Dusza i Duch

Duch i Wyższa Jaźń

Na początek pewne określenia cząstek istoty, aby wiadomo było o czym mowa

Szukasz czegoś na stronie?
naciśnij [Ctrl+F] i wpisz np.: “podświadomość”

Duch jest częścią Boskiej energii, która się zindywidualizowała i opuściła w świat w celu przejawiania się. [więcej w książkach "Rozmowy z Bogiem" N.D.Walsha]. Duch jest poza czasem. Duch – jest najbardziej wzniosły ze wszystkich składowych istoty. Jak tutaj rozumieć słowo “wzniosły”? Wzniosły to jakby “święty”, sakrum, bliższy Bogu przeciwny do profanum. Jeśliby Duch był człowiekiem, to byłby silnym, bardzo zdecydowanym mężczyzną.

Ducha istoty ludzkiej można porównać do potężnego parowozu pod parą, który ma wiele energii i jest skoncentrowany na działaniu, na wdrażaniu pomysłu w życie. Jest to pomysł z wysokiej półki, pomysł samego Boga. A więc potęga, wielkość, rozmach. Takie cechy Ducha można dostrzec w opowiadaniach z terapii Arnolda Mindella ["O pracy ze śniącym ciałem" i in.], gdzie Duch się istotnie czasami pojawia, gdy stawiane są zasadnicze, głębokie pytania.

Wibracje z poziomu Ducha mogą być osiągane tu, na Ziemi, nie są czymś niesłychanie odległym. Moim zdaniem w niektórych utworach zespół Yes osiąga ten poziom wibracji:

Tutaj jeszcze kilka słów o tym, co nazywam Wyższą Jaźnią, dla wyjaśnienia sytuacji.

Wyższa Jaźń to nie jest Dusza człowieka, to nie jest też jego Duch, ani osobowość.

Wyższa Jaźń to jest ta istota, która dana jest każdemu z nas do opieki. [opieki nad Duszą, Osobowością i Świadomym Ja - można sobie przypomnieć modlitwę do Anioła Stróża]. Niektórzy nazywają ją Duchem Opiekuńczym, niektórzy Aniołem Stróżem, w Hunie nazywana jest Wyższym Ja, Opiekuńczym Ja, Ojcowskim Ja. Kahuni docierali świadomością do swojego Wyższego Ja i widząc jego mądrość i potęgę uznawali, że wyżej im sięgać nie potrzeba. Stąd nie uruchamiali połączeń z Bogiem.

Ważne jest to, że Wyższa jaźń jest istotnie wyższa, czyli rozumie sytuacje szerzej niż my, widzi więcej, więcej bierze pod uwagę. Uwzględnia wydarzenia w dłuższym horyzoncie czasowym, nie tak jak my, czasami chcielibyśmy coś “na już”.

Dlatego warto się zwracać do Niej o pomoc, o prowadzenie, o błogosławieństwo, prosić o kontakt z Bogiem. Taki kontakt z WJ nawiązywałem wiele razy, wiele razy podpowiadano mi jaki sposób patrzenia przyjmować, jak się odnosić do jakiejś sytuacji czy człowieka. Moja witryna jest generalnie zbudowana na podstawie takiego wsłuchiwania się w to, co Wyższe Jaźnie chcą przekazywać. Oczywiście większość z tych rad wiązała się z koniecznością odłożenia na bok moich dotychczasowych pomysłów, czy też rozwiązań – pomysły WJ zwykle są nie z tej półki. Pytanie, czy warto? Każdy musi sobie na to sam odpowiedzieć. Osobiście jestem typem eksperymentatora, dopiero po wypróbowaniu jakiegoś rozwiązania jestem skłonny wierzyć w to, co jest mi mówione.

_______________________________________________________________________

Człowiek posiada:
– Ducha

- Duszę
- Ciało materialne
i opiekuje się nim Wyższą Jaźń

W Duszy można wyróżnić pewne cząstki [niespójne ze sobą na wzajem, mające czasami różne cele]:
- osobowość [zespół cech przystosowujących do życia w danym środowisku - na Ziemi, w rodzinie, w małżeństwie, w pracy itp]
- podświadomość ["autopilota" działającego na wzorcach]
- ego [cząstkę zbierającą w sobie postawy wobec siebie i związane z sobą]
i jeszcze inne, póki co nie wymieniam.

Człowiek może się przekonać, że jest, w zależnie od postawy, podejścia, przekonań:
- Duchem: “Jestem Duchem”
- Duszą : “Jestem Duszą”
- Ciałem materialnym: “Jestem tym ciałem”
- ego: “Jestem tym, kto doba o siebie, komu na mnie samym najbardziej zależy”
- osobowością: “Jestem osobowością”

Człowiek może się utożsamiać z różnymi swoimi cząstkami. Nawet kilkoma na raz – w Duszy są takie możliwości, aby pokazywać się sobie na różne sposoby niemal jednocześnie. Można mieć kilka różnych zdań na dany temat!, zależy którą cząstkę spytać.

To, z kim się akurat utożsamiamy, zależy od świadomości, która ustala to, kim jest.

Świadomość sama z siebie nie jest Duszą, ego, osobowością, nie jest Duchem, ani też nie jest żadnym z ciał subtelnych. Ale oczywiście może zdecydować, że rozumie, że jest np. osobowością.

Świadomość jest to “coś specjalnego”, co ma swoją funkcję ale “nie ma tego, kto to robi”. Świadomemu Ja nie jesteśmy w stanie przyznać żadnej innej cechy niż ta, że postrzega coś i jest tego świadome. Można się utożsamić ze Świadomym Ja. I to wygląda na najwyższe utożsamienie.
Oczywiście nawet na tym wysokim utożsamieniu ego potrafi zbić kapitał. Może np. ustalić, że musi być wysoce rozwiniętą istotą duchową, jeśli jest się w stanie utożsamić ze Świadomym Ja.

1. Czy my wszyscy tak naprawdę jesteśmy Duchem, a nie duszą? Ma na myśli naszą Prawdziwą Istotę.

 Najpierw był Bóg [albo Tao, albo buddyjska "pustka" - jak kto woli], który się „rozczłonkował” [opisane w "Rozmowach z Bogiem" Walsha]. I poszczególne cząstki stały się Duchami, które weszły w inkarnację [w Dusze a potem w ciała]. Więc jak ktokolwiek będzie poszukiwać w sobie, to odnajdzie najpierw Duszę, potem głębiej odnajdzie Ducha, a potem Boga. A co kto uważa za swoją prawdziwą istotę – to zależy od niego/niej.
Osoby dociekliwe pewnie nie pozostaną na powierzchownych odpowiedziach. A osoby proste pozostaną na prostszych, bardziej prymitywnych wytłumaczeniach, zwłaszcza na tych, które ktoś im “sprzedał”.

2. Czy Duch jest tym samym co Świadomość?

 Duch nie jest tym samym, co Świadomość [Świadome Ja].
Chociaż zarówno Duch jak i Świadome Ja są niesubstancjalne [także nie mają wysokich ciał subtelnych]

Duch stanowi potencjalność dla uruchomienia się Świadomości [Świadomego Ja], które w swoich możliwościach przekracza Ducha. Świadomość, Świadome Ja może się pojawić, ale nie musi. Wszechświat czasami “wymusza” aby pojawiło się Świadome Ja, bo już więcej nie można czegoś wytrzymać w życiu i trzeba coś mocno ustalić.

Można powiedzieć, że Duch jest „nieprzetworzoną jeszcze” świadomością. Duch bywa “prostoduszny”, bądź naiwny, Świadome Ja już nie. Ono już wie, już jest świadome np. zagrożeń, więc je obserwuje i obchodzi szerokim łukiem.

A Świadome Ja jest Duchem, który przeszedł transformację.
Ale może nawet i to nie, Świadome Ja, świadomość wydaje się jeszcze bardziej subtelna niż Duch. Jednak na początku sama świadomość nie jest tak oczyszczona z połączeń z ciałem fizycznym, z Duszą itd. Dopiero potem Świadome Ja się oczyszcza z utożsamień.

3. Co się dzieje z naszą duszą (za życia lub po smierci), kiedy poznamy kim naprawdę jesteśmy?

 W moim wyobrażeniu, myślę, że Dusza może częściowo się rozpuścić [jest bowiem dosyć labilna] i możemy żyć częścią Duszy, Duchem i Świadomym Ja.

4. Czy Wyższa Jaźń ‚stoi’ wyżej od Ducha, czy to może to samo?

 WJ jest istotą duchową, tak jak i istotą duchową jest człowiek. Oboje mają Ducha. Natomiast WJ nie mają ciał materialnych, mają subtelne. Te ciała istnieją jakby „ponad” nami, żyjącymi w świecie materialnym. My też mamy ciała subtelne, natomiast WJ mają ich zwykle więcej.

Tak więc pytanie dotyczy dwóch rzeczy, które nie są wobec siebie porównywalne. To jakby spytać: Czy ważniejszy jest czajnik, czy też woda wlewana do szklanki?

Dusza

Wróćmy do opowiadania o Duszy. Skończyliśmy na tym, że z pomysłu Boskiego powstaje Duch, który bardzo chce się przejawiać. Jako, że Duch bezpośrednio nie jest w stanie się przejawiać, wytwarza się Dusza. Duch jest bezczasowy. Dusza jest zarówno w sferze bezczasowej jak i czasowej, jest w obu.

Dusza ma pragnienie doświadczania w celu gromadzenia przeżyć. Jest to pragnienie przemożne, ponieważ wynika z planu Bożego, Stwórcy, który dał Duszom takie zadanie. Gdzieś znalazłem taki cytat na portalu ezoterycznym:

“Żaden wiatr nie jest dobry dla okrętu, który nie zna portu swego przeznaczenia.”

 Niby cytat ok., skłaniający ku rozwadze, refleksji.. jak dla świadomego poszukiwacza duchowego. Ale.. dla Duszy ten cytat nie ma zastosowania. Gdyby Dusza miała opisać swoją działalność, napisała by tak:

“KAŻDY wiatr jest dobry dla okrętu, który nie zna portu swego przeznaczenia.

BYLE SILNY!!”

Dusza nie zna portu swego przeznaczenia, ale się tym wcale nie przejmuje :) Ten zmodyfikowany cytat, czyż nie jest bardziej pełny zapału, radości życia?! Nawet lekkiego zapomnienia czy też lekkiego świrka [Dusza z ulubieniem go uruchamia]. Z doświadczeń marynistycznych wiadomo, że dla żeglarzy jakikolwiek wiatr jest lepszy niż flauta [brak wiatru]. Tak więc Dusza jest takim życiowym wędrowcem, żeglarzem mórz wielu.

Dzięki efektom uzyskiwanym z różnorodnych doświadczeń, przeżyć Duszy po części może realizować się pragnienie Ducha ku przejawianiu się, a po części realizuje się plan tworzenia się zindywidualizowanej, świadomej siebie jaźni istoty. Po prostu Dusza uruchamia swoją aktywnością pole, przestrzeń, na której zarówno Duch jak i Świadome Ja mogą się wyrażać i odnajdywać.

Jeśliby Dusza była człowiekiem, to byłaby kobietą, niewiastą. I tu istotnie jest metaforyczne potwierdzenie biblijnego mitu o stworzeniu kobiety z żebra mężczyzny.

Dusza nie jest aż tak bardzo wzniosła, jak niektórzy uważają. Ma w sobie sporo codzienności, sporo “profanum”, jest nieco dalsza od szczytnych idei, od Boga niż się ludziom wydaje.

Dusze współczują, współodczuwają. Zlewają się w przeżywaniu z innymi Duszami. Jak ktoś mówi, inni chcą zwykle też mówić. Jeśli ktoś je, to i my chcemy jeść. Jak jedno dziecko płacze, to inne też chcą płakać. To wszystko przez połączenia między Duszami.

Dusza:

- współczuje
Współodczuwa z innymi ludźmi, zwierzętami, drzewami. Niektórzy członkowie ruchów ekologicznych z powodu dostrojenia się własnych Dusz istotnie bardzo mocno przeżywają niszczenie lasów i drzew, zabijanie zwierząt.

- kocha
Dusza kocha inną Duszę, innego człowieka, potrafi się zauroczyć kimś bardzo mocno. Wtedy “oddaje się” tamtej osobie.

- zespala się z kimś, czymś, kotwiczy się
Dusza przyzwyczaja się, ma sentymenty lub idee. Im starsza Dusza, tym są większe. W USA rodziny nie są tak spójne, a ludzie są mocno mobilni, ponieważ Dusze są młode, a więc nie mają tak wiele pragnień lgnięcia do ludzi czy do miejsc. Polacy jeśli sobie wyobrażają, że osiągną taki poziom łatwości zarabiania pieniędzy, mobilności czy swobody w obrębie rodzin srogo mogą się zawieść. Mają bowiem starsze Dusze, a Dusza Grupowa narodu polskiego jest mocno obciążona ciałem bolesnym, które nie daje iluś spraw załatwić prosto i bezproblemowo. Jednakże w takim “narodowym sosie” można wiele przepracować duchowo,  ponieważ jest dosyć znaczny punkt zaczepienia, odniesienia, wobec którego można pracować z własną Duszą, z obciążeniami duchowymi.

Dusza jest “istotą” wielce złożoną, możnaby powiedzieć nawet nieuporządkowaną. W Duszy można wyróżnić:

  • umysł, który odpowiedzialny jest za myślenie, odpowiadanie na bodźce,
  • osobowość, która powstaje poprzez przystosowywanie się człowieka do środowiska.
  • ego, które odpowiada za relacje “ja” z otoczeniem
  • pamięć obecnego wcielenia
  • pamięć poprzednich wcieleń [niekoniecznie bezpośrednio dostępną]

Tak więc ileś rzeczy jest w Duszy, są one wręcz “zbudowane” z energii Duszy. [te energie mają konkretną strukturę i postać, można je nazwać również ciałami subtelnymi, obecnymi na różnych poziomach subtelnych, poziomach skupienia subtelnej materii duchowej] I części te zarówno same w sobie działają, jak i ze sobą współpracują ["lepiej" lub "gorzej", w jakiś specyficzny dla każdego człowieka sposób, przydający mu w efekcie niepowtarzalną indywidualność].

Dusza trochę podobna jest do konia. Nie jest specjalnie narowista, chociaż jest potężna i można ją pod pewnymi warunkami wykorzystać w pracy. Jednak ma swoje mocne przekonania i może być bezwzględna, razem ze zrzuceniem jeźdźca.

Jeśli Dusza jest koniem, to my jesteśmy jeźdźcem, przynajmniej na to wcielenie.

A tak można pokazać sytuację, gdy spotkają się dwie bratnie, pokrewne dusze:

Dusza może być postrzegana tak, jakby była podobna do zwierzęcia. Ma bowiem porywy, ma “narowy”, ma dylematy, ale nie jest w stanie z owych dylematów sama wychodzić twórczo. Może oczywiście być to kompromis, ale taki “prowizoryczny”. Co więcej, takie kompromisy mogą trwać latami.

Mój kolega miał taki kłopot, że pisał komentarze na tej witrynie, a nagle pojawiła się konieczność rejestracji konta i logowania się. I tu jego Dusza zastrajkowała. Nie chciała zakładać konta, bo uważała [bardzo zresztą słusznie], że jest to zamach na jej swobodę.

i piszę mu w mailu:
Jednak taki jest los Duszy, że jest poddana przewodnictwu naszego Świadomego Ja [czyli nas samych].

Jak biega swobodnie jak źrebię to może się wybiegać i zaznać swobody.
Natomiast z czasem potrzeba i jej treningu i pewnej dozy dyscypliny. Z czego także się i cieszy, ponieważ ma poczucie, że ktoś się nią opiekuje, i że jakoś idzie do przodu w rozwoju.

Takim otamowaniem zwierzęcych instynktów Duszy wiodącym ku jej rozwojowi związane są różne nasze doświadczenia.
Konieczność posiadania dowodu osobistego, czy też segregowania śmieci, czy też płacenia za prąd to przykłady zobowiązań, których kiedyś nie było, a się pojawiły z Wszechświata, który się cały czas rozwija.

Pytanie, czy nadal chcesz iść w [jakby nie było] kieracie społeczeństwa [i np. zakładać konto]
czy też chcesz iść bardziej swobodnie i nie zakładać konta.

Bo obie drogi są równouprawnione i dostępne, i żadna nie jest gorsza. [są co prawda różnie oceniane przez ludzi, ale to już jest sprawa ludzi, jak to oceniają - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia]. Duchowo liczy się bardzo doświadczenie, oraz świadomość, którą człowiek na nim zyska, natomiast efekt może być niemal dowolny. Wyższe Jaźnie nie nastają na nas, abyśmy akurat tak czy tak wybierali.

I to, że mamy wybór np. w takiej sytuacji, świadczy o swobodzie. Może nie jesteśmy w stanie zmienić CAŁEJ sytuacji, ale jesteśmy w stanie dokonać wyboru. I rozwinąć się, coś istotnego przeżyć.

Dusza by chciała komentować na starych zasadach, ale już tego nie może, bo musi się zarejestrować ;)

Tak więc Wszechświat wywiera na nią rozwojowy nacisk.

Jakkolwiek rozwiążesz tą sytuację, i tak pójdziesz do przodu!

Jeśli zaś ktoś nie rozwiązuje na bieżąco takiej sytuacji, i stoi przed dylematem, też zyskuje, bowiem gromadzi sobie doświadczenia, gromadzi energie i pogłębia stan bez decyzji. Wówczas, gdy już ją podejmie, ta zgromadzona energia spowoduje, że jego doświadczenie będzie głębsze.

W odróżnieniu od tego szybkie podejmowanie wielu decyzji, przeżywanie wielu doświadczeń daje gromadzenie dużej ilości powierzchownej energii, energii powierzchownych doświadczeń. Jest to korzystniejsze dla młodszych Dusz. Tak też można. Sposób reagowania na wyzwania Wszechświata jest zależny od nas samych [gdy zaś nie robimy tego świadomie - jest zależny  od naszej Duszy i jej preferencji oraz od presji z zewnątrz, na które Dusza jest otwarta].

Napisałem tekst z przykładami pokazującymi osoby o różnym wieku duszy:  całkiem spora lista [link].

Opowiadanie o starych duszach i ich przeżyciach – nie są takie jak innych ludzi.

Nazywam Duszę “kosmicznym łonem”. Tu więcej o tym, jak dusza nas wspiera.

Dusza jest o wiele bardziej zorientowana w życiu, w tym, co się dzieje, połączona z otoczeniem, bardziej niż nam się zdaje.

Tu na filmie poniżej pan łapie piłkę nie bardzo chyba zdając sobie świadomie sprawę z tego.

To oczywiście Dusza złapała. Jak ktoś [w rozumieniu, że razem ze swoją Duszą] ma dobre intencje wobec siebie, to jego Dusza będzie go chronić, na różne sposoby. Potem można to tłumaczyć, że ktoś “miał taką intuicję”, “miał szczęście”, “był w czepku urodzony”. Jest to przykład na ile bardziej Dusza jest zorientowana co się dzieje w życiu [no chyba, że się umówili, że ktoś rzuci piłką w nich, a i tak to niezwykłe]. Podobnie jak telepatia Aborygenów Australijskich – nie muszą używać telefonów, ponieważ ich Dusze rozmawiają a oni wiedzą, co Dusze mówią.

Dusza też ma swoje pragnienia, zupełnie przyziemne i pełne przyjemności i dlaczego by miała z tego rezygnować?:

Nawet taka dusza, jak dusza psa.

Dusza ma holograficzny wgląd w czas [link], co oznacza, że nie ma dla niej specjalnie znaczenia czy coś jest wcześniej, czy później.

Jak rozumieć w takim razie czas?

- czas jest pewnym rodzajem “przestrzeni”, na pewno wymiarem, który – jeśli utworzony – daje dodatkowe możliwości, których sama przestrzeń duchowa nie posiadała. Daje możliwość zmiany. Bez czasu nie ma zjawisk zmiennych. A jakie szczegółowe możliwości – sami wiecie, bo żyjecie w czasie i widzicie – to wszystko, co się zmienia, to daje nam sposobność do ustosunkowania się, rozwoju.

Pytanie:

Piszesz w tekstach o duszy tak, jak o kobiecie – że czuje, widzi, przebacza lub nie, odchodzi lub nie, bacznie obserwuje czy mamy względem niej czyste intencje itd. Przecież to są cechy osobowości, a dusza nie ma osobowości wg Ciebie. A w ogóle, żeby tak się zachowywać, musi chyba myśleć. No, bo skąd dane jej wiedzieć czy mamy np. pozytywne intencje?

A jeśli wybacza, to chyba też ma uczucia… Proszę, wyjaśnij mi te zagadnienia.

Odp:

Dusze mają uczucia, emocje, postrzeganie itd. to nam dają abyśmy z tego korzystali. Jeśli Dusza starsza to też przecież głębia przeżywania takiego człowieka jest o wiele większa, porównaj to u osób o różnym wieku duszy:
http://swiatducha.wordpress.com/2009/01/01/wiek-dusz/

Jednakże Dusze nie są zbyt wzniosłe [proszę poczytać książki Thomasa Moore, później na tej stronie opisuję], a więc nie mają zdolności refleksyjnych, wyższej umysłowości. Tak miało być, ponieważ tylko wtedy mogą brnąć w doświadczenia bez opamiętania.

“.. musi chyba myśleć. No, bo skąd dane jej wiedzieć czy mamy np. pozytywne intencje?”

Tutaj zakładasz domyślnie, że wiedza o czymś jest możliwa poprzez myślenie. Tak jak wiele, wiele osób możesz sobie nie uświadamiać ile poznajesz informacji o świecie na zasadzie odczuć. Psychologowie twierdzą, że bardzo duża część informacji o postawach człowieka jest zawarta w jego przekazach niewerbalnych. A Dusza je czyta jak z nut! Podobnie jak zwierzęta – nie myślą [nie mają intelektu], ale umysł prężnie działający mają i odczuwają, postrzegają świetnie otoczenie. Wiedzą ogromnie dużo o postawach, odczuciach, uczuciach innych zwierząt np. tylko z postawy ich ciała. I na wzajem mogą się poprzez to mylić, np. psy z kotami nie rozumieją się. U kotów machanie ogonem oznacza zdenerwowanie, u psa – radość. Odczytując to, nie potrafią poprawnie reagować na te sygnały. A nie myślą, a więc nie mogą skorygować swojej reakcji.

Naprawdę nie trzeba myślenia do tych działań.

.

Osobowość pojawia się wraz z inkarnacją, od poczęcia dziecka. Natomiast zobacz, jak bardzo rozwinięte emocjonalnie są małe dzieci, chociaż ich osobowość jest w powijakach. To Dusza się już prezentuje, swoje energie na których pracuje, pokazuje się, swoje możliwości, swoje postawy. Matka ma możliwość dobrać imię dziecka jeszcze przed urodzeniem wyłącznie na podstawie odczytania jakości energii swojego dziecka płynących z własnego brzuszka.

Już małe dzieci mają silne osobnicze zróżnicowania, które jednakże nie mogą pochodzić od osobowości, która dopiero co się tworzy. To oczywiście Dusze pokazują swoje cechy, swoje postawy, swoje wybory, które przynoszą z poprzednich wcieleń..

Intencje są przez Duszę łatwo rozpoznawalne energetycznie, oczywiście Dusze są mocno połączone ze sobą energetycznie, wystarczy, że ludzie sobie popatrzą w oczy, podadzą ręce, już ich Dusze wiedzą o sobie super dużo. Jasnowidzowie to widzą i korzystają z tych informacji. Jeśli uważasz, że coś jesteś w stanie zataić przed jakimś człowiekiem, to tylko przed jego osobowością, jego ego. Jej/jego Dusza jeśli potrzebuje, to będzie wszystko wiedziała i.. może pójść na to, że ten ktoś nie będzie czegoś wiedzieć. Nawet może współpracować z tobą w zatajeniu czegoś przed osobowością tej osoby. Dla niej jest to równie dobre przeżycie, ba nawet lepsze, bo jest obecna tajemnica, niepewność, “podchody” itp..

No i oczywiście jest karma, związki karmiczne między Duszami. Do tego nie trzeba osobowości. Już małe dzieci potrafią wyrywać sobie wzajemnie włosy w bójce o zabawkę. To Dusze realizują karmę w ten sposób. “Większe dzieci” rywalizują np. poprzez kariery, zdobywanie zasobności materialnej, uruchamianie specjalnie raniących związków między ludźmi, wchodzenie w takie związki, czy nawet poprzez akcje agresji fizycznej.
Przykład: osobowość jest potrzebna do zdobycia skomplikowanego zawodu. Natomiast aby używać go do robienia kariery, aby “komuś pokazać”, to już osobowość nie jest specjalnie potrzebna, wystarczy, że Dusza chce odtworzyć sobie z poprzedniego wcielenia relację dominacji i już będzie chciała być szefem. Wtedy jak pytać osobowość, czemu chce być szefem, to nie odnajdzie przyczyn w sobie [i będzie miała rację]. Ludzie z reguły nie wiedzą, czego chcą ich Dusze – są otwarci na zawartość swoich osobowości, natomiast ich Dusze stanowią dla nich pewien rodzaj tajemnicy, obszaru, w który nie wchodzą, którego nie eksplorują, nie znają.

Ale i osobowości też mogą sobie tworzyć nowe związki, zależności, przyczyny. Stąd wniosek, że do złożoności świata dokłada się zarówno Dusza jak i osobowość [trochę na inne sposoby].

Do tego nie trzeba specjalnie mądrości, aby się atakować, poranić i więcej. Od starożytności takie akcje prowadziły całe ludy, populacje bijąc się między sobą. Dopiero niedawno w Europie osobowości przyszły do pomysłu, żeby może już nie robić pomiędzy sobą wojen. I zdołają swoje Dusze do tego przekonać, ponieważ jest dużo za tym argumentów.

tu wstawiam artykuł, który się wydaje ważny w rozważaniach o Duszy:

Pozytywne prosperity

Zmiany

Dziś 13.02.2013.

13 jest liczbą wg numerologii redukującą się do 4. Jest też dla mnie liczbą weryfikacyjną. Oczywiście można widzieć w niej „realizację fatum”, natomiast tak pewnie jest gdy zgromadzą się energie karmiczne, oczekujące na wyrażenie się, a człowiek nie jest tego świadomy, albo nic z tym nie robi.
Jak dla mnie 13 jest też zachętą do osobistego podejmowania zmian, świadomego podejmowania zmian. Odkryłem [na swój użytek], że jeśli sam zrobię postęp w wibracji 13, jeśli zmienię postawę, to również mogę skorzystać z nagromadzonej energii zmiany, a i owe fatum już nie ma z czego czerpać siły.

Dusza sama tworzy karmę

Myślałeś kiedyś, skąd ta cała karma powstała, dlaczego przyszło Ci żyć z karmą, której nie jesteś twórcą [jako osobowość]? W jakim strumieniu celów przyszło Ci żyć? Istotnie, żyjemy w strumieniu celów, które nas przerastają. Cele Duszy, która jest energetycznie potężniejsza od osobowości wykraczają mocno poza nasze osobiste życie. Można się zżymać na to, można się zapierać i nie chcieć tego, ale jakoś jednak tego za pomocą takich środków nie udaje się zmieniać.

Cel Duszy

Dusza tak naprawdę nie działa zgodnie z prawami tworzenia, z prawami przyciągania. A może ściślej powiedziawszy: działa zgodnie z nimi, natomiast jej cele nie są tak pozytywne jakby się mogły wydawać.
Jej celem nie jest sukces, bądź prosperity. Takie cele zwykle są celami osobowości, nas samych, którzy chcielibyśmy żyć w obfitości dobra, obfitości finansów, w szczęściu, w miłości, przyjaźni. No niestety, to nie jest celem Duszy. Można powiedzieć, iż jest celowo „źle zaprogramowana”, niezgodnie z ziemskimi standardami sukcesu. Celem sukcesu Duszy jest sukces duchowy, osobisty sukces Ducha.

Celem Duszy jest przeżycie maksymalnej dawki doświadczeń. Cel ten jest jednakże niezwykle szczytny, wręcz  Boski. Tak bowiem została zaprogramowana przez swojego Stwórcę. Otóż jeśli Dusza będzie dużo przeżywać, jeśli będzie ciężka od osobistych przeżyć, to zacznie się tworzyć z tego osobiste poczucie oddzielenia od środowiska [poziom roślin, potem zwierząt]. Z tego ukształtowuje się poczucie osobności, bycia osobą, czyli ego [poziom człowieka]. Kolejne stadia to uruchomienie się samoświadomości, Świadomego Ja – jak je nazywam [uruchamia się samoświadomość Atmana – wg. jogi, wed].

Dalszym stopniem, gdy [samo]Świadome Ja wzrasta jest zorientowanie się „kim jestem?” przez owe Świadome Ja. To pytanie jest centralnym pytaniem jogi. Prowadzi bowiem do skupienia się na swojej esencji [jak to nazywają buddyści]. Buddyzm jest zresztą w tej fazie odpowiednią praktyką [wcześniej nie jest odpowiednią praktyką – w różnych fazach odpowiednie dla nich praktyki są różne]. Tu już zaczyna się świadome łączenie z Bogiem [osobowym, bądź bezosobowym, to nie ma większego znaczenia].

Gdy połączenie owo nabiera obszerności, zaczyna się „zstępowanie obecności”, „zstępowanie energii” boskich [tak nazywam te fazy]. Świadome Ja zauważa, że ma bardzo dużo wspólnego z tymi energiami. I zauważa, że tak naprawdę z energiami Duszy, ego nie ma aż tyle wspólnego. To jest punkt zwrotny świadomego oświecenia, połączenia się z Bogiem, świadomego zjednoczenia z Bogiem.

Świadome Ja [zresztą bez wysiłku i wręcz spontanicznie] wybiera coraz większą łączność z tymi energiami, z którymi się utożsamia, czyli z energiami Boskości. Oczywiście są jeszcze w tym stadium energie Duszy, zgromadzone wielowcieleniowe energie karmiczne, ale są one stopniowo oddawane, ponieważ są rozpoznawane jako „nieswoje”, a więc można się ich bez żalu pozbyć.

I tyle, tak ustawiona ścieżka zstępująco-wstępująca daje w rezultacie wytworzenie się indywidualnej świadomości tam, gdzie jej nie było, a potem samouświadomienie sobie swojej boskości [oczywiście jest to nieegoistyczne].

Jaki ma być punkt zwrotny?

W tym procesie dosyć istotną rolę gra punkt zwrotny – przełączenie się z autopilota Duszy na świadome kierowanie swoją drogą życiową [wyrażanie się] Ducha. Już dawno stwierdziłem, że od dzieciństwa jesteśmy tak ustawieni, że przechodzimy w naszym życiu „z autopilota na sterowanie ręczne” własnym życiem. Tak jak w dzieciństwie większość rzeczy wokół nas „działa się”, tak z latami jesteśmy zobligowani, aby brać je w swoje ręce, decydować o tym, jaki ma być podjęty wybór, co mamy zrobić w danej sytuacji.

I taki wydaje się być generalny wzór funkcjonowania naszej istoty.

Dusza w trakcie wcieleń nabywa wzorców zachowań. Wobec pewnych spraw zachowuje się tak i tak, wobec innych w inny sposób. W relacjach z istotnymi ludźmi [istotami, ogólnie biorąc] podejmuje pewne decyzje, jak się wobec nich zachowywać. A to wobec osoby A będzie pragnąć, wobec osoby B będzie się obawiać, wobec osoby C będzie ofiarą, itd. Osoby A, B, C będą tu spełniały rolę „drugiej strony” relacji – rolę istotną, lecz nie krytyczną, nie decydującą o owej relacji. Bowiem to Dusza, w zależności od swojego imperatywu będzie wybierać postawy wobec nich.

Jeśli Dusza ma imperatyw „więcej doświadczać”, to jeśli będzie chciała kochać, to będzie z wcielenia na wcielenie wybierać postawę bycia bardziej i bardziej zakochanej. Niekoniecznie ma to skutkować, iż owa miłość będzie pozytywnie zrealizowana. Duszy nie zależy na sukcesie, tylko na przeżyciach – a więc może być zakochana po uszy, ale nie w związku, nie w rodzinie. Jeśli Dusza zechce się bać, to będzie wchodziła w lęki jak nóż w ciepłe masło, tonąc w lękach. I lęki będą jej argumentowały prawdziwość swojej postawy, ponieważ „trzeba się lękać” – to będzie prowadzić do wzmacniania owej postawy. Krańca generalnie tu nie ma, ścieżka zstępująca doświadczeń, łuk zstępujący istnienia nie ma zaprogramowanego dna. To dana istota sama z siebie, kiedy zdobędzie się na świadomość, wtedy będzie mogła przerwać ów łańcuch doświadczeń, niechybnie przynoszących cierpienie. Bowiem intensywne przeżywanie bez spełnienia – przynosi cierpienie.

Dusza tworzy karmę, Duch przejawia się w decyzjach

Pewnie tego się domyślałeś. To Dusza sama z siebie, nieświadomie tworzy karmę, przez swoją postawę, przez swój imperatyw doświadczania. Tworzy karmę i jeszcze więcej karmy. Jeśli jej pozwolić, to będzie miała karmy po uszy. Czy to potrzebne? Na tyle potrzebne, na ile zechcemy uruchomić Świadome Ja i zacząć decydować z poziomu Ducha o swoich losach.

Dajmy na to, że Dusza czuje się skrzywdzona. Wiele osób do mnie pisze „co zrobić, aby uruchomić czakrę podstawy, aby była ona większa, aby lepiej sobie radzić w świecie materialnym”. Poczucie skrzywdzenia, które odczuwa i pielęgnuje Dusza świetnie nadaje się do tego, aby ograniczać działanie czakramu podstawy! Zobaczmy jak to działa.

Podobne przyciąga podobne

Dusza w swojej postawie czuje się skrzywdzona. A jak się czuje skrzywdzona, to oznacza, iż poprzedni stan był lepszy niż obecny. Jak tak, to chce sobie powetować to i chce odzyskać to, co dawniej było, co było „lepiej”. Powetowanie sobie zawiera w sobie przekonanie o krzywdzie, o przegranej [niesłusznie mnie to spotkało, to jest nieuprawnione, co mi ludzie robią, co mi społeczeństwo robi, co mi system, państwo, ustrój robi!]. Tak nie można, nie powinni tego robbić! No dobra, wybieram drogę ratunku, wspinam się na niej, mam „nadzieję” [nadzieja jest z ego, z Duszy].

No i jak tak siebie „ratuję” z dołka, przychodzi „lepszy czas”, już myślę, że będzie lepiej [na starych zasadach, nic nie zmieniając], …  a tu nagle … jak nie tąpnie! Co się dzieje, dlaczego tak, dlaczego jest jeszcze gorzej!? Ja nie chcę [kwili Dusza], to straszne, to okropne, znowu mi to zrobili, znowu ma być jeszcze gorzej niż było! Przeżywam szok, bo już myślałam [nadzieja], że się wyciągam z bagna, a tu jeszcze gorzej!

Ząb zupa zębowa, dąb Dusza dębowa

No niestety Dusza chciałaby [dzięki podleganiu swemu imperatywowi] działać na starych, karmicznych zasadach. Zakładają one niedokonywanie zasadniczych zmian. Jakichkolwiek. Ma być tak jak było i ma być przez to dobrze. I tylko przez to, że usilnie podejmowane są wysiłki, aby było WRESZCIE, TYM RAZEM dobrze, tylko dzięki temu ma być wreszcie dobrze.
Nie za sprawą prawdziwych przyczyn, które mają przynieść odpowiednio dobre rezultaty.

Dusza jest uparta do upadłego – jakie przyczyny!? Ona wie swoje! Jeśli widzisz kogoś, kto się upiera przy swoim przeciwko faktom, przeciwko widocznym zasadom, to otóż widzisz istotę zidentyfikowaną ze swoją Duszą, która akurat zaparła się kopytami w ziemię i nie chce ani na krok ustąpić. No a siłę Dusza ma ogromną, a więc [w moim przekonaniu] należy dać jej dalej doświadczać, nie jej to czas, by uruchomiło się Świadome, zdystansowane do siebie Ja.

Pyta mnie czytelnik o to, czy jak się oczyści z obciążeń, to ..

- czy można w jakiś inny sposób poza afirmowaniem i krokodylem.. uzyskać zamierzone cele i zmiany..?
odpowiadam:

w przypadku wejścia Duszy w zależności karmiczne, proste osiąganie celów bywa utrudnione, bądź trudne.. Oczywiście pierwszorzędnym powodem tego jest uwikłanie się [Duszy] w obciążenia karmiczne.
Praca z oczyszczaniem z obciążeń daje jakieś efekty, ale [jak wynika to z moich obserwacji] jak już Dusza złapie ileś obciążeń to ich poziom doświadczeń [w tych obciążeniach] jest zwykle tak intensywny, że Dusza nie chce tego puścić. Uważa bowiem, że jest to świetne źródło intensywnych doznań, o wiele intensywniejsze od osiągania “zwykłych” celów życiowych.

Dla dosyć mocno obciążonej Duszy “zwykłe, ludzkie” doświadczenia blakną w porównaniu z tymi, pochodzącymi z obciążeń.

[No, może poza posiadaniem trójki małych dzieci jednocześnie.. ;-) w takich sytuacjach można
obserwować, że nagle jakby nagle takiemu człowiekowi zmalały obciążenia karmiczne. Łazariew będzie mówić o takim przypadku, że został odpowiednio mocno poniżony, a Hellinger, że oto pole dzieci go wspiera. Można to także interpretować tak, że Dusza tego człowieka ustaliła sobie, że intensywność i atrakcyjność doświadczeń pochodzących od dzieci jest zupełnie wystarczająca i że nie potrzeba poddawć się kolejnym doświadczeniom wynikającym z obciążeń karmicznych.

Tak bardzo Dusze łakną doświaczeń..]

Oczywiście można działać i pracować ku osiąganiu swoich celów, natomiast nie należy chyba zbytnio ufać hurraoptymistycznym nauczycielom duchowym, którzy mówią, że jeśli odpowiednio się oczyścisz [np. z pomocą regresingu] to będziesz osiągać to, co inni, mający dobrą karmę a mający bardzo mało karmy złej. Ja na takie zapewnienia patrzę jak na formę zachęty, marketingu, bowiem patrząc realnie mało kto dostaje takie efekty w świecie materialnym, a pochodzące z pracy nad sobą, jak owi nauczyciele ogłaszają.

Paradoksalnie jednak takie metody pracy ze sobą i z Duszą jak ów regresing są bardzo korzystne [o ile nie ma się włączonych wzorców autodestrukcyjnych, bo wtedy można użyć owego regresingu do dalszego zdegradowania swojej pozycji, swojego dobrobytu].

Czyli praca z afirmacjami [koniecznie z odpowiedziami, z medytacją, z modlitwą jest zwykle pracą bardzo korzystną.

Oczywiście, jeśli ktoś czuje się na tyle gotowy, to może pracować z metodami proponowanymi na warsztatach rozwoju osobistego i zawodowego [nie mylić z rozwojem jedynie duchowym].

Jednak, gdy ma się nieoczyszczone obciążenia np. poczucie skrzywdzenia, np. poczucie zagrożenia itp. to próby zastosowania prostych technik rozwoju osobistego mogą bardzo mocno uruchomić ciało bolesne i spowodować, że taki człowiek zamiast iść do przodu na ścieżce zawodowej będzie odczuwać coraz większe poczucie np. upokorzenia, bądź skrzywdzenia, bądź poczucie winy [czy jakiekolwiek inne odczucie czy zachowanie wypływające z ciała bolesnego.

Dlaczego tak jest?

Dusza nie dostrzega prawa przyciągania. Podobne energie przyciągają podobne.
Jest to nieuniknione. I dlatego, jeśli Dusza upiera się przy karmie, to dostanie więcej karmy.

Jeśli jest niezadowolona, jeśli pielęgnuje np. poczucie skrzywdzenia [w postawie nadziei, w postawie szukania powetowania krzywd: odzyskania „honoru”, odzyskania pieniędzy, które niegdyś posiadała, odzyskania zdrowia itp.], jeśli pielęgnuje poczucie skrzywdzenia to dostanie wciry, dostanie po gnatach najpewniej, ponieważ przyjdzie do niej kolejny agresor i ją jeszcze bardziej pogrąży. I sama go Dusza sobie przyciągnie poprzez trzymanie owych energii bycia skrzywdzoną.

Ja [tu imię] uwalniam się od poczucia krzywdy, mogę być wolny, swobodny i bogaty i korzystać z tego!

To już są zupełnie innne energie. Otóż jest to punkt zwrotny. Jest to decyzja Ducha, aby przerwać tą bezrozumną, samospełniającą cierpienie spiralę.
Co będzie, jeśli uwolnię się od poczucia krzywdy? Co jeśli pozwolę odejść krzywdom, resentymentom, poczuciu skrzywdzenia? Takie pytania pojawią się, ponieważ są one napędzane energiami emocji, energiami karmicznymi. Trzeba Duchowi przez nie przejść. Jednakże świadomość swojej energii pozwala Duchowi przejść, strancendować owe energie karmiczne. Duch bowiem ma wyższe energie, wyższe wibracje od energii karmy, energii emocji, nawet od energii przyczynowych, a nawet od energii idei [i jeszcze wyżej]. Przez to, konfrontując się z takimi pytaniami wynikającymi z nagromadzonych niskich energii Duch może je oczyszczać tak jak gumka trąc papier usuwa zeń grafit zapisany przez ołówek. Wydawałoby się, że papier jest brudny, a tu nagle po przejściu gumki okazuje się, że papier od od ołówka nawet nie ucierpiał, nadal jest biały [są co prawda wspomnienia pisma, ale są to jedynie już tylko wspomnienia].

Jeśli oddam swoje emocje, swoje argumenty, swoje starania „wyciągnięcia się z kłopotliwej sytuacji”, jeśli oddam swoją nadzieję na lepsze, to z czym zostanę? Co będę mieć w rękach? Dotąd miałem ręce pełne sznurków [karmicznych], lin, węzłów, pewniej się z tym czułem, ponieważ miałem kontrolę. Co ze zobowiązaniami, które mają wobec mnie moi oprawcy, moi dłużnicy, moi krzywdziciele? Jeśli zostawię te łącza, te linki, te więzy, to już nie będę mieć argumentów na „coś lepszego”! Mogę się poczuć niebezpiecznie – mówi Dusza. Nie będę mieć na nich haka. Mogę poczuć się bezsilny, bezradny, o wiele mniej zabezpieczony, mniej bezpieczny niż dotychczas.
Oczywiście. Ale też mocno lżejszy!

Dlatego uznaję pierwszy krok Anonimowych Alkoholilków za genialny. „Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować naszym życiem”.
W momencie decyzji o [pokojowej] dominacji Ducha nad własnym życiem jednym z aspektów tej nowej postawy jest przyznanie się do całkowitej porażki dotychczasowej postawy Duszy w osiąganiu Boskiego Celu. Otóż przyznaję się, że wszelkie zabezpieczenia siebie, próby odzyskiwania czegokolwiek, próby naprawy na dotychczasowych emocjonalnych zasadach – nie działały, nie działają i już nie chcę ich stosować! Oto postawa Ducha, oto postawa zmierzająca do przyjęcia nowych przyczyn dla życia.

I teraz moje bezpieczeństwo – czy zdecyduję się, aby ono miało polegać na przyciąganiu pozytywnych wydarzeń?
Za pomocą tego samego prawa, które dotychczas przyciągało do mnie z taką siłą przykrości i cierpienia [podobne przyciąga podobne], czy zdecyduję się zmienić moją wewnętrzną postawę na postawę wynikającą z decyzji Ducha?

Jeśli dotąd nieświadomie utrzymywałem postawę skrzywdzenia to obecnie mogę z niej zrezygnować i otworzyć się na postawę pozytywną, postawę kreowania pozytywnego prosperity poprzez hołubienie, pielęgnowanie postawy zadowolenia, radości, zaspokojenia, skupienia na przyjemności. I to przyjdzie do mnie, ponieważ podobne przyciąga podobne!

Działanie z Ducha

Tak, potrzeba przy tym odejść od Duszy. Dusza pragnie przeżywać – cokolwiek, byle dużo [można w tym też dopatrywać się podstaw w nadmiernym gromadzeniu – dóbr, nadmiernym jedzeniu].
Odejście od reaktywności Duszy na rzecz świadomej, dokonywanej z wyboru manifestacji Ducha. Decyduję się manifestować takie i takie cechy, z pomocą twórczej wysokiej, wysokowibracyjnej energii wypływającej z mojego Ducha.

Decyduję się dokonać pozytywnej manifestacji. Duch pragnie się manifestować, pragnie się zamanifestować. Sam z siebie tego jednakże nie zrobi, to Świadome Ja, jeśli się zbudzi, może podjąć tą decyzję o uruchomieniu manifestacji Ducha. Bardzo często energie Ducha są utłuczone jak tabaka w rogu, zatłuczone, zatkane w tubie, przez którą miałyby przechodzić. Wręcz sama tuba jest tworzona, aby energie Ducha otamować.
Podczas gdy.. energie Duszy są rozpasane, rozchodzą się jak chcą, rwą jak rzeki w różnych karmicznych kierunkach i człowiek znajduje się w życiowej porażce [jak się przebudza osobowość w wieku lat nastu – dziwi się, że jego życie może tak przykro wyglądać].

afirmacja:

Ja … uwalniam się od poczucia krzywdy, mogę być wolny, swobodny i bogaty i korzystać z tego!

To jest kreacja Ducha, pozytywna kreacja, która ma przynieść pozytywny skutek. Nadal jeszcze obserwuję wokoło siebie efekty przyciągania wibracji krzywdy, które pielęgnowałem. Jakkolwiek był ten mechanizm uruchomiony, jakiekolwiek postawy się za tym kryły, to i tak zmieniam to. To i tak oddaję moje wszelkie negatywne, roszczeniowe postawy. Cokolwiek by się za nimi nie kryło, oddaję to. Mogę się poczuć komfortowo. Dusza może poczuć, że oto traci dotychczasowy grunt pod nogami. Niech traci, to tylko wyjdzie nam na dobre, ponieważ przez to osiąga ona spełnienie, osiąga ona cel swojego istnienia, więc jest to dla niej również sukces.

Rozpamiętywanie przeszłości, które Dusza dokonywała, jedynie utwierdzało ją w tymczasowych „prawdach”, które sama sobie ustaliła, wytworzyła, „zrobiła”. Do tych prawd była przekonana, ponieważ siebie sama nich przekonała. To oczywiście dało początek ego i jego roszczeniom.

Na dzisiaj pozostawiam „prawa osobiste”, pozwalam, aby one się rozwiały [nie zaś rozwijały]. Pozwalam sobie przejść na działanie według wg przyciągania pozytywu do pozytywu. Przyciągam dobro, radość, szczęście, obfitość poprzez skupianie się na nich, poprzez wibrowanie nimi. Wibracje to przyciągną podobne do nich. I na tych pozytywnych wibracjach będę mógł osiągnąć ich efekty, dojdę w łatwy sposób do ich rezultatów.

Rozmowy z duszami

Rozmowa z duszą jest prostą sprawą, ponieważ nasza Dusza zwykle z nami jest [o ile nie załatwia jakich swoich "ważnych spraw"]. A i z innymi duszami jest ściślej połączona niż się nam wydaje. Jedynym większym kłopotem bywa przekonanie, że „się nie da” i to, że nikt tego nie robi.

Zaś rozmowa z duszą osoby, która jest nam znana jest także prosta, ponieważ nasza Dusza i Dusza tamtej osoby się już zwykle znają jak łyse konie i mają mocne połączenia. A jak nie mają, to zaraz się odnajdą.

Aby poznać cele Duszy, wystarczy, aby posłuchać głębiej człowieka, a po niejakim czasie wychodzi na wierzch Dusza z jej pragnieniami, celami. Na zewnątrz człowiek ma pewną socjalnie poprawną skorupkę, która jednak dosyć szybko znika, jeśli ktoś [i jego Dusza] czuje, że nie oceniamy, że akceptujemy i słuchamy. Wówczas strumień wyznań z Duszy płynie niezwykle lekko i gładko.

Poza tym, jak Huna podpowiada, możemy z sukcesem pogadać z duszami przedmiotów, i to nie tylko tych „starych”, o których się mówi, że „mają duszę”, ale także z duszą naszego komputera, samochodu, którym jeździmy, samolotu, którym lecimy, domu, możemy wyczuć jakie ma samopoczucie dusza sklepu, czy centrum handlowego. Trzeba pamiętać jednak, że owe dusze mogą być zdziwione, że do nich ktoś zagadał, bo zwykle – kto rozmawia z duszą sklepu albo samolotu?

Kiedyś bywałem w pewnym sklepie na Ursynowie. Wchodząc od razu czułem obejmujące mnie podejrzliwości. I to, jak sądzę nie było tylko ze strony personelu, to mogła być dusza sklepu [zresztą mogła być zgodna z nią dusza grupowa załogi sklepowej]. Jak pewnie domyślasz się, nie za bardzo chciało mi się z tą podejrzliwą duszą rozmawiać, rzadko tam robiłem zakupy.

Podobnie z roślinami i zwierzętami. Z roślinami jak się rozmawia – a są o tym opowieści, że ciocia rozmawia ze swoimi kwiatkami – to ona z ich duszami rozmawia. I tu mamy potwierdzenie. Ale to tylko ułamek możliwości!

Gdy będziesz czuć dusze grupowe, to także z nimi można gadać! I z duszami grup ludzi, wręcz całych narodów. To bardzo potężne dusze.
[warto pamiętać, że dusze lubią łączyć się w grupy i jednoczą wokoło swoich celów i przeżyć, odczuć]

I ze swoją duszą możemy rozmawiać – to daje bezpośrednie korzyści i jest jak najbardziej polecane ! :)

Możemy rozmawiać ze swoją duszą dla różnych celów:

  • aby się czegoś dowiedzieć [np. o jej przekonaniach],
  • aby coś oczyścić [np. jakieś wzorce zachowań],
  • aby ją do czegoś przekonać [jeśli np. widzimy, że jej postawa wobec świata jest inna, niżbyśmy chcieli].

.

Pytanie:

” Mam pytanie. Jak postępować, gdy bliska mi osoba wikła się z bardzo groźnym krokodylem i komplikuje sobie życie osobiste, zawodowe, zaprzepaszcza swoje zdolności i umiejętności.Odpowiesz zapewne , ze ta osoba musi sama dostrzec swoje zniewolenia i wyrazić chęć pracy nad sobą.

Tak, tak …znam te teorie.Ostatnio jednak byłam świadkiem tragedii, która wydarzyła się w rodzinie psychologa- psychoterapeuty. Matka, chora na depresję po 2 próbach samobójczych nie wyrażała intencji pójścia na terapię. Córka uparła się jednak i nie uczyniła nic, aby ją zabrać do psychoterapeuty. Uważała, bowiem, że matka sama musi o tym zdecydować.
No i finał był taki, że matka odebrała sobie życie.

W jakich granicach więc można pomóc takiej osobie ?”

.

Odpowiedź:

Sprawa jest bolesna, ponieważ Dusze w rodzinie są bardzo mocno połączone, pewnie wiesz o takim zjawisku, gdy jedno coś czuje, to i inna osoba z rodziny też. Nie musimy być Aborygenami aby tego doświadczać.

Jest pewna ważna sprawa w pracy z Duszami. Ludzie zwykle wyobrażają sobie, że trzeba z kimś “porozmawiać” i próbują rozmawiać z osobowością, ponieważ tylko do tego są wytrenowani. A tu okazuje się, że rozmowa mało co daje, albo nawet tylko pokazuje blokadę osobowości.

I tutaj proponuję MOCNO zadziałać z Duszą.

Nie tak, jak Brzechwa opisuje:

Rak tedy rzecze: “Rodacy,
Musimy się wziąć do pracy,
Mam pomysł zupełnie nowy –
Zacznijmy kuć podkowy!”
No, ale cóż, kiedy ryby
Kuły tylko na niby,
Żaby
Na aby-aby,
A rak
Byle jak.

Dusza potrafi być potężną istotą, więc i potrzebuje środków, przekazu, bodźców na swoim poziomie intensywności energetyki. Potrzebuje odpowiedniego partnera.

Ja ostatnio wspomagam nieco przyjaciółki, które próbują odratować żyjącą ofiarę samobójstwa – ich znajomą.
Panie nie mają praktyki w świadomych, treściowych relacjach z Duszą. Działają bioenergetycznie na różne sposoby, bodźcują ciało, to prawda, ale raczej nie jest to na polu przyczynowym [to wyższy poziom intelektu].

Jest dla nich to nowe, że to właśnie Dusza we własnym procesie decyzyjnym decyduje o dalszym losie człowieka, inkarnacji, o pozostaniu, czy odejściu. I jeśli Dusza zechce, to osoba zostanie na Ziemi, nie umrze, a będzie żyć. I więcej – jej komfort życia [utrata bądź nie poszczególnych umiejętności życia] zależna wydaje się także od tego, na ile Dusza będzie przekonana do nadal tej inkarnacji. Jeśli zdołamy ją przekonać bardziej, że jest to możliwe, to osoba będzie zdrowsza, Dusza bardziej będzie zdecydowana zasiedlić ciało. Także na poziomie witalnym, ciało witalne będzie zdrowsze, bardziej pełne, a to bezpośrednio wpływa na zdrowie osoby.

W momentach, gdy robimy sesję z Duszą, to pacjentka dobrzeje. Jak praca postępuje jedynie wg. tego, co fizjoterapeuci, lekarze uważają, to chyba nie ma aż takiej poprawy. Takie są moje postrzeżenia.

Podobnie też jest z osobą, która idzie na jakiekolwiek inne zatracenie – gdy z osobowością takiego kogoś się nie można dogadać. Trzeba rozmawiać z Duszą, bo to jej pomysł jest to “zatracenie”. Po prostu Dusza uznaje, że obecne wcielenie jest już mało satysfakcjonujące w kategoriach celów Duszy. A jak mało satysfakcjonujące, to Dusza próbuje się rozglądać za następnym.

Sprawa wygląda trochę jak z pewną panną na wydaniu. Chodzi z jednym chłopakiem. Ale odpowiada jej na 70% i te 30% dziewczyna uważa, że jest nie do stolerowania. A pracować się jej nad związkiem, wraz z chłopakiem nie chce – ona chce “lepszego”. I odchodzi. Albo prowokuje, że on odchodzi. I .. za niedługą chwilę znajduje sobie dziwinym trafem następnego chłopaka. Nie za rok, a za dwa-trzy tygodnie, i zaraz po poznaniu już fantazjuje o ślubie i dzieciach. [co to za chłopak, nie będę się rozwodził, ważne jest tutaj z jakim impetem  dziewczyna przemierza prestrzeń związków. może wydawać się pannie, że odpowiada jej w 85%, ale nie jest powiedziane, że ów chłopak ma obciążenie duchowe, które odpowiada za 40% tego "podobania się. Po 10 latach i spłodzeniu dwójki dzieci pani już wówczas zauważy, że podoba jej się w nim tylko 45%, ponieważ owe 40% obciążenia już będzie zauważać i oceni jako coś skrajnie niekorzystnego].

W jednym z filmów był taki żart. Mówi dziewczyna: “mam 27 lat i od 15 roku życia nie byłam przez dwa miesiące bez stałego chłopaka.”

I możnaby dodać: “.. a teraz od trzech miesięcy nie mam chłopaka, więc jestem na głodzie..”, hehehe..

Takie nastawienie wewnętrznej presji jest bardzo częste u Dusz.

Jeśli czujesz wewnętrzną presję do robienia czegoś, do jakichś zachowań, a nie medytujesz, to w dużej części przypadków jest to spowodowane presją Duszy. W przykładzie z panną to Dusza ją tak piłowała, a ona w żaden sposób się nie przeciwstawiała nachalności swojej Duszy. Oczywiście, trzeba powiedzieć, że poddawanie się przymusom Duszy nie musi oznaczać, że oto podejmuję dobry, niekrzywdzący siebie, partnera, dziecko wybór. Odwrotnie, presje Duszy są z reguły proste, rzecby moża prymitywne, i efekty podążania za presjami Duszy też wychodzą standartowe, prymitywne, nierozwijające. Dusza nie dodaje “jakości” życiu, jedynie ilość.

Sposobów szamańskich prac z Duszą jest wiele, np. ustawienia, rozmowy z Duszą, szamańskie sesje, oczyszczanie zdalne duchowe z użyciem jasnowidzenia, itd.
A chociażby pisanie “za kogoś” afirmacji z odpowiedziami. Też można, też Dusza będzie odpowiadać.

Osobowość jest ograniczonym tworem, operuje w intelektualnym umyśle najbardziej. Natomiast nasza kultura uznaje osobowość za coś niezwykle ważnego, pomijając Duszę.

Dostęp do Duszy jest cały czas otwarty, świat duchowy jest tym światem w którym żyjemy! Natomiast trzeba chcieć i trzeba działać aby mieć efekty. Dusze są zwykle mocno przekonane do swojej postawy [po części przez nawyk, że nikt z nimi nie konwersuje, nie dyskutuje, nie argumentuje]. Ale są również otwarte na to, co my mamy, a one tego nie mają – na poprawną duchowo refleksję.

.

Oczywiście, trzeba trochę się tego przyuczyć, ale generalnie jest to przyjemna sprawa, ponieważ odsłania nam duuuużą zasłonę, którą zwykle mają ludzie na odczucia/przeżycia z duszą związane. Zasłona ta mówi, że tego się nie da, że z własną duszą nie można albo nie warto rozmawiać. A to nie jest prawda.

Napisałem o rozmowach z Duszą trochę tekstów:

Rozmowy z Duszą
http://swiatducha.wordpress.com/2010/12/13/rozmowy-z-dusza/

Rozmowa z czyjąś duszą [tu też komentarz]
http://swiatducha.wordpress.com/2009/01/14/rozmowa-z-czyjas-dusza/

Miłość leczy duszę
http://swiatducha.wordpress.com/2011/06/09/milosc-leczy-dusze/

i bardziej zaawansowane:
Rozmowa z Duszą dziecka
http://swiatducha.wordpress.com/2012/01/27/rozmowa-z-dusza-dziecka/

Rozmowy z różnymi Duszami:
http://swiatdusz.pl/index.php?topic=123.30

Sposoby kontaktu

Mogą być różne.

Można rozmawiać z Duszą słowami, a może poprzez telepatię i język postaw wewnętrznych i nie będzie tu słów, ale rozmowa będzie się odbywać! To nie ma większego znaczenia – jakkolwiek, ale się będziesz porozumiewać z cząstkami siebie w wyższych ciałach subtelnych. Ważne, żeby wiedzieć, kim jestem „ja” i jak odpowiada Dusza. Powoli, poprzez kolejne doświadczenia można nabrać wprawy.

Inną trudnością, na którą niestety nie ma rady jest poziom rozwoju ciał subtelnych. Jeśli ktoś ma niewiele ciał subtelnych rozwiniętych, to jego reakcją na rozmowy z duszami będzie obawa, poczucie „dziwności”, obcości, niechęci. I nie ma na to rady – te odczucia, które ma i które każą mu się odsunąć, są prawdopodobnie najlepsze dla niego na ten czas, tak ma być.

Najłatwiej zacząć od afirmacji z odpowiedziami pisanymi na papierze. Ja tak przez lata robiłem, nie wiedząc, że rozmawiam z własną Duszą. Było to możliwe, ponieważ nasza podświadomość jest częścią Duszy. Pisałem „z podświadomością”, a czasami [dosyć często] odpowiadała sama Dusza. Dało się to wyczuć, ponieważ było to jakby odpowiedź kogoś drugiego, nie zaś bezdusznego zapisu [jakim ponoć jest podświadomość]. W czasie takich sesji afirmacji dosyć często też czułem, że „po drugiej stronie” nastąpiła zmiana, ale nie mechaniczna, ale coś jakby następowało zrozumienie.

Tak więc, aby z Duszą rozmawiać, chcąc zmiany jej postawy.

Jak to robić?

Trzeba „się przemóc” – czyli najzwyczajniej spróbować. Można zamknąć oczy i próbować wyobrazić sobie, że z kimś konkretnym się rozmawia. Mogą w odpowiedzi przyjść słowa, zdania, mogą przyjść też wizje, czy pojedyncze odczucia – zwykle każde z nich jest jakąś [gorszą lub lepszą] odpowiedzią.

I z tą odpowiedzią postępujemy tak jak w normalnej rozmowie:

a) rozpoznajemy, co rozmówca chciał przez to powiedzieć

b) zastanawiamy się, w jakim rozmówca jest położeniu, jakie ma przekonanie, co myśli o sprawie

c) sami odpowiadamy na to, prezentując nasz przekaz, nasz komunikat [czy to ma być zrozumienie, dalsze pytanie, wskazanie - zachęta, czy coś innego, jak normalnie w życiu].

Trzeba wspomnieć o praktyce – im więcej jej mamy, tym łatwiej dalej idzie sprawa. Jak niemal zawsze.

Duszy nie daje się uprościć

Praca z Duszą określana jest przez Thomasa Moore jako “pielęgnowanie Duszy”, czy wręcz “uprawa duszy”, tak jak uprawa pola.

Czym jest pielęgnowanie duszy w codziennych warunkach?

Uprawa duszy, jest czymś innym niż rozwój Ducha. Dusza jest połączona z Wiecznością. Dusza jest skomplikowana, niejednolita, niejednorodna. Stąd też w duszy istnieją absurdy [jedna część może uważać coś przeciwnego niż inna]. Dusza karmi się własną nieracjonalnością.
To tłumaczy, dlaczego w czasie silnego napięcia emocjonalnego postępujemy nieracjonalnie, głupio.

Wielu ludzi nie chce dopuścić do siebie tego faktu, w imię podtrzymania swojego dotychczasowego wizerunku.
Niełatwo jest bowiem przyznać się do tego, że u siebie samych mamy wiele obszarów sprzecznych, absurdalnych i niezrozumiałych dla nas samych.

Niektórych spraw się nie da uprościć.
Duszy nie da się uprościć.

Serce stanowi tajemnicę. Nie zagadkę, którą można odgadnąć, ale tajemnicę w znaczeniu religijnym, wymykającą się manipulacjom.
W stosunku do duszy ludzie próbują jednak stosować ten sam mechanistyczny i strukturalny sposób myślenia, który służy do opisu technologii zbudowanej przez człowieka.

Dusza nie jest szczególnie wzniosła. To Duch jest wzniosły.
Jednak Dusza ma możliwość kontaktu z Wiecznością.

Budzenie się duszy jest tak bolesne, jak fizyczny poród, mimo iż daje także wiele radości. Przebudzanie się duszy, jej wyrażanie daje poczucie wielkiej żywotności, poczucie doznawania chwili obecnej.
Czesto się jednak łączy z koniecznością podjęcia ryzyka uczuciowego.

Także z powodu tego bólu narodzin wielu ludzi nie chce doświadczać przebudzenia duszy. I żyje do końca życia bez obudzenia własnej duszy.

“Gdy masz wybierać pomiędzy rozumem a sercem, zawsze wybieraj serce.”
[R. H. przed śmiercią]

Oczywiście znajdą się osoby, które będą twierdziły, że jeżeli człowiek wybiera działanie motywowane sercem, to nie będzie się posługiwał rozumem.
Kwestia jest taka, że tacy ludzie mogą nie uświadamiać sobie, że gdy się działa z pobudek serca, umysł może nadal dobrze działać! Nie trzeba go wyłączać.

Uważam, że rozum powinien być podporządkowany sercu, a nie odwrotnie.

Dusza jest nieśmiertelna

Z tego powodu, trzeba patrzeć na Duszę jako na tą cząstkę, która z nami przeżywa życie, ale nas przeżywa i idzie dalej. Następuje kolejna inkarnacja tej samej duszy.
Pewien kolega trochę ma kłopoty z pieniędzmi. Jego Dusza już jest stara i sporo przeżyła, i ma pewne zapatrywania na życie, na świat, niekoniecznie takie, aby mieć pieniądze. Kolega za to właśnie tych pieniędzy potrzebuje, bo literalnie nie ma na rachunki. I co tu począć? Odpowiedziałem tak:

“..chyba to co wiem o Duszy nie jest zbieżne z huraoptymistycznymi zapatrywaniami osób wyznających filozofie łatwego tworzenia pieniędzy.. Łatwe to może jest dla młodych dusz..”

Dusza zwykle ma za nic czy kogoś [osobowość] boli, czy też nie w związku z tym, jak się życie toczy, jakimi drogami. Dusza idzie jak wyżeł przez bagno, nie oglądając się, czy to może kogoś zabrudzić, boleć, powodować niechęć, zgorszenie, dezaprobatę, czy tp. Ważne dla niej są przeżycia.

Dla Duszy jest jasne: ona ma wiele wcieleń, realizuje plan maksymalizacji doświadczeń i wiele więcej ją nie obchodzi. Uważa że to ONA ma inkarnacje [kolejne osobowości], nie zaś, że konkretna inkarnacja ma Duszę. I tak sobie pomyśl, co z takim „kimś” na karku [z Duszą] można osiągnąć? [zwłaszcza jeśli Dusza stara i jeszcze trochę poobarczana różnościami].

W takim kontekście można umieścić swoje „zależy mi, bo chciałbym zarabiać dobre pieniądze”..

Owszem, można z Duszą rozmawiać czy aby nie chciałaby zarobić „dobrych pieniędzy”, a jeśli tak to na jakich warunkach i w jaki sposób. Do niektórych argumentów Dusza się przychyla. Wręcz, jeśli istotnie czegoś chce, to ustala sobie z innymi Duszami, że będzie tak jak chce i wydarzenia się układają po jej myśli. Ja kiedyś tak miałem, jak Dusza na Ursynowie widząc latające samoloty z Okęcia powiedziała: „też tak bym polatała”. OK! – mówię od razu na to do niej – to sobie to załatw, ja jestem za [co ja będę jeszcze Duszy załatwiać drogie przeloty samolotowe? niech sama działa, jak ma potrzebę :) ] . I za miesiąc szef w pracy mnie pili, abym złożył podanie o stypendium do Kanady. Pojechałem – poleciałem! samolotem 11 godzin w jedną i drugą stronę. I nalatała się Dusza moja i poczuła się usatysfakcjonowana i poczuła że ma dość tego doświadczenia. Ja zaś zrozumiałem, że mogę asystować mojej Duszy w jej peregrynacjach ziemskich – a nie oznacza to, że wszystko mi się będzie super podobać.

Dusza młoda to taka, którą można zapakować do walizeczki, ładnie, schludnie, i jedziemy gdzie chcemy. Robimy też generalnie, co chcemy, co ososbowości przyjdzie do głowy. A dusza się przygląda, często przeciera oczy i się uczy.

Dusza dojrzała to taka, która się mieści do samochodu ciężarowego, czasami z przyczepą. Już łatwo nie jest, jest dość czasami ciężko i na zakrętach zarzucać może, ale jeszcze się w miarę jedzie. I własne cele jako tako można realizować, bez większego trudu.

Ale stara Dusza nie daje sobą łatwo prowadzić – jest jak długi i często ogromnie ciężki pociąg! i to nierzadko jadący dość sporym kłusem. Wyobraź sobie ciężką lokomotywę elektryczną i czterdzieści wagonów, dla obrazu – wypełnionych po brzegi węglem. I to wszystko posuwa się po szynach z dużą czasami prędkością!
Wykrzesać zmiany, spowodować zmiany u takiej Duszy jest trudno – podobnie trudno zatrzymać, czy choćby zahamować pędzący, z wypełnionymi po brzegi wagonami pociąg towarowy!, trudno jest go przekierować na inny tor, w innym kierunku.

Z mojej odpowiedzi na czyjś list:

> Czy warto z tym ,,walczyc”? [chodzi o pragnienia Duszy]

Przewalczyć Duszę nie ma sensu, chociaż niektórzy mogą. Przy starych, dużych Duszach, to raczej jest kwestia delikatnego naprowadzania na doświadczenia z obrębu tematu, ale takie, jakie raczej byśmy chcieli, a nie takie, jakie same by się chciały zdarzyć. Proste uzyskiwanie efektów jak w Sekrecie dla starszych dusz już nie jest chyba możliwe, Dusza zbyt dużo już się nauczyła, zechciała. I ostatnie dziesięć-dwadzieścia wcieleń to robi, idzie tą drogą. Jak można twierdzić, że ten rozpędzony pociąg można nagle skręcić pod kątem 90 stopni i to w miejscu, gdzie nie ma ani łuku torów, ani też zwrotnicy.. ? Do zmiany u starej duszy potrzeba cierpliwości. Oczywiście bieżąca osobowość “cierpi niewinnie” za to co w przeszłych inkarnacjach inne wcielenia nagrzmociły. Natomiast ma możliwość osiągnięcia zdecydowanie wyższej świadomości.

Może to nie jest jakiś wielki skarb patrząc z pozycji materialnego, fizykalnego “sukcesu”, która jest propagowana przez wiele reklam. Dusza jest przyziemna raczej [niż uduchowiona], więc wciąga reklamy jak świeże bułeczki. Dopiero medytacja może przywrócić jako tako odpowiednie postrzeganie pozycji duchowej człowieka.  A Ty, czy medytujesz?

Pierwsze co radzę ludziom, to to, aby nie przepadli gdzieś w tym kłusie [żeby nie dali sobie zrobić krzywdy, bo Dusza może nimi akurat mocno poniewierać], dopiero potem można myśleć o jakim-takim nawigowaniu: jest to czasami trochę podobne do galopowania na rozpędzonym byku.

Jednak jest dobra wiadomość. Dusza jak widzi i czuje Świadome Ja w działaniu to przestaje powoli ingerować, powoli wycofuje się – uznaje, iż jej cel [utworzenie się Świadomego Ja] został osiągnięty. Wtedy – dla ciekawości powiem :) – zwykle ludzi opanowują odczucia braku celu czy też nawet depresja [jak sobie pomyśli gdzie żyje i kim jest].

Wtedy praktyka rozwoju duchowego przydaje się wielokrotnie aby jakoś zacząć żyć bez napędu od Duszy. Aby mieć własne cele, i własne chęci do ich realizacji. Bo już Dusza może nie być zainteresowana we wspieraniu tych celów swoim napędem, swoją dużą [i obserwowaną dotąd mocą].

pytanie:

“Dzieki za odpowiedź, jest przejrzysta dla mnie, szczególnie dobry jest przykład że to dusza uważa że ma nas a nie my ją :) swoją drogą to dziwne że inkarnacja jest inteligentniejsza od duszy :)

Dusza którą opisujesz, bardzo przypomina koncepcję podświadomości, co do milimetra, podobnie można z nią rozmawiać, wydaje się ograniczona, czasem się oddaje średniemu Ja i ono traci poczucie sensu istnienia.

Czyli jakby myślokształt astralny.”

Odpowiedź:

“Moje koncepcje Duszy są oparte i o Leszkową podświadomość, i o opisy T. Moora i jeszcze innych. I są z większością z nich zgodne. Tak więc jest to np. rozwinięcie regresingowego opisu podświadomości.

Inkarnacje z reguły są inteligentniejsze od DUszy [patrz mój art "dusza - kosmiczne łono"], Dusza jest „kołyską” dla inkarnacji i dla Świadomości. Taka jest jej rola.
A która kołyska jest inteligentniejsza od dziecka, które w niej leży? Żadna.

Tak ma być, bo inaczej jak mogłaby nastąpić ewolucja świadomości? Duch zstępujący od Boga nie jest siebie świadomy [poczytać można "Rozmowy z Bogiem" - tam to jest dobrze opisane]. Dopiero na poziomie doświadczeń materialnych, pojawia się ego, świadomość siebie i inne rodzaje świadomości.

Niemniej jednak tyle jest kłopotów na tej drodze, że co i raz w tym procesie następuje reset jak w komputerze. Dana inkarnacja [czyli dany ktoś] nie radzi sobie na tyle, że po prostu choruje, starzeje się, i traci swoją fizyczną powłokę. I Dusza częściowo zwija się z tego świata, i po jakimś czasie ponownie się wciela. Taki proces z duchowego punktu widzenia oczywiście ma wiele korzyści, natomiast z punktu widzenia osobowości jest to tragedia. Ponieważ osobowość ulega całkowitej destrukcji.

Z punktu widzenia Duszy kolejna inkarnacja to jakby kolejny dzień. My też, co wieczór, zasypiając, mamy swoje osobiste wejście w stan bez pełnej świadomości, i odradzamy się na nowo rano.

Gdy masz na tyle świadomości, że to rozumiesz, możesz pracować z Duszą zupełnie na innych zasadach.

Czy będziesz przy tym długowieczny – zależy to od Ciebie i Twoich umiejętności utrzymywania się przy życiu. Jednakże samo życie nie stawia jakichś mocnych ograniczeń. To ego je stawia poprzez swoje wymagania. I tym samym ego prowadzi do zguby inkarnacji [osobowości]. Paradoksalne – ego, które służy do rozpoczęcia procesu indywiduacji, gdy nie jest w odpowiednim czasie porzucone, … staje się kamieniem u nogi, który ciągnie w głębinę.

Dusza widziała już wiele, wiele swoich inkarnacji. Już więc nie rozpacza ani nie jest przywiązana szczególnie do którejkolwiek – miała ich na pęczki.

Aby więc wysforować się jako kapitan całego tego bałaganu, aby kolejny raz nie przegrać z kretesem, to co trzeba?

Ano trzeba skorzystać z wiedzy reinkarnacyjnej, często trzeba sobie wywrócić do góry dnem cały system przekonań o sobie i o życiu. I – jako „mały dodatek” – zrezygnować z przlgnięć i niechęci w życiu [łatwo powiedzieć, trzeba osiągnąć stan działania bez przywiązywania się do efektów działań. Wtedy już droga prosta do tego, co „się chce”. :)

O problemach z odejściem Duszy

kropelka:
“niektóre Dusze mają problemy z odejściem do niewidzialnego świata Ducha i tylko pewne postawy ludzi żyjących mogą im w tym pomóc. O jakie postawy chodzi ?

Odp:
u pewnego plemienia Indian było tych postaw zadziwiająco wiele. Niestety, nie były to rozumne postawy rozumem Duszy i jej wielowcieleniowego doświadczenia, a rozumem prostego “chłopa” Indianina. Robili co umieli, np. zasznurowywali wejście do tipi a wchodzili od tyłu, aby Dusza nie znajdowała swojego zwykłego wejścia i [zniechęcona] odchodziła. Albo zmieniali na jakiś czas wszyscy imiona, aby ich Dusza nie mogła po imionach rozpoznać i aby [zniechęcona i sfrustrowana, może czując się odrzucona], odchodziła. Były także i inne sposoby.
Najpewniej w swojej prostocie nie planowali tych odczuć Duszy, które napisałem w nawiasach. Natomiast Dusza to odczuwała i dodawała do zbioru swoich niedokończonych przeżyć z tymi ludźmi, przez co sobie najpewniej nieświadomie wiązali z nią kolejną karmę. Na bieżąco sposoby działały, Dusze odchodziły, nie zostawały. Uznawali więc te sposoby za korzystne.

Na szczęście w cywilizacji zachodniej mamy analityków postępowania ludzi i Dusz [choćby wymienić Freuda i Hellingera] i przez to możemy bardziej inteligentnie podejść do sprawy relacji z Duszami.
W ustawieniach Hellingerowskich mamy duży dział pomocy Duszom w odejściu. Jest to wiedza i praktyka zorientowana na istoty, których nie widać, ale można z nimi się w specyficzny sposób komunikować. Dzięki takim zupełnie konkretnym działaniom Dusze mogą zmieniać decyzje o pozostaniu na Ziemi, ponieważ w ustawieniu rozpuszczają się przyczyny ich pozostania.
Można także powołać tu moje rytuały pracy z Duszami, gdzie wyrównujemy niechęci Dusz wobec nas samych i często przez to dajemy im odejść [<a href="http://swiatducha.wordpress.com/2008/10/21/rh/">więcej</a>].

Egzorcyzmy zaś tutaj są metodą już archaiczną. Oczywiście niekiedy “nie ma innego wyjścia”, natomiast jest wiele przypadków, kiedy są nadużywane i powodują, jak w przypadku Indian, zawiązanie dalszej karmy.

kropelka:
“Doczytałam się u Hellingera , że aby przerwać proces wzajemnego krzywdzenia się, w odpowiedzi na krzywdę ze strony określonego człowieka, należy też posłużyć się krzywdą, ale ” mniejszą “.

Odp:
Moja Dusza często jeszcze oburza się [białe wzorce są za to odpowiedzialne] i chciałaby wymierzyć “sprawiedliwość” [Dusze do przesady wierzą w wyrównanie, ponieważ nie mają dojścia do poziomu, gdzie istnieje twórczość i kreacja [a przy kreacji można utworzyć wiele bez wysiłku i bez wyrównywania i bez używania zapasów]. Creatio ex nihilo dla Duszy jest stanowczo poza możliwościami – dlatego tak czepia się wyrównania.

Od czasu do czasu daję Duszy trochę zrobić tego, co by chciała, bo jakbym nie robił tego, to by się zadusiła na zbyt krótkim łańcuchu. A więc moja Dusza urąga, wyklina tych, którzy jej przeszkadzają, itp. Trochę to może zaskakiwać, czy wręcz wywoływać “święte oburzenie”. Ale, jednym słowem, upuszcza pary spod pokrywki, aby nie było wybuchu.

Jako Świadome Ja nie poprzestaję na tym. Staram się dociekać przyczyn, podstaw tych sytuacji, w których Dusza tak wyrzeka. I gdy znajduję, to drążę, kiedy, dlaczego, na jakich zasadach Dusza sama i ja [a także moje wcześniejsze osobowości] ułożyły tak sobie życie, że teraz Dusza aż tak się wścieka. [takie działanie jest obecne w terapiach, np. w regresingu]

Gdy znajdę ten mechanizm, zaczynam przerabiać sprawę na poziomie idei, na poziomie przypisania znaczeń tak, aby zmienić całą sytuację pod względem znaczenia jakie ma dla Duszy. Tu wchodzi także proces wybaczania, mój rytuał proszenia Dusz o wybaczenie i inne.  

Gdy mi się udaje odnaleźć inną, pogodniejszą wersję świata, Dusza już zmienia “front”, zmienia postawę, dotychczasowe jej zachowania powoli odchodzą jako nieadekwatne do sytuacji. Jeśli odpowiednio dokładnie i prawdziwie opiszę sytuację Duszy [a nie kłamię i nie oszukuję, nie hipnotyzuję się sam, nie próbuję zasłonić czymś sprawy], jeśli potrafię zmienić “optykę”, tłumacząc na inny sposób, to Dusza już sama później sobie to tłumaczy według tego, jak jej podpowiedziałem.

Z tym “kończeniem” procesu krzywdzenia byłbym trochę ostrożny. Owszem, sprawa przycicha, można ją otamować, Dusze dostają trochę tego, co chcą, ale nie do końca.

W sytuacji, gdy uruchomi się mocno ciało bolesne Dusza potrafi sobie znaleźć inne Dusze z którymi będzie chciała znowu rozgrywać tą samą “sztukę” w starych dekoracjach i ze starymi tekstami [i tłumaczeniami]. To Freud nazywał “przymusem powtórzeń”.

Tak więc zaleczyć chorobę daje się, natomiast do wyleczenia trzeba mądrzejszego lekarza.
Co ciekawe, mimo, iż Hellinger posiadał na podorędziu metodę ustawień, która może [przynajmniej częściowo] sprawy rozwiązać do końca, to jednakże brakowało mu ezoterycznego zrozumienia spraw dziejących się między Duszami.
I dlatego w niektórych sytuacjach podawał niekompletne rozwiązania, a w niektórych był tak tajemniczy. On wiele czuł, natomiast nie umiejąc zbyt dokładnie przekazać intuicyjnie poznanych zasad musiał być tajemniczy.

Co jednakże w jakiś sposób dało mu sporą popularność u psychologów kształconych na uczelniach – nie mówiąc o ezoteryce nie spotykał się z oporem wynikającym z redukcjonistycznego podejścia psychologów.

Dusza w związkach.

Jeśli pragniemy bliskiej relacji między sobą, musimy pokochać i zaakceptować mniej racjonalne aspekty duszy.

Domaganie się doskonałości od siebie i od innych jest najbardziej niszczącym z elementów związku.

Podstawowym problemem osób zaangażowanych w związek jest powierzchowność patrzenia na problemy pojawiające się w związku. Ludzie zakładają, że życie psychologiczne jest czymś niezwykle prostym.

Jeśli coś nie gra – chcą to “załatwić”, nie szukając przyczyn,
tylko chcąc zmienić [zmanipulować] widzialne efekty procesów,
których nawet nie domyślają się.

W ten uproszczony sposób ludzie starają się postępować ze swoimi partnerami, operując podstawowymi, ogólnymi pojęciami. Wydaje się mu, że uda się mu ogarnąć, skontrolować duszę swego partnera.

A to nieprawda, tak się nie da.
Drugi człowiek to nie kukła, nie manekin na wystawie,
którego można przemodelować, jeśli coś nie pasuje..

Człowiekowi, który pragnie uprościć zagadnienia wnętrza ludzkiego nie udadzą się zamysły.
Nie uda mu się, ponieważ dusza jest bardziej bogata niż proste próby objęcia jej rozumem.

Dusza ma bowiem dostęp do Nieskończoności i Wieczności.

Niełatwo odsłonić duszę i zaryzykować pokazanie własnej bezbronności i uwierzyć w to,
że druga osoba potrafi zaakceptować nieracjonalny aspekt twojej natury.

Równie trudno zachowywać się wrażliwie i z wyczuciem, gdy Twój partner odsłania swą duszę.

Ta obustronna bezbronność to jeden z najcenniejszych darów miłości.

Gdy skupiamy uwagę na duchowym wymiarze związku, zaczynamy postrzegać związek jako obszar, w którym realizuje się przeznaczenie duszy.

Nie stawiamy wówczas pytania mechanistycznego:
:”Jak związek polepszyć, usprawnić, zgodnie z naszymi celami”.

W trosce o duszę zastanawiamy się, “co się dzieje w duszy”? Czego dusza potrzebuje, zakochując się bez pamięci? Pytamy o cel, a w odpowiedzi uzyskujemy doświadczenia tajemnicy spotkań, przyjaźni, kryzysów.

Dusza nie jest bowiem kretowiskiem, dusza jest wulkanem. [czyli ma o wiele większy wymiar niż się nam wydaje, a jej sprawy mają o wiele większy wymiar].

Dusza może odsłonić nam swą twórczą, gorącą naturę, jeśli do niej podejdziemy z szacunkiem.

Teksty inspirowane są książkami Thomasa Moore „W trosce o duszę” i „Bratnie dusze”.
Obie wydane w Wydawnictwie Jacka Santorskiego.

.

W TROSCE O DUSZĘ

Thomas Moore    W TROSCE O DUSZĘ,
seria: PODRÓŻE W GŁĄB SIEBIE,
ilość stron: 336

Autor, były zakonnik, psychoterapeuta – jest jednym z czołowych myślicieli i dydaktyków w Ameryce Północnej, a także w Europie. Książka „W trosce o duszę” jest poradnikiem zawierającym wskazówki, jak wcielać duchowość w życie codzienne i techniki pomocne w borykaniu się z problemami codzienności, bez żadnych aspiracji do doskonałości czy też zbawienia wiecznego. Autor wzoruje się do pewnego stopnia na średniowiecznych i renesansowych poradnikach, które cieszyły się wielkim szacunkiem i wzięciem, nigdy jednak nie składały przesadnych obietnic. „W trosce o duszę” wraz z poprzednią książką tegoż autora „Bratnie dusze” (J.S. & CO, Warszawa 1995 r.) tworzy interesującą alternatywę dla „propagandy życiowego sukcesu”, która nie pasuje wielu wrażliwym i inteligentnym czytelnikom. Obie te pozycje polecamy wszystkim tym, którzy zajmują się szeroko pojętym rozwojem osobistym, także w środowiskach chrześcijańskich.

.

BRATNIE DUSZE

Thomas Moore    BRATNIE DUSZE
seria: PODRÓŻE W GŁĄB SIEBIE
ilość stron: 272

Tajemnica dobrych związków. Miłość, przyjaźń i szacunek, do których tak tęsknimy są osiągalne, a nasze związki często można zamienić w inspirujące doświadczenia. Książka ma formę poradnika.

A oto garść pomysłów na życie, które zebrałem w telegraficznym skrócie z rozdziału
„Twórcze złudzenia romantycznej miłości”

  • Nasze zadanie: wprowadzić głębokie, prawdziwe zauroczenie do codziennego życia, przeżyć je.
  • W tym celu stosuj uzasadnioną OSTROŻNOŚĆ w poszukiwaniu miłości i fascynacji. Stosuj cierpliwość.
  • Nie bądź naiwny, realizuj miłość i seks trzeźwo i ze świadomością. Miłość i seks naprawdę warte są tego, aby trochę skupić uwagę.
  • Nie myśl, żeś mądry wkraczając w miłość – ona jeszcze Cię zaskoczy, jeszcze pokaże, co potrafi, zobaczysz!
  • Piękno miłości jest zarówno ziemskie jak i niebiańskie – odkryj oba!
  • Powoli – napięcia mogą dawać wzrost, rozwój duchowy, mądrość. Wytrzymaj – zaspokoisz i namiętności i głębsze potrzeby duszy.
  • Konfrontacja z pozoru niełączących się prawd daję nową jakość, nową perspektywę. Baw się, ulegaj Boskiej ułudzie zakochania! To zniesie troski i zmartwienia.
  • Zobacz prawdziwie Boską zabawę w miłości, zakochaniu!
  • Zarówno właściwie przeżyta depresja jak i romantyczna miłość dają duchową przemianę.
  • Problemy w miłości są nieuniknione, gdyż jest ona złożona. Potrzeba miłości romantycznej jest ogromna.
  • Zaakceptuj swój stan, który może się wydać rozszarpaniem duszy, nie naklejaj plastra na serce. [może to jest akurat stan w procesie, który chce Cię dokądś zaprowadzić?]
  • Oprócz partnerów w związku jest Dusza (Bóg). Z akceptacji trudności sam rodzi się kwiat.
  • Utknięcie = uruchomienie mechanizmów obronnych. Nie opowiadaj się za nimi, są płytkie. Zstąp do głębi przeżywania. Wybierz 3 wyjście.
  • Praca duchowa to praca u podstaw z podstawowymi przeżyciami. Wejdź w nie!
  • Miłość jest Boska, kochając spotykamy się z boskością. Intelekt to zbyt mało.
  • Kochaj! Samo to jest głębokie i szczytne.
  • Bądź ostrożny kochając, nie zaś ostrożny nie kochając.
  • „Jeżeli nasze życie jest choć odrobinę duchowe, możemy do pewnego stopnia zaufać romantycznym złudzeniom i niezrozumiałym przypływom namiętności.” 169
  • Miłość romantyczna jest jak światło w studni. Zejdź w tej studni na dno.

- -

Co robić, gdy przydarzy się niepowodzenie, a nadal chcemy być z własną duszą w dobrych relacjach?

Poniższy tekst napisałem po pewnych dwóch kolokwiach z Podstaw Informatyki dla Wydziału Nauk o Zwierzętach. Jest on inspirowany książkami Thomasa Moore “W trosce o duszę” i “Bratnie dusze”. Obie wydane w Wydawnictwie Jacka Santorskiego.Wielokrotnie sam obserwowałem, że po przeżyciu porażki zarówno ja sam, jak i moi studenci wychodzą z doświadczeń dojrzalsi.
To tekst dla tych, którym ciężko przychodzi przechodzenie przez kolejne zakręty losu, w tym dla mnie samego.

Wielokrotnie sam obserwowałem, że po przeżyciu porażki zarówno ja sam, jak i moi studenci wychodzą z doświadczeń dojrzalsi.
To tekst dla tych, którym ciężko przychodzi przechodzenie przez kolejne zakręty losu, w tym dla mnie samego.

Niepowodzenia, porażka, a rozwój duszy.

Przez wiele lat chciałem unikać niepowodzeń, poczucia, że nie umiem czegoś zrobić. Miałem uczucie, że jestem śmieszny, niedostatecznie dobry w różnych obszarach życia.
W pracy, w związkach.

Myślałem, że jeśli wystarczająco będę się starał, to uniknę nieprzyjemnego odczucia porażki, śmieszności. Myślałem o sobie, że jestem jakiś niepełny, niezrealizowany, że coś ciągle czeka na dopełnienie. Osoby, od których mogłem czerpać przykład życia – starsi ode mnie – także wydawali i wydają się często zagubieni w szaleńczym pościgu za “sukcesem”. Tak dużo już osiągnęli, w moich oczach, a nadal, tak jak ja, nie posiadali przekonania, że osiągnęli wystarczająco dużo. To zmniejszało moją motywację. Jeśli bowiem bardziej doświadczeni błąkają się w poszukiwaniu sukcesu, sensu życia, to dlaczego ja mam iść ich ścieżką? Dlaczego ośiągać kolejne szczeble, jeśli “po tamtej stronie” nie ma poczucia spełnienia?

Starałem się, oczywiście wielokrotnie udawało mi się osiągnąć sukces. Jednak ciągle myślałem, jak być jeszcze lepszym, jak się wyzwolić z tej nieprzyjemnej aury niecałkowitej doskonałości. Byłem uczony ideałów, które pochodziły jeszcze z romantyzmu. Gdy one padały, brały górę płaskie jak deska nauki pozytywistyczne, które mi się zupełnie nie podobały, ponieważ traktowały człowieka, mnie, jak bezduszną maszynę.

Książki, które przeczytałem, dały mi dużo do myślenia. Stwierdziłem, że to, co chciałem osiągnąć, może nie jest do osiągnięcia. A przynajmniej nie jest możliwe bezwzględne, doskonałe osiągnięcie, np. szczęścia, swobody, bogactwa, itp.
Więcej, ten stan niedoskonałości, który mnie uwierał, jak czytałem, być może jest stanem naturalnym, a co więcej, paradoksalnie, pożądanym. [Nie, żebym był masochistą, bo nie lubię czuć się niekompetentny, nie lubię porażek.]
Na tą chwile się z tą nieuniknioną niedoskonałością jeszcze nie pogodziłem tak “na głowę”, ale czuję, że jest to prawda. Co więcej dowiedziałem się, że w tym procesie kryje się głębia.

Niepowodzenia na studiach, w pracy, w związku.
Niepowodzenia nas niszczą, osłabiają naszą wiarę w nas samych. Są zwykle nieodłącznym elementem zstąpienia ducha w ograniczoność świata ludzkiego. Z punktu widzenia duszy niepowodzenie to jednak nie problem, niepowodzenie to misterium.

Nie chodzi o to, oczywiście, że powinniśmy zabiegać o porażkę. Jak mówią prawa Murphy’ego, niepowodzenia same nas znajdą :-).

Nie chodzi też o to, aby zaniechać aktywności. Każdy z nas potrzebuje aktywności. Ale potrzebuje również motywacji dla tego, by postawić kolejny krok, by działać na codzień, wykonywać czynności należne dla siebie. Taka motywacja jest potrzebna, jednak nie można jej znaleźć w idealiźmie ducha. Idealizm, młodzieńcze wyobrażenie o dużych możliwościach, o braku barier i kłopotów w życiu, zwykle się kończy.
I albo:

    * człowiek popada w depresję, przyjmuje postawę negatywnego narcyzmu: “ja jestem do niczego”. brak mu perspektyw, nadziei, albo

    * zacznie przypisywać winę otoczeniu: “to oni są do niczego i do niczego są układy panujące na świecie”. Cynizm, negatywne myślenie.

W obu przypadkach utrzymuje się wielkościowa fantazja sukcesu oraz bolesne poczucie klęski.

Lubując się w niepowodzeniu, pławiąc się w nim – zamiast pozwolić, by porażka skruszyła nasze serca – uciekamy przed ową niajistotniejszą i najbardziej dobroczynną dla naszej duszy właściwością klęski.

Wydawałoby się, że są to jedyne drogi po upadku ideałów. Jednak jest także inna.


Jeśli nie mamy przekonania co do sensowności przeżywania niepowodzeń, poczucia niekompletności, odczuwania własnej ułomności, wydania się innym “głupim”,
- to takie trudności Duszę mogą osłabiać.

Któż bowiem lubi, żeby mówić mu, iż sobie nie poradził, kto lubi być odrzucany, kto lubi dostawać negatywne stopnie, kto lubi mieć mało pieniędzy na koncie? Chyba tylko masochista. Dla normalnego, przeciętnego człowieka takie przeżycia są przyczyną przygnębienia, osłabienia.

Często samo życie “skrzeczy”, podstawia nam kłody pod nogi, odbiera nam nadzieje lub ogranicza zakres naszej wolności, zupełnie nie tłumacząc, dlaczego tak się dzieje. Możemy czuć się wtedy osłabieni, bez motywacji, przegrani.

Nie chcemy się angażować w coś, co boli, co może nie wyjść, co pachnie porażką. Odsuwamy się wtedy, dystansujemy, co jest zresztą zupełnie zrozumiałe. Nie chcemy cierpieć, nie chcemy płacić, jeśli nie wiemy za co płacimy.

Jednak gdy ktoś nam powie, dlaczego mamy płacić cenę zmęczenia, pracy, zaangażowania, że jest jakaś wartość, którą w zamian otrzymujemy, możemy zastanowić się, czy nie wejść w taki układ.

Dopóki nie pojmiemy alchemii porażki, jej złożonego sensu, nasze szanse na sukces są niewielkie.

Jung wyjaśnia, że “umartwienie” (załamanie, złamanie psychiki, ego), jest niezbędne, aby mogła zamanifestowała się wieczność. Niespełnienie się naszych oczekiwań łączy nas z niewypowiedzianym. W chwilach porażek odkrywamy, że ludzkie ambicje nie są najlepszymi drogowskazami w życiu i pracy. Sukcesy jeden po drugim nie wykształcają głębi człowieka.

Wzniosłe ideały potrzebują pewnej degradacji, jeżeli mają odegrać twórczą rolę w życiu człowieka. Misterium to aktywujemy za każdym razem, gdy wcielamy jakąś ideę w życie. Czy idziemy na studia, czy przystępujemy do egzaminu, czy angażujemy się w związek, czy podejmujemy jakąś pracę. Słyszymy: “należy się liczyć z kłopotami”. Więcej: one są nieuniknione. Jednakże ważniejsze od kłopotów nas spotykających jest nastawienie wobec nich. Ważniejsza jest postawa wobec odczuć, które się w nas wówczas pojawiają.

W procesie działania czysta inspiracja zostaje zanurzona w świat człowieka, wcielona w życie. Doskaonałość przynależy do świata wyobraźni. Zanurzając się w materię, doznaje poczucia niespełnienia tylko dlatego, że pochodzi ze sfery ideałów. “Twarde hamowanie” jest nieuniknione. Poczucie niedostosowania, odczucie, że jest się niedostatecznie dobrym, zdatnym do danego rodzaju działalności są więc naturalne. Nie musimy się dziwić, że rozpoczynając np. związek nie umiemy się zachować. To tak ma być.

To nie jest najważniejsze, jak szczytne ma ktoś ideały, lecz czy potrafi chociaż część z nich zastosować.

Wyznacznikiem człowieczeństwa nie jest wzniosłość ducha, lecz zdolność duszy do zstąpienia w materię. Wszyscy jesteśmy nieśmiertelnymi wzniosłymi duchami. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy. Wzniosłość ducha nie stanowi więc żadnej naszej zasługi.

Jednak nie wszystkim udaje się za pomocą duszy ubranej w ciało wyrazić choćby część tej doskonałości w życiu. Do tego potrzeba czasu i zaangażowania duszy. Trzeba przekonania o tym, że porażki w tym procesie są nieuniknione, są jak ciepło przy ogniu. Porażki są cechą zstąpienia ducha w ograniczoność świata.

Gdybyśmy potrafili pojąć, że uczucia porażki i upokorzenia, wywołane niepowodzeniem, mają wartość same w sobie, niepowodzenia odbieralibyśmy jako jeden z elementów życia, pracy, związku.
Gdybyśmy nie musieli czuć się osobiście oskarżeni, gdy czujemy się w jakimś momencie “głupio”, to moglibyśmy lepiej wtedy działać. Bo czucie się “głupio” w danej sytuacji nie jest naszą winą, nie powinniśmy się więc obwiniać za takie odczucia. Mamy prawo do nieadekwatności, do uczucia, że nie pasujemy, że nie umiemy się znaleźć w tej sytuacji. Tym doznaniom możemy się przyjrzeć bez oceniania. O wiele łatwiej będzie wtedy coś konstruktywnego przedsięwziąć.

Zrozumienie sensu doświadczeń.
Gdy w niepowodzeniu zaczynamy dostrzegać przejawy doskonalenia się własnej duszy, to zaczynamy odkrywać jego misterium – ukrytą wartość.
Elementami sensu trudnych doświadczeń są:

    * metamorfoza duszy,
    * nieuleganie emocjom osobistym,
    * akceptacja aspektów dotąd odrzucanych,
    * zrezygnowanie z przesadnych oczekiwań,
    * oparcie własnej postawy na własnym prawdziwym przekonaniu.

W misterium przeistaczania się duszy nie chodzi o wyrobienie prostych sposobów osiągania celów. To nie ma być “zrób to, a dostaniesz tamto”, jakby chcieli niektórzy. Proste recepty nie zaspokoją potrzeby głębi przeżyć, jaką dusza.

Nie chodzi o prostackie dążenie do efektywności, do uzyskania efektu najmniejszym kosztem. Chodzi o proces głębszy, dotyczący naszego wnętrza i jego jakości.
W procesie tym, nasze wnętrze, dusza kształci się, ma okazję podnieść swą jakość.

Jeżeli sami nie damy duszy okazji do głębokich przeżyć, to ona sama znajdzie sobie drogę do tego, aby wymóc na nas takie doświadczenia. Prostym przykładem tutaj są uzależnienia, nad którymi ludzie nie mają panowania. Palenie papierosów, nadmierne picie alkoholu, branie narkotyków. To są sposoby na uzyskanie mocnych przeżyć. Nawet napisy na puszkach od piwa o tym świadczą: “Mocne”. Mocne przeżycia. Spotykają one ludzi, którzy sami nie potrafią odnajdywać dostatecznej głębi życia, która by zaspokoiła potrzebę silnych doznań duszy. Zauważmy, że intelektualne argumenty na takich ludzi nie działają. Minister Zdrowia może apelować o szkodliwości palenia, lecz palacz nadal będzie palił. Nie z potrzeby rozumowej, i nie z przekory. Będzie palił z potrzeby duszy, potrzeby głębokich doznań.

Tyrania duszy dotyka nie tylko ludzi, którzy z jej powodu mocno cierpią, niszcząc sobie zdrowie i życie, np. paląc papierosy, czy lądując regularnie w izbie wytrzeźwień. Dotyka także takich, którzy mają obiektywnie wysoką pozycję zawodową, rodzinę, ustabilizowane życie.
Ich dusza domaga się przeżyć, których nie dostarcza kariera zawodowa czy płytkie kontakty rodzinne. I przykładowo taki ktoś zaczyna mieć duże problemy zdrowotne. Albo piastując wysokie stanowisko jest uzależniony od alkoholu. Takie rozwiązanie daje duszy pole do doświadczania. To ją pogłębia mimo, iż pozornie wydawałoby się, że takiemu człowiekowi nic w życiu nie potrzeba więcej, bo wszystko ma.

Moim zdaniem warto się interesować “uprawą duszy”, dawać jej strawę przeżyciową, refleksyjną, uczuciową, chociażby dlatego, aby uniknąć opisanej powyżej tyranii duszy, kiedy nie mamy wielkiego wpływu na to co się z nami dzieje. I kiedy możemy silnie ucierpieć z powodu wymagań posiadania doświadczeń – związków, uczuć, przeżyć. Przykładowo wtedy wiele osób nagle zaczyna chorować, lecz nie wie z jakiej przyczyny. Tzw. nieznana etiologia choroby. Nie widzą, że przedtem przez długi czas zostawiali swą duszę w odłogu, nie interesowali się nią. Teraz ona daje znać o sobie, zupełnie bezwzględnie i z niesłychaną siłą.

Gdy zgodzimy się, że dusza jest zaangażowana w procesie doznawania i przekształcania się, to możemy prześledzić, jakie mamy z tego korzyści. Bo jako przewodnik czy przewodniczka własnej duszy, możemy mieć korzyści z tego, że będziemy brać pod uwagę jej codzienne potrzeby.

Po pierwsze, możemy działać z lepszymi efektami. Poprzez zaakceptowanie własnych niedoskonałości w ramach zmian, możemy zaakceptować proces transformacji duszy, który wymaga czasu. Nie można wymagać od siebie, aby nagle się do czegoś przyzwyczaić. Aby zmiany mogły być “na lepsze”, to w jakimś obszarze trzeba zaakceptować stan “gorszości”, tego, że nie jesteśmy w nim doskonali. I należy w tej akceptacji pozostawać.
“Ja nadal w pewnych momentach nie działam tak jakbym chciał, nawet mimo tego, iż wiem, jakbym chciał postąpić. I tak jest już jakiś czas.” I nadal możemy mieć do siebie szacunek.

Możemy zauważyć ten proces przekształcania się duszy nie jako osobistą zniewagę, ale jako coś co mi się przydarza i może obdarzyć mnie jakąś nauką. Jak mówi pewne przysłowie: “Jeśli straciłeś pieniądze, nie trać nauki”.

Niepowodzenie, jako misterium, nie jest mną, a jedynie elementem wykonywanej przeze mnie pracy. Przydaża się mojej duszy, którą obdarzam szacunkiem i pozwalam jej na jej własne stany. Przykładem może być przeżycie pewnej trudności, przez które przechodzę, a które bierze początek w mojej rodzinie, w kontakcie z partnerem/ką. Ja jednak nie jestem tą trudnością. To moja dusza doświadcza, aby sie przekształcić. Chcę mieć cierpliwość dla niej, ponieważ wiem, iż wyjdzie z tego doświadczenia bogatsza.

W procesie akceptacji niepowodzenia chodzi o przyjęcie w krąg świadomego przeżywania tej części doświadczenia, która zwykle jest odrzucana.

Przykładem może być twórczość. Bywa ona przesadnie idealizowana. Myślimy o niej zwykle z punktu widzenia idealizmu, pełnego romantyzmu i wzniosłych fantazji o wielkich wyczynach. Z tej perspektywy większość prac nie dość, żę jest przyziemna, to jeszcze pospolita i monotonna. Tak wydaje się naszemu ego, naszemu umysłowi.

Po “ściągnięciu na ziemię” idei twórczości okazuje się, że prawdziwa twórczość może być i jest zawarta w zwykłych działaniach. Z każdego, nawet prostego doświadczenia możemy wyciągnąć coś dla duszy, coś, co w jakiś sposób skutkować będzie twórczością, wprowadzeniem przykładowo estetyki do prostych codziennych czynności, jak np. słanie łóżka, czy odkurzanie. Nawet zgoda na “artystyczny” nieład ma coś w sobie na pozwoleniu duszy na doświadczenie takiego stanu. Wymaga to jedynie rezygnacji z wielkościowych fantazji o twórczości. Nie musimy więc już być w niezwykle podniosłym nastroju, by tworzyć. Zaduma, a nawet depresja mogą także okazać się czasem do tworzenia.

Może taka twórczość pod wpływem zadumy nie będzie naszego wzniosłego ducha do końca satysfakcjonowała, ale możemy przyjąć ją taką jaka się pojawia w ramach procesu wyrażania się duszy.

Działanie nastawione na efektywność również nie musi wyrażać się szczytowymi osiągnięciami, aby było wartościowe dla duszy.
Praca nad szczegółami może wydawać się mało interesująca, lecz czasami duża jej dawka jest niezbędna do ukończenia dużego projektu. Na końcu, patrząc wstecz, widzimy, że angażując się nie tylko dokonaliśmy czegoś, co może być postrzegane jako sukces, ale również czujemy się, jakbyśmy byli kimś trochę innym, niż przed podjęciem tego żmudnego zadania. To dusza się przekształciła, zyskała nową jakość. W tym rozumieniu takie działanie jest podwójnie efektywne – zyskujemy dokonaną pracę i naukę dla duszy.

Duszę wspieramy, gdy akceptujemy swój “cień”, to od czego chcemy uciekać.
Może to być:

    * akceptacja nieprzyjemnego przekonania o samym sobie np. “jestem w tym do niczego”, “to mi się nie uda”, albo “to jest ponad moje siły”,
    * może być to praca bez bezpośredniej gratyfikacji, z inwestowaniem w siebie na przyszłość,
    * może to być poddanie się poleceniom przełożonych, którzy mają lepsze wyczucie, czy szersze horyzony.
    * może to być zaakceptowanie pewnych niedoskonałości w nas samych i przyznawanie się do nich bez budowania idealistycznego portretu własnej osoby,
    * może to być akceptacja własnych uczuć, próba pogodzenia się z nimi i mówienie o nich innym ludziom.

Jak widać, może być wiele sposobów, które dają duszy kształcenie, czyli kształtują ją. Nie trzeba długo czekać, a świat przynosi nam kolejne. Warto jednakże przyjąć postawę otwartości: “Akceptuję to, co się zdarza. Nie zakłamuję tego. Mówię o tym, mimo, że boli. Nie oskarżam nikogo. I dzięki temu przechodzę na drugą stronę doświadczenia.” W takim sensie jest to świadome wejście w “ciemną noc duszy”.

W przeszłości wiele osób z zewnątrz próbowało mi narzucić takie postawy. Próbowano mnie zmusić, abym się czemuś poddał, abym przyjął ścieżkę nauki. Jednakże nie potrafiłem nagiąć się do ich żądań. Bez prawdziwej, głębokiej motywacji, można jedynie zrazić człowieka nachalnością. W wielu więc przypadkach reagowałem buntem. Ja musiałem sam zrozumieć, że idealizm, to nie wszystko i jeszcze jest coś, co nie jest może najprzyjemniejszą pigułką do przełknięcia a co mnie może wzbogacić. Gdy to zrozumiałem, o wiele łatwiej mi się godzić z niektórymi sprawami, na które nie mam wpływu, które odbiegają od moich wyobrażeń o tym, jak powinno być, jak powinien być świat urządzony. Także łatwiej mi jest się godzić z tym, co spotyka mnie ze strony otoczenia. Tu uczę się przyjmować ludzi takimi jacy są, nie dając się jednocześnie wykorzystywać ani upokarzać.

To ja sam się na te postawy zdecydowałem dzięki własnemu zrozumieniu, i dlatego potrafię bez wysiłku utrzymać tą postawę..

“Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
I mądrości, abym umiał rozróżnić jedno od drugiego.”

Dusza zaangażowana w przeżycia
w świecie doskonali się.
Świat jest urządzony tak jak jest. Niektórzy mówią, że źle i że trzeba go poprawić, przekonstruować. Oznacza to, że mają pewne oczekiwania, do których chcą przykroić świat. Jednakże co i raz napotykają na kłody pod nogami. Przykładowo moi studenci. Najbardziej idealistycznie nastawieni są przekonani, że im się należy bardzo dobra ocena za nic. Za to, że są.
Nie myślą, że ocena jest odzwierciedleniem ich pracy, to znaczy wysiłku duszy, nie jest zaś oceną ducha, który jest idealny, i jako taki zasługuje zawsze na najwyższą notę. Bycie wzniosłym duchem nie jest ich zasługą, za to chwalenie należy się Bogu. Wprowadzenie doskonałości do świata fizycznego napotyka na trudności, jako że w idei, jak idei Platona, wszystko jest doskonałe, i się udaje. Na planie fizycznym nie wszystko, co byśmy zamierzyli, powodzi się. I tak moi studenci wchodząc w realia zajęć napotykają konieczne doświadczenia, które mogą dać duszy głębię. I w większości przypadków dają.

Staje się to, gdy przestajemy oczekiwać, że wzniosły duch, jakiego niechybnie posiadamy, sam z siebie może “ugryźć” zagadnienia pracy w swiecie fizycznym.
Gdy rezygnujemy z przkonania o własnej ważności dla tego co się dzieje na świecie, przestajemy mieć wymagania w stosunku do świata, “bo nam to się należy”.
Pokora tak naprawdę, oznacza zgodę na to kim jesteśmy i co nam się przydarza, a nad czym nie mamy kontroli.

Wtedy możemy podjąć efektywnie naszą pracę.
Możemy zrezygnować z fantazji wielkościowych na własny temat, jednocześnie nie poniżając siebie. Możemy nadal szanować siebie, i kto wie, czy nie bardziej to robimy, niż walcząc z wszystkimi wokół, aby udowodnić naszą “rację”. Dajemy sobie możliwość uzyskania dobrego wyniku w naszej działalności.
Nie doskonałego, ale wystarczająco dobrego
Przyznajemy, akceptujemy świat takim, jakim jest. I wtedy właśnie zaczynamy być najbardziej efektywni w naszej pracy, a jednocześnie nie tracimy z oczu naszej duszy.

Trzeba się zagrzebać w rzemiośle, aby zmartwychwstać jako twórca.
Transformacja w czasie zajęć na uczelni odczuwana jest jako przykra, nieprzyjemna. Wymaga poświęcenia własnego czasu, uwagi, zaangażowania.

Jednak wtedy po odpowiednim czasie owocuje wynikiem. Tylko wtedy.

Niektórzy moi studenci przeżywają poważne frustracje. Obwiniają za nie otoczenie, czyli prowadzących. Nie wychodzi ćwiczenie – “on winien”. Czegoś sam nie wie – “on winien”. A studia są czasem własnej nauki, własnego “studiowania” dziedziny. Studenci powoli się uczą tej postawy. Na początek obwiniają mnie. Robią to subtelnie, aby obwinić, a nie pokazać, że są na mnie obrażeni. Potem zaczynają dostrzegać, że potrafią sami “oswoić” przedmiot. Przechodzą więc na pozycję “ja się uczę”. Następnie zaczynają się zaciekawiać i sami zaczynają prawdziwie studiować. Takimi często ich zastaje koniec studiów.

Jakoś jednak żaden ze studentów, żadna ze studentek nie przyszli przeprosić mnie, że mnie obwiniali na początku za własne niepowodzenia i że rościli ode mnie, abym nie wymagał tyle :-)

Dusze dostrajają się do siebie wzajemnie

Dostrajanie się Duszy można zobaczyć na przykładzie bardzo receptywnego zwierzątka:


http://www.youtube.com/watch?v=pI9nqcjzzUQ

Tu widać to dokładnie, ale zjawisko występuje bardzo, bardzo często gdy go nie widzimy, a spotykamy się z nim i u samych siebie i wielu osób wokoło codziennie.

Dostrajanie się Dusz widać to bardzo często w zachowaniach osób w grupie. Gdy jeden ktoś mówi, to nagle inne osoby odczuwają, że też chciałyby powiedzieć coś. Że jak milczeli przez kilka minut, to nie przychodziły myśli, którymi chcieliby się podzielić, ale teraz to i owszem, chcę coś powiedzieć. Tu jednak ktoś mówi i co zrobić?

Jak jedno dziecko płacze to drugiemu też zbiera się na płacz. Jak ktoś je, to i my też chcemy – wręcz w ramach kindersztuby znajdujemy przykazanie, że jeśli sami jemy, to trzeba komuś siedzącemu przy nas też coś dać do jedzenia, a przynajmniej starać się to zaproponować [może odmówić]. To jednak jest zachowanie wspierające Duszę drugiego człowieka, a także broniące nas samych. Kto bowiem nie dostanie czegoś jeść, może poczuć zazdrość. I następnym krokiem może być wysłanie klątwy do jedzącego: “o ty taki owaki, sam jesz a mnie nie dasz?! A niech cię .. [i to właśnie są słowa klątwy - niech ci się coś stanie]“.

Tak, Dusze także zazdroszczą, Dusze posyłają do innych ludzi klątwy. Czyli nie są takie “krystalicznie czyste”, jakby się wydawało.. Jeśli czujesz w niektórych momentach zazdrość, to także jest to poruszenie Duszy. Nie trzeba się o to obwiniać, ponieważ generalnie jesteśmy odpowiedzialni za własną osobowość, Dusza jest czymś o wiele od niej większym. To wobec własnej osobowości mamy bezpośrednią kontrolę, możemy na coś przyzwalać, albo czegoś zabraniać [sobie]. W dużej części mamy kontrolę [taką mechaniczną] nad własną Duszą, jednakże nie można powiedzieć, że kontrolujemy jej każdy kawałek, każde poruszenie. Nie jesteśmy w dużej części świadomi, co Dusza gdzieś tam robi. A nawet w danej, konkretnej relacji Dusza może wyskoczyć z jakimiś słowami, których byśmy sami po namyśle nie użyli.

Ja czasami obserwuję jak moja Dusza przesadnie emocjonalnie [w moim odczuciu] reaguje na innych ludzi, na ich emocje, na ich wypowiedzi. Czasami chciałaby temu czy tamtemu coś powiedzieć do słuchu. Oczywiście nie pozwalam jej mówić do tej osoby, bo wywołałoby to np. zranienie. Jednakże jak już pójdę sobie od niej, jak jestem sam, to pozwalam Duszy mówić i wypowiadam te zdania, czasami zupełnie niepoprawne politycznie :) Tylko dlatego je wypowiadam, aby ulżyć Duszy, aby przekonała się co chciała mówić, co chciała powiedzieć – czasami przed wypowiedzeniem danego zdania nie jestem świadom całości emocji, które Dusza chciałaby wyrazić. Dodatkowo przez to wspieram swoją relację ze swoją Duszą, bardziej uczę się jej poruszeń, lepiej ją rozumiem. Gdy wypowiadam się oceniam to co Dusza mówi, i gdy jest to np. naruszenie czyjejś wolności, czyjegoś dobrostanu, to wskazuję Duszy – o zobacz, chciałaś go/ją urazić poprzez te słowa.

Czasami wypowiedzenie lub napisanie w liście czegoś, co nie jest dobrze widziane w jakimś towarzystwie jest najzwyczajniej uzdrawiające, uwalniające dla mojej Duszy. Bo jest wielu ludzi, których osobowość nie chce słuchać, co o nich ktoś myśli, a jednak moja Dusza chce to wypowiedzieć, wyrazić. Jeśliby to powstrzymała, to by po czasie się “zadławiła” takimi niewypowiedzianymi odczuciami. I to nie tylko złymi, także jak mam komuś powiedzieć “lubię brachu jak tak mówisz”, albo “z tych wszystkich, którzy tu siedzą tylko ty pokazujesz jasno tą sytuację a reszta siedzi w swojej bajce i ją snuje”, to nie wszystkim mogę to powiedzieć.

Powstrzymanie impulsu do robienia tego co inni może być niekomfortowe, wręcz bolesne. Dajmy na to – prosta sytuacja – przepuszczenie kogoś z przeciwka na chodniku jak idziemy w trzy osoby przy sobie. Tak wydawałoby się proste zatrzymanie się o dwa kroki i zrobienie miejsca.. jest zadziwiająco trudne! Nie dla tego, że

Dusza zlewa się z innymi Duszami

i tworzą Duszę Grupową.
Występuje to zdecydowanie częściej, niż przypuszczamy, ponieważ zwykle mamy nieprawdziwe wyobrażenie czym/kim Dusza jest. A Dusza jest bezkształtna, amorficzna, wielopoziomowa, jest bardziej podobna do przeźroczystego ciała ameby z licznymi wypustkami niż do ukształtowanego ciała człowieka.
Tak więc taka Dusza ma zdumiewającą łatwość aby odnajdywać Dusze sobie podobne, aby się z nimi łączyć, kumplować, zadawać, współdziałać. Wtedy tworzy się Dusza Grupowa – zestaw Dusz, które potrafią się przenikać. Stare małżeństwa nie potrzebują wiele do siebie mówić, bo rozumieją się telepatycznie – obie strony dobrze odczuwają poruszenia obu zlanych Dusz.
Można to zaobserwować również gdy idą ludzie chodnikiem, nawet jeśli idzie ich czworo, pięcioro, starają się iść koło siebie, już wytworzyła się Dusza Grupowa tych osób i traktuje wszystkich członków grupy z jednakowym szacunkiem. Między nimi są podobne siły łączące, więc gdyby ktoś szedł za lub przed grupą wychodziłby energetycznie poza grupę. Stąd tak silne pragnienie, aby jednak wszyscy szli jeden przy drugim. Obserwuję to, siła tego zjawiska jest tak mocna, że nawet przeszkody w postaci zwężenia na chodniku, idącego z przeciwka pieszego albo roweru nie wzbudzają większego respektu. Nawet dwie osoby ze sobą ramię w ramię i rozmawiające nie chcą się rozłączyć, mimo, iż grozić to może potrąceniem! Jak więc widzę takie osoby, jadąc na rowerze zwalniam, przepraszam, wiem, że oto spotykam się z Duszą Grupową, czymś większym ode mnie samego, czymś godnym szacunku.

Bardzo ciekawe zjawisko obserwuje się u ryb. Cała ławica, mierząca niekiedy kilkadziesiąt metrów potrafi zawrócić w jednej chwili.


http://www.youtube.com/watch?v=8Czcoce9NL8


http://www.youtube.com/watch?v=_Ack-YNt1Zw

Nie, że najpierw jedne ryby zawracają, a potem inne. Nie, od razu wszystkie robią zwrot. Albo wszystkie uczestniczą w tworzeniu jakiejś figury geometrycznie znaczącej. Przecież mogłyby się rozpłynąć albo pływać w różne strony w tym obszarze.
To jest świetny dowód na istnienie Duszy Grupowej. Jest to poruszenie Duszy Grupowej. Może w tym wypadku trochę dziwić, jak sobie wyobrazimy jakie są rozmiary takiego pola, takiej Duszy i że owa Dusza Grupowa jest jedną istotą. W przypadku jednakże Dusz istot niżej zorganizowanych rozróżnienie pomiędzy grupową a indywidualną jest dosyć trudne, wiele bowiem dzieje się powyżej poziomu jednostkowego organizmu, więcej na poziomie zbiorowości. U ludzi odwrotnie, więcej się dzieje w obszarze indywiduum, a mniej w obszarze zbiorowości. To nastawienie na indywidualizm, tak zresztą powszechne w Polsce, jest Polakom wytykane przez inne narody – nieumiejętność zebrania się i zbiorowego działania. Jednakże dla rozwoju duchowego, dla rozwoju indywidualnego Świadomego Ja właśnie jest ta postawa bardzo korzystna.

Poruszenie Duszy Grupowej

Poruszenie Duszy Grupowej ławicy ryb można także nazwać poruszeniem:
- pola grupy istot [Hellinger],
- poruszenie Śniącego Ciała [Psychologia Zorientowana na Proces Arnolda Mindella],
- poruszenie pola morfogenetycznego [Sheldrake],
- poruszeniem zbiorowego ciała witalnego,
- czy wręcz obserwowaną zmianą w Tao ławicy ryb.

Jak widzicie, wielu odkrywców nazywało Duszę różnymi nazwami, zgodnymi z właściwym sobie zakresem zainteresowania tematem. Śniące Ciało jest dla mnie tozsame z Duszą. Podobnie różne poruszenia Dusz są dla mnie poruszeniami Tao, wyrażają przestrzeń zmian Tao. Tak cudowne telepatyczne połączenie pomiędzy Duszami jest tłumaczone poprzez łącza pola morfogenetycznego. Niskie ciała subtelne są już na tyle mocne, że tworzą trwałe w czasie i trwałe energetycznie połączenia. Stąd ryby są odwracane niemal w miejscu wszystkie i to w tym samym momencie. Mają jakby to samo ciało eteryczne.
Podobnie możemy zaobserwować, gdy siedzimy koło kogoś, zwłaszcza nieznajomego, i odwracamy głowę – jego/jej głowa także zwykle wykonuje wtedy ruch. Tłumaczenie tego poprzez niechęć popatrzenia sobie w oczy jest tylko jednym aspektem zjawiska – dogrywają się nieświadomie ciała eteryczne i współpracują ze sobą dla dobra obu osób.
Na podobnych zasadach harmonizacji ciał witalnych działają także komunikaty niewerbalne, które stanowią, jak mówią naukowcy, bardzo dużą część procesu relacji między ludźmi.

W Nowym Testamencie w niektórych miejscach Dusza określana jest przez słowo “serce”. Sformułowanie “myśli serca” wydaje się być dziwne, ale w kontekście jest jakoś zrozumiałe. Jednak pojawia się wątpliwość: jak to serce ma myśleć, czy może myśleć? Nie, to Dusza myśli, ma swoje myśli, jednakże nie są to myśli całego człowieka. W obrębie samej idei chrześciańskiej jest także dobry, działający podział, z którego sam obficie korzystam, podział istoty na Ducha, Duszę i Ciało [a w tym osobowość]. Jest to podział bardzo klarowny i odpowiedni do realiów, natomiast nigdzie nie jest wyjaśnione explicite, że owa Dusza jest równoznaczna sercu z innych tekstów. To bowiem, co dzisiaj znamy jako Chrześciaństwo niegdyś było raczej luźno rozrzuconymi grupami, nieposiadającymi zjednoczonego rozsądzenia ani doktryny. Jednak z czasem doszło do ich powstania, a niespójności z pierwszych lat pozostały w tekstach źródłowych, nazywanych Testamentem.

Dusze chcą wyrównywać. Wyrównywać to, co się daje i to, czego się nie daje wyrównywać. Chce oddawać coś dobrego za zasługi, za usługi. Wtedy czujemy wdzięczność, i coś robimy, aby odwdzięczyć się.

A też chce oddawać za przewiny, za coś, co jej się złego przytrafiło. Wtedy Dusza oskarża, pamięta, chce oddać “zło za zło”. Oskarża i chce karać. Urazy są pamiętane w ciele bolesnym, pamiętane mogą być latami całymi, wieloma wcieleniami. Wdzięczność też może być pamiętana, Dusza może “dusić” daną osobę – czemu jeszcze się z tego nie rozliczyłeś!? oddaj za to, co zawdzięczasz!

- – -

Pomylenie Duszy z ego

tekst z komentarza:

“Nie widzę zadnej alternatywy która dawałaby mi motywację do podjęcia zmian. Bo ja ani nie chce ciezko pracować a w szczególnosci w pracach które mnie nie interesuja ani mieszkac z innymi ludzmi na jakis stancjach i życ na walizkach ani nie umiem życ na tak niskim pozioie jak jest u nas. Po prostu moja dusza nie chce calkowicie zaakceptowac rzeczywistosci, ona chcialaby zyc w dobrobycie i dobrze sie bawic i tu jest problem, z ktorym borykam sie od dziecka, ze w glebi siebie zawsze odczuwalem niesamowita niechec do obowiazkow i pracy. Nie umiem sie tego pozbyc, pomimo ze probowalem pozbawic sie tego depresyjego stanu zarowno korzystajac z klasycznych psychoterapii jak i rozwoju duchowego. Ale to na mnie nie dziala.

Mnie bardziej potrzeba zycia samego w sobie na takim poziomie i w takich warunkach , jakie sa dogodne dla mojej duszy”

Odp:

Wydaje się, że ładnie sobie ułożyłeś chęci i niechęci. Tego chcę, a tamtego nie chcę. Ja tu jestem najważniejszy i ja powinienem karty rozdawać w moim życiu, a tu nie ma tak, więc jestem w depresji.

Dodatkowo uważasz, że ten ustalony poziom komfortu jest potrzebny i dogodny dla twojej duszy.
To jest nieporozumienie, Dusza nie stawia takich warunków. To ego [osobowość] je stawia. Dusza przeżywa, tu akurat przeżywa biedę i niemożność znalezienia pracy. To jest proces Duszy, proces którego nie chcesz zaakceptować – blokujesz go swoimi nie tyle decyzjami [bo sam mówisz, że nie chce ci się nic robić].  Proces swojej Duszy blokujesz poprzez ogromnie silne postawy ego.

Natomiast to, co Ci się przydarza, twoje warunki życiowe, to właśnie takie warunki i zmiany w takim kierunku, jak Dusza chce i jakie są dla niej dogodne. Jak widać, Dusza nie ma zupełnie baczenia na ego.

Na stronie o Duszy piszę, że nie przejmuje się ona zbytnio pojedynczą inkarnacją, a raczej sobą i tym, żeby „przeżywać”, „doświadczać”. I zupełnie ma w nosie jakiej jakości jest to doświadczenie.
To ty jako osobowość ustaliłeś sobie pewne warunki, standardy i chcesz je osiągnąć. A Dusza ? Jak widać zupełnie ma to w nosie, chce czego innego. A jest silna jak czołg i tak samo bezwzględna być potrafi.

Ludzie idealizują Duszę. Jak to Thomas Moore mówi: sądzą, że jest bardziej wzniosła, niż rzeczywiście jest.

A że masz wyższe inspiracje, intuicje fajne – świetnie, lecz to jak widać na razie nic nie zmienia.

Wewnętrzne Dziecko

Pewnie nie raz słyszałeś/aś to określenie. Kojarzy się z kimś delikatnym, komu brak doświadczenia, rozeznania, kto jest w dużej części nowy na tej ziemi, czy wręcz naiwny, dziecięcą naiwnością. Owo Wewnętrzne Dziecko [W.D., nie mylić z Western Digital robiące twarde dyski :)]. W.D. to cząstka Duszy. To z W.D. dusza czerpie świeżość, delikatność, ale też i brak rozeznania.

Można by rzec – jak to, to Dusza, która przechodzi wiele wcieleń ciągle ma coś tak mało rozwiniętego jak W.D.? A któż mówi, że Dusza jest rozwinięta? Ludzie sobie tak ją wyobrażają, ale to nie jest zgodne z prawdą. Jeśli Dusza jest jak koń, to jakże może być wielce rozwinięta? Znam wiele młodych pań, jeżdżących na koniach i w nie zapatrzonych, które powiedzą: o, koń, toż to dopiero rozwinięte zwierzę!

No fajno, ale co to za rozwój, jak koń nie śpiewa, nie programuje komputera, nie wyznaje miłości, nie buduje autostrad, itp. Młode lady będą oczywiście się sprzeczać, że “na swój sposób” koń to robi!, nawet by chciały dodać, że prowadzi samolot, ale to już chyba same widzą, że byłoby ciut zbyt przesadne.

Tak więc, patrzmy na konia i oglądajmy, że nie jest on zbyt rozgarnięty, chociaż do młodych niewiast ogromnie przemawia jego ponadludzka siła. One kochają okiełznywać ową siłę. Mają świetne odczucia. Jednak nie przydawajmy koniowi cech, których nie posiada.

WD może się uczyć w pewnym stopniu, można je do pewnego stopnia przekonać, natomiast w dużej części jest ono miejscem, gdzie chronią się kłopoty z dzieciństwa, traumy, ciało bolesne. Dużo się mówi o ochronie własnego W.D. niż o czymkolwiek innym w tym obszarze. Tak ma być, ponieważ W.D. jest delikatne, wręcz drażliwe.

Jak widzisz, Dusza jest niejednoznaczna i wiele można w niej elementów wyróżnić, które nie są ujednolicone. Im więcej tego znamy, tym bardziej znamy Duszę i jej charakter – niejednoznaczny, przejściowy, procesowy, czasami delikatny czy drażliwy, a jednocześnie momentami ogromnie silny i niebaczący na cokolwiek.

Tak – nie ma co sobie wyobrażać, że Dusza jest monolitem.

Niepowodzenia, porażka,
a rozwój duszy.

Przez wiele lat chciałem unikać niepowodzeń, poczucia, że nie umiem czegoś zrobić. Miałem uczucie, że jestem śmieszny, niedostatecznie dobry w różnych obszarach życia.
W pracy, w związkach.

Myślałem, że jeśli wystarczająco będę się starał, to uniknę nieprzyjemnego odczucia porażki, śmieszności. Myślałem o sobie, że jestem jakiś niepełny, niezrealizowany, że coś ciągle czeka na dopełnienie. Osoby, od których mogłem czerpać przykład życia – starsi ode mnie – także wydawali i wydają się często zagubieni w szaleńczym pościgu za “sukcesem”. Tak dużo już osiągnęli, w moich oczach, a nadal, tak jak ja, nie posiadali przekonania, że osiągnęli wystrczająco dużo. To zmniejszało moją motywację. Jeśli bowiem bardziej doświadczeni błąkają się w poszukiwaniu sukcesu, sensu życia, to dlaczego ja mam iść ich ścieżką? Dlaczego ośiągać kolejne szczeble, jeśli “po tamtej stronie” nie ma poczucia spełnienia?

Starałem się, oczywiście wielokrotnie udawało mi się osiągnąć sukces. Jednak ciągle myślałem, jak być jeszcze lepszym, jak się wyzwolić z tej nieprzyjemnej aury niecałkowitej doskonałości. Byłem uczony ideałów, które pochodziły jeszcze z romantyzmu. Gdy one padały, brały górę płaskie jak deska nauki pozytywistyczne, które mi się zupełnie nie podobały, ponieważ traktowały człowieka, mnie, jak bezduszną maszynę.

Książki, które przeczytałem, dały mi dużo do myślenia. Stwierdziłem, że to, co chciałem osiągnąć, może nie jest do osiągnięcia. A przynajmniej nie jest możliwe bezwzglęne, doskonałe osiągnięcie, np. szczęścia, swobody, bogactwa, itp.
Więcej, ten stan niedoskonałości, który mnie uwierał, jak czytałem, być może jest stanem naturalnym, a co więcej, paradoksalnie, pożądanym. [Nie, żebym był masochistą, bo nie lubię czuć się niekompetentny, nie lubię porażek.]
Na tą chwile się z tą nieuniknioną niedoskonałością jeszcze nie pogodziłem tak “na głowę”, ale czuję, że jest to prawda. Co więcej dowiedziałem się, że w tym procesie kryje się głębia.

Niepowodzenia na studiach, w pracy, w związku.

Niepowodzenia nas niszczą, osłabiają naszą wiarę w nas samych. Są zwykle nieodłącznym elementem zstąpienia ducha w ograniczoność świata ludzkiego. Z punktu widzenia duszy niepowodzenie to jednak nie problem, niepowodzenie to misterium.

Nie chodzi o to, oczywiście, że powinniśmy zabiegać o porażkę. Jak mówią prawa Murphy’ego, niepowodzenia same nas znajdą :-).

Nie chodzi też o to, aby zaniechać aktywności. Każdy z nas potrzebuje aktywności. Ale potrzebuje również motywacji dla tego, by postawić kolejny krok, by działać na codzień, wykonywać czynności należne dla siebie. Taka motywacja jest potrzebna, jednak nie można jej znaleźć w idealiźmie ducha. Idealizm, młodzieńcze wyobrażenie o dużych możliwościach, o braku barier i kłopotów w życiu, zwykle się kończy.
I albo:

  • człowiek popada w depresję, przyjmuje postawę negatywnego narcyzmu: “ja jestem do niczego”. brak mu perspektyw, nadziei, albo
  • zacznie przypisywać winę otoczeniu: “to oni są do niczego i do niczego są układy panujące na świecie”. Cynizm, negatywne myślenie.

W obu przypadkach utrzymuje się wielkościowa fantazja sukcesu oraz bolesne poczucie klęski.

Lubując się w niepowodzeniu, pławiąc się w nim – zamiast pozwolić, by porażka skruszyła nasze serca – uciekamy przed ową niajistotniejszą i najbardziej dobroczynną dla naszej duszy właściwością klęski.

Wydawałoby się, że są to jedyne drogi po upadku ideałów. Jednak jest także inna.

Nieuchronna degradacja.

Trudności hartują duszę, dodają jej wymiaru, realizmu.

Jeśli nie mamy przekonania co do sensowności przeżywania niepowodzeń, poczucia niekompletności, odczuwania własnej ułomności, wydania się innym “głupim”,
– to takie trudności duszę mogą osłabiać.

Któż bowiem lubi, żeby mówić mu, iż sobie nie poradził, kto lubi być odrzucany, kto lubi dostawać negatywne stopnie, kto lubi mieć mało pieniędzy na koncie? Chyba tylko masochista. Dla normalnego, przeciętnego człowieka takie przeżycia są przyczyną przygnębienia, osłabienia.

Często samo życie “skrzeczy”, podstawia nam kłody pod nogi, odbiera nam nadzieje lub ogranicza zakres naszej wolności, zupełnie nie tłumacząc, dlaczego tak się dzieje. Możemy czuć się wtedy osłabieni, bez motywacji, przegrani.

Nie chcemy się angażować w coś, co boli, co może nie wyjść, co pachnie porażką. Odsuwamy się wtedy, dystansujemy, co jest zresztą zupełnie zrozumiałe. Nie chcemy cierpieć, nie chcemy płacić, jeśli nie wiemy za co płacimy.

Jednak gdy ktoś nam powie, dlaczego mamy płacić cenę zmęczenia, pracy, zaangażowania, że jest jakaś wartość, którą w zamian otrzymujemy, możemy zastanowić się, czy nie wejść w taki układ.

Dopóki nie pojmiemy alchemii porażki, jej złożonego sensu, nasze szanse na sukces są niewielkie.

Jung wyjaśnia, że “umartwienie” (załamanie, złamanie psychiki, ego), jest niezbędne, aby mogła zamanifestowała się wieczność. Niespełnienie się naszych oczekiwań łączy nas z niewypowiedzianym. W chwilach porażek odkrywamy, że ludzkie ambicje nie są najlepszymi drogowskazami w życiu i pracy. Sukcesy jeden po drugim nie wykształcają głębi człowieka.

Wzniosłe ideały potrzebują pewnej degradacji, jeżeli mają odegrać twórczą rolę w życiu człowieka. Misterium to aktywujemy za każdym razem, gdy wcielamy jakąś ideę w życie. Czy idziemy na studia, czy przystępujemy do egzaminu, czy angażujemy się w związek, czy podejmujemy jakąś pracę. Słyszymy: “należy się liczyć z kłopotami”. Więcej: one są nieuniknione. Jednakże ważniejsze od kłopotów nas spotykających jest nastawienie wobec nich. Ważniejsza jest postawa wobec odczuć, które się w nas wówczas pojawiają.

W procesie działania czysta inspiracja zostaje zanurzona w świat człowieka, wcielona w życie. Doskaonałość przynależy do świata wyobraźni. Zanurzając się w materię, doznaje poczucia niespełnienia tylko dlatego, że pochodzi ze sfery ideałów. “Twarde hamowanie” jest nieuniknione. Poczucie niedostosowania, odczucie, że jest się niedostatecznie dobrym, zdatnym do danego rodzaju działalności są więc naturalne. Nie musimy się dziwić, że rozpoczynając np. związek nie umiemy się zachować. To tak ma być.

To nie jest najważniejsze, jak szczytne ma ktoś ideały, lecz czy potrafi chociaż część z nich zastosować.

Wyznacznikiem człowieczeństwa nie jest wzniosłość ducha, lecz zdolność duszy do zstąpienia w materię. Wszyscy jesteśmy nieśmiertelnymi wzniosłymi duchami. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy. Wzniosłość ducha nie stanowi więc żadnej naszej zasługi.

Jednak nie wszystkim udaje się za pomocą duszy ubranej w ciało wyrazić choćby część tej doskonałości w życiu. Do tego potrzeba czasu i zaangażowania duszy. Trzeba przekonania o tym, że porażki w tym procesie są nieuniknione, są jak ciepło przy ogniu. Porażki są cechą zstąpienia ducha w ograniczoność świata.

Gdybyśmy potrafili pojąć, że uczucia porażki i upokorzenia, wywołane niepowodzeniem, mają wartość same w sobie, niepowodzenia odbieralibyśmy jako jeden z elementów życia, pracy, związku.
Gdybyśmy nie musieli czuć się osobiście oskarżeni, gdy czujemy się w jakimś momencie “głupio”, to moglibyśmy lepiej wtedy działać. Bo czucie się “głupio” w danej sytuacji nie jest naszą winą, nie powinniśmy się więc obwiniać za takie odczucia. Mamy prawo do nieadekwatności, do uczucia, że nie pasujemy, że nie umiemy się znaleźć w tej sytuacji. Tym doznaniom możemy się przyjrzeć bez oceniania. O wiele łatwiej będzie wtedy coś konstruktywnego przedsięwziąć.

Zrozumienie sensu doświadczeń.

Gdy w niepowodzeniu zaczynamy dostrzegać przejawy doskonalenia się własnej duszy, to zaczynamy odkrywać jego misterium – ukrytą wartość.
Elementami sensu trudnych doświadczeń są:

  • metamorfoza duszy,
  • nieuleganie emocjom osobistym,
  • akceptacja aspektów dotąd odrzucanych,
  • zrezygnowanie z przesadnych oczekiwań,
  • oparcie własnej postawy na własnym prawdziwym przekonaniu.

W misterium przeistaczania się duszy nie chodzi o wyrobienie prostych sposobów osiągania celów. To nie ma być “zrób to, a dostaniesz tamto”, jakby chcieli niektórzy. Proste recepty nie zaspokoją potrzeby głębi przeżyć, jaką dusza.

Nie chodzi o prostackie dążenie do efektywności, do uzyskania efektu najmniejszym kosztem. Chodzi o proces głębszy, dotyczący naszego wnętrza i jego jakości.
W procesie tym, nasze wnętrze, dusza kształci się, ma okazję podnieść swą jakość.

Jeżeli sami nie damy duszy okazji do głębokich przeżyć, to ona sama znajdzie sobie drogę do tego, aby wymóc na nas takie doświadczenia. Prostym przykładem tutaj są uzależnienia, nad którymi ludzie nie mają panowania. Palenie papierosów, nadmierne picie alkoholu, branie narkotyków. To są sposoby na uzyskanie mocnych przeżyć. Nawet napisy na puszkach od piwa o tym świadczą: “Mocne”. Mocne przeżycia. Spotykają one ludzi, którzy sami nie potrafią odnajdywać dostatecznej głębi życia, która by zaspokoiła potrzebę silnych doznań duszy. Zauważmy, że intelektualne argumenty na takich ludzi nie działają. Minister Zdrowia może apelować o szkodliwości palenia, lecz palacz nadal będzie palił. Nie z potrzeby rozumowej, i nie z przekory. Będzie palił z potrzeby duszy, potrzeby głębokich doznań.

Tyrania duszy dotyka nie tylko ludzi, którzy z jej powodu mocno cierpią, niszcząc sobie zdrowie i życie, np. paląc papierosy, czy lądując regulanie w izbie wytrzeźwień. Dotyka także takich, którzy mają obiektywnie wysoką pozycję zawodową, rodzinę, ustabilizowane życie.
Ich dusza domaga się przeżyć, których nie dostarcza kariera zawodowa czy płytkie kontakty rodzinne. I przykładowo taki ktoś zaczyna mieć duże problemy zdrowotne. Albo piastując wysokie stanowisko jest uzależniony od alkoholu. Takie rozwiązanie daje duszy pole do doświadczania. To ją pogłębia mimo, iż pozornie wydawałoby się, że takiemu człowiekowi nic w życiu nie potrzeba więcej, bo wszystko ma.

Moim zdaniem warto się interesować “uprawą duszy”, dawać jej strawę przeżyciową, refleksyjną, uczuciową, chociażby dlatego, aby uniknąć opisanej powyżej tyranii duszy, kiedy nie mamy wielkiego wpływu na to co się z nami dzieje. I kiedy możemy silnie ucierpieć z powodu wymagań posiadania doświadczeń – związków, uczuć, przeżyć. Przykładowo wtedy wiele osób nagle zaczyna chorować, lecz nie wie z jakiej przyczyny. Tzw. nieznana etiologia choroby. Nie widzą, że przedtem przez długi czas zostawiali swą duszę w odłogu, nie interesowali się nią. Teraz ona daje znać o sobie, zupełnie bezwzględnie i z niesłychaną siłą.

Gdy zgodzimy się, że dusza jest zaangażowana w procesie doznawania i przekształcania się, to możemy prześledzić, jakie mamy z tego korzyści. Bo jako przewodnik czy przewodniczka własnej duszy, możemy mieć korzyści z tego, że będziemy brać pod uwagę jej codzienne potrzeby.

Po pierwsze, możemy działać z lepszymi efektami. Poprzez zaakceptowanie własnych niedoskonałości w ramach zmian, możemy zaakceptować proces transformacji duszy, który wymaga czasu. Nie można wymagać od siebie, aby nagle się do czegoś przyzwyczaić. Aby zmiany mogły być “na lepsze”, to w jakimś obszarze trzeba zaakceptować stan “gorszości”, tego, że nie jesteśmy w nim doskonali. I należy w tej akceptacji pozostawać.
“Ja nadal w pewnych momentach nie działam tak jakbym chciał, nawet mimo tego, iż wiem, jakbym chciał postąpić. I tak jest już jakiś czas.” I nadal możemy mieć do siebie szacunek.

Możemy zauważyć ten proces przekształcania się duszy nie jako osobistą zniewagę, ale jako coś co mi się przydarza i może obdarzyć mnie jakąś nauką. Jak mówi pewne przysłowie: “Jeśli straciłeś pieniądze, nie trać nauki”.

Niepowodzenie, jako misterium, nie jest mną, a jedynie elementem wykonywanej przeze mnie pracy. Przydaża się mojej duszy, którą obdarzam szacunkiem i pozwalam jej na jej własne stany. Przykładem może być przeżycie pewnej trudności, przez które przechodzę, a które bierze początek w mojej rodzinie, w kontakcie z partnerem/ką. Ja jednak nie jestem tą trudnością. To moja dusza doświadcza, aby sie przekształcić. Chcę mieć cierpliwość dla niej, ponieważ wiem, iż wyjdzie z tego doświadczenia bogatsza.

W procesie akceptacji niepowodzenia chodzi o przyjęcie w krąg świadomego przeżywania tej części doświadczenia, która zwykle jest odrzucana.

Przykładem może być twórczość. Bywa ona przesadnie idealizowana. Myślimy o niej zwykle z punktu widzenia idealizmu, pełnego romantyzmu i wzniosłych fantazji o wielkich wyczynach. Z tej perspektywy większość prac nie dość, żę jest przyziemna, to jeszcze pospolita i monotonna. Tak wydaje się naszemu ego, naszemu umysłowi.

Po “ściągnięciu na ziemię” idei twórczości okazuje się, że prawdziwa twórczość może być i jest zawarta w zwykłych działaniach. Z każdego, nawet prosteg doświadczenia możemy wyciągnąć coś dla duszy, coś, co w jakiś sposób skutkować będzie twórczością, wprowadzeniem przykładowo estetyki do prostych codziennych czynności, jak np. słanie łóżka, czy odkurzanie. Nawet zgoda na “artystyczny” nieład ma coś w sobie na pozwoleniu duszy na doświadczenie takiego stanu. Wymaga to jedynie rezygnacji z wielkościowych fantazji o twórczości. Nie musimy więc już być w niezwykle podniosłym nastroju, by tworzyć. Zaduma, a nawet depresja mogą także okazać się czasem do tworzenia.

Może taka twórczość pod wplywem zadumy nie będzie naszego wzniosłego ducha do końca satysfakcjonowała, ale możemy przyjąć ją taką jaka się pojawia w ramach procesu wyrażania się duszy.

Działanie nastawione na efektywność również nie musi wyrażać się szczytowymi osiągnięciami, aby było wartościowe dla duszy.
Praca nad szczegółami może wydawać się mało interesująca, lecz czasami duża jej dawka jest niezbędna do ukończenia dużego projektu. Na końcu, patrząc wstecz, widzimy, że angażując się nie tylko dokonaliśmy czegoś, co może być postrzegane jako sukces, ale również czujemy się, jakbyśmy byli kimś trochę innym, niż przed podjęciem tego żmudnego zadania. To dusza się przekształciła, zyskała nową jakość. W tym rozumieniu takie działanie jest podwójnie efektywne – zyskujemy dokonaną pracę i naukę dla duszy.

Duszę wspieramy, gdy akceptujemy swój “cień”, to od czego chcemy uciekać.
Może to być:

  • akceptacja nieprzyjemnego przekonania o samym sobie np. “jestem w tym do niczego”, “to mi się nie uda”, albo “to jest ponad moje siły”,
  • może być to praca bez bezpośredniej gratyfikacji, z inwestowaniem w siebie na przyszłość,
  • może to być poddanie się poleceniom przełożonych, którzy mają lepsze wyczucie, czy szersze horyzony.
  • może to być zaakceptowanie pewnych niedoskonałości w nas samych i przyznawanie się do nich bez budowania idealistycznego portretu własnej osoby,
  • może to być akceptacja własnych uczuć, próba pogodzenia się z nimi i mówienie o nich innym ludziom.

Jak widać, może być wiele sposobów, które dają duszy kształcenie, czyli kształtują ją. Nie trzeba długo czekać, a świat przynosi nam kolejne. Warto jedknakże przyjąć postawę otwartości: “Akceptuję to, co się zdarza. Nie zakłamuję tego. Mówię o tym, mimo, że boli. Nie oskarżam nikogo. I dzięki temu przechodzę na drugą stronę doświadczenia.” W takim sensie jest to świadome wejście w “ciemną noc duszy”.

W przeszłości wiele osób z zewnątrz próbowało mi narzucić takie postawy. Próbowano mnie zmusić, abym się czemuś poddał, abym przyjął ścieżkę nauki. Jednakże nie potrafiłem nagiąć się do ich żądań. Bez prawdziwej, głębokiej motywacji, można jedynie zrazić człowieka nachalnością. W wielu więc przypadkach reagowałem buntem. Ja musiałem sam zrozumieć, że idealizm, to nie wszystko i jeszcze jest coś, co nie jest może najprzyjemniejszą pigułką do przełknięcia a co mnie może wzbogacić. Gdy to zrozumiałem, o wiele łatwiej mi się godzić z niektórymi sprawami, na które nie mam wpływu, które odbiegają od moich wyobrażeń o tym, jak powinno być, jak powinien być świat urządzony. Także łatwiej mi jest się godzić z tym, co spotyka mnie ze strony otoczenia. Tu uczę się przyjmować ludzi takimi jacy są, nie dając się jednocześnie wykorzystywać ani upokarzać.

To ja sam się na te postawy zdecydowałem dzięki własnemu zrozumieniu, i dlatego potrafię bez wysiłku utrzymać tą postawę..

“Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
I mądrości, abym umiał rozróżnić jedno od drugiego.”

Przekraczanie Duszy

Może tak wyglądać, że Dusza jest tak ważna i istotna.. Jest istotna, ponieważ zapewnia większość naszego życiowego napędu. Jednakże trzeba wiedzieć iż nie jest to pępek świata. Warto poznać Duszę, aby wiedzieć, co nami powoduje, natomiast Dusza i jej pragnienia, napędy, przeżycia nie są ostatecznością dla osoby, która idzie ku urzeczywistnieniu, oświeceniu.

z komentarza:

“Tylko moja dusza zupełnie nie wie, po co to ma być i mało tego, ona w ogóle żadnych zmian czy zmagań nie chce. Ja np. w ogole nie lubie ryzyka, zmian, niewygody, nie umiem odnaleźć w tych cechach niczego pozytywnego dla mnie, czegos co by mi dawalo poczucie głębszego sensu. “

[ten ktoś przytłoczony jest przez swoją Duszę wraz z jej pomysłem na życie, nie umie sobie wyobrazić własnej sprawczości w życiu]

Widzisz, ja to nazywam, że w ciągu życia przechodzimy z autopilota na sterowanie ręczne. Dusza to także nasz „autopilot”. A decyzje podejmowane przez Świadome Ja – to sterowanie ręczne.

Autopilot jest wartościowy, jeśli jest jakiś kawałek trasy, gdzie nie musimy specjalnie sprawdzać pozycji, niebezpieczeństw, wykonywać manewrów – możemy wtedy odpocząć.

Autopilot nie myśli, nie kombinuje, czy dobrze leci – on ma lecieć równo i według kursu. Tak samo Dusza nie zadaje pytań – jeśli przyjmuje jakiś program [wzorzec, tradycję], to działa nie pytając, czy to aby jest korzystne, albo mądre. Ważne, że ktoś ważny w otoczeniu jej to “zadał”. I tak funkcjonują programy, które mogą pochodzić z rodziny, gdzie byliśmy dziećmi, albo pochodzić z wielu wcieleń wstecz. Oba typy wzorców nie będą stawiane przez Duszę do wyjaśnień – dopóki Świadome Ja nie zacznie z tym pracy.

Odpoczynek gdy lecimy na autopilocie  i poczucie komfortu mają swoje granice.

Autopilot dla kogoś nieświadomego może oznaczać niebezpieczeństwo. To tak, jakbyśmy się budzili na dużej wysokości za sterami samolotu i nie mieli za bardzo pojęcia co to jest ten samolot. A na horyzoncie widzimy przez przednią szybę, że zbliżamy się do jakiejś przeszkody. Autopilot jej nie ominie, natomiast my mamy świadomość, że no niestety, żeby przeżyć, coś z tym sprzętem trzeba zrobić. I zaczyna się .. Jest telefon do przyjaciela :) [czytanie książek, terapie, internet], ale nikt nie przyjdzie do nas i nie naciśnie żadnego z 500 przycisków na tablicy rozdzielczej samolotu, ani nie chwyci za nas wolanta żeby uruchomić skręt..

Może nie być łatwo wręcz przeciwstawić się autopilotowi, natomiast lecąc na nim cały czas niechybnie gdzieś wyrżniemy w jakąś górę. Albo się nam skończy paliwo nad morzem.

Musimy sami zdecydować – o ile mamy cień świadomości, że aby się gdzieś w życiu nie władować w nieszczęście – trzeba działać, i to inaczej niż każe Dusza [tradycja, nauczanie, wzorce, itp.]. Będziemy iść wpoprzek porad wszelkiej maści usłużnych babć, zapobiegliwych mamuś, natarczywych tatusiów. No niestety – niech się pasą na swoich pastwiskach tradycji i wiernopoddańczości.

Ja oczywiście też byłem w takiej sytuacji – miałem odczucie bezsensu [dla mojej osoby] systemu w który wchodziłem. Czułem się przymuszany w swoim życiu. Niemniej wiedziałem, że prędzej czy później ci, co mnie tak przymuszają polecą na systemowym autopilocie na spotkanie szczytu, a ja zrobię skręt.
I tak się dzieje – nie idę ich drogą, tylko własną.

Otyłość a Dusza

Moja odpowiedź na list:

Z mojego doświadczenia nadwaga jest spowodowana potrzebą Duszy, aby odczucia w ciele były potężniejsze, aby mogła “mocniej się odczuwać, mocniej przeżywać”.
Duża waga ciała się do tego świetnie nadaje, ponieważ literalnie wszystkiego jest “więcej”. Więcej odczuć z ciała, więcej wysiłku wkładanego w poruszanie się, dodatkowe odczucia zmęczenia, dodatkowe niedogodności w życiu. A więc cel jest osiągany. Wycofanie się z tego zaś nie jest możliwe za sprawą wyboru osobowości na tyle, na ile Dusza jest potężniejsza energetycznie od osobowości. Im potężniejsza Dusza tym proste wybory osobowości mają tu mniej do powiedzenia.

Dusza potrzebuje “mocniej się odczuwać, mocniej przeżywać”.
A akurat to jest zgodne z Planem Bożym dla Duszy [ma doświadczać!], więc… tak trudno jest schudnąć. Bo przeciwstawienie się Bożemu Planowi jest jeśli nie niemożliwe, to bardzo trudne. To jest jakby wejść do rwącej rzeki i iść kilometrami pod jej prąd.

Natomiast jest pewne wyjście – jeśli zrozumiemy Duszę, jej pragnienia, jeśli “będziemy po jej stronie”, jeśli zaczniemy jako Świadome Ja prowadzić ją zgodnie z tao, zgodnie z Planem Bożym dla niej i dla nas samych, to Dusza może zrezygnować z pierwotniejszych planów, które obejmują takie prymitywniejsze “mocniejsze odczuwanie” na rzecz bardziej zaawansowanych duchowych doświadczeń.

Jeśli Dusza poczuje, że te nowe typy doświadczania są zaspokojające dla niej, to może zdecydować się na zamianę jednego typu doświadczeń na inny typ. Natomiast do tego trzeba dużej roztropności, mądrości, aby umieć przedstawić taki plan swojej Duszy, który jej będzie pasował. Bo oczywiście plany pochodzące od osobowości nie przekonują dusz starszych i bardzo starych, a tylko przekonują dusze niemowlęce, młode i w średnim stopniu przekonują dusze dojrzałe.

Dusza zaangażowana w przeżycia
w świecie doskonali się.

Świat jest urządzony tak jak jest. Niektórzy mówią, że źle i że trzeba go poprawić, przekonstruować. Oznacza to, że mają pewne oczekiwania, do których chcą przykroić świat. Jednakże co i raz napotykają na kłody pod nogami. Przykładowo moi studenci. Najbardziej idealistycznie nastawieni są przekonani, że im się należy bardzo dobra ocena za nic. Za to, że są.
Nie myślą, że ocena jest odzwierciedleniem ich pracy, to znaczy wysiłku duszy, nie jest zaś oceną ducha, który jest idealny, i jako taki zasługuje zawsze na najwyższą notę. Bycie wzniosłym duchem nie jest ich zasługą, za to chwalenie należy się Bogu. Wprowadzenie doskonałości do świata fizycznego napotyka na trudności, jako że w idei, jak idei Platona, wszystko jest doskonałe, i się udaje. Na planie fizycznym nie wszystko, co byśmy zamierzyli, powodzi się. I tak moi studenci wchodząc w realia zajęć napotykają konieczne doświadczenia, które mogą dać duszy głębię. I w większości przypadków dają.

Staje się to, gdy przestajemy oczekiwać, że wzniosły duch, jakiego niechybnie posiadamy, sam z siebie może “ugryźć” zagadnienia pracy w swiecie fizycznym.
Gdy rezygnujemy z przkonania o własnej ważności dla tego co się dzieje na świecie, przestajemy mieć wymagania w stosunku do świata, “bo nam to się należy”.
Pokora tak naprawdę, oznacza zgodę na to kim jesteśmy i co nam się przydarza, a nad czym nie mamy kontroli.

Wtedy możemy podjąć efektywnie naszą pracę.
Możemy zrezygnować z fantazji wielkościowych na własny temat, jednocześnie nie poniżając siebie. Możemy nadal szanować siebie, i kto wie, czy nie bardziej to robimy, niż walcząc z wszystkimi wokół, aby udowodnić naszą “rację”. Dajemy sobie możliwość uzyskania dobrego wyniku w naszej działalności.
Nie doskonałego, ale wystarczająco dobrego
Przyznajemy, akceptujemy świat takim, jakim jest. I wtedy właśnie zaczynamy być najbardziej efektywni w naszej pracy, a jednocześnie nie tracimy z oczu naszej duszy.

Trzeba się zagrzebać w rzemiośle, aby zmartwychwstać jako twórca.

Transformacja w czasie zajęć na uczelni odczuwana jest jako przykra, nieprzyjemna. Wymaga poświęcenia własnego czasu, uwagi, zaangażowania.

Jednak wtedy po odpowiednim czasie owocuje wynikiem. Tylko wtedy.

Niektórzy moi studenci przeżywają poważne frustracje. Obwiniają za nie otoczenie, czyli prowadzących. Nie wychodzi ćwiczenie – “on winien”. Czegoś sam nie wie – “on winien”. A studia są czasem własnej nauki, własnego “studiowania” dziedziny. Studenci powoli się uczą tej postawy. Na początek obwiniają mnie. Robią to subtelnie, aby obwinić, a nie pokazać, że są na mnie obrażeni. Potem zaczynają dostrzegać, że potrafią sami “oswoić” przedmiot. Przechodzą więc na pozycję “ja się uczę”. Następnie zaczynają się zaciekawiać i sami zaczynają prawdziwie studiować. Takimi często ich zastaje koniec studiów.

Jakoś jednak żaden ze studentów, żadna ze studentek nie przyszli przeprosić mnie, że mnie obwiniali na początku za własne niepowodzenia i że rościli ode mnie, abym nie wymagał tyle :-)

Czy warto tłumić emocje i uczucia?

Czy warto nie czuć, zamykać się w sobie?

Widzę wokoło siebie wielu ludzi, którzy nie czują.
Na pytanie jak się czują, co czują, odpowiedzią jest tylko: “czuję się dobrze” lub “czuję się źle”.

Nie mówią o tym, co czują. Są często bardzo czynni, często są inteligentni i osiągają tzw. sukcesy. Ale się mi z nimi bardzo źle rozmawia. I tak samo ciężko się przy nich przebywa.

Zastanawiałem się co jest?

Wydawałoby się, że ogradzanie się, niedawanie sobie przeżywania trudnych uczuć może być korzystne. Przecież kto chciałby, aby w jego życiu panował haos niepokoju, lęku czy gniewu?

Co mówi książka:

“Kiedy jesteśmy wyprowadzeni z równowagi, próbujemy czasem od razu zmienić emocje negatywne na pozytywne. Jest to jedna z głównych przyczyn zastoju (emocjonalnego). “

Ale niektórzy nie chcą nic mówić ani myśleć o emocjach.

“Kiedy emocje są zablokowane i nie ujawniają się, nie możemy uzyskać potrzebnej nam energii i miłości albo brakuje nam siły, żeby przyciągać to, co chcemy, i wyrażać swoje pragnienia.” Warto wyrażać emocje. “Uwalnianie emocji negatywnych wymaga od nas większej świadomości [..]. Niektórzy ludzi ograniczają swoje możliwości przez powstrzymywanie, wygaszanie lub wypieranie emocji; inni odczuwają emocje, ale nie potrafią ich uwolnić ani się ich pozbyć. Pogrążają się w emocjach negatywnych i przyciągają w życiu sytuacje, które odzwierciedlają ich negatywizm. Między innymi dlatego tak bardzo boimy się negatywnych emocji.”

Sam widze, jak wielu ludzi, którzy kumulują u siebie negatywne emocje, rzeczywiście z czasem jest w coraz bardziej kiepskiej sytuacji. Albo nie poprawia się im. I to dotyczy wszystkich, niezależnie od wieku, czy pozycji.

“Opowiadanie o swoich losach, zwierzanie się przyjaciołom lub podobnie myślącym członkom grupy wsparcia jest ważnym sposobem wyzwalania bólu bez jego odrzucania.”


Cytaty pochodzą z książki:
John Gray “Jak mieć to, czego się pragnie, i pragnąć tego, co się ma.” Wydawnictwo Zysk i S-ka.


When your baby leaves you all alone
And nobody calls you on the phone
Ah, don’t you feel like crying?
Don’t you feel like crying?
Well here I am my honey
Oh, come on you cry to me. When you’re all alone in your lonely room
And there’s nothing but the smell of her perfume
Ah don’t you feel like crying
Don’t you feel like crying?
Ah don’t you feel like crying?
Come on, come on cry to me.
Well nothing could be sadder
Than a glass of wine, all alone
Loneliness, loneliness, it’s such a waiste of time
Oh-oh yeah
You don’t ever have to walk alone, oh you see
Oh come on, take my hand and baby won’t you walk with me?
Oh ya
When you’re waiting for a voice to come
In the night and there is no one
Ah don’t you feel like crying? (cry to me)
Don’t you feel like crying? (cry to me)
Ah don’t you feel like a-ca-ca-cra-co-cra-co-cra-cra, (cry to me)
Cra-co-cra-co-cra-cra crying? (cry to me)
Ah don’t you feel like a-cra-co-cra-co-cra-cra,
Cra-co-cra-co-cra-cra crying?…
– słowa piosenki.

Dusza jest codzienna, nie do końca zdefiniowana, nieco rozmyta, jak ten krajobraz Moneta:

Można Duszy rozkazać

np. puszczamy to i to, takie i takie energie, niepotrzebne, żebyśmy to trzymali, bo to jest obciążenie.

Dusza zwykle jest podatna, i może z miejsca puścić.

Oczywiście z czasem [jeśli ma powód, to podejmie z powrotem te energie, przedmioty, łącza/linki]. Ale na bieżąco, ad hoc, samo wskazanie wystarcza.

Stąd takie metody jak Metoda Sedony [na tym oparta] działają.

Jednak Metoda Sedony ma pewien kłopot – nie słyszałem, żeby w niej ktoś świadomie otwierał się:

„A teraz otwórzmy się na błogosławieństwo od Boga”,

albo

„A teraz otwórzmy się na przepływ czystej energii miłości między mną a osobą x”.

albo

„A teraz proszę moją Duszę i Duszę osoby x o wyrównanie energii” [i tu mogą różne sprawy wychodzić.]

ale warto to robić, nawet jeśli ktoś w świecie nie wie, że tak można.

Sugestia działa

Dobrze jest dać możliwość Duszy.

Terapia Metodą Sedony polega głównie na sugerowaniu duszy, czy aby nie zechciałaby puścić [oczyścić się z ] czegoś tam – mogą to być myśli, energie, czy wręcz choroby. Metoda mówi, że mamy „to coś” [czego chcemy się pozbyć] poczuć i siebie spytać: „czy mógbym pozwolić temu odejść?” Zwykle taka sugestia jest przyjmowana na „Tak” i zaraz dana energia czy łącza odchodzą [to zależy od jakości relacji z własną Duszą].

Bez naiwności

Warto być nieco krytycznym wobec duszy. Potrafi ona bowiem „kręcić”, niemalże „nabijać w butelkę”, albo co najmniej być mocno przekonująca. Przecież energetycznie jest o wiele od nas mocniejsza [jako osobowości]. Potrafi także dać mocne odczucia jako argument przekonujący, np. że kogoś nie należy lubić [czytaj: akceptować].

Dlaczego Dusza potrafi być zwodnicza?
Poprzez wcielenia przyobleka bowiem ona zwykle wiele wzorców, energii, „klamotów” kolokwialnie mówiąc.
I dusza tak działa przez swoje wzorce i obciążenia z poprzednich wcieleń.

Jakby nie była przekonana, że są one prawdziwe, to by ich nie przyjmowała i żyła pełnią energii miłości. A tu każdy wzorzec, to wyjątek [czasami znaczny] od funkcjonowania w energii miłości.

Jeśli jest doświadczona, to pewnie jest też i sporo mądra. Ale bądź przyzwyczajony/a, że jak czasami jak coś palnie, to.. zupełnie obok tarczy.

Stąd także warto mieć połączenie z własną Wyższą Jaźnią i korzystać z jej mądrości i doświadczenia.

Jeśli dusza jest mocno obciążona [czy cała czy w jakimś temacie] to trzeba ją poprowadzić konkretnie „za rękę” poprzez oczyszczenia, poprzez rozmowy, odpuszczanie kawałek po kawałku obciążeń z danego tematu. Możesz się przygotować na niezwykłe zdania, przekonania, stwierdzenia i wizje, które przyjdą w czasie takich rozmów i oczyszczeń.

Najlepiej jest, aby zarówno świadomość [osobowość], jak i dusza i własne Wyższe Ja działały w zgodnej współpracy.

Możemy rozmawiać ze swoją duszą dla różnych celów: aby się czegoś dowiedzieć [np. o jej przekonaniach], aby coś oczyścić [np. jakieś wzorce zachowań], aby ją do czegoś przekonać [jeśli np. widzimy, że jej postawa wobec świata jest inna, niżbyśmy chcieli].

Są także o wiele większe możliwości rozmów z wieloma innymi duszami.

Oczywiście, trzeba trochę się tego przyuczyć, ale generalnie jest to przyjemna sprawa, ponieważ odsłania nam duuuużą zasłonę, którą zwykle mają ludzie na odczucia/przeżycia z duszą związane.

Osoba X:

Rozmawiam ze sobą, prowadzę wewnętrzne monologi..

AK:

Monologi w sobie niekoniecznie muszą być rozmową z własną duszą. Mogą być po prostu konwersacją z własnymi wzorcami poprzez strukturę myślową, mogą być rozmową z własnym umysłem/intelektem. Dusza, mimo, iż nie jest aż tak wzniosła, to jednak jest wznioślejsza od codziennego krzątania się, tak samo jak od setek myśli przechodzących przez głowę.

Dam przykład – przy wyborze zawodu można rozpoznawać, uwzględniać kilkanaście propozycji i dobierać do nich plusy i minusy, rozważać, co będzie lepszym posunięciem, co się bardziej opłaci, a co mniej. To daje poczucie “zaangażowania” i zastanawiania się. Wiele osób uznaje, że po tym wysiłku wybrany zawód będzie odpowiadał im, ponieważ mają na to racjonalne argumenty.

Natomiast dla Duszy wykonywany zawód jest bardzo ważny, ale nie z powodu argumentów “za”, które mogą się spełnić. Dla Duszy zawód, jeśli dobrze dobrany, może być równoznaczny z realizacją powołania na to wcielenie. Dobre rozpoznanie powołania [coś podobnie jak w kościele nauczają] jest odpowiednim rozwiązaniem dla zyskania ulgi od własnej Duszy. Bo Dusza prze, naciska, a my, jako osobowość się jakoś musimy z tą presją, z tym napędem “zmieścić w torach życia”. To my decydujemy, jak tak silny napęd wykorzystamy, czy wpasujemy się w tory, czy też nie i nasz życiowy pojazd utknie gdzieś albo nawet wywoła kolizję.

Tak więc co innego jest zwykły tumult myślowy, a co innego mocne pragnienie od Duszy i nawiązanie konwersacji wewnętrznej z nią. Czasami możemy konwersować z Duszą nie wiedząc o tym, na przykład poprzez odczucia. Jeśli odczuwamy duży pociąg do jakiejś sprawy i poweźmiemy jakąś wewnętrzną postawę wobec tego napędu/pociągu, to już właśnie wypowiedzieliśmy wewnętrzne zdanie w języku duszy.

Warto więc się zastanowić, czy rzeczywiście mam kontakt z własną duszą [poprzez odczucia], czy rzeczywiście czuję/słucham, jakie ma pragnienia, ku czemu napęd? Czy staram się jakoś skierować życie na takie tory, aby moja dusza, a w rezultacie ja sama byłabym zadowolona z doświadczeń?

więcej do tego tematu jest tu [link]

Napisałem sporo tekstów o Duszy na tej witrynie:

_______________________________________________________________________

Oprócz Ducha i Duszy mamy osobowość.

Osobowość kształtuje się w konkretnym wcieleniu, ponieważ tego, co Dusza chce przeżyć jest zbyt dużo i trudno byłoby Duszy wszystko przeżywać jako Duszy. Stąd wielość wcieleń. Stąd narzędzie – pojazd jakim jest Osobowość + ciało.

Osobowość jest obecna w pojedynczym wcieleniu i w ramach jego wzrasta i umiera wraz z nim. Osobowość można opisać jako sumę przystosowań do życia, w tym również różnorodne wzorce przyjęte od otoczenia.

Wiele czasu zajęło mi opowiadanie znajomym, jak to jest z Duszą, podświadomością, ego, osobowością. Najłatwiej chyba to przedstawić na rysunku.

Jak widzisz na obrazku – wiele pojęć się pokrywa i stąd czasami można czuć lekkie niezrozumienie.  Taki opis wynika oczywiście z mojego zrozumienia, ale jak dla mnie się sprawdza. I chociaż biorę pojęcia z różnych szkół i kultur, i stąd te trudności, to wybrałem je specjalnie bo służą bardzo dobrze do tłumaczenia funkcjonowania osoby.

Duch [Wyższa Jaźń]  jest inspirujący

dalej o Duszy:
“daje nadzieje,wiare,we wlasnym osobistym programie,wszystko co daje wskazowki i wsparcie, odsuwa od nas zyciowe zamieszanie i zniechecenie.”

Dusza ma osobisty program przeżywania doświadczeń i nasilania doświadczeń. Może być to np. prokreacja. Wydaje się, że jest to program bardzo pozytywny, bo ładnie nas nagradza dobrym nastrojem. I fajnie.

Natomiast własne Świadome Ja też ma swój umysł, ale nieśmiały i niepewny – w porównaniu do umysłu ego/ewolucyjnego/Duszy, który jest niezmiernie zdecydowany, pewny siebie, przedsiębiorczy itd.

[Wiem, że trochę trudno rozumować gdy się przytacza takie terminy psychiczne, duchowe, ponieważ wiele z nich się pokrywa częściowo ze sobą. Znam wiele osób, które uważały, że te obiekty, o których mówię, to są klocki, które mogą się stykać, ale jak nie mogą się przenikać.

Jak może jeden klocek być częścią drugiego? Jak oba klocki mogą mieć część wspólną?

Dla klocków materialnych tak jest, że mogą się tylko stykać. Dwa dziecięce klocki nie są tak stworzone, żeby czerwony z niebieskim wchodziły w siebie do dajmy na to połowy i żeby kolor się mieszał.

A mentalny model umysłowości przez wielu ludzi jest tworzony na podobieństwo materialnych klocków, co jest ograniczeniem i powoduje błędy. Obiekty przestrzeni umysłu/duchowej zlewają się ze sobą często. I w tym widzę trudność, ponieważ tym samym o wiele trudniej jest i mówić o nich, jak również i rozumieć takie opowieści.

Na przykład jak rozróżnić Duszę a podświadomość?
Dusza jest z Chrześciaństwa, a podświadomość to pojęcie z psychoanalizy. Podświadomość przechowuje zbiory informacji, zbiory wzorców, postaw itp. z tego i przeszłych wcieleń. I w ten sposób można ją zakwalifikować jako cząstkę Duszy, która jest bardzo wielka, o wiele większa od samej podświadomości. W Duszy, oprócz podświadomości jest również wiele miejsca na emocje – te mniejsze i te większe – głębokie, na sentymenty, na porywy, na dążenia, które nie poddają się prostemu rozumowemu oglądowi. Niemniej z punktu widzenia wielowcieleniowego, mają swoją rację i sens.

Ego jest umysłowym obrazem siebie. Zarówno z obecnego wcielenia [tu przykrywa się ego z osobowością - bieżącą osobowością, np. "jestem taksówkarzem, mieszkam w Kiełczowie, noszę ciemne okulary"], jak i z przeszłością – w formie nieświadomych, podświadomych wzorców, utożsamień ["kiedyś to byłem tym i tym, miałem to i to.."]. Pewno dobrze znasz powiedzenia “egoista”, “to jest egoistyczne”, “egoizm”. One wszystkie właśnie mają początek z nadmiernego utożsamienia i “przylepienia się” do swoich racji, do obrazu siebie. Egoista raczej nie zauważa otoczenia, ani też potrzeb, racji innych ludzi. A nawet nie zauważać może potrzeb własnej Duszy!

Świadome ja jest na obrazku celowo jasnego koloru. Jak bowiem reszta obrazka jest w tonacji przygaszonej, to oznacza, że są to struktury ciał, że są to struktury receptywne, nie mające generalnie własnej woli. Natomiast Świadome Ja jest tym, co się poprzez wcielenia kształtuje i wzrasta jako właśnie odrębny, samo-wolny byt.

Strzałka od Świadomego Ja oznacza coś bardzo ważnego – utożsamienie się. Jest to odpowiedź na pytanie “kim jestem?”. Tu akurat owo Świadome Ja utożsamia się z częścią wspólną osobowości i ego. Czyli Świadome Ja – taki ktoś – jest przekonany, że np. JA mam 28 lat,  JAmieszkam na Górnym Śląsku, JA jestem przy końcu studiów takich i takich, dostałem kosza od tej i tej dziewczyny i bardzo MNIE to boli, JA nie mam pomysłu gdzie się zatrudnić, itd. Czyli owo JA jest zespolone z okolicznościami,  wykształceniem, doświadczeniami, opisem własnej historii – czyli z ego i osobowością.

Z czasem w rozwoju duchowym owo Świadome Ja wzrasta na tyle, że już trudno się zgodzić, że jest się TYLKO ową osobowością, przeczuwa się coś więcej. Stąd i utożsamienie się rozszerza – na podświadomość ["wywaliło MI moje przekonania karmiczne nt. tego czy owego"], na Duszę ["JA mam ogromne pragnienie aby objechać świat dookoła" "JA czuję tęsknotę jak oglądam filmy z Indii"]. A z czasem też przychodzi samoświadomość, co jest najtrudniejsze. Bowiem zaczyna się utożsamianie siebie z owym Świadomym Ja. Trudne to, ponieważ Świadome Ja jest czystym bytem, nieocechowanym, życiem w czystej formie. Jak tu – po stuleciach utożsamień przedmiotowych – przejść na utożsamienie podmiotowe, czyli JA jestem podmiotem.

No dobrze, dalej opisujmy cząstki:

Osobowość można opisać jako sumę przystosowań do życia, w tym również różnorodne wzorce przyjęte od otoczenia.

Osobowość pragnie często osiągnięć, zmian, zwykle “na lepsze”. Dziecko, gdy rośnie, tworzy osobowość. Tak pragnie osiągnięć, “bycia kimś”, nie tylko małym dzieckiem. Po części to jest z Duszy, że chce w ogóle zaistnieć w przeżywaniu w świecie, ale już pragnienie bycia “strażakiem” lub posiadanie dzieci w wymarzonej rodzinie, to jest z osobowości. A jednocześnie mogą być to pragnienia z Duszy. Niektóre starsze dusze nie mają pewnych pragnień – już np. nie chcą mieć dzieci.

Jeśliby pragnienie było “wyrozumowane”, tzn. wymyślone przez człowieka, czyli nie miałby podstaw do tego w Duszy, to owo pragnienie mogłoby pochodzić z samej osobowości. Przykładowo ktoś sobie stwierdził, że będzie wybitnym muzykiem. No ale nie ma talentu [a talent z Duszy pochodzi]. I taki ktoś może się nawet uczyć, przygotowywać, ale jak gra, to od razu poznać, że nie będzie wirtuozem.

Osobowość pragnie często osiągnięć, zmian, zwykle “na lepsze” także w późniejszym wieku. Więcej pieniędzy, więcej poważania, szacunku, czy nawet władzy – to pragnienia osobowości. I – jak widzisz na rysunku – także ego. Zmiana [której tak oczekujemy] w ziemskim rozumieniu, liniowym jest możliwa, lecz wydaje się ledwo niewielka. Dusza, w odróżnieniu od osobowości, nie ma za bardzo celów takich jak osobowość, jej celem jest samo przezywanie, doświadczanie.  Cele Duszy są o klasę większe. Dla duszy generalnie jest wszystko jedno jakie są warunki owego doświadczania, nawet najgorszych warunków, jako okazji, nie chce przepuścić. My zaś świadomie możemy podsunąć jej doświadczanie w lepszych warunkach w ramach “zmiany”, a ona będzie z nich także zadowolona.  O ile swoje pragnienie doświadczania zrealizuje.

Dlatego oświecenie, czy coś podobnego upatruję jako wzniesienie się ponad przepychanki, w których tonie świat. Wg mnie Duch zstępując, indywidualizując się, nie ma świadomości, samoświadomości. Dopiero nabywa jej we wcieleniach, przy doświadczeniach, których prowokatorem jest Dusza. Wtedy powstaje świadomość tego, że coś się dzieje, że coś “ze mną” się dzieje i świadomość samego siebie. Kolejnym krokiem wydaje się być zmiana percepcji [co proponuje np. Kurs Cudów, czy Ekhart Tolle] na taką,  która daje spokój Duszy i rozwija przekonanie o byciu Świadomym Ja.

Obraz kanapki jest tu raczej na miejscu: konkretna, pożyteczna, “zrobiona”, mająca pożyteczny cel – podobna jest jej Osobowość.

kanapka

Jeśli się tego porównania obrazkowego trzymać, to pragnienie wyłącznie z osobowości to by była kanapka z dmuchanego białego pieczywa z szynką robioną w procesie wysokowydajnym, tj. 40% dodanej wody i sałatą z uprawy nawożonej nawozem sztucznym. Natomiast pragnienia z Duszy realizowane przez osobowość miałyby postać bułki z pełnego przemiału z masłem z naturalnie dojonej krowy i robionym swojsko plus jakieś dodatki także wielce szanujące naturalny proces produkcji żywności.

Są osobowości niezaburzone, które są w zgodzie z innymi. Z takimi ludźmi da się rozmawiać, są zgodni, są przyjacielscy, są rozumiejący. Nie wynoszą się nad innych.

Ale są i osoby, które mają zaburzone osobowości. W moim oglądzie jest to kwestia obciążeń duchowych, do których zalicza się również niekorzystne wzorce, w tym i wzorce osobowości. Jeślibyśmy porównali osobowość takiej osoby do kanapki to mogłaby ona wyglądać mocno rozwinięta :)

Taka kanapka zaczyna być trudna do “przełknięcia”. Tak jest z pewnymi osobami, które jakoś znosimy, ale z trudem. Wiemy, że są wartościowe,.. ale trudne w obejściu.

Czasami … niestety … jest jeszcze gorzej.

Raz – że taka kanapka jest gigantycznie duża.. a po drugie.. coś się w niej zalęgło i żyje swoim życiem.. Hmm.. nie wygląda to apetycznie. I tak jest z niektórymi ludźmi, którzy są po prostu “nie do przełknięcia” :) Tacy ludzie zaczynają być “ponadludzcy”. Owszem, mogą się podobać, ale nie sposób z nimi utrzymać kontaktu na równych zasadach. Mogą się okazać ciekawi dla mediów, ponieważ są osobami “większego formatu” – dosłownie jak to coś na zdjęciu. W mediach, polityce, dla mas wydają się czasami być prawdziwym wybawieniem. Oto przyszedł wreszcie nasz tatuś i nas uratuje! – albo – Wreszcie mam kogoś, kto przypomina mamusię! [ta osoba przypomina wielkością i złożonością psychiki matkę jaką małe dziecko postrzegało]

Zasada tego przerostu jest prosta. W obrębie osobowości pojawiają się siły, które są większe od niej samej. Czasami może coś chcieć w danego gościa wchodzić [link] albo nawet zacząć zamieszkiwać [link]. I nie musi być to opętanie w rozumieniu takiego, które wymaga egzorcyzmu.

_______________________________________________________________________

Świadome ja [świadoma siebie jaźń]. Jest to istota duchowa mająca świadomość tego, kim jest.  Nie jest to ani Duch, ani Dusza, ani nie jest też Osobowością. Świadome ja wzrasta wraz z wcieleniami, “wykołysane”, “wychowane” jest poprzez duszę i zgromadzone doświadczenia. W tradycji buddyjskiej nazywane jest to “esencją”, lub “naturą Buddy”, niekiedy nasza istota bywa nazywane po prostu “świadomością”.

Tu więcej o rozwoju Świadomego Ja.

Świadome Ja

Po tych informacjach, które pokazują, iż Dusza jest jestestwem bardziej „yin”, niż „yang”, można przystąpić do wyjaśnienia, dlaczego nazywam ją „kosmicznym łonem”.

Od wieków ludzie zastanawiali się nad tym, kim naprawdę są. Ich przekonania były różnorodne. Czy jestem kimś małym, czy wielkim? [podobnie jak posągi faraonów - jedne mniejsze drugie większe]. Czy jestem kimś cielesnym czy bezcielesnym? Samoświadomość zawiera próbowanie dociekania, jak w świecie duchowym wyglądam, kim jestem?

Egipt

.

> Co i w jaki sposób Świadoma Jażń czerpie z Ducha ? I skąd jeszcze czerpie wiedzę, jak ma postąpić człowiek, jaką postawę przyjąć w danej sytuacji ?

Świadoma Jaźń nie jest podobna do Duszy, do osobowości, nie ma ciała, tak jak Duch nie ma ciała, jest “zbudowana” ze świadomości. Jest pozacielesna. Nawet nie ma swoich procesów, ma jedynie różnorakie aspekty świadomości. Poruszenie Świadomego ja jest, kiedy mamy “przebłysk świadomości”, albo kiedy ma decyzję. Decyzja to jakby przełączenie zwrotnicy na inny świat, jakbyśmy zaniechali świadomości obecnego świata z obecnym zestawem postrzeżeń i wybrali inny świat, alternatywny, z innym zestawem postrzeżeń. A wobec innych postrzeżeń [przy zmianie decyzji] inne będą skutki [efekty działań].
Poruszenia Świadomego Ja: np. w wizji coś ujrzymy i zrozumiemy, albo postrzeżemy, poczujemy pewnego dnia energię subtelną [chociaż od dziecka w nich pływamy], zrozumiemy wzór matematyczny, albo zrozumiemy, dlaczego Słońce wschodzi, albo dlaczego ktoś zachowuje się tak jak się zachowuje wraz z emocjami takimi jakie ma. Albo jeśli w sesji zrozumiemy, dlaczego nas męczy człowiek X, sprawa Y i jaką wybrać inną postawę, aby nam się lepiej żyło. Moment “aha” jest poruszeniem Świadomego Ja.

Świadome Ja [ŚJ] nie gromadzi wiedzy, jest Świadkiem, Może utożsamiać się, i w pierwotnych stadiach idzie rękę w rękę z ego, jest utożsamione z ciałem, z emocjami, z uczuciami, potem z Duszą, potem utożsamia się z Duchem. Jednak nie jest nigdy żadnym z nich, po prostu żyje jakby “sklejone” z nimi, tak jakby się przytuliło i objęło dany obszar. Gdy Świadome Ja przytuli się i obejmuje Duszę, to ktoś ma poczucie, że JEST Duszą. A nie jest, tylko do procesu rozwojowego jest to potrzebne, aby się poczuł tak, jakby był.

Gdy np. ŚJ utożsami się z podświadomością, wtedy biorąc odczucia od podświadomości Świadome Ja może być przekonane, że właśnie warto i potrzeba coś zrobić, co komuś innemu będzie robić krzywdę. I tak zrobi. Oczywiście jest to dosyć prymitywny przykład, bo pokazuje jak niewielkie rozeznanie ma ŚJ w takim przypadku, ma małe pole swiadomości, małe rozeznanie. Ale z czasem ŚJ zauważa to i może podjąć decyzję o zmianie utożsamienia. Np. naukowcy mają utożsamione ŚJ z umysłowością, z intelektem. I ich ŚJ dokonuje wyborów na podstawie utożsamienia się z umysłem, “bo umysł tak powiedział”
A osoby utożsamione z wysokim, wzniosłym Duchem dokonują wyborów tak, jakby były Duchem. A nie są, tylko tak wyglądają. :)

I w tym rozumieniu każda Świadoma Jaźń wygląda jakby była na innym poziomie rozwoju.

..

Dzisiaj rozmawiałem z kolegą. Wyraził się tak, iż jego dusza wie co robi i jest mądrzejsza od niego. I że dusza ma lepszy kontakt z Bogiem niż on sam.

Powiedziałem, że się nie zgadzam z takim podejściem i że mam argumenty na potwierdzenie.

Dusza jest nieśmiertelna. Żyje wiele wcieleń danej istoty w czasie swojego istnienia, jest w tych wcieleniach obecna. W ciągu tych wcieleń zbiera doświadczenia, przechowuje je.

Jeślibyśmy mieli duszę, która by w sposób rzetelny korzystała z nabytych doświadczeń, to by przez te setki wcieleń bardzo mocno była mądra. A jakoś nie jest, patrząc na tą karmę, którą przez owe wcielenia zgromadziła. Otóż bowiem dusza nie ma wbudowanej refleksyjności, ani też sama nie podejmuje świadomych decyzji. Dusza jest „yin”, żeńska, poddaje się. Poddaje sie zarówno prądom dziejów i wydarzeń, jak i poddaje się decyzjom, czy przyzwoleniom danej istoty, tego jestestwa. Stąd uważam duszę za pewnego rodzaju łono kosmiczne, kołyskę, która służy do wzrastania w świadomości tej istoty, którą niańczy poprzez wcielenia.

Innym dowodem na to, że dusza nie jest zbyt wzniosła ani zbyt mądra jest zachowanie się podświadomości, która [z moich obserwacji] stanowi część duszy.

[Niektórzy rozumieją podświadomość jako równoznaczną z atomami permamentnymi poszczególnych ciał subtelnych, które przechodzą do następnych wcieleń i przenoszą zalążki karmy, losu, postaw.]

Owszem, podświadomość pamięta bardzo wiele z różnych wcieleń, natomiast nie poddaje doświadczeń rozumowemu przerobieniu, refleksji. Dopiero świadome ja, świadoma jaźń ma w tym źródło dla przemyśleń, na podstawie tych doświadczeń ma ona możliwość wzrastania i powiększania własnej mądrości.

Wtedy świadoma jaźń ma możliwość pokierować działaniami duszy. Jest to szczytne zadanie, ponieważ jest realizacją potencjałów, które dusza gromadziła poprzez wcielenia „w nadziei” właśnie na ukształtowanie się świadomej jaźni [co wydaje się planem Bożym]. Natomiast Dusza sama z siebie raczej nie będzie dla własnych korzyści działała – jest w tym bardzo pokorna.

Tym kimś, korzystającym z doświadczeń duszy, tym, kto może posiadać coraz większe realne moce rozróżniania, jest świadoma jaźń.

Świadome ja [świadoma siebie jaźń] nie jest Duszą, nie jest też  tym Duchem, który opuszcza się ze sfer Boskich w świat przejawiony. Świadomość, co ciekawe, wzrasta od dołu, rodzi się przy doświadczeniach. Rozpoczyna się od tego, że istota zaczyna być świadoma tego, co przeżywa [a do tego potrzebne są przeżycia, których dostarcza Dusza]. Potem pojawiają się sukcesywnie przebłyski samoświadomości: „kto to przeżywa?” – ano „Ja” przeżywam. I zaczyna się rozwój samoświadomości, polegający na dociekaniu, kimż to jest ów „Ja”, co tak doświadcza, co obserwuje doświadczenia.

A więc Świadoma Jaźń wzrasta ona wraz z wcieleniami, „wykołysana”, „wychowana” jest poprzez Duszę i zgromadzone przez nią 7doświadczenia.

Szedłem kiedyś przez dość spore zgromadzenie ludzi, były tam również dzieci. Nagle przybiegło kilka małych dziewczynek goniących się nawzajem. Spojrzały na mnie, a głos wewnętrzny powiedział mi: „o, jakie duszyczki”. Istotnie, duszyczki są podobne do małych dziewczynek. [Starsze i stare dusze co prawda są już mniej podobne do małych dziewczynek, a raczej do starszych niewiast, niemniej porównanie jest celne].

I jeszcze tak dla przypomnienia:

Duch jest częścią Boskiej energii, która się zindywidualizowała i opuściła w świat w celu przejawiania się. Duch jest poza czasem.

Jako, że Duch bezpośrednio nie jest w stanie się przejawiać, wytwarza się Dusza, która jest zarówno w sferze bezczasowej jak i czasowej, jest w obu. Dusza ma pragnienie doświadczania w celu gromadzenia przeżyć. Po części realizuje się przez to pragnienie ducha ku przejawianiu się, a po części realizuje się plan tworzenia się zindywidualizowanej, świadomej siebie jaźni.

Osobowość kształtuje się w konkretnym wcieleniu, ponieważ tego, co Dusza chce przeżyć jest zbyt dużo i trudno byłoby Duszy wszystko przeżywać jako Duszy. Stąd wielość wcieleń. Stąd narzędzie – pojazd jakim jest Osobowość + ciało.

Osobowość jest obecna w pojedynczym wcieleniu i w ramach jego wzrasta i umiera wraz z nim. Osobowość można opisać jako sumę przystosowań do życia.

Komentarz:

Świadomość to nie mózg.

Mózg jest kwantowym odbiornikiem duchowej świadomości.
Teoria dualizmu interakcyjnego John Carew Eccles’a,
oraz kwantowa teoria świadomości Orch-OR
Rogera Penrose i Stuarta Hameroffa – są prawdziwe.
Neuronalna transmisja synaptyczna w mózgu
– nie tworzy świadomości ani naszych myśli.

Przeczytajcie ten artykuł i poznajcie prawdę:

http://radioamator.elektroda.eu/swiadomosc.html

lub wpiszcie w wyszukiwarkę: świadomość to nie mózg

Odpowiedź:

Drogi radioamatorze :)

To co piszesz, że mózg nie tworzy świadomości jest oczywiste!


Jeśli coś z przyszłości będzie miało Wam być objawione, to tak się stanie bez Waszej ingerencji,
czy to w postaci snu, czy też przeczucia, intuicji.”
jestem tego samego zdania.

„Ludzkie ciało – to telefon komórkowy.
Mózg – to karta SIM
Dusza(świadomość,osobowość) – to numer na centrali i wszystko co jest z nim związane.
Operatorem sieci – jest Bóg.”

Ja bym raczej jednak operacje Duszy więcej cenił.
Przyrównałbym ją w sytuacji dostępu do internetu po linii ADSL – do sprzętu sieciowego zainstalowanego w centrali. Sprzęt ten to coś więcej, niż tylko numer tel. Tak samo dusza – jest bardzo często w praktykach duchowych wręcz pomijana. Przykładowo buddyści często wpadają w „duchowy bypass” i nie pracując z obciążeniami/przeżyciami duszy od razu chwytają się za praktyki stricte duchowe, np. medytację zen. A zen nie jest terapią…

Pozdrowienia!

- -

_______________________________________________________________________

Ego

Ludzie są tak bardzo zidentyfikowani z głosem myśli w swoich własnych głowach. Na podstawie myśli o sobie powstaje pewien obraz siebie. Wspomnienia, sprawy, których dokonałeś, rzeczy, które ludzie zrobili tobie, to są sprawy, z którymi się identyfikujesz myślowo. Nazywamy to ego: jest to uczyniony przez samego człowieka myślowy obraz siebie. To jest “ja” oparte na aktywności myśli.  [Eckhart Tolle]

Jeśli się zastanawiasz: “czy ładnie wypadłam w tej nowej bluzce?”, “jakie zrobiłem wrażenie, może będą o mnie coś mówić?, co będą o mnie mówić?” – to najprawdopodobniej jest to sprawa ego. Ego operuje w obrębie tego wcielenia i prezentuje nas samych w relacji do innych, razem z całym prestiżem na jaki je stać. Ego bardzo jest wrażliwe na siebie samo, na to co o nim powiedzą inni, potrafi dać popalić nieuzasadnionym poczuciem winy albo poczuciem wyższości wobec kogoś. Niestety te efekty działania ego są niezgodne z realizmem, z jasną oceną sytuacji. Czasami jak takie “radio Crazy” się w głowie włączy,  gęga i gęga. Mimo iż wiemy, że to bzdury – nie potrafimy się od tego uwolnić.

Ego trochę podobne jest do tej gęsi z obrazka. Niespecjalnie mądra, ale przyciąga pełną uwagę małego dziecka [które może robić za Świadome Ja]. Gęś nie będzie zważała na dziecko, i będzie chciała iść tam gdzie zechce, jeść, co zechce. Wygląda na wielką panią, a jest tylko gęsią.

[Duża część myśli przewodnich w tym tekście pochodzą od zebranych przemyśleń o ego Eckharta Tolle, oznaczone jako ET, podczas gdy własne przemyślenia jako AK]. Propozycje ćwiczeń są mojego autorstwa.

Jest w nas cząstka, zwana ego. Po łacinie oznacza to „ja”. W różnych systemach oznacza mniej więcej to samo – obraz, z którym się identyfikujemy. Ego jest wyobrażeniem o nas samych, ale nie tylko wyobrażeniem – całą konstrukcją umysłową. Jest to wyobrażenie, według którego cenimy [bądź nie] samych siebie. Oczywiście, dla wielu z nas świadomym się zdaje dążenie do coraz większego komfortu, dobrostanu. To też jest dążeniem ego. Jednakże, jeśli się nie daje osiągnąć komfortu, ego może również skorzystać w dużym wymiarze z kłopotów, aby zasilić siebie.

Ego jest więc niemalże osobnym bytem w nas samych. Jest myślowym konstruktem, który określa nas, a jednocześnie posiada możliwości wpływania na nasze decyzje poprzez wywieranie wpływu, presji [by działać na jego modłę]. Ego może nas łechtać, może nam wskazywać działania, może nas wręcz terroryzować, przymuszać do zrobienia pewnych rzeczy. Dlaczego? Dla komfortu, który wypływa z odczucia, że nasz obraz jest poprawny, czy „lepszy”. Jeśli coś mamy zrobić z dyktanda ego, to dlatego, żeby nasz obraz był:
– silniejszy. Możemy się poczuć silniej, wyobrazić dzięki temu działaniu, że mamy kontrolę nad sytuacją, wyobrazić sobie, że jesteśmy na silniejszej pozycji, chociaż obiektywnie możemy nawet coś tracić.
– bardziej konkretny. Ego bardzo lubi konkrety – brak definicji czegoś może przyprawić nas [ego] o ból głowy. Jeśli nie możemy zdefiniować siebie i swojego położenia [czy jest „dobre”, czy „złe”], ego zaczyna wariować.
– ego chce być „ponad”. Nie podoba nam się zwykle, jeśli zależymy od kogoś, czegoś. Brak wpływu na pogodę może popsuć humor turystom [mamy przecież takie wspaniałe plany!]. Brak rozkładu jazdy może być powodem do wściekłości [„ja mam prawo wiedzieć, kiedy odjeżdża autobus!] Ego ma potrzebę kontroli.

Ćwiczenie:
Spróbuj przypomnieć sobie niedawne momenty, kiedy pragnąłeś/pragnęłaś być:
– silniejszy/a, – bardziej konkretny/a, – mieć większą kontrolę
mając jednocześnie poczucie przymusu, że musisz to zrobić.

Szczęściem oprócz „zrobionej” cząstki, która udaje prawdziwe nasze ja jest też Świadome Ja, Świadoma Jaźń, czy inaczej esencja, jak to Buddyści nazywają. Nie poddaje się ona opisowi, nie jest związana czasem. Dochodzenie do zrozumienia, odczucia kim jest owo Świadome Ja jest drogą wyjścia z ego i jego wszelakich pokrętnych działań.
Więcej, szybciej, lepiej, bardziej kolorowo, czyli zawartość ego
Potrzeba dla ego jest czymś niezbędnym. Bez potrzeb i ich spełniania, bądź niespełniania nie mogłoby powstać. Dlatego ego jest tak złączone z Duszą, której podstawowym zadaniem jest zdobywanie doświadczeń.
Eckhart Tolle nazywa tą potrzebę gromadzeniem zawartości [ang. content]. Zawartość może być różnych rodzajów, o wielu tu piszę. Najważniejsze jednak, że ego poszukuje siebie w tej zawartości. Próbuje za pomocą zawartości umysłu odszukać to coś, kim jest. Błędnie sądzi, iż im będzie więcej tej zawartości, tym łatwiej się odnajdzie. I tym lepszego „siebie” odnajdzie, im lepsze będzie mieć przeżycia, bardziej komfortowe, czy za większe pieniądze. Takie przekonanie jest błędne, ponieważ to, kim jesteśmy, nie pochodzi z osobistej historii, nie jesteśmy definiowani przez to, co się nam wydarzyło. Możemy oczywiście dodawać różne przeżycia do naszej historii, lepsze, gorsze, większe, mniejsze. Natomiast opieranie się na przeżyciach, jako definicji tego, kim istotnie jesteśmy prowadzi do.. powstania jeszcze większego i mocniejszego ego. Taka sytuacja zachodzi, gdy nie jesteśmy jeszcze zdolni do oglądania, kim prawdziwie jesteśmy.

Sposoby uświadomienia swojej Prawdziwej Jaźni

[AK] Jeśli nasze umiejętności człowieka nie wychodzą poza świat fizycznie postrzegany, to nic dziwnego, że w oparciu o taki obraz umysł tworzy swój wizerunek, próbując rozpaczliwie odszukać się.
Gdy jednak jesteśmy na tyle rozwinięci, że odczuwamy, iż nasze przeżycia, wraz z ich zawartością są jedynie przemijające, próbujemy zadawać pytanie: to w takim razie, kim ja jestem? Możemy odpowiedzieć na nie na wiele sposobów.

A. Jeżeli mamy świadome doświadczenia energetyczne na planach niefizycznych. Mogą one wynikać z ćwiczeń radiestezyjnych, albo z uświadomionych relacji emocjonalnych, uczuciowych z innymi ludźmi. Najważniejsze, żeby w takich relacjach wyodrębnić siebie, jako stronę takiej relacji. Nie postrzeganą zmysłami, lecz odczuciami.

B. Jeżeli mamy doświadczenia z terapii reinkarnacyjnych to odkrycie siebie, jako wibracyjną świadomość jest w miarę proste. Przejście pomiędzy wieloma inkarnacjami we wspomnieniach ładnie pokazuje, co się utrzymuje w owym łańcuchu żyć. To właśnie Świadome Ja, coraz bardziej świadoma, prawdziwa Jaźń.

C. Jeśli przez życie odczuwamy siebie nie jako ciało, to również odkrycie prawdziwego ja nie nastręcza dużego kłopotu. Często widzę starszych ludzi, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że czują się jak „o wiele młodsi duchem”, niż by to wynikało z wieku metrykalnego. Proste wskazanie, że to właśnie odczuwają swoją nieprzemijającą, niestarzejącą się Prawdziwą Jaźń może przynieść zrozumienie sytuacji. Jednakże bardzo duże bagaże kulturowe nie dają zwykle ludziom sposobności, aby podjęli prawdziwie zmianę utożsamienia – kim są. Tak tłumaczyłem to mojej zmarłej już babci. Mówiłem, że Dusza jest nieśmiertelna, zresztą zgodnie z tym, co słyszała w kościele. I pod koniec życia, świadoma umierania, chyba skojarzyła, o co chodzi, chociaż była prostą, niewykształconą kobietą.

D. Możliwa jest również droga negatywna. Mistrzowie duchowi ze starożytnych Indii nazywali ją „neti-neti”. „Nie mogę podać Ci określenia tego, kim jesteś, kim jest ów duch człowieczy, atman, ale mogę opowiedzieć, kim NIE jesteś. A więc nie jesteś ani [tym], ani [tamtym]..” Po troszę taką drogę prezentuje Eckhart Tolle, mówiąc o ego i o jego duchowej śmierci. Mówi, iż dotychczas identyfikowaliśmy się z ego, ale to była błędna identyfikacja. I teraz, trzeba przejrzeć te sposoby identyfikacji, przejrzeć, aby się pozbyć tej identyfikacji i doznać nowego sposoby odczuwania siebie, który nie ma wiele wspólnego z wyobrażeniami. Ma za to wiele więcej wspólnego z przeżywaniem, z świeżą świadomością chwili obecnej, nie skażoną myślą.

Potrzeba istnienia ego

[AK] Zanim będziemy się rozpisywać o kłopotach związanych z ego, warto podkreślić, iż nieprzypadkowo się ono zrodziło i wydaje się być konieczne w rozwoju czy to indywidualnym, czy też zbiorowym.
Dla pojedynczej istoty ego jest jakby protoświadomością, pierwocinami świadomości. Ego wyznacza zakres jednostki, której dotyczą doświadczenia. Jakby nie ego, to nie wiadomo byłoby umysłowi, jak się odnosić do doświadczeń. Nie wiadomo, komu by się one przydarzały. Ot, przydarzałyby się i tyle. Dusza, jako kołyska Świadomego Ja wytwarza najpierw ego – poczucie odseparowanej, zindywidualizowanej istoty. Istota taka już nie jest sklejona, zlepiona ze środowiskiem, nabiera dystansu wobec otoczenia, już zaczyna „widzieć” swoje sprawy, swoje interesy. Zaczyna się to w łańcuchu ewolucji duchowej u roślin, gdzie mogą przykładowo rywalizować o dostęp do promieni Słońca [jest to bardzo prymitywne dbanie o siebie]. U zwierząt zachowania egoistyczne są daleko doskonalsze – pojawia się potrzeba posiadania, przynależności. W czasie walk godowych wychodzi potrzeba „lepszości”. Jednakże dopiero człowiek te doświadczenia może powoli przekształcać na pokarm Świadomego siebie Bytu. Zstępujący od Boga Duch nie jest świadomy [to moje twierdzenie, zwykle ezoterycy przyjmują sporą świadomość Ducha i Duszy]. Duch nie ma Świadomości, bo jeśliby miał, musiałby mieć Świadomość Boską, a tak jest w jedynie nielicznych przypadkach [jeśli wierzyć Awatarom, bo to ich dotyczy].
Świadome siebie Ja pojawia się po pewnym czasie od zesłania Ducha i na samym dole drabiny Jakubowej wydarzeń. Dopiero tu, w kotle ziemskich dylematów, problemów, wichrów pojedyncza istota zaczyna obserwować swoje doświadczenia dotąd niemalże automatycznie prowadzone przez Duszę pod szyldem ego. Ego jest niejako automatem indywidualnego doświadczania. Dopiero doświadczenia zapewniane przez Duszę oraz obecność ego daje wszelkie niezbędne atrybuty, aby Samoświadomość wykarmić. Dlatego nie potępiajmy w czambuł ego, a raczej skorzystajmy z tego, co nam przynosi, z tych zasobów, z tych treści, ponieważ dzięki przyglądaniu się im mamy możliwość zintensyfikowania, rozwinięcia Świadomości tego, czym istotnie jesteśmy.

A jak się ma rozwój ego w inkarnacji pojedynczej osoby?

W czasie rozwoju dziecka zachodzą przemiany zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Można tu doszukać się metafory całego przebiegu indywidualizacji duchowej – od połączenia z Bogiem, poprzez pierwotne zróżnicowanie, zdobycie dystansu, aż do odkrywania samoświadomości.

Pierwotne utożsamienie z matką u dziecka przechodzi w dziecięce ego. Czterolatek ma poziom myślenia Niższej Jaźni Huny, poziom „mądrości” ego. Chce tego, tamtego nie, świat jest prosty. Nastolatek mając nadal pragnienia wcześniejsze wciągany jest machiną biologiczną i szkolną w przeżywanie rozlicznych rozterek. Mało komu udaje się nie być pochłoniętym przez wzorce ewolucyjne, prokreacyjne, kulturowe, zawodowe. To stawia następny poziom w budowli ego. Młody człowiek roztapiałby się w tłumie, jakby nie ego. Dzięki ego chce jednak się odróżniać, wyróżniać.

Dzięki ego jednostka posiada doświadczenia, jako osobna istność w środowisku. Nie ważne, czy jest tego świadoma, natomiast ma zapewnione odseparowanie się od innych – jest osobnym światem. Jakże tu nie zacząć być świadomym, że „coś się mi przydarza”? Tak powstaje świadomość. Kolejnym krokiem jest okrzepnięcie świadomości doświadczeń, pojawia się pytanie: „komu się to przydarza?”. Wtedy sam świadek zaczyna się wyłaniać z niebytu, może zacząć obserwować siebie. Oczywiście po tak intensywnych doznaniach w środowisku jest mocno w nie uwikłany i utożsamiony z „przeżywaczem” doświadczeń, czyli z ego. Z różnych powodów jednak może zacząć rozumieć, iż jako istota świadoma jest czymś unikalnym, mającym jakość samą dla siebie, niedostępną dla ego, ponieważ nie opartą na budowaniu wartości. Jak dla ego wartość i ocenianie są niezbędne, aby się zbudować i wzmocnić, tak dla Świadomego Ja ocenianie i odniesienia zewnętrzne są niepotrzebne. Świadome Ja żyje, jako cząstka przyrody, cząstka Boga niezależnie od form, nie musi się nimi wspierać w swoim bycie.

Potrzeba autoidentyfikacji

[AK] Ego jest potrzebne istocie żywej do odkrycia identyfikacji. Identyfikacja – jestem Janek Kowalski, chodzę do 3 klasy, jestem Polakiem – nie przychodzi od razu. Trzeba wielu, wielu doświadczeń, porównań, ocen, kumulowania wyników, aby wykształciła się taka forma przedstawienia osoby. Zwykle jednak osoby pragną „być kimś”. Może na początku nie „być sobą”, ponieważ są zapatrzone na zewnątrz, ale osiągnięcia, przynależenie do jakiejś grupy wydaje się bardzo pociągające. Wydaje się to zresztą bardzo bezpieczne, przynoszące poczucie bezpieczeństwa. Bo i zewnętrzne wartości są dobrze oceniane – a wraz z nimi ktoś, kto je posiadł. A i przynależność do grupy jest dobrze postrzegana, społecznie poprawna i pochwalana.

Potrzeba załatania dziury

Istotnym rysem ego jest przekonanie o niekompletności. Jeśli działamy z pobudek Duszy to najczęściej realizujemy aktywny, radosny, posiadający poczucie pełni scenariusz. W miarę realizacji narasta uczucie pełności, zaspokojenia.
Przykładami mogą być dążenie do zdobycia szczytu górskiego, zwiedzenia jakiegoś kraju, wykonania jakiegoś przedmiotu, wypłynięcie w rejs jachtem, itp. Jeśli cieszy nas to i odczuwamy poczucie zaspokojenia, to zaspokajamy pragnienia własnej Duszy.
Jeśli zaś naszym działaniom przyświeca poczucie, że czegoś jeszcze nie mamy, nie jesteśmy kimś wystarczająco ważnym, majętnym czy też poważanym, to poddajemy się presji ego. Dla kobiet ego może przymuszać do np. posiadania dzieci. Może mówić – no jeszcze nie masz dziecka [dwóch, trzech], to kim tak naprawdę jesteś, jaka jest twoja wartość, bo ja jej nie widzę?
Zarówno samo poddanie się kieratowi nienasycenia jest nieprzyjemne, jak i jest kłopot – nie da się poprzez działanie na tej fali zyskać zaspokojenia, ukojenia. Można, co gorsza mieć dzieci z poddania się ego, co nie da zaspokojenia, natomiast da kłopoty. Już chyba lepiej nic nie robić i oglądać swoje motywy, intencje wewnętrzne. To może dać sporo wglądu we własne procesy psychiczne a i rozluźni uścisk ego.

Ćwiczenie:
Przypomnij sobie, do czego cię ostatnio ego przymuszało, wskazując brak. Przypomnij sobie, jaki brak wskazywało ego. Następnie zobacz, na ile istotnie jest to taki brak, że bez tego żyć nie możesz, a na ile jest to robienie zapotrzebowania na siłę. I jeszcze odpowiedz na pytanie, czy jeśli w zupełności zaspokoisz to pragnienie ego, czy istotnie poczujesz zaspokojenie – czy obiecywane przez ego rozluźnienie, spokój może nastąpić, czy też może to być chwilowe odetchnięcie przed kolejnym przyjęciem na siebie [być może cięższego] zadania?

Jak się bowiem domyślasz, jeśli ego zajęło pozycje w Twoim życiu, to łatwo z nich nie zrezygnuje, zwłaszcza jeśli poddajesz się jego dyktatom. Czym innym jest posuwanie się z postępem, a czym innym jest posuwanie się pod presją ego – to pierwsze daje zwiększające się możliwości, to drugie daje zwiększający się stres i poczucie niezaspokojenia mimo, iż de facto zaspokaja się kolejne potrzeby. Głos w głowie [radio Crazy], myśli w kółko rozważające daną sytuację to ego, któremu pozwolono na szarogęsienie się.

Ćwiczenie:
Przypatrz się sobie i swoim myślom. Ile czasu w ciągu dnia przychodzą do ciebie natrętne myśli, ile czasu nimi sobie zaprzątasz głowę?
Na ile jest to konstruktywne, a na ile niepotrzebne, tak procentowo?
Z ilu procentów „przemyśleń” mógłbyś/mogłabyś zrezygnować i nadal dobrze funkcjonować?
Spróbuj zauważyć, w jaki sposób myśli przekonują cię do tego, że warto byś je podjęła/ął?
Jakich argumentów używają myśli, aby zostać przyjęte przez ciebie?
Ile z myśli używają argumentu, że:
– są niezbędne?
– mają ważną misję do spełnienia i dlatego są niezbędne?
– odczucia z nimi związane wyglądają na tak prawdziwe, więc należy podjąć te myśli?
– dotychczasowo sytuacja w ten sposób wyglądała, a więc należy kontynuować przemyślenia od tego miejsca? [często niespecjalnie przyjemnego]

Spróbuj odczuć zmianę jakościową swojej energii, gdy poddajesz się natrętnym myślom. Czy zwiększa się napięcie mięśniowe? Czy się przygarbiasz? Czy zamazują się kontury rzeczy widzianych? Czy „odpływasz”? Czy pojawia się emocja? Jaka?

A teraz przyjrzyj się momentowi, gdy natrętne myśli znikają. W jakim momencie się to dzieje? Czy masz jakąś inspirację, żeby przestać natrętnie myśleć? Czy zaprzestanie natrętnych myśli wiąże się z jakimś odczuciem [negatywnym czy pozytywnym]? Jak reaguje na to kręgosłup? Oddech? Wzrok? Czy zmienia się percepcja twojego świata gdy odchodzą natrętne myśli?

[AK] Oprócz stanów, w których królują natrętne myśli możemy przeżywać stany bez nich. Równie dobrze możemy funkcjonować, naszymi sprawami zwykle się zajmuje ciało, Niższa Jaźń, jak na przykład w czasie jazdy samochodem. Nie musimy wysilać się, aby myślowo podejmować każdą decyzję [o ile mamy już jakieś doświadczenie]. Podobnie może być w wielu innych dziedzinach. Wyobraź sobie, w jakich.

Potrzeba oceniania

[AK] Wraz z rozwojem ciała mentalnego pojawiają się umiejętności dyskryminacji – wyróżniania obiektów, nazywania ich, klasyfikowania. I oceniania. Ego kocha ocenianie, ponieważ daje mu to możliwość lepszego zrozumienia, czy buduje siebie, czy też nie. Bez oceniania ego wydaje się być zagubione: „czy dobrze postępuję?” „to co robię, to się na coś przyda, czy nie?” Jeśli nie mamy punktu odniesienia a po prostu żyjemy, ego ma poważne wątpliwości, może wpaść w przerażenie. Dlatego właśnie osoby żyjące w stresie, gdy jadą na wakacje nie potrafią wypoczywać. Biegają jak kot z pęcherzem, starają się zrealizować jakiś ambitny plan, choćby zwiedzania. Nawet tam, na urlopie, zamiast wypocząć właśnie od realizowania ambitnych planów.
Oceny, także szkolne, bardzo dobrze przydają się do pokazywania swojego statusu: „O, ty dostałeś o 5 punktów mniej!” „Tak, ale zaraz pójdę się kłócić!” W późniejszym wieku oceny ze sprawdzianu zmieniają się w rocznik auta [im późniejszy, tym lepiej], lata, na ile się wygląda [u kobiet], sumę wpływającą na konto. Oceny nadal są wyznacznikami dobrobytu, dobrostanu. Nie można po prostu być, ponieważ ego tego nie daje. „To nic, że serce chore, wezmę jeszcze ten drugi etat, pieniądze się przydadzą!” – mówi mąż. „Jestem taką dbającą żoną, ale nie mam jakiś szczególnych wątpliwości co do drugiej pracy męża, przecież to wszystko dla dobra rodziny.” – myśli żona. Gdy małżonek idzie na serce do szpitala [podejrzenie zawału] żona uznaje, że to po prostu taki los. Nie uważa, że przez słuchanie własnego ego przyczyniła się do tego. Wzrost możliwości życiowych [często niewykorzystywanych], wzrost prestiżu przeważają, ponieważ za nimi stoi oceniające ego.

Ćwiczenie:
Spróbuj wyodrębnić sferę w Twoim życiu, w której obycie się bez oceniania wydaje się niezwykle trudne. Nie proponuję Ci nagłych ruchów, tylko zastanowienie. Wyobraź sobie, co mogłoby pójść nie po Twojej myśli, jeśli byś zaczął/zaczęła rozszerzać pole akceptacji? Nie musisz się na to godzić, to tylko ćwiczenie umysłowe. Ale stawiam pytanie, czy z brakiem oceny też nie przyszłoby coś dobrego, czego teraz nie ma?

Stan bez oceniania jest możliwy. Można przeżyć cały dzień nie dokonując oceny. Owszem, możemy mieć preferencje, może nas do czegoś ciągnąć a od czegoś odpychać. Jeśli są to odruchy niewinne, to możemy się z nich czegoś dowiedzieć o sobie. Brak oceny wiąże się ze swobodą. Niełatwo w niektórych sprawach związanych z uczuciami, relacjami utrzymać swobodę. Gdy jednak odważymy się na prawdziwość i nie będziemy chcieli okłamać samych siebie, gdy nie będziemy przymuszać się, to swoboda pozostanie.
Proszę pamiętać, że mówię o swobodzie razem z odczuciami Dusz, które mają dosyć skomplikowany system zasad. Niektórzy mężczyźni i kobiety [ale częściej mężczyźni] uważają bezwzględną swobodę za swoje prawo, podczas gdy jest to tylko konstrukcja intelektu, ego, osobowości, ducha [cząstek yang]. Taka „swoboda” przynosi szkody i rani na sposób yang.
Z drugiej strony niektóre kobiety i niektórzy mężczyźni [ale częściej kobiety] mają zbytnie poczucie posiadania [lgnięcia ku komuś, czemuś]. Uważają to za bezwzględne swoje prawo, nie respektując odczuć innych osób, tłumacząc wszystko własnymi „dobrymi intencjami”. Niestety, jest to również stan nierównowagi, tym razem „yin”, pochodzący od ulegania Duszy, ego, ciału. Takie nadmierne, bezrozumne lgnięcie przynosi szkody i rani na sposób yin.

Gdy uda nam się być wystarczająco swobodnymi i nie za bardzo lgnącymi, możemy osiągnąć harmonię przeżywania. Wtedy co byśmy nie zrobili będzie naznaczone przyjemnym odczuciem żywotności.

Potrzeba osiągnięć

[AK] Potrzeba osiągnięć u ego jest ogromna. Bo kimże ty człowiecze jesteś, jeśli nie osiągniesz… tego, tego czy tamtego…? Bez osiągnięcia, dla ego nie ma mowy o zbudowaniu jakiegoś konkretnego obrazu siebie jako człowieka żyjącego nie na daremno. Celem życia dla ego jest osiągnięcie. Na przykład osiągnięcie zawodowe. Nie przypadkiem tak wiele jest nazw stanowisk, tytułów naukowych i zawodowych. „Posiadanie” takiego tytułu sygnalizuje ego, że „jest się kimś”. A tak naprawdę jest się ego. Jeśli mamy tytuł magistra – jesteśmy magistrem – kimś „lepszym”, bo posiadającym odpowiedni poziom wykształcenia. Owszem, jest to oczywiście bezwzględnie pewne określenie umiejętności i wiedzy, ale z pozycji ego bardziej się liczy prestiż i osiągnięcie pewnej pozycji społecznej, jaką gwarantuje ów tytuł. To dowartościowuje. Panowie dzięki temu liczą na lepsze odnoszenie się do nich, panie – na lepsze zamążpójście.
Tytuły wyższe są jeszcze bardziej zaspokajające. „Jestem tym i tym, więc nie jestem już nikim!” Posiadanie tytułu doktora czy też profesora niejednej osobie uderzyło do głowy egoistyczną wodą sodową. Nie można już z takim kimś normalnie porozmawiać – ponieważ „rozmawiamy z profesorem”. Nie możemy opowiedzieć o swoich przemyśleniach, ponieważ ON/a ma wiedzę i jeśli ktokolwiek jest predestynowany do prezentowania wiedzy i przemyśleń w tym towarzystwie, to właśnie ON/a. Na nieszczęście dla takich osób, tak uwikłanych w ego, w utożsamienie się ze stanowiskiem, ich świat emocjonalny, uczuciowy – karleje. Można być wielkim profesorem i nieudacznikiem emocjonalnym czy uczuciowym. Za to główną odpowiedzialność bierze ego, jako, że przeżywanie emocji czy uczuć nie jest dlań wykładnikiem wartości osoby.
Pozycja zawodowa ma wiele do zaoferowania – myśli sobie ego. Prosta sprzątaczka – kimże ona jest? Taki kierownik, albo dyrektor – to dopiero pozycja mnie godna! Godność, oddawanie szacunku, te napędy też zawarte w Duszy, są bardzo miłe dla ego. Łatwo przerobić szacunek na rozdymanie ego. Jeśli bowiem ktoś nas szanuje, to ego zaraz będzie chciało zrobić z tego użytek. „Oni mi nadskakują, więc moje akcje idą w górę!”.

Ego jest cwane i nawet z bycia w podległej pozycji potrafi zrobić użytek. Jeśli jestem w obecności kogoś znanego, znacznego, jeśli otrzymuję od niego uwagę, to „rosnę”! [ET]. Nie raz można zauważyć jak ludzie podszywają się pod kogoś/coś, aby jechać na tej marce. Aby ogrzać się: „Znam pana X”, „bywam u Y”, „kupuję w sklepie [tu znana marka]”, „Jestem znajomym tego a tego”, „rozmawiałem ostatnio z tym [ważnym gościem]”, „mogę powołać się na X, moje przekonania nie są więc bezzasadne, musicie je uznać”. Nie musi być to uwaga wypowiadana na głos, może być to cichy głosik we własnym umyśle, siorbiący zadowolenie przez słomkę. „Ten nasz produkt jest wzorowany na produktach marki Y, jest więc godny uwagi!”. Takie drobne grosiwo prestiżu skapujące z pańskiego stołu jest z cierpliwością zbierane przez ego. Dla ego nie jest to tak błahe, jakby się wydawało. Pozycja w hierarchii bowiem daje nadzieję na podwyższenie pozycji w tej hierarchii. A o to przecież chodzi ego – celem nie jest chwila obecna, nadzieja jest jak najbardziej dobrą monetą.

Ćwiczenie:
Spójrz na siebie i powiedz ile z własnego wizerunku robisz na pokaz, a ile z własnej nieprzymuszonej woli. Nie oceniaj się i nie karć. Na razie tylko obserwujesz. Jeśli robisz coś dla kogoś, to wymień dla kogo i przypomnij sobie presję, którą mogłeś/aś odczuć od tej osoby. Możesz w myślach oddać tą presję tej osobie i jej Duszy. Możesz zobaczyć, na ile te presje też pochodziły z obciążeń tej osoby i zdać sprawę sobie, jakie to są obciążenia [jeśli już wiesz, jakie występują].

Nadmierne wyswobodzenie powoduje zrywanie więzów między Duszami – jest niekorzystne z powodów yang [jest to jak buntowanie się]. Warto pamiętać, że buntownik nadal jest uzależniony od tego, komu się sprzeciwia. Jeśli by był wolny, nie sprzeciwiałby się.
Nadmierne zaś przywodzenie się do posłuszeństwa nawykom, tradycjom, Duszom prowadzi do niepotrzebnego poddaństwa, to błąd yin. Pewne zależności są dobre i pożądane, całe życie prowadzimy w siatce powiązań. Gdy odczujesz, na ile warto być związanym a na ile swobodnym w potrzebach zależności, znajdziesz harmonię.

Potrzeby ewolucyjne

[AK] Tu wchodzą przede wszystkim potrzeby związane z prokreacją. Potrzeba seksu u mężczyzn i potrzeba posiadania potomstwa u kobiet. Z tych doświadczeń ego może brać pełnymi garściami. Jak tu bowiem nie chwalić się ładną partnerką, czy też ładnym niemowlęciem – przecież to „moje”! A więc moje akcje rosną. Mając ładną żonę mężczyzna buduje swoje przekonanie o sobie samym – jestem lepszy, ponieważ mam ładniejszą żonkę od Kowalskiego. A żona – „Urodziłam! Jaka jestem dzielna! A jaka ładna córeczka! Popatrzcie tylko! [bez córeczki czułabym się niepełna] A jak potrafi mówić [coś]. Madzia, powiedz wierszyk!” [pochwalcie moje dziecko, wtedy będę się dobrze czuła!]
Nikt specjalnie nie zastanawia się nad odczuciami u drugiej strony. Jak się czuje żona sprowadzona do pozycji trofeum, jak się czuje dziecko sprowadzone do pozycji pucharu na szafce, wraz z kolejnymi świadectwami z czerwonym paskiem, wyróżnieniem, czy czym tam. Plus oczywiście zaspokojenie niedościgłych pragnień rodziców – a to dodatkowy język, a to lekcje muzyki..
Mężczyzna również jest wykorzystywany przez ego kobiety – jest dostarczycielem dobrego samopoczucia – ma dobrą pracę, zarabia niemałe pieniądze. Jak tu się nie cieszyć? Kto to mówi? Ego.
Można tu odróżnić radość od zadowolenia. Radość jest naturalna, spontaniczna, nie potrzebne jej przyczyny, jest uczuciem. Radość wynika z pełni, z przepełnienia dobrymi wibracjami, sama tworzy jeszcze więcej pełni, przepełnienia.
Zadowolenie może się pojawić natomiast dopiero w ściśle określonej „dobrej”, „bardzo dobrej”, „komfortowej” sytuacji. Nic złego w komforcie. Natomiast ego czerpie zeń pełnymi garściami umacniając siebie. Komfort dla ego jest watą wypełniającą poczucie pustki. Czasami potrzeba całe tony tej waty, na nieszczęście ugniata się ona i potrzeba jej więcej i więcej, mimo iż wydaje się, że cała dziura w duszy już jest zasklepiona. A tu nie.

Ćwiczenie:
Przypomnij sobie, jak rozsadzała Cię radość i z niej czerpiąc coś robiłaś/eś, działałaś/eś..
Potem przypomnij sobie jak miałeś/aś poczucie dziury w duszy wielkości krateru po bombie i starałeś/aś się to zaopatrzyć w tempie działania pogotowia ratunkowego robiąc [przypomnij sobie co]? Wchodzić tu mogą wszelkiego typu czynności przymusowe, typu jedzenie, alkohol, hazard, itp. działania zmniejszające lęki, niepokoje, otępiające, tłumiące. Jak się wtedy czułeś/aś?
A na koniec przypomnij sobie odczucie spokoju, gdy Ci było po prostu dobrze, bez konieczności robienia czegokolwiek, udowadniania czegokolwiek, ratowania czy bez jakiejkolwiek ekspresji..

Co ciekawe, jak zresztą niemal wszystko daje się robić z różnych pobudek, intencji, tak samo wchodzenie w związki może być albo z napięcia, nerwicy, albo ze swobody wyboru. Chyba nie trzeba mówić, które jest zdrowsze. Jednakże aby móc działać z pozycji swobody trzeba zdobyć nie lada mądrość. Wzorce związków zwykle ogromnie cisną, przymuszają ludzi, natomiast żeby swobodnie wejść w relację, trzeba być sporo świadomym swoich postaw, emocji, uczuć i tego samego u partnera/partnerki. Plus duża doza akceptacji i to chyba już jest blisko ideału.
Potrzeba posiadłości

Nie teraz – później

Ukochanym obszarem w czasie dla ego jest przyszłość. Całe tomy napisano o czasie przyszłym, którego nikt wtedy nie widział, a jak przyszedł i tak się różnił od tego, co zostało opisane. Opisując przyszłość opisujemy nie tyle stan siebie, co własne fantazje.
Co więcej, dla Wewnętrznej Istoty [Świadomego Ja] przyszłość nigdy nie nadejdzie, ponieważ nie ma takiej możliwości. Świadomość nadal będzie w chwili teraźniejszej, która jest tylko i wyłącznie dostępna.
Ego jest innego zdania. Jako konstrukt umysłowy nie jest ono związane z realiami, a raczej jest w łączności z fantazjami. Gra na nich jak Blechacz Szopena. Jeśli coś chcesz, aby udowodniło o przyszłości – jest w stanie tego dowieść. Oczywiście jest to wizja, i to wizja ściśle emocjonalna, ale jakże przekonująca! Przyszłość jest dla wielu osób jedynym czasem wartym zainteresowania.
Jeśli intencją naszą jest pomniejszenie nas w chwili obecnej – to karmi ego. Jeśli zaś czujemy się na pewnej fali i Dusza ma ochotę na przeżywanie, może to również budować nas, w tym ego, ale w sposób bardziej rozwojowy, mniej stagnacyjny.

1. Przyszłość może przynieść tak oczekiwaną odmianę [której na próżno by szukać w dniu dzisiejszym]. Oczywistym jest, że jeśli nasza sytuacja jest niedobra, to możemy działać aby się wyplątać z kłopotów. I to jest cenne.
Natomiast jeśli fantazjujemy nie działając to są to pliki banknotów wycięte ze starych gazet. Owszem, mamy sporo papierów, ale bez wartości. Ileż ja razy słyszałem o takiej mitycznej przyszłości od ludzi, którzy chcieli zmienić swą bolesną teraźniejszość. Wielu nie jest w stanie – cierpienie niektórych osób [w tym wzorce wyuczonej bezradności] nie dają im postąpić nawet o krok. Jeśli ja potrafię coś zrobić, to cieszę się, że jestem w stanie, wielu bowiem nie potrafi.
Fantazjowanie bez pokrycia może Duszy poddać wielkie obrazy doznań, których nie sposób dotknąć, zrealizować. W rezerwuarze odpowiedzi są spora frustracja,  wściekłość na siebie [że nie osiągamy fantazji]. Dusza może się odpłacić też depresją – przebiera nogami a do mirażu nie dochodzi. Zamiast więc frustrować się fantazjami możemy zejść na ziemię i poobserwować tu i teraz. Wymaga to co prawda pokory, ale jest to towar dobry i sprawdzony.

Oprócz jednak wprowadzania zmian w chwili obecnej pozostaje kwestia akceptacji.

2. Przyszłość może wydać się dla nas wybawieniem, ponieważ teraźniejszość jest zbyt przykra, zbyt tragiczna. Eckhart Tolle mówi, iż akceptacja czegoś dużego [czegoś aktualnie nie do zaakceptowania] może przynieść duże pogłębienie przeżyć. Dusza zyskuje na głębi, zrozumieniu. Poszerza się pole zrozumienia świata, w którym żyjemy.

[AK] W przypadku przebywania w warunkach ekstremalnie negatywnych [obóz koncentracyjny, rodzina alkoholowa lub z innym krokodylem] warto się ewakuować, ponieważ sytuacje mogą przerosnąć osobę. Próby „przeczekania mimo bólu” mogą się źle kończyć karmicznie w przyszłych wcieleniach. Warto być dla siebie pomocnym na tyle ile potrzeba, nie zaniedbując się w potrzebie.
Niemniej, mimo ewakuacji, zwykle i tak jest dosyć doświadczeń traumatycznych, pokrzywdzenia, aby mocno pogłębić poczucie przeżywania świata.

3. W przyszłości dojdzie do realizacji naszych planów, na które tak czekamy.
W tym wariancie ego tryumfuje. Plany pospinane, działania podjęte, czego potrzeba? Zapatrzenia w chwilę przyszłą. Przecież jest taka atrakcyjna! Ego jest Wielkim Iluzjonistą. Jak Freddie Merkury śpiewał: „I am a great Pretender”. Pretend oznacza udawać. Ego jest Wielkim Udawaczem. Zupełnie prosto udaje się mu wyrobić w nas nawyk patrzenia tam, gdzie jeszcze nas nie ma. Czy nie pamiętamy, że jeśli ktoś nas nie chce widzieć, to mówi: „zobacz, czy cię nie ma z tamtej strony drzwi?” Ego mocno posmarowało miodem i drzwi z tamtej strony i ściany, i sufit i wszystkie meble, byśmy tylko zechcieli opuścić obecne miejsce przebywania. Czemu na tym tak mu zależy?
Ego jest częścią umysłu, poszukajmy w nim przyczyn.
– zelżenie cierpienia [nie możesz wytrzymać? – skieruj się w przyszłość]
– już chcesz, żeby to się stało [teleportuj się w przyszłość]
– umysł to maszynka wirtualna, w ciałach subtelnych sami tworzymy konstrukty, więc co za problem stworzyć „przyszłość”?
Przeciwieństwem owego pretendowania jest prawdziwość. Moim zdaniem Świadomość wewnętrznej istoty rozpoczyna się na polu konkretnych przeżyć. Od świata realności. To tu, w danej chwili zdobywamy odczucie, iż to, co przeżywamy jest rzeczywiste [ma konkretne wymiary, odczucia]. To w chwili bieżącej możemy odkryć Świadome Ja, w światach energii czy w snach jest to o wiele trudniejsze. Na ile przebudzimy się, przebudzimy Świadome Ja, na tyle
Tu przypomnę mantrę sou-ham używaną w jodze. Jako że jesteśmy potomkami praindoeuropejczyków, możemy domyśleć się znaczeń: sou > są, ham > jam > ja. A więc „ja są” czyli „ja jestem”. Mantra ta pokazuje na świadome ja, mogące powiedzieć o sobie, iż właśnie jest.

4. W przyszłości zrealizują się nasze marzenia.
Możemy przesuwać nasze pragnienia do świętego Nigdy. Czasami jest to proces Duszy – nie warto się wtedy winić, po prostu tak się układają sprawy.

Nie teraz – wcześniej

Drugim ulubionym przez ego obszarem w czasie jest przeszłość. Wszelkie sentymenty, emocje pozytywne czy negatywne są mile widziane – o ile wiążą człowieka z przeszłością. Nie jest to ważne, na ile sprawy przebiegły tak, jak je pamiętamy, nie ważne, czy nawet nie zmyśliliśmy ich sobie. Ego cieszy się z każdego kawałka kotwicy, która wbita jest w ląd przeszłości. I co ciekawe – ego nie chodzi o to, abyśmy istotnie jeszcze raz przeżywali przeszłość, lecz aby wyobrażenia o przeszłości zaburzały nam stan teraźniejszy, chwilę bieżącą. Żebyśmy zrobili z przeszłości argument na to, że w chwili obecnej jest gorzej. Wiele, wiele osób poddaje się temu napędowi ego i narzeka ile fabryka dała.
Dla ego przeszłość może być też pozytywnym punktem odniesienia. Dzisiaj jest lepiej, i z tego powodu powinniśmy poczuć się więksi, ważniejsi, lepsi. Ego porównuje się z samym sobą z przeszłości i jest napuszone – jak ja wzrosłem w siłę, w potęgę! Niestety, prawdziwa jaźń nie wzrosła aż tak bardzo. A Dusza, nawet jeśli urosła, to jej na porównaniach nie zależy. Zestawienia więc są wodą raczej na młyn ego.

Na szczęście możemy sobie – według zasady tantrycznej – z kłopotu zrobić pomoc. Istnieje wiele terapii regresyjnych [regresywnych], które używają tego przywiązania do przeszłości, aby wzmocnić i oczyścić psychikę człowieka. A więc, cofając się w sesji regresyjnej wspominamy, co się kiedyś wydarzyło, rozsupłując niejako węzeł dawno zawiązany. Powoli, powoli zaczynamy oczyszczać przeszłość, wypuszczając na wolność energie, które zostały zablokowane w tamtych zdarzeniach. Tak postępując idziemy za naturalnym dążeniem – popatrzmy na ludzi starszych, jak chętnie rozważają przeszłe zdarzenia. To Dusza pragnie oczyścić przeszłość. Nie całe zainteresowanie przeszłością jest więc negatywne.

Ćwiczenie:
Spróbuj sobie przypomnieć dzisiejszy dzień – wspak w czasie, od chwili obecnej. Może boleć. Tak, możesz przekonać się, jak taka prosta czynność jak przypominanie szczegółów może się nie spodobać umysłowi. Zobaczysz przez to na ile silnie skierowani jesteśmy ku przodowi, ku przyszłości. Więcej, następnie, co dalej? – woła umysł. A jak zaczniesz opamiętywać cztery godziny wstecz w szczegółach – może pojawić się co najmniej zaskoczenie, jeśli nie więcej. To ćwiczenie może Ci pomóc w przekonaniu się, na ile jesteś uzależniona od ego [które ciągle DĄŻY]. Jeśli będziesz spokojnie sobie przypominać poszczególne godziny czy nawet dni wstecz, możesz zacząć pokazywać umysłowi, co jest dla Ciebie ważne. Nie tylko to, co jest w przód.

Ćwiczenie
To, co było, też może okazywać się wartościowe i wystarczające. A to jest akurat zniewagą dla ego. Słowa – to mi wystarczy, to jest wystarczające są dla ego jak płachta na byka. Jeśli więc chcesz oczyścić ego, spróbuj wynajdywać rzeczy, sprawy, sytuacje, w których poczułeś się zaspokojony/a. W których mogłeś/aś powiedzieć – to mi wystarczy, tyle mi wystarczy. Jeśli nawet nie powiedziałeś/aś, zrób to teraz w myśli – pojawić się może łagodne rozluźnienie. To ego rozluźnia uchwyt.

Nie tak, jak teraz

Ego może protestować przeciw chwili obecnej. Zdecydowanie się nie zgadzać z aktualną sytuacją materialną, emocjonalną. Może nie zgadzać się z tym, że jesteśmy bez partnera/ki, albo odwrotnie, że jesteśmy z tym … partnerem/partnerką, podczas gdy chcielibyśmy się już od tego uwolnić. Gdy stoimy – ego chce iść, gdy idziemy, chce stać. Bardzo trudno ego zadowolić. Widzisz sam/a jak wielkie postaci tego świata mają wiele, wiele warunków, dopiero po spełnieniu których „mogą się dobrze poczuć”. Oczywiście to ich ego może się dobrze poczuć. Bardzo trudne zadanie..

Niemniej to właśnie chwila obecna jest BRAMĄ do własnej Jaźni. Przyszłość i przeszłość nie istnieją jak tylko w umyśle, jako konstrukcje umysłowe [myślowe]. Natomiast wszelakie prawdziwe życie ma miejsce w chwili obecnej. I dlatego, jeśli praktykujesz przebywanie w tu i teraz, bez ambicji i bez roszczeń, to przybliżasz się do własnej prawdziwej Jaźni, która już nie jest żadnym obrazem czy konstrukcją umysłową. Taką praktykę proponuje Eckhart Tolle.
Zobacz, obserwuj chwilę obecną i przeszkody [myśli, emocje], które przeszkadzają Ci w jej przeżywaniu. Nie odganiaj ich, nie zaprzeczaj im, wyłącznie obserwuj z nastawieniem, że są to zjawy, że nie są to autentyczne przejawy życia i za jakiś [mniejszy  lub większy] czas rozpuszczą się.
Taka medytacja uważności obecna jest także w technice medytacyjnej Vipassana i w wielu innych.
Jak nie pozytywnie, to negatywnie

Ego lubi ekstrema

[AK]
Silvester Stalone grając Gabriela w w filmie „Na Krawędzi” stara się uratować w ekstremalnej, górskiej sytuacji pewną alpinistkę. Nie udaje mu to się, kobieta spada w przepaść. Gabriel na 8 miesięcy wyjeżdża do Denver, gdy wraca przekonuje znajomą, że nie jest pewien, czy zrobił wszystko, co mógł, aby uratować tamtą kobietę. Gdyby poddał się i nie starał się obwinić siebie, pewnie mógłby się jeszcze gorzej poczuć. A tak przynajmniej „trzyma się”, próbując wojować z poczuciem winy.

Paradoksalnie – gdyby poddał się poczuciu winn, mógłby mieć duży kryzys ego. Przeżywałby ogromne energie emocji, które starłyby się z obrazem tego, kim jest. Natomiast jeśli nadal „walczy”, to ego się trzyma, osoba próbuje przekonać się, że nie jest aż tak zła jak się wydaje w wizji, którą poddają emocje.

Ego jest konfrontacyjnym poczuciem bycia sobą

Konfrontacyjnym, bo przeżywa ponieważ idzie na konfrontację, ponieważ nie zgadza się na coś. W powyższym przypadku – nie zgadza się na wizję ohydnego człowieka, który mógł jeszcze coś zrobić dla umierającej, ale nie zrobił. Tak jak napisałem wyżej – porzucenie tego konfliktu, tej konfrontacji, akceptacja wątpliwości zmniejszyłaby mocno ego.

Kim bowiem byłby, jeśli w okolicznościach tak dużej sytuacji osobiście, wewnętrznie nie zajął krańcowego stanowiska? Na pewno nie bohaterem [wielkie ego]. Ale on stara się w tym filmi BYĆ bohaterem, stara się „trzymać wizerunek”.

Duże sytuacje życiowe, jak spora kłótnia, poczęcie dziecka, scena śmierci, wypadku, w wszystkich jesteśmy uczeni przyjmować ekstremalne, czy to pozytywne, czy negatywne. W tych momentach uważamy, że dzieje się coś tak dużego, że powinniśmy się „ocementować”, „zamurować”, bo inaczej nie wytrzymamy tego.

Istotnie, nasze ego wzmacnia się w takich momentach, gdy mury, gdy ściany rosną. Jeślibyśmy się „nie trzymali”, moglibyśmy bowiem przeżyć bardzo wielką falę emocji … i… ego częściowo by się rozpuściło..
Tego nie uczą nas w szkole, ani w domu. Mówią „trzymaj się”. Chcieliby spotkać tego samego człowieka, którego znają . No dobrze, ale spotkają również osobą nieco bardziej spiętą i nieszczęśliwą, bo więcej murów równa się większej kontroli, czyli większemu napięciu i dyskomfortowi.

Słyszałem kiedyś opowieść o średniowiecznym księciu, który w bitwie stracił brata. Jak przyjechał na miejsce śmierci, wezbrała w nim fala uczuć. Zeskoczył z konia, położył się na ciele zmarłego, obejmując go i głośno szlochając. Po dłuższej chwili szloch się skończył, zasmucony książę wstał. Czy dzisiaj ktoś z nas byłby zdolny do takiego głębokiego, naturalnego poddania się uczuciom? takiego bez trzymania się, bez trzymania wizerunku „dobrze zachowującego się” człwowieka?
Możesz sprawdzić to u siebie.

Co by było, gdybym się nie martwił/a?

[AK]
Kiedyś zadałem sobie pytanie, co by się stało, jeślibym się przestał martwić, przestał przejmować przyszłymi zdarzeniami? Nawet, jeśli wydaje się, że przychodzące sprawy miałyby mieć duży ciężar gatunkowy. Nasze warunkowanie, wyuczone wzorce mówią: musisz się ostro opowiedzieć za jakąś opcją. Bo? Bo inaczej coś mocno stracisz. Albo okażesz się nieczuły.
Taa. Jest w tym sporo racji. Właśnie w takich ekstremalnych sytuacjach osoby z socjopatią lub psychopatią [obciążone krokodylem] okazują ową nieczułość. Uważają, że „nic się nie dzieje”. I, że „wszystko jest normalnie”. A nie jest normalnie, bo sytuacja dla Duszy jest duża, bądź ogromna. Inne osoby potrzebują zrozumienia, miotają się w emocjach, natomiast psychopata zachowuje się „chłodno”. Z jednej strony to może podniecać w początkowym stadium zakochane w nich osoby. Wydaje się bowiem być wyrazem kontrolowania sytuacji. Natomiast po dłuższym czasie, po zawarciu związku z taką osobą, gdy przychodzi do różnicy zdań i potrzeba wrażliwości na drugą osobę to partnerka [zwykle kobieta] przebudza się ze snu, widząc, za kogo wyszła. Owszem, taki ktoś nadal panuje nad sytuacją i otoczeniem, ale w skład owego otoczenia nagle wchodzi taki niegdyś nim zachwycona obecna żona. I zaczyna się wściekać, co najczęściej nie zostaje dobrze przyjęte.

A więc, jak widać, poprzez wieki wytworzyły się społeczne presje wobec przeżywania emocji – bezwzględnie należy się im poddawać. Można by powiedzieć, że jest to wentyl bezpieczeństwa przeciw psychopatii. Nieskuteczny co prawda, bo jeśli ktoś przynosi krokodyla z przeszłego wcielenia, to można go kułakami okładać, żeby odczuwał emocje, a on i tak nic. Nieskuteczny to sposób, ale przez swą nieskuteczność rozpaczliwie mocno umocowany w przeżywaniu ludzkim. „Masz się emocjonować, im większe wydarzenie, tym bardziej!”

A my mówimy tu, w tych tekstach o przekroczeniu takiej popularnej, prostej emocjonalności, która wiedzie do postradania przytomności i ku zanurzeniu się w drżenie. Nie chodzi też tu, aby się osunąć w niebyt psychiczny psychopatii, w bezczucie, w nieodczuwanie i brak współodczuwania. Istota jest w przekroczeniu atakujących emocji przy aktywnym odczuwaniu i współczuciu. Eckhart Tolle nazywa to „nie reagowaniem na zawartość” [„not reacting to the content”]. Nadal jesteśmy obecni, otwarci na przeżycie, ale też nie robimy wielkiego halo z tego, że kogoś np. ponoszą emocje. Jestem świadomy, że może się uaktywniło jego ciało bolesne, że może właśnie przeżywa na nowo, nieświadomie, swoje dawne poczucie zagrożenia sprzed iluś lat i dlatego tak mocno reaguje. Jestem świadomy tego, mogę być także świadomy, że moje ego chciałoby odpowiedzieć pięknym za nadobne na nieco zahaczające mnie osobiście słowa [dajmy na to ktoś mnie lekko oskarża]. Ale ja jednak nie poddaję się, nie reaguję na to oskarżenie, nie z powodu nieodczuwania, nieczułości na sytuację [jak to mają psychopaci z krokodylem], a z powodu wycofania się do mojego właściwego stanu obserwatora, do esencji tego, kim jestem. Z tej pozycji nadal widzę i czuję drugą osobę i jej przeżycia, natomiast już nie „oddaję” jej razów słownych. Raczej decyduję się na delikatne zrozumienie stanu osoby, a jeśli odpowiadam, to ewentualnie poprzez parafrazowanie jej wypowiedzi [sposobami rozwiniętymi przez psychoterapię].
Ten sposób działania mogę rozpocząć od spraw mniejszych, mniej zaburzających. Mogę rozpocząć od małych, irytujących faktów, których sporo przeżywam. Jeśli nie jest to zaburzenie mojego dobrostanu [np. zdrowia fizycznego], a tylko wynika z mojej drażliwości – to właśnie mamy idealną sytuację treningową. Jeśli odkryjesz, że nie zgadzasz się na sytuację bieżącą, na to, jak inni postępują [chociaż ciebie to nie dotyka bezpośrednio] – możesz praktykować uważność i akceptację. Jeśli politycy wszczynają kolejną wojnę, a media to rozdrapują jak sępy – możesz się nie przejmować, nie martwić. Nadal możesz zachować przeżywanie, odczuwanie, a fale emocji zostawić tym, którzy chcą je przeżywać. Nic złego się nie stanie.

Kolejny krok, to postępowanie takie w stosunku do myśli, które nas nawiedzają. Jeśli przyjdą myśli podważające dobre nastawienie na przyszłość – jeśli pozostawisz je samym sobie, może nic się nie stanie? Może niech sobie same się martwią? – bez twojego udziału? Czy coś się złego stanie, jeśli nie będziesz martwić? Najpewniej może się coś dobrego stać – przeżyjesz więcej chwil spokoju. Możesz w takich chwilach ewentualnie ustalić plan działań, ale już bez porywających emocji.
Takie postępowanie nie daje jednak satysfakcji. Brak brania się za bary z emocjami, brak emocjonalnej przepychanki i odczucia, że „jednak się mierzę z przeciwnościami losu, nie zostawiam tego bez kontroli, czyli robię dobrze”. Podobnych odczuć może zabraknąć. Jako warunkowani na przeżywanie zagrożenia i walczenia z nim możemy mieć niedosyt, możemy uważać, odczuwać, że czegoś niedopełniliśmy, że nie wywiązaliśmy się z zadania ochrony siebie czy kogoś bliskiego. [Takie przekonania mogą mieć szczególnie kobiety, ponieważ bardzo dużo wniosków wyciągają one na podstawie odczuć – a tu mogą przeżyć odczucia negatywne, czyli że stało się „coś złego”.] Nie będzie więc satysfakcji. Z tym trzeba się liczyć, i wręcz nastawić, że tak będzie. A jednocześnie możemy się posunąć w pracy nad sobą.
Choroba żywicielką ego

Trudna sytuacja życiowa wspomaga ego

W innym miejscu mówię o ciele bolesnym, ciałach bolesnych ludzi. Ciało bolesne jest niejako emocjonalnym żywicielem ego. Jeśli czegoś nie jesteś w stanie przeżyć, buduje się ego, negatywne ego: „o, on/a mnie tak skrzywdził/a!!, buuuu!”, „a ci niewdzięczni [tacy i tacy]… ”, „mogło się inaczej potoczyć!”, „mogłem/am inaczej postąpić, mam do siebie wyrzuty”. Te wszystkie postawy, mimo, że nacechowane bólem, budują ego, budują energetycznie aktualny, cierpiący obraz osoby. Taki obraz – ciało bolesne – zachowuje się na przyszłość i odzywa w trudnych momentach.
Przy oczyszczaniu się na różnorodnych terapiach, jak mawiam, „ulewa się żółci”, co równoznaczne jest z powolnym rozpuszczaniem ciała bolesnego. I bardzo dobrze. Sposobów do tego jest bardzo wiele [kilka jest na tych stronach opisane].
W momencie, gdy odchodzi boleść, gdy pojawia się wgląd, odczuwamy też.. pustkę. Wypłynęła bowiem energia boleści. Byliśmy utożsamieni z nią, tworzyliśmy na jej podstawie obraz siebie, swoje małe „ja”, swoją historię. Ja to ten, który tak ciężko przeżył w 3 klasie przeprawę z kolegami wtedy i wtedy. Gdy zanika ból z tamtego czasu, gdy się rozpuszcza, to kim jestem? kim zaczynam być? Bo już nie jestem „tamtym kimś”. Tamten ktoś roztopił się.. [jak śniegow postać w promieniach słońca] więc kim jestem?
W takich momentach warto już mieć trochę medytacji, modlitw za sobą, aby od razu odczuć, gdzie jest moje prawdziwe ja, moja esencja, która pojawia się nie raz w medytacji.

Postawa wysiłku

Wiele lat temu usłyszałem u Leszka Żądło, że im mniej wysiłku w rozwoju duchowym tym lepiej. Potem zaś Eckhart Tolle dodał, że gdy wysilamy się w jakiejś [dowolnej] działalności, to oznacza, że poszukujemy w niej siebie. Próbujemy odnaleźć w niej siebie. Im bardziej się wysilamy, tym pokazuje to, że bardziej chcemy utworzyć myślowy, energetyczny obraz tego, kim jesteśmy. Jest to działanie na miarę ego – ma zastąpić pustkę naszej niewiedzy o sobie jakimś dobrze brzmiącym tytułem, opisem osiągnięcia, czy porządną cyferką lub ich listą [np. na świadectwie]. Na pierwszy rzut oka wygląda smakowicie – wreszcie „będę kimś”. Tak. Przejściowo. W krótkiej perspektywie jest to nieuniknione, bowiem jest to automatyzm ewolucyjny i dla istot młodych [jako Dusze, lub w danym wcieleniu] dobrze się to sprawdza. Dla nich też Dusza ma spore pragnienia, więc podejmowanie wysiłku jest po drodze. Dobrze się to zgrywa. Po jakimś czasie jednak przychodzą nowe horyzonty i z nimi powoli odchodzi potrzeba wysiłku i nawet osiągnięć. Jednocześnie, zupełnie naturalnie pojawiają się pytania o to, kim się tak naprawdę jest. Mniej wysiłku, mniejsze osiągnięcia dają mniejsze zasilenie ego – stad potrzeba rozwijania swojej wiedzy o sobie, w zastępstwie wiedzy o swojej zaszczytnej, na własną miarę, historii.

Ćwiczenie:
Pomyśl o sprawach w których mocno się wysilasz. Pomyśl, co dzięki temu wysiłkowi osiągniesz – kto oceni Cię dobrze, widząc efekty działania? Jak dzięki tym opiniom zyska obraz Twojej własnej osoby? Na ile jest to nieświadome, a na ile potrzebne ci? Być może jest to potrzebne, jeśli tak, to pozostań tylko przy zaobserwowaniu faktu, bez oceniania go.
Ocena wzmacnia ego, także określenie i ocena stopnia rozwoju duchowego, niezależnie, czy jest negatywnie, czy pozytywnie odebrana. Ale nawet tu, jeśli potrzeba ci tego, daj sobie odkryć swój poziom rozwoju i oceń go.
Jeśli nie zależy Ci na ocenie swojej osoby, swoich działań, jeśli starasz się wyeliminować wysiłek, też dobrze.

Konflikty – woda na młyn ego

Każdy z nas ma coś, co można określić jako pozycję myślową [ang. mental position]. Jest to suma własnych postaw, przemyśleń, uruchomionych wzorców, obciążeń. Ego identyfikuje się z tym, broniąc owej pozycji. Gdy więc widzimy dwie osoby, które spierają się, oznacza to, że nie akceptują wzajemnie swoich pozycji myślowych. Broniąc zawzięcie swoich pozycji myślowych chcą [często nienawistnie] zmusić przeciwnika do rejterady. Z reguły się to nie udaje i takie działanie dla obu stron kończy się frustracją: „o, ja miałem takie dobre argumenty, a ten ktoś nawet nie chciał słuchać, nie chciał ich przyjąć”. Sytuacja przegrany-przegrany, czyli pełna klapa. Dusza co prawda i z tego będzie mieć korzyść, ale w jakim stylu.. Mimo, iż intensywność pragnień naszych Dusz jest duża, możemy być na tyle umiejętni, żeby dostarczyć im [i sobie] pozytywnych, budujących doświadczeń.

Ćwiczenie:
Jeśli chcesz popróbować, możesz obserwować swoją obronę własnej twierdzy postaw. Wystarczy, jak posłuchasz kogoś, kto ma wyraźne przekonania. Z pewnością znajdą się takie, które nie przypasują do twoich. Co odczujesz wtedy? Czy poczujesz rozluźnienie, czy pojawi się spięcie? Czy ulga, czy też niepokój? Jeśli pojawi się dyskomfort, to oznacza, że ego, jako automat, zaczęło działać. Ego chce obronić Ciebie razem z zestawem przekonań. Jest to dobre dla przetrwania, ponieważ „jeśli coś dotąd działało, to trzeba to chronić”. Na szczęście możesz zauważyć, żę ego mocno przesadza. Przesadza w tym, że nie każdy dyskutant chce zwieść Cię z kursu życiowego. Może po prostu wygłaszać poglądy, ma prawo. Dlatego tu warto dodać szczypta po szczypcie akceptacji:
– Co by było, jeślibym dał temu panu dalej mówić? [niektóre ego chcą wręcz przerywać w pół zdania]
– Czy mógłbym znieść, że ta pani/ ten pan ma odmienne zdanie, odmienne doświadczenia ode mnie? [czasami wydaje się to trudne]
– Czy mógłbym/mogłabym czuć się odrobinę bardziej komfortowo, nawet, jeśli ten ktoś nie zmienia zdania i co gorsza nadal mówi to, co mówi?
– Czy moja mimika mogłaby się rozluźnić i czy mogłoby się pojawić na mojej twarzy coś w rodzaju spokoju, czy rozluźnienia? [twarz mocno reaguje na treści emocjonalne, tu mamy większą świadomość, reszta ciała też reaguje, ale najczęściej trudniej to zaobserwować]

Pytania w rodzaju „co by się stało.. gdyby…?” „Czy mógłbym… nawet jeśli….?” uważam za swoje duże odkrycie w sferze uwalniania się. Stanowią bowiem nagłe wejście z inspiracją ku przyszłości, coś jak wstrzyknięcie białej farby, światła do ciemnej substancji. Nagłe a nieinwazyjne, dające wiele swobody, a jednocześnie przedstawiające jasno bardziej pozytywny obraz sytuacji. Oczywiście przyszłość istnieje tylko w umyśle, więc upragniony stan zaraz pojawi się w chwili obecnej, ponieważ umysł będzie chciał go sobie uzmysłowić, czym ten stan jest.
Ego a emocje

Z tego, co zdążyłeś przeczytać, ego samo z siebie, automatem uruchamia, nakręca wir emocji, w który wpuszcza człowieka. Emocje pojawiają się często z powodu braku. Wielkie możliwości powodują spore poczucie niespełnienia – jeśli bowiem tyle jest w naszym zasięgu, to dlaczego tego nie osiągamy, pyta ego i Dusza wtóruje.
Ego, jako bardziej bezwzględne nawet potrafi grozić gospodarzowi, czyli niby sobie: oto, co możesz odczuwać, jeśli nie będziesz tak dobry/a, tak majętny/a, itp. Możesz odczuwać niedostatek, biedę, brak sukcesu zawodowego, możesz odczuwać niezadowolenie, ponieważ jak nawet kupisz w miarę dobry typ telewizora, to i tak za trzy miesiące wyjdzie lepszy o dodatkowe dwie funkcje, których będziesz żałować, że nie masz.
To jest metoda raczej samego kija. Nerwicowcy nie wspominają, aby pojawiała im się jakaś marchewka. Mają sam kij w postaci przykrych przeżyć, doznań, emocji. Oczywiście człowiek idący prostym kodem unikania cierpienia i dążenia ku komfortowi będzie sprzeciwiał się owym nieprzyjemnym emocjom: „O, ja to nie chcę się tak czuć, nie chcę czuć takiego lęku, takiego poczucia bycia nieudacznikiem życiowym.. Już może zrobię to, co te emocje mówią: jak zostanę „kimś”, jak zdobędę pieniądze / dobrą posadę / dobrze wyjdę za mąż, to skończy się ta presja nieprzyjemnych myśli. A więc do dzieła – MUSZĘ się wziąć za siebie.” I tak – z przymusu emocji człowiek wchodzi na ścieżki życiowe.

Przeżywanie emocji ego traktuje jako uciążliwe, ponieważ samo przeżywanie wiąże nas z chwilą obecną. Podkreślam tu słowo przeżywanie. W odróżnieniu od poprzedniego akapitu, w którym osoba nie przeżywała emocji, lęków, tylko się im poddawała, tak naprawdę uciekając z chwili teraźniejszej.
[Można dodać, że nie ma nic złego w posiadaniu nieprzyjemnych emocji, lęków. Większości zdrowych ludzi lęki się przydarzają. Można powiedzieć, że całkowity brak lęku w czasie myślenia o przyszłości wskazuje właśnie na brak zdrowia, obciążenia duchowe, psychopatię.]

A więc są dwie możliwości:
a) możemy poddać się emocjom i tak jak w powyższym akapicie – żyć pod batem lęku, całe życie konstruując jako odpowiedź lękową, potem tłumiąc odczucia jak się da, bo są nadal silne, przyoblekając wzorce, wejścia, krokodyle, czy co tam, żeby temu bałaganowi podołać
albo
b) możemy przeżywać na bieżąco emocje, przyglądając się im, zadając pytania i mając pewne refleksje, chociaż wydaje się to i jest pracochłonne. Podobnie pracochłonne jednak jak działania z punktu a). Tyle, że punkt a) nie wymaga rozwoju świadomości i „się dzieje sam”.

To, w jaki sposób podchodzimy do naszych emocji wyznacza drogę naszego życia.

Zacząć przeżywać lęk, czy inne emocje, przypatrując im się – nie jest to zwykle przyjemne zajęcie i dlatego zniechęca osoby, które kierują się w życiu po zwierzęcemu – odczuciami. Jak czuję się w miarę dobrze, jak łagodnieje lęk, to tam idę. Jak lęk się powiększa, to oznacza bezwzględnie złą drogę i powoduje instynktowny sprzeciw. Tu nie ma refleksji, że może właśnie znajdujesz się na terapii i to przeżycie trudniejszego stanu w rezultacie da oczyszczenie. Można domyślać się, że w życiu takiej osoby dominuje ego i jego instynktowne wyrachowanie.

Takie zawiłości są dostępne wyłącznie dla osób, które jednak jakoś myślą. Wzięcie emocji bliżej ku sobie, spojrzenie na nią nie spodoba się ego. Rozważanie własnych intencji traktuje ono jak wiwisekcję i traktują jako wydziwianie [nie mieści im się to w głowie, co świadczy o mniejszym poziomie rozwoju ciał subtelnych].

I tak właśnie jest – w czasie refleksji bierzemy pod lupę obraz nas samych i patrzymy się, czy istotnie jest on prawdziwy i czy przystaje do realności i na ile. Ego niestety nie przystaje do realności i teraźniejszości więc rękami i nogami broni się, aby przypadkiem nie zboczyć na ten niewdzięczny teren.

Zwykle mówi się, że z przeszłością wiąże się poczucie winy, poczucie krzywdy, chęć rewanżu. Z przyszłością wiązane są lęki – co to będzie w przyszłości? Co takiego złego może się wydarzyć? Właśnie tak funkcjonuje ego – albo zahacza nas o jakieś zdarzenia w przeszłości, albo też każe się nam starać dopasować do chwil, które jeszcze nie nadeszły. Jeśli zaś wiemy, że zarówno przeszłość jak i przyszłość są to konstrukty umysłu [ET] i nie występują w rzeczywistości, to prostym wnioskiem jest, że ego próbuje nas wyciągnąć z życia, z jedynego jakie mamy – z chwili obecnej.

Oręż ego jest istotnie potężny. Któż bowiem z nas tak ot, za jednym zamachem odsuwa od siebie winy, poczucie skrzywdzenia, lęki? [za wyjątkiem psychopatów rzecz jasna]. Ludzie są zwykle słabsi od emocji i jest to zupełnie ludzkie. Mają jednak możliwość „zrobienia czegoś” z owymi emocjami, jak to mówią terapeuci. Polega to na – często powolnym – świadomym przeżyciu tych stanów, objęcie ich na bieżąco odczuciem, zapytanie się czego owe stany dotyczą, jak ważne są dla nas? Takim najprostszym, „domowym” sposobem terapii jest pisanie afirmacji [pozytywnych myśli] z towarzyszącym im zapisywaniem tego, co się pojawia w umyśle w reakcji na owo pozytywne zdanie. Same pozytywne zdania mogą nam zaszkodzić – stworzyć ułudę „lepszej przyszłości” i spowodować „odlot” z teraźniejszości ku tej przyszłości. To jest równoznaczne z karmieniem ego w podobnym stopniu, co poddawanie się lękom o przyszłość.

Ćwiczenie: pisanie afirmacji
Wybierz sobie pozytywne zdanie, które chcesz, aby stało się w Twoim życiu prawdą. Zapisz je i obserwuj swoje myśli – co one o tym myślą? Zapisz to. Zapisz kolejny raz pozytywne zdanie i odpowiedź swego umysłu. Zapisz tak dwie strony zeszytu szkolnego. To wystarczy na jeden raz. Zobacz, czy zmieniło ci się samopoczucie? Zwykle następuje taka zmiana, to owoc pracy nad sobą z użyciem afirmacji.
Egoizm – manifestacja ego
Ego kojarzy się z egoizmem. I dobrze. Bowiem osoby zapatrzone w siebie, nieempatyczne, są zapatrzone w swój umysłowy obraz. „Co będzie ze mną w takiej i takiej chwili?” „Jak się obronię?” „Muszę dbać o swoje zasoby, nie mogę nikomu pomagać, i tak mam mało własnych sił!” – to typowe postawy egoistyczne.

Możemy wpływać na istnienie ego

Zależy to od intencji – czy zależy nam na tym, co ego proponuje? Czy też zauważamy, że są to iluzje?
Postawa umysłowa [ang. mental position], jeśli istnieje, jeśli się jej trzymamy, podtrzymuje również ego, np. w dyskusji.
Gdy pozwalamy odpłynąć:
– emocjom,
– myślom,
– postawom umysłowym..
to przestajemy stawiać bariery chwili obecnej. Można powiedzieć „kim jesteśmy?”, jeśli nie utrzymujemy tych spraw, jeśli nie trzymamy gardy? – jak większość. Ano nadal właśnie jesteśmy, zamiast chwytać się substytutów istnienia.

Przesada – brak sensu w dążeniach ego

Ego lubi przesadę, bo nie jest niczego pewne. Jak tu być pewnym czegoś, jeśli jest się istotą przemijającą? [jak postać ze śniegu. na wiosnę można naprawdę się przelęknąć nie na żarty]. Tak i ego się boi, że rozpłynie się, więc próbuje się okopać ile sił. I stąd przesada w działaniach.

Pytanie:
Przypatrz się, gdzie w Twoich działaniach skrywa się przesada, przesadne pragnienia zabezpieczania się, osiągania czegoś?

Jak jest ego zbudowane?

_______________________________________________________________________

Na tych stronach jest tu o wiele więcej tekstów o Duszy niż o Duchu. Dlaczego?

Bo dzisiejsze czasy zdają się pomijać Duszę i jej przejawy. Duch – wyrażanie się, działanie, tworzenie osobiste – te cechy są promowane i doceniane. Co nie oznacza, że jest to do końca zdrowe. Aby zachować równowagę yin-yang, trzeba też zwrócić uwagę na drugą nogę.

Wiele, wiele osób interesujących się na różny sposób duchowością próbuje COŚ ZREALIZOWAĆ. Jest to postawa jang, postawa promująca Ducha,  dająca Duchowi się przejawiać. Bardzo często jest jednak tak, że w tym dążeniu nie rozpatrywane są aspekty duszy, które niewątpliwie istnieją. Można by to określić jako duchowy redukcjonizm.

Osobiście bardzo lubię taoizm i jego potoczystą filozofię. Woda – to jeden z lubianych przez taoistów symboli, który mówi o nieprzerwanym procesie życia, który toczy się bez konieczności ingerencji.

Praca z Duszą to praca z żyjącą istotą. O ile Duch pragnie działań zdecydowanych, często bezwzględnych i nie bawi się w sentymenty, to Dusza odwrotnie.

Dusza nie pragnie zwykle czegoś prostego, pragnie często nawet zagmatwania sprawy, aby jej przeżycia były głębsze. Dusza ma wiele, wiele sentymentu. Całe systemy sentymentów działają w obrębie wcielających się rodzin ludzkich oraz w organizacjach, w których ludzie pracują/uczestniczą. Stąd praca z Duszą już z samej natury Duszy jest pracą procesową i systemową. I – jak się domyślasz – w dzisiejszych czasach, ceniących pośpiech, zdecydowanie, czy nawet pychę prestiżu, skłanianie się ku małym efektom zewnętrznym [jakie towarzyszą pracy z Duszą] wydaje się mało atrakcyjne.

Chociaż jeśli przy pracy z Duszami uda nam się rozwiązać duży węzeł, to często pojawiają sie także efekty widzialne. [patrz ustawienia rodzin Hellingera, rytuały]

__________________________________________________________________

“Jak zmotywowałem się do przyjemnego sprzątania”

Bardzo nie lubiłem sprzątania. Kiedy jednak kupiłem świetny a niedrogi odkurzacz, którego konstrukcja i funkcjonalność bardzo mocno przemówiła do mojej inżynierskiej części Duszy, od tego czasu mam świetnie wyczyszczone dywany i podłogi. Sprzątam z wyraźną chęcią i zadowoleniem!

Mój znajomy Marek Pyszniak mówi, że to dlatego, iż kiedyś sprzątanie było dla mnie jednoaspektowe – tzn. rozumiem to tak, że Dusza widziała z tego tylko jedną korzyść, i to tylko materialną. A to było za mało. Gdy pojawił się specjalnie lubiany odkurzacz – pojawiło się sprzątanie dwuaspektowe, które Dusza bardzo lubi. Dodawało to doświadczeń których Dusza pożądała.

Podobnie z innymi sprawami – gdy Dusza nie ma poczucia wyższych korzyści w jakimś działaniu – omija je, nie daje temu energii. A pamiętajmy, że to właśnie Dusza [czyli też pś] daje energię do działania.

Gorzej, Dusza może nawet skłaniać się ku działaniom, które na poziomie fizycznym, codziennym przynoszą nam niekorzystne efekty, kłopoty. Ale dla Duszy w perspektywie wielowcieleniowej może to okazywać się właśnie bardzo korzystne – patrz Łazariew, Hellinger. I  wtedy dziwnym trafem mamy wiele energii do działań których nawet nienawidzimy [np. palenie papierosów, picie alkoholu, kłótnie, gniew]. Więcej, dusze z zewnątrz wspierają naszą Duszę w tych destrukcyjnych działaniach. Możemy się znaleźć w dysfunkcyjnym towarzystwie, które na nas wywiera presję, możemy spotkać się z passą pecha.. Brzmi zupełnie kiepsko, prawda? A to wszystko przez kreację Duszy [i pś razem z nią], inspirowane “wyższymi” celami, jakie Dusza widzi… No cóż, my osobiście możemy mieć inne zdanie.

Nie warto się na Duszę wpieniać, czy też besztać ją – ma zwykle swoje powody – warto ją i jej motywacje zrozumieć!

To właśnie Dusza [czyli też pś] daje energię do działania. Warto więc znaleźć czy wynegocjować z nią taki sposób działania, który obojgu będzie sprzyjać.

___

Tekst o tym, czym są dusze i o tym, jak stworzyć sobie dobrą relację z każdym człowiekiem,

opierając się na znajomości właściwości duszy.

Osobowość a dusza – to rozróżnienie między cząstką z danego wcielenia a cząstką przechodzącą pomiędzy wcieleniami.

Osobowość a pragnienia duszy – i Dusza ma pragnienia i osobowość także. Są one jednak często różne.

Przeżycia duszy w reinkarnacji – bardzo istotne różnice pomiędzy postrzeganiem życia przez nas samych i przez nasze dusze.

i podobne do tego:  Modlitwa, oczekiwania i to, co otrzymujemy dzięki niej

Biometr do badania wieku duszy.

Relacje z duszą

Jak się pracuje z Duszą własną, i z czyimiś – uzdrawianie relacji [link] – to są regularne sesje, jednakże nieco inne niż w Regresingu.

Rozmowa z czyjąś duszą – można pogadać sobie z czyjąś duszą bez rozmowy z daną osobą [z jej osobowością] i co z tego może wynikać.

Z duszami różnych istot można swobodnie rozmawiać, konwersować, np. w rytuałach, medytacjach itp.

W rytuale jest możliwe oczyszczanie relacji z duszami, z którymi mamy jakieś nieoczyszczone sprawy.

[W związku z różnymi pojawiającymi się głosami chcę powiedzieć, iż nie roszczę sobie prawa do jakiejkolwiek nieomylności,  a moja skala wieku duszy – to taka samoróbka na kolanie. Mnie poziom jej dokładności lub niedokładności wystarcza, natomias jeśli ktokolwiek chce ją zmieniać i modyfikować – proszę i zapraszam do własnej twórczości [i proszę o podzielenie się własnymi wynikami, wnioskami! :)].

Co zauważyłem przy badaniu wieku duszy, gdy gospodarz ma krokodyla – otóż pokazuje się wartość uśredniona wieku duszy obu. Gdy zapytasz o wiek duszy krokodyla – pokazuje to. Gdy zaś zapytasz o wiek duszy gospodarza – także pokaże. Jednak mogą to być wartości sporo różne.

Stąd wniosek: jeśli pragniesz przebywać dajmy na to z osobami o starych duszach, to do towarzystwa może skusić Cię osoba posiadająca krokodyla, ponieważ “wiek duszy” krokodyla poważnie podwyższa postrzeganie wieku duszy właściciela. I proszę – kolejna niespodzianka ze strony k.]

Prezent dla siebie i swojej duszy – krótki tekścik o tym, jak zaspokajać pragnienia własne, jednocześnie w zgodzie z pragnieniami duszy.

Rytuał i proces Hellingerowski w zastosowaniu do poprzednich wcieleń

Duszę obowiązują inne prawa niż zwykle myślimy, nawet inne niż się domyślamy. Tutaj więcej [link] o tym, jak dusza chciałaby przechowywać urazę [nie tylko swoją], a jak oczyszczenie tego mechanizmu może nam przynieść wiele ulgi.

Inne wpisy blogu do tematu Dusza.

___________________________________________________________

A tu pewne spostrzeżenia:

“Jesteśmy dokładnie tacy jak jesteśmy i nie mieścimy się w żadnych słownych określeniach niezależnie od tego jak długi jest nasz „staż” na ziemi.” – ktoś napisał.

Ten opis odnosi się do naszego Ducha. Bardzo zresztą trafnie jest tu opisany Duch. Duch nie mieści się w słowach, określeniach. I dodatkowo, Duch nie jest zmienny, ponieważ przebywa cały w sferze nie znającej czasu.

Wiele osób definiuje sobie rozwój duchowy jako jedynie działania Ducha, który ma się przejawiać. Owszem, Dusza nie jest za bardzo wzniosła, więc łatwo jej nie brać pod uwagę w tak szczytnym dążeniu jakim wydaje się być rozwój duchowy. Jednakże sam Duch nie jest w stanie zrealizować swojego powołania – wyrażania się, jeśli nie ma Duszy, i to wcielonej.

“Dusza jako taka nie ma wieku który dałoby się zmierzyć w naszym rozumieniu tego pojęcia.”

Jednakże dzieje się tak nie dlatego, że Dusza nie ma wieku. Trudno jest mówić o wieku duszy i sumie zgromadzonych doświadczeń, ponieważ są one umieszczone w złożonej strukturzej czasowo-bezczasowej. Ja nazywam ją holograficzną. Dusza będąc łącznikiem pomiędzy bezczasową sferą Ducha a czasową sferą wydarzeń zawiera w sobie zarówno jeden jak i drugi wymiar. Dokładniej o tych sprawach mówi artykuł o doświadczaniu przez duszę reinkarnacji.

Co ciekawe – wychodzi na to, że Dusza [podobnie jak Aniołowie] nie ma własnej woli. Dusza realizuje plan Boży dla danego człowieka opierając przeżycia, czyli los o zadane zależności w świecie duchowym. Jest jak bardzo silna i duża sprężyna, która się powoli rozkręca, nadając życiu napęd [a właściwie napęd wielu życiom, wielu wcieleniom, bo w wielu wcieleniach uczestniczy.]

______________________________________________________________

Pytania.

Duch bezpośrednio nie jest w stanie się przejawiać. Dlaczego?

- no jakoś tak ;-)

a poważnie, tak szkoły ezoteryczne to postrzegają, [teozofia, antropozofia], wychodzi to z postrzeżeń tego, co się z istotami dzieje, z wizji subtelnej [np. Steiner]

Przestrzeń pomiędzy Bogiem [Duchem] a wibracją Ziemi [fizyczna, materialna] jest naprawdę bardzo duża, widocznie zbyt duża, żeby za jednym zamachem było można ją przykryć jednym czymś.

Poza tym zachodzi dość złożone zjawisko – opracowanie czasu, tj wejście w świat zjawiskowy, posiadający czas. Duch, aby się bezpośrednio inkarnować musiałby się zmienić, przetworzyć, a że jest niezmienny [brak czasu], to tego uczynić nie zdoła.

Stąd pewnie wynikła potrzeba Duszy.

__

Czy “Duszę” można uważać – technicznie rzecz biorąc – za ciała subtelne? Chodzi o to że dusza nie występuje jako stała część naszej istoty i przynajmniej w świetle wiedzy ezoterycznej podlega dezintegracji po śmierci. ….. w miarę eliminacji następujących po sobie powłok (cielesnej, eterycznej, astralnej) duch uzyskuje możliwość przejawiania się np. w postaci wszechwiedzy, pokory, niewysłowionego szczęścia itp. “

- Sama Dusza nie wydaje się, że jest równa zespołowi ciał subtelnych.

Owszem, ciała subtelne degradują się po śmierci [raczej niż dezintegrują, bo nie przepadają do końca, chociaż po śmierci z niższych ciał mało co zostaje]. Zaś Dusza raczej nie wygląda, żeby się degradowała. Ciała subtelne, jakkolwiek niewidzialne, są pojazdami, są narzędziami przez które działa Dusza [i osobowość, i Duch, i świadomość], w świecie przejawionym.

A degradując ciała niższe po wcieleniu [wokoło momentu śmierci] istotnie przybywa przyjemnych odczuć [sprawozdania z śmierci klinicznych - jest bardzo miło]. Zmniejsza się zaangażowanie duszy w świat przejawiony. Niedługo zwykle Dusza to wytrzymuje, ponieważ bardzo pragnie doświadczać i zaraz ponownie następuje wejście w materię.

W moim oglądzie Dusza jest nieśmiertelna, co oznacza, że sobie swobodnie działa w sferze “pomiędzyczasowej” [czasowo - bezczasowej, holograficznej]. Także w momentach, gdy człowiek nie jest wcielony. Dusza ma holograficzny wgląd w czas, co oznacza, że nie ma dla niej specjalnie znaczenia czy coś jest wcześniej, czy później. Dla Duszy ważny jest Proces, sprawa, która dzieje się i wynikają z niej przeżycia, doznania.

Natomiast w inkarnację Dusza wstępuję. I to widać u dzieci, jak dusza się wciela – jest to proces sukcesywny, nie od razu pojawiają się wszystkie ciała subtelne. Im wyższe ciało subtelne, tym dłużej po poczęciu/urodzeniu trzeba czekać na rozwinięcie się i dojrzałość. Taka sekwencja rozwoju ciał od fizycznego poprzez kolejne ciała subtelne daje Duszy możliwość przejawiania się i doświadczania odpowiadającego jej poziomowi rozwoju [ew. wiekowi]

Ciała subtelne do pewnego określonego poziomu rozwoju rozwijają się od początku wcielenia. Najpierw inicjuje się ciało fizyczne i witalne – jako zarodek. Potem przychodzi czas na rozwój ciała astralnego, jeszcze w ciąży. Następnie rozwija się, “nabudowuje się” ciało mentalne. Jest to więc proces jakby stopniowego inkarnowania się kolejnych ciał subtelnych, coraz większego wchodzenia w dane życie w świecie.

Stąd takie spostrzeżenie – jeśliby Dusza równała się ciałom subtelnym, to najprawdopodobniej pierwsze inkarnowałyby się najwyższe ciała.

Jasno i wyraźnie:

Do inkarnacji Duszy potrzeba ciał subtelnych i ciała fizycznego, i one są tworzone od początku inkarnacji. Ciała są pojazdem dla Duszy w inkarnacji, narzędziem doświadczeń [za każdą inkarnacją jest sporo nowego w niższych ciałach].

Dlatego następuje inkarnacja, aby Dusza doświadczała [a Duch się mógł przejawiać]

__

“W świetle wiedzy gnostycznej (istotnego składnika wiedzy ezoterycznej) nasz Duch najwyraźniej został uwikłany w to co nazywamy duszą a w dalszej kolejności w ciało”

- tak, to bardzo przykra perspektywa, takiego uwikłania. Jednakże najprawdopodobniej może to być błędna nauka.

Oglądając potrzebę Ducha do manifestacji, wyrażania siebie,

i potrzebę Duszy do doświadczeń

trudno stwierdzić, iż czują się one “uwikłane”.

Raczej – gdy mają dobre warunki inkarnacji, zarówno Duch jak i Dusza są bardzo z tego zadowolone.

Natomiast istnieją zarówno Duchy jak i Dusze nie chcące “płynąć z nurtem tao” i odczucia ich mogą istotnie być przykre, jak np. że są uwikłane. Manifestacje podążają za intencjami, jesteśmy twórczy, więc możemy sobie “zrobić” “zły świat”. Nikt nie zabroni.

Na tych stronach i w moich artykułach natkniesz się na pojęcie Duszy Zbiorowej.

Niektórzy Mistrzowie Duchowi nie chcą mówić o duszach zbiorowych ludzi, czy też co gorsza innych linii pochodzenia, ponieważ to stawiałoby ich samych w dwuznacznej pozycji – że oni [ich dusze] jednak NIE SĄ aż tak wyewoluowane i sami z siebie stanowią cząstkę innej duszy. Wychodziłoby – z prostego rozumowania, że np. nie są “oświeceni” tak jak podają. Tego chyba zwykli wyznawcy by nie wytrzymali..

Co ciekawe, poziom zaawansowania tych mistrzów jest istotnie wysoki, natomiast poziom możliwości zrozumienia wyznawców jest zwykle na tyle niski, że nie mogliby ogarnąć pojęcia Dusz Zbiorowych i stąd rzeczywiście może lepiej, że nie podaje się tego do aż tak szerokiej wiadomości.

__

Przeżycia w reinkarnacji [Przemijanie]

Osobę ludzką można dzielić na wiele sposobów. Można to zrobić wg. Huny, wg. Freuda, wg. analizy transakcyjnej, wg. ezoterycznych ciał subtelnych.

Jednak jest jeden podział, który szczególnie przydaje się przy rozważaniach dotyczących czasu i przemijania. To podział na Ducha, Duszę i Ciało.

Owe trzy wyróżnione składowe mają różne relacje w stosunku do czasu.

Osobowość (tu wchodzi także Ciało) – działa w czasie, rozwija się, od prostego, ku skomplikowanemu. Znamy czas linearny, poranne wstawanie do pracy, końce tygodnia, ograniczony czas wypoczynku. To wszystko bierzemy z dobrodziejstwem inwentarza przy mierzeniu czasu wg. kryteriów osobowości. Na rysunku kółkiem oznaczyłem świadomość bieżącego wydarzenia.

Osobowość jest w stanie oglądać pojedyncze wydarzenie, jest w stanie zidentyfikować temat, może przypomnieć sobie wcześniejsze wydarzenia. Jednak sama z siebie nie może zauważyć wydarzeń przyszłych lub wykraczających poza ramy wcielenia. Na rysunku kółko z kropek oznacza wydarzenia spostrzegane i pamiętane przez osobowość.

Dusza – celem jej jest doświadczanie. Dusza nie jest bardzo wzniosła, jak to się przyjęło wydawać. Najbliżej porównać jej działanie do rośliny – dusza rozrasta się. Podobnie jak czakramy i ciała subtelne rozrastają się. Im istota jest starsza, tym ma większe ciała subtelne a czakramy są bardziej rozrośnięte. Dusza ma holograficzny wgląd w czas, co oznacza, że nie ma dla niej specjalnie znaczenia czy coś jest wcześniej, czy później. Wydarzenia, ich przyczyny i skutki nakładają się na siebie, tworząc zbitki, zespoły przyczynowo-skutkowe. Poszczególne wydarzenia w danym temacie mogą się rozciągać na przestrzeni lat, dziesięcioleci, a także wielu wcieleń, co jest bardzo częstym przypadkiem. Dla duszy to jest bez znaczenia.

Osobowość ze zrozumiałych względów ma tu ograniczone rozeznanie, wie, widzi, pamięta tylko wydarzenia z jednego wcielenia. Nic dziwnego, że działając na poziomie osobowości ludzie nie mogą zrozumieć dlaczego niektóre rzeczy się wydarzają, np. dlaczego rodzą się kalekie dzieci, lub dlaczego zbrodniarze nie są karani. Przy takim oglądzie trudno znaleźć sens życia, działania, pracy nad sobą. Przychodzi też pragnienie, by samemu wymierzać sprawiedliwość, czy też dochodzić sprawiedliwości, ponieważ nie widać jej w działaniu do końca. Nie sposób czasami się dopatrzyć sprawiedliwości w jakiejś sprawie w ciągu jednego wcielenia. I wtedy przychodzi pragnienie odwetu, bunt, zgorzknienie. Gdy nie mamy perspektywy wielu wcieleń naprawdę trudno się w życiu połapać.

Duch – jest najbardziej wzniosły ze wszystkich składowych istoty. Jest też największy. Jest „wypustką”, iskrą Bożą, jest zindywidualizowaną cząstką Boskiej świadomości zanurzającą się w doświadczenia. Dla ducha najważniejsze jest przejawianie się, wyrażenie siebie samego. Robi to z pomocą duszy i osobowości (ciała). Ale trzeba przyznać, że aż tak bardzo się nie przejmuje nimi. Samo wyrażenie się ducha jest dla niego często ważniejsze od np. kondycji ciała fizycznego. Człowiek może cierpieć a często nie zrezygnuje z ideałów by to cierpienie sobie ulżyć. Tak się dzieje, gdy postępuje według ducha.

Aby móc wyrazić się w materii Duch przyobleka się w Duszę i Osobowość (w tym i ciało). W taki, dość złożony sposób przejawia się w danej inkarnacji. Duch jest, jak powiedziałem, największy wymiarowo, więc dusza występuje jako „zgęszczenie”, inkarnacja w niższe ciała subtelne. Dusza jest gęstsza i mniejsza od ciał czysto duchowych. Ciało i osobowość to kolejne „zagęszczenie”, tym razem duszy. Jest to ukonkretnienie jej w danym środowisku ziemskim, sposób wejścia w nie. W taki sposób pojawia się człowiek – poczyna się ciało fizyczne, a w nie wchodzi dusza.

Warto dać duchowi się wyrażać. Zobaczyć, czy może jesteśmy w jakimś zakresie ograniczeni, i, jeśli to nie szkodzi komuś, to możemy spróbować się odblokować w tym obszarze. Zacząć siebie wyrażać, manifestować się z wnętrza. Odkrywamy, kim jesteśmy tak sami z siebie i pozwalamy takimi sobie być. Czasami kosztuje to pracę, ponieważ możemy być zablokowani, przyzwyczajeni, zakodowani, uwarunkowani środowiskiem czy posiadać inne obciążenia nie pozwalające się wyrażać duchowi. Duch jest bardzo wysoki, i rzadko która społeczność czy którzy rodzice dają się duchowi wyrażać. Trzeba więc samemu sobie rozwiązać węzły i znaleźć sposoby manifestacji.

Jeśli tak opiszemy owe trzy składowe istoty, to możemy określić poprawny cel jej działania – dać Osobowości rozwój, dać Duszy doświadczanie, a Duchowi dać się wyrażać.

Najwięcej kłopotów z przemijaniem ma osobowość i ciało, ponieważ dla nich przemijanie jest kwestią „być albo nie być”. Wręcz istnieć a nie istnieć. Dlatego, jeśli ktoś działa na pozycji osobowości, jeśli spostrzega siebie i innych z pozycji osobowości, to śmierć jest dla niego wielką tragedią. Trudno się dziwić. Wygląda to na unicestwienie danej osoby. Jest to istotnie kataklizm osobisty. Stąd tyle nieodpowiedzianych pytań o sens istnienia. Na poziomie osobowości istotnie, życie nie ma sensu. [Trzeba dodać, iż praca nad własnym rozwojem i terapia regresywna dają uwolnienie od tych, tak trudnych lęków przed śmiercią. Gdy zobaczymy, że żyliśmy nie jeden raz i co się z nami działo, lęk przed śmiercią znika.]

Dla duszy śmierć nie jest aż taka tragiczna, jak dla osobowości. Dusza traktuje osobowość i ciało fizyczne jako pojazd. Stąd jeśli pojazd nie może już dalej działać, to pozostawia go, odpoczywa, regeneruje się i zaraz potem szuka kolejnego pojazdu na kolejne wcielenie. Dusza wtedy pojawia się kolejny raz na Ziemi jako dziecko. Dusze ludzkie już nie raz się wcielały i nie widzą w tym mechanizmie inkarnacji nic aż tak bardzo tragicznego, jest to po prostu większa niedogodność na ścieżce. Trzeba się kolejny raz wcielić i przyoblec ciało, uczyć się wielu spraw na nowo, zadzierzgać nowe relacje rodzinne, na nowo chodzić do szkoły, socjalizować się. Nie jest to tragiczne, nawet może być to odświeżające doświadczenie. Jednak sami oceńmy – czy dzieciństwo dla osób bardzo świadomych jest czymś aż tak świetnym, żeby je co i raz powtarzać? To oczywiście zależy od osobistych losów. Czasami śmierć jest łatwiejsza od narodzin i dzieciństwa i przynosi ukojenie.

Dusza nie ma specjalnie zrozumienia dla osobowości, jak również i dla ciała. Nawet najbardziej ustosunkowany, najbardziej poważany człowiek może się nieszczęśliwie zakochać i jego stanowisko nic mu na to nie pomoże. Podobnie także szczęście w miłości nie musi zupełnie zależeć od zasobów finansowych. Bogaci i biedni – zarówno – mogą się nim cieszyć. Te przykłady pokazują duszę jako „coś”, czy „kogoś”, kto niespecjalnie się przejmuje się tym, do czego możemy świadomie zmierzać.
Dlatego, jeśli mamy możliwości tak mądrze pokierować życiem, aby i duszę zaspokoić, i ciału zdrowia przydać – róbmy to.

Na początku utożsamiamy się z osobowością, działać musimy więc z jej poziomu. Wtedy trzeba czasami przejąć stery życia i czasami nie dać się duszy sprowadzić do utartych kolein wypracowanego losu.
Taką utartą ścieżką losu jest dla człowieka karma, czyli „zapis dłużny”, który nie pozwala zwykle dostawać tego dobrego, czego chcemy – jeśli jest to negatywna karma. Jeśli zaś mamy zasługi karmiczne – karmę pozytywną – możemy z kolei dużo uzyskać w konkretnej dziedzinie małym kosztem. Sposób na pójście najlepszą ścieżką rozwoju jest więc dwojaki. Po pierwsze – odkrywamy własne pozytywne potencjały, obszary, gdzie nam się bardzo dobrze wiedzie – i stawiamy na nie, aby wyzyskać to, co już osiągnęliśmy. Po drugie – podejmujemy działania oczyszczające karmę, które mają pozwolić uwolnić się od sił sprowadzających na manowce. Tu trzeba przestrzec przed nadmiernym optymizmem. Może nie zdarzyć się tak, że karmę z iluś dziesiątek wcieleń będzie można przerobić w dziesięć lat. Ale pracować nad tym warto.

Po jakimś czasie, gdy będziemy się uważnie się przyglądali sobie, swojej duszy, zauważymy powoli jej cele. Bardzo ładnie je widać na sesjach terapii regresyjnych. Osoba przypomina sobie wydarzenia z różnych dziedzin, lecz najważniejsze zdają się być relacje z innymi ludźmi, możliwość manifestacji uczuć, zrealizowania miłości, możliwość realizowania swoich głębokich pasji.
Wiele starszych osób jest pełnych wigoru i życia. Funkcjonują one na poziomie duszy. Możesz sobie sam/a przypomnieć spotkania z nimi. Czują się one „młode duchem”, odczuwają, iż jakaś ważna cząstka ich samych jest pełna życia i wigoru. Wręcz nie umieją zrozumieć dlaczego ich ciało się zestarzało, chociaż ma jeszcze tyle do zrobienia. Tak, ich dusza działa z inspiracji przejawiającego się ducha, więc te osoby są pełne żywotności.

Gdy pojmiemy, co dla duszy jest najważniejsze, to możemy zacząć też na co dzień działać tak, aby wspierać duszę i jej cele. Odkrywając własne pasje, własne głębokie pragnienia, idąc za własnymi porywami uczuć dajemy duszy żyć. Dajemy sobie możliwość przeżywania chwil „uniesienia” – w działaniach wychodzących ponad ciało fizyczne. Odczuwamy radość, przyśpieszone bicie serca, doznajemy dużo mocnych wrażeń. Czujemy, że jesteśmy na fali życia. Wtedy mamy gwarancję, że siła duszy i osobowości mogą być zbieżne, przez co dusza będzie również wspierać i osobowość i ciało. Osobowość będzie mogła się wiele nauczyć, a ciało będzie pełne energii i żywotności.
Oczywiście, trzeba patrzeć, żeby te silne przeżycia były mądre, byśmy nie ugrzęźli gdzieś w krzakach przez nieopatrzne kroki. Nie warto się bardzo powstrzymywać przed porywami duszy, ale też trzeba mądrze decydować o sobie.
Jeśli pilnie będziemy działać, nasza dusza jest w stanie przeżyć dużo istotnych dla siebie doświadczeń. Dzięki nim wzrośnie, będzie bardziej zaawansowana, jak to niektórzy mówią, stanie się „starsza”.

Co jednak zrobić, gdy człowiek nie umie z powodu dużej ilości lat już nie bardzo umie działać? Otoczenie zwykle podczas jego życia się mocno zmieniło, zasady które kiedyś aktualne, przestały obowiązywać, trudno mu jest działać w obecnych warunkach. Co robić?
Jeśli taka starsza osoba nie działa na wyższych poziomach duchowych, jeśli nie ma wzniesionej świadomości to osobowość dominuje w jej życiu. Osobowość sama z siebie nie ma w sobie źródła życia – działa na taki sposób, na jaki się wyuczyła w dzieciństwie i młodości. Niestety, po kilkudziesięciu latach takie sposoby zachowania nie niosą już sukcesów. Pojawia się rozczarowanie, poczucie nieprzystosowania do życia, do środowiska. Czasami nawet w młodym wieku ludziom nie chce się już żyć. W krańcowych przypadkach jest tak trudno owym osobom żyć, że dusza ma tego dosyć. Decyduje się odejść, ponieważ nie ma już nadziei na to, że coś jeszcze wartościowego mogłoby się wydarzyć. Niekiedy taka osoba jest podtrzymywana przy życiu przez otoczenie, które nie może sobie poradzić z myślą o tym, że mogłoby zabraknąć tej osoby. Albo, że ta osoba mogłaby zrobić coś, co się otoczeniu nie mieści w głowie.
Tak dzieje się, gdy brakuje powiązania ze źródłem życia i witalności, z głębszymi poziomami nas samych. Sama osobowość nie zagwarantuje nam radości i żywotności. Dopiero realizacja głębszych potencjałów daje dostęp do nektaru życia.

Trzeba dać duszy przeżywać. Oswobadzać się z tłumienia emocji i uczuć (- nie raniąc przy tym innych). Przeżywanie zwykle jest tłumione przez społeczeństwo, ponieważ jest potencjalnie niebezpieczne dla więzi kulturowych. Jeśli podlegamy kulturze, jeśli zachowujemy się zgodnie z oczekiwaniami społecznymi, to zwykle nie jesteśmy świadomi swoich uczuć, emocji, przeżyć. Zwykle też je możemy tłumić. Mówią nam, co należy robić, jak mamy myśleć, jak się zachowywać. A dusza w tym więdnie.
Stąd wybitne osobowości w dziejach ludzkości nie były szablonowe. Ci ludzie wiedzieli, że nie będą przystawać do oczekiwań społeczeństwa mimo, iż nikogo tym by nie krzywdzili. Sam rozwój, samo przejawianie się wybitnych jednostek sprawia, iż tworzą sobie same środowisko, w którym żyją, rezygnując – w większym lub mniejszym stopniu – z zasad społecznych.
Osobowość i ciało są równie istotnymi cząstkami wzrostu. Osobowość daje możliwości stworzenia pewnej struktury poznawczej na potrzeby życia i na potrzeby samoświadomości. Wartość osobowości, oraz umysłu w ogólności jest nieoceniona. Aby można dostosować się do stanu rozwoju, osobowość powinna mieć szerokie horyzonty. Wiele bowiem jeszcze się zdarzyć może. I nie chodzi tu o jakąś nadmierną elokwencję, czy obejmowanie umysłem gwiazd, ale o otwartość na to, co nowe. W procesie rozwoju, zmienia się zarówno osobowość, jak i sposoby myślenia. To daje możliwość przystosowywania się do zmieniających się warunków. A jeśli się rozwijasz, zmieniać się będą zarówno środowisko zewnętrzne, jak i świat wewnętrzny. Będzie to trwać wiele, wiele lat. Jest więc wiele potrzeb by umysł był świeży i elastyczny.

Ciało wydaje się w naszej wyliczance być na szarym końcu. Jednak pozornie – poprzez swoją pierwotność, poprzez pierwotność energii w ciele zawartych – jest bardzo bliskie Owemu Pierwotnemu – Bogu, czy Tao, jak kto woli to określać. Nie bez przyczyny w tantrze ciało, partnerstwo i działania z nim związane są traktowane jako środek do osiągnięcia Oświecenia.
Ciało jest siedliskiem duszy, jest jej miejscem ześrodkowania. Przejawy zdrowia i choroby świadczą o zdrowiu lub chorobie duszy. Gdy zdołasz się wznieść na poziom gdzie będziesz słuchać swego ciała i duszy, to o wiele łatwiej będzie Ci zachować zdrowie, będziesz rzadziej chorować, będziesz czuć i wiedzieć kiedy ewentualnie idziesz w niedobrą stronę – w kierunku choroby. I będziesz miał/a czas i możliwości, aby się wycofać.
Ciało jest również obszarem łączności z innymi ludźmi. To w ciele przejawia się miłość. Zarówno ta do przechodniów, do znajomych, przyjaciół i do najbliższych. Każda na swój sposób. Gdy znajdziesz sposób na przejawianie miłości, to z latami będziesz coraz szerzej i szczodrzej nią obdarowywał otoczenie. Znajdziesz kolejne sposoby, by wyrażać zadowolenie, spokój, przyjaźń, radość z bycia z bliskimi osobami. I dokonywać się to będzie to także za pomocą ciała. Będziesz poznawać nowe sposoby wyrażania miłości, bliskości. Wolność nareszcie przestanie Ci się kojarzyć z uwolnieniem się od kontaktu z kimś. Zacznie smakować jako możliwość otwierania serca i wysyłania ciepłej energii ku osobom, z którymi nie miałeś śmiałości kiedyś przebywać. Znajdziesz sposoby tworzenia elastycznych granic, żywych relacji ze znajomymi, znajdziesz zadowolenie z zażyłości z przyjaciółmi. Twoje ciało będzie bardzo zadowolone z tych sukcesów, będzie przewodzić swoimi kanałami energię radości.

Przemijanie jest kojarzone niekorzystnie, jako coś niedobrego. Bardzo możliwe, że takie konotacje dostało z powodu kłopotów, jakie się pojawiają w ciągu życia, kłopotów, które się nawarstwiają i powodują cierpienie. Jednakowoż nie jest to jedyny sposób na przeżywanie upływu czasu.
Jeśli zadbamy, aby cząstki naszej istoty dostały to, na czym im zależy, to otrzymamy dużo w zamian. Wypełnimy życie radosnymi przeżyciami, i to takimi, które nam odpowiadają. Odnajdziemy w sobie źródło żywotności, które zasilać będzie nasze działania i nie będziemy musieli żyć tak ponuro, jak dotychczas. Dając swobodę umysłowi, nauczymy się jeszcze niejednej nowej rzeczy. A gdy się postaramy, to możemy zapomnieć o lęku przed granicą tego życia, ponieważ wspomnimy to doświadczenie, że dusza i nasza istota są nieśmiertelne. Mówiąc, że coś przemija, dodamy, że coś wspaniałego także nadchodzi.

Andrzej Kluza

Różnica między Duszą a Wyższą Jaźnią

Dostałem list, w którym było powiedziane, że autorka był w tarapatach, ale otrząsnął się z nich z pomocą inspiracji ze sfery niewidzialnej. Pytanie – któż to tak inspirował? – zastanawiała się pisząca, czy to była moja Dusza, czy też Wyższa Jaźń?

Oto moja odpowiedź:

Cytuję:

Może nie wszystko pochodzi od Duszy to co wtedy słyszałaś – jak się wybudziłaś z koszmaru mogłaś nawiązać kontakt ze swoją Wyższą Jaźnią. Ona dobrze podpowiada, co robić, skłania ku trzeźwości, ku wyplątywaniu się z kłopotów.

Dusza odwrotnie – dalej by swoje przędła, jakby mogła. To ona skłania do „oddania” pięknym za nadobne oprawcy, co rozbudowuje ego. Nie chce za bardzo rozluźniać więzów, chce „lepszego”, ale na starych zasadach. Mówię więc, iż Dusza nie jest zbyt mądra, ani wzniosła.

To dusza mówi, że „jeszcze jest nadzieja, tylko musisz się bardziej postarać”.

A to, co mówi: „otrzeźwiej, obudź się, zobacz, co się z tobą dzieje, zobacz, co jeszcze możesz ze swojego życia uratować, jak możesz się uwolnić z tej przykrej sytuacji”, to mówi Wyższa Jaźń. Ta droga zmniejsza ego.

wg Duszy miłość to poddaństwo, nawet kosztem dużych ustępstw
wg Wyższej Jaźni miłość to miłość rozumna, która nie daje sobie w kaszę napluć.

Dlaczego tak się dzieje?

właśnie dla ich cech – one po prostu takie są.

Dusza u jednego człowieka może mocno chcieć ratować jakąś osobę [i sama wchodzi we współuzależnienie i może spokojnie patrzeć, jak będą niszczyć jej obecną inkarnację],

u innego kogoś Dusza może być przekonana o misji dziejowej np. naprawiania swiata i przyłącza się do eliminacji Żydów z tego świata [spokojnie patrzy na zadawanie cierpienia]

u jeszcze innego Dusza może chcieć zgarniać ogromne pięniądze i dąży do tego po cierpieniu innych, pobiera krokodyla [i sama się degraduje przez to]

itd.

Dusza – jak uprzedza Thomas Moore – nie jest bardzo wzniosła, stąd nie dąży ku Bogu, odwrotnie, dąży ku ziemskości, ku doświadczeniom. Dusza nie jest na łuku wstępującym, jest na łuku zstępującym.

Ludzie sobie idealizują Duszę, mówiąc – „o, taka istność duchowa, to ona powinna być uduchowiona, co najmniej bardziej ode mnie”. A to nieprawda, to naiwność tak sądzić, ale jak społeczeństwo jest zupełnie nierozumne duchowo, to czego wymagać. Potem ślepy ślepego prowadzi w krzaczory jakieś. Ale taki jest zamysł, pomysł na świat. Czy dobry? To już wasza sprawa, aby to ocenić – każdy sobie.

Natomiast Wyższa Jaźń ma baczenie na danego człowieka, a także na innych, stąd jej rozwiązania nie będą krzywdzące.

odpowiedź na list mówiący o braku napędu do życia:

Witaj!

Może ten brak napędu związany z zapętlonymi kreatorami, natomiast to jednoznacznie mi wskazuje na duży wiek duszy.

Mówisz o tym, że utknąłeś w rozumieniu rozwoju, działania. W ostatnim większym poście napisaliśmy na witrynie o różnicy pomiędzy rozwojem potencjałów a rozwojem urzeczywistnienia. Jak to bywa w cywilizacji zachodniej, więcej i więcej potencjału może daje różne możliwości, natomiast zaraz dalej rozczarowuje. Bez działania, realizacji tych rzeczy, które już można zrealizować, przyoblekanie coraz to nowych możliwości po prostu Duszę męczy.

To raz.

Dwa, to starość Duszy. Jak sobie popatrzysz na starszych ludzi, to już im się nie chce wielu spraw robić. Nie żeby mieli to gdzieś, chociaż czasami tak to wygląda. Nie podejmują nowości, ponieważ już ich to nie kręci. Mają swój, tradycyjny, dawny świat i jego się trzymają.
Podobnie i Dusze. Po starcie dzieciństwa, gdzie ciało [i umysł] ogromnie mocno rwą się do nowego, do odkrywania świata, następuje pewne zaspokojenie. Jeśli jest to młoda czy średnia Dusza, to ona dalej ciągnie – ustala cele, pragnienia. I człowiek idzie za tym, zupełnie naturalnie osiągając cele.

Jednak, gdy mamy do czynienia z Duszą starą, to tego napędu w drugiej części życia [po dzieciństwie] po prostu nie ma, brakuje..

I pojawiają się pytania: co ja tu robię? Dla kogo? – bo ja sam dla siebie nie odczuwam potrzeby [tak jak dawniej], aby coś osiągać, poznawać.. Czemu tu jestem?

Dusza już sobie zaspokoiła większość pragnień doświadczeniowych i siedzi raczej cicho. Jeśli coś jeszcze osiąga, to zwykle są to krótkie epizody [np. dwuletnie, jak i krótsze], po czym napęd zanika.

> mam tego swiata i calej tej pogoni za pieniadzem, pozycja serdecznie dosc i z checia osiadlbym gdzies w gluszy, z dala od wszystkiego i wszystkich.

Mam dokładnie to samo. I już zresztą mam plany na wyprowadzkę z miasta. Co do środków, to oczywiście nie spadną z nieba, trzeba pieniądze ziemskie ziemskimi sposobami zyskać. Jak są pieniądze potrzebne, to naiwnością byłoby przypuszczać, że zstąpią aniołowie i na złotych tacach podadzą Ci ręczną maszynkę do produkcji pieniędzy. Żyjemy w materii i trzeba trochę materią podziałać.

Na szczęście tu Dusza może trochę pomóc. Mojej mówię tak: jak chcesz tego, to ja się zgadzam, jestem cały za. Natomiast jesteś o wiele silniejsza, więc sobie tą pożądaną sytuację wykreuj.

Już nie raz tak miałem. Jak Dusza się zachwyciła lotami samolotem, to jej mówiłem: wykreuj sobie to, oczywiście. I poleciałem do Vancouver i z powrotem :)) zupełnie bez wysiłku – wręcz mnie samego namawiano, abym podjął ku temu kroki. I nie płaciłem – to mnie płacono. A Dusza – uśmiech pełen, usatysfakcjonowana całkowicie.

Myślę, że jeszcze nie jesteś zdecydowany, ponieważ nie umiesz do końca ustawić spraw na właściwych miejscach. Gdy je ustawisz, jak pionki na szachownicy, to już nie będzie wątpliwości – będziesz przekonany, że jest ok, i idzie ku dobremu, i to bardziej samo, wstąpiłeś w Tao i płyniesz wraz z nim.

Oczywiście nie śmiem Ci radzić co konkretnie masz dokonać, bo Ty znasz swoje życie o wiele lepiej.

Jeśli masz obciążenia, to ich przepracowanie coś może dawać. Natomiast nawet w takim przypadku nie ma co marzyć o nagłym i szybkim zwrocie ku radosnemu młododuszowemu rozwojowi made in USA. Duże obciążenia oznaczają także długie doświadczenia z nimi – zwykle wielowcieleniowe. Stąd nauki wychodzenia z pozycji ego [E.Tolle, A.De Mello, zen, taoizm i inni] wydają się w tym stanie również wskazane.

Kultura Zachodu nie daje nam opisu, co robić gdy się jest starą duszą. Jedynie klasyfikuje w kierunku stanów depresyjnych, co oznacza: “ta jednostka nie jest w stanie podejmować wyzwań życia”. Ze znanych mi kultur, to jeszcze chińska i japońska szanują dojrzałość, co oznacza także szacunek dla starych dusz. Stąd można by tam szukać ew. sposobów na przeżywanie życia tak, aby odczuwać szczęśliwość w tym stanie, w którym się jest. Nie zaś w tym, który narzuca kultura.

//

168 Comments (+add yours?)

  1. Marek
    Dec 10, 2009 @ 02:03:22

    Bardzo, bardzo to wszystko jest ciekawe, i skomplikowane mimo wszystko :)

  2. sabra
    Dec 10, 2009 @ 14:31:14

    Ciekawe i ciekaw czy tak faktycznie jest .
    Jedno pewne ,ze człowiek nie zna siebie a co dopiero Boga.

  3. ewa
    May 12, 2010 @ 13:40:23

    Strofa;
    Kiedy wyksztalcisz diamentowe cialo bez zadnego wpływu,
    Pilnie ogrzewaj korzenie świadomości i życia.
    Rozpal światlo w błogosławionej, zawsze bliskiej krainie,
    I tam ukryte,niechaj zawsze przebywa twe prawdziwe Ja.

    Czy możesz mi opisać jak to widzisz.

  4. SwiatDucha
    Jun 14, 2010 @ 14:14:30

    oj, ewa.. to przerasta moje pojmowanie..
    a tak na poważnie, to nie bardzo wiem o czym jest napisane w tych sutrach buddyjskich [rozumiem, że to lamaizm?]

    Może to chodzi o utrzymywanie świadomości w obszarze gdzie jest już zrealizowana świadomość, tak, aby nie ucierpiała i nie zmniejszyła się?

    ” ogrzewaj korzenie świadomości i życia” może oznaczać: zaangażuj się w utrzymywanie swojego poziomu duchowego, wspieraj swoją świadomość i witalność,

    “światlo w błogosławionej, zawsze bliskiej krainie”: zdystansuj się do świata w jakim żyjesz a jednocześnie wejdź w kontakt z przestrzenią boskich czystych i błogosławionych wibracji.

  5. Michał
    Mar 07, 2011 @ 21:14:43

    Witaj;) czytam i czytam wszystko jest bardzo interesujace, fantastyczne i wciagajace;D
    Ps. Dostalem ta strone od znajomej , ktora mi aktywowala DNA, powiedziala, ze moglbys mi powiedziec skad pochodze i jak stary jestem;p lub jak mialbym zglebic wiedze na ten temat??
    Pozdrawiam Goraca i czekam na odp.

  6. SwiatDucha
    Mar 07, 2011 @ 21:32:29

    Spróbować można, przyślij zdjęcie portretowe, przedstawiające ciebie w pozycji otwartej energetycznie [bez chowania się].

  7. Michał
    Mar 09, 2011 @ 21:46:03

    Witaj a czy mógłbyś mi wyslac Email?? Abym mógł ci wysłać zdjęcia.
    Mój mobilek.r6@interia.pl
    Pozdrawiam :D

  8. SwiatDucha
    Mar 09, 2011 @ 22:40:03

    na stronie głównej masz adres maila do mnie.

  9. Hawa
    Jul 18, 2011 @ 14:07:05

    Duzo tego jest,czy mozesz to podzielic,rozdzielic na mniejsze tematy,bo oczuplasu mozna dostac od tego czytania. Tak tez mowia osoby,ktorym stronke polecam do czytania. Bedzie milo i sprawniej.

    pozdrufkam :-)

  10. SwiatDucha
    Jul 18, 2011 @ 20:41:32

    Wiem, że dużo tego. To jest przygotowanie do edycji książki.

    Z tego, co widziałem, jak były te teksty podzielone, to użytkownicy czytali krótką stronę główną, a już linków nie czytali [mam na serwerze statystykę częstości oglądania poszczególnych stron].

    Uważałem, że jeśli jest jedno podane, np. o duszy, to o ego też powinno być, bo jedno bez drugiego jest niekompletne. A mając np. 20 wejść na stronę o duszy, strona o ego miała wejść 3. Znaczy, że ludzie niechętnie wchodzą w dalsze linki. Jeśli zaś ktoś chce złapać konkretny temat – są podtematy i po nich można się zorientować.

    Tak więc – nie wszystko trzeba czytać. A jeśli dusza chce, to będzie mędzić, że jeszcze by przeczytała tamten zaczęty temat.
    Osobowość może wynosić się honorem – “tam jest tyle tekstu, nie będę tego jeszcze raz wertować”. No i powstaje typowy dla naszych czasów klincz dusza-osobowość: dusza pragnie, ale osobowość blokuje poryw duszy. Z tego zwykle powstają choroby, zwłaszcza “cywilizacyjne”. Dobra to nazwa, ponieważ osobowość mocno jest wspierana przez cywilizację, a dusza no niestety już nie. Nie ma już idealistów, czy też wojowników o dobrą sprawę – większość idzie po ścieżce osobowości [ego]- np. za pieniądzem, za karierą.

    Praca z duszą w rozwoju duchowym jest zaś w jakiś sposób odejściem od osobowościowego nurtu [który się szerzy wokoło] na rzecz właśnie dowartościowania duszy. Na rzecz odkrywania co dusza potrzebuje i pójścia za tym.

    Jak mnie coś “bierze”, to mogę godzinami siedzieć nad wieloekranowym dokumentem w sieci i cieszę się, że tyle tego jest. Tak więc tłumaczenie, że coś jest “za długie”, to jest po prostu za dużo dla tego kogoś – ponad jego potrzeby. Po co dawać komuś coś, czego on nie potrzebuje? Nikt tu nie przymusza – nie chcesz, to po prostu rób co innego, np idź na spacer, to świetna aktywność!

  11. Hawa
    Jul 18, 2011 @ 21:30:27

    Wiem, że dużo tego. To jest przygotowanie do edycji książki. – Czas juz temu
    aby ksiazka sie ukazala :-)
    Wiesz nie kazdy ma tyle czasu aby siedziec i czytac z ekranu monitora.
    Lecz jest taka opcja jak ,,drukuj,, i jak myslisz co robia? a no drukuja :-)
    i dodam,ze ida na spacer siadaja na lawce pod cieniem drzewa i czytaja,czytaja,czytaja.

    Pisales o miejscach mocy w Wroclawiu.Podaj link,bo sie wybieram
    tylko jeszcze nie wiem,kiedy dokladnie.

    pozdrufkam :-)

  12. SwiatDucha
    Jul 19, 2011 @ 08:47:21

    >e ida na spacer siadaja na lawce pod cieniem drzewa i czytaja,czytaja,czytaja

    świetnie, bo komp jest niezdrowy :) !

  13. Magus
    Aug 13, 2011 @ 01:27:17

    SwiatDucha, masz bardzo spora wiedze, o rozwoju duchowym, i jego strukturach wobec swiata. Jako jedna z bardzo mlodych, nielicznych osob, ktora pragnie sie rozwijac duchowo(lat 17), tyle tresci jest bardzo pomocne i wiele wyjasnia, ale nawet ja bez bicia przyznaje sie, ze nie do konca chce mi sie czytac to wszystko w calosci… Glownie dlatego, ze moim zdaniem wazny jest tez indywidualny rozwoj duchowy, szukanie wlasnej sciezki, popdartej na wiedzy kogos madrzejszego w tej dziedzinie. Dlatego dzieki, ze dales tego tak duzo, bo na pewno moja dusza kiedys, w przyszlosci jak moje cialo dojrzeje w koncu, z nieustannych porazek, bedzie chciala kontynuowac tresc kazdego zdania, przeksztalcajac to wszystko we wlasne doswiadczenie, rozwijajac sie osobiscie. Dlugo szukalem, zrodla podpartego na tak wielkim zakresie wiedzy, dlatego jestem wdzieczny ze w koncu udalo mi sie go znalezc. Pozdrawiam, i dzieki :).

  14. SwiatDucha
    Aug 13, 2011 @ 10:43:25

    Dzięki za uznanie.

    To dla mnie oczywiste, że każdy ma własną ścieżkę. Ja też tak miałem, że w różnych latach różnymi sprawami się interesowałem, kupowałem wręcz książki “na zapas”, stały na półce, wiedziałem, że będę ich potrzebować, a po np. roku, dwóch czytałem taką i byłem olśniony.

    Pozdrawiam i życzę miłego sukcesywnego czytania.

  15. Mariusz
    Sep 17, 2011 @ 21:25:09

    O! To ja się już ustawiam w kolejce po książkę. :)

  16. marcin
    Oct 31, 2011 @ 14:45:59

    super praca, to wszystko jest bardzo ciekawe i z pewnej perspektywy patrzenia prawdziwe , warto miec to na uwadze o duszy gdy chce się lepiej zrozumiec swoje zachowania w zyciu
    ale nie fiksowalbym się na tym, jesli chodzi o rozwoj ktory dla mnie jest równoznaczny z medytacją czyli wyłączeniem umysłu, znając techniki medytacyjne ktore pozwalają na wejście w stan obserwacji mysli (co dla przecietnego umyslu dzisiejszego czlowieka jest niezlym wyzwaniem) wychodzi się świadomością poza duszę , im dłużej się pozostaje w tym stanie tym więcej jasnosci i mądrości wchodzi w nią a jej gęsta energia subtelnieje. sterowanie/ dzialanie z poziomu duszy to taki autopilot gdy swiadomosc czlowieka jest uspiona, ktorej charakter bierze się z mniej lub bardziej glupich dzialan z poprzednich wcielen, na pewno lepsze to niz z poziomu osobowosci , ale to i tak nie robi roboty

  17. SwiatDucha
    Oct 31, 2011 @ 21:54:19

    Też tak myślę – Dusza prowadzi nas jak autopilot, wreszcie kiedyś warto wziąć ster we własne ręce. Do tego czasu dobrze jest wiedzieć kim jestem, kim jest ów autopilot, aby np. nie oskarżać siebie za coś, czego np. Dusza nie była w stanie zrobić, działając wg. wzorców.
    A medytacja jest zdecydowanie pójściem w inne wymiary, o które Dusza nie dba, tak jak mówisz, poza Duszę. I to też jest bardzo wartościowe.

  18. Kacha
    Jan 09, 2012 @ 23:23:52

    Hej, weszlam na chwilkę i poczytałam co nie co o duszy i duchu itd. Nie wiem skąd to wiesz, ale niby masz rację, ale mylisz się w wielu kwestiach. Zapomniałeś napisać po co mamy tą duszę lub ducha raczej bo dusza odnosi się do odczuć emocjonalnych i codziennych. A duch do sfery duchowej i wyższej. Mozemy sie komunikowac z innymi duszami lub duchami, jak kto woli. Ale hm nie każdy może slyszeć odpowiedzi innych dusz. To nie zabawa a dar od Boga. Jeśli ktos nie slyszy głosów i nie ma wizji nie powinno się ich wymuszac w sposob nie naturalny np. uzywajac jakies karty, kamienie lub inne akcesoria. To sie po prostu ma i nie mozemy gadac z przedmiotami materialnymi. Kanapa do mnie nigdy nic nie powiedziala bo ona nie zyje to jest rzecz stwozona przez czlowieka. Tez co do wieku duszy bylabym nie zgodna bo skad wiesz ile tak naprawde twoja dusza ma lat? Tylko Bog to wie i nie ma zadnego przelicznika na to. A medytacja prowadzi do szatana i takie czytania w myslach itd. bo jesli ktos nie ma wiezi z Bogiem i nie obdarowal go szczegolnym darem to nie powinnien medytowac i czytac w myslach bo to nic innego jak komunikacja z demonami. Mam nadzieje, że ludzie ktorzy przeczytaja moj komentarz pomysla 2 razy zanim cos ich wciągnie. Pozdrawiam

  19. SwiatDucha
    Jan 10, 2012 @ 13:04:05

    Medytacja prowadzi do szatana – to pewne, zwłaszcza jeśli ma się tzw. “grzeszne myśli”. Wtedy nie tylko medytacja prowadzi do szatana.

    Rozumiem, że twój punkt widzenia jest taki, że jeśli ktoś nie potrafi czytać, to lepiej, żeby się nie uczył, ponieważ może przeczytać coś niedobrego, np. Playboya [jeśli tam jest coś do czytania :)]. Czytanie jest tyle darem od Boga, co i własną zasługą czytającego.

    Zgodzę się natomiast, że nie wszyscy mają do tego predyspozycje czy też chęci. Ale z góry zakazywać – to jest to już praktyka inkwizycyjna, nieprawdaż?

    Osobiście proponuję nie wchodzić w praktyki mające w źródle nieczyste intencje. Po co sobie życie psuć.

    Kanapa nic nie powiedziała, bo najpewniej nie pytałaś i nie chciałaś się wsłuchać w jej odpowiedzi.
    Rozumiem, nie wszyscy są ciekawi, co ich kanapa ma do powiedzenia.
    Nie jest to też najczęściej potrzebne.

    Jest jeden kłopot: ludzie, którzy nie chcą słuchać, nie chcą słuchać i odbierać co inni przekazują, co mówią [myślę o informacjach np. pozawerbalnych]. Wtedy wyrasta np. taka mama, która rygorystycznie wychowuje dzieci, pilnuje, aby się uczyły, aby były czyste i.. za dużo nie mówiły [o sobie]. Bo wtedy byłby kłopot – trzeba by się skonfrontować z tym, co dziecko ma do powiedzenia. Większość mamuś nie ma do tego często czasu. I wychowują się takie dzieci, które są czyste, mają dobre stopnie i dużo kłopotów emocjonalnych ze sobą.

    Nie jestem za magią, ale za intuicją, wglądami i rozszerzaniem świadomości – jak najbardziej!

  20. Hawa
    Jan 10, 2012 @ 14:14:17

    @Kacha,wejszlas na chwile i co? I bardzo szybko tylko co?
    Ha,co tyczy sie ,,kanapy,,to zapewne korepetycje by sie Tobie przydaly z fizyki tej tradycyjnej i tej kwantowej. Warto wzbogacac swa swiadomosc. Toz mamy XXI wiek.

  21. SwiatDucha
    Jun 03, 2012 @ 21:44:57

    Piszę na stronie pierwszej, żebyś przyjmowała te teksty jako nieprawdziwe.
    Dla większości ludzi te teksty to brednie. I niech tak zostanie.

    > Kanapa do mnie nigdy nic nie powiedziala
    Niektórzy rozmawiają z roślinami, a niektórzy je po prostu konsumują. Dla niektórych skrzypce to przyjaciel, a dla innych kawałek sklejki.

    Jeśli nie masz kontaktu z kanapą, to może nie trzeba się starać..

  22. Ksenia
    Jan 11, 2013 @ 20:17:12

  23. Ksenia
    Jan 11, 2013 @ 20:18:46

  24. Ksenia
    Jan 12, 2013 @ 11:05:04

  25. Ksenia
    Jan 13, 2013 @ 11:46:07

  26. SwiatDucha
    Jan 14, 2013 @ 16:40:50

    Bardzo ciekawe podsumowanie znanych tematów wraz z pójściem dalej.
    Widziałem na tym filmie, że Trójkąt Bermudzki nie jest jedynym, ale naziemne Trójkąty znajdują się tylko w afryce saharyjskiej i w Indiach [!], czyli w Indiach jest genergalnie portal dostępu do sił, do których nie ma dostępu gdzie indziej na lądzie.

  27. Darek
    Jan 19, 2013 @ 19:14:12

    Witam! Po ostatnich przemyśleniach – raczej na trzeźwo? Wydaje mi się, i nie ukrywam tego że, wszyscy jesteśmy zakładnikami Boga! Nie uwzględniam w tym wszystkim dobra ani zła. Obojętnie którą stronę byśmy wybrali, zawsze będziemy zakładnikami. Nigdy nie możemy być chociażby na chwilę Bogiem!? Czy przeciwieństwem Boga- Szatanem. Zawsze będziemy, no właśnie? Kim? O to jest pytanie? Człowiekiem. A kim jest człowiek? Itd? Sorry pisał to mój krokodyl. Jest średni , ale aspiruje chyba do wyższych kategorii, bo miał ochotę bycia na chwilę Bogiem! Wydaje mi się, że wiara i nadzieja, w sens istnienia, może mieć tylko w Bogu!!! Pozdr!

  28. Ksenia
    Jan 19, 2013 @ 21:45:28

    ,,Dla Ciemnego istnieje tylko jeden prawdziwy koszmar: to jest Moment w którym napotyka ono Światło.”

  29. Darek
    Feb 01, 2013 @ 17:57:12

    Witam! P.Andrzeju, czy nasze “Świadome Ja” ma osobną świadomość od świadomości naszego Ducha? Naszego czyli kawałka Bożego! Pozdr.

  30. Magda
    Feb 02, 2013 @ 14:55:46

    Zastanawiam się, czy nie za dużo tych bytów ? Do czego potrzebna jest świadomość ich wielości i niekiedy niekompatybilności ich celów ? Ma nam pokazać jak musi być skomplikowane nasze wewnętrzne życie i los ? Ma stanowić wytłumaczenie dlaczego nie wszystko idzie jak z płatka ? To złudzenie, że ma iść. Jeśli poskrobiesz paznokciem politurę “sukcesu” innych, zobaczysz samotność, zdradę, lęk, nieumiejętność bycia samemu ze sobą. Strach.
    Oswoiłam w sobie koncepcję integralnej mnie. Jeśli mam poczucie, że moja Dusza jest ze mną (we mnie), gra ze mną do jednej bramki, nie mam żadnych wątpliwości co będzie jutro. Będę oto zwyczajnie iść przez życie i z ciekawością czekać na to, co jest za zakrętem. Mam poczucie, że mam Opiekuna (Opiekunów) i że finalnie nie stanie mi się krzywda. Wszystko, co spotykam na drodze życia jest dla mnie. Spotykam, bo energia podąża za uwagą. Mam na to wpływ.

    Mędrzec, w archetypicznym tego słowa znaczeniu, jest spokojny i ufa życiu. Jest czysty wewnętrznie. Celem moich starań duchowych jest taki właśnie stan.

  31. Darek
    Feb 02, 2013 @ 15:25:48

    I odwrotnie.

  32. Darek
    Feb 02, 2013 @ 18:04:14

    Gdy dusza jest z Tobą (w Tobie), to gra z Tobą do jednej bramki. To znaczy z kim gra do jednej bramki? Ty to kto? Z kim Ty się utożsamiasz? Jeśli utożsamiasz się z duszą to grasz do jednej bramki. Ale z tego co piszesz to Was jest dwoje? Pozdr!

  33. Ksenia
    Feb 04, 2013 @ 16:17:13

    ,,Ciemne nie może pozostać tam,
    gdzie Światło toruje sobie Drogę,
    Ciemne ustępuje zawsze, musi ustąpić
    jeśli Promień Światła wdziera się w Ciemność”

  34. Darek
    Feb 05, 2013 @ 00:15:12

    Witaj Ksenia! Masz w pełni rację, jeśli mówimy o świetle duchowym[Boskiej Energii Miłości], która wypiera wszelką ciemność! Jeśli mówimy o promieniu światła wygenerowanym przez np.ciała materialne[niebieskie] we wszechświecie, to są osobliwości takie jak czarne dziury, które nie wypuszczają światła które już raz w nie wpadło. Ale to tylko hipoteza. Bo nikt nie wie, co tak naprawdę dzieje się w ich wnętrzu? Jedna z hipotez mówi że światło przenikając przez horyzont zdarzeń czarnej dziury, biegnie w niej dalej. Być może czarna dziura to kolejny materialny nieskończony wszechświat? A raczej skończony zbudowany z super strun, których część wymiarów jest zakrzywiona, co uniemożliwia wydostanie się światła z danego do innego wszechświata, np.z tego w którym ów Wszechświat się znajduje, do innego równoległego. Światło stykając się z horyzontem zdarzeń płynie w nim zataczając okrąg? Ciekawe to wszystko! —– Teraz załóżmy inny model Boskiego Planu w którym zło nie istnieje. Jest tylko jasna “strona medalu”, Dobro[miłość]. Nasz wszechświat, nasz świat i inne duchowe czy materialne wymiary, wypełnione są świadomymi istotami generującymi tylko same dobro[MIŁOŚĆ]. Karma istnieje tylko ta pozytywna. Co wcielenie nasze dusze doświadczają coraz to nowszych pozytywnych doświadczeń. Jesteśmy cały czas oświeceni na wszystkich ciałach, i co wcielenie doświadczamy coraz to większej, szerszej świadomości Bożej Miłości, i tak w nieskończoność! W takim modelu wszechrzeczy nie ma poczucia skrzywdzenia, czyli nie ma cierpienia! Czyli jest “to”, o co Nam wszystkich chodzi. To do czego wszyscy dążymy. Istnienie braku cierpienia! Jednak jest to nie do przyjęcia nawet dla mnie zakładając taki scenariusz! Sama próba wyobrażenia sobie przeze mnie jakby to miało wyglądać w naszym ziemskim życiu wprawia mnie jako całość istoty ludzkiej w coś więcej niż zakłopotanie! Coś się we mnie kłóci, wprowadzając mnie w pewny dyskomfort[wewn.chaos]. Tak jakbym ranił Boga tą koncepcją, która dla Niego była nie do przyjęcia, ponieważ wybrał tą która istnieje, i jest dla niego najlepszą z możliwych! Która zakłada oprócz “dobra”, również “zło”, uwzględniając cierpienie! Taka podobnie działająca koncepcja tylko na bazie dobra[Czystej Miłości], wierzę że zaistnieje, ale dopiero po wyjściu z “Koła Samsary”. Kiedyś po przepracowaniu całej negatywnej karmy ze wszystkich wcieleń. Tego Nam Wszystkim Życzę! Pozdr!

  35. SwiatDucha
    Feb 05, 2013 @ 15:59:40

    O, Magdo, świetnie Ci idzie!
    Natomiast nie wszyscy mają tak piękne postawy i spokojne życie jak Ty.
    Ja przykładowo miałem w dzieciństwie niezłą kaszankę i duży supeł życiowy. Rozpłatywanie węzła mieczem w przypadku życia nie wchodzi w grę, bo można życie stracić. Więc powoli, w miarę delikatnie i starannie zacząłem rozplątywać te kłopotliwe nitki. Innego życia nie miałem, tylko to, co było więc trzeba było za nie się wziąć.
    Gdy po latach patrzę na to, co zrobiłem, to czuję zadowolenie, ponieważ oprócz wyzwolenia z wielu naprawdę przykrych stanów dostałem jeszcze dodatkowo spory wgląd w różne struktury życia. Mam nadzieję, że będę dalej podążać Twoim śladem w kierunku spokoju i czystości. Pozdrawiam.

  36. SwiatDucha
    Feb 05, 2013 @ 16:03:45

    Ludziom się wydaje, iż Duch ludzki [będący rozczłonkowaniem Ducha Bożego - Walsh "rozmowy z Bogiem"] ma świadomość…
    Mnie się tak nie wydaje. Bóg, aby się podzielić, musiał “się zapomnieć”, czyli Duch ludzki musiał schodzić w materię niemal zupełnie bez świadomości. A wędrówka inkarnacyjna dopiero jest procesem nabywania świadomości. I samotworzenia się świadomości [Świadomego Ja] istot, które w końcowym rozrachunku uzyskają świadomość boskości. To duży projekt. :)

  37. Darek
    Feb 05, 2013 @ 16:53:11

    Witam! P.Andrzeju nie zgadzam się z Panem w kwestii pomyłki Bożej! jak Pan może rozpatrywać sprawy nieskończoności, w swoim skończonym umyśle ludzkim? Bóg nie ma prawa do pomyłek! Bóg to istota nieskończenie Najwyższa! Pomyłki mogą zdarzać się u ludzi, czy innych istot podległych Bogu, ale nie u niego Niego Samego!

  38. SwiatDucha
    Feb 05, 2013 @ 22:47:11

    Pokaż mi gdzie napisałem o tej “pomyłce”, o której mówisz?
    I dlaczego odbierasz Bogu prawo do pomyłki? [to oczywiście żart, chociaż i w nim coś jest..]

  39. Darek
    Feb 06, 2013 @ 02:50:02

    Oj Boże! Pomyliłem się! Nie miałem na myśli Bożej pomyłki, tylko Jego sklerozę, i skłonności do zapominania się! Jeśli będziemy się tak ciągać za słówka, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Po co mi taki niedoskonały Bóg, który się zapomina? Bóg który miałby być niedoskonały, omylny i zapominający się, nie zasługuje na miano bycia Bogiem! To absurd! Dlaczego odbieram Bogu prawo do pomyłki? Dlatego, że po śmierci fizycznej mógłbym być przez NIEGO niesłusznie, omyłkowo potraktowany! Dosyć często mam takie wrażenie że już tak się dzieje!? A moje życie jest totalną pomyłką!

  40. SwiatDucha
    Feb 06, 2013 @ 03:22:15

    Nasza śmierć [śmierć osobowości] tak interesuje Boga jak uschnięcie sosny, czyli generalnie nie jakoś mocno :) Będzie następne wcielenie, Dusza nadal będzie się wozić ze swoimi pomysłami, świat się będzie dalej kręcić. Boga to specjalnie nie przejmuje. Może jedynie osoby z pobliża to przejmie, zasmuci, nawet przerazi. To oczywiście Duszom jest przykro, że już tej towarzyszki nie ma wśród nich. A osobowości ludzi – te chyba to najbardziej są przejęte, ponieważ przez śmierć przedstawiona jest bezpośrednio ich samych kondycja. Taka, że przy śmierci następuje dekompozycja, destrukcja osobowości. I takiego kogoś [rozumianego jako osobowość] już nie ma dłużej. Ale na szczęście nie jesteśmy osobowością, tylko nieśmiertelnym, i nawet niezrodzonym Duchem. [tu dodam, że Dusza ma swój początek, a Duch go nie ma].
    Nawet Opiekunowie Duchowi też nie będą specjalnie śmiercią poruszeni. Jedynie skonstatują: o, kolejna inkarnacja bez oświecenia. Ale też nie będą oczekiwać owego oświecenia jakoś na siłę.
    Więc jeśli ktoś może Cię nie tak potraktować, to pani w kasie, pijaczki na podwórku, bądź ty sam, zapominając np. o swojej odwiecznej dobrej naturze, przejmując się oceniającym bogiem, który jest wymysłem na potrzeby sił ciemności. Czy chcesz nadal napędzać im koniunkturę takimi myślami?

  41. Darek
    Feb 06, 2013 @ 16:14:27

    Witam! Czytam, ponieważ interesuje się ezoteryką. Religie to opium dla mas, dlatego na razie nie utożsamiam się z żadną religią, więc księdza nie muszę zmieniać. I wcale nie koliduje mi to aby wierzyć w Boga. Nierozsądna jest bezgraniczna wiara we wszystkie info które Pan zebrał od większości znanych ezoteryków, filozofów, itd. To w co Pan bezgranicznie wierzy, nie jest poparte żadnymi naukowymi dowodami. Dlatego interesując się ezoteryką w ogólnym słowa znaczeniu, podchodzę do tych spraw z dystansem. Na razie “Wiem że nic nie wiem”. I niech tak zostanie do grobowej deski. Dopiero po śmierci będziemy wiedzieć jak jest naprawdę? Albo nic nie będziemy wiedzieć? Nie sądzę abym komuś napędzał koniunkturę takimi[jakimi?] myślami. Proszę tego nie traktować jako atak na Pańską osobę. Każdy ma prawo wierzyć w co chce. Ja natomiast wierzę tylko w Boga, którego istnienie też nie jest 100%. Jeśli jest to proszę mi to udowodnić. Dla mnie całość tych wszystkich esencji zebranych od ezoteryków, to tylko gra słów, znaczeń, nazewnictw. Im większy ma zasób słów dana jednostka+błyskotliwość umysłu, tym większe ma pole do popisu! Ja jestem tylko prostym człowieczkiem z mizernym ich zasobem, dlatego można mnie wkręcać używając trudnych słów. Zachęcam Pana P.Andrzeju do pogawędki np.z Kubą Wojewódzkim. On ma duże predyspozycje umysłowe i ogromny zasób słów. Ciekawi mnie finał takiej rozgrywki. ponieważ czytając Pańskie posty na trudne pytania forumowiczów, zawsze ma Pan na wszystko odpowiedź. Chyba Tristen w którymś z postów napisał że tak możemy sobie dyskutować i pisać[używając trudnych słów] w nieskończoność i nie dojdziemy do żadnego konsensusu. Właśnie w tym wszystkim o to tutaj chodzi. Musimy pisać, spierać się, aby forum się rozwijało, a nie “upadło”. Nim tutaj przyszedłem trochę to słabo wyglądało. Aż w końcu zawaliłem postami pewną część forum! Sam Pan był zadowolony że ludzie z zewnątrz będą zainteresowani moimi postami i nie tylko moimi. Ludzie będą czytać, a wejść na forum będzie coraz to więcej. Dlatego od pewnego czasu zacząłem się mniej angażować w pisanie w kółko o jednym i tym samym. Teraz nastawiam się na odbiór co inni mają do powiedzenia. Jakie mają spojrzenie na dany aspekt, temat. Pozdr!

  42. SwiatDucha
    Feb 06, 2013 @ 22:22:54

    > Dla mnie całość tych wszystkich esencji zebranych od ezoteryków, to tylko gra słów, znaczeń, nazewnictw.

    każdy ma swój pogląd. Ja na to o wiele poważniej patrzę. Uważam, że nie tyle nic nie wiem, ile ileś już wiem i wypróbowałem i działa. I na tym buduję swoje pojmowanie. Proponuję nie kodować się typu “nic nie wiem”, bo na pewno każda Dusza ileś wie, zwłaszcza stare Dusze. Więc mentalna postawa “nic nie wiem” jest dobra w obszarach medytacyjnych, gdzie celowo otwieramy się na coś, co ma na nas spłynrąć.

    Jak jest naprawdę to częściowo odczuwam każdego dnia. Nie mam całościowej wiedzy, ale sporo już jest. Wiem już wiele, wiele więcej, niż się w szkole nauczyłem. I w tym sensie to jest postęp, rozwój. Uważam, że z liniowego punktu widzenia dobrze przeżywać jest rozwój osobisty, duchowy.
    Z punktu widzenia Ducha oczywiście to nie ma znaczenia. Natomiast dobrze jest wiedzieć, że jest ileś tych podejść i w każdym być umiejętnym w odpowiedni sposób.

    Cieszę się, że mogę odpowiadać na pytania, ponieważ też przekazuję dalej wiedzę, która została mi dana. Jeśli moje odpowiedzi są spójne, jeśli dają swobodę, jeśli promują wolność decyzji, to uważam, że jest to wspierające.
    Jednakże to ode mnie wymaga też i pokory. Na pewno coś odkryłem dla siebie i coś zrozumiałem. Natomiast nadal nie mam prawa nikomu niczego podtykać jako jego rozwiązania. Dlatego też pisze na stronie, że proszę te wiadomości traktować jako nieprawdziwe. Każdy z osobna sobie sam udawadnia swoją ścieżkę duchową. Nawet w zinstytucjonalizowanych religiach, mimo prób utrzymania ludzi na wodzy, i tak oni sami myślą i sami przyjmują przekonania. Lepiej, żebym przyznał realność osobistej wolności każdego z osobna jak najwcześniej.

    Zwracam Ci uwagę na Boga i jego wyobrażenie, że pragniesz go mieć doskonałego w wyobrażeniu. Uważam że Bóg jest w pewnym sensie doskonałością, ale nie w takich ziemskich rzeczach, które jak wszyscy widzimy są ułudą, mają, samsarą. Wyobrażenie doskonałości możemy projektować na Boga, posługując się kategoriami z niskich ciał, czy wręcz z ziemskiego realu. Istoty wzniesione są coraz bardziej “doskonałe” w naszym rozumieniu, wraz z poziomem subtelnym, na którym przebywają. Natomiast owe poziomy wraz z ich gradacją coraz mniej mają wspólnego z ziemskością. Bóg jest jakby skrajnie od nas odległy jeśli chodzi o ciała subtelne licząc od fizycznego. A jednocześnie nasza istota, Duch, esencja jest jednym z Bogiem. Taki to paradoks. Postawy ucieczki Twojej Duszy z tego świata dążą ku tej drugiej prawdzie. Zresztą nie tylko Twojej Duszy. Wiele jest osób, które mają takie postawy, z wiadomych względów ziemia dla wielu nie jest zbyt radosnym miejscem..

    Cieszę się, że nie muszę rozmawiać z K.Woj., ponieważ nie mam radości z obcowania z harcującymi krokodylami. Jeśli ktoś pozwala sobie na bycie jedzonym, jego sprawa. Ja bym raczej nie chciał być poszarpany :) Warto mówić do kogoś, kto jest otwarty i ma szacunek dla rozmówcy. Jeśli trafia się na kr. to tylko rzadko można na to liczyć w dłuższym dystansie.

    > możemy sobie dyskutować i pisać[używając trudnych słów] w nieskończoność i nie dojdziemy do żadnego konsensusu. Właśnie w tym wszystkim o to tutaj chodzi.

    Może Tobie mało co daje ta wymiana zdań, próba przetłumaczenia trudnych spraw. Może nie dbasz o wiedzę? Może po prostu Wszechświat przysłał Cię, abyś wstawiał kolejne komentarze? Wnioskuję to z tego, co piszesz, z małej wartości, jaką przypisujesz wymianie poglądów.
    Mnie daje sporo, ponieważ jak to bodajże w Kursie Cudów powiedziano, że nauczyciel mówi, aby się sam dobrze tego nauczyć, co przekazuje. Ja to mam – sam się uczę całej, sporej już wiedzy ezoterycznej. Ale powiem, że się z tego cieszę, ponieważ bardzo chciałem wiedzieć, w jakim świecie żyję. I się dowiaduję i jestem cały szczęśliwy, że ten obraz jest spójny, chociaż jest niełatwy. Cieszę się z wiedzy, ale także rozwijam obszar samej świadomości, której wiedza jest zupełnie niepotrzebna bezpośrednio [chociaż przy postrzeganiu i rozpoznawaniu już się niesłychanie przydaje].

    > Bóg który miałby być niedoskonały, omylny i zapominający się, nie zasługuje na miano bycia Bogiem!

    A czytałeś Walsha Rozmowy z Bogiem [trzy tomy plus dodatki], tam to wszystko dokładnie jest opisane [w Kursie Cudów podobnie]. Że Bóg, aby stworzyć świat musiał “się zapomnieć”, aby to wszystko mogło zaistnieć. Tak więc uważam, że bardzo szybko szafujesz ocenianiem Boga. Może bez tego “zapomnienia” nie byłoby ani mnie ani Ciebie? [jeśli uważasz, że to są znowu jakieś zbyt daleko idące wnioski i wnioskowania niepotrzebne, to proponuję jakiś portal zen, tam na pewno nie będą tyle gadać :) Tutaj - znając siebie - zaraz znów coś długiego i skomplikowanego napiszę :0!, uprzedzam]

  43. SwiatDucha
    Feb 07, 2013 @ 19:53:06

    > Dusza to my Świadomość, odrodzona na nowo, po wymazaniu przeszłości podczas wcielania.

    Czyli masz pogląd jak buddyści, którzy mają doktrynę destrukcji duszy po wcieleniu.
    W tym momencie Duch, który jest ze sfery bezczasowej – jakże mógłby się starzeć? Nie może.
    Nie możnaby więc mówić o wieku Duszy, bo też za każdym wcieleniem nowa.
    Wg. tego, to art nie do poprawki a do wykasowania :)

    No ale wg. moich obserwacji, zresztą zawartych w tekście jest inaczej. Ludzie się między sobą mocno różnią i tym czynnikiem zróżnicowującym jest wiek duszy, który jest wyłącznie zależny od cech tego “czegoś”, co się wciela. Jeśliby Dusza była co raz nowa, to by ludzie byli bardzo, bardzo podobni do siebie. A tak nie jest.

    Jak Duch może się doskonalić, jak pochodzi ze sfery gdzie nie ma czasu ani zmian?
    Nie może, dopiero Dusza może, ponieważ jedną nogą siedzi w świecie czasowym.

    stąd twierdzenie:
    > Duch otrzymuje kolejne wcielenia z ludźmi, aby mógł się uczyć i doskonalić
    jest nieuprawnione.

    Duch nie tyle się doskonali [bo jest taki jaki jest niezmienny], natomiast Bóg poprzez kreację dał możliwość inkarnacji Ducha poprzez Duszę w ciało. I w tym ciele zachodzi rozwój Świadomego Ja, które może się sukcesywnie oświecić i powrócić do [świadomości] Źródła [do Ojca].
    Taka jest kosmologia stworzenia jak ją rozumiem.

    Czytałeś Walsha Rozmowy z Bogiem?

    Nie wiem dlaczego Anioła Stróża [Ducha Opiekuńczego] zjednujesz z Duchem [ludzkim, jak przypuszczam]? To dwie różne istoty.

    To są moje argumenty. Jak mówię, zresztą za kimś – nie jestem otwarty na negocjacje, ale jestem otwarty na argumenty.

    A kr siedzi w ciałach subtelnych, czyli w strukturach Duszy, które odtwarzają się z wcielenia na wcielenie.

  44. Darek
    Feb 08, 2013 @ 19:04:18

    Witam! Mam bardzo ograniczony czas. Napiszę coś więcej innym razem. Z tych 2 postów Keposa wynika że Kepos usilnie odwołuje się do Biblii, dlatego nie mogę tego zaakceptować, ponieważ w tych czasach kiedy Stary testament był pisany, mało kto w tym czasie znał pismo[umiał posługiwać się pismem]. Ci którzy znali pismo należeli do wąskiego grona wykształconych elit. Pismo więc nie należało do prostych ludzi, którzy byli biedni i zajmowali się głownie uprawą i hodowlą zwierząt, aby przetrwać. Coś mnie chyba intuicja nie myli, że Kepos jest księdzem? Następną rzeczą z którą się nie zgadzam jest to że Bóg stwarzając pierwszego najinteligentniejszego Anioła, nie przewidział tego że on się zeźli[zbuntuje przeciw Niemu]. Tym razem to Kepos przypisuje Bogu ułomność[niedoskonałość]. Ta sprawa należy do największych Boskich tajemnic na które żaden z teologów nie potrafi odpowiedzieć! Kler milczy na ten temat, a pytania tego typu są bardzo dla kleru nie wygodne. Nie dawno czytałem co na ten temat sądzą najwyżsi dostojnicy kościoła. Nie zakładają oni, że Bóg mógł czegoś nie przewidzieć, ponieważ Bóg jest wszechmogący, wszechwiedzący[zatem nie omylny]. Biorą pod uwagę to, że jeszcze przed stworzeniem tego anioła[szatana], Bóg dokładnie wiedział o jego przyszłym buncie. I dlaczego wiedząc o tym, pozwolił mu się zeźlić? Na to pytanie nie mają odpowiedzi. Dodatkowo Biblia na przełomie wieków była falszowana, okrawana, na potrzebę Rządzących, aby trzymać plebs w garści, straszyć piekłem, i pobierać coraz większe dziesięciny. Według mnie Bóg znał zło[ciemną stronę]od zawsze. Dopiero dał jego początek na potrzebę Jego Boskiego Planu. Ja bym to w ten sposób ujął —- Tu należy zauważyć iż ‘boży plan’ był od początku dokładny. Bóg stworzył potężnego, inteligentnego Anioła, i Bóg wiedział, iż ów Anioł pojmie co czynić. On to z racji miłości jaką kierował ku Stwórcy i rozumiejąc iż ludzie docenią dar wolnej woli tylko wtedy gdy będą mogli wybierać…zbuntował się. Zbuntował się, jednak i on i Bóg wiedzieli (wiedza Boga mimo oczywistej istoty istnienia warta jest w tym momencie zaznaczenia), iż Lucyfer służy ciągle wiernie swemu panu i jest po prostu częścią jego stwórczego planu.
    Bóg nie zniewolił swego sługi, nie nakazał mu ‘buntu’. Po prostu stworzył go na tyle inteligentnego, iż nie było wątpliwości, że ten zrozumie co należy czynić. Pozdrawiam!

  45. Darek
    Feb 08, 2013 @ 23:07:59

    Nie mam dzieci. Darek musisz zresetować swoje poglądy i zająć się czym innym. Kepos a co polecasz? Skąd wiem że Bóg i lucyfer istnieje? Ponieważ Bóg prowadzi mnie i ciebie, niesie nasz ciężar (a JEDYNYM ciężarem jest ciężar mentalny), czy nie jest zatem niemądre obciążać swoje serce ładunkiem? Mędrzec Ramana ujął to pięknie: co się stanie, to się stanie, bez względu na to, co uczynisz, aby się nie stało. A co się nie stanie, nie stanie się, bez względu na to jak bardzo będziesz się starał, aby się stało. Wiedząc o tym, pozwól, aby stało się to, co ma się stać, a to, co nie ma się stać, aby się nie stało. Usiłując aby, nie stało się to, co ma się nie stać i aby stało się to, co ma się stać, w prosty sposób zostaniemy uwolnieni od toczącego się ustawicznie koła karmy. To ignorancja prowadzi człowieka od narodzin do narodzin czyli myśl, że to ty wykonujesz wszystkie działania. To Bóg jest wykonawcą udając, że nie robi niczego. Człowiek nie robi niczego, ale udaje, że robi wszystko. Należałoby zrezygnować z takiego myślenia. Pozwól działać Bogu, a sam tylko bądź! bądź jedynie Bądź jedynie „kanałem” przez który wszystko musi przepłynąć. Nie martw się tym, co nie ma się zdarzyć. W tym tkwi błogość Szczęścia, wspólnota duszy. Niech troski życia idą sobie i ciesz się dreszczykiem fruwania na skrzydłach całkowitego poddania się Panu. Wszystko to robi Bóg! Nie różnisz się niczym od Boga. Zrelaksuj się! I tak rzeczywiście się dzieje! Pozdrawiam!

  46. SwiatDucha
    Feb 09, 2013 @ 01:36:05

    Kepos:
    > ja mam własną niezależną wiedzę zdobytą w sposób bezpośredni.

    Hym, z tego co piszesz, to wygląda jakbyś to ty pisał stary testament bo jak wytłumaczyć, że jednocześnie tą wiedzę nazywasz wiedzą zdobytą w sposób bezpośredni.
    Zgadzam się z Darkiem, że religijnie przeginasz. Moja witryna nie jest witryną religijną i jak tak dalej będziesz nas szkolić to będzie kasowanie postów i ban. Mówię jak jest. O ile podobały mi się Twoje istotnie przeżyciowe wglądy i spostrzeżenia, to to co teraz opisujesz jest już pięknie misjonarskie i zatrzeciewione bo przecież to ty masz rację. I nie musisz w ogóle dbać o to, czy ktoś coś innego mówi i ma swoją logikę, którą powinieneś brać pod uwagę. To jest zagrywka osób z wejściem.

    Swoimi postami misjonarskimi zasłużyłeś sobie na analizę – zbadałem twoją energię z nich płynącą. Okazuje się że masz wejście i nim siejesz. Dodatkowo masz inne obciążenia, które też masz uruchomione i nimi dziabiesz nas. Dobrze Darek przypuszczałeś z księdzem – wielu ma podobne aktywne obciążenia.

    Masz jeszcze możliwość, aby się otrzeźwić.

    Nie trafiłeś na ofiarę, wiedz, że tnę posty do dna, jeśli pojawia się zaburzenie energetyczne, agresja [tu akurat bierna od wejścia] i zaniżenie wibracji. Jak nie zmienisz postawy, zaraz będzie wylot.

  47. Darek
    Feb 09, 2013 @ 14:13:15

    Dziękuję Panie Andrzeju! Czekałem na ratunek! I przyszedłeś! Jeszcze raz Bardzo Dziękuję!

  48. anita
    Feb 09, 2013 @ 14:33:56

    No widze ze artykuly wzbudzaja( wow) duze emocje czytajacych :)

  49. Ksenia
    Feb 09, 2013 @ 18:01:13

    Gdy w naszym życiu kwitną kwiaty miłości, upodabniamy się do króla, ale gdy obecne są ciernie ego, stajemy się biedni i żałośni. Widok chłopca tańczącego w koronie z kwiatów napełniało drzewo radością. Kołysało się w miłości, śpiewało na wietrze. Chłopiec urósł jeszcze bardziej. Zaczął wspinać się na drzewo, by huśtać się na jego gałęziach. Drzewo czuło się bardzo szczęśliwe, gdy chłopiec odpoczywał w jego konarach. Miłość jest szczęśliwa, gdy daje komuś dobre samopoczucie; ego jest szczęśliwe tylko wtedy, gdy odbiera komuś dobre samopoczucie. OSHO

  50. SwiatDucha
    Feb 09, 2013 @ 18:26:26

    Masz rację, moja firma ezoteryczna ma siedzibę pod Poznaniem, niedaleko fabryki Volkswagena. Tam bierzemy hipotezy, rozbieramy je na kawałki i składamy je specjanie nieprecyzyjnie :)
    Poza tym wiedzy na pewno nie posiadamy, ponieważ mamy dużą dziurę w zasobniku na wiedzę i co byśmy nie włożyli, to mocno wycieka i po tygodniu nie ma co zbierać normalnie.

    Amerykanie, jak się na nich patrzę, to tylko mi same usta się otwierają. I nie wiem co powiedzieć.

    A to wszystko jak odpowiedział Benhakker:
    – Leo, why?
    – For money.

    Cieszę się, że nie muszę Cię banować, bo zawsze miałem postawę lenia do administrowania witryną.

  51. Ksenia
    Feb 09, 2013 @ 18:44:15

    Budda powiedział:
    ,,Ani pochwała, ani obwinianie nie porusza mędrca”
    Widzę Andrzej że jeżeli wreszcie potrafisz komuś odpowiadać z humorem i dystansem do siebie i swojej witryny to jest to fajne bo:

    ,,Słabi ludzie szukają zemsty, silni wybaczają, a inteligentni zwyczajnie ignorują”.

  52. Darek
    Feb 10, 2013 @ 17:11:39

    “Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”

  53. Darek
    Feb 10, 2013 @ 18:18:45

    Niby tak? Ale ja wolę nie spekulować czy w ogóle ktoś taki pojawi się w przyszłości? Jest, było, i zapewne jeszcze będzie wielu antychrystów! Trzeba zaufać swoim przekonaniom, albo wybrać i zaufać jednemu Guru “Chociaż Bóg jest jeden i można czcić Go w różnych formach, pragnie On jednak, aby czczono tylko jedną formę i jedno imię. Bez jedności i niezachwianej wiary w wybranego Guru, niemożliwe jest kontrolowanie zmiennej i chwiejnej natury umysłu. Aby penetrować poziom świadomości, kiedy jesteśmy sami z Bogiem, musimy trzymać się tylko jednego Guru. Wierni w obecnych czasach znajdują wady u swoich Guru i dlatego przechodzą od jednego do drugiego Guru. Jednak wada nie tkwi w Guru. Problemem jest umysł człowieka. Prawdziwy Mistrz nigdy nie ulega zmienności umysłu. Mistrz jest jeden. Stosuj się do nauk jednego Mistrza.

    Jego zadanie jest też tylko jedno, mianowicie zniszczenie oczekiwań uczniów. Wyznawcy biegną do Guru z mnóstwem pragnień. Tymczasem jedynym pragnieniem Guru jest sprawić, aby jego uczeń był bez pragnień. Jeżeli wyznawca nie jest w stanie poddać się takiemu działaniu Guru, to w jaki sposób możliwe jest osiągnięcie celu życia? W rezultacie pozostają ślady różnych guru dużo wcześniej nim wyznawca zacznie się chwalić, ilu ich spotkał! “

  54. Darek
    Feb 10, 2013 @ 21:18:50

    Bo gdyby Go nie było! Nie byłoby tutaj z nami Ciebie, ani nas by tu nie było razem z tobą! I nie zadawałbyś w kółko jednych i tych samych pytań?! Nie jesteś tutaj z nami żeby próbować po swojemu wzrastać duchowo, tylko jesteś tutaj po to aby znaleźć sobie jakąś ofiarę, przyssać się do niej i zaniżać wibracje!

  55. Darek
    Feb 10, 2013 @ 21:20:22

    wysysać jej energie!

  56. greta minde
    Feb 10, 2013 @ 21:47:47

    O tak, to prawda :) dla mnie wręcz namacalna. Zainteresowałam się właśnie naukami Osho i choć pierwotnie wzbudzały we mnie pewną niechęć, przypuszczam z powodu tkwiących we mnie białych wzorców, albo i też czynnego wejścia, tak teraz uważam, iż są interesujące.

  57. Ksenia
    Feb 10, 2013 @ 22:41:47

    Proszę, opowiedz nam o swoich prawdziwych przeżyciach, prosto od serca.

  58. Darek
    Feb 10, 2013 @ 23:18:30

    Kepos, cóż? Nie wiem czy zazdrościć Ci stanu świadomości bycia po tamtej stronie ziemskiego życia, czy Tobie współczuć? Zdaje sobie sprawę że żeby doświadczyć takiego stanu, mogłeś dużo wycierpieć! Jeśli tak było to współczuje! Wszak jest nie rozłącznym towarzyszem naszego życia. Ale współczuje! Czy wygląd[materializacja]archanioła wraz z aniołami, była taka sama jak w twoich wyobrażeniach z przed śmierci klinicznej? Czy to było coś na miarę twoich wyobrażeń? Czy ich wygląd i sytuacja w której znalazłeś się po tamtej stronie była dla Ciebie, no właśnie jaka? Mógłbyś podzielić się z Nami Twoimi doświadczeniami związanymi z tym wydarzeniem. Pytam, bo nigdy nie przeżyłem śmierci klinicznej, i nie ukrywam że mnie to interesuje. Jeśli uczucia ze świata ducha są dla Ciebie intymne, to nie pisz. Pozdrawiam!

  59. greta minde
    Feb 11, 2013 @ 00:12:27

    Przyłączam się do prośby Kseni. Miałam styczność z kilkoma pacjentami po przebyciu śmierci klinicznej w tym z moim dziadkiem – jestem ciekawa kolejnej relacji, ale od strony odczuć, nie zaś prawdy objawionej.

  60. greta minde
    Feb 11, 2013 @ 00:34:34

    Serdecznie gratuluję harmonii. :)
    Jednak chcę zwrócić uwagę, iż Brzytwa Ockhama bywa nieodpowiednia w przypadku przerabiania solidnych traum, kiedy psychoanaliza jest nieodzowną częścią terapii.

  61. SwiatDucha
    Feb 11, 2013 @ 01:06:44

    > ..był stworzony przez Boga

    Kepos, prosta rzecz, jesteś cenzurowany przeze mnie. Nie toleruję tutaj demonizmu, kotwic magicznych i innych zabiegów. Proste, tak jak sprzątam swoje mieszkanie także dla podwyższania wibracji, tak samo cenzuruję komentarze. To nie jest forum, tylko komentarz do tekstu. Czyli licz się ze słowami.
    A jak się biedzisz dlaczego tak jest, to załóż sobie swój kącik w sieci i dowolnie obniżaj tam wibracje.

  62. SwiatDucha
    Feb 11, 2013 @ 01:21:39

    Moi drodzy, nie chciałem tego od razu mówić, myślałem, iż K. się zreflektuje. Ale nie, gościu nadal chciałby z was i ze mnie possać energie i poindoktrynować [pokodować].

    Proszę, nie róbcie na mojej stronie bagna. Indoktrynacje i mocowanie się z nimi zachodzą na tak wielu forach, na pewno znajdziecie miejsce na to :)

    Jednak jest coś, co uważam za istotniejsze – otóż Wszechświat oto przysyła nam indoktrynera. I po co? A pewnie po to, że mam jeszcze w podświadomości pragnienie bycia indoktrynowanym, pragnienie dyskutowania o czyichś przekonaniach, pragnienie udowadniania komuś czegoś, udowadniania sobie przez to czegoś itp.
    [sprawdźcie czy i wy to macie?, zwłaszcza osoby, które poruszyły wypowiedzi K]
    Wszelkie takie narowy pochodzą z ego, które chciałoby się utwierdzić. To nie pochodzi z Ducha, który jest totalnie utwierdzony sam w sobie i nie potrzebuje jakichkolwiek potwierdzeń czy udowodnień. Czy jakiś znany malarz potrzebował potwierdzeń, aby malować dzieła zupełnie nowatorskie? Malarz jest tu dobrym przykładem napędu wyrażania się wychodzącego od Ducha. Nie, on po prostu to robił, szedł za kierownictwem swego DUcha i w niezwykłym, nowym, odkrywczym, twórczym malarstwie dawał swojemu Duchowi się wyrażać.
    [o, wreszcie jakiś komentarz mający związek tematyczny z tekstem :)]

    To, że K. tu przyszedł i mąci to jedno [i to jest chyba nie najważniejsze, bo to można uciąć i szlus]. Ale jest proces wtórny w tym, że ów kr nas zahacza, że nas pociąga. To, że tak może to jest zależne od tego, co JEST W NAS samych. I to zawartość naszych ciał subtelnych [in. zawartość umysłu, zawartość psychiki, zawartość podświadomości] sprawia, że istnieje to pociąganie i że wydarza się owo mącenie i owe poruszenie w Duszach.

    To, że tak może nami pogmerać, to jest zależne od tego, co JEST W NAS samych.
    I to, to wskazanie uznaję za ważniejsze. Bo może się ono przyczynić do zwiększenia samoswiadomości.

    Jeśli jesteśmy spostrzegawczy, to [jak Tantra mówi] możemy wykorzystywać wszelkie doświadczenia, nawet te niezbyt przyjemne dla naszego wzrostu.

    Mamy tu przykład ataku bardzo wysokiego kr. Zmagając się na poziomie atmanicznym, poziomie idei, trwamy w zwarciu [oczywiście przegranym] z kr atmanicznym.

    Ale, jeśli go przerobimy, to wchodzimy na poziom o 1 wyżej od poziomu atmanicznego, poziomu idei, czyli na anupadakę, poziom wolnego bezkarmicznego wyboru. To już naprawdę dużo.

  63. SwiatDucha
    Feb 11, 2013 @ 01:22:57

    Darek, tak samo myślę i – co więcej odczuwam.

  64. greta minde
    Feb 11, 2013 @ 01:49:13

    Myślę, że każdy czytający odczuł przykre energie od pana K. – nie tak zachowywały się osoby po ŚK, z którymi akurat wiele rozmawiałam. Prośba Gospodarza witryny jest dla mnie priorytetem.

  65. greta minde
    Feb 11, 2013 @ 01:55:01

    Dodam tylko krótko: myślę, że zgodnie z tym co Pan pisze czas właśnie na lekcję ignorowania ataków na tym poziomie czyli atmanicznym – w okresie ostatnich 2-3 tygodni przerobiłam łudząco podobny i to ze strony, której się zupełnie nie spodziewałam. Pocieszam się tym, że trening i pokora czynią mistrza ;)

  66. Ksenia
    Feb 11, 2013 @ 08:11:55

    No wiesz, Andrzejku w tą twoją bierność i lenistwo to ja nigdy nie wierzyłam.

  67. Conchita
    Feb 11, 2013 @ 11:31:35

    Kepos, nie czytałam większości Twoich tekstów, bo już posprzątane, ale ze świadomością jest tak, że postrzegasz to, do czego jesteś dostrojony. Chociaż może wydawać Ci się to wiedzą obiektywną… Każdy z nas ma swój obszar postrzegania i nie dziw się, że wzbudzasz sprzeciw próbując dostroić innych do swoich biblijnych obszarów refleksji i doświadczeń.
    Możliwe jest, że jest to kwestia interpretacji doświadczeń – umysł przyporządkowuje znane do postrzeganego (nazywamy to nakładką interpretatora), co widać szczególnie podczas podróży mentalnych…

    Wczoraj zastanawiałam się, a właściwie szukałam w sobie odpowiedzi dlaczego doświadczam smutku (bez widocznej przyczyny). Znalazłam w sobie świadomość, która zupełnie neutralnie odbijała pozytywne i negatywne stany. Wyglądało na to, że jej to wszystko jedno… (to mnie rozłożyło). Więc czy będę doświadczać walki aniołów i demonów czy spokojnej radości czy spokojnego smutku to kwestia dostrojenia tej wewnętrznej soczewki – na co będę patrzeć wnętrzem – to się odbije w tej neutralnej warstwie świadomości czyli przeżyje. Myślę, że to, do czego się dostrajamy jest warunkowane i tu wchodzi dusza i obciążenia karmiczne.

    Jest to trochę wewnętrznie destabilizujące, bo jakikolwiek system się nie przyjmie, to patrząc inaczej można doświadczać czegoś innego: z świata katolickich aniołów wskoczyć w obszar dakiń albo racjonalizmu naukowego, czy artystycznych uniesień i celów – sama świadomość tego rozkłada…

    Dobrze, że jest ta dusza, trzyma wszystko razem i realizuje swoje cele, spina to w jedną całość…

  68. SwiatDucha
    Feb 11, 2013 @ 16:15:03

    > bo jakikolwiek system się nie przyjmie,

    i to właśnie wygląda na wyjście ponad poziom idei, czyli ponad poziom atmaniczny. Pozostawiwszy [transcendując] idee poszczególnych religii i nauki.

  69. Darek
    Feb 11, 2013 @ 16:52:12

    Witam! Za bardzo nie wiem co mam napisać odnośnie tej sytuacji? Znalazłem się między młotem a kowadłem. Przed napisaniem do Pana posta P.Andrzeju, od którego to wszystko się zaczęło, myślałem jak oczyścić z Kr.moje ciało anupadaka, i zacząć samodzielnie działać z tego poziomu, ponieważ większość wyborów przed którymi stawałem w życiu, była chybiona, co zaowocowało taką a nie inną sytuacją życiową, która mnie w pełni nie zadowala. A wszystko zaczęło się od wyboru szkoły ponadpodstawowej w wieku 15lat. Mój wybór być może byłby trafny, tylko rodzice nie mieli pieniędzy na moje dojazdy. Następny wybór z wyborem szkoły był przeze mnie chybiony i skutki tego wyboru odcisnęły piętno na całym moim dotychczasowym życiu. Kiedy pisałem o doskonałym Bogu, przyszedł Kepos zachęcając mnie[nas] do czytania Biblijnych tekstów, aby utwierdzić Nas że to jedyne źródło prawdy. Po tym jak Kepos zadał mi drugi raz to samo pytanie dotyczące istnienia Boga, chciałem to uciąć. Ale postanowiłem pociągnąć to dalej widząc że Kepos jest chyba bardziej zainteresowany wiedzą tajemną, demonizmem[siłami zła], niż samą istotą Boga[Istotą Miłości]. Od pierwszego postu Keposa poczułem powiew negatywnych wibracji, ale mnie to jakoś zainspirowało. Oczywiście że zgadzam się z Tobą Andrzeju, co do tego że taka lekcja daje wzrastanie samoświadomości. Dużo sobie odświeżyłem zmagazynowanych wcześniej wiadomości o Istocie Boga, ducha, duszy, ego, osobowości, itd., które to w połączeniu z przemyśleniami na Pańskiej witrynie “Świata Ducha”, dała mi szerszy wzgląd i bardziej spójny obraz całości. Pozdr!

  70. SwiatDucha
    Feb 11, 2013 @ 20:37:11

    > myślałem jak oczyścić z Kr.moje ciało anupadaka,

    trochę przebojów z tym było, Darku, ale widać Wszechświat wysłuchał Twojej prośby :)

  71. SwiatDucha
    Feb 11, 2013 @ 21:13:59

    > wynika z tego, że dobro i zło depczą sobie po piętach, a ludzie o tym nawet nie wiedzą

    zdecydowanie tak. Jednakże twoja propozycją jest jak mi się wydaje wejście w ciemną stronę mocy, dopełnienie dobra. Dla mnie jest to prosty demonizm, bądź satanizm.
    A to daje ogromne straty. Jeśli chcesz osobiście coś takiego robić Kepos, jak dla mnie, to mi nie przeszkadza.

    Jednakże wiele osób oczyszcza się z takich działań i boleje nad tym, że tak się zamotali w siły zła. Chcę o tym dokładnie powiedzieć, aby to było jasne.

    Ja proponuję wzrost ponad, transcendencję owego poziomu, na którym jest i to dobro i zło. I nie trzeba w tym momencie narażać siebie na straty.

    Nie wiem, czy ktoś mówił Ci, że coś z tobą jest nie tak?
    Chcesz ludzi przestrzec, natomiast masz obciążenie, które tutaj ileś razy zaatakowało osoby. Działa ono w tobie i jakby równolegle do ciebie. Mocno zresztą wspomaga twoje osobiste siły. Ale jest stricte negatywne. Chociaż z bardzo wysokiego poziomu.

    Zobacz, znowu nas kierujesz swoim kr. atmanicznym, mówiąc “zerwijcie z tym”. Krokodyl lubi spacerować na ostrzu brzytwy wywierając swoje presje, wiedząc, że ofiara się w miarę łatwo poddaje. Ale tu, na tej witrynie akurat o tym jest opowiadane. Tutaj właśnie są informacje o tego typu atakach. Proszę, popatrz na siebie, na swoją aktywność. Najpewniej będzie ci się wydawać, jak zwykle, że jest ok, że presjowanie na poziomie idei jest ok. Ale nie jest, to jest część ataku. Muszę mówić o tym, ponieważ jestem odpowiedzialny za te wpisy, za bezpieczeństwo czytelników. To nie jest forum, tylko komentarze do artykułu.
    Wiele forów padło z powodu krokodyli, tysiące osób mocno energetycznie od tego ucierpiało. Oni “coś” czuli. Ja to dokładnie umiem nie tylko odczuć, ale też opisać. Możesz sobie poczytać w artykule o krokodylach. I o wejściu też warto poczytać.

    Chciałbym żebyś sam był tego świadomy, ale to nie moja sprawa tylko propozycja.

  72. Ksenia
    Feb 11, 2013 @ 21:47:19

    Kepos, Pan tego domu cię nie chce. Czy mógłbyś wykazać chociaż trochę honoru i opuścić jego progi? Czy trzeba używać aż takich drastycznych środków jak ban.
    Zachowujesz się jak natrętny świadek Jehowy. Jest to cokolwiek śmieszne, że nadal chcesz dyskutować jak Gospodarz pokazuje ci palcem drzwi!

  73. SwiatDucha
    Feb 11, 2013 @ 22:05:25

    Dzięki Ksenia za wsparcie

  74. Darek
    Feb 12, 2013 @ 00:53:30

    P.Andrzeju dobrze Pan sobie radzi, odpierając krokodyli atak tak wysokiego kalibru! Rąbie Pan idee K. z anupadaki, jak drwa na opał! Może to jeszcze nie koniec walki, ale w tej lekcji pokazał mi Pan jak podejmować skuteczne, stanowcze i zdecydowane, decyzje[wybory], aby nie stać się ofiarą jakiejkolwiek narzuconej idei! W tym przypadku demonizmu. Już na początku czułem zapach “siarki”, ale byłem ciekawy jakich jeszcze sztuczek użyje K.aby mnie spróbować przeciągnąć na swoją stronę. Długo nie odpuszczał, ale chyba wyczuł że ze swoimi ideami nie ma szans. Przyznam że wziął mnie trochę na litość z tą śmiercią kliniczną. Wtedy Pan wkroczył ze swoim orężem! Tak czy inaczej nie dałby rady mnie omotać. Raz że jestem uparty i zdążyłem się uodpornić w realu na podobne ataki “zielonoświątkowców”, czy “świadków Jehowy” z poziomu idei. Pamiętam że dwa razy w życiu dałem się omotać założycielom sekty “Odnowy w Duchu Świętym”, i poszedłem na ich spotkanie. Sala była nie wielka, a ludzi było od groma, że nie można było się ruszyć, ani czym oddychać. Podejrzewam że większość okien była celowo pozamykana. Tylko “Guru”mógł zaczerpnąć świeżego powietrza. Całość seansu trwała 3 godz. Po wyjściu byłem niedotleniony i szedłem do domu jak pijany! Drugim razem było jeszcze gorzej! Po 2 godz.DEMON wmówił nam że nastał ten moment i jesteśmy pod działaniem Ducha Świętego. Nagle ludzie zaczęli jęczeć, wyć, płakać, tarzać się po podłodze. Osoba stojąca blisko mnie wyła mi do ucha. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałem na własne oczy. Od tej pory nikomu z tych świrów nie pozwalałem się do mnie nawet zbliżać. Też mam taką nadzieję że krokodyl, chociaż mały był, z anupadaki się zmył. Pozdrawiam!

  75. ala
    Feb 12, 2013 @ 06:31:31

    Jestem w sumie dosc nowa w swiecie obudzonych , i wielu zeczy dopiero sie ucze , poznaje , chociaz czasami wydaje mi sie ze wiem o tym doskonale , juz od dawna . polknelam juz E Tolle , Rozmowy z Bogiem , wszystkie tomy , Kilka dni temu trafilam na ten portal , bardzo interesujacy , to cos czego szukalam , na ten czas, dodaje mi cos nowego , chcalam wiec podziekowac za swietna lektore ,Z wielama wypowiedziami zgadzam sie , a inne dopiero poznaje . Niedawno wlasnie dowiedzialam sie ze jestem stara dusza , i twoj opis sd calkowicie pasuje do moich odczuc . A tak w nawiasie , jezeli wybieralbys sie do Vancouver w przyszlosci jeszcze raz to daj znac , znalazlo by sie prawdopodobnie kilka osob do jakiejs dyskusji .Jakiekolwiek rady , lub kierunkowskazy ?

  76. Darek
    Feb 12, 2013 @ 12:49:26

    Kurde! Mącisz mi we łbie! Nie wiem o co Ci chodzi? Mnie to nic nie obchodzi! Ja mogę kopać się w wodzie święconej, a ty weź i siebie nią pokrop! Tylko nie krop sobie po oczach! Jeszcze będę cię miał na sumieniu, że cię do tego namawiałem! P.Andrzeju nie banuj go może na razie? Teraz będziemy mieli czarnego papieża. Zobaczymy co ksiądz będzie miał do powiedzenia w następnym poście.

  77. SwiatDucha
    Feb 12, 2013 @ 23:05:04

    Witaj!
    Dzięki za miłe słowa!

    Mam nadzieję, że witryna się przyda.

    Czy ja jeszcze będę w Vancouver? Hym.. nie wiem, jeśli mam szczerze mówić. Ale za zaproszenie dzięki!
    A rady? Tzn dotyczące czego, jakiego tematu?

  78. pcpcpc
    Feb 17, 2013 @ 22:37:52

    Nie przeczytałem jeszcze całego tekstu ale w pewnym momencie gdzie pisałeś o rozmowie z duszą przedmiotów czy swoją stwierdziłem, że już napiszę komentarz zanim moje myśli się rozmyją. Dusza zbiorowa to rozumiem jest egregor/wahadło? A skoro można rozmawiać ze swoją duszą to czym my jesteśmy? Zawsze myślałem, że właśnie duszą, która postrzega ciało i ego jako “ja”. Skoro mogę rozmawiać ze swoją duszą to kim jestem?

  79. SwiatDucha
    Feb 18, 2013 @ 01:46:21

    > “Zawsze myślałem.. ”

    Rozwój polega na zmianie. Może okazać się, że dotychczasowe przekonania stoją na drodze do rozszerzenia wizji, świadomości..
    Czym/ kim jestem? Świetne pytanie, jogini od wielu tysięcy lat je przekuwają na doskonałe osiągnięcia :)
    Tak trzymaj!

    > “Skoro mogę rozmawiać ze swoją duszą to kim jestem?”
    Najpewniej chyba nie samą Duszą.. dalej to jest opisane, jest coś takiego, jak Świadome Ja, które pojawia się w pewnym momencie rozwoju, nie jest ono cielesne [nie ma żadnego ciała subtelnego]. I wydaje się, że to ono się oświeca.

  80. pcpcpc
    Feb 18, 2013 @ 15:59:27

    Kepos – w takim razie jak sklep może mieć duszę? Dla mnie to jakiś egregor, który tworzy się w danym sklepie.

  81. eile
    Feb 24, 2013 @ 16:47:09

    Lubie czytac Twoje przemyslenia, bo pozwalaja mi one ubrac w slowa spora czesc moich odczuc :) Fajnie ze piszesz o wielu zjawiskach, procesach tak otwarcie i nie starasz sie nikogo ukierunkowac na “SLUSZNA” droge.
    Ja dopiero rozpoczynam swoja przygode z rozowjem i w pierwszych jej krokach postanowilam nie narzucac sobie zadnej prawdy powszechnej i ogolnie obowiazujacej bo uwazam, ze prawda jest w nas i to my powinnismy ja odkrywac w sobie, a nie tylko dawac waire tym co sa dalej od nas. Dlatego wlasnie lubie tu wracac po inspiracje do stawiania dalszych krokow i dalszych przemyslen.
    Spora czesc opisywanych rzeczy czuje/odbieram podobnie, sa tematy do ktorych nie potrafie sie odniesc i sa takie z ktorymi nie do konca sie zgadzam. Mimo wszysto ciesze sie, ze sie rozwijam :)

    pozdrawiam,
    eile :)

  82. SwiatDucha
    Feb 24, 2013 @ 18:35:25

    Dzięki za miłe słowa, również Cię pozdrawiam!

  83. Conchita
    Jun 21, 2013 @ 14:28:50

    Fajny film, inspirujący… Na mnie też źle działają upały. Czuje się ugotowana :).

  84. Trackback: Choroby Przenoszone Drogą Duchową | Kraina Blogini
  85. Paula
    Jul 22, 2013 @ 16:27:39

    O sposobach rozmowy z Duszą napisał Pan:
    “A chociażby pisanie “za kogoś” afirmacji z odpowiedziami. Też można, też Dusza będzie odpowiadać.”
    Czy mógłby Pan to rozwinąć? Nie bardzo rozumiem, o co chodzi.
    Chciałabym zacząć porozumiewać się z Duszami, ale najpierw muszę przeczytać cały tekst (jest dość długi), aby wiedzieć, co od nich pochodzi (jakie działania, pragnienia itp.).
    Nie wiem, o co mogłabym zapytać swoją (albo cudzą) Duszę, o czym z nią rozmawiać. Lub o czym można rozmawiać z – dajmy na to – Duszą samolotu, czy sklepu? Ma Pan jakiś pomysł.
    Użytkownik pcpcpc napisał, że myślał, że to my jesteśmy Duszą.
    Też tak myślałam. Czy to jest tak, że nie jesteśmy tylko Duszą, ale składamy się ze Świadomego Ja, ego itd. oraz m.in. z Duszy? Że składamy się z wielu części w skład których wchodzi także Dusza?
    Jestem też ciekawa, w jaki sposób “bada” Pan ludzi – ich obciążenia duchowe, poziom Duszy.
    Bardzo podoba mi się Pańska witryna i mam nadzieję, że nie zrezygnuje Pan z rozwijania jej – chyba, że nie ma już nic do dodania.
    Pozdrawiam :)

  86. SwiatDucha
    Jul 22, 2013 @ 17:23:22

    Paula:

    Przyjemnie jest czytać ciekawe teksty.
    Ciekawość pochodzi od osobowości, zaś pragnienie, duże zaangażowanie pochodzi od Duszy.
    Jeśli twoje zainteresowanie pochodzi od osobowości, to przejdzie, wystarczy, że dostatecznie je nasycisz. Jeśli pochodzi od Duszy, to będziesz miesiącami badać, dociekać, rozważać, konwersować z własną Duszą i Wyższymi Jaźniami o tym temacie, zarówno na jawie jak i we śnie..

    Jeśli masz w losie zapisane kontakty z Duszami, to same tematy przyjdą, będą cię męczyły, aż nie wyjaśnisz ich. Jeśli tylko “się zastanawiasz”, to po krótkiej intelektualnej analizie sprawa tematu rozmowy z Duszą pójdzie w zapomnienie. Mnie do tego wystarcza wikipedia.

    Z tego powodu więc wszelkie dokładne tłumaczenia moje nie mają dużo sensu – jeśli masz przeżyć przygodę, przeżyjesz. Jeśli masz zapomnieć po tygodniu – zapomnisz, nawet jeśli ja się mocno będę starać aby przybliżyć temat. Misjonarze i reklamiarze różnego typu rozpuścili osobowości ludzi tak, że one teraz domagają się objaśnień, chociaż potrzeba jest powierzchowna i nie pochodzi z Duszy i właściwie nie jest niezbędnym, aby się tego czegoś dowiedzieć.

    Jeśli Średniowiecze nazwać epoką Duszy [i jej głębokiej nieracjonalności], to obecne czasy są czasami osobowości i jej logicznej powierzchowności.

    “A chociażby pisanie “za kogoś” afirmacji z odpowiedziami. Też można, też Dusza będzie odpowiadać.”
    Czy mógłby Pan to rozwinąć? Nie bardzo rozumiem, o co chodzi.”

    Moja witryna dotyczy osobistego rozwoju. A rozwój wymaga praktykowania [nie zawsze pracy, czasami medytacji, czasami dowiedzenia się, czasami refleksji, czasami sesjowania].

    Jeśli nie rozumiesz o co chodzi z afirmacjami, a chcesz się dowiedzieć, to najlepiej zacząć je pisać, czyli praktykować. Jest to tak podstawowa wiedza i tak powszechna, że Google przewodnikiem.
    Wiedza jest co prawda powszechna, ale już osoby mające pogłębione osiągnięcia w afirmacjach, to już ledwie jednostki. Bo trzeba się zaangażować. Informacje w Googlach znajdziesz. Natomiast osobistych osiągnięć duchowych w Googlach nie znajdziesz. Ani w wikipedii.

    Nie zamierzam nikogo prowadzić na manowce – jeśli nie chcesz pisać afirmacji [a nawet nie mrugnę na to], nie osiągniesz efektów które one dają. Dla zdrowia można nawet odwodzić cię od tej praktyki, bo po co masz się oszukiwać?
    Jeśli zaś zaczniesz je pisać, to będziesz postępować w zrozumieniu i w relacjach z Duszą.

    To oczywiście jeden z wielu sposobów, może sama znajdziesz inny sposób, są także tu na witrynie. O ILE pragniesz. Jeśli jesteś tylko ciekawa – nic tu po moich wyjaśnieniach. Ciekawość – pierwszy stopień do piekła, długotrwałe zaangażowanie – pierwszy stopień do Raju.

    Warto więc znaleźć swoją drogę życia, drogę, którą chce podążać Dusza.

    “mam nadzieję, że nie zrezygnuje Pan”
    moja Dusza zechciała pisać o tych sprawach, jeśli będzie kontynuować zainteresowanie, to teksty będą powstawać.

    Jak badam obciążenia? Znajdź w spisie treści temat o analizach obciążeń i poczytaj.

    Kim jesteśmy? Jesteśmy pozamaterialną, pozacielesną [także poza ciałami subtelnymi] świadomością utożsamioną, a to z tą, a to z tamtą cząstką istnienia, w zależności od okoliczności życia – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tak można to opisać.

  87. kropelka
    Jul 22, 2013 @ 21:45:29

    Andrzeju piszesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a zaangażowanie – pierwszy stopień do Raju.
    Gdy to przeczytałam, trochę się zawstydziłam, że napisałam wczoraj, iż miejsca mocy bardzo mnie zainteresowały.:) Rozważam tę Twoją tezę i zastanawiam się czy ciekawość osobowości może wpłynąć na wzbudzenie pragnienia duszy. Bo wydaje mi się, że w moim przypadku tak właśnie bywało, że najpierw coś było przedmiotem mojego zainteresowania, zdobywania wiedzy, a potem pojawiało się pragnienie doznań z tym zwiazanych i zaangażowanie.

    Np. czasami zdarza się, że spotykamy się z kimś z ciekawości, a potem obcując z tym człowiekiem, co raz bardziej angażujemy się w znajomość, czego finałem może być nawet miłość.

    Czy myśląc tak, jestem w błędzie ?

  88. SwiatDucha
    Jul 23, 2013 @ 01:33:51

    kropelka:
    jeśli dobrze rozumiem, pytasz się mnie o.. swoją prawdę, jaka ona jest. Czy może być taka a taka.. pewnie może.

    nie mogę Ci odpowiedzieć co ma się konkretnie stać, ponieważ co okaże się twoją prawdą, tego należy szukać u Ciebie.

    Piszę na stronie początkowej, że ścieżka duchowa jest taka, że to adept sam sobie sam udowadnia prawdziwość swoich przekonań.

    Nie mam prawa mówić Ci, co ma być prawdą dla Ciebie. Snuję przypuszczenia jedynie. A człowiek sam w swoich decyzjach, postawach realizuje swoje życie, pragnienia swojej Duszy.

    Jeślibym mówił, co ma się zdarzyć, to by od razu powiedziało, że stawiam się wyżej od Ciebie, a nic mi przecież nie daje takiej pozycji. Wobec Boga jesteśmy równi.

    Może twoją prawdą będzie właśnie najpierw intelektualna ciekawość a potem z tego się zrodzi poryw Duszy? Nie mnie sądzić.
    Ja tylko to wiem, że na tyle dbam o siebie, że nie chce mi się być ezoterycznym ramieniem wikipedii. Nawet jeślibym wiedział dużo, to nie będę wszystkiego pisał na każde pytanie. Po co powielać sieć? [nie jestem Czakiem Norrisem, który skopiował cały internet :)]
    Wg mnie warto pisać coś, czego nie znajdzie się gdzie indziej.

    tzw. pójście do “piekła” [czyli uruchomienie procesów mentalnych, intelektualnych itd] poprzez osobowość też jest częścią Boskiego planu. Więc nie ma co się na to obrażać, jeśli akurat jakiś ktoś chce tego. Ma do tego całkowite prawo!
    i to akurat po jakimś czasie może dawać, jak piszesz, wzbudzenie pragnienia Duszy. Bo na początku może by nie miała motywacji do pragnienia w tym obszarze?

  89. kropelka
    Jul 23, 2013 @ 20:56:57

    Dopiero od niedawna rozróżniam u siebie duszę od osobowości i innych elementów swojego człowieczeństwa.Gdy uzyskałam pewien stopień świadomości w tym względzie, zrozumiałam, że chyba od zawsze miałam kłopoty ze swoją duszą i musiałam doprowadzać ją do porządku przez wyższe jaźnie.Tak przynajmniej mi się wydaje.

    Niekiedy dusza wiodła mnie na manowce, realizując na oślep jakieś pragnienia, bez reszty angażując się w szaleńcze projekty, relacje, misje.W efekcie żyłam jak zadżumiona i rujnowałam sobie różne sfery życia.
    Pragnienie doświadczania przez duszę doprowadzało mnie do rodzaju jakiegoś zniewolenia i nieprzytomności.Nie miałam jednak pojęcia, że to wszystko może dziać się za sprawą mojej duszy ?

    Do tej pory tak mam, że czasami odczuwam jakbym była ” podwójna “, jakby były we mnie jakieś dwa duchowe byty. Jeden np. rozmawia z kimś na bardzo poważne tematy, a drugi w tym samym czasie powstrzymuje się od śmiechu.Jeden uważa, że należałoby pomóc koledze w trudnej, życiowej sytuacji, drugi zaś złości się, że mu pomagam. Czy jeden byt to dusza a drugi to wyższa jaźń ?Nie zawsze jestem w stanie je oddzielić.

    Powiem szczerze, jest mi z tym źle, a nawet ciężko czasami.Zwłaszcza gdy pojawia się poczucie winy z powodu pragnień duszy, które moja” świadomość” ocenia jako niewłaściwe.Chciałabym uzyskać w sobie jedność duchową, pokój, a tu się po prostu nie da.Przychodzą nawet myśli, że są we mnie dwie dusze ! I trochę mnie to niepokoi. Jednym słowem mam dużo do uporządkowania w swoim wnętrzu.

    ” … pójscie do piekła, czyli uruchomienie procesów mentalnych, intelektualnych “-

    – ciekawa metafora…

  90. SwiatDucha
    Jul 25, 2013 @ 00:01:43

    Dusza może chcieć pomagać koledze
    ego [cząstka osobowości] może się wściekać, że marnujesz czas
    A Świadome Ja się temu wszystkiemu przygląda

    Masz rację, że wyprowadzenie siebie “na prostą” gdzie wszystkie cząstki w miarę ciągną w jedną stronę może dać spory komfort życia.

    Wydaje mi się, że jesteś na dobrej drodze. Zrozumienie, uświadomienie sobie klocków, które występują w tej układance jest początkiem. Dalej chyba będzie ustalenie osobistych priorytetów, dogranie celów tak, aby każda cząstka istoty miała coś dla siebie. Po takim zabiegu może się mocno polepszyć, chociaż może życie przestać być:
    a) zgodne z oczekiwaniem otoczenia
    b) zgodne z dotychczasowymi wyobrażeniami

    ” … pójscie do piekła, czyli uruchomienie procesów mentalnych, intelektualnych “-

    tak, można przypatrzeć się np. na naukowców jak biedacy cierpią w nerwicach, czyż to nie “piekło” umysłu?

  91. hahahel
    Jul 25, 2013 @ 13:39:07

    Może nie powinienem się wtrącać, ale dorzucę swoje trzy grosze. Po pierwsze – Darek, wyluzuj. Pędzisz jak burza i siejesz czasami nie mniejsze spustoszenie z równie dużą siłą. Patrząc na odpowiedź Andrzeja widzę w niej zwrócenie na Twój wcześniejszy komentarz, gdzie pisałeś, że chcesz opisać to, czego nie napisał nikt, a Andrzej stwierdził tylko, że możesz to zrobić i z chęcią to opublikuje. Tylko to co będziesz chciał, aby było opublikowane. To krok w Twoją stronę, aby dać możliwość zaprezentowania siebie jeśli tego chcesz, nie żaden atak itd.

    Swoją drogą nie rozumiem, dlaczego w Twoich postach Darku jest tyle krzyku, pośpiechu. Gdzie się spieszysz ?

  92. gość
    Aug 12, 2013 @ 21:09:37

    Witam, a ja może napisze coś od siebie.
    kiedy zacząłem pracę duchową zrozumiałem ile dzieje się po drugiej stronie.
    W końcu Bóg stworzył rzeczy widzialne i niewidzialne i o nich mówię.
    Kiedy wyobrażasz sobie Boga jako postać sądze że jest się w błedzie.
    Nazywm go obecnością dlatego że jego istota jest wkoło,przenika,harmonizuje i to można odczuć.

    Kiedy rozmawiam z duszą drugiego człowieka a ona operuję energią miłosci a dokładnie częstotliwością tego słowa to jest niesamowita energia.
    Na tej ziemi wszystkie dusze które inkarnują za swoje zadanie ( z kilku ew.pozostałych) do wypełnienia to nauka miłości. To na tej ziemi a jest kilkanaście planet o tej nazwie to właśńie na tej jest doświadczanie dobra i zła.
    to tutaj nauka i wzrastanie duszy odbywa sie najszybciej ale i najdotkliwiej.
    Każda dusza z którą mam okazje rozmwiać wskazuje na ten fakt.

    Pozdrawiam

  93. SwiatDucha
    Aug 12, 2013 @ 22:51:25

    Witaj gościu! Dzięki za komentarz.

  94. Ksenia
    Aug 13, 2013 @ 11:15:27

    Nauka miłości poprzez zrozumienie kim naprawdę jesteśmy. Poprzez zdzieranie iluzji dochodzimy do siebie prawdziwych i wtedy wychodzimy z somnambulizmu..

  95. Ksenia
    Aug 13, 2013 @ 11:39:58

  96. Paula
    Aug 30, 2013 @ 20:07:52

    Witam. Mam pewien problem i myślę, że to właśnie Pan może mi pomóc.
    Ciężko mi to wyjaśnić, ale spróbuję najjaśniej jak potrafię. Przepraszam za liczne powtórzenia w poniższym tekście :) Mogę też pisać trochę niezrozumiale i chaotycznie, to chyba kwestia dnia, ale postaram się :) To, co piszę w mojej teorii może być trochę naiwne, ale pogubiłam się w całej wiedzy ezoterycznej, o reinkarnacji i niewiele wiem. Mianowicie:

    ———————————–ZARYS PROBLEMU——————————————–
    Jestem altruistką, pacyfistką, artystką, humanistką, interesuję się ezoteryką, kocham naturę i ludzi, z cech ogólnych, ale istotnych interesuję się starymi czasami (szczególnie wiek XX) i nie cierpię nowoczesności, ale… Mam także cechy (?), które zupełnie kłócą się z moją osobowością, ze mną.

    Są to zainteresowania militariami, patriotyzm (a nie uznaję podziału ludzi, nawet na narody) i chęć zaciągnięcia się do wojska, oraz ogromne, nienaturalne wręcz w moich oczach zainteresowanie właśnie drugą wojną światową. Czuję się dziwnie związana z wiekiem dwudziestym, dosłownie, jakbym wtedy żyła. Posiadam także, wiele razy chwaloną, godną podziwu celność, którą klasyfikuję jako zdolność wrodzoną, ponieważ wykazałam się już podczas swojego pierwszego w życiu strzału w wieku lat dwunastu.

    Ale najważniejsza jest moja chęć wstąpienia w szeregi armii. Nie jest to zwykła zachcianka.
    Po raz pierwszy poczułam ją jak miałam zaledwie sześć lat. Sześć lat później pragnienie znowu dało o sobie znać i teraz, już osiem lat później, odczuwam to nie jako chęć, a jak przymus, konieczność.

    Coś każe mi iść do wojska, ponagla mnie, a póki co nie mam możliwości tego zrobić. Muszę iść do wojska, czuję, że jeśli tego nie zrobię, nie będę szczęśliwa. Rok temu, kiedy miałam stany lękowe, gdy odczuwałam lęk przed śmiercią i kalectwem martwiło mnie w szczególności, że nie będę mogła (w razie śmierci albo wypadku) pójść do wojska. Myśl o pójściu do wojska towarzyszy mi cały czas. Zastanawiałam się nawet, czy nie zrezygnować z pójścia na studia by wcześniej iść do wojska. Przymus (mało w tym już jest “chcę”, prawie w ogóle, a jeśli już, to bierze się z przymusu) daje o sobie znać silniej, gdy widzę przechodzących żołnierzy, filmy o podobnej tematyce czy nawet wzór moro.

    Doprowadzało mnie to do rozpaczy i nieraz wyciskało łzy, ponieważ moja właściwa osobowość chce zająć się czymś innym – ogrodnictwo, mnóstwo czasu (którego w pracy we wojsku jest mało) dla założenia rodziny, działalność charytatywna, resocjalizacja młodzieży, pisarstwo, turystyka.

    Przez to wszystko, te dwie strony, stałam się kopalnią sprzeczności.

    “DoprowadzaŁO”, “wyciskaŁO”. Właśnie. Napisałam to w czasie przeszłym, ponieważ podczas cudzej rozmowy, której byłam świadkiem, o tym, czym zajmuje się we wojsku współcześnie, zrozumiałam rzecz prostą i oczywistą, ale, jak widać, nie dla mnie – teraz we wojsku nie ma zbyt wiele do roboty, ponieważ na większości globu trwa obecnie pokój. Nie ma wojny. Nie będę walczyć za Ojczyznę.
    Naprawdę sobie tego nie uświadamiałam. Po tym, jak to nastąpiło, przymus zniknął, tak, powiedzmy, w 98, 99%.
    I to nie było próżne pragnienie heroizmu.

    Dzisiaj, nieco ponad tydzień od tamtego zdarzenia, przejeżdżałam koło Muzeum Armii Krajowej. I wróciło. Słabiej, ale jednak. Męczy mnie to, bo chciałabym być wreszcie naprawdę sobą, wreszcie wolna, tak jak podczas tamtego tygodnia.

    No, i właśnie. Poniżej moja teoria, co to może być, a jednocześnie pytanie do Pana – czy jest ona prawdopodobna? Czy da się, i jak, rozwiązać ten problem?

    —————————————–MOJA TEORIA—————————————–
    Myślę, że być może moje poprzednie wcielenie miało miejsce podczas wojny. Zaistniała konieczność obrony Ojczyzny. Z jakiegoś powodu mogłam nie brać udziału w walce, bądź jeśli brałam, nie sprawdziłam się jako żołnierz.

    Więc być może moja Dusza (nie do końca uświadamiając sobie obecne realia?) przeniosła… emocje? fragmenty osobowości? lęki? (np. mój paniczny lęk przed robakami, który mógł wziąć się z doświadczeń z niekorzystnych warunków życia podczas wojny) z poprzedniego wcielenia do obecnego? Przez jakiś błąd, w jakimś celu?

    Nie mam na razie możliwości na regresing pod opieką hipnotyzera, tym bardziej samodzielny, więc nie mogę zbadać poprzedniego wcielenia, ale chętnie to zrobię przy pierwszej okazji.

    Czytałam, że Dusza w celu doświadczenia jakichś przeżyć może przyciągać różne zdarzenia, jak przykład z podróżą samolotem podany na Pańskiej stronie. Ciekawe, czy jeśli w tym przypadku miałaby jakiś konkretny cel, który chciałaby urzeczywistnić, dotyczący poprzedniego wcielenia, czy mogłaby wywołać wojnę?

    Czytałam też, tylko pobieżnie i już nie na tej witrynie, o śladach na ciele biorących się z uszkodzeń mechanicznych w poprzednim wcieleniu. Nie mówiąc już o przypadkach urodzenia się z np. niepełną, jakby amputowaną kończyną, ciekawe, czy dotyczy to też plam i plamek na ciele :D Takich trwałych, od urodzenia. Gdy nie mają żadnego podłoża chorobowego, a jakaś przyczyna musi być ;) Widziałam kiedyś chłopczyka, który na całej prawej część twarzy, do ust, miał dużą, brązową plamę, a oko na tej połowie miał jakby opuchnięte, mniejsze, przymrużone, chore? Kojarzy mi się to z częściową utratą twarzy po wybuchu, oblaniu kwasem, porażeniu prądem. Czy to możliwe?

    Oraz zauważyłam pewną ciekawą rzecz, czy mógłby się Pan na ten temat wypowiedzieć? Otóż, wiek XX był pełen malutkich bitew i wielkich wojen, aż do jego końca – około 135 konfliktów zbrojnych! Należę do pierwszych pokoleń po I i II wojnie, oraz do pierwszego pokolenia po innych licznych wojnach. Zaobserwowałam (m.in. na forach dot. reinkarnacji), że wiele osób, prawie wszystkie z tych pokoleń podejrzewają, czują, jak ja, bądź już wiedzą, że poprzednie wcielenie miało miejsce w czasach wojny. Jest to ciekawe zjawisko, i biorąc pod uwagę, ile osób zginęło w wieku XX bądź zginęło nagle, masowo, podczas II wojny oraz czas Duszy do kolejnej inkarnacji, całkiem możliwe.

    Niewykluczone więc, że żyłam podczas ii wojny, zwłaszcza, że już jako małe dziecko (nie pamiętam, ile miałam lat, jako dziecko) miałam kilka snów dot. wojny, wojska, jeszcze, gdy nic raczej o tym nie wiedziałam. Pamiętam dwa, jeden głupszy, jak to w snach dzieci, ale drugi poważny i krótki: Jestem w lesie. Jeżdżą czołgi. W panicznym strachu próbuję się gdzieś ukryć, schowałam się chyba za jednym z nich.
    Ale wątpię, żeby były to wspomnienia.

    Kiedy byłam w zeszłym roku we Frydmanie koło Czorsztyna na wakacjach, miało miejsce dziwne zjawisko. Kilka nocy z rzędu śniła mi się wojna. Jeden ze snów zapamiętałam: Świeżo po wojnie. Odlatuję z pola bitwy, nie wiem jak, ale ląduję na spadochronie, przelatuję nad lasami. Uwieszeni mnie są moi towarzysze broni. Po drodze część z nich spada, ci ranni umierają. Wcześniej, na polu bitwy, dużo moich przyjaciół zginęło. Gdy wylądowałam, udałam się na spotkanie ze swoją matką. Ona była rozradowana moją obecnością, poszłyśmy (albo poszliśmy, nie pamiętam, jakiej płci byłam we śnie) do kawiarenki, zamówiła mi kawę i chyba coś jeszcze. Była piękna pogoda, wojna się skończyła, ja jednak miałam depresję. Czułam ogromny, przygnębiający smutek, chwytający za gardło i wyciskający łzy z oczu. Nic mi się nie chciało. Nie chciałam żyć.
    Czułam te emocje bardzo wyraźnie.

    Na dodatek, już na jawie, idąc ulicami miasteczka za każdym razem miałam wrażenie, że jedzie za mną czołg. Każdorazowo oglądałam się za siebie, ale, rzecz jasna, nic tam nie było.
    —————————————————————————————————–

    Pozdrawiam bardzo serdecznie, bardzo proszę o odpowiedź i z góry dziękuję :)
    Jeśli Pan to całe przeczytał, na co szczerze mówiąc mam nadzieję, to gratuluję, jestem pełna podziwu – bez tego podpisu całość to ponad 2 strony A4 i 1138 słów :D

  97. bedmat93
    Aug 31, 2013 @ 08:30:24

    Czy są leki, które uzdrowią duszę, albo czy jest możliwe Pranie Duszy(od prania mózgu)?

  98. SwiatDucha
    Sep 01, 2013 @ 16:38:13

    Cześć, jak widać, bardzo mocno cię Dusza twoja piliła abyś walczyła za ojczyznę, to ona tak cię mocno pchała w szeregi armi.
    Jednak Dusza jest zdolna do zmiany postawy, argumentem tutaj były zasłyszane słowa o tym, co się robi dzisiaj w armi. I Dusza stwierdziła, że nie ma tam wiele do roboty.

    To oczywiście mogą być silne przeżycia związane z walką w okresie wojny. Wszak wiele osób walczyło, z dużym zaangażowaniem. I Dusza mogła tak sobie to wziąć do siebie, że chce powtarzać.

    Jak się uwolnić? Powtarzać sobie afirmacje, np.
    “Uwalniam siebie i swoją Duszę z konieczności walki zbrojnej za ojczyznę.
    Uwalniam siebie i swoją Duszę z konieczności powtarzania doświadczeń, uczuć, emocji i relacji, które miałam kiedyś w poprzednich wcieleniach.
    Dostrzegam przyczyny dla których chciałam to robić.

    Uczę siebie i swoją Duszę nowych zachowań, otwieram siebie i swoją Duszę na nowe doświadczenia, nowe obszary przyjemnych, radosnych i wartościowych przeżyć, które mogę sama wybierać.”

    można zobaczyć na afirmacje.pl

    ja również, Paula, pozdrawiam.

  99. Marlena
    Dec 18, 2013 @ 08:41:57

    Chciałabym się dowiedzieć czegoś na temat powtarzających się snów z nieżyjącą od dawna babcią, czy też z tematyką szkolną jak np. wielokrotne pisanie matury? Kto mnie tym męczy?

  100. SwiatDucha
    Dec 18, 2013 @ 13:24:52

    To pewnie Dusza tak przeżywa i ona i siebie i ciebie tym męczy. Jeśli Dusza stwierdziła, że tamta osoba, tamta sytuacja jest jakoś ważna, to będzie się tego trzymać jak przyklejona. Dopóki nie podejmie innej decyzji, np. dopóki jej nie przekona jakieś wydarzenie, albo ty sama z pomocą rozmowy, terapii itp.
    A i dusza babci także może w tym uczestniczyć, bo czemu nie?
    Ja jestem zwolennikiem znajdowania przyczyn zjawisk u siebie – dlaczego moja Dusza wybiera uczestnictwo w czymś, albo wręcz, dlaczego coś uruchamia, tworzy.

  101. Marlena
    Dec 21, 2013 @ 08:25:07

    Dziękuję za odpowiedż. Postaram się dojść do ładu za pomocą afirmacji, jeśli się nie uda, poproszę o następne wskazówki. Urodziłam się 13 stycznia i mam nadzieję, że ciągnę za sobą jakiegoś ogona karmicznego.

  102. SwiatDucha
    Jan 18, 2014 @ 21:23:17

    Ciekawe potwierdzenie dla tej strony:

    tekst pochodzi ze strony forum

    http://www.abraham-bank.org/forum-pl/prawo-przyciagania-f3/mamo-co-to-jest-dusza-t1104.html

    Re: Mamo, co to jest dusza?

    Postprzez Anielka » dzisiaj, o 10:27
    Ale numer…Po tym filmie o duszy, który mnie przeraził (napisze później dlaczego), mam przemożną chęć na oczyszczenie swojej duszy z doznań z poprzednich bytów. Dzisiaj w nocy miałam sen, cholernie dziwny, bo uczestniczyły w nim osoby z mojej dalszej rodziny, z którymi nie utrzymuję bliższych kontaktów oraz osoby z rodziny , z którymi kontakt z różnych powodów się rozluźnił. Była tez przyjaciółka z dzieciństwa , z którą niemiło się rozstałysmy , a we snie dzwoniłyśmy do siebie. Był to zaskakujący zestaw osób, o których nie myślę, z którymi nie wiążę żadnych emocji, więc nie wiem dlaczego akurat one. Była jeszcze osoba – ciotka, która w rzeczywistości nie istnieje, ale wiedziałam, ze jest moją ciotką. Może to ta, która umarła kilka dni po porodzie?
    I ja z tym całym towarzystwem niby świętujemy chyba nowy rok w nowym domu jednej z tych osób, ale obok domu jest peron i stoją tam dwa pociągi równolegle obok siebie. I my dla zabawy przechodzimy z pociągu do pociągu. W pewnym momencie kuzyn zwalnia hamulec i jeden z pociągów trochę się cofa i zatrzymuje w połowie tego drugiego. Zamysł kuzyna był taki, aby ustawić pociągi na jednym torze, jeden za drugim, ale ja bałam się tego co robi kuzyn. Ktos lub ja powiadomiłam o tym i wyszła mała afera. Obudziłam się na etapie kiedy pociągi stały jeden w połowie drugiego…
    Rano wrzucam w wyszukiwarkę hasło -jak oczyścic duszę z poprzednich bytów, czy jakoś tak i wybieram stronę:

    http://swiatducha.wordpress.com/dusza/ [czyli link do tej strony]

    a tam…dwa pociągi …
    Prosze mi to wytłumaczyć, bo miałam mieć spokojny wekeend…

  103. izana
    Mar 19, 2014 @ 19:39:42

    Witam. Chętnie dołączę do grona osób zainteresowanych systemem Łazariewa.
    Z zapartym tchem przeczytałam kilka jego publikacji. Pozostaje pod wrażeniem.

  104. tanita
    Mar 21, 2014 @ 21:57:25

    Drogi Świat Ducha, dziekuję za odpowiedź :-). Napisałam: “Jeśli ktoś nie wierzy, że tak jest naprawdę, to niech to sam sprawdzi, zanim wypowie się na ten temat.”, bo tylko w taki sposób poznajemy Prawdę, tj. poprzez poznanie. Hmm… poczułam się tak, jakbyś odebrał to jak jakiś atak na swoją osobę… A tak nie jest. Ja to napisałam ogólnie, a nie do Ciebie. Ale skoro, to tak odebrałeś, to bardzo Cię za to przepraszam. I innych, kto poczułby się urażony powyższym cytatem.
    Tutaj uściśle swoje doświadczenie- to zostało mi pokazane w taki spsób, że ja stałam się tą Świadomością (oczywiście przez czas tego objawienia). To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że oświeceni mają rację opisując tak duszę (obserwatora, świadka, świadomość), jak i mają rację nawołując do tego, aby sprawdzać informacje, a nie ślepo wierzyć w nie. Bo póki mamy ‘wiedzę’ z książek, to jest to informacja, w którą można wierzyć lub nie, a gdy doświadczamy, to wtedy jest to wiedza, i to z samej głębi naszj Istoty. Nie wiem, dlaczego tak źle odebrałeś mojego posta, niezgodnie z moją intencją…? Bo to miałam na myśli.
    Mam nadzieję, że teraz lepiej się wyraziłam… Ale jeśli nie, to tak czy owak nie odbieraj tego negatywnie. Oto Cię proszę ;-).
    Ja od dziecka mam kontakt ze swoją WJ. Często zadaję Jej różne pytanie, ale nie zawsze na wszystkie otrzymuje odpowiedź. Udziela mi tych odpowiedzi w przerózny sposób. I dużo informacji zawartych w różnych książkach, potwierdza mi, ale nie wszystkie.
    Te Świadome Ja, o którym napisałeś :-), to właśnie Dusza, tylko Ty (jak się zorientowałam) posługujesz się nazwami zaczerpniętymi z książki, stąd wynikło to nieporozumienie. Po prostu ‘pewne rzeczy’ nazywami inaczej, choć mówimy o tym samym. Tak to teraz rozumiem…
    Przykro mi, że sugerujesz mi obłudę wytykając serduszko. <3 :-P
    Co do różnych autorytetów… mam Jedno – swoją WJ, innych jedynie sprawdzam. Żaden z ludzi nie jest moim autorytetem.
    Ps. Link, który podałeś w poście, za który dziękuję, niestety nie działa… :-( Szkoda, bo chętnie bym poczytała sobie ten artykuł.

    A tak w ogóle, to świetnie, że prowadzisz tego bloga informacyjnego. Na pewno nie jednemu sie przyda ;-)

  105. SwiatDucha
    Mar 23, 2014 @ 06:28:57

    Poprawiłem link, ma być :

    http://rozwojduchowy.net/4-5-tozsamosc-z-uczuciem/

    Dziękuję ci za miłe słowa na koniec wpisu.
    Chciałbym, naprawdę chciałbym rozmawiać z tobą życzliwie. Natomiast twoje własne słowa prowokują mnie do zachowań zupełnie podstawowych, uruchamiają mechanizmy zapewniania bezpieczeństwa.

    Nie wiem bowiem, czy wiesz, ale weszłaś na witrynę na której dokładnie i konkretnie jest mowa o zaburzających obciążeniach i ich wyrażeniach, różnorodnych atakach [często bardzo zakamuflowanych i subtelnych].

    Ta witryna jest szczególnie narażona na ataki ze względu na prezentowaną treść.
    I w takim razie nie mam ŻADNEGO sprzeciwu w sobie, aby być mocno rygorystycznym, aby tylko utrzymać tutaj czystość energetyczną. Tutaj nie jest żadne forum dyskusyjne, gdzie obciążenia sobie rządzą jak chcą.
    Sorki, ale nie wiem czy rozumiesz, gdzie jesteś.

    Jeśli nie wierzę w serduszka, NIE oznacza to, że nagle sugeruję obłudę, tylko to, że jestem powściągliwy i nie jestem idealistyczny [na ile mogę], ponieważ wiele razy się zawiodłem i zdecydowanie mnie przekonuje treść niż pretendująca do czegoś forma.

    Powiedziałem: “jesteś obłudna!”?
    Nie, nie powiedziałem.
    Nic nie mówię o twojej obłudzie bądź nieobłudzie.

    TO już jest nadinterpretacja.

    “To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że oświeceni mają rację opisując tak duszę (obserwatora, świadka, świadomość), jak i mają rację nawołując do tego,”

    A mnie mało obchodzi, jak ktoś ma misję i “nawołuje”.
    W moim odczuciu ten, kto nawołuje, jest obciążony i energetycznie wysyła bardzo przykre energie.

    Wyższe Jaźnie jeszcze mnie do niczego nie nawoływały. Z tamtych okręgów to tylko obciążone istoty niewcielone to robią, nie Wyższe Jaźnie. Ale możesz te dwie grupy mylić.

    Wygląda na to, że “nawołujesz” do swojego doświadczenia.
    A nawoływanie tu kończy się prędko.

    ” Po prostu ‘pewne rzeczy’ nazywami inaczej, choć mówimy o tym samym. ”

    No nie wiem.. Już drugi raz piszesz o Wiśle a ja o przemyśle. I to ma być zgodność zdań?

    Mam wrażenie, że nie czytałaś moich tekstów o Duszy, że tak piszesz.
    A co najmniej uważasz, że ja pisząc poprzedni post “ot, coś sobie tam napisałem, a i tak uważam po twojemu”, bo przecież mówimy o tym samym.

    Nie mówię o tym samym co ty. Dla mnie to, co opisałaś nie jest Duszą.

    ” Po prostu ‘pewne rzeczy’ nazywami inaczej, choć mówimy o tym samym. ”

    “Po prostu” to uważam, że coś chcesz wmówić, wcisnąć. A to jest tu uważane za pogwałcenie wolności.

    piszesz:
    “opisując tak duszę (obserwatora, świadka, świadomość), ”

    jeśli u Ciebie Dusza = obserwator, świadomość
    to się nie rozumiemy, bo dla mnie to są dwie różne rzeczy.

    Proponuję ci, sugeruję [tu zobacz - jawnie sugeruję], żeby poczytać książki Thomasa Moore, które powołałem w tekście o Duszy. Co zrobisz, nie wiem, ale mogłabyś przez tą lekturę zapoznać się z mniej idealistycznym poglądem na Duszę i na to, że nie jest ona równa Świadomej Jaźni.
    Poza tym o tym by mogły powiedzieć książki Rozmowy z Bogiem, w których miałabyś napisane jak to Bóg się przejawia poprzez mało świadomą Duszę.
    itd. z Hellingerem, Mindellem..

    Ale co zrobisz – twoja sprawa.

    Tak więc, byłbym ci wdzięczny, żebyś nie nazywała mnie “drogim”, żebyś nie słała mi serduszek [jak to mają w zwyczaju osoby z wejściem - sama to robisz taką "słodką" atmosferę jak oni, ja to tylko zauważam, nie mów, że coś sugeruję, jak wskazuję fakty].
    I abyś otworzyła oczy na różnice i to, że nie masz prawa komuś wciskać co ma myśleć i pojmować, nawet jak ty jesteś do czegoś bardzo przekonana.

  106. tanita
    Mar 23, 2014 @ 19:32:15

    Świat Ducha, przeczytałam przed chwilą link, który mi podałeś w poście. Zawarte w artykule informacje są bezwątpienia prawdziwe. Artykuł jest bardzo wartościowy i cenny, godny polecenia. Naogólniej rzecz ujmując opisany w nim jest letarg, w jakim my jesteśmy, póki się nie przebudzimy i nie uświadomimi sobie, że nie jesteśmy swoimi uczuciami, emocjami, ciałem i umysłem (w tym swoimi poglądami, przekonaniami, wyobrażeniami, etykietami, itd). Hmm… pisałam Ci, że jakiś czas temu doświadczyłam, że jestem Czystą Świadomością (jak zwał tak zwał)? Ale zanim tego doświadczyłam, to etap uświadomienia sobie, że nie jestem tym, co wymieniłam powyżej, mam już dawno za sobą. Aczkolwiek, jako obserwator (świadek) nieraz przyłapuję się, jak wchodzę w ten oto letarg, tj. identyfikuję się z uczuciami, np. z przeszłości itd. No coż… wieloletni nawyk… Ale na szczęście, włącza się zaraz świadek i obserwuje, co wyprawia ego – osobowość. I akceptuje to, nie walczy z tym. Z czasem to samo się ‘wypala’. Im więcej się rozpuści, tym bardziej rozszerza się świadomość, i tym lepszy mam kontakt ze swoją WJ. Mam jeszcze wiele do przerobienia. Ego tak łatwo nie popuszcza i ciągle dochodzi do głosu. Na szczęście nie tak jak kiedyś :-).

  107. SwiatDucha
    Mar 25, 2014 @ 20:33:27

    No i dobrze, cieszę się, że to jakoś pomogło.

  108. Conchita
    Mar 31, 2014 @ 08:54:53

    I za to Cię podziwiam Andrzeju, że jak czujesz, że ktoś kopie cię w tyłek, to mówisz o tym, a nie dasz sobie wmówić, że to głaskanie.
    I tego się muszę nauczyć… Bo ja nie mówię, a zbieram po głowie. I wcale mi się to nie podoba…

  109. Conchita
    Mar 31, 2014 @ 09:09:41

    Ula :) . Ja też jestemwręcz zachwycona :).
    Ja też obstawiam krokodyla, ale ja nie mam takiego wglądu w obciążenia. Wejścia zazwyczaj czują się generalnie pokrzywdzone, a tu tanita przedstawia nam prawdy bezdyskusyjne, których nie pojmie nikt na tak niskim etapie rozwoju i z tak kiepskim wglądem hahahaha.

  110. Ksenia
    Mar 31, 2014 @ 09:38:13

    A ja rozumiem Tanitę, bo jeszcze niedawno miałam do niej podobne poglądy.
    Jakbym miała w nią rzucać kamieniami, to tak jakbym rzucała w siebie z przeszłości…
    Czy ktoś jest bez winy?

  111. Conchita
    Mar 31, 2014 @ 09:45:18

    Tak Ksenia i to jest moja lekcja: nie dam się wrobić w poczucie winy. Cierpię na nadmierną kompromisowość i ugodowość i zawsze stawiam czyjeś poczucie komfortu nad swoje. To też jest obciążenie. Tanita wchodząc na stronę o obciążeniach musi sobie zdawać sprawę, że zauważone obciążenie zostanie jej pokazane. Nie uważam tego za rzucanie kamieniem. A że wyszło śmiesznie to się śmiejemy.

  112. Conchita
    Mar 31, 2014 @ 13:21:13

    A tak swoją drogą dusza mi wczoraj numer wywinęła. Wczoraj się wkurzyła i rozbiła mi całą duchowość w pył. Przeorganizowała mi energetykę i sprowadziła do parteru. Świadome Ja i osobowość teraz patrzą oszołomione na świat i mrugają głupio oczami :D . Jestem zawrócona. Nic nie wiem :) . Nic nie potrzebuję wiedzieć, wszelka zewnętrzna wiedza wydaje mi się odstręczająca, a wywołane nią zmiany świadomości za wirusy energetyczne. Jak to możliwe, żeby sobie nagle zrobić taki reset? I to nie z wysokich ciał, ale właśnie z dolnych?
    Muszę się zdefiniować na nowo :). Jest to zachwycające – jeszcze inna perspektywa, normalnie uwielbiam swoje życie, za tą zmienność, jakby kilka żyć w jednym życiu. Teraz dla odmiany będę bardziej przyziemna :).

  113. SwiatDucha
    Mar 31, 2014 @ 23:36:37

    Conchita:

    to się chyba nazywa świadomość początkującego
    to dobre zjawisko! :)
    Ja miałem kilka takich momentów, że uważałem, że wielkość przeżycia no, może bez przesady, ale kiedyś dawniej mogła kwalifikować się jako koniec wcielenia i przejście ku następnemu.

    Ula:
    Przepraszam Cię, ale jeśli ktoś nie prosi mnie o jakąś diagnozę, a mnie ona potrzebna to zwykle robię sobie na osobności i nie wychodzę z tym w pole publiczne. Jak się ktoś pyta prywatnie – “mówię jak jest”, jak to mówi Max Kolonko z Nowego Jorku. I wtedy tamta osoba ma odpowiedzialność na sobie, co z tą informacją zrobi. Tak mi WJ pokazały, że one [też] tak robią.

    Wyjątkiem są przypadki, sprawy edukacyjne, ale i tu staram się brać przykłady nikomu nieszkodzące, nie głaszczące kotka pod włos.

    Tak więc mówię: ładny kotek ładny, i sobie myślę, co myślę. Równocześnie utrzymuję postawę szacunku, na ile potrafię.

    No ale oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy mnie coś zacznie energetycznie gryźć, bądź zatruwać. W internecie jest to u mnie o wiele częstsze. Sieć potrafi zadziwić! :) I to aktywnie.
    W życiu normalnym mam o wiele silniej uruchomione “czułki” a Dusza już przestaje mi węszyć za kr. [z czego się bardzo cieszę].

  114. Conchita
    Apr 01, 2014 @ 11:09:21

    Ja nie wiem, co się porobiło, zobaczymy z czasem co z tego będzie. Może tylko dusza się wkurzyła i przetrzepała dryfujące w pięknych światach towarzystwo.

    Z tym ocenianiem naszego zachowania na podstawie pozorów to bym się wstrzymała. Wczoraj pod prysznicem miałam fajny wgląd dotyczący tej sytuacji. Wyglądało to na zależne synchroniczne powstawanie przyczynowo – skutkowe (coś jak pole informacyjne Łazariewa) – sam proces jest dość neutralny. Nie wiem, czy będę umiała opisać.
    Przyczyny pociągają za spobą skutki, świadomość niosąca potencjał karmiczny wywołuje odzew z kompatybilnymi karmami. Z niby nieograniczonych możliwości reakcji, które ma czysta świadomość, powstaje skutek zgodny z bodźcem czyli uwarunkowany. Widać było, jak świadomość kumuluje się przy poglądach, utożsamieniach pomiędzy którymi zachodzą nieustanne interakcje i co jest przyczyną powstawania karmy, wzajemne warunkowanie się. To, co każdy dostrzegł w drugiej osobie i na co odpowiadał to było właśnie to: wzajemne powstawanie i przejawianie się karmy. Działa to automatycznie, a zmiana typu “szanuję drugą osobę” jest tworzeniem lepszej karmy, jednak wciąż jest warunkowanie tylko pozytywne. Wszystko to przez to, że jest to proces całego pola świadomości. Działa to neutralnie. Można to zatrzymać poprzez przerwanie ciągu wzajemnego powstawania. Gdy świadomość “odrywa wzrok” od uwarunkowanej perspektywy, przestaje tworzyć utożsamienia z przejawiającymi się preferencjami, wtedy nie następuje “zapisanie się” karmy. Ma miejsce otrzeźwienie, świadomość odrywa oczy od tej zabawy w wielokrotność perspektyw i odbijanie karmiczne. Przynajmniej na chwilę :D.
    Wiem, że pokomplikowałam, to było znacznie prostsze. W skrócie: jak będziemy się nawzajem oceniać i tworzyć obrazy siebie z tych cząstek reakcji i sądów, to będzie dalszy ciąg tej zabawy tylko w innych sytuacjach.

  115. Conchita
    Apr 01, 2014 @ 14:37:50

    Ula, wiedziałam, że to schrzanię :). Nie umiem tego powiedzieć, żeby nie stworzyć jakiejś koncepcji. I już nowa koncepcja sieje zamęt… Może zbyt płytko to jeszcze zobaczyłam i mieszam?

    Jak ktoś przyszedł coś przerobić to dobrze, to to czyste jest. Nawet nasza karmiczna reakcja jest czysta (chociaż może być inaczej odbierana przez innych), jak sobie czysto płynie z karmy. Karma się neutralnie dzieje sama, jak to Łazariew nawet opisał, Bóg działa przez innych czy przez nas. Jednak przy czy po tym czystym spotkaniu zidentyfikujesz się z czymś wchodząc w tą perspektywę, szczególnie z podbiciem emocjonalnym (np. ktoś mnie obraził, jestem winna, jestem taka i śmaka a ona jest taka) to świadomość się zawęża, schodzi do wieloperspektywy i nie postrzega się już całościowo, zaczyna walczyć lub bronić się, oskarżać itp. no w każdym razie uruchamiane są nowe reakcje karmiczne, a w zasadzie stare uruchamiają nowe czyli ciąg wzajemny przyczynowo-skutkowy jest kontynuowany.
    Przerwanie ciągu to niekoniecznie zaniechanie reakcji, reakcje są częścią tego świata i są jakie mają być), ale zwyczajnie wyjście z roli poprzez niekontynuowanie utożsamiania się. To wyjście jest spojrzeniem świadomości patrzącej na siebie poza formą – zresztą ty to wiesz, bo o tym pisałaś po spotkaniu z Elwirą, a ja tylko motam słowami i tworzę koncepcje… Mówiąc językiem prawniczym: mataczę :) :D.

    Ale niech to idzie dalej jak samo życie, pewnie niedługo zmienię się w wariatkę z potarganymi włosami wołającą: nie ma tego wszystkiego, nie ma zła, które widzicie, nie ma dobra w tym – to tylko wzajemne uwarunkowanie. Życie i jego piękno nie potrzebują tego gorsetu, naszych zapewnień i oczekiwań by być czyste. Dobra, teraz już pojechałam jak tramwaj na czerwonym świetle. Idę sobie pożyć… ;)

  116. SwiatDucha
    Apr 01, 2014 @ 19:15:23

    > dwa ostatnie wpisy to przerost formy nad treścią

    z tego, co kiedyś czytałem, to niektóre osoby MUSZĄ się wypowiedzieć, aby zrozumieć to, co mówią..
    Czy to jest ten przypadek?
    A jeszcze dodatkowo przechodząc na nowe wibracje, osobowość pewnie chce się “jakoś odnaleźć” w tym nowym położeniu, zregenerować się, swój system odniesień.

  117. Conchita
    Apr 01, 2014 @ 20:43:40

    W porządku Ula. Jestem w procesie zmian, nie mam tego zintegrowanego, za szybko by to móc przedstawić jasno w szerszym kontekście. Za jakiś czas pewnie napiszę to inaczej.
    Nie naruszasz niczego, bo nie angażujesz emocji, które byłyby wymierzone przeciwko mnie. Nie idzie do mnie żaden program agresji/ destrukcji. W przestrzeni świadomości, nie ma aspektu świadomości, który koncentrowałby się na tym, by niszczyć moją energię, co byłoby odczuwane jako program samozniszczenia. Nawet jakbyś się tu śmiała szeroko z tego, co napisałam, to śmiałabym się z Tobą, bo nie mam poczucia zagrożenia. Poza tym lubię jak ludzie zachowują pewien dystans wobec siebie i nie traktują się śmiertelnie poważnie…

    Czujesz, że coś jest nie tak w naszej reakcji wobec przedmówczyni, jak to nam sugeruje Ksenia? Ze tego kr. bardziej niż wejście poczułyśmy? Może to nieładnie innym wyszukiwać, szczególnie, że nie pytają, ale z naukowego punktu widzenia ciekawe, co to było… A że miało to zaskakująco humorystyczny aspekt… Oczywiście biorę pod uwagę, że z zaniżeniem wibracji mogła mi się stępić wrażliwość :).

    Andrzeju: :) Jestem niestety tym ciężkim przypadkiem, że jak piszę to zaczynam lepiej rozumieć… :D .
    No ja się wczoraj poczułam jak Budda badający samsarę i nirwanę, a Wy mi że przerost formy nad treścią, hahahaha :D. Pięknie, pięknie, ego się nie ma do czego przyczepić… :)

  118. SwiatDucha
    Apr 01, 2014 @ 21:53:00

    > Jestem niestety tym ciężkim przypadkiem, że jak piszę to zaczynam lepiej rozumieć

    To nie jesteś sama! Ja latami pisałem afirmacje z odpowiedziami i naprawdę dużo przez to zrozumiałem. I to nie tylko z siebie samego, ale też wyczuliłem się na przekazy WJ co do mojej drogi.

    A jeśli poczułaś nirwanę? Masz dwie drogi –
    1. nadal czuć ją i trzymać ten nastrój [oczywiście trzeba jakichś wyrzeczeń - np. nie można się zwierzać koleżankom :)],
    2. zacząć to penetrować, identyfikować, itd, aby wejść na kolejną pętlę spirali prowadzącej do Nieba.

    Jak to mówię – Oświecenie jest nieuniknione [ale nie mówi się kiedy to nastąpi].

    A tak oprócz wszystkiego – czy czujesz potrzebę tłumaczenia się, kiedy ktoś coś o tobie powie? Wyjaśniania, określania? Może nie potrzeba tego aż tak używać? Może można poddać wizję samej siebie temu, co przychodzi? I nie kontrolować tej wizji aż tak?
    Bo mam wrażenie, że ta aktywność przywodzi cię ku zmęczeniu.

  119. SwiatDucha
    Apr 01, 2014 @ 22:18:04

    Ja mam wrażenie, że wam się ciała bolesne dograły. Jedne to, drugie tamto i jakieś drobne zakleszczenie energii odczułem.

    Zrobiłem właśnie sernik na zimno, przepis wziąłem z przepisu na paschę, ale niestety bakalii nie miałem, więc na herbatniki i do lodówki.. Zobaczymy, co z tego będzie. Chce ktoś trochę? Zapraszam!

  120. Conchita
    Apr 02, 2014 @ 09:05:40

    Wybieram trzecią drogę: nie będę się trzymać i nie będę puszczać – niech tam samo się zintegruje i we właściwej chwili wypłynie. Świadomie rezygnuję z kontroli nad tym, bo w tym dłubiąc wywołałam tylko zamieszanie. Czuję, że to sobie już tam na jakimś poziomie jest, ale jeszcze nie wypływa, można powiedzieć, że karma jeszcze nie dojrzała…

    Z tym wyjaśnianiem rzeczywiście przeginam. Popytam się dzisiaj swojej duszy, skąd taka uporczywa potrzeba wyjaśniania i co generalnie się za tym kryje. Sama czuję, że nie płynie to z harmonii a z jakiejś nierównowagi.

    Ula, proponuję puścić kontrolę na rzecz WJ i jednocześnie zachować świadomość, obecność. Nie potrzebujesz nowego schematu. Możesz za to wykazać nieprzewidywalną spontaniczność :) z intencją najlepszego rozwiązania.

  121. Conchita
    Apr 02, 2014 @ 14:27:31

    Hehe :)

    Pomoc, wsparcie płynie sobie bez przywiązania do skutku i nie ma problemu. Skorzysta, nie skorzysta, – a radocha była przy dawaniu.

    Hmm mało szczegółów, ale może krokodyl? Nasycił się Twoją energią i potem, co Ty właściwie chcesz? Nie jesteś już potrzebna :).

  122. Conchita
    Apr 03, 2014 @ 08:21:39

    Się porobiło. Zadarłaś z babeczkami :). A pazurki mają ostre.
    Zauważyłam, że często osoby z wejściami czy białymi wzorcami postrzegają ludzi, którzy nie wyznają tych samych schematów, jako zagrożenie. To samoobrona, tu poczucie racji i słuszności jest bardzo ważne, więc nie może być kwestionowane. Musiałaś dotknąć jakiejś strefy bronionej przez system tej osoby, a jak Cię poniosło to przepadłaś, bo obudziłaś święte oburzenie. Hehe… Można się zastanawiać, czemu to się stało – jakie były przyczyny karmiczne, że weszłaś w tą sytuację – to sama musisz sobie odpowiedzieć, czemu się w to wpakowałaś mimo ostrzeżenia intuicji.

    Jak się bronić to nie wiem, Andrzej świetnie ogarnia te tematy w szerszym kontekście. Ja wiem tylko jak działać na własnym polu. Ale też nie wiem ogólnie, tylko wiedza pojawia się w konkretnej sytuacji. Czy ten związek z tymi osobami jest aktywny i dalej Cię trzepie energią? Czy raczej weszło w splot i siedzi, ale już czynnik zewnętrzny odpadł? A może już sama sobie z tym poradziłaś…?

  123. Conchita
    Apr 03, 2014 @ 08:29:14

    A propos komu się ciała bolesne dograły: to pewnie moje przy Kseni z wzbudzaniem poczucia winy. Ksenia chciała dobrze i pisała ze swojego doświadczenia sercowego, w którym innych widzi jako aspekty siebie. Nie będę się tłumaczyć co chciało moje ;) hahahaha. Rebelia i już :).

  124. Conchita
    Apr 03, 2014 @ 14:11:04

    Rozmawiałaś z Elwirą? Fajnie, że się wyjaśniło i uwalniasz się od tego. To było oczywiste, że to jakaś lekcja: najpierw mówisz o połączeniu z WJ, a potem od razu pakują się wejścia… :) . Leczenie czasami bywa bolesne jak np. wycinanie wrzoda.

    Ja też chyba jestem w skoku rozwojowym. Wcale nie jestem pewna, czy zaniżyłam wibracje, jak to się w pierwszej chwili wydawało. Dolne czakramy się wreszcie zintegrowały z całością i to było to uderzenie energii i świadomości dolnych czakramów. Świadomość doświadcza nieograniczonej przestrzeni, energii – życia, przejawiania i rozpływania się, szczęśliwości i wolności. Przynajmniej teraz, zanim coś się znów nie zaburzy, cieszę się tą chwilą pełni istnienia. W zasadzie Istnienie cieszy się tą chwilą ze “mną” ;) .

  125. Conchita
    Apr 04, 2014 @ 08:15:25

    Hmmm :D . A wiesz, że przedwczoraj miałam wrażenie, że nasze dusze przez chwilę sobie pogadały :D.

    A jak odbierasz WJ? Mam kilka odczuć na myśli i zastanawiam się, które to WJ. Może jak się czuje wyższą wiedzę, porządek, naturalną drogę energii?A może to bardziej aktywne – jak masz odczucie, że coś należy zrobić, mimo, że nie ma z tego nic dla siebie, czy coś powiedzieć i czuć, że to płynie z czystej świadomości, takiej właśnie wyższej i to ma na celu wyższe dobro. A może to i to…

    Nie śmiej się, ale mam wrażenie, że te dolne czakramy i ich zintegrowanie to jakaś większa sprawa była, kluczowa. Dzisiaj rano poczułam się, jakbym dokonała czegoś wielkiego i zrealizowała się. Jak pomyślę, że większość ludzi ma to uruchomione i zintegrowane naturalnie to tylko śmiać się można z mojego wyczynu. :D. No ale każdy ma wyczyny na swoją miarę ;). Powiem szczerze, jednak wciąż odczuwam lekkie wewnętrzne ciągnięcie w górę, ale równoważę to energią ziemi.

  126. Conchita
    Apr 06, 2014 @ 16:45:34

    Dzięki Ula! Mnie to ta WJ chyba nieźle dopaliła ostatnio. Ale sama się o to prosiłam. Tak mi się ostatnio przejaśniło, że wszystko jakoś się wydaje jasne, przejrzyste i spójne. Nie ciągnie mnie już do żadnych doświadczeń, zrobiła się przestrzeń i mogę zestawiać na różne sposoby to co już mam. Mogę się wreszcie życiowo zrelaksować :) .

  127. Jawa
    Apr 06, 2014 @ 20:45:45

    Witam. Jak to wspanile Pan wyjśnił. Teraz to wszystko mi się ‘klei’. Dziekuję Panu.

  128. SwiatDucha
    Apr 06, 2014 @ 22:38:28

    Cieszę się i podziwiam cierpliwość.

  129. Dominika
    Apr 07, 2014 @ 22:10:18

    Ojej!:-) Panie Andrzeju, to ‘epopeja’ :D. Muszę przyznać, że wciągająca, ale będę musiała rozłożyć przeczytanie jej na kilka dni. Normalnie, chylę czoła! Tyle pracy Pan w to włożył.
    Jakąś część przeczytałam i nasunęło mi się pytanie (nie wiem czy dobrze zrozumiałam tekst)- czy każdy człowiek na pewnym etapie życia ma Świadome Ja? Czy też są ludzie, którzy Świadomego Ja w ogóle nie mają ? Nie bardzo rozumię tą kwestię.

  130. SwiatDucha
    Apr 08, 2014 @ 19:54:01

    Istotnie, dużo tego i ten tekst potrafi być nużący..

    Pytasz o ewolucję świadomości.

    Ma ona kilka stadiów [z tego, jak to rozumiem]

    1. Na początku jest Dusza bez dużej osobowości, i to Dusza jest sama dla siebie wydzielona z wielości. I to zauważenie jej generalnie wystarczy. Zwłaszcza, że wydzielać aż tak bardzo nie chce się jej, często, gdy jest do tego okazja, łączy się z innymi Duszami i wtedy współdziałają, wtedy osobność danej istoty jest mało znacząca. Działa to u zwierząt, włącza się u ludzi.

    2. Gdy uruchamia się osobowość, to ona przejmuje bycie centralą osobności, wydzielenia z wielości. Istnieje świadomość zewnętrza. Osobowość oznacza, że “tam są oni, a tu jestem ja” i powoduje działania korzystne dla “ja”. Tak działają często zwierzęta, tak w dużej części działają ludzie. Nie ma jeszcze mocnego ego [wizerunku samego siebie, jednostka jeszcze nie obserwuje siebie, nie ma samoświadomości]. Jak to mówi Eckhart Tolle – żaden, najbrzydszy nawet kot nie będzie miał kompleksów z powodu swojego wyglądu.

    3. Pojawia się ego. Oto kolejny krok na drodze świadomości. Ego jest wizerunkiem siebie samego/ siebie samej. Pojawia się więc samoświadomość w formie “oto taki/ taka jestem”. Jednak nie jest to równoznaczne z jakimiś specjalnymi refleksjami, powoli rozpoczyna się korygowanie swojego wizerunku: “taki jaki jestem /taka jaka jestem nie podobam się sobie i dlatego chcę to zmienić”
    Zwierzęta mają niedużo tych zachowań, a większość ludzi jest nimi kierowana.

    4. Pojawia się Świadome Ja. Przewyższa ono wglądem zarówno Duszę, jak osobowość jak i ego.
    Świadome ja jest refleksyjne, potrafi powstrzymać się od dyktatu Duszy, osobowości i ego. Oczywiście najłatwiej mu się sprzeciwić Duszy, ponieważ Dusza ma najsłabsze argumenty, bo jest najbardziej prymitywna.

    Najtrudniej się Świadomemu Ja powstrzymać przed dyktatem ego, ponieważ ego ma najwyższe argumenty, które wydają się być bardzo korzystne. A przecież dlaczego mielibyśmy się powstrzymywać przed czymś, co jest dla nas tak korzystne? Dopiero zaawansowana samorefleksja Świadomego Ja zaczyna odkrywać, że ego często nie musi mieć takiej racji, jaką głosi.

    I Świadome Ja potrafi z czasem powstrzymać się dyktatowi ego, np. nie kupić sobie szałowego ciucha czy też super fury [których chce ego], ponieważ widzi, ma refleksję, że te symbole mają np. załatać niskie poczucie własnej wartości.
    W tym momencie Świadome Ja przechodzi do konkretnego działania na własną głęboką korzyść. Jest to już rozwój duchowy, ponieważ owe korzyści nie mają wyłącznie ziemskiego, przemijającego wymiaru, natomiast potrafią przechodzić poprzez wcielenia.

    Im starsza Dusza tym ma więcej potencjału, aby uruchomić Świadome Ja, potencjał świadomości “nabrzmiewa” wraz ze wcieleniami. Jednak nie musi być uruchomiony, dopiero “przebudzenie duchowe” daje ten moment.

    Świadome Ja nie jest obiektem złożonym z ciał subtelnych, tak jak Dusza, nie jest zbiorem wzorców jak osobowość, ani nie jest wizerunkiem umysłowym jak ego. Jest to Duch, który uruchomił samoświadomość dzięki doświadczeniom wcieleniowym.

  131. Dominika
    Apr 08, 2014 @ 23:51:48

    Dziekuję serdecznie za ten wykład :-). Pomyślałam sobie, że fajnie by było wstawić ten komentarz do artykułu, na wypadek gdyby innym czytelnikom nasunęły się takie pytania. Moim zdaniem tam tego brakuje. Fakt, że artykuł stanie się bardziej obszerny, ale i też przez to pełniejszy. A komentarze nie zawsze są czytane przez czytelników.

  132. Dominika
    Apr 09, 2014 @ 00:00:08

    I jeszcze nasunęło mi sie pytanie dotyczące Świadomego Ja.
    Czy Świadomym ja w pełni stajemy się dopiero po tzw. oświeceniu?

  133. SwiatDucha
    Apr 09, 2014 @ 12:34:35

    “Czy Świadomym ja w pełni stajemy się dopiero po tzw. oświeceniu?”
    O, nie, o wiele wcześniej. Gdy ktoś zaczyna potrafić zdystansować się do siebie w swojej refleksji, to już ma uruchomione Świadome Ja. Co prawda “wielkość”, czy “skala” owej istności jest jeszcze niewielka.
    To opisuje prof. Dąbrowski [od "Dezintegracji pozytywnej"] jako tzw. “dynamizm przedmiot-podmiot w sobie”. Warto poczytać jego prace, w których dużo jest o rozwoju świadomości.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dezintegracja_pozytywna

  134. Dominika
    Apr 09, 2014 @ 21:48:00

    Serdecznie dziękuję Panu za wyjaśnienie mi pewnych kwestii i za pomoc. :-)

  135. Conchita
    Apr 10, 2014 @ 09:12:49

    Co o tym myślicie?

    http://www.szkolaaniolow.pl/index.php/jestes-aniolem-2/item/69-ludzie-anioły

    Apogeum aktywności dusz z częścią anielską ma być w przyszłym roku… Już w tym roku tak człowieka trzepie, a w przyszłym ma jeszcze bardziej? Nie mogę sobie tego wyobrazić…

  136. Conchita
    Apr 10, 2014 @ 11:36:14

    Nie, nie trzeba być aniołem. Ja bynajmniej nie jestem. Autor tu ma na myśli połączenie z Aniołami w postaci takiej wkładki w duszę, którą nazywa częścią anielską duszy, albo duszą anielską w duszy człowieka. Anioły podobno rozdają to powszechnie w ostatnich czasach.
    A zmian doświadczają wszyscy, ogromnego przyspieszenia, przyciągania do albo anielskich albo demonicznych planów. Z tego co pisze Deyev to kulminacja ma być w przyszłym roku i potem będzie słabnąć… Zaciekawiło mnie to, bo się pokrywa u mnie z rosnącym przyciąganiem do anielskich poziomów świadomości.
    Tu jest fajna historia – jak działa ta anielska część:

    http://www.szkolaaniolow.pl/index.php/jestes-aniolem-2/item/72-moja-ludzka-dusza

  137. Aniela
    May 02, 2014 @ 16:37:23

    Dusza ludzka nie jest doskonała? Przesyłam Panu relacje ze śmierci klinicznej (a raczej biologicznej), w której to dusza rozmawia bezpośrednio w Wyższą Jaźnią. Zadaje jej różne pytania, na które nie znalazła odpowiedzi tu na Ziemi. Relacja warta przeczytania. Polecam. https://soulowicz.wordpress.com/2012/08/26/najlepsza-znana-relacja-smierci-klinicznej/

  138. SwiatDucha
    May 02, 2014 @ 17:13:46

    Bardzo dziękuję za łącze do świetnej relacji.

    Z pewnością jest to dużo mówiące doświadczenie, które do nas dociera i możemy z niego wiele wyczytać, wiele się nauczyć.

    Zadajesz pytanie: “DUsza ludzka nie jest doskonała?” – tak jakbyś powątpiewała w to stwierdzenie. I ten przekaz, który podpinasz niejako, jak się domyślam, miałby mówić: o, zobacz, a Dusza jednak jest doskonała, popatrz.

    To popatrzmy, istotnie.

    Jeśli pokazujesz przykład doskonałości Duszy, Dusz, to cóż tam możemy zobaczyć w przekazie? Ano piękno estetyczne: “zobaczyłem tę mandalę ludzkich dusz. To była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem.”

    I generalnie ta Dusza i świadomość, które to opisują, same też pewnie odkryły swoje piękno.

    I co do doskonałości Duszy sprawozdawcy .. to chyba tyle.

    Bo czy mam nazwać doprowadzenie się do śmiertelnej choroby doskonałością?

    Czy mam nazwać doskonałością niewiedzę duchową: „Co tu się dzieje? Proszę, Światło, wyjaśnij mi, kim jesteś. Chcę wiedzieć, co jest rzeczywiste”.

    itd.

    Aniela, ja wiem, że osiągnięty ideał piękna i przeżywanie miłości może się kobietom mocno kojarzyć z osiągnięciem doskonałości. Jednakże Dusza tego pana miała dużo, dużo niedoskonałości, nie był to poziom jakiegoś totalnego urzeczywistnienia, który można nazywać doskonałością. Może Cię po prostu mocno to zainspirowało – też tak może być.

    Jednak warto nie zrównywać piękna z doskonałością. Coś wiedzą o tym panowie, którzy ożenili się z bardzo pięknymi kobietami.
    Tamtym do doskonałości jednak coś brakuje.

    Podobnie, jeśli Dusza widziała Wszechświat z punktu widzenia Boskiej Harmonii, proszę nie mylić, że oto ta Dusza się stała doskonała. Myślę, że można to zaliczyć na zasadzie otrzymanego błogosławieństwa, otrzymanej wizji.

    Tak więc, jeśli gość pisze “Kiedy doszedłem do siebie, byłem bardzo zaskoczony” to nie wiedział o tym, co zobaczył, a więc doskonałości wiedzy i mądrości nie posiadł, ani jako osobowość, ani jako Świadome Ja [które na szczęście przyszło z powrotem i opowiedziało nam o tamtych sprawach].

    Tak więc dziękuję za podesłaną relację i proponuję poddać w wątpliwość przekonanie, że Dusza jest doskonała. To tak, jakby mówić: o, mój samochód sam się potrafi naprawiać. Może kiedyś, za ileś lat, auta to będą potrafiły robić. Ale na dzisiaj potrzeba mechanika z wiedzą i doświadczeniem.

    Czy pani żegna się z samochodem na dobranoc? No chyba nie. Podobnie i z Duszą ludzie nie utrzymują takich stosunków, dosyć poprawnie przypuszczając, że nie mają tam równego sobie partnera.

    Podobnie dla naszych Dusz na dzisiaj jest potrzebna Świadoma Jaźń, z trzeźwym oglądem sytuacji i umiejętnościami życia.
    I jeśli te umiejętności rozwijamy, to przybliżamy się do doskonałości duchowej. A Dusza? To pojazd dla Świadomości.

  139. Aniela
    May 02, 2014 @ 20:39:25

    Hym… czasami sama nie bardzo wiem, co mam myśleć na ten temat… mam na myśli – duszę. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że to destrukcyjne programy podświadomości rządzą naszymi reakcjami, przekonaniami, emocjami, spostrzeżeniami… I to podobno aż w 99 %. Wystarczy pouzdrawiać te programy i wówczas wszystko się odmienia. Tak twierdzą ci, którym udało się tego dokonać.
    Za tymi irracjonalnymi działaniami, którymi Pan przypisuje duszy, podobno też odpowiadają programy podświadomości. Dzieje się to tak, że my świadomie chcemy czegoś innego, a program chce ‘swoje’. Oczywiście też należy go uzdrowić, i wszystko się zmieni.

  140. Marc
    May 02, 2014 @ 21:33:28

    Mi się zdaje, że jak uświadamiamy sobie ego (jego elementy czy to co nam dyktuje) to traci ono poprostu moc.

  141. SwiatDucha
    May 03, 2014 @ 08:37:43

    Przepraszam Aniela za ostre słowa..

    Piszę, że Dusza jest umysłowości konia, jest jak koń. Koni ludzie nie idealizują [zwykle] mówiąc “co za mądre zwierzęta”, a też zwykle nie upodlają ich mówiąc: “o, konie, to nic dobrego, to worek z mięsem na kopytach”. Nie, ludzie zwykle szanują konie. I tak bym też podchodził do Duszy – z umiarkowaniem.

    Ja piszę, że CZĘŚCIĄ Duszy jest podświadomość. Więc, jeśli podświadomość jest zbiornikiem destrukcyjnych programów dla człowieka, to i Dusza to ma.

    Co prawda nie sądzę, że aż 99%. Coś to jakoś za dużo. Jeśli ktoś mówi o 99% to nie jestem pewien, czy rozumie stosunek procentowy – matematyczny opis zjawisk, nauczany w szkole podstawowej. Albo – i to częściej – jest pod wpływem mocnych idei, przeżyć, czy wręcz ma częściowo ograniczoną świadomość do danego tematu. Coś go przytłacza i widzi tylko tą cząstkę, na której się skupia. i ona DLA NIEGO istotnie stanowi 99% pola widzenia – reszta umknęła świadomości.

    Byśmy nie mogli dożyć swoich 7 urodzin, jakby tak było, jakbyśmy mieli 99% destrukcyjnych wzorców w podświadomości!
    A więc kolejna radosna idealizacja stworzona przez.. Duszę kogoś, kto w zapale swoim zajął się rozwojem i wyidealizował liczbę obciążeń [przesadził z tą liczbą, pewnie wszędzie widział obciążenia].

    Podobnie ostatnie zdanie – “wszystko się zmieni”. Dla niektórych osób, paradoksalnie najczęściej dla zainteresowanych duchowością nie “zmieni się wszystko”. Ludzie, którzy oczekują zbytnich zmian w swoim życiu mogą srodze się zawieść. Dlaczego? Ponieważ to życie nie jest pierwsze i jest wypełnione inercją z poprzednich dziesiątków wcieleń. Przemożenie w ciągu kilku lat inercji z dziesiątków wcieleń jest niemożliwe. Zwłaszcza dla starych dusz.

    A wyobrażenie o tym, że to można zrobić – jest naprawdę złudne i prowadzi do rozczarowań drogą duchową. Ale jak wiem, ileś zidealizowanych osób nadal tak uważa. tu dobrze poczytać książkę: “proś a będzie ci dane” Ester Hicks, gdzie mówi się o stopniowym rozwoju.

    Wszechświat nie po to dał starym Duszom to życie, aby je zmienili całkowicie i wykreowali sobie “nowe, lepsze”, “brand new”. To pomysły młodych dusz z USA, gdzie to jeszcze jest możliwe, dostępne i niemal na porządku dziennym.

    U starych Dusz życie jest bardziej dla trenowania akceptacji tego, z czym przyszły i wzniesienia się duchowego. Bo takiej ilości inercji wcieleniowej nie ma co próbować przestawiać na inny tor – Stara DUsza jest już ciężka doświadczeniami. Raczej wiele lat zajmuje jej dochodzenie do swojego prawdziwego powołania, które jest zwykle [także z powodu starości] potężne.
    Czy 70 latka będzie się uczyć nowego zawodu? No nie. Ale można godzinami z nim rozmawiać o jego zawodowej drodze życiowej i wnioskach, jakie można z niej wyciągnąć.
    Tak więc stare Dusze powinny zobaczyć, uznać, że są stare.
    A młodsze – oczywiście, nadal mają pole do popisu, do doskonalenia umiejętności, do gromadzenia mądrości, do rozwijania fajnych związków.

    Destruktywnych programów Duszy, na mój gust może być 20%, ale 80% służy nam dobrze, w codziennym życiu. Pozytywne programy są znane i potężne, ale – jak widać ich nie rozpoznajesz.

    Np. jeśli chcemy spotykać się ze znajomymi, przyjaciółmi, za to wszystko odpowiada Dusza i jej pomysły. Jeśli chcesz realizować swoje pasje, to Dusza. I są to pragnienia bardzo pożyteczne i konstruktywne.

    Jeśli przytaczasz takie słowa o 99% bez natychmiastowego odrzucenia ich, to oznacza, że chyba nie rozpoznajesz Duszy i jej funkcjonowania, także w swoim życiu.
    Jeśli nie rozpoznajesz pozytywnych 80% wzorców Duszy [!] to ja bym proponował powyższy tekst o Duszy i jej działaniach jeszcze raz przemyśleć i zweryfikować swoje przekonania. Dusza ma wiele nieracjonalności, ale generalnie jest pro-life, i to jak! A że czasami jedzie po bandzie, no to są te 20%.

  142. Aniela
    May 03, 2014 @ 16:35:32

    “Byśmy nie mogli dożyć swoich 7 urodzin, jakby tak było, jakbyśmy mieli 99% destrukcyjnych wzorców w podświadomości!
    A więc kolejna radosna idealizacja stworzona przez.. Duszę kogoś, kto w zapale swoim zajął się rozwojem i wyidealizował liczbę obciążeń [przesadził z tą liczbą, pewnie wszędzie widział obciążenia]“.

    Przepraszam, ale to ja skoniociłam pisząc, że mamy 99% destrukcyjnych programów. Powinam napisać, że ogółem mamy 99% programów, w tym ileś – mniej lub wiecej – konstruktywnych lub destrukcyjnych (to kwestia induwidualna). To co napisałm jest bardziej cudzym stwierdzeniem aniżeli moim.
    Ja jedynie próbuje dojść do prawdy, bo jest tyle sprzeczych teorii, że sie gubię w tym.

  143. Aniela
    May 03, 2014 @ 16:45:18

    “Mi się zdaje, że jak uświadamiamy sobie ego (jego elementy czy to co nam dyktuje) to traci ono poprostu moc”.

    A mi się wydaje, że w jakimś stopniu straci moc. Ego jest sprytne i przebiegłe, nie daje sie tak łatwo wyelimonować.

  144. Marc
    May 03, 2014 @ 18:32:47

    A mi się wydaje, że w jakimś stopniu straci moc. Ego jest sprytne i przebiegłe, nie daje sie tak łatwo wyelimonować.

    No można np. pomyśleć: mam świadome ja ale jestem the best :)

  145. Aniela
    May 03, 2014 @ 21:33:33

    “No można np. pomyśleć: mam świadome ja ale jestem the best :)”

    Ale to jest wtedy programowanie podświadomości. A mnie się zdaje, że to powinno być naprawdę świadome ja, a nie umysł podający się za świadome ja ;-)

  146. SwiatDucha
    May 03, 2014 @ 22:03:17

    Aniela:
    “Ja jedynie próbuje dojść do prawdy, bo jest tyle sprzecznych teorii”
    I to pragnienie ma konkretną wartość!
    Ja tak kiedyś też powiedziałem i sobie i Wyższym Jaźniom i [po sporej mojej pracy] dane mi zostało zrozumienie, które bardzo mi pomaga żyć.

  147. Marc
    May 03, 2014 @ 22:18:57

    Aniela. Tak właśnie żartem o to mi właśnie chodziło. Ego może uznać, mam świadome ja więc jaki jestem super :)

  148. Aniela
    May 04, 2014 @ 23:00:20

    “I to pragnienie ma konkretną wartość!
    Ja tak kiedyś też powiedziałem i sobie i Wyższym Jaźniom i [po sporej mojej pracy] dane mi zostało zrozumienie, które bardzo mi pomaga żyć”.

    No to jestem na dobrej drodze :-)

  149. Marc
    Jun 09, 2014 @ 20:57:31

    Czy dogrywanie się intencji zachodzi na poziomie duszy? Tak to rozumiem, że jak działamy pod dyktando duszy to nasze świadome ja nie jest przytomne więc jedziemy po wyuczonych wzorcach i intencjach. Świadome ja to przytomność.
    Jeśli to dusza śni, czy to oznacza, że podczas snów o innych ludziach, dusze się komunikują?

  150. SwiatDucha
    Jun 10, 2014 @ 10:43:12

    Marc:
    Tak, działania Duszy nie mają cech świadomości świadomie wybierającej. Wtedy mogą realizować się programy nieświadome. Np. Osoba współuzależniona może poślubić nosiciela krokodyla [bo Dusza jest nim zachwycona], mieć z nim dzieci, a po siedmiu latach rozwodzić się z tym podłym chamem. ALE widziały gały co brały. Oczy Duszy dobrze wiedziały, co brały, jedynie Duszy jest wszystko jedno w jakiej jakości doświadczenia się pcha.

    Osoba świadoma, nawet współuzależniona, będzie świadomie omijała nosiciela dużym łukiem i nie da się wciągnąć w jego/jej gry [nawet jeśli są one nieświadome, nawet jeśli nosiciel świadomie nie chce jej/jego skrzywdzić]. TO zachowanie może wydawać się dziwne, nawet nienaturalne [przynajmniej DUsza to tak odbiera i reaguje zdziwieniem i odczuciem, że dziwaczejesz]. A jednak takie odczucia zdziwaczenia warto przetrwać, ponieważ dzięki temu nie wchodzimy po uszy w kłopoty.

    Dusze komunikują się 24/7, cały czas i bez względu na odległość, O ILE tego chcą. A najczęściej chcą, bowiem wybierają JAKIKOLWIEK związek niż brak związku, brak relacji. Zresztą dla Duszy “relacja” to jest cyniczna ironia! ONA pragnie WIĘCEJ! Dusze OD RAZU idą na całość i chcą ZWIĄZKU, ba, już go mają, i tylko czekają na to, aż osobowości dograją to na planie fizycznym.

    To dlatego kobiety tak szybko wchodzą w związek, tak szybko ustalają że TO JUŻ jest. [I rzeczywiście, na poziomie Dusz TO JUŻ jest, jest po prostu świetnie, idyllicznie, doskonałe wibracje zjednoczenia, błogość itd.]
    Nie patrzą często, czy ta druga strona tego chce, czy nie.
    Gorzej – nie patrzą czy to w ogóle jest dobry pomysł.
    “Tą naszą relację tak dobrze czuję” mówi ona spoglądając mu głęboko w oczy – ten argument wystarcza do pójścia do ołtarza, i do posiadania dzieci z nosicielem kr. i do późniejszego rozwodu.
    Nie śmiejcie się, znam dziesiątki takich przypadków, pań, które by chciały “cofnąć czas” bo tak nagrzmociły wtedy, że daj Boże…
    Jest to raczej reguła niż wyjątek. Kobiety bowiem nie blokują swojej Duszy i jej poruszeń, ba, narowów! Mają przez to ciężej w życiu z punktu widzenia skutków błędnych wyborów.

  151. Marc
    Jun 10, 2014 @ 14:08:34

    Dusze OD RAZU idą na całość i chcą ZWIĄZKU, ba, już go mają, i tylko czekają na to, aż osobowości dograją to na planie fizycznym.

    Tak mi się właśnie ostatnio wydawało. Z tymi kłopotami kobiet w kontroli duszy to trochę jestem zaskoczony chociaż słyszałem niedawno, że człowiek w kobeicym ciele nie może się sam oświcić. Może o to samo chodzi.

  152. SwiatDucha
    Jun 11, 2014 @ 00:09:14

    Cor:
    dzięki za uściślenie

    Dziewczyny:
    mam nadzieję, że wiecie i pamiętacie jakie błędy mężczyźni potrafią narobić :)
    Bo jakby “ciężar gatunkowy” robionych problemów rozkłada się po obu płciach równo i nie można powiedzieć, że oto “kobiety są gorsze”, bądź “mężczyźni są gorsi”.
    A to, że akurat napisałem o kobietach, to dlatego, że mi osobiście łatwiej, jestem do tego zdystansowany.
    Dla zainteresowanych stroną kobiecą bardzo polecam stronę:
    Biegnąca z Wilkami

  153. Conchita
    Jun 11, 2014 @ 11:26:57

    :D Mężczyźni równie szybko wchodzą w relacje na widok zgrabnej figury i innych atutów :), szczególnie gdy posiadaczka ma dziecięco-uległą bądź zmysłowo-przebojową (krokodylą) powierzchowność. :D. I co tam w niej naprawdę siedzi jest mało istotne dla takiego faceta. :D

    Mam wrażenie, że celują w tym młodsze dusze nastawione na dobrą zabawę w życiu. Ale z dokonanymi wyborami i konsekwencjami trzeba potem żyć. Dojrzałe dusze potrzebują skomplikowanych i zasupłanych partnerów, żeby miały z kim rozgrywać swoje dramaty, skumulowane napięcia. Jak wysłuchuję historii o realcjach moich znajomych, to naprawdę możnaby osiwieć…!

  154. Conchita
    Jun 11, 2014 @ 11:28:50

    Mężczyźni oczywiście…

  155. Iza
    Aug 27, 2014 @ 00:41:49

    Witam!
    przesyłam Panu link http://wingmakers.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=363&Itemid=1
    Jesli znalazłby Pan czas i ochotę, to proszę o przeczytanie go. Zwłaszcza wywiadu. Jestem ciekawa pańskiego zdania na ten temat.
    Pozdrawiam

  156. SwiatDucha
    Aug 29, 2014 @ 20:43:50

    Dziękuję za link. Czytam ten wywiad. Tekst jest długi, ale chyba warto go przeczytać, nawet jeśli mam pewne wątpliwości. Jak dokończę, to pewnie coś od siebie napiszę.

  157. Aneta
    Sep 14, 2014 @ 22:24:51

    Witam,
    czytam tę stronkę i muszę przyznać, że ciekawa. Sporo można się z niej dowiedzieć.
    Ale podczas czytania tej lekturki nasunęły mi się pytania… Nie wiem, czy dobrze wszystko zrozumiałam… Jesli coś ‘namotam’ w pytaniach, to przepraszam.
    1. Czy my wszyscy tak naprawde jesteśmy Duchem, a nie duszą? Ma na myśli naszą Prawdziwą Istotę.
    2. Czy Duch jest tym samym co Świadomość?
    3. Co się dzieje z naszą duszą (za życia lub po smierci), kiedy poznamy kim naprawdę jesteśmy?
    4. Czy Wyższa Jaźń ‘stoi’ wyżej od Ducha, czy to może to samo?
    Jeśli jakieś pytanie wydaje sie Panu nielogiczne, to prosze mi wybaczyć, ale trochę się w tym gubię. Pytam, bo próbuję sobie to jakoś w głowie poukładać. I z góry dziekuję za odpwiedź, jeśli znalazłby Pan dla mnie czas i ochotę na odpowiedź. Pozdrawiam miło.

  158. SwiatDucha
    Sep 14, 2014 @ 22:41:41

    witaj!
    Dzięki za pytania!

    1. Najpierw był Bóg [albo Tao, albo buddyjska "pustka" - jak kto woli], który się “rozczłonkował” [opisane w "Rozmowach z Bogiem" Walsha]. I poszczególne cząstki stały się Duchami, które weszły w inkarnację [w Dusze a potem w ciała]. Więc jak ktokolwiek będzie poszukiwać w sobie, to odnajdzie najpierw Duszę, potem głębiej odnajdzie Ducha, a potem Boga. A co kto uważa za swoją prawdziwą istotę – to zależy od niego/niej.
    Osoby dociekliwe pewnie nie pozostaną na powierzchownych odpowiedziach.

    2. Duch nie jest tym samym, co Świadomość [Świadome Ja].
    Chociaż zarówno Duch jak i Świadome Ja są niesubstancjalne [także nie mają wysokich ciał subtelnych]
    Duch stanowi potencjalność dla uruchomienia się Świadomości [Świadomego Ja], które w swoich możliwościach przekracza Ducha. Można powiedzieć, że Duch jest “nieprzetworzoną jeszcze” świadomością.
    A Świadome Ja jest Duchem, który przeszedł transformację.
    Ale może nawet i to nie, Świadome Ja, świadomość wydaje się jeszcze bardziej subtelna niż Duch. Jednak na początku sama świadomość nie jest tak oczyszczona z połączeń z ciałem fizycznym, z Duszą itd. Dopiero potem Świadome Ja się oczyszcza z utożsamień.

    3. W moim wyobrażeniu, myślę, że Dusza może częściowo się rozpuścić [jest bowiem dosyć labilna] i możemy żyć częścią Duszy, Duchem i Świadomym Ja.

    4. WJ jest istotą duchową, tak jak i istotą duchową jest człowiek. Oboje mają Ducha. Natomiast WJ nie mają ciał materialnych, mają subtelne. Te ciała istnieją jakby “ponad” nami, żyjącymi w świecie materialnym. My też mamy ciała subtelne, natomiast WJ mają ich zwykle więcej.

    Tak więc pytanie dotyczy dwóch rzeczy, które nie są wobec siebie porównywalne. To jakby spytać: Czy ważniejszy jest czajnik, czy też woda wlewana do szklanki?

  159. Aneta
    Sep 16, 2014 @ 21:45:34

    O Boże! :-D To bardziej skomplikowane niż myslałam. :-D Miałam trochę inne wyobrażenie. Można się w tym pogubić. Ale bardzo dziekuję za odpowiedź. :-)

    I jeszcze troche Pana pomęczę, za co ‘z góry’ przepraszam…

    1. A czy WJ to inaczej Naddusza?
    2. Gdy osiągamy tzw. Świadomość Chrystusową to stajemy się tym WJ… ? czy jak to jest…?
    3. Nie wiem… może źle myślę… ale mam wyobrażenie, że gdy dojdziemy do Świadomego Ja, to wówczas osiągamy oświecenie (ale chyba nie tzw. Chrystusowe…????) ?

    Przepraszam za tą swoją dociekliwość, ale coś w mej duszy nie daje mi spokoju i każe drążyć. Do czegoś jest to potrzebne mojej duszy…

    I jeszcze coś…
    Podobno, gdy poznamy kim naprawdę jesteśmy (gdzieś o tym czytałam), to wówczas już nie inkarnujemy się na tym padole (którego ja notabene mam już od dziecka powyżej gardła). No i podobno, poznajemy (gdy szukamy odp. na to pytanie w swoim wnętrzu), to dowiadujemy się, że jesteśmy Stwórcami? Czy to wszystko prawda?

    Bardzo zależy mi na tym, aby poznać kim naprawdę jestem :-). Ale wpierw muszę poukładać to sobie wszystko w głowie.

    Pozdrawiam miło.

  160. Iza
    Sep 17, 2014 @ 21:11:11

    Witam,
    Cieszę się, że Pana zainteresował ten wywiad :-). Ja podobnie, jak Pan, nie ze wszystkim się zgadzam. Nie mniej jednak jestem bardzo ciekawa Pańskiego zdania w tym temacie. Pozdrawiam serdecznie

  161. SwiatDucha
    Sep 19, 2014 @ 16:03:16

    Aneta, dzięki za pozdrowienia!:

    1. A czy WJ to inaczej Naddusza?
    2. Gdy osiągamy tzw. Świadomość Chrystusową to stajemy się tym WJ… ? czy jak to jest…?
    3. Nie wiem… może źle myślę… ale mam wyobrażenie, że gdy dojdziemy do Świadomego Ja, to wówczas osiągamy oświecenie (ale chyba nie tzw. Chrystusowe…????) ?

    odpowiem tak jak to rozumiem.

    1. WJ czasami nazywane jest Nadduszą. Jednak niektórzy sugerują iż jest to “cząstka nas”, natomiast Huna i Max Freedom Long mówił o konkretnej osobnej istocie, nie o “zlaniu” iluś istot w jedną. Owszem, pomiędzy Niższym Ja, Średnim Ja i Wyższym Ja istnieje ścisła współpraca, natomiast nie są one jednością, posiadają interakcje, relacje między sobą.

    2. Bycie Chrystusem to w tłumaczeniu bycie namaszczonym. Czyli posiadanie jakiegoś daru od Boga. Energie Chrystusowe są szczególnymi wysokimi energiami.

    Nie wygląda na to, żeby Świadomość Chrystusowa była konieczna do stania się WJ. Myślę, że zdecydowana większość WJ nie ma Świadomości Chrystusowej. WJ są nazywani w chrześciaństwie “aniołami stróżami”, więc do Chrystusa im jeszcze trochę..

    3. Świadome Ja mamy od momentu, gdy zaczynamy być świadomi siebie samych, gdy uruchomiony jest dystans do samego siebie. Zwierzęta [jak to rozumiem - z zasady] tego jeszcze nie mają, ma to dopiero człowiek. A to i też w bardzo różnym stopniu się ta świadomość wyraża.

    I dopiero owo Świadome Ja po długiej ewolucji doznaje przekształceń i wglądów. Pod jakimś względem “Ostatecznym” wglądem jest właśnie Oświecenie. Życie się wtedy nie kończy, ale zaczyna się inny etap.

    Podobno, gdy poznamy kim naprawdę jesteśmy (gdzieś o tym czytałam), to wówczas już nie inkarnujemy się na tym padole (którego ja notabene mam już od dziecka powyżej gardła). No i podobno, poznajemy (gdy szukamy odp. na to pytanie w swoim wnętrzu), to dowiadujemy się, że jesteśmy Stwórcami? Czy to wszystko prawda?

    Ten temat poruszyłem w tekście “Prawda i twórczość” [link] Im “wyżej” funkcjonujemy w ciałach subtelnych, tym bardziej jest się twórcą, aż pewnie do zrozumienia poziomu Stwórcy.

    Najprościej mówiąc, jest wiele poziomów stworzenia. Gdy jesteśmy w stanie funkcjonować na odpowiednio wysokim, to uruchamiają się nam pewne możliwości, których wcześniej nie mieliśmy. Poznanie “kim jestem naprawdę” ma wiele poziomów, otoczek, jak cebula. Poszukiwania, aby były skuteczne, muszą być realne, a nie wymyślone [link]. Wtedy “jesteśmy tam”, a nie tylko myślimy o tym, że tam jesteśmy.

  162. Aneta
    Sep 19, 2014 @ 20:41:58

    Dziekuję Panu bardzo za te wyjaśnienia. :-) W internecie raczej trudno o takie głębokie przemyślenia. To wspaniale, że Pan podjął się tego wyzwania. Tym bardziej, że tematyka wcale nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać.

    Jakiś czas temu znalazłam w jednej z książek poświęconych oświeceniu, technike medytacyjną, która umożliwia nam poznanie samego siebie. Wykonałam ją trzy razy, wyszła mi dopiero za trzecim. I dzięki tej technice wczoraj poznałam kim jestem :-).
    Doszłam do głębi samej siebie. Doświadczyałam siebie jako czystą świadomość, jako bezruch. Ta świadomość, którą my jesteśmy jest w istocie – neutralna, bo tam ani dobra ani zła nie zauważyłam. Była tam doskanała cisza, spokój i błogość. I nic poza tym.Ta świadomość jest jakby pogrążona w ciagłej medytacji i wie, że jest Stwórcą, jak również wie o tym, że jest wieczna – nigdy nie została stworzona. Fajne doświadczenie. Spodobało mi się to, więc co jakiś czas będę powtarzała tę medytację.
    Po tym doświadczeniu właśnie tak wyobrażam sobie teraz pełne oświecenie.
    Teraz wiem dlaczego ludzie oświeceni polecają nam poznać samego siebie. Zrozumiałam miedzy innymi to, jak bardzo jesteśmy zmanipulowani przez systemy religijne, że Bóg nie jest tym, kogo oni nam ‘wciskają’.
    Wie Pan, co ja odczułam podczas tej medytacji? Że te Świadome Ja przypomina Ducha, tzn. czułam się jakby zarazem duchem. Ale zdaję sobie sprawę z tego. iż ja moge mieć takie wyobrażenia o Duchu, bo szczerze mówiąc nie potrafię sobie wyobrazić Ducha (dusze tak, ducha – nie). I przez to mogę nie widzieć różnicy i tak to okreslać.
    Zastanawiam się, czy jest sens zgłębiania istoty Ducha (mam na mysli siebie), skoro wiem, że jestem czystą świadomością Stwórcy.
    Oświeceni twierdzą, że naszym celem tutaj na Ziemi jest poznanie samego siebie, gdyż jest to Prawda, która na wyzwoli z tej niekończącej się niewoli.

    Kiedys czytałam w jakieś książce o Kahunach? (ale nie jestem pewna czy na pewno tam), że Świadome Ja ewoluuje do WJ, bynajmniej powinno (oczywiście wymaga to praktyk duchowych). A kiedy stanie się tym WJ, to WJ ewoluuje jeszcze wyżej. I że to WJ jest naszym lepszym Ja. Czy to prawda?

    Wie Pan co jeszcze zrozumiałam, po tym doświadczeniu poznania siebie? Zrozumiałam dlaczego dusze muszą reinkarnować się ponownie. Bo one nie wiedzą, że są Stwórcami, i Boga szukają niewiadomo gdzie, zamiast w sobie.
    Podobno… nie wiem, czy to prawda, ale tak czytałam, za tą reinkarnacją stoją siły ciemności. To oni wykorzystują tę niewiedzę duszy i wmawiają im, ze muszą się reinkarnować i zawierają z nimi umowę duszy, która na ogół nie jest przyjemna dla człowieka tu na Ziemi. Podobno, nie tylko tu na Ziemi jestesmy oszukiwani, tam – też, jeśli nie wiemy kim jesteśmy.
    Czy ma Pan jakieś informacje w tym temacie?

    Pozdrawiam miło.

  163. SwiatDucha
    Sep 20, 2014 @ 19:38:02

    To ładne doświadczenia, ta medytacja. Zrobiona z wiedzą może dać postrzeżenie różnych innych technik jako “niższych”, i automatycznie można się wyzwolić od różnorodnych systemów wiedzy/ przekonań/ wierzeń.

    Tak, słyszałem o tym, że system wcieleń jest “zrobiony” a nie naturalny, można o tym przeczytać np. tu:

    https://krystal28.wordpress.com/2014/08/25/jak-opuscic-system-reinkarnacji/

    Ale przyznam się, jeszcze tematu nie rozpoznałem wystarczająco.

  164. Aneta
    Sep 21, 2014 @ 17:55:56

    Mnie wyzwoliła z wielu systemów wiedzy, przekonań i wierzeń :-). Po tym doświadczeniu, jakby część tego sama odpadła, a ‘reszta’ dopiero po głębszym uświadomieniu sobie pewnych ‘rzeczy’.

    Dziękuję za ten link z blogu Krystal. Przeczytałm go i moja intuicja podpowiada mi, że to niestety prawda… To potwierdza, jak ważne jest to rozpoznanie siebie.
    Mam nadzieję, że po śmierci nie zapomnę kim jestem i nie dam sie wrobić w żadne inkarnacje i niewolnicze kontrakty duszy.
    To też wyjaśnia, dlaczego tu na Ziemi ‘dba’ się o niewiedzę niewolników.
    Oglądałam jakiś czas temu film ‘Tybetańska Księga Umarłych’ i tam też są przestrogi przed pułapkami po śmierci. Zaleca się między innnymi unikanie Białego Światła wabiącego miłością, które zwykło się nazywać Bogiem, gdyż to Światło – co prawda- daje ukojenie, ale po tym odsyła do inkarnacji. Stąd należy go unikać. Zresztą – wszystkiego nalezy unikąc tam. ‘Tybetańska Ksiega Umarłych’ radzi, aby uświadamiać sobie, że wszystko co sie pojawi jest iluzją umysłu, i wówczas to zniknie (cokolwiek by to nie było). I poleca rozpoznać siebie po śmierci, a najlepiej za życia. Wówczas omija nas inkarnacja. Stajemy się wolni.
    Też kiedyś czytałam, że są dusze, które nie idą do żadnego Światła, tylko ‘podróżują’ po astralu, coś tam stwarzają sobie zupełnie nieświadomie i po pewnym czasie nudzi im się to, i inkarnują- zupełnie przypadkowo, tylko dlatego, że mają dość tych doświadczeń (oczywiście nie dowiadują się kim są). Film, o którym wspomniałam, chyba też coś takiego nadmienia.
    Wniosek z tego, jaki mi się nasuwa – cobyśmy tam nie robili (mowa o zaświatach), to jeśli nie rozpoznaliśmy siebie, to ciągle jesteśmy w niewoli własnej niewiedzy i nie wiemy, co mamy tam ze sobą zrobić lub inaczej- inni wiedzą, co mają tam z zrobić z nimi.
    Ważne jest uświadomienie sobie, że wszystko, co zewnętrzne (dotyczy to Ziemi i zaświatów) – jest ILUZJĄ, PRAWDA jest w nas. A co za tym idzie – owe Światło powinno pojawić się w nas, bo my nim jesteśmy; a nie gdzieś tam na zwenątrz w tunelu. Muszę przyznać, że ciemne siły znakomicie uzurpują Boga.

    Słyszy i czyta się dość często o doniosłym znaczeniu miłości. A bardzo rzadko o znaczeniu świadomości i to jak o świadomości jest wspomniane, to w różnych ‘kontekstach’. To by wyjaśniło dlaczego. Ludzie miłujący też się inkarnują, a świadomi – jak chcą, to się inkarnują i czynią to na własnych warunkach, a jak nie chcą się inkarnować, to tego nie robią. Podobno mamy nawet ‘obowiązek’ w którejś inkarnacji być ‘czarnymi charakterami’ (dotyczy oczywiście tych miłujących, ale nieświadomych). Nie chcę przez to powiedzieć, że nie należy być miłującym. Moim zdaniem – nalezy, gdyż są to wyższe wibracje, ale też należy być świadomym.

    Pozdrawiam miło.

  165. Trackback: Analiza tekstu “Dar Duszy” | Świat Ducha
  166. SwiatDucha
    Sep 26, 2014 @ 19:50:42

    Przepraszam, że to tyle trwa, ale sprawy nie są powiedzmy błahe, i najpewniej skończy się na artykule, który by prezentował kilka różnych podejść. Bo WM nie są jedyni w tym nurcie.

  167. Iza
    Sep 28, 2014 @ 18:32:00

    Witam,
    Nie wiem, czy to odpowiedź Pana na mój wpis… ? Jeśli tak, to poczekam. ;-) Nie zamierzam ‘popędzać’ Pana, bo rozumiem, że temat jest obszerny i trzeba go dobrze zgłębić. “Umieram” z ciekawości, jakie jest spojrzenie Pana w tym temacie. Pozdrawiam.

  168. Aneta
    Sep 29, 2014 @ 21:50:50

    “(…)Rob – Czy zgodziłbyś się, że jesteśmy duszami i schodzimy i zaczynamy – przechodzić przez proces duszy i celem w życiu jest, aby przechodzić przez ciągły proces wznoszenia się, który rozpoczyna się od minerału, przemieszcza się w kierunku życia roślinnego przez długie miliony lat, a następnie przenosi się do egzystencji życia zwierząt też przez wiele, wiele milionów lat – a potem dusza staje się istotą ludzką?
    KOBRA – To jest jeden możliwy kierunek ewolucji, ale gwiezdni ludzie na tej planecie nie przechodzili przez ten proces. Naprawdę to gwiezdni ludzie na tej planecie przeszli przez inny proces, gdzie wyłonili się z Centralnego Słońca, przeszli przez anielską ewolucję, następnie zstąpili przez wymiary do fizyczności. Ale tak, większość ludzkości na Ziemi przeszła przez fazy minerałów, fazy roślinne, zwierzęce przez miliony lat. Tak więc mamy tu dwa strumienie ewolucji, które obecnie współpracują i integrują się ze sobą.

    Rob – Czy uważasz, że obecnie ludzkie zachowanie jest bardziej pod wpływem samej technologii Archontów, czy jest to z powodu automatycznego, psychicznego zaprogramowania, które było utrzymywane przez tak długi czas i negatywne nawyki stały się tak zakorzenione w ludziach, że technologia skalarna nie ma takiego wpływu?(…)

    http://krystal28.wordpress.com/

    Czy zgadza się Pan, Panie Andrzeju, z powyższą odpowiedzią na zadane pytanie?

Komentarze

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: