą się tylko stykać. Dwa dziecięce klocki nie są tak stworzone, żeby czerwony z niebieskim wchodziły w siebie do dajmy na to połowy i żeby kolor się mieszał.

A mentalny model umysłowości przez wielu ludzi jest tworzony na podobieństwo materialnych klocków, co jest ograniczeniem i powoduje błędy. Obiekty przestrzeni umysłu/duchowej zlewają się ze sobą często. I w tym widzę trudność, ponieważ tym samym o wiele trudniej jest i mówić o nich, jak również i rozumieć takie opowieści.

Na przykład jak rozróżnić Duszę a podświadomość?
Dusza jest z Chrześciaństwa, a podświadomość to pojęcie z psychoanalizy. Podświadomość przechowuje zbiory informacji, zbiory wzorców, postaw itp. z tego i przeszłych wcieleń. I w ten sposób można ją zakwalifikować jako cząstkę Duszy, która jest bardzo wielka, o wiele większa od samej podświadomości. W Duszy, oprócz podświadomości jest również wiele miejsca na emocje - te mniejsze i te większe - głębokie, na sentymenty, na porywy, na dążenia, które nie poddają się prostemu rozumowemu oglądowi. Niemniej z punktu widzenia wielowcieleniowego, mają swoją rację i sens.

Ego jest umysłowym obrazem siebie. Zarówno z obecnego wcielenia [tu przykrywa się ego z osobowością - bieżącą osobowością, np. "jestem taksówkarzem, mieszkam w Kiełczowie, noszę ciemne okulary"], jak i z przeszłością – w formie nieświadomych, podświadomych wzorców, utożsamień ["kiedyś to byłem tym i tym, miałem to i to.."]. Pewno dobrze znasz powiedzenia “egoista”, “to jest egoistyczne”, “egoizm”. One wszystkie właśnie mają początek z nadmiernego utożsamienia i “przylepienia się” do swoich racji, do obrazu siebie. Egoista raczej nie zauważa otoczenia, ani też potrzeb, racji innych ludzi. A nawet nie zauważać może potrzeb własnej Duszy!

Świadome ja jest na obrazku celowo jasnego koloru. Jak bowiem reszta obrazka jest w tonacji przygaszonej, to oznacza, że są to struktury ciał, że są to struktury receptywne, nie mające generalnie własnej woli. Natomiast Świadome Ja jest tym, co się poprzez wcielenia kształtuje i wzrasta jako właśnie odrębny, samo-wolny byt.

Strzałka od Świadomego Ja oznacza coś bardzo ważnego – utożsamienie się. Jest to odpowiedź na pytanie “kim jestem?”. Tu akurat owo Świadome Ja utożsamia się z częścią wspólną osobowości i ego. Czyli Świadome Ja – taki ktoś – jest przekonany, że np. JA mam 28 lat,  JAmieszkam na Górnym Śląsku, JA jestem przy końcu studiów takich i takich, dostałem kosza od tej i tej dziewczyny i bardzo MNIE to boli, JA nie mam pomysłu gdzie się zatrudnić, itd. Czyli owo JA jest zespolone z okolicznościami,  wykształceniem, doświadczeniami, opisem własnej historii – czyli z ego i osobowością.

Z czasem w rozwoju duchowym owo Świadome Ja wzrasta na tyle, że już trudno się zgodzić, że jest się TYLKO ową osobowością, przeczuwa się coś więcej. Stąd i utożsamienie się rozszerza – na podświadomość ["wywaliło MI moje przekonania karmiczne nt. tego czy owego"], na Duszę ["JA mam ogromne pragnienie aby objechać świat dookoła" "JA czuję tęsknotę jak oglądam filmy z Indii"]. A z czasem też przychodzi samoświadomość, co jest najtrudniejsze. Bowiem zaczyna się utożsamianie siebie z owym Świadomym Ja. Trudne to, ponieważ Świadome Ja jest czystym bytem, nieocechowanym, życiem w czystej formie. Jak tu – po stuleciach utożsamień przedmiotowych – przejść na utożsamienie podmiotowe, czyli JA jestem podmiotem.

No dobrze, dalej opisujmy cząstki:

Osobowość można opisać jako sumę przystosowań do życia, w tym również różnorodne wzorce przyjęte od otoczenia.

Osobowość pragnie często osiągnięć, zmian, zwykle “na lepsze”. Dziecko, gdy rośnie, tworzy osobowość. Tak pragnie osiągnięć, “bycia kimś”, nie tylko małym dzieckiem. Po części to jest z Duszy, że chce w ogóle zaistnieć w przeżywaniu w świecie, ale już pragnienie bycia “strażakiem” lub posiadanie dzieci w wymarzonej rodzinie, to jest z osobowości. A jednocześnie mogą być to pragnienia z Duszy. Niektóre starsze dusze nie mają pewnych pragnień – już np. nie chcą mieć dzieci.

Jeśliby pragnienie było “wyrozumowane”, tzn. wymyślone przez człowieka, czyli nie miałby podstaw do tego w Duszy, to owo pragnienie mogłoby pochodzić z samej osobowości. Przykładowo ktoś sobie stwierdził, że będzie wybitnym muzykiem. No ale nie ma talentu [a talent z Duszy pochodzi]. I taki ktoś może się nawet uczyć, przygotowywać, ale jak gra, to od razu poznać, że nie będzie wirtuozem.

Osobowość pragnie często osiągnięć, zmian, zwykle “na lepsze” także w późniejszym wieku. Więcej pieniędzy, więcej poważania, szacunku, czy nawet władzy – to pragnienia osobowości. I – jak widzisz na rysunku – także ego. Zmiana [której tak oczekujemy] w ziemskim rozumieniu, liniowym jest możliwa, lecz wydaje się ledwo niewielka. Dusza, w odróżnieniu od osobowości, nie ma za bardzo celów takich jak osobowość, jej celem jest samo przezywanie, doświadczanie.  Cele Duszy są o klasę większe. Dla duszy generalnie jest wszystko jedno jakie są warunki owego doświadczania, nawet najgorszych warunków, jako okazji, nie chce przepuścić. My zaś świadomie możemy podsunąć jej doświadczanie w lepszych warunkach w ramach “zmiany”, a ona będzie z nich także zadowolona.  O ile swoje pragnienie doświadczania zrealizuje.

Dlatego oświecenie, czy coś podobnego upatruję jako wzniesienie się ponad przepychanki, w których tonie świat. Wg mnie Duch zstępując, indywidualizując się, nie ma świadomości, samoświadomości. Dopiero nabywa jej we wcieleniach, przy doświadczeniach, których prowokatorem jest Dusza. Wtedy powstaje świadomość tego, że coś się dzieje, że coś “ze mną” się dzieje i świadomość samego siebie. Kolejnym krokiem wydaje się być zmiana percepcji [co proponuje np. Kurs Cudów, czy Ekhart Tolle] na taką,  która daje spokój Duszy i rozwija przekonanie o byciu Świadomym Ja.

Obraz kanapki jest tu raczej na miejscu: konkretna, pożyteczna, “zrobiona”, mająca pożyteczny cel – podobna jest jej Osobowość.

kanapka

Jeśli się tego porównania obrazkowego trzymać, to pragnienie wyłącznie z osobowości to by była kanapka z dmuchanego białego pieczywa z szynką robioną w procesie wysokowydajnym, tj. 40% dodanej wody i sałatą z uprawy nawożonej nawozem sztucznym. Natomiast pragnienia z Duszy realizowane przez osobowość miałyby postać bułki z pełnego przemiału z masłem z naturalnie dojonej krowy i robionym swojsko plus jakieś dodatki także wielce szanujące naturalny proces produkcji żywności.

Są osobowości niezaburzone, które są w zgodzie z innymi. Z takimi ludźmi da się rozmawiać, są zgodni, są przyjacielscy, są rozumiejący. Nie wynoszą się nad innych.

Ale są i osoby, które mają zaburzone osobowości. W moim oglądzie jest to kwestia obciążeń duchowych, do których zalicza się również niekorzystne wzorce, w tym i wzorce osobowości. Jeślibyśmy porównali osobowość takiej osoby do kanapki to mogłaby ona wyglądać mocno rozwinięta :)

Taka kanapka zaczyna być trudna do “przełknięcia”. Tak jest z pewnymi osobami, które jakoś znosimy, ale z trudem. Wiemy, że są wartościowe,.. ale trudne w obejściu.

Czasami … niestety … jest jeszcze gorzej.

Raz – że taka kanapka jest gigantycznie duża.. a po drugie.. coś się w niej zalęgło i żyje swoim życiem.. Hmm.. nie wygląda to apetycznie. I tak jest z niektórymi ludźmi, którzy są po prostu “nie do przełknięcia” :) Tacy ludzie zaczynają być “ponadludzcy”. Owszem, mogą się podobać, ale nie sposób z nimi utrzymać kontaktu na równych zasadach. Mogą się okazać ciekawi dla mediów, ponieważ są osobami “większego formatu” – dosłownie jak to coś na zdjęciu. W mediach, polityce, dla mas wydają się czasami być prawdziwym wybawieniem. Oto przyszedł wreszcie nasz tatuś i nas uratuje! – albo – Wreszcie mam kogoś, kto przypomina mamusię! [ta osoba przypomina wielkością i złożonością psychiki matkę jaką małe dziecko postrzegało]

Zasada tego przerostu jest prosta. W obrębie osobowości pojawiają się siły, które są większe od niej samej. Czasami może coś chcieć w danego gościa wchodzić [link] albo nawet zacząć zamieszkiwać [link]. I nie musi być to opętanie w rozumieniu takiego, które wymaga egzorcyzmu.

_______________________________________________________________________

Świadome ja [świadoma siebie jaźń]. Jest to istota duchowa mająca świadomość tego, kim jest.  Nie jest to ani Duch, ani Dusza, ani nie jest też Osobowością. Świadome ja wzrasta wraz z wcieleniami, “wykołysane”, “wychowane” jest poprzez duszę i zgromadzone doświadczenia. W tradycji buddyjskiej nazywane jest to “esencją”, lub “naturą Buddy”, niekiedy nasza istota bywa nazywane po prostu “świadomością”.

Tu więcej o rozwoju Świadomego Ja.

Świadome Ja

Po tych informacjach, które pokazują, iż Dusza jest jestestwem bardziej „yin”, niż „yang”, można przystąpić do wyjaśnienia, dlaczego nazywam ją „kosmicznym łonem”.

Od wieków ludzie zastanawiali się nad tym, kim naprawdę są. Ich przekonania były różnorodne. Czy jestem kimś małym, czy wielkim? [podobnie jak posągi faraonów - jedne mniejsze drugie większe]. Czy jestem kimś cielesnym czy bezcielesnym? Samoświadomość zawiera próbowanie dociekania, jak w świecie duchowym wyglądam, kim jestem?

Egipt

.

Dzisiaj rozmawiałem z kolegą. Wyraził się tak, iż jego dusza wie co robi i jest mądrzejsza od niego. I że dusza ma lepszy kontakt z Bogiem niż on sam.

Powiedziałem, że się nie zgadzam z takim podejściem i że mam argumenty na potwierdzenie.

Dusza jest nieśmiertelna. Żyje wiele wcieleń danej istoty w czasie swojego istnienia, jest w tych wcieleniach obecna. W ciągu tych wcieleń zbiera doświadczenia, przechowuje je.

Jeślibyśmy mieli duszę, która by w sposób rzetelny korzystała z nabytych doświadczeń, to by przez te setki wcieleń bardzo mocno była mądra. A jakoś nie jest, patrząc na tą karmę, którą przez owe wcielenia zgromadziła. Otóż bowiem dusza nie ma wbudowanej refleksyjności, ani też sama nie podejmuje świadomych decyzji. Dusza jest „yin”, żeńska, poddaje się. Poddaje sie zarówno prądom dziejów i wydarzeń, jak i poddaje się decyzjom, czy przyzwoleniom danej istoty, tego jestestwa. Stąd uważam duszę za pewnego rodzaju łono kosmiczne, kołyskę, która służy do wzrastania w świadomości tej istoty, którą niańczy poprzez wcielenia.

Innym dowodem na to, że dusza nie jest zbyt wzniosła ani zbyt mądra jest zachowanie się podświadomości, która [z moich obserwacji] stanowi część duszy.

[Niektórzy rozumieją podświadomość jako równoznaczną z atomami permamentnymi poszczególnych ciał subtelnych, które przechodzą do następnych wcieleń i przenoszą zalążki karmy, losu, postaw.]

Owszem, podświadomość pamięta bardzo wiele z różnych wcieleń, natomiast nie poddaje doświadczeń rozumowemu przerobieniu, refleksji. Dopiero świadome ja, świadoma jaźń ma w tym źródło dla przemyśleń, na podstawie tych doświadczeń ma ona możliwość wzrastania i powiększania własnej mądrości.

Wtedy świadoma jaźń ma możliwość pokierować działaniami duszy. Jest to szczytne zadanie, ponieważ jest realizacją potencjałów, które dusza gromadziła poprzez wcielenia „w nadziei” właśnie na ukształtowanie się świadomej jaźni [co wydaje się planem Bożym]. Natomiast Dusza sama z siebie raczej nie będzie dla własnych korzyści działała – jest w tym bardzo pokorna.

Tym kimś, korzystającym z doświadczeń duszy, tym, kto może posiadać coraz większe realne moce rozróżniania, jest świadoma jaźń.

Świadome ja [świadoma siebie jaźń] nie jest Duszą, nie jest też  tym Duchem, który opuszcza się ze sfer Boskich w świat przejawiony. Świadomość, co ciekawe, wzrasta od dołu, rodzi się przy doświadczeniach. Rozpoczyna się od tego, że istota zaczyna być świadoma tego, co przeżywa [a do tego potrzebne są przeżycia, których dostarcza Dusza]. Potem pojawiają się sukcesywnie przebłyski samoświadomości: „kto to przeżywa?” – ano „Ja” przeżywam. I zaczyna się rozwój samoświadomości, polegający na dociekaniu, kimż to jest ów „Ja”, co tak doświadcza, co obserwuje doświadczenia.

A więc Świadoma Jaźń wzrasta ona wraz z wcieleniami, „wykołysana”, „wychowana” jest poprzez Duszę i zgromadzone przez nią 7doświadczenia.

Szedłem kiedyś przez dość spore zgromadzenie ludzi, były tam również dzieci. Nagle przybiegło kilka małych dziewczynek goniących się nawzajem. Spojrzały na mnie, a głos wewnętrzny powiedział mi: „o, jakie duszyczki”. Istotnie, duszyczki są podobne do małych dziewczynek. [Starsze i stare dusze co prawda są już mniej podobne do małych dziewczynek, a raczej do starszych niewiast, niemniej porównanie jest celne].

I jeszcze tak dla przypomnienia:

Duch jest częścią Boskiej energii, która się zindywidualizowała i opuściła w świat w celu przejawiania się. Duch jest poza czasem.

Jako, że Duch bezpośrednio nie jest w stanie się przejawiać, wytwarza się Dusza, która jest zarówno w sferze bezczasowej jak i czasowej, jest w obu. Dusza ma pragnienie doświadczania w celu gromadzenia przeżyć. Po części realizuje się przez to pragnienie ducha ku przejawianiu się, a po części realizuje się plan tworzenia się zindywidualizowanej, świadomej siebie jaźni.

Osobowość kształtuje się w konkretnym wcieleniu, ponieważ tego, co Dusza chce przeżyć jest zbyt dużo i trudno byłoby Duszy wszystko przeżywać jako Duszy. Stąd wielość wcieleń. Stąd narzędzie – pojazd jakim jest Osobowość + ciało.

Osobowość jest obecna w pojedynczym wcieleniu i w ramach jego wzrasta i umiera wraz z nim. Osobowość można opisać jako sumę przystosowań do życia.

Komentarz:

Świadomość to nie mózg.

Mózg jest kwantowym odbiornikiem duchowej świadomości.
Teoria dualizmu interakcyjnego John Carew Eccles’a,
oraz kwantowa teoria świadomości Orch-OR
Rogera Penrose i Stuarta Hameroffa – są prawdziwe.
Neuronalna transmisja synaptyczna w mózgu
– nie tworzy świadomości ani naszych myśli.

Przeczytajcie ten artykuł i poznajcie prawdę:

http://radioamator.elektroda.eu/swiadomosc.html

lub wpiszcie w wyszukiwarkę: świadomość to nie mózg

Odpowiedź:

Drogi radioamatorze :)

To co piszesz, że mózg nie tworzy świadomości jest oczywiste!


Jeśli coś z przyszłości będzie miało Wam być objawione, to tak się stanie bez Waszej ingerencji,
czy to w postaci snu, czy też przeczucia, intuicji.”
jestem tego samego zdania.

„Ludzkie ciało – to telefon komórkowy.
Mózg – to karta SIM
Dusza(świadomość,osobowość) – to numer na centrali i wszystko co jest z nim związane.
Operatorem sieci – jest Bóg.”

Ja bym raczej jednak operacje Duszy więcej cenił.
Przyrównałbym ją w sytuacji dostępu do internetu po linii ADSL – do sprzętu sieciowego zainstalowanego w centrali. Sprzęt ten to coś więcej, niż tylko numer tel. Tak samo dusza – jest bardzo często w praktykach duchowych wręcz pomijana. Przykładowo buddyści często wpadają w „duchowy bypass” i nie pracując z obciążeniami/przeżyciami duszy od razu chwytają się za praktyki stricte duchowe, np. medytację zen. A zen nie jest terapią…

Pozdrowienia!

- -

_______________________________________________________________________

Ego

Ludzie są tak bardzo zidentyfikowani z głosem myśli w swoich własnych głowach. Na podstawie myśli o sobie powstaje pewien obraz siebie. Wspomnienia, sprawy, których dokonałeś, rzeczy, które ludzie zrobili tobie, to są sprawy, z którymi się identyfikujesz myślowo. Nazywamy to ego: jest to uczyniony przez samego człowieka myślowy obraz siebie. To jest “ja” oparte na aktywności myśli.  [Eckhart Tolle]

Jeśli się zastanawiasz: “czy ładnie wypadłam w tej nowej bluzce?”, “jakie zrobiłem wrażenie, może będą o mnie coś mówić?, co będą o mnie mówić?” – to najprawdopodobniej jest to sprawa ego. Ego operuje w obrębie tego wcielenia i prezentuje nas samych w relacji do innych, razem z całym prestiżem na jaki je stać. Ego bardzo jest wrażliwe na siebie samo, na to co o nim powiedzą inni, potrafi dać popalić nieuzasadnionym poczuciem winy albo poczuciem wyższości wobec kogoś. Niestety te efekty działania ego są niezgodne z realizmem, z jasną oceną sytuacji. Czasami jak takie “radio Crazy” się w głowie włączy,  gęga i gęga. Mimo iż wiemy, że to bzdury – nie potrafimy się od tego uwolnić.

Ego trochę podobne jest do tej gęsi z obrazka. Niespecjalnie mądra, ale przyciąga pełną uwagę małego dziecka [które może robić za Świadome Ja]. Gęś nie będzie zważała na dziecko, i będzie chciała iść tam gdzie zechce, jeść, co zechce. Wygląda na wielką panią, a jest tylko gęsią.

[Duża część myśli przewodnich w tym tekście pochodzą od zebranych przemyśleń o ego Eckharta Tolle, oznaczone jako ET, podczas gdy własne przemyślenia jako AK]. Propozycje ćwiczeń są mojego autorstwa.

Jest w nas cząstka, zwana ego. Po łacinie oznacza to „ja”. W różnych systemach oznacza mniej więcej to samo – obraz, z którym się identyfikujemy. Ego jest wyobrażeniem o nas samych, ale nie tylko wyobrażeniem – całą konstrukcją umysłową. Jest to wyobrażenie, według którego cenimy [bądź nie] samych siebie. Oczywiście, dla wielu z nas świadomym się zdaje dążenie do coraz większego komfortu, dobrostanu. To też jest dążeniem ego. Jednakże, jeśli się nie daje osiągnąć komfortu, ego może również skorzystać w dużym wymiarze z kłopotów, aby zasilić siebie.

Ego jest więc niemalże osobnym bytem w nas samych. Jest myślowym konstruktem, który określa nas, a jednocześnie posiada możliwości wpływania na nasze decyzje poprzez wywieranie wpływu, presji [by działać na jego modłę]. Ego może nas łechtać, może nam wskazywać działania, może nas wręcz terroryzować, przymuszać do zrobienia pewnych rzeczy. Dlaczego? Dla komfortu, który wypływa z odczucia, że nasz obraz jest poprawny, czy „lepszy”. Jeśli coś mamy zrobić z dyktanda ego, to dlatego, żeby nasz obraz był:
– silniejszy. Możemy się poczuć silniej, wyobrazić dzięki temu działaniu, że mamy kontrolę nad sytuacją, wyobrazić sobie, że jesteśmy na silniejszej pozycji, chociaż obiektywnie możemy nawet coś tracić.
– bardziej konkretny. Ego bardzo lubi konkrety – brak definicji czegoś może przyprawić nas [ego] o ból głowy. Jeśli nie możemy zdefiniować siebie i swojego położenia [czy jest „dobre”, czy „złe”], ego zaczyna wariować.
– ego chce być „ponad”. Nie podoba nam się zwykle, jeśli zależymy od kogoś, czegoś. Brak wpływu na pogodę może popsuć humor turystom [mamy przecież takie wspaniałe plany!]. Brak rozkładu jazdy może być powodem do wściekłości [„ja mam prawo wiedzieć, kiedy odjeżdża autobus!] Ego ma potrzebę kontroli.

Ćwiczenie:
Spróbuj przypomnieć sobie niedawne momenty, kiedy pragnąłeś/pragnęłaś być:
– silniejszy/a, – bardziej konkretny/a, – mieć większą kontrolę
mając jednocześnie poczucie przymusu, że musisz to zrobić.

Szczęściem oprócz „zrobionej” cząstki, która udaje prawdziwe nasze ja jest też Świadome Ja, Świadoma Jaźń, czy inaczej esencja, jak to Buddyści nazywają. Nie poddaje się ona opisowi, nie jest związana czasem. Dochodzenie do zrozumienia, odczucia kim jest owo Świadome Ja jest drogą wyjścia z ego i jego wszelakich pokrętnych działań.
Więcej, szybciej, lepiej, bardziej kolorowo, czyli zawartość ego
Potrzeba dla ego jest czymś niezbędnym. Bez potrzeb i ich spełniania, bądź niespełniania nie mogłoby powstać. Dlatego ego jest tak złączone z Duszą, której podstawowym zadaniem jest zdobywanie doświadczeń.
Eckhart Tolle nazywa tą potrzebę gromadzeniem zawartości [ang. content]. Zawartość może być różnych rodzajów, o wielu tu piszę. Najważniejsze jednak, że ego poszukuje siebie w tej zawartości. Próbuje za pomocą zawartości umysłu odszukać to coś, kim jest. Błędnie sądzi, iż im będzie więcej tej zawartości, tym łatwiej się odnajdzie. I tym lepszego „siebie” odnajdzie, im lepsze będzie mieć przeżycia, bardziej komfortowe, czy za większe pieniądze. Takie przekonanie jest błędne, ponieważ to, kim jesteśmy, nie pochodzi z osobistej historii, nie jesteśmy definiowani przez to, co się nam wydarzyło. Możemy oczywiście dodawać różne przeżycia do naszej historii, lepsze, gorsze, większe, mniejsze. Natomiast opieranie się na przeżyciach, jako definicji tego, kim istotnie jesteśmy prowadzi do.. powstania jeszcze większego i mocniejszego ego. Taka sytuacja zachodzi, gdy nie jesteśmy jeszcze zdolni do oglądania, kim prawdziwie jesteśmy.

Sposoby uświadomienia swojej Prawdziwej Jaźni

[AK] Jeśli nasze umiejętności człowieka nie wychodzą poza świat fizycznie postrzegany, to nic dziwnego, że w oparciu o taki obraz umysł tworzy swój wizerunek, próbując rozpaczliwie odszukać się.
Gdy jednak jesteśmy na tyle rozwinięci, że odczuwamy, iż nasze przeżycia, wraz z ich zawartością są jedynie przemijające, próbujemy zadawać pytanie: to w takim razie, kim ja jestem? Możemy odpowiedzieć na nie na wiele sposobów.

A. Jeżeli mamy świadome doświadczenia energetyczne na planach niefizycznych. Mogą one wynikać z ćwiczeń radiestezyjnych, albo z uświadomionych relacji emocjonalnych, uczuciowych z innymi ludźmi. Najważniejsze, żeby w takich relacjach wyodrębnić siebie, jako stronę takiej relacji. Nie postrzeganą zmysłami, lecz odczuciami.

B. Jeżeli mamy doświadczenia z terapii reinkarnacyjnych to odkrycie siebie, jako wibracyjną świadomość jest w miarę proste. Przejście pomiędzy wieloma inkarnacjami we wspomnieniach ładnie pokazuje, co się utrzymuje w owym łańcuchu żyć. To właśnie Świadome Ja, coraz bardziej świadoma, prawdziwa Jaźń.

C. Jeśli przez życie odczuwamy siebie nie jako ciało, to również odkrycie prawdziwego ja nie nastręcza dużego kłopotu. Często widzę starszych ludzi, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że czują się jak „o wiele młodsi duchem”, niż by to wynikało z wieku metrykalnego. Proste wskazanie, że to właśnie odczuwają swoją nieprzemijającą, niestarzejącą się Prawdziwą Jaźń może przynieść zrozumienie sytuacji. Jednakże bardzo duże bagaże kulturowe nie dają zwykle ludziom sposobności, aby podjęli prawdziwie zmianę utożsamienia – kim są. Tak tłumaczyłem to mojej zmarłej już babci. Mówiłem, że Dusza jest nieśmiertelna, zresztą zgodnie z tym, co słyszała w kościele. I pod koniec życia, świadoma umierania, chyba skojarzyła, o co chodzi, chociaż była prostą, niewykształconą kobietą.

D. Możliwa jest również droga negatywna. Mistrzowie duchowi ze starożytnych Indii nazywali ją „neti-neti”. „Nie mogę podać Ci określenia tego, kim jesteś, kim jest ów duch człowieczy, atman, ale mogę opowiedzieć, kim NIE jesteś. A więc nie jesteś ani [tym], ani [tamtym]..” Po troszę taką drogę prezentuje Eckhart Tolle, mówiąc o ego i o jego duchowej śmierci. Mówi, iż dotychczas identyfikowaliśmy się z ego, ale to była błędna identyfikacja. I teraz, trzeba przejrzeć te sposoby identyfikacji, przejrzeć, aby się pozbyć tej identyfikacji i doznać nowego sposoby odczuwania siebie, który nie ma wiele wspólnego z wyobrażeniami. Ma za to wiele więcej wspólnego z przeżywaniem, z świeżą świadomością chwili obecnej, nie skażoną myślą.

Potrzeba istnienia ego

[AK] Zanim będziemy się rozpisywać o kłopotach związanych z ego, warto podkreślić, iż nieprzypadkowo się ono zrodziło i wydaje się być konieczne w rozwoju czy to indywidualnym, czy też zbiorowym.
Dla pojedynczej istoty ego jest jakby protoświadomością, pierwocinami świadomości. Ego wyznacza zakres jednostki, której dotyczą doświadczenia. Jakby nie ego, to nie wiadomo byłoby umysłowi, jak się odnosić do doświadczeń. Nie wiadomo, komu by się one przydarzały. Ot, przydarzałyby się i tyle. Dusza, jako kołyska Świadomego Ja wytwarza najpierw ego – poczucie odseparowanej, zindywidualizowanej istoty. Istota taka już nie jest sklejona, zlepiona ze środowiskiem, nabiera dystansu wobec otoczenia, już zaczyna „widzieć” swoje sprawy, swoje interesy. Zaczyna się to w łańcuchu ewolucji duchowej u roślin, gdzie mogą przykładowo rywalizować o dostęp do promieni Słońca [jest to bardzo prymitywne dbanie o siebie]. U zwierząt zachowania egoistyczne są daleko doskonalsze – pojawia się potrzeba posiadania, przynależności. W czasie walk godowych wychodzi potrzeba „lepszości”. Jednakże dopiero człowiek te doświadczenia może powoli przekształcać na pokarm Świadomego siebie Bytu. Zstępujący od Boga Duch nie jest świadomy [to moje twierdzenie, zwykle ezoterycy przyjmują sporą świadomość Ducha i Duszy]. Duch nie ma Świadomości, bo jeśliby miał, musiałby mieć Świadomość Boską, a tak jest w jedynie nielicznych przypadkach [jeśli wierzyć Awatarom, bo to ich dotyczy].
Świadome siebie Ja pojawia się po pewnym czasie od zesłania Ducha i na samym dole drabiny Jakubowej wydarzeń. Dopiero tu, w kotle ziemskich dylematów, problemów, wichrów pojedyncza istota zaczyna obserwować swoje doświadczenia dotąd niemalże automatycznie prowadzone przez Duszę pod szyldem ego. Ego jest niejako automatem indywidualnego doświadczania. Dopiero doświadczenia zapewniane przez Duszę oraz obecność ego daje wszelkie niezbędne atrybuty, aby Samoświadomość wykarmić. Dlatego nie potępiajmy w czambuł ego, a raczej skorzystajmy z tego, co nam przynosi, z tych zasobów, z tych treści, ponieważ dzięki przyglądaniu się im mamy możliwość zintensyfikowania, rozwinięcia Świadomości tego, czym istotnie jesteśmy.

A jak się ma rozwój ego w inkarnacji pojedynczej osoby?

W czasie rozwoju dziecka zachodzą przemiany zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Można tu doszukać się metafory całego przebiegu indywidualizacji duchowej – od połączenia z Bogiem, poprzez pierwotne zróżnicowanie, zdobycie dystansu, aż do odkrywania samoświadomości.

Pierwotne utożsamienie z matką u dziecka przechodzi w dziecięce ego. Czterolatek ma poziom myślenia Niższej Jaźni Huny, poziom „mądrości” ego. Chce tego, tamtego nie, świat jest prosty. Nastolatek mając nadal pragnienia wcześniejsze wciągany jest machiną biologiczną i szkolną w przeżywanie rozlicznych rozterek. Mało komu udaje się nie być pochłoniętym przez wzorce ewolucyjne, prokreacyjne, kulturowe, zawodowe. To stawia następny poziom w budowli ego. Młody człowiek roztapiałby się w tłumie, jakby nie ego. Dzięki ego chce jednak się odróżniać, wyróżniać.

Dzięki ego jednostka posiada doświadczenia, jako osobna istność w środowisku. Nie ważne, czy jest tego świadoma, natomiast ma zapewnione odseparowanie się od innych – jest osobnym światem. Jakże tu nie zacząć być świadomym, że „coś się mi przydarza”? Tak powstaje świadomość. Kolejnym krokiem jest okrzepnięcie świadomości doświadczeń, pojawia się pytanie: „komu się to przydarza?”. Wtedy sam świadek zaczyna się wyłaniać z niebytu, może zacząć obserwować siebie. Oczywiście po tak intensywnych doznaniach w środowisku jest mocno w nie uwikłany i utożsamiony z „przeżywaczem” doświadczeń, czyli z ego. Z różnych powodów jednak może zacząć rozumieć, iż jako istota świadoma jest czymś unikalnym, mającym jakość samą dla siebie, niedostępną dla ego, ponieważ nie opartą na budowaniu wartości. Jak dla ego wartość i ocenianie są niezbędne, aby się zbudować i wzmocnić, tak dla Świadomego Ja ocenianie i odniesienia zewnętrzne są niepotrzebne. Świadome Ja żyje, jako cząstka przyrody, cząstka Boga niezależnie od form, nie musi się nimi wspierać w swoim bycie.

Potrzeba autoidentyfikacji

[AK] Ego jest potrzebne istocie żywej do odkrycia identyfikacji. Identyfikacja – jestem Janek Kowalski, chodzę do 3 klasy, jestem Polakiem – nie przychodzi od razu. Trzeba wielu, wielu doświadczeń, porównań, ocen, kumulowania wyników, aby wykształciła się taka forma przedstawienia osoby. Zwykle jednak osoby pragną „być kimś”. Może na początku nie „być sobą”, ponieważ są zapatrzone na zewnątrz, ale osiągnięcia, przynależenie do jakiejś grupy wydaje się bardzo pociągające. Wydaje się to zresztą bardzo bezpieczne, przynoszące poczucie bezpieczeństwa. Bo i zewnętrzne wartości są dobrze oceniane – a wraz z nimi ktoś, kto je posiadł. A i przynależność do grupy jest dobrze postrzegana, społecznie poprawna i pochwalana.

Potrzeba załatania dziury

Istotnym rysem ego jest przekonanie o niekompletności. Jeśli działamy z pobudek Duszy to najczęściej realizujemy aktywny, radosny, posiadający poczucie pełni scenariusz. W miarę realizacji narasta uczucie pełności, zaspokojenia.
Przykładami mogą być dążenie do zdobycia szczytu górskiego, zwiedzenia jakiegoś kraju, wykonania jakiegoś przedmiotu, wypłynięcie w rejs jachtem, itp. Jeśli cieszy nas to i odczuwamy poczucie zaspokojenia, to zaspokajamy pragnienia własnej Duszy.
Jeśli zaś naszym działaniom przyświeca poczucie, że czegoś jeszcze nie mamy, nie jesteśmy kimś wystarczająco ważnym, majętnym czy też poważanym, to poddajemy się presji ego. Dla kobiet ego może przymuszać do np. posiadania dzieci. Może mówić – no jeszcze nie masz dziecka [dwóch, trzech], to kim tak naprawdę jesteś, jaka jest twoja wartość, bo ja jej nie widzę?
Zarówno samo poddanie się kieratowi nienasycenia jest nieprzyjemne, jak i jest kłopot – nie da się poprzez działanie na tej fali zyskać zaspokojenia, ukojenia. Można, co gorsza mieć dzieci z poddania się ego, co nie da zaspokojenia, natomiast da kłopoty. Już chyba lepiej nic nie robić i oglądać swoje motywy, intencje wewnętrzne. To może dać sporo wglądu we własne procesy psychiczne a i rozluźni uścisk ego.

Ćwiczenie:
Przypomnij sobie, do czego cię ostatnio ego przymuszało, wskazując brak. Przypomnij sobie, jaki brak wskazywało ego. Następnie zobacz, na ile istotnie jest to taki brak, że bez tego żyć nie możesz, a na ile jest to robienie zapotrzebowania na siłę. I jeszcze odpowiedz na pytanie, czy jeśli w zupełności zaspokoisz to pragnienie ego, czy istotnie poczujesz zaspokojenie – czy obiecywane przez ego rozluźnienie, spokój może nastąpić, czy też może to być chwilowe odetchnięcie przed kolejnym przyjęciem na siebie [być może cięższego] zadania?

Jak się bowiem domyślasz, jeśli ego zajęło pozycje w Twoim życiu, to łatwo z nich nie zrezygnuje, zwłaszcza jeśli poddajesz się jego dyktatom. Czym innym jest posuwanie się z postępem, a czym innym jest posuwanie się pod presją ego – to pierwsze daje zwiększające się możliwości, to drugie daje zwiększający się stres i poczucie niezaspokojenia mimo, iż de facto zaspokaja się kolejne potrzeby. Głos w głowie [radio Crazy], myśli w kółko rozważające daną sytuację to ego, któremu pozwolono na szarogęsienie się.

Ćwiczenie:
Przypatrz się sobie i swoim myślom. Ile czasu w ciągu dnia przychodzą do ciebie natrętne myśli, ile czasu nimi sobie zaprzątasz głowę?
Na ile jest to konstruktywne, a na ile niepotrzebne, tak procentowo?
Z ilu procentów „przemyśleń” mógłbyś/mogłabyś zrezygnować i nadal dobrze funkcjonować?
Spróbuj zauważyć, w jaki sposób myśli przekonują cię do tego, że warto byś je podjęła/ął?
Jakich argumentów używają myśli, aby zostać przyjęte przez ciebie?
Ile z myśli używają argumentu, że:
– są niezbędne?
– mają ważną misję do spełnienia i dlatego są niezbędne?
– odczucia z nimi związane wyglądają na tak prawdziwe, więc należy podjąć te myśli?
– dotychczasowo sytuacja w ten sposób wyglądała, a więc należy kontynuować przemyślenia od tego miejsca? [często niespecjalnie przyjemnego]

Spróbuj odczuć zmianę jakościową swojej energii, gdy poddajesz się natrętnym myślom. Czy zwiększa się napięcie mięśniowe? Czy się przygarbiasz? Czy zamazują się kontury rzeczy widzianych? Czy „odpływasz”? Czy pojawia się emocja? Jaka?

A teraz przyjrzyj się momentowi, gdy natrętne myśli znikają. W jakim momencie się to dzieje? Czy masz jakąś inspirację, żeby przestać natrętnie myśleć? Czy zaprzestanie natrętnych myśli wiąże się z jakimś odczuciem [negatywnym czy pozytywnym]? Jak reaguje na to kręgosłup? Oddech? Wzrok? Czy zmienia się percepcja twojego świata gdy odchodzą natrętne myśli?

[AK] Oprócz stanów, w których królują natrętne myśli możemy przeżywać stany bez nich. Równie dobrze możemy funkcjonować, naszymi sprawami zwykle się zajmuje ciało, Niższa Jaźń, jak na przykład w czasie jazdy samochodem. Nie musimy wysilać się, aby myślowo podejmować każdą decyzję [o ile mamy już jakieś doświadczenie]. Podobnie może być w wielu innych dziedzinach. Wyobraź sobie, w jakich.

Potrzeba oceniania

[AK] Wraz z rozwojem ciała mentalnego pojawiają się umiejętności dyskryminacji – wyróżniania obiektów, nazywania ich, klasyfikowania. I oceniania. Ego kocha ocenianie, ponieważ daje mu to możliwość lepszego zrozumienia, czy buduje siebie, czy też nie. Bez oceniania ego wydaje się być zagubione: „czy dobrze postępuję?” „to co robię, to się na coś przyda, czy nie?” Jeśli nie mamy punktu odniesienia a po prostu żyjemy, ego ma poważne wątpliwości, może wpaść w przerażenie. Dlatego właśnie osoby żyjące w stresie, gdy jadą na wakacje nie potrafią wypoczywać. Biegają jak kot z pęcherzem, starają się zrealizować jakiś ambitny plan, choćby zwiedzania. Nawet tam, na urlopie, zamiast wypocząć właśnie od realizowania ambitnych planów.
Oceny, także szkolne, bardzo dobrze przydają się do pokazywania swojego statusu: „O, ty dostałeś o 5 punktów mniej!” „Tak, ale zaraz pójdę się kłócić!” W późniejszym wieku oceny ze sprawdzianu zmieniają się w rocznik auta [im późniejszy, tym lepiej], lata, na ile się wygląda [u kobiet], sumę wpływającą na konto. Oceny nadal są wyznacznikami dobrobytu, dobrostanu. Nie można po prostu być, ponieważ ego tego nie daje. „To nic, że serce chore, wezmę jeszcze ten drugi etat, pieniądze się przydadzą!” – mówi mąż. „Jestem taką dbającą żoną, ale nie mam jakiś szczególnych wątpliwości co do drugiej pracy męża, przecież to wszystko dla dobra rodziny.” – myśli żona. Gdy małżonek idzie na serce do szpitala [podejrzenie zawału] żona uznaje, że to po prostu taki los. Nie uważa, że przez słuchanie własnego ego przyczyniła się do tego. Wzrost możliwości życiowych [często niewykorzystywanych], wzrost prestiżu przeważają, ponieważ za nimi stoi oceniające ego.

Ćwiczenie:
Spróbuj wyodrębnić sferę w Twoim życiu, w której obycie się bez oceniania wydaje się niezwykle trudne. Nie proponuję Ci nagłych ruchów, tylko zastanowienie. Wyobraź sobie, co mogłoby pójść nie po Twojej myśli, jeśli byś zaczął/zaczęła rozszerzać pole akceptacji? Nie musisz się na to godzić, to tylko ćwiczenie umysłowe. Ale stawiam pytanie, czy z brakiem oceny też nie przyszłoby coś dobrego, czego teraz nie ma?

Stan bez oceniania jest możliwy. Można przeżyć cały dzień nie dokonując oceny. Owszem, możemy mieć preferencje, może nas do czegoś ciągnąć a od czegoś odpychać. Jeśli są to odruchy niewinne, to możemy się z nich czegoś dowiedzieć o sobie. Brak oceny wiąże się ze swobodą. Niełatwo w niektórych sprawach związanych z uczuciami, relacjami utrzymać swobodę. Gdy jednak odważymy się na prawdziwość i nie będziemy chcieli okłamać samych siebie, gdy nie będziemy przymuszać się, to swoboda pozostanie.
Proszę pamiętać, że mówię o swobodzie razem z odczuciami Dusz, które mają dosyć skomplikowany system zasad. Niektórzy mężczyźni i kobiety [ale częściej mężczyźni] uważają bezwzględną swobodę za swoje prawo, podczas gdy jest to tylko konstrukcja intelektu, ego, osobowości, ducha [cząstek yang]. Taka „swoboda” przynosi szkody i rani na sposób yang.
Z drugiej strony niektóre kobiety i niektórzy mężczyźni [ale częściej kobiety] mają zbytnie poczucie posiadania [lgnięcia ku komuś, czemuś]. Uważają to za bezwzględne swoje prawo, nie respektując odczuć innych osób, tłumacząc wszystko własnymi „dobrymi intencjami”. Niestety, jest to również stan nierównowagi, tym razem „yin”, pochodzący od ulegania Duszy, ego, ciału. Takie nadmierne, bezrozumne lgnięcie przynosi szkody i rani na sposób yin.

Gdy uda nam się być wystarczająco swobodnymi i nie za bardzo lgnącymi, możemy osiągnąć harmonię przeżywania. Wtedy co byśmy nie zrobili będzie naznaczone przyjemnym odczuciem żywotności.

Potrzeba osiągnięć

[AK] Potrzeba osiągnięć u ego jest ogromna. Bo kimże ty człowiecze jesteś, jeśli nie osiągniesz… tego, tego czy tamtego…? Bez osiągnięcia, dla ego nie ma mowy o zbudowaniu jakiegoś konkretnego obrazu siebie jako człowieka żyjącego nie na daremno. Celem życia dla ego jest osiągnięcie. Na przykład osiągnięcie zawodowe. Nie przypadkiem tak wiele jest nazw stanowisk, tytułów naukowych i zawodowych. „Posiadanie” takiego tytułu sygnalizuje ego, że „jest się kimś”. A tak naprawdę jest się ego. Jeśli mamy tytuł magistra – jesteśmy magistrem – kimś „lepszym”, bo posiadającym odpowiedni poziom wykształcenia. Owszem, jest to oczywiście bezwzględnie pewne określenie umiejętności i wiedzy, ale z pozycji ego bardziej się liczy prestiż i osiągnięcie pewnej pozycji społecznej, jaką gwarantuje ów tytuł. To dowartościowuje. Panowie dzięki temu liczą na lepsze odnoszenie się do nich, panie – na lepsze zamążpójście.
Tytuły wyższe są jeszcze bardziej zaspokajające. „Jestem tym i tym, więc nie jestem już nikim!” Posiadanie tytułu doktora czy też profesora niejednej osobie uderzyło do głowy egoistyczną wodą sodową. Nie można już z takim kimś normalnie porozmawiać – ponieważ „rozmawiamy z profesorem”. Nie możemy opowiedzieć o swoich przemyśleniach, ponieważ ON/a ma wiedzę i jeśli ktokolwiek jest predestynowany do prezentowania wiedzy i przemyśleń w tym towarzystwie, to właśnie ON/a. Na nieszczęście dla takich osób, tak uwikłanych w ego, w utożsamienie się ze stanowiskiem, ich świat emocjonalny, uczuciowy – karleje. Można być wielkim profesorem i nieudacznikiem emocjonalnym czy uczuciowym. Za to główną odpowiedzialność bierze ego, jako, że przeżywanie emocji czy uczuć nie jest dlań wykładnikiem wartości osoby.
Pozycja zawodowa ma wiele do zaoferowania – myśli sobie ego. Prosta sprzątaczka – kimże ona jest? Taki kierownik, albo dyrektor – to dopiero pozycja mnie godna! Godność, oddawanie szacunku, te napędy też zawarte w Duszy, są bardzo miłe dla ego. Łatwo przerobić szacunek na rozdymanie ego. Jeśli bowiem ktoś nas szanuje, to ego zaraz będzie chciało zrobić z tego użytek. „Oni mi nadskakują, więc moje akcje idą w górę!”.

Ego jest cwane i nawet z bycia w podległej pozycji potrafi zrobić użytek. Jeśli jestem w obecności kogoś znanego, znacznego, jeśli otrzymuję od niego uwagę, to „rosnę”! [ET]. Nie raz można zauważyć jak ludzie podszywają się pod kogoś/coś, aby jechać na tej marce. Aby ogrzać się: „Znam pana X”, „bywam u Y”, „kupuję w sklepie [tu znana marka]”, „Jestem znajomym tego a tego”, „rozmawiałem ostatnio z tym [ważnym gościem]”, „mogę powołać się na X, moje przekonania nie są więc bezzasadne, musicie je uznać”. Nie musi być to uwaga wypowiadana na głos, może być to cichy głosik we własnym umyśle, siorbiący zadowolenie przez słomkę. „Ten nasz produkt jest wzorowany na produktach marki Y, jest więc godny uwagi!”. Takie drobne grosiwo prestiżu skapujące z pańskiego stołu jest z cierpliwością zbierane przez ego. Dla ego nie jest to tak błahe, jakby się wydawało. Pozycja w hierarchii bowiem daje nadzieję na podwyższenie pozycji w tej hierarchii. A o to przecież chodzi ego – celem nie jest chwila obecna, nadzieja jest jak najbardziej dobrą monetą.

Ćwiczenie:
Spójrz na siebie i powiedz ile z własnego wizerunku robisz na pokaz, a ile z własnej nieprzymuszonej woli. Nie oceniaj się i nie karć. Na razie tylko obserwujesz. Jeśli robisz coś dla kogoś, to wymień dla kogo i przypomnij sobie presję, którą mogłeś/aś odczuć od tej osoby. Możesz w myślach oddać tą presję tej osobie i jej Duszy. Możesz zobaczyć, na ile te presje też pochodziły z obciążeń tej osoby i zdać sprawę sobie, jakie to są obciążenia [jeśli już wiesz, jakie występują].

Nadmierne wyswobodzenie powoduje zrywanie więzów między Duszami – jest niekorzystne z powodów yang [jest to jak buntowanie się]. Warto pamiętać, że buntownik nadal jest uzależniony od tego, komu się sprzeciwia. Jeśli by był wolny, nie sprzeciwiałby się.
Nadmierne zaś przywodzenie się do posłuszeństwa nawykom, tradycjom, Duszom prowadzi do niepotrzebnego poddaństwa, to błąd yin. Pewne zależności są dobre i pożądane, całe życie prowadzimy w siatce powiązań. Gdy odczujesz, na ile warto być związanym a na ile swobodnym w potrzebach zależności, znajdziesz harmonię.

Potrzeby ewolucyjne

[AK] Tu wchodzą przede wszystkim potrzeby związane z prokreacją. Potrzeba seksu u mężczyzn i potrzeba posiadania potomstwa u kobiet. Z tych doświadczeń ego może brać pełnymi garściami. Jak tu bowiem nie chwalić się ładną partnerką, czy też ładnym niemowlęciem – przecież to „moje”! A więc moje akcje rosną. Mając ładną żonę mężczyzna buduje swoje przekonanie o sobie samym – jestem lepszy, ponieważ mam ładniejszą żonkę od Kowalskiego. A żona – „Urodziłam! Jaka jestem dzielna! A jaka ładna córeczka! Popatrzcie tylko! [bez córeczki czułabym się niepełna] A jak potrafi mówić [coś]. Madzia, powiedz wierszyk!” [pochwalcie moje dziecko, wtedy będę się dobrze czuła!]
Nikt specjalnie nie zastanawia się nad odczuciami u drugiej strony. Jak się czuje żona sprowadzona do pozycji trofeum, jak się czuje dziecko sprowadzone do pozycji pucharu na szafce, wraz z kolejnymi świadectwami z czerwonym paskiem, wyróżnieniem, czy czym tam. Plus oczywiście zaspokojenie niedościgłych pragnień rodziców – a to dodatkowy język, a to lekcje muzyki..
Mężczyzna również jest wykorzystywany przez ego kobiety – jest dostarczycielem dobrego samopoczucia – ma dobrą pracę, zarabia niemałe pieniądze. Jak tu się nie cieszyć? Kto to mówi? Ego.
Można tu odróżnić radość od zadowolenia. Radość jest naturalna, spontaniczna, nie potrzebne jej przyczyny, jest uczuciem. Radość wynika z pełni, z przepełnienia dobrymi wibracjami, sama tworzy jeszcze więcej pełni, przepełnienia.
Zadowolenie może się pojawić natomiast dopiero w ściśle określonej „dobrej”, „bardzo dobrej”, „komfortowej” sytuacji. Nic złego w komforcie. Natomiast ego czerpie zeń pełnymi garściami umacniając siebie. Komfort dla ego jest watą wypełniającą poczucie pustki. Czasami potrzeba całe tony tej waty, na nieszczęście ugniata się ona i potrzeba jej więcej i więcej, mimo iż wydaje się, że cała dziura w duszy już jest zasklepiona. A tu nie.

Ćwiczenie:
Przypomnij sobie, jak rozsadzała Cię radość i z niej czerpiąc coś robiłaś/eś, działałaś/eś..
Potem przypomnij sobie jak miałeś/aś poczucie dziury w duszy wielkości krateru po bombie i starałeś/aś się to zaopatrzyć w tempie działania pogotowia ratunkowego robiąc [przypomnij sobie co]? Wchodzić tu mogą wszelkiego typu czynności przymusowe, typu jedzenie, alkohol, hazard, itp. działania zmniejszające lęki, niepokoje, otępiające, tłumiące. Jak się wtedy czułeś/aś?
A na koniec przypomnij sobie odczucie spokoju, gdy Ci było po prostu dobrze, bez konieczności robienia czegokolwiek, udowadniania czegokolwiek, ratowania czy bez jakiejkolwiek ekspresji..

Co ciekawe, jak zresztą niemal wszystko daje się robić z różnych pobudek, intencji, tak samo wchodzenie w związki może być albo z napięcia, nerwicy, albo ze swobody wyboru. Chyba nie trzeba mówić, które jest zdrowsze. Jednakże aby móc działać z pozycji swobody trzeba zdobyć nie lada mądrość. Wzorce związków zwykle ogromnie cisną, przymuszają ludzi, natomiast żeby swobodnie wejść w relację, trzeba być sporo świadomym swoich postaw, emocji, uczuć i tego samego u partnera/partnerki. Plus duża doza akceptacji i to chyba już jest blisko ideału.
Potrzeba posiadłości

Nie teraz – później

Ukochanym obszarem w czasie dla ego jest przyszłość. Całe tomy napisano o czasie przyszłym, którego nikt wtedy nie widział, a jak przyszedł i tak się różnił od tego, co zostało opisane. Opisując przyszłość opisujemy nie tyle stan siebie, co własne fantazje.
Co więcej, dla Wewnętrznej Istoty [Świadomego Ja] przyszłość nigdy nie nadejdzie, ponieważ nie ma takiej możliwości. Świadomość nadal będzie w chwili teraźniejszej, która jest tylko i wyłącznie dostępna.
Ego jest innego zdania. Jako konstrukt umysłowy nie jest ono związane z realiami, a raczej jest w łączności z fantazjami. Gra na nich jak Blechacz Szopena. Jeśli coś chcesz, aby udowodniło o przyszłości – jest w stanie tego dowieść. Oczywiście jest to wizja, i to wizja ściśle emocjonalna, ale jakże przekonująca! Przyszłość jest dla wielu osób jedynym czasem wartym zainteresowania.
Jeśli intencją naszą jest pomniejszenie nas w chwili obecnej – to karmi ego. Jeśli zaś czujemy się na pewnej fali i Dusza ma ochotę na przeżywanie, może to również budować nas, w tym ego, ale w sposób bardziej rozwojowy, mniej stagnacyjny.

1. Przyszłość może przynieść tak oczekiwaną odmianę [której na próżno by szukać w dniu dzisiejszym]. Oczywistym jest, że jeśli nasza sytuacja jest niedobra, to możemy działać aby się wyplątać z kłopotów. I to jest cenne.
Natomiast jeśli fantazjujemy nie działając to są to pliki banknotów wycięte ze starych gazet. Owszem, mamy sporo papierów, ale bez wartości. Ileż ja razy słyszałem o takiej mitycznej przyszłości od ludzi, którzy chcieli zmienić swą bolesną teraźniejszość. Wielu nie jest w stanie – cierpienie niektórych osób [w tym wzorce wyuczonej bezradności] nie dają im postąpić nawet o krok. Jeśli ja potrafię coś zrobić, to cieszę się, że jestem w stanie, wielu bowiem nie potrafi.
Fantazjowanie bez pokrycia może Duszy poddać wielkie obrazy doznań, których nie sposób dotknąć, zrealizować. W rezerwuarze odpowiedzi są spora frustracja,  wściekłość na siebie [że nie osiągamy fantazji]. Dusza może się odpłacić też depresją – przebiera nogami a do mirażu nie dochodzi. Zamiast więc frustrować się fantazjami możemy zejść na ziemię i poobserwować tu i teraz. Wymaga to co prawda pokory, ale jest to towar dobry i sprawdzony.

Oprócz jednak wprowadzania zmian w chwili obecnej pozostaje kwestia akceptacji.

2. Przyszłość może wydać się dla nas wybawieniem, ponieważ teraźniejszość jest zbyt przykra, zbyt tragiczna. Eckhart Tolle mówi, iż akceptacja czegoś dużego [czegoś aktualnie nie do zaakceptowania] może przynieść duże pogłębienie przeżyć. Dusza zyskuje na głębi, zrozumieniu. Poszerza się pole zrozumienia świata, w którym żyjemy.

[AK] W przypadku przebywania w warunkach ekstremalnie negatywnych [obóz koncentracyjny, rodzina alkoholowa lub z innym krokodylem] warto się ewakuować, ponieważ sytuacje mogą przerosnąć osobę. Próby „przeczekania mimo bólu” mogą się źle kończyć karmicznie w przyszłych wcieleniach. Warto być dla siebie pomocnym na tyle ile potrzeba, nie zaniedbując się w potrzebie.
Niemniej, mimo ewakuacji, zwykle i tak jest dosyć doświadczeń traumatycznych, pokrzywdzenia, aby mocno pogłębić poczucie przeżywania świata.

3. W przyszłości dojdzie do realizacji naszych planów, na które tak czekamy.
W tym wariancie ego tryumfuje. Plany pospinane, działania podjęte, czego potrzeba? Zapatrzenia w chwilę przyszłą. Przecież jest taka atrakcyjna! Ego jest Wielkim Iluzjonistą. Jak Freddie Merkury śpiewał: „I am a great Pretender”. Pretend oznacza udawać. Ego jest Wielkim Udawaczem. Zupełnie prosto udaje się mu wyrobić w nas nawyk patrzenia tam, gdzie jeszcze nas nie ma. Czy nie pamiętamy, że jeśli ktoś nas nie chce widzieć, to mówi: „zobacz, czy cię nie ma z tamtej strony drzwi?” Ego mocno posmarowało miodem i drzwi z tamtej strony i ściany, i sufit i wszystkie meble, byśmy tylko zechcieli opuścić obecne miejsce przebywania. Czemu na tym tak mu zależy?
Ego jest częścią umysłu, poszukajmy w nim przyczyn.
– zelżenie cierpienia [nie możesz wytrzymać? – skieruj się w przyszłość]
– już chcesz, żeby to się stało [teleportuj się w przyszłość]
– umysł to maszynka wirtualna, w ciałach subtelnych sami tworzymy konstrukty, więc co za problem stworzyć „przyszłość”?
Przeciwieństwem owego pretendowania jest prawdziwość. Moim zdaniem Świadomość wewnętrznej istoty rozpoczyna się na polu konkretnych przeżyć. Od świata realności. To tu, w danej chwili zdobywamy odczucie, iż to, co przeżywamy jest rzeczywiste [ma konkretne wymiary, odczucia]. To w chwili bieżącej możemy odkryć Świadome Ja, w światach energii czy w snach jest to o wiele trudniejsze. Na ile przebudzimy się, przebudzimy Świadome Ja, na tyle
Tu przypomnę mantrę sou-ham używaną w jodze. Jako że jesteśmy potomkami praindoeuropejczyków, możemy domyśleć się znaczeń: sou > są, ham > jam > ja. A więc „ja są” czyli „ja jestem”. Mantra ta pokazuje na świadome ja, mogące powiedzieć o sobie, iż właśnie jest.

4. W przyszłości zrealizują się nasze marzenia.
Możemy przesuwać nasze pragnienia do świętego Nigdy. Czasami jest to proces Duszy – nie warto się wtedy winić, po prostu tak się układają sprawy.

Nie teraz – wcześniej

Drugim ulubionym przez ego obszarem w czasie jest przeszłość. Wszelkie sentymenty, emocje pozytywne czy negatywne są mile widziane – o ile wiążą człowieka z przeszłością. Nie jest to ważne, na ile sprawy przebiegły tak, jak je pamiętamy, nie ważne, czy nawet nie zmyśliliśmy ich sobie. Ego cieszy się z każdego kawałka kotwicy, która wbita jest w ląd przeszłości. I co ciekawe – ego nie chodzi o to, abyśmy istotnie jeszcze raz przeżywali przeszłość, lecz aby wyobrażenia o przeszłości zaburzały nam stan teraźniejszy, chwilę bieżącą. Żebyśmy zrobili z przeszłości argument na to, że w chwili obecnej jest gorzej. Wiele, wiele osób poddaje się temu napędowi ego i narzeka ile fabryka dała.
Dla ego przeszłość może być też pozytywnym punktem odniesienia. Dzisiaj jest lepiej, i z tego powodu powinniśmy poczuć się więksi, ważniejsi, lepsi. Ego porównuje się z samym sobą z przeszłości i jest napuszone – jak ja wzrosłem w siłę, w potęgę! Niestety, prawdziwa jaźń nie wzrosła aż tak bardzo. A Dusza, nawet jeśli urosła, to jej na porównaniach nie zależy. Zestawienia więc są wodą raczej na młyn ego.

Na szczęście możemy sobie – według zasady tantrycznej – z kłopotu zrobić pomoc. Istnieje wiele terapii regresyjnych [regresywnych], które używają tego przywiązania do przeszłości, aby wzmocnić i oczyścić psychikę człowieka. A więc, cofając się w sesji regresyjnej wspominamy, co się kiedyś wydarzyło, rozsupłując niejako węzeł dawno zawiązany. Powoli, powoli zaczynamy oczyszczać przeszłość, wypuszczając na wolność energie, które zostały zablokowane w tamtych zdarzeniach. Tak postępując idziemy za naturalnym dążeniem – popatrzmy na ludzi starszych, jak chętnie rozważają przeszłe zdarzenia. To Dusza pragnie oczyścić przeszłość. Nie całe zainteresowanie przeszłością jest więc negatywne.

Ćwiczenie:
Spróbuj sobie przypomnieć dzisiejszy dzień – wspak w czasie, od chwili obecnej. Może boleć. Tak, możesz przekonać się, jak taka prosta czynność jak przypominanie szczegółów może się nie spodobać umysłowi. Zobaczysz przez to na ile silnie skierowani jesteśmy ku przodowi, ku przyszłości. Więcej, następnie, co dalej? – woła umysł. A jak zaczniesz opamiętywać cztery godziny wstecz w szczegółach – może pojawić się co najmniej zaskoczenie, jeśli nie więcej. To ćwiczenie może Ci pomóc w przekonaniu się, na ile jesteś uzależniona od ego [które ciągle DĄŻY]. Jeśli będziesz spokojnie sobie przypominać poszczególne godziny czy nawet dni wstecz, możesz zacząć pokazywać umysłowi, co jest dla Ciebie ważne. Nie tylko to, co jest w przód.

Ćwiczenie
To, co było, też może okazywać się wartościowe i wystarczające. A to jest akurat zniewagą dla ego. Słowa – to mi wystarczy, to jest wystarczające są dla ego jak płachta na byka. Jeśli więc chcesz oczyścić ego, spróbuj wynajdywać rzeczy, sprawy, sytuacje, w których poczułeś się zaspokojony/a. W których mogłeś/aś powiedzieć – to mi wystarczy, tyle mi wystarczy. Jeśli nawet nie powiedziałeś/aś, zrób to teraz w myśli – pojawić się może łagodne rozluźnienie. To ego rozluźnia uchwyt.

Nie tak, jak teraz

Ego może protestować przeciw chwili obecnej. Zdecydowanie się nie zgadzać z aktualną sytuacją materialną, emocjonalną. Może nie zgadzać się z tym, że jesteśmy bez partnera/ki, albo odwrotnie, że jesteśmy z tym … partnerem/partnerką, podczas gdy chcielibyśmy się już od tego uwolnić. Gdy stoimy – ego chce iść, gdy idziemy, chce stać. Bardzo trudno ego zadowolić. Widzisz sam/a jak wielkie postaci tego świata mają wiele, wiele warunków, dopiero po spełnieniu których „mogą się dobrze poczuć”. Oczywiście to ich ego może się dobrze poczuć. Bardzo trudne zadanie..

Niemniej to właśnie chwila obecna jest BRAMĄ do własnej Jaźni. Przyszłość i przeszłość nie istnieją jak tylko w umyśle, jako konstrukcje umysłowe [myślowe]. Natomiast wszelakie prawdziwe życie ma miejsce w chwili obecnej. I dlatego, jeśli praktykujesz przebywanie w tu i teraz, bez ambicji i bez roszczeń, to przybliżasz się do własnej prawdziwej Jaźni, która już nie jest żadnym obrazem czy konstrukcją umysłową. Taką praktykę proponuje Eckhart Tolle.
Zobacz, obserwuj chwilę obecną i przeszkody [myśli, emocje], które przeszkadzają Ci w jej przeżywaniu. Nie odganiaj ich, nie zaprzeczaj im, wyłącznie obserwuj z nastawieniem, że są to zjawy, że nie są to autentyczne przejawy życia i za jakiś [mniejszy  lub większy] czas rozpuszczą się.
Taka medytacja uważności obecna jest także w technice medytacyjnej Vipassana i w wielu innych.
Jak nie pozytywnie, to negatywnie

Ego lubi ekstrema

[AK]
Silvester Stalone grając Gabriela w w filmie „Na Krawędzi” stara się uratować w ekstremalnej, górskiej sytuacji pewną alpinistkę. Nie udaje mu to się, kobieta spada w przepaść. Gabriel na 8 miesięcy wyjeżdża do Denver, gdy wraca przekonuje znajomą, że nie jest pewien, czy zrobił wszystko, co mógł, aby uratować tamtą kobietę. Gdyby poddał się i nie starał się obwinić siebie, pewnie mógłby się jeszcze gorzej poczuć. A tak przynajmniej „trzyma się”, próbując wojować z poczuciem winy.

Paradoksalnie – gdyby poddał się poczuciu winn, mógłby mieć duży kryzys ego. Przeżywałby ogromne energie emocji, które starłyby się z obrazem tego, kim jest. Natomiast jeśli nadal „walczy”, to ego się trzyma, osoba próbuje przekonać się, że nie jest aż tak zła jak się wydaje w wizji, którą poddają emocje.

Ego jest konfrontacyjnym poczuciem bycia sobą

Konfrontacyjnym, bo przeżywa ponieważ idzie na konfrontację, ponieważ nie zgadza się na coś. W powyższym przypadku – nie zgadza się na wizję ohydnego człowieka, który mógł jeszcze coś zrobić dla umierającej, ale nie zrobił. Tak jak napisałem wyżej – porzucenie tego konfliktu, tej konfrontacji, akceptacja wątpliwości zmniejszyłaby mocno ego.

Kim bowiem byłby, jeśli w okolicznościach tak dużej sytuacji osobiście, wewnętrznie nie zajął krańcowego stanowiska? Na pewno nie bohaterem [wielkie ego]. Ale on stara się w tym filmi BYĆ bohaterem, stara się „trzymać wizerunek”.

Duże sytuacje życiowe, jak spora kłótnia, poczęcie dziecka, scena śmierci, wypadku, w wszystkich jesteśmy uczeni przyjmować ekstremalne, czy to pozytywne, czy negatywne. W tych momentach uważamy, że dzieje się coś tak dużego, że powinniśmy się „ocementować”, „zamurować”, bo inaczej nie wytrzymamy tego.

Istotnie, nasze ego wzmacnia się w takich momentach, gdy mury, gdy ściany rosną. Jeślibyśmy się „nie trzymali”, moglibyśmy bowiem przeżyć bardzo wielką falę emocji … i… ego częściowo by się rozpuściło..
Tego nie uczą nas w szkole, ani w domu. Mówią „trzymaj się”. Chcieliby spotkać tego samego człowieka, którego znają . No dobrze, ale spotkają również osobą nieco bardziej spiętą i nieszczęśliwą, bo więcej murów równa się większej kontroli, czyli większemu napięciu i dyskomfortowi.

Słyszałem kiedyś opowieść o średniowiecznym księciu, który w bitwie stracił brata. Jak przyjechał na miejsce śmierci, wezbrała w nim fala uczuć. Zeskoczył z konia, położył się na ciele zmarłego, obejmując go i głośno szlochając. Po dłuższej chwili szloch się skończył, zasmucony książę wstał. Czy dzisiaj ktoś z nas byłby zdolny do takiego głębokiego, naturalnego poddania się uczuciom? takiego bez trzymania się, bez trzymania wizerunku „dobrze zachowującego się” człwowieka?
Możesz sprawdzić to u siebie.

Co by było, gdybym się nie martwił/a?

[AK]
Kiedyś zadałem sobie pytanie, co by się stało, jeślibym się przestał martwić, przestał przejmować przyszłymi zdarzeniami? Nawet, jeśli wydaje się, że przychodzące sprawy miałyby mieć duży ciężar gatunkowy. Nasze warunkowanie, wyuczone wzorce mówią: musisz się ostro opowiedzieć za jakąś opcją. Bo? Bo inaczej coś mocno stracisz. Albo okażesz się nieczuły.
Taa. Jest w tym sporo racji. Właśnie w takich ekstremalnych sytuacjach osoby z socjopatią lub psychopatią [obciążone krokodylem] okazują ową nieczułość. Uważają, że „nic się nie dzieje”. I, że „wszystko jest normalnie”. A nie jest normalnie, bo sytuacja dla Duszy jest duża, bądź ogromna. Inne osoby potrzebują zrozumienia, miotają się w emocjach, natomiast psychopata zachowuje się „chłodno”. Z jednej strony to może podniecać w początkowym stadium zakochane w nich osoby. Wydaje się bowiem być wyrazem kontrolowania sytuacji. Natomiast po dłuższym czasie, po zawarciu związku z taką osobą, gdy przychodzi do różnicy zdań i potrzeba wrażliwości na drugą osobę to partnerka [zwykle kobieta] przebudza się ze snu, widząc, za kogo wyszła. Owszem, taki ktoś nadal panuje nad sytuacją i otoczeniem, ale w skład owego otoczenia nagle wchodzi taki niegdyś nim zachwycona obecna żona. I zaczyna się wściekać, co najczęściej nie zostaje dobrze przyjęte.

A więc, jak widać, poprzez wieki wytworzyły się społeczne presje wobec przeżywania emocji – bezwzględnie należy się im poddawać. Można by powiedzieć, że jest to wentyl bezpieczeństwa przeciw psychopatii. Nieskuteczny co prawda, bo jeśli ktoś przynosi krokodyla z przeszłego wcielenia, to można go kułakami okładać, żeby odczuwał emocje, a on i tak nic. Nieskuteczny to sposób, ale przez swą nieskuteczność rozpaczliwie mocno umocowany w przeżywaniu ludzkim. „Masz się emocjonować, im większe wydarzenie, tym bardziej!”

A my mówimy tu, w tych tekstach o przekroczeniu takiej popularnej, prostej emocjonalności, która wiedzie do postradania przytomności i ku zanurzeniu się w drżenie. Nie chodzi też tu, aby się osunąć w niebyt psychiczny psychopatii, w bezczucie, w nieodczuwanie i brak współodczuwania. Istota jest w przekroczeniu atakujących emocji przy aktywnym odczuwaniu i współczuciu. Eckhart Tolle nazywa to „nie reagowaniem na zawartość” [„not reacting to the content”]. Nadal jesteśmy obecni, otwarci na przeżycie, ale też nie robimy wielkiego halo z tego, że kogoś np. ponoszą emocje. Jestem świadomy, że może się uaktywniło jego ciało bolesne, że może właśnie przeżywa na nowo, nieświadomie, swoje dawne poczucie zagrożenia sprzed iluś lat i dlatego tak mocno reaguje. Jestem świadomy tego, mogę być także świadomy, że moje ego chciałoby odpowiedzieć pięknym za nadobne na nieco zahaczające mnie osobiście słowa [dajmy na to ktoś mnie lekko oskarża]. Ale ja jednak nie poddaję się, nie reaguję na to oskarżenie, nie z powodu nieodczuwania, nieczułości na sytuację [jak to mają psychopaci z krokodylem], a z powodu wycofania się do mojego właściwego stanu obserwatora, do esencji tego, kim jestem. Z tej pozycji nadal widzę i czuję drugą osobę i jej przeżycia, natomiast już nie „oddaję” jej razów słownych. Raczej decyduję się na delikatne zrozumienie stanu osoby, a jeśli odpowiadam, to ewentualnie poprzez parafrazowanie jej wypowiedzi [sposobami rozwiniętymi przez psychoterapię].
Ten sposób działania mogę rozpocząć od spraw mniejszych, mniej zaburzających. Mogę rozpocząć od małych, irytujących faktów, których sporo przeżywam. Jeśli nie jest to zaburzenie mojego dobrostanu [np. zdrowia fizycznego], a tylko wynika z mojej drażliwości – to właśnie mamy idealną sytuację treningową. Jeśli odkryjesz, że nie zgadzasz się na sytuację bieżącą, na to, jak inni postępują [chociaż ciebie to nie dotyka bezpośrednio] – możesz praktykować uważność i akceptację. Jeśli politycy wszczynają kolejną wojnę, a media to rozdrapują jak sępy – możesz się nie przejmować, nie martwić. Nadal możesz zachować przeżywanie, odczuwanie, a fale emocji zostawić tym, którzy chcą je przeżywać. Nic złego się nie stanie.

Kolejny krok, to postępowanie takie w stosunku do myśli, które nas nawiedzają. Jeśli przyjdą myśli podważające dobre nastawienie na przyszłość – jeśli pozostawisz je samym sobie, może nic się nie stanie? Może niech sobie same się martwią? – bez twojego udziału? Czy coś się złego stanie, jeśli nie będziesz martwić? Najpewniej może się coś dobrego stać – przeżyjesz więcej chwil spokoju. Możesz w takich chwilach ewentualnie ustalić plan działań, ale już bez porywających emocji.
Takie postępowanie nie daje jednak satysfakcji. Brak brania się za bary z emocjami, brak emocjonalnej przepychanki i odczucia, że „jednak się mierzę z przeciwnościami losu, nie zostawiam tego bez kontroli, czyli robię dobrze”. Podobnych odczuć może zabraknąć. Jako warunkowani na przeżywanie zagrożenia i walczenia z nim możemy mieć niedosyt, możemy uważać, odczuwać, że czegoś niedopełniliśmy, że nie wywiązaliśmy się z zadania ochrony siebie czy kogoś bliskiego. [Takie przekonania mogą mieć szczególnie kobiety, ponieważ bardzo dużo wniosków wyciągają one na podstawie odczuć – a tu mogą przeżyć odczucia negatywne, czyli że stało się „coś złego”.] Nie będzie więc satysfakcji. Z tym trzeba się liczyć, i wręcz nastawić, że tak będzie. A jednocześnie możemy się posunąć w pracy nad sobą.
Choroba żywicielką ego

Trudna sytuacja życiowa wspomaga ego

W innym miejscu mówię o ciele bolesnym, ciałach bolesnych ludzi. Ciało bolesne jest niejako emocjonalnym żywicielem ego. Jeśli czegoś nie jesteś w stanie przeżyć, buduje się ego, negatywne ego: „o, on/a mnie tak skrzywdził/a!!, buuuu!”, „a ci niewdzięczni [tacy i tacy]… ”, „mogło się inaczej potoczyć!”, „mogłem/am inaczej postąpić, mam do siebie wyrzuty”. Te wszystkie postawy, mimo, że nacechowane bólem, budują ego, budują energetycznie aktualny, cierpiący obraz osoby. Taki obraz – ciało bolesne – zachowuje się na przyszłość i odzywa w trudnych momentach.
Przy oczyszczaniu się na różnorodnych terapiach, jak mawiam, „ulewa się żółci”, co równoznaczne jest z powolnym rozpuszczaniem ciała bolesnego. I bardzo dobrze. Sposobów do tego jest bardzo wiele [kilka jest na tych stronach opisane].
W momencie, gdy odchodzi boleść, gdy pojawia się wgląd, odczuwamy też.. pustkę. Wypłynęła bowiem energia boleści. Byliśmy utożsamieni z nią, tworzyliśmy na jej podstawie obraz siebie, swoje małe „ja”, swoją historię. Ja to ten, który tak ciężko przeżył w 3 klasie przeprawę z kolegami wtedy i wtedy. Gdy zanika ból z tamtego czasu, gdy się rozpuszcza, to kim jestem? kim zaczynam być? Bo już nie jestem „tamtym kimś”. Tamten ktoś roztopił się.. [jak śniegow postać w promieniach słońca] więc kim jestem?
W takich momentach warto już mieć trochę medytacji, modlitw za sobą, aby od razu odczuć, gdzie jest moje prawdziwe ja, moja esencja, która pojawia się nie raz w medytacji.

Postawa wysiłku

Wiele lat temu usłyszałem u Leszka Żądło, że im mniej wysiłku w rozwoju duchowym tym lepiej. Potem zaś Eckhart Tolle dodał, że gdy wysilamy się w jakiejś [dowolnej] działalności, to oznacza, że poszukujemy w niej siebie. Próbujemy odnaleźć w niej siebie. Im bardziej się wysilamy, tym pokazuje to, że bardziej chcemy utworzyć myślowy, energetyczny obraz tego, kim jesteśmy. Jest to działanie na miarę ego – ma zastąpić pustkę naszej niewiedzy o sobie jakimś dobrze brzmiącym tytułem, opisem osiągnięcia, czy porządną cyferką lub ich listą [np. na świadectwie]. Na pierwszy rzut oka wygląda smakowicie – wreszcie „będę kimś”. Tak. Przejściowo. W krótkiej perspektywie jest to nieuniknione, bowiem jest to automatyzm ewolucyjny i dla istot młodych [jako Dusze, lub w danym wcieleniu] dobrze się to sprawdza. Dla nich też Dusza ma spore pragnienia, więc podejmowanie wysiłku jest po drodze. Dobrze się to zgrywa. Po jakimś czasie jednak przychodzą nowe horyzonty i z nimi powoli odchodzi potrzeba wysiłku i nawet osiągnięć. Jednocześnie, zupełnie naturalnie pojawiają się pytania o to, kim się tak naprawdę jest. Mniej wysiłku, mniejsze osiągnięcia dają mniejsze zasilenie ego – stad potrzeba rozwijania swojej wiedzy o sobie, w zastępstwie wiedzy o swojej zaszczytnej, na własną miarę, historii.

Ćwiczenie:
Pomyśl o sprawach w których mocno się wysilasz. Pomyśl, co dzięki temu wysiłkowi osiągniesz – kto oceni Cię dobrze, widząc efekty działania? Jak dzięki tym opiniom zyska obraz Twojej własnej osoby? Na ile jest to nieświadome, a na ile potrzebne ci? Być może jest to potrzebne, jeśli tak, to pozostań tylko przy zaobserwowaniu faktu, bez oceniania go.
Ocena wzmacnia ego, także określenie i ocena stopnia rozwoju duchowego, niezależnie, czy jest negatywnie, czy pozytywnie odebrana. Ale nawet tu, jeśli potrzeba ci tego, daj sobie odkryć swój poziom rozwoju i oceń go.
Jeśli nie zależy Ci na ocenie swojej osoby, swoich działań, jeśli starasz się wyeliminować wysiłek, też dobrze.

Konflikty – woda na młyn ego

Każdy z nas ma coś, co można określić jako pozycję myślową [ang. mental position]. Jest to suma własnych postaw, przemyśleń, uruchomionych wzorców, obciążeń. Ego identyfikuje się z tym, broniąc owej pozycji. Gdy więc widzimy dwie osoby, które spierają się, oznacza to, że nie akceptują wzajemnie swoich pozycji myślowych. Broniąc zawzięcie swoich pozycji myślowych chcą [często nienawistnie] zmusić przeciwnika do rejterady. Z reguły się to nie udaje i takie działanie dla obu stron kończy się frustracją: „o, ja miałem takie dobre argumenty, a ten ktoś nawet nie chciał słuchać, nie chciał ich przyjąć”. Sytuacja przegrany-przegrany, czyli pełna klapa. Dusza co prawda i z tego będzie mieć korzyść, ale w jakim stylu.. Mimo, iż intensywność pragnień naszych Dusz jest duża, możemy być na tyle umiejętni, żeby dostarczyć im [i sobie] pozytywnych, budujących doświadczeń.

Ćwiczenie:
Jeśli chcesz popróbować, możesz obserwować swoją obronę własnej twierdzy postaw. Wystarczy, jak posłuchasz kogoś, kto ma wyraźne przekonania. Z pewnością znajdą się takie, które nie przypasują do twoich. Co odczujesz wtedy? Czy poczujesz rozluźnienie, czy pojawi się spięcie? Czy ulga, czy też niepokój? Jeśli pojawi się dyskomfort, to oznacza, że ego, jako automat, zaczęło działać. Ego chce obronić Ciebie razem z zestawem przekonań. Jest to dobre dla przetrwania, ponieważ „jeśli coś dotąd działało, to trzeba to chronić”. Na szczęście możesz zauważyć, żę ego mocno przesadza. Przesadza w tym, że nie każdy dyskutant chce zwieść Cię z kursu życiowego. Może po prostu wygłaszać poglądy, ma prawo. Dlatego tu warto dodać szczypta po szczypcie akceptacji:
– Co by było, jeślibym dał temu panu dalej mówić? [niektóre ego chcą wręcz przerywać w pół zdania]
– Czy mógłbym znieść, że ta pani/ ten pan ma odmienne zdanie, odmienne doświadczenia ode mnie? [czasami wydaje się to trudne]
– Czy mógłbym/mogłabym czuć się odrobinę bardziej komfortowo, nawet, jeśli ten ktoś nie zmienia zdania i co gorsza nadal mówi to, co mówi?
– Czy moja mimika mogłaby się rozluźnić i czy mogłoby się pojawić na mojej twarzy coś w rodzaju spokoju, czy rozluźnienia? [twarz mocno reaguje na treści emocjonalne, tu mamy większą świadomość, reszta ciała też reaguje, ale najczęściej trudniej to zaobserwować]

Pytania w rodzaju „co by się stało.. gdyby…?” „Czy mógłbym… nawet jeśli….?” uważam za swoje duże odkrycie w sferze uwalniania się. Stanowią bowiem nagłe wejście z inspiracją ku przyszłości, coś jak wstrzyknięcie białej farby, światła do ciemnej substancji. Nagłe a nieinwazyjne, dające wiele swobody, a jednocześnie przedstawiające jasno bardziej pozytywny obraz sytuacji. Oczywiście przyszłość istnieje tylko w umyśle, więc upragniony stan zaraz pojawi się w chwili obecnej, ponieważ umysł będzie chciał go sobie uzmysłowić, czym ten stan jest.
Ego a emocje

Z tego, co zdążyłeś przeczytać, ego samo z siebie, automatem uruchamia, nakręca wir emocji, w który wpuszcza człowieka. Emocje pojawiają się często z powodu braku. Wielkie możliwości powodują spore poczucie niespełnienia – jeśli bowiem tyle jest w naszym zasięgu, to dlaczego tego nie osiągamy, pyta ego i Dusza wtóruje.
Ego, jako bardziej bezwzględne nawet potrafi grozić gospodarzowi, czyli niby sobie: oto, co możesz odczuwać, jeśli nie będziesz tak dobry/a, tak majętny/a, itp. Możesz odczuwać niedostatek, biedę, brak sukcesu zawodowego, możesz odczuwać niezadowolenie, ponieważ jak nawet kupisz w miarę dobry typ telewizora, to i tak za trzy miesiące wyjdzie lepszy o dodatkowe dwie funkcje, których będziesz żałować, że nie masz.
To jest metoda raczej samego kija. Nerwicowcy nie wspominają, aby pojawiała im się jakaś marchewka. Mają sam kij w postaci przykrych przeżyć, doznań, emocji. Oczywiście człowiek idący prostym kodem unikania cierpienia i dążenia ku komfortowi będzie sprzeciwiał się owym nieprzyjemnym emocjom: „O, ja to nie chcę się tak czuć, nie chcę czuć takiego lęku, takiego poczucia bycia nieudacznikiem życiowym.. Już może zrobię to, co te emocje mówią: jak zostanę „kimś”, jak zdobędę pieniądze / dobrą posadę / dobrze wyjdę za mąż, to skończy się ta presja nieprzyjemnych myśli. A więc do dzieła – MUSZĘ się wziąć za siebie.” I tak – z przymusu emocji człowiek wchodzi na ścieżki życiowe.

Przeżywanie emocji ego traktuje jako uciążliwe, ponieważ samo przeżywanie wiąże nas z chwilą obecną. Podkreślam tu słowo przeżywanie. W odróżnieniu od poprzedniego akapitu, w którym osoba nie przeżywała emocji, lęków, tylko się im poddawała, tak naprawdę uciekając z chwili teraźniejszej.
[Można dodać, że nie ma nic złego w posiadaniu nieprzyjemnych emocji, lęków. Większości zdrowych ludzi lęki się przydarzają. Można powiedzieć, że całkowity brak lęku w czasie myślenia o przyszłości wskazuje właśnie na brak zdrowia, obciążenia duchowe, psychopatię.]

A więc są dwie możliwości:
a) możemy poddać się emocjom i tak jak w powyższym akapicie – żyć pod batem lęku, całe życie konstruując jako odpowiedź lękową, potem tłumiąc odczucia jak się da, bo są nadal silne, przyoblekając wzorce, wejścia, krokodyle, czy co tam, żeby temu bałaganowi podołać
albo
b) możemy przeżywać na bieżąco emocje, przyglądając się im, zadając pytania i mając pewne refleksje, chociaż wydaje się to i jest pracochłonne. Podobnie pracochłonne jednak jak działania z punktu a). Tyle, że punkt a) nie wymaga rozwoju świadomości i „się dzieje sam”.

To, w jaki sposób podchodzimy do naszych emocji wyznacza drogę naszego życia.

Zacząć przeżywać lęk, czy inne emocje, przypatrując im się – nie jest to zwykle przyjemne zajęcie i dlatego zniechęca osoby, które kierują się w życiu po zwierzęcemu – odczuciami. Jak czuję się w miarę dobrze, jak łagodnieje lęk, to tam idę. Jak lęk się powiększa, to oznacza bezwzględnie złą drogę i powoduje instynktowny sprzeciw. Tu nie ma refleksji, że może właśnie znajdujesz się na terapii i to przeżycie trudniejszego stanu w rezultacie da oczyszczenie. Można domyślać się, że w życiu takiej osoby dominuje ego i jego instynktowne wyrachowanie.

Takie zawiłości są dostępne wyłącznie dla osób, które jednak jakoś myślą. Wzięcie emocji bliżej ku sobie, spojrzenie na nią nie spodoba się ego. Rozważanie własnych intencji traktuje ono jak wiwisekcję i traktują jako wydziwianie [nie mieści im się to w głowie, co świadczy o mniejszym poziomie rozwoju ciał subtelnych].

I tak właśnie jest – w czasie refleksji bierzemy pod lupę obraz nas samych i patrzymy się, czy istotnie jest on prawdziwy i czy przystaje do realności i na ile. Ego niestety nie przystaje do realności i teraźniejszości więc rękami i nogami broni się, aby przypadkiem nie zboczyć na ten niewdzięczny teren.

Zwykle mówi się, że z przeszłością wiąże się poczucie winy, poczucie krzywdy, chęć rewanżu. Z przyszłością wiązane są lęki – co to będzie w przyszłości? Co takiego złego może się wydarzyć? Właśnie tak funkcjonuje ego – albo zahacza nas o jakieś zdarzenia w przeszłości, albo też każe się nam starać dopasować do chwil, które jeszcze nie nadeszły. Jeśli zaś wiemy, że zarówno przeszłość jak i przyszłość są to konstrukty umysłu [ET] i nie występują w rzeczywistości, to prostym wnioskiem jest, że ego próbuje nas wyciągnąć z życia, z jedynego jakie mamy – z chwili obecnej.

Oręż ego jest istotnie potężny. Któż bowiem z nas tak ot, za jednym zamachem odsuwa od siebie winy, poczucie skrzywdzenia, lęki? [za wyjątkiem psychopatów rzecz jasna]. Ludzie są zwykle słabsi od emocji i jest to zupełnie ludzkie. Mają jednak możliwość „zrobienia czegoś” z owymi emocjami, jak to mówią terapeuci. Polega to na – często powolnym – świadomym przeżyciu tych stanów, objęcie ich na bieżąco odczuciem, zapytanie się czego owe stany dotyczą, jak ważne są dla nas? Takim najprostszym, „domowym” sposobem terapii jest pisanie afirmacji [pozytywnych myśli] z towarzyszącym im zapisywaniem tego, co się pojawia w umyśle w reakcji na owo pozytywne zdanie. Same pozytywne zdania mogą nam zaszkodzić – stworzyć ułudę „lepszej przyszłości” i spowodować „odlot” z teraźniejszości ku tej przyszłości. To jest równoznaczne z karmieniem ego w podobnym stopniu, co poddawanie się lękom o przyszłość.

Ćwiczenie: pisanie afirmacji
Wybierz sobie pozytywne zdanie, które chcesz, aby stało się w Twoim życiu prawdą. Zapisz je i obserwuj swoje myśli – co one o tym myślą? Zapisz to. Zapisz kolejny raz pozytywne zdanie i odpowiedź swego umysłu. Zapisz tak dwie strony zeszytu szkolnego. To wystarczy na jeden raz. Zobacz, czy zmieniło ci się samopoczucie? Zwykle następuje taka zmiana, to owoc pracy nad sobą z użyciem afirmacji.
Egoizm – manifestacja ego
Ego kojarzy się z egoizmem. I dobrze. Bowiem osoby zapatrzone w siebie, nieempatyczne, są zapatrzone w swój umysłowy obraz. „Co będzie ze mną w takiej i takiej chwili?” „Jak się obronię?” „Muszę dbać o swoje zasoby, nie mogę nikomu pomagać, i tak mam mało własnych sił!” – to typowe postawy egoistyczne.

Możemy wpływać na istnienie ego

Zależy to od intencji – czy zależy nam na tym, co ego proponuje? Czy też zauważamy, że są to iluzje?
Postawa umysłowa [ang. mental position], jeśli istnieje, jeśli się jej trzymamy, podtrzymuje również ego, np. w dyskusji.
Gdy pozwalamy odpłynąć:
– emocjom,
– myślom,
– postawom umysłowym..
to przestajemy stawiać bariery chwili obecnej. Można powiedzieć „kim jesteśmy?”, jeśli nie utrzymujemy tych spraw, jeśli nie trzymamy gardy? – jak większość. Ano nadal właśnie jesteśmy, zamiast chwytać się substytutów istnienia.

Przesada – brak sensu w dążeniach ego

Ego lubi przesadę, bo nie jest niczego pewne. Jak tu być pewnym czegoś, jeśli jest się istotą przemijającą? [jak postać ze śniegu. na wiosnę można naprawdę się przelęknąć nie na żarty]. Tak i ego się boi, że rozpłynie się, więc próbuje się okopać ile sił. I stąd przesada w działaniach.

Pytanie:
Przypatrz się, gdzie w Twoich działaniach skrywa się przesada, przesadne pragnienia zabezpieczania się, osiągania czegoś?

Jak jest ego zbudowane?

_______________________________________________________________________

Na tych stronach jest tu o wiele więcej tekstów o Duszy niż o Duchu. Dlaczego?

Bo dzisiejsze czasy zdają się pomijać Duszę i jej przejawy. Duch – wyrażanie się, działanie, tworzenie osobiste – te cechy są promowane i doceniane. Co nie oznacza, że jest to do końca zdrowe. Aby zachować równowagę yin-yang, trzeba też zwrócić uwagę na drugą nogę.

Wiele, wiele osób interesujących się na różny sposób duchowością próbuje COŚ ZREALIZOWAĆ. Jest to postawa jang, postawa promująca Ducha,  dająca Duchowi się przejawiać. Bardzo często jest jednak tak, że w tym dążeniu nie rozpatrywane są aspekty duszy, które niewątpliwie istnieją. Można by to określić jako duchowy redukcjonizm.

Osobiście bardzo lubię taoizm i jego potoczystą filozofię. Woda – to jeden z lubianych przez taoistów symboli, który mówi o nieprzerwanym procesie życia, który toczy się bez konieczności ingerencji.

Praca z Duszą to praca z żyjącą istotą. O ile Duch pragnie działań zdecydowanych, często bezwzględnych i nie bawi się w sentymenty, to Dusza odwrotnie.

Dusza nie pragnie zwykle czegoś prostego, pragnie często nawet zagmatwania sprawy, aby jej przeżycia były głębsze. Dusza ma wiele, wiele sentymentu. Całe systemy sentymentów działają w obrębie wcielających się rodzin ludzkich oraz w organizacjach, w których ludzie pracują/uczestniczą. Stąd praca z Duszą już z samej natury Duszy jest pracą procesową i systemową. I – jak się domyślasz – w dzisiejszych czasach, ceniących pośpiech, zdecydowanie, czy nawet pychę prestiżu, skłanianie się ku małym efektom zewnętrznym [jakie towarzyszą pracy z Duszą] wydaje się mało atrakcyjne.

Chociaż jeśli przy pracy z Duszami uda nam się rozwiązać duży węzeł, to często pojawiają sie także efekty widzialne. [patrz ustawienia rodzin Hellingera, rytuały]

__________________________________________________________________

“Jak zmotywowałem się do przyjemnego sprzątania”

Bardzo nie lubiłem sprzątania. Kiedy jednak kupiłem świetny a niedrogi odkurzacz, którego konstrukcja i funkcjonalność bardzo mocno przemówiła do mojej inżynierskiej części Duszy, od tego czasu mam świetnie wyczyszczone dywany i podłogi. Sprzątam z wyraźną chęcią i zadowoleniem!

Mój znajomy Marek Pyszniak mówi, że to dlatego, iż kiedyś sprzątanie było dla mnie jednoaspektowe – tzn. rozumiem to tak, że Dusza widziała z tego tylko jedną korzyść, i to tylko materialną. A to było za mało. Gdy pojawił się specjalnie lubiany odkurzacz – pojawiło się sprzątanie dwuaspektowe, które Dusza bardzo lubi. Dodawało to doświadczeń których Dusza pożądała.

Podobnie z innymi sprawami – gdy Dusza nie ma poczucia wyższych korzyści w jakimś działaniu – omija je, nie daje temu energii. A pamiętajmy, że to właśnie Dusza [czyli też pś] daje energię do działania.

Gorzej, Dusza może nawet skłaniać się ku działaniom, które na poziomie fizycznym, codziennym przynoszą nam niekorzystne efekty, kłopoty. Ale dla Duszy w perspektywie wielowcieleniowej może to okazywać się właśnie bardzo korzystne – patrz Łazariew, Hellinger. I  wtedy dziwnym trafem mamy wiele energii do działań których nawet nienawidzimy [np. palenie papierosów, picie alkoholu, kłótnie, gniew]. Więcej, dusze z zewnątrz wspierają naszą Duszę w tych destrukcyjnych działaniach. Możemy się znaleźć w dysfunkcyjnym towarzystwie, które na nas wywiera presję, możemy spotkać się z passą pecha.. Brzmi zupełnie kiepsko, prawda? A to wszystko przez kreację Duszy [i pś razem z nią], inspirowane “wyższymi” celami, jakie Dusza widzi… No cóż, my osobiście możemy mieć inne zdanie.

Nie warto się na Duszę wpieniać, czy też besztać ją – ma zwykle swoje powody – warto ją i jej motywacje zrozumieć!

To właśnie Dusza [czyli też pś] daje energię do działania. Warto więc znaleźć czy wynegocjować z nią taki sposób działania, który obojgu będzie sprzyjać.

___

Tekst o tym, czym są dusze i o tym, jak stworzyć sobie dobrą relację z każdym człowiekiem,

opierając się na znajomości właściwości duszy.

Osobowość a dusza – to rozróżnienie między cząstką z danego wcielenia a cząstką przechodzącą pomiędzy wcieleniami.

Osobowość a pragnienia duszy – i Dusza ma pragnienia i osobowość także. Są one jednak często różne.

Przeżycia duszy w reinkarnacji – bardzo istotne różnice pomiędzy postrzeganiem życia przez nas samych i przez nasze dusze.

i podobne do tego:  Modlitwa, oczekiwania i to, co otrzymujemy dzięki niej

Biometr do badania wieku duszy.

Relacje z duszą

Jak się pracuje z Duszą własną, i z czyimiś – uzdrawianie relacji [link] – to są regularne sesje, jednakże nieco inne niż w Regresingu.

Rozmowa z czyjąś duszą – można pogadać sobie z czyjąś duszą bez rozmowy z daną osobą [z jej osobowością] i co z tego może wynikać.

Z duszami różnych istot można swobodnie rozmawiać, konwersować, np. w rytuałach, medytacjach itp.

W rytuale jest możliwe oczyszczanie relacji z duszami, z którymi mamy jakieś nieoczyszczone sprawy.

[W związku z różnymi pojawiającymi się głosami chcę powiedzieć, iż nie roszczę sobie prawa do jakiejkolwiek nieomylności,  a moja skala wieku duszy - to taka samoróbka na kolanie. Mnie poziom jej dokładności lub niedokładności wystarcza, natomias jeśli ktokolwiek chce ją zmieniać i modyfikować - proszę i zapraszam do własnej twórczości [i proszę o podzielenie się własnymi wynikami, wnioskami! :) ].

Co zauważyłem przy badaniu wieku duszy, gdy gospodarz ma krokodyla – otóż pokazuje się wartość uśredniona wieku duszy obu. Gdy zapytasz o wiek duszy krokodyla – pokazuje to. Gdy zaś zapytasz o wiek duszy gospodarza – także pokaże. Jednak mogą to być wartości sporo różne.

Stąd wniosek: jeśli pragniesz przebywać dajmy na to z osobami o starych duszach, to do towarzystwa może skusić Cię osoba posiadająca krokodyla, ponieważ “wiek duszy” krokodyla poważnie podwyższa postrzeganie wieku duszy właściciela. I proszę – kolejna niespodzianka ze strony k.]

Prezent dla siebie i swojej duszy – krótki tekścik o tym, jak zaspokajać pragnienia własne, jednocześnie w zgodzie z pragnieniami duszy.

Rytuał i proces Hellingerowski w zastosowaniu do poprzednich wcieleń

Duszę obowiązują inne prawa niż zwykle myślimy, nawet inne niż się domyślamy. Tutaj więcej [link] o tym, jak dusza chciałaby przechowywać urazę [nie tylko swoją], a jak oczyszczenie tego mechanizmu może nam przynieść wiele ulgi.

Inne wpisy blogu do tematu Dusza.

___________________________________________________________

A tu pewne spostrzeżenia:

“Jesteśmy dokładnie tacy jak jesteśmy i nie mieścimy się w żadnych słownych określeniach niezależnie od tego jak długi jest nasz „staż” na ziemi.” – ktoś napisał.

Ten opis odnosi się do naszego Ducha. Bardzo zresztą trafnie jest tu opisany Duch. Duch nie mieści się w słowach, określeniach. I dodatkowo, Duch nie jest zmienny, ponieważ przebywa cały w sferze nie znającej czasu.

Wiele osób definiuje sobie rozwój duchowy jako jedynie działania Ducha, który ma się przejawiać. Owszem, Dusza nie jest za bardzo wzniosła, więc łatwo jej nie brać pod uwagę w tak szczytnym dążeniu jakim wydaje się być rozwój duchowy. Jednakże sam Duch nie jest w stanie zrealizować swojego powołania – wyrażania się, jeśli nie ma Duszy, i to wcielonej.

“Dusza jako taka nie ma wieku który dałoby się zmierzyć w naszym rozumieniu tego pojęcia.”

Jednakże dzieje się tak nie dlatego, że Dusza nie ma wieku. Trudno jest mówić o wieku duszy i sumie zgromadzonych doświadczeń, ponieważ są one umieszczone w złożonej strukturzej czasowo-bezczasowej. Ja nazywam ją holograficzną. Dusza będąc łącznikiem pomiędzy bezczasową sferą Ducha a czasową sferą wydarzeń zawiera w sobie zarówno jeden jak i drugi wymiar. Dokładniej o tych sprawach mówi artykuł o doświadczaniu przez duszę reinkarnacji.

Co ciekawe – wychodzi na to, że Dusza [podobnie jak Aniołowie] nie ma własnej woli. Dusza realizuje plan Boży dla danego człowieka opierając przeżycia, czyli los o zadane zależności w świecie duchowym. Jest jak bardzo silna i duża sprężyna, która się powoli rozkręca, nadając życiu napęd [a właściwie napęd wielu życiom, wielu wcieleniom, bo w wielu wcieleniach uczestniczy.]

______________________________________________________________

Pytania.

Duch bezpośrednio nie jest w stanie się przejawiać. Dlaczego?

- no jakoś tak ;-)

a poważnie, tak szkoły ezoteryczne to postrzegają, [teozofia, antropozofia], wychodzi to z postrzeżeń tego, co się z istotami dzieje, z wizji subtelnej [np. Steiner]

Przestrzeń pomiędzy Bogiem [Duchem] a wibracją Ziemi [fizyczna, materialna] jest naprawdę bardzo duża, widocznie zbyt duża, żeby za jednym zamachem było można ją przykryć jednym czymś.

Poza tym zachodzi dość złożone zjawisko – opracowanie czasu, tj wejście w świat zjawiskowy, posiadający czas. Duch, aby się bezpośrednio inkarnować musiałby się zmienić, przetworzyć, a że jest niezmienny [brak czasu], to tego uczynić nie zdoła.

Stąd pewnie wynikła potrzeba Duszy.

__

Czy “Duszę” można uważać – technicznie rzecz biorąc – za ciała subtelne? Chodzi o to że dusza nie występuje jako stała część naszej istoty i przynajmniej w świetle wiedzy ezoterycznej podlega dezintegracji po śmierci. ….. w miarę eliminacji następujących po sobie powłok (cielesnej, eterycznej, astralnej) duch uzyskuje możliwość przejawiania się np. w postaci wszechwiedzy, pokory, niewysłowionego szczęścia itp. “

- Sama Dusza nie wydaje się, że jest równa zespołowi ciał subtelnych.

Owszem, ciała subtelne degradują się po śmierci [raczej niż dezintegrują, bo nie przepadają do końca, chociaż po śmierci z niższych ciał mało co zostaje]. Zaś Dusza raczej nie wygląda, żeby się degradowała. Ciała subtelne, jakkolwiek niewidzialne, są pojazdami, są narzędziami przez które działa Dusza [i osobowość, i Duch, i świadomość], w świecie przejawionym.

A degradując ciała niższe po wcieleniu [wokoło momentu śmierci] istotnie przybywa przyjemnych odczuć [sprawozdania z śmierci klinicznych - jest bardzo miło]. Zmniejsza się zaangażowanie duszy w świat przejawiony. Niedługo zwykle Dusza to wytrzymuje, ponieważ bardzo pragnie doświadczać i zaraz ponownie następuje wejście w materię.

W moim oglądzie Dusza jest nieśmiertelna, co oznacza, że sobie swobodnie działa w sferze “pomiędzyczasowej” [czasowo - bezczasowej, holograficznej]. Także w momentach, gdy człowiek nie jest wcielony. Dusza ma holograficzny wgląd w czas, co oznacza, że nie ma dla niej specjalnie znaczenia czy coś jest wcześniej, czy później. Dla Duszy ważny jest Proces, sprawa, która dzieje się i wynikają z niej przeżycia, doznania.

Natomiast w inkarnację Dusza wstępuję. I to widać u dzieci, jak dusza się wciela – jest to proces sukcesywny, nie od razu pojawiają się wszystkie ciała subtelne. Im wyższe ciało subtelne, tym dłużej po poczęciu/urodzeniu trzeba czekać na rozwinięcie się i dojrzałość. Taka sekwencja rozwoju ciał od fizycznego poprzez kolejne ciała subtelne daje Duszy możliwość przejawiania się i doświadczania odpowiadającego jej poziomowi rozwoju [ew. wiekowi]

Ciała subtelne do pewnego określonego poziomu rozwoju rozwijają się od początku wcielenia. Najpierw inicjuje się ciało fizyczne i witalne – jako zarodek. Potem przychodzi czas na rozwój ciała astralnego, jeszcze w ciąży. Następnie rozwija się, “nabudowuje się” ciało mentalne. Jest to więc proces jakby stopniowego inkarnowania się kolejnych ciał subtelnych, coraz większego wchodzenia w dane życie w świecie.

Stąd takie spostrzeżenie – jeśliby Dusza równała się ciałom subtelnym, to najprawdopodobniej pierwsze inkarnowałyby się najwyższe ciała.

Jasno i wyraźnie:

Do inkarnacji Duszy potrzeba ciał subtelnych i ciała fizycznego, i one są tworzone od początku inkarnacji. Ciała są pojazdem dla Duszy w inkarnacji, narzędziem doświadczeń [za każdą inkarnacją jest sporo nowego w niższych ciałach].

Dlatego następuje inkarnacja, aby Dusza doświadczała [a Duch się mógł przejawiać]

__

“W świetle wiedzy gnostycznej (istotnego składnika wiedzy ezoterycznej) nasz Duch najwyraźniej został uwikłany w to co nazywamy duszą a w dalszej kolejności w ciało”

- tak, to bardzo przykra perspektywa, takiego uwikłania. Jednakże najprawdopodobniej może to być błędna nauka.

Oglądając potrzebę Ducha do manifestacji, wyrażania siebie,

i potrzebę Duszy do doświadczeń

trudno stwierdzić, iż czują się one “uwikłane”.

Raczej – gdy mają dobre warunki inkarnacji, zarówno Duch jak i Dusza są bardzo z tego zadowolone.

Natomiast istnieją zarówno Duchy jak i Dusze nie chcące “płynąć z nurtem tao” i odczucia ich mogą istotnie być przykre, jak np. że są uwikłane. Manifestacje podążają za intencjami, jesteśmy twórczy, więc możemy sobie “zrobić” “zły świat”. Nikt nie zabroni.

Na tych stronach i w moich artykułach natkniesz się na pojęcie Duszy Zbiorowej.

Niektórzy Mistrzowie Duchowi nie chcą mówić o duszach zbiorowych ludzi, czy też co gorsza innych linii pochodzenia, ponieważ to stawiałoby ich samych w dwuznacznej pozycji – że oni [ich dusze] jednak NIE SĄ aż tak wyewoluowane i sami z siebie stanowią cząstkę innej duszy. Wychodziłoby – z prostego rozumowania, że np. nie są “oświeceni” tak jak podają. Tego chyba zwykli wyznawcy by nie wytrzymali..

Co ciekawe, poziom zaawansowania tych mistrzów jest istotnie wysoki, natomiast poziom możliwości zrozumienia wyznawców jest zwykle na tyle niski, że nie mogliby ogarnąć pojęcia Dusz Zbiorowych i stąd rzeczywiście może lepiej, że nie podaje się tego do aż tak szerokiej wiadomości.

__

Przeżycia w reinkarnacji [Przemijanie]

Osobę ludzką można dzielić na wiele sposobów. Można to zrobić wg. Huny, wg. Freuda, wg. analizy transakcyjnej, wg. ezoterycznych ciał subtelnych.

Jednak jest jeden podział, który szczególnie przydaje się przy rozważaniach dotyczących czasu i przemijania. To podział na Ducha, Duszę i Ciało.

Owe trzy wyróżnione składowe mają różne relacje w stosunku do czasu.

Osobowość (tu wchodzi także Ciało) – działa w czasie, rozwija się, od prostego, ku skomplikowanemu. Znamy czas linearny, poranne wstawanie do pracy, końce tygodnia, ograniczony czas wypoczynku. To wszystko bierzemy z dobrodziejstwem inwentarza przy mierzeniu czasu wg. kryteriów osobowości. Na rysunku kółkiem oznaczyłem świadomość bieżącego wydarzenia.

Osobowość jest w stanie oglądać pojedyncze wydarzenie, jest w stanie zidentyfikować temat, może przypomnieć sobie wcześniejsze wydarzenia. Jednak sama z siebie nie może zauważyć wydarzeń przyszłych lub wykraczających poza ramy wcielenia. Na rysunku kółko z kropek oznacza wydarzenia spostrzegane i pamiętane przez osobowość.

Dusza – celem jej jest doświadczanie. Dusza nie jest bardzo wzniosła, jak to się przyjęło wydawać. Najbliżej porównać jej działanie do rośliny – dusza rozrasta się. Podobnie jak czakramy i ciała subtelne rozrastają się. Im istota jest starsza, tym ma większe ciała subtelne a czakramy są bardziej rozrośnięte. Dusza ma holograficzny wgląd w czas, co oznacza, że nie ma dla niej specjalnie znaczenia czy coś jest wcześniej, czy później. Wydarzenia, ich przyczyny i skutki nakładają się na siebie, tworząc zbitki, zespoły przyczynowo-skutkowe. Poszczególne wydarzenia w danym temacie mogą się rozciągać na przestrzeni lat, dziesięcioleci, a także wielu wcieleń, co jest bardzo częstym przypadkiem. Dla duszy to jest bez znaczenia.

Osobowość ze zrozumiałych względów ma tu ograniczone rozeznanie, wie, widzi, pamięta tylko wydarzenia z jednego wcielenia. Nic dziwnego, że działając na poziomie osobowości ludzie nie mogą zrozumieć dlaczego niektóre rzeczy się wydarzają, np. dlaczego rodzą się kalekie dzieci, lub dlaczego zbrodniarze nie są karani. Przy takim oglądzie trudno znaleźć sens życia, działania, pracy nad sobą. Przychodzi też pragnienie, by samemu wymierzać sprawiedliwość, czy też dochodzić sprawiedliwości, ponieważ nie widać jej w działaniu do końca. Nie sposób czasami się dopatrzyć sprawiedliwości w jakiejś sprawie w ciągu jednego wcielenia. I wtedy przychodzi pragnienie odwetu, bunt, zgorzknienie. Gdy nie mamy perspektywy wielu wcieleń naprawdę trudno się w życiu połapać.

Duch – jest najbardziej wzniosły ze wszystkich składowych istoty. Jest też największy. Jest „wypustką”, iskrą Bożą, jest zindywidualizowaną cząstką Boskiej świadomości zanurzającą się w doświadczenia. Dla ducha najważniejsze jest przejawianie się, wyrażenie siebie samego. Robi to z pomocą duszy i osobowości (ciała). Ale trzeba przyznać, że aż tak bardzo się nie przejmuje nimi. Samo wyrażenie się ducha jest dla niego często ważniejsze od np. kondycji ciała fizycznego. Człowiek może cierpieć a często nie zrezygnuje z ideałów by to cierpienie sobie ulżyć. Tak się dzieje, gdy postępuje według ducha.

Aby móc wyrazić się w materii Duch przyobleka się w Duszę i Osobowość (w tym i ciało). W taki, dość złożony sposób przejawia się w danej inkarnacji. Duch jest, jak powiedziałem, największy wymiarowo, więc dusza występuje jako „zgęszczenie”, inkarnacja w niższe ciała subtelne. Dusza jest gęstsza i mniejsza od ciał czysto duchowych. Ciało i osobowość to kolejne „zagęszczenie”, tym razem duszy. Jest to ukonkretnienie jej w danym środowisku ziemskim, sposób wejścia w nie. W taki sposób pojawia się człowiek – poczyna się ciało fizyczne, a w nie wchodzi dusza.

Warto dać duchowi się wyrażać. Zobaczyć, czy może jesteśmy w jakimś zakresie ograniczeni, i, jeśli to nie szkodzi komuś, to możemy spróbować się odblokować w tym obszarze. Zacząć siebie wyrażać, manifestować się z wnętrza. Odkrywamy, kim jesteśmy tak sami z siebie i pozwalamy takimi sobie być. Czasami kosztuje to pracę, ponieważ możemy być zablokowani, przyzwyczajeni, zakodowani, uwarunkowani środowiskiem czy posiadać inne obciążenia nie pozwalające się wyrażać duchowi. Duch jest bardzo wysoki, i rzadko która społeczność czy którzy rodzice dają się duchowi wyrażać. Trzeba więc samemu sobie rozwiązać węzły i znaleźć sposoby manifestacji.

Jeśli tak opiszemy owe trzy składowe istoty, to możemy określić poprawny cel jej działania – dać Osobowości rozwój, dać Duszy doświadczanie, a Duchowi dać się wyrażać.

Najwięcej kłopotów z przemijaniem ma osobowość i ciało, ponieważ dla nich przemijanie jest kwestią „być albo nie być”. Wręcz istnieć a nie istnieć. Dlatego, jeśli ktoś działa na pozycji osobowości, jeśli spostrzega siebie i innych z pozycji osobowości, to śmierć jest dla niego wielką tragedią. Trudno się dziwić. Wygląda to na unicestwienie danej osoby. Jest to istotnie kataklizm osobisty. Stąd tyle nieodpowiedzianych pytań o sens istnienia. Na poziomie osobowości istotnie, życie nie ma sensu. [Trzeba dodać, iż praca nad własnym rozwojem i terapia regresywna dają uwolnienie od tych, tak trudnych lęków przed śmiercią. Gdy zobaczymy, że żyliśmy nie jeden raz i co się z nami działo, lęk przed śmiercią znika.]

Dla duszy śmierć nie jest aż taka tragiczna, jak dla osobowości. Dusza traktuje osobowość i ciało fizyczne jako pojazd. Stąd jeśli pojazd nie może już dalej działać, to pozostawia go, odpoczywa, regeneruje się i zaraz potem szuka kolejnego pojazdu na kolejne wcielenie. Dusza wtedy pojawia się kolejny raz na Ziemi jako dziecko. Dusze ludzkie już nie raz się wcielały i nie widzą w tym mechanizmie inkarnacji nic aż tak bardzo tragicznego, jest to po prostu większa niedogodność na ścieżce. Trzeba się kolejny raz wcielić i przyoblec ciało, uczyć się wielu spraw na nowo, zadzierzgać nowe relacje rodzinne, na nowo chodzić do szkoły, socjalizować się. Nie jest to tragiczne, nawet może być to odświeżające doświadczenie. Jednak sami oceńmy – czy dzieciństwo dla osób bardzo świadomych jest czymś aż tak świetnym, żeby je co i raz powtarzać? To oczywiście zależy od osobistych losów. Czasami śmierć jest łatwiejsza od narodzin i dzieciństwa i przynosi ukojenie.

Dusza nie ma specjalnie zrozumienia dla osobowości, jak również i dla ciała. Nawet najbardziej ustosunkowany, najbardziej poważany człowiek może się nieszczęśliwie zakochać i jego stanowisko nic mu na to nie pomoże. Podobnie także szczęście w miłości nie musi zupełnie zależeć od zasobów finansowych. Bogaci i biedni – zarówno – mogą się nim cieszyć. Te przykłady pokazują duszę jako „coś”, czy „kogoś”, kto niespecjalnie się przejmuje się tym, do czego możemy świadomie zmierzać.
Dlatego, jeśli mamy możliwości tak mądrze pokierować życiem, aby i duszę zaspokoić, i ciału zdrowia przydać – róbmy to.

Na początku utożsamiamy się z osobowością, działać musimy więc z jej poziomu. Wtedy trzeba czasami przejąć stery życia i czasami nie dać się duszy sprowadzić do utartych kolein wypracowanego losu.
Taką utartą ścieżką losu jest dla człowieka karma, czyli „zapis dłużny”, który nie pozwala zwykle dostawać tego dobrego, czego chcemy – jeśli jest to negatywna karma. Jeśli zaś mamy zasługi karmiczne – karmę pozytywną – możemy z kolei dużo uzyskać w konkretnej dziedzinie małym kosztem. Sposób na pójście najlepszą ścieżką rozwoju jest więc dwojaki. Po pierwsze – odkrywamy własne pozytywne potencjały, obszary, gdzie nam się bardzo dobrze wiedzie – i stawiamy na nie, aby wyzyskać to, co już osiągnęliśmy. Po drugie – podejmujemy działania oczyszczające karmę, które mają pozwolić uwolnić się od sił sprowadzających na manowce. Tu trzeba przestrzec przed nadmiernym optymizmem. Może nie zdarzyć się tak, że karmę z iluś dziesiątek wcieleń będzie można przerobić w dziesięć lat. Ale pracować nad tym warto.

Po jakimś czasie, gdy będziemy się uważnie się przyglądali sobie, swojej duszy, zauważymy powoli jej cele. Bardzo ładnie je widać na sesjach terapii regresyjnych. Osoba przypomina sobie wydarzenia z różnych dziedzin, lecz najważniejsze zdają się być relacje z innymi ludźmi, możliwość manifestacji uczuć, zrealizowania miłości, możliwość realizowania swoich głębokich pasji.
Wiele starszych osób jest pełnych wigoru i życia. Funkcjonują one na poziomie duszy. Możesz sobie sam/a przypomnieć spotkania z nimi. Czują się one „młode duchem”, odczuwają, iż jakaś ważna cząstka ich samych jest pełna życia i wigoru. Wręcz nie umieją zrozumieć dlaczego ich ciało się zestarzało, chociaż ma jeszcze tyle do zrobienia. Tak, ich dusza działa z inspiracji przejawiającego się ducha, więc te osoby są pełne żywotności.

Gdy pojmiemy, co dla duszy jest najważniejsze, to możemy zacząć też na co dzień działać tak, aby wspierać duszę i jej cele. Odkrywając własne pasje, własne głębokie pragnienia, idąc za własnymi porywami uczuć dajemy duszy żyć. Dajemy sobie możliwość przeżywania chwil „uniesienia” – w działaniach wychodzących ponad ciało fizyczne. Odczuwamy radość, przyśpieszone bicie serca, doznajemy dużo mocnych wrażeń. Czujemy, że jesteśmy na fali życia. Wtedy mamy gwarancję, że siła duszy i osobowości mogą być zbieżne, przez co dusza będzie również wspierać i osobowość i ciało. Osobowość będzie mogła się wiele nauczyć, a ciało będzie pełne energii i żywotności.
Oczywiście, trzeba patrzeć, żeby te silne przeżycia były mądre, byśmy nie ugrzęźli gdzieś w krzakach przez nieopatrzne kroki. Nie warto się bardzo powstrzymywać przed porywami duszy, ale też trzeba mądrze decydować o sobie.
Jeśli pilnie będziemy działać, nasza dusza jest w stanie przeżyć dużo istotnych dla siebie doświadczeń. Dzięki nim wzrośnie, będzie bardziej zaawansowana, jak to niektórzy mówią, stanie się „starsza”.

Co jednak zrobić, gdy człowiek nie umie z powodu dużej ilości lat już nie bardzo umie działać? Otoczenie zwykle podczas jego życia się mocno zmieniło, zasady które kiedyś aktualne, przestały obowiązywać, trudno mu jest działać w obecnych warunkach. Co robić?
Jeśli taka starsza osoba nie działa na wyższych poziomach duchowych, jeśli nie ma wzniesionej świadomości to osobowość dominuje w jej życiu. Osobowość sama z siebie nie ma w sobie źródła życia – działa na taki sposób, na jaki się wyuczyła w dzieciństwie i młodości. Niestety, po kilkudziesięciu latach takie sposoby zachowania nie niosą już sukcesów. Pojawia się rozczarowanie, poczucie nieprzystosowania do życia, do środowiska. Czasami nawet w młodym wieku ludziom nie chce się już żyć. W krańcowych przypadkach jest tak trudno owym osobom żyć, że dusza ma tego dosyć. Decyduje się odejść, ponieważ nie ma już nadziei na to, że coś jeszcze wartościowego mogłoby się wydarzyć. Niekiedy taka osoba jest podtrzymywana przy życiu przez otoczenie, które nie może sobie poradzić z myślą o tym, że mogłoby zabraknąć tej osoby. Albo, że ta osoba mogłaby zrobić coś, co się otoczeniu nie mieści w głowie.
Tak dzieje się, gdy brakuje powiązania ze źródłem życia i witalności, z głębszymi poziomami nas samych. Sama osobowość nie zagwarantuje nam radości i żywotności. Dopiero realizacja głębszych potencjałów daje dostęp do nektaru życia.

Trzeba dać duszy przeżywać. Oswobadzać się z tłumienia emocji i uczuć (- nie raniąc przy tym innych). Przeżywanie zwykle jest tłumione przez społeczeństwo, ponieważ jest potencjalnie niebezpieczne dla więzi kulturowych. Jeśli podlegamy kulturze, jeśli zachowujemy się zgodnie z oczekiwaniami społecznymi, to zwykle nie jesteśmy świadomi swoich uczuć, emocji, przeżyć. Zwykle też je możemy tłumić. Mówią nam, co należy robić, jak mamy myśleć, jak się zachowywać. A dusza w tym więdnie.
Stąd wybitne osobowości w dziejach ludzkości nie były szablonowe. Ci ludzie wiedzieli, że nie będą przystawać do oczekiwań społeczeństwa mimo, iż nikogo tym by nie krzywdzili. Sam rozwój, samo przejawianie się wybitnych jednostek sprawia, iż tworzą sobie same środowisko, w którym żyją, rezygnując – w większym lub mniejszym stopniu – z zasad społecznych.
Osobowość i ciało są równie istotnymi cząstkami wzrostu. Osobowość daje możliwości stworzenia pewnej struktury poznawczej na potrzeby życia i na potrzeby samoświadomości. Wartość osobowości, oraz umysłu w ogólności jest nieoceniona. Aby można dostosować się do stanu rozwoju, osobowość powinna mieć szerokie horyzonty. Wiele bowiem jeszcze się zdarzyć może. I nie chodzi tu o jakąś nadmierną elokwencję, czy obejmowanie umysłem gwiazd, ale o otwartość na to, co nowe. W procesie rozwoju, zmienia się zarówno osobowość, jak i sposoby myślenia. To daje możliwość przystosowywania się do zmieniających się warunków. A jeśli się rozwijasz, zmieniać się będą zarówno środowisko zewnętrzne, jak i świat wewnętrzny. Będzie to trwać wiele, wiele lat. Jest więc wiele potrzeb by umysł był świeży i elastyczny.

Ciało wydaje się w naszej wyliczance być na szarym końcu. Jednak pozornie – poprzez swoją pierwotność, poprzez pierwotność energii w ciele zawartych – jest bardzo bliskie Owemu Pierwotnemu – Bogu, czy Tao, jak kto woli to określać. Nie bez przyczyny w tantrze ciało, partnerstwo i działania z nim związane są traktowane jako środek do osiągnięcia Oświecenia.
Ciało jest siedliskiem duszy, jest jej miejscem ześrodkowania. Przejawy zdrowia i choroby świadczą o zdrowiu lub chorobie duszy. Gdy zdołasz się wznieść na poziom gdzie będziesz słuchać swego ciała i duszy, to o wiele łatwiej będzie Ci zachować zdrowie, będziesz rzadziej chorować, będziesz czuć i wiedzieć kiedy ewentualnie idziesz w niedobrą stronę – w kierunku choroby. I będziesz miał/a czas i możliwości, aby się wycofać.
Ciało jest również obszarem łączności z innymi ludźmi. To w ciele przejawia się miłość. Zarówno ta do przechodniów, do znajomych, przyjaciół i do najbliższych. Każda na swój sposób. Gdy znajdziesz sposób na przejawianie miłości, to z latami będziesz coraz szerzej i szczodrzej nią obdarowywał otoczenie. Znajdziesz kolejne sposoby, by wyrażać zadowolenie, spokój, przyjaźń, radość z bycia z bliskimi osobami. I dokonywać się to będzie to także za pomocą ciała. Będziesz poznawać nowe sposoby wyrażania miłości, bliskości. Wolność nareszcie przestanie Ci się kojarzyć z uwolnieniem się od kontaktu z kimś. Zacznie smakować jako możliwość otwierania serca i wysyłania ciepłej energii ku osobom, z którymi nie miałeś śmiałości kiedyś przebywać. Znajdziesz sposoby tworzenia elastycznych granic, żywych relacji ze znajomymi, znajdziesz zadowolenie z zażyłości z przyjaciółmi. Twoje ciało będzie bardzo zadowolone z tych sukcesów, będzie przewodzić swoimi kanałami energię radości.

Przemijanie jest kojarzone niekorzystnie, jako coś niedobrego. Bardzo możliwe, że takie konotacje dostało z powodu kłopotów, jakie się pojawiają w ciągu życia, kłopotów, które się nawarstwiają i powodują cierpienie. Jednakowoż nie jest to jedyny sposób na przeżywanie upływu czasu.
Jeśli zadbamy, aby cząstki naszej istoty dostały to, na czym im zależy, to otrzymamy dużo w zamian. Wypełnimy życie radosnymi przeżyciami, i to takimi, które nam odpowiadają. Odnajdziemy w sobie źródło żywotności, które zasilać będzie nasze działania i nie będziemy musieli żyć tak ponuro, jak dotychczas. Dając swobodę umysłowi, nauczymy się jeszcze niejednej nowej rzeczy. A gdy się postaramy, to możemy zapomnieć o lęku przed granicą tego życia, ponieważ wspomnimy to doświadczenie, że dusza i nasza istota są nieśmiertelne. Mówiąc, że coś przemija, dodamy, że coś wspaniałego także nadchodzi.

Andrzej Kluza

Różnica między Duszą a Wyższą Jaźnią

Dostałem list, w którym było powiedziane, że autorka był w tarapatach, ale otrząsnął się z nich z pomocą inspiracji ze sfery niewidzialnej. Pytanie – któż to tak inspirował? – zastanawiała się pisząca, czy to była moja Dusza, czy też Wyższa Jaźń?

Oto moja odpowiedź:

Cytuję:

Może nie wszystko pochodzi od Duszy to co wtedy słyszałaś – jak się wybudziłaś z koszmaru mogłaś nawiązać kontakt ze swoją Wyższą Jaźnią. Ona dobrze podpowiada, co robić, skłania ku trzeźwości, ku wyplątywaniu się z kłopotów.

Dusza odwrotnie – dalej by swoje przędła, jakby mogła. To ona skłania do „oddania” pięknym za nadobne oprawcy, co rozbudowuje ego. Nie chce za bardzo rozluźniać więzów, chce „lepszego”, ale na starych zasadach. Mówię więc, iż Dusza nie jest zbyt mądra, ani wzniosła.

To dusza mówi, że „jeszcze jest nadzieja, tylko musisz się bardziej postarać”.

A to, co mówi: „otrzeźwiej, obudź się, zobacz, co się z tobą dzieje, zobacz, co jeszcze możesz ze swojego życia uratować, jak możesz się uwolnić z tej przykrej sytuacji”, to mówi Wyższa Jaźń. Ta droga zmniejsza ego.

wg Duszy miłość to poddaństwo, nawet kosztem dużych ustępstw
wg Wyższej Jaźni miłość to miłość rozumna, która nie daje sobie w kaszę napluć.

Dlaczego tak się dzieje?

właśnie dla ich cech – one po prostu takie są.

Dusza u jednego człowieka może mocno chcieć ratować jakąś osobę [i sama wchodzi we współuzależnienie i może spokojnie patrzeć, jak będą niszczyć jej obecną inkarnację],

u innego kogoś Dusza może być przekonana o misji dziejowej np. naprawiania swiata i przyłącza się do eliminacji Żydów z tego świata [spokojnie patrzy na zadawanie cierpienia]

u jeszcze innego Dusza może chcieć zgarniać ogromne pięniądze i dąży do tego po cierpieniu innych, pobiera krokodyla [i sama się degraduje przez to]

itd.

Dusza – jak uprzedza Thomas Moore – nie jest bardzo wzniosła, stąd nie dąży ku Bogu, odwrotnie, dąży ku ziemskości, ku doświadczeniom. Dusza nie jest na łuku wstępującym, jest na łuku zstępującym.

Ludzie sobie idealizują Duszę, mówiąc – „o, taka istność duchowa, to ona powinna być uduchowiona, co najmniej bardziej ode mnie”. A to nieprawda, to naiwność tak sądzić, ale jak społeczeństwo jest zupełnie nierozumne duchowo, to czego wymagać. Potem ślepy ślepego prowadzi w krzaczory jakieś. Ale taki jest zamysł, pomysł na świat. Czy dobry? To już wasza sprawa, aby to ocenić – każdy sobie.

Natomiast Wyższa Jaźń ma baczenie na danego człowieka, a także na innych, stąd jej rozwiązania nie będą krzywdzące.

odpowiedź na list mówiący o braku napędu do życia:

Witaj!

Może ten brak napędu związany z zapętlonymi kreatorami, natomiast to jednoznacznie mi wskazuje na duży wiek duszy.

Mówisz o tym, że utknąłeś w rozumieniu rozwoju, działania. W ostatnim większym poście napisaliśmy na witrynie o różnicy pomiędzy rozwojem potencjałów a rozwojem urzeczywistnienia. Jak to bywa w cywilizacji zachodniej, więcej i więcej potencjału może daje różne możliwości, natomiast zaraz dalej rozczarowuje. Bez działania, realizacji tych rzeczy, które już można zrealizować, przyoblekanie coraz to nowych możliwości po prostu Duszę męczy.

To raz.

Dwa, to starość Duszy. Jak sobie popatrzysz na starszych ludzi, to już im się nie chce wielu spraw robić. Nie żeby mieli to gdzieś, chociaż czasami tak to wygląda. Nie podejmują nowości, ponieważ już ich to nie kręci. Mają swój, tradycyjny, dawny świat i jego się trzymają.
Podobnie i Dusze. Po starcie dzieciństwa, gdzie ciało [i umysł] ogromnie mocno rwą się do nowego, do odkrywania świata, następuje pewne zaspokojenie. Jeśli jest to młoda czy średnia Dusza, to ona dalej ciągnie – ustala cele, pragnienia. I człowiek idzie za tym, zupełnie naturalnie osiągając cele.

Jednak, gdy mamy do czynienia z Duszą starą, to tego napędu w drugiej części życia [po dzieciństwie] po prostu nie ma, brakuje..

I pojawiają się pytania: co ja tu robię? Dla kogo? – bo ja sam dla siebie nie odczuwam potrzeby [tak jak dawniej], aby coś osiągać, poznawać.. Czemu tu jestem?

Dusza już sobie zaspokoiła większość pragnień doświadczeniowych i siedzi raczej cicho. Jeśli coś jeszcze osiąga, to zwykle są to krótkie epizody [np. dwuletnie, jak i krótsze], po czym napęd zanika.

> mam tego swiata i calej tej pogoni za pieniadzem, pozycja serdecznie dosc i z checia osiadlbym gdzies w gluszy, z dala od wszystkiego i wszystkich.

Mam dokładnie to samo. I już zresztą mam plany na wyprowadzkę z miasta. Co do środków, to oczywiście nie spadną z nieba, trzeba pieniądze ziemskie ziemskimi sposobami zyskać. Jak są pieniądze potrzebne, to naiwnością byłoby przypuszczać, że zstąpią aniołowie i na złotych tacach podadzą Ci ręczną maszynkę do produkcji pieniędzy. Żyjemy w materii i trzeba trochę materią podziałać.

Na szczęście tu Dusza może trochę pomóc. Mojej mówię tak: jak chcesz tego, to ja się zgadzam, jestem cały za. Natomiast jesteś o wiele silniejsza, więc sobie tą pożądaną sytuację wykreuj.

Już nie raz tak miałem. Jak Dusza się zachwyciła lotami samolotem, to jej mówiłem: wykreuj sobie to, oczywiście. I poleciałem do Vancouver i z powrotem :) ) zupełnie bez wysiłku – wręcz mnie samego namawiano, abym podjął ku temu kroki. I nie płaciłem – to mnie płacono. A Dusza – uśmiech pełen, usatysfakcjonowana całkowicie.

Myślę, że jeszcze nie jesteś zdecydowany, ponieważ nie umiesz do końca ustawić spraw na właściwych miejscach. Gdy je ustawisz, jak pionki na szachownicy, to już nie będzie wątpliwości – będziesz przekonany, że jest ok, i idzie ku dobremu, i to bardziej samo, wstąpiłeś w Tao i płyniesz wraz z nim.

Oczywiście nie śmiem Ci radzić co konkretnie masz dokonać, bo Ty znasz swoje życie o wiele lepiej.

Jeśli masz obciążenia, to ich przepracowanie coś może dawać. Natomiast nawet w takim przypadku nie ma co marzyć o nagłym i szybkim zwrocie ku radosnemu młododuszowemu rozwojowi made in USA. Duże obciążenia oznaczają także długie doświadczenia z nimi – zwykle wielowcieleniowe. Stąd nauki wychodzenia z pozycji ego [E.Tolle, A.De Mello, zen, taoizm i inni] wydają się w tym stanie również wskazane.

Kultura Zachodu nie daje nam opisu, co robić gdy się jest starą duszą. Jedynie klasyfikuje w kierunku stanów depresyjnych, co oznacza: “ta jednostka nie jest w stanie podejmować wyzwań życia”. Ze znanych mi kultur, to jeszcze chińska i japońska szanują dojrzałość, co oznacza także szacunek dla starych dusz. Stąd można by tam szukać ew. sposobów na przeżywanie życia tak, aby odczuwać szczęśliwość w tym stanie, w którym się jest. Nie zaś w tym, który narzuca kultura.

20 komentarzy (+add yours?)

  1. Marek
    gru 10, 2009 @ 02:03:22

    Bardzo, bardzo to wszystko jest ciekawe, i skomplikowane mimo wszystko :)

    Odpowiedz

  2. sabra
    gru 10, 2009 @ 14:31:14

    Ciekawe i ciekaw czy tak faktycznie jest .
    Jedno pewne ,ze człowiek nie zna siebie a co dopiero Boga.

    Odpowiedz

  3. ewa
    maj 12, 2010 @ 13:40:23

    Strofa;
    Kiedy wyksztalcisz diamentowe cialo bez zadnego wpływu,
    Pilnie ogrzewaj korzenie świadomości i życia.
    Rozpal światlo w błogosławionej, zawsze bliskiej krainie,
    I tam ukryte,niechaj zawsze przebywa twe prawdziwe Ja.

    Czy możesz mi opisać jak to widzisz.

    Odpowiedz

    • SwiatDucha
      cze 14, 2010 @ 14:14:30

      oj, ewa.. to przerasta moje pojmowanie..
      a tak na poważnie, to nie bardzo wiem o czym jest napisane w tych sutrach buddyjskich [rozumiem, że to lamaizm?]

      Wiem, że jest takie subtelne miejsce, które buddyści nazywają Czystą Krainą. Może to chodzi o utrzymywanie świadomości w tym obszarze?

      Odpowiedz

  4. Michał
    mar 07, 2011 @ 21:14:43

    Witaj;) czytam i czytam wszystko jest bardzo interesujace, fantastyczne i wciagajace;D
    Ps. Dostalem ta strone od znajomej , ktora mi aktywowala DNA, powiedziala, ze moglbys mi powiedziec skad pochodze i jak stary jestem;p lub jak mialbym zglebic wiedze na ten temat??
    Pozdrawiam Goraca i czekam na odp.

    Odpowiedz

    • SwiatDucha
      mar 07, 2011 @ 21:32:29

      Spróbować można, przyślij zdjęcie portretowe, przedstawiające ciebie w pozycji otwartej energetycznie [bez chowania się].

      Odpowiedz

  5. Michał
    mar 09, 2011 @ 21:46:03

    Witaj a czy mógłbyś mi wyslac Email?? Abym mógł ci wysłać zdjęcia.
    Mój mobilek.r6@interia.pl
    Pozdrawiam :D

    Odpowiedz

  6. Hawa
    lip 18, 2011 @ 14:07:05

    Duzo tego jest,czy mozesz to podzielic,rozdzielic na mniejsze tematy,bo oczuplasu mozna dostac od tego czytania. Tak tez mowia osoby,ktorym stronke polecam do czytania. Bedzie milo i sprawniej.

    pozdrufkam :-)

    Odpowiedz

    • SwiatDucha
      lip 18, 2011 @ 20:41:32

      Wiem, że dużo tego. To jest przygotowanie do edycji książki.

      Z tego, co widziałem, jak były te teksty podzielone, to użytkownicy czytali krótką stronę główną, a już linków nie czytali [mam na serwerze statystykę częstości oglądania poszczególnych stron].

      Uważałem, że jeśli jest jedno podane, np. o duszy, to o ego też powinno być, bo jedno bez drugiego jest niekompletne. A mając np. 20 wejść na stronę o duszy, strona o ego miała wejść 3. Znaczy, że ludzie niechętnie wchodzą w dalsze linki. Jeśli zaś ktoś chce złapać konkretny temat – są podtematy i po nich można się zorientować.

      Tak więc – nie wszystko trzeba czytać. A jeśli dusza chce, to będzie mędzić, że jeszcze by przeczytała tamten zaczęty temat.
      Osobowość może wynosić się honorem – “tam jest tyle tekstu, nie będę tego jeszcze raz wertować”. No i powstaje typowy dla naszych czasów klincz dusza-osobowość: dusza pragnie, ale osobowość blokuje poryw duszy. Z tego zwykle powstają choroby, zwłaszcza “cywilizacyjne”. Dobra to nazwa, ponieważ osobowość mocno jest wspierana przez cywilizację, a dusza no niestety już nie. Nie ma już idealistów, czy też wojowników o dobrą sprawę – większość idzie po ścieżce osobowości [ego]- np. za pieniądzem, za karierą.

      Praca z duszą w rozwoju duchowym jest zaś w jakiś sposób odejściem od osobowościowego nurtu [który się szerzy wokoło] na rzecz właśnie dowartościowania duszy. Na rzecz odkrywania co dusza potrzebuje i pójścia za tym.

      Jak mnie coś “bierze”, to mogę godzinami siedzieć nad wieloekranowym dokumentem w sieci i cieszę się, że tyle tego jest. Tak więc tłumaczenie, że coś jest “za długie”, to jest po prostu za dużo dla tego kogoś – ponad jego potrzeby. Po co dawać komuś coś, czego on nie potrzebuje? Nikt tu nie przymusza – nie chcesz, to po prostu rób co innego, np idź na spacer, to świetna aktywność!

      Odpowiedz

  7. Hawa
    lip 18, 2011 @ 21:30:27

    Wiem, że dużo tego. To jest przygotowanie do edycji książki. – Czas juz temu
    aby ksiazka sie ukazala :-)
    Wiesz nie kazdy ma tyle czasu aby siedziec i czytac z ekranu monitora.
    Lecz jest taka opcja jak ,,drukuj,, i jak myslisz co robia? a no drukuja :-)
    i dodam,ze ida na spacer siadaja na lawce pod cieniem drzewa i czytaja,czytaja,czytaja.

    Pisales o miejscach mocy w Wroclawiu.Podaj link,bo sie wybieram
    tylko jeszcze nie wiem,kiedy dokladnie.

    pozdrufkam :-)

    Odpowiedz

    • SwiatDucha
      lip 19, 2011 @ 08:47:21

      >e ida na spacer siadaja na lawce pod cieniem drzewa i czytaja,czytaja,czytaja

      świetnie, bo komp jest niezdrowy :) !

      Odpowiedz

  8. Magus
    sie 13, 2011 @ 01:27:17

    SwiatDucha, masz bardzo spora wiedze, o rozwoju duchowym, i jego strukturach wobec swiata. Jako jedna z bardzo mlodych, nielicznych osob, ktora pragnie sie rozwijac duchowo(lat 17), tyle tresci jest bardzo pomocne i wiele wyjasnia, ale nawet ja bez bicia przyznaje sie, ze nie do konca chce mi sie czytac to wszystko w calosci… Glownie dlatego, ze moim zdaniem wazny jest tez indywidualny rozwoj duchowy, szukanie wlasnej sciezki, popdartej na wiedzy kogos madrzejszego w tej dziedzinie. Dlatego dzieki, ze dales tego tak duzo, bo na pewno moja dusza kiedys, w przyszlosci jak moje cialo dojrzeje w koncu, z nieustannych porazek, bedzie chciala kontynuowac tresc kazdego zdania, przeksztalcajac to wszystko we wlasne doswiadczenie, rozwijajac sie osobiscie. Dlugo szukalem, zrodla podpartego na tak wielkim zakresie wiedzy, dlatego jestem wdzieczny ze w koncu udalo mi sie go znalezc. Pozdrawiam, i dzieki :) .

    Odpowiedz

    • SwiatDucha
      sie 13, 2011 @ 10:43:25

      Dzięki za uznanie.

      To dla mnie oczywiste, że każdy ma własną ścieżkę. Ja też tak miałem, że w różnych latach różnymi sprawami się interesowałem, kupowałem wręcz książki “na zapas”, stały na półce, wiedziałem, że będę ich potrzebować, a po np. roku, dwóch czytałem taką i byłem olśniony.

      Pozdrawiam i życzę miłego sukcesywnego czytania.

      Odpowiedz

  9. Mariusz
    wrz 17, 2011 @ 21:25:09

    O! To ja się już ustawiam w kolejce po książkę. :)

    Odpowiedz

  10. marcin
    paź 31, 2011 @ 14:45:59

    super praca, to wszystko jest bardzo ciekawe i z pewnej perspektywy patrzenia prawdziwe , warto miec to na uwadze o duszy gdy chce się lepiej zrozumiec swoje zachowania w zyciu
    ale nie fiksowalbym się na tym, jesli chodzi o rozwoj ktory dla mnie jest równoznaczny z medytacją czyli wyłączeniem umysłu, znając techniki medytacyjne ktore pozwalają na wejście w stan obserwacji mysli (co dla przecietnego umyslu dzisiejszego czlowieka jest niezlym wyzwaniem) wychodzi się świadomością poza duszę , im dłużej się pozostaje w tym stanie tym więcej jasnosci i mądrości wchodzi w nią a jej gęsta energia subtelnieje. sterowanie/ dzialanie z poziomu duszy to taki autopilot gdy swiadomosc czlowieka jest uspiona, ktorej charakter bierze się z mniej lub bardziej glupich dzialan z poprzednich wcielen, na pewno lepsze to niz z poziomu osobowosci , ale to i tak nie robi roboty

    Odpowiedz

    • SwiatDucha
      paź 31, 2011 @ 21:54:19

      Też tak myślę – Dusza prowadzi nas jak autopilot, wreszcie kiedyś warto wziąć ster we własne ręce. Do tego czasu dobrze jest wiedzieć kim jestem, kim jest ów autopilot, aby np. nie oskarżać siebie za coś, czego np. Dusza nie była w stanie zrobić, działając wg. wzorców.
      A medytacja jest zdecydowanie pójściem w inne wymiary, o które Dusza nie dba, tak jak mówisz, poza Duszę. I to też jest bardzo wartościowe.

      Odpowiedz

  11. Kacha
    sty 09, 2012 @ 23:23:52

    Hej, weszlam na chwilkę i poczytałam co nie co o duszy i duchu itd. Nie wiem skąd to wiesz, ale niby masz rację, ale mylisz się w wielu kwestiach. Zapomniałeś napisać po co mamy tą duszę lub ducha raczej bo dusza odnosi się do odczuć emocjonalnych i codziennych. A duch do sfery duchowej i wyższej. Mozemy sie komunikowac z innymi duszami lub duchami, jak kto woli. Ale hm nie każdy może slyszeć odpowiedzi innych dusz. To nie zabawa a dar od Boga. Jeśli ktos nie slyszy głosów i nie ma wizji nie powinno się ich wymuszac w sposob nie naturalny np. uzywajac jakies karty, kamienie lub inne akcesoria. To sie po prostu ma i nie mozemy gadac z przedmiotami materialnymi. Kanapa do mnie nigdy nic nie powiedziala bo ona nie zyje to jest rzecz stwozona przez czlowieka. Tez co do wieku duszy bylabym nie zgodna bo skad wiesz ile tak naprawde twoja dusza ma lat? Tylko Bog to wie i nie ma zadnego przelicznika na to. A medytacja prowadzi do szatana i takie czytania w myslach itd. bo jesli ktos nie ma wiezi z Bogiem i nie obdarowal go szczegolnym darem to nie powinnien medytowac i czytac w myslach bo to nic innego jak komunikacja z demonami. Mam nadzieje, że ludzie ktorzy przeczytaja moj komentarz pomysla 2 razy zanim cos ich wciągnie. Pozdrawiam

    Odpowiedz

    • SwiatDucha
      sty 10, 2012 @ 13:04:05

      Medytacja prowadzi do szatana – to pewne, jeśli ma się tzw. “grzeszne myśli”. Wtedy nie tylko medytacja prowadzi do szatana.

      Rozumiem, że twój punkt widzenia jest taki, że jeśli ktoś nie potrafi czytać, to lepiej, żeby się nie uczył, ponieważ może przeczytać coś niedobrego, np. Playboya [jeśli tam jest coś do czytania :) ]. Czytanie jest tyle darem od Boga, co i własną zasługą czytającego. Zgodzę się natomiast, że nie wszyscy mają do tego predyspozycje czy też chęci. Ale z góry zakazywać – to jest to już praktyka inkwizycyjna, nieprawdaż?

      Osobiście proponuję nie wchodzić w praktyki mające w źródle nieczyste intencje. Po co sobie życie psuć.

      Kanapa nie powiedziała, bo najpewniej nie pytałaś i nie chciałaś się wsłuchać w jej odpowiedzi. Rozumiem, nie wszyscy są ciekawi, co ich kanapa ma do powiedzenia. Nie jest to też najczęściej potrzebne. Jest jeden kłopot: ludzie, którzy nie chcą słuchać, nie chcą słuchać i odbierać co inni przekazują, co mówią [myślę o informacjach np. pozawerbalnych]. Wtedy wyrasta np. taka mama, która rygorystycznie wychowuje dzieci, pilnuje, aby się uczyły, aby były czyste i.. za dużo nie mówiły [o sobie]. Bo wtedy byłby kłopot – trzeba by się skonfrontować z tym, co dziecko ma do powiedzenia. Większość mam nie ma do tego często czasu. I wychowują się takie dzieci, które są czyste, mają dobre stopnie i dużo kłopotów emocjonalnych ze sobą.

      Odpowiedz

  12. Hawa
    sty 10, 2012 @ 14:14:17

    @Kacha,wejszlas na chwile i co? I bardzo szybko tylko co?
    Ha,co tyczy sie ,,kanapy,,to zapewne korepetycje by sie Tobie przydaly z fizyki tej tradycyjnej i tej kwantowej. Warto wzbogacac swa swiadomosc. Toz mamy XXI wiek.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s